Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Tajemnica Ledormanii” to książka, w której przeplatają się gatunki fantastyki i przygodówki.
Opowiada o zmaganiach samotnej księżniczki z ukrytym wrogiem. Książka porusza trudne tematy relacji rodzinnych oraz ich wpływ na psychikę młodych ludzi. Mimo poważnych aspektów, autorka wplotła w opowieść wątki humorystyczne.
„Księżniczka, która straciła wszystko i wróg, który nie zdradza swojej tożsamości.
Zapowiada się nie lada przygoda.
Królestwo Estelle zostało napadnięte, księżniczka skryta w katakumbach wychodzi wreszcie na powierzchnię. Jej zamek został zniszczony, a rodzice uprowadzeni. Dziewczyna musi stawić czoła niebezpiecznym wyzwaniom. Po drodze zdobywa, tak jej potrzebnych, przyjaciół.
Czy księżniczka bez mocy przeżyje w świecie pełnym magii?
A może to jej przyjaciół dopadnie złość wroga?”
O autorce:
Iuvens Corvus to pseudonim artystyczny debiutującej nastolatki, kochającej książki. Niedawno postanowiła spróbować swoich sił jako autorka powieści.
Książka dostępna w wersji papierowej oraz e-book.
Rok wydania -2023
ISBN 978-83-969201-0-2
Data premiery: 2023-08-09
www.facebook.com/iuvenis.corvus
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 137
Rok wydania: 2023
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
„Tajemnica Ledormanii”
Iuvenis Corvus
Iuvenis Corvus - Tajemnica Ledormanii Wydanie II e-book – wrzesień 2023
ISBN 978-83-969201-1-9
Copyright © Iuvenis Corvus 2023
www.facebook.com/iuvenis.corvus
www.iuveniscorvus.eu
„Wolność”
Była księżniczką, która miała lada dzień zostać królową największego imperium na Ziemi – Ledormanii. Kto by się spodziewał, że pewnego dnia wydarzy się coś tak okropnego i niespodziewanego.
Estelle to szesnastoletnia, szczupła i dość wysoka dziewczyna o szmaragdowych, bystrych oczach. Jej srebrne, długie włosy zawsze spięte są w wymyślne warkocze, a naszyjnik z ametystem od lat wisi na jej szyi.
Błyskotkę dostała na jedenaste urodziny od swojego ojca.
Wisiorek więc zawsze o nim przypominał.
Est błądziła w ciemnościach katakumb od tygodni, była brudna, poobijana, zmarznięta i przede wszystkim głodna... ile by dała za kromkę chleba, za chociażby okruszek wołowiny czy maleńki łyczek Melejskiego wina.
Szła po cichu próbując usłyszeć obecność kogokolwiek, aż po paru wyczerpujących tygodniach ujrzała delikatną strugę światła. Ucieszona czym prędzej dotarła do niedomkniętych drzwi spiżarni. Z zapasów zostały resztki, niektóre miały na sobie ślady mysich zębów. Ledwo jarzące się świece oznaczały, że od dłuższego czasu nikt tu nie zaglądał. Estelle wzięła parę nadgryzionych pajd czerstwego chleba i bukłak wypełniony do połowy wodą.
Sądziła, że wielu poddanych znalazło schronienie tu, w dworskich piwnicach tak samo jak i ona. Jako księżniczka miała obowiązek troszczyć się o ludzi z jej królestwa, tak więc zostawiła wiele dla innych.
Ze spiżarni droga do wyjścia była prosta, wąskimi schodami w górę, a następnie w lewo. Dziewczyna z ulgą odetchnęła świeżym powietrzem mrużąc przy tym oczy przyzwyczajone do ciemności.
***
Estelle spojrzała na królestwo, które jeszcze niedawno było jej domem. Z przerażenia zaparło jej dech w piersiach. Pałac był zniszczony i zarośnięty, tak jakby od wieków nie widział żywej duszy. Najwyższa wieża zamku, jaką było niegdyś obserwatorium, leżała w długiej trawie i chwastach przed dziewczyną.
