Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
89 osób interesuje się tą książką
Po drastycznych wydarzeniach Vivian w końcu decyduje się zawalczyć o siebie i własną przyszłość. Zmęczona przeszłością, która nie daje jej spokoju, postanawia odciąć się od wszystkiego, co do tej pory znała. W tym także od Venoma i swoich przyjaciół. Wyprowadza się do Dallas, wierząc, że zmiana otoczenia pozwoli jej zacząć od nowa i jednocześnie lepiej poznać ciotkę, nieobecną dotąd w jej życiu.
Na miejscu szybko wychodzi na jaw, że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana. Vivian odkrywa, że jej matka miała o wiele więcej sekretów, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. A poznanie prawdy może okazać się wyjątkowo trudne.
W tym samym czasie znajomi dziewczyny zostają w Malibu, gdzie sytuacja również daleka jest od stabilnej. Venom, przytłoczony wydarzeniami i emocjami, zaczyna się załamywać, tracąc kontrolę nad sobą i własnymi decyzjami. Paczka przyjaciół, dotychczas zgrana i silna, zaczyna się rozpadać. W obliczu chaosu muszą podjąć trudne decyzje, z którymi nie zawsze się zgadzają. Zaczynają rozumieć, że śmierć przyjaciela zmieniła ich nieodwracalnie.
Jedno jest pewne.
To czas na zemstę.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 126
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Aleksandra Kondraciuk
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Anna Łakuta-Rudzka, Dominika Kalisz-Sosnowska
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-854-5 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Vivian
Pożegnania bywały trudne. Wiedziałam to, bo wiele razy zdarzyło mi się kogoś stracić. Allison, tatę, Thomasa czy jego. Prawdopodobnie gdybym nadal miała siedemnaście lat, to najzwyczajniej w świecie bym się załamała, ale teraz? Nie robiło to już na mnie takiego wrażenia. Próbowałam to zaakceptować. Z różnym skutkiem.
Straciłam tak dużo bliskich mi osób, że zdołałam do tego przywyknąć.
Do samotności.
Czułam się w niej dobrze. Nie raniłam nikogo i nikt nie ranił mnie.
Wiedziałam, że Thomas poczułby dumę z mojej decyzji. Wspierałby mnie niezależnie od moich postanowień, ciesząc się równocześnie, że w końcu postawiłam na siebie.
Thomas…
Oddałabym wszystko, by móc ponownie go zobaczyć. By usłyszeć jego głos…
Thomas był wszystkim.
I nagle wspomnienia tamtej nocy znów we mnie uderzyły. Niczym wracający bumerang. Niezależnie od tego, jak daleko uciekałam, to zawsze pojawiały się ponownie.
I za każdym razem bolało jeszcze bardziej.
– Obiecaj mi, że to nie pożegnanie, Viv…
Pojedyncza łza pojawiła się w kąciku mojego oka. Po raz kolejny. Nie zamierzałam już płakać. Wiedziałam, że nie chciałby widzieć mnie w takim stanie. Tylko że to okazało się cholernie trudne. Thomas był wszystkim, czego kiedykolwiek potrzebowałam.
Bez niego nic już nie wyglądało tak samo. Jak miałam funkcjonować? To w ogóle możliwe?
Mój telefon zaczął wibrować.
Przeniosłam wzrok na urządzenie. Layla dzwoniła po raz trzeci. Wzięłam głęboki wdech, po czym odrzuciłam połączenie, znowu spoglądając na mijane przeze mnie widoki.
Nie pożegnałam się z nikim oprócz Venoma. Zabrakło mi na to odwagi. Miałam także świadomość, że gdybym to zrobiła, odejście stałoby się znacznie trudniejsze. Dlatego stchórzyłam. Wolałam uciec bez pożegnania, niż patrzeć na ich twarze ze świadomością, że widzimy się po raz ostatni.
Nie zamierzałam wracać.
Tym razem na pewno nie chciałam tego ciągnąć.
Spakowałam większość swoich rzeczy i ruszyłam z Jane w podróż do Dallas.
Do nowego miejsca i łatwiejszego życia.
A przynajmniej taką miałam nadzieję. Potrzebowałam spokoju, a za każdym razem, gdy rozmawiałam z ciotką, to wydawało mi się, jakbym dzięki niej mogła ten spokój odzyskać.
– Pewnie jesteś podekscytowana – rzuciła kobieta.
Przeniosłam na nią wzrok. Skupiała się na jezdni. Podziwiałam, że miała chęci, by jechać taki kawał drogi. Ja zawsze bałam się dłuższych tras. Chociaż gdyby ktoś mi towarzyszył, to może jakoś dałabym radę, ale w pojedynkę? Nie było opcji, że dobrowolnie wsiadłabym za kierownicę i pokonała taki kawał drogi.
– Jestem. – Uśmiechnęłam się. – W końcu to nowy początek. I poznam Nessę oraz resztę.
– Nareszcie będziemy razem – dodała, kładąc rękę na moich dłoniach. – Tak jak powinna prawdziwa rodzina.
Nie uważałam ich jeszcze za rodzinę, ale postanowiłam się nie wypowiadać. Nie chciałam wywrzeć złego wrażenia. Zdecydowali się przyjąć mnie pod swój dach, mimo że wcale nie musieli. To bardzo szlachetne z ich strony.
– Zmiany są dobre – stwierdziłam. – A ty? Lubisz je?
