Terapia schematów dla par. Przewodnik praktyka -  - ebook

Terapia schematów dla par. Przewodnik praktyka ebook

0,0
119,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Terapia par to trudne i złożone zagadnienie, jednakże autorzy niniejszego podręcznika, czerpiąc ze swojego wieloletniego doświadczenia, przedstawiają model, który w bardzo spójny i przejrzysty sposób łączy złożoność terapii schematów z dynamiką pracy z parą. Proponują rozwiązanie spajające dwa mocno zakorzenione w terapii par paradygmaty: podejście zorientowane na autonomię i zróżnicowanie oraz podejście zorientowane na przywiązanie.

Opisany w książce model pracy obejmuje 12 modułów ułożonych tak, aby para mogła najpierw nauczyć się rozpoznawać własny cykl trybów, następnie przepracować indywidualne trudności każdej ze stron, a finalnie pogłębić więź emocjonalną i wypracować bardziej przystosowawcze sposoby rozwiązywania konfliktów.

Cały proces ilustrują liczne przykłady konkretnych interwencji terapeutycznych, a wszystko uzupełnia opis wielu przydatnych narzędzi. Ważne dopełnienie stanowi omówienie zagadnień takich jak zdrada, znużenie i stagnacja czy dynamika par tworzonych przez osoby z różnych kręgów kulturowych i religijnych.

Ten wyjątkowy, pierwszy w języku polskim podręcznik terapii schematów dla par zawiera treści wartościowe zarówno dla osób zaczynających pracę z parami, jak i dla psychoterapeutów z dużym doświadczeniem w tym zakresie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 382

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Paare bewe­gen. Sche­ma­the­ra­pie mit Paaren in der Pra­xis

Copy­ri­ght © dgvt-Ver­lag, 2021

First publi­shed in Ger­many in the Ger­man lan­gu­age in 2021 by dgvt-Ver­lag Hechin­ger Str. 203, 72072 Tübingen, Ger­many www.dgvt-ver­lag.com All rights rese­rved.

Copy­ri­ght © for the Polish edi­tion by Gdań­skie Wydaw­nic­two Psy­cho­lo­giczne sp. z o.o., Sopot 2022

Wszyst­kie prawa zastrze­żone. Książka ani jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wana ani w żaden spo­sób repro­du­ko­wana lub odczy­ty­wana w środ­kach maso­wego prze­kazu bez pisem­nej zgody Gdań­skiego Wydaw­nic­twa Psy­cho­lo­gicz­nego.

Wyda­nie pierw­sze w języku pol­skim 2024 rok

Prze­kład: Maciej Dąbrow­ski, Kinga Mir­ska Redak­torka pro­wa­dząca: Patry­cja Pacy­niak Redak­cja mery­to­ryczna: Paweł Górny Redak­cja: Karo­lina Bączek, Patry­cja Pacy­niak Korekta: zespół Pro­jekt okładki: Monika Pol­lak Zdję­cie na okładce: © Getty Ima­ges

ISBN 978-83-8258-023-5

Gdań­skie Wydaw­nic­two Psy­cho­lo­giczne sp. z o.o. ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot e-mail: [email protected], www.gwp.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

O autorach

Dr Arnoud Arntz – pro­fe­sor psy­cho­lo­gii kli­nicz­nej na Uni­wer­sy­te­cie Amster-dam­skim. Pro­wa­dzi bada­nia pod­sta­wowe i sto­so­wane w obsza­rze traumy i zabu­rzeń oso­bo­wo­ści. Kie­ro­wał kil­koma sze­roko zakro­jo­nymi ran­do­mi­zo­wa­nymi bada­niami kon­tro­lo­wa­nymi doty­czą­cymi reskryp­cji wyobra­że­nio­wej i tera­pii sche­ma­tów. Pra­cuje z klien­tami jeden dzień w tygo­dniu w PsyQ, kli­nice w Amster­da­mie. Był redak­to­rem „Jour­nal of Beha­vior The­rapy and Expe­ri­men­tal Psy­chia­try”. Kon­takt: [email protected].

Dr Amir Askari – uro­dził się w Ira­nie, dok­to­rat z psy­cho­lo­gii obro­nił na Uni­wer­sy­te­cie w Mysore (Indie). Cer­ty­fi­ko­wany zaawan­so­wany tera­peuta sche­ma­tów (Inter­na­tio­nal Society of Schema The­rapy), super­wi­zor i tre­ner. Zało­ży­ciel i kie­row­nik Ira­nian Insti­tute of Schema The­rapy, kie­row­nik Cen­ter for Advan­ced Stu­dies in Men­tal Health. Obszary badaw­cze: tera­pia sche­ma­tów, stu­dia mię­dzy­kul­tu­rowe, bada­nia psy­cho­spo­łeczne i psy­cho­lo­gia ewo­lu­cyjna. Kon­takt: dra­mi­ra­[email protected].

Sezen Çamkiran – uro­dzona na Cyprze psy­cho­lożka kli­niczna. Pra­cuje w cen­trum tera­peu­tycz­nym w holen­der­skim Leiden z migran­tami i eks­pa­tami z Tur­cji. Brała udział w pro­jek­cie huma­ni­tar­nym dla syryj­skich uchodź­ców i osób ubie­ga­ją­cych się o azyl w Stam­bule. Kon­takt: cam­ki­ran­[email protected].

Dr Eva Frank-Noyon – psy­cho­lożka i psy­cho­te­ra­peutka, wykła­dow­czyni i super­wi­zorka tera­pii beha­wio­ral­nej, tera­pii par, tera­pii sek­su­olo­gicz­nej i tera­pii sche­ma­tów w róż­nych insty­tu­tach szko­le­nio­wych i ośrod­kach dosko­na­le­nia zawo­do­wego. Po latach pracy w poradni we Frank­fur­cie, gdzie ofe­ro­wała tera­pię par i porad­nic­two sek­su­olo­giczne, w 2007 roku zało­żyła wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej, sys­te­mo­wej tera­pii sek­su­olo­gicz­nej i tera­pii sche­ma­tów. Kon­takt: pra­[email protected].

Dr Leo Goet­sto­uwers – główny kli­ni­cy­sta zaj­mu­jący się zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści i pro­ble­mami sek­su­olo­gicz­nymi w PsyQ, kli­nice dzien­nej w Amster­da­mie. Wykwa­li­fi­ko­wany tera­peuta sys­te­mowy i tera­peuta sche­ma­tów. Wcze­śniej pra­co­wał w obsza­rze geron­to­lo­gii oraz bisek­su­al­no­ści, jak rów­nież publi­ko­wał prace na te tematy. Kon­takt: l.goet­sto­[email protected].

Dr Iwan Gor­ba­czow – neu­ro­log, psy­chia­tra, cer­ty­fi­ko­wany tera­peuta sche­ma­tów (Inter­na­tio­nal Society of Schema The­rapy). Pra­cuje w pry­wat­nej prak­tyce psy­cho­te­ra­peu­tycz­nej w Peters­burgu. Kon­takt: ivan­ho­[email protected].

Julia Hin­richs – psy­cho­te­ra­peutka, wykła­dow­czyni i super­wi­zorka tera­pii beha­wio­ral­nej oraz tera­pii sche­ma­tów (indy­wi­du­al­nej i par) w róż­nych insty­tu­tach szko­le­nio­wych i ośrod­kach dosko­na­le­nia zawo­do­wego. Pro­wa­dzi prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną we Frank­fur­cie nad Menem. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej i tera­pii sche­ma­tów. Kon­takt: mail@vtpra­xis-hin­richs.de.

Dr Jaana Mar­kela-Lerenc – uro­dzona w Fin­lan­dii psy­cho­lożka, psy­cho­te­ra­peutka, wykła­dow­czyni, super­wi­zorka i tre­nerka roz­woju oso­bi­stego. Przez wiele lat pra­co­wała w Insty­tu­cie Psy­cho­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie w Heidel­bergu oraz w Zen­tra­lin­sti­tut für Seeli­sche Gesun­dheit w Man­n­he­imie, a od 2008 roku pro­wa­dzi wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej i tera­pii sche­ma­tów. Kon­takt: pra­xis@psy­cho­the­ra­pie-mar­kela.de.

Maria Meise – psy­cho­lożka, psy­cho­te­ra­peutka beha­wio­ralna, wykła­dow­czyni i super­wi­zorka tera­pii beha­wio­ral­nej oraz tera­pii sche­ma­tów (indy­wi­du­al­nej i par). Pra­co­wała jako spe­cja­listka ds. roz­woju per­so­nelu oraz bie­gła w dzie­dzi­nie prawa socjal­nego, a od 2007 roku pro­wa­dzi wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej, EMDR i tera­pii sche­ma­tów. Kon­takt: info@pra­xis-meise.de.

Bir­git Mel­les – psy­cho­lożka i psy­cho­te­ra­peutka, akre­dy­to­wana super­wi­zorka i tre­nerka roz­woju oso­bi­stego w Psy­cho­the­ra­peu­ten­kam­mer Nor­dr­hein-West-falen, wykła­dow­czyni i super­wi­zorka tera­pii sche­ma­tów i tera­pii beha­wio­ral­nej w róż­nych insty­tu­tach szko­le­nio­wych oraz ośrod­kach dosko­na­le­nia zawo­do­wego. Pra­co­wała na Uni­wer­sy­te­cie Hein­ri­cha Heinego w Düsseldorfie, a od 2006 roku pro­wa­dzi wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii sche­ma­tów dla par, EMDR, hipnotera­pii oraz tera­pii nasta­wio­nej na klienta według Sachsa. Kon­takt: bmel­les@the­ra­pie-ddorf.de.

Abnoos Moslehi – uro­dzona w Ira­nie psy­cho­lożka i mene­dżerka pro­jek­tów. Obec­nie pra­cuje w Kana­dzie, do 2015 roku pro­wa­dziła wła­sną prak­tykę psy­cho­lo­giczną w Ira­nie, wcze­śniej stu­dio­wała i pra­co­wała kli­nicz­nie w Pol­sce oraz była mene­dżerką pro­jek­tów na Węgrzech. Kon­takt: [email protected].

Dr Annett Neu­dec­ker – psy­cho­lożka i psy­cho­te­ra­peutka, wykła­dow­czyni, super­wi­zorka i tre­nerka roz­woju oso­bi­stego w róż­nych insty­tu­tach szko­le­nio­wych. Pra­co­wała naukowo w kli­nice Universitätsklinikum Ham­burg-Eppen­dorf oraz w Insty­tu­cie Psy­chia­trii Maxa Plancka w Mona­chium, a także jako psy­cho­lożka w szpi­talu w Land­shut. Prze­szła szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej i tera­pii sche­ma­tów. Obec­nie pro­wa­dzi pry­watną prak­tykę (tera­pia sche­ma­tów indy­wi­du­alna i dla par). Kon­takt: neu­dec­ker@ver­hal­ten­sthe­ra­pie­land­shut.de.

Dr Ange­lika Neu­mann – psy­cho­lożka i psy­cho­te­ra­peutka, super­wi­zorka i wykła­dow­czyni tera­pii beha­wio­ral­nej w kilku insty­tu­tach szko­le­nio­wych, a także wykła­dow­czyni i super­wi­zorka tera­pii sche­ma­tów. Od 2017 roku pro­wa­dzi pry­watną prak­tykę w Ulm. Jest kie­row­niczką Insti­tuts für Sche­ma­the­ra­pie w Ulm. Wcze­śniej przez wiele lat pra­co­wała w kli­nice psy­cho­so­ma­tycz­nej Rose­neck w Prien i jako zastęp­czyni kie­row­nika insty­tutu w cen­trum psychotera­pii w Stut­t­gar­cie. Spe­cja­li­zuje się w tera­pii zabu­rzeń obse­syjno-kom­pul­syj­nych, zabu­rzeń lęko­wych i zabu­rzeń oso­bo­wo­ści. Jest autorką publi­ka­cji na temat zabu­rzeń obse­syjno-kom­pul­syj­nych, super­wi­zji i tera­pii sche­ma­tów. Kon­takt: kon­[email protected].

Dr Ale­xan­der Noyon – psy­cho­log i psy­cho­te­ra­peuta, pro­fe­sor psy­cho­logii w pracy socjal­nej na Uni­wer­sy­te­cie Man­n­heim, wykła­dowca i super­wi­zor tera­pii beha­wio­ral­nej i logotera­pii w róż­nych insty­tu­tach szko­le­nio­wych oraz ośrod­kach dosko­na­le­nia zawo­do­wego. Przez wiele lat pra­co­wał w kli­ni­kach i na Uni­wer­sy­te­cie Johanna Wol­fganga Goethego we Frank­fur­cie nad Menem, a od 2000 roku pro­wa­dzi wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Prze­szedł szko­le­nia z zakresu tera­pii beha­wio­ral­nej oraz logotera­pii – ana­lizy egzy­sten­cjal­nej. Kon­takt: a.noyon@hs-man­n­heim.de.

Dr Eckhard Roedi­ger – neu­ro­log, psy­chia­tra i psy­cho­te­ra­peuta, wykła­dowca i super­wi­zor tera­pii beha­wio­ral­nej i tera­pii sche­ma­tów. Dyrek­tor Insti­tut für Sche­ma­the­ra­pie we Frank­fur­cie. Czło­nek zało­ży­ciel, były prze­wod­ni­czący, a obec­nie czło­nek hono­rowy Inter­na­tio­nal Society of Schema The­rapy. Zało­ży­ciel i były kie­row­nik oddziału psy­cho­so­ma­tycz­nego w ber­liń­skim szpi­talu Havelhöhe, od 2007 roku pro­wa­dzi pry­watną prak­tykę we Frank­fur­cie nad Menem. Prze­szedł szko­le­nia z zakresu tera­pii psy­cho­dy­na­micz­nej i tera­pii beha­wio­ral­nej. Kon­takt: kon­takt@ero­edi­ger.de.

Dr Matias Valente – psy­cho­te­ra­peuta, tre­ner i super­wi­zor tera­pii beha­wio­ral­nej i tera­pii sche­ma­tów, wykła­dowca i super­wi­zor w kilku insty­tu­tach szko­le­nio­wych. Od 2014 roku współ­kie­row­nik Stut­t­gar­ter Insti­tuts für Sche­ma­the­ra­pie. W latach 2005–2019 pra­co­wał w kli­nice psy­cho­so­ma­tyki w cen­trum psy­chia­trycz­nym w Weins­bergu, ostat­nio jako główny psy­cho­log. Peł­niąc tę funk­cję, stwo­rzył i wdro­żył oparty na tera­pii sche­ma­tów pro­gram lecze­nia w warun­kach sta­cjo­nar­nych. Od 2019 roku pro­wa­dzi wła­sną prak­tykę psy­cho­te­ra­peu­tyczną. Jego zain­te­re­so­wa­nia badaw­cze obej­mują zabu­rze­nie oso­bo­wo­ści typu bor­der­line i sta­cjo­narną tera­pię sche­ma­tów. Jest auto­rem i współauto­rem wielu publi­ka­cji, w tym ksią­żek: Störungsspezifische Sche­ma­the­ra­pie, Selb­stre­gu­la­tion und Impul­skon­trolle mit Sche­ma­the­ra­pie aufbauen oraz Sche­ma­the­ra­pie. Kon­takt: valente.psy­cho­the­ra­[email protected].

Przedmowa

Latem i jesie­nią 2020 roku, na łamach cza­so­pi­sma „Ver­hal­ten­sthe­ra­pie & psy­cho­so­ziale Pra­xis”, mie­li­śmy spo­sob­ność przed­sta­wić dwa klu­czowe zagad­nie­nia z zakresu tera­pii sche­ma­tów dla par, bazu­jące na kon­cep­cji modu­ło­wej naszego autor­stwa. Ku naszej rado­ści wydaw­nic­two dgvt-Ver­lag zapro­po­no­wało nam wyda­nie obu opra­co­wań, uzu­peł­nio­nych o dodat­kowe tre­ści, w for­mie książki. Zawarte w niniej­szej książce omó­wie­nie modu­ło­wej metody pracy tera­peu­tycz­nej nie sta­nowi kom­plek­so­wego opisu zasto­so­wa­nia tera­pii sche­ma­tów w pracy z parami. Metoda ta opiera się zarówno na pod­sta­wo­wych zasa­dach tera­pii sche­ma­tów dla par (zob. Roedi­ger, Sime­one-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015), jak i na zało­że­niach i tech­ni­kach wyko­rzy­sty­wa­nych w tera­pii indy­wi­du­al­nej. Kwe­stio­nuje nie­które kon­wen­cjo­nalne para­dyg­maty tera­peu­tyczne, podob­nie jak w indy­wi­du­al­nej tera­pii sche­ma­tów. Budowa modu­łowa może nie być szcze­gól­nie bli­ska wielu tera­peu­tom. Można roz­po­znać w niej ducha pro­to­ko­łów tera­pii beha­wio­ral­nej. Moduły mają oczy­wi­ście ela­styczny cha­rak­ter i są dosto­so­wy­wane do prze­biegu pro­cesu tera­peu­tycznego. W razie potrzeby praca tera­peu­tyczna pod­czas sesji sku­pia się na pogłę­bie­niu rozu­mie­nia histo­rii klienta, jak rów­nież na indy­wi­du­acji i samo­ak­cep­ta­cji.

Tera­pia par jest bar­dziej zło­żona niż tera­pia indy­wi­du­alna. Dla­tego też pod­ję­li­śmy próbę obni­że­nia poziomu jej zło­żo­no­ści, w związku z czym: (1) Praca prze­biega zgod­nie z uprosz­czo­nym mode­lem, który opiera się na zało­że­niach ogól­nop­sy­cho­lo­gicz­nych, dzięki czemu staje się zro­zu­miały i akcep­to­walny dla pary. (2) Praca kon­cen­truje się w pierw­szej kolej­no­ści na tych inte­rak­cjach, które uwi­dacz­niają się pod­czas sesji i są zauwa­żalne dla wszyst­kich, dzięki czemu ma cha­rak­ter kon­kretny. Wycho­dzimy z zało­że­nia, że inte­rak­cje widoczne pod­czas sesji są cha­rak­terystyczne dla pary i w związku z tym repre­zen­ta­tywne dla głów­nego pro­blemu. (3) Zgod­nie z kon­cep­cją mini­mal­nych inter­wen­cji zorien­to­wa­nych na roz­wią­za­nie detale bio­gra­ficzne, nar­ra­cje pary czy treść poszcze­gól­nych kłótni – przy­naj­mniej z początku – nie są zgłę­biane. Przy­czy­nia się to do więk­szej przej­rzy­sto­ści pracy. (4) Gdy oka­zuje się to sen­sowne bądź konieczne, pogłę­bioną pracę tera­peu­tyczną podej­muje się na póź­niej­szych eta­pach.

Opi­sane przez nas podej­ście obej­muje dwa­na­ście modu­łów, które skła­dają się na pro­ces. Sta­no­wią one „roz­kład jazdy” w rękach prak­tyka, któ­rego zada­niem jest wyzna­cze­nie kie­runku pracy i zadba­nie o poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Reali­za­cja kolej­nych powią­za­nych ze sobą modu­łów pomaga parze prze­rwać błędne koło dys­funk­cyj­nych inte­rak­cji, osią­gnąć wewnętrzną rów­no­wagę i pod­jąć kon­struk­tywny, oparty na wza­jem­nym sza­cunku dia­log. Dopiero potem para może pra­co­wać nad zgła­sza­nymi pro­ble­mami w spo­sób zorien­to­wany na roz­wią­za­nie bez cią­głych powro­tów do dys­funk­cyj­nych wzor­ców.

Owa modu­łowa metoda pracy została opi­sana szcze­gó­łowo, w prak­tyczny spo­sób w pierw­szej czę­ści książki. Z kolei w czę­ści dru­giej oma­wiamy kon­kretne trudne kwe­stie (np. postę­po­wa­nie w przy­padku romansu), uwzględ­nia­jąc także aspekty mię­dzy­kul­tu­rowe, gdyż na tera­pię zgła­sza się coraz wię­cej par dwu­na­ro­do­wych. W ostat­nim roz­dziale przed­sta­wiamy zaś pro­jekt bada­nia pilo­ta­żo­wego pro­wa­dzo­nego w Amster­da­mie nad włą­cza­niem do tera­pii indy­wi­du­al­nej part­ne­rów osób z zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści. Bada­nie to bar­dzo nas cie­szy, gdyż przed­sta­wie­nie spój­nej kon­cep­cji to jedno, a udo­wod­nie­nie jej w spo­sób empi­ryczny – to zupeł­nie co innego.

Pro­po­nu­jąc przed­sta­wioną w niniej­szej książce inte­gra­cyjną, ale miej­scami też pro­wo­ka­cyjno-dyrek­tywną metodę pracy tera­peu­tycz­nej, pra­gniemy wzbo­ga­cić dys­ku­sję toczącą się w obsza­rze tera­pii i porad­nic­twa par. Chcemy przy tym pod­kre­ślić koniecz­ność stwo­rze­nia prze­strzeni dla wyra­ża­nia kon­tro­wer­syj­nych sta­no­wisk, któ­rych ist­nie­nie jest uza­sad­nione.

Życzymy przy­jem­nej lek­tury!

Eckhard Roedi­ger i Eva Frank-NoyonFrank­furt nad Menem

Część 1. Podstawy

Rozdział 1. Miejsce terapii schematów dla par na gruncie terapii par

Roz­dział 1

Miej­sce tera­pii sche­ma­tów dla par na grun­cie tera­pii par

Ale­xan­der Noyon

Roz­róż­nie­nie mię­dzy przy­wią­za­niem a auto­no­mią odgry­wało szcze­gólną rolę w tera­pii sche­ma­tów dla par na prze­strzeni ostat­nich lat (Hardy i Fischer, 2018). Sta­no­wi­sko zwo­len­ni­ków przy­wią­za­nia wydaje się słuszne oraz odpo­wied­nio ugrun­to­wane zarówno w bada­niach, jak i w prak­tyce. Postrze­gają oni budo­wa­nie bądź wzmac­nia­nie bez­piecz­nej więzi mię­dzy part­ne­rami jako klu­czowy ele­ment, zapew­nia­jący parze pomocne wspar­cie (John­son, 2019; Got­t­man 2015). Z kolei rzecz­nicy auto­no­mii pod­kre­ślają zna­cze­nie pro­ce­sów samo­sta­no­wie­nia i zróż­ni­co­wa­nia każ­dego z part­ne­rów, jeśli cho­dzi o wpływ na roz­wój związku (Schnarch, 2011; Cle­ment, 2021; Ret­zer, 2004). Jak twier­dzi Jared R. Ander­son (2020), to głów­nie zamie­sza­nie defi­ni­cyjne dopro­wa­dziło do tego, że orien­ta­cja na auto­no­mię odgry­wała bar­dzo nie­wielką rolę na grun­cie tera­pii par. Miało to zwią­zek z tym, że auto­no­mia i zróż­ni­co­wa­nie były w naj­gor­szym wypadku błęd­nie rozu­miane – jako rażący indy­wi­du­alizm bądź dąże­nie do wro­giej wobec przy­wią­za­nia sepa­ra­cji. Na pierw­szy rzut oka per­spek­tywy te mogą nawet wyda­wać się nie­zgodne, przy­naj­mniej na pozio­mie teo­re­tycz­nym. Jay Lebow (2014) wska­zuje teo­re­tyczną kon­tro­wer­sję „przy­wią­za­nie ver­sus auto­no­mia” jako obszar pro­ble­mowy w roz­woju inte­gra­cyj­nych spo­so­bów podej­ścia w tera­pii par. Inte­gra­cja jed­nak bar­dzo wyraź­nie odpo­wiada per­spek­ty­wie psy­cho­te­ra­peu­tów prak­ty­ków. Wil­liam M. Pin­sof z zespo­łem opra­co­wał teo­re­tyczny meta­mo­del, który przed­sta­wia kon­kretne kry­te­ria inte­gra­cji roz­bież­nych teo­rii i stra­te­gii, umoż­li­wia­jąc odpo­wied­nie wdro­że­nie takich wysił­ków (Pin­sof i in., 2018). Rów­nież auto­rzy poszcze­gól­nych roz­dzia­łów niniej­szej książki uwa­żają, że orien­ta­cję na auto­no­mię z jed­nej strony i nacisk na przy­wią­za­nie z dru­giej można łatwo zin­te­gro­wać z prak­tyką tera­pii par, a nawet zakła­dają, że zbyt jed­no­stronne i kon­se­kwentne pod­kre­śla­nie jed­nego z tych dwóch bie­gu­nów może poważ­nie utrud­niać pracę tera­peu­tyczną. Z naszej per­spek­tywy tera­pia sche­ma­tów sta­nowi ide­alny punkt wyj­ścia takiego podej­ścia inte­gra­cyj­nego. Zanim jed­nak przejdę do bliż­szego jej omó­wie­nia, chciał­bym dokład­niej opi­sać oby­dwa bie­guny roz­wią­zań skon­cen­tro­wa­nych na zróż­ni­co­wa­niu i przy­wią­za­niu. Pozwoli to usta­nowić ramy dla inte­gra­cyj­nego podej­ścia tera­pii sche­ma­tów.

1.1. Modele podkreślające zróżnicowanie

Ponad czter­dzie­ści lat temu Mur­ray Bowen (1978) wpro­wa­dził poję­cie zróż­ni­co­wa­nia (dyfe­ren­cja­cji), aby wyja­śnić zdrowe funk­cjo­no­wa­nie nie tylko jed­no­stek, ale także par, rodzin i spo­łe­czeństw (Hardy i Fisher, 2018, s. 560). Co cie­kawe, kon­cep­cja dyfe­ren­cja­cji Ja uwzględ­nia zarówno aspekty intrap­sy­chiczne, jak i inter­per­so­nalne: na pozio­mie intrap­sy­chicz­nym duży sto­pień zróż­ni­co­wa­nia wiąże się ze sta­bilną pozy­cją Ja, którą można utrzy­mać nawet w zmie­nia­ją­cych się kon­tek­stach lub waż­nych rela­cjach; z per­spek­tywy inter­per­so­nalnej zróż­ni­co­wa­nie odnosi się do zdol­no­ści doświad­cza­nia zarówno bli­sko­ści z innymi, jak i auto­no­mii. W tym sen­sie od osób o wyso­kim pozio­mie samodyfe­ren­cja­cji ocze­kuje się, że będą w sta­nie z jed­nej strony przy­jąć postawę auto­no­miczną w bli­skich rela­cjach bez obawy przed natych­mia­sto­wym porzu­ce­niem, a z dru­giej – pozwo­lić na bli­skość bez obawy, że zostaną prze­jęte przez drugą stronę (Skow­ron, 2000). Już w tym miej­scu rysuje się moż­li­wość zin­te­gro­wa­nia auto­no­mii i przy­wią­za­nia, choć tera­peuci par pra­cu­jący w podej­ściu zorien­to­wa­nym na zróż­ni­co­wa­nie gene­ral­nie bar­dziej kon­cen­trują się na auto­no­mii.

Jako przy­kład orien­ta­cji na auto­no­mię i zróż­ni­co­wa­nie w tera­pii par krótko opi­szę podej­ście Davida Schnar­cha (2011), jed­nego z naj­bar­dziej zna­nych na świe­cie tera­peu­tów par i sek­su­olo­gów. Kon­cen­truje się on na indy­wi­du­al­nym roz­woju oso­bi­stym każ­dego z part­ne­rów, postrze­ga­jąc w tym waru­nek osią­gnię­cia bli­sko­ści w związku. Jego zda­niem brak zróż­ni­co­wa­nia part­ne­rów powo­duje, że uza­leż­niają oni swoją samo­ocenę czy toż­sa­mość od potwier­dze­nia ze strony dru­giej osoby, przez co mają skłon­ność do obcią­ża­nia rela­cji błęd­nymi wyma­ga­niami. Schnarch (2011) wyraź­nie nawią­zuje do modelu zróż­ni­co­wa­nia Bowena (1978), jed­nak roz­wija go w ramach wła­snej ope­ra­cjo­na­li­za­cji, pro­po­nu­jąc tak zwaną próbę ogniową czte­rech fila­rów rów­no­wagi (Schnarch, 2011; Schnarch i Regas, 2012). Owe cztery filary to:

Sta­bilne i jed­no­cze­śnie ela­styczne Ja

– osoba z takim Ja zacho­wuje swoją toż­sa­mość psy­chiczną nawet pod pre­sją zewnętrzną, a jed­no­cze­śnie jest gotowa do zmiany w sytu­acji, gdy ma ku temu prze­ko­nu­jące i roz­sądne powody.

Cichy umysł i spo­kojne serce

– umoż­li­wiają sku­teczne samo­uko­je­nie emo­cjo­nalne i regu­la­cję sil­nych emo­cji bez koniecz­no­ści domi­na­cji czy pod­po­rząd­ko­wy­wa­nia się innym.

Wywa­żone reak­cje

– umie­jęt­ność reago­wa­nia na pro­wo­ka­cje i trudne oko­licz­no­ści w spo­sób wywa­żony, czyli ani nie nad­mier­nie gwał­towny, ani nie uni­kowy.

Roz­sądna wytrwa­łość

– z jed­nej strony zaan­ga­żo­wa­nie w ważne cele, rów­nież gdy ich reali­za­cja jest trudna i może wyma­gać wyj­ścia ze strefy kom­fortu, z dru­giej strony uzna­nie, że lepiej zanie­chać wysił­ków, gdy te oka­zują się bez­owocne.

W kon­cep­cjach zorien­to­wa­nych na zróż­ni­co­wa­nie wyraź­nie pod­kre­śla się auto­no­mię i samo­roz­wój jako aspekty klu­czowe, co wiąże się mię­dzy innymi z dobrymi umie­jęt­no­ściami samo­re­gu­la­cji. Uważa się je za konieczne do tego, by nie uza­leż­niać wła­snego funk­cjo­no­wa­nia od innych i nie postrze­gać sie­bie jako osoby zależ­nej. Uza­sad­nia się to tym, iż rze­czy­wi­sta lub postrze­gana zależ­ność może pro­wa­dzić do takich zacho­wań wobec part­nera, które będzie deter­mi­no­wał lęk przed zbyt dużym dystan­sem (w skraj­nych przy­pad­kach przed opusz­cze­niem) bądź lęk przed zbyt dużą bli­sko­ścią (w skraj­nych przy­pad­kach przed nie­moż­no­ścią utrzy­ma­nia wła­snych gra­nic w rela­cji z drugą osobą). Można powie­dzieć, że w takiej sytu­acji para nie będzie w sta­nie auten­tycz­nie budo­wać związku, ponie­waż obie strony będą do tego stop­nia skon­cen­tro­wane na samo­obro­nie, iż unie­moż­liwi im to praw­dziwe spo­tka­nie. Dopiero poka­za­nie sie­bie part­ne­rowi takim, jakim się jest, nie­za­leż­nie od reak­cji czy oceny tegoż part­nera, umoż­li­wia auten­tyczną i inten­sywną rela­cję. Tylko wtedy moż­liwe są doj­rzała miłość i praw­dziwa bli­skość.

Jak już wspo­mnia­łem, kon­cen­tra­cję przede wszyst­kim na funk­cjo­no­wa­niu part­ne­rów zamiast na samej więzi można spo­tkać nie tylko u Schnar­cha, ale także u innych auto­rów. Przy­kła­dowo podej­ście Petera Titel­mana (2014) do tera­pii par bazuje na teo­rii zróż­ni­co­wa­nia Bowena (1978). W prak­tyce tera­peu­tycz­nej kon­cen­tra­cja na indy­wi­du­al­nym zróż­ni­co­wa­niu i jego wspie­ra­nie znaj­dują odzwier­cie­dle­nie już w samej for­mie pracy tera­peu­tycz­nej. Po wstęp­nych sesjach z parą tera­pia zasad­ni­czo odbywa się w for­mie naprze­mien­nych sesji indy­wi­du­al­nych, ponie­waż zróż­ni­co­wa­nie Ja jest postrze­gane jako pro­ces oso­bi­sty.

Znany w Niem­czech tera­peuta par Ulrich Cle­ment (2014a, 2021) w swo­ich opi­sach dyna­miki pary sku­pia się na indy­wi­du­al­nym pro­filu sek­su­al­nym, co w dużym stop­niu przy­po­mina teo­rię zróż­ni­co­wa­nia, wyspe­cja­li­zo­waną jed­nak w obsza­rze sek­su­al­no­ści.

Opi­sane kon­cep­cje nie­wąt­pli­wie są istotne w tera­pii par, ponie­waż wyraź­nie pod­kre­ślają odpo­wie­dzial­ność jed­nostki oraz jej wkład w suk­ces związku. Nie ulega jed­nak wąt­pli­wo­ści, że potrzeba przy­wią­za­nia – jako wro­dzona potrzeba pod­sta­wowa – odgrywa nad­rzędną rolę w rozu­mie­niu part­ner­stwa, wobec tego na szcze­gólną uwagę zasłu­gują sta­no­wi­ska akcen­tu­jące przy­wią­za­nie.

1.2. Modele podkreślające przywiązanie

U pod­staw modeli tera­pii par skon­cen­tro­wa­nych na przy­wią­za­niu leży – co nie jest zaska­ku­jące – teo­ria przy­wią­za­nia, która jest koja­rzona głów­nie z nazwi­skiem Johna Bowlby’ego (1978). Punkt wyj­ścia wszel­kich badań nad teo­rią przy­wią­za­nia sta­nowi więź emo­cjo­nalna mię­dzy dziec­kiem a opie­ku­nem (na początku badań nad przy­wią­za­niem była to matka, póź­niej rów­nież inni opie­ku­no­wie). Już w latach osiem­dzie­sią­tych XX wieku Cindy Hazan i Phil­lip Sha­ver (1987) zaob­ser­wo­wali, że wzorce przy­wią­za­nia doro­słych będą­cych w związku można rozu­mieć ana­lo­gicz­nie do wzor­ców przy­wią­za­nia, które znamy z badań nad nie­mow­lę­tami. Podob­nie jak w dzie­ciń­stwie można tu wyróż­nić trzy główne style reak­cji na postrze­ganą utratę więzi emo­cjo­nal­nej: z gło­śnymi pro­te­stami i chę­cią zwró­ce­nia na sie­bie uwagi, z nie­pewną i uni­kową cichą rezy­gna­cją bądź z doj­rza­łym zbli­że­niem do part­nera w obli­czu więzi doświad­cza­nej jako bez­pieczna. Poza roz­róż­nie­niem owych sty­lów – z któ­rych pierw­sze dwa są pro­ble­ma­tyczne, a trzeci sta­nowi cel oddzia­ły­wań tera­peu­tycz­nych – ważne jest rów­nież zwró­ce­nie uwagi na rolę ewo­lu­cji w gene­zie przy­wią­za­nia. Dzięki temu można traf­nie wyja­śnić inten­sywne emo­cje, które czę­sto towa­rzy­szą kon­flik­tom w związku: utrata przy­wią­za­nia ozna­cza walkę o prze­trwa­nie, przez co kry­tyczne sytu­acje mogą sta­nowić źró­dło nie­zwy­kle sil­nych reak­cji emo­cjo­nal­nych. Można by rów­nież powie­dzieć, że mają silny efekt wyzwa­la­jący. W prze­ci­wień­stwie do nie­mow­ląt doro­śli dys­po­nują szer­szym reper­tu­arem reak­cji, na­dal mogą jed­nak potrze­bo­wać pomocy z zewnątrz, jeśli ich sys­tem przy­wią­za­nia jest zagro­żony.

Naj­bar­dziej zna­nym i naj­le­piej zba­da­nym mode­lem zorien­to­wa­nym na przy­wią­za­nie jest tera­pia par skon­cen­tro­wana na emo­cjach (John­son, 2004, 2019).

Jej główną ideą jest wspie­ra­nie bez­piecz­nej więzi mię­dzy part­ne­rami. Zgod­nie z tym podej­ściem kon­flik­towe zacho­wa­nie part­nera jest rozu­miane jako wyraz lęku przed przy­wią­za­niem lub roz­cza­ro­wa­nia w rela­cji. Part­ne­rów wspiera się w pogłę­bia­niu świa­do­mo­ści tych pier­wot­nych emo­cji oraz w roz­wi­ja­niu umie­jęt­no­ści ich wyra­ża­nia, aby mogli ina­czej reago­wać na sie­bie nawza­jem. W modelu tym kła­dzie się szcze­gólny nacisk na tu i teraz, pod­kre­śla­jąc wyjąt­kową rolę przy­mie­rza tera­peu­tycz­nego. Ma to sprzy­jać budo­wa­niu atmos­fery zaufa­nia, w któ­rej para może się anga­żo­wać we wza­jemne doświad­cze­nia emo­cjo­nalne, aby stop­niowo wydo­stać się z nega­tyw­nego błęd­nego koła inte­rak­cji (John­son i in., 2005). Mająca nie­mal tę samą nazwę, bar­dzo podobna do powyż­szej tera­pia skon­cen­tro­wana na emo­cjach dla par (Gre­en­berg i Gold­mann, 2008) rów­nież pod­kre­śla ogromne zna­cze­nie emo­cjo­nal­no­ści, przy czym nie trak­tuje teo­rii przy­wią­za­nia jako kon­cep­cji cen­tral­nej. W ramach tego roz­działu nie ma jed­nak miej­sca na pogłę­bioną ana­lizę obu modeli.

W kra­jach nie­miec­ko­ję­zycz­nych model Jürga Wil­liego (2014) sta­nowi inte­re­su­jący spo­sób rozu­mie­nia tera­pii par, w któ­rej szcze­gólną rolę odgrywa przy­wią­za­nie mię­dzy part­ne­rami. Willi zakłada, że wzo­rzec dyna­miki pary powstaje na tle wspól­nego kon­fliktu pod­sta­wo­wego, który part­ne­rzy nie­świa­do­mie sta­rają się roz­wią­zać poprzez zaj­mo­wa­nie prze­ciw­staw­nych sta­no­wisk. Jedna osoba odgrywa rolę aktywną i pro­gre­sywną, a druga – bierną i regre­sywną. Każde z part­ne­rów zaj­muje jedno z prze­ciw­staw­nych sta­no­wisk w ambi­wa­lent­nej sytu­acji, utrzy­mu­ją­cej się na sku­tek kon­fliktu pod­sta­wo­wego, i nie­świa­do­mie „dele­guje” drugą rolę na dru­gie. Innymi słowy, neu­ro­tyczne pre­dys­po­zy­cje nie­świa­do­mie ste­rują wybo­rami pod­czas poszu­ki­wa­nia part­nera w taki spo­sób, aby wybrana została osoba, która naj­le­piej kom­pen­suje braki jed­nostki. Pro­wa­dzi to następ­nie do zmowy, w ramach któ­rej kom­pen­sa­cja (np. zwią­zek szu­ka­ją­cego podziwu nar­cy­stycz­nego męż­czy­zny z zależną kobietą, która chce się na nim oprzeć) może się powieść w krót­szej per­spek­ty­wie cza­so­wej, ale nie może być sku­tecz­nie utrzy­mana na dłuż­szą metę. Tera­pia par polega zatem na wspar­ciu part­ne­rów, aby lepiej zro­zu­mieli dyna­mikę swo­jego związku, oraz uwi­docz­nie­niu „nie­świa­do­mych” czę­ści i lep­szej ich inte­gra­cji z uwzględ­nie­niem danych bio­gra­ficz­nych. W podej­ściu Wil­liego (2014) można już dostrzec inte­gra­cję modeli kon­cen­tru­ją­cych się na zróż­ni­co­wa­niu i przy­wią­za­niu, gdyż kła­dzie ono nacisk na kwe­stię przy­wią­za­nia, jak rów­nież wyraź­nie pod­kre­śla istotną rolę roz­woju indy­wi­du­al­nego. Widać tu więc pewne podo­bień­stwo do opi­sa­nego powy­żej podej­ścia Schnar­cha (2011), gdyż według Wil­liego (2014) osoba, na którą w poszu­ki­wa­niach part­nera nie oddzia­łują nie­świa­do­mie motywy neu­ro­tyczne, będzie mogła postę­po­wać w związku w spo­sób bar­dziej pewny, auten­tyczny i kon­struk­tywny. Jed­nakże inte­gra­cja doty­czy tylko poziomu przy­wią­za­nia i zróż­ni­co­wa­nia, lecz nie poziomu para­dyg­matu psy­cho­te­ra­peu­tycz­nego. Podej­ście Wil­liego opiera się cał­ko­wi­cie na myśle­niu psy­cho­ana­li­tycz­nym, a już sama psy­cho­ana­li­tyczna teo­ria ner­wic z pew­no­ścią stwa­rza wielu prak­ty­kom prze­szkody w myśle­niu inte­gra­cyj­nym. Według Nathana R. Har-dy’ego i Adama R. Fishera (2018) to wła­śnie prak­tycy mają zazwy­czaj nasta­wie­nie inte­gra­cyjne i – wobec wła­snych doświad­czeń, wska­zu­ją­cych na istot­ność zarówno auto­no­mii, jak i przy­wią­za­nia – szu­kają spo­so­bów na połą­cze­nie róż­nych modeli. Sztuka polega na korzy­sta­niu ze zgod­no­ści bez nego­wa­nia róż­nic: „Budo­wa­nie mostów bez nisz­cze­nia indy­wi­du­al­nych fun­da­men­tów jest praw­dziwą istotą inte­gra­cji” (Hardy i Fisher, 2018, s. 566). Z naszego punktu widze­nia tera­pia sche­ma­tów, jako para­dyg­mat sil­nie opo­wia­da­jący się za myśle­niem inte­gra­cyj­nym, bar­dzo dobrze nadaje się do repre­zen­to­wa­nia takiego mostu w obsza­rze tera­pii par.

1.3. Terapia schematów

Tera­pia sche­ma­tów została opra­co­wana z myślą o oso­bach z prze­wle­kłymi pro­ble­mami emo­cjo­nal­nymi (Young, Klo­sko i Weishaar, 2019; Roedi­ger, 2018). Począt­kowo rozu­miana jako roz­sze­rze­nie tera­pii poznaw­czej – Jef­frey E. Young był bli­skim współ­pra­cow­ni­kiem Aarona T. Becka – na prze­ło­mie tysiąc­leci sta­wała się coraz bar­dziej inte­gra­cyjna, a podej­ście Younga zbli­żało się do modeli psy­cho­lo­gii głębi (Roedi­ger i Zarbock, 2013), nie zapo­mi­na­jąc przy tym o swo­ich poznaw­czo-beha­wio­ral­nych korze­niach. Z naszej per­spek­tywy szcze­gól­nie istotny jest silny zwią­zek tera­pii sche­ma­tów z pracą bio­gra­ficzną ze względu na powią­za­nia z podej­ściem psy­cho­lo­gii głębi: doświad­cze­nia wcze­sno­dzie­cięce są postrze­gane jako zna­czący czyn­nik kształ­tu­jący i regu­la­cyjny w rela­cjach. W odróż­nie­niu od psy­cho­ana­lizy tera­pia sche­ma­tów kon­cen­truje się przede wszyst­kim na pod­sta­wo­wych potrze­bach czło­wieka i zakłada, że fru­stra­cja tychże potrzeb może pozo­sta­wić trwałe ślady i ujaw­niać się w doro­słym życiu pod posta­cią róż­nych obja­wów.

Zgod­nie z pier­wot­nym zało­że­niem tera­pia sche­ma­tów miała cha­rak­ter indy­wi­du­alny i była prze­zna­czona do pracy z oso­bami z tak zwa­nymi zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści [kry­tykę tego ter­minu można zna­leźć w pracy Hansa Lieba (1998), z którą – mimo upływu czasu – na­dal warto się zapo­znać]. Ponie­waż dla tera­peu­tów sche­ma­tów inte­rak­cje sta­no­wią bar­dzo istotny aspekt zacho­wa­nia klien­tów, nie dziwi, że rela­cje part­ner­skie osta­tecz­nie rów­nież zna­la­zły się w obsza­rze ich zain­te­re­so­wa­nia. Przy czym tera­pia sche­ma­tów począt­kowo pozo­sta­wała w dużej mie­rze zorien­to­wana na pracę indy­wi­du­alną – tera­peuci ogra­ni­czali się do włą­cza­nia w nią part­ne­rów po to, by lepiej zba­dać pod­świa­dome pro­cesy klien­tów.

Indy­wi­du­alna praca tera­peu­tyczna sta­wała się jed­nak w coraz więk­szym stop­niu „praw­dziwą” tera­pią par z oboj­giem part­ne­rów. Oka­zało się, że pod­sta­wowe modele teo­re­tyczne tera­pii sche­ma­tów (np. model try­bów; Roedi­ger, 2018) można z łatwo­ścią zasto­so­wać także w tera­pii par oraz że są one dobrze przyj­mo­wane przez pary. Tak oto kon­flikty part­ne­rów można rozu­mieć w kate­go­riach zde­rze­nia try­bów (Roedi­ger, Sime­one-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015). Ponadto liczne bada­nia potwier­dzają, że tera­pia sche­ma­tów może korzyst­nie wpły­wać na różne aspekty istotne z per­spek­tywy pary (np. zwięk­sze­nie doświad­cza­nej bli­sko­ści – zob. Ker­mani, Dooka­neei, Sha­fia­badi i Abdi, 2018; Roedi­ger, Zarbock, Frank-Noyon, Hin­richs i Arntz, 2020; zmniej­sze­nie współ­czyn­nika roz­wo­dów – zob. Ozo­uni-Davaji, Farah­ba­khsh, Esma­eily i Kazemi, 2018; poprawa komu­ni­ka­cji – zob. Nooro­ney, Jaafar, Has­san i Noah, 2019).

Moim zda­niem przed­sta­wione na początku tego roz­działu pod­sta­wowe kon­cep­cje róż­ni­co­wa­nia auto­no­mii i przy­wią­za­nia można dosko­nale zin­te­gro­wać z tera­pią sche­ma­tów. Zgod­nie z fun­da­men­tal­nym zało­że­niem tego modelu tera­pii czło­wiek, aby odnieść suk­ces w życiu, musi stać pew­nie na dwóch nogach: nodze przy­wią­za­nia i nodze auto­no­mii czy też aser­tyw­no­ści (Roedi­ger, Ste­vens i Brock­man, 2021). Wobec tego obie kon­cep­cje łączą się już na pozio­mie pod­sta­wowego modelu teo­re­tycz­nego. Z punktu widze­nia tera­pii sche­ma­tów zdrowy roz­wój psy­chiczny jest moż­liwy wtedy, gdy krok w kie­runku auto­no­mii nastę­puje w dzie­ciń­stwie na tle zdro­wego zaspo­ko­je­nia pod­sta­wo­wych potrzeb. Zaspo­ko­je­nie tychże potrzeb należy postrze­gać jako waru­nek konieczny do doświad­cze­nia sta­bil­nej więzi z pier­wot­nymi opie­ku­nami. Innymi słowy, nie ma zdro­wej auto­no­mii bez bez­piecz­nego przy­wią­za­nia. Z tego powodu tera­pia sche­ma­tów sku­pia się bar­dzo inten­syw­nie na doświad­cze­niach bez­piecz­nego przy­wią­za­nia, zarówno w pracy indy­wi­du­al­nej, jak i w pracy z parami. Tylko wtedy moż­liwa jest praw­dziwa i zdrowa rów­no­waga mię­dzy bli­sko­ścią/przy­wią­za­niem a dystan­sem/auto­no­mią. Z myślą o tym opra­co­wano spe­cjalne tech­niki tera­peu­tyczne odno­szące się do bio­gra­fii klien­tów (w szcze­gól­no­ści tech­niki wyobra­że­niowe i praca z krze­słami – zob. roz­działy 5 i 6). Ponadto wła­ściwy tera­pii sche­ma­tów spo­sób rozu­mie­nia kon­flik­tów w parze bar­dzo wyraź­nie wska­zuje na jej psy­cho­dy­na­miczne korze­nie: klienci powinni odczuć i doświad­czyć, jak ich histo­ria oddzia­łuje na ich zwią­zek, czyli w jaki spo­sób ich prze­ży­cia od dzie­ciń­stwa do chwili obec­nej wpły­wają na ich prze­ży­cia i zacho­wa­nia w teraź­niej­szo­ści. Takie doświad­cze­nie w tera­pii par wywiera zazwy­czaj bar­dzo silny wpływ na part­ne­rów (np. jedno z nich doświad­cza w wyobraźni, jakich fru­stra­cji dru­gie doznało w dzie­ciń­stwie), a tym samym wzmac­nia przy­wią­za­nie. Jed­no­cze­śnie zakła­damy, że należy rów­nież wzmoc­nić umie­jęt­no­ści part­ne­rów w zakre­sie samo­re­gu­la­cji oraz wza­jem­nej akcep­ta­cji róż­nic i auto­no­mii. Dla­tego też tera­pia obej­muje odpo­wied­nią liczbę sesji indy­wi­du­al­nych, w razie koniecz­no­ści pro­wa­dzo­nych z każ­dym z part­ne­rów, ponie­waż kwe­stie zróż­nicowania i auto­no­mii zazwy­czaj można lepiej omó­wić wła­śnie w trak­cie pracy indy­wi­du­al­nej (nawet jeśli w przy­szło­ści będą oma­wiane pod­czas pracy z parą).

W kolej­nych roz­dzia­łach szcze­gó­łowo omó­wiono różne aspekty tera­pii sche­ma­tów dla par. Celem niniej­szego roz­działu było poka­za­nie, w jak dużym stop­niu w tera­pii sche­ma­tów można połą­czyć kon­cep­cje auto­no­mii i przy­wią­za­nia, które na pierw­szy rzut oka wydają się hete­ro­ge­niczne. Taką inte­gra­cję umoż­li­wia postrze­ga­nie auto­no­mii i przy­wią­za­nia jako potrzeb rów­no­waż­nych.

Rozdział 2. Terapia schematów dla par – kluczowe zagadnienia

Roz­dział 2

Tera­pia sche­ma­tów dla par – klu­czowe zagad­nie­nia

Eckhard Roedi­ger, Eva Frank-Noyon

W niniej­szym roz­dziale pre­zen­tu­jemy pod­sta­wowe zagad­nie­nia doty­czące pro­po­no­wa­nej przez nas modu­ło­wej tera­pii par. Nie jest to jed­nak wyczer­pu­jące omó­wie­nie podej­ścia tera­pii sche­ma­tów do pracy z parami. Pod­sta­wowy model, inte­gra­cja z pro­ce­sem two­rze­nia rela­cji i zasto­so­wa­nie tech­nik doświad­cze­nio­wych zostały szcze­gó­łowo opi­sane w książce Grun­dla­gen­buch für The­ra­pie­rende (Roedi­ger, Sime­one-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015). Tutaj pra­gniemy uzu­peł­nić ważne aspekty ich prak­tycz­nego wyko­rzy­sta­nia. Z kolei klienci mogą się zapo­znać z odpo­wied­nim porad­ni­kiem (np. Roedi­ger, Behary i Zarbock, 2013).

Pre­zen­to­wane podej­ście bar­dzo mocno sku­pia się na moż­li­wie jak naj­szer­szym postrze­ga­niu, prze­war­to­ścio­wa­niu i funk­cjo­nal­nej mody­fi­ka­cji inte­rak­cji pary. Pod­czas sesji z parą nie podej­muje się pogłę­bio­nej pracy nad wewnętrz­nym świa­tem part­ne­rów i nad wspie­ra­niem ich auto­no­mii. Ozna­cza to, że ta bar­dziej dogłębna praca, która jest klu­czowa dla osób z tak zwa­nym zabu­rze­niem oso­bo­wo­ści, odbywa się pod­czas sesji indy­wi­du­al­nych. To wła­śnie w tym obsza­rze empi­rycz­nie wyka­zano poten­cjał tera­pii sche­ma­tów. Głów­nym celem sesji z parą jest spra­wie­nie, aby to, co zostało wypra­co­wane w trak­cie sesji indy­wi­du­al­nych, stało się sku­teczne w inte­rak­cjach part­ne­rów.

Praca bar­dziej zorien­to­wana na akcep­ta­cję, gdy moż­li­wo­ści zmiany pary są ogra­ni­czone, została opi­sana w innych roz­dzia­łach (zob. np. roz­działy 13 i 14). Zagad­nie­nia omó­wione w tym roz­dziale są bar­dzo zwię­złe i nie­kiedy przed­sta­wione w nieco pro­wo­ka­cyjny spo­sób. Pra­gnę­li­śmy bowiem uwy­pu­klić klu­czowe ele­menty naszego podej­ścia i pobu­dzić dys­ku­sję.

2.1. Dlaczego terapia par – a przynajmniej perspektywa interpersonalna?

W kra­jach nie­miec­ko­ję­zycz­nych domi­nuje tera­pia indy­wi­du­alna. Tera­pia par nie jest refun­do­wana (z wyjąt­kiem zaan­ga­żo­wa­nia part­nera na kilka godzin), przy­naj­mniej w Niem­czech. Zain­te­re­so­wa­nie psy­cho­te­ra­peu­tów pracą z parami jest – deli­kat­nie mówiąc – „moż­liwe do opa­no­wa­nia”. Jest to jeden z powo­dów, dla któ­rych duża część takiej pracy odbywa się w porad­niach lub jest opła­cana przez klien­tów. W innych kra­jach, w któ­rych psychotera­pia jest gene­ral­nie refun­do­wana w nie­wiel­kim stop­niu lub wcale, zain­te­re­so­wa­nie psy­cho­te­ra­peu­tów tera­pią par jest zauwa­żal­nie więk­sze. Praw­do­po­dob­nie jed­nak nie cho­dzi tylko o pie­nią­dze. Tera­pie gru­powe, które – przy­naj­mniej w Niem­czech – są obec­nie dość dobrze opła­cane, są prze­pro­wa­dzane bar­dzo rzadko. Wydaje się więc, że ma to rów­nież zwią­zek z kształ­ce­niem psy­cho­te­ra­peu­tów, które – z wyjąt­kiem tera­pii sys­te­mo­wej – jest bar­dziej zorien­to­wane na jed­nostkę. Prze­wa­ża­jąca część osób pra­cu­ją­cych w obsza­rze porad­nic­twa prze­szła szko­le­nie sys­te­mowe i ma odpo­wied­nią per­spek­tywę inter­per­so­nalną. Być może zmieni się to teraz, gdy tera­pia sys­te­mowa została zatwier­dzona jako pro­ce­dura zale­cana. Po roz­po­czę­ciu pracy z parami szybko staje się jasne, które arte­fakty są nie­uchron­nie przy­pi­sane wyłącz­nie tera­pii indy­wi­du­al­nej. Prak­tycz­nie nie­unik­nione jest, że tera­peuta będzie infor­mo­wany przez klienta w subiek­tyw­nie zabar­wiony spo­sób i skłonny do przy­ję­cia tego punktu widze­nia – przy­naj­mniej czę­ściowo – oraz inter­we­nio­wa­nia z tej per­spek­tywy. Ze względu na neu­rony lustrzane nie możemy się powstrzy­mać od wyobra­ża­nia sobie świata dru­giej osoby, kiedy zwra­camy się do niej z życz­li­wo­ścią. Jest to neu­ro­nalna pod­stawa naszej zdol­no­ści do two­rze­nia więzi. Tera­peuci zaś są zazwy­czaj mocno zorien­to­wani na więź i mają odpo­wied­nio dużą liczbę neu­ro­nów lustrza­nych. Nawet po jed­nej roz­mo­wie z part­ne­rem osoby, z którą pra­cują, ulega to zasad­ni­czej zmia­nie. Od tego momentu tera­peuta będzie miał w gło­wie – wraz z każdą wypo­wie­dzią tej osoby – wła­sny, żywy obraz jej part­nera. Dzięki temu zyska znacz­nie bar­dziej zrów­no­wa­żoną pod­stawę pracy.

Druga wada pracy skon­cen­tro­wa­nej wyłącz­nie na jed­no­stce wynika z pierw­szej: jed­no­stron­ność per­spek­tywy nie­mal nie­uchron­nie skut­kuje wybo­rem podej­ścia bar­dziej zorien­to­wa­nego na auto­no­mię. To z kolei pro­wa­dzi do napię­cia w rela­cji pary, ponie­waż – zgod­nie z per­spek­tywą sys­te­mową – zmiana po stro­nie jed­nego z part­ne­rów nie­uchron­nie powo­duje pre­sję na dosto­so­wa­nie się dru­giego. Jeśli ta osoba nie jest wystar­cza­jąco zorien­to­wana na więź i chętna do współ­pracy, ryzyko roz­sta­nia jest więk­sze. Przy czym roz­sta­nie nie­ko­niecz­nie jest błę­dem. Jed­nakże byłoby „bar­dziej spra­wie­dli­wie”, gdyby part­ner miał szansę na wnie­sie­nie wła­snej per­spek­tywy do tera­pii.

Jeśli klient jest bar­dziej zorien­to­wany na więź, to w tera­pii skon­cen­tro­wa­nej na auto­no­mii może doświad­czyć kon­fliktu lojal­no­ści mię­dzy uko­chaną osobą a tera­peutą. W przy­padku wąt­pli­wo­ści, gdy więź z tą osobą jest sil­niej­sza, wzra­sta ryzyko prze­rwa­nia tera­pii lub powrotu po jej zakoń­cze­niu do sta­rych wzor­ców rela­cji.

I na odwrót: jeśli part­ner jest choćby czę­ściowo zaan­ga­żo­wany w tera­pię, to można prze­wi­dzieć, jakie skutki pocią­gnie za sobą tera­pia dla związku, i przy­go­to­wać na nie osobę, z którą się pra­cuje. W naj­lep­szym wypadku prze­ko­namy part­nera do stwo­rze­nia bar­dziej zrów­no­wa­żo­nej i ela­stycz­nej rela­cji, dzięki czemu będzie on bar­dziej skłonny pozy­tyw­nie zare­ago­wać na nową sytu­ację zamiast (być może tylko nie­świa­do­mie) dzia­łać wbrew pro­ce­sowi zmian. Ilu­struje to meta­fora drzwi obro­to­wych.

Pomyślmy o tera­pii jak o drzwiach obro­to­wych. Jeśli part­ner postawi stopę w drzwiach, przy nie­wiel­kim wysiłku zablo­kuje pro­ces. Jeżeli uda się go prze­ko­nać do zaan­ga­żo­wa­nia w pro­ces i zabra­nia nogi z drzwi (być może począt­kowo tylko na próbę), te obrócą się znacz­nie łatwiej. Może to skut­ko­wać widocz­nymi efek­tami syner­gii i szyb­kim postę­pem.

Krótko pod­su­mo­wu­jąc: w tym miej­scu chcie­li­by­śmy wysto­so­wać apel o moż­li­wie naj­więk­sze anga­żo­wa­nie part­nera w tera­pię indy­wi­du­alną. Można to zro­bić na różne spo­soby:

W trak­cie tera­pii indy­wi­du­al­nej usta­wia się puste krze­sło dla part­nera i roz­waża, jak on może postrze­gać sytu­ację i jak praw­do­po­dob­nie zare­aguje na oma­wiane zmiany. Taka inter­per­so­nalna per­spek­tywa byłaby (w kon­tek­ście niniej­szej książki) „tera­pią pary bez part­nera”.

Part­nera zapra­sza się na roz­mowy dia­gno­styczne, być może oma­wia się z nim kon­cep­tu­ali­za­cję przy­padku klienta i plan tera­pii, a także zachęca się go do współ­pracy.

Pod­czas sesji oma­wia się wzo­rzec inte­rak­cji lub komu­ni­ka­cji z part­ne­rem wraz z pro­po­zy­cją poprawy.

Opra­co­wuje się wspólny model inte­rak­cji (cykl try­bów) i pra­cuje nad nim w celu ponow­nego upo­rząd­ko­wa­nia rela­cji. W tym momen­cie można by przejść do tera­pii pary.

W dal­szej czę­ści roz­działu ogra­ni­czamy się do sytu­acji, gdy part­ne­rzy zgła­szają się na tera­pię razem.

2.2. Dlaczego terapia schematów dla par?

W roz­dziale 1 tera­pia sche­ma­tów została przed­sta­wiona w kon­tek­ście ist­nie­ją­cych spo­so­bów podej­ścia w tera­pii par. Podob­nie jak w przy­padku indy­wi­du­al­nej tera­pii sche­ma­tów (Young, Klo­sko i Weishaar, 2019), będą­cej źró­dłem pre­zen­to­wa­nej przez nas kon­cep­cji pracy z parami, w żad­nym wypadku nie wymy­ślamy koła na nowo. Novum sta­nowi raczej inte­gra­cja asy­mi­la­cyjna (Mes­ser, 2001). Ozna­cza to, że tech­niki tera­peu­tyczne nie są prag­ma­tycz­nie łączone w duchu eklek­ty­zmu. Zamiast tego prak­tyka tera­peu­tyczna opiera się na spój­nej kon­cep­cji, z któ­rej wyni­kają uza­sad­nione inter­wen­cje (w naszym przy­padku jest to model sche­ma­tów i model try­bów). Sta­ramy się ela­stycz­nie rów­no­wa­żyć orien­ta­cję na przy­wią­za­nie i auto­no­mię oraz na zmianę i akcep­ta­cję. Tera­pia sche­ma­tów dla par jest zorien­to­wana zarówno na cel stra­te­giczny (zwłasz­cza na początku), jak i – w miarę postępu pracy tera­peu­tycz­nej – coraz bar­dziej na pro­ces . Tech­niki zapo­ży­czone z tera­pii Gestalt uzy­skują przez to kon­tekst zwią­zany z kon­cep­cją przy­padku. W pracy z parami łączą one głę­boką akty­wa­cję emo­cjo­nalną ze wzmoc­nie­niem auto­re­flek­syj­nych „doro­słych” zaso­bów. Fizyczna zmiana pozy­cji (np. sie­dzą­cej na sto­jącą, a także wspie­ra­ją­cej na kon­fron­ta­cyjną) wpro­wa­dza dużo ruchu do gabi­netu tera­peu­tycz­nego – zarówno w sen­sie fizycz­nym, jak i psy­chicz­nym (szcze­góły zob. w: Roedi­ger, 2016a).

Przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia w indy­wi­du­al­nej tera­pii sche­ma­tów są zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści, które w rze­czy­wi­sto­ści są zabu­rze­niami inte­rak­cji (Fie­dler i Her­pertz, 2016). Zatem per­spek­tywa inter­per­so­nalna jest nie­od­łącz­nie wpi­sana w tera­pię sche­ma­tów. Od tego bli­sko już do roz­sze­rze­nia modelu sche­ma­tów i modelu try­bów na pracę z parami (Roedi­ger, Sime­one-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015). W niniej­szej książce pra­gniemy przy­bli­żyć kon­kretne, prak­tyczne podej­ście. Wycho­dząc od tera­pii indy­wi­du­al­nej, w którą w coraz więk­szym stop­niu włą­czani byli part­ne­rzy klien­tów, przej­ście do pracy z parą i połą­cze­nie roz­mów toczo­nych w parze z roz­mo­wami indy­wi­du­al­nymi (wię­cej na ten temat w kolej­nych roz­dzia­łach) było oczy­wi­ste. Zaletą tego zorien­to­wa­nego na pro­ces, ela­stycz­nego podej­ścia jest to, że umoż­li­wia ono utrzy­ma­nie w tera­pii osób z zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści, które w innych oko­licz­no­ściach mogłyby prze­rwać tera­pię par. Dzięki temu możemy rów­nież pra­co­wać nad sytu­acjami impasu w pro­cesie tera­peu­tycz­nym (Got­t­man, 1999), które prze­waż­nie są uwa­żane za nie­roz­wią­zy­walne. To posze­rza krąg poten­cjal­nych klien­tów tera­pii par o osoby, które takiej tera­pii naj­bar­dziej potrze­bują.

2.3. Dlaczego budowa modułowa?

Nie bez powodu wielu tera­peu­tów uważa pracę z parą za szcze­gólne wyzwa­nie. Part­ne­rzy czę­sto przy­cho­dzą na tera­pię bar­dzo roz­e­mo­cjo­no­wani, a nawet zaczy­nają wal­czyć pod­czas sesji. Oboje chcą przed­sta­wić wła­sny punkt widze­nia, prze­cią­gnąć tera­peutę na swoją stronę, mieć rację i przy­pi­sać winę dru­giej stro­nie. Nie­rzadko przy­no­szą ze sobą nie­prze­pra­co­wane stare urazy lub nie­do­koń­czone sprawy. Zda­rza się, że oboje mówią w tym samym cza­sie i trudno ich zatrzy­mać. Tera­peuta musi porzu­cić powścią­gli­wość moż­liwą w tera­pii indy­wi­du­al­nej i być gotowy dzia­łać w spo­sób bar­dzo dyrek­tywny i ener­giczny, aby sku­tecz­nie zapa­no­wać nad pro­ce­sem. Na początku jego dzia­ła­nia mogą przy­po­mi­nać inter­wen­cję poskra­mia­cza dzi­kich zwie­rząt. Zda­rza się i odwrot­nie, to zna­czy part­ne­rzy przy­cho­dzą na tera­pię „zamro­żeni” i znie­chę­ceni. W takiej sytu­acji tera­peuta musi sil­nie ich akty­wi­zo­wać, aby pobu­dzić głęb­sze doświad­cza­nie emo­cji, i „dmu­chać w żar, by ponow­nie roz­nie­cić pło­mień”. Ponadto wiele par ma duże ocze­ki­wa­nia wobec tera­pii i chce szybko odczuć jej efekty. W związku z tym rygo­ry­styczny i przej­rzy­sty plan tera­pii pomaga zbu­do­wać zaufa­nie klien­tów.

Sys­tem modu­łowy odpo­wiada naszemu rozu­mie­niu tera­pii par jako zorien­to­wa­nej zarówno na pro­ces, jak i na cel. Moduły postrze­gamy jako kolejne kroki w pla­nie tera­pii, zapew­nia­jące tera­peu­cie i klien­tom wspólny wątek oraz nada­jące kie­ru­nek bar­dzo emo­cjo­nu­ją­cemu i czę­sto burz­li­wemu pro­cesowi (zob. rycina 3.1 w roz­dziale 3). Kiedy tera­peuta pomyśl­nie zre­ali­zuje moduły 1–4, zyskuje wię­cej swo­body, by stop­niowo i ela­stycz­nie dosto­so­wy­wać pro­ces do roz­woju sytu­acji. Owa ela­stycz­ność wycho­dzi naprze­ciw potrze­bom klien­tów, aby czuli się indy­wi­du­al­nie widziani i akcep­to­wani. Faza ta obej­muje moduły aż do indy­wi­du­al­nych roz­mów z każ­dym z part­ne­rów (5–8). Gdy oboje są gotowi, przy­go­to­wy­wany jest grunt pod trze­cią część, w ramach któ­rej para uczy się kon­struk­tyw­nego podej­ścia do pro­ble­mów i ich roz­wią­zy­wa­nia (moduły 9–12).

W ide­al­nej sytu­acji cała tera­pia prze­biega na bazie tych modu­łów, które stop­niowo wza­jem­nie się uzu­peł­niają. Tera­pia modu­łowa sta­nowi dobre połą­cze­nie podej­ścia zorien­to­wa­nego na cel i ela­stycz­nego podej­ścia dosto­so­wa­nego do pro­cesu. Moduły zostały szcze­gó­łowo omó­wione w roz­dziale 3, wraz z kon­kret­nymi wska­zów­kami.

2.4. Dlaczego uproszczony model teoretyczny?

Cztery pierw­sze moduły są zorien­to­wane na psy­cho­edu­ka­cję, aby zapew­nić parze wspólną pod­stawę do pracy w postaci modelu łączą­cego. Można je zre­ali­zo­wać pod­czas pierw­szych dwóch lub trzech sesji, a ich celem jest reduk­cja zacho­wań kon­flik­to­wych. Dzięki temu wiele par już na tym eta­pie doświad­cza spo­rej ulgi, co sprzyja zwięk­sze­niu moty­wa­cji do dal­szej pracy. Zakła­damy, że liczni czy­tel­nicy niniej­szej książki nie znają pod­staw tera­pii sche­ma­tów. Znaj­dują się więc w takiej samej sytu­acji jak pary, które zgła­szają się do nas na tera­pię. Dla­tego też teraz przed­sta­wimy naj­waż­niej­sze zagad­nie­nia doty­czące modelu sche­ma­tów i modelu try­bów w taki sam spo­sób, w jaki robimy to w pracy z klien­tami.

W dużym uprosz­cze­niu można powie­dzieć, że każdy czło­wiek ma dwie potrzeby pod­sta­wowe, to jest potrzebę przy­wią­za­nia i potrzebę aser­tyw­no­ści. Można je uznać za dwie nogi, na któ­rych stoi każdy z nas. Przy­wią­za­nie znaj­duje swoje odzwier­cie­dle­nie w ten­den­cji do pod­cho­dze­nia do innych ludzi w odprę­żony, życz­liwy, ufny spo­sób, z nasta­wie­niem na współ­pracę. To pro­spo­łeczny aspekt naszej osoby. Czu­jemy i myślimy w kate­go­riach „my” i jeste­śmy gotowi dawać z sie­bie wię­cej, niż otrzy­mu­jemy w zamian – przy­naj­mniej w per­spek­ty­wie krót­ko­ter­mi­no­wej. Tę nogę nazwa­li­śmy „nogą nie­bie­ską”. Z kolei aser­tyw­ność można roz­po­znać w ten­den­cji do dąże­nia do auto­no­mii, kon­troli i domi­na­cji. Wiąże się ona z uru­cho­mie­niem sys­temu alar­mo­wego, co zwy­kle obja­wia się napię­ciem w ciele. To ego­cen­tryczny aspekt naszej osoby. Myślimy i czu­jemy w kate­go­riach „ja”. Tę nogę nazwa­li­śmy „nogą czer­woną”. Potrze­bu­jemy jej do samo­re­ali­za­cji w wol­no­ści, aby móc wyra­żać wła­sne zda­nie i upo­mi­nać się o swoje. Żadna z tych dwóch nóg nie jest ani dobra, ani zła. Wszak do cho­dze­nia też potrze­bu­jemy obu nóg, któ­rych uży­wamy w spo­sób naprze­mienny, zrów­no­wa­żony i ela­styczny. Gdy docho­dzi do fru­stra­cji potrzeb pod­sta­wo­wych, poja­wiają się tak zwane emo­cje pod­sta­wowe (Ekman, b.d.). Fru­stra­cja potrzeby przy­wią­za­nia pociąga za sobą przede wszyst­kim lęk, a póź­niej rów­nież smu­tek, z kolei fru­stra­cja potrzeby aser­tyw­no­ści – napię­cie, zde­ner­wo­wa­nie, a nawet złość. Pier­wotny lęk odczu­wany na sku­tek fru­stra­cji potrzeby przy­wią­za­nia może się prze­kształ­cić we wtórną złość. Pro­ces ten dosko­nale poka­zuje eks­pe­ry­ment z kamienną twa­rzą Edwarda Tro­nicka (2009).

Jeśli w dzie­ciń­stwie dozna­wa­li­śmy czę­stej i/lub poważ­nej fru­stra­cji potrzeb, doświad­cze­nie to zostało zapi­sane w matrycy neu­ro­nal­nej pod posta­cią wewnętrz­nego modelu ope­ra­cyj­nego (Bowlby, 1978) jako tak zwany sche­mat . W taki spo­sób powstają swego rodzaju oku­lary, przez które wybiór­czo postrze­gamy ota­cza­jący nas świat, oce­niamy go, a potem na niego reagu­jemy. Ocze­ku­jemy wów­czas, że świat pozo­sta­nie taki, jakim go znamy. Jeśli obec­nie znaj­dziemy się w podob­nej sytu­acji (np. zosta­niemy porzu­ceni lub skry­ty­ko­wani), sche­mat i zwią­zane z nim emo­cje pod­sta­wowe zostaną ponow­nie uru­cho­mione. Nie­stety nie jeste­śmy świa­domi ist­nie­nia owych „oku­la­rów”, dla­tego nie wią­żemy wła­snej reak­cji ze swoim sche­matem, ale z osobą sto­jącą przed nami tu i teraz. Ona robi to samo, dla­tego i ona, i my blo­ku­jemy się w swo­jej selek­tyw­nej i znie­kształ­co­nej per­cep­cji, więc nie­po­ro­zu­mie­nie jest nie­unik­nione. Celem tera­pii jest uświa­do­mie­nie sobie przez każ­dego z part­ne­rów wła­snych „oku­la­rów”, nabra­nie dystansu do swo­ich spon­ta­nicz­nych emo­cjo­nal­nych reak­cji i ocen, a także wza­jemne uzna­nie odmien­nych per­spek­tyw. W ten spo­sób para prze­cho­dzi od nie­po­ro­zu­mie­nia do nie­zro­zu­mie­nia. Na tej pod­sta­wie można doko­nać porów­na­nia per­spek­tyw i pró­bo­wać szu­kać funk­cjo­nal­nego roz­wią­za­nia. Wła­śnie tych kro­ków doty­czą kolejne moduły.

Ludzie w różny spo­sób radzą sobie ze swo­imi sche­ma­tami. Nie­któ­rzy zno­szą je jako samo­speł­nia­jącą się prze­po­wied­nię (Wat­zla­wick, Beavin i Jack­son, 2011), inni kon­se­kwent­nie dzia­łają wbrew sche­ma­towi (tzw. kom­pen­sa­cja lub inwer­sja sche­matu; Arntz, 2019). W tym dru­gim przy­padku osoba zacho­wuje się prze­ciw­staw­nie do pier­wot­nego sche­matu. Poka­zuje to dosko­nale eks­pe­ry­ment z kamienną twa­rzą. Gdy matka patrzy na dziecko wzro­kiem pozba­wio­nym emo­cji, potrzeba przy­wią­za­nia dziecka zostaje zagro­żona. Spon­ta­niczną (pre­ko­gni­tywną) emo­cją pod­sta­wową jest w tej sytu­acji lęk. Dziecko reaguje wów­czas pod­po­rząd­ko­wa­niem ( tryb Ule­głego Pod­da­nego ), aby jak naj­szyb­ciej odbu­do­wać więź. Jest to w isto­cie reak­cja naj­bar­dziej funk­cjo­nalna, gdyż pozwala unik­nąć poten­cjal­nych tarć i w ten spo­sób oszczę­dzić ener­gię. Pod­czas tera­pii sta­ramy się prze­ka­zać parze, że w trak­cie kłótni zawsze sto­imy na nodze aser­tyw­no­ści („czer­wona” noga). Jest to wyczer­pu­jące i ener­go­chłonne. Aby się poro­zu­mieć lub pogo­dzić, oboje part­ne­rzy muszą ponow­nie sta­nąć na „nie­bie­skiej” nodze. W tym kon­tek­ście można mówić o kon­struk­tyw­nym lęku, który spra­wia, że jeste­śmy bar­dziej pro­spo­łeczni i skłonni do współ­pracy. Jest to wpraw­dzie mocno uprosz­czone uję­cie, sta­nowi jed­nak pod­stawę wszyst­kich funk­cjo­nal­nych pro­ce­sów spo­łecz­nych, innymi słowy – nasze spo­łeczne spo­iwo.

W obli­czu braku reak­cji ze strony matki dziecko począt­kowo staje się smutne. Gdyby nie miało ono planu B, wykształ­ciłby się u niego sche­mat Opusz­cze­nia. Ponie­waż jed­nak dziecko jest zdane na kon­takt z matką, uru­cha­mia się jego sys­tem alar­mowy, który wpro­wa­dza je w stan napię­cia – zde­ner­wo­wa­nia – zło­ści, co pro­wa­dzi do krzyku na matkę. Wzbie­ra­jąca kon­struk­tywna złość (Gre­en­berg, Rice i Elliot, 2003) daje dziecku siłę, by nie utknęło w sche­ma­cie, ale poprzez kom­pen­sa­cję tegoż prze­szło do domi­nu­ją­cego trybu radze­nia sobie . Jeśli matka w tym momen­cie zare­aguje na nie, prze­zwy­cię­że­nie sche­matu zosta­nie utrwa­lone, a dziecko nauczy się zacho­wy­wać w spo­sób wtór­nie domi­nu­jący. Mamy z tym do czy­nie­nia w wielu przy­pad­kach nar­cy­stycz­nego, histrio­nicz­nego, obse­syjno-kom­pul­syj­nego, a nawet anty­spo­łecz­nego zabu­rze­nia oso­bo­wo­ści. W tera­pii prze­cho­dzimy od domi­nu­ją­cego zacho­wa­nia na pierw­szym pla­nie, czy też na sce­nie – czyli trybu radze­nia sobie – do znaj­du­ją­cej się na dru­gim pla­nie, czy też za kuli­sami, płasz­czy­zny emo­cjo­nal­nej, w tym przy­padku do trybu Wraż­li­wego Dziecka, tak aby pier­wotna potrzeba przy­wią­za­nia mogła zostać zaspo­ko­jona w spo­sób funk­cjo­nalny. Mówiąc meta­fo­rycz­nie, musimy prze­śle­dzić bieg zanie­czysz­czo­nej rzeki do jej czy­stego źró­dła. Gwoli wyja­śnie­nia: oczy­wi­ście jed­nostki domi­nu­jące rów­nież pró­bują nawią­zać kon­takt z bli­ską im osobą. Robią to jed­nak z pozy­cji aser­tyw­no­ści. Wymu­szony w ten spo­sób kon­takt jest pozba­wiony emo­cjo­nal­nej jako­ści życz­li­wego, tro­skli­wego kon­taktu bazu­ją­cego na nodze przy­wią­za­nia. Zwłasz­cza osoby z eks­ter­na­li­za­cyj­nymi zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści, uwa­żane za raczej trudne w tera­pii, zaska­ku­jąco dobrze reagują na taki model dwóch pla­nów, ponie­waż w pierw­szej kolej­no­ści upra­wo­moc­nia się ich zacho­wa­nie w kon­tek­ście bio­gra­ficz­nym, a następ­nie w deli­katny spo­sób wska­zuje, że obec­nie ono już nie jest funk­cjo­nalne. Na początku poka­zu­jemy tej gru­pie klien­tów nagra­nie eks­pe­ry­mentu z kamienną twa­rzą, ponie­waż przed­sta­wia ono ich stra­te­gię radze­nia sobie z per­spek­tywy osoby trze­ciej, a więc w spo­sób cał­ko­wi­cie neu­tralny i nie­kon­fron­ta­cyjny. To znacz­nie uła­twia roz­po­czę­cie tera­pii.

Ponie­waż na nagra­niu matka nie reaguje na zacho­wa­nia eks­ter­na­li­za­cyjne, dziecko w trze­cim kroku podej­muje próbę nawią­za­nia kon­taktu z kame­rzy­stą, szu­ka­jąc spo­sobu na zre­du­ko­wa­nie wewnętrz­nego napię­cia poza rela­cją z matką. Tego typu aktywne wyco­fa­nie i samo­uko­je­nie nazy­wamy w tera­pii sche­ma­tów try­bem Odłą­czo­nego Samo­uko­iciela . Zacho­wa­nie to przy­biera wiele postaci, w tym: śnie­nia na jawie, roz­my­śla­nia, zaku­pów, nad­mier­nych ćwi­czeń lub nad­mier­nej pracy, inten­syw­nego korzy­sta­nia z inter­netu (media spo­łecz­no­ściowe czy por­no­gra­fia), mastur­ba­cji, rand­ko­wa­nia, uza­leż­nie­nia od sub­stan­cji, kom­pul­sji, samo­usz­ko­dzeń, a nawet roman­sów. Ponie­waż napię­cie dość szybko powraca, kla­sy­fi­ku­jemy to zacho­wa­nie jako „czer­wone”. Podob­nie kate­go­ry­zu­jemy wszel­kie formy zacho­wań bier­no­agre­syw­nych i mani­pu­la­cyj­nych (w tym prze­ja­wia­nych pod­czas tera­pii). Jest to szcze­gól­nie ważne, ponie­waż wielu oso­bom, które począt­kowo zdają się zacho­wy­wać w spo­sób ofiarny („nie­bie­ski”), tak naprawdę przy­świeca cel zwią­zany z kon­trolą („czer­wony”) – czę­sto towa­rzy­szy temu dekla­ra­cja: „Chcę tylko tego, co dla cie­bie naj­lep­sze”. Taki „czer­wony” rdzeń w pozor­nie „nie­bie­skim” zacho­wa­niu zde­cy­do­wa­nie wymaga roz­po­zna­nia i pracy! Wyraźną wska­zówką będzie tu reak­cja emo­cjo­nalna dru­giej osoby, która zwy­kle nie czuje się obda­ro­wana czy oto­czona opieką, lecz raczej kon­tro­lo­wana, uwi­kłana i zobo­wią­zana.

Gdy uko­je­nie nie jest moż­liwe, napię­cie utrzy­muje się na wyso­kim pozio­mie, a klienci blo­kują się w bier­nym wyco­fa­niu, które może dać począ­tek wielu obja­wom, w tym bier­no­de­pre­syj­nym zacho­wa­niom wyco­fu­ją­cym, zabu­rze­niom soma­ty­za­cyj­nym, prze­wle­kłemu bólowi czy obja­wom dyso­cja­cyj­nym. W tera­pii sche­ma­tów takie zacho­wa­nie nazywa się try­bem Odłą­czo­nego Obrońcy. Prze­ja­wia­jące je osoby mają poczu­cie „wyłą­cze­nia” (zamro­że­nia) i braku napię­cia. Przy­pi­su­jemy to stro­nie „nie­bie­skiej”. Gdy wewnętrzne napię­cie wzra­sta, prze­su­wają się one na „czer­woną” stronę modelu. Cztery tryby radze­nia sobie odpo­wia­dają (w poda­nej kolej­no­ści) reak­cjom z modelu zwie­rzę­cego Wal­tera Can­nona (2016), obej­mu­ją­cym podą­ża­nie lub pod­da­nie się, walkę, ucieczkę i znie­ru­cho­mie­nie (bądź w zna­nej kolej­no­ści: walka – ucieczka – znie­ru­cho­mie­nie – podą­ża­nie lub pod­da­nie się). Pod­su­mo­wa­nie modelu przed­sta­wiono na ryci­nie 2.1.

Rycina 2.1. Model dwóch nóg Źró­dło: opra­co­wa­nie wła­sne.

Celem tera­pii jest roz­po­zna­nie wszyst­kich try­bów typo­wych dla klien­tów, nazwa­nie ich i umiej­sco­wie­nie w kon­cep­tu­ali­za­cji przy­padku (karta cyklu try­bów). Na dru­gim pla­nie, obok uru­cho­mio­nej emo­cji pod­sta­wo­wej, umiesz­czana jest ukryta lub zablo­ko­wana emo­cja pod­sta­wowa (prze­stą­pie­nie na drugą, bra­ku­jącą nogę). Gdy klienci uświa­do­mią sobie obie potrzeby pod­sta­wowe i „staną na obu nogach”, wów­czas można się skon­cen­tro­wać na wspól­nym wsta­niu, czyli na poszu­ki­wa­niu naj­bar­dziej funk­cjo­nal­nego roz­wią­za­nia, które w miarę moż­li­wo­ści rów­no­waży oba bie­guny potrzeb (w tzw. try­bie Zdro­wego Doro­słego). Tryb Zdro­wego Doro­słego rów­nież poru­sza się mię­dzy tymi samymi bie­gu­nami (inter­na­li­za­cja i eks­ter­na­li­za­cja) co nie­adap­ta­cyjne tryby radze­nia sobie, ale bli­żej środka. Prze­kła­da­jąc to na kolory: Zdrowy Doro­sły poru­sza się bar­dziej mię­dzy błę­kit­nym i różo­wym, a nie ciem­nym nie­bie­skim i krwi­stą czer­wie­nią. Jed­no­cze­śnie należy zaak­cep­to­wać ist­nie­jące bole­sne ogra­ni­cze­nia. Nie wszystko da się roz­wią­zać w spo­sób zado­wa­la­jący i har­mo­nijny (o czym wię­cej piszemy dalej). Przy czym klienci póź­niej poczują się lepiej (może nie­ko­niecz­nie w try­bie Szczę­śli­wego, ale jedna Zado­wo­lo­nego Dziecka).

Pod­su­mo­wu­jąc: fru­stra­cja potrzeb pod­sta­wo­wych pro­wa­dzi do powsta­nia sche­ma­tów. Aby pora­dzić sobie ze sche­ma­tami, wypra­co­wu­jemy okre­ślone stra­te­gie radze­nia sobie na pierw­szym pla­nie (począt­kowo widoczne w sfe­rze spo­łecz­nej), które kie­dyś były funk­cjo­nalne, ale teraz stały się dys­funk­cyjne. Uru­cho­mione sche­maty ujaw­niają się obec­nie poprzez silne emo­cje pod­sta­wowe. Emo­cje te są rozu­miane jako oznaka leżą­cej u ich pod­staw fru­stra­cji potrzeb pod­stawowych i doświad­czane z poziomu dru­giego planu, aby owe potrzeby mogły zostać zaspo­ko­jone w teraź­niej­szo­ści w spo­sób funk­cjo­nalny.

2.5. Dlaczego wstawanie razem?

Celem tera­pii jest wzmoc­nie­nie trybu Zdro­wego Doro­słego obu osób z pary. Można powie­dzieć, że ów tryb jest w tera­pii naszym part­ne­rem na dro­dze do pod­sta­wo­wych emo­cji na dru­gim pla­nie, gdy omi­jamy spon­ta­nicz­nie ujaw­nia­jące się tryby radze­nia sobie. W celu fizycz­nego, widocz­nego oddzie­le­nia spon­ta­nicz­nie uru­cho­mio­neg poziomu pro­cesu od poziomu reflek­sji trybu Zdro­wego Doro­słego wsta­jemy razem z parą, by osią­gnąć wspóln per­spek­tywę obser­wa­tora (Sie­gel, 2009). Nawią­zuje to do idei reflec­ting team (zob. Ander­sen, 1987) – z tą róż­nicą, że klienci są wła­snymi obser­wa­to­rami. Sto­jąc obok sie­bie, oma­wiamy w trze­ciej oso­bie pro­ces, który odbył się na krze­słach. Mówiąc ogól­nie, kom­bi­na­cja wsta­wa­nia (zmiana poziomu i postawy), dzie­le­nia wspól­nego punktu widze­nia (zamiast kon­taktu twa­rzą w twarz) i mówie­nia w trze­ciej oso­bie prze­kłada się na mniej­szą akty­wa­cję emo­cjo­nalną i więk­szy dystans wobec wła­snego doświad­cze­nia (zob. Roedi­ger, 2016a). Uła­twia to parze przy­ję­cie pozy­cji do pracy. Taka postawa umoż­li­wia wspólne postrze­ga­nie, ponowną ocenę i pla­no­wa­nie dzia­ła­nia w try­bie Zdro­wego Doro­słego. Allan N. Schore (2003) porów­nuje to do zmiany bie­gów pod­czas pro­wa­dze­nia samo­chodu. Naj­pierw należy wybić dotych­cza­sowy bieg (tzn. spon­ta­niczne zacho­wa­nie musi zostać prze­rwane i świa­do­mie dostrze­żone), potem na biegu jało­wym wybrać odpo­wiedni bieg (ponowna ocena w odnie­sie­niu do obu pod­sta­wo­wych potrzeb), a następ­nie wbić nowy bieg (ćwi­cze­nie nowego zacho­wa­nia). Odwo­łu­jąc się do modelu i kon­cep­tu­ali­za­cji przy­padku (zob. dalej), zacho­wu­jemy pozy­cję prze­wod­nika i możemy reali­zo­wać kolejne moduły.

Wią­żąc pro­ces z mode­lem, warto zaofe­ro­wać parze ogra­ni­czoną liczbę opcji przy moż­li­wo­ści wie­lo­krot­nego wyboru. Na początku może się to wyda­wać nieco dyrek­tywne i domi­nu­jące (do pew­nego stop­nia takie jest). W rze­czy­wi­sto­ści ludzie czują się usa­tys­fak­cjo­no­wani i dobrze popro­wa­dzeni, gdy mogą wybrać spo­śród przej­rzy­stego zestawu opcji, a nie mają otwarty wybór. W przy­padku try­bów radze­nia sobie (tj. zacho­wań poka­za­nych na pierw­szym pla­nie) dostępne są nastę­pu­jące opcje: (1) aktywny do domi­nu­ją­cego, (2) aktywny („czer­wony”) lub bierny („nie­bie­ski”) wyco­fu­jący się oraz (3) współ­pra­cu­jący do poświę­ca­ją­cego się. W przy­padku opcji (1) i (3) oba okre­śle­nia repre­zen­tują spek­trum, z któ­rego wybie­ramy takie sfor­mu­ło­wa­nie, by klient mógł je zaak­cep­to­wać lub by trudno mu było je odrzu­cić. Musimy jasno powie­dzieć, że „czer­woni” ludzie nie są świa­domi tego, jak „czer­wony” jest ich spo­sób zacho­wa­nia.

Domi­nu­jący (eks­ter­na­li­zu­jący) part­ner rzadko postrzega sie­bie jako domi­nu­ją­cego, tylko odpo­wiada: „Mam po pro­stu rację, chyba można to jesz­cze powie­dzieć”. To wła­śnie taka subiek­tyw­ność (wyja­śniona wcze­śniej za pomocą meta­fory oku­la­rów) sta­nowi źró­dło nie­po­ro­zu­mień! Pierw­szym kro­kiem jest spy­ta­nie dru­giej strony, która rzecz jasna może od razu nazwać tryb pra­wi­dłowo. Wów­czas my możemy wska­zać oczy­wi­ste nie­po­ro­zu­mie­nie. Warto zapre­zen­to­wać parze smart­fon tak, aby każda z osób widziała tylko jedną jego stronę, i spy­tać: „Co pani/pan widzi?”. Jedna osoba powie, że widzi ekran, a druga – że apa­rat. Która ma rację? Meta­fora ta może nam towa­rzy­szyć przez cały pro­ces, aż do modułu doty­czą­cego kon­struk­tyw­nej roz­mowy part­nerskiej. Aby pomóc parze wejść w tryb obser­wa­tora, można też nagrać sesję (co i tak gene­ral­nie zale­camy), a następ­nie odsłu­chać nagra­nie w spo­koju ( sic!). Zazwy­czaj klienci przy­cho­dzą na następną sesję nieco skru­szeni i mówią, że teraz wie­dzą, o co nam cho­dziło. To jest tryb Zdro­wego Doro­słego!

Do trzech opcji dla try­bów radze­nia sobie („czer­wone” i „nie­bie­skie” uni­ka­nie nie zostało jesz­cze roz­dzie­lone, aby wybór był jak naj­mniej­szy) docho­dzi następ­nie, dla uru­cho­mio­nych emo­cji pod­sta­wo­wych z dru­giego planu, „spięty–zły” i „wraż­liwy”. „Wraż­liwy” pod­su­mo­wuje strach i smu­tek oraz jest dobrze odbie­rany przez klien­tów. Dzięki uru­cho­mie­niu pod­sta­wo­wych emo­cji w tle moż­liwe jest teraz roz­róż­nie­nie uni­ka­czy i obroń­ców spię­tych–złych (aktyw­nych) oraz lęko­wych–smut­nych (bier­nych). Rów­nież w tym przy­padku można popro­sić parę o ocenę. My też możemy dać wyraz swoim odczu­ciom. Ważne jest, aby wszystko to – uła­twione dzięki wsta­niu – prze­pro­wa­dzać w rze­czowy, upra­wo­moc­nia­jący i nie­oce­nia­jący spo­sób. Wszyst­kie opcje są moż­liwe i są w porządku, w prze­ciw­nym razie byśmy ich nie suge­ro­wali! Nie wal­czymy o kon­kretne sfor­mu­ło­wa­nia, ale podą­żamy za pro­ce­sem, czyli dobo­rem słów klienta. Dzięki ela­stycz­nej, otwar­tej na współ­pracę, a jed­no­cze­śnie zorien­to­wa­nej na cel i wytrwa­łej posta­wie mode­lu­jemy dobre balan­so­wa­nie na obu nogach. I podob­nie jak w przy­padku dzieci w pew­nym momen­cie (miejmy nadzieję) wpły­nie to na parę.

Kiedy powią­za­nie pro­cesu z mode­lem dopro­wa­dzi do wspól­nej kon­cep­tu­ali­za­cji przy­padku, sia­damy ponow­nie na krze­słach i wra­camy do poziomu pro­cesu. Jed­nak rów­nież wtedy (np. w modu­łach 5–8) tak czę­sto, jak to moż­liwe, rezy­gnu­jemy z kla­sycz­nej pozy­cji twa­rzą w twarz w trój­ką­cie z parą i sia­damy za osobą, z którą w danej chwili pra­cu­jemy, jeśli chcemy nawią­zać kon­takt z emo­cjami. Druga osoba staje się wtedy obser­wa­to­rem. Wspólna praca zamie­nia się tutaj w pracę indy­wi­du­alną w obec­no­ści part­nera. Jeżeli nie­zbędna akty­wa­cja emo­cjo­nalna się nie powie­dzie (np. ze względu na hamu­jące dzia­ła­nie part­nera), można to pomi­nąć i wró­cić do tego na sesjach indy­wi­du­al­nych, a rezul­tat omó­wić pod­czas sesji z parą.

2.6. Kluczowy konstrukt: cykl trybów i karta cyklu trybów

Opi­sany powy­żej model jest w dal­szym ciągu cał­ko­wi­cie skon­cen­tro­wany na jed­no­stce, mimo że zacho­wa­nie słu­żące radze­niu sobie ma miej­sce w prze­strzeni spo­łecz­nej. Zgod­nie z tra­dy­cją tera­pii sche­ma­tów kon­cep­tu­ali­za­cja przy­padku składa się z kon­cep­tu­ali­za­cji dwóch osób, które na pierw­szym pla­nie wcho­dzą ze sobą w inte­rak­cje wraz ze swo­imi try­bami radze­nia sobie. Inte­rak­cje try­bów radze­nia sobie obojga part­ne­rów two­rzą tak zwany cykl try­bów . Z per­spek­tywy sys­temu byłaby to trze­cia część inte­rak­cji, wspólna dla obu stron, która sta­nowi punkt wyj­ścia naszych inter­wen­cji. Zazwy­czaj pary zgła­szają się na tera­pię z powodu kon­flik­tów. Co naj­mniej jedna osoba stoi na domi­nu­ją­cej „czer­wo­nej” nodze, pod­czas gdy druga znaj­duje się w „nie­bie­skim” try­bie uni­ko­wym, ale czę­sto rów­nież w „czer­wo­nym” try­bie uni­ko­wym. Około 80% par zgła­szających się na tera­pię cechuje cykl domi­na­cja – uni­ka­nie („czer­wone” lub „nie­bie­skie”; zob. rycina 2.2). Taki cykl odpo­wiada cyklowi prze­śla­dowcy i uni­ka­cza w modelu tera­pii par skon­cen­tro­wa­nej na emo­cjach (John­son, 2004) i ma ten­den­cję do eska­la­cji: im bar­dziej rośnie domi­na­cja jed­nej osoby, tym bar­dziej nasila się uni­ka­nie dru­giej. Para może oczy­wi­ście zmie­niać swój cykl, na przy­kład part­ne­rzy mogą się zamie­nić rolami lub na krótko wejść w (bar­dzo nie­sta­bilny) cykl domi­na­cja – domi­na­cja lub uni­ka­nie – uni­ka­nie. Przyj­rzyj się pod tym kątem inte­rak­cji Marty i Geo­rge’a, boha­te­rów dra­matu Kto się boi Vir­gi­nii Woolf? (Albee, 1994).

Rycina 2.2. Przy­kła­dowy cykl try­bów Źró­dło: opra­co­wa­nie wła­sne.

Zawsze pra­cu­jemy z cyklem, który jest widoczny pod­czas sesji, wycho­dząc z zało­że­nia, że jest on naj­bar­dziej typowy. Osta­tecz­nie nie ma zna­cze­nia, który cykl jest pre­fe­ro­wany przez parę, ponie­waż sta­ramy się zastą­pić wszyst­kie cykle try­bem Zdro­wego Doro­słego. Tryby radze­nia sobie wyni­kają z uru­cho­mio­nych w tle sche­ma­tów oraz pro­ce­sów radze­nia sobie ze sche­ma­tami. Zakła­damy, że powstały w rezul­ta­cie cykl try­bów sta­nowi cen­tralny pro­blem pary, który unie­moż­li­wia przej­ście w tryb Zdro­wego Doro­słego. Mówimy w tym przy­padku o tak zwa­nym prze­twa­rza­niu auto­ma­tycz­nym (Kan­fer, Reinec­ker i Schmel­zer, 2011) lub try­bie auto­pi­lota (Kabat-Zinn, 2018). Jeśli uda się prze­rwać dys­funk­cyjny cykl oraz pomóc parze wejść w kon­takt z try­bem Zdro­wego Doro­słego i z oby­dwoma bie­gu­nami potrzeb, będzie ona w sta­nie – w miarę swo­ich moż­li­wo­ści – lepiej roz­wią­zy­wać wspólne pro­blemy, nie­za­leż­nie od ich rodzaju. Z tego powodu zaj­mu­jemy się w jak naj­mniej­szym stop­niu tre­ścią kon­flik­tów pary i zwią­za­nymi z tymiż kon­flik­tami nar­ra­cjami, a sku­piamy się przede wszyst­kim na domi­nu­ją­cym cyklu i jego oddzia­ły­wa­niu funk­cjo­nal­nym, zgod­nie z podej­ściem funk­cjo­nal­nego kon­tek­stu­ali­zmu (Hayes, Stro­sahl i Wil­son, 2013). W związku z tym nasze podej­ście pozo­staje pod dużym wpły­wem tera­pii kon­tek­stu­al­nych czy tak zwa­nej trze­ciej fali tera­pii beha­wio­ral­nej (na temat kon­tek­stu­al­nej tera­pii sche­ma­tów zob. Roedi­ger, Ste­vens i Brock­man, 2021; Valente i Roedi­ger, 2020).

Aby una­ocz­nić cykl try­bów pod­czas sesji, wszy­scy jej uczest­nicy wstają. Następ­nie krze­sła, na któ­rych sie­działa para – jak opi­sano powy­żej – są z per­spek­tywy obser­wa­tora przy­po­rząd­ko­wy­wane do odpo­wied­niego trybu. Rów­no­le­gle można na flip­char­cie lub na kartce wypeł­nić tak zwaną kartę cyklu try­bów (zob. rycina 2.3). Widoczne tryby radze­nia sobie wpi­suje się w dru­gim wier­szu, a emo­cje pod­sta­wowe w wewnętrz­nych polach wier­sza trze­ciego. Celem inter­wen­cji jest uświa­do­mie­nie parze, która noga – i tym samym potrzeba pod­sta­wowa – została zanie­dbana. Zapi­suje się to w zewnętrz­nych polach trze­ciego wier­sza. Następ­nie należy bez­po­śred­nio (na­dal w pozy­cji sto­ją­cej) przejść do poszu­ki­wań funk­cjo­nal­nego spo­sobu wyra­że­nia tych potrzeb i do jego sys­te­ma­tycz­nego ćwi­cze­nia. Jeśli jedno z part­ne­rów lub oboje zablo­ko­wali się w swoim try­bie radze­nia sobie, należy przejść do dia­logu try­bów na krze­słach, wyko­rzy­sty­wa­nego w środ­ko­wych modu­łach (5–8). Pro­ce­dura ta została dokład­nie opi­sana w roz­dziale 3.

Rycina 2.3. Karta cyklu try­bów Źró­dło: opra­co­wa­nie wła­sne na pod­sta­wie Neu­mann, Roedi­ger, Laire­iter i Kus, 2013.

2.7. Jak właściwie wybieramy partnera?

Spoj­rze­nie na cykl try­bów w natu­ralny spo­sób nasuwa pyta­nie, jak weń wpa­damy, a tym samym – jak wybie­ramy part­nera. Jef­frey E. Young (2012) wpro­wa­dził w tym kon­tek­ście poję­cie „che­mia rela­cji”, które pod­ję­li­śmy i roz­wi­nę­li­śmy w naszej pod­sta­wo­wej książce poświę­co­nej tera­pii sche­ma­tów dla par (Roedi­ger, Si-meone-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015). Tutaj tylko pokrótce omó­wimy klu­czową ideę. Ludzie mają skłon­ność (przy­naj­mniej czę­ściowo) do poru­sza­nia się po zna­nych sobie ścież­kach, dzięki czemu czują się bez­piecz­nie. Zaczyna się to od per­cep­cji (widzimy to, co znamy) i jest kon­ty­nu­owane w postaci mniej lub bar­dziej cenio­nych nawy­ków (robimy to, co potra­fimy). Fizjo­lo­gicz­nie ma to zwią­zek z pro­ce­sami toro­wa­nia lub two­rze­niem się tak zwa­nych atrak­to­rów (Grawe, 2004; przy­stępne omó­wie­nie zob. w: Roedi­ger, 2014). Pocią­gają nas osoby, któ­rzy – niczym mole­kuły – pasują do nas. Mamy rów­nież ten­den­cję do odkry­wa­nia nowych rze­czy (eks­plo­ra­cja), ale tylko w ogra­ni­czo­nym zakre­sie i przy wystar­cza­ją­cym poczu­ciu bez­pie­czeń­stwa. Z bio­gra­ficz­nego punktu widze­nia naj­le­piej znani są nam nasi główni opie­ku­no­wie, nie dziwi więc, że nie­świa­do­mie przy­cią­gają nas osoby podobne do jed­nego z owych opie­ku­nów – zarówno w dobrych, jak i w złych aspek­tach – i z takimi oso­bami czu­jemy naj­więk­szą bli­skość. To ozna­cza, że mogą nas przy­cią­gać ludzie, któ­rzy uru­cha­miają nasze sche­maty wykształ­cone w okre­sie dzie­ciń­stwa. Wpa­damy wtedy z desz­czu pod rynnę. Wydaje się, że (nie­świa­doma) bli­skość czę­sto oka­zuje się sil­niej­sza niż (świa­doma) samo­obrona.

Co cie­kawe, czę­sto uwa­żamy, że nasi part­ne­rzy – przy­naj­mniej na początku związku – wyda­wali się zupeł­nie inni, niż oka­zali się na prze­strzeni lat. Może to wyni­kać z faktu, że (ponow­nie nie­świa­do­mie) wzmac­niamy okre­ślone cechy u innych ludzi poprzez nasze zacho­wa­nia słu­żące radze­niu sobie ze sche­ma­tem. Patrząc przez oku­lary swo­ich sche­ma­tów, spo­dzie­wany się, że zosta­niemy porzu­ceni, zawsty­dzeni, zra­nieni lub będziemy kon­tro­lo­wani bądź roz­sta­wiani po kątach tak jak w prze­szło­ści. Zgod­nie z psy­cho­dy­na­miczną kon­cep­cją iden­ty­fi­ka­cji pro­jek­cyj­nej wpy­chamy innych (oczy­wi­ście nie­świa­do­mie) w okre­ślone role w cyklu try­bów. Mówiąc obra­zowo, nakła­damy im zna­jomą maskę głów­nego opie­kuna, dopóki ich twarz się do niej nie przy­sto­suje, żeby wtedy poczuć się źle trak­to­wani. Czę­sto dopiero powrót do pier­wot­nej sytu­acji z dzie­ciń­stwa przy­nosi wyzwo­le­nie z tego cyklu, gdy podo­bień­stwo wzor­ców i uczuć staje się jasne. Oto przy­kła­dowa para, do któ­rej odno­simy się rów­nież w porad­niku Passt doch! (Roedi­ger, Behary i Zarbock, 2013).

Peter i Susanne znają się od cza­sów mło­do­ści. Peter zale­cał się do Susanne przez długi czas, aż w końcu go „zauwa­żyła”. Oboje pocho­dzą z tra­dy­cyj­nych rodzin z klasy śred­niej, w któ­rych męż­czyźni pra­cują, a miej lub bar­dziej zgorzk­niałe kobiety zaj­mują się domem. Na początku związku Peter obie­cał, że będzie po part­ner­sku się anga­żo­wał w wyko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków domo­wych i wycho­wy­wa­nie dzieci. W mię­dzy­cza­sie zro­bił jed­nak karierę w swoim zawo­dzie i praca zaczęła pochła­niać coraz wię­cej jego czasu. Z kolei Susanne zawsze pra­co­wała w nie­peł­nym wymia­rze godzin, ponie­waż uwa­żała za ważne bycie z dziećmi. W rezul­ta­cie podział ról w ich rodzi­nie sta­wał się coraz bar­dziej tra­dy­cyjny, mimo iż jako mło­dzi ludzie chcieli prze­ła­mać taki wzo­rzec. Pamię­ta­jąc o swo­jej obiet­nicy, Peter czuje się winny, a ponie­waż potrze­buje Susanne emo­cjo­nal­nie, jest ule­gły, gdy nie wyco­fuje się przez pracę. Susanne zaś czę­sto czuje się opusz­czona, bez­silna i zła. Patrząc na histo­rię swoją i męża, zaczyna sobie uświa­da­miać, że odtwa­rzają podział ról swo­ich rodzi­ców, z któ­rego począt­kowo chcieli się wyzwo­lić – ona coraz bar­dziej wcho­dzi w rolę sfru­stro­wa­nej i peł­nej wyrzu­tów żony i matki, a Peter w rolę nie­obec­nego ojca, który czuje się odrzu­cony. Dla kobiety miarka się prze­brała, gdy odkryła, że jej mąż wdał się w romans z kole­żanką z pracy. Susanne ujrzała sie­bie sto­jącą na zglisz­czach swo­jego życia.

2.8. Dlaczego koncentracja na pracy w trakcie sesji?

Jak już wspo­mnie­li­śmy, przyj­mu­jemy, że trudne do roz­wią­za­nia kon­flikty powstają przede wszyst­kim wtedy, gdy para nie jest w try­bie Zdro­wego Doro­słego, ale w cyklu try­bów. Part­ne­rzy tracą wów­czas zdrową zdol­ność do auto­re­flek­sji i ela­stycz­nego reago­wa­nia, ponie­waż co naj­mniej jedno z nich nie jest obecne tu i teraz, ale odtwa­rza zda­rze­nia z dzie­ciń­stwa. Gerald Edel­man (1995) nazywa takie wtar­gnię­cie prze­szło­ści w teraź­niej­szość „pamię­taną teraź­niej­szo­ścią”. Pogląd mówiący, że ludzie odtwa­rzają nie­prze­pra­co­wane zda­rze­nia z dzie­ciń­stwa w życiu doro­słym, został spo­pu­la­ry­zo­wany w Niem­czech przez Her­manna Arge­lan­dera (1979) za pośred­nic­twem kon­cep­cji rozu­mie­nia sce­nicz­nego. Zgod­nie z tym zda­rze­nia z prze­szło­ści są odtwa­rzane (oczy­wi­ście nie­świa­do­mie) nie tylko w życiu codzien­nym, ale także pod­czas tera­pii. Kiedy osoba znaj­dzie się w sytu­acji, która swoją struk­turą przy­po­mina prze­szłe zda­rze­nia, uru­cha­miają się sche­maty.

Zgod­nie z tą kon­cep­cją tera­peu­cie będzie znacz­nie łatwiej pra­co­wać nad sytu­acją (lub cyklem try­bów), która ma miej­sce pod­czas tera­pii, niż roz­ma­wiać o kon­flik­tach roz­gry­wa­ją­cych się poza jego gabi­ne­tem. Nasze nar­ra­cje są wysoce subiek­tywne ze względu na pro­cesy prze­twa­rza­nia per­cep­cji i pamięci (Loftus, 1993). Mimo to jeste­śmy abso­lut­nie prze­ko­nani o słusz­no­ści swo­ich spo­strze­żeń i wspo­mnień, co sta­nowi fizjo­lo­giczną pod­stawę nie­po­ro­zu­mień i wyni­ka­ją­cych z nich kon­flik­tów. Ucieczkę przed tą imma­nentną ten­den­cją do kon­fliktu umoż­li­wia jedy­nie sys­te­ma­tyczne odry­wa­nie się od per­cep­cji opar­tej na sche­ma­tach w try­bie auto­pi­lota i przyj­mo­wa­nie postawy obser­wa­tora teraź­niej­szo­ści, co pozwala na wery­fi­ka­cję i syn­chro­ni­za­cję spo­strze­żeń. Wycho­dzimy z zało­że­nia, że nie warto wda­wać się w dys­ku­sję ze znie­kształ­co­nymi nar­ra­cjami, a w zamian – przy­naj­mniej począt­kowo – należy sku­pić się wyłącz­nie na cyklach try­bów widocz­nych pod­czas sesji, ufa­jąc, że są one dla pary naj­częst­sze i naj­waż­niej­sze. Po opra­co­wa­niu danego cyklu para może zain­sce­ni­zo­wać kolejny.

Jak już wspo­mnie­li­śmy, liczba moż­li­wych cykli try­bów pozo­staje ogra­ni­czona (zob. Roedi­ger, Sime­one-DiFran­ce­sco i Ste­vens, 2015).

Silna reak­cja emo­cjo­nalna wzmac­nia zacho­wa­nia zgodne ze sche­ma­tem (oddzia­ły­wa­nie oddolne), a osła­bia hamu­jące dzia­ła­nie samo­re­gu­la­cji przed­czo­ło­wej (oddzia­ły­wa­nie odgórne; zob. Sal­zman i Fusi, 2010). Z reguły jeste­śmy pod­czas sesji mniej pobu­dzeni emo­cjo­nal­nie (zestre­so­wani) niż klienci, zwłasz­cza gdy mamy już pewne doświad­cze­nie w pracy z parami i potra­fimy pro­wa­dzić opi­saną tu tera­pię modu­łową. Dla­tego też bar­dziej korzystne z per­spek­tywy celów tera­pii jest pro­wa­dze­nie pary przez ana­lizę cyklu try­bów niż pozo­sta­wie­nie począt­kowo wię­cej prze­strzeni na dia­log sokra­tej­ski zorien­to­wany na pro­ces (Sachse, Püschel, Fas­ben­der i Breil, 2008). W końcu odkrywa się wtedy wię­cej „sta­rego”. Pod wzglę­dem struk­tury zostało to już jed­nak odzwier­cie­dlone w cyklu try­bów. Zawar­tość cyklu jest cał­ko­wi­cie wymienna, więc z naszego punktu widze­nia nie jest istotna. Dla­tego nie zgłę­biamy zawar­to­ści, ale sku­piamy się wyłącz­nie na cyklu jako takim. Cykl try­bów ana­li­zu­jemy wspól­nie z parą (moduły od 1 do 4) – małymi kro­kami i na pod­sta­wie przy­kła­dów, aby następ­nie opra­co­wać funk­cjo­nalne roz­wią­za­nie Zdro­wego Doro­słego (zob. roz­dział 3).

Począt­kowo para może oczy­wi­ście czuć się lek­ce­wa­żona, gdy dość mocno hamu­jemy chęć opo­wie­dze­nia przez nią jej histo­rii. Prze­ry­wa­nie komuś jest bar­dzo domi­nu­ją­cym („czer­wo­nym”) gestem. Aby taki gest mógł być tole­ro­wany, nasze dzia­ła­nia powinny być uważ­nia­jące, sil­nie zorien­to­wane na przy­wią­za­nie („nie­bie­skie”) i trans­pa­rentne. Ponadto powin­ni­śmy odpo­wied­nio prze­pro­sić za swoją dyrek­tyw­ność, na przy­kład tak: „Zdaję sobie sprawę, że prze­rwa­nie pań­stwu może się wyda­wać nie­uprzejme, ale mam do pań­stwa pyta­nie. Czy wzo­rzec, który tu teraz widzimy, jest typowy dla was obojga?”. Z reguły tak wła­śnie jest. Kon­ty­nu­ujemy więc: „Jeśli tak, to czy mogę pań­stwa zapro­sić do lep­szego zro­zu­mie­nia tego wzorca? Być może wspól­nie znaj­dziemy spo­sób na to, by mogli pań­stwo go prze­ła­mać i sku­tecz­niej roz­wią­zy­wać swoje kon­flikty. […]. Dzię­kuję pań­stwu za goto­wość do przyj­rze­nia się temu. By­naj­mniej nie biorę jej za pew­nik. Wstańmy zatem i spójrzmy na tę scenę z zewnątrz, jak byśmy byli zespo­łem kon­sul­ta­cyj­nym lub oglą­dali film”. Szcze­gó­łowy opis tej pro­ce­dury znaj­duje się w roz­dziale 3. Jeśli para potwier­dzi, że roz­po­znany cykl try­bów jest dla niej typowy, to wygra­li­śmy. Na pod­sta­wie cyklu ode­gra­nego na żywo możemy wtedy zilu­stro­wać model w bar­dzo zwarty i zro­zu­miały spo­sób, tak aby para go „kupiła” i obda­rzyła nas zaufa­niem. Jeśli odwa­żymy się na taką życz­liwą dyrek­tyw­ność, da się to osią­gnąć w cza­sie jed­nej sesji lub dwóch. Model jest na tyle kon­wen­cjo­nalny i przy­stępny, że para już pod­czas dru­giej (lub trze­ciej) sesji mówi o „czer­wo­nej” i „nie­bie­skiej” nodze. Nie ozna­cza to, że zro­zu­miała wszyst­kie szcze­góły, ale sta­nowi sygnał, że udało się nam ją zaan­ga­żo­wać i możemy przejść do oma­wia­nia owych szcze­gó­łów.

2.9. Dlaczego (prawie) brak usystematyzowanego wywiadu?

Wspo­mnie­li­śmy już o mają­cych fizjo­lo­giczne pod­łoże znie­kształ­ce­niach per­cep­cji i wspo­mnień, a także o wyni­ka­ją­cym z nich ryzyku kon­fliktu. Dla­czego mie­li­by­śmy pozwo­lić, by gabi­net tera­peu­tyczny wypeł­niały – bar­dziej, niż jest to abso­lut­nie konieczne – stare histo­rie, które z natury zawsze doty­czą spraw z prze­szło­ści? Oczy­wi­ście zda­jemy sobie sprawę, że jest to bar­dzo pro­wo­ka­cyjne sta­no­wi­sko, które ozna­cza fru­stra­cję potrzeby sym­bo­li­za­cji i (rze­komo wyja­śnia­ją­cych) opo­wie­ści. Jak zazna­czy­li­śmy pod koniec poprzed­niego pod­roz­działu, powin­ni­śmy wyczer­pu­jąco i życz­li­wie wyja­śnić swoje dzia­ła­nia, a także oka­zać zro­zu­mie­nie dla zło­ści pary, gdy owe dzia­ła­nia sil­nie akty­wują „nogę aser­tyw­no­ści”. Jeżeli w tym momen­cie prze­rwiemy w przy­ja­zny spo­sób, przej­dziemy na poziom obser­wa­tora i prze­pro­wa­dzimy mikro­ana­lizę sytu­acji wyzwa­la­ją­cej złość (w duchu pracy opi­sa­nej w pod­roz­dziale 2.8), zazna­cza­jąc ją na modelu, stwo­rzymy bli­skość tera­peu­tyczną z naci­skiem na teraź­niej­szość. Mogłoby to wyglą­dać nastę­pu­jąco: „Rozu­miem, że pani zda­niem to ważne, bym wie­dział wszystko, co chce mi pani powie­dzieć. To było bar­dzo bole­sne i chce się pani tym ze mną podzie­lić. Dla mnie jed­nak waż­niej­sze są reak­cje bie­żące, bo to za ich pomocą kształ­tu­jemy teraź­niej­szość. Czy mogę spy­tać, co pani czuje teraz, kiedy tak oschle pani prze­rwa­łem? […] Zga­dza się, to cał­ko­wi­cie nor­malne. Tak wła­śnie czuje się każdy, kogo w ten spo­sób wyha­mo­wano! To świetne wpro­wa­dze­nie do naszego modelu. Czy możemy razem wstać i spró­bo­wać to wyja­śnić?”. Następ­nie wpro­wa­dza się model, tak jak to opi­sano w następ­nym roz­dziale.

Dzięki temu para może doświad­czyć, jak wygląda pobu­dze­nie emo­cjo­nalne i jaką ulgę przy­nosi przej­ście na poziom obser­wa­tora, a tym samym w tryb Zdro­wego Doro­słego. O rze­czach się nie mówi – one się zda­rzają. Para zazwy­czaj odczuwa róż­nicę i dla­tego jest gotowa podą­żać za tera­peutą (a tym samym przejść na „nie­bie­ską” nogę). Zawsze też mode­lu­jemy, jak działa empa­tyczna kon­fron­ta­cja, jak funk­cjo­nal­nie rów­no­wa­żyć nogi „nie­bie­ską” i „czer­woną”. Oczy­wi­ście na początku musimy czę­sto cier­pli­wie prze­ry­wać, usa­dzać na krze­śle uru­cho­mione tryby radze­nia sobie i zachę­cać do jesz­cze częst­szego prze­cho­dze­nia do pozy­cji obser­wa­tora. Pomocne mogą się tu oka­zać tak zwane tech­niki eks­ter­na­li­za­cyjne opi­sane w roz­dziale 5.

Tera­pia sche­ma­tów, jak wszyst­kie tera­pie kon­tek­stu­alne czy też tera­pie trze­ciej fali, jest mocno zorien­to­wana na przy­szłość i na roz­wią­za­nia. Z tego względu podziela ich scep­tyczne podej­ście (np. tera­pii akcep­ta­cji i zaan­ga­żo­wa­nia; Hayes, Stro­sahl i Wil­son, 2013) do nar­ra­cji i orien­ta­cji na prze­szłość. Zgod­nie z tym uwa­żamy, że uwi­kła­nie w świat myśli (tzw. fuzja poznaw­cza ) jest głów­nym czyn­ni­kiem pod­trzy­mu­ją­cym dys­funk­cyjne zacho­wa­nie, podob­nie jak uni­ka­nie trud­nych emo­cji . Wyni­ka­jąca z tego nie­ela­stycz­ność znaj­duje odzwier­cie­dle­nie w sztyw­nych try­bach radze­nia sobie. Wska­zówki doty­czące zanie­dbań i błę­dów, wal­czące o zdo­by­cie prze­wagi w inter­pre­ta­cji, oraz pyta­nia o winę – jak­kol­wiek ludz­kie – prak­tycz­nie nie przy­czy­niają się do nowych, funk­cjo­nal­nych roz­wią­zań. Wręcz prze­ciw­nie, sta­no­wią prze­szkodę na dro­dze do wypra­co­wa­nia tych ostat­nich. Naszym zda­niem zaj­mo­wa­nie się prze­szło­ścią powinno słu­żyć jedy­nie powią­za­niu obec­nych wzor­ców (czyli try­bów i cykli try­bów) z wcze­śniej­szymi bole­snymi doświad­cze­niami (z dzie­ciń­stwa!). Następ­nie uwaga powinna zostać skie­ro­wana na teraź­niej­szość, aby kon­se­kwent­nie „posłać duchy z powro­tem do grobu” i – w łącz­no­ści z oby­dwoma pod­sta­wo­wymi potrze­bami – podą­żać za wybra­nymi war­to­ściami ku lep­szej przy­szło­ści.

Wspo­mniane bio­gra­ficzne powią­za­nie wzor­ców opar­tych na sche­ma­tach jest istotne. Owe wzorce (sche­maty) kształ­tują się w dzie­ciń­stwie, a my na początku nie jeste­śmy tego świa­domi. Dla­tego w nar­ra­cjach nie poja­wiają się sceny z tam­tego okresu, lecz rein­sce­ni­za­cje odby­wają się w doro­słych rela­cjach. Wyzwo­lone wów­czas uczu­cia są takie same jak w dzie­ciń­stwie, mię­dzy innymi dla­tego, że – o czym pisa­li­śmy wcze­śniej – part­ne­rów wybie­ramy zgod­nie z tymi wzor­cami. Oczy­wi­ście nieświa­domie i czę­sto wbrew świa­do­mym moty­wom!

O wiele łatwiej jest nam zapa­mię­tać oko­licz­no­ści ponow­nego ode­gra­nia naszego (wewnętrz­nego) dra­matu w związku niż pier­wot­nego dra­matu z dzie­ciń­stwa. Pro­wa­dzi to do fatal­nego przy­pi­sy­wa­nia przy­czyn nie­przy­jem­nych uczuć part­ne­rowi, który (nie­świa­domy sytu­acji z naszego dzie­ciń­stwa) czuje się nie­słusz­nie oskar­żany. Sceny, które pier­wot­nie kształ­tują sche­mat, znaj­du­jemy dopiero dzięki mostowi emo­cjo­nal­nemu przy zasto­so­wa­niu tech­niki odpły­wa­nia w prze­szłość w wyobra­że­niu, ponie­waż sceny z dzie­ciń­stwa czę­sto są zapi­sane nie w pamięci seman­tycz­nej (lub są w niej zapi­sane słabo), lecz w pamięci epi­zo­dyczno-obraz­ko­wej (Arntz i Weert­mann, 1999). Wię­cej na ten temat w roz­dziale 6.

