Szkockie wesele - Catty Williams - ebook
Opis

Lizzy Sharp zawsze była wolnym duchem i zachowywała się inaczej niż inne dziewczyny. Pewnego dnia w jej rodzinnych stronach pojawia się 
biznesmen Louis Jumeau. Ma nadzorować prace przy remoncie swej posiadłości. Ma także zapobiec związkowi przyjaciela z siostrą Lizzy,
ponieważ uważa, że siostry Sharp polują na bogatych mężów. Sam jednak wpada w sidła intrygującej i pięknej Lizzy…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 141

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Cathy Williams

Szkockie wesele

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Klnąc, na czym świat stoi, Louis Christophe Jumeau trzasnął drzwiami range rovera i obrzucił popsuty wóz nienawistnym spojrzeniem. Dlaczego był tak naiwny, by zaufać temu staremu cwaniakowi z wypożyczalni samochodów, która szczyciła się tylko tym, że jest jedyną w promieniu stu kilometrów? Brak zdrowej konkurencji zawsze oznacza usługi pośledniej jakości, pomyślał z rosnącą irytacją. Powinien był zorganizować własny transport; skorzystać ze swojego śmigłowca, a na lotnisku przesiąść się do jednego z luksusowych aut terenowych, którymi dysponował.

Nie mógł jednak mieć do siebie pretensji. Chciał sprawdzić, jak przedstawia się tutejsza infrastruktura. Rozpieszczeni, zamożni klienci będą oczekiwali łatwego i dogodnego dojazdu do Crossfield House, jeśli zdecydują się najpierw na podróż pociągiem, a potem autem. Niestety, będą zawiedzeni lub, tak jak on w tej chwili, rozsierdzeni do żywego. Wyjął z tylnego siedzenia zimowy płaszcz i zdecydował, że ta zapyziała wypożyczalnia samochodów, a raczej składowisko złomu, zostanie wkrótce zgładzona przez konkurencyjną firmę, którą sam sfinansuje.

Wyłowił z kieszeni telefon komórkowy. Kolejna przykra niespodzianka – brak zasięgu. Z jego ust posypały się znowu brzydkie przekleństwa.

Omiótł wzrokiem otoczenie. Wiejski szkocki pejzaż, podświetlany słabym blaskiem gasnącego zimowego słońca, wydawał się opustoszały, ponury, wręcz księżycowy. Spojrzał w niebo. Na jego twarz spadły wielkie, ciężkie płatki lodowatego śniegu. Wiatr wył niczym wściekły wilk. Nie przewidział takich komplikacji. Nie spodziewał się, że wynajęty przez niego samochód – „cacko, prawie nówka!”, jak zachwalał właściciel nędznego interesiku – zdechnie na jakiejś ciemnej, pustej drodze w Highlands, czterdzieści minut od celu.

Podupadła posiadłość Crossfield House, będąca kolejną pozycją na obłędnie długiej liście nieruchomości należących do Louisa – głównie ekskluzywnych hoteli rozsianych po całym globie oraz hoteli wiejskich położonych w malowniczych zakątkach Wielkiej Brytanii – jawiła się jako inwestycja interesująca, ale nie niezbędna. Największą zaletą tego obiektu było ogromne pole golfowe, które, jak twierdziła agencja nieruchomości, „stanowi wyjątkowe wyzwanie dla wymagających zawodników”. Louis od razu zgadł, co się kryje za tym gładkim hasłem: „tak zapuszczone, że niezdatne do użytku”. Szczegółowy raport potwierdził jego przypuszczenia. Choć ufał swojej wykwalifikowanej ekipie, musiał zobaczyć to miejsce na własne oczy.

Zakładając, że tam dotrze...

