Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
443 osoby interesują się tą książką
Wbrew zasadom. Wbrew rozsądkowi. Wbrew wszystkiemu.
Ryan Castillo, syn budzącego postrach mafiosa, miał tylko jedno zadanie: porwać Chloe Russell, córkę ich rywala, by zmusić go do oddania pieniędzy skradzionych z kasyn. Nie spodziewał się jednak, że ten rozkaz sprowadzi na niego tyle kłopotów…
Mimo wewnętrznego sprzeciwu wiedział, że nie może przeciwstawić się Gregowi Castillo. Całe życie podporządkowywał się jego zasadom – torturował i zabijał w jego imieniu – dlatego wykonał polecenie. Uwięził Chloe na bezludnej wyspie.
A potem jego serce stało się jej zakładnikiem.
Każdy dzień spędzony z dziewczyną sprawia, że Ryan zaczyna tracić dla niej głowę. I choć oboje wiedzą, że powinni trzymać dystans, nie potrafią zgasić tlącego się między nimi pożądania.
Niestety, w mafijnym świecie miłość jest najniebezpieczniejszą bronią. Czy ogień, który wzniecą, będzie mógł płonąć… czy wymknie się spod kontroli i zniszczy ich oboje?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 366
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Emice Joo
Silent Passion
Dla Ciebie, Drogi Czytelniku.
Oby nogi zawsze niosły Cię w kierunku marzeń.
Ryan
Wczorajszy wieczór zaprowadził mnie do jednego z najdroższych hoteli w mieście. Bez zbędnego namysłu wziąłem do samochodu blondynkę, z którą rozmawiałem krócej niż dziesięć minut, sącząc drinka w klubie. Nie sprzeciwiła się. Nie okazała cienia zawahania, chociaż byłem dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Niektóre laski byłyby gotowe oddać życie, by się ze mną przespać, a mnie to szaleństwo wydawało się śmieszne. Nawet nie zapamiętałem jej imienia – nigdy żadnego nie zapamiętałem. Wiem tylko tyle, że była beznadziejna.
Nigdy nie przyprowadzam dziewczyn do domu, gdzie każde drzwi są ponumerowane. Inaczej sprzątaczki zgubiłyby się między skrzydłami naszej rezydencji. Drogie samochody, opływanie w luksusy, ale też towarzysząca na co dzień śmierć. To wszystko zmusza, żeby być czujnym i ostrożnym na każdym pieprzonym kroku. Czy to życie, jakiego pragnę? Z pewnością go nie wybrałem. Nigdy nie zaznałem wolności i nie wiem, jak smakuje podejmowanie własnych decyzji. Syn szefa jednej z najbardziej wpływowych rodzin mafijnych w Stanach Zjednoczonych nie ma prawa decydować o swoim losie. To pierwsza z wielu niezapisanych zasad. Druga zasada? Wyprzeć wszystkie emocje. Nie mają żadnego znaczenia.
Mój ojciec należy do osób, którym lepiej nie zachodzić za skórę. Cechuje go apodyktyczność, niezachwiana pewność siebie i bezwzględność. Wszystko musi dziać się dokładnie tak, jak on zarządzi.
„Musisz twardo stąpać po ziemi. Potępiaj albo będziesz potępiony” – mawiał od moich najmłodszych lat, pragnąc wychować mnie na twardego mężczyznę. Uczucia trzymam pod grubą skorupą, a emocje od dziecka uczyłem się chować w głębi siebie. W czeluście, z których mam pewność, że nigdy się nie wydostaną.
Zabijanie to kolejna rzecz na porządku dziennym. Dla nas jest rutyną. To rzeczywistość stworzona na naszych warunkach.
Pamiętam, jak w wieku szesnastu lat pierwszy raz nacisnąłem na spust pistoletu. Towarzyszył mi przy tym ojciec. Kazał strzelać do bezdomnego, a ja cały drżałem, totalnie przerażony sytuacją. To była gorzka lekcja odbierania życia, a dla mojej bezimiennej ofiary chwila, za którą słono zapłaciła.
Zrobiłem to w cichej uliczce, o wczesnej godzinie nad ranem. Strzał na pewno było słychać w kilku dzielnicach, ale zmyliśmy się, nim ktokolwiek zdążył się zjawić. Lokalne służby prowadziły dochodzenie, ale niedługo. Nikt nie przejmował się bezdomnym, a takie sytuacje jak ta nie są w naszym kraju niczym nadzwyczajnym.