Pro­po­no­wane przez nas podej­ście modu­łowe jest dość rady­kalne, ponie­waż na początku nie trzeba prze­pro­wa­dzać usys­te­ma­ty­zo­wa­nego wywiadu. Pod­czas pierw­szej sesji wystar­czy zebrać infor­ma­cje na temat wieku pary, zawodu, obec­nej pracy, sytu­acji rodzin­nej, w tym dzieci (wiek i imiona, aby póź­niej móc popraw­nie się do nich odno­sić), sytu­acji miesz­ka­nio­wej i finan­so­wej oraz waż­nych bie­żą­cych obcią­żeń. O te rze­czy aktyw­nie dopy­tu­jemy. Pozwala to roz­po­cząć pracę nad roz­po­zna­nym cyklem (moduły 1–4). Jeżeli w module 4 parze udaje się wejść w tryb Zdro­wego Doro­słego, nie są potrzebne dodat­kowe infor­ma­cje i można bez­po­śred­nio kon­ty­nu­ować pracę z modu­łami 9–12. We wspól­nym ćwi­cze­niu wyobra­że­nio­wym w module 9 wcho­dzimy w kon­takt z ważną, kształ­tu­jącą sche­mat sceną z dzie­ciń­stwa osoby. W razie potrzeby można wtedy dopy­tać o dodat­kowe szcze­góły bio­gra­ficzne. Tylko jeśli tryby radze­nia sobie są bar­dzo sztywne, uza­sad­nione i konieczne jest zba­da­nie tła odpo­wied­nich sche­matów (naj­le­piej w roz­mo­wach indy­wi­du­al­nych). Jed­nak rów­nież w tym przy­padku – na bazie geno­gramu sys­te­mo­wego – aktyw­nie zada­jemy pyta­nia i pra­cu­jemy z wyobra­że­niami zamiast sku­piać się na nar­ra­cjach osoby.

Zda­jemy sobie sprawę z tego, że wielu naszych kole­gów po fachu woli na początku prze­pro­wa­dzić usys­te­ma­ty­zo­wany wywiad, w tym wyko­rzy­stać różne kwe­stio­na­riu­sze. Dla celów nauko­wych (i być może także doku­men­ta­cyj­nych) może to być uza­sad­nione, a nawet nie­unik­nione. Pozo­sta­jąc jed­nak wierni naszemu kon­se­kwent­nie redu­ku­ją­cemu zło­żo­ność, nie­zwy­kle prag­ma­tycz­nemu podej­ściu, ośmie­lamy się rów­nież w tym przy­padku postę­po­wać w spo­sób bar­dzo reduk­cjo­ni­styczny, w duchu mini­mal­nej inter­wen­cji. Oczy­wi­ście moż­liwe są inne spo­soby podej­ścia.

2.10. Dlaczego połączenie sesji z parą z sesjami indywidualnymi?

Połą­cze­nie sesji z parą z sesjami indy­wi­du­al­nymi – zwłasz­cza pro­wa­dzo­nych przez jed­nego tera­peutę – rów­nież, deli­kat­nie mówiąc, budzi kon­tro­wer­sje, a dla wielu tera­peu­tów jest wręcz nie do przy­ję­cia. Zaczniemy od omó­wie­nia owego połą­cze­nia jako takiego. Wspo­mnie­li­śmy już, że w przy­padku osób z zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści w tera­pii par można szybko utknąć w miej­scu, gdy part­ne­rzy nie­ustan­nie uru­cha­miają wza­jem­nie swoje sche­maty i tryby radze­nia sobie.

Utrud­nia to otwar­cie się i przej­ście w tryb Zdro­wego Doro­słego, konieczne do ponow­nej oceny. Wpro­wa­dze­nie sesji indy­wi­du­al­nych – nawet w więk­szej licz­bie – które zgod­nie z kon­cep­cją tera­pii sche­ma­tów dla par są prze­wi­dziane dla takich osób, umoż­li­wia pracę nad sche­ma­tami w atmos­fe­rze zaufa­nia, sam na sam z tera­peutą. Wyka­zano, że tera­pia sche­ma­tów sto­so­wana w takim set­tingu sta­nowi sku­teczne podej­ście trans­dia­gno­styczne w przy­padku prak­tycz­nie wszyst­kich zabu­rzeń oso­bo­wo­ści (zob. prze­gląd w: Roedi­ger i Zarbock, 2015). Aby oce­nić wpływ sesji indy­wi­du­al­nych na rela­cję, sesje z parą mogą się odby­wać w okre­ślo­nych odstę­pach czasu (np. co trzy lub cztery sesje). Jeśli obje part­ne­rzy zma­gają się z zabu­rze­niami oso­bo­wo­ści czy też zabu­rze­niami inte­rak­cji, można przez dłuż­szy czas pro­wa­dzić z oboj­giem sesje indy­wi­du­alne, któ­rych inten­syw­ność i czas trwa­nia odpo­wia­dają stan­dar­do­wej tera­pii indy­wi­du­al­nej.

Trzeba przy­znać, że jest to dość zło­żony set­ting, nasu­wa­jący pewne pyta­nia, na które odpo­wiemy poni­żej. Umoż­li­wia on jed­nak dal­szą pracę z parą, która w prze­ciw­nym razie prze­rwa­łaby tera­pię. To wła­śnie takie pary naj­bar­dziej potrze­bują naszej pomocy! Wyzwa­nie jed­nak jest ogromne, ponie­waż musimy stale zmie­niać per­spek­tywę i na prze­mian dostra­jać się emo­cjo­nal­nie do jed­nego i dru­giego part­nera. Oczy­wi­ście zawsze w pew­nym stop­niu przyj­mu­jemy per­spek­tywę osoby, z którą pra­cu­jemy w danym momen­cie. Następ­nie prze­no­simy tę per­spek­tywę na sesję indy­wi­du­alną z dru­gim part­ne­rem, pod­czas któ­rej ta sama sytu­acja opi­sy­wana jest z prze­ciw­nego punktu widze­nia. W ten spo­sób odzwier­cie­dla się w nas obraz doświad­czeń obojga part­ne­rów, który nie­jako syn­chro­ni­zu­jemy w sobie. Celem jest „zrów­no­wa­żona stron­ni­czość”. Potem zaś wno­simy rezul­tat tego pro­cesu na sesje indy­wi­du­alne z drugą stroną, do czasu gdy part­ne­rzy oboje będą w sta­nie przy­jąć per­spek­tywę dru­giego pod­czas wspól­nych sesji. Gdy ten etap zosta­nie osią­gnięty, para jest w try­bie Zdro­wego Doro­słego w wystar­cza­ją­cym stop­niu, by kon­ty­nu­ować pracę w ramach zorien­to­wa­nych na roz­wią­za­nie modu­łów 9–12. Oczy­wi­ście tak kom­plek­sowa tera­pia zaj­muje porów­ny­walną ilość czasu do tera­pii indy­wi­du­alnej, cho­ciaż zwy­kle da się czy­nić postępy wcze­śniej lub szyb­ciej. Nie jest to jed­nak tera­pia krót­ko­ter­mi­nowa!

2.11. Dlaczego jeden terapeuta?

Czę­ściowo ma to zwią­zek z kwe­stią omó­wioną w poprzed­nim pod­roz­dziale. Po pro­stu nie da się prze­ka­zać wszyst­kich infor­ma­cji z poszcze­gól­nych sesji indy­wi­du­al­nych dru­giemu tera­peu­cie pra­cu­ją­cemu z dru­gim part­ne­rem. Wspo­mniana powy­żej syn­chro­ni­za­cja jest prak­tycz­nie nie­moż­liwa w przy­padku dwojga tera­peu­tów. Ze względu na zazna­czoną na początku roz­działu ten­den­cję do bycia kształ­to­wa­nym przez subiek­tyw­ność klienta dwoje tera­peu­tów szybko pro­wa­dzi do wzmoc­nie­nia strony auto­no­mii bar­dziej niż strony przy­wią­za­nia. Nie bez powodu mówi się, że jeśli ktoś chce się roz­wieść moż­li­wie szybko, powi­nien roz­po­cząć budowę domu lub pod­jąć tera­pię (indy­wi­du­alną). Jeżeli w dodatku tera­pię pary pro­wa­dzi osoba trze­cia, ist­nieje ryzyko, że praca indy­wi­du­alna będzie dzia­łać na nie­ko­rzyść zorien­to­wa­nej na rela­cję tera­pii pary. Czę­sto dzieje się to bez otwar­tego poru­sze­nia tego tematu, ponie­waż klienci zazwy­czaj mało mówią o swo­ich tera­piach (a czy powinni?).

Cie­ka­wym roz­wią­za­niem byłoby pro­wa­dze­nie przez oboje tera­peu­tów indy­wi­du­al­nych sesji tera­pii pary, pod­czas któ­rych reali­zo­wano by funk­cję „syn­chro­ni­za­cji”. Podej­rze­wamy, że pro­ces ten mógłby zostać skom­pli­ko­wany przez dodat­kowy poziom inte­rak­cji pary tera­peu­tycz­nej, i oczy­wi­ście byłby kosz­tow­niej­szy. Uwa­żamy, że zalety prze­wa­żają nad wadami, jeśli tera­peu­tom w naszym modelu udaje się prze­cho­dzić od naprze­mien­nej stron­ni­czo­ści do inte­gru­ją­cej, zrów­no­wa­żo­nej postawy, któ­rej ów model służy. Tera­peuta jest kata­li­za­to­rem tych pro­ce­sów.

Rolą tera­peuty jest jak naj­lep­sze odwzo­ro­wa­nie świata doświad­czeń osoby, z którą wła­śnie pra­cuje, aby przy­stęp­nie prze­ka­zać go dru­giej stro­nie. Z punktu widze­nia kon­cep­cji men­ta­li­za­cji (Fonagy, Jurist, Ger­gely i Tar­get, 2008) tera­peuta, dzięki zdol­no­ści do tejże men­ta­li­za­cji, pełni funk­cję pomo­stu mię­dzy świa­tami doświad­czeń part­ne­rów, umoż­li­wia­jąc im poprawę owej zdol­no­ści poprzez jej mode­lo­wa­nie. Para kon­ty­nu­uje ten pro­ces w ramach kon­struk­tyw­nych roz­mów part­ner­skich, które poma­gają pod­trzy­mać go na co dzień, dopóki tera­peuta nie prze­sta­nie być potrzebny.

Nie należy zapo­mi­nać, że jest to bar­dzo trudne zada­nie. Wszak rów­nież my, tera­peuci, mamy swoje sche­maty i pre­fe­ro­wane tryby radze­nia sobie, na doda­tek nie zawsze jeste­śmy w try­bie Zdro­wego Doro­słego. Jed­nakże nie jest to wcale konieczne! Wręcz prze­ciw­nie, para uczy się na pod­sta­wie naszych błę­dów i nie­do­sko­na­ło­ści oraz spo­sobu radze­nia sobie z nimi. O wiele waż­niej­sze od uni­ka­nia błę­dów i dąże­nia do per­fek­cji jest bycie dobrym wzo­rem do naśla­do­wa­nia, jeśli cho­dzi o przy­zna­wa­nie się do pomy­łek, prze­pra­sza­nie i pod­cho­dze­nie do innych w spo­sób zorien­to­wany na rela­cje zamiast usztyw­nia­nia się w posta­wie aser­tyw­nej. Nie każ­demu to odpo­wiada i rozu­miemy, że ktoś może woleć bar­dziej zdy­stan­so­waną formę tera­pii. Ist­nieją ku temu uza­sad­nione powody.

Zasad­ni­czo powin­ni­śmy prze­ka­zać parze, że uni­ka­nie kon­flik­tów w żad­nym wypadku nie sta­nowi dobrego pro­gno­styku uda­nego związku (Got­t­man, 1999). O wiele waż­niej­sza jest zdol­ność i dobra wola do ponow­nego zbli­że­nia lub pod­ję­cia pozy­tyw­nych inte­rak­cji po kon­flik­cie (w naszym języku: do sta­nię­cia na „nie­bie­skiej” nodze).

Cele zwią­zane ze zbli­że­niem są gene­ral­nie łatwiej­sze do osią­gnię­cia niż cele zwią­zane z uni­ka­niem (Grawe, 2004). Naj­waż­niej­szym, czego potrze­bują tera­peuci, jest przy­tom­ność umy­słu (obec­nie czę­sto nazy­wana uważ­no­ścią), dogłębna zna­jo­mość wła­snych sche­ma­tów i try­bów, wyraźna goto­wość do cią­głego kwe­stio­no­wa­nia sie­bie i podej­ście rów­no­ściowe (jak równy z rów­nym; Bate­son, 2000). Gdy pod­czas sesji docho­dzi do kon­fliktu, co – jak wspo­mnie­li­śmy – jest zde­cy­do­wa­nie pożą­dane, stwa­rza to oka­zję do prze­rwa­nia bie­żą­cej pracy oraz mode­lo­wego (na sto­jąco) prze­ana­li­zo­wa­nia i roz­wią­za­nia sytu­acji w try­bie Zdro­wego Doro­słego. Sekwen­cje tego rodzaju pracy pod­czas sesji oka­zują się szcze­gól­nie owocne. Part­ner­skie zacho­wa­nie tera­peuty – które nasila się w toku tera­pii – rów­no­waży począt­kową dyrek­tyw­ność, aby wzmoc­nić auto­no­mię pary.

2.12. Jak postępować z tajemnicami i poufnością?

Teraz zrobi się naprawdę inte­re­su­jąco (i kon­tro­wer­syj­nie), ponie­waż istotne war­to­ści pracy tera­peu­tycz­nej wejdą ze sobą w kon­flikt. Czy pod­czas sesji indy­wi­du­al­nej waż­niej­sza jest dla nas lojal­ność wobec nie­obec­nego part­nera, czy też chcemy uzy­skać jak naj­wię­cej infor­ma­cji – nie­za­leż­nie od tego, co zro­bimy z tą wie­dzą? Czy możemy na­dal być odpo­wied­nio otwarci wobec strony nie­obec­nej, jeśli sta­niemy się powier­ni­kami tajem­nicy? A może chcemy tylko bawić się w Boga i wszystko wie­dzieć, a przy tym bra­kuje nam powścią­gli­wo­ści? Roz­wa­żymy to na przy­kła­dzie romansu, lecz nasze reflek­sje odno­szą się do wszel­kich tajem­nic, doty­czą­cych choćby dużych strat finan­so­wych, utraty pracy, uza­leż­nie­nia, popeł­nie­nia prze­stęp­stwa, postę­po­wa­nia kar­nego czy próby szan­tażu.

Pod­czas sesji indy­wi­du­al­nej Susanne powie­działa tera­peu­cie, że zadu­rzyła się w swoim kole­dze i raz z nim współ­żyła. „Chcia­łam panu o tym powie­dzieć, ponie­waż mam bar­dzo mie­szane uczu­cia i sama już nie wiem, czego chcę. Ale pro­szę pod żad­nym pozo­rem nie mówić o tym Pete­rowi. Nie chcę, żeby on się dowie­dział, ponie­waż muszę naj­pierw sama zro­zu­mieć, co się dzieje. Czy możemy zacho­wać to dla sie­bie i roz­ma­wiać o tym tylko pod­czas sesji indy­wi­du­al­nych?”.

Ponie­waż nie mamy w tej spra­wie jed­nego zda­nia, przed­sta­wimy teraz nasze roz­bieżne sta­no­wi­ska, pozo­sta­wia­jąc czy­tel­ni­kom usto­sun­ko­wa­nie się do nich.

2.12.1. Stanowisko zorientowane na proces – Eckhard Roediger

Według mnie sytu­acja przed­sta­wia się nastę­pu­jąco: jeśli powiem parze, że prze­ka­zaną mi infor­ma­cją o roman­sie muszę natych­miast się podzie­lić z drugą stroną, ponie­waż nie mogę lub nie chcę być powier­ni­kiem tajem­nicy, ist­nieje ryzyko, że w ogóle się o nim nie dowiem. Wów­czas nie­moż­liwe będzie poru­sze­nie w roz­mo­wie bar­dzo waż­nego ele­mentu obrazu związku. Praca będzie się odby­wała w try­bie „na niby”. Moim zda­niem nie da się wów­czas roz­wią­zać takiego pro­blemu. Aby móc prze­ana­li­zo­wać sytu­ację w kon­tek­ście modelu wspól­nie z osobą mającą romans, pro­po­nuję serię sesji indy­wi­du­al­nych. W cza­sie sesji z parą można to prze­ka­zać w nastę­pu­jący spo­sób: „Susanne, odno­szę wra­że­nie, że nie jest pani w sta­nie emo­cjo­nal­nie się otwo­rzyć. Wobec tego pro­po­nuję, żeby­śmy popra­co­wali nad tym w cza­sie kilku spo­tkań indy­wi­du­al­nych, a następ­nie omó­wili rezul­tat tej pracy pod­czas wspól­nej sesji. Czy wszy­scy zga­dzają się na takie roz­wią­za­nie?”. Celem jest roz­po­zna­nie, jaką funk­cję pełni romans dla danej osoby i dla związku (zob. roz­dział 11). Gdy funk­cja ta zosta­nie roz­po­znana i zro­zu­miana, ist­nieje kilka spo­so­bów postę­po­wa­nia.