W oku Est zalśniła łza, dobrze pamiętała dzień, w którym wszystko się posypało. Pamiętała krzyki strażników na murach, zamęt jaki zapanował w komnatach, a także na ulicach. Pamiętała rozkaz Króla, by wszyscy cywile uciekali do podziemi. Było to miejsce gwarantujące największe bezpieczeństwo. Tysiące, a może nawet miliony korytarzy i ich odnóg, budowane przez stulecia wręcz krzyczały „Schowajcie się tu”.
Estelle zaczęła przeczesywać teren królestwa. Gdy słońce całkowicie ustąpiło miejsca księżycowi, dziewczyna opadła ciężko na ziemię. Była załamana nie tylko stanem jej ukochanego domu, lecz także brakiem jej rodziców.
Dzieciństwo, czy raczej całe życie księżniczki, nie było łatwe, a osobami, które zawsze i bezwzględnie ją wspierali byli oczywiście król i królowa.
Nic więc dziwnego w tym, że księżniczka postanowiła ich odnaleźć. Jednakże aby tego dokonać musiała odnaleźć sprawce całego zdarzenia… i przy okazji wymierzyć mu sprawiedliwość.
Estelle spojrzała w górę. Na nieboskłonie już pojawiały się pierwsze gwiazdy oraz konstelacje. Nagle księżniczka wpadła na pewien pomysł. Szybkim krokiem ruszyła w stronę stajni wiedząc, że zastanie tam jedynie bestie.
Przedzierała się przez zarośla, które niczym nie przypominały zadbanego, tętniącego życiem miasta.
Estelle gładziła omszałe, kamienne mury. Pamiętała piękne chwile w nich spędzone. Jak ganiała się z tatą po korytarzach, jak bawiła się szmacianymi lalkami z mamą.
Jednak najbardziej w pamięć zapadły jej chwile, gdy spoglądała na wolno przemieszczające się po niebie chmury. Ich kształty opowiadały wiele historii, którymi zawsze dzieliła się ze swoim najlepszym przyjacielem.
Dotarła do stajni. Drewno było spróchniałe, wiele drzwiczek wyłamanych, zapewne przez uciekające w amoku konie.
W specjalnym boksie, na samym końcu stajni, siedziała nieposkromiona smoczyca o dość agresywnym usposobieniu – Helvete. Była ogromna, a jej krwisto–czerwone łuski lśniły w blasku księżyca. Miała szerokie skrzydła i pożółkłe zęby, równie ostre, co wielkie czarne szpony przy łapach. Bestia przeżyła wiele tysiącleci i wiele wojen mimo łańcuchów, które ją unieszkodliwiały oraz sprawiały, że jej magia słabła.
– Witaj Helvete – odezwała się Estelle miękkim, lecz lekko zachrypniętym, przez długie nieużywanie głosem. – Co cię sprowadza w moje skromne progi? – spytała smoczyca z lekką pogardą. – Potrzebuję informacji i transportu. – Co dostanę w zamian? – spytała. – Wolność.
„Tajemniczy mędrzec”
Ciemne i zapadnięte korytarze zamczyska wypełniały się odgłosami żwawych kroków Estelle. Helvete zgodziła się, choć niechętnie, na wszystkie warunki. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z ryzyka jakim była próba dosiadania wiecznego smoka, który rozpętał i zwyciężył
niejedną wojnę z ludźmi, lecz lepszego pomysłu nie miała. Wiedziała, że wyprawa, która ją czeka będzie pełna wyzwań i ryzyka.
Tak więc zmierzała teraz do komnaty swoich rodziców, gdzie schowany był klucz, dzięki któremu otworzy kłódkę zabezpieczającą łańcuchy. Klucz ten strzeżony był przez władców Ledormanii odkąd smoczycę uwięziono. Oby tylko nikt go nie zabrał – pomyślała i bezwiednie przyśpieszyła.
Stanęła przed wielkimi wrotami do pokoju króla oraz królowej. Były one delikatnie uchylone. Dziewczyna wsunęła dłoń w otwór i pociągnęła jedno ze skrzydeł w swoją stronę.
