119,90 zł
Terapia par to trudne i złożone zagadnienie, jednakże autorzy niniejszego podręcznika, czerpiąc ze swojego wieloletniego doświadczenia, przedstawiają model, który w bardzo spójny i przejrzysty sposób łączy złożoność terapii schematów z dynamiką pracy z parą. Proponują rozwiązanie spajające dwa mocno zakorzenione w terapii par paradygmaty: podejście zorientowane na autonomię i zróżnicowanie oraz podejście zorientowane na przywiązanie.
Opisany w książce model pracy obejmuje 12 modułów ułożonych tak, aby para mogła najpierw nauczyć się rozpoznawać własny cykl trybów, następnie przepracować indywidualne trudności każdej ze stron, a finalnie pogłębić więź emocjonalną i wypracować bardziej przystosowawcze sposoby rozwiązywania konfliktów.
Cały proces ilustrują liczne przykłady konkretnych interwencji terapeutycznych, a wszystko uzupełnia opis wielu przydatnych narzędzi. Ważne dopełnienie stanowi omówienie zagadnień takich jak zdrada, znużenie i stagnacja czy dynamika par tworzonych przez osoby z różnych kręgów kulturowych i religijnych.
Ten wyjątkowy, pierwszy w języku polskim podręcznik terapii schematów dla par zawiera treści wartościowe zarówno dla osób zaczynających pracę z parami, jak i dla psychoterapeutów z dużym doświadczeniem w tym zakresie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 382
Tytuł oryginału: Paare bewegen. Schematherapie mit Paaren in der Praxis
Copyright © dgvt-Verlag, 2021
First published in Germany in the German language in 2021 by dgvt-Verlag Hechinger Str. 203, 72072 Tübingen, Germany www.dgvt-verlag.com All rights reserved.
Copyright © for the Polish edition by Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne sp. z o.o., Sopot 2022
Wszystkie prawa zastrzeżone. Książka ani jej część nie może być przedrukowywana ani w żaden sposób reprodukowana lub odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego.
Wydanie pierwsze w języku polskim 2024 rok
Przekład: Maciej Dąbrowski, Kinga Mirska Redaktorka prowadząca: Patrycja Pacyniak Redakcja merytoryczna: Paweł Górny Redakcja: Karolina Bączek, Patrycja Pacyniak Korekta: zespół Projekt okładki: Monika Pollak Zdjęcie na okładce: © Getty Images
ISBN 978-83-8258-023-5
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne sp. z o.o. ul. J. Bema 4/1a, 81–753 Sopot e-mail: [email protected], www.gwp.pl
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Dr Arnoud Arntz – profesor psychologii klinicznej na Uniwersytecie Amster-damskim. Prowadzi badania podstawowe i stosowane w obszarze traumy i zaburzeń osobowości. Kierował kilkoma szeroko zakrojonymi randomizowanymi badaniami kontrolowanymi dotyczącymi reskrypcji wyobrażeniowej i terapii schematów. Pracuje z klientami jeden dzień w tygodniu w PsyQ, klinice w Amsterdamie. Był redaktorem „Journal of Behavior Therapy and Experimental Psychiatry”. Kontakt: [email protected].
Dr Amir Askari – urodził się w Iranie, doktorat z psychologii obronił na Uniwersytecie w Mysore (Indie). Certyfikowany zaawansowany terapeuta schematów (International Society of Schema Therapy), superwizor i trener. Założyciel i kierownik Iranian Institute of Schema Therapy, kierownik Center for Advanced Studies in Mental Health. Obszary badawcze: terapia schematów, studia międzykulturowe, badania psychospołeczne i psychologia ewolucyjna. Kontakt: dramira[email protected].
Sezen Çamkiran – urodzona na Cyprze psycholożka kliniczna. Pracuje w centrum terapeutycznym w holenderskim Leiden z migrantami i ekspatami z Turcji. Brała udział w projekcie humanitarnym dla syryjskich uchodźców i osób ubiegających się o azyl w Stambule. Kontakt: camkiran[email protected].
Dr Eva Frank-Noyon – psycholożka i psychoterapeutka, wykładowczyni i superwizorka terapii behawioralnej, terapii par, terapii seksuologicznej i terapii schematów w różnych instytutach szkoleniowych i ośrodkach doskonalenia zawodowego. Po latach pracy w poradni we Frankfurcie, gdzie oferowała terapię par i poradnictwo seksuologiczne, w 2007 roku założyła własną praktykę psychoterapeutyczną. Przeszła szkolenia z zakresu terapii behawioralnej, systemowej terapii seksuologicznej i terapii schematów. Kontakt: pra[email protected].
Dr Leo Goetstouwers – główny klinicysta zajmujący się zaburzeniami osobowości i problemami seksuologicznymi w PsyQ, klinice dziennej w Amsterdamie. Wykwalifikowany terapeuta systemowy i terapeuta schematów. Wcześniej pracował w obszarze gerontologii oraz biseksualności, jak również publikował prace na te tematy. Kontakt: l.goetsto[email protected].
Dr Iwan Gorbaczow – neurolog, psychiatra, certyfikowany terapeuta schematów (International Society of Schema Therapy). Pracuje w prywatnej praktyce psychoterapeutycznej w Petersburgu. Kontakt: ivanho[email protected].
Julia Hinrichs – psychoterapeutka, wykładowczyni i superwizorka terapii behawioralnej oraz terapii schematów (indywidualnej i par) w różnych instytutach szkoleniowych i ośrodkach doskonalenia zawodowego. Prowadzi praktykę psychoterapeutyczną we Frankfurcie nad Menem. Przeszła szkolenia z zakresu terapii behawioralnej i terapii schematów. Kontakt: mail@vtpraxis-hinrichs.de.
Dr Jaana Markela-Lerenc – urodzona w Finlandii psycholożka, psychoterapeutka, wykładowczyni, superwizorka i trenerka rozwoju osobistego. Przez wiele lat pracowała w Instytucie Psychologii na Uniwersytecie w Heidelbergu oraz w Zentralinstitut für Seelische Gesundheit w Mannheimie, a od 2008 roku prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną. Przeszła szkolenia z zakresu terapii behawioralnej i terapii schematów. Kontakt: praxis@psychotherapie-markela.de.
Maria Meise – psycholożka, psychoterapeutka behawioralna, wykładowczyni i superwizorka terapii behawioralnej oraz terapii schematów (indywidualnej i par). Pracowała jako specjalistka ds. rozwoju personelu oraz biegła w dziedzinie prawa socjalnego, a od 2007 roku prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną. Przeszła szkolenia z zakresu terapii behawioralnej, EMDR i terapii schematów. Kontakt: info@praxis-meise.de.
Birgit Melles – psycholożka i psychoterapeutka, akredytowana superwizorka i trenerka rozwoju osobistego w Psychotherapeutenkammer Nordrhein-West-falen, wykładowczyni i superwizorka terapii schematów i terapii behawioralnej w różnych instytutach szkoleniowych oraz ośrodkach doskonalenia zawodowego. Pracowała na Uniwersytecie Heinricha Heinego w Düsseldorfie, a od 2006 roku prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną. Przeszła szkolenia z zakresu terapii schematów dla par, EMDR, hipnoterapii oraz terapii nastawionej na klienta według Sachsa. Kontakt: bmelles@therapie-ddorf.de.
Abnoos Moslehi – urodzona w Iranie psycholożka i menedżerka projektów. Obecnie pracuje w Kanadzie, do 2015 roku prowadziła własną praktykę psychologiczną w Iranie, wcześniej studiowała i pracowała klinicznie w Polsce oraz była menedżerką projektów na Węgrzech. Kontakt: [email protected].
Dr Annett Neudecker – psycholożka i psychoterapeutka, wykładowczyni, superwizorka i trenerka rozwoju osobistego w różnych instytutach szkoleniowych. Pracowała naukowo w klinice Universitätsklinikum Hamburg-Eppendorf oraz w Instytucie Psychiatrii Maxa Plancka w Monachium, a także jako psycholożka w szpitalu w Landshut. Przeszła szkolenia z zakresu terapii behawioralnej i terapii schematów. Obecnie prowadzi prywatną praktykę (terapia schematów indywidualna i dla par). Kontakt: neudecker@verhaltenstherapielandshut.de.
Dr Angelika Neumann – psycholożka i psychoterapeutka, superwizorka i wykładowczyni terapii behawioralnej w kilku instytutach szkoleniowych, a także wykładowczyni i superwizorka terapii schematów. Od 2017 roku prowadzi prywatną praktykę w Ulm. Jest kierowniczką Instituts für Schematherapie w Ulm. Wcześniej przez wiele lat pracowała w klinice psychosomatycznej Roseneck w Prien i jako zastępczyni kierownika instytutu w centrum psychoterapii w Stuttgarcie. Specjalizuje się w terapii zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, zaburzeń lękowych i zaburzeń osobowości. Jest autorką publikacji na temat zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, superwizji i terapii schematów. Kontakt: kon[email protected].
Dr Alexander Noyon – psycholog i psychoterapeuta, profesor psychologii w pracy socjalnej na Uniwersytecie Mannheim, wykładowca i superwizor terapii behawioralnej i logoterapii w różnych instytutach szkoleniowych oraz ośrodkach doskonalenia zawodowego. Przez wiele lat pracował w klinikach i na Uniwersytecie Johanna Wolfganga Goethego we Frankfurcie nad Menem, a od 2000 roku prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną. Przeszedł szkolenia z zakresu terapii behawioralnej oraz logoterapii – analizy egzystencjalnej. Kontakt: a.noyon@hs-mannheim.de.
Dr Eckhard Roediger – neurolog, psychiatra i psychoterapeuta, wykładowca i superwizor terapii behawioralnej i terapii schematów. Dyrektor Institut für Schematherapie we Frankfurcie. Członek założyciel, były przewodniczący, a obecnie członek honorowy International Society of Schema Therapy. Założyciel i były kierownik oddziału psychosomatycznego w berlińskim szpitalu Havelhöhe, od 2007 roku prowadzi prywatną praktykę we Frankfurcie nad Menem. Przeszedł szkolenia z zakresu terapii psychodynamicznej i terapii behawioralnej. Kontakt: kontakt@eroediger.de.
Dr Matias Valente – psychoterapeuta, trener i superwizor terapii behawioralnej i terapii schematów, wykładowca i superwizor w kilku instytutach szkoleniowych. Od 2014 roku współkierownik Stuttgarter Instituts für Schematherapie. W latach 2005–2019 pracował w klinice psychosomatyki w centrum psychiatrycznym w Weinsbergu, ostatnio jako główny psycholog. Pełniąc tę funkcję, stworzył i wdrożył oparty na terapii schematów program leczenia w warunkach stacjonarnych. Od 2019 roku prowadzi własną praktykę psychoterapeutyczną. Jego zainteresowania badawcze obejmują zaburzenie osobowości typu borderline i stacjonarną terapię schematów. Jest autorem i współautorem wielu publikacji, w tym książek: Störungsspezifische Schematherapie, Selbstregulation und Impulskontrolle mit Schematherapie aufbauen oraz Schematherapie. Kontakt: valente.psychothera[email protected].
Latem i jesienią 2020 roku, na łamach czasopisma „Verhaltenstherapie & psychosoziale Praxis”, mieliśmy sposobność przedstawić dwa kluczowe zagadnienia z zakresu terapii schematów dla par, bazujące na koncepcji modułowej naszego autorstwa. Ku naszej radości wydawnictwo dgvt-Verlag zaproponowało nam wydanie obu opracowań, uzupełnionych o dodatkowe treści, w formie książki. Zawarte w niniejszej książce omówienie modułowej metody pracy terapeutycznej nie stanowi kompleksowego opisu zastosowania terapii schematów w pracy z parami. Metoda ta opiera się zarówno na podstawowych zasadach terapii schematów dla par (zob. Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015), jak i na założeniach i technikach wykorzystywanych w terapii indywidualnej. Kwestionuje niektóre konwencjonalne paradygmaty terapeutyczne, podobnie jak w indywidualnej terapii schematów. Budowa modułowa może nie być szczególnie bliska wielu terapeutom. Można rozpoznać w niej ducha protokołów terapii behawioralnej. Moduły mają oczywiście elastyczny charakter i są dostosowywane do przebiegu procesu terapeutycznego. W razie potrzeby praca terapeutyczna podczas sesji skupia się na pogłębieniu rozumienia historii klienta, jak również na indywiduacji i samoakceptacji.
