Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Kate prowadzi życie pełne kontrastów. W ciągu dnia jest zwyczajną dziewczyną – kelnerką, piosenkarką i oddaną mamą. Nocą jednak wkracza do świata adrenaliny, silników i nielegalnych wyścigów, gdzie kobiety nie mają prawa wstępu. Nikt by się po niej tego nie spodziewał, wyłącznie najbliższy przyjaciel zna prawdę.
Gdy na jej drodze pojawia się Thomas – mężczyzna od pierwszego spotkania wzbudzający mnóstwo emocji – granice zaczynają się zacierać, a pilnie strzeżone tajemnice coraz mocniej splatają ich losy.
To historia o pasji, ryzyku i uczuciu pojawiającym się tam, gdzie nie powinno. W środowisku, w którym wszystko dzieje się zbyt szybko, tylko jedno jest pewne – nic nie pozostanie ukryte na zawsze.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 283
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Katarzyna ZięcinaCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.
Redakcja: Kinga Szelest
Korekta: Magdalena Czmochowska
Projekt okładki: Adam Buzek
Zdjęcie na okładce: Adobe Firefly
Zdjęcie wewnątrz okładki: © by pngtree.com
Ilustracje przy nagłówkach: © by pngtree.com
Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]
Wydanie I – elektroniczne
Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie
E-book zgodny z dyrektywą o dostępności cyfrowej WCAG 2.2
ISBN 978-83-8290-940-1
Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]
Dla tej, która zostawiła pustkę w mym sercu…Dla tej, o której myślę każdego dnia…MAMO…
Prolog
Kate
Jedni czują się wolni, po prostu żyjąc, spełniając się zawodowo, mając kochającą rodzinę. Innym trudno tego zaznać. Duszą się w swojej codzienności, w tym, co robią, w związkach, które tworzą na siłę. Bo czy taka relacja może dać szczęście? Spełnienie? Nie. Nawet gdy robi się to dla kogoś, nie można wówczas zaznać prawdziwej radości. Trzeba to czuć całym sobą i nie wolno poświęcić własnego szczęścia dla innych. Nie warto niszczyć siebie i uszczęśliwiać kogoś na siłę, zwłaszcza że to nie poprawia sytuacji. Wiem to dopiero po latach, ale lepiej, że uświadomiłam to sobie teraz, niż miałabym oszukiwać się bez końca.
Powoli się z tego wyrywam, ale też odkryłam coś, co pozwala mi poczuć, chociaż na chwilę, ten smak wolności. Uwolnić się od wszystkiego, mieć władzę nad tym, co się robi. Tak się czuję, trzymając dłonie na kierownicy, zaciskając je mocno, aż bieleją mi knykcie, a serce przyspiesza. Tak czuję, siedząc na siedzeniu w samochodzie, który potrafi mknąć po ulicach miasta. Nikt nie wydaje mi rozkazów i nie tłamsi moich pragnień.
Chyba tego najbardziej brakowało mi w życiu – władzy nad czymkolwiek. Nie żyć pod dyktando innych, tylko być wolną i decydować o sobie. Żyjąc w ten sposób, dużo ryzykuję, ale muszę robić coś dla siebie. Nawet jeśli bezgranicznie kogoś kocham, to nie mogę zapominać o miłości do siebie.
Wyczekuję na sygnał do startu. Adrenalina wypełnia każdy skrawek mojego ciała, czuję ją dosłownie wszędzie. To mój pierwszy wyścig. Wiele tygodni pracy nad samochodem z moim przyjacielem Nigelem. Wiele godzin jazd testowych. Wiele wieczorów spędzonych na pracy w barze, podczas gdy powinnam była być w domu, u czyjegoś boku. Jednak bez tego nie byłoby mnie stać na nic. Wyrzeczenia, ciężka praca i pogoń za pragnieniami – tego dokonałam i jestem z siebie dumna.
Nielegalne wyścigi to sport, w który trzeba włożyć sporo funduszy, ale to, że teraz tu siedzę, jest tego warte. Robię to dla siebie i dla Nigela. Spełniam nasze wspólne marzenie. Nie łudzę się, że wygram, ale dam z siebie wszystko.
Dziś czuję, że mogę naprawdę wiele.
Słyszę, jak silniki samochodów wygrywają własną pieśń, która przenika do mojego wnętrza – płynie w żyłach wraz z piekielną, wręcz podniecającą, adrenaliną. Wcześniej oglądałam wyścigi jedynie z widowni i teoretycznie to właśnie tam powinno być moje miejsce. Cóż, jestem kobietą, nie mam tu wstępu, ale kto o tym wie? Tylko Nigel. Dla niego jestem Kate, a dla innych Krik. To moja mała tajemnica.
Ukrywam się pod czapką, za okularami, w szerokiej bluzie. Moje sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu też jest pomocne w tej sytuacji. W samochodzie i tak nikt nie ma prawa mnie rozpoznać. Jestem zupełnie anonimowa. Wszystkie sprawy w moim imieniu załatwia Nigel, który zresztą sam mnie tu wkręcił, a niełatwo jest się tu dostać. Jako naprawdę świetny mechanik ma kontakty, ale sam nie może prowadzić w nocy z powodu wady wzroku. Jednak ma mnie, a ja zrobię to dla nas – i dla naszego Mustanga, którego odratowaliśmy przed sprasowaniem na złomowisku.
