Venom II. W otchłani chaosu - Aleksandra Kondraciuk - ebook + audiobook
BESTSELLER

Venom II. W otchłani chaosu ebook i audiobook

Kondraciuk Aleksandra

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

246 osób interesuje się tą książką

Opis

Drugi tom bestsellerowej serii!

Historia lubi się powtarzać, Vivian przekonuje się o tym na własnej skórze. Dziewczyna nie ma kontaktu z Venomem od czterdziestu trzech dni, w czasie których próbuje wrócić do normalnego życia i zapomnieć o tym, co łączyło ją ze znanym przestępcą. Jednak doskonale zdaje sobie sprawę, że nadal potrzebuje jego pomocy. 

Pewne tajemnice nadal nie zostały odkryte, a świat Vivian wciąż pozostaje pełen kłamstw i chaosu, który opanować może tylko jeden człowiek.

Tymczasem w mieście dochodzi do brutalnych morderstw, a głównym podejrzanym staje się Venom. Niespodziewanie drogi tej dwójki po raz kolejny się przecinają, co doprowadza do tego, że ponownie zawierają umowę. Tym razem stawka jest zbyt wysoka, by popełnić błąd.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.                                                                                                                                                                                                                                                                                                            Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 399

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 8 min

Lektor: Diana Giurow

Oceny
4,5 (1647 ocen)
1143
268
132
69
35
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
anitamilewska
(edytowany)

Z braku laku…

O ile pierwsza część mi się podobała tak ta była dla mnie rozczarowaniem. Główna bohaterka ciągle powtarza, że nie chce umierać i że ma tylko 18 lat, więc ma prawo być niedojrzala.. Między głównymi bohaterami nie ma absolutnie żadnej chemii, w żaden sposób nie jest to opisane a ich zbliżenia są „puste”. Oboje są „płytcy” w tej relacji, mimo słów, które do siebie wypowiadają. Momentami odniosłam wrażenie, że książka była inspirowana trylogią HELL, głównie poprzez niektóre opisy i dialogi. O ile postać głównego bohatera można jakoś wybronić, tak Devis w tym tomie jest po prostu strasznie wykreowana. Wiele nielogicznych sytuacji i niezrozumiałe zachowania bohaterki. Mam wrażenie, że przez całą książkę nic się nie działo, dopiero pod sam koniec akcja ruszyła. Zmarnowany potencjał jeśli chodzi o ten tom.
362
agatha1234

Nie polecam

zmusialam sie do przeczytania drugiej czesci, bo stwierdzialam, ze moze bedzie lepiej, ale ta kaiazka to dramat, zero chemii miedzy glownymi bohaterami, cala ksiazka jest tak slabo napisana jakby pisala ja 15 latka totalnie nie
257
Asiaoliwia

Nie polecam

Tak bardzo czekałam,a się rozczarowałam. Ta fabuła i wątek został bardzo mocno przeciągnięty na kolejną część,a nie potrzebnie.
183
Oliwia2308

Całkiem niezła

Czekałam na książkę długo,ednak się rozczarowałam.Wiele informacji przez całą książkę,ale do samego końca w zasadzie nic się nie wyjaśniło.Chemii pomiędzy bohaterami było więcej przy nich poznaniu niż w drugiej części.Glowna bohaterka użala się nad sobą,jakby Venom nie wiadomo co jej zrobił.Bardzo średnio.
163
Snowbbymakeup
(edytowany)

Nie polecam

Mega się zawiodłam. O ile pierwsza część jest fajna, to ta jest słaba i męcząca. Zero chemii między głównymi bohaterami. Vivian zachowuje się jakby Venom co najmniej zabił kogos. Ogólnie niektóre sceny z dupy i po prostu mało interesujące. Strasznie długie opisy, które się powtarzają i nic nie wnoszą do samej książki. Zauważyłam też treści z innych książek np. Z SAF albo okrutnego księcia. Bardzo bardzo słabe.
132

Popularność




Copyright © 2024

Aleksandra Kondraciuk

Wydawnictwo NieZwykłe

All rights reserved

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Magdalena Mieczkowska

Korekta:

Joanna Kalinowska

Joanna Boguszewska

Barbara Hauzińska

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

Autorka ilustracji:

Natalia (natine_czyta)

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8362-286-6

Prolog

Długo wierzyłam, że to, co było między nami, było szczere. Każdego dnia wstawałam z myślą, że w końcu mam prawdziwych przyjaciół.

A potem to wszystko okazało się kłamstwem.

My okazaliśmy się kłamstwem. Każde wypowiedziane przez niego słowo było czymś, w co kazał mi wierzyć po to, by osiągnąć swój cel. Nie słuchałam, gdy wszyscy mnie przed nim ostrzegali. Przecież był dla mnie dobry. W jego oczach mogłam dostrzec to, czego nie widzieli obcy mu ludzie. Uczucia. Venom miał uczucia. Problem polegał na tym, że ich nie okazywał. Jednak gdy w końcu odsłonił swoje wnętrze, okazało się ono zgniłe… martwe. Było dokładnie tak, jak mówili wszyscy wokół. W tym on.

Ale ja nie chciałam im wierzyć.

I właśnie to było moim największym błędem.

Rozdział 1

Uzależnienie. Według Wikipedii jest to „nabyty stan zaburzenia zdrowia psychicznego i fizycznego, który charakteryzuje się okresowym lub stałym przymusem wykonywania określonej czynności lub zażywania psychoaktywnej substancji chemicznej”.

Przez całe moje życie wydawało mi się, że nie jestem od niczego uzależniona. Żyłam z umiarem. Znałam swoje granice i wiedziałam, kiedy powinnam przestać coś robić, i robiłam to bez względu na stan, w jakim mogłabym się po tym znaleźć. Jednak to wszystko się zmieniło w dniu, kiedy poznałam Venoma. Nie jestem do końca pewna, w którym momencie się w nim zakochałam. To przyszło tak niespodziewanie, że wydaje mi się, iż oboje nie byliśmy gotowi na uczucie. Nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by przygotować się na to, co się wydarzyło.

A potem zderzyłam się z brutalną prawdą. Bańka pękła, a szara rzeczywistość otworzyła mi oczy.

– Jest już południe – usłyszałam głos swojego ojca, który wszedł do pokoju po tym, jak cicho zapukał. Zaspanymi oczami spojrzałam na jego twarz wyrażającą to co zawsze. Zmartwienie. Widziałam je od czasu, kiedy wróciłam do domu z ostatniego spotkania z Venomem. Cała mokra i zapłakana. Nie pytał, co się wydarzyło. Spojrzał na mnie i po prostu pozwolił mi pójść do pokoju, bez żadnego słowa.

– Wszystko dobrze? Westchnęłam, naciągając kołdrę pod samą szyję. Zadawał to pytanie średnio co drugi dzień. Odpowiedź zawsze była taka sama.

Mimo że była kłamstwem i tak ją ciągle powtarzałam. W końcu kłamstwo powtarzane wielokrotnie w końcu staje się prawdą.