Zarzucił na siebie płaszcz, aby osłonić się przed grudniowym, lodowatym wichrem, po czym ruszył skrajem szosy w stronę posiadłości. Już po kilku krokach jego myśli zaczął zaprzątać inny problem. Rozmyślał o Nicholasie, swoim przyjacielu, zakochanym w dziewczynie należącej do kategorii „poszukiwaczek złota”, czyli kobiet polujących na łatwą fortunę. Louis doskonale znał ten typ: bardzo ładne, żałośnie ubogie i pod silnym wpływem matek gotowych pchnąć wszystkie córki – a zazwyczaj było ich pięć czy sześć – w ramiona jakiegoś bogatego faceta.

Jego usta wykrzywił cierpki uśmiech. Jeśli zajdzie taka potrzeba, bez wahania zainterweniuje. Osobiście złoży wizytę rodzince Sharpów i sobie z nimi porozmawia – szczerze, nawet brutalnie, a przede wszystkim skutecznie. Nicholas jest bogatym człowiekiem sukcesu, ale również mężczyzną naiwnym i nazbyt ufnym. Od czego są jednak przyjaciele? Louis czuł, że jego misją i powinnością jest uratować honor oraz stan konta swojego druha. Pochłonięty tymi rozmyślaniami, nie usłyszał warkotu motoru, który zbliżał się do niego z zawrotną prędkością. Motocykl minął go, niemal ocierając się o jego ramię. Żwir wystrzeliwujący spod kół maszyny trafił go w nogi, brudny śnieg ochlapał spodnie. Pirat drogowy od razu zwolnił, zawrócił i stanął w miejscu. Odziany od stóp do głów w czerń kierowca zgasił silnik, lecz nie zdjął kasku.

Louis szybkim krokiem podszedł do niego, oburzony jego bezmyślną brawurą.

– Gratuluję głupoty – wycedził, nachylając się do motocyklisty. – Myślisz, że to jest twój prywatny tor wyścigowy i nie obowiązują cię ograniczenia prędkości?

Lizzy Sharp stała w bezruchu, oddychając szybko i głośno. Z bliska ten mężczyzna wydawał się jeszcze wyższy, większy i groźniejszy niż z daleka. Znała te okolice jak własną kieszeń, wiedziała zatem, że ma do czynienia z obcym. Co prawda nie widziała dokładnie twarzy, lecz jego głos był ostry i wrogi.

– Zdejmij kask, żebym wiedział, z kim mam wątpliwą przyjemność rozmawiać – burknął rozkazującym tonem.

Znajdowali się zupełnie sami na ciemnej jezdni. Lizzy dostrzegła jego zaciśnięte pięści. Wzdrygnęła się na myśl o tym, że nieznajomy zapewne byłby w stanie złamać ją na pół jak gałązkę. Postanowiła nie ujawniać swojej twarzy. Niech sobie myśli, że gada z facetem, pomyślała. A raczej, biorąc pod uwagę jej mało męski głos, z młodym chłopakiem.

– To pana wóz stał na poboczu?

– Winszuję geniuszu, Sherlocku.

Była oburzona jego pogardliwym i złośliwym tonem. Nikt nigdy się do niej tak nie zwracał. A już na pewno nie obcy człowiek.

– Dlaczego mnie pan obraża? Przecież pana nie przejechałem.

– O mały włos – syknął.

Żeglujący po niebie księżyc, który wychylił się zza czarnych chmur, oświetlił twarz nieznajomego. Lizzy gwałtownie wciągnęła powietrze. Mężczyzna stojący dwa kroki od niej był wręcz porażająco przystojny! Wiatr, niczym niewidzialna dłoń, odgarnął do tyłu jego ciemne włosy, ukazując ostre, męskie rysy twarzy i mroczne, przenikliwe oczy. Wprawdzie jego usta układały się teraz w cienką, prostą linię, ale łatwo można się było domyślić, że są pełne i zmysłowe. Doszła do wniosku, że nigdy w życiu nie widziała tak atrakcyjnego przedstawiciela płci przeciwnej.