Wychodzi skąpo ubrana kobieta, która ma dać sygnał do rozpoczęcia wyścigu. Jestem na ostatniej pozycji, a to dlatego, że to mój pierwszy raz. Jednak nie zamierzam tak skończyć. Chcę już ruszyć, chcę poczuć tę nutę wolności, która zawsze towarzyszy mi podczas jazdy. Słyszę podekscytowane głosy tłumu, który zagrzewa faworytów do walki. Mam tylko jednego kibica, na którego właśnie spoglądam i który pokazuje mi zaciśnięte kciuki.
Kąciki moich ust wędrują ku górze, posyłam mu uśmiech, ale szybko odwracam się, gdyż sekundy dzielą mnie od tej chwili. Ruszam. Nic nie jest w stanie mnie zatrzymać.
Rozdział 1
Kate
Siedzę z Nigelem w jego warsztacie i pomimo przegranej czuję się wybornie.
– Mała, byłaś rewelacyjna – chwali mnie przyjaciel i spogląda z dumą w moim kierunku.
Oboje jesteśmy podekscytowani tym, co miało dziś miejsce.
– Nigel, trzecie miejsce, i to w pierwszym wyścigu! Nie mogę uwierzyć.
Cieszę się jak wariatka. Wiedziałam, że nie wygram. Za długo obserwowałam te wyścigi. Bez doświadczenia nie zostaje się od razu mistrzem. Nawet ciężka praca nie pomoże.
Prawdziwe doświadczenie można zdobyć dopiero na wyścigach, trzeba poczuć jedność z samochodem, trzeba poznać przeciwników, ich zagrania, taktykę. Okazuje się, że to wcale nie jest takie łatwe, ale nie łudzę się, że cokolwiek będzie łatwe. Piękne rzeczy właśnie przychodzą do mojego życia, jednak z trudem. Są owocem włożonego wysiłku, ale też odzwierciedleniem pragnień, lecz tylko tych czystych – płynących prosto z wnętrza.
– Nie mogę w to uwierzyć. To, co się dziś wydarzyło, jest twoją zasługą. Bardzo ci dziękuję.
Rzucam się mu w ramiona i ściskam mocno. Jestem naprawdę szczęśliwa.
– Kate, bo mnie udusisz. – Śmieje się, a ja go jeszcze przez chwilę nie puszczam.
Buzują we mnie za duże emocje. Również wdzięczność dla tego człowieka. To on mnie uratował i dał radość.
– Śmierć przez uścisk nie będzie taka zła. – Wypuszczam go z objęć i pozwalam odetchnąć.
– Lepsza niż przez łaskotki. – Rzuca się na mnie, by zrobić coś, czego nie znoszę.
– Przestań, błagam. Nigel! – Krzyczę, bo to absolutna tortura.
Po chwili przerywa, a ja muszę otrzeć łzy.
– Jesteś okropny – marudzę.
– Ale i tak mnie uwielbiasz.
Uśmiecha się do mnie zawadiacko, a w policzkach pojawiają mu się dołeczki, które sprawiają, że wygląda zdecydowanie łagodniej. Nie jest tak zmęczony jak zwykle.
– W końcu od ciebie zależy życie tego Mustanga.
Oboje wpatrujemy się w to cudo, które do niedawna było złomem, ale nasza praca, a zwłaszcza Nigela, spowodowała, że teraz wygląda niesamowicie. Nie wspominając o tym, co można zaleźć pod maską. Po chwili oboje patrzymy na siebie, a nasze rozmarzone spojrzenia mówią tak wiele.
– Co wiesz o tym całym Thomasie, który raz za razem wygrywa? – pytam zaciekawiona.
– Szczerze? Niewiele. Nie jest z okolicy, to pewne. Ceni sobie prywatność, bo nawet przy moich dojściach niczego się o nim nie dowiedziałem – informuje.
Nigel ma naprawdę wiele znajomości, więc myślałam, że dowiem się czegoś nowego.
– Jego samochód to cudo. Jak myślisz, ile ten Dodge Challenger może mieć pod maską?
Przyjaciel na chwilę się zamyśla.
– Przeszło trzysta. To klasyk z siedemdziesiątego roku, ale czuję, że nieźle podkręcony. W wersji podstawowej z silnikiem V osiem Magnum trzysta osiemdziesiąt trzy dochodził do trzystu czterdziestu kilometrów na godzinę, ale czuję, że to jeden z tych, które mają większą moc. Być może nawet V osiem czterysta dwadzieścia cztery 426 Hermi, który może osiągnąć prędkość czterystu trzydziestu kilometrów. To cacko nie jeździ, tylko mknie, a kto wie co tam było jeszcze w nim robione…
Kiedy Nigel wpadnie trans, bez końca opowiada o samochodach, ale uwielbiam tę jego wiedzę i podekscytowanie. Jego niebieskie oczy w tym momencie błyszczą.
– Czyli naszego Mustanga trzeba jeszcze podkręcić – podpuszczam go, posyłając mu wyzywający uśmiech.
– Mała, on już pędzi wystarczająco, na więcej nie licz. – Gromi mnie wzrokiem. – Za bardzo cenię twoje życie, bym sprawił, żeby samochód był jeszcze szybszy. Pamiętaj, liczy się nie tylko moc, ale również taktyka, którą trzeba opracować. Tom traci dużo na zakrętach, a ty wchodzisz w nie perfekcyjnie. Pamiętaj, ruszałaś z ostatniej pozycji. To był twój pierwszy raz. Dla mnie wypadłaś rewelacyjnie, ale we wszystkim trzeba mieć umiar, i tak dużo ryzykujesz. Masz dziecko, które potrzebuje matki.
Teraz ja gromię go wzrokiem.
– Wiem, rozmawialiśmy o tym wiele razy i nie zrezygnujesz. Tak czujesz wolność, szczęście i tak dalej, ale jeden zły ruch może sprawić, że nie poczujesz już nic.