Terapia par jest bardziej złożona niż terapia indywidualna. Dlatego też podjęliśmy próbę obniżenia poziomu jej złożoności, w związku z czym: (1) Praca przebiega zgodnie z uproszczonym modelem, który opiera się na założeniach ogólnopsychologicznych, dzięki czemu staje się zrozumiały i akceptowalny dla pary. (2) Praca koncentruje się w pierwszej kolejności na tych interakcjach, które uwidaczniają się podczas sesji i są zauważalne dla wszystkich, dzięki czemu ma charakter konkretny. Wychodzimy z założenia, że interakcje widoczne podczas sesji są charakterystyczne dla pary i w związku z tym reprezentatywne dla głównego problemu. (3) Zgodnie z koncepcją minimalnych interwencji zorientowanych na rozwiązanie detale biograficzne, narracje pary czy treść poszczególnych kłótni – przynajmniej z początku – nie są zgłębiane. Przyczynia się to do większej przejrzystości pracy. (4) Gdy okazuje się to sensowne bądź konieczne, pogłębioną pracę terapeutyczną podejmuje się na późniejszych etapach.
Opisane przez nas podejście obejmuje dwanaście modułów, które składają się na proces. Stanowią one „rozkład jazdy” w rękach praktyka, którego zadaniem jest wyznaczenie kierunku pracy i zadbanie o poczucie bezpieczeństwa. Realizacja kolejnych powiązanych ze sobą modułów pomaga parze przerwać błędne koło dysfunkcyjnych interakcji, osiągnąć wewnętrzną równowagę i podjąć konstruktywny, oparty na wzajemnym szacunku dialog. Dopiero potem para może pracować nad zgłaszanymi problemami w sposób zorientowany na rozwiązanie bez ciągłych powrotów do dysfunkcyjnych wzorców.
Owa modułowa metoda pracy została opisana szczegółowo, w praktyczny sposób w pierwszej części książki. Z kolei w części drugiej omawiamy konkretne trudne kwestie (np. postępowanie w przypadku romansu), uwzględniając także aspekty międzykulturowe, gdyż na terapię zgłasza się coraz więcej par dwunarodowych. W ostatnim rozdziale przedstawiamy zaś projekt badania pilotażowego prowadzonego w Amsterdamie nad włączaniem do terapii indywidualnej partnerów osób z zaburzeniami osobowości. Badanie to bardzo nas cieszy, gdyż przedstawienie spójnej koncepcji to jedno, a udowodnienie jej w sposób empiryczny – to zupełnie co innego.
Proponując przedstawioną w niniejszej książce integracyjną, ale miejscami też prowokacyjno-dyrektywną metodę pracy terapeutycznej, pragniemy wzbogacić dyskusję toczącą się w obszarze terapii i poradnictwa par. Chcemy przy tym podkreślić konieczność stworzenia przestrzeni dla wyrażania kontrowersyjnych stanowisk, których istnienie jest uzasadnione.
Życzymy przyjemnej lektury!
Eckhard Roediger i Eva Frank-NoyonFrankfurt nad Menem
Rozdział 1
Miejsce terapii schematów dla par na gruncie terapii par
Alexander Noyon
Rozróżnienie między przywiązaniem a autonomią odgrywało szczególną rolę w terapii schematów dla par na przestrzeni ostatnich lat (Hardy i Fischer, 2018). Stanowisko zwolenników przywiązania wydaje się słuszne oraz odpowiednio ugruntowane zarówno w badaniach, jak i w praktyce. Postrzegają oni budowanie bądź wzmacnianie bezpiecznej więzi między partnerami jako kluczowy element, zapewniający parze pomocne wsparcie (Johnson, 2019; Gottman 2015). Z kolei rzecznicy autonomii podkreślają znaczenie procesów samostanowienia i zróżnicowania każdego z partnerów, jeśli chodzi o wpływ na rozwój związku (Schnarch, 2011; Clement, 2021; Retzer, 2004). Jak twierdzi Jared R. Anderson (2020), to głównie zamieszanie definicyjne doprowadziło do tego, że orientacja na autonomię odgrywała bardzo niewielką rolę na gruncie terapii par. Miało to związek z tym, że autonomia i zróżnicowanie były w najgorszym wypadku błędnie rozumiane – jako rażący indywidualizm bądź dążenie do wrogiej wobec przywiązania separacji. Na pierwszy rzut oka perspektywy te mogą nawet wydawać się niezgodne, przynajmniej na poziomie teoretycznym. Jay Lebow (2014) wskazuje teoretyczną kontrowersję „przywiązanie versus autonomia” jako obszar problemowy w rozwoju integracyjnych sposobów podejścia w terapii par. Integracja jednak bardzo wyraźnie odpowiada perspektywie psychoterapeutów praktyków. William M. Pinsof z zespołem opracował teoretyczny metamodel, który przedstawia konkretne kryteria integracji rozbieżnych teorii i strategii, umożliwiając odpowiednie wdrożenie takich wysiłków (Pinsof i in., 2018). Również autorzy poszczególnych rozdziałów niniejszej książki uważają, że orientację na autonomię z jednej strony i nacisk na przywiązanie z drugiej można łatwo zintegrować z praktyką terapii par, a nawet zakładają, że zbyt jednostronne i konsekwentne podkreślanie jednego z tych dwóch biegunów może poważnie utrudniać pracę terapeutyczną. Z naszej perspektywy terapia schematów stanowi idealny punkt wyjścia takiego podejścia integracyjnego. Zanim jednak przejdę do bliższego jej omówienia, chciałbym dokładniej opisać obydwa bieguny rozwiązań skoncentrowanych na zróżnicowaniu i przywiązaniu. Pozwoli to ustanowić ramy dla integracyjnego podejścia terapii schematów.
Ponad czterdzieści lat temu Murray Bowen (1978) wprowadził pojęcie zróżnicowania (dyferencjacji), aby wyjaśnić zdrowe funkcjonowanie nie tylko jednostek, ale także par, rodzin i społeczeństw (Hardy i Fisher, 2018, s. 560). Co ciekawe, koncepcja dyferencjacji Ja uwzględnia zarówno aspekty intrapsychiczne, jak i interpersonalne: na poziomie intrapsychicznym duży stopień zróżnicowania wiąże się ze stabilną pozycją Ja, którą można utrzymać nawet w zmieniających się kontekstach lub ważnych relacjach; z perspektywy interpersonalnej zróżnicowanie odnosi się do zdolności doświadczania zarówno bliskości z innymi, jak i autonomii. W tym sensie od osób o wysokim poziomie samodyferencjacji oczekuje się, że będą w stanie z jednej strony przyjąć postawę autonomiczną w bliskich relacjach bez obawy przed natychmiastowym porzuceniem, a z drugiej – pozwolić na bliskość bez obawy, że zostaną przejęte przez drugą stronę (Skowron, 2000). Już w tym miejscu rysuje się możliwość zintegrowania autonomii i przywiązania, choć terapeuci par pracujący w podejściu zorientowanym na zróżnicowanie generalnie bardziej koncentrują się na autonomii.
Jako przykład orientacji na autonomię i zróżnicowanie w terapii par krótko opiszę podejście Davida Schnarcha (2011), jednego z najbardziej znanych na świecie terapeutów par i seksuologów. Koncentruje się on na indywidualnym rozwoju osobistym każdego z partnerów, postrzegając w tym warunek osiągnięcia bliskości w związku. Jego zdaniem brak zróżnicowania partnerów powoduje, że uzależniają oni swoją samoocenę czy tożsamość od potwierdzenia ze strony drugiej osoby, przez co mają skłonność do obciążania relacji błędnymi wymaganiami. Schnarch (2011) wyraźnie nawiązuje do modelu zróżnicowania Bowena (1978), jednak rozwija go w ramach własnej operacjonalizacji, proponując tak zwaną próbę ogniową czterech filarów równowagi (Schnarch, 2011; Schnarch i Regas, 2012). Owe cztery filary to:
Stabilne i jednocześnie elastyczne Ja
– osoba z takim Ja zachowuje swoją tożsamość psychiczną nawet pod presją zewnętrzną, a jednocześnie jest gotowa do zmiany w sytuacji, gdy ma ku temu przekonujące i rozsądne powody.
Cichy umysł i spokojne serce
– umożliwiają skuteczne samoukojenie emocjonalne i regulację silnych emocji bez konieczności dominacji czy podporządkowywania się innym.
Wyważone reakcje
– umiejętność reagowania na prowokacje i trudne okoliczności w sposób wyważony, czyli ani nie nadmiernie gwałtowny, ani nie unikowy.
Rozsądna wytrwałość
– z jednej strony zaangażowanie w ważne cele, również gdy ich realizacja jest trudna i może wymagać wyjścia ze strefy komfortu, z drugiej strony uznanie, że lepiej zaniechać wysiłków, gdy te okazują się bezowocne.
W koncepcjach zorientowanych na zróżnicowanie wyraźnie podkreśla się autonomię i samorozwój jako aspekty kluczowe, co wiąże się między innymi z dobrymi umiejętnościami samoregulacji. Uważa się je za konieczne do tego, by nie uzależniać własnego funkcjonowania od innych i nie postrzegać siebie jako osoby zależnej. Uzasadnia się to tym, iż rzeczywista lub postrzegana zależność może prowadzić do takich zachowań wobec partnera, które będzie determinował lęk przed zbyt dużym dystansem (w skrajnych przypadkach przed opuszczeniem) bądź lęk przed zbyt dużą bliskością (w skrajnych przypadkach przed niemożnością utrzymania własnych granic w relacji z drugą osobą). Można powiedzieć, że w takiej sytuacji para nie będzie w stanie autentycznie budować związku, ponieważ obie strony będą do tego stopnia skoncentrowane na samoobronie, iż uniemożliwi im to prawdziwe spotkanie. Dopiero pokazanie siebie partnerowi takim, jakim się jest, niezależnie od reakcji czy oceny tegoż partnera, umożliwia autentyczną i intensywną relację. Tylko wtedy możliwe są dojrzała miłość i prawdziwa bliskość.
Jak już wspomniałem, koncentrację przede wszystkim na funkcjonowaniu partnerów zamiast na samej więzi można spotkać nie tylko u Schnarcha, ale także u innych autorów. Przykładowo podejście Petera Titelmana (2014) do terapii par bazuje na teorii zróżnicowania Bowena (1978). W praktyce terapeutycznej koncentracja na indywidualnym zróżnicowaniu i jego wspieranie znajdują odzwierciedlenie już w samej formie pracy terapeutycznej. Po wstępnych sesjach z parą terapia zasadniczo odbywa się w formie naprzemiennych sesji indywidualnych, ponieważ zróżnicowanie Ja jest postrzegane jako proces osobisty.
Znany w Niemczech terapeuta par Ulrich Clement (2014a, 2021) w swoich opisach dynamiki pary skupia się na indywidualnym profilu seksualnym, co w dużym stopniu przypomina teorię zróżnicowania, wyspecjalizowaną jednak w obszarze seksualności.
Opisane koncepcje niewątpliwie są istotne w terapii par, ponieważ wyraźnie podkreślają odpowiedzialność jednostki oraz jej wkład w sukces związku. Nie ulega jednak wątpliwości, że potrzeba przywiązania – jako wrodzona potrzeba podstawowa – odgrywa nadrzędną rolę w rozumieniu partnerstwa, wobec tego na szczególną uwagę zasługują stanowiska akcentujące przywiązanie.
U podstaw modeli terapii par skoncentrowanych na przywiązaniu leży – co nie jest zaskakujące – teoria przywiązania, która jest kojarzona głównie z nazwiskiem Johna Bowlby’ego (1978). Punkt wyjścia wszelkich badań nad teorią przywiązania stanowi więź emocjonalna między dzieckiem a opiekunem (na początku badań nad przywiązaniem była to matka, później również inni opiekunowie). Już w latach osiemdziesiątych XX wieku Cindy Hazan i Phillip Shaver (1987) zaobserwowali, że wzorce przywiązania dorosłych będących w związku można rozumieć analogicznie do wzorców przywiązania, które znamy z badań nad niemowlętami. Podobnie jak w dzieciństwie można tu wyróżnić trzy główne style reakcji na postrzeganą utratę więzi emocjonalnej: z głośnymi protestami i chęcią zwrócenia na siebie uwagi, z niepewną i unikową cichą rezygnacją bądź z dojrzałym zbliżeniem do partnera w obliczu więzi doświadczanej jako bezpieczna. Poza rozróżnieniem owych stylów – z których pierwsze dwa są problematyczne, a trzeci stanowi cel oddziaływań terapeutycznych – ważne jest również zwrócenie uwagi na rolę ewolucji w genezie przywiązania. Dzięki temu można trafnie wyjaśnić intensywne emocje, które często towarzyszą konfliktom w związku: utrata przywiązania oznacza walkę o przetrwanie, przez co krytyczne sytuacje mogą stanowić źródło niezwykle silnych reakcji emocjonalnych. Można by również powiedzieć, że mają silny efekt wyzwalający. W przeciwieństwie do niemowląt dorośli dysponują szerszym repertuarem reakcji, nadal mogą jednak potrzebować pomocy z zewnątrz, jeśli ich system przywiązania jest zagrożony.
