Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
52 osoby interesują się tą książką
Bożenie nie jest łatwo ułożyć sobie życia po tym, jak się okazało, że chłopak zdradził ją z sąsiadką. W dodatku zaraz straci pracę i prawdopodobnie również mieszkanie, do którego niespodziewanie powróciła jego właścicielka – energiczna i żądna przygód babcia. Nie może nawet uciec w świat swoich ulubionych krzyżówek, bo wszystkie z jej osiedlowego kiosku wykupił jakiś przystojniak, gdy zbyt długo się zastanawiała, którą wybrać.
Nic dziwnego, że gdy nagle Bożena widzi tego przystojniaka przed swoimi drzwiami, nie wita go zbyt przyjaźnie. A przecież jest taki idealny! Nie tylko przystojny, lecz także inteligentny, uczynny, dobrze wychowany i zaradny. Nie to co ona…
Bożenie pozostaje tylko… ucieczka. Potem kolejna i kolejna. Czy Danielowi uda się w końcu ją przekonać, że ich związek ma przyszłość?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 286
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób i zdarzeń są przypadkowe.
Text Copyright © by Joanna Puchalska Copyright © 2026 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Autor grafiki na okładce: Bohdan (Stock.adobe.com)
DTP: Justyna Jakubczyk
Redakcja i korekta: Justyna Jakubczyk
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Radom 2026
ISBN 978-83-68684-09-4
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dla wszystkich babć także tych,
o których pamięć nosimy w sercach
To nie jest mój najlepszy dzień. Stoję przed półką od dziesięciu minut i wpatruję się w nią, mrużąc powieki. Nie potrafię nawet podjąć prostej decyzji, jaką jest zakup krzyżówki.
Nagle czuję, że ktoś szturcha mnie w ramię. To ciemnowłosy przystojniak, którego widuję ostatnio w okolicy. Odruchowo poprawiam rudy loczek, który opadł mi na czoło, i uśmiecham się niepewnie. On bąka coś pod nosem i przepycha się do półki. Ku mojemu przerażeniu bierze ostatnie pięć krzyżówek i staje od razu przy kasie. Wzdycham z rezygnacją i zadowalam się sudoku.
Kto poza mną w dzisiejszych czasach rozwiązuje krzyżówki? Z jednej strony złości mnie ten facet, z drugiej wyobrażam sobie, że siedzimy razem i robimy burzę mózgów. Może lubi też grać w scrabble? W końcu miałabym partnera do zabawy. A może z czasem moglibyśmy pobawić się w inny sposób?
Co mi przychodzi do głowy?! Ten koleś sprzątnął mi wszystkie krzyżówki sprzed nosa, a ja myślę o tym, co moglibyśmy robić sam na sam!
Czuję się żałośnie, odkąd Artek zdradził mnie z sąsiadką. Izabella najwyraźniej była równie ognista jak jej imię. Co za banał! Ten tępy, obleśny typ sądził, że się nie dowiem...
Obiecałam sobie, że nie będę przeklinać, ale na usta cisnęły mi się same przekleństwa. Nie słyszał o osiedlowym monitoringu? Czyżby zapomniał, że to mieszkanie Kornelii, największej plotkary w dzielnicy, a zarazem mojej babci?
Trzeba było jej wierzyć, gdy mówiła, że źle mu z oczu patrzy. Ona zna się na rzeczy. Powinnam zabierać ją ze sobą na randki i przedstawiać jej kandydatów. Albo lepiej: zrobię casting na następnego chłopaka. Babcia mi jakiegoś wybierze i po sprawie. Potem będziemy żyli długo i nieszczęśliwie.
Matko jedyna, o czym ja w ogóle myślę? Chyba ostatnie zwoje mi się przepaliły, a szare komórki odeszły wraz z wypitym alkoholem. Znowu mi ich ubędzie, bo dziś szykuje się zakrapiana impreza. Przyjdą moje przyjaciółki z chłopakami, a Iga ma przyprowadzić kogoś dla mnie. Nie wiem, czemu chcą mnie zeswatać. Pewnie mają dosyć mojego smędzenia o tym, jaka to jestem samotna i nieszczęśliwa. A przecież nie jestem! Jest mi dobrze samej. Gorzej z innymi sprawami...
Artek nadal mieszka u sąsiadki piętro wyżej i nie zamierza się wyprowadzać. Ściany w bloku są bardzo cienkie, a ja mam dość ich nocnych igraszek. Gdy pomyślę o tym, co powiedział mi na odchodne, mam ochotę udusić go gołymi rękoma, ale szkoda mi gnić później w więzieniu przez takiego degenerata. Wysyczał, że w porównaniu z Izabellą i jej falującym biustem wyglądam jak niedojrzała licealistka.