Jego słowa sprawiają, że przechodzą mnie ciarki. Wiem, że ma rację. Spogląda na mnie smutno, co w ogóle mi się nie podoba.
– A ty jak zawsze piszesz czarne scenariusze. Myślę podczas jazdy, nie tylko o wolności, ale również o Sarze. Wiesz, że jest dla mnie wszystkim, ale ja też nie mogę trwać wiecznie w jednym punkcie. Muszę ruszyć naprzód. A teraz wracam do domu. Mama znów będzie narzekać, że się nie wyśpi, zresztą ja też potrzebuję trochę snu.
Oderwanie od rzeczywistości nigdy nie trwa długo. Podnoszę się niechętnie z kanapy i znów wkraczam do codziennego świata, który też uwielbiam, bo i w nim może być ciekawie.
– Leć, tylko zaśnij mimo tych emocji. – Uśmiecha się do mnie, a jego niebieskie oczy przepełnia duma. Podnosi się z kanapy i staje naprzeciwko.
– O to się nie martw, padam. Będę, jak zaprowadzę małą do przedszkola.
Cmokam go w policzek i wychodzę z warsztatu. Nigel to świetny przyjaciel, dużo mu zawdzięczam. Bije od niego sama pozytywna energia, którą zaraża wszystkich dookoła. Dobrze jest przebywać wśród takich ludzi, czuję się wtedy zmotywowana do działania. Podobno też jestem taką osobą, nawet mimo tego, czego doświadczyłam w przeszłości.
Dziś jest ciepła noc – wiosna nas rozpieszcza. Uwielbiam tę porę roku. Wszystko budzi się do życia, dzięki czemu sama czuję się jak nowo narodzona. Niebo lśni gwiazdami, a ja się cieszę spokojem, który w końcu osiągnęłam i o którym marzyłam od lat. Moje małe miasteczko ma swój urok. Wieczorami nie ma zgiełku, nocne życie – to nie u nas.
Otacza mnie cisza. Spacerując, chłonę ten spokój, wdycham głęboko rześkie, nocne powietrze i uśmiecham się, czując radość z tego, co mam. Cieszę się z dzisiejszego wieczoru. Już dawno nie byłam taka szczęśliwa. Ostatnio każdy dzień był podobny do poprzedniego. Brakowało mi czegoś ponad przyjemną normalność.
Do niedawna każdy uważał, że wiodę idealne życie, a to były tylko pozory, którymi karmiłam ich i siebie. Tak naprawdę zostałam niszczona od środka. Kiedy zaczęłam grać w tę grę? Wiele lat temu, a być może już na samym początku związku. Ktoś by zapytał, czemu w tym tyle tkwiłam. Bo jednak osiem lat to szmat czasu. Jedynym powodem jest to, że nie znałam innego świata, a ten, w którym tkwiłam, nie był mi obcy. Chociaż czułam się nieswojo, bo nie mogłam być sobą. Od dawna chciałam czegoś więcej. Więcej niż ciągły krzyk, więcej niż bycie nieszczęśliwą. Bo tak właśnie się czułam.
Czy teraz, bez niego, jest mi lepiej? Owszem, czuję się spokojna. Zaczęłam spełniać swoje pasje, ale wciąż uczę się życia na nowo. Tego, co może mi zaoferować. Badam nieznane grunty i odkrywam, że szczęście jednak istnieje. Tyle czasu tkwiłam w jednym punkcie, wręcz w dziurze, tak głębokiej, że nie wpadało do niej światło, a mrok był moim towarzyszem. Tyle lat w ciemności. Niestety, taki towarzysz nie był dla mnie dobry.
Długo myślałam, jak to zmienić. Wydawało mi się, że jestem z tym sama, że nikt nie dostrzega, jaki on jest. Bo przecież wydawało się, że to idealny mąż, ojciec, ale idealnym był jedynie oprawcą, który uwielbiał mnie ograniczać. Przez lata nie byłam nikim więcej niż kucharką i sprzątaczką. Musiałam być na każde zawołanie w sypialni, co absolutnie nie sprawiało mi przyjemności, bo nie da czuć rozkoszy, gdy nie otrzymuje się miłości od drugiej osoby.
To on sprawił, że czułam się nikim. Najgorsze było to, że sama na to pozwoliłam, więc jedyną osobą, którą mogłam o to obwiniać, byłam ja.
Ale ile razy jest tak, że boimy się ruszyć poza miejsce, w którym nas zostawiono. Bałam się nie raz. Bałam się wyrazić swoje zdanie, opinię, bo w odpowiedzi otrzymywałam jedynie krzyk i gniew.
Ile raz słyszałam, że skoro nie bije, to nic złego nie robi. Ale co z moją psychiką, którą tak niszczył? Co zrobił z naszym życiem, które mogło być zupełnie inne? W domu bywał jedynie na weekendy, jednak sprawiał wrażenie, jakby wcale go nie było. Życie stało się szare i monotonne, zupełnie pozbawione celu. Brakowało w nim radości, bo on nie potrafił się cieszyć z niczego.
Szczęście innych wręcz go denerwowało.
Nie pamiętam naszych rozmów, znam tylko kłótnie. Też się kłóciłam, bo próbowałam, żeby to, co we mnie jeszcze było, przeżyło – żeby do końca tego nie zdeptał i mnie nie zniszczył.