– Ile masz lat?

– Nie pana interes – bąknęła.

Zaśmiał się złowieszczo.

– Jesteś jeszcze szczeniakiem, prawda? To dlatego nie chcesz zdjąć kasku? – bombardował ją pytaniami. – Czy twoi rodzice wiedzą, że jeździsz na motorze jak pijany kaskader, narażając życie swoje, a przede wszystkim innych ludzi?

– Tędy nikt się nigdy nie pałęta – broniła się odruchowo. Poczuła, że jej czoło zraszają kropelki potu. – Jeśli zdecydowali się zapuszczać w te rejony, to powinien był pan wiedzieć, że potrzebny jest solidny pojazd.

– Powiedz to oszustowi, który jest właścicielem czegoś, co śmie nazywać wypożyczalnią samochodów.

– Ach, Fergus...

Lizzy dobrze wiedziała, że Fergus McGinty potrafi być cwany i nie do końca szczery, kiedy jego klientami są przyjezdni. Range rover, którego wcisnął temu mężczyźnie, prawdopodobnie nie widział mechanika od dziesięciu lat.

– Znasz go? To oznacza, że jesteś stąd – wydedukował Louis. – Kiedy opowiem mu o nieletnim piracie drogowym, szalejącym na motorze po okolicznych drogach, będzie wiedział, o kogo chodzi. Mam zamiar naskarżyć twoim rodzicom – zagroził poważnym tonem. – Chyba że...

– Chyba że co?

– Podwieziesz mnie – dokończył. Motocyklista milczał. Po chwili więc dodał: – Nie, rodzice pewnie nie wymierzą ci odpowiedniej kary. Pójdę na policję. Już oni dadzą ci nauczkę. Wiesz, co grozi nieletnim przestępcom?

Lizzy miała ochotę parsknąć śmiechem. Postanowiła jednak nie ujawniać swojej prawdziwej tożsamości. Ta historia zaczynała ją bawić, a nawet intrygować. Kim jest ten diabelnie przystojny mężczyzna? Do kogo przyjechał?

– Nie może pan zostawić samochodu na poboczu.

– A niby dlaczego nie? – wycedził powoli. – Myślisz, że ktoś zaczaił się w krzakach, żeby gwizdnąć tego gruchota? Czyżby ten region słynął z bezmyślnych mieszkańców?

Postanowiła zlekceważyć obraźliwą uwagę.

– Gdzie pan chce dojechać?

– Zeskocz z motoru, to się dowiesz.

– Jak to? – zapytała zdumiona. – Powiedział pan, że mam pana podrzucić!

– Doprawdy? Widocznie się przejęzyczyłem. Chodziło mi o to, że ja będę prowadził. Dlaczego miałbym igrać ze śmiercią, wskakując na maszynę kierowaną przez młokosa, który w tej chwili powinien siedzieć w domu i odrabiać lekcje?

– Mogę odjechać i zostawić tu pana na pastwę losu! – odcięła się.

– Nie radzę.

Coś w tonie jego głosu kazało jej nie brnąć dalej w pogróżki.

– Gdzie chce pan dojechać? – powtórzyła niechętnie.

– Do Crossfield House.

Lizzy zamarła.

– Wiesz, gdzie to jest?

– Tak, znam to miejsce. Ale... tam się nie można zatrzymywać. Dom jest w trakcie remontu. Aktualnie nie przyjmują gości. A jeśli przyjechał pan pograć sobie w golfa, to szkoda pana czasu. Pole jest w opłakanym stanie.

– Naprawdę? – Patrzył uważnie na drobną sylwetkę motocyklisty, który z ociąganiem zsiadł z pojazdu i stanął z boku, by Louis mógł zająć jego miejsce. – Powinienem zostawić kije golfowe w aucie?

– Czy aby na pewno umie pan jeździć na... czymś takim? – zapytała, wskazując ręką motor.

– Zaraz się dowiesz – mruknął, wskakując na maszynę.

Przekręcił kluczyk w stacyjce. Motor ryknął jak czarna pantera. Louisowi spodobał się głośny, czysty warkot silnika. Minęło sporo czasu, odkąd dosiadał motocykla. Zapomniał już, że taka maszyna daje człowiekowi wspaniałe poczucie wolności, a także siły, jakby była przedłużeniem jego ciała. Ruszyli powoli. Jechał ostrożnie, uważając na śliską szosę. Zastanawiał się, czy ten chłopak zna rodzinę Sharpów. Zapewne tak, skoro jest miejscowy. Louis miał zamiar pociągnąć go za język. A może nawet, choć to mało męskie, chłopak lubi plotkować? Na takim wygwizdowie to pewnie jedna z nielicznych rozrywek, pomyślał z pogardą.

– Jeśli znasz Crossfield House – zaczął, przekrzykując ryk motoru – to może kojarzysz Nicholasa Talbota?

– Kojarzę. – Motocykl nabierał prędkości. Lizzy objęła kierowcę. Czuła muskulaturę jego ciała. Nie ulegało wątpliwości, że nie pierwszy raz jechał na motorze; manewrował nim z lekkością i łatwością właściwą wtajemniczonym motocyklistom. – Dlaczego pan pyta?

– Przyjechałem skontrolować efekty jego pracy. Ostatnio notorycznie zaniedbuje informowanie mnie o nich, a jest to jego obowiązkiem.

– A więc jest pan jego szefem?

– Tak jakby.

– Czy on spodziewa się pana wizyty?

– Nie do końca.

– Chce go pan odwiedzić bez uprzedzenia? – oburzyła się Lizzy. – To okropne. Nicholas bardzo ciężko pracuje!

– Mam rozumieć, że go znasz?

– Nie osobiście, ale... To jest małe miasteczko. Tu wszyscy go znają. Nicholas szybko stał się bardzo znanym i lubianym członkiem naszej społeczności.

– Doprawdy?

– Z tego, co wiem, chyba interesuje się jedną z tutejszych dziewczyn – zdradziła ostrożnie, choć musiała wyskandować każdą sylabę, by przekrzyczeć ryk silnika. Trzymała się kurczowo mężczyzny, którego imienia nawet nie znała. Bała się, że Nicholas straci pracę tylko dlatego, że nie zdaje codziennych raportów szefowi, który ewidentnie miał bzika na punkcie kontroli. Był zbyt łagodny, zbyt nieśmiały. Będzie się jąkał, dukał i tłumaczył, dzięki czemu tylko przypieczętuje swoje zwolnienie.

Jej siostra była zakochana po uszy w Nicholasie Talbocie. Lizzy wzdrygnęła się na samą myśl o tym, że jakiś obcy człowiek miałby zniszczyć szczęście Rose.

Louis dodał gazu i wykrzywił usta z niesmakiem.

– Ta dziewczyna jest z nim tylko dla pieniędzy – rzucił nagle z wyraźną pogardą i naganą.

Miał serdecznie dość perfidnych, cynicznych naciągaczek. Pierwszy raz spotkał takową w wieku dziewiętnastu lat. Był wówczas zbyt naiwny i zadurzony, by dostrzec prawdziwe oblicze dwudziestopięcioletniej kobiety, w której ulokował swe młodzieńcze uczucia. Nazywała się Amber Newsome. W niczym nie przypominała jego koleżanek ze studiów, które wydawały się nudne, nijakie i dziecinne. Połączył ich namiętny romans, ale Louis czuł, że Amber nigdy nie będzie jego wielką miłością. Przypomniał sobie jej wielkie błękitne oczy, lśniące łzami, gdy przekonywała, że jest z nim w ciąży. Odgrywała efektowny teatrzyk, aby dorwać się do jego fortuny. Zapłacił za to wysoką cenę: trzy miesiące stresu, oswajania się z myślą, że będzie się musiał ożenić z kobietą, której już nie kochał, wyłącznie ze względu na dziecko. Jak się na szczęście okazało, Amber blefowała. Nie była w ciąży. Jej perfidny fortel się nie udał.

Pomyślał następnie o swojej młodszej siostrze, Giselle. Ona również pewnego razu prawie padła ofiarą oszusta, który udawał, że jest w niej na zabój zakochany. Dlatego Louis nie mógł zdzierżyć bzdur i bredni o miłości. Coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to uczucie w ogóle nie istnieje.

Nicholas był mniej sceptyczny, a co za tym idzie, bardziej narażony na tego typu przykre historie.

– Dla pieniędzy? – powtórzyła Lizzy. – Skąd ten pomysł?

– Powiedzmy, że jestem ekspertem w tej dziedzinie – wyjaśnił. – Zresztą to oczywiste. Przecież jej matka to podstarzała aktorka, która rozpaczliwie chce wydać za mąż wszystkie swoje córki, a kandydatów szuka wśród nadzianych facetów. To znany typ psychologiczny.

Zapanowało pomiędzy nimi długie milczenie. Pędzili opustoszałą drogą, nie mijając ani jednego pojazdu czy osoby. Wieczór coraz szczelniej okrywał wszystko dookoła czarnym kocem.

– Snuje pan głupie domysły – burknęła mu do ucha.

– To nie domysły. To czysta dedukcja.

– Z tego, co widzę, lubi pan wyrabiać sobie zdanie na temat ludzi, których pan nie zna. Nigdy w życiu nie spotkał pan nikogo z rodziny Sharpów, a już zdążył pan ich ocenić i osądzić.

Lizzy dostrzegła w oddali sylwetki domów, co oznaczało, że zbliżali się do obrzeży miasta. W tej okolicy ziemia była właściwie bezwartościowa; domy nie zaglądały sobie w okna, tylko stały w wielkich odstępach. Mimo to wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich. Miasto, choć skromnych rozmiarów, tętniło życiem. Lizzy nie mogła jednak zaprzeczyć, że taka familiarna atmosfera bywała czasem uciążliwa i dusząca.

Dworek ziemski Crossfield House położony był na jednym ze wzgórz. Aktualnie prezentował się niezbyt imponująco, choć w ciągu paru ostatnich lat podejmowano kilka prób odrestaurowania budynku. Ostatnio jego właścicielami była grupka bogatych biznesmenów z Glasgow, zapalonych amatorów golfa, którzy, jak głosiła plotka, kupili posiadłość w ciemno, zachęceni wizją ogromnego pola golfowego. Nie spodziewali się jednak, że doprowadzenie tej nieruchomości do porządku będzie tak czasochłonną i kosztowną operacją. Dlatego przez lata dom popadał coraz bardziej w ruinę, aż wreszcie trzy miesiące temu znalazł się nowy nabywca.

– Teraz niech pan skręci w lewo – instruowała go. – I zwolni. Na tym odcinku nawierzchnia jest w kiepskim stanie.

– Gdzie mieszkasz? Daleko stąd?

– Proszę się o mnie nie martwić. Znajdę drogę do domu.

Louis dopiero teraz poświęcił odrobinę uwagi otoczeniu. Tchnęło spokojem i ciszą. I choć osobiście nie wyobrażał sobie dłuższego pobytu gdzieś, gdzie jego komórka cierpi na brak zasięgu, był przekonany, że znajdzie się wiele osób, dla których takie zaciszne, ustronne miejsce będzie wymarzonym azylem. Wiedział, że klientelę stanowić będą przede wszystkim bogaci ludzie z wielkich miast, którzy pragną oderwać się i odpocząć od nerwowego życia w mieście. I od czasu do czasu trafić piłeczką do dołka. Sam nigdy nie interesował się zbytnio golfem. Preferował dyscypliny, które gwarantowały nieco więcej adrenaliny. Zdawał sobie jednak sprawę, że golf jest popularnym sportem, zwłaszcza w wyższych sferach. Crossfield House może się zamienić w kopalnię złota. Czy ta podstarzała aktorka również wywęszyła w tej posiadłości niezły interes i dlatego w biednym Nicholasie ujrzała idealnego zięcia?

Louis postanowił wyjaśnić jeszcze parę spraw.

– Co miejscowi myślą na temat Crossfield House? – zapytał rzeczowym tonem.

– Mówią, że byłoby miło, gdyby ktoś wreszcie go odrestaurował. Od kilku lat nie da się patrzeć na tę ruderę. Ale może on uratuje ten dom...

– Masz na myśli Nicholasa?

– Tak.

– Nicholas Talbot wcale nie jest nowym właścicielem Crossfield House – obwieścił znienacka. – Jest głównym nadzorcą projektu. Ma za zadanie dopilnować pomyślnej metamorfozy posiadłości.

– Skąd pan to wie? Kim pan jest?

– Dziwne, że dopiero teraz zadajesz to pytanie – zaśmiał się protekcjonalnie. – Nazywam się Louis Jumeau. To ja jestem nabywcą Crossfield House. Nicholas jest moim dobrym przyjacielem. Znamy się od dziecka. Wprawdzie nie jesteśmy bratnimi duszami, ale traktuję go niemal jak brata. Lepiej niż on znam życie i ludzi. Zwłaszcza zakłamanych i pazernych – dodał z wyraźną aluzją.

Nagle za zakrętem ukazała się posiadłość. Jej widok robił wrażenie. Ogromny budynek, srebrzący się w blasku księżyca, stał dumnie na wzgórzu i roztaczał wokół siebie nieco tajemniczą aurę. Wokół domu rozciągało się pole golfowe, przywodzące na myśl zastygłe czarne morze. Całość przypominała dekorację filmowej baśni. Zapewne jednak okrutne światło dnia wydobędzie na wierzch wszystkie wady tego obiektu, pomyślał przytomnie. Dopiero rano będzie można wszystko dokładnie ocenić.

Świat nieruchomości nie był mu obcy. Wprawdzie odziedziczył ogromną fortunę, lecz nie wiódł próżniaczego życia. Wprost przeciwnie, ciężko pracował, aby zdobyć mocną pozycję w świecie finansów. W wieku zaledwie trzydziestu lat był już prawdziwym potentatem. Lubił inwestować, aby skutecznie pomnażać majątek. Liczył na to, że Crossfield House będzie jego kolejnym lukratywnym przedsięwzięciem.

– Imponujący budynek – mruknął, zwalniając. Po chwili zupełnie wyhamował.

– Zgadzam się – odparła Lizzy ponurym tonem.

Dlaczego zjawił się akurat dzisiaj? – pytała w myślach. Pani Sharp, czyli jej matka, aby „podlać” kwitnący romans pomiędzy Rose a Nicholasem, zorganizowała przyjęcie w gmachu ratuszu dla wszystkich miejscowych luminarzy. Nicholas specjalnie na tę okazję zaprosił swoje dwie siostry. Lizzy zadrżała na myśl o tym, że gdy Louis o wszystkim się dowie, wieczór zamieni się w koszmar! Może dojść do ostrych kłótni i przykrych scen. Lizzy uważała, że jej matka wcale nie jest pazerną, perfidną kobietą, patrzącą jedynie na grubość portfela mężczyzny. Grace Sharp była po prostu niezwykle rada, że Rose być może poślubi mężczyznę, który jest stabilny finansowo. Która matka nie życzy tego swojej córce?

Lizzy przeklinała w myślach swój pech. Na co dzień pracowała jako nauczycielka w jednej z londyńskich szkół. Wzięła tydzień wolnego, aby przyjechać do domu i poznać wreszcie tego wspaniałego Nicholasa, o którym tyle słyszała! A co się stało? Wpadła na opryskliwego aroganta, Louisa Jumeau, który miał zamiar zniszczyć szczęście zakochanej pary.

Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała przyznać się, kim jest. Nie mogła dalej grać tej komedii, ponieważ sprawa była zbyt poważna.

Muszę to zrobić... teraz, pomyślała.

Uniosła dłonie i zaczęła rozpinać kask.

– Postanowiłeś wreszcie pokazać swe oblicze? – zapytał z kąśliwym sarkazmem. – Mądra decyzja. I tak bym się dowiedział. Nie martw się jednak; nie naskarżę twoim rodzicom, chociaż powinienem. Pędziłeś na tym motorze jak...

Nagle urwał. Słowa zamarły na jego szeroko otwartych ustach. Ujrzał bowiem kaskadę długich ciemnych włosów. Bodaj pierwszy raz w życiu Louis Christophe Jumeau dosłownie oniemiał. Spodziewał się zobaczyć nastoletniego chłopaka. Przed sobą miał natomiast młodą kobietę. Odrzuciła w tył głowę, jej włosy zafalowały w powietrzu, a oczy zabłysły wyzywająco. Dostrzegł w nich nieskrywaną wrogość. Jej twarz była szczupła i piękna, usta pełne i różowe. Ciało filigranowe jak u baletnicy.

– Nie jesteś chłopakiem – stwierdził oczywisty fakt.

– Nie.

– Jesteś dziewczyną... i jeździsz na motorze?

– Tak się składa, że lubię motocykle.

– Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? – zapytał oskarżycielskim tonem.

– A dlaczego miałabym to zrobić? – odparła natychmiast. – Nie uważam, żeby płeć człowieka odgrywała aż tak znaczącą rolę, jeśli chodzi o jego traktowanie. Poza tym chciałam usłyszeć wszystko, co miał pan do powiedzenia na temat swojego przyjaciela. I rodziny Sharpów.

Wiał chłodny wiatr, lecz Lizzy nie czuła zimna, rozgrzewana przez gniew płonący w jej piersi.

Przez chwilę Louis zastanawiał się, czy przypadkiem nie rozmawia z wybranką Nicholasa, lecz po chwili odrzucił tę możliwość. Jego przyjaciel ponoć stracił głowę dla pięknej blondynki, spokojnej i łagodnej. Dziewczyna, która stała przed nim z dumnie podniesioną głową, nie pasowała do tego opisu.

– Znasz Rose Sharp, prawda?

Lizzy powstrzymała się od odpowiedzi. Wwierciła w niego rozżarzony wzrok i rozdrażniona wygarnęła mu podniesionym głosem:

– Jest pan najbardziej aroganckim, zarozumiałym i nienośnym typem, jakiego w życiu spotkałam! – Matka zrugałaby ją za to zdanie. Grace Sharp z niecierpliwością oczekiwała przyjazdu tego człowieka. Lizzy mimowolnie wiele już o nim słyszała: o jego wprost bajecznej fortunie, wysokiej pozycji społecznej, a nawet nieprzeciętnej urodzie. Obok Nicholasa miał być największą ozdobą organizowanego przez matkę przyjęcia. Atrakcją wieczoru, dla której miały przybyć tłumy gości.

– Jak śmiesz tak się o mnie wyrażać? – zdumiał się Louis.

– Mam do tego prawo. Nigdy nie spotkał pan żadnego z tutejszych mieszkańców, a mimo to już pan ich zdążył ocenić i osądzić. Są gorsi tylko dlatego, że żyją w małym mieście? Jest pan snobem, panie Jumeau, a ja nie cierpię snobów!