Gdy tak o tym pomyślę, to może i lepiej, że Artek się wyniósł. Wszędzie rozrzucał brudne skarpety, jadł za dwóch i okropnie chrapał. Poza tym ciągle musiałam mu przypominać o prysznicu i myciu zębów. Izabella podobno wolała zapach prawdziwego mężczyzny. Ciekawa jestem, jak długo wytrzyma z tym młotkiem – ani ładny, ani mądry. Uważał się za supermana, bo potrafił wbić gwóźdź w ścianę. Myślę, że z rąbaniem drewna by sobie nie poradził. Owszem, biegał codziennie rano, ale pewnie do sąsiadki na poranną kawę gratis. Rano nigdy nie miałam ochoty na amory, więc on sobie nadrabiał. Dopiero przyjaciółka babci szepnęła mi na ucho, żebym pilnowała swojego gacha, bo sąsiadka zagięła na niego parol. Wtedy stałam się czujna i zaczęłam ich obserwować.
Skończyło się na płaczu (moim) i wyrzuconych przez okno ubraniach (jego). Zaznaczę tylko, że mieszkam na trzecim piętrze, a na zewnątrz leżał śnieg, w dodatku brudny, wymieszany z błotem. Z dziką satysfakcją ciskałam jego ciuchami na ulicę. W końcu postraszył mnie policją, zabrał resztę rzeczy i uciekł w podskokach. Mam nadzieję, że jakiś pies nasikał na jego odzież, a on już się tego zapachu nie pozbędzie.
Wstrętna, kłamliwa kanalia żywi się teraz u sąsiadeczki i piją sobie z dzióbków. Och, żeby mu...
Nie, już dość!
Jestem kobietą, która umie pokazać klasę, a nie złorzeczyć złamasowi. Nie będę im mówić „dzień dobry” i obiecuję, że nie podłożę im już psiej kupy pod drzwiami. Ten jeden raz od rozstania śmiałam się przez cały wieczór jak głupia, wyobrażając sobie ich pełne obrzydzenia miny. Czułam się jak mistrz zła, a potem jak idiotka...
Cóż, takie jest życie. Nawet nie jest mi specjalnie smutno; sama nie wiem, czy w ogóle go kochałam. Był, bo był – jak stara kanapa w salonie: może nie wygląda, ale jest gdzie usiąść. Jestem tylko wściekła, że sama się nie domyśliłam, co z niego za fircyk.
Wcale nie mam ochoty na posiadówkę, a tym bardziej na bycie gospodarzem. Umówiłyśmy się tak dawno temu, że całkowicie zapomniałam, by się z tego wykręcić. Gdy Grażynka zadzwoniła wczoraj z pytaniami, czy zrobiłam już zakupy na imprezę i co ma przynieść, tylko przytaknęłam i szybko się rozłączyłam. Dopiero potem do mnie dotarło, na co się zgodziłam.
Wlokę swój tyłek do sklepu i przed wejściem przeglądam się w witrynie. Muszę się podmalować, bo moje podkrążone oczy i blada cera to doprawdy żałosny widok. Jestem dumna tylko z burzy loków; od rozstania zaczęły się wyjątkowo pięknie układać, jakby chciały powiedzieć, że mają gdzieś Artka.
Do dziś w monopolowym pytają mnie o dowód (choć czasem się zastanawiam, czy to nie z troski o moje zdrowie), więc zawczasu sprawdzam, czy wzięłam dokumenty. Całe szczęście, że je mam! Bąkam nieśmiało „dzień dobry”, a w odpowiedzi dostaję tylko skinienie głowy sprzedawcy. Robię zakupy w ekspresowym tempie i jestem z siebie dumna. Podchodzę do kasy.
– Proszę o dowód. – Mężczyzna wpatruje się we mnie z wyczekiwaniem. Pracuje tu od niedawna i najwyraźniej jest służbistą.
Wyciągam dokument i podaję kasjerowi. Ogląda go z każdej strony, a po chwili oddaje, kiwając głową. Mam ochotę krzyknąć, że mam już trzydzieści dwa lata, ale nie będę się przecież chwalić swoim wiekiem publicznie, i to jeszcze w takiej mieścinie. Z drugiej strony, jeśli umie liczyć, to dobrze wie, ile mam wiosen.
– Jeszcze mnie pan nie kojarzy? – pytam, gdy nabija na kasę kolejne produkty.
Sprzedawca chrząka i odpowiada powoli:
– Wolę sprawdzić, młodo pani wygląda.
Uśmiecham się delikatnie, mile połechtana tym komplementem.
Wychodzę z monopolowego z reklamówką trzęsących się butelek. Padam z nóg, ale przecież nie odwołam imprezy. To nasza mała tradycja, na którą lekkie załamanie nerwowe nie powinno mieć wpływu. Zresztą, już prawie mnie to nie rusza.
Dobrze! Kogo ja próbuję oszukać? Oddałam tej kanalii najlepsze lata mojego życia. Skradł mi młodość i karmił pustymi obietnicami. A teraz co? Nic mi nie zostało. A miało być tak pięknie...
Zaczynam pochlipywać. Ocieram wierzchem dłoni łzy i idę szykować przekąski na imprezę. Koniecznie z cebulą.
Znikam w kuchni i czuję, że monotonne czynności mnie wyciszają. Podskakuję, gdy nagle słyszę dzwonek do drzwi. Na gości jest jeszcze za wcześnie, a ja ledwo zdążyłam zrobić sałatkę. Jestem w przedpokoju, kiedy słyszę chrzęst kluczy. Jedna osoba poza mną je posiada.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