– Żadnych emocji – rozkazał wtedy ojciec.
Nie udało mi się ich ukryć, po policzkach popłynęły mi łzy. Nie dałem rady ich powstrzymać. Byłem jeszcze dzieckiem, które nie mogło pojąć, dlaczego niewinni ludzie muszą ginąć z naszych rąk.
Długo dźwigałem w sobie ciężar wyrzutów sumienia. Greg (ojciec nawet synom kazał mówić do siebie po imieniu) wymierzył mi odpowiednią karę za emocjonalne rozchwianie. Po kilku batach nauczyłem się, że emocje są karane, a co za tym idzie – nie okazuje się ich w naszym świecie. Zwyczajnie się nie opłacają. Sprawiają, że stajemy się słabi, a słabością w naszym świecie się gardzi. Z każdym kolejnym zabójstwem stawały się one statystyką i pracą, pośród której przyszło mi się wychować i funkcjonować na co dzień.
– Żadnych emocji – powtarzam sobie codziennie rano niczym frazę motywacyjną. Te słowa wpajają mojej podświadomości, że bez uczuć radzę sobie lepiej. Dzięki temu mam nad wszystkim kontrolę.
Nigdy nie pocałowałem żadnej dziewczyny, a nie zliczę, z iloma uprawiałem seks. Pocałunek należy do sfery romantycznej. Całują się ci, którzy kochają, a ja nigdy nie będę jednym z nich.
Dziewczyna, która dzisiaj mi się oddała, nie może się ode mnie odkleić, a mnie zależy na tym, by wrócić, zanim obudzi się ojciec. Nie czekam, aż laska się ubierze, nie kłamię, jak mi było cudownie, nie przynoszę jej śniadania do łóżka. Nie ma żadnej z tych durnych rzeczy, które po stosunku robią ludzie w normalnym życiu.
Wyraźnie widać, że jest zszokowana moim brakiem starań. Pewnie się spodziewała, że zaproszę ją na randkę, ale ja nie jestem jednym z tych. Nie widziała jeszcze mojego prawdziwego oblicza, ale niebawem się przekona, bo zaczynam tracić cierpliwość.
– Wyjdź. Więcej się nie zobaczymy – mówię twardo, naciągając koszulę na ramiona.
– Zrobiłam coś źle? Jeśli cię uraziłam, to bardzo przepraszam, ale… – Jej zielone oczy wyglądają na przygnębione, ale nie jestem kimś, kto mógłby się tym przejąć.
– Wyjdź. Muszę powtarzać? – Skupiony na zapinaniu guzików, nawet na nią nie spoglądam. Chcę dać tej kobiecie do zrozumienia, że nie potrzebuję jej więcej w swoim życiu. To była tylko jedna, nic nieznacząca noc.
Zachowuję się jak ostatni dupek, ale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.
– Nie rozumiem, skąd ten pośpiech. Porozmawiajmy chociaż.
Porozmawiać? Laski są naprawdę naiwne, jeżeli myślą, że będę je pieścił, a w tym czasie będziemy snuli plany na przyszłość.
Twarz dziewczyny wykrzywia się w gorzkim grymasie. Mruży oczy, próbując dociec, co poszło nie tak. Gdybym miał czas, rzuciłbym jej uwagę, że seks z nią był drętwy, ale tak się składa, że go nie mam, więc oszczędzam sobie kąśliwych komentarzy.
– Jeżeli w tej chwili nie wyjdziesz, będziesz płaciła za hotel. Mówię całkiem poważnie.
Wspominałem już, że jestem dupkiem? Spoglądam na jej kształtne piersi, zjeżdżam wzrokiem na długie nogi. Przynajmniej ciało ma świetne – tylko to rekompensowało jej brak doświadczenia w łóżku.
– Kutas – syczy przez zęby drżącym głosem. – Wszyscy jesteście siebie warci.
Bezczelnie lustruję ją od góry do dołu, gdy paraduje po pokoju zupełnie naga. Pochyla się, żeby sięgnąć po leżącą na podłodze bluzkę. Wczoraj rozbieraliśmy siebie w pośpiechu, części naszej garderoby są porozrzucane gdzie popadnie. Zaczyna się gwałtownie ubierać, żeby jak najprędzej opuścić drogi pokój hotelowy.
– Nawzajem – uśmiecham się arogancko.
– Pierdol się! – krzyczy, powstrzymując łzy. Jak nikt inny potrafię łamać serca kobietom.
