Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Gdy młoda Vila odkrywa w sobie, że nie jest zwykłą dziewczynką, jej świat odwraca się do góry nogami. Senna wioska, w której mieszka wspólnie z rodzicami, przestaje być bezpieczną przystanią.
Wszystko się zmienia, gdy po Vilę przyjeżdża pewna tajemnicza kobieta…
To historia o odmienności i tęsknocie za czymś, czego się jeszcze nie zna.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 33
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Rozdział I
Nad okolicą, w której znajdował się główny punkt spotkań, unosiła się płonąca łuna. Ogień pomalował świat wokół na czerwono i pomarańczowo. Posłał ku nieboskłonowi upstrzonemu tysiącem gwiazd iskierki, które żywo zatańczyły i zgasły, aby kolejne mogły kontynuować świetlisty spektakl. Powietrze tchnęło duszącym zapachem ziół wrzuconych przez szamana w gorejące płomienie.
Nadchodziła wiosna i Shiva szykowała się do przyjęcia jej z otwartymi ramionami.
•
Mieszkańcy wioski i innych okolicznych siół uwijali się jak w ukropie, aby zdążyć przed obchodami Beltane. Zima w tym roku trzymała pola i lasy w swoich okowach do ostatniego momentu. Mroźne podmuchy dęły w dolinach, niosąc ze sobą biały puch. Nieprzerwany korowód śnieżynek przerodził się w wielką zamieć, jakiej od lat w Shivie nie widziano. Gwałtownie przetoczyła się nad wioskami, aby niespodziewanie ustąpić, pozostawiając po sobie pola uprawne i wzniesienia okryte białą pierzyną. Drzewa – o tej porze roku zaledwie smutne, gołe gałęzie – zostały ubrane w srebrzyste płaszcze. Ich korony błyszczały teraz w przedpołudniowym słońcu. Ciepłe promienie podświetlały drobinki śniegu, opadające w ciszy na dziewiczą biel.
– Vilo, zostaw to okno i chodź tu. – Surowy ton korpulentnej kobiety wyrwał dziewczynkę z zamyślenia.
Poprawiła wypadające spod rzemyka kruczoczarne włosy i niechętnie posłała ostatnie spojrzenie za otwór w ścianie. Jeszcze przez chwilę przyglądała się świerkowi majaczącemu na horyzoncie. Z fascynacją obserwowała, jak kilka wróbli bawiło się w wiecznie zielonych igiełkach. Skrzydłami trącały gałęzie, z których opadały ciężkie czapy śniegu i rozpryskiwały się na ziemi, posyłając wokół jaśniejące drobinki. Spektakl trwał do momentu aż drzewo, za sprawą zwierzęcych przyjaciół, prawie zostało ogołocone z zimnego przyodziewku.
– Mówię coś do ciebie! – W izbie ponownie rozległy się karcące słowa matki.
– Już, matko. – Vila ze smutkiem oderwała wzrok od okna. Zatarła zziębnięte dłonie, poprawiła na ramionach ciepły pled i ruszyła w kierunku paleniska.
Ognisko stanowiło centralną część pomieszczenia. Ojciec niedawno rozstawił nad nim nowy stelaż, na którym zawisł kociołek. Z cynowego naczynia wydobywał się wesoły bulgot. Matka od świtu pracowała nad strawą na obchody święta wiosny. Buchająca znad garnca para pachniała suto przyprawioną dziczyzną. Na stole stygło świeżo upieczone ciasto miodowe, ofiara dla Bóstwa i Vestuli. Vili zaburczało w brzuchu.
– Zjesz później – powiedziała matka, mieszając chochlą w gulaszu. – Przynieś mi trochę drewna, muszę dołożyć pod kocioł.
Dziewczynka skinęła głową i sprawnym ruchem wyjęła spod rozchybotanego stołu pleciony kosz. Umieściła go wygodnie w zgięciu łokcia.
– Zaraz wrócę – oznajmiła.
Odpowiedział jej brzdęk metalu uderzającego o metal. Kobieta stojąca przy kociołku machnęła ręką, zajęta doglądaniem potrawy. Miała dziwne przeświadczenie, że zauważyła wśród kawałków mięsa i warzyw koci włos. Włożyła palce do parującego posiłku, żeby wyłowić sierść, ale tylko je oparzyła. Tupnęła na białego kocura, który czaił się w okolicy blatu usłanego przyborami kuchennymi, nie zobaczyła więc, jak jej córka wychodzi z chaty.
Vila opuściła ciepłą izbę i domknęła uważnie ciężkie drzwi. Wzięła głęboki wdech, pozwalając mroźnemu powietrzu napełnić płuca. Orzeźwienie przyszło natychmiast. Dziewczynka z przyjemnością oddała się w lodowate ramiona bogini Orei. Odwróciła na chwilę głowę w kierunku słońca, które nieśmiało wyglądało zza nabrzmiałych od śniegu chmur. Uśmiechnęła się szeroko, gdy poczuła na twarzy ciepłe pocałunki zsyłane przez gwiazdę. Dawało jej to nadzieję, że obchody Beltane odbędą się w sprzyjających warunkach.
Ruszyła dalej. Buty zaskrzypiały na śniegu. Zalegał w obejściu od ostatnich opadów i utrudniał łapanie równowagi na ślizgawce, która się tam utworzyła. Vila wielokrotnie słyszała, jak matka prosiła ojca o oczyszczenie dróżki, ale w odpowiedzi dostawała tylko zdawkowe kiwnięcie głową. Dziewczynka, wędrująca myślami zupełnie gdzie indziej, nie zauważyła świeżej połaci lodu. Prawa noga uciekła jej spod ciała i Vila prawie upadła. Chwyciła się gałązki świerku. Krzyknęła. Posypał się na nią tuman śniegu, który opadł na włosy i pled zarzucony na plecy. Wymamrotała coś gniewnie pod nosem, otrzepała się i ostrożnie postawiła kolejny krok.
Było jej zimno, a poza tym wciąż czuła złość, że kazano jej odejść od okna. Ojciec wraz z innymi mężczyznami ustawiał stoły na majdanie, a matka zajęła się gotowaniem, więc Vila chciała wykorzystać, że nikt nie zwraca na nią uwagi, i odetchnąć chwilę na zydelku pod oknem. I właśnie, kiedy wlepiała oczy w jeden punkt, przekonana, że to z jej pomocą…
Kolejne potknięcie wyrwało dziewczynkę z zamyślenia.
– Vestula by to! – jęknęła.
