The Most - Julia Rejent - ebook
NOWOŚĆ

The Most ebook

Julia Rejent

4,0

246 osób interesuje się tą książką

Opis

„– Czasem myślę, że tak naprawdę jesteś dziewczyną.
Przewróciłam oczami.
– Chcesz to sprawdzić? – Mrugnął do mnie, po czym złapał za gumkę bokserek”.
Anabelle Williams to rozkapryszona, bogata nastolatka, która wszystkich traktuje z wyższością i obojętnością. Wychowywana przez opiekunkę, bez rodziców, przysparza samych kłopotów. Po jej kolejnym wybryku zapada decyzja, że zamiast uczyć się w domu, w końcu pójdzie do tradycyjnej szkoły.
Anabelle jest wściekła, ale nic nie może zrobić.
Pójście do publicznego liceum otwiera przed nią drzwi do zupełnie nowego świata. Tam Anabelle poznaje jej zdaniem nieco zbyt optymistyczną Kathe, zarozumiałego oraz pewnego siebie Liama, pełnego głupich pomysłów Alexa oraz koszmarnie wkurzającego i przystojnego kolesia z imprezy, Nathana. Anabelle rozumie, że po raz pierwszy w życiu będzie musiała się dostosować i znaleźć swoje miejsce w szkolnym środowisku, rozpoznając kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.
Dziewczyna nie może zaprzeczyć, że Nathan zwrócił na siebie jej uwagę, chociaż ona wmawia sobie, że go nie lubi. Jednak jego spojrzenia coraz bardziej zawracają Anabelle w głowie i z czasem nastolatka zaczyna zdawać sobie sprawę, że chłopak nie jest jej obojętny.                                                                                                                                                                                                                                                                       Opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 368

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (25 ocen)
13
5
4
1
2
Sortuj według:
AgaWiktoria

Nie polecam

O matko... autorka nieudolnie starała się wykreować bohaterkę na elokwentna, mam wrażenie ze książka pisana przez 15tolatke, męczyłam się okropnie
00
pacynkowapanna

Nie oderwiesz się od lektury

Czekam na kolejny tom ❤️
00
Magdness

Nie oderwiesz się od lektury

uwaga, to pierwsza część z serii. ale całkiem niezła młodzieżówka

Popularność




Copyright ©

Julia Rejent

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2022

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

All rights reserved

Redakcja:

Sandra Pętecka

Korekta:

Katarzyna Chybińska

Karolina Piekarska

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8320-317-1

PROLOG

Pięć lat wcześniej

Ana z tamtego dnia pamiętała krzyki.

Wbrew pozorom rzadko w jej domu miały miejsce kłótnie czy konflikty. Pomimo luksusu i rozmachu, w jakim żyła jej rodzina, wszyscy się wzajemnie bardzo kochali i szanowali, i większą uwagę poświęcali sobie aniżeli jakimkolwiek materialnym rzeczom lub nieistotnym sprawom. Dlatego Ana była mocno zdziwiona, gdy z krótkiej drzemki obudziły ją podniesione głosy i dźwięki, których nie potrafiła zidentyfikować.

Początkowo zdezorientowana zmarszczyła brwi, wsłuchując się w chaos, jaki panował za drzwiami jej pokoju. Kiedy jednak nie wychwyciła z niego nic szczególnego, wstała z łóżka i skierowała się w stronę wyjścia z pomieszczenia. Dotarła do drzwi, delikatnie nacisnęła klamkę i uchyliła lekko drewniane skrzydło, a następnie wystawiła głowę na zewnątrz. I chociaż chciała tylko rozejrzeć się po spowitym półmrokiem korytarzu, szybko zrezygnowała z tego zamiaru, gdy usłyszała głośne, rozżalone krzyki, które zwróciły jej uwagę.

– Obudź się! Błagam, błagam na wszystko, Emily, obudź się!

Dziewczynką wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz, kiedy uświadomiła sobie, że głosy te należały do jej rodziców. Jej serce zaczęło bić szybciej, a oddech stał się nierówny. Bała się. Bała się tej nieznanej jej, przerażającej sytuacji i bała się o swoją mamę, swojego tatę i swoją siostrę.

Nie myśląc wiele, od razu opuściła swoje lokum i poszła w kierunku, z którego dochodził rozpaczliwy lament. Ochroniarze kręcący się po korytarzu byli tak zajęci rozmowami przez krótkofalówki, że nawet nie zwrócili na nią uwagi. Ona również się nimi nie przejęła i zgrabnie prześlizgnęła się między ich sylwetkami, zmierzając w stronę pokoju swojej siostry, ale to, co w nim zobaczyła, kiedy do niego dotarła, sprawiło, że jej serce pękło na milion drobnych kawałeczków.

– Zabiję go! Zabiję go, kurwa, własnymi rękami! – krzyczał pełnym złości i żalu głosem jej tata.