Kiedy ubrała się do końca, pozbierała swoje rzeczy i wyszła. Właściwie wybiegła. Trzasnęła drzwiami tak mocno, że chyba cudem nie wyleciały z futryny.
Moje weekendy wyglądają mniej więcej tak samo jak ten. Alkohol, narkotyki, seks i ewentualnie szloch nieznajomych lasek. To ostatnie jest jedną z bardziej uciążliwych rzeczy. Nie dlatego, że jest dla mnie bolesne, tylko żmudne i dosyć nudne. Jak dotąd żaden płacz nie sprawił, żebym żałował swojego zachowania.
Wstukuję kod dostępu do drzwi, po czym cicho wchodzę do środka. W dni powszednie dom jest moim miejscem pracy. Ojciec ustala działania mające zwiększyć naszą władzę w mafijnej społeczności.
Niedługo cieszę się ciszą, bo zaczyna się do mnie dobijać.
– Ryan! – Greg wali w drzwi sypialni. – Po śniadaniu zejdź do biura na rozmowę – wydaje służbowe polecenie. Właśnie dlatego musiałem się zjawić, nim on się obudzi. Nie czeka na moją odpowiedź. Mam robić, co nakazuje.
Moje stosunki z Gregiem nie opierają się na relacji ojciec–syn, ale bardziej szef–podwładny. W naszym świecie liczą się tylko pieniądze i władza. Sprzeciwianie się ojcu jest uważane za najgorsze przewinienie, a on sam traktuje mnie i Mattea niczym pionki w swojej grze. Brat jest ode mnie starszy o trzy lata, a łączą nas tylko geny. Nigdy nie czułem z nim braterskiej więzi. Przejął wiele cech charakteru po Gregu, ale wyprzedzam go w tym chorym wyścigu. Posiadam więcej sprytu niż on, co sprawia, że stale ze mną rywalizuje. W mafii radzę sobie znacznie lepiej, więc na razie moja pozycja jest bezpieczna, czego on nie może strawić.
Przechodzę ze swojego pokoju do prywatnej łazienki i opłukuję twarz wodą, żeby się nieco orzeźwić.
Przede mną kolejny nieprzewidywalny dzień. Budząc się, nigdy nie wiem, w której części kraju będę, gdy nastanie wieczór. Mając prywatny helikopter, możemy bez problemu przemieszczać się, gdzie tylko chcemy. Konkretniej – gdzie ojciec tego chce. To może imponować, ale dla mnie jest męczące.
Natarczywe walenie w drzwi wyrywa mnie z zamyślenia. Zakręcam kran i ocieram twarz ręcznikiem. Idę otworzyć, spodziewając się ujrzeć Nathaniela. Ojciec nigdy nie przychodzi drugi raz, więc to musi być on. Kurwa, powinienem spodziewać się kazania Grega o nieposłuszeństwie.
Kiedy mnie i sprawcę pukania nie dzieli już dębowa przeszkoda, okazuje się, że miałem rację.
– Ryanie, pan Greg wzywa cię do swojego biura. – Nath wyklepuje służbową regułkę, jak przystało na pomocnika swego pana.
Ojciec zatrudnił go cztery lata temu, gdy stwierdził, że potrzebuje „prawej ręki”. Do tamtej pory byłem przekonany, że ma od tego synów, ale jemu chodziło o coś innego. Chciał mieć przy swoim boku kogoś, kto poda mu szklankę whiskey, gdy jemu nie będzie się chciało po nią sięgnąć, albo, jak teraz, gdy przysyła go po mnie. Przywykłem do tego, że w tym miejscu nigdy nie będę się czuł jak w domu, mijając się z obcymi ludźmi i znosząc zimny charakter ojca.
Nathaniel trzyma ręce założone za plecami, a kręgosłup ma wyprostowany. Jego wzrost nieco mniej niż dwa metry i postura z wyćwiczonymi mięśniami może niektórych przerażać, dla mnie jednak to zwykły chłopak w ciele dobrze zbudowanego mężczyzny. Cechują go wiecznie ścięte na krótko włosy i widoczne linie żuchwy.
Zastanawiam się, jak wyglądała rekrutacja na pomagiera Grega, zanim w końcu zdecydował się, by został nim Nath. Wbrew pozorom nie był to szybki proces. Jak na pracę, która wymaga ukrywania się, poświęcania swojego życia i przebywania u boku mojego ojca, to było aż za dużo chętnych.