Najbardziej znanym i najlepiej zbadanym modelem zorientowanym na przywiązanie jest terapia par skoncentrowana na emocjach (Johnson, 2004, 2019).
Jej główną ideą jest wspieranie bezpiecznej więzi między partnerami. Zgodnie z tym podejściem konfliktowe zachowanie partnera jest rozumiane jako wyraz lęku przed przywiązaniem lub rozczarowania w relacji. Partnerów wspiera się w pogłębianiu świadomości tych pierwotnych emocji oraz w rozwijaniu umiejętności ich wyrażania, aby mogli inaczej reagować na siebie nawzajem. W modelu tym kładzie się szczególny nacisk na tu i teraz, podkreślając wyjątkową rolę przymierza terapeutycznego. Ma to sprzyjać budowaniu atmosfery zaufania, w której para może się angażować we wzajemne doświadczenia emocjonalne, aby stopniowo wydostać się z negatywnego błędnego koła interakcji (Johnson i in., 2005). Mająca niemal tę samą nazwę, bardzo podobna do powyższej terapia skoncentrowana na emocjach dla par (Greenberg i Goldmann, 2008) również podkreśla ogromne znaczenie emocjonalności, przy czym nie traktuje teorii przywiązania jako koncepcji centralnej. W ramach tego rozdziału nie ma jednak miejsca na pogłębioną analizę obu modeli.
W krajach niemieckojęzycznych model Jürga Williego (2014) stanowi interesujący sposób rozumienia terapii par, w której szczególną rolę odgrywa przywiązanie między partnerami. Willi zakłada, że wzorzec dynamiki pary powstaje na tle wspólnego konfliktu podstawowego, który partnerzy nieświadomie starają się rozwiązać poprzez zajmowanie przeciwstawnych stanowisk. Jedna osoba odgrywa rolę aktywną i progresywną, a druga – bierną i regresywną. Każde z partnerów zajmuje jedno z przeciwstawnych stanowisk w ambiwalentnej sytuacji, utrzymującej się na skutek konfliktu podstawowego, i nieświadomie „deleguje” drugą rolę na drugie. Innymi słowy, neurotyczne predyspozycje nieświadomie sterują wyborami podczas poszukiwania partnera w taki sposób, aby wybrana została osoba, która najlepiej kompensuje braki jednostki. Prowadzi to następnie do zmowy, w ramach której kompensacja (np. związek szukającego podziwu narcystycznego mężczyzny z zależną kobietą, która chce się na nim oprzeć) może się powieść w krótszej perspektywie czasowej, ale nie może być skutecznie utrzymana na dłuższą metę. Terapia par polega zatem na wsparciu partnerów, aby lepiej zrozumieli dynamikę swojego związku, oraz uwidocznieniu „nieświadomych” części i lepszej ich integracji z uwzględnieniem danych biograficznych. W podejściu Williego (2014) można już dostrzec integrację modeli koncentrujących się na zróżnicowaniu i przywiązaniu, gdyż kładzie ono nacisk na kwestię przywiązania, jak również wyraźnie podkreśla istotną rolę rozwoju indywidualnego. Widać tu więc pewne podobieństwo do opisanego powyżej podejścia Schnarcha (2011), gdyż według Williego (2014) osoba, na którą w poszukiwaniach partnera nie oddziałują nieświadomie motywy neurotyczne, będzie mogła postępować w związku w sposób bardziej pewny, autentyczny i konstruktywny. Jednakże integracja dotyczy tylko poziomu przywiązania i zróżnicowania, lecz nie poziomu paradygmatu psychoterapeutycznego. Podejście Williego opiera się całkowicie na myśleniu psychoanalitycznym, a już sama psychoanalityczna teoria nerwic z pewnością stwarza wielu praktykom przeszkody w myśleniu integracyjnym. Według Nathana R. Har-dy’ego i Adama R. Fishera (2018) to właśnie praktycy mają zazwyczaj nastawienie integracyjne i – wobec własnych doświadczeń, wskazujących na istotność zarówno autonomii, jak i przywiązania – szukają sposobów na połączenie różnych modeli. Sztuka polega na korzystaniu ze zgodności bez negowania różnic: „Budowanie mostów bez niszczenia indywidualnych fundamentów jest prawdziwą istotą integracji” (Hardy i Fisher, 2018, s. 566). Z naszego punktu widzenia terapia schematów, jako paradygmat silnie opowiadający się za myśleniem integracyjnym, bardzo dobrze nadaje się do reprezentowania takiego mostu w obszarze terapii par.
Terapia schematów została opracowana z myślą o osobach z przewlekłymi problemami emocjonalnymi (Young, Klosko i Weishaar, 2019; Roediger, 2018). Początkowo rozumiana jako rozszerzenie terapii poznawczej – Jeffrey E. Young był bliskim współpracownikiem Aarona T. Becka – na przełomie tysiącleci stawała się coraz bardziej integracyjna, a podejście Younga zbliżało się do modeli psychologii głębi (Roediger i Zarbock, 2013), nie zapominając przy tym o swoich poznawczo-behawioralnych korzeniach. Z naszej perspektywy szczególnie istotny jest silny związek terapii schematów z pracą biograficzną ze względu na powiązania z podejściem psychologii głębi: doświadczenia wczesnodziecięce są postrzegane jako znaczący czynnik kształtujący i regulacyjny w relacjach. W odróżnieniu od psychoanalizy terapia schematów koncentruje się przede wszystkim na podstawowych potrzebach człowieka i zakłada, że frustracja tychże potrzeb może pozostawić trwałe ślady i ujawniać się w dorosłym życiu pod postacią różnych objawów.
Zgodnie z pierwotnym założeniem terapia schematów miała charakter indywidualny i była przeznaczona do pracy z osobami z tak zwanymi zaburzeniami osobowości [krytykę tego terminu można znaleźć w pracy Hansa Lieba (1998), z którą – mimo upływu czasu – nadal warto się zapoznać]. Ponieważ dla terapeutów schematów interakcje stanowią bardzo istotny aspekt zachowania klientów, nie dziwi, że relacje partnerskie ostatecznie również znalazły się w obszarze ich zainteresowania. Przy czym terapia schematów początkowo pozostawała w dużej mierze zorientowana na pracę indywidualną – terapeuci ograniczali się do włączania w nią partnerów po to, by lepiej zbadać podświadome procesy klientów.
Indywidualna praca terapeutyczna stawała się jednak w coraz większym stopniu „prawdziwą” terapią par z obojgiem partnerów. Okazało się, że podstawowe modele teoretyczne terapii schematów (np. model trybów; Roediger, 2018) można z łatwością zastosować także w terapii par oraz że są one dobrze przyjmowane przez pary. Tak oto konflikty partnerów można rozumieć w kategoriach zderzenia trybów (Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Ponadto liczne badania potwierdzają, że terapia schematów może korzystnie wpływać na różne aspekty istotne z perspektywy pary (np. zwiększenie doświadczanej bliskości – zob. Kermani, Dookaneei, Shafiabadi i Abdi, 2018; Roediger, Zarbock, Frank-Noyon, Hinrichs i Arntz, 2020; zmniejszenie współczynnika rozwodów – zob. Ozouni-Davaji, Farahbakhsh, Esmaeily i Kazemi, 2018; poprawa komunikacji – zob. Nooroney, Jaafar, Hassan i Noah, 2019).
Moim zdaniem przedstawione na początku tego rozdziału podstawowe koncepcje różnicowania autonomii i przywiązania można doskonale zintegrować z terapią schematów. Zgodnie z fundamentalnym założeniem tego modelu terapii człowiek, aby odnieść sukces w życiu, musi stać pewnie na dwóch nogach: nodze przywiązania i nodze autonomii czy też asertywności (Roediger, Stevens i Brockman, 2021). Wobec tego obie koncepcje łączą się już na poziomie podstawowego modelu teoretycznego. Z punktu widzenia terapii schematów zdrowy rozwój psychiczny jest możliwy wtedy, gdy krok w kierunku autonomii następuje w dzieciństwie na tle zdrowego zaspokojenia podstawowych potrzeb. Zaspokojenie tychże potrzeb należy postrzegać jako warunek konieczny do doświadczenia stabilnej więzi z pierwotnymi opiekunami. Innymi słowy, nie ma zdrowej autonomii bez bezpiecznego przywiązania. Z tego powodu terapia schematów skupia się bardzo intensywnie na doświadczeniach bezpiecznego przywiązania, zarówno w pracy indywidualnej, jak i w pracy z parami. Tylko wtedy możliwa jest prawdziwa i zdrowa równowaga między bliskością/przywiązaniem a dystansem/autonomią. Z myślą o tym opracowano specjalne techniki terapeutyczne odnoszące się do biografii klientów (w szczególności techniki wyobrażeniowe i praca z krzesłami – zob. rozdziały 5 i 6). Ponadto właściwy terapii schematów sposób rozumienia konfliktów w parze bardzo wyraźnie wskazuje na jej psychodynamiczne korzenie: klienci powinni odczuć i doświadczyć, jak ich historia oddziałuje na ich związek, czyli w jaki sposób ich przeżycia od dzieciństwa do chwili obecnej wpływają na ich przeżycia i zachowania w teraźniejszości. Takie doświadczenie w terapii par wywiera zazwyczaj bardzo silny wpływ na partnerów (np. jedno z nich doświadcza w wyobraźni, jakich frustracji drugie doznało w dzieciństwie), a tym samym wzmacnia przywiązanie. Jednocześnie zakładamy, że należy również wzmocnić umiejętności partnerów w zakresie samoregulacji oraz wzajemnej akceptacji różnic i autonomii. Dlatego też terapia obejmuje odpowiednią liczbę sesji indywidualnych, w razie konieczności prowadzonych z każdym z partnerów, ponieważ kwestie zróżnicowania i autonomii zazwyczaj można lepiej omówić właśnie w trakcie pracy indywidualnej (nawet jeśli w przyszłości będą omawiane podczas pracy z parą).
W kolejnych rozdziałach szczegółowo omówiono różne aspekty terapii schematów dla par. Celem niniejszego rozdziału było pokazanie, w jak dużym stopniu w terapii schematów można połączyć koncepcje autonomii i przywiązania, które na pierwszy rzut oka wydają się heterogeniczne. Taką integrację umożliwia postrzeganie autonomii i przywiązania jako potrzeb równoważnych.
Rozdział 2
Terapia schematów dla par – kluczowe zagadnienia
Eckhard Roediger, Eva Frank-Noyon
W niniejszym rozdziale prezentujemy podstawowe zagadnienia dotyczące proponowanej przez nas modułowej terapii par. Nie jest to jednak wyczerpujące omówienie podejścia terapii schematów do pracy z parami. Podstawowy model, integracja z procesem tworzenia relacji i zastosowanie technik doświadczeniowych zostały szczegółowo opisane w książce Grundlagenbuch für Therapierende (Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Tutaj pragniemy uzupełnić ważne aspekty ich praktycznego wykorzystania. Z kolei klienci mogą się zapoznać z odpowiednim poradnikiem (np. Roediger, Behary i Zarbock, 2013).
Prezentowane podejście bardzo mocno skupia się na możliwie jak najszerszym postrzeganiu, przewartościowaniu i funkcjonalnej modyfikacji interakcji pary. Podczas sesji z parą nie podejmuje się pogłębionej pracy nad wewnętrznym światem partnerów i nad wspieraniem ich autonomii. Oznacza to, że ta bardziej dogłębna praca, która jest kluczowa dla osób z tak zwanym zaburzeniem osobowości, odbywa się podczas sesji indywidualnych. To właśnie w tym obszarze empirycznie wykazano potencjał terapii schematów. Głównym celem sesji z parą jest sprawienie, aby to, co zostało wypracowane w trakcie sesji indywidualnych, stało się skuteczne w interakcjach partnerów.
Praca bardziej zorientowana na akceptację, gdy możliwości zmiany pary są ograniczone, została opisana w innych rozdziałach (zob. np. rozdziały 13 i 14). Zagadnienia omówione w tym rozdziale są bardzo zwięzłe i niekiedy przedstawione w nieco prowokacyjny sposób. Pragnęliśmy bowiem uwypuklić kluczowe elementy naszego podejścia i pobudzić dyskusję.