– Emily, kochanie, otwórz oczy… Proszę, proszę, nie zostawiaj nas… – szeptała gorączkowo kobieta zdławionym od płaczu głosem, nachylając się nad swoją córką. – Luis ona się nie budzi…

Ana zamrugała kilkukrotnie powiekami, nie dowierzając, że to, co widziała przed sobą, działo się naprawdę. Wydawało jej się, że dalej śniła, że widok jej śpiącej siostry w ramionach ich załamanej i zrozpaczonej mamy oraz rozsypanych na podłoże tabletek i pustych opakowań był tylko wytworem jej wyobraźni, jednak desperackie krzyki jej rodziców boleśnie uświadamiały ją o przykrej rzeczywistości. Chciała coś zrobić, ruszyć się, albo chociaż krzyczeć lub płakać, jednak nie potrafiła. Była zdolna jedynie do tego, aby stać w bezruchu i oniemiałym wzrokiem omiatać sytuację, jaka miała właśnie przed nią miejsce.

– Boże, ona nie oddycha.

Ana miała wrażenie, że za moment zemdleje, bo przed oczami zrobiło jej się jasno, a zawroty głowy nie chciały jej opuścić nawet na krok. Zdołała jednak zdobyć się na jedno słowo, które gdy wypłynęło z jej ust zwróciło na nią uwagę wszystkich wokół.

– Mamo?

Jej rodzice od razu przenieśli na nią swoje pełne bólu i rozpaczy spojrzenia, a następnie z paniką w załzawionych oczach omietli zdziwionym wzrokiem jej drobne ciało. Przez kilka sekund po prostu na nią patrzyli, nie mogąc przyswoić jej obecności, lecz gdy tylko oprzytomnieli, od razu wrócili do zajmowania się starszą z córek.

– Ana, wyjdź stąd – zarządził surowym i nieznoszącym sprzeciwu tonem jej tata, podczas gdy mama, cały czas szeptała coś gorączkowo do nieprzytomnej Emily. – Chris, wyprowadź ją stąd – polecił, patrząc na coś za plecami Any.

Dziewczynka nawet nie zdążyła obejrzeć się za siebie, kiedy poczuła na swoich ramionach dwie duże, silne dłonie, które pociągnęły ją do tyłu. Następnie ktoś, kto stanowczo ją trzymał, zamknął szybko jedną ręką drzwi do pokoju Emily, zasłaniając blondynce widok na to, co działo się w środku i obrócił ją przodem do siebie, ratując ją w ten sposób od tego złego i paraliżującego obrazu. W tym kimś Ana od razu rozpoznała ich głównego ochroniarza, Chrisa.

– Musimy stąd iść – oznajmił miłym, choć poważnym tonem, patrząc jej intensywnie w oczy.

I Ana, mimo że była tylko dzieckiem, doskonale dostrzegała w nich strach, przez co bała się jeszcze bardziej, bo przecież Chris nie bał się niczego.

Mężczyzna nie czekając na żadną reakcję z jej strony, złapał ją za dłoń i pociągnął w stronę pokoju, nie zwracając uwagi na nic, ani na nikogo poza nią.

– Chris, co się dzieje? – spytała podczas drogi, będąc na granicy płaczu. Była przerażona. – Dlaczego Em… – zaczęła drżącym głosem, lecz mężczyzna jej przerwał.

– Nie bój się, wszystko będzie dobrze – zapewnił ją, przenosząc na nią wzrok i posyłając jej wymuszony uśmiech.

Zatrzymali się przed drzwiami do pokoju dziewczynki, po czym mężczyzna kucnął przed nią i starł kciukiem łzę, która spłynęła po policzku, kładąc drugą dłoń na jej ramieniu. Gdzieś w oddali Ana usłyszała dźwięk sygnału karetki, który przyprawił ją o nieprzyjemne ciarki przechodzące po jej plecach. Nie chciała go słyszeć. Nie chciała, żeby to wszystko działo się naprawdę.

– Posłuchaj – zaczął opanowanym tonem, na co Ana spojrzała na niego uważnie przerażonym wzrokiem. – Emily się trochę źle poczuła, więc musieliśmy wezwać do niej lekarza, ale nie martw się, wszystko będzie z nią w porządku – uspokajał ją, choć Ana średnio wierzyła w to, co mówił.

Jeszcze tej samej nocy straciła siostrę i wiarę w to, że jeszcze kiedyś będzie dobrze.

ROZDZIAŁ 1

Już od rana przeczuwałam, że ten dzień nie będzie należał do zwyczajnych i spokojnych. I oczywiście się nie myliłam.

Leżąc na łóżku oraz bawiąc się moimi smukłymi palcami, w akompaniamencie krzyków dochodzących z dołu, oczekiwałam na rozwój sytuacji, jaką sama przed chwilą zainicjowałam. I przysięgam, że nie potrafiłam pohamować cisnącego mi się na usta krzywego uśmieszku, gdy tylko na wiadomość o moim kolejnym wybryku wyobraziłam sobie minę oraz reakcję kobiety, której szczególnie chciałam zrobić na złość. Och, naprawdę nikt nie miał pojęcia, jak wielką frajdę mi to sprawiało. A kiedy po kilkudziesięciu sekundach czekania usłyszałam ten cholernie irytujący, pełen złości wrzask, który słyszałam każdego dnia, byłam niemal wniebowzięta, bo…

– Ana!

Och, Chryste, zaczęło się.