Taką sobie ciebie wymarzyłem - Magdalena Krauze - ebook + audiobook + książka

Taką sobie ciebie wymarzyłem ebook i audiobook

Magdalena Krauze

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

14 osób interesuje się tą książką

Opis

 

Do czego posunie się toksyczna kobieta i jakie skrywa tajemnice?

Aleksander wiele przeszedł w swoim życiu. Śmierć mamy, odrzucenie przez ciotkę, która miała się nim zająć, w końcu dom dziecka. Dziś jest właścicielem wypożyczalni samochodów w Warszawie oraz Łodzi. Właśnie rozstał się z Moniką, która jak się okazało, nigdy go nie kochała. Podobno był zbyt dobry, zbyt delikatny, zbyt romantyczny.

Pewnego dnia do drzwi mężczyzny puka siostra Moniki wraz z kilkuletnim chłopcem. To spotkanie, choć zupełnie niezaplanowane i można by rzec, przypadkowe, przerodzi się w cudowną relację Alka i Poli.

W niewielkim, ale przytulnym domu w malowniczym Radzyminie życie mogłoby toczyć się swoim cudownym, miarowym rytmem, lecz w tej historii nikt nie przewidział, że niektórym osobom się nie ufa. Co zrobi zieleniejąca z zazdrości Monika, kiedy dowie się, że jej były i znienawidzona siostra tworzą parę?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 331

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 34 min

Oceny
4,5 (368 ocen)
250
70
26
18
4
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
quniarska

Z braku laku…

Nie wiem skąd stwierdzenia, że to "życiowa" ksiazka. Zapowiadało się nieźle, ale im dalej brnęłam w fabułę, tym bardziej byłam zażenowana. Bardzo stereotypowe podejście do rodzeństwa. Zła i dobra siostra. Pola to taka Mary Sue, która bez stawia czoła wszystkim przeciwnościom losu, jest dobra, empatyczna. Do tego stopnia, że jej nie kupiłam. Alek tak samo - cudowny człowiek bez wad. Właśnie wad mi w tej książce brakuje. Ciężko uwierzyć, że każdy bohater jest do rany przyłóż. Brakuje mi niuansów, takich szarych postaci, których nie potrafilabym zaszufladkować. Nie wspominając już o "cieżkiej pracy", której jakoś nie widzę u Alka. Nie czuję od niego biznesmena, tylko faceta z fuksem, któremu firma magicznie się prowadzi. I który szasta pieniędzmi na prawo i lewo. Scena randki w Niemczech była co najmniej niepotrzebna. Nie wiem, co miała udowodnić. Wysokie standardy Alka? Końcówkę lepiej przemilczeć. Liczyłam na coś innego, potencjał był na początku. Odkupienie w kilka dni nie jest dl...
60
hannaz72

Nie oderwiesz się od lektury

Książka pełna emocji. Niby lekka, ale pomiędzy tą lekkością Autorka przemyciła samo życie, które jak dobrze wiemy, nie zawsze sypie nam pod nogi płatki róż. Dla tych, które są wrażliwe - chusteczki lepiej mieć gdzieś w zasięgu. POLECAM!
61
dariabem

Nie oderwiesz się od lektury

Życiowa i niesamowicie emocjonująca historia. Bardzo polecam każdej kobiecie!
51
JolaJakubek

Nie oderwiesz się od lektury

👍🙂.Jestem pod wielkim wrażeniem. Wspaniala historia opisująca życie , te dobre jego strony i te niestety smutne, bo ono takie jest . Bardzo polecam przeczytać.
51
bozenasup

Z braku laku…

Kolejna obyczajówka, co do której czytelnik ma nadzieję, że coś go zaskoczy, ale z każdą przeczytaną stroną niestety przekonuje się, że była to nadzieja płonna. Nie podobała mi się relacja Poli i Alka - za dużo lukru i słodyczy. Dla mnie, zachowanie bohaterów było mało realistyczne, niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. Podobnie jak dialogi, lekko "nadęte" i często wysublimowane. Chyba mało kto rozmawia ze sobą w ten sposób. Nie podobało mi się.
40

Popularność




Rozdział 1Aleksander

– Stary, ja już za nią nie nadążam. Od kilku tygodni coś się między nami zmieniło. Na początku olewałem to jej marudzenie, ale teraz zaczynam się martwić. Monika coraz częściej daje mi do zrozumienia… nie, to za delikatnie powiedziane – poprawiłem się. – Bardzo wyraźnie sugeruje, że to nie jest jej wymarzony związek. Że stałem się nudnym malkontentem, że popadliśmy w rutynę, że nie robimy nic nowego. Powiedziała mi nawet, że mój zawód jest dowodem na to, że poprzestaję na minimum i nie staram się rozwijać. W sensie życiowym. – Otworzyłem butelkę piwa i podałem ją Mirkowi.

– Dlaczego mnie to nie dziwi? – Mirek spojrzał na mnie wymownie, wziął spory łyk i odstawił butelkę na biurko. – Znasz moje zdanie i wiesz, że od samego początku odradzałem ci ten związek.

– Tak, wiem, nie wróżyłeś nam nigdy przyszłości. Normalnie czekam, aż będziesz jak zegarowa kukułka podskakiwał o pełnych godzinach i wołał: „A nie mówiłem! A nie mówiłem!”.

– Stary, miłość jest ślepa, wiem coś o tym – powiedział Mirek wyrozumiale. – Ale może czas, żebyś w końcu przejrzał na oczy.

– Łatwo powiedzieć. Przecież na początku nie było źle! Głowę mam pełną cudownych wspomnień. Rozumieliśmy się bez słów. Byłem pewien, że to ta jedyna.

– Byłeś głupi i tyle. W przeciwieństwie do niej, bo ona głupia nie była i nie jest. Omotała cię tą słodyczą. A teraz robi smutne minki, podnosi na ciebie załzawione oczęta i już jesteś gotów zrobić wszystko, żeby królewnę uszczęśliwić. Od samego początku mówiłem ci, że Monika jest roszczeniowa i egoistyczna. To taki typ kobiety, której własne potrzeby zawsze stoją dziesięć pięter wyżej nad potrzebami jej bliskich. Przestań być masochistą. Alek, znam cię nie od dziś. Wiem, jak ciężko pracowałeś na to, co masz, więc nie daj sobie wmówić, że jesteś niedostateczny. Skoro jest taka niezadowolona, to osobiście pomogę jej spakować walizki. Żeby się nie męczyła w tym rutynowym związku bez przyszłości. Ja obok ciebie widzę zupełnie kogoś innego. Potrzebujesz dobrej kobiety, partnerki, przyjaciółki, a nie tylko zgrabnej dupy z idealnym make-upem. Sorry, Alek, ale to nie tylko moje zdanie.

– Porozmawiam z nią, może w końcu wytłumaczy mi, czego tak właściwie oczekuje. Może jeszcze nam się uda. Nie chcę przekreślać tego półtora roku, które z nią spędziłem.

– Nie wierzę! Zachowujesz się jak cipeusz. Może ona ci czegoś dosypuje do kaszki, co? Przypomnę ci, bo chyba zapomniałeś: Monika mieszka u ciebie, nie ty u niej, więc jak jej się coś nie podoba, to dlaczego sobie nie polepszy? Nie zastanawia cię to? – Przyjaciel wbił we mnie wyczekujące spojrzenie.

– Mirek, najpierw z nią pogadam – powiedziałem zdecydowanie.

– Niepotrzebnie się produkuję, i tak zrobisz po swojemu. Ja bym ją dawno wyprowadził, ale ty rzadko działasz pod wpływem impulsu. Normalnie to ci zazdroszczę tej rozwagi, ale w tym przypadku dajesz sobie jeździć po grzbiecie. – Mirek odpalił papierosa i głęboko zaciągnął się dymem. – Ty, a może ona kogoś ma?

– Nic na to nie wskazuje, Monika po pracy wraca do domu, a potem biegnie na te swoje czary-mary na macie.

– Jakie czary-mary? – Spojrzał na mnie zdziwiony.

– No, na jogę. Zafiksowała się na jej punkcie. W domu też rozkłada matę o wschodzie słońca i mruczy jak jakaś nawiedzona.

– Jesteś pewien, że biega tylko na jogę? – Mirek najwidoczniej nie zamierzał zrezygnować z nakłaniania mnie do zerwania z Moniką, jak nie z tego powodu, to z innego.

– Tak mówi, a ja jej sprawdzał nie będę. Związek buduje się na zaufaniu – stwierdziłem raczej chłodno.

– No tak, zapomniałem, że ty jej ufasz, ty ją ubóstwiasz, ty ją podziwiasz, ty jesz jej z ręki i gotów jesteś spijać z jej ust każdą obelgę. Alek, kiedy ty stałeś się takim frajerem? Zastanów się, chłopie, bo ja bym powiedział, że wszystko na to wskazuje. Przestała zwracać na ciebie uwagę, nie suszy ci głowy o żadne rocznice, daty, pierdaty, znaczy zobojętniała na was. Nagle spędza czas z ludźmi, których nie znasz, i odcina się od tych, których znacie oboje. Ewidentnie coś się zmieniło. Wiadomo, że kochająca kobieta lubi spędzać czas z mężczyzną, na którym jej zależy, a Monika ciągle gdzieś lata. A do tego jak ją pytasz, to zamiast odpowiadać, wywołuje awantury. Wybacz, ale to są oznaki zdrady. Nawet internet ci to powie.

– Nie pomagasz. – Zwiesiłem głowę.

– Chcesz pomocy? Okej. Kiedy byłem w podobnej sytuacji jak ty teraz, usłyszałem od mamy mądre słowa:„Są ludzie, którzy kończą związek, gdy pojawiają się przeszkody, ale są też tacy, którzy na przeszkodach upierają się go budować”. Jak dobrze pamiętasz, ja tamtą relację zakończyłem, ponieważ uznałem, że sam tej budowli nie utrzymam. Zastanów się, czy chcesz być Bobem Budowniczym za wszelką cenę.

– Tu się nie ma nad czym zastanawiać. Oczywiście, że nie chcę, ale plułbym sobie w brodę, gdybym palnął bez zastanowienia: „Jak ci ze mną źle i jestem taki beznadziejny, to droga wolna”. To takie działanie na skróty, a ja ich w życiu nie stosuję. Zdaję sobie sprawę, że u nas widać już zgliszcza. Jednak nie należę do tych, którzy podwijają ogon i zmykają w obliczu trudności. Pamiętaj, że to nie jest tak, że zawsze było nam źle. Nie zawsze. I nie chcę tego przekreślić ot tak. Ona stworzyła sobie swój świat, a ja w pewnym momencie przestałem być jego częścią, ale muszę się dowiedzieć dlaczego. Przecież ten czas spędzony razem coś znaczył. Rozumieliśmy się, pasowaliśmy do siebie, nie mogę tego przekreślić. Muszę spróbować, zawalczyć, rozumiesz?

***

Walkę miałem we krwi. Walczyłem od dwunastego roku życia. O wszystko. Sam.

Po śmierci mamy trafiłem pod opiekę ciotki. Ponoć mama, kiedy już czuła się bardzo źle, wymusiła na swojej siostrze obietnicę, że ta się mną zaopie­kuje, co zresztą ciotka nieraz mi wypominała. Ewidentnie mnie nie chciała, ale innych krewnych nie miałem. Ojca nie znałem, a on nawet nie wiedział o moim istnieniu.

Ciotka była specyficzną osobą, nie lubiłem jej, ale z dwojga złego wolałem żyć z nią, niż trafić do domu dziecka. Na początku wyobrażałem sobie, że skoro moja mama była bardzo ciepłą, troskliwą i radosną osobą, to jakoś zdołam obudzić te same cechy w jej siostrze. Złudne nadzieje. Ciotka najczęściej wyglądała jak chmura gradowa. Rzadko się uśmiechała, a ze mną nie potrafiła rozmawiać. Nigdy nie spytała, jak sobie radzę z żałobą, nigdy mnie nie przytuliła. A prawda była taka, że życie bez mamy było do dupy. Tęskniłem za nią bardzo. Była nie tylko mamą, ale też moim najlepszym przyjacielem.

Żyliśmy skromnie, ale nie narzekałem, nie czułem się biedny. Mama nauczyła mnie, że szczęśliwa rodzina to taka, w której jest miłość, a pieniądze… cóż, są potrzebne w życiu, ale nigdy nie powinny być celem nadrzędnym. A miłości mi nie brakowało. Mama poświęcała mi każdą wolną chwilę, uczyła mnie życia, dzięki niej wyrosłem na zaradnego i obowiązkowego faceta, była przy tym anielsko cierpliwa i nigdy nie podniosła na mnie głosu.

Bardzo się kochaliśmy.

Ciotka nie miała dzieci i uważałem nawet, że to dobrze i że niektórzy nie powinni ich mieć. Męża też nie miała, ale bardzo ciężko pracowała nad tym, żeby go w końcu zdobyć. Latała na randki niemal w każdą sobotę i wracała nad ranem, najczęściej sama, ale zdarzało się, że przytargała do domu jakiegoś niewyżytego samca. Pół nocy słyszałem jej jęki i skrzypienie łóżka. Wreszcie zaczęła spotykać się z panem Marcusem. Facet naprawdę miał na imię Marek, ale odkąd przeprowadził się do Monachium, został Marcusem. Początkowo przyjeżdżał do ciotki dwa, czasem trzy razy w miesiącu, a potem zjawiał się w każdy weekend.

***

– Przynajmniej z tego wszystkiego zostało ci łóżko. – Komentarz Mirka wyrwał mnie z zamyślenia.

– A co ty! – obruszyłem się na tę sugestię. – Od dwóch miesięcy jej nawet nie tknąłem. Gdy tylko próbuję się przytulić albo ją pocałować, zaraz słyszę: śmierdzisz spalinami, paliłeś, nie użyłeś dezodorantu, masz łapy brudne od smaru, drapiesz, kłujesz, przytnij zarost, masz włosy w nosie… Żeby jeszcze miała rację, to okej, ale kurwa, stary, czy ja wyglądam jak jaskiniowiec? Albo jakiś żul?

– Liczysz na komplementy z mojej strony? – roześmiał się Mirek i oparł o biurko z rękoma wciśniętymi w kieszenie.

– Na nic nie liczę, stary. Chyba zaczynam się zachowywać jak ofiara przemocy domowej.

– Alek, z naszej paczki to zawsze ty miałeś największe branie, z tego wniosek, że nie jest z tobą tak źle.

– No dobra, ale to było parę lat temu.

– I nic się nie zmieniło. Słuchasz Moniki jak żaba grzmotów albo po prostu taki układ jest dla ciebie wygodny. Odkąd u ciebie zamieszkała, stałeś się takim, wiesz, tatuśkiem. Jak ona lata na tę swoją jogę, to ty przyjdź na siłownię. Kiedy ostatnio pakowałeś? Kiedyś nie było dnia, żebyś opuścił trening, a teraz co? Kapcie, pilot i użeranie się z babą, która jakoś potrafi sobie zorganizować czas, a ty siedzisz jak wierny piesek i nasłuchujesz, kiedy jaśnie pani wróci do chaty. Chyba trochę zapomniałeś o sobie. Daj spokój, Alek. Ogarnij dupę, bo żal patrzeć.

– Ostatnio za często masz rację. To mnie niepokoi. Wiem, że gadam od rzeczy, ale myślałem, że może w końcu trafiłem na swoją połówkę, że wiesz… a ona nie dość, że zmieniła się nie do poznania, to teraz jeszcze sugeruje, że to wszystko z mojej winy.

– Ale kasy od ciebie brać nie przestała, co? Ten twój biznes tak się kręci, że głowa mała, ale na jej potrzeby to nie wystarczy.

– Po to zarabiam, żeby wydawać – stwierdziłem.

– Chyba po to, żeby ona wydawała – parsknął Mirek, ewidentnie wkurzony na Monikę. – I widać, że rozdział od łoża przeprowadziła raz-dwa, ale rozdziału od bankowego konta to jakoś jej się nie spieszy przeprowadzać. Nic dziwnego, skoro sama nie zarobi nawet na waciki. Ale uczciwe to to nie jest, nie wmówisz mi.

– Mam zamiar się dowiedzieć, jak ona to widzi, Miras. Trochę otworzyłeś mi oczy, co przyznaję z niechęcią, i nie będę już tolerował jej uwag ani pretensji. Do tego sprawdzę, czy za jej zachowaniem nie kryje się jakiś jogin z maty albo inny dupek.

Rozdział 2Monika

Gdyby ktoś przed rokiem powiedział mi, że mój związek z Aleksandrem przestanie być pasmem szczęścia, tobym go wyśmiała. Alek imponował mi od początku. I to bardzo. Miał swój biznes i kasę, a ja całe życie próbowałam jakoś wiązać koniec z końcem. Do tego adorował mnie, rozpieszczał i traktował jak księżniczkę – która kobieta tego nie lubi? No i była to w moim życiu pewna odmiana. Dotychczas miałam szczęście do tych czarujących przystojniaków, którzy wkrótce okazywali się czarującymi chamami. Człowiek nie wiedział, co go czeka następnego dnia…

Z czasem przestało być jednak z Alkiem tak różowo.

Poznałam go w dniu, kiedy świętowałam z przyjaciółmi zakończenie czwartego roku studiów. Poszliśmy całą paczką oblewać zdane egzaminy. Impreza trwała w najlepsze i mimo że w tym dniu wypiłam dość sporo, ciągle miałam ochotę na więcej. Kiedy zamawiałam przy barze kolejnego drinka, byłam już lekko wstawiona. Nawet nie zauważyłam, że obok mnie ktoś siedzi, dopóki zawartość szklanki nie wylądowała na jego koszuli i spodniach. Kiedy obrócił się w moją stronę, zmiękły mi kolana, chociaż tak naprawdę winne mogły być wypite procenty, niemniej to hipnotyzujące spojrzenie orzechowych oczu niemal zwaliło mnie z nóg. Zaczęłam go przepraszać i mało brakowało, a wytarłabym jego mokre spodnie w miejscu, gdzie przyzwoita dziewczyna nie sięga nieznajomemu facetowi. A on zachował się tak, jakby nic się nie stało. Wcielenie spokoju o pięknych oczach i uroczym dołeczku w policzku, który zauważyłam, kiedy się uśmiechnął. Był przystojny i jak się szybko okazało – nie skąpił. Nie próbował wybrać najtańszych drinków z karty i szarmancko za wszystko zapłacił. Tego wieczoru nie wróciłam już do stolika, przy którym moi przyjaciele bawili się w najlepsze. Przegadałam z Alkiem kilka godzin, a na pożegnanie wymieniliśmy się numerami telefonów.

Nie ukrywam, że czekałam na kontakt z jego strony, ale minęło kilka dni, a on milczał. Jakoś nie mog­łam o nim zapomnieć, może właśnie przez to milczenie? Obudził się we mnie instynkt łowiecki. W końcu sama do niego zadzwoniłam i umówiliśmy się na kawę, a potem na kolejną. Później była kolacja, lunch i jakoś tak wyszło, że spotykaliśmy się niemal codziennie.

Alek okazał się poważnym i poukładanym facetem. Superdojrzałym. Podziwiałam to, jak zarządzał swoim życiem, co udało mu się osiągnąć: dobrze działająca firma, mieszkanie, samochód. Bałam się, że gdyby wiedział, jaka jestem naprawdę, toby mnie zostawił. Z natury zawsze byłam szalona i chyba lekkomyślna. Ciągle pakowałam się w różne dziwne sytuacje i relacje. Ta znajomość była inna. On był inny, a ja robiłam wszystko, żeby mu się spodobać, i hamowałam wrodzoną skłonność do szaleństw. Czułam się przy nim wyjątkowa, może nawet odrobinę spoważniałam.

Po kilku miesiącach Alek zaproponował, żebym z nim zamieszkała. Oczywiście zgodziłam się ze śpiewem na ustach, bo pokój w akademiku nie był szczytem luksusu, a na wynajęcie mieszkania nie było mnie stać.

Rodzice zginęli w wypadku samochodowym przed trzema laty, a ze starszą siostrą nie utrzymywałam kontaktu. Radziłam sobie dość dobrze sama – łapałam się różnych dorywczych chałturek, żeby mieć na bieżące wydatki. Czekałam na koniec studiów i zamierzałam szybko znaleźć dobrze płatną pracę. Kasa była dla mnie priorytetem. Chciałam, żeby wreszcie wystarczało mi na wszystko. Żebym nigdy nie musiała liczyć drobniaków od wypłaty do wypłaty. Chciałam żyć pełną piersią.

I wtedy w moje życie wkroczył Alek. Koleżanki zazdrościły mi faceta z własnym mieszkaniem i własną firmą. Zazdrościły prezentów i tego, że co zarobiłam, mogłam wydawać na siebie.

Dlaczego ja przestałam być zadowolona?

Alek na dłuższą metę okazał się nudny. Na oko wystrzałowy chłopak, a w środku – stuletni dziadek. Wracając z pracy, wiedziałam, jak będzie wyglądał nasz wieczór. Dusiłam się. Brakowało mi ekscytacji, emocji, marzyłam, żeby przeżyć coś szalonego. Nie chciałam wegetować. Chciałam się rozwijać, chciałam być szczęśliwa, bawić się, szaleć, a nie siedzieć w domu, bo Alek musiał odpocząć po ciężkim tygodniu. Zaczęłam szukać sobie rozrywek. Sama. Był taniec towarzyski, ale trafił mi się partner tak drewniany jak kawał kloca, więc szybko mi przeszło. Potem był aerobik, była zumba, ale to również szybko mi się znudziło. W nowej pracy poznałam Izę, która zaimponowała mi sposobem bycia i pewnością siebie. Chciałam być taka jak ona. Pewnego dnia przyniosła do pracy książkę. Był to poradnik motywacyjny i tak się wciąg­nęłam, że szybko zapełniłam swoją biblioteczkę podobnymi książkami.

Moje podręczniki napawały Alka odrazą. Twierdził, że ryję sobie mózg, że uzależniłam się od life coachingu. Nie jestem głupia, doskonale wiem, że nie da się czerpać inspiracji do życia z pięćdziesięciu poradników naraz. Czytałam je nie po to, żeby trzymać się ślepo każdych zaleceń – chciałam się rozwijać i szukałam własnej drogi. Nauczyłam się stawiać siebie na pierwszym miejscu. Zrozumiałam, że nie chcę mieć dzieci. Świat miał zbyt wiele do zaoferowania, żebym miała odwrócić się od niego i utknąć w zupkach i pieluchach. Nie chciałam gotować obiadków, szykować kanapek i spędzać pół dnia nad deską do prasowania. To zwyczajnie nie było dla mnie. Moje życie musiało być pełne adrenaliny. Pracowałam w korporacji i naprawdę szybko odnalazłam się w wyścigu szczurów. Potrafiłam rozgrywać biurowe gierki, i to tak, że nikt nie zdołał mi wsadzić noża w plecy, co to, to nie. I po takim dniu pełnym emocji, walk o awanse, premie i bardziej lukratywne projekty wracałam do oazy bezruchu i mojego emira Alka. Miałam wrażenie, że jestem koniem wyścigowym, któremu ktoś nagle kazał chodzić stępa. Aż mi para szła uszami.

Po ponad roku wspólnego mieszkania z Alkiem miałam tego naprawdę dość.

– Znowu idziesz na jogę? – Alek wrócił z pracy wcześniej niż zwykle i spotkaliśmy się w przed­pokoju, kiedy szykowałam się, żeby wyjść z mieszkania.

– Tak – odpowiedziałam. – A ty co dziś tak szybko wróciłeś?

– Ostatnio trochę za dużo czasu spędzałem w pracy i pomyślałem, że trzeba to zmienić. Może poszlibyśmy dziś na kolację do tej naszej ulubionej restauracji? – spytał.

Sama kolacja byłaby miłą odmianą, o ile Alek wybrałby inną restaurację niż zwykle. Kartę znałam już na pamięć. Mało tego, jakby mnie ktoś w nocy obudził, to z krzykiem zaczęłabym recytować: rolady wołowe, golonka po beskidzku, udka i filety z kaczki, i tak do końca. Brrr. Nie miałam zamiaru dać się wciągnąć w tę rutynę. Zwłaszcza że czekał na mnie Błażej.

– Dziś nie ma opcji. Wrócę dość późno i na pewno będę padnięta.

– Mhm – mruknął, pocierając dłonią policzek. – Może jednak zrezygnujesz z dzisiejszych zajęć?

– Nie, nie zrezygnuję, są bardzo ważne dla mojej wewnętrznej równowagi – odpowiedziałam stanowczo. – To ja lecę, bo się spóźnię. – Zamknęłam za sobą drzwi, zostawiając go na środku przedpokoju.

– Monika, zaczekaj – usłyszałam jeszcze, ale nie wróciłam do mieszkania.

Rozdział 3Aleksander

– No to sobie pogadaliśmy – podsumowałem głośno po tym, jak za Moniką zamknęły się drzwi.

Poczekałem, aż wyjdzie z bloku. Zbiegłem na dół, wsiadłem do samochodu i postanowiłem za nią pojechać. Musiałem się dowiedzieć, czy moja dziewczyna pod pretekstem jogi nie rozpoczęła całkiem nowego związku, i to niekoniecznie z joginem, fakirem czy innym magikiem. Nie chciałem przyznać racji Mirkowi, ale jego argumenty były naprawdę mocne. Monika nie okazywała mi takiego zainteresowania jak kiedyś, o seksie nie było mowy, przestała robić jakiekolwiek wspólne plany. A do tego nie mówiła już „my”, tylko „ja” i „ty”. Już wcześniej powinienem był zwrócić na to uwagę.

Jechałem za nią w dość dużej odległości. Było to łatwe, bo okazało się, że zajęcia nie odbywały się w centrum miasta. Kiedy w końcu Monika zatrzymała się przed domem jednorodzinnym ogrodzonym wysokimi tujami, patrzyłem na nią i nie mogłem wyjść ze zdumienia. Wysiadła z auta, rozpięła bluzę i poprawiła biust skrywany pod krótkim, obcisłym topem. Odrzuciła włosy na plecy i zniknęła za furtką. Tuż przed wjazdem na posesję stała dość duża tablica, ale z miejsca, w którym się zatrzymałem, nie mog­łem odczytać napisu. Kiedy moja dziewczyna zniknęła mi z pola widzenia, podjechałem bliżej.

„Harmonia duszy i ciała. Studio Jogi. Błażej Walentynowicz”.

Wspomniałem, jak Monika poprawiała bluzę i top, i zapaliła mi się czerwona lampka. Zaciekawiło mnie, jak właściwie wygląda ten harmonijny Błażej. Wpisałem w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko. Kiedy zobaczyłem fotki, zrobiło mi się tak jakoś… dziwnie. Facet musiał ciągle biegać na siłkę, bo takich mięśni to joga chyba nie wyrabia. Pewnie jeszcze pomagał sobie sterydami, żeby się „harmonijnie” rozrastać w każdym kierunku. Czułem, że te jego mięśnie i liczne tatuaże są przyczyną zmian, jakie zaszły w Monice.

Czekałem ponad dwie godziny, aż skończą się zajęcia i Monika wyjdzie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że oprócz niej nikt więcej nie opuścił budynku.

– Szlag by to trafił! – Uderzyłem dłonią w kierownicę. Wyglądało na to, że moja dziewczyna wykupiła zajęcia indywidualne, zapewne indywidualne i intymne. Odpaliłem silnik, wbiłem wsteczny i ruszyłem do domu, zanim Monika mogłaby mnie wypatrzeć i zdemaskować

Kiedy wróciła, leżałem na narożniku z pilotem w ręku.

– O, już jesteś? – Wstałem i podszedłem do niej.

– Nie dotykaj mnie! – Zasłoniła się rękoma. – Jestem cała spocona. Pójdę się wykąpać.

– To może zrobię kolację, co? – zaproponowałem.

– Nie będę jadła. Dziś wypiję tylko sok z brzozy.

– Z czego?

– Z brzozy, Alek. To samo zdrowie – pouczyła mnie. – I to nie jakiś chrzczony ze sklepu, tylko pozyskiwany wprost z drzewa.

– Chryste! – Złapałem się za głowę, kiedy zniknęła w łazience. – Dziś mi się nie wymigasz od rozmowy – zapowiedziałem cicho.

Zrobiłem sobie drinka i czekałem, aż Monika się wykąpie. W ciągu ostatnich dni intensywnie zastanawiałem się, gdzie popełniłem błąd, co przeoczyłem, czego nie zrobiłem. Może Mirek miał rację, że powinienem zakończyć nasz związek, a nie szukać wyjaś­nień i prób naprawienia tego, co nie działało w oczywisty sposób. Dwoje obcych pod jednym dachem – tak wyglądało ostatnio nasze wspólne życie. A wszystko chyba zaczęło się wtedy, gdy Monika podjęła pracę w korporacji. Nagle zaczęła się inaczej zachowywać, popadać w jakieś nastroje. Raz była miła, raz bezczelna i wulgarna. Jakby miała dwie osobowości. Coraz częściej narzekała na nudę, na bezruch. Twierdziła, że zachowuję się jak staruszek, a już najgorsze było dla niej to, że czasem w weekend chciałem po prostu porządnie odpocząć po tygodniu ciężkiej pracy. Nie wiedziałem, jakie atrakcje mogłem jej jeszcze zapewnić, żeby przestała biadolić.

Z łazienki dobiegł mnie dźwięk muzyki, a raczej jakiegoś rzępolenia. Dopiłem drinka do końca i mimo wszystko postanowiłem przygotować kolację. Monika wyszła z łazienki, kiedy jajka na bekonie pachniały w całym mieszkaniu.

– Alek, no czyś ty zwariował?! – oburzyła się natychmiast. – Dopiero co się wykąpałam, a zaraz cała przesiąknę tym smrodem. – Mars na czole i pretensja w głosie nie pozostawiły mi złudzeń. Ze wspólnej kolacji nici.

– Przecież uwielbiasz jajka na bekonie. – Chciałem ją objąć, ale niestety i tym razem mi na to nie pozwoliła. – Co się dzieje, Monia?

– A co ma się dziać? – Odkręciła butelkę z żółtawym płynem i pociągnęła spory łyk.

– Skąd masz tego bełta? – Spojrzałem podejrzliwie na ten jej napój, bo cholera wie, co to właściwie było.

– Kupiłam na jodze. Mówiłam ci, że na kolację wypiję sok z brzozy.

– Skąd masz pewność, że to jest sok z brzozy? Ta butelka nie była oryginalnie zamknięta.

– Jezu, Alek, zachowujesz się jak stary ramol. Narzekasz, węszysz, podejrzewasz, daj już spokój. Zapewniam cię, że to jest najprawdziwszy sok.

– A ty od jakiegoś czasu jesteś nie do poznania. Panna nie rusz, nie tykaj. Nie masz ochoty na rozmowę, wspólne posiłki, przytulić też cię nie można, bo zawsze znajdziesz jakiś pretekst: a to nie teraz, bo jesteś spocona, teraz też nie, bo się spieszysz, a to ja śmierdzę spalinami, ciągle coś! – wymieniałem, mimowolnie podnosząc głos. – Zmieniłaś się, Monika. Masz jakieś dziwne humory, zmiany nastroju, nie ro­zumiem, o co w tym chodzi. Może i jestem dla ciebie ramolem, za to ja ostatnio mam wrażenie, że siedzę na beczce z prochem. Czas porozmawiać, bo tak dłużej nie może być. O tym, że się już w ogóle nie kochamy, nawet nie wspomnę.

– Aaa, to cię boli! Myślisz tylko o jednym, jak każdy samiec. Tylko seks i seks. A może ja oprócz wygibasów w łóżku potrzebuję więzi duchowej? Może potrzebuję gry wstępnej, intymności, świec, muzyki…

– I do popicia wody z brzozy – wtrąciłem. – Już zapomniałaś, że nie raz i nie dwa zapalałem świece i przygotowywałem odpowiedni nastrój? To raczej ty preferowałaś szybko i nieważne gdzie, a teraz mi tu wyskakujesz z romantyczną atmosferą? Zastanów się, co mówisz, bo albo coś ci się pomieszało, albo sama nie wiesz, czego chcesz.

– Alek, ty jesteś naprawdę ograniczony. Tu nie chodzi o to, żeby pozapalać świeczki, tylko o to, co dalej. Nie trzeba od razu wskakiwać do łóżka. Nie masz pojęcia, ile przyjemności można sprawić kobiecie masażem, lekkim dotykiem… – Szła w zaparte.

– A ty masz pojęcie? – zapytałem, znowu jej przerywając.

– Dużo czytam na ten temat. – Spłoszona, odwróciła wzrok. Nie bez powodu, już prędzej ja mógłbym jej wstawiać takie gadki.

– Czytasz? Mhm… W takim razie, jeśli chcesz, możemy dziś spróbować, może mnie czegoś nauczysz. – Podszedłem do Moniki i chwyciłem za pasek jej satynowego szlafroka.

– Zostaw! – Odskoczyła. – Myślisz, że tak na zawołanie da się stworzyć odpowiednią atmosferę?

– No widzisz, to jest to, o czym mówię. Nie dajesz mi nawet szansy, trzymasz mnie na dystans, jakbym zarażał trądem. Wydaje mi się, że się, dziewczyno, solidnie pogubiłaś. Czego oczekujesz? Czego chcesz? Wiesz czy raczej nie bardzo?

– Ja doskonale wiem, czego chcę, tylko ty nie potrafisz sprostać moim wymaganiom. – Odwróciła się i wyszła z kuchni.

Postanowiłem nie odpuszczać. Nie tym razem. Poszedłem za nią.

– Skoro nie mogę sprostać twoim wymaganiom, to jaki jest sens, żebyś ze mną była? – zadałem pytanie, którego się bałem, a jednak naprawdę chciałem poznać odpowiedź.

– Czekam… czekam, aż się ogarniesz! – Nie dało się ukryć, że ją zaskoczyłem. – Uczę się cierpliwości wobec ciebie, próbuję dostrzec pozytywy i chyba żyję wspomnieniami o tym, jak było między nami kiedyś – dokończyła.

– Aż ja się ogarnę? Monika, powiedz mi tak szczerze. Czy ty mnie w ogóle kochasz?

– Oj, przestać mi tu lecieć w ckliwe pytania. Miłość… – Zaśmiała się, unosząc obie dłonie w górę. – Tak jak wspomniałam, uczę się cierpliwości i akceptacji tego, jaki jesteś.

Przełknąłem gulę dławiącą mnie w gardle. Po tym, czego w życiu doświadczyłem, nigdy nie zamierzałem prosić o miłość. Albo się kogoś kocha, albo nie. To nie loteria, że dziś kocham cię bardziej, bo byłaś dla mnie miła, a jutro, jak coś przeskrobiesz, to ci nagadam jak świni w koryto. O nie.

– Może zamiast uczyć się tej cierpliwości wobec mnie i zmuszać do akceptacji, przestań się zadręczać i po prostu odejdź. – Trzasnąłem drzwiami łazienki, wziąłem telefon, kluczyki od samochodu i wyszed­łem z mieszkania.

Rozdział 4Monika

Alek tak trzasnął drzwiami, że aż szyby zadrżały. Nigdy nie widziałam go tak wzburzonego. Chyba jednak przesadziłam. To fakt, ostatnio w ogóle się między nami nie układało, bo ta maskarada mę­czyła mnie niewymownie. Chciałam być sobą i robić to, na co miałam ochotę. Chciałam być wulgarna i chamska, kiedy potrzebowałam wyładować swoje frustracje, wyrzucić z systemu adrenalinę. Chciałam kokietować i zwracać na siebie uwagę otoczenia. Chciałam faceta, przy którym nie będę mogła nad sobą zapanować, który pozbawi mnie rozsądku, a czasem nie będzie nawet czekał, aż powiem tak! Nie wiedziałam, czy z Alkiem to w ogóle możliwe. Nie ukrywam, liczyłam na to, że prędzej czy później wyjdę ze swojej skorupki i pokażę się Alkowi w całej krasie, ale im dłużej z nim byłam, im bardziej go poznawałam, tym większe miałam wątpliwości, czy podobałaby mu się taka odsłona. A jakoś nie mogłam być taka, jaką on mnie widział. Męczyłam się w tej roli.

Potrzebowałam Alka do tego, aby dał mi dach nad głową – to było najważniejsze. Ale lubiłam też, jak mnie rozpieszczał, jak się o mnie troszczył, lubiłam grzać się w jego cieple. Niemniej musiałam przyznać, że go wykorzystywałam. On był po prostu zbyt uczciwy, zbyt idealny, zbyt uczuciowy, zbyt dobry, bym mogła przy nim być sobą.

Potrzebowałam faceta z pasją, faceta, który umiałby mnie zdominować. Władczego, ognistego, takiego prawdziwego macho. I jakoś nie dostrzegałam tych cech w Alku. Był ciepły, opiekuńczy, troskliwy, ale brakowało mu stanowczości, nie było w nim tej stali, która jak dla mnie stanowiła o tym, że facet jest facetem.

Ta joga trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno. Błażeja poleciła mi Iza i nie żałuję, że postanowiłam spróbować. Alkowi pieprzyłam jak potłuczona, że dążę do rozwoju osobistego, że potrzebuję wyciszenia, które udaje mi się uzyskać dzięki zajęciom jogi, i że czasami się czepiam, bo dzięki medytacjom i afirmacji zauważyłam w nim wady, których wcześniej nie dostrzegałam. To było oczywiście kłamstwo. Alek się nie zmienił i nie dostrzegłam w nim niczego, czego nie widziałabym wcześniej. Ale dzięki Błażejowi uświadomiłam sobie, że szczęście jest pojęciem względnym. Dla każdego oznacza coś innego. Alek chciał domowego ciepła, stabilizacji i słodyczy w związku, od której mnie psuły się już zęby. Wiedziałam, że prędzej się uduszę, niż mu to dam. Tęskniłam za tą Moniką, która wiedziała, że granice są po to, aby je przekraczać.

Wysuszyłam włosy i postanowiłam na niego poczekać. Ochłonie trochę i wróci, potulny jak baranek, gotów do zgody. Wzięłam do ręki książkę, którą dziś dał mi w prezencie mój instruktor jogi, ale nie mog­łam się skupić na czytaniu. Dopiero teraz zaczęłam analizować, co Alek wykrzyczał w nerwach. Na pewno tak naprawdę nie chciał, żebym od niego odeszła, a mimo to zabolały mnie jego słowa. Dlaczego? Dlatego, że niczego nie byłam tak pewna jak jego uczuć do mnie.

Nie wiem, ile czasu siedziałam na kanapie, zatopiona w myślach. Dochodziła północ, kiedy sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Alka. Po trzech syg­nałach połączenie zostało odrzucone. Spróbowałam ponownie, ale tym razem również nie odebrał. A potem wyłączył telefon.

Rozdział 5Aleksander

Zamykając za sobą drzwi, poczułem ulgę. Miałem już naprawdę dość ciągłych pretensji i tej karykatury związku. Monika miała mnie za nic. Wyglądało to tak, jakby jej nowym hobby stało się obarczanie mnie winą za wszystkie nasze problemy. Wsiadłem do samochodu i zadzwoniłem do Mirka. Potrzebowałem się wygadać.

– Możesz wpaść za chwilę do biura? – zaproponowałem.

– A co się stało?

– Mam ballantine’sa, który aż się prosi, żeby go otworzyć – zakomunikowałem.

– Zaraz będę.

Mirek mieszkał kilkaset metrów od firmy, więc gdy dojechałem na miejsce, już na mnie czekał w środku. Wszedłem na górę, gdzie znajdował się mój gabinet. Mirek siedział wygodnie rozparty na skórzanej kanapie.

– Ballantine’sa nie odmawiam nigdy – przywitał mnie.

Podszedłem do szafki i wyjąłem butelkę whisky i dwie szklanki.

– Sorry, Miras, że cię ściągnąłem, ale chlanie w pojedynkę to kiepski pomysł. – Podałem mu szklankę do połowy wypełnioną bursztynowym trunkiem.

– Niech zgadnę. Monika? – Upił łyk i lekko się skrzywił.

– Stary, ja już wymiękam. Pojechałem dziś za nią na jogę. Myślałem, że te zajęcia odbywają się gdzieś na mieście, ale okazało się inaczej. Jogin Błażej prowadzi je w swoim domu.

– Jogin Błażej, powiadasz? – Pokiwał kilka razy głową i spojrzał na mnie uważnie. – Oczywiście podejrzewasz, że tam nie tylko jogę się uprawia. Sprawdziłeś gościa?

– Weź mnie nie dobijaj, bo kiedy wyszła z jego domu jako jedyna, już zdążyłem sobie ich wyobrazić w namiętnych asanach. – Pociągnąłem spory łyk. – Sprawdziłem go w necie. Sam zobacz. – Wklepałem dane i podałem Mirkowi telefon.

– Całe ciało mnie boli, jak na niego patrzę – skwitował. – Ale wiesz co, wygląda interesująco, znaczy, mam na myśli…

– Wiem, co masz na myśli. Też to zauważyłem i wiem, że na bank jej się podoba. Pewnie nie tylko jej. Monika nie dała się dziś nawet przytulić. Wróciła z tych zajęć dziwna, niedostępna, obca i strasznie wredna. A joga ponoć wycisza. Spytałem, czy mnie w ogóle kocha, to wiesz, co mi powiedziała?

– Co?

– Że uczy się mnie akceptować, bo joga otworzyła jej oczy i zauważyła we mnie od cholery wad.

– Ty, a może ona trafiła do jakiejś sekty?

– Wcale bym się nie zdziwił. Zachowuje się właś­nie tak, jakby ktoś ją buntował i mówił, że jestem wcieleniem zła, życiową fajtłapą, facetem bez polotu, który nie wie, czego kobieta potrzebuje.

– I co masz zamiar zrobić?

– Nie mam pojęcia. Rzuciłem dzisiaj hasłem, żeby ode mnie odeszła, skoro jej tyle rzeczy we mnie nie pasuje.

– Jak zareagowała? – Mirek odstawił pustą szklankę na stolik.

– Nijak, bo wyszedłem z domu.

– Nie chcę cię namawiać, Alek, ale weź ją może spakuj i wystaw razem z walizkami za drzwi.

– Żeby to było takie proste, przyjacielu.

– Męczennik. – Mirek rozlał kolejną kolejkę. – Sam musisz coś postanowić, bo żaden z moich argumentów do ciebie nie dociera. Na darmo się produkuję.

– Wcześniej nie chciałem przyznać, ale jestem niemal pewien, że ona mnie zdradza – powiedziałem po dłuższym namyśle.

– Niby wszystko na to wskazuje, ale dowodów nie masz. To, że wyszła sama z jogi, jeszcze o niczym nie świadczy.

– Jej zachowanie mówi wszystko. Żadna z podjętych przeze mnie prób zbliżenia, czy to rozmowy, czy propozycji kolacji, czy fizycznej bliskości, i mówimy tu tylko o przytulaniu, nie przynosi żadnego rezultatu. Chyba już mi się nie chce siedzieć i czekać cierpliwie, aż wszystko wróci na dawne tory. Próbowałem, starałem się, ale wszystko ma swoje granice. Miałbym do siebie żal, gdybym się wypiął i nie dał nam szansy. Ale dałem. I nie będę niczyim chłopcem do bicia. Na to nie godziłem się nigdy.

– Ona zawsze taka była. – Mirek przerwał moją tyradę. – Tobie po prostu w końcu klapki z oczu spadły i zaczynasz nareszcie widzieć, z jaką zołzą się związałeś.

Osuszyliśmy z Mirkiem całą butelkę łyskacza. Przed dwudziestą trzecią mój przyjaciel poszedł do domu, a ja położyłem się na kanapie w gabinecie z kłębowiskiem myśli w głowie. Monika dzwoniła kilka razy, ale nie miałem ochoty z nią rozmawiać. Około trzeciej nad ranem zrozumiałem, że nas już nie ma. Może nawet nigdy nie było. Jestem ja, a ona musi stać się dla mnie przeszłością. Dziś już potrafiłem zamykać za sobą drzwi, ale tego nauczyło mnie życie.

***

Kiedy adorator ciotki zaczął odwiedzać nas coraz częściej, zrozumiałem, że zbliżam się nieuchronnie do murów domu dziecka. Podsłuchałem kiedyś ich rozmowę.

– Krysiu, wybacz, ale Aleksander nie może z nami zamieszkać.

– Marcusie, jak mogłeś pomyśleć, że ja go wezmę do Niemiec? – zaszczebiotała ciotka na wysokim c.

– Chcę mieć cię tylko dla siebie. A syn twojej siostry… zresztą jakoś to załatwimy.

– Nie martw się tym, już rozmawiałam na ten temat z odpowiednią osobą.

– Dzielna dziewczynka – wymruczał Marcus z aprobatą. – A teraz chodź tu do mnie, kocico, zrobię ci to, co najbardziej lubisz.

Po trzech miesiącach od ich rozmowy przekroczyłem próg domu dziecka. Wcześniej przez kilka tygodni przebywałem w pogotowiu opiekuńczym, a potem nastąpiło to, czego bałem się najbardziej. Byłem przerażony, nieszczęśliwy i bardzo samotny. Nie miałem już nikogo, ale wiedziałem jedno – że muszę być silny.

Większą część mojej walizki zajmowały pamiątki po mamie. Ubrań nie miałem zbyt wiele. Z renty po mamie ciotka kupiła mi jedną bluzę i parę spodni dresowych, reszta poszła ponoć na moje utrzymanie. Dyrektorka zaprowadziła mnie do pokoju, który miałem dzielić z dwoma chłopakami. W swojej dziecięcej naiwności wierzyłem, że przyjmą mnie tam z otwartymi ramionami. Ależ byłem głupi.

Redakcja: Dominika Repeczko

Korekta: Gabriela Niemiec, Krystian Gaik

 

Projekt okładki i stron tytułowych: Justyna Sieprawska

Zdjęcia wykorzystane na I stronie okładki: © Cathal Mac

an Bheatha/Unsplash, Brian Patrick Tagalog/Unsplash,

Bartosz Ptaszyński/Unsplash, Ivan Jevtic/Unsplash,

Engin Akyurt/Unsplash

Zdjęcie autorki: arch. prywatne autorki

 

Skład i łamanie: Plus 2 Witold Kuśmierczyk

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl

 

Wydawnictwo Mięta Sp. z o.o.

03-707 Warszawa, ul. Floriańska 14 m 3

[email protected]

www.wydawnictwomieta.pl

 

ISBN 978-83-67341-96-7