– Natychmiast – powtarza Nathaniel, kiedy milczę. Uświadamiam sobie, że mu nie odpowiedziałem.
Zazwyczaj szybkiej interwencji wymagają sytuacje, kiedy zagrożone są interesy rodziny mafijnej.
Kiedy maszeruję w kierunku schodów, serce głośno mi łomocze, obijając się o żebra. Często mierzymy się z działaniami wymagającymi narażenia własnego życia i mogłoby się wydawać, że już nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Następnie przychodzi czas, kiedy rzeczywistość zaprzecza naszym przewidywaniom. Wtedy podświadomość każe się wycofać, ale za naszą bramą nie ma odwrotu. Jeśli już w nią wejdziesz, nic nie będzie w stanie sprawić, że uda ci się zawrócić. Nasz niebezpieczny, pełen zasadzek świat wiele by ryzykował takim działaniem. Nie ufamy nikomu – nawet sobie samym.
Biuro Grega znajduje się na parterze. Obok niego jest salon, będący centrum całego domu. To w nim odbywają się wszystkie zebrania naszej organizacji. Jest utrzymany w starym, wiktoriańskim stylu. Próbowałem namówić ojca na remont, ale on uważa, że blaty z marmuru i przytulne bujaki należy zostawić dla gwiazd telewizyjnych. Jego zdaniem nie pasują do ciemnych charakterów szefów mafii.
Sam dom ma trzy piętra. Nigdy nie zdołam zrozumieć, po co mu takie gmaszysko. Kiedyś nasza rodzina mieszkała w małym domku na obrzeżach miasta, ale przeprowadziliśmy się tutaj, kiedy ojciec miał już dostatecznie dużo brudnych pieniędzy. Tworzył swój wizerunek – były to czasy, kiedy funkcjonował jako rosnący w siłę przestępca. Swoją pozycję chciał demonstrować poprzez dobra materialne, a wszystko, co duże, w naszym świecie równa się lepsze. Większa część posesji stoi nieużywana. Niektórych pomieszczeń nawet nie widziałem, bo odkąd pamiętam, są zamknięte na klucz. Kiedy byłem mały, nieraz prosiłem ojca, żeby pokazał, co się za nimi kryje, ale zawsze dostawałem za to po uszach.
Naciskam na klamkę. Do moich nozdrzy od samego wejścia dociera dym cygara, drażniąc drogi oddechowe. Kaszlę, próbując wydusić trutkę wypełniającą mój organizm. Nie jestem w stanie pojąć, jak ojcu udaje się to wszystko wpuścić do swoich płuc. Cóż, Gregowi to nie szkodzi – przywykł dużo palić, gdy jest pod wpływem stresu. Ogarnia mnie niepokój, kiedy na myśl przychodzą mi różne sprawy, które mogłyby go dziś zdenerwować. Już żałuję, że się tutaj pojawiłem.
– Ile mam na ciebie czekać?! – Greg odchodzi od okna i odwraca się w moim kierunku. Wypuszcza dym, trzymając w dłoni cygaro. – Wysłałem po ciebie Nathaniela. Trwało wieki, nim tu przyszedłeś!
Właściwie to dziesięć minut – chcę wtrącić, ale zamiast tego milczę. Wysłuchuję posłusznie litanii Grega na temat spóźnialstwa. Powstrzymuję się przed ordynarną odpowiedzią, żeby przeszedł do rzeczy, zamiast tracić czas na komentowanie mojego niewielkiego opóźnienia. Do tego, że obwinia mnie o bzdety, też zdołałem przywyknąć.
Żadnych emocji – powtarzam w myślach.
– Siadaj! – rozkazuje ojciec. – Nie jesteś potrzebny, Nathaniel – mówi do swojego sługi, który stoi w progu. – Wyjdź.
Mężczyzna bez słowa wykonuje rozkaz. Pomagier Grega od samego początku jest uczony, że ma się zachowywać w ten sposób. Poddany surowym zasadom, musi się pilnować na każdym kroku. Nie wolno mu odpowiadać na rozkazy, bo zdaniem ojca zbędne słowa potwierdzające rozkaz tylko denerwują. Niektórzy może współczują Nathanielowi, ale sam wybrał sobie takie życie. W przeciwieństwie do mnie nic go nie zmusza do przebywania w tym miejscu.