Pomimo wszystko miałam siłę, by o nas walczyć. Chociaż wiem, że między nami nie było już żadnego uczucia, chciałam tego dla Sary, ale moja walka była bezskuteczna. Bo kiedy nie ma uczucia, jakakolwiek próba wydaje się pozbawiona sensu i nie ma już na nią miejsca. A zresztą jaki sens ma walka w pojedynkę? Nie przyniesie zamierzonego rezultatu. Tego człowieka nic nie zmieniło. Był zapatrzonym w siebie alkoholikiem, który nie dbał o potrzeby ani córki, ani tym bardziej moje.
Ale najważniejsze, że to już za mną. Uwolniłam się od niego, znalazłam w sobie odwagę, by pójść w nieznane. Byłam z nim dla córki, ale to właśnie dla niej już dawno powinnam była od niego odejść. Nieraz wydaje się, że dobro dziecka jest czymś najistotniejszym, ale gdy nas samych przepełnia smutek i cierpienie, czujemy się źle. Czy dziecko będzie czuło się wtedy dobrze? Nie. Nie można tworzyć związku na siłę. Nie da rady żyć pozorami, niszczyć siebie i wszystko dookoła. Trzeba zawalczyć, a robiąc to, można dać szczęście bliskim ludziom.
Siadam na tarasie przed domem. Jeszcze nie wchodzę do środka. Jest ciepła noc, a ja w końcu, pierwszy raz od dawna, jestem szczęśliwa. Zrobiłam coś, czego pragnęłam. A kroczenie za pragnieniami to dążenie ku szczęściu. Nic się nie da zrobić na siłę, teraz to wiem. Można próbować, ale taka próba i tak skończy się fiaskiem. Gdy coś minęło, nigdy więcej nie wróci. Wielu ludzi boi się zmian, też do niedawna się bałam, ale zmiany nie oznaczają jedynie strat, mogą również przynieść pozytywny rezultat. To nie musi być coś materialnego, można po prostu zyskać spokój, a reszta jakoś się ułoży.
Cieszę się, że pewnego razu pojechałam do warsztatu Nigela i zaczęłam z nim rozmawiać. To było dla mnie czymś niesamowitym. Dyskusje o wszystkim i o niczym. Pojawiała się pomiędzy nami nić porozumienia. Wtedy uświadomiłam sobie, że z moim mężem nigdy czegoś takie nie miałam. Naszych rozmów nie było, a to jest wręcz przerażające. Niełatwo żyć z człowiekiem bez pasji, jemu tego właśnie brakowało. Pojawiał się w moim życiu, gdy byłam bardzo młoda, a później trudno było uciec. Ale jestem wolna i szczęśliwa, co jest dla mnie czymś zupełnie nowym, a zarazem wspaniałym.
Wchodzę do domu. Mama wie, że miałam dziś zmianę w barze. Gdyby dowiedziała się, że się ścigam, myślę, że nie byłaby zadowolona. Zależy jej na mnie i na Sarze. Zrobiła dla nas naprawdę wiele, ale nieraz bywa nadopiekuńcza, co też rozumiem.
Straciła już jedno dziecko – mojego brata. Teraz ma tylko nas. Ból po stracie kogoś bliskiego zawsze pozostaje. We mnie też on tkwi. Myślę o Matim codziennie, rozmawiam z nim i brakuje mi go. Chyba tak będzie już zawsze, bo nie da się zapomnieć o kimś, kogo się kochało i kto był bardzo ważny. W takich okolicznościach mijający czas nie osłabia uczuć i nie sprawia, że człowiek zaczyna rozumieć stratę, bo tego nie da się zrozumieć, ale mimo wszystko musi z nią żyć. Nie wolno dać się pochłonąć pustce, która ogarnia po śmierci kogoś bliskiego. Zawsze należy pamiętać, że życie, pomimo tego, że już nie będzie takie samo, toczy się dalej i trzeba stawiać czoła nawet tym strasznym chwilom, bo bez tego nic z człowieka nie zostanie. Trzeba żyć dla nich, bo oni by tego chcieli.
Idę na poddasze. Lubię tę przestrzeń, tu mieści się pokój Sary, to dla niej istny raj. Moja córka ma sześć lat i jest najpiękniejszą dziewczynką, jaką kiedykolwiek widziałam.
Oj, ten matczyny obiektywizm.
Mała słodko śpi, składam pocałunek na jej czole. Chwilę się jej przypatruję – temu, jaka jest niewinna, spokojna i mam nadzieję, że szczęśliwa, bo dla rodzica szczęście dziecka to coś niesamowitego. Każdy jego uśmiech to balsam dla duszy.
Muszę wziąć prysznic i się położyć. Emocje spowodowane dzisiejszymi wydarzeniami mnie wyczerpały, ale uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Jak się okazuje, kobieta też może wiele, trzeba tylko chcieć i się nie poddawać. Najgorsze, co można zrobić, to wmawiać sobie, że nie da się rady. A przecież zawsze warto podjąć ryzyko.
Leżę w łóżku, już na pograniczu jawy i snu, i czuję spokój. Chociaż nie jest mi łatwo, wiem, że sobie poradzę. Mam przyjaciół, którzy dają mi poczucie, że nie jestem osamotniona. Ale przede wszystkim mam wiarę w siebie.
Nieraz to duże łóżko sprawia, że czuję pewnego rodzaju pustkę, jednak lepiej mieć w sobie to poczucie, niż być z kimś na siłę lub dlatego, że tak wypada. Może kiedyś i na tej płaszczyźnie życia odnajdę szczęście. Może kiedyś czyjeś ręce mnie obejmą i zasnę szczęśliwa w ramionach kogoś, kto w końcu doceni to, jaka jestem. Kogoś, kto będzie chciał ze mną dzielić dobre i złe chwile. Kogoś, komu będzie na mnie zależało.
