Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
32 osoby interesują się tą książką
Irmina po skończonej czterdziestce wraz z dorosłym synem przeprowadza się nad morze. Odnajduje tam nie tylko swoje miejsce na ziemi, ale także prawdziwą babską przyjaźń. Nareszcie zaczyna wieść spokojne, poukładane życie, a jedyne, czego brakuje jej do pełni szczęścia, to druga połówka i przyspieszone bicie serca. A to wywołuje nieoczekiwane spotkanie z Robertem – byłym współpracownikiem i dobrym kolegą. Oboje doświadczeni, z niełatwą przeszłością, postanawiają dać sobie szansę. Ich relacja, mimo że na odległość, rozwija się obiecująco, ale w pewnym momencie mężczyzna zaczyna się wycofywać. Irmina coraz częściej podejrzewa, że jej partner nie do końca jest z nią szczery. Tylko co się stanie, jeśli czysta karta Roberta okaże się jedynie złudzeniem? A może w życiu Irminy pojawi się ktoś jeszcze?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 298
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Katarzyna Zaleska, 2026
TO JESZCZE NIE KONIEC
Projekt okładki
Justyna Knapik
Redakcja
Monika Malita-Bekier
Korekta
Sylwia Winnik, Barbara Sacka
Łamanie i skład
Beata Kostrzewska
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
ISBN 987-83-68468-89-2
Kraków 2026
Wydawnictwo BOOKEND
www.bookend.pl
Capital Village Sp. z o.o.
ul. Kielecka 4/2, 31-526 Kraków
Tel: 663 041 041
Przenikliwy dźwięk dzwonka oderwał mnie od pracy. Czekałam na służbowy telefon więc nieco się zdziwiłam, gdy na ekranie wyświetliło się nazwisko Adamowicz.
– Robert? – powiedziałam sama do siebie, marszcząc brwi ze zdziwienia.
Pracowaliśmy kiedyś razem przez kilkanaście lat. Odszedł z biura mniej więcej rok przede mną. Od tamtej pory nie miałam z nim żadnego kontaktu, mimo że w pracy tworzyliśmy bardzo zgrany duet. Przy trudnych projektach pomagaliśmy sobie nawzajem. Zawsze mogliśmy na sobie polegać i gdy była taka potrzeba, kryliśmy się wzajemnie przed szefem. Przez pewien czas nawet krążyły plotki o naszym rzekomym romansie, lecz szybko je rozwialiśmy.
Zamknęłam laptopa, chwyciłam za telefon i skierowałam się w stronę salonu.
– Cześć, Irmina! Poznajesz? – Jego ciepły głos spowodował, że moje serce zaczęło szybciej bić.
– Oczywiście, że tak, staruszku! Nie skasowałam jeszcze twojego numeru. Kopę lat! Mów szybciutko, co u ciebie słychać i co się stało, że przypomniałeś sobie o mnie po takim czasie? – Usiadłam wygodnie w fotelu i odruchowo złapałam za pozostawiony rano kubek z resztką zimnej już herbaty.
– Spotkałem Gładysiaka, opowiedział mi, jakie zaszły zmiany w firmie po moim odejściu. Stąd wiem, że ciebie też już tam nie ma. Wspomnienia wróciły i postanowiłem odświeżyć nieco znajomości. Co porabiasz? Co u ciebie słychać? Może byśmy się spotkali większą grupką na mieście, co ty na to?
– Ojoj, ile pytań. Czuję się jak na przesłuchaniu. – W telefonie usłyszałam jego śmiech, wróciły miłe wspomnienia. – Z tym spotkaniem to może być ciężko, wyprowadziłam się na drugi koniec Polski.
– O proszę, ale newsy! Tego Gładysiak mi nie powiedział. Gdzie cię poniosło?
– Wiesz, że kocham góry? – zaczęłam, chcąc celowo go zmylić. – Ale zrobiłam na przekór sobie, właśnie wyglądam przez okno w salonie i widzę błękitno-zieloną taflę morza.