Gdy drzwi się zamykają, ojciec zaczyna swój wywód:
– Russel dostał się w nocy do naszych kasyn. Zewnętrzne kamery zarejestrowały tablicę rejestracyjną samochodu, a nasz detektyw w błyskawicznym tempie przeprowadził dochodzenie. Maverick musi zapłacić za swoje. Odstrzeliłbym go, ale nie byłoby z tego żadnego pożytku.
– I co w związku z tym? – pytam, czekając na dalszy ciąg.
Greg odpala następne cygaro. Na przemian to zasiada w fotelu naprzeciwko mnie, to wstaje i pochodzi do okna, z którego rozciąga się widok na ogród przed posesją. Milczę, zastanawiając się, co ma do zaproponowania.
– Maverick ma córkę, która jest zapewne jego oczkiem w głowie. Cztery lata młodsza od ciebie. Zorganizujesz jej porwanie.
Mrugam oczami, jakby to miało sprawić, że za moment usłyszę „żartowałem!”, ale nic takiego się nie dzieje.
Robiłem dotąd wiele rzeczy, które mogłyby uchodzić za większe przestępstwa, ale zorganizować porwanie? W dodatku jakiejś pieprzonej gówniary? Nie, on nie może mówić poważnie.
Poza tym obiecałem sobie, że nigdy nie użyję przemocy wobec kobiety. Przysięgłem.
– Udacie się na wschodnie wybrzeże, do Karoliny Południowej, na Wyspę Morris. Nikt was tam nie znajdzie. Stoi tam jeden z moich domów wyspowych. Maverick będzie musiał oddać nam dwa razy więcej, niż wziął, inaczej może ujrzeć córkę martwą. Ty o wszystko zadbasz. Musisz się uczyć, jeśli chcesz w przyszłości przejąć organizację.
– Nie zmusisz mnie do tego – odpowiadam bez namysłu. Czasami słowa opuszczają moje usta szybciej, niż jestem w stanie się nad nimi zastanowić.
Dolna warga drży mi z gniewu na myśl o tym, do czego chce mnie zmusić ojciec. Niewykorzystywanie kobiet w rozrywkach mafii jest kolejną z ogólnie przyjętych zasad, które ojciec zamierza złamać. Policzek mnie piecze, gdy dłoń Grega ląduje na mojej twarzy w parszywym uderzeniu. Spodziewałem się tego, ale nie żałuję swoich słów sprzeciwu.
– Nie waż mi się sprzeciwiać! – Greg podnosi głos, marszcząc brwi. Jestem przekonany, że jego krzyk roznosi się po całym domu, budząc grozę w służbie. – Tu masz nazwę szkoły, do której chodzi.
– Skąd wiesz, że ten plan wypali?
– Czy jakikolwiek mój plan nie wypalił? – syczy ojciec, mrużąc oczy.
Tak, wiele. Tylko nie jesteś skłonny się do tego przyznać.
Podaje mi kartkę z wydrukowanym adresem. Ojciec ma pod sobą wiele osób, w tym hakerów, którzy potrafią znaleźć odpowiednie informacje, dostając się do danych naszych przeciwników. Szefowie mafii dobrze wiedzą, jak dbać o prywatność swoich bliskich. Unikają grupowych zdjęć, a dzieci posyłają tylko do prywatnych szkół. Chcąc jednak zapewnić sobie stuprocentowe bezpieczeństwo, musieliby się odciąć od wszelkiej elektroniki i zamieszkać na bezludnej wyspie. We współczesnym świecie nie można się ukryć.
– I jej zdjęcia… – Ojciec podaje mi plik różnych fotek.
Przeglądam je, zastanawiając się, jak zorganizuję porwanie tej dziewczyny. Brunetka z widocznym dołeczkiem w lewym policzku uśmiecha się szeroko. Ma delikatną, dziewczęcą cerę, co widać nawet na fotografii. Jak wyglądałoby ewentualne morderstwo? Co prawda zabijałem już wiele razy, ale zawsze mężczyzn. Nie wyobrażam sobie, żeby zabić kobietę. Nie po tym, czego byłem kiedyś świadkiem.
Czuję, że ta sprawa zmieni wszystko. Za cholerę nie chcę sobie tego wyobrażać.
– Zabieraj się do pracy. Jutro masz rozpocząć akcję porwania Chloe Russel. Dzisiaj masz być spakowany.
– Jak długo tam zostanę?