Kiedyś przyjdzie na mnie czas. Chociaż wiem, jak ważne jest bycie szczęśliwym samemu ze sobą. Dopiero wtedy można się otworzyć na kogoś innego. Jestem wdzięczna za każdy dzień, który mogę przeżyć, nawet gdy wiem, że nie będzie łatwy. Ale tak musi być, trzeba włożyć choć odrobinę wysiłku, by móc w pełni docenić to, co się ma. Kiedy wszystko przychodzi z nadzwyczajną łatwością, nie ma miejsca na wdzięczność.
Ten dzień pokazał mi, że świat może się do mnie uśmiechnąć, że ja też zasługuję na szczęście, i wierzę, że tak właśnie jest. Wiele lat tego pragnęłam, a teraz naprawdę przepełnia mnie wdzięczność za to, że to w końcu poczułam.
Dążyłam do wewnętrznego spokoju, do osiągnięcia harmonii sama ze sobą i mam to. Dziś już wiem, że warto było wyrwać się z tej otchłani, iść w nieznane. Codziennie rano wstaję z chęcią odkrycia tego, co przygotował dla mnie los. Wierzę, że któregoś dnia znów mnie zaskoczy i postawi na mej drodze kogoś, z kim będę mogła dzielić życie i chwile – te zwykłe i te wyjątkowe. To wszystko jest mi pisane, a ja w końcu doświadczę tego, co zostało mi odebrane.
Rozdział 2
Kate
Życie nie rozpieszcza, wymaga od człowieka naprawdę wiele, przez co bywają dni, że jestem tym wszystkim naprawdę zmęczona. Zaprowadzenie Sary do przedszkola, obowiązki domowe, a w międzyczasie pomoc Nigelowi w warsztacie. Chociaż wydaje mi się, że pomagam mu bardziej obecnością, bo z moją wiedzą nie jest najlepiej.
Muszę przyznać, że dużo się uczę, a to, że mogę sprawić, by praktycznie martwy silnik zaczął wydawać piękne dźwięki, gdy budzi się do życia, wprawia mnie w niemałą ekscytację. Motoryzacja to świat, który w ostatnim czasie prawie całkowicie mnie pochłania. Do niedawna obcy, teraz stał się dla mnie czymś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Wiele rzeczy jest w nim fascynujących, chwilami niezwykłych, nie do przewidzenia. Ale gdy jestem w warsztacie, czuję się spokojna i zrelaksowana, oddaję się przyjemności, której do niedawna nie znałam. Jak widać, z czasem dużo może się zmienić, zwłaszcza kiedy człowiek otworzy się na coś zupełnie nowego.
Można żyć, nie wprowadzając wielu zmian, ale można też zboczyć z prostej ścieżki i podjąć ryzyko. Potem okazuje się, że człowiek budzi się każdego ranka i robi z przyjemnością to, czego na początku się obawiał. Jest wręcz ciekaw, co przyniesie kolejny dzień. Przestaje się w końcu żyć ciągłą nadzieją na wieczór, a w następstwie sen, tylko po to, by choć na chwilę o wszystkim zapomnieć.
Tak było ze mną do niedawna. Czekałam, aż dzień się skończy i nadejdzie noc, która zabierze ode mnie zmartwienia. Teraz witam każdy dzień z uśmiechem i nie wypatruję już jego kresu. Odczuwam, że czas płynie za szybko, ale tak to jest, gdy człowiek ma w sobie szczęście. To początek nowych wspomnień, niezwykłych momentów, które czekają tylko na to, by je odkryć. Ja robię to codziennie. A wieczorem zasypiam zaspokojona przeżytym dniem, dumna z tego, że się nie poddałam i nie pozwoliłam się całkiem zniszczyć.
Lubię swoją pracę w barze. Zawsze panuje tu miła atmosfera, a bycie kelnerką jest dla mnie ciekawym doświadczeniem. Przychodzę do tego miejsca z uśmiechem na twarzy i tak też kończę każdą zmianę, bo nawet zmęczenie nie jest w stanie odebrać mi radości, która się w mnie pojawiła z chwilą wyrwania z mroku.
Wiem, że ludzie mnie lubią. Kiedy mnie o coś proszą, z chęcią to robię, jednocześnie czując, że robię coś dla siebie. Pielęgnuję swoją drugą pasję, która jest dla mnie ważna.
Mamy spory ruch, a jest poniedziałek, co przeważnie oznacza spokojną zmianę. Dziś na spokój nie ma co liczyć. Bar nie jest wielki, ale za to niezwykle klimatyczny. Jest duszą całego miasteczka. Tutaj ludzie spotykają się, by świętować małe i większe sukcesy albo po prostu nacieszyć się swoim towarzystwem.
– Kate, zagraj dla nas! – Słyszę głos jednego ze stałych klientów, Remiego.
Uśmiecham się, ale kręcę głową. Kiedy jest spokojnie, gram, co jest moją drugą pasją. Granie jest dla mnie bardzo ważne. Poprzez muzykę wyrażam siebie. Niestety wiem, że dziś nie dam rady. Muszę skupić się na obowiązkach, a jest ich sporo.
– Prosimy! – woła kolejny klient.
Odwracam się w jego stronę i śmieję się, ale znów kręcę głową.
Spoglądam w kierunku baru, a szef kiwa na mnie, więc podchodzę do niego. Jego ciepły wyraz twarzy sprawia, że zawsze czuję się dobrze i swobodnie.
– Zagraj im kawałek, bo nie dadzą ci spokoju, a my sobie poradzimy – zachęca mnie.
– Skoro szef nalega. – Uśmiecham się i puszczam mu oczko.
