Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
43 osoby interesują się tą książką
A gdybyś wybrała inaczej? Wystarczy jedna decyzja, by wszystko zmienić.
Hannah Martin ma dwadzieścia dziewięć lat i wciąż nie ma na siebie pomysłu. Od ukończenia college’u zmieniała miasta, prace i plany, aż w końcu wraca do rodzinnego Los Angeles i zamieszkuje u Gabby, swojej najlepszej przyjaciółki.
Wkrótce po powrocie spotyka Ethana – swoją licealną miłość. Jedna noc, jedno pytanie zadane tuż po północy i Hannah staje przed wyborem, który wszystko zmienia. Kobieta ma bowiem przed sobą dwie możliwe ścieżki: opuszczenie imprezy wraz z Gabby lub pozostanie na niej z Ethanem.
W momencie podjęcia decyzji rodzą się dwa równoległe światy. Dwie wersje życia, dwie drogi, dwa możliwe szczęścia.
Czy przeznaczenie i prawdziwa miłość naprawdę istnieją? Czy pewne rzeczy są nam pisane, czy to jedynie kwestia przypadku? I najważniejsze – czy opowieści o bratniej duszy są prawdziwe?
Hannah wierzy, że tak. I czuje, że ją znalazła, niezależnie od świata, w którym jest.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 347
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Maybe in Another Life
Copyright © 2015 by Taylor Jenkins Reid
All rights reserved
Copyright © for the Polish translation by Kaja Makowska, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka inicjująca i prowadząca: Joanna Jeziorna-Kramarz
Marketing i promocja: Aleksandra Wróblewska
Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak
Korekta: Joanna Jóźwiak, Anna Nowak
Oryginalny projekt okładki: © Pip Watkins | S&S Art Dept
Fotografia modelki na okładce: © Elise Ortiou Campion | Plainpicture
Zdjęcie autorki na skrzydełku: © Michael Buckner
Adaptacja okładki i strony tytułowe: Magda Bloch
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-05-0
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
OSTRZEŻENIE
Trzy dni później
Trzy tygodnie później
Trzy miesiące później
Trzy lata później
Podziękowania
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
W tej książce pojawia się wątek związany z utratą ciąży. Dla wielu osób może to być temat szczególnie poruszający lub trudny. Jeśli wiesz, że taka treść może wywołać u Ciebie silne emocje, zadbaj o swój komfort i czytaj we własnym tempie albo wróć do lektury, gdy będziesz na to gotowa/y.
Dla Erin, Julii, Sary, Tamary i wszystkich kobiet, które było mi pisane spotkać. Obyśmy znały się w wielu wszechświatach.
Dobrze, że zarezerwowałam miejsce przy przejściu, bo jestem ostatnią pasażerką w samolocie. Wiedziałam, że spóźnię się na lot. Spóźniam się prawie na wszystko. Dlatego właśnie zarezerwowałam miejsce przy przejściu. Nie znoszę zmuszać ludzi do wstawania, żeby się przecisnąć. Także z tego powodu nigdy nie chodzę do toalety w kinie, chociaż zawsze muszę skorzystać w trakcie seansu.
Idę wąskim przejściem, trzymając bagaż podręczny blisko siebie i starając się nikogo nie potrącić. Uderzam w łokieć mężczyzny i przepraszam, chociaż on chyba tego nie zauważył. Kiedy ledwo muskam ramię kobiety, łypie na mnie, jakbym dźgnęła ją nożem. Otwieram usta, żeby przeprosić, ale się rozmyślam.
Bez problemu znajduję swoje miejsce – to jedyne wolne siedzenie w samolocie.
Powietrze jest nieświeże. Muzyka – komercyjna. Rozmowy dookoła są przerywane szczęknięciami zatrzaskiwanych schowków nad głowami.
Docieram na swoje miejsce i siadam, uśmiechając się do kobiety siedzącej obok. Jest starsza i pulchna, ma krótkie siwe włosy. Wsuwam torbę pod siedzenie przede mną i zapinam pasy. Mój stolik jest podniesiony. Elektronika wyłączona. Fotel wyprostowany. Kiedy człowiek często się spóźnia, uczy się, jak nadrobić stracony czas.
Wyglądam przez okno. Bagażowi są ubrani w dodatkowe warstwy i neonowe kurtki. Cieszę się, że lecę w cieplejsze miejsce. Biorę do ręki magazyn pokładowy.
Wkrótce słyszę ryk silnika i czuję, jak koła pod nami zaczynają się toczyć. Kobieta siedząca obok ściska podłokietniki, kiedy wzbijamy się w powietrze. Wygląda na przerażoną.
Nie boję się latać. Boję się rekinów, huraganów i pozbawienia wolności. Boję się, że nigdy nie zrobię nic wartościowego ze swoim życiem. Ale nie boję się latać.
Jej knykcie pobielały z napięcia.
Chowam magazyn z powrotem do kieszonki.
– Nie przepada pani za lataniem? – pytam.
Kiedy jestem niespokojna, rozmowa pomaga. Jeśli pomaga i jej, chociaż tyle mogę zrobić.
Obraca się i na mnie patrzy.