Komnata była w tragicznym stanie, łóżko było zapadnięte, a zawartość szafy wypadła na podłogę. Gdy Estelle zbliżała się do skrytki zobaczyła ślady krwi na pościeli. Po chwili ujrzała kolejne na podłodze, prowadziły na balkon, gdy na niego wyszła, zobaczyła zawiązaną na poręczy przerwaną linę, której większa część leżała na ziemi cztery piętra niżej. Do głowy dziewczyny przychodziły najstraszniejsze i najbrutalniejsze scenariusze. Po dłuższym rozmyślaniu nad losem jej rodziców powróciła do rzeczywistości. Wróciła do komnaty i sprawdziła skrytkę, w której ujrzała stary, ciężki, miedziany klucz.
***
Leciała na monstrualnych rozmiarów smoku, który gdyby nie złożona przysięga zrzuciłby ją bez zastanowienia. Dla smoka bowiem bycie ujeżdżanym było niekiedy gorsze od śmierci. Helvete jednak spędziła zbyt wiele lat w zamknięciu pośród ludzi. Chciała za wszelką cenę uciec. Zanim jej moc, a co za tym idzie pycha oraz zwyczajna arogancja, całkowicie powróci minie wiele miesięcy.
Włosy dziewczyny rozwiewał wiatr. Księżyc w zenicie odbijał się w morzu pod nimi. Widok ten sprawiał, że mimo strachu oraz niepewności księżniczka odczuwała spokój.
Gdy wzniosły się do lotu, Estelle ujrzała królestwo całe w ruinie. Wyraźnie było widać, że wszystko się niegdyś paliło. Tak samo jak zamek, miasteczko było zarośnięte – wszędzie drzewa, wielkie krzaki i wysoka trawa.
Przez całą drogę milczały zapadnięte w odmętach swoich myśli.
Wreszcie, gdy już świtało, na horyzoncie pojawiła się ruchliwa mieścina.
Wylądowały na obrzeżach wioski, aby nie wzbudzać niepotrzebnego zgiełku wielkim smokiem.
– Zostań tu, a ja popytam ludzi o atak, może znajdę kogoś z królestwa – rzuciła księżniczka i ruszyła na rynek.
– Przepraszam...
– Mogę zająć chwileczkę?...
– Czy wie Pani coś o...
– Witam, ja w sprawie... – chodziła od przechodnia do przechodnia, lecz nikt nie chciał z nią rozmawiać.
Po dłuższym czasie i wielu nieudanych próbach nawiązania z kimś kontaktu wróciła do Helvete. Ku wielkiemu zdziwieniu dziewczyny, nie była ona sama.
Przy smoczycy stał starszy mężczyzna o krótkich siwych włosach. Jego twarz była cała w bliznach, a jedno z oczu miał białe jak śnieg. Resztę ciała zasłaniały mu grube, mimo środka lata, ubrania. Przyglądał się śpiącemu zwierzęciu z zaciekawieniem.
Gdy ujrzał Estelle odsunął się trochę od smoka i powiedział – To twój smok? Piękny i rzadki okaz, jego cena jest wyższa niż można sobie wyobrazić. Pewnie stary...
– Wieczne smoki nie mogą się zestarzeć – wtrąciła zjadliwie Helvete otwierając leniwie, zaspane oczy –
właśnie się obudziła.
– Oho, wygadana i zadziorna, cena właśnie spadła –
stwierdził starzec patrząc na smoczycę z ukosa.
– Przepraszam, ale kim pan jest? – Estelle stała jak wryta.
– Nazywają mnie Pobliźnionym. Jestem okolicznym kupcem, sprzedawcą i nierzadko doradcą.
– Komu pan doradza? – zapytała zaciekawiona dziewczyna.
– Klientom, płacą, a ja mówię co powinni kupić, żeby mieć później zyski – oparł starzec od niechcenia.
– Skąd te wszystkie blizny? – pytała dalej. Na lekcjach w królestwie nigdy nie była zbyt aktywna jednak tajemniczy mędrzec sprawił, że ciekawość nie dawała jej spokoju.
– Wścibska jesteś – sapnął. – Pozwól bym zdradził ci pewien sekret. Otóż niecałe dwa miesiące temu mieszkałem jeszcze w Ledormanii. Parę dni przed koronacją królewny Estelle, przeprowadzono zamach na zamek oraz miasto do niego przynależące.