Kieruję się w stronę zaplecza, gdzie czeka na mnie moja gitara. Gdy tylko klienci widzą, że wychodzę z nią, zaczynają bić brawo, na co się śmieję.
Po prostu wariaci.
Udaję się do części baru, gdzie znajduje się kominek, i siadam na krześle, które jest dla mnie przeznaczone. W kominku nie płonie ogień, to nie ta pora, ale jest to idealne miejsce, bowiem mam widok na cały bar. Spoglądam w tym momencie na twarze ludzi, tych bardziej i mniej mi znanych, w tej chwili wszyscy są wpatrzeni we mnie. Powinno mnie to stresować, ale prawda jest taka, że czuję się jak w swoim żywiole. Moje dłonie, które trzymają gitarę, już nie mogą się doczekać, aż oddadzą się tej niesamowitej przyjemności. Dać radość innym – to największa przyjemność, jakiej można doświadczyć, a ja mam zamiar właśnie to uczynić.
– Pamiętajcie, że sami chcieliście.
Uśmiecham się do ludzi, którzy po tym, co przeszłam, w końcu przestali patrzeć na mnie jak na kogoś, kto zniszczył rodzinę – jak to twierdzi mój mąż – a zaczęli patrzeć jak na silną kobietę walczącą o swoje. Jak na kogoś, kto nie bał się wyjść przed szereg i potrafił stawić czoła tak wielu trudnym decyzjom. Najważniejsze, że dostali swoją lekcję i nauczyli się, że nie należy oceniać nikogo, gdy tak naprawdę nic się o nim nie wie.
Chociaż i takie przypadki jeszcze się zdarzają, to jest grono osób, które naprawdę spogląda na mnie z sympatią, i ci ludzie w dużej mierze są tu teraz ze mną. To właśnie dla nich zagram.
Płyną pierwsze nuty, a ja zapominam, gdzie jestem. Oddaję się w pełni tej przyjemności, którą czuję, gdy gram i śpiewam.
Niechciane łzy płynęły wciążNiechciane łzy, miałam dośćZnalazłam siłę, zmieniłam, co złeChoć łatwo nie było, opłacało sięTeraz już wiem, co liczy sięTo to, co w środku, co czuję, co chcęNa siłę nie da się nicZawalcz o szczęście swojeOdnajdź pragnienie sweJestem spokojna, wolna czuję sięPomyślałam o sobie, zmieniłam, co złeNa siłę nic nie da sięUtkwisz w otchłani, pogrążysz sięTeraz już wiem, co liczy sięPomyśleć o sobie, warto jest teżOdnaleźć siłę, by dalej iśćChoć zmiany przyjdą, będą i lepsze dniLepsze dni…Lepsze dni…
Rozbrzmiewają ostanie takty gitary, a ja otrząsam się z transu, słysząc brawa, które sprawiają, że wewnątrz mnie pojawia się przyjemne ciepło. Mogłam im dać cząstkę siebie, a oni to doceniają, chłoną słowa, dźwięki i czują radość razem ze mną.
– Dziękuję wam, a teraz wracam do obowiązków, zanim Rick stwierdzi, że trzeba zmienić kelnerkę na inną.
Słyszę śmiech na sali, po czym dobiega mnie wołanie.
– Jeszcze jedną, ostatnią. Kate, prosimy.
Spoglądam w stronę szefa, a ten kiwa głową. Wiem, że dużo osób przychodzi tu też po to, by posłuchać, jak gram, dlatego Rick jest taki wyrozumiały. Zresztą z tłumem fanów trudno dyskutować, a przede wszystkim lepiej nie zadzierać.
– I jak ja mam wam odmówić? – Uśmiecham się do nich promiennie, rozsiadam wygodnie i przymykam oczy.
Zaczynam powoli wygrywać melodię i znów liczy się dla mnie tylko gitara. Oraz to, co płynie prosto z mojego serca.
Samotność, z kimś można ją czućByć razem, lecz osobno jużMijać się bez słowa, lecz dla kogoś toCiągle próbować, lecz zgasło już cośTliło się przez lata, lecz nie raz jest takUczucie odchodzi, jest go brakGdy odeszło, nie wróci, lecz można tak trwaćStać w miejscu, o siebie przestać dbaćJest ktoś, kto potrzebuje cięPotrzebuje, byś szczęście czułByś chwytał kruchy każdy dzieńPomyśleć o sobie nie jest wcale źleGdy poczujesz szczęście, drugi poczuje jeTliło się przez lata, lecz nie raz jest takUczucie odchodzi, jest go brakOdeszło, nie wróci, nie ma go jużByć obok nie znaczy być razemByć ze sobą, lecz nie tworzyć marzeńOdeszło, nie wróci, nie ma go jużNa siłę nie da się czućNie da się czuć…
Kończę grać i znów słyszę brawa oraz wołanie.
– Jeszcze jedna! Jeszcze jedna! Jeszcze jedna!
I tak w kółko.
– Dziękuję wam. Jak wiecie, lubię sobie pośpiewać, zwłaszcza gdy mogę to robić dla was, ale na dziś już koniec. Inaczej za szybko byście się mną znudzili.
Wstaję i słyszę protesty, ale nie zatrzymuję się i z uśmiechem idę na zaplecze, by odstawić gitarę.
Muzyka za każdym razem mnie oczyszcza, szczególnie gdy tekst jest o moim życiu. Nie tworzę z wyobraźni, lecz prosto z serca, które tak wiele przeszło, ale nie poddało się ani na moment i nadal wybija swój piękny rytm.
– Kate, wiesz, że oni cię uwielbiają – chwali mnie Rick.