W krajach niemieckojęzycznych dominuje terapia indywidualna. Terapia par nie jest refundowana (z wyjątkiem zaangażowania partnera na kilka godzin), przynajmniej w Niemczech. Zainteresowanie psychoterapeutów pracą z parami jest – delikatnie mówiąc – „możliwe do opanowania”. Jest to jeden z powodów, dla których duża część takiej pracy odbywa się w poradniach lub jest opłacana przez klientów. W innych krajach, w których psychoterapia jest generalnie refundowana w niewielkim stopniu lub wcale, zainteresowanie psychoterapeutów terapią par jest zauważalnie większe. Prawdopodobnie jednak nie chodzi tylko o pieniądze. Terapie grupowe, które – przynajmniej w Niemczech – są obecnie dość dobrze opłacane, są przeprowadzane bardzo rzadko. Wydaje się więc, że ma to również związek z kształceniem psychoterapeutów, które – z wyjątkiem terapii systemowej – jest bardziej zorientowane na jednostkę. Przeważająca część osób pracujących w obszarze poradnictwa przeszła szkolenie systemowe i ma odpowiednią perspektywę interpersonalną. Być może zmieni się to teraz, gdy terapia systemowa została zatwierdzona jako procedura zalecana. Po rozpoczęciu pracy z parami szybko staje się jasne, które artefakty są nieuchronnie przypisane wyłącznie terapii indywidualnej. Praktycznie nieuniknione jest, że terapeuta będzie informowany przez klienta w subiektywnie zabarwiony sposób i skłonny do przyjęcia tego punktu widzenia – przynajmniej częściowo – oraz interweniowania z tej perspektywy. Ze względu na neurony lustrzane nie możemy się powstrzymać od wyobrażania sobie świata drugiej osoby, kiedy zwracamy się do niej z życzliwością. Jest to neuronalna podstawa naszej zdolności do tworzenia więzi. Terapeuci zaś są zazwyczaj mocno zorientowani na więź i mają odpowiednio dużą liczbę neuronów lustrzanych. Nawet po jednej rozmowie z partnerem osoby, z którą pracują, ulega to zasadniczej zmianie. Od tego momentu terapeuta będzie miał w głowie – wraz z każdą wypowiedzią tej osoby – własny, żywy obraz jej partnera. Dzięki temu zyska znacznie bardziej zrównoważoną podstawę pracy.
Druga wada pracy skoncentrowanej wyłącznie na jednostce wynika z pierwszej: jednostronność perspektywy niemal nieuchronnie skutkuje wyborem podejścia bardziej zorientowanego na autonomię. To z kolei prowadzi do napięcia w relacji pary, ponieważ – zgodnie z perspektywą systemową – zmiana po stronie jednego z partnerów nieuchronnie powoduje presję na dostosowanie się drugiego. Jeśli ta osoba nie jest wystarczająco zorientowana na więź i chętna do współpracy, ryzyko rozstania jest większe. Przy czym rozstanie niekoniecznie jest błędem. Jednakże byłoby „bardziej sprawiedliwie”, gdyby partner miał szansę na wniesienie własnej perspektywy do terapii.
Jeśli klient jest bardziej zorientowany na więź, to w terapii skoncentrowanej na autonomii może doświadczyć konfliktu lojalności między ukochaną osobą a terapeutą. W przypadku wątpliwości, gdy więź z tą osobą jest silniejsza, wzrasta ryzyko przerwania terapii lub powrotu po jej zakończeniu do starych wzorców relacji.
I na odwrót: jeśli partner jest choćby częściowo zaangażowany w terapię, to można przewidzieć, jakie skutki pociągnie za sobą terapia dla związku, i przygotować na nie osobę, z którą się pracuje. W najlepszym wypadku przekonamy partnera do stworzenia bardziej zrównoważonej i elastycznej relacji, dzięki czemu będzie on bardziej skłonny pozytywnie zareagować na nową sytuację zamiast (być może tylko nieświadomie) działać wbrew procesowi zmian. Ilustruje to metafora drzwi obrotowych.
Pomyślmy o terapii jak o drzwiach obrotowych. Jeśli partner postawi stopę w drzwiach, przy niewielkim wysiłku zablokuje proces. Jeżeli uda się go przekonać do zaangażowania w proces i zabrania nogi z drzwi (być może początkowo tylko na próbę), te obrócą się znacznie łatwiej. Może to skutkować widocznymi efektami synergii i szybkim postępem.
Krótko podsumowując: w tym miejscu chcielibyśmy wystosować apel o możliwie największe angażowanie partnera w terapię indywidualną. Można to zrobić na różne sposoby:
W trakcie terapii indywidualnej ustawia się puste krzesło dla partnera i rozważa, jak on może postrzegać sytuację i jak prawdopodobnie zareaguje na omawiane zmiany. Taka interpersonalna perspektywa byłaby (w kontekście niniejszej książki) „terapią pary bez partnera”.
Partnera zaprasza się na rozmowy diagnostyczne, być może omawia się z nim konceptualizację przypadku klienta i plan terapii, a także zachęca się go do współpracy.
Podczas sesji omawia się wzorzec interakcji lub komunikacji z partnerem wraz z propozycją poprawy.
Opracowuje się wspólny model interakcji (cykl trybów) i pracuje nad nim w celu ponownego uporządkowania relacji. W tym momencie można by przejść do terapii pary.
W dalszej części rozdziału ograniczamy się do sytuacji, gdy partnerzy zgłaszają się na terapię razem.
W rozdziale 1 terapia schematów została przedstawiona w kontekście istniejących sposobów podejścia w terapii par. Podobnie jak w przypadku indywidualnej terapii schematów (Young, Klosko i Weishaar, 2019), będącej źródłem prezentowanej przez nas koncepcji pracy z parami, w żadnym wypadku nie wymyślamy koła na nowo. Novum stanowi raczej integracja asymilacyjna (Messer, 2001). Oznacza to, że techniki terapeutyczne nie są pragmatycznie łączone w duchu eklektyzmu. Zamiast tego praktyka terapeutyczna opiera się na spójnej koncepcji, z której wynikają uzasadnione interwencje (w naszym przypadku jest to model schematów i model trybów). Staramy się elastycznie równoważyć orientację na przywiązanie i autonomię oraz na zmianę i akceptację. Terapia schematów dla par jest zorientowana zarówno na cel strategiczny (zwłaszcza na początku), jak i – w miarę postępu pracy terapeutycznej – coraz bardziej na proces . Techniki zapożyczone z terapii Gestalt uzyskują przez to kontekst związany z koncepcją przypadku. W pracy z parami łączą one głęboką aktywację emocjonalną ze wzmocnieniem autorefleksyjnych „dorosłych” zasobów. Fizyczna zmiana pozycji (np. siedzącej na stojącą, a także wspierającej na konfrontacyjną) wprowadza dużo ruchu do gabinetu terapeutycznego – zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym (szczegóły zob. w: Roediger, 2016a).
Przedmiotem zainteresowania w indywidualnej terapii schematów są zaburzenia osobowości, które w rzeczywistości są zaburzeniami interakcji (Fiedler i Herpertz, 2016). Zatem perspektywa interpersonalna jest nieodłącznie wpisana w terapię schematów. Od tego blisko już do rozszerzenia modelu schematów i modelu trybów na pracę z parami (Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015). W niniejszej książce pragniemy przybliżyć konkretne, praktyczne podejście. Wychodząc od terapii indywidualnej, w którą w coraz większym stopniu włączani byli partnerzy klientów, przejście do pracy z parą i połączenie rozmów toczonych w parze z rozmowami indywidualnymi (więcej na ten temat w kolejnych rozdziałach) było oczywiste. Zaletą tego zorientowanego na proces, elastycznego podejścia jest to, że umożliwia ono utrzymanie w terapii osób z zaburzeniami osobowości, które w innych okolicznościach mogłyby przerwać terapię par. Dzięki temu możemy również pracować nad sytuacjami impasu w procesie terapeutycznym (Gottman, 1999), które przeważnie są uważane za nierozwiązywalne. To poszerza krąg potencjalnych klientów terapii par o osoby, które takiej terapii najbardziej potrzebują.
Nie bez powodu wielu terapeutów uważa pracę z parą za szczególne wyzwanie. Partnerzy często przychodzą na terapię bardzo rozemocjonowani, a nawet zaczynają walczyć podczas sesji. Oboje chcą przedstawić własny punkt widzenia, przeciągnąć terapeutę na swoją stronę, mieć rację i przypisać winę drugiej stronie. Nierzadko przynoszą ze sobą nieprzepracowane stare urazy lub niedokończone sprawy. Zdarza się, że oboje mówią w tym samym czasie i trudno ich zatrzymać. Terapeuta musi porzucić powściągliwość możliwą w terapii indywidualnej i być gotowy działać w sposób bardzo dyrektywny i energiczny, aby skutecznie zapanować nad procesem. Na początku jego działania mogą przypominać interwencję poskramiacza dzikich zwierząt. Zdarza się i odwrotnie, to znaczy partnerzy przychodzą na terapię „zamrożeni” i zniechęceni. W takiej sytuacji terapeuta musi silnie ich aktywizować, aby pobudzić głębsze doświadczanie emocji, i „dmuchać w żar, by ponownie rozniecić płomień”. Ponadto wiele par ma duże oczekiwania wobec terapii i chce szybko odczuć jej efekty. W związku z tym rygorystyczny i przejrzysty plan terapii pomaga zbudować zaufanie klientów.
System modułowy odpowiada naszemu rozumieniu terapii par jako zorientowanej zarówno na proces, jak i na cel. Moduły postrzegamy jako kolejne kroki w planie terapii, zapewniające terapeucie i klientom wspólny wątek oraz nadające kierunek bardzo emocjonującemu i często burzliwemu procesowi (zob. rycina 3.1 w rozdziale 3). Kiedy terapeuta pomyślnie zrealizuje moduły 1–4, zyskuje więcej swobody, by stopniowo i elastycznie dostosowywać proces do rozwoju sytuacji. Owa elastyczność wychodzi naprzeciw potrzebom klientów, aby czuli się indywidualnie widziani i akceptowani. Faza ta obejmuje moduły aż do indywidualnych rozmów z każdym z partnerów (5–8). Gdy oboje są gotowi, przygotowywany jest grunt pod trzecią część, w ramach której para uczy się konstruktywnego podejścia do problemów i ich rozwiązywania (moduły 9–12).
W idealnej sytuacji cała terapia przebiega na bazie tych modułów, które stopniowo wzajemnie się uzupełniają. Terapia modułowa stanowi dobre połączenie podejścia zorientowanego na cel i elastycznego podejścia dostosowanego do procesu. Moduły zostały szczegółowo omówione w rozdziale 3, wraz z konkretnymi wskazówkami.
Cztery pierwsze moduły są zorientowane na psychoedukację, aby zapewnić parze wspólną podstawę do pracy w postaci modelu łączącego. Można je zrealizować podczas pierwszych dwóch lub trzech sesji, a ich celem jest redukcja zachowań konfliktowych. Dzięki temu wiele par już na tym etapie doświadcza sporej ulgi, co sprzyja zwiększeniu motywacji do dalszej pracy. Zakładamy, że liczni czytelnicy niniejszej książki nie znają podstaw terapii schematów. Znajdują się więc w takiej samej sytuacji jak pary, które zgłaszają się do nas na terapię. Dlatego też teraz przedstawimy najważniejsze zagadnienia dotyczące modelu schematów i modelu trybów w taki sam sposób, w jaki robimy to w pracy z klientami.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że każdy człowiek ma dwie potrzeby podstawowe, to jest potrzebę przywiązania i potrzebę asertywności. Można je uznać za dwie nogi, na których stoi każdy z nas. Przywiązanie znajduje swoje odzwierciedlenie w tendencji do podchodzenia do innych ludzi w odprężony, życzliwy, ufny sposób, z nastawieniem na współpracę. To prospołeczny aspekt naszej osoby. Czujemy i myślimy w kategoriach „my” i jesteśmy gotowi dawać z siebie więcej, niż otrzymujemy w zamian – przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. Tę nogę nazwaliśmy „nogą niebieską”. Z kolei asertywność można rozpoznać w tendencji do dążenia do autonomii, kontroli i dominacji. Wiąże się ona z uruchomieniem systemu alarmowego, co zwykle objawia się napięciem w ciele. To egocentryczny aspekt naszej osoby. Myślimy i czujemy w kategoriach „ja”. Tę nogę nazwaliśmy „nogą czerwoną”. Potrzebujemy jej do samorealizacji w wolności, aby móc wyrażać własne zdanie i upominać się o swoje. Żadna z tych dwóch nóg nie jest ani dobra, ani zła. Wszak do chodzenia też potrzebujemy obu nóg, których używamy w sposób naprzemienny, zrównoważony i elastyczny. Gdy dochodzi do frustracji potrzeb podstawowych, pojawiają się tak zwane emocje podstawowe (Ekman, b.d.). Frustracja potrzeby przywiązania pociąga za sobą przede wszystkim lęk, a później również smutek, z kolei frustracja potrzeby asertywności – napięcie, zdenerwowanie, a nawet złość. Pierwotny lęk odczuwany na skutek frustracji potrzeby przywiązania może się przekształcić we wtórną złość. Proces ten doskonale pokazuje eksperyment z kamienną twarzą Edwarda Tronicka (2009).
Jeśli w dzieciństwie doznawaliśmy częstej i/lub poważnej frustracji potrzeb, doświadczenie to zostało zapisane w matrycy neuronalnej pod postacią wewnętrznego modelu operacyjnego (Bowlby, 1978) jako tak zwany schemat . W taki sposób powstają swego rodzaju okulary, przez które wybiórczo postrzegamy otaczający nas świat, oceniamy go, a potem na niego reagujemy. Oczekujemy wówczas, że świat pozostanie taki, jakim go znamy. Jeśli obecnie znajdziemy się w podobnej sytuacji (np. zostaniemy porzuceni lub skrytykowani), schemat i związane z nim emocje podstawowe zostaną ponownie uruchomione. Niestety nie jesteśmy świadomi istnienia owych „okularów”, dlatego nie wiążemy własnej reakcji ze swoim schematem, ale z osobą stojącą przed nami tu i teraz. Ona robi to samo, dlatego i ona, i my blokujemy się w swojej selektywnej i zniekształconej percepcji, więc nieporozumienie jest nieuniknione. Celem terapii jest uświadomienie sobie przez każdego z partnerów własnych „okularów”, nabranie dystansu do swoich spontanicznych emocjonalnych reakcji i ocen, a także wzajemne uznanie odmiennych perspektyw. W ten sposób para przechodzi od nieporozumienia do niezrozumienia. Na tej podstawie można dokonać porównania perspektyw i próbować szukać funkcjonalnego rozwiązania. Właśnie tych kroków dotyczą kolejne moduły.
Ludzie w różny sposób radzą sobie ze swoimi schematami. Niektórzy znoszą je jako samospełniającą się przepowiednię (Watzlawick, Beavin i Jackson, 2011), inni konsekwentnie działają wbrew schematowi (tzw. kompensacja lub inwersja schematu; Arntz, 2019). W tym drugim przypadku osoba zachowuje się przeciwstawnie do pierwotnego schematu. Pokazuje to doskonale eksperyment z kamienną twarzą. Gdy matka patrzy na dziecko wzrokiem pozbawionym emocji, potrzeba przywiązania dziecka zostaje zagrożona. Spontaniczną (prekognitywną) emocją podstawową jest w tej sytuacji lęk. Dziecko reaguje wówczas podporządkowaniem ( tryb Uległego Poddanego ), aby jak najszybciej odbudować więź. Jest to w istocie reakcja najbardziej funkcjonalna, gdyż pozwala uniknąć potencjalnych tarć i w ten sposób oszczędzić energię. Podczas terapii staramy się przekazać parze, że w trakcie kłótni zawsze stoimy na nodze asertywności („czerwona” noga). Jest to wyczerpujące i energochłonne. Aby się porozumieć lub pogodzić, oboje partnerzy muszą ponownie stanąć na „niebieskiej” nodze. W tym kontekście można mówić o konstruktywnym lęku, który sprawia, że jesteśmy bardziej prospołeczni i skłonni do współpracy. Jest to wprawdzie mocno uproszczone ujęcie, stanowi jednak podstawę wszystkich funkcjonalnych procesów społecznych, innymi słowy – nasze społeczne spoiwo.
W obliczu braku reakcji ze strony matki dziecko początkowo staje się smutne. Gdyby nie miało ono planu B, wykształciłby się u niego schemat Opuszczenia. Ponieważ jednak dziecko jest zdane na kontakt z matką, uruchamia się jego system alarmowy, który wprowadza je w stan napięcia – zdenerwowania – złości, co prowadzi do krzyku na matkę. Wzbierająca konstruktywna złość (Greenberg, Rice i Elliot, 2003) daje dziecku siłę, by nie utknęło w schemacie, ale poprzez kompensację tegoż przeszło do dominującego trybu radzenia sobie . Jeśli matka w tym momencie zareaguje na nie, przezwyciężenie schematu zostanie utrwalone, a dziecko nauczy się zachowywać w sposób wtórnie dominujący. Mamy z tym do czynienia w wielu przypadkach narcystycznego, histrionicznego, obsesyjno-kompulsyjnego, a nawet antyspołecznego zaburzenia osobowości. W terapii przechodzimy od dominującego zachowania na pierwszym planie, czy też na scenie – czyli trybu radzenia sobie – do znajdującej się na drugim planie, czy też za kulisami, płaszczyzny emocjonalnej, w tym przypadku do trybu Wrażliwego Dziecka, tak aby pierwotna potrzeba przywiązania mogła zostać zaspokojona w sposób funkcjonalny. Mówiąc metaforycznie, musimy prześledzić bieg zanieczyszczonej rzeki do jej czystego źródła. Gwoli wyjaśnienia: oczywiście jednostki dominujące również próbują nawiązać kontakt z bliską im osobą. Robią to jednak z pozycji asertywności. Wymuszony w ten sposób kontakt jest pozbawiony emocjonalnej jakości życzliwego, troskliwego kontaktu bazującego na nodze przywiązania. Zwłaszcza osoby z eksternalizacyjnymi zaburzeniami osobowości, uważane za raczej trudne w terapii, zaskakująco dobrze reagują na taki model dwóch planów, ponieważ w pierwszej kolejności uprawomocnia się ich zachowanie w kontekście biograficznym, a następnie w delikatny sposób wskazuje, że obecnie ono już nie jest funkcjonalne. Na początku pokazujemy tej grupie klientów nagranie eksperymentu z kamienną twarzą, ponieważ przedstawia ono ich strategię radzenia sobie z perspektywy osoby trzeciej, a więc w sposób całkowicie neutralny i niekonfrontacyjny. To znacznie ułatwia rozpoczęcie terapii.
Ponieważ na nagraniu matka nie reaguje na zachowania eksternalizacyjne, dziecko w trzecim kroku podejmuje próbę nawiązania kontaktu z kamerzystą, szukając sposobu na zredukowanie wewnętrznego napięcia poza relacją z matką. Tego typu aktywne wycofanie i samoukojenie nazywamy w terapii schematów trybem Odłączonego Samoukoiciela . Zachowanie to przybiera wiele postaci, w tym: śnienia na jawie, rozmyślania, zakupów, nadmiernych ćwiczeń lub nadmiernej pracy, intensywnego korzystania z internetu (media społecznościowe czy pornografia), masturbacji, randkowania, uzależnienia od substancji, kompulsji, samouszkodzeń, a nawet romansów. Ponieważ napięcie dość szybko powraca, klasyfikujemy to zachowanie jako „czerwone”. Podobnie kategoryzujemy wszelkie formy zachowań biernoagresywnych i manipulacyjnych (w tym przejawianych podczas terapii). Jest to szczególnie ważne, ponieważ wielu osobom, które początkowo zdają się zachowywać w sposób ofiarny („niebieski”), tak naprawdę przyświeca cel związany z kontrolą („czerwony”) – często towarzyszy temu deklaracja: „Chcę tylko tego, co dla ciebie najlepsze”. Taki „czerwony” rdzeń w pozornie „niebieskim” zachowaniu zdecydowanie wymaga rozpoznania i pracy! Wyraźną wskazówką będzie tu reakcja emocjonalna drugiej osoby, która zwykle nie czuje się obdarowana czy otoczona opieką, lecz raczej kontrolowana, uwikłana i zobowiązana.
Gdy ukojenie nie jest możliwe, napięcie utrzymuje się na wysokim poziomie, a klienci blokują się w biernym wycofaniu, które może dać początek wielu objawom, w tym biernodepresyjnym zachowaniom wycofującym, zaburzeniom somatyzacyjnym, przewlekłemu bólowi czy objawom dysocjacyjnym. W terapii schematów takie zachowanie nazywa się trybem Odłączonego Obrońcy. Przejawiające je osoby mają poczucie „wyłączenia” (zamrożenia) i braku napięcia. Przypisujemy to stronie „niebieskiej”. Gdy wewnętrzne napięcie wzrasta, przesuwają się one na „czerwoną” stronę modelu. Cztery tryby radzenia sobie odpowiadają (w podanej kolejności) reakcjom z modelu zwierzęcego Waltera Cannona (2016), obejmującym podążanie lub poddanie się, walkę, ucieczkę i znieruchomienie (bądź w znanej kolejności: walka – ucieczka – znieruchomienie – podążanie lub poddanie się). Podsumowanie modelu przedstawiono na rycinie 2.1.
Rycina 2.1. Model dwóch nóg Źródło: opracowanie własne.
Celem terapii jest rozpoznanie wszystkich trybów typowych dla klientów, nazwanie ich i umiejscowienie w konceptualizacji przypadku (karta cyklu trybów). Na drugim planie, obok uruchomionej emocji podstawowej, umieszczana jest ukryta lub zablokowana emocja podstawowa (przestąpienie na drugą, brakującą nogę). Gdy klienci uświadomią sobie obie potrzeby podstawowe i „staną na obu nogach”, wówczas można się skoncentrować na wspólnym wstaniu, czyli na poszukiwaniu najbardziej funkcjonalnego rozwiązania, które w miarę możliwości równoważy oba bieguny potrzeb (w tzw. trybie Zdrowego Dorosłego). Tryb Zdrowego Dorosłego również porusza się między tymi samymi biegunami (internalizacja i eksternalizacja) co nieadaptacyjne tryby radzenia sobie, ale bliżej środka. Przekładając to na kolory: Zdrowy Dorosły porusza się bardziej między błękitnym i różowym, a nie ciemnym niebieskim i krwistą czerwienią. Jednocześnie należy zaakceptować istniejące bolesne ograniczenia. Nie wszystko da się rozwiązać w sposób zadowalający i harmonijny (o czym więcej piszemy dalej). Przy czym klienci później poczują się lepiej (może niekoniecznie w trybie Szczęśliwego, ale jedna Zadowolonego Dziecka).
Podsumowując: frustracja potrzeb podstawowych prowadzi do powstania schematów. Aby poradzić sobie ze schematami, wypracowujemy określone strategie radzenia sobie na pierwszym planie (początkowo widoczne w sferze społecznej), które kiedyś były funkcjonalne, ale teraz stały się dysfunkcyjne. Uruchomione schematy ujawniają się obecnie poprzez silne emocje podstawowe. Emocje te są rozumiane jako oznaka leżącej u ich podstaw frustracji potrzeb podstawowych i doświadczane z poziomu drugiego planu, aby owe potrzeby mogły zostać zaspokojone w teraźniejszości w sposób funkcjonalny.
Celem terapii jest wzmocnienie trybu Zdrowego Dorosłego obu osób z pary. Można powiedzieć, że ów tryb jest w terapii naszym partnerem na drodze do podstawowych emocji na drugim planie, gdy omijamy spontanicznie ujawniające się tryby radzenia sobie. W celu fizycznego, widocznego oddzielenia spontanicznie uruchomioneg poziomu procesu od poziomu refleksji trybu Zdrowego Dorosłego wstajemy razem z parą, by osiągnąć wspóln perspektywę obserwatora (Siegel, 2009). Nawiązuje to do idei reflecting team (zob. Andersen, 1987) – z tą różnicą, że klienci są własnymi obserwatorami. Stojąc obok siebie, omawiamy w trzeciej osobie proces, który odbył się na krzesłach. Mówiąc ogólnie, kombinacja wstawania (zmiana poziomu i postawy), dzielenia wspólnego punktu widzenia (zamiast kontaktu twarzą w twarz) i mówienia w trzeciej osobie przekłada się na mniejszą aktywację emocjonalną i większy dystans wobec własnego doświadczenia (zob. Roediger, 2016a). Ułatwia to parze przyjęcie pozycji do pracy. Taka postawa umożliwia wspólne postrzeganie, ponowną ocenę i planowanie działania w trybie Zdrowego Dorosłego. Allan N. Schore (2003) porównuje to do zmiany biegów podczas prowadzenia samochodu. Najpierw należy wybić dotychczasowy bieg (tzn. spontaniczne zachowanie musi zostać przerwane i świadomie dostrzeżone), potem na biegu jałowym wybrać odpowiedni bieg (ponowna ocena w odniesieniu do obu podstawowych potrzeb), a następnie wbić nowy bieg (ćwiczenie nowego zachowania). Odwołując się do modelu i konceptualizacji przypadku (zob. dalej), zachowujemy pozycję przewodnika i możemy realizować kolejne moduły.
Wiążąc proces z modelem, warto zaoferować parze ograniczoną liczbę opcji przy możliwości wielokrotnego wyboru. Na początku może się to wydawać nieco dyrektywne i dominujące (do pewnego stopnia takie jest). W rzeczywistości ludzie czują się usatysfakcjonowani i dobrze poprowadzeni, gdy mogą wybrać spośród przejrzystego zestawu opcji, a nie mają otwarty wybór. W przypadku trybów radzenia sobie (tj. zachowań pokazanych na pierwszym planie) dostępne są następujące opcje: (1) aktywny do dominującego, (2) aktywny („czerwony”) lub bierny („niebieski”) wycofujący się oraz (3) współpracujący do poświęcającego się. W przypadku opcji (1) i (3) oba określenia reprezentują spektrum, z którego wybieramy takie sformułowanie, by klient mógł je zaakceptować lub by trudno mu było je odrzucić. Musimy jasno powiedzieć, że „czerwoni” ludzie nie są świadomi tego, jak „czerwony” jest ich sposób zachowania.
Dominujący (eksternalizujący) partner rzadko postrzega siebie jako dominującego, tylko odpowiada: „Mam po prostu rację, chyba można to jeszcze powiedzieć”. To właśnie taka subiektywność (wyjaśniona wcześniej za pomocą metafory okularów) stanowi źródło nieporozumień! Pierwszym krokiem jest spytanie drugiej strony, która rzecz jasna może od razu nazwać tryb prawidłowo. Wówczas my możemy wskazać oczywiste nieporozumienie. Warto zaprezentować parze smartfon tak, aby każda z osób widziała tylko jedną jego stronę, i spytać: „Co pani/pan widzi?”. Jedna osoba powie, że widzi ekran, a druga – że aparat. Która ma rację? Metafora ta może nam towarzyszyć przez cały proces, aż do modułu dotyczącego konstruktywnej rozmowy partnerskiej. Aby pomóc parze wejść w tryb obserwatora, można też nagrać sesję (co i tak generalnie zalecamy), a następnie odsłuchać nagranie w spokoju ( sic!). Zazwyczaj klienci przychodzą na następną sesję nieco skruszeni i mówią, że teraz wiedzą, o co nam chodziło. To jest tryb Zdrowego Dorosłego!
Do trzech opcji dla trybów radzenia sobie („czerwone” i „niebieskie” unikanie nie zostało jeszcze rozdzielone, aby wybór był jak najmniejszy) dochodzi następnie, dla uruchomionych emocji podstawowych z drugiego planu, „spięty–zły” i „wrażliwy”. „Wrażliwy” podsumowuje strach i smutek oraz jest dobrze odbierany przez klientów. Dzięki uruchomieniu podstawowych emocji w tle możliwe jest teraz rozróżnienie unikaczy i obrońców spiętych–złych (aktywnych) oraz lękowych–smutnych (biernych). Również w tym przypadku można poprosić parę o ocenę. My też możemy dać wyraz swoim odczuciom. Ważne jest, aby wszystko to – ułatwione dzięki wstaniu – przeprowadzać w rzeczowy, uprawomocniający i nieoceniający sposób. Wszystkie opcje są możliwe i są w porządku, w przeciwnym razie byśmy ich nie sugerowali! Nie walczymy o konkretne sformułowania, ale podążamy za procesem, czyli doborem słów klienta. Dzięki elastycznej, otwartej na współpracę, a jednocześnie zorientowanej na cel i wytrwałej postawie modelujemy dobre balansowanie na obu nogach. I podobnie jak w przypadku dzieci w pewnym momencie (miejmy nadzieję) wpłynie to na parę.
Kiedy powiązanie procesu z modelem doprowadzi do wspólnej konceptualizacji przypadku, siadamy ponownie na krzesłach i wracamy do poziomu procesu. Jednak również wtedy (np. w modułach 5–8) tak często, jak to możliwe, rezygnujemy z klasycznej pozycji twarzą w twarz w trójkącie z parą i siadamy za osobą, z którą w danej chwili pracujemy, jeśli chcemy nawiązać kontakt z emocjami. Druga osoba staje się wtedy obserwatorem. Wspólna praca zamienia się tutaj w pracę indywidualną w obecności partnera. Jeżeli niezbędna aktywacja emocjonalna się nie powiedzie (np. ze względu na hamujące działanie partnera), można to pominąć i wrócić do tego na sesjach indywidualnych, a rezultat omówić podczas sesji z parą.
Opisany powyżej model jest w dalszym ciągu całkowicie skoncentrowany na jednostce, mimo że zachowanie służące radzeniu sobie ma miejsce w przestrzeni społecznej. Zgodnie z tradycją terapii schematów konceptualizacja przypadku składa się z konceptualizacji dwóch osób, które na pierwszym planie wchodzą ze sobą w interakcje wraz ze swoimi trybami radzenia sobie. Interakcje trybów radzenia sobie obojga partnerów tworzą tak zwany cykl trybów . Z perspektywy systemu byłaby to trzecia część interakcji, wspólna dla obu stron, która stanowi punkt wyjścia naszych interwencji. Zazwyczaj pary zgłaszają się na terapię z powodu konfliktów. Co najmniej jedna osoba stoi na dominującej „czerwonej” nodze, podczas gdy druga znajduje się w „niebieskim” trybie unikowym, ale często również w „czerwonym” trybie unikowym. Około 80% par zgłaszających się na terapię cechuje cykl dominacja – unikanie („czerwone” lub „niebieskie”; zob. rycina 2.2). Taki cykl odpowiada cyklowi prześladowcy i unikacza w modelu terapii par skoncentrowanej na emocjach (Johnson, 2004) i ma tendencję do eskalacji: im bardziej rośnie dominacja jednej osoby, tym bardziej nasila się unikanie drugiej. Para może oczywiście zmieniać swój cykl, na przykład partnerzy mogą się zamienić rolami lub na krótko wejść w (bardzo niestabilny) cykl dominacja – dominacja lub unikanie – unikanie. Przyjrzyj się pod tym kątem interakcji Marty i George’a, bohaterów dramatu Kto się boi Virginii Woolf? (Albee, 1994).
Zawsze pracujemy z cyklem, który jest widoczny podczas sesji, wychodząc z założenia, że jest on najbardziej typowy. Ostatecznie nie ma znaczenia, który cykl jest preferowany przez parę, ponieważ staramy się zastąpić wszystkie cykle trybem Zdrowego Dorosłego. Tryby radzenia sobie wynikają z uruchomionych w tle schematów oraz procesów radzenia sobie ze schematami. Zakładamy, że powstały w rezultacie cykl trybów stanowi centralny problem pary, który uniemożliwia przejście w tryb Zdrowego Dorosłego. Mówimy w tym przypadku o tak zwanym przetwarzaniu automatycznym (Kanfer, Reinecker i Schmelzer, 2011) lub trybie autopilota (Kabat-Zinn, 2018). Jeśli uda się przerwać dysfunkcyjny cykl oraz pomóc parze wejść w kontakt z trybem Zdrowego Dorosłego i z obydwoma biegunami potrzeb, będzie ona w stanie – w miarę swoich możliwości – lepiej rozwiązywać wspólne problemy, niezależnie od ich rodzaju. Z tego powodu zajmujemy się w jak najmniejszym stopniu treścią konfliktów pary i związanymi z tymiż konfliktami narracjami, a skupiamy się przede wszystkim na dominującym cyklu i jego oddziaływaniu funkcjonalnym, zgodnie z podejściem funkcjonalnego kontekstualizmu (Hayes, Strosahl i Wilson, 2013). W związku z tym nasze podejście pozostaje pod dużym wpływem terapii kontekstualnych czy tak zwanej trzeciej fali terapii behawioralnej (na temat kontekstualnej terapii schematów zob. Roediger, Stevens i Brockman, 2021; Valente i Roediger, 2020).
Aby unaocznić cykl trybów podczas sesji, wszyscy jej uczestnicy wstają. Następnie krzesła, na których siedziała para – jak opisano powyżej – są z perspektywy obserwatora przyporządkowywane do odpowiedniego trybu. Równolegle można na flipcharcie lub na kartce wypełnić tak zwaną kartę cyklu trybów (zob. rycina 2.3). Widoczne tryby radzenia sobie wpisuje się w drugim wierszu, a emocje podstawowe w wewnętrznych polach wiersza trzeciego. Celem interwencji jest uświadomienie parze, która noga – i tym samym potrzeba podstawowa – została zaniedbana. Zapisuje się to w zewnętrznych polach trzeciego wiersza. Następnie należy bezpośrednio (nadal w pozycji stojącej) przejść do poszukiwań funkcjonalnego sposobu wyrażenia tych potrzeb i do jego systematycznego ćwiczenia. Jeśli jedno z partnerów lub oboje zablokowali się w swoim trybie radzenia sobie, należy przejść do dialogu trybów na krzesłach, wykorzystywanego w środkowych modułach (5–8). Procedura ta została dokładnie opisana w rozdziale 3.
Spojrzenie na cykl trybów w naturalny sposób nasuwa pytanie, jak weń wpadamy, a tym samym – jak wybieramy partnera. Jeffrey E. Young (2012) wprowadził w tym kontekście pojęcie „chemia relacji”, które podjęliśmy i rozwinęliśmy w naszej podstawowej książce poświęconej terapii schematów dla par (Roediger, Si-meone-DiFrancesco i Stevens, 2015). Tutaj tylko pokrótce omówimy kluczową ideę. Ludzie mają skłonność (przynajmniej częściowo) do poruszania się po znanych sobie ścieżkach, dzięki czemu czują się bezpiecznie. Zaczyna się to od percepcji (widzimy to, co znamy) i jest kontynuowane w postaci mniej lub bardziej cenionych nawyków (robimy to, co potrafimy). Fizjologicznie ma to związek z procesami torowania lub tworzeniem się tak zwanych atraktorów (Grawe, 2004; przystępne omówienie zob. w: Roediger, 2014). Pociągają nas osoby, którzy – niczym molekuły – pasują do nas. Mamy również tendencję do odkrywania nowych rzeczy (eksploracja), ale tylko w ograniczonym zakresie i przy wystarczającym poczuciu bezpieczeństwa. Z biograficznego punktu widzenia najlepiej znani są nam nasi główni opiekunowie, nie dziwi więc, że nieświadomie przyciągają nas osoby podobne do jednego z owych opiekunów – zarówno w dobrych, jak i w złych aspektach – i z takimi osobami czujemy największą bliskość. To oznacza, że mogą nas przyciągać ludzie, którzy uruchamiają nasze schematy wykształcone w okresie dzieciństwa. Wpadamy wtedy z deszczu pod rynnę. Wydaje się, że (nieświadoma) bliskość często okazuje się silniejsza niż (świadoma) samoobrona.
Co ciekawe, często uważamy, że nasi partnerzy – przynajmniej na początku związku – wydawali się zupełnie inni, niż okazali się na przestrzeni lat. Może to wynikać z faktu, że (ponownie nieświadomie) wzmacniamy określone cechy u innych ludzi poprzez nasze zachowania służące radzeniu sobie ze schematem. Patrząc przez okulary swoich schematów, spodziewany się, że zostaniemy porzuceni, zawstydzeni, zranieni lub będziemy kontrolowani bądź rozstawiani po kątach tak jak w przeszłości. Zgodnie z psychodynamiczną koncepcją identyfikacji projekcyjnej wpychamy innych (oczywiście nieświadomie) w określone role w cyklu trybów. Mówiąc obrazowo, nakładamy im znajomą maskę głównego opiekuna, dopóki ich twarz się do niej nie przystosuje, żeby wtedy poczuć się źle traktowani. Często dopiero powrót do pierwotnej sytuacji z dzieciństwa przynosi wyzwolenie z tego cyklu, gdy podobieństwo wzorców i uczuć staje się jasne. Oto przykładowa para, do której odnosimy się również w poradniku Passt doch! (Roediger, Behary i Zarbock, 2013).
Peter i Susanne znają się od czasów młodości. Peter zalecał się do Susanne przez długi czas, aż w końcu go „zauważyła”. Oboje pochodzą z tradycyjnych rodzin z klasy średniej, w których mężczyźni pracują, a miej lub bardziej zgorzkniałe kobiety zajmują się domem. Na początku związku Peter obiecał, że będzie po partnersku się angażował w wykonywanie obowiązków domowych i wychowywanie dzieci. W międzyczasie zrobił jednak karierę w swoim zawodzie i praca zaczęła pochłaniać coraz więcej jego czasu. Z kolei Susanne zawsze pracowała w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ uważała za ważne bycie z dziećmi. W rezultacie podział ról w ich rodzinie stawał się coraz bardziej tradycyjny, mimo iż jako młodzi ludzie chcieli przełamać taki wzorzec. Pamiętając o swojej obietnicy, Peter czuje się winny, a ponieważ potrzebuje Susanne emocjonalnie, jest uległy, gdy nie wycofuje się przez pracę. Susanne zaś często czuje się opuszczona, bezsilna i zła. Patrząc na historię swoją i męża, zaczyna sobie uświadamiać, że odtwarzają podział ról swoich rodziców, z którego początkowo chcieli się wyzwolić – ona coraz bardziej wchodzi w rolę sfrustrowanej i pełnej wyrzutów żony i matki, a Peter w rolę nieobecnego ojca, który czuje się odrzucony. Dla kobiety miarka się przebrała, gdy odkryła, że jej mąż wdał się w romans z koleżanką z pracy. Susanne ujrzała siebie stojącą na zgliszczach swojego życia.
Jak już wspomnieliśmy, przyjmujemy, że trudne do rozwiązania konflikty powstają przede wszystkim wtedy, gdy para nie jest w trybie Zdrowego Dorosłego, ale w cyklu trybów. Partnerzy tracą wówczas zdrową zdolność do autorefleksji i elastycznego reagowania, ponieważ co najmniej jedno z nich nie jest obecne tu i teraz, ale odtwarza zdarzenia z dzieciństwa. Gerald Edelman (1995) nazywa takie wtargnięcie przeszłości w teraźniejszość „pamiętaną teraźniejszością”. Pogląd mówiący, że ludzie odtwarzają nieprzepracowane zdarzenia z dzieciństwa w życiu dorosłym, został spopularyzowany w Niemczech przez Hermanna Argelandera (1979) za pośrednictwem koncepcji rozumienia scenicznego. Zgodnie z tym zdarzenia z przeszłości są odtwarzane (oczywiście nieświadomie) nie tylko w życiu codziennym, ale także podczas terapii. Kiedy osoba znajdzie się w sytuacji, która swoją strukturą przypomina przeszłe zdarzenia, uruchamiają się schematy.
Zgodnie z tą koncepcją terapeucie będzie znacznie łatwiej pracować nad sytuacją (lub cyklem trybów), która ma miejsce podczas terapii, niż rozmawiać o konfliktach rozgrywających się poza jego gabinetem. Nasze narracje są wysoce subiektywne ze względu na procesy przetwarzania percepcji i pamięci (Loftus, 1993). Mimo to jesteśmy absolutnie przekonani o słuszności swoich spostrzeżeń i wspomnień, co stanowi fizjologiczną podstawę nieporozumień i wynikających z nich konfliktów. Ucieczkę przed tą immanentną tendencją do konfliktu umożliwia jedynie systematyczne odrywanie się od percepcji opartej na schematach w trybie autopilota i przyjmowanie postawy obserwatora teraźniejszości, co pozwala na weryfikację i synchronizację spostrzeżeń. Wychodzimy z założenia, że nie warto wdawać się w dyskusję ze zniekształconymi narracjami, a w zamian – przynajmniej początkowo – należy skupić się wyłącznie na cyklach trybów widocznych podczas sesji, ufając, że są one dla pary najczęstsze i najważniejsze. Po opracowaniu danego cyklu para może zainscenizować kolejny.
Jak już wspomnieliśmy, liczba możliwych cykli trybów pozostaje ograniczona (zob. Roediger, Simeone-DiFrancesco i Stevens, 2015).
Silna reakcja emocjonalna wzmacnia zachowania zgodne ze schematem (oddziaływanie oddolne), a osłabia hamujące działanie samoregulacji przedczołowej (oddziaływanie odgórne; zob. Salzman i Fusi, 2010). Z reguły jesteśmy podczas sesji mniej pobudzeni emocjonalnie (zestresowani) niż klienci, zwłaszcza gdy mamy już pewne doświadczenie w pracy z parami i potrafimy prowadzić opisaną tu terapię modułową. Dlatego też bardziej korzystne z perspektywy celów terapii jest prowadzenie pary przez analizę cyklu trybów niż pozostawienie początkowo więcej przestrzeni na dialog sokratejski zorientowany na proces (Sachse, Püschel, Fasbender i Breil, 2008). W końcu odkrywa się wtedy więcej „starego”. Pod względem struktury zostało to już jednak odzwierciedlone w cyklu trybów. Zawartość cyklu jest całkowicie wymienna, więc z naszego punktu widzenia nie jest istotna. Dlatego nie zgłębiamy zawartości, ale skupiamy się wyłącznie na cyklu jako takim. Cykl trybów analizujemy wspólnie z parą (moduły od 1 do 4) – małymi krokami i na podstawie przykładów, aby następnie opracować funkcjonalne rozwiązanie Zdrowego Dorosłego (zob. rozdział 3).
Początkowo para może oczywiście czuć się lekceważona, gdy dość mocno hamujemy chęć opowiedzenia przez nią jej historii. Przerywanie komuś jest bardzo dominującym („czerwonym”) gestem. Aby taki gest mógł być tolerowany, nasze działania powinny być uważniające, silnie zorientowane na przywiązanie („niebieskie”) i transparentne. Ponadto powinniśmy odpowiednio przeprosić za swoją dyrektywność, na przykład tak: „Zdaję sobie sprawę, że przerwanie państwu może się wydawać nieuprzejme, ale mam do państwa pytanie. Czy wzorzec, który tu teraz widzimy, jest typowy dla was obojga?”. Z reguły tak właśnie jest. Kontynuujemy więc: „Jeśli tak, to czy mogę państwa zaprosić do lepszego zrozumienia tego wzorca? Być może wspólnie znajdziemy sposób na to, by mogli państwo go przełamać i skuteczniej rozwiązywać swoje konflikty. […]. Dziękuję państwu za gotowość do przyjrzenia się temu. Bynajmniej nie biorę jej za pewnik. Wstańmy zatem i spójrzmy na tę scenę z zewnątrz, jak byśmy byli zespołem konsultacyjnym lub oglądali film”. Szczegółowy opis tej procedury znajduje się w rozdziale 3. Jeśli para potwierdzi, że rozpoznany cykl trybów jest dla niej typowy, to wygraliśmy. Na podstawie cyklu odegranego na żywo możemy wtedy zilustrować model w bardzo zwarty i zrozumiały sposób, tak aby para go „kupiła” i obdarzyła nas zaufaniem. Jeśli odważymy się na taką życzliwą dyrektywność, da się to osiągnąć w czasie jednej sesji lub dwóch. Model jest na tyle konwencjonalny i przystępny, że para już podczas drugiej (lub trzeciej) sesji mówi o „czerwonej” i „niebieskiej” nodze. Nie oznacza to, że zrozumiała wszystkie szczegóły, ale stanowi sygnał, że udało się nam ją zaangażować i możemy przejść do omawiania owych szczegółów.
Wspomnieliśmy już o mających fizjologiczne podłoże zniekształceniach percepcji i wspomnień, a także o wynikającym z nich ryzyku konfliktu. Dlaczego mielibyśmy pozwolić, by gabinet terapeutyczny wypełniały – bardziej, niż jest to absolutnie konieczne – stare historie, które z natury zawsze dotyczą spraw z przeszłości? Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że jest to bardzo prowokacyjne stanowisko, które oznacza frustrację potrzeby symbolizacji i (rzekomo wyjaśniających) opowieści. Jak zaznaczyliśmy pod koniec poprzedniego podrozdziału, powinniśmy wyczerpująco i życzliwie wyjaśnić swoje działania, a także okazać zrozumienie dla złości pary, gdy owe działania silnie aktywują „nogę asertywności”. Jeżeli w tym momencie przerwiemy w przyjazny sposób, przejdziemy na poziom obserwatora i przeprowadzimy mikroanalizę sytuacji wyzwalającej złość (w duchu pracy opisanej w podrozdziale 2.8), zaznaczając ją na modelu, stworzymy bliskość terapeutyczną z naciskiem na teraźniejszość. Mogłoby to wyglądać następująco: „Rozumiem, że pani zdaniem to ważne, bym wiedział wszystko, co chce mi pani powiedzieć. To było bardzo bolesne i chce się pani tym ze mną podzielić. Dla mnie jednak ważniejsze są reakcje bieżące, bo to za ich pomocą kształtujemy teraźniejszość. Czy mogę spytać, co pani czuje teraz, kiedy tak oschle pani przerwałem? […] Zgadza się, to całkowicie normalne. Tak właśnie czuje się każdy, kogo w ten sposób wyhamowano! To świetne wprowadzenie do naszego modelu. Czy możemy razem wstać i spróbować to wyjaśnić?”. Następnie wprowadza się model, tak jak to opisano w następnym rozdziale.
Dzięki temu para może doświadczyć, jak wygląda pobudzenie emocjonalne i jaką ulgę przynosi przejście na poziom obserwatora, a tym samym w tryb Zdrowego Dorosłego. O rzeczach się nie mówi – one się zdarzają. Para zazwyczaj odczuwa różnicę i dlatego jest gotowa podążać za terapeutą (a tym samym przejść na „niebieską” nogę). Zawsze też modelujemy, jak działa empatyczna konfrontacja, jak funkcjonalnie równoważyć nogi „niebieską” i „czerwoną”. Oczywiście na początku musimy często cierpliwie przerywać, usadzać na krześle uruchomione tryby radzenia sobie i zachęcać do jeszcze częstszego przechodzenia do pozycji obserwatora. Pomocne mogą się tu okazać tak zwane techniki eksternalizacyjne opisane w rozdziale 5.
Terapia schematów, jak wszystkie terapie kontekstualne czy też terapie trzeciej fali, jest mocno zorientowana na przyszłość i na rozwiązania. Z tego względu podziela ich sceptyczne podejście (np. terapii akceptacji i zaangażowania; Hayes, Strosahl i Wilson, 2013) do narracji i orientacji na przeszłość. Zgodnie z tym uważamy, że uwikłanie w świat myśli (tzw. fuzja poznawcza ) jest głównym czynnikiem podtrzymującym dysfunkcyjne zachowanie, podobnie jak unikanie trudnych emocji . Wynikająca z tego nieelastyczność znajduje odzwierciedlenie w sztywnych trybach radzenia sobie. Wskazówki dotyczące zaniedbań i błędów, walczące o zdobycie przewagi w interpretacji, oraz pytania o winę – jakkolwiek ludzkie – praktycznie nie przyczyniają się do nowych, funkcjonalnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie, stanowią przeszkodę na drodze do wypracowania tych ostatnich. Naszym zdaniem zajmowanie się przeszłością powinno służyć jedynie powiązaniu obecnych wzorców (czyli trybów i cykli trybów) z wcześniejszymi bolesnymi doświadczeniami (z dzieciństwa!). Następnie uwaga powinna zostać skierowana na teraźniejszość, aby konsekwentnie „posłać duchy z powrotem do grobu” i – w łączności z obydwoma podstawowymi potrzebami – podążać za wybranymi wartościami ku lepszej przyszłości.
Wspomniane biograficzne powiązanie wzorców opartych na schematach jest istotne. Owe wzorce (schematy) kształtują się w dzieciństwie, a my na początku nie jesteśmy tego świadomi. Dlatego w narracjach nie pojawiają się sceny z tamtego okresu, lecz reinscenizacje odbywają się w dorosłych relacjach. Wyzwolone wówczas uczucia są takie same jak w dzieciństwie, między innymi dlatego, że – o czym pisaliśmy wcześniej – partnerów wybieramy zgodnie z tymi wzorcami. Oczywiście nieświadomie i często wbrew świadomym motywom!
O wiele łatwiej jest nam zapamiętać okoliczności ponownego odegrania naszego (wewnętrznego) dramatu w związku niż pierwotnego dramatu z dzieciństwa. Prowadzi to do fatalnego przypisywania przyczyn nieprzyjemnych uczuć partnerowi, który (nieświadomy sytuacji z naszego dzieciństwa) czuje się niesłusznie oskarżany. Sceny, które pierwotnie kształtują schemat, znajdujemy dopiero dzięki mostowi emocjonalnemu przy zastosowaniu techniki odpływania w przeszłość w wyobrażeniu, ponieważ sceny z dzieciństwa często są zapisane nie w pamięci semantycznej (lub są w niej zapisane słabo), lecz w pamięci epizodyczno-obrazkowej (Arntz i Weertmann, 1999). Więcej na ten temat w rozdziale 6.
Proponowane przez nas podejście modułowe jest dość radykalne, ponieważ na początku nie trzeba przeprowadzać usystematyzowanego wywiadu. Podczas pierwszej sesji wystarczy zebrać informacje na temat wieku pary, zawodu, obecnej pracy, sytuacji rodzinnej, w tym dzieci (wiek i imiona, aby później móc poprawnie się do nich odnosić), sytuacji mieszkaniowej i finansowej oraz ważnych bieżących obciążeń. O te rzeczy aktywnie dopytujemy. Pozwala to rozpocząć pracę nad rozpoznanym cyklem (moduły 1–4). Jeżeli w module 4 parze udaje się wejść w tryb Zdrowego Dorosłego, nie są potrzebne dodatkowe informacje i można bezpośrednio kontynuować pracę z modułami 9–12. We wspólnym ćwiczeniu wyobrażeniowym w module 9 wchodzimy w kontakt z ważną, kształtującą schemat sceną z dzieciństwa osoby. W razie potrzeby można wtedy dopytać o dodatkowe szczegóły biograficzne. Tylko jeśli tryby radzenia sobie są bardzo sztywne, uzasadnione i konieczne jest zbadanie tła odpowiednich schematów (najlepiej w rozmowach indywidualnych). Jednak również w tym przypadku – na bazie genogramu systemowego – aktywnie zadajemy pytania i pracujemy z wyobrażeniami zamiast skupiać się na narracjach osoby.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że wielu naszych kolegów po fachu woli na początku przeprowadzić usystematyzowany wywiad, w tym wykorzystać różne kwestionariusze. Dla celów naukowych (i być może także dokumentacyjnych) może to być uzasadnione, a nawet nieuniknione. Pozostając jednak wierni naszemu konsekwentnie redukującemu złożoność, niezwykle pragmatycznemu podejściu, ośmielamy się również w tym przypadku postępować w sposób bardzo redukcjonistyczny, w duchu minimalnej interwencji. Oczywiście możliwe są inne sposoby podejścia.
Połączenie sesji z parą z sesjami indywidualnymi – zwłaszcza prowadzonych przez jednego terapeutę – również, delikatnie mówiąc, budzi kontrowersje, a dla wielu terapeutów jest wręcz nie do przyjęcia. Zaczniemy od omówienia owego połączenia jako takiego. Wspomnieliśmy już, że w przypadku osób z zaburzeniami osobowości w terapii par można szybko utknąć w miejscu, gdy partnerzy nieustannie uruchamiają wzajemnie swoje schematy i tryby radzenia sobie.
Utrudnia to otwarcie się i przejście w tryb Zdrowego Dorosłego, konieczne do ponownej oceny. Wprowadzenie sesji indywidualnych – nawet w większej liczbie – które zgodnie z koncepcją terapii schematów dla par są przewidziane dla takich osób, umożliwia pracę nad schematami w atmosferze zaufania, sam na sam z terapeutą. Wykazano, że terapia schematów stosowana w takim settingu stanowi skuteczne podejście transdiagnostyczne w przypadku praktycznie wszystkich zaburzeń osobowości (zob. przegląd w: Roediger i Zarbock, 2015). Aby ocenić wpływ sesji indywidualnych na relację, sesje z parą mogą się odbywać w określonych odstępach czasu (np. co trzy lub cztery sesje). Jeśli obje partnerzy zmagają się z zaburzeniami osobowości czy też zaburzeniami interakcji, można przez dłuższy czas prowadzić z obojgiem sesje indywidualne, których intensywność i czas trwania odpowiadają standardowej terapii indywidualnej.
Trzeba przyznać, że jest to dość złożony setting, nasuwający pewne pytania, na które odpowiemy poniżej. Umożliwia on jednak dalszą pracę z parą, która w przeciwnym razie przerwałaby terapię. To właśnie takie pary najbardziej potrzebują naszej pomocy! Wyzwanie jednak jest ogromne, ponieważ musimy stale zmieniać perspektywę i na przemian dostrajać się emocjonalnie do jednego i drugiego partnera. Oczywiście zawsze w pewnym stopniu przyjmujemy perspektywę osoby, z którą pracujemy w danym momencie. Następnie przenosimy tę perspektywę na sesję indywidualną z drugim partnerem, podczas której ta sama sytuacja opisywana jest z przeciwnego punktu widzenia. W ten sposób odzwierciedla się w nas obraz doświadczeń obojga partnerów, który niejako synchronizujemy w sobie. Celem jest „zrównoważona stronniczość”. Potem zaś wnosimy rezultat tego procesu na sesje indywidualne z drugą stroną, do czasu gdy partnerzy oboje będą w stanie przyjąć perspektywę drugiego podczas wspólnych sesji. Gdy ten etap zostanie osiągnięty, para jest w trybie Zdrowego Dorosłego w wystarczającym stopniu, by kontynuować pracę w ramach zorientowanych na rozwiązanie modułów 9–12. Oczywiście tak kompleksowa terapia zajmuje porównywalną ilość czasu do terapii indywidualnej, chociaż zwykle da się czynić postępy wcześniej lub szybciej. Nie jest to jednak terapia krótkoterminowa!
Częściowo ma to związek z kwestią omówioną w poprzednim podrozdziale. Po prostu nie da się przekazać wszystkich informacji z poszczególnych sesji indywidualnych drugiemu terapeucie pracującemu z drugim partnerem. Wspomniana powyżej synchronizacja jest praktycznie niemożliwa w przypadku dwojga terapeutów. Ze względu na zaznaczoną na początku rozdziału tendencję do bycia kształtowanym przez subiektywność klienta dwoje terapeutów szybko prowadzi do wzmocnienia strony autonomii bardziej niż strony przywiązania. Nie bez powodu mówi się, że jeśli ktoś chce się rozwieść możliwie szybko, powinien rozpocząć budowę domu lub podjąć terapię (indywidualną). Jeżeli w dodatku terapię pary prowadzi osoba trzecia, istnieje ryzyko, że praca indywidualna będzie działać na niekorzyść zorientowanej na relację terapii pary. Często dzieje się to bez otwartego poruszenia tego tematu, ponieważ klienci zazwyczaj mało mówią o swoich terapiach (a czy powinni?).
Ciekawym rozwiązaniem byłoby prowadzenie przez oboje terapeutów indywidualnych sesji terapii pary, podczas których realizowano by funkcję „synchronizacji”. Podejrzewamy, że proces ten mógłby zostać skomplikowany przez dodatkowy poziom interakcji pary terapeutycznej, i oczywiście byłby kosztowniejszy. Uważamy, że zalety przeważają nad wadami, jeśli terapeutom w naszym modelu udaje się przechodzić od naprzemiennej stronniczości do integrującej, zrównoważonej postawy, której ów model służy. Terapeuta jest katalizatorem tych procesów.
Rolą terapeuty jest jak najlepsze odwzorowanie świata doświadczeń osoby, z którą właśnie pracuje, aby przystępnie przekazać go drugiej stronie. Z punktu widzenia koncepcji mentalizacji (Fonagy, Jurist, Gergely i Target, 2008) terapeuta, dzięki zdolności do tejże mentalizacji, pełni funkcję pomostu między światami doświadczeń partnerów, umożliwiając im poprawę owej zdolności poprzez jej modelowanie. Para kontynuuje ten proces w ramach konstruktywnych rozmów partnerskich, które pomagają podtrzymać go na co dzień, dopóki terapeuta nie przestanie być potrzebny.
Nie należy zapominać, że jest to bardzo trudne zadanie. Wszak również my, terapeuci, mamy swoje schematy i preferowane tryby radzenia sobie, na dodatek nie zawsze jesteśmy w trybie Zdrowego Dorosłego. Jednakże nie jest to wcale konieczne! Wręcz przeciwnie, para uczy się na podstawie naszych błędów i niedoskonałości oraz sposobu radzenia sobie z nimi. O wiele ważniejsze od unikania błędów i dążenia do perfekcji jest bycie dobrym wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o przyznawanie się do pomyłek, przepraszanie i podchodzenie do innych w sposób zorientowany na relacje zamiast usztywniania się w postawie asertywnej. Nie każdemu to odpowiada i rozumiemy, że ktoś może woleć bardziej zdystansowaną formę terapii. Istnieją ku temu uzasadnione powody.
Zasadniczo powinniśmy przekazać parze, że unikanie konfliktów w żadnym wypadku nie stanowi dobrego prognostyku udanego związku (Gottman, 1999). O wiele ważniejsza jest zdolność i dobra wola do ponownego zbliżenia lub podjęcia pozytywnych interakcji po konflikcie (w naszym języku: do stanięcia na „niebieskiej” nodze).
Cele związane ze zbliżeniem są generalnie łatwiejsze do osiągnięcia niż cele związane z unikaniem (Grawe, 2004). Najważniejszym, czego potrzebują terapeuci, jest przytomność umysłu (obecnie często nazywana uważnością), dogłębna znajomość własnych schematów i trybów, wyraźna gotowość do ciągłego kwestionowania siebie i podejście równościowe (jak równy z równym; Bateson, 2000). Gdy podczas sesji dochodzi do konfliktu, co – jak wspomnieliśmy – jest zdecydowanie pożądane, stwarza to okazję do przerwania bieżącej pracy oraz modelowego (na stojąco) przeanalizowania i rozwiązania sytuacji w trybie Zdrowego Dorosłego. Sekwencje tego rodzaju pracy podczas sesji okazują się szczególnie owocne. Partnerskie zachowanie terapeuty – które nasila się w toku terapii – równoważy początkową dyrektywność, aby wzmocnić autonomię pary.
Teraz zrobi się naprawdę interesująco (i kontrowersyjnie), ponieważ istotne wartości pracy terapeutycznej wejdą ze sobą w konflikt. Czy podczas sesji indywidualnej ważniejsza jest dla nas lojalność wobec nieobecnego partnera, czy też chcemy uzyskać jak najwięcej informacji – niezależnie od tego, co zrobimy z tą wiedzą? Czy możemy nadal być odpowiednio otwarci wobec strony nieobecnej, jeśli staniemy się powiernikami tajemnicy? A może chcemy tylko bawić się w Boga i wszystko wiedzieć, a przy tym brakuje nam powściągliwości? Rozważymy to na przykładzie romansu, lecz nasze refleksje odnoszą się do wszelkich tajemnic, dotyczących choćby dużych strat finansowych, utraty pracy, uzależnienia, popełnienia przestępstwa, postępowania karnego czy próby szantażu.
Podczas sesji indywidualnej Susanne powiedziała terapeucie, że zadurzyła się w swoim koledze i raz z nim współżyła. „Chciałam panu o tym powiedzieć, ponieważ mam bardzo mieszane uczucia i sama już nie wiem, czego chcę. Ale proszę pod żadnym pozorem nie mówić o tym Peterowi. Nie chcę, żeby on się dowiedział, ponieważ muszę najpierw sama zrozumieć, co się dzieje. Czy możemy zachować to dla siebie i rozmawiać o tym tylko podczas sesji indywidualnych?”.
Ponieważ nie mamy w tej sprawie jednego zdania, przedstawimy teraz nasze rozbieżne stanowiska, pozostawiając czytelnikom ustosunkowanie się do nich.
Według mnie sytuacja przedstawia się następująco: jeśli powiem parze, że przekazaną mi informacją o romansie muszę natychmiast się podzielić z drugą stroną, ponieważ nie mogę lub nie chcę być powiernikiem tajemnicy, istnieje ryzyko, że w ogóle się o nim nie dowiem. Wówczas niemożliwe będzie poruszenie w rozmowie bardzo ważnego elementu obrazu związku. Praca będzie się odbywała w trybie „na niby”. Moim zdaniem nie da się wówczas rozwiązać takiego problemu. Aby móc przeanalizować sytuację w kontekście modelu wspólnie z osobą mającą romans, proponuję serię sesji indywidualnych. W czasie sesji z parą można to przekazać w następujący sposób: „Susanne, odnoszę wrażenie, że nie jest pani w stanie emocjonalnie się otworzyć. Wobec tego proponuję, żebyśmy popracowali nad tym w czasie kilku spotkań indywidualnych, a następnie omówili rezultat tej pracy podczas wspólnej sesji. Czy wszyscy zgadzają się na takie rozwiązanie?”. Celem jest rozpoznanie, jaką funkcję pełni romans dla danej osoby i dla związku (zob. rozdział 11). Gdy funkcja ta zostanie rozpoznana i zrozumiana, istnieje kilka sposobów postępowania.