Nie miałam pojęcia, czy próbowałam to sobie wmówić, czy ją do tego przekonać. Może obie te rzeczy?
– Zmiany? – Chciała się upewnić, więc kiwnęłam głową. – Cóż… kiedyś ich nie znosiłam, ale z czasem zrozumiałam, że są konieczne.
Zainteresowała mnie tą odpowiedzią, więc postanowiłam ciągnąć temat.
– Myślisz, że wszystkie?
– Zmiany takie, jak przeprowadzka do innego miejsca, przypominają… – zamyśliła się. – To jak zaczynanie od nowa. Nowy początek. Coś innego niż ucieczka od czegoś.
Nie odpowiedziałam jej na to. Nie uważałam tak jak ona. Pozostawałam przy zdaniu, że po prostu stchórzyłam i uciekłam. Zrobiłam dokładnie to samo, co kiedyś Venom. Różnica w tym, że nie zamierzałam wracać. Nie chciałabym drugi raz przechodzić przez to wszystko.
– Dallas ci się spodoba – dodała po chwili. – Jest spokojniejsze niż Malibu.
Uśmiechnęłam się nieznacznie.
– Cóż… właśnie na to liczę, jeśli mam być szczera.
– Ludzie też są inni – rzuciła. – Mniej skomplikowani. Każdy, kogo tam poznałam, zawsze był dla mnie taki serdeczny i miły.
Opowiadała o tym mieście, jakby uwielbiała je całym sercem. Trochę tak, jak ja wspominałam kiedyś o Chicago. Później przeprowadziłam się do Malibu i to tam zaznałam prawdziwej definicji domu.
– Może i tak. – Wzruszyłam ramionami. – Ale chyba nie wierzę w takich ludzi.
– Nie? – zaskoczyła się. – Dlaczego?
Zastanawiałam się chwilę dłużej nad odpowiedzią. Z jednej strony nie chciałam wyjść na idiotkę, jednak z drugiej nie chciałam też zostać oceniona jako pesymistka. Musiałam powiedzieć coś plasującego się pomiędzy.
– Każdy ma coś za uszami – rzuciłam w końcu. – Nie ma idealnych ludzi.
Przez moment trwała cisza, lecz kobieta całkiem szybko ją przerwała.
– To prawda – przyznała. – Ale zobaczysz, że ci w Dallas są bliscy ideału. Ludzie nie żyją tam w takim biegu. Znacznie łatwiej się oddycha. No i nie mamy tylu turystów.
– Brzmi dziwnie dobrze. – Zaśmiałam się. – Chyba tego właśnie potrzebuję.
– Spokoju?
– Tak – przyznałam. – I ciszy w głowie.
Gdy mieszkałam w Malibu, otaczał mnie wieczny chaos. Nieważne, co bym nie zrobiła, zawsze w pobliżu znalazło się coś, co sprawiało, że się dusiłam. Miałam cichą nadzieję, że w Dallas będzie inaczej. Że tam wreszcie uda mi się odetchnąć i być może znaleźć nowy powód do życia.
Powód, który nie byłby nim.
– Spokój w głowie to najtrudniejsza cisza do okiełznania…
Powiedziała to dziwnym filozoficznym tonem. Ale z tego, co wiedziałam, czytała dużo książek, więc może to dlatego?
– Motywujące, Jane – rzuciłam sarkastycznie.
A myślałam, że pójdzie łatwo.
– Jestem szczera. Spokój wewnętrzny przychodzi z czasem, Vivian. Straciłaś dużo bliskich osób w ciągu ostatnich lat. To wszystko wymaga czasu.
– Mam go dużo – zapewniłam.
Jane się zaśmiała.
– Każdy tak mówi – odparła. – A gdy przychodzi co do czego, to nagle się okazuje, że jednak nie.
Zerknęłam na nią. Ta rozmowa tylko pogarszała mi humor, a ten już i tak nie był zbyt wybitny.
– Mama też pozostawała taka optymistyczna? – zapytałam.
Oczywiście to sarkazm, ale Jane miała z czterdzieści lat, więc nie miałam do końca pewności, czy go załapie.
– Wybacz, staram się być realistką – odrzekła.
– Może to lepsze niż optymizm…
– Spróbuj – zachęciła.
Nie odpowiedziałam jej już nic. Zrobiło się między nami dziwnie i absolutnie nie czułam się przyzwyczajona do tego, że ktoś w ogóle mi nieznany aż tak bardzo próbuje ciągnąć temat, więc zamiast kontynuować tę rozmowę, zdecydowałam się pogłośnić muzykę w radiu.
– Uwielbiam ten kawałek! – rzuciłam.
Tak naprawdę to za nim nie przepadałam, ale nie chciałam słuchać jej wywodu. Jeszcze zaczęłaby temat rodziny, a ja nie miałam najmniejszej ochoty, by z nią o tym gadać. Nie znałyśmy się i przez całe życie ani razu nie zainteresowała się moim istnieniem. Tego nie dało się naprawić jednym wypadem na kawę.
Mimo to nie żałowałam, że przyjęłam jej propozycję przeprowadzki do Dallas.
Nowe miejsce, nowa ja.
W końcu mogłam zacząć normalne życie. Spokojne. Zwyczajne. Takie, jakie powinnam mieć od początku.
I cholernie modliłam się o to, żebym je polubiła.