Zaciskam zęby, żeby nie powiedzieć dwa słowa za dużo. Podczas rozmów z ojcem przeważnie staram się nad sobą panować, ale niekiedy wybucham. Greg nie jest odpowiednim materiałem na kochającego rodzica. W ogóle nie jest materiałem na rodzica. Zawsze był wobec nas oschły i nie okazywał nam uczuć. Mam z nim tylko jedno dobre wspomnienie.
To było latem, a ja miałem dziewięć lat. Ojciec postanowił, że przewiezie mnie na swoim motocyklu. Yamaha Virago była jego pierwszą miłością. Nie jestem pewny, czy matka zajmowała chociażby drugie miejsce w jego rankingu. To był również jeden z niewielu momentów, kiedy widziałem go szczęśliwego. Tamto wspomnienie zawsze wywołuje we mnie wielkie emocje.
Nigdy nie miałem prawdziwych świąt, wspólnych wakacji czy rodzinnego przyjęcia. Za bramą naszej posesji porządku pilnuje wrogość, a dyscyplina jest naszym przyjacielem.
Niekiedy żałuję tamtej przejażdżki. Gdybym jej nie doświadczył, być może nie wiedziałbym, że cokolwiek tracę. Obserwowałem później, jak z biegiem czasu ojciec stawał się coraz bardziej agresywny.
– Tak długo, jak będzie to konieczne. Możesz się już wynosić i nie zadawać zbędnych pytań.
Ojciec nalewa sobie do szklanki whiskey. Ciecz wypełnia szkło w całości. Grega trudno upić, a taka ilość jest dla niego odpowiednia na dobre rozpoczęcie dnia.
Wychodząc, zderzam się ze sprzątaczką, która odskakuje ode mnie jak porażona.
– Przepraszam. Bardzo przepraszam – powtarza, chociaż to ewidentnie była moja wina.
Stale towarzyszący wszystkim strach jest tu normą.
Witamy w świecie rodu Castillo.
Ryan
Kolejna nieprzespana noc wyssała ze mnie ostatnie resztki energii. Ułożyłem wiele planów, ale praktycznie każdy wydawał się mało rozsądny i od razu go odrzucałem. Na szczęście moje ostatnie dwie komórki mózgowe zdołały stworzyć ideę porwania, która wydaje się naturalna. Inaczej ojciec wpadłby w szał. Ma cienką granicę wytrzymałości, a niestosowanie się do jego poleceń to igranie ze śmiercią.
Na dach samochodu zamontowałem znaczek TAXI. Siedząc za kółkiem tymczasowej taksówki, zastanawiam się, czy plan wypali. Gdyby sprawy poszły nie po mojej myśli, mógłbym spróbować czego innego, ale z pewnością będzie już trudniej.
Czarny Range Rover zaparkowany niedaleko mnie prawdopodobnie należy do osobistego kierowcy Chloe. Taką informację przekazał mi detektyw, który wczoraj obserwował, w jaki sposób dziewczyna wraca ze szkoły. Nie dziwię się. Patrząc na zamachy i czyhające wokół niebezpieczeństwa, uważam ochronę za konieczną.
Strużki potu spływają mi po plecach, gdy skradam się ku tyłowi samochodu. Na szczęście za kierownicą nie ma nikogo – szofer poszedł odprowadzić Chloe. Lekcje dopiero się rozpoczęły, a żeby uszło powietrze z opony, musi minąć dobrych kilka godzin. Rzucam okiem dookoła, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi. Oddech zaczyna mi przyspieszać, gdy zbliżam scyzoryk do tylnego koła. Bez chwili wahania wbijam ostrze w dwóch miejscach.
Wracam do samochodu. Zdejmuję bluzę, pod którą kryje się jaskrawy podkoszulek. Razem z czapką wrzucam ubranie do bagażnika.
W trakcie lekcji objeżdżam miasto kilka razy. Czas dłuży mi się niemiłosiernie i zaczynam podejrzewać, że szofer tej gówniary zorientuje się, że ma przebitą oponę, i zdąży ją zmienić. Parkuję na tym samym miejscu co rano, w niewielkiej odległości od czarnego Range Rovera.
Do zakończenia lekcji pozostało dziesięć minut. Siedzę tutaj od godziny i średnio co cztery minuty odmawiam wzięcia pasażera, chociaż wiszący na samochodzie napis uzasadnia oczekiwanie, że powinienem wziąć. Swoją drogą, dziwnie się czuję, wchodząc w interakcje z obcymi. Nieczęsto zdarza mi się rozmawiać z kimś spoza naszego kręgu, a tym bