Spektakl o działaniu kojącym - Eva Swedenmark - ebook + audiobook

Spektakl o działaniu kojącym ebook i audiobook

Eva Swedenmark

4,2

Opis

W życiu nigdy nie jest na nic za późno, także na miłość. Świetnym tego przykładem jest ponadosiemdziesięciopięcioletnia Viola. Mimo swojego wieku cieszy się życiem razem ze swoją odnalezioną po latach miłością, Amerykaninem Rickiem.

W tym samym czasie ciemna chmura zazdrości ponownie zawisa nad emerytowaną tancerką Petrą i jej ukochanym kierowcą Bossem. Kiedy Bosse próbuje kontrolować Petrę, ta stanowczo się sprzeciwia, a ich związek zostaje zawieszony na czas nieokreślony. Petra odnajduje za to nową pasję: teatr!

Z kolei Vera, połowa duetu Po Siostrze, wyraźnie odczuwa, że czegoś w jej życiu brakuje. Postanawia wyjechać do szkoły w Liberii, gdzie trafia większość zysków sklepu. Kiedy jej siostra Mimmi odmawia wyjazdu, Vera bez wahania wyrusza w samotną podróż, co przyniesie nieoczekiwane konsekwencje…

„Spektakl o działaniu kojącym” to czwarta część czarującej serii Evy Swedenmark o nieco dziwnej, ale jakże uroczej grupie ludzi zgromadzonych wokół sklepu z używanymi ubraniami. Seria dostarcza rzeszom słuchaczy powodów do śmiechu, płaczu i… refleksji. Nie zapominajmy: masz tyle lat, na ile się czujesz!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 164

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 15 min

Lektor:

Oceny
4,2 (9 ocen)
3
5
1
0
0
Sortuj według:
karkry

Nie oderwiesz się od lektury

jak wszystkie inne super
00

Popularność




Tytuł oryginału: Livet har inget bäst före

Przekład z języka szwedzkiego: Karolina Ancerowicz

Copyright © Eva Swedenmark, 2022

This edition: © Word Audio Publishing International/Gyldendal A/S, Copenhagen 2022

Projekt graficzny okładki: Michael Ceken

Redakcja: Maria Zając

Korekta: Aneta Iwan

ISBN 978-91-8034-751-8

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.

Word Audio Publishing International/Gyldendal A/S | Klareboderne 3 | DK-1115 Copenhagen K

www.gyldendal.dk

www.wordaudio.se

Rozdział 1

Czy to nie letni wiatr wieje między starymi domami dzielnicy Aspudden w południowym Sztokholmie? Lekki zapach bzu. Przebłysk słońca. Ulga na twarzach ludzi zmęczonych zimą, ciężką od śniegu i lodu, i chłodną wiosną, które nie chciały odpuścić.

– Wystawiam stolik do kawy i krzesła przed wejście – oświadczyła stanowczo Mimmi. – Ten wiaterek jest sygnałem, że wkrótce nadejdzie lato, czas otworzyć się na słońce i świeże powietrze.

Mimmi doskonale zdawała sobie sprawę, że plan siostry może się skończyć niepowodzeniem, już nieraz doświadczyły śniegu w kwietniu. Ale w tej chwili chciała myśleć tylko o przyszłości, o nadchodzącej późnej wiośnie i słodyczy lata. Energicznie wyniosła stół i krzesła, postawiła termos z kawą i kilka niepasujących do siebie kubków. Dziewczyny z Dobrego Chleba zobaczyły, co robi, i przyszły z dużym koszem bułeczek i sucharków. Słowa, które wypowiadała, brzmiały radośnie, ale nie odzwierciedlały jej prawdziwych uczuć. Decyzja Very, by wkrótce wyjechać do Liberii, do tego na czas nieokreślony, zraniła ją bardziej, niż była gotowa się przyznać. Mimo to nie planowała jej towarzyszyć.

– Stać nas na ten wyjazd. W końcu chcę zobaczyć na własne oczy, jak projekt Brendy wykorzystuje nasze dotacje. – Vera patrzyła na swoją siostrę poważnie, kiedy zapytała ją, czy wybierze się z nią w długo wyczekiwaną podróż. – Chyba nie zmieniłaś zdania, na pewno też chcesz tam pojechać? W końcu mowa o naszej wymarzonej wycieczce?

Vera starała się, żeby jej słowa i ton głosu nie były zbyt błagalne, chociaż niczego nie pragnęła bardziej, niż usłyszeć, jak siostra odpowiada:

– Jasne! Teraz jedziemy do Afryki, ja i ty, ach, jak marzyłam o tej podróży!

Vera chciała jechać ze swoją siostrą. Ale Mimmi od niedawna była zakochana i ani myślała opuszczać Görana, nie teraz, po tych wszystkich samotnych latach od śmierci swojego męża Lassego.

– Jak to będzie wyglądać, jeśli obie tak po prostu opuścimy sklep? – Głos Mimmi był nieustępliwy.

Wstydziła się, bo zrozumiała, że Vera ją przejrzała. Ale miała też świadomość, że jej siostra nie żałowała jej tej nieoczekiwanej miłości, którą Göran tak intensywnie odwzajemniał. Młodszego o piętnaście lat mężczyznę poznała, ponieważ oboje dzielili wspólne hobby – kolekcjonowanie lalek.

Vera westchnęła. W tym westchnieniu dało się słyszeć nuty rozczarowania, ale wyprostowała plecy i uśmiechnęła się.

Były sobie tak bliskie. Te dwie siostry po przejściu na emeryturę otworzyły sklepik z używanymi przedmiotami i odzieżą, aby szerzyć radość i wspierać akcje charytatywne, które udzielały pomocy kobietom i dzieciom. Wybrały Liberię, biedny kraj zubożały po wojnie domowej i epidemii eboli. Pracowała tam kobieta, do której żywiły siostrzane uczucia, chociaż nigdy jej nie spotkały. Brenda z pasją oddawała się pracy na rzecz kształcenia dzieci i edukowała dziewczęta, aby mogły same sobie poradzić w surowym, zdominowanym przez mężczyzn kraju.

Siostry były uparte i raczej skryte, nie pokazywały, co naprawdę czują i czego pragną. W ich rozmowach nie brakowało niedopowiedzeń, ale zazwyczaj potrafiły odczytać, co druga ma na myśli, i zrozumieć nawet to, co nie zostało powiedziane. Miały jednak swoje tajemnice.

Vera nie pisnęła Mimmi ani słowem, że ponownie próbowała napisać do swojego syna Oscara i jego rodziny. Zaprosiła ich do Sztokholmu, próbowała naprawić tę zerwaną więź.

Oscar i jego żona Emelie przenieśli się z córką do Australii na czas studiów medycznych. Vera z mężem gorzko to opłakiwali. Vera sądziła, że jej mąż umarł z żalu. Kiedy syn z rodziną wrócili do Szwecji, przeżyła rozczarowanie tym, że nie przeprowadzili się do Sztokholmu, ale wybrali pracę w Lundzie. Mocno odbiło się to na Verze.

Poczuła się odrzucona i prawdopodobnie powiedziała wtedy kilka rzeczy, których później żałowała. A teraz otrzymała odmowną odpowiedź. Znowu.

Mimmi nie przyznała się Verze, ale ona też zadzwoniła do Oscara i błagała go, żeby przyjechał z wizytą albo przynajmniej się odezwał.

– Matka zastrzegła wyraźnie, że nie chce nas więcej widzieć, jeśli przeprowadzimy się do Skanii, więc tak teraz będzie. Nikt nie będzie mi stawiał ultimatum – oznajmił.

Mimmi przysięgłaby, że usłyszała drżenie w jego głosie, ale Oscar już jako dziecko był niesamowicie upartym chłopcem.

Kiedy Vera zdała sobie sprawę, że Mimmi z nią nie pojedzie, przez krótką chwilę, zupełnie bez sensu, żywiła nadzieję, że syn zechce się z nią wybrać w tę podróż. Powinno go to zainteresować jako lekarza. Zasugerowała, że zasponsoruje mu tę wycieczkę. Ale to go jeszcze bardziej zirytowało.

– Mamy dość pieniędzy, radzimy sobie – odparł. – Jak będziesz potrzebować lekarza, to tam też jakiegoś znajdziesz.

Źle zrozumiał wszystko, co powiedziała. Nie chciała go przekupić ani przekabacić gotówką. I naprawdę nie potrzebowała go jako lekarza w podróży do jednego z biednych i pod wieloma względami niebezpiecznych krajów Afryki. Po prostu tęskniła za synem i cierpiała z tego powodu.

Według niego stanęła po stronie jego ojca w konflikcie, którego przyczyn, po tym jak przeprowadzili się do Australii, nikt już nie pamiętał.

Vera może nie zachowała się zbyt dyplomatycznie, kiedy mówiła o rodzinie Emelie. Miała mętne wspomnienie, że nazwała ich „nadętymi burakami ze Skanii”. Między innymi. Dziś naprawdę uważała to wszystko za bezsensowny upór. Oscar był takim samym uparciuchem jak jego ojciec. Cokolwiek powiedziała, musiał źle zrozumieć i obrócić przeciwko niej.

Porzuciła myśli o synu i siostrze.

W takim razie będę musiała pojechać sama, zadecydowała. Po cichu załatwiła wizę oraz wszystkie szczepienia i tabletki przeciw malarii, które musiała przyjąć przed wyjazdem.

Zawzięcie realizowała swoje plany. Nie brakowało jej determinacji.

Wiedziała, że w Liberii spotka Brendę, która otrzymuje od nich wsparcie. Będzie zachwycona jej przyjazdem. Brenda przygotowała dla niej wycieczkę po kraju, zarezerwowała hotele, umówiła spotkania i snuła wielkie plany. Była pełna entuzjazmu. Uśmierzało to ból Very, która zastanawiała się jednak, co teraz robi Mimmi.

Uparcie powtarzała sobie mantrę:

Po co czekać? Trzeba żyć tu i teraz.

Rozdział 2

Miłość przejęła całe jej życie, wywróciła do góry nogami jej spokój i przeświadczenie, że już zawsze będzie sama. Mimmi była zaskoczona, myślała, że po przedwczesnej śmierci męża koniec z takimi rzeczami. Ale Göran, który na początku był tylko irytującym znajomym, pokazał się później z zupełnie innej strony, a także niestrudzenie próbował ją uwieść.

Ten snob, myślała o nim, kiedy go poznała. Najbardziej była na niego zła, kiedy próbował z nią rozmawiać podczas podróży do Nowego Jorku. Owszem, wciąż widziała, że wykazuje cechy, które mogłaby nazwać snobistycznymi, ale jednocześnie miał w sobie mnóstwo ciepła. I mnóstwo pasji, co odkryła, kiedy w końcu pozwoliła, by upadły mury wokół jej serca.

Mimmi nie mogła się doczekać pierwszej kolacji w domu Görana. Spędzali tyle czasu u niej w mieszkaniu. Naprawdę pomógł jej zacząć od nowa, co wiązało się z wyrzuceniem wszystkich starych mebli, zakupem nowych, dekorowaniem mieszkania i udzielaniem porad wnętrzarskich. Przyzwyczaiła się do niego i zobaczyła, że jest miłym mężczyzną za nieco sztywną i poprawną powierzchownością. Mimo że byli pod wieloma względami tak różni, oboje za pełną rezerwy fasadą skrywali życie pełne pasji, co ich zaskoczyło.

Namiętność zrodziła się w sypialni, którą Mimmi z pomocą swojej przyjaciółki, artystki Margot, udekorowała na podobieństwo dżungli. Tam, na miękkim łóżku z narzutą w kolorze mchu, w towarzystwie dzikich zwierząt, które Margot namalowała na zielonych ścianach, odrzucili swoje wcześniej przyjęte, konwencjonalne role. Mimmi wciąż była zdumiona jego pomysłowością i tym, jak namiętnie rozkoszował się jej ciałem.

Czuła się przy nim piękna. Jej mąż od dawna nie żył, a łączące ich kiedyś relacje intymne należałoby uznać za bardzo poprawne. Poznali się, kiedy byli jeszcze bardzo młodzi, a później, kochając się, przez całe życie powielali te same schematy.

Nasze życie miłosne jest jak odtłuszczone mleko, myślała wtedy, ale tak powinno być, prawda? Wiedziała, że mąż ją lubi, kochał ją głęboko i szczerze, ale nigdy nie sprawił, że czuła się seksowna, piękna. Przypomniała sobie, że mówił do niej „żonko” i że tego nienawidziła.

Przeraziła się, kiedy zdała sobie sprawę, że Göran jest znacznie młodszy. Na początku czuła się przy nim nieswojo ze swoim ciałem. Ale jego pożądanie każdego milimetra jej skóry dodawało jej pewności siebie.

Nasze sekretne życie, myślała. Bo kto by pomyślał, że za raczej zwyczajnym wyglądem osób w średnim wieku kryje się taki żar?

Mimmi zaczęła z ciekawością przyglądać się otoczeniu i rozmyślać o tym, że tak mało wie o ludziach. Nie miała nawet pojęcia, co jej najbliżsi przyjaciele wyprawiają w swoich sypialniach.

Skoro w eleganckim kolekcjonerze lalek kryje się tyle tajemnic i tyle pasji, to co znajduje się wszędzie indziej? – pomyślała, rozglądając się po okolicy z nowo rozbudzonym zainteresowaniem.

Uśmiechnęła się na myśl o Göranie, o ich wieczorach w łóżku z szampanem. Ich wzajemnym odkrywaniu się.

Lubiła być tak pożądana, ale nie przyznałaby się do tego nikomu na świecie.

Wszystko szło doskonale aż do pierwszej i drugiej kolacji u Görana.

W jego mieszkaniu w dzielnicy Östermalm wszystko było zbyt idealne. Mimmi nie umiała się zrelaksować, kiedy wokół niej brakowało dzikości jej mieszkania, wyrazistych kolorów i miękkich poduszek. Zamiast tej miękkości i bogactwa barw, które budziły jej pożądanie i rozluźniały ją, wszystko było surowe, zadbane i w perfekcyjnych odcieniach szarości, co usztywniało ją i wywoływało uczucie, że tu nie pasuje.

Tak, widziała wcześniej, że Göran jest pedantyczny. Kieliszki do wina, które czyściła w zmywarce, uruchamiając szybkie programy, podnosił i dokładnie oglądał, sprawdzając, czy nie pozostała plama po szmince lub czymś innym. Badał je i dokładnie wycierał ściereczką, zanim zbliżył któryś do ust. To samo zrobił ze sztućcami.

Zrozumiała jeszcze lepiej, jak bardzo różnią się od siebie, kiedy przyszła do jego mieszkania. Wszystko było idealne, każdy element stał prosto jak od linijki. Elegancka sofa i stylowe dodatki nie miały jednak w sobie krzty przytulności. Były surowe. Jak jego garnitury. Szyte na miarę, dobrze wyprasowane.

Kiedy przyszła, stół był idealnie nakryty, perfekcyjnie przygotowany drink smakował wyśmienicie. Menu zostało dobrze przemyślane. Ale seks po raz pierwszy na jego olśniewająco białej, wymaglowanej pościeli był inny, otoczenie wpływało na nią i na niego. Plamy od potu i innych rzeczy wydawały się po prostu nie na miejscu.

Mimmi nic nie mogła powiedzieć, bo nie chciała go zranić oceną, że to chyba najmniej przytulne mieszkanie, w jakim kiedykolwiek była. Ciekawiła ją kolekcja lalek Görana. Były bardzo ładne, leżały elegancko na półce z wypolerowanego drewna. Wszystkie piękne, ani jedna nie była potargana czy pozbawiona ręki, żadna nie miała otartego noska jak jej własna ulubiona lalka.

Tęskniła za domem! Nie została na noc.

Tak samo było następnym razem. Nie mogła nic na to poradzić. Nie dało się niczego zmienić. Na początku czuła się jak księżniczka, o którą Göran zabiegał, miała tylko siedzieć i cieszyć się wszystkim, co jej poda. Relaksować się, jak powiedział. Ale potem zdała sobie sprawę, że on musi mieć wszystko po swojemu, każda rzecz stała na swoim miejscu z dokładnością do milimetra i nigdzie nie było ani jednej plamki. Jeśli cokolwiek by zrobiła, na pewno byłoby nie tak.

Atmosfera stała się nieprzyjemna. Jakby Mimmi była jedyną plamą w jego schludnym mieszkaniu. Więc po kilku razach, bez słowa, powrócili do spotykania się u niej w domu.

Natychmiast obudziło się w niej pożądanie do niego.

Od tego czasu nie opuszczała jej jednak myśl, że powinna z kimś porozmawiać. Chociaż zgrany slogan: „Pragnę go, ale go nie kocham” był dla niej czymś zupełnie niewyobrażalnym, ledwo odważyła się to pomyśleć i na pewno nie mogła wypowiedzieć tego na głos.

Takie intymne myśli były po prostu czymś, o czym nauczyła się nigdy nie rozmawiać, ani z przyjaciółmi, ani nawet z siostrą. Ale zastanawiała się, czy inni podzielają jej uczucia. Na przykład Petra?

Rozdział 3

Petra była zawiedziona, że jej ukochana córka Amanda jeszcze nie przyjechała do Szwecji i nie odwiedziła jej. Miała być na ślubie Violi i Ricka, ale wtedy w jej teatrze w Nowym Jorku wystawiano dodatkowe przedstawienia. Nie mogła odmówić udziału w nich, więc odwołała tę tak długo wyczekiwaną przez Petrę wizytę.

– Mamo, przecież to rozumiesz, w końcu sama jesteś aktorką. Wiesz, że jeśli odmówię, to ktoś inny, kto ma chrapkę na tę rolę, wskoczy na moje miejsce. Wtedy będę skończona.

Petra zaakceptowała to, choć z ciężkim sercem. Ale minął ponad rok od jej wyjazdu, Amanda nie przyjechała też na Boże Narodzenie. Obiecała wtedy Ezrze, że odwiedzi z nim jego rodzinę na południu Stanów. Amanda nigdy nie dowiedziała się o łzach tęsknoty matki.

Może to ona powinna znowu pojechać do córki, żeby ją odwiedzić? Pozostawało pytanie, czy Amanda miałaby w ogóle dla niej czas, może stanowiłaby tylko utrapienie, byłaby kimś, kim Amanda musi się opiekować? Petra myślała o tym raz po raz. Czy znowu dopadł ją życiowy kryzys?

Zgłosiła się do pracy w Po Siostrze, co było oczywiście bardzo przyjemne. Często spotykała się też z Bossem. Zaświtała jej w głowie myśl, że widują się za często, ale zrobiła z nią to, co zwykle z rzeczami, z którymi nie miała siły się zmierzyć: odepchnęła ją na bok.

Lotta zwierzała się jej, kiedy razem pracowały w sklepie. Opowiadała o teatrze, była wtedy taka promienna. Petra doskonale rozumiała pokusę bycia częścią czegoś takiego – miejsca, w którym wszyscy dążyli do tego samego celu, w którym na scenie można przeżywać swoje uczucia razem z innymi i oczekiwać wiwatów publiczności.

Uspokój się, Petra, powiedziała do siebie. Ale nie mogła zaprzeczyć, że w tym, co opowiadała jej Lotta, był niesamowity urok.

Ich nieśmiała stażystka rozkwitła. Wszyscy to zauważyli, ale sądzili, że to dzięki miłości Adama i pewności siebie, jaką przynosiła jej praca w sklepie.

Lotta zaczęła niepewnie rozmawiać z Petrą, ponieważ bardzo się martwiła, że Vera wyjedzie. Zdawała sobie sprawę, że siostry uważają, że jest już w pełni przeszkolona i może sama prowadzić Po Siostrze.

– Bądź szczera, powiedz im, co czujesz – poradziła jej Petra.

– Wtedy to ciebie poproszą, wiesz przecież! – odparowała Lotta.

Petra zdawała sobie sprawę, że to prawda, przysparzało jej to udręk i niepokoju. Oczywiście, chętnie pomagała, ale na własnych warunkach. A jeśli miała być ze sobą szczera, to nie uśmiechała jej się perspektywa spędzania z Bossem całych dni w pracy, żeby potem widzieć go jeszcze codziennie w prywatnym życiu.

Że też to musiało być takie trudne!

Co ma powiedzieć, co zrobić?

Przede wszystkim pobyć przez chwilę całkiem sama. Zająć się czymś innym. Pooddychać!

Czy to nie tego popołudnia ostatnio zaniedbane przez nią towarzystwo aktorów w jej wieku organizowało wiosenny wieczorek zapoznawczy? Poszła na kilka spotkań, zanim poznała Bossego, ale zniechęciła się, gdy spotkała reżysera Waldemara, który później przez jakiś czas ją prześladował. Potem poznała Bossego, zaczęła się też cała zabawa wokół sklepu. Ignorowała zaproszenia, ledwo je czytała.

Ale może właśnie to powinna dzisiaj zrobić? Pojechać tam i spotkać starych, szalonych znajomych z teatru?

Pospiesznie się ubrała i nałożyła makijaż. Czy dobrze wygląda? Skrzywiła się do odbicia w lustrze.

Tak, było okej. Tylko okej.

Pognała do metra, nie weszła do Po Siostrze i nie zadzwoniła do Bossego.

Nie jesteśmy przecież małżeństwem, nie mam obowiązku mu się ze wszystkiego spowiadać, wymamrotała do siebie. Doskonale wiedziała, że będzie się zastanawiał, dokąd poszła, i zadzwoni na jej komórkę. Wyłączyła dźwięk.

W euforii pierwszej miłości dała Bossemu klucz do swojego mieszkania. Teraz zastanawiała się, czy to było mądre. Jasne, chciała spędzać z nim dużo czasu, spać razem i się kochać. Ale wszystko odbywało się trochę na jego warunkach, bo ona nie miała dostępu do jego mieszkania. Mieszkał tam długo ze swoją żoną, która teraz od lat przebywała w domu opieki z powodu demencji. A może Petra była niesprawiedliwa? Nie mogła się zorientować w swoich myślach. Jakie zasady ustalili Mimmi i Göran? Göran nie miał chyba klucza do mieszkania Mimmi? Czy mogła ją o to zapytać?

Szybko zeszła po schodach. Przypomniała sobie, jak rok wcześniej wszystko ją bolało, nie dawała wtedy rady chodzić sama. Jeśli winda się zepsuła, Petra była zmuszona zostać na swoim piętrze, co za upokorzenie. Teraz poruszała się żwawo, prawie zeskakiwała ze schodów, jakby chodzenie nie było dla niej wystarczająco szybkie. Fajnie będzie znów spotkać starych znajomych z teatru.

Jej życie nie może się ograniczać do Po Siostrze, chociaż kochała wszystko w tym zwariowanym sklepiku, w którym marzenia zdawały się spełniać w najbardziej nieoczekiwany sposób. Nie mniej niż cztery zakochane pary odnalazły się dzięki Po Siostrze: ona i Bosse, młodzi Adam i Lotta, Mimmi i Göran – konstelacja wręcz nie do pomyślenia, a ostatnio także Rafael i tak kiedyś nieszczęśliwa Margot. Ponadto w sklepie znaleziono złote jajo w postaci cennej lalki sprzedanej za miliony na aukcji w Nowym Jorku.

Rozdział 4

Pracując efektywnie jak zawsze, Lotta szybko wieszała na stojakach pasujące do siebie ubrania. Działalność sklepu naprawdę nabrała rozpędu, odkąd zaprowadziła w nim porządek. Mimmi wyraźnie to widziała i doceniała. Wcześniej wieszały wszystkie ciuchy jeden za drugim, w kolejności, w jakiej do nich trafiały. Lotta miała wyczucie kolorów i intuicyjnie potrafiła dostrzec prawdziwe diamenty wśród ciuchów, które trafiały do sklepu.

– Lotta! Mam nadzieję, że możemy liczyć na ciebie teraz, kiedy Vera wyjeżdża do Liberii. Obawiam się, że nie będzie jej dość długo – odezwała się niepewnie Mimmi.

Jej pytanie było raczej formalnością, wiedziała, że na Lottę zawsze można liczyć. Wkładała w Po Siostrze mnóstwo serca, odkąd zatrudniły ją na stanowisku kierowniczki. Lotta trafiła do nich jako nieogarnięta stażystka bez ukończonej szkoły i porządnego wychowania. Ale odpowiedzialność, którą wzięła na siebie w sklepie, sprawiła, że dorosła. Teraz była siostrom niezbędna. Miała dobry gust i wszyscy klienci uwielbiali jej radosne, wesołe komentarze.

– Więc... – Lotta zaczął mówić, ale zamilkła. Była zmartwiona. – Chciałam z wami porozmawiać. Właśnie o tym, o pracy.

Lotta przyjechała z Kärrtorp na swoim starym, kolorowym rowerze z włosami rozpuszczonymi pod kaskiem. Miała wspaniały dzień.

Pia, reżyserka w Teatrze Reflex, nie szczędziła jej pochwał. Przez ostatni rok teatr był tajnym schronieniem Lotty. Zaczęło się niewinnie, śpiewała w chórze, który składał się z wielu osób w różnym wieku. Większość była starsza od niej. Wesoła i różnorodna zbieranina.

Na początku nikt od niej wiele nie wymagał, była częścią grupy i nie wychylała się. Odpowiadało jej to, bo zdała sobie sprawę, że oprócz pracy musi znaleźć jeszcze coś dla siebie. Jej ukochany Adam nieczęsto przyjeżdżał z Tierp. Był zajęty szkołą i zaczął nawiązywać tam wiele przyjaźni. Nareszcie miał kochającą rodzinę. Mamę i tatę, którzy się o niego troszczyli. Może to sprawiło, że stała się trochę mniej ważna w jego życiu. Od początku byli dla siebie przyjaciółmi, rodziną i miłością. Teraz krąg otaczających ich ludzi się powiększył.

Lotta potrzebowała impulsu do zmiany i otrzymała go. Być może dostała więcej, niż kiedykolwiek śmiała marzyć.

– Hej, ty, ty w czerwonym sweterku, masz fantastyczny głos! – powiedziała pewnego dnia Pia, kiedy przyszła posłuchać chóru. Uciszyła pozostałych chórzystów i poprosiła Lottę o zaśpiewanie partii solowej w piosenkach, które mieli wspólnie wykonać w nadchodzącej produkcji. Chór został w niej potraktowany przede wszystkim jako zbiór aktywnych śpiewających statystów.

Lotta była zakłopotana, ale kiedy zaczęła śpiewać, to jak zwykle zapomniała o całym świecie. Muzyka wypełniała ją od stóp do głów. Zamknęła oczy.

Kiedy ponownie je otworzyła, zobaczyła wokół siebie zdumione twarze. Trzymała się na uboczu i to był szczęśliwy zbieg okoliczności, że Pia słuchała tak intensywnie i wyodrębniła jej głos w tłumie.

– Mój Boże, dziewczyno, ależ masz sprzęt! – zachwyciła się. – Wybacz mi – zwróciła się następnie do Bengta, dyrygenta chóru – ale zabieram ją od ciebie. Powinna mieć ważniejsze zadania niż śpiewanie w chórku.

Zwróciła się do Lotty:

– Ty, koleżanko, idziesz na scenę, będziesz grać!

Tak się zaczęło i Lotta była przerażona. Bezpiecznie było ukrywać się w dużym, przyjaznym chórze, tym osobliwym zbiorowisku ludzi pochodzących z różnych środowisk, ale bardzo przyjaznych i opiekuńczych.

Teraz nie będzie już dłużej anonimowa. Dostanie rolę. Na pewno malutką, ale jednak. Ucieszyła się. Nic nie powiedziała Adamowi ani Verze i Mimmi. To była jej sprawa, bała się, że po prostu obudzi się z tego pięknego snu, gdy komuś o nim opowie.

Wkrótce miała się odbyć premiera spektaklu, do którego się przygotowywali. Przedstawienia zaplanowano w namiocie w parku Vinterviken, a Lotta wcale nie odegra małej, nieznaczącej roli, jak początkowo sądziła, ale jedną z głównych.

– Wiesz, trzeba inwestować – tłumaczyła jej Pia. – Musisz poświęcić na to cały swój czas. Słyszałaś, że właśnie w ten sposób Benny z ABBY odkrył Helen Sjöholm? Właśnie kiedy w namiocie w parku Margaretaparken grała Małą Dorrit z grupą teatralną Enskedespelet. Dokładnie w tym samym, w którym teraz gramy. Wynajęliśmy ich stary namiot.

Pia była asystentką reżysera, gdy w Enskedespelet grano Małą Dorrit. Teraz rządziła twardo, ale także z miłością i entuzjazmem, małym teatrem w Kärrtorp, który wkrótce miał się przenieść z wielkim letnim przedstawieniem do Vinterviken.

Mimmi spojrzała na nią pytająco i czekała na wyjaśnienie, co, u licha, Lotta chciała przez to powiedzieć.

– Cóż, jest tak, że w wolnym czasie prawie od roku gram w teatrze – zaczęła.

Mimmi była zaskoczona, ale słuchała uważnie, kiedy Lotta trochę niejasno opowiadała o spektaklu.

– Pewnie, przecież to twój wolny czas, ale myślałam, że to był tylko chór? Wydaje mi się, że to sugerowałaś?

– To było w moim czasie wolnym. Ale teraz będzie wielki spektakl w Vinterviken, adaptacja powieści Pera Andersa Fogelströma Miasto moich marzeń, i będę miała dużo prób w ciągu dnia. – Zarumieniła się, ale potem kontynuowała z nowo odkrytą pewnością siebie. Mówiła wyraźnie i z dumą: – Właściwie to mam rolę.

– Czyli jesteś ich nową gwiazdą? – zażartowała Mimmi.

Zrobiło się cicho. Lotta nerwowo grzebała w stosie ubrań do sortowania. Co ma na to odpowiedzieć?

– Zaczynałam w chórze, powoli i ostrożnie, to prawda. Ale teraz mam jedną z głównych ról i śpiewam solową piosenkę. – Zaczerwieniła się. – Bardzo się denerwuję! – wykrzyknęła. – A poza tym nie wiedziałam, jak powiedzieć to Verze i tobie. W ciągu najbliższych kilku miesięcy będę miała czas na pracę maksymalnie na pół etatu. Możliwe, że nawet mniej.

Premierę zaplanowano na początek czerwca. Przed Lottą dwa miesiące intensywnych prób. Pia dopingowała ją i jesienią miała zdawać do szkoły estradowej. Ale nic o tym nie wspomniała. Tym może zająć się później. Bo wcale nie było pewne, że się dostanie, pomyślała, mimo wszystkich pochwał, którymi Pia ją obsypywała.

– Cóż, to naprawdę niespodzianka. – Mimmi próbowała cieszyć się ze względu na Lottę. Otrząsnęła się z początkowego szoku wywołanego tą nieoczekiwaną wiadomością.

– To absolutnie fantastyczne, gratulacje, Lotta! – wykrzyknęła już z większym entuzjazmem. – Oczywiście, wiedziałam, że dobrze śpiewasz, ale nie miałam pojęcia, że grasz też w teatrze.

– Sama się tego nie spodziewałam – przyznała Lotta. – Ale reżyserka Pia Plym, znasz ją może? Ona we mnie wierzy. Bardziej niż ja wierzę w siebie – dodała. – Może Petra zgodzi się więcej tu pracować teraz, kiedy ja muszę być na próbach? – zasugerowała, chociaż miała wyrzuty sumienia, bo wiedziała, że Petra nie bardzo miała na to ochotę.

– Też o niej pomyślałam, ale ona nie chce się zobowiązywać, chce być wolna. Nie, musimy raczej poszukać dobrego stażysty. Ale nie będzie łatwo znaleźć kogoś takiego jak ty. Naprawdę odmieniłaś to miejsce i jestem pewna, że to dzięki tobie przychodzi tu teraz tak wielu młodszych klientów. Margot i Rafael niedługo jadą do Rzymu – myślała na głos Mimmi. – Nie będą mieli za wiele czasu. Stacja telewizyjna, która tu była, zaprosiła ich do Włoch, żeby mogli się bliżej poznać z odnalezioną po latach córką Rafaela Evitą i wnuczką Albą. Rafael pojedzie tylko pod warunkiem, że Margot zabierze się z nim, ale Margot wydaje się niezdecydowana.

Obie umilkły na chwilę.

– A co Adam mówi o teatrze? – spytała Mimmi.

Lotta unikała jej spojrzenia.

– No tak, Adam. On też za wiele nie wie. Traktowałam to całe śpiewanie i granie w teatrze jako moją prywatną sprawę.

Muszę z nim porozmawiać, opowiedzieć mu. Wiele razy o tym myślała, ale im więcej czasu mijało, tym coraz dziwniej było mu to wyznać. To jasne, że powinna porozmawiać z nim od razu. Ale nie zrobiła tego. Jedyną osobą, z którą się tym podzieliła, była Petra. Te rozmowy były dla Lotty dobre. Ona ją zrozumiała.

Adam! Byli tak zakochani, ale jego pochłaniało teraz to wszystko, co działo się w jego życiu. Nowa rodzina, nowi przyjaciele i szkoła, w której dobrze się czuł. Jakby już nie potrzebował Lotty w takim stopniu jak wcześniej.

Adam, zrobiło jej się ciepło w sercu na myśl o nim. Ale może nadszedł czas ruszyć własnymi drogami? Może ona też nie potrzebowała go w takim stopniu jak wcześniej?

Rozdział 5

Adam miał wyrzuty sumienia. Nie było go w Aspudden już od tygodnia. Wprawdzie prawie codziennie rozmawiał ze swoją babcią Violą, ale niewiele można się było od niej dowiedzieć.

– Wszystko w porządku – twierdziła.

Czasami w jej głosie było słychać, że jest wesoła i pełna energii, czasami zdawała się bardziej nieobecna. Rick też z nim rozmawiał, ale Rick był zawodowym optymistą, zawsze szczęśliwy, zawsze miał mnóstwo nowych planów. O ile tylko mógł grać na gitarze, śpiewać i spędzać czas z Violą, był kontent.

U nich wszystko było w porządku, widział, że zawsze się cieszyli z jego odwiedzin. Wystarczyło im, żeby wpadł na chwilę.

Za to Lotta! Była przygnębiona, kiedy powiedział, że nie może się z nią zobaczyć. Miał sprawdziany w szkole, a dodatkowo w ten weekend odbywały się zawody. Chodził do liceum, gdzie trenowało się jazdę na deskorolce. Za kilka dni mieli rywalizować w Uppsali i wiedział, że musi tam być. Może wieczorem zdąży pojechać do Lotty, ale wtedy przegapi imprezę po zawodach.

Co zrobić?

Postanowił zadzwonić do niej od razu.

Ale rozmowa przez telefon to nie to samo. Tęsknił za nią, za ich bliskim, ciepłym kontaktem, za wieczorami w jej małym gniazdku na poddaszu w Aspudden. Mówili sobie, że są jak dwójka dzieci na gigancie, które w końcu znalazły kogoś, kto chce z nimi być. Oboje nie mieli łatwego dzieciństwa, zostali porzuceni przez swoje rodziny, a potem znaleźli własne miejsce w sklepie Po Siostrze.

Ale byli też bardzo młodzi.

– Po Siostrze to tylko jeden z przystanków w twoim życiu – zauważył jego przybrany ojciec. – Teraz musisz wybrać dalszą drogę. Musisz postawić na swoją edukację, swoją przyszłość.

Po Siostrze było dla niego jedną rodziną, rodzina zastępcza drugą.

Kiedy wieczorem porozmawiał z Lottą, była wyrozumiała. Może zbyt wyrozumiała?

– I tak mam próby. Próby chóru. I te w teatrze, to zajmie pewnie cały weekend.

– Ale ja za tobą tęsknię. – Adam zastanawiał się, czy chciała pokazać, że też jest zajęta, bo dał do zrozumienia, że przez cały weekend na mnóstwo zajęć.

Czy nie brzmiała, jakby się ucieszyła, że nie mogę przyjechać? – zastanawiał się Adam.

A może ten chór, ale przede wszystkim praca w Po Siostrze za bardzo ją obciążały, zwłaszcza teraz, kiedy Vera jak diabeł z pudełka wyskoczyła z lotem do Monrovii.

Rozdział 6

– W takim razie ja wyjeżdżam – Vera była jednocześnie zdeterminowana i bezradna. – Mój samolot odlatuje jutro wczesnym rankiem z Brommy, mamy międzylądowanie w Brukseli, zamówiłam już taksówkę. Wszystko będzie bardzo wcześnie, więc już idę do domu. Będziesz podlewać moje kwiaty i odbierać pocztę, prawda?

– Oczywiście, że tak. Ale Rafael lub Bosse mogą podwieźć cię do Brommy – zauważyła Mimmi. – Na pewno chętnie to zrobią.

– Poradzę sobie, jak zawsze! – rzuciła Vera cichym, cienkim głosikiem.

Mimmi mocno przytuliła swoją siostrę.

– Dbaj o siebie. Bądź ostrożna, używaj płynu do dezynfekcji i wybacz mi, że nie jadę z tobą.

Mimmi czuła się winna.

Kiedy Vera wyszła, została sama w sklepie. To było dziwne. W ciągu ostatniego roku było tu w sklepie tak wiele osób, wszyscy tak blisko siebie. A teraz jakby wiatr ich rozwiał na cztery strony świata.

Jak długo nie będzie Very? Nie powiedziała o tym nic konkretnego. Może wyjedzie na długo? Mimmi będzie za nią tęsknić. Nie kupiła biletu powrotnego, już samo to było dziwne.

Brenda zarezerwowała jej pokój w dobrym hotelu, chociaż tyle Vera wyjawiła swojej siostrze. Czy będzie czuła się bezpieczna sama w mieście o tak wysokiej przestępczości jak Monrovia? Czy odważy się w ogóle wyjść wieczorem? Na zewnątrz z pewnością było ciemno, czarna jak smoła noc w Afryce, dzikie psy, biedni ludzie i bandytyzm.

W głowie Mimmi pojawiały coraz to nowe, okropne sceny. Ale przecież była tam też Brenda, pocieszała się właścicielka sklepu. Zwalczono ebolę, a przeciw większości innych groźnych chorób Vera się zaszczepiła. Po wizycie u lekarza poczuła się jak poduszeczka na igły.

Teraz muszę się uspokoić, pomyślała Mimmi. Energicznie opróżniła dwa nowe worki z ubraniami i zaczęła je sortować. Ale brakowało jej chęci do życia, którą zawsze czuła, ciekawości świata.

Kiedy Göran zadzwonił i zaproponował kolację, w ogóle nie miała siły.

– Chyba mnie coś bierze – powiedziała.

Wiedziała, że panicznie bał się infekcji i nie będzie chciał się z nią widzieć, jeśli czuje się chora. Nie miała więcej czasu na zatopienie się we własnych myślach. Przychodzili klienci i robili zakupy, nie brakowało też ludzi, którzy zostawiali torby z ubraniami. Sprzedawała, przyjmowała płatności, sortowała.

Ale przez cały czas słyszała ciszę, tęskniła za pogawędkami z siostrą, za głośnym śmiechem Margot i cichym śpiewem Lotty.

I dlaczego Petra nie wpadła tu ani razu przez cały dzień? Wiedziała przecież, że Vera wyjeżdża i zostawia Mimmi samą.

Rozdział 7

Petra rozejrzała się po przyjemnym lokalu stowarzyszenia, w którym miało się odbyć spotkanie. Było tu miło. Atmosferę tworzyły podniszczone aksamitne sofy, wygodne fotele i hojnie wyposażony bar, w którym zapraszająco brzęczały kieliszki.

Dlaczego wcześniej tyle razy wyrzucała zaproszenia stowarzyszenia i nie była tu od tak dawna? Dokładnie wiedziała dlaczego. Najpierw ta historia z Waldemarem, jej starym reżyserem o rubasznym śmiechu. Stracił żonę i rzucał Petrze pożądliwe spojrzenia. Szukał kogoś, kto się nim zajmie, wysłucha, wyprasuje mu koszule. Petra szybko to zrozumiała, kiedy przyszedł do niej z pełną świeżego prania niebieską torbą z Ikei, którą błagalnie wyciągnął w jej stronę. W zamian chciał czytać jej poezję, podczas gdy ona będzie prasować. Raczej kiepski deal.

Nie, mój drogi, pomyślała i odrzuciła go tak wyraźnie, że nie mógł tego inaczej odczytać. Potem Waldemar spróbował tego samego z jej starą przyjaciółką Miriam. Ona również podziękowała i za prasowanie koszul, i za niego.