Superpowerless - Victoria Kå - ebook

Superpowerless ebook

Victoria Kå

2,5

Opis

Czy kiedy mamy przed sobą tajemnice, wciąż możemy być przyjaciółmi?

Bristol, grupa przyjaciół i luksusowy apartament, który skrywa mnóstwo brudnych sekretów. Cece, na pozór szczęśliwa kobieta sukcesu, zawdzięcza karierę układowi (prawie) idealnemu. Philip, jej mąż, jest gotów na każdy kompromis, byle tylko jego wstydliwa tajemnica nie wyszła na jaw. Sienna, ciężko doświadczona młoda kobieta, mająca za sobą kilka prób samobójczych, po raz kolejny stara się zacząć wszystko od nowa. Gdy dołącza do mieszkańców apartamentu, szybko wychodzi na jaw, jak wiele niedopowiedzeń i grzeszków spaja całą tę grupę, tworząc sieć ryzykownych powiązań. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, a z dnia na dzień przyjaciele staną się wrogami…

– Masz czasami takie wrażenie… – zaczęła równie niespodziewanie jak poprzednio. – Że mamy jedynie złudne przekonanie jakiejkolwiek decyzyjności w naszym życiu?
Adrian wzruszył lekko ramionami.
– Pionki na szachownicy, marionetki Boga, aktorzy niemający wpływu na sztukę – zaczął wymieniać. – To chyba dość popularny pogląd. Każdy mierzy się w jakimś stopniu z poczuciem bezsilności.
– Nie. – Pokręciła głową i obracając się w stronę przyjaciela, nachyliła się, zupełnie tak jakby miała zamiar zdradzić mu jakiś pilnie strzeżony sekret. – To coś więcej. To uczucie, jakbyśmy byli absolutnie i całkowicie pozbawieni mocy sprawczej, jakbyśmy nie mieli ani odrobiny energii potrzebnej do zmiany chociażby najmniej istotnej rzeczy w naszym życiu, jakby to wszystko było już gdzieś zapisane. Jakbyśmy byli pozostawieni w stanie bezsilności. Superpowerless, rozumiesz?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 375

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,5 (2 oceny)
0
0
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jak na październikowy wieczór w Bristolu, było dość ciepło, jednak nie aż tak ciepło, by młoda kobieta o szczupłej budowie ciała nie odczuła zimna ubrana jedynie w białą, satynową koszulę nocną na ramiączkach, sięgającą ledwie do połowy ud. Siedziała na krześle w rogu zabudowanego balkonu, pozwalającego na swobodne oglądanie nieba przy jednoczesnym nienarażaniu się na zauważenie przez jakiegokolwiek sąsiada. Na pierwszy rzut oka siedziała nieruchomo, jednak po chwili można było dostrzec, że w regularnych odstępach, pewnym i mechanicznym ruchem unosi do ust papierosa, następnie strzepuje niedbale popiół na kafle pod sobą.

– Nie musisz zawsze potem uciekać, Cece. – Męski głos dobiegał z wnętrza mieszkania, jednak nie pofatygowała się nawet, by obrócić głowę w tamtą stronę.

– Czekam, aż sobie pójdziesz – odparła chłodno, co mężczyzna przyjął z widocznym rozbawieniem.

Robiąc krok w stronę kobiety, pozwolił, by oświetlił go blask księżyca, i tak oto ukazała się sylwetka nagiego, młodego mężczyzny o oliwkowej karnacji, z burzą ciemnych włosów i nieco dłuższym niż kilkudniowy ciemnym zarostem.

Blondynka o jasnej karnacji i zielonych oczach, będąca jego absolutnym przeciwieństwem, rzuciła mu przelotne spojrzenie i natychmiast pokręciła głową z dezaprobatą.

– Ubierz się, na miłość boską.

– Sama mnie rozebrałaś – szepnął z przekąsem, nachylając się do niej, na co kobieta, obruszona, gwałtownie wstała z miejsca i gasząc papierosa na poręczy, zwróciła się do mężczyzny:

– Za każdym razem wydaje mi się, że nie mogę bardziej się znienawidzić, a jednak z każdym kolejnym naszym spotkaniem sprawiasz, że tak właśnie jest.

– Za każdym razem myślę, że nie możesz mnie mocniej odepchnąć, a z każdym kolejnym zaczyna mi się to bardziej podobać.

– Może nie powinno być kolejnych razów, Jaimie.

Mężczyzna prychnął i robiąc kolejny krok w stronę Cece, chwycił za poręcz balkonu, sprawiając, że stała się uwięziona między jego ramionami. Nie drgnęła.

– Chcesz oszukać mnie czy siebie?

Kobieta przygryzła policzki, co miała w zwyczaju robić, gdy się denerwowała. Ten układ był lepszy niż wcześniejsze, które miała – znała Jaimiego i wiedziała, że dla niego rów­­­­nież nic nie znaczy. Nie potrafiła jednak zaakceptować faktu, że ta zdrada byłaby dla jej męża dużo bardziej dotkliwa niż pozostałe. Po wszystkim zawsze wyobrażała sobie jego zdruzgotaną twarz i rozczarowane spojrzenie, co skutecznie zachęcało łzy do napływania jej do oczu.

– Tak łatwo jest patrzeć mu w oczy? – spytała cicho.

Twarz Jaimiego w ułamku sekundy przybrała poważny wy­­­­­raz. Odsunął się i patrząc w bok, odgarnął do tyłu swoje włosy.

– Płaci za to mieszkanie chyba nie po to, żebyście spędzali wieczory wspólnie, czyż nie?

– Nie wie, że spędzam je tu z tobą.

Jaimie zamilkł na chwilę, jednak spojrzawszy na kobietę przed sobą, znów poczuł ciepło w całym ciele. Oboje mieli za sobą niezbyt satysfakcjonujące seksualne doświadczenia, duże potrzeby i bardzo się pociągali. Znali się, co gwarantowało im poczucie bezpieczeństwa i łamało początkowe bariery. Tworzyli układ praktycznie idealny.

– A więc to na mnie spoczywa odpowiedzialność – ponownie zbliżył się do Cece i kładąc rękę na jej talię, nachylił się do jej ust.

Cece z początku zesztywniała, próbując zebrać siły do stanowczej odmowy, wiedziała jednak, że uczucie, które towarzyszy jej przy Jaimiem, nigdy nie będzie czekać na nią w domu.

– Umawialiśmy się: żadnego całowania. – Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, dokładnie w chwili, gdy koszula nocna opadła na podłogę.

***

Jaimie był studentem ostatniego roku iberystyki na Uniwersytecie Bristolskim oraz jego stypendystą i pomimo ciągłych uwag dotyczących racji bytu jego edukacji, zważywszy na fakt, że był on w połowie Hiszpanem, czuł się całkiem dumny z osiąganych wyników. Powtarzał, że jego przyjaciele są ignorantami myślącymi, że filologia to kurs języka obcego i szczerze mówiąc, miał rację.

Przez gap year trwający w jego przypadku aż dwa lata – dwa lata pełne podróży po Europie, podrywania dziewczyn i poszukiwań biologicznego ojca – w porównaniu do znajomych był zdecydowanie w tyle. Jego najlepszy przyjaciel Philip robił już specjalizację z psychiatrii, a żona Philipa zaczęła karierę w rodzinnym przedsiębiorstwie. Wyprzedzał jedynie Milę – młodszą siostrę Philipa – będącą na trzecim roku botaniki, która jednak większość wolnego czasu spędzała w swoim małym sklepiku z roślinami, więc jako właścicielka małego biznesu, ciągle stała nad nim w stworzonej przez niego samego hierarchii.

Philip i Mila, jako dzieci założyciela Palmers Corpora­­­tions Inc., nie musiały martwić się o swój byt, toteż ­Jaimie i Cece, to jest Cecilia, jako najbliżsi ich przyjaciele i współlokatorzy, prowadzili dość beztroskie studenckie życie w pięknym apartamencie w centrum miasta. To beztroskie życie, dość gwałtownie przerwane na skutek nieoczekiwanego splotu wydarzeń, które zaprowadziły Cecilię i Philipa przed ołtarz, zostawiło Jaimiego i Milę we w połowie pustym mieszkaniu, co rodziło pewne wątpliwości świeżo upieczonego męża o przyszłość swojej siostry pozostawionej sam na sam z jego przystojnym przyjacielem.

Jaimie Heaton nie miał jednak najmniejszego zamiaru wchodzić w jakiekolwiek bliższe relacje z Milą. Wystarczyło, że nawiązał ją z inną, jeszcze bliższą Philipowi kobietą – i właśnie dlatego musiał pozostać w jego oczach nieskazitelny. Mimo wszystko, na luźno rzucony pomysł Mili dotyczący wynajęcia pokoju nowej osobie, zareagował z udawaną ekscytacją, mając pewność, że uśpi to czujność Philipa, zwłaszcza gdyby uznał, że uwaga Jaimiego skupia się na innej przedstawicielce płci żeńskiej w mieszkaniu. Wspaniałomyślnie więc przekonał Milę, że powinni szukać właśnie dziewczyny, gdyż on będzie czuł się swobodnie w każdym towarzystwie, a ona nie będzie skrępowana obecnością obcego mężczyzny.

Może się to wydawać nad wyraz zaplanowane i rzeczywiście, patrząc na sytuację z boku, trudno było nie przyznać, że jest to duży przerost formy nad treścią. Planowanie jednak nawet tak absurdalnych pozorów pozwalało Jaimiemu zająć głowę czymś innym niż narastające poczucie winy.

***

James zupełnie nie tak wyobrażał sobie przyjazd do Bristolu. Co prawda otrzymał tutaj życiową szansę, mógł przecież zostać poważanym wykładowcą, co było dużo lepsze niż użeranie się z wariatami w szpitalach psychiatrycznych i wysłuchiwanie ich coraz to bardziej niewiarygodnych wywodów. Kilka lat pracy w tym zawodzie całkowicie go zmęczyło i, mimo że od jego pierwszego eksperymentu, który wymknął się spod kontroli, minęło już dużo czasu, nie odważył się na jego kontynuowanie.

Sienna była dla niego niesamowicie atrakcyjnym obiektem ze względów psychologicznych. Była zagadką, której rozwiązywanie sprawiało przyjemność, nie tak jak w przypadku reszty pacjentów, których problemy i osobowość nie były tak złożone. Zazwyczaj wystarczało mu jedno czy dwa spotkania, by rozgryźć traumy przeciętnego człowieka, z nią natomiast było zupełnie inaczej.

James nigdy nie zamierzał wchodzić ze Sienną w żadne bliższe relacje. Co prawda miał sprawić, że dziewczyna stanie się emocjonalnie odporna (może tylko odrobinę ją uwodząc), jednak mimo tego, że ich relacja kompletnie wymknęła się spod kontroli, sama właśnie kontrola nad Sienną była dla niego niemal uzależniająca. Jako psychoterapeuta zdawał sobie sprawę, że jego podejście ociera się o obsesję, wiedział, że tkwili w toksycznej relacji i to on, jako dorosły, powinien skończyć to w odpowiedni sposób. Nic nie mógł poradzić na to, że w jej obecności wszelkie jego postanowienia umierały w zarodku i zawsze znajdował wymówkę, by ciągnąć to jeszcze dłużej.

Nie chodziło tutaj o żadne uczucie czy magnetyzm, który przyciągał do siebie dwójkę ludzi zwykle lądujących we wspólnym łóżku. James pragnął odzyskać władzę, którą odebrała mu swoją ucieczką. Nienawidził jej za to, jak skończyła się ich relacja, za to, że będąc z nim, pomyślała o kimkolwiek innym i zniszczyła wszystko, co zbudował. Nienawidził jej za to, a jednak, gdy ponownie ją zobaczył…

Od jej odejścia miał setki kobiet. Dużo atrakcyjniejszych, bardziej doświadczonych, takich, dla których był spełnieniem kobiecych fantazji i które nie potraktowałyby go w taki sposób. Zawsze jednak przypominał sobie o tej zagubionej nastolatce w seksownych ubraniach od niego i o jej zamglonym wzroku, gdy…

James przetarł dłonią oczy, by odrobinę się otrzeźwić. Siedział w swoim sportowym samochodzie, ubrany jak zwykle w niesamowicie obcisłą koszulę, która miała zapewnić widoczność setek godzin spędzonych na siłowni. Kilka tygodni wystarczyło, by znał rozkład dnia Sienny na pamięć i wiedział, że za moment ją zobaczy.

Miała na sobie prostą, beżową sukienkę z kołnierzykiem, cienki, ciemnozielony płaszczyk, a jej kręcone włosy powiewały łagodnie na wietrze. Nie mógł wyzbyć się przekonania, że teraz, jako dorosła kobieta, mogłaby stać się jeszcze bardziej interesująca.

James, korzystając z szerokiego pola znajomości, środków pieniężnych oraz dostępu do akt medycznych, wiedział, że Sienna doczekała się potomstwa. Wiedział też, że walczyła z uzależnieniem od narkotyków, na co wskazywały przepisywane jej medykamenty. Wiedział, że może potrzebować opieki mężczyzny, który ma jej coś do zaoferowania. Wiedział, że jej syn ma blond włosy i niebieskie oczy, zapewne jak jego ojciec, co tylko wskazywało na to, że dziewczyna ma słabość do typu urody podobnego do jego urody. To dziecko równie dobrze mogłoby być uważane za jego. I to dziecko by go nie zrujnowało.

Sienna zniknęła z jego pola widzenia, a James odetchnął głęboko. Wiedział, że to, co robi, nie jest do końca normalne. Ale wiedział też, że nie może pozwolić, by dziewczyna ponownie mu się wymknęła.

***

– Dziękuję, Adrian, na dzisiaj to chyba wszystko. – Cece posłała mężczyźnie wymuszony uśmiech, pamiętając, że w firmie, mimo swojej wysokiej pozycji, jest nazywana przez pracowników Królową Lodu. Nie zależało jej na ich aprobacie, jednak uznała, że zatrudniając jako swojego asystenta najlepszego przyjaciela swojej najlepszej przyjaciółki, wypadałoby sprawić, aby akurat on miał o niej trochę lepsze zdanie. – Myślę, że jutro twoja obecność będzie zbędna, w piątki nie ma za dużo do roboty, a sama mam tylko jedną ważną prezentację.

– Jasne, dobrze się składa, mam kilka prac do sprawdzenia i byłoby super, gdybym wyrobił się przed weekendem – przyznał mężczyzna, zakładając na ramię skórzaną torbę.

– Idealnie – podsumowała krótko. – Do zobaczenia w poniedziałek – rzuciła jeszcze, a Adrian, machając jej ręką, wyszedł z pomieszczenia.

Dla niepoznaki odczekała jeszcze kilkadziesiąt sekund, po czym wyciągnęła z szuflady paczkę papierosów i odpaliwszy jednego, odwróciła się na obrotowym krześle w stronę przeszklonej ściany będącej jednocześnie wielkim oknem w jej przestronnym biurze.

Zbliżał się koniec tygodnia i, mimo że piątek to dzień wyczekiwany przez wszystkich, Cece nienawidziła go szczególnie. W piątki należało zamknąć wszystkie rozpoczęte w bieżącym tygodniu sprawy w firmie, co zmuszało ją, jako managera działu, do poprowadzenia wyjątkowo nudnego spotkania, na którym jednak musiała dawać z siebie wszystko, udowadniając, że zasługuje na to stanowisko nie tylko z powodu rodzinnych koneksji. Cece wiedziała, że bardziej podoba się swojemu teściowi, który, podobnie jak Mila, od początku ich znajomości starał się doprowadzić do związku Cece ze swoim ukochanym synem. Zaczął od obsadzenia jej w roli sekretarki, gdy jeszcze musiała godzić pracę ze studiami, następnie, gdy jego przeczucia co do niej się spełniły i rzeczywiście okazała się być kobietą twardo stąpającą po ziemi, posiadającą wszelkie predyspozycje biznesowe, na jakich mu zależało, awansował ją i kupił dla syna pierścionek z diamentem wielkości jagody (o równowartości domku letniskowego, w którym młoda para się zaręczyła). Cece naprawdę bardzo wiele zawdzięczała rodzinie Palmerów i chcąc nie chcąc, z czasem stała się jej częścią. Kochała Milę jak siostrę, a ojciec rodzeństwa, jako że był człowiekiem niezwykle pogodnym, dobrodusznym i dobrze wychowanym, zapewniał Cece poczucie posiadania rodzica, którego nigdy nie miała. To wszystko stawiało ją w wyjątkowo nieciekawym położeniu, zważając na to, co zrobiła – a raczej robiła – dość regularnie.

– Cecilia Thompson-Palmer, słucham – odebrała prywatny telefon, nie wyzbywając się jednak dość służbowego przyzwyczajenia do przedstawiania się w sposób jak najbardziej profesjonalny.

– Cześć – usłyszała ciepły głos Philipa. – Nie wróciłaś wczoraj do domu i chciałem tylko zapytać, czy dzisiaj się pojawisz. – Jego ton był całkowicie pozbawiony wyrzutów sumienia, pretensji bądź zazdrości, co jednak wcale nie zaskoczyło Cece.

– Hej, tak, tak, dzisiaj będę, możemy coś razem zjeść, o ile też zostajesz. – Z wielkim trudem zmusiła swój głos do na­­­­­turalnego brzmienia.

– Moje podboje są mniej udane – przyznał rozbawiony. – W takim razie zamówię nam jakąś chińszczyznę i postaram się znaleźć coś do oglądania.

– Idealnie – zgodziła się Cece, czując, jak jej gardło zaciska się nieprzyjemnie, na szczęście jednak Philip pożegnał się i rozłączył, co przyjęła z wielką ulgą. Zdała sobie sprawę, że zniszczyła perfekcyjny układ ze swoim mężem dla dość dobrego układu z Jaimiem i niczego nie bała się bardziej niż momentu, kiedy ta sprawa wyjdzie na jaw. Chwilę później dotarło do niej, że właściwie całe jej życie to sieć przecinających się układów o coraz to wyższej cenie, którą będzie musiała kiedyś w końcu zapłacić.

Zerknęła na paczkę papierosów leżącą na stole, jednak poczuła, że w tej sytuacji to trochę za mało, dlatego lekko uchyliła dolne drzwiczki swojego biurka i wyciągnęła z niego butelkę wina.

***

Chociaż minimalistyczne kawiarnie z geometrycznymi meblami i dużą ilością roślin były w ostatnim czasie bardzo popularne i można było wejść do takiej praktycznie na każdym rogu większego miasta, Mila znała tylko kilka takich, w których rośliny były dobrane i zadbane w profesjonalny sposób. Jedną z tych kawiarni była Attica, mieszcząca się między jej uczelnią a sklepem, co stanowiło przystanek idealny zarówno w drodze ze szkoły do pracy, jak i odwrotnie.

Nic dziwnego, że właśnie to miejsce Mila wybrała na spotkania z potencjalnymi współlokatorkami, chociaż uważała, że wybór kandydatów jedynie na podstawie płci jest bardzo niesprawiedliwy i seksistowski. Niemniej, będąc wdzięczna Jaimiemu, że myślał o jej komforcie we wspólnym mieszkaniu, zgodziła się – mimo wątpliwości, że za miesiąc czy dwa, gdy ten, z dużą dozą pewności, uwiedzie współlokatorkę i w końcu się nią znudzi, a potem – po dramatycznym skandalu – wyniesie się i cała zabawa z szukaniem odpowiedniej osoby zacznie się od początku. Z jednej strony nie rozumiała, dlaczego Jaimie tak nalega na znalezienie kolejnej osoby, skoro nikt nie kazałby mu płacić więcej ze względu na mniejszą liczbę lokatorów. Z drugiej jednak właśnie to mogło być przyczyną – nie chciał czuć się jakkolwiek zobowiązany bądź „zadłużony”. Kiwnęła głową, godząc się sama ze sobą na taki obrót sprawy. Mimo wszystko nadal będzie mieszkała w jedynce, a współlokatorka zajmie stary pokój Cece i Phila w trzypokojowym apartamencie.

– Krótkie ciemne włosy i fioletowy płaszcz, czyli ty jesteś Mila – dobiegł ją czyjś głos, a gdy podniosła głowę, jej oczom ukazała się wysoka, bardzo szczupła dziewczyna o lekko kręconych, czarnych włosach, niezdrowo wręcz bladej cerze i dużych, niebiesko-szarych oczach.

Mila kiwnęła głową, więc czarnowłosa z lekkim uśmiechem przysiadła się do niej i ściągnęła z siebie ciemnozielony płaszcz.

– Przepraszam za chwilę spóźnienia, jeszcze nie znam miasta. Sienna Campbell – przedstawiła się, wyciągając przez stolik swoją dłoń.

– Mila Palmer – uśmiechnęła się Mila. – Wspomniałaś, że jesteś nowa. Skąd przyjechałaś?

– Z Seattle – rzekła Sienna, jednak lekko drgnęła. – Chociaż właściwie po przyjeździe spędziłam chwilę u siostry w Szkocji. Więc właściwie ze Szkocji – poprawiła się odrobinę zakłopotana.

– O, jesteś Amerykanką?

– Nie – odparła Sienna, lekko się już czerwieniąc. – Pochodzę z Irlandii Północnej.

– Przepraszam, że wypytuję – zawstydziła się Mila. – Twój akcent nie pasował mi do Stanów, musiałam zapytać. Z ciekawości.

– Nie szkodzi. – Sienna posłała jej nieco wymuszony uśmiech.

Mila odwzajemniła go, po czym przypomniała sobie, że jest tutaj w konkretnym celu, więc nie musi podtrzymywać pogaduszek i może od razu przejść do rzeczy, nie zostając przy tym odebrana jako niegrzeczna.

– Jeżeli miałabyś jakieś pytania, co do kosztów, umowy…

– Wszystkie warunki, które przesłałaś, są dla mnie jak najbardziej w porządku – powiedziała szybko Sienna. – Chciałabym się usamodzielnić, znaleźć jakąś pracę i w przyszłym roku spróbować dostać się na studia, dlatego mogę śmiało powiedzieć, że nie zauważycie mojej obecności. Chcę dużo pracować i mieć miejsce do spania. Nie jestem też typem imprezowiczki – dodała, a Mila kiwnęła jej głową.

– Brzmi jak plan – przyznała z uśmiechem. – A na jakie studia chciałabyś iść?

– Na akademię muzyczną, gram na fortepianie – powiedziała cicho Sienna, zupełnie jakby był to dla niej powód do wstydu, ewentualnie jakby przywołało to jakieś negatywne wspomnienia.

Mila już otwierała usta, by coś powiedzieć, dostrzegła jednak, że zza szyby macha do niej dziewczyna żywcem wyjęta z uniwersum „Legalnej blondynki”. Mila zapomniała, że Sienna się spóźniła i tak właściwie jest już umówiona z kolejną kandydatką. Ponownie otworzyła usta, by przeprosić dziewczynę i zapewnić, że zadzwoni z decyzją, szybko jednak zaczęła kalkulować za i przeciw. Sienna była ładną dziewczyną, jednak na pierwszy rzut oka cichą, spokojną i niewyróżniającą się, a już na pewno nie była w typie Jaimiego. Laska sprzed kawiarni wyglądała natomiast na kolejną właścicielkę imienia do odhaczenia w kalendarzyku Jaimiego. Wybór był dość oczywisty.

– Myślę, że nie muszę się konsultować z przyjacielem i w naszym wspólnym imieniu powiem, że będzie nam niezmiernie miło, gdy z nami zamieszkasz, Sienna. – Mila wstała z uśmiechem, by oficjalnie uścisnąć dłoń Siennie i przypieczętować umowę.

Sienna uśmiechnęła się szeroko. Korzystając z chwilowej nieuwagi nowej współlokatorki, Mila wykonała gest bezradności w stronę czekającej pod kawiarnią kopii Elle Woods.

***

Cece wróciła do domu taksówką, uznając, że wielce nierozsądnym byłoby wsiąść do auta po opróżnieniu całej butelki wytrawnego, czerwonego wina. Mieszkali z Philipem na jednym z tych bardziej luksusowych osiedli na obrzeżach miasta, gdzie każde mieszkanie posiadało taras wielkości kawalerki oraz dodatkową sypialnię na antresoli.

Co prawda, ta dodatkowa sypialnia była zajmowana przez nią stale, a standardowa została oddana Philipowi, który jako przyszły lekarz potrzebował więcej czasu w zamkniętej przestrzeni, kiedy zaciekle uczył się do egzaminów. Tym razem siedział jednak w przestronnym salonie, relaksując się przed telewizorem w towarzystwie serwisu streamingowego.

– Cece, to ty? – zawołał, nie podnosząc się z kanapy, a gdy usłyszał potwierdzenie, dodał szybko: – Jedzenie jest na stole, jeszcze cieplutkie.

Cece ściągnęła z siebie długi, szary płaszcz i – jak to miała w zwyczaju – pozbyła się diamentowych kolczyków oraz pozostałej biżuterii, zostawiając ją na specjalnej półeczce w przedpokoju. Na jej palcu pozostała jedynie złota, błyszcząca obrączka z malutkim rubinem. Spojrzała na siebie w lustrze i widząc odrobinę zaczerwieniony nos, który w jej przypadku zawsze wskazywał na spożycie alkoholu, ruszyła do łazienki i szybkim ruchem urwała kawałek papieru toaletowego.

– Chyba jednak dzisiaj trochę wcześniej się położę – rzekła, wchodząc do salonu i siadając na oparciu kanapy. – Złapał mnie jakiś katar – dodała, przykładając do twarzy papier i wydmuchując w niego powietrze.

Philip podniósł się lekko, by zatrzymać film, i zwrócił się do swojej żony.

– Czy mam cię zbadać?

Cece wybuchła śmiechem i na ułamek sekundy zapomniała o poczuciu winy, które odczuwała przy swoim mężu. Za moment jednak spoważniała, co nie umknęło uwadze Philipa.

– Coś nie tak w pracy? – zapytał, ponownie przybierając poważny wyraz twarzy.

– Dużo stresu, nic poza tym – odrzekła, uznawszy, że to najbezpieczniejsza odpowiedź, której nie będzie musiała rozwijać.

– Cóż, Mila i ja nigdy nie spłacimy wobec ciebie tego długu. Myśl, że nie musimy przejmować firmy, zawsze poprawia mi nastrój – przyznał.

– Myślałam, że już uzgodniliśmy, że nigdy nie dostanę większości udziałów – obruszyła się Cece.

– Tak, chociaż nie wiem dlaczego. – Philip wzruszył ramionami.

Cece wstała z miejsca, wyraźnie zirytowana.

– Jak to nie wiesz? Już i tak wszyscy myślą, że wyszłam za ciebie dla pieniędzy, nie mam zamiaru dawać im kolejnego powodu, by utwierdzili się w tym przekonaniu.

Philip uniósł kąciki ust, jednak zacisnął wargi, by ukryć swoje rozbawienie, na co Cece uniosła brwi.

– No co? – syknęła.

– Jest w tym trochę prawdy – zaczął rozbawiony, a ona odetchnęła głęboko i obróciwszy się na pięcie, opuściła pomieszczenie, udając się do łazienki. – Cece, trochę dystansu! – zawołał za nią. – Przecież nie pobraliśmy się z miłości! – dodał ze śmiechem, jednak nie słysząc odpowiedzi, przewrócił oczami i sięgnął po chińszczyznę leżącą na stole.

***

Życie nauczyło Siennę dmuchać na zimne, dlatego swój pobyt w hotelu opłaciła na miesiąc z góry. Nie spodziewała się, że uda jej się znaleźć mieszkanie, odpowiedziawszy na pierwsze lepsze ogłoszenie, tuż po załatwieniu w nowym mieście wszystkich spraw zdrowotnych. Przenosiła swoje rzeczy stopniowo, na noc zostając jednak w hotelu, chcąc wykorzystać w pełni ostatni opłacony tydzień. W dniu swojego wymeldowania zabrała ze sobą ostatnią, małą torbę z rzeczami osobistymi i wyruszyła taksówką do nowego mieszkania, zastanawiając się, jak sobie poradzi, dzieląc je z dwójką rówieśników. Nigdy wcześniej nie wynajmowała pokoju, w przeszłości mieszkała jedynie ze swoimi partnerami, a wcześniej z rodzicami, dlatego było to dla niej całkiem nowe doświadczenie.

Pierwszy egzamin czekał na nią tuż za drzwiami wejściowymi, gdyż od razu po wejściu do mieszkania natknęła się na śpiącego na podłodze w salonie półnagiego mężczyznę. Nie będąc pewna, czy jest to jakiś gość Mili, czy może pozostałość po ewentualnej wczorajszej imprezie, postanowiła po prostu zignorować ten fakt i zrobić sobie coś do jedzenia. Zgodnie z prawem Murphy’ego, w chwili, gdy postanowiła za wszelką cenę nie narażać się na ujawnienie, wyciągając z szafki talerz, strąciła szklaną miskę, która z głośnym trzaskiem rozbiła się o kafle na podłodze.

Mężczyzna zerwał się jak oparzony, jednak z ich dwójki to Sienna zdawała się być bardziej zakłopotana, mimo że była tą całkowicie ubraną częścią towarzystwa.

– Nie osądzaj mnie – rzucił tylko w jej stronę, przecierając oczy i wstając z podłogi.

– Och, nie śmiałabym. – Schyliła się, by pozbierać kawałki szkła, a widząc, że mężczyzna przyszedł, by jej pomóc, do­­­­dała: – Przepraszam za to.

– Nigdy nie lubiłem tej miski. Za mała na sałatkę, zbyt duża na chipsy. – Wzruszył ramionami.

Gdy pozbierali już wszystkie kawałki i wstali z podłogi, Sienna z małym zażenowaniem zauważyła, że mężczyzna kompletnie nic nie robi sobie z faktu, że rozmawia z zupełnie obcą mu osobą w samej bieliźnie, jednak uznała, że skoro mu to nie przeszkadza, dlaczego jej miałoby?

– Zwykle nie budzę się na kacu w środku tygodnia – powiedział nagle.

– Naprawdę nie jestem osobą, której musiałbyś się tłumaczyć.

Mężczyzna pokiwał głową z udawanym uznaniem.

– Już cię lubię. Jesteś koleżanką Mili?

– Sienna. – Wyciągnęła ku niemu dłoń. – Od dzisiaj tutaj mieszkam. Czy ty jesteś kolegą Mili?

Uśmiechnął się, podając jej rękę.

– Jaimie. Od zawsze tutaj mieszkam – odrzekł. – Teraz czuję się trochę głupio. Raczej nie z tej strony chciałem się pokazać nowej współlokatorce.

– Powtarzam się, ale naprawdę nie musisz mi się tłumaczyć. Chociaż… Nie będę miała nic przeciwko, jeżeli się ubie­­­rzesz. – Posłała mu odrobinę prześmiewczy uśmiech.

– Robi się. – Puścił do niej oko i pewnym krokiem udał się do swojego pokoju, skąd wrócił kilka minut później w ciem­­­­noniebieskich jeansach i beżowym T-shircie.

– Dużo lepiej – przyznała i otwierając lodówkę, którą za­­­opatrzyła poprzedniego dnia, wyciągnęła z niej gotową sałatkę. Jaimie przyglądał się z lekką konsternacją, jak przekłada ją na talerz, a gdy już miała zatopić w niej widelec, zawołał:

– Och, Dios mio, tak się nie je w tym domu!

Sienna zatrzymała widelec w połowie drogi do ust i z ciągle otwartą buzią, zmarszczyła czoło. Jaimie okrążył dzielącą ich wyspę kuchenną i zabierając talerz, ostentacyjnie wyrzucił jego zawartość do kosza.

– Co ty robisz? – zapytała dość ostro, na co wyjął z kieszeni komórkę i wybierając szybko numer, przyłożył ją do ucha.

– Zamówię nam coś normalnego do jedzenia. Nie pozwolę nikomu, z kim mieszkam, umrzeć na raka jelita przez je­­­­dzenie takich śmieci.

– To była sałatka… – Sienna przewróciła oczami, jednak została zignorowana, gdyż Jaimie połączył się ze swoją ulubioną restauracją.

Zamówiwszy „to co zawsze razy dwa” na adres „mieszkanie waszego najprzystojniejszego klienta”, postawił przed nią dwie niskie szklanki i butelkę szkockiej.

– Jesteś niesamowicie pewny siebie. – Zmrużyła oczy, na co Jaimie posłał jej jedynie zawadiacki uśmiech.

– Odkupię swoje winy i powitam cię jak człowiek – odrzekł, nalewając do szklanek brunatnej cieczy.

– Rozumiem, że alkohol jest zdrowszy niż mój posiłek, który wyrzuciłeś do śmieci? – zapytała, unosząc brew, a ­Jaimie, kompletnie ją ignorując, uniósł szklankę i gestem zachęcił Siennę, by zrobiła to samo.

– Zdrowie tych, którym nie trzeba się tłumaczyć – zawołał, na co Sienna się zaśmiała i stuknęła w jego szklankę swoją.

– Zdrowie tych, którzy jedzą gotowe żarcie z marketu – zawtórowała, a Jaimie pokiwał głową z uznaniem.

– Przyda się im – zauważył i oboje unieśli szklanki do ust.

***

Przyjaźń Mili i Adriana zaczęła się rok temu na kampusie University of Bristol. Młoda studentka biologii całkowicie zatraciła poczucie czasu w uniwersyteckiej bibliotece, szukając niedającego jej spać, niezwykłego gatunku rośliny (a była pewna, że jej się nie przyśniła). Gasnące światła jej nie zaniepokoiły i dopiero dziwne odgłosy przywodzące na myśl bitwę pod Prestonpans, o której niedawno czytała, postawiły ją na nogi. W pośpiechu przerzuciła kilka ostatnich stron wiekowej księgi roślin i zbierając porozrzucane notatki, ruszyła sprawdzić, czy na pewno nie utknęła tu sama z jakobicką sektą.

Cóż, jednego nieśmiałego doktoranta historii w znoszonej marynarce raczej trudno się przestraszyć, a nazwanie go członkiem sekty boleśnie ugodziłoby jego pełne wiary serce. Adrian Christensen, bo tak nazywał się ten człowiek, z niemałym trudem próbował uruchomić stary rzutnik, który miał przywrócić studentom wiarę w jego (jak do tej pory) dość nudny przedmiot. Adrian był w posiadaniu bardzo starego materiału, którego nie mógłby odtworzyć na żadnym współcześnie używanym urządzeniu elektronicznym. Mierząc się z historycznym sprzętem, czuł się jednak jak historyk z prawdziwego zdarzenia, dlatego nie zamierzał się szybko poddawać.

– Już zamknięte? – spytała nieśmiało Mila, obawiając się kary za nielegalne przebywanie w bibliotece po godzinach jej zamknięcia.

Adrian, słysząc nieznajomy głos, podskoczył i dość boleśnie uderzył wierzchem dłoni o starą maszynę.

– Tak, przepraszam – wymamrotał po cichym przekleństwie, za które szybko skarcił się w myślach. – Jestem doktorantem, mogę być tu jeszcze chwilę po zamknięciu.

Mila podświadomie wyczuwała osoby równie nieśmiałe jak ona i w takich momentach, w nagłym przypływie odwa­­gi, często podejmowała się opieki, otaczając je troską.

– Jestem Mila. – Śmiało ruszyła w kierunku młodego mężczyzny i wyciągnęła ku niemu dłoń. – Studiuję biologię, drugi rok, nie znam jeszcze wszystkich zasad. Przepraszam, jeżeli cię wystraszyłam.

– Miło cię poznać, Milo, nic się nie stało – odrzekł z lekkim uśmiechem doktorant. – Powinienem już dawno dać sobie z tym spokój. – Wskazał na wiekowy sprzęt. – Muszę pogodzić się z tym, że nie zarażę studentów miłością do historii Szkocji.

Jeżeli nie zostało to jeszcze wspomniane, Mila była niezwykłą dziewczyną, nade wszystko wierzącą w przeznaczenie oraz nieprzypadkowość zdarzeń. Bardzo szybko połączyła natknięcie się na artykuł dotyczący bitwy z zajęciami prowadzonymi przez nowo poznanego chłopaka i chcąc nie chcąc, skazała go na swoje towarzystwo podczas uniwersyteckich wydarzeń, obiadów na kampusie, a z biegiem czasu spotkań poza nim.

Należy dodać, iż ich przyjaźń pozostawała czysta niczym więź rodzeństwa. Mila odnalazła w Adrianie brata, a Adrian nigdy nie miał siostry, o którą mógłby się zatroszczyć, co być może wpłynęło na jego dość pechowe kontakty z kobietami.

Zarobki doktoranta nie były na tyle wysokie, by Adrian, mieszkający sam z daleka od amerykańskiej rodziny mógł sobie pozwolić na wynajem jednoosobowego pokoju blisko uczelni (nawet łącząc pensję z półetatową pracą w roli asystenta Cecilii), dlatego z biegiem czasu postanowił przyjąć propozycję Mili i pomagać jej w sponsorowanym przez jej ojca sklepie z roślinami (który generalnie nie zarabiał na siebie, ale nieobyta w księgowości dziewczyna nie zdawała sobie z tego sprawy). Jej ojciec pokornie wypłacał pieniądze jej oraz pomocnikowi, zmuszając dziewczynę do wiary, iż jej miniprzedsiębiorstwo rozwija się szybko i prężnie.

– Przepraszam cię najmocniej, Adrian – rzuciła Mila, wchodząc do sklepu, co oczywiście zostało zakomunikowane kilka sekund wcześniej poprzez dźwięk uroczego dzwoneczka przy drzwiach. – Wszędzie się dzisiaj śpieszę, a obiecałam Cece spotkanie. Mam nadzieję, że ten młyn w końcu przestanie się kręcić i spotkamy się wszyscy jak za starych dobrych czasów.

– Dziwne, że starymi dobrymi czasami nazywasz chwile przed jej zamążpójściem – zdziwił się Adrian, spryskując wodą olbrzymie liście monstery, aktualnie największej reklamy ich sklepu. Zdjęcie rośliny na Instagramie osiągnęło imponujące tysiąc polubień, co oczywiście zostało hucznie uczczone przez współpracowników poprzez zamknięcie sklepu na czterdzieści pięć minut (nie wpłynęło to znacznie na ich przychody) i wspólne spożycie zamówionego nieopodal sushi, oczywiście na koszt firmy.

– Wiesz, o co mi chodzi – westchnęła Mila. – Wszystko się teraz zmieni, ledwo się obejrzymy i zaraz będą mieli dzieci, a wtedy duch młodości naszej paczki odejdzie na zawsze.

Adrian wzruszył ramionami. Nigdy nie czuł się szczególnie związany z „paczką”. Za nic nie dogadywał się z Jaimiem, Philip z racji ilości nauki był poza zasięgiem kogokolwiek z wyjątkiem Jaimiego, Cece z kolei traktowała go jak przygłupiego znajomego Mili, chociaż miał wrażenie, że w związku z ich współpracą może w końcu się to zmieni.

– Wiem – przytaknął tylko, wyrzucając znajomych z myśli. – Wspominałaś, że ktoś do nas dołączy – zawołał za Milą, która zniknęła na zapleczu, żeby włożyć swój pracowniczy fartuszek. – Czy tego chce czy nie – dodał pod nosem, nie chcąc, by Mila usłyszała i poczuła się winna samopoczucia Adriana przy reszcie jej przyjaciół.

– Tak, z Jaimiem postanowiliśmy wynająć stary pokój Phila i Cece – krzyknęła z drugiego pomieszczenia, po czym pojawiła się w progu i zręcznie zawiązała fartuch. – Właściwie to wprowadziła się dopiero dzisiaj i nie wiem, w jakim stanie ją zastanę, skoro na sto procent natknie się na pijanego Jaimiego. – Skrzywiła się lekko. – Mam nadzieję, że nie ucieknie z krzykiem.

Adrian podświadomie wydał już wyrok na niczego nieświadomą współlokatorkę Mili. Według jego wiedzy Jaimie z nikim się aktualnie nie spotykał, a jeżeli dziewczyna będzie choć odrobinę atrakcyjna, to znając jego styl życia, nie odpuści sobie kolejnej zdobyczy.

– Dobrze, jak jesteś, ja już sobie pójdę. Mam dzisiaj wielką nadzieję na udane zajęcia, przygotowałem wspaniałą prezentację na temat współczesnego życia szkockich górali.

Mila kiwnęła mu głową na pożegnanie, jednak gdy wyszedł, pokręciła nią z politowaniem. Widziała tę prezentację kilka razy i niestety wiedziała, że nie jest ona tak porywająca, jak myślał jej przyjaciel. Miała tylko nadzieję, że GIF z machającą rośliną dziękującą studentom za uwagę, który dodała pod jego nieobecność, nieco uratuje beznadziejną sytuację.

***

– No dobra, przyznaję – odrzekła Sienna, powoli przeżuwając gorące jedzenie. – To dużo lepsze od tego, co zamierzałam sobie zaserwować.

Jaimie ukłonił się lekko z uśmiechem.

– Wolne gotowanie, moja droga – rzekł, gestykulując. – Klucz do przygotowania dobrej paelli.

Korzystając z ostatnich ciepłych popołudni, postanowili zjeść na balkonie. Jaimie prócz jedzenia zabrał ze sobą butelkę i kieliszki, a jeden z nich podsunął Siennie, która uniosła lekko brwi.

– Wiem, że potrafię być przekonujący, jeżeli bardzo chcę. – Wzruszył ramionami. – Poza tym mam kaca, a na kaca najlepszy jest dobry klin, czyż nie?

Sienna rzuciła współlokatorowi niepewne spojrzenie i przeliczyła godziny od ostatniej porcji swoich leków. Z jej szybkich obliczeń wynikało, że śmiało może wypić jeszcze odrobinę i się nie przekręcić, dlatego ujęła kieliszek w dłonie.

– Powiedz mi, moja droga – zaczął Jaimie, kołysząc kieliszkiem jedną ręką, drugą natomiast rozczesując niewidzialne wąsy. – Co muszę o tobie wiedzieć, żebyśmy się nie pozabijali przez najbliższy rok?

– Że gdy poznaje się mnie bliżej, okazuje się, że nie jestem wcale taka miła, na jaką wyglądam – stwierdziła, na co ­Jaimie tylko się lekko uśmiechnął.

– Muszę cię rozczarować. – Pokręcił głową. – Nie wyglądasz wcale na miłą.

– Szczerość mi odpowiada – uśmiechnęła się.

– Mówisz, że przyjechałaś z Ameryki, ale akcent masz zupełnie inny – zauważył, zmieniając jednocześnie piosenkę na bardziej żwawą.

– Przez jakiś czas mieszkałam w Seattle, ale pochodzę z Belfastu. – Wzruszyła ramionami. – Miałam chwilę mło­­­dzieńczego buntu, ale postanowiłam w końcu wrócić. Wiesz… – zaczęła. – Ogarnąć swoje życie.

Jaimie zmrużył oczy, zupełnie jakby wyczuł w tej odpowiedzi coś podejrzanego.

– Chyba kryje się za tym złamane serce. Tylko jedno może je wyleczyć. – Włożył w wypowiedź tyle sarkazmu, ile potrafił, mając nadzieję, że Sienna odczyta to jako żart, ona natomiast przygryzła odrobinę policzki, wydając się wpaść nagle w mocne zdenerwowanie.

– Dobra, Jaimie, posłuchaj. – Z łoskotem odstawiła kieliszek na podłogę. – Nie chcę, żeby zabrzmiało to jakoś narcystycznie, nigdy nie uważałam i nie będę uważać się za osobę mogącą rzeczywiście uchodzić za atrakcyjną – zaczęła agresywnym tonem, na co chłopak wbił się w krzesło mocno zdziwiony. – Ale tak się akurat składa, że żaden facet, powtórzę się, ŻADEN, którego spotkałam w swoim życiu, nie okazywał mi niczego więcej prócz seksualnego zainteresowania. Nie wiem, czy to z powodu mojego wulgarnego spojrzenia, ostrych rysów twarzy czy wysokich kości policzkowych. Nie mam ochoty na żadne gierki, to pierwszy pokój, na który natrafiłam. Nie interesują mnie w tym momencie ani niezobowiązujący seks, ani tym bardziej żadne związki, ani…

– Ej, ej, ej, chwileczkę, nie rozpędzaj się tak – roześmiał się Jaimie, który oczywiście, odrobinę zszokowany, ale jednak zadowolony tak szybkim rozwojem rozmowy, wrócił do swojej zwykłej pewności siebie. – Generalnie chodziło mi o alkohol, ale jeżeli w jakikolwiek sposób odczułaś moje zachowanie jako zaloty, to przepraszam. – Wykonał gest odmowy. – Rzeczywiście często flirtuję z dziewczynami – uśmiechnął się przy tym zalotnie – i całkiem możliwe, że tracę nad tym kontrolę, ale przyrzekam ci, że nie przeszło mi przez myśl, żeby się do ciebie zalecać – przyznał, na co Sienna kiwnęła głową. – Oczywiście nie znaczy to, że nie jesteś atrakcyjna – zaczął znów, jednak widząc, że dziewczyna ponownie zmrużyła oczy, postanowił szybko się wycofać. – Dobra, zaczynamy się miotać, więc będę z tobą absolutnie szczery, mogę?

Sienna opadła na krzesło i założyła ręce na piersi. Teraz rzeczywiście bardziej przypominała samą siebie.

– Gdybym miał ochotę cię podrywać, w życiu bym się tak szybko nie ubrał, to po pierwsze – rozpoczął, a gdy spojrzała na niego pytająco, kontynuował: – Ale przyznaję, że nie do końca jesteś w moim typie.

Sienna uśmiechnęła się na to stwierdzenie.

– Przyznaję się, traktuję płeć żeńską przedmiotowo i myśl sobie, co chcesz, ale żaden z moich związków nie przetrwał miesiąca. Cieszę się, że już wiesz, bo przynajmniej nie będę musiał sprowadzać tu po kryjomu dziewczyn. – Skrzywił się po łyku wytrawnego alkoholu. – Rozmawiam z tobą swobodnie, bez układania w głowie planu, jak cię przelecieć, przysięgam.

– Cóż… – Sienna sięgnęła po butelkę. – Niejedna kobieta uznałaby to wszystko za obraźliwe. – Dolała sobie do dwóch trzecich wysokości kieliszka. – Ale masz szczęście, że do nich nie należę. Bardzo się cieszę, że nie masz ochoty mnie przelecieć, Jaimie, to naprawdę bardzo miło z twojej strony. – Uśmiechnęła się, tym razem naprawdę szczerze, co mogło zapowiadać tylko długo wyczekiwaną, normalną męsko-żeńską relację, której nigdy wcześniej nie doświadczyła.

– O, a więc tu jesteście – dobiegł ich męski głos, więc odwrócili się oboje. – Och, przepraszam, ciemne włosy, wziąłem cię za Milę. – W mieszkaniu stał wysoki, szczupły mężczyzna o słomianych, gładko zaczesanych włosach i zielonych oczach skrytych za okularami patentkami. – Philip Palmer.

– Philip Palmer, przyszły psychiatra, brat Mili, syn wpływowego potentata finansowego… – dokończył Jaimie tonem spikera radiowego, zanim jeszcze Phil zdążył wyciągnąć do Sienny dłoń.

– Sienna Campbell. – Uścisnęła dłoń mężczyzny, wchodząc Jaimiemu w słowo.

– Miło poznać. – Phil posłał jej uśmiech, po czym przeniósł wzrok na Jaimiego. – Mila mówiła, że spakowała dla Cece jakieś jej rzeczy, które zostały w mieszkaniu. Miałem wpaść je odebrać.

– Cecilia Thomson-Palmer, alias Królowa Lodu, żona Philipa, ambitna i chłodna… – zaczął znów Jaimie, jednak widząc karcący wzrok przyjaciela, urwał. – No co? Sienna jest nowa, chcę, żeby nadążała. – Przewrócił oczami, wstając. – Chodź, dam ci ten karton i spadaj, jeżeli nie jesteś w nastroju do żartów.

Philip machnął ręką na pożegnanie.

– Miło było cię poznać, Sienno.

– Ciebie również, Philipie. Bracie Mili i mężu Cece – odpowiedziała mu Sienna, na co on uśmiechnął się lekko i wszedł do mieszkania, ustępując Jaimiemu miejsca w przejściu.

Korzystając z tego, że została sama, Sienna wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Stresowało ją poznawanie nowych ludzi i może to dziwne, ale przez całe swoje życie nie była częścią żadnej grupy, dlatego wprowadzenie się do dwójki przyjaciół mających wspólne grono znajomych, z którymi spotykają się regularnie, było dla dziewczyny dość niezwykłe. Przeprowadzając się tutaj, obiecała sobie, że postara się trzymać z daleka od wszelkich nowych relacji. Wydawało jej się, że wtedy często rozmawia się o swojej przeszłości, a tego wolałaby uniknąć. Te kilka pierwszych godzin dało jej do zrozumienia, że będzie to bardzo trudne.

– No nie mów, że ty też – rzekł zrezygnowany Jaimie, który po krótkiej nieobecności znów pojawił się na balkonie. – ¿Estás de coña?

