Tylko jedno spojrzenie - Wojciechowska D.S. - ebook
NOWOŚĆ

Tylko jedno spojrzenie ebook

Wojciechowska D.S.

3,0

77 osób interesuje się tą książką

Opis

Julia prowadzi spokojne życie na obrzeżach Wrocławia. Praca za biurkiem i nowa pasja do treningów pod okiem wymagającego trenera pomagają jej uporządkować codzienność. Pewnego dnia otrzymuje wiadomość z zaproszeniem na spotkanie klasowe. Wspomnienia, które przez lata próbowała zepchnąć na dno pamięci, powracają ze zdwojoną siłą.

Zimowe popołudnie w przytulnej, wynajętej chatce zapowiadało się całkiem dobrze: wspólne posiłki, trzaskające drewno w kominku, grzaniec, śmiech i rozmowy dawnych przyjaciół. Po sześciu latach wszyscy liczyli na chwile beztroski i odrobinę melancholii.

Wszystko jednak ulega zmianie, gdy w progu chatki staje on – mężczyzna, który sześć lat temu zniknął nagle bez słowa, zostawiając Julii złamane serce. Po raz ostatni widziała go na studniówce, kiedy prosił ją, aby na niego poczekała. Ale jak długo można czekać na kogoś, kto wydaje się tylko wspomnieniem?

Czy pogrzebane uczucie ma szansę odrodzić się na nowo?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 191

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by D.S. WojciechowskaCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reservedWszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Adriana Rak

Projekt okładki: Patrycja Kiewlak

Zdjęcie na okładce: Magnific

Ilustracje przy nagłówkach: Obraz Pheladi Shai z Pixabay

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-8290-968-5

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Prolog

Mroźne powietrze owiewało nasze ciała, lecz nam to nie przeszkadzało. Bujaliśmy się w rytm muzyki, którą w naszą stronę niósł wiatr. Wydawała się taka magiczna, a zarazem podświadomie czułam, że nie będzie trwała wiecznie. Położyłam głowę na ramieniu przyjaciela, napawając się chwilą. Chwilą, w której byliśmy razem.

– Pięknie dziś wyglądasz – wyszeptał w pewnym momencie.

Odchyliłam głowę i spojrzałam na jego twarz.

– Ty również – odparłam, omiatając wzrokiem jego sylwetkę.

– Tak wiele chciałbym ci powiedzieć – rzekł nagle.

Przestaliśmy się poruszać w rytm muzyki.

– Mów… – poprosiłam, przyglądając mu się uważnie.

– Jeszcze nie teraz – wymamrotał.

– A kiedy? Nigdy nie będzie dobrego momentu. Ty zawsze pojawiasz się na chwilę, po czym znikasz… Tak będzie już zawsze? – zapytałam, odsuwając się od niego na krok.

Poczułam chłód oraz to, że go tracę. Chyba nadeszła pora, by to zakończyć. Moje serce galopowało w piersi jak oszalałe. Gapiłam się na niego, wyczekując odpowiedzi. Bałam się, że to, co powie, strasznie mnie zaboli. Ale miałam już dość.

– Nie zawsze. Jeszcze chwilę – odpowiedział, nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego.

– Tylko na co ja mam czekać?

– Na nasz czas… – wyznał.

Zaniemówiłam. Maks zbliżył się do mnie, chwycił moją twarz i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Świat na chwilę się zatrzymał. Byliśmy tylko my i nasze uczucia.

Chwilę później wszystko się rozpadło. Odszedł bez słów, nie oglądając się za siebie.

– Maks! – zawołałam za nim.

Nogi miałam jak z waty. Próbowałam iść w jego stronę, lecz on był znacznie szybszy. Jak we śnie. Miałam wrażenie, że idę w zwolnionym tempie, nie potrafiąc wykonać szybszych ruchów.

Wsiadł do samochodu, odpalił silnik i nie patrząc na mnie, odjechał. Z piskiem opon wymusił pierwszeństwo na głównej drodze, znikając w mroku nocy.

Chciałam być twarda, ale nie potrafiłam. Samotna łza spłynęła po moim policzku.

A więc tak wyglądają pożegnania?

Rozdział 1

Maks

Dwa lata po zakończeniu szkoły…

Wpatrywałem się w radosny uśmiech kobiety, która stała kilka metrów ode mnie, nieświadoma mojej obecności. Ubrana w elegancką, zwiewną sukienkę i buty na koturnie prezentowała się znakomicie. Włosy rozwiewał jej wiatr.

Przeniosłem wzrok na swój nadgarstek i dotknąłem czarnej gumki. Tyle mi po niej pozostało, choć była tu i teraz, prawie na wyciągnięcie ręki. Znów spojrzałem na nią. Śmiała się i wpatrywała w oczy swojego rozmówcy. Wyglądała na szczęśliwą. A ja niczego nie pragnąłem bardziej niż jej szczęścia. Miałem swoją szansę, lecz ją zaprzepaściłem. Mogłem obwiniać o to tylko samego siebie.

Mężczyzna objął ją w pasie i przyciągnął bliżej swojego ciała. Krew zawrzała w moim ciele.

– Czego ja się spodziewałem? – mruknąłem pod nosem.

– Znowu się katujesz? – Usłyszałem nagle za plecami znajomy głos.

– Stalkujesz mnie? – zapytałem, nie obracając się za siebie.

Po chwili obok mnie stanął mój dobry kumpel. Chociaż nasza przyjaźń przetrwała.

– Uwierz, że mam ciekawsze zajęcia niż łażenie za tobą – bąknął. – Kupiłem ci kawę – oznajmił i nagle wyrósł przed moimi oczami kubek z uwalniającym się aromatem świeżo zmielonych ziaren.

– Dzięki – odparłem.

– Mówiłem ci, że spotyka się z tym gościem od jakiegoś czasu – powiedział Olaf.

– Mówiłeś, mówiłeś. Chciałem… W sumie to nie wiem, co chciałem…

– To ja chciałem, byś uniknął tego widoku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – stwierdził filozoficznie.

– Musiałem ją zobaczyć – wyznałem.

– Mhm… – prychnął. – Dlatego przychodzisz codziennie pod jej miejsce pracy, kiedy kończy, i patrzysz, jak ten gość odbiera ci to, co miało być twoje na zawsze.

– Dałem dupy… – wyjaśniłem. – Nie można czekać wieczność na kogoś, kto nawet się do ciebie nie odezwie. Jaką masz gwarancję, że wróci?

– Tylko że ty wróciłeś pół roku temu, a wtedy ten facet dopiero ją poznawał.

– Grunt, że jest szczęśliwa.

– Ostatnio, jak z nią rozmawiałem, na taką wyglądała. Ale nie mam nadprzyrodzonych mocy, aby czytać w myślach.

– Dobra, zwijamy się – oznajmiłem.

Olaf odwrócił się, a ja ostatni raz zerknąłem na kobietę. Nagle nasze spojrzenia się skrzyżowały. Serce mocniej zadudniło w mojej piersi. Kobieta znieruchomiała, wbijając we mnie zaskoczony wzrok. Wtedy naszła mnie dość dziwna myśl i wskazałem na niebo. Przeniosła tam wzrok. Miałem nadzieję, że zrozumie przekaz. Moja gwiazda dla niej zawsze będzie świecić najjaśniej na niebie. Nie czekając, aż wróci do mnie spojrzeniem, odwróciłem się i odszedłem. Tym razem już na zawsze.

Rozdział 2

Julia

Cztery lata później…

Wstałam z łóżka w dość energiczny sposób, aby wyłączyć budzik w telefonie, który najwidoczniej musiałam zostawić poprzedniego wieczoru na komodzie w mojej sypialni. Przeciągnęłam palcem po ekranie, wyłączając alarm. Westchnęłam głośno, przymykając powieki.

Będąc tuż obok drzwi, postanowiłam skierować swoje kroki w stronę kuchni. Skoro już byłam na nogach, nie chciałam marnować czasu.

Wolny weekend zapowiadał się wyśmienicie. Miałam masę planów na ten czas, a jednym z nich był dwugodzinny trening z trenerem personalnym, na który zapisałam się tydzień temu. Mając na karku dwadzieścia sześć lat, postanowiłam zadbać o swoje zdrowie, zaczynając od ruchu i odpowiedniej diety.

Praca za biurkiem przyczyniła się do tego, że się zasiedziałam, a moja waga lekko się podniosła. Wizualnie nie wyglądałam źle. Nadprogramowych kilogramów nie było aż tak widać. Raczej chodziło o samą świadomość. Nie miałam zamiaru wymieniać garderoby na rozmiar większy. Lubiłam swoje M, choć czasami wciskałam się w mniejszy rozmiar i chciałam, by tak pozostało. Z biegiem lat również pogorszyła się moja kondycja, stąd postanowiłam wdrążyć w życie małe zmiany.

Nastawiłam wodę na herbatę i podeszłam do okna, aby odsunąć roletę. Widok białego puchu mnie przeraził, choć wcale nie powinien był, w końcu mieliśmy grudzień. To całkiem naturalne, że leżał śnieg. Nie przepadałam za zimą, głównie ze względu na to, że często drogi nie były odpowiednio odśnieżone i trudno się po nich przemieszczało. To samo tyczyło się śliskich chodników. Lubiłam za to to, że szybko robiło się ciemno i mogłam sobie pozwolić na wieczór o osiemnastej. W lecie brzmiałoby to dość absurdalnie, a zimą wręcz idealnie.

Do treningu miałam tylko godzinę. Na szczęście do budynku, w którym mieściła się siłownia, było zaledwie dwieście metrów, więc nie musiałam odpalać samochodu w taką pogodę.

Z kubkiem ciepłego napoju usiadłam na sofie w salonie i włączyłam telewizor. Sprawdziłam poranne wiadomości, pijąc pomału herbatę, po czym przełączyłam na kanał z muzyką i udałam się do łazienki z zamiarem przygotowania się do wyjścia.

Na siłownię chodziłam już od miesiąca, lecz dopiero teraz zapisałam się na indywidualną lekcję z trenerem. W sumie to namówiła mnie moja szefowa, która chodziła tam już od roku. Poleciła mi również trenera Maćka. Na początku stwierdziłam, że nie potrzebuję kata, ale gdy zobaczyłam efekty jej pracy z nim, doszłam do wniosku, że jednak też mi się przyda.

Weszłam do szatni, zrzuciłam okrycie wierzchnie i umieściłam je w szafce. Przebrałam się w strój sportowy. Zamknęłam szafkę na kłódkę i chwyciwszy telefon, ręcznik oraz wodę, udałam się na salę. Przy recepcji stał wysoki, barczysty brunet. Mój trener. Większość przychodzących na siłownię kobiet zawieszało na nim oko. Wcale im się nie dziwiłam.

– Cześć, Iza – przywitałam się z dziewczyną, która stała za ladą na recepcji.

Gdy wchodziłam, nie było tu nikogo.

– Cześć, Julka, gotowa na wycisk? – zagadnęła od razu.

– Powiedzmy… – burknęłam.

W tym samym czasie Maciek przeniósł na mnie wzrok.

– Hej, a więc to z tobą jestem dziś umówiony? – dopytał się, lustrując moją sylwetkę.

– Jeżeli mówimy o treningu, to tak. – Uśmiechnęłam się lekko, na co odpowiedział mi tym samym.

– Maciek – przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę.

– Julka. – Ścisnęłam jego rękę.

– Gotowa na trening? – spytał, nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego.

– Jak najbardziej – odparłam.

– Super, więc zapraszam na bieżnię. Zrobimy sobie rozgrzewkę i przedstawię ci wstępny plan. Zmierzymy cię i zważymy – poinformował.

Wydawał się całkiem konkretny. Bez marudzenia, potulnie poczłapałam za nim.

Godzinę później ledwo doszłam do szatni. Żałowałam, że jednak nie przyjechałam tu samochodem, ponieważ nie miałam pojęcia, czy uda mi się wrócić pieszo. Poczułam dziś mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. A niby ćwiczyłam już od jakiegoś czasu.

Usiadłam w szatni na ławce i próbowałam zmotywować się do przebrania. Upiłam spory łyk wody i chwyciłam za telefon. Włączyłam Wi-Fi i na szybko przejrzałam Internet. Moją uwagę przykuło powiadomienie z Facebooka. Przeczytałam tylko nagłówek „Spotkanie klasowe”, a moje serce zaczęło galopować w piersi. Co prawda byłam już na dwóch takich spotkaniach, ale tylko dlatego, że wiedziałam o tym, iż nie będzie na nim pewnej osoby. Nie chciałam jej nigdy więcej widzieć. Zbyt długo próbowałam się podnieść i pójść naprzód, by to teraz zniszczyć. Wyłączyłam Wi-Fi i postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy. Otworzyłam szafkę i zaczęłam się przebierać. Kąpiel miałam zamiar zrobić po przyjściu do domu.

***

Siedziałam na kanapie pod ciepłym kocem z laptopem na kolanach i przeglądałam maile od klientów. Od roku zajmowałam się dodatkowo malowaniem specjalnymi farbami ubrań, głównie kurtek dżinsowych. Na początku była to zabawa, głównie dla siebie, dopóki mojej kurtki nie zobaczyła Karina, moja szefowa, a zarazem najlepsza kumpela. Spodobało jej się to, co stworzyłam, i chciała, bym jej również zrobiła coś podobnego. Potem pocztą pantoflową wiadomość poszła dalej i dalej, aż zaczęło spływać do mnie coraz więcej zleceń. Kochałam to robić, dlatego każdy nowy mail sprawiał mi niesamowitą radość i powodował, że mogłam szlifować swój warsztat.

Nagle przypomniałam sobie o wiadomości, którą otrzymałam dziś na Facebooku. Westchnęłam. Pomyślałam, że to może znowu kolejna luźna propozycja spotkania. Raz na jakiś czas ktoś wyskakiwał z inicjatywą, ale tylko na tym się kończyło. W sumie na wszystkich byłam i bawiłam się dobrze.

Minęło sześć lat, a ja wciąż go pamiętałam, jakby to było tydzień temu. Weszłam na swój profil i od razu kliknęłam wiadomości.

Cześć,

z przyjemnością pragnę Was wszystkich zaprosić na weekend w górach. Tak, tak, dobrze czytacie. Tylko my, góry i zapewne śnieg.

Na tę okoliczność wynajęłam już domek, który powinien wszystkich pomieścić. Termin ustaliłam z góry, gdyż zawsze są o niego spory. A w sumie to był jedyny wolny. Ktoś zrezygnował, więc się nie zastanawiałam i od razu wpłaciłam zaliczkę. Proszę, abyście do końca tygodnia się określili i potwierdzili przybycie. Liczę na Was!

Termin: 22-24.01. Adres podam Wam po potwierdzeniu obecności.

Wasza stara przewodnicząca

Pod pierwszym wpisem pojawiło się sporo nowych, głównie odpowiedzi osób zaproszonych do grupy. Zanim jednak je przeczytałam, przejrzałam listę członków. Musiałam się upewnić, czy nie ma na niej tego jednego, którego zdecydowanie nie chciałam więcej spotkać. Odetchnęłam z ulgą, nie dostrzegając jego danych, po czym zabrałam się do czytania komentarzy.

Byłam pozytywnie zaskoczona, ponieważ większość odpowiedzi była natychmiastowa i entuzjastyczna, jakby nikt nie potrzebował czasu na przemyślenie sprawy, ustalenie urlopu czy rozmowę z partnerem. Jakby wszyscy czekali na tę wiadomość od dawna. Odłożyłam laptop na bok i sięgnęłam po kalendarz, by sprawdzić, czy mam wolny ten termin. Tak naprawdę nie byłam do końca przekonana, czy się zgodzić. Niektórych osób nie widziałam od zakończenia szkoły, z innymi miałam raczej przelotny kontakt, głównie ograniczający się do wymiany życzeń świątecznych. Większość osób porozjeżdżała się po kraju, niektórzy wyjechali za granicę. Każdy gdzieś ułożył sobie życie.

Zastanawiałam się, czy w ogóle takie spotkanie ma sens. Czy po tylu latach odnajdziemy wspólny język? W głowie zaczęły mi się przewijać obrazy z tamtego okresu: śmiechy na schodach w palarni, gdzie chodziłam głównie po to, by potowarzyszyć innym; rzucanie się ciastem na pierogi podczas zajęć praktycznych w szkolnej kuchni; wspólne wagary, podczas których zgubiliśmy się w lesie. Miałam wrażenie, jakby to wszystko wydarzyło się dopiero wczoraj. Pamiętałam, jak podczas długich przerw siadaliśmy na końcu korytarza, zawsze w tym samym miejscu z tą samą paczką i opowiadaliśmy sobie historie, których nikt inny poza nami nie rozumiał. Te momenty miały w sobie coś czystego, lekkiego.

To jednak było dawno temu. Teraz byliśmy już kimś innym. Z drugiej strony co miałam do stracenia? Przecież to tylko weekend. Może być fajnie.

Niespodziewanie do mojej głowy napłynęły myśli, które przez lata wyrzucałam każdego dnia. Na zjeździe mógł się pojawić też on. Przez przykre wspomnienie do oczu napłynęły mi łzy, a serce przyspieszyło rytm. Jeszcze raz spojrzałam na treść wiadomości i na własną odpowiedź, której jeszcze nie wysłałam. Wahałam się.

No bo co zrobię, kiedy on też pojawi się na tym spotkaniu? Wyjadę. Ucieknę jak on kilka lat temu.

Nieoczekiwanie, a w sumie przypadkowo nacisnęłam na mysz i moja odpowiedź wylądowała na grupie. Jeszcze kilka sekund temu widziałam, że ktoś coś pisze, a teraz zrobiła się cisza. Nikt nic nie komentował ani nie odpisywał. Zapewne byli w szoku. Nie przypuszczali, że się tam zjawię. Po chwili przy moim dymku z odpowiedzią wyskoczyło polubienie od organizatorki i nagle czat ożył na nowo. Chwilę jeszcze wpatrywałam się w wiadomość. Nie miałam stu procentowej pewności, że on też się zjawi, ponieważ nie było go wśród zaproszonych osób na grupie. Mógł nawet o tym nie wiedzieć. Przypuszczałam, że prędzej czy później ten dzień i tak nadejdzie. Miałam miesiąc na oswojenie się z myślą, że on również może się tam pojawić.

Tego wieczoru długo kręciłam się w łóżku, szukając wygodnej pozycji. Głowa pękała mi od natłoku myśli. Gdy w końcu zasnęłam, obudził mnie warkot traktora. Podeszłam do okna i uchyliłam zasłony. Na dworze nadal panowała ciemność, a przyjechała firma sprzątająca, która rozpoczęła odśnieżanie.

To będzie długi dzień.

Skierowałam się do łóżka z zamiarem zrobienia sobie drzemki.

Rozdział 3

Julia

Święta oraz sylwestra spędziłam z rodzicami i najbliższymi w rodzinnym domu. Nawet mój brat zmienił plany i został z nami aż do Nowego Roku. Cieszyłam się, mając ich wszystkich wokół siebie. Rozpierała mnie duma, że potrafimy chociaż raz w roku spotkać się wszyscy i miło spędzić czas. Ciągły pęd i życie w dużym mieście zabierało mi to, co najcenniejsze – czas z rodziną. A od zawsze byłam bardzo rodzinna. Nawet jeżeli moja pożal się Boże kuzynka wolała mojego brata ode mnie, i tak na swój sposób ją lubiłam.

Za dwa tygodnie miało odbyć się spotkanie klasowe, a ja w dalszym ciągu nie wiedziałam, czy pojadę.

Główną przyczyną, dla której zrezygnowałabym z tego pomysłu, było potencjalne spotkanie z Maksem. Nie chciałam stanąć oko w oko z przeszłością, która była dla mnie bolesna. Zbyt wiele kosztowało mnie zapomnienie o nim. Czekałam prawie dwa lata. W końcu obiecał mi, że w cokolwiek wdepnął, wyjdzie z tego i będziemy razem. Jak widać, życie miało dla nas całkowicie inny scenariusz.

Choć raz, kilka lat temu, wydawało mi się, że go widziałam. Ta szara bluza, którą wtedy miał na sobie tamten mężczyzna, nie dawała mi długo spokoju. Nawet odważyłam się wybadać nieco sprawę i podpytywałam Olafa o Maksa, ale on szybko zmienił temat i już więcej nie wracaliśmy do tego. Od zakończenia roku szkolnego moja znajomość z Olafem trochę rozkwitła, stał się dla mnie bardzo bliski, lecz raczej traktowałam go jak drugiego brata. Czasami odnosiłam wrażenie, że moja przyjaźń z Olafem to zasługa Maksa. Jakby w ten sposób chciał mieć mnie na oku i zostawił mi swojego kumpla.

Dziś właśnie miał do mnie wpaść, wraz z żoną i córeczką. Dawno się nie widzieliśmy ze względu na mojego ekspartnera. Kornel był bardzo zaborczy i nie rozumiał, jak kobieta może przyjaźnić się z mężczyzną. Dla niego takie spotykanie się oznaczało zdradę. Ciągle wmawiał mi, że zawsze któraś ze stron pragnie czegoś więcej. Nie chciałam się z nim o to sprzeczać, więc wytłumaczyłam wszystko Olafowi i oboje doszliśmy do wniosku, że przestaniemy się spotykać. Fakt, że Olaf miał żonę i córkę, również nie przemówił do Kornela, a że kochałam swojego mężczyznę, byłam gotowa poświęcić przyjaźń.

Szkoda tylko, że zadziałało to wyłącznie w jedną stronę. Kilka miesięcy temu otrzymałam zdjęcia mojego chłopaka z inną. A w sumie to, jak się później okazało, był w związku z kilkoma kobietami jednocześnie. Szczerze mówiąc, podziwiałam go za to. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób daje radę to logicznie poukładać. Nie pracował, co wiele tłumaczyło. Kiedy mówił mi, że idzie do pracy, tak naprawdę szedł do kolejnej z nich. Żałowałam tylko zmarnowanego czasu. Na szczęście moja przyjaźń z Olafem nie ucierpiała.

Moi goście mieli zjawić się za godzinę, więc postanowiłam wstawić do piekarnika jeszcze ciasto czekoladowe. Córeczka Olafa uwielbiała wszystko, co czekoladowe, więc chciałam sprawić jej trochę radości.

Pogłośniłam program muzyczny w telewizji i zaczęłam tańczyć. Przy muzyce latino zawsze moje nogi podrywały się do tańca, a zaraz potem dochodziła kołysząca się pupa.

Tanecznym krokiem udałam się do kuchni, wyciągnęłam z folii kwiaty, które kupiłam niedawno w sklepie, i wsadziłam do wazonu. Wlałam do nich wodę, po czym postawiłam na stole w minijadalni. Kochałam moje małe mieszkanko w kamienicy, choć nadal marzyłam o domku na wsi. Odkładałam pieniądze z malowania kurtek właśnie na realizację tej aspiracji. Nim zdążyłam wyjąć ciasto, usłyszałam dźwięk domofonu. Podbiegłam do niego i wpuściłam moich gości. W międzyczasie wyjęłam ciasto i odstawiłam na parapet do wystygnięcia. Odłożyłam ściereczkę na miejsce i udałam się w stronę drzwi, bo już rozległ się odgłos pukania. Zapomniałam o tym, że zepsuł mi się dzwonek.

– Cześć, ciociu! – przywitała się Mia, córka Olafa, podbiegając do mnie z promiennym uśmiechem.

– Cześć, słoneczko – powiedziałam łagodnym tonem, kucając, aby ją uściskać. – Ale się ciocia za tobą stęskniła.

– Ja bardziej – odparła, mocno mnie tuląc.

– Hej, hej – mruknęli jednocześnie Olaf z Martą.

Podniosłam się, by ich również przytulić.

– W końcu się widzimy – bąknął Olaf, udając oburzonego.

– Każdy z nas trochę błądzi i popełnia błędy – oznajmiłam, ale widząc, jak jego mina nagle poważnieje, zrozumiałam, że może zabrzmiało to zbyt ostro.

– Proszę. – Marta wyciągnęła w moją stronę pudełeczko ze smakołykami.

– Dziękuję – odparłam, przyjmując podarunek z wdzięcznością. – Wejdźcie, rozbierzcie się i już wam robię coś ciepłego do picia.

– Ciociu, ja chcę tę dobrą czekoladę, którą zawsze mi robisz – poinformowała Mia z entuzjazmem.

Zaśmiałam się, widząc, jak dziewczynka podreptała w głąb mieszkania. W końcu znów miałam ich przy sobie.

Przez cały pobyt unikałam tematu spotkania klasowego. Walczyłam, choć nie raz chciałam zadać to najważniejsze pytanie. Tylko Olaf mógł cokolwiek wiedzieć na ten temat. Biłam się z myślami, aż w końcu nie wytrzymałam. Gdy tylko wyszli na klatkę schodową i Mia z Martą zaczęły schodzić na dół, zaczepiłam Olafa.

– Olaf! – zwróciłam na siebie jego uwagę.

Obejrzał się, stając jedną nogą już na pierwszym stopniu. Łapałam powietrze i próbowałam wydobyć z siebie jakiś dźwięk, ale nie bardzo mi to wychodziło.

– Czy…

– Julio – wtrącił, widząc moje zakłopotanie. – Nie mam pojęcia. – Pokręcił głową.

– Rozumiem. Ale będziesz?

– Tak, jadę. Zabierasz się ze mną?

– Dziękuję, ale chciałabym jechać własnym autem i przy okazji odwiedzić rodziców – wyjaśniłam.

– Czyli w razie czego mieć możliwość ucieczki.

Westchnęłam głośno. Wyjątkowo bałam się tego wyjazdu i spotkania. Tyle osób potwierdziło swoje przybycie, że aż byłam w szoku. Do tej pory przychodziło maksymalnie pięć osób.

– Mówiłaś, że to przeszłość, od której się odcięłaś – przypomniał mi moje słowa.

– Tak było. Przecież ruszyłam naprzód, nie wylewam morza łez, nie siedzę zamknięta w czterech ścianach. Żyję. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyszła informacja o spotkaniu. Wspomnienia wróciły. Wszystko wróciło – wyznałam, czując napływające do oczu łzy.

Olaf zbliżył się i dostrzegając moją huśtawkę emocjonalną, przytulił mnie do siebie.

– Teraz możemy gdybać. Będzie albo i nie, ale czy to ma sens?

– Dałeś mu znać? – dopytałam się ciekawa.

Milczał.

Uwolniłam się z jego ramion i spojrzałam głęboko w oczy. Znałam już odpowiedź. Nie musiał nic mówić.

– Widzimy się za dwa tygodnie – przerwałam panującą ciszę.

Wymusiłam uśmiech, wstrzymując łzy, które chciały opuścić oczy. Nie sądziłam, że ten temat nadal będzie dla mnie tak trudny.

– Do zobaczenia – pożegnał się, ściskając mnie mocno, po czym ruszył za swoimi dziewczynami.

Wróciłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Nie chcąc, by wspomnienia w pełni zaatakowały moje myśli, postanowiłam, że się przebiorę i udam na siłownię. Potrzebowałam się zresetować.

Mój trener nie ukrywał zaskoczenia. Wczoraj mieliśmy trening i uprzedzałam go, że jutro zapewne nie ruszę żadną kończyną. A teraz stałam naprzeciwko niego.

– Cześć – przywitałam się. – Czuję się dobrze, zakwasów nie mam i potrzebuję ostrego wycisku na już.

– Hej. A to dobrze się składa, bo właśnie Adze odpadła jedna dziewczyna i możesz wskoczyć na cardio. – Wyszczerzył swoje równiutkie, białe zęby.

– Świetnie – przyznałam i zadowolona udałam się do sali, gdzie przeważnie odbywały się tego typu ćwiczenia.

Dzięki ruchowi mój umysł mógł choć na chwilę przestać produkować myśli, których wcale nie chciałam dopuścić do siebie.

Pojadę na spotkanie, będę się dobrze bawiła. Po dwóch dniach wrócę do swojej rzeczywistości.

Powtarzałam te słowa, by dodać sobie otuchy. Chciałam w nie wierzyć i nie gdybać.

Rozdział 4

Julia

Dni mijały w zastraszającym tempie. Nim się obejrzałam, był czwartek, dzień przed wyjazdem. Czułam się rozbita i nawet lampka ulubionego trunku mi nie pomogła, a nie chciałam przesadzać, ponieważ nazajutrz czekała mnie długa droga.

Wyciągnęłam z szafy średnią torbę podróżną, do której miałam zamiar się spakować. Dziś po pracy poszłam jeszcze na drobne zakupy do galerii. Musiałam znaleźć termoaktywną bieliznę na narty. Na grupie pisali, że niedaleko wynajmowanej chatki znajduje się stok. Nie byłam fanką zimowych aktywności, więc nawet nie miałam odpowiedniego ubioru. Wszystkie rzeczy kupiłam dopiero dziś. A pomagał mi Olaf, który był miłośnikiem nart i snowboardu. Gdyby nie on, zapewne wzięłabym tylko grube swetry.

Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Zdziwiona spojrzałam na zegarek w telefonie, a widząc, że dochodzi dwudziesta, zmrużyłam oczy. Nie spodziewałam się gości.

Po cichu zbliżyłam się do drzwi i wyjrzałam przez judasza.

Dostrzegając znajomą sylwetkę, przekręciłam klucz w zamku i uchyliłam drzwi.

– Cześć, jesteś już spakowana? – zapytała Karina, wchodząc do środka. W ręce trzymała papierową torbę, którą lekko uniosła. – Wzięłam nam coś do jedzenia i małe bąbelki.

– Hej, właśnie się pakuję – odparłam, zamykając drzwi.

– Trochę ci zazdroszczę tego wyjazdu.

Zaskoczona przeniosłam na nią wzrok.

– Czego tu zazdrościć?

– Jak to czego? Tego, że wyrwiesz się choć na chwilę, spotkasz starych znajomych, powspominacie dawne dzieje, siedząc przy kominku, pośmiejecie się, napijecie grzańca. Choć wydaje mi się, że hamulce puszczą co niektórym i wpadną jakieś wyskokowe procenty – stwierdziła z błyskiem w oku.

– Wszystko pięknie, tylko brzmi to jak weekendowa popijawa studentów. – Zaśmiałam się.

– Przecież jesteście młodzi! – stwierdziła. – Dwadzieścia sześć lat na karku to nie trzydzieści.

Karina położyła torbę papierową na stół i zaczęła wyciągać jej zawartość. Ja poczłapałam do kuchni po dwie lampki do wina i sztućce.

– Sexy bieliznę spakowałaś? – dopytała się i usiadła na krześle.

Spojrzałam na nią z uniesioną brwią.

– A do czego mi ona potrzebna?

– No jak to do czego, a jak będzie wśród nich jakiś singiel? Żal nie skorzystać – wyznała z niewinnym uśmiechem.

Cała Karina.

– Wiesz dobrze, że nie szukam przygód – odpowiedziałam spokojnie.

– No, no. Nigdy nic nie wiadomo. Może one znajdą ciebie. – Sugestywnie poruszyła brwiami.