– Wszystko dobrze – zapewniłam, przybierając na twarz uśmiech. – Ale mógłbyś nie budzić mnie tak wcześnie? Są wakacje, daj mi się wyspać – mruknęłam, z powrotem przymykając oczy z zamiarem ponownego zaśnięcia. Tak bardzo chciałam dokończyć tamten sen. W odpowiedzi na swoje słowa usłyszałam tylko śmiech taty, którego nie rozumiałam. Mnie jakoś nie było do śmiechu.

– Wstawaj – powiedział tylko, zanim wyszedł. Po cichym zamknięciu drzwi zdecydowałam się otworzyć oczy i lekko potarłam je dłońmi. Nienawidziłam poranków, a już szczególnie od miesiąca. Nie lubiłam tej myśli, która towarzyszyła mi niemal cały czas. Myśli, która utwierdzała mnie w przekonaniu, że zbyt szybko mu zaufałam.

Że zakochałam się w czymś, co było kłamstwem.

Po dziesięciu minutach patrzenia w sufit i próbie ponownego zaśnięcia zdecydowałam się wstać. Przeszedł mnie zimny dreszcz, gdy tylko wyszłam spod ciepłej kołdry. Nienawidziłam poranków i wszystkiego, co z nimi związane. Mało tego! Bałam się ludzi, którzy w dni wolne wstawali wcześniej tylko po to, by produktywnie wykorzystać dzień. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu krótkich spodenek dresowych. Mój wzrok jednak zatrzymał się na telefonie, którego nie używałam już praktycznie wcale. Powód był prosty. Za każdym razem, gdy go włączałam, miałam nadzieję zobaczyć tam wiadomość od Venoma. I właśnie za to siebie nienawidziłam. Cały czas wmawiałam sobie, że mi nie zależy i że to, co było, to już przeszłość, ale zawsze miałam cichą nadzieję, że może jednak do mnie napisał.

Nie kontaktował się ze mną od czterdziestu trzech dni. Liczyłam je niczym skończona idiotka.

Być może moje zauroczenie wymknęło się spod kontroli i właśnie dlatego wszystko tak bolało. A może to wina tego, że mój głupi mózg nie dopuszczał tej myśli, że on naprawdę to zrobił. Bo w końcu może miał jakiś powód? Może to nie był do końca jego wybór? Może został zmuszony?

Zwykle po takich rozmyślaniach było mi jeszcze bardziej wstyd za samą siebie.

Pierwsze dwa dni były najgorsze. Nie płakałam dużo. Starałam pogodzić się z tym, co się stało, i żyć dalej. Venom był zwykłym palantem i tyle. Zmarnowałam na niego kilka miesięcy życia i nie zamierzałam ani jednej pieprzonej sekundy więcej. Wszystko, co było z nim w jakikolwiek sposób związane, zwyczajnie od siebie odsuwałam i ignorowałam. I właśnie w taki sposób zaczęłam unikać jego przyjaciół. Thomas parę razy próbował się ze mną skontaktować, podobnie jak Cameron, jednak dołożyłam wszelkich starań, by nie musieć z nimi rozmawiać. Jedyną osobą, z którą nadal utrzymywałam kontakt, była Layla. I szczerze? Sama nie wiedziałam dlaczego. Była dla mnie miła i pomogła mi, gdy tego potrzebowałam. Wydawało mi się, że mogłam nazywać ją przyjaciółką.

A przynajmniej taką miałam nadzieję. Chyba nie zniosłabym kolejnego rozczarowania.

Po wzięciu szybkiego prysznica w końcu zeszłam na dół. W całym domu panowała grobowa cisza, co było dziwne, bo Charlie nie wspominał, że gdzieś wychodzi. Nie żeby mi to nie odpowiadało. Kochałam być sama w domu. Mogłam wtedy robić rzeczy, których na ogół bym nie robiła. Teoretycznie mogłabym, ale podejrzewam, że wtedy zamknęliby mnie w szpitalu psychiatrycznym na oddziale ze specjalnymi przypadkami.

Z westchnieniem cofnęłam się do pokoju. Po co mnie budził, skoro i tak miał zamiar wyjść? Rzuciłam się na łóżko, próbując opracować jakiś plan na ten dzień. Najchętniej bym go przespała, ale dobrze wiedziałam, że gdy tylko zacznie się rok szkolny, będę miała wyrzuty sumienia przez to, że zmarnowałam tyle czasu na spanie. Właśnie ta myśl była powodem, dla którego zdecydowałam się zadzwonić do Layli. Sięgnęłam po telefon i wybrałam jej numer; czekałam, aż odbierze, co stało się po czterech sygnałach.

– Cześć, co tam? – odezwała się głośno. Zmarszczyłam brwi, słysząc głosy w tle. Dość głośne głosy. Zbyt głośne jak na piątkowe południe.

– Emm… – zawahałam się, zastanawiając się, czy przeszkadzam. Może dzwoniłam w złym momencie? – Przeszkadzam?

Layla musiała przejść do innego pomieszczenia, bo głosy w tle nagle ucichły.

– Nie! Jestem w Eclipse – odparła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. I w sumie była. Dziewczyna nadal trzymała się z chłopakami i spędzała z nimi większą część dnia, więc oczywiste było, że i tym razem może z nimi być. Cholera, powinnam się domyślić. – Świętujemy wygraną Venoma – dodała po chwili.

Przełknęłam ślinę na dźwięk jego imienia, a raczej pseudonimu. Minęło tak dużo czasu, odkąd je słyszałam. W głębi serca miałam nadzieję, że etap, w którym jego osoba robiła na mnie jakieś wrażenie, mam już za sobą. Chyba się myliłam. Nawet go tu nie było, a potrafił wywołać we mnie emocje.

Niekoniecznie te pozytywne.

– To ja może zadzwonię później, w porządku?

Chciałam jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.

– Może wpadniesz? – zapytała niepewnie. – Chłopcy z chęcią by cię zobaczyli… On zresztą też.

Zagryzłam nerwowo wargę. Z jednej strony bardzo chciałam ich wszystkich zobaczyć, ale przecież zbyt wiele się zmieniło. Nie mogłam tak po prostu tam pójść i udawać, że nic nigdy się nie wydarzyło. Venom mnie okłamał. Wszystko, co mówił, było tylko kłamstwem. I właśnie z tego powodu nie mogłam po prostu tam pójść i zachowywać się, jakby wszystko było dobrze. Bo nie było.

I prawdopodobnie już nigdy nie będzie.

– Myślę, że to zły pomysł. Poza tym Luca za mną nie przepada – odparłam, przypominając sobie wszystkie momenty, w których chłopak pokazał, jak bardzo mnie nie lubi. A było ich całkiem sporo. A najlepsze, że do dziś nie znałam powodu jego niechęci do mnie.

– Dobrze wiesz, że Luca nie przepada za większością ludzi na tym latającym kamieniu.

– Racja – przytaknęłam, przymykając oczy. Miałam już dość tej rozmowy. – Co nie zmienia faktu, że Venom zrobił to, co zrobił. Miłej zabawy, odezwij się, jak już będziesz w domu – powiedziałam na jednym wdechu i się rozłączyłam, nie dając jej szansy na odpowiedź. Rozmowy podobne do tej zdarzały się dosyć często. Głównie przez to, że Layla prawie zawsze była w pobliżu chłopaków i prawie zawsze próbowała namówić mnie do przyjścia. A ja naprawdę skłaniałam się ku temu, by to zrobić, ale myśl, że miałam go zobaczyć, była po prostu zbyt stresująca. Nie chciałam go widzieć. Okłamał mnie. Dobrze wiedział, co robił.

Były momenty, w których zastanawiałam się, kiedy znowu zaczęłam bać się spotkania z Venomem. Przecież nie tak dawno byliśmy dla siebie kimś więcej, prawda? Jak to się stało, że wszystko tak nagle wyparowało?

Jedna sytuacja doprowadziła do naszego upadku.

Z westchnieniem podniosłam się z łóżka, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Charlie miał klucz, więc to nie mógł być on. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może to Venom. Po tamtym incydencie wielokrotnie do mnie dzwonił, ale za każdym razem odrzucałam jego połączenia. Raz nawet pojawił się u mnie osobiście, ale nie otworzyłam mu wtedy drzwi. Nie chciałam go widzieć i nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo chciał się ze mną skontaktować. Byłam dla niego tylko wtyczką w policji, nikim więcej.

Ale z jakiegoś powodu on stał się dla mnie kimś ważnym. A potem wszystko prysło.

Zbiegłam po schodach, ciągle obawiając się, że to może być on, ale gdy tylko otworzyłam drzwi, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na całe szczęście to nie brunet stał w progu.

– Dawno cię tu nie było – odparłam, przepuszczając ją w drzwiach. Allison, gdy tylko weszła do środka, nerwowo rozejrzała się wokół, by następnie przejść do salonu i zająć miejsce na kanapie. Szybkim ruchem zamknęłam drzwi, dołączyłam do niej i usiadłam na fotelu. Zmarszczyłam brwi, przyglądając się jej uważnie. Zachowywała się dziwnie. Chociaż w sumie ona zawsze zachowywała się dziwnie. Kiedy byłam młodsza, to zastanawiałam się, czy to dlatego, że była ruda.

– Jesteś sama, prawda? – zapytała w końcu, zatrzymując na mnie swój wzrok. Kiwnęłam głową w odpowiedzi na jej pytanie. Allison przychodziła do mnie średnio raz w tygodniu. Usiłowałyśmy znaleźć jakiś sposób, żeby spłacić dług, jaki zaciągnęła u Larsona. Nie było to łatwe, mając na uwadze, że musiałyśmy działać w ukryciu. Nikt nie mógł się dowiedzieć o tym, że moja zmarła siostra żyje. Mój ojciec by tego nie zniósł. Mało tego! On by mnie zamordował za to, że trzymałam wszystko w tajemnicy. – Świetnie.

Z niecierpliwością czekałam, aby usłyszeć, co ma do powiedzenia. Jednak w momencie, gdy sięgnęła po pilot od telewizora i go włączyła, zrozumiałam, że nie ma zamiaru mówić. Poważnie? Czy ona przyszła tu tylko po to, żeby pooglądać seriale?

– Allison?

– Co tam? – rzuciła, nie spuszczając wzroku z ekranu. Przewróciłam oczami i się podniosłam, po czym stanęłam naprzeciwko dziewczyny i zasłoniłam jej widok. Założyłam ręce na biodra, uważnie ją obserwując. Miała prawie trzydzieści lat, a zachowywała się jak nastolatka. – Możesz się przesunąć? Zasłaniasz mi, nie wiem, czy wiesz.

– Allison, skup się! – odparłam, pstrykając jej palcami przed oczami. – Musimy coś wymyślić, do cholery!

W momencie gdy to powiedziałam, na jej twarzy pojawił się uśmiech, który doskonale znałam. Uśmiechałam się identycznie za każdym razem, gdy do głowy wpadał mi jakiś genialny pomysł. To znaczy tak myślałam, że genialny. Zwykle potem się okazywało, że to był najgorszy z możliwych pomysłów. Ale jakoś szczególnie się tym nie przejmowałam.

– Ja już coś wymyśliłam. Problem jest tylko taki, że tobie się to nie spodoba – powiedziała z szerokim uśmiechem. Zabrałam jej pilot i wyłączyłam telewizor. Skąd mogła to wiedzieć? Byłam w stanie poświęcić naprawdę wiele, żeby mogła żyć w spokoju.

– Nie dowiesz się, póki mi nie powiesz. Jeśli jest jakaś szansa, to mi o niej powiedz – odparłam pewnie.

W tamtym momencie nie brałam pod uwagę tego, że mamy podobny tok myślenia. Nigdy nie przypuszczałabym, że wpadnie na ten sam pomysł, co ja parę miesięcy wcześniej. No bo, kurwa, jak?

– Venom – mruknęła cicho. Na sam dźwięk jego pseudonimu po moim ciele ponownie przeszedł dreszcz. Zacisnęłam usta w wąską linię i usiadłam na swoim miejscu. Nie chciałam dać jej po sobie poznać, że mnie to ruszyło. – Widzisz? Na samo jego imię tak reagujesz.

– Nieprawda – zaprzeczyłam od razu. Venom stał się dla mnie bardziej obojętny, niż był miesiąc temu. A to już jakiś sukces. – Po prostu trochę mnie zaskoczyłaś.

– Posłuchaj… – zaczęła, pochylając się trochę do przodu. – Wiem, że wasza relacja nie jest już na takim poziomie, na jakim była kiedyś, ale myślę, że zgodziłby się nam pomóc.

Zgodziłby się nam pomóc? Już to widzę. Venom nie miał powodu, by w jakikolwiek sposób nam pomagać. Nie byłam dla niego nikim ważnym.

– O jakiej formie pomocy mówisz?

Nie sądziłam, żeby wplątanie we wszystko akurat Venoma było dobrym pomysłem, ale wyszłabym na głupią, gdybym stwierdziła, że nie był jedyny. Bo był. I obie o tym wiedziałyśmy. Na twarzy Allison pojawił się uśmiech.

– Musisz poprosić go, żeby znalazł jakiś haczyk na Larsona. Wtedy będziemy mogły go szantażować i da nam spokój – wyjaśniła. To nie było skomplikowane. Pytanie tylko, czy byłam aż tak zdesperowana, żeby prosić go o pomoc po tym, co mi zrobił. Nie miałam nawet pewności, czy będzie chciał mi pomóc! Nie odezwał się od ponad miesiąca. Może doszedł do wniosku, że już nie warto się starać? A biorąc pod uwagę to, jak go ignorowałam, wcale bym się nie zdziwiła.

– Nie sądzę, żeby Venom chciał mieć ze mną jakąkolwiek styczność. Wykorzystał mnie do własnych interesów i nie jestem mu już potrzebna. To tyle. – Wzruszyłam ramionami.

– A ja myślę wręcz przeciwnie – odparła, po czym się podniosła. – Rób, jak uważasz, ale pamiętaj, że przez pewien czas coś dla siebie znaczyliście. Widziałam, jak na ciebie patrzył.

– To już odległa przeszłość – odparłam. Nie chciałam dopuścić do siebie świadomości, że mogłoby coś z tego być, bo dobrze wiedziałam, że nie będzie. A ja nie chciałam więcej cierpieć. – On tylko udawał.

– Tego nie wiesz – odparła lekko. – Poza tym nadal masz jego tatuaż, co oznacza, że mimo tego, co się wydarzyło, w jakimś sensie dla niego pracujesz. Jesteście powiązani. Venom wygląda na osobę, która nie zostawia swoich.

To były ostatnie słowa, jakie do mnie powiedziała, zanim ponownie odwróciła głowę w stronę ekranu telewizora i gdy tylko go włączyła, cała jej uwaga skupiła się na tureckiej fabule. A ja w tamtym momencie przypomniałam sobie o istnieniu tatuażu, który nagle zaczął palić moją skórę. Może Allison miała rację? Może Venom byłby w stanie mi pomóc, bo mam ten głupi tatuaż, którego zrobienia żałuję najbardziej na świecie? To i tak nieważne.

Duma nie pozwalała mi się z nim skontaktować. Nie po tym, co zrobił.

***

Następnego dnia do moich drzwi zapukała Layla. Nie była to dla mnie jakaś nowość, bo dziewczyna przesiadywała u mnie dosyć często. Czasami nocowała, ale zwykle po prostu przychodziła pogadać i ponarzekać na Lucę. Bywały momenty, w których opowiadała trochę o Venomie. Zwykle wtedy starałam się zmieniać temat, byle o nim nie rozmawiać.

– Żałuj, że cię wczoraj nie było! – wykrzyczała na wstępie, wygodnie rozwalając się na moim łóżku. Z zaciekawieniem usiadłam na fotel obok biurka.

– Co znowu zrobiłaś? – zapytałam. Dziewczyna przewróciła oczami, jakby to było dziwne pytanie, ale tak naprawdę nie było. Na każdej z tych imprez to właśnie ona i Thomas robili najwięcej zamieszania. Oboje mieli słabe głowy do picia i po alkoholu jeszcze gorsze pomysły.

– Tym razem to nie ja – zaprzeczyła od razu, kładąc się na brzuchu i opierając się łokciami o materac. Zmarszczyłam brwi. Skoro nie ona, to kto? Chłopcy byli zwykle opanowani. No, może oprócz Thomasa, który czasami coś palił. Do dziś pamiętam, jak podziwiał kwiatek, który nadal stoi w salonie. Dziewczyna, widząc moje zainteresowanie, jeszcze bardziej się ucieszyła. – Do naszego szefuńcia kleiła się jakaś laska, a on jej kulturalnie pokazał, że nie jest zainteresowany.

Och… Tego się akurat nie spodziewałam, dlatego nie miałam wpływu na uśmiech, który od razu zagościł na moich ustach. I cholernie chciałabym móc powiedzieć, że mi się to nie podobało, ale było wprost przeciwnie – cieszył mnie fakt, że nie okazywał zainteresowania byle komu.

– Czyżby znowu Kelly? – zapytałam, przywołując wspomnienie z klubu, gdy próbowała zwrócić na siebie jego uwagę. To było zabawne.

Nawet bardzo.

– Nie tym razem – odparła od razu. Uśmiech momentalnie opuścił moją twarz. Kto, jeśli nie Kelly? – Jakaś ruda w okularach. – Machnęła lekceważąco ręką. – Ale to nie jest teraz ważne! Ważne jest, że kiedy ta laska chciała go wziąć do tańca, Venom wstał i ją odepchnął! Kumasz to!? Całkowicie ją olał!

Okej, tego się nie spodziewałam. Przynajmniej teraz wiedziałam, że Venom nie był typem playboya, który zmienia dziewczyny częściej niż skarpetki. Co nie zmieniało faktu, że i tak był skończonym idiotą.

– Mówię ci, jemu nadal na tobie zależy! – wykrzyknęła z radością, a ja zesztywniałam.

Layla, mimo tego, że była blondynką, była bardzo mądra. Zwykle się nie myliła, jednak tym razem ostro zaszalała. To, że chłopak nie wskoczył do łóżka z jakąś losową laską, jeszcze nic nie znaczyło. Może zwyczajnie nie była w jego typie? Mogła być cała masa różnych powodów. Poza tym zdanie „Jemu nadal na tobie zależy” jest głupie. Bo gdyby zależało, to nie okłamywałaby mnie tak długo.

Jeśli ci na kimś zależy, to jesteś z tą osobą szczery, nawet jeśli ta prawda boli.

– Nie sądzę – prychnęłam.

– Co ty pieprzysz. – Gwałtownie się podniosła. Na jej twarzy mogłam dostrzec niezrozumiałe dla mnie zdziwienie. Dlaczego była tak bardzo zszokowana faktem, że nie wierzyłam już w nic, co mówiła na jego temat? Venom to podstępny przestępca i oszust.

– Twoje słowa to za mało. – Pokręciłam głową. – Poza tym nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

Wtedy, gdzieś w środku, wiedziałam, że to nieprawda. Pragnęłam jego obecności w swoim życiu. Mimo tego, co zrobił i jak się przez niego czułam, ja dalej, niczym skończona idiotka, wierzyłam, że to musiało być jakieś nieporozumienie.

Pragnęłam, by życie, które miałam, gdy go poznałam, zwyczajnie wróciło.

– Chcesz potwierdzenia? Zapytaj go o Victora.

Zmarszczyłam brwi. O Victora? Nigdy nie słyszałam, żeby ktokolwiek wspominał kogoś o tym imieniu. Kim, do cholery, był Victor? Mój wzrok zatrzymał się na dziewczynie, gdy podniosła się z miejsca.

– A ty gdzie?

Zwykle przesiadywała u mnie kilka godzin i wyjadała wszystkie zapasy z lodówki.

– Luca pisał, że jestem potrzebna, ale wpadnij potem do Eclipse. Venom tam będzie i jestem przekonana, że humor mu się w końcu poprawi, gdy cię zobaczy. – Uśmiechnęła się delikatnie. Według niej wszystko wydawało się takie proste. Layla była przekonana, że Venom, gdy tylko mnie zobaczy, rzuci mi się w ramiona i przeprosi za wszystko, co powiedział, i będzie chciał, żeby to, co było, zwyczajnie wróciło. Ale to tak nie działa. Wszystko było o wiele bardziej skomplikowane, niż przypuszczała. Ale nie ta część jej wypowiedzi zwróciła moją uwagę.

– Jak to „humor mu się w końcu poprawi”? – zapytałam. Po jej minie mogłam wywnioskować, że chyba powiedziała za dużo. Nerwowo podrapała się po karku, stawiając krok w tył. Ale było już za późno. Dostrzegłam tę zmianę.

– On się zmienił, Viv – westchnęła, wiedząc, że już i tak jest na przegranej pozycji. Zmarszczyłam brwi na to wyznanie. – Nawet nie wiesz, jak bardzo.

– I wy myślicie, że to przez moją nieobecność? – prychnęłam. To, co się wydarzyło, było jego winą, więc niech teraz nie udaje, że mu przykro. Skończony, kurwa, idiota. – Jestem pewna, że zdechł mu pies albo jakieś inne zwierzę.

– Dobrze wiesz, że woli koty – odparła, przewracając oczami. – Myśl, co chcesz, ale to ja muszę patrzeć na stan, w jakim się znajduje od tygodni. Muszę już iść, ale wpadnij później.

Przewróciłam oczami i założyłam ręce na piersi. Miałam cholernie dość tego tematu. Dlaczego każdy przejmował się jego stanem, podczas gdy to on mnie skrzywdził? To mnie powinni pytać, jak się czuję, a nie jego! To było tak cholernie wkurwiające.

W momencie gdy Layla miała już wychodzić, szybko złapałam ją za rękę.

– Zaczekaj. – Odwróciła się, posyłając mi pytające spojrzenie. – O co chodzi z tym Victorem? Kim on jest? – zapytałam z nadzieją, że uda mi się uzyskać odpowiedź na to jedno pytanie.

Dziewczyna zacisnęła usta w wąską linię, po czym uśmiechnęła się znacząco.

– Zapytaj go o to sama, najlepiej dziś wieczorem. – Puściła do mnie oczko, odwróciła się i wyszła. A ja stałam w miejscu, patrząc na jej oddalającą się sylwetkę, która prawie zniknęła za rogiem. – Tylko włóż coś ładnego!

Czy ona naprawdę myślała, że będę się nie wiadomo jak stroić? Żebym jeszcze miała dla kogo. Venom to przeszłość i musiałam się z tym powoli oswajać. Rozdrapywanie starych ran boli.

A ja nie chciałam więcej cierpieć. A już na pewno nie z jego powodu.

Rozdział 2

Odkąd pamiętam, podejmowanie decyzji, nawet tych najprostszych, było dla mnie trudne. Czasami chciałam, żeby ktoś inny powiedział mi, co mam zrobić, by wszystko było dobrze. Tak bardzo chciałam pozbyć się tej odpowiedzialności, że zapominałam o tym, że na tym właśnie polegało życie każdego z nas. Podejmujemy decyzje, za które potem ponosimy konsekwencje. Czasami te dobre, ale zdarzają się też te złe. Ale to wszystko jest po coś. Każda, nawet ta z pozoru najmniej ważna decyzja, mogła wiązać się z szeregiem kolejnych.

Jak na razie pomysł Allison był jedynym, na co wpadłyśmy przez miesiąc, a w zasadzie to ona na niego wpadła. Nie było opcji, że się poddam i zostawię ją w tym bagnie. Jednak musiałam spojrzeć prawdzie w oczy: albo poproszę Venoma o pomoc, albo się poddam. Jaiden to była moja jedyna szansa. Miałam wątpliwości odnośnie do tego, czy uda mi się z nim porozmawiać. Nie wiedziałam nawet, czy dostanę się jakoś do jego klubu! Ale nie miałam wyboru, musiałam zaryzykować. Bo jeśli ktokolwiek mógł znaleźć coś na Larsona, to na pewno Venom. W końcu był doświadczony w takich sprawach. Miał ludzi w całym kraju. W pewnym sensie uchodził za pieprzonego mafiosa.

Na samą myśl o tym, że mam go spotkać, robiło mi się niedobrze. Nie chciałam go widzieć. Po tym wszystkim, co zrobił, spotkanie z nim było ostatnim, o czym myślałam. Zarówno z nim, jak i z Victorem, o którym wspomniała Layla.

Kim był ten człowiek i jaką rolę odgrywał w tej grze Venoma?

Tego miałam dowiedzieć się już za niecałe dwadzieścia minut. Koniec szukania głupich wymówek, koniec uciekania przed nim z nadzieją, że tak będzie lepiej. Muszę odpuścić i po prostu tam pójść. Wciąż mam tatuaż, więc nadal byłam z nim w jakiś sposób powiązana. To się nie zmieniło.

Przynajmniej tak sądziłam.

Wzięłam głęboki oddech, otworzyłam drzwi samochodu i wysiadłam na znajomym parkingu. Mimo tego, że był środek lata, na ciele pojawiła mi się gęsia skórka. Zrobiło mi się trochę zimno. I miałam dziwne wrażenie, że to nie przez pogodę. Z każdym krokiem w stronę wejścia zaczynałam odczuwać coraz większy stres. Co niby miałam mu powiedzieć? Nawet nie byłam pewna, czy będzie chciał mnie widzieć. W takich momentach jak ten żałowałam, że nie mogłam wejść mu do głowy chociaż na minutę. Przynajmniej wiedziałabym, czy kiedykolwiek coś dla niego znaczyłam. Głupio było mi to przyznać przed samą sobą, ale może Layla miała rację? Może jemu naprawdę zależało, tylko to głupie kłamstwo wymknęło się spod kontroli?

Zatrzymałam się przy końcu kolejki i zastanawiałam, czy powinnam w niej stanąć. Gdy nasza znajomość nie była aż tak skomplikowana, każdy z ochroniarzy wiedział, kim jestem i że ma mnie wpuścić. Nie wiedziałam, czy coś w tej kwestii się zmieniło. Może teraz, by wejść, powinnam stanąć w kolejce jak każda inna osoba? Tak. Wydaje mi się, że tak. Problem w tym, że nie mam tyle czasu. Muszę z nim tylko porozmawiać. To wszystko. Z westchnieniem ruszyłam w stronę wejścia, omijając kilkunastometrową kolejkę. Przecież nie zaszkodzi spróbować, prawda?

Niepewnie podeszłam do ochroniarza, który gdy tylko mnie zobaczył, przewrócił oczami.

– Na koniec kolejki, słonko – prychnął, kiwając głową w stronę ludzi stojących za moimi plecami. Mężczyzna miał na oko jakieś trzydzieści lat. Miał ciemne włosy i chyba zielone oczy. Na jego twarzy malował się grymas poirytowania. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie cierpiał tej pracy. I w sumie wcale mu się nie dziwiłam. W końcu kto normalny chciałby pracować dla Venoma?

– Ja do Venoma – powiedziałam w nadziei, że to wystarczy. Nie miałam ochoty się z nim wykłócać, ale nie miałam również czasu na stanie w kolejce. Ochroniarz ponownie przewrócił oczami, jakby słyszał to dzisiaj już któryś raz.

– A myślisz, że oni po co tu stoją? – prychnął, kiwając głową w stronę ludzi, którzy powoli zaczynali się niecierpliwić. – Nazwisko – rzucił, spoglądając na leżącą obok teczkę.

– Co? – Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, o co chodzi.

– Nazwisko, do cholery, albo wypierdalaj na koniec.

Przysięgam, że jeszcze nigdy nie rozmawiałam z kimś tak nieuprzejmym jak ten typ. On był po prostu bezczelny.

– Vivian Davis – powiedziałam w końcu, próbując panować nad emocjami. Byłam coraz bardziej wkurzona na tego typa i na samego Venoma za to, że w ogóle go zatrudnił. Od początku nie chciałam tu przychodzić, dobrze wiedziałam, że to będzie zły pomysł. Mogłam po prostu zostać w domu i coś obejrzeć, a nie użerać się teraz z debilami. W momencie gdy podałam mężczyźnie swoje imię, zmienił swoją postawę. Koleś wytrzeszczył oczy, zerkając to na listę, to na mnie. A ja zastanawiałam się, jaki był tego powód. – Coś nie tak?

– Nie, skądże. – Uśmiechnął się nagle. Kątem oka zerknęłam na spis osób i chwilowo znieruchomiałam. Już wiedziałam, dlaczego tak zareagował. – Proszę tędy – odparł, wpuszczając mnie do środka mimo niezadowolenia innych ludzi, którzy byli zmuszeni stać w kolejce.

Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. A to wszystko dzięki mojemu nazwisku, które widniało na samej górze listy.

Może nie wszystko było kłamstwem?

Gdy tylko weszłam do środka, uderzył we mnie ten znajomy zapach, który kojarzył mi się tylko z tym miejscem. Jak zawsze było tu pełno ludzi, a jeszcze sporo osób czekało nadal na zewnątrz. Zrobiło mi się trochę głupio, gdy zauważyłam, że wszyscy są ubrani typowo imprezowo, a ja miałam na sobie zwykłe czarne spodnie i tego samego koloru top. Postanowiłam to zignorować i się rozejrzeć. Próbowałam go znaleźć wzrokiem, ale wśród tłumu było to trudne. Jaiden należał do typu chłopaków, którzy nie tańczyli, ale obserwowali. Wszystkich i wszystko. Był trochę jak cień, który gdzieś tam się czaił, czekając na odpowiedni moment, by zaatakować.

W rytmach piosenki Toxic przepychałam się między ludźmi, próbując znaleźć znajome twarze. Kilka minut później się poddałam. Nie było ich tu. Chyba że siedzieli w gabinecie Venoma. To miejsce było jednak dla mnie nieosiągalne. Nie było nawet mowy o tym, żebym sama tam poszła. Nie po tym, co się stało.

Czasami miałam wrażenie, że za bardzo się staram. Może gdybym po prostu odpuściła, wszystko byłoby o wiele prostsze? Może gdybym aż tak nie przywiązywała się do ludzi, to teraz byłoby mi o wiele lżej?

Z westchnieniem usiadłam przy barze, tracąc resztkę nadziei. To był totalnie zły pomysł, żeby tu przyjść. Mogłam sobie teraz leżeć w łóżku, czytając coś albo oglądając serial, a co robię? Siedzę sama w klubie Venoma po nieudanej próbie poszukiwań. W dodatku nie mam pojęcia, czy on mnie unika, czy może po prostu go tu nie ma. Dlaczego to wszystko musiało być takie skomplikowane?

– Zły dzień? – usłyszałam z boku. Powoli odwróciłam się w stronę baru, by zatrzymać swój wzrok na młodym, wysokim brunecie z kolczykami na twarzy i masą tatuaży na ciele. Zmusiłam się do uśmiechu i pokręciłam przecząco głową.

– Szukałam kogoś, ale chyba go tu nie ma – odparłam nagle, sama nie wiem czemu. Nie znałam tego człowieka, ale chyba tak już było w klubach, że każdy barman robił za osobistego psychologa.

– Może nie ma tu tej osoby, ale jestem ja i najlepsza wódka w mieście. – Uśmiechnął się szeroko i zaczął przygotowywać mi drinka, zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zaprzeczyć. Ale może nie zaszkodzi się trochę napić? To tylko odrobina. Nic się nie stanie. – Mogę wiedzieć, kogo szukałaś?

Chłopak przerwał na chwilę to, co robił, i zerknął na mnie ponad blatem, po czym z powrotem wrócił do robienia drinka. Przygryzłam wargę, zastanawiając się, czy to dobry pomysł, żeby mu powiedzieć. Ale przecież co mogło się stać? On tu tylko pracował, a mnie od dawna nie obchodziło już, co pomyśli o mnie Venom.

– Venoma – odparłam w końcu. Chłopak lekko się spiął, ale to wszystko. Widać było, że starał się nie pokazywać po sobie emocji. A to znaczyło, że ma jakiś powód, żeby je ukrywać. Boże, czułam się jak jakiś detektyw. – To twój szef, prawda?

Chłopak kiwnął głową, stawiając przede mną szklankę z gotowym napojem.

– Lepiej się do niego nie zbliżać, uwierz mi. Tym bardziej teraz.

– Dlaczego?

W tamtym momencie sama nie wiedziałam, dlaczego zdecydowałam się ciągnąć ten temat. Być może to zwykła ciekawość. Ale prawda była taka, że już wtedy powoli zaczęłam wchodzić w cały ten świat intryg. Znowu wypełniło mnie to znajome uczucie, które towarzyszyło mi, gdy byłam z Venomem. Szczęście. Wtedy po raz pierwszy w życiu byłam szczęśliwa. I tak bardzo chciałam, by to wróciło.

– Dzisiaj w nocy ma wyścig.

– I co w związku z tym? Słyszałam, że ściga się dość często i zawsze wygrywa – rzuciłam.

Nie chciałam na razie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń odnośnie do tego, kim jestem. Nadarzyła się okazja, by dowiedzieć się trochę o tym, co działo się w ciągu tego miesiąca, i nie miałam zamiaru jej zmarnować. Ciekawość po raz kolejny wygrała. Mężczyzna, którego imienia nadal nie znałam, nachylił się w moją stronę. Zrobiłam to samo, wiedząc, że zaraz mogę usłyszeć poufne informacje. Ekscytacja z każdą sekundą rosła.

– Ludzie gadają, że odkąd rozstał się z tą dziewczyną z tutejszego liceum, zmienił się – zaczął, a ja, nie dając po sobie nic poznać, dalej go słuchałam. Na zewnątrz byłam spokojna, ale w środku każda komórka mojego ciała tańczyła i skakała, bo to świadczyło o tym, że mu zależało. Tak mi się wydawało. Jednak to dalej nie zmieniało faktu, że mnie okłamał. – Jest jeszcze gorszy, niż był, więc naprawdę nie radzę się z nim kontaktować, bo…

Nie zdążył dokończyć, bo przerwał mu znajomy mi głos.

– Viv, przyszłaś! – wykrzyczała Layla. W tym samym momencie oczy barmana przybrały rozmiar pięciozłotówek. Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco. Było mi okropnie głupio przez fakt, że nie powiedziałam mu, kim jestem. Ale czasami, gdy czegoś potrzebujemy, jesteśmy skłonni robić rzeczy, których normalnie byśmy nie zrobili. Mnie zdarzało się to bardzo często.

– Tak. – Uśmiechnęłam się niepewnie, przenosząc na nią wzrok. Przytuliłam ją, po czym wyjrzałam za jej plecy z myślą, że zobaczę tam resztę, jednak dostrzegłam tylko bawiących się ludzi. Znalezienie Venoma było trudniejsze niż rozmowa, którą będę musiała z nim przeprowadzić.

– Nie ma go tu – odparła, widząc mój wzrok. Westchnęłam, posyłając jej pytające spojrzenie. – Pojechał na wyścig. Właśnie się tam wybieram, więc możesz jechać ze mną – powiedziała, jakby czytała mi w myślach.

Zamarłam. W dzisiejszych planach nie uwzględniłam wyścigów. Równocześnie wiedziałam, że jeśli nie porozmawiam z nim dzisiaj, nie zdobędę się na to przez najbliższe tygodnie. Westchnęłam, rozglądając się wokół. Czy miałam jakikolwiek wybór?

W końcu podniosłam się z miejsca, kiwając głową. Musiałam tam jechać.

Gdy szłam za Laylą, zaczęłam się zastanawiać nad czymś bardzo ważnym. Dlaczego, do cholery, robiłam rzeczy, których nie chciałam? Dosłownie przez całe swoje życie zmuszałam się praktycznie do wszystkiego. Za każdym razem, gdy musiałam wstać rano do szkoły, zastanawiałam się nad sensem życia. I go nie widziałam. Podobnie było teraz. Znowu musiałam jechać na jego wyścig, mimo że nie chciałam. Nienawidziłam tego, że za każdym razem, gdy on ścigał się z innymi, ja stresowałam się tym, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczę. No bo co, jeśli te chwile przed jego wyścigiem to były nasze ostatnie momenty razem? Nie zniosłabym jego śmierci. Życie bez niego nie miałoby już sensu.

Znowu stawałam się tą Vivian, którą byłam miesiąc temu. Tą durną, zakochaną w nim nastolatką.

– Kiedy przyszłaś? Nie pisałaś, że wpadniesz – rzuciła Layla, wsiadając do samochodu. Zrobiłam to samo, zajmując miejsce pasażera.

– To była dość spontaniczna decyzja – wyjaśniłam, nerwowo drapiąc się po karku. Mogłam ją uprzedzić. Wtedy może uniknęłabym tej niezręcznej rozmowy z barmanem. – Czemu nie powiedziałaś, że Venom się dzisiaj ściga? Dowiedziałam się dopiero od tamtego chłopaka.

– Sama wiem od jakiejś godziny. Nikomu z nas nie powiedział – odparła, wyjeżdżając z parkingu. Jak to nikomu nie powiedział? Zwykle wszyscy wiedzieli już tydzień wcześniej i od razu robili zakłady.

– Jak to?

Dziewczyna zerknęła na mnie kątem oka. Widać było, że się zastanawia, czy mi to powiedzieć, w końcu jednak się poddała.

– Raz na jakiś czas ktoś rzuca wyzwanie jednemu z uczestników. To coś w stylu specjalnego wyścigu.

– O co w nim chodzi?

Moja ciekawość rosła z każdą następną sekundą.

– Mówimy na to Death Race – powiedziała w końcu, obserwując moją reakcję. – Uczestnicy robią wszystko, by wygrać. To wyścig bez żadnych zasad.

Przez dłuższą chwilę się nie odzywałam. Analizowałam każde jej słowo, powoli uświadamiając sobie, o co w tym chodziło. Wyścig bez zasad. A to oznaczało, że wszystko było dozwolone.

Uczestnicy mogli zginąć.

– Ale… ale czemu on się na to zgodził, do cholery? – spytałam. Krew w moich żyłach buzowała. Dlaczego on był takim debilem? Nie było mnie miesiąc, a ten już pakuje się w jakieś śmiertelne wyścigi. No po prostu idiota! Gdy przez dłuższą chwilę dziewczyna mi nie odpowiadała, przeniosłam na nią wzrok. Miała usta zaciśnięte w wąską linię i patrzyła przed siebie, ignorując mój wzrok. – Layla? O czym mi nie mówisz?

Znowu się nie odezwała. Ale ja nadal na nią patrzyłam, próbując wyłudzić odpowiedź. I w końcu mi się udało.

– Death Race to nietypowy wyścig. Jedna osoba rzuca wyzwanie drugiej, często jest to jakieś ultimatum. Coś w stylu: jeśli nie weźmiesz udziału, stanie się coś złego – mówiła dalej. – Venom nie bawi się w takie akcje. Myślę, że jego przeciwnik postawił mu ultimatum, więc musiał się zgodzić.

– Wcale nie musiał, przecież nie ma zasad, prawda? Sama tak mówiłaś. Mógł odmówić.

W mojej głowie to wszystko wydawało się takie banalne.

– No właśnie, Viv – westchnęła, skręcając w jakąś uliczkę. Rozejrzałam się wokół i dopiero teraz dostrzegłam, że wyjeżdżałyśmy z miasta. – Nie ma zasad. Każdy może robić, co chce. Mimo wszystko i tak jestem zdziwiona, że się zgodził. Zwykle załatwia takie sprawy przemocą. Zresztą, znasz go. To on jest tym, który zazwyczaj stawia komuś ultimatum, nie na odwrót.

Najwidoczniej wcale go nie znałam. To wszystko było tylko kłamstwem.

Powoli zaczynałam rozumieć, o co chodziło w tym świecie. Kilka miesięcy temu nie byłam aż tak wtajemniczona jak teraz. Nie wiedziałam wielu rzeczy, ale to się powoli zmieniało. Zaczynałam wracać do życia, które nie było tak bardzo moje, jakbym tego chciała. Bo to nie był mój świat. To był świat Venoma. Nie było tu miejsca na uprzejmość. Wszędzie wokół byli ludzie, którzy mieli złe zamiary. Jednak Venom i jego przyjaciele wyróżniali się na tle tego całego gówna. Starali się być lepsi. Nie do końca im to wychodziło, ale się starali.

W przeciwieństwie do reszty ludzi z tego otoczenia nie byli źli. Byli po prostu zniszczeni. I sama nie wiedziałam, co było gorsze.

Jechałyśmy tak jeszcze przez kilka minut. Zatrzymałyśmy się dopiero niedaleko lasu. Nie miałam pojęcia, gdzie jesteśmy ani jak długa droga dzieli nas od Malibu. Wiedziałam tylko, że nasze spotkanie jest coraz bliżej. Zastanawiałam się, czy gdyby nie Allison i sytuacja, w której się znalazła, to czybym się z nim spotkała. W głębi serca tęskniłam. Niby miesiąc to dość mało czasu, ale czasami doświadczenia są w stanie zmienić nas bardziej niż czas.

– Tędy – powiedziała Layla, gdy już wysiadłyśmy. Dziewczyna zaczęła prowadzić mnie w głąb lasu. W oddali było widać światło, które przebijało się między drzewami. Wkrótce później zaczęły do nas docierać również dźwięki. Zmieszane ze sobą głosy ludzi świadczyły o tym, że musiały tam być tłumy. Zresztą zawsze tak było. A ja za każdym razem byłam pod wrażeniem, jak wiele młodych osób kręcą takie rzeczy jak nielegalne wyścigi.

– Z całej paczki tylko Venom się ściga? – zapytałam, omijając leżące na ziemi gałęzie. Byłyśmy coraz bliżej światła, które kontrastowało z panującą wokół ciemnością.

– Teraz już tak – odparła. – Kiedyś każdy z nich brał w tym udział.

– W takim razie czemu to się zmieniło? – Zmarszczyłam brwi, próbując wyobrazić sobie Jaspera za kierownicą. Chłopak bardziej ogarniał komputery niż samochody. Przynajmniej tak mi się wydawało. Widok jego za kierownicą musiał być czymś niecodziennym.

– Jakiś czas temu w trakcie tych wyścigów jeden z uczestników zginął – wyjaśniła. – Od tamtej pory prawie nikt się już nie ściga.

– Jak to zginął? – zapytałam, przełykając ślinę. Wiedziałam, że te wyścigi nie są do końca bezpieczne i legalne, ale nigdy nie przypuszczałam, że ktokolwiek stracił w nich życie.

– Nazywał się chyba Josh. Za szybko jechał i nie wyrobił się na zakręcie – odparła. Mówiąc to, była całkowicie spokojna, a ja zastanawiałam się, jak to możliwe, że w jej głosie nie słychać ani grama smutku czy strachu. Ale chyba to było tą cechą, która pozwalała im trzymać się na powierzchni. Potrafili być całkowicie obojętni w sytuacjach, które tego wymagały.

Nic już na to nie odpowiedziałam. Zamiast tego w mojej głowie zrodziło się nowe pytanie: dlaczego tylko Venom z całej paczki brał udział w tym wyścigu?

Chwilę później znalazłyśmy się na ogromnym polu wyścigowym. Wszędzie był tłok. Z tego miejsca mogłam dostrzec tor wyścigowy, który biegł kawałek dalej i znikał za drzewami. Najwidoczniej trasa ciągnęła się w głąb lasu. Przeniosłam wzrok na małe stoliki, przy których były kolejki. Przy jednym z nich stało znacznie więcej ludzi. Podniosłam wzrok w górę i dostrzegłam, że to stolik z zakładami na Venoma. Jak zwykle większa część ludzi stawiała na niego. I wcale mnie to nie dziwiło. W końcu rozeszła się wiadomość o jego wygranych.

– Chodź, widzę chłopaków – rzuciła Layla, ciągnąc mnie za rękę w stronę grupy ludzi. Bliżej linii startu stała cała czwórka. I to dopiero wtedy ogarnęło mnie to znajome uczucie, które wypełniło całe moje ciało.

Pierwszy dostrzegł mnie Jasper, który szturchnął łokciem Thomasa. Ich oczy skupiły się na mnie.

– Popatrzcie, kogo przyprowadziłam – powiedziała z dumą Layla, zakładając mi rękę na ramię. Nie miałam pojęcia, jak powinnam się zachować. Owszem, tęskniłam za nimi, ale nie przewidziałam, że w najbliższym czasie przestanę ich unikać. No bo jak mam im wytłumaczyć powód mojego odizolowania? Niepewnie się uśmiechnęłam, podczas gdy na ich twarzach malowała się powaga. Natychmiast się spięłam. Może powinnam się wycofać i po prostu poszukać Venoma? W końcu to przez niego tu jestem.

– Siema, Davis – przywitał się Jasper, mrugając do mnie. W odpowiedzi lekko się uśmiechnęłam.

– No, słucham. Jakie masz wytłumaczenie? – odezwał się Thomas, splatając ręce na pieri. Jego mina wyraźnie mówiła, że oczekiwał konkretnej odpowiedzi. Podrapałam się po karku, nie za bardzo wiedząc, co odpowiedzieć. Nie musiałam jednak długo myśleć, bo chwilę później na ustach chłopaka pojawił się szeroki uśmiech. Kamień spadł mi z serca. – Żartuję sobie przecież! – zaśmiał się, mocno mnie przytulając. Tak. Taka reakcja była w jego stylu. – Tęskniliśmy za tobą.

Przyjemne ciepło rozeszło mi się po sercu. Poczucie, że jest się potrzebnym, było cudowne.

– Ja za wami też – wykrztusiłam w końcu, odrywając się od niego. Jeszcze chwila i zostałabym uduszona z radości. – Pogadałabym z wami, ale muszę znaleźć Venoma. To bardzo pilne. Gdzie jest?

– Chyba znowu się spóźniłaś – mruknął w odpowiedzi Jasper, kiwając głową w stronę samochodów na linii startu. Oba miały już uruchomione silniki. Jednym z nich było tak dobrze znane mi czarne camaro.

– Historia lubi się powtarzać – skomentował Thomas. A ja po raz kolejny tutaj stałam i czekałam, aż wygra. W końcu to Venom. On zawsze wygrywa.

Różnica jednak była taka, że nie martwiłam się o niego tak jak kiedyś. Teraz stał się mi w pewnym sensie obojętny. Nie odczuwałam już tak silnych emocji jak dawniej. I to mnie przerażało.

Chwilę później usłyszałam głęboki głos mężczyzny informujący o tym, że wyścig zacznie się już za chwilę. Objęłam się ramionami, stojąc w miejscu. Już nie zdążę. Muszę poczekać do końca.

– Start za trzy… dwa… jeden…

I wtedy rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk trąbki, informujący o starcie. W tym samym czasie z linii startu ruszyły oba samochody. Instynktownie złapałam Laylę za dłoń, za co chciałam się zdzielić po twarzy. Przez pierwsze kilka sekund na prowadzeniu był czerwony samochód nieznanej mi marki. Wyglądał na drogi i jakby był specjalnie przystosowany do tego typu wyścigów. Venom zdołał go wyprzedzić, ale chwilę później oba auta zniknęły za drzewami. W oddali słychać było tylko warkot dwóch silników. Czasami dziwiłam się, jak to w ogóle możliwe, że policja tak rzadko zjawiała się na takich wydarzeniach. Przecież ten dźwięk słychać kilka kilometrów dalej!

– Nie martw się, wygra – odparła Layla, lekko mnie do siebie przytulając. A ja w tamtym momencie zrozumiałam, że wyglądam jak zdesperowana nastolatka. Chrząknęłam i się od niej odsunęłam. Próbowałam zetrzeć z twarzy jakiekolwiek oznaki stresu. Nie byłam już tą samą Vivian, a on nie był tym samym chłopakiem, którego poznałam kilka miesięcy temu. Nie powinnam reagować w sposób, w jaki reagowałaby stara ja.

– Nie martwię się – zaprzeczyłam od razu. – Stresuję się tylko, że nie będzie chciał mnie wysłuchać, to tyle.

Kogo ja próbowałam oszukać?

– O to chyba nie musisz się martwić. – Uśmiechnęła się znacząco. Przewróciłam oczami, po czym zerknęłam na las. Czasami irytowało mnie, że każdy myślał, że Venom ma do mnie jakąś słabość. Z mojego punktu widzenia to wcale tak nie wyglądało. Sprawa była jasna. Kiedyś byliśmy razem, potem odkryłam prawdę i tyle. Nie ma nic pomiędzy. Nic po nas nie zostało. Ale mimo to miałam zamiar prosić go o pomoc. Właściwie to jedyne, co utrzymywało mnie w nadziei, że się zgodzi, jest to, że kiedyś coś nas łączyło. Nie jestem do końca pewna co, ale coś na pewno.

A przynajmniej tak mi się wydawało.

Może Allison miała rację? Może nie wszystko było kłamstwem?

– Patrzcie, jadą! – krzyknęła jakaś dziewczyna z boku. W jednym momencie oczy wszystkich skierowały się w stronę samochodów, które słychać było w oddali. Chwilę później już ich dostrzegłam. Jako pierwszy wyjechał czerwony samochód. Venom dopiero kilka sekund po nim. – Szybciej!

– Wygląda na to, że stracisz kasę – prychnął jakiś chłopak, patrząc na dziewczynę obok. Zmarszczyłam brwi i ponownie spojrzałam na czarne camaro. Przecież on nie przegrywał.

No dalej.

W ostatniej chwili Venom gwałtownie przyspieszył, wyprzedził kierowcę czerwonego samochodu i przekroczył linię mety, po czym skręcił w prawo i gwałtownie zahamował. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

Wygrał.