– To już drugie hiszpańskie powiedzonko, które dzisiaj słyszę – zauważyła, gasząc papierosa.

– Nie ukrywam swoich korzeni – odrzekł udawanym obrażonym tonem. – Ty za to mogłabyś ukrywać swoje nałogi.

– Och, robię to – uśmiechnęła się sarkastycznie.

– Cece się ucieszy. W końcu nie będzie jedyną osobą jeżdżoną w towarzystwie za palenie papierosów. Natomiast nie zdradzałbym się przy Adrianie, o ile nie chcesz dostać wykładu. – Wzdrygnął się, siadając ponownie na krześle obok.

– Adrian to…?

– Och, no tak! – Jaimie puknął się otwartą dłonią w czoło. – Niestety bywa u nas bardzo często, więc na pewno go poznasz, chcąc nie chcąc.

– Wyczuwam tutaj jakieś negatywne wibracje. – Uniosła lekko brwi, na co westchnął.

– Kumpluje się z Milą. Jest doktorantem na Wydziale Historycznym i jest dokładnie tak samo nudny, jak to brzmi.

– Nudni ludzie są z reguły nieszkodliwi – zauważyła, wzruszając ramionami. – Tylko tym zaszedł ci za skórę?

– Ujmę to tak – zaczął, składając ręce jak do modlitwy. – Niektórzy ludzie nie lubią zupy pomidorowej, niektórzy zaś nie mogą znieść zapachu bananów i jest to coś, z czym nie można dyskutować – rzekł i nachylił się w stronę butelki stojącej na podłodze. – Ja po prostu nie lubię Adriana Christensena.

– Rozumiem. – Sienna ponownie wzruszyła ramiona­mi. – Czy jest jeszcze ktoś, kogo mogę tutaj spotkać i będzie mi wy­­­­padało zamienić z nim słowo?

– Nie wydaje mi się. Jesteśmy dość prestiżowym bractwem.

– Mówisz „prestiżowym”, a ja słyszę „zamkniętym i dysfunkcyjnym” – zażartowała Sienna, na co Jaimie uniósł lekko kąciki ust i zmrużył oczy, bacznie przyglądając się koleżance.

– Całkiem nieźle do nas pasujesz. – Z uśmiechem wyciągnął ku niej dłoń z kieliszkiem, by przypieczętować swoje słowa.

Moment dotknięcia się ich kieliszków został zarejestrowany przez mężczyznę z lornetką znajdującym się na jednym z balkonów po drugiej stronie osiedla.

***

Od wprowadzenia się Sienny do mieszkania Mili i Jaimiego minęło już kilkanaście dni. Tak jak obiecywała podczas pierwszej rozmowy z Milą, współlokatorzy praktycznie nie odczuli jej obecności. Kładła się spać wcześnie, często wychodziła poznawać miasto, a gdy zostawała w mieszkaniu, rzadko wychodziła z własnego pokoju. Mila nie miała w zwyczaju obcować z tak wielce introwertycznymi ludźmi, dlatego postanowiła za wszelką cenę pomóc nowej koleżance się otworzyć.

– Co takiego wymyśliła? – Cece zapinała właśnie guziki swojej koszuli, podczas gdy Jaimie zdążył naciągnąć na siebie dopiero bokserki.

– To nie impreza, chce poznać was ze Sienną, to wszystko.

– To ta nowa dziewczyna? – zapytała Cece, poprawiając swoje mankiety. – Już jej współczuję. Nie wytrzyma tego spotkania na trzeźwo.

– Zawsze mogę zadbać o to, by nie była trzeźwa – rzucił dość dwuznacznie Jaimie, chociaż raczej nie poruszyło to Cece.

– Jaimie, uwierz, że chętnie zapłaciłabym ci, żebyś zaciągnął ją wtedy do łóżka, bo zniknąłbyś z imprezy i nie musielibyśmy siedzieć na niej w trójkę – powiedziała chłodno, mając na myśli oczywiście swojego męża, a Jaimie przewrócił oczami.

– Zachowujesz się czasami w taki sposób, że jeżeli kiedyś zapłaciłabyś mi za nasz seks, to chybabym się nawet nie zdziwił.

– Ja nie zdziwiłabym się, gdybyś te pieniądze przyjął.

Cece wydawała się być rozbawiona, jednak Jaimie, rzuciwszy jej odrobinę tylko wrogie spojrzenie, wstał z łóżka i lekko urażony sięgnął po leżące na podłodze ubrania.

– Jak mam cię odwieźć, to się pośpiesz. Moja przerwa na lunch niedługo się kończy. – Zerknęła kontrolnie na zegarek.

– Jakbyś tyle razy nie prosiła, żebym zwolnił, to może szybciej byłoby po wszystkim – odgryzł się, zapinając pasek od spodni.

– Ja nalegałam na seks w samochodzie. Zrobilibyśmy to ze trzy razy. – Posłała mu sarkastyczny uśmiech.

– Że też nie zdarzyło mi się, żeby miła dziewczyna była dobra w łóżku. – Westchnął i zarzucił na siebie kurtkę. Ruszył w stronę drzwi, jednak zatrzymał się przy Cece i zanim wyszedł z mieszkania, szepnął jej do ucha: – Jednak warto cię znosić.

Cece przewróciła oczami i ruszyła za Jaimiem.

***

– Widzę, że wyraźnie się stresujesz – zagadnął Jaimie, wchodząc na balkon i stając w bezpiecznej odległości od palącej Sienny. Jednak źle ocenił kierunek wiatru i odpędzając od siebie dym, prędko przeszedł na drugą stronę.

– Nie lubię poznawać nowych ludzi. – Sienna wzruszyła ramionami. – Zresztą Mila w kuchni jest jak diabeł tasmański i nie pozwala sobie pomóc, co wzbudziło we mnie nowe pokłady wyrzutów sumienia.

– Niepotrzebnie. Mila uwielbia robić jedzenie dla gości. Jej dania może i nie są wyszukane, ale zawsze stara się zapełnić żołądki gości, dlatego najlepiej, jak po prostu się usuniemy – zapewnił ją Jaimie. – Mnie też kazała wypierdalać z kuchni.

– Takich słów użyła? – zdziwiła się Sienna, unosząc brwi odrobinę rozbawiona. – Nie znam jej za dobrze, ale nie mogę sobie tego wyobrazić.

Oboje podskoczyli na dźwięk głośnego pukania do drzwi, jednak zanim którekolwiek z nich zdołało się ruszyć, usłyszeli, jak Mila śpieszy otworzyć gościom, wołając:

– Już biegnę, już biegnę!

Sienna i Jaimie wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami, by już za kilkanaście sekund przywitać państwo Palmerów.

– Idźcie sobie na balkon, jest całkiem ciepło. – Mila wygoniła gości z pokoju. – Zostało mi już niewiele, jak skończę i podam posiłek, to was zawołam, zresztą i tak jeszcze nie ma Adriana.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Superpowerless

ISBN: 978-83-8313-451-2

© Victoria Kå i Wydawnictwo Novae Res 2023

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Novae Res

KOREKTA: Agnieszka Łoza

OKŁADKA: Izabela Surdykowska-Jurek

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Zaczytani sp. z o.o. sp. k.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk