Szyld - Dagmara Adwentowska - ebook + audiobook

Szyld ebook i audiobook

Dagmara Adwentowska

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Kawiarnia w przedwojennej kamienicy skrywa swoje tajemnice. Po ulewnych deszczach elewacja pod szyldem zaczyna pękać. Co takiego odkryje i jakie będą tego skutki?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 13

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 26 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Jacek Rozenek

Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Sysolek

Nie oderwiesz się od lektury

dziwna przypadłość kawiarni, historia miejsca, która wpływa na teraźniejszość
00
JadziaTUczyta

Dobrze spędzony czas

To nie jest powieść, to krótkie opowiadanie. Zanim sìę rozkręciło już był koniec.
00

Popularność




Szyld

Nad drzwiami wisiał stylizowany na secesyjny szyld, głoszący wszem wobec: „Kawiarnia Antykwariat”. Dość pretensjonalny, bo knajpa, jak i nasza szefowa, miała tak zwane aspiracje. Polegały one głównie na udawaniu, że jest się kimś więcej, czymś ponadto. W przypadku Renaty – bizneswoman, a nie grażyną biznesu, w przypadku kawiarni – eleganckim lokalem dla eleganckich ludzi, a nie miejscem, gdzie wpada się po to, by wlać w siebie kawę lub zrobić butelkę wina z przyjaciółmi. Dystyngowany sznyt Renata nadała kawiarni, upychając tu i ówdzie jakiś pseudoantyk i obwieszając ściany reprodukcjami historycznych rycin oraz zdjęć przedwojennego Wrocławia, a obsłudze, w tym i mnie, nakazując paradowanie w kamizelkach i muszkach duszących gardło. Mimo wszystko Antykwariat miał pewną renomę – ludzie po prostu lubili napić się tego i owego, a do knajpy niedaleko centrum było po drodze. Umeblowany zdobytymi na wyprzedażach i wygrzebanymi ze strychów starymi meblami lokal zajmował parter przedwojennej kamiennicy, wabił szeroką przeszkloną witryną, zza której przyzywało ciepłe światło. Zaanektował też sporą część chodnika na ogródek. Z kuchni sączyły się zapachy świeżo palonej kawy i słodkich wypieków, łyżeczki dzwoniły o eleganckie filiżanki, wino lśniło karminowo w wysokich kieliszkach. Ciche rozmowy i śmiechy zlewały się w biały szum. Taki zwykły dzień w zwykłej kawiarni. Gości pełno, ale chwilowo nikt niczego nie chciał, było na tyle leniwie i spokojnie, że zacząłem rozważać wyskoczenie na papierosa na zaplecze. Podczas nieobecności szefowej pozwalałem sobie na takie fanaberie. Jednak zastanawiałem się zbyt długo.

– Kelner! Kelner!