Przystaję obok niego przy barze i widzę, że jest ze mnie dumny.
– A ja ich, a teraz koniec przyjemności, czas wrócić do pracy. – Puszczam mu oczko i podchodzę do drugiej kelnerki, Loren. – I jak wygląda sytuacja?
– Obsłuż stolik dziesiąty i dwunasty, ja biorę siódemkę i ósemkę, reszta jest ogarnięta.
I tak wracam do swoich obowiązków z uśmiechem na twarzy.
Cudowny wieczór.
Rozdział 3
Kate
Idę do stolika numer dziesięć, przy którym siedzi dwójka młodych ludzi, zamawiają jedynie po piwie. Od razu podchodzę też do dwunastki, tam siedzi większa grupa mężczyzn, którzy rozmawiają ożywieni. Jeden z nich wydaje mi się jakoś znajomy, ale okulary, które ma na nosie, sprawiają, że mam wątpliwości. Wydaje mi się, że widziałam już gdzieś tę twarz. Coś w niej jest mi dobrze znane.
– Panowie, co podać? – pytam uprzejmie i uśmiecham się.
– Siebie, maleńka – odpowiada jeden z nich, a ten w okularach zaczyna wpatrywać się we mnie uważnie, jakby nie mógł oderwać wzroku, ale i ja nie mogę od niego.
Czuję się jak w transie, z którego nie mam ochoty się wyrwać. Nie jestem w stanie patrzeć gdzie indziej. Jest znajomy, ale zarazem nie wiem, kto to.
– Nie słuchaj tego idioty – zwraca się do mnie. – Piwo dla każdego – mówi i posyła mi najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam. Uśmiech, którym mnie urzeka.
Zdecydowanie robi się niebezpiecznie, ale zarazem ciekawie. W dodatku ten jego głos – głęboki i niski. Zaledwie kilka słów wystarczyło, abym chciała go słuchać częściej. Brakuje mi faceta, i to bardzo, skoro miękną mi nogi od samego głosu.
– Tom, twoje zwycięstwo trzeba oblać czymś mocniejszym – mówi blondyn, który wydaje się z nich najstarszy.
Wypowiedziane imię sprawia, że już wiem, kogo mi przypomina. To jest ten kierowca, który zawsze wygrywa, ale w tych okularach nie byłam w stanie go poznać.
– Wiesz co, myślę o czymś mocniejszym – mówi do niego. – Kate – zwraca się do mnie. Chyba musiał być tutaj, kiedy zaczęłam śpiewać i słyszał, jak inni wołali do mnie po imieniu. – Kolejka piwa dla wszystkich, bo im też to wystarczy i dziękujemy. – Znów posyła mi uśmiech, który sprawia, że moje wnętrze ogarnia ciepło.
Zaczynam żałować, że włożyłam zwykły czarny T-shirt i jeansy. Ale nie pomyślałam, że do naszego baru zawita taki mężczyzna.
Aż nie mam ochoty odchodzić od tego stolika. Wpatruję się w Toma i robię to zdecydowanie za długo, ale i on nie spuszcza ze mnie wzroku. W tych okularach wygląda cholernie seksownie.
Co za facet.
Żeby nie wyjść na kompletną idiotkę, powolnym ruchem obracam się i udaję w stronę baru, by złożyć zamówienia.
Wiem, że wyglądam jak idiotka, bo idę i się uśmiecham. Często tak miewam, ale ten uśmiech jest inny, bardziej rozmarzony. Zdecydowanie odpłynęłam do świata fantazji. Kilka myśli zakiełkowało mi w głowie i każda z nich uwzględniała tego przystojnego bruneta. Jednak nikt nie może mnie za to winić. Wina leży w jego głosie i uśmiechu.
Składam zamówienia i czekam, aż barman Dick napełni kufle piwem.
Widziałam Thomasa tylko w samochodzie i nieraz poza nim, ale raczej z daleka. Dziś to było coś niesamowitego. Popatrzył na mnie, jakby zobaczył kogoś więcej niż zwykłą kelnerkę, jakby zobaczył kogoś, na kogo ma się ochotę patrzeć bez końca.
Ten facet jest po prostu cholernie przystojny. Ma zarost, który dodaje mu charakteru, i lekko zmierzwione, brązowe włosy. Jednak najbardziej urokliwy jest jego uśmiech, który rozświetla całą twarz. Bez niego oblicze tego mężczyzny wydaje się lekko surowe. Kiedy jednak tylko uniesie kącik ust, może robić wszystko z każdym. Zwłaszcza jeśli dodatkowo coś powie. Ten uśmiech i to brzmienie głosu to niebezpieczna mieszanka.
Dawno nie skupiałam uwagi na żadnym mężczyźnie, bo żaden nie był tego wart, ale ta krótka chwila, ta wymiana spojrzeń powoduje, że znów chcę tam być i na niego patrzeć. Chcę poświęcić mu całą uwagę i pragnę, by on poświęcił swoją mnie. Chyba moje libido zaczyna wariować, ale nawet nie chcę, żeby przestało. Ten stan wydawał mi się już obcy, a okazuje się, że jest całkiem przyjemny, do tego stopnia, że myśl o pogłębieniu go sprawia, że robi mi się gorąco.
– Kate, zanoś te piwa, bo ci faceci zaczynają się niecierpliwić.
Nawet nie zauważyłam, kiedy Dick postawił przede mną napełnione kufle. Jednak odpływanie myślami do nowo poznanego mężczyzny nie przynosi korzystnych rezultatów, kiedy jest się w pracy.
Najpierw podchodzę do dziesiątki, wręczam zamówienie klientom, uśmiechając się przyjacielsko. Idąc do dwunastki, czuję lekkie podenerwowanie. Nie pojmuję, co się ze mną dzieje.
Stawiam przed każdym z nich po piwie i mówię:
– Proszę, panowie, oto wasze napoje.
Nie patrzę, ale wyczuwam na sobie spojrzenie Toma. Czuję się onieśmielona, a do tej pory wydawało mi się, że nie mam problemów z pewnością siebie. A jednak jeden mężczyzna może wszystko zmienić.
W życiu poświęciłam się jednemu człowiekowi. Takie nagłe zainteresowanie drugą osobą wydaje mi się dziwne.
– A na deser co nam zaoferujesz, maleńka? – odzywa się ten typ, co wcześniej, ale i tym razem Tom przychodzi mi z pomocą.
– Na deser możesz dostać ode mnie w mordę. – Gromi go wzrokiem. – Jeszcze raz cię przepraszam za niego, ale to dupek jakich mało, a mnie nie pozostaje nic innego, jak go tolerować – wyjaśnia.
Jest ewidentnie zażenowany zachowaniem swojego kumpla. Chociaż pracując jako kelnerka, stałam się obojętna na takie zaczepki, nie lubię ich.
Są dla mnie bardzo niedojrzałe.
– W porządku, naprawdę – zapewniam go.
– Dostawianie się w taki sposób do pięknych kobiet nie jest w porządku – odpowiada zły i jeszcze raz spogląda na swojego znajomego, jakby chciał mu przekazać jakąś wiadomość.
A ja przepadłam na słowie „pięknych”. Ten facet wie, jak czarować kobietę, i pewnie robi to nawet nieświadomie.
– Nie martw się, nie z takimi sobie radziłam. – Puszczam mu oczko i uśmiecham się.
Nie mam ochoty przerywać rozmowy z nim. Czuję, jak coś pcha mnie w jego stronę. Kumple mężczyzny zaczęli o czymś dyskutować, co mnie nie obchodzi, bo ja wdałam się w dyskusję z Tomem siedzącym na skraju boksu.
– Wiesz, pięknie śpiewasz – mówi z powagą, spoglądając mi prosto w oczy.
Na ten komplement się rumienię. Jestem przyzwyczajona do pochwał, ale to coś innego. Spuszczam wzrok speszona i zauważam na jego ręce dwa tatuaże – motyla i kota. Uwielbiam tatuaże, aż za bardzo, chociaż sama ich nie mam. Uwielbiam, gdy zdobią ciało człowieka. Tatuaże mogą być sztuką wyrażającą naprawdę wiele.
– Dziękuję – odpowiadam na komplement, nadal zawstydzona.
– Ta piosenka jest taka prawdziwa, z przesłaniem.
Podnoszę wzrok, bo wiem, że nadal patrzy na mnie. Chcę sprawdzić, czy to porozumienie, które gdzieś tam się wytwarza, jest nadal, czy nie było tylko złudzeniem.
– Lubię pisać to, co podyktuje mi serce.
Nie wiem czemu, ale wyznaję prawdę, którą nie każdy zna. Niektórzy na pewno się domyślają, lecz inni są nieświadomi, w jaki sposób powstaje tekst, a on jest czymś więcej niż pustymi słowami.
– Twoje serce chyba nie jest do końca szczęśliwe.
Jak dobrze czyta ze mnie i wyciąga wioski z piosenek. Teraz to już przeszłość, bo jednak moje serce czuje się dobrze. Ale czy jest tak naprawdę szczęśliwe? Trudno stwierdzić.
– To skomplikowane – wyjaśniam, nie chcąc wchodzić na tematy, które nie są dla mnie wygodne.
– Skomplikowane? Chętnie posłuchałbym dlaczego. – Patrzy na mnie zachęcająco, a ja mam ochotę na powiedzenie więcej niż powinnam.
– Jestem w pracy – przypominam niechętnie.
– Do której pracujesz?
Czyżby chciał się ze mną umówić?
– Zawsze do dwudziestej drugiej – odpowiadam z nadzieją, a na mej twarzy jest widoczny entuzjazm, którego nie mogę ukryć.
Miło mi się z nim rozmawia i chociaż, jak by nie patrzeć, to konkurencja, to dobrze byłoby ją poznać.
– Dobrze wiedzieć. – Uśmiecha się tajemniczo. – Uciekaj do pracy. Widzę, że twój szef spogląda w tę stronę zdecydowanie za długo, a nie chciałbym, abyś miała przeze mnie problemy.
Nie wolno nam za długo rozmawiać z klientami, zwłaszcza jak jest ruch. Rick i tak jest pobłażliwym szefem, ale zależy mu na tym, aby interes dobrze prosperował. Przesadne obijanie się na pewno temu nie pomoże.
– Twoja wina, zagadałeś mnie.
Zwalam na niego, ale uśmiecham się, aby wiedział, że nie mam nic przeciwko. Wiem, że Rick nic mi nie zrobi – za bardzo mnie lubi.
– Już więcej nie zagaduję, chociaż chciałbym – mówi otwarcie, a ja ponownie się zawstydzam.
Chyba zapomniałam, jak to jest flirtować z mężczyzną. Jednak lata przerwy sprawiły, że ta płaszczyzna stała się dla mnie czymś obcym, ale przecież odnajdę się w tym. Nie może to być aż tak trudne.
– Przyjdę później sprawdzić, czy niczego wam nie potrzeba.
Jeszcze chwilę patrzymy na siebie, uśmiechając się do siebie, po czym z niechęcią odchodzę od stolika.