– Panie Jumeau? – powtórzył. – Zważywszy na okoliczności, powinniśmy mówić do siebie po imieniu. A naszą konwersację kontynuować w środku. Przecież nie chcemy się przeziębić, prawda?

Kolejny lodowaty podmuch wiatru szarpnął mocno za ich włosy i ubrania. Nadal nie mógł uwierzyć, że ma do czynienia z dziewczyną, a nie chłopakiem. Z drugiej strony, niby dlaczego kobieta nie miałaby jeździć na motocyklu? Dlaczego miałoby nie pociągać jej to niesamowite poczucie wolności, które daje szybka jazda motorem? Pamiętał te mocne doznania z czasów uniwersyteckich. Ta dziewczyna ma dobry gust, zdecydował w myślach. Mówi otwarcie o tym, co myśli, a tę cechę zawsze bardzo cenił. Lubił ludzi z charakterem.

– Nie mam ochoty kontynuować tej rozmowy. Ani w środku, ani tutaj, ani gdziekolwiek indziej – oświadczyła buńczucznie.

Wzruszył szerokimi ramionami, nadal wpatrując się w nią intensywnie. Dostrzegła w jego ciemnych oczach nieco złowieszczy błysk. Choć na dworze panował chłód, było jej duszno i gorąco.

Jego wzrok zatrzymał się na jej pełnych, niecenzurujących prawdy ustach. Miała na sobie skórzaną kurtkę i sięgające do połowy łydki buty. Figura była skutecznie zamaskowana; nic dziwnego, że wziął ją za chłopaka. Przez chwilę zastanawiał się, jak ta dziewczyna prezentuje się w kobiecym ubraniu... lub bez ubrania. Szybko odpędził jednak od siebie te niepoważne myśli. Przyjechał tu, by zobaczyć Crossfield House i pomóc Nicholasowi. To, kim była ta dziewczyna i co o nim myślała, nie miało najmniejszego znaczenia.

Lizzy miała ochotę rzucić jakąś kąśliwą uwagę dotyczącą bogaczy, którzy nie mają prawa traktować innych – czyli biedniejszych – jak istot niższego rzędu. Była jednak zahipnotyzowana surowym pięknem jego twarzy. Co chwila gubiła myśli. Spośród wszystkich córek pani Sharp, to ona zawsze uchodziła za tę najbardziej rozsądną i odporną na urok i urodę mężczyzn.

– Muszę wracać do domu – oznajmiła wreszcie. – Jak długo masz zamiar tutaj zostać?

W jej piersi roznieciła się płomienna nadzieja, że przybysz szybko powróci do swojego miejskiego życia, a ona nie wpadnie na niego ponownie. Poczuła na sobie jego przenikliwe spojrzenie, jakby próbował czytać w jej myślach.

– Nie mam pojęcia. – Zerknął na ogromny budynek. – Kto wie, ile czasu pochłonie spenetrowanie i skatalogowanie każdego pokoju i zakątka tej posiadłości?

– Ale chyba wkrótce będziesz musiał wracać do Londynu, prawda? Poza tym Nicholas na pewno o wszystko umie się zatroszczyć...

– Nigdy dosyć ostrożności – odparł. – Czyżbyś się bała, że znowu na mnie wpadniesz? – zapytał ostrzej. – Słusznie. To małe miasto, nasze ponowne spotkanie jest więc wielce prawdopodobne. A tak przy okazji, puść w obieg wiadomość, że już przyjechałem i będę miał na oku panią Sharp i jej córki.

– Lepiej sam im to powiedz na balu, na który zostałeś zaproszony – zaproponowała. – Jedną z córek pani Sharp już zresztą poznałeś.

– Jak to? – zdziwił się.

– Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Elizabeth Sharp, a Rose jest moją siostrą.

Tytuł oryginału: In Want of a Wife?

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Ciesla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Ciesla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Cathy Williams

© for the Polish edition by Harpercollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

ISBN: 978-83-276-3252-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.