– Karaiby? – Roześmiał się.
– Bałtyk, oszołomie! – Upiłam łyk zimnego naparu. Skrzywiłam się, bo był mocny i gorzki.
– To czemu nie góry?
– Długo nad tym myślałam, jednak bałam się, że mi spowszednieją, więc wolałam zostawić je sobie na wakacyjne wyprawy.
Oboje chyba się za sobą stęskniliśmy, bo rozmawialiśmy ponad godzinę. Umówiliśmy się na jesienny wypad w góry ze starą paczką. Zaraz po naszej rozmowie Robert utworzył grupę na Messengerze, nadał jej nazwę „Jesienne góry” i zaprosił do niej kilku znajomych z byłej pracy. Wspólnie umówiliśmy się na wyjazd w październiku, a naszym celem były Karkonosze.
A tymczasem wielkimi krokami zbliżało się lato i powrót mojego syna Adama, za którym bardzo tęskniłam.
* * *
Podczas rozmowy z Robertem próbowała dodzwonić się do mnie sąsiadka. Teraz zauważyłam od niej wiadomość.
Agnieszka:
Cześć, Minka! Z kim Ty tyle gadasz? Dzwonię i dzwonię…
Jedziemy dziś do miasta? Wracając wczoraj do domu, widziałam na witrynie sklepowej piękną, zwiewną, białą sukienkę do kostek. Taką na ramiączkach. Kupimy sobie dwie i będziemy niczym nimfy wodne, zaczepiać przechodniów na plaży.
Irmina:
Oszalałaś, wariatko!? Jakich my przechodniów spotkamy w tej dziczy? Ale zawsze marzyłam, żeby zostać nimfą. :) To co, o 16:00?
Agnieszka:
O 16:00. I nie zapomnij swojej złotej karty, zaszalejemy. PS. nie dzicz, tylko „Cicha przystań”.
Irmina:
Faktycznie wariatka! Kocham Cię, Paaa. PS. Nie „Cicha przystań”, tylko „Zakątek spokoju”.
Agnieszka:
Pa.
No, to samotny wieczór mam z głowy. Jeszcze tylko jeden post dla firmy kosmetycznej i można zaczynać weekend.
* * *
Moja przyjaciółka uwielbiała zakupy. Nowe ubrania, buty, biżuteria i kosmetyki były jej obsesją. Zawsze potrafiła wyszukać fajne promocje, z których od czasu do czasu korzystałam również ja. Aczkolwiek jej garderoba nie pękała w szwach. Aga miała smykałkę do interesów. Co już się jej znudziło, szło na sprzedaż. Jako mistrzyni od wyszukiwania okazji umiała sprzedać je za cenę wyższą od tej, którą zapłaciła.
Sukienki, które wypatrzyła na mieście, faktycznie okazały się śliczne, a my wyglądałyśmy w nich jak dwie nimfy… Takie po czterdziestce, ale nadal nimfy. Przy okazji dokupiłyśmy do nich białe sandałki, białe trampki, bo przecież jedne buty to za mało, kolczyki i bransoletki w stylu boho oraz wiele bardzo (nie)potrzebnych dupereli. Na koniec naszej babskiej eskapady zaszłyśmy na kolację i deserek do ulubionej, klimatycznej mini restauracji. Aga gustuje w owocach morza, na które ja nie mogę nawet patrzeć. Zamówiła krewetki w jakimś oślizgłym, żółtym sosie. Jedynie ryż na jej talerzu prezentował się smakowicie. Ja natomiast wybrałam klasykę – dorsza w cieście z opiekanymi ziemniaczkami i surówką. Zaś na deser również klasyka: lody z owocami, bitą śmietaną oraz czekoladą. To akurat jędza po mnie spapugowała.
– Coś mało azjatycki deserek wybrałaś jak na swoje gusta kulinarne – skomentowałam, docinając przyjaciółce.
– Gdy w domu tylko kotlety, to na babskim wypadzie muszą być krewety – odparła, wkładając do ust różowe paskudztwo. Parsknęłyśmy głośnym śmiechem, co nie spodobało się starszemu małżeństwu przy stoliku obok.
– Myślisz, że my z Bartkiem też będziemy takimi zrzędami na stare lata? – Spojrzała w ich stronę.
– Wam to nie grozi. Za to ja będę samotną, starą zrzędą zakłócającą waszą spokojną starość. – Wyszczerzyłam do niej zęby, niczym Joker z „Batmana”.
– Nie przesadzaj, Minka. Znajdziesz kogoś. Potrzebowałaś spokoju, by zapomnieć o tym wszystkim, co cię spotkało. Zobacz, już się odcięłaś od przeszłości, rany się zabliźniły, masz spokój, a Adam wyjechał. Może to właśnie najlepszy czas, by pomyśleć o sobie i przyszłości?
– Sama nie wiem, przecież nie będę szukać kogoś na siłę. Mam znowu wpakować się w jakieś gówno? Dobrze jest, jak jest, i niech tak zostanie – zakończyłam temat. – À propos przeszłości, zadzwonił do mnie znajomy ze starej firmy, zwołał ekipę i jesienią planujemy wypad w góry. Kiedyś co roku jeździliśmy, miło będzie wrócić do tej tradycji, która dawała mi chwilę oddechu.
– Hmmm – zamruczała Aga. – Czy to dlatego nie mogłam się dziś do ciebie dodzwonić?
Przytaknęłam z uśmiechem, wkładając do ust dużą porcję lodowego przysmaku.
– Ja się tu martwię o twoją przyszłość, a tymczasem widzę, że ty sobie dobrze radzisz.
– Co to, to nie. To tylko dawny współpracownik, z którym nie miałam kontaktu od co najmniej pięciu lat. Zresztą on ma żonę. – Nieco zmieszana zaczęłam dłubać łyżeczką w deserze.
– Jeśli nie miałaś z nim kontaktu przez kilka lat, to skąd wiesz, jak wygląda teraz jego życie…?
– …i on – przerwałam, jednocześnie dokańczając jej zdanie. – Nie każdy starzeje się tak pięknie jak czterdziestoletnie nimfy. Mężczyźni często z biegiem lat zmieniają się na niekorzyść. Łysieją, rosną im brzuchy. Kto wie? Może on wygląda teraz jak Ferdek Kiepski.
Ogarnął nas przeraźliwy śmiech, którego nie potrafiłyśmy opanować. Tym razem starsze małżeństwo zwróciło nam uwagę.
– Drogie panie, czy możemy prosić o ciszę? Przyszliśmy zjeść w spokoju kolację, a nie słuchać wrzasków jakichś gówniar! – uniosła głos oburzona kobieta.
– Przepraszamy państwa, nie będziemy więcej zakłócać ciszy. Gówniary po czterdziestce opuszczają już lokal. Do widzenia! – Atak został odparty przez Agę, a my zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia.
– Do nie-zo-ba-cze-niaaaa. – Ofukana, starsza pani wydłużyła ostatnie słowo do maksimum. Następnie zwróciła się do swojego męża, oceniając nas niepochlebnie.
Do domu wróciłyśmy w fantastycznych humorach, obładowane torbami pełnymi zakupów. Bartek czekał na Agnieszkę w drzwiach. Na mnie czekał tylko kurz na półkach i śmieci wysypujące się z kosza. Muszę chociaż adoptować jakiegoś kota – pomyślałam, upychając nowe łupy po szafkach. Bycie singielką ma same zalety. Nie trzeba nic chować przed mężem, a po tygodniu udawać, że to przecież stare. Albo że dostałam od koleżanki z pracy, bo kupiła zły rozmiar – wmawiałam sobie, szukając w tym wszystkim pozytywów.
Zeszłam do salonu, włączyłam radio i zabrałam się za odkurzanie, śpiewając na cały głos piosenkę Piotra Rubika i Grzegorza Wilka Strażnik raju.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Liczy się tu i teraz
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