– Niestety nie – odpowiada ze smutnym uśmiechem. – Nie opuszczam Nowego Jorku zbyt często. To mój pierwszy lot do Los Angeles.
– Jeśli to panią pocieszy, ja często latam i mogę zapewnić, że trudne są tylko start i lądowanie. Jeszcze trzy minuty tego, a potem pięć ciężkich minut na końcu. Reszta… równie dobrze mogłaby pani jechać autobusem. Więc łącznie tylko osiem złych minut, a potem będzie pani w Kalifornii.
Samolot się przechyla. Kąt jest na tyle ostry, że zbłąkana butelka wody toczy się po przejściu.
– Tylko osiem minut? – pyta kobieta.
Kiwam głową.
– Tak – potwierdzam. – Jest pani z Nowego Jorku?
Przytakuje.
– A ty?
Wzruszam ramionami.
– Mieszkałam w Nowym Jorku. Teraz przeprowadzam się z powrotem do Los Angeles.
Samolot gwałtownie opada, a potem się stabilizuje, gdy przelatujemy przez chmury. Kobieta bierze głęboki wdech. Muszę przyznać, że nawet ja czuję lekkie mdłości.
– Ale byłam w Nowym Jorku tylko przez jakieś dziewięć miesięcy – dodaję. Im dłużej mówię, tym mniej uwagi poświęca turbulencjom. – Ostatnio sporo się przeprowadzałam. Studiowałam w Bostonie. Potem przeniosłam się do Waszyngtonu, a potem do Portland w stanie Oregon. Potem do Seattle. Potem do Austin w Teksasie. Potem do Nowego Jorku. Miasta, w którym spełniają się marzenia. Chociaż, no wie pani, nie dla mnie. Ale dorastałam w Los Angeles. Można więc powiedzieć, że wracam do miejsca, z którego pochodzę, ale nie wiem, czy nazwałabym je domem.
– Gdzie jest twoja rodzina? – pyta. Głos ma napięty. Patrzy przed siebie.
– Przeniosła się do Londynu, kiedy miałam szesnaście lat. Moja młodsza siostra, Sara, została przyjęta do Królewskiej Szkoły Baletowej i nie mogli przepuścić takiej okazji. Ja zostałam i dokończyłam szkołę w Los Angeles.
– Mieszkałaś sama?
To działa. Odwracam jej uwagę.
– Mieszkałam z rodziną mojej najlepszej przyjaciółki do końca liceum. Potem wyjechałam na studia.
Samolot wyrównuje lot. Kapitan informuje nas o wysokości. Kobieta puszcza podłokietnik i oddycha.
– Widzi pani? – zagajam. – Jak w autobusie.
– Dziękuję – odpowiada.
– Nie ma sprawy.
Wygląda przez okno. Ponownie biorę do ręki magazyn. Obraca się z powrotem.
– Dlaczego tak często się przeprowadzasz? – pyta. – Czy to nie jest trudne? – Natychmiast się poprawia. – No popatrz: przestaję hiperwentylować i od razu zachowuję się jak twoja matka.
Śmieję się razem z nią.
– Nie, nie, w porządku – zapewniam.
Nie przeprowadzam się z miejsca na miejsce celowo. Nie wybrałam życia nomadki. Chociaż widzę, że każda przeprowadzka jest moją własną decyzją, opartą wyłącznie na moim wciąż nasilającym się poczuciu, że nie pasuję do miejsca, w którym jestem, napędzaną nadzieją, że może jednak istnieje takie, do którego pasuję; miejsce gdzieś tuż w przyszłości.
– Chyba… nie wiem. – Trudno to wyrazić słowami, zwłaszcza komuś, kogo ledwie znam. Ale potem otwieram usta i wychodzi z nich: – W żadnym miejscu nie czułam się jak w domu.
Patrzy na mnie i się uśmiecha.
– Przykro mi – mówi. – To musi być trudne.
Wzruszam ramionami, bo to impuls. Zawsze mam impuls, żeby ignorować to, co złe, i biec do tego, co dobre.
Ale w tej chwili nie czuję się zbyt dobrze z moimi impulsami. Nie jestem pewna, czy prowadzą mnie tam, gdzie chcę dotrzeć.
Przestaję wzruszać ramionami.
A potem, ponieważ nie zobaczę jej już po tym locie, idę o krok dalej. Mówię jej coś, co dopiero niedawno powiedziałam sobie.
– Czasami martwię się, że nigdy nie znajdę miejsca, które będę mogła nazwać domem.
Na moment kładzie dłoń na mojej.
– Znajdziesz – oznajmia. – Jesteś jeszcze młoda. Masz mnóstwo czasu.
Zastanawiam się, czy wie, że mam dwadzieścia dziewięć lat, i uważa to za młodość, czy myśli, że jestem młodsza niż w rzeczywistości.
– Dziękuję – rzucam. Wyjmuję słuchawki z torby i zakładam je. – Pod koniec lotu, przez te pięć ciężkich minut, kiedy będziemy lądować, może porozmawiamy o moim braku perspektyw zawodowych – dodaję ze śmiechem. – To na pewno odwróci pani uwagę.
Uśmiecha się szeroko i też parska śmiechem.
– Uznam to za osobistą przysługę.