Cała rodzina królewska zaginęła, podejrzewają, że zostali pojmani. Ja natomiast, błądziłem przez wiele tygodni po katakumbach pod miastem. W ciemnościach nie trudno było się potknąć, ocierałem się boleśnie o ostre, niczym brzytwy, skały. Tak nabyłem wiele blizn, lecz najwięcej zostało mi po ewakuacji zarządzonej przez króla. Niestety jestem jedynym ocalałym – mężczyzna zrobił przerwę by ciężko odetchnąć. – Tamtego dnia nauczyłem się pewnej bardzo przykrej rzeczy. Ludzie patrzący w oczy śmierci nie widzą niczego prócz strachu, jedynie najodważniejsi są w stanie zachować przytomność umysłu. Ja do nich nie należałem, uciekałem jak zwykły tchórz ignorując innych w potrzebie – zakończył opowieść.
Wtem zawiał straszliwy wiatr. Piach oraz żwir wpadały do oczu, więc Estelle mocno zacisnęła powieki, aby je chronić. Usłyszała jeszcze gardłowy głos Pobliźnionego mówiący "Odnajdź to czego nigdy nie posiadałaś". Gdy dziewczyna otworzyła oczy nie było już nikogo prócz niej i Helvete.
„Świat jaki znamy”
– O co mogło mu chodzić? – Estelle chodziła w tą i z powrotem, a smoczyca wodziła za nią znudzonym wzrokiem. Dzień chylił się ku końcowi. Dziewczyna musiała znaleźć jakiś nocleg, lecz pojawił się pewien problem, nie miała przy sobie pieniędzy.
W końcu księżniczka stanęła, spuściła głowę i z rezygnacją w głosie powiedziała – Nic nie mogę zrobić...
Helvete westchnęła i spojrzała na dziewczynę z litością. Po chwili namysłu zaproponowała:
– Możesz spać ze mną, powinno być ciepło, spróbuję schować kolce – mówiła całkiem poważnie i spokojnie.
Estelle zdziwiona choć szczęśliwa, ułożyła się na zwiniętej w kłębek smoczycy. Może jednak nie była ona tak straszna jak ją malują?
Wbrew pozorom było wygodnie, a ciało stwora chroniło od zimnego wiatru. Obydwie zasnęły niemalże natychmiast.
***
Dziewczynę obudził gwar tłumu stojącego opodal.
Zaciekawiona wstała nie budząc smoka. Podeszła do sceny, na której siedziała kobieta w długiej, białej szacie.
Dzieci przyglądały się jej z wyczekiwaniem oraz zaciekawieniem. W końcu kobieta wstała, rozległ się jej mocny, wyćwiczony głos. Wszyscy nagle zamilkli.
– Witajcie mieszkańcy tego skromnego miasteczka. Czy wiecie, co zaraz nastąpi?
Dorośli odkrzyknęli twierdząco, natomiast większość dzieci przecząco. Estelle jedynie rozejrzała się po otaczających ją wieśniakach.
– Opowiem wam pewną starą i zapomniana legendę.
Będzie ona przepełniona niespodziankami – wytłumaczyła ze sceny. – Wszystko zaczęło się miliony, a może nawet miliardy lat temu, wtedy na świecie nie istniała jeszcze magia.
Pewien zwykły kupiec wędrował raz samotnie po piaszczystej ścieżce. Nagle zobaczył przed sobą ogromny cień przypominający ptaka. Wtem, znienacka, w swoje ostre szpony złapał mężczyznę, ogromny feniks o żarzących się skrzydłach. Krzyk przerażenia kupca słychać było podobno z wielu kilometrów. Deors, bo tak miał na imię, próbował wyrwać się z uścisku zwierzęcia, o jakim jeszcze nigdy nie słyszał. Gdy był już tak wysoko, że jego upadek skończyłby się jedynie niechybną śmiercią, postanowił dać ponieść się ptaszysku. Wylądowali razem u stóp monstrualnej góry Zdort – kobieta wczuła się w opowieść, wymachiwała rękoma, skakała po scenie i zmieniała ton głosu odpowiednio do danego fragmentu legendy. Estelle znała skądś tą historię, jednak na ten moment nie była w stanie przypomnieć sobie skąd.
– Deors poczuł, że musi wspiąć się na jej szczyt, był tak zdeterminowany, że bez najmniejszego zastanowienia zaczął brnąć przed siebie. Ilekroć spadał ze stromej góry, łapał go feniks. Po wielu tygodniach kupiec dotarł na sam szczyt Zdort. Jednakże widok, jaki tam zastał, był nad wyraz rozczarowujący. Ujrzał on bowiem, jedynie gołe skały oraz gęstą mgłę. Deors załamany, upadł na kolana i spojrzał jak feniks odlatuje. Nie próbował go zatrzymać, pustka jaką czuł, sprawiła, że nie był w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Jego oczy zaczęły się szklić. Wtem, gdy stracił wszelką nadzieję, całe niebo okiełznała potężna burza. Wiatr popychał kupca we wszystkie strony, deszcz sprawiał, że mężczyzna dygotał z zimna, a pioruny całkiem ogłuszały. Gdy stracił orientację, jeden z grzmotów trafił prosto w niego. Deors spadł z góry. Jednak mimo wysokości przeżył. Nie był w stanie tego wytłumaczyć. Niektórzy sądzą, że popadł w paranoję.
Uważał, że przeżył dzięki sile nikomu nieznanych bogów.
Opowiedział swą historię wielu ludziom, lecz nikt mu nie wierzył. Stał się wyrzutkiem społeczeństwa, zaczął się ukrywać. Uciekł. Zaszył się na odludziu. Powoli zauważył, że dzieją się z nim dziwne rzeczy. Odkrył w sobie magię światła oraz cienia. Rzetelnie uczył się z nich korzystać.
Nie starzał się tak jak my wszyscy oraz nie magiczni ludzie w tamtych czasach. Po wiekach poznał cudowną kobietę, z którą założył rodzinę. Niestety żadne z jego dzieci nie odziedziczyło obydwu mocy jednocześnie. Deors był bowiem jedynym człowiekiem władającym dwoma magiami. Dlatego właśnie teraz każdy z nas umie okiełznać światło bądź cień – zakończyła z pasją.
Widownia zaczęła wiwatować. Estelle nagle przypomniała sobie skąd znała tą historię – jej matka opowiadała ją, gdy dziewczyna była mała. Jak miło było powrócić do tych błogich oraz tak odległych wspomnień.
– Czy mamy chętnych na mały pojedynek? – zawołała kobieta w białej szacie.
Odpowiedziały jej głosy małych śmiałków jak i dorosłych.
Lecz wzrok aktorki spoczął na zamyślonej Estelle – może ty dziewczyno? – spytała, wskazując księżniczkę
– J..ja? N...nie jestem najlepszą w walce, p..podziękuję –
odrzekła zaniepokojona dziewczyna.
– Nie bój się, to tylko zabawa. Zachęćcie tą młodą wojowniczkę do boju – krzyknęła kobieta do tłumu.
Wszyscy zaczęli krzyczeć, aby Estelle weszła na scenę, a gdy ta nie poruszyła się nawet o milimetr, wręcz ja tam wepchnęli.
Dziewczyna stała całkowicie bezbronna i przerażona przed kobietą w sukni. Nie wiedziała, co ma robić, oglądała niegdyś pojedynki mieszczan przez okno swojej komnaty, lecz nigdy sama nie walczyła. Nie miała nawet jak, ”bo księżniczce nie przystoi” !
– Zaczynamy na trzy dziewczyno.
– To naprawdę nie najlepszy pomysł...
– Raz...
Estelle przypomniała sobie swoją pierwszą lekcje magii.
Nauczyciel kazał jej zajrzeć w głąb siebie i wyczuć światło lub cień. Dziewczyna znalazła wtedy jedynie pustkę.
Następne dwie lekcje wyglądały tak samo... i na tym się skończyło.
– Dwa...
Księżniczka zajrzała najgłębiej jak tylko mogła.
Wydawało jej się, że przez chwilę zobaczyła dziwne szare cząsteczki…
– TRZY!
Kobieta posłała w stronę dziewczyny parę jasnych kulek.
Czynowi temu towarzyszyły nawoływania widowni.
Zdesperowana Estelle zrobiła unik i uciekła za kurtynę.
Zastała tam toaletkę oraz mały wieszak z sukniami w różnych odcieniach bieli i beżu. Jednak nie to ją teraz interesowało, księżniczka czym prędzej skierowała się do wyjścia nie zważając na gwizdy niezadowolonej widowni.
„Spotkanie po latach”
Helvete już nie spała, wylegiwała się na słońcu. Była jeszcze zbyt słaba, aby chociażby zionąć ogniem.
– Lecimy – stwierdziła krótko księżniczka
– Tak szybko? Znalazłaś jakieś wskazówki? – odparła zdziwiona smoczyca.
– Zepsułam zabawę mieszkańcom... Poza tym nie znajdziemy tu żadnych poszlak.
– Dopiero tu przybyłaś, a już cię nienawidzą? No, masz talent dziewczyno.
– Lecimy – ucięła zirytowana.
Nie patrząc za siebie wyleciały w niebo. Spoglądała przez chwilę w tłum pod nią. Z oddali nie wydawał się już tak groźny. Nagle w głowie księżniczki zakwitł pewien plan.
– Powinnyśmy odnaleźć Nerezze... – powiedziała Estelle.
– Twoją rozwydrzoną kuzynkę? – spytała zjadliwie smoczyca.
– Dokładnie. Nie słyszałam, żeby ktoś mówił o jej zaginięciu.
Rozmowa się urwała, a smoczyca zboczyła z kursu.
***
– Oto i rezydencja twojej kochanej kuzynki – oznajmiła ironicznie Helvete, lądując przed dużą kamienną willą.
Budynkowi nie brakowało przeróżnych zdobień i rzeźb, cały dom był urządzony z przepychem, zarówno na zewnątrz jak i w środku. To drugie Estelle wiedziała dzięki poprzednim wizytom. Od dziecka była blisko z Nerezzą. Lubiły się, plotkowały i pomagały sobie nawzajem. Kuzynka była dla księżniczki jak siostra, której nigdy nie miała, a o której skrycie zawsze marzyła.
Sądziła, że gdyby miała siostrę na pewno by się dogadały oraz wspomagały. Do tego Est nie byłaby taka samotna.
Dziewczyna, ze smokiem u boku, przeszła przez wysoką czarną bramę w wymyślne wzory i stanęła przed drewnianymi drzwiami. Zapukała. Wrota otworzyły się niemalże natychmiast. Stał w nich mężczyzna ubrany w granatowy garnitur. Uśmiechnął się nieszczerze i powiedział.
– Spodziewaliśmy się ciebie, Panno Estelle. Zapraszam w skromne progi rodziny Nodevējs. Zajmę się Panny nowym wierzchowcem – zaoferował nonszalanckim tonem.
Estelle nie była przekonana do obcego mężczyzny, spojrzała porozumiewawczo na smoczycę. Helvete zrozumiała przekaz.
– Nie potrzebuje niani, pospaceruję po tym uroczym podwórku na własną rękę – odparła zimno, spoglądając na zarośnięty i ponury ogród.
Speszony mężczyzna zaprowadził księżniczkę do ogromnego pokoju dziennego. Wielkie okna były przysłonięte białymi firankami, przez co ograniczały lekko wpadające promienie słońca. Na brązowych kanapach ze skóry siedziała Nerezza i parę innych osób w różnym wieku. Kuzynka natychmiast wstała i objęła Estelle. Miała długie kasztanowe włosy i przenikliwe szare oczy. Była trochę wyższa od młodszej księżniczki.
– Bałam się o ciebie siostrzyczko, myślałam, że ciebie również porwano! – powiedziała właścicielka domu.
– Wydarzyło się tak dużo rzeczy… – stwierdziła księżniczka, a jej uśmiech trochę zbladł. – Kim są ci wszyscy ludzie siostro? – spytała ściszając głos i patrząc przez ramię kuzynki.
– Och… paru to moja służba, a inni to przyjaciele.
Pomagają mi zrozumieć, co wydarzyło się w Ledormanii, pewnie wiesz, że twoi rodzice zaginęli – wytłumaczyła Nerezza. – Chodź, porozmawiamy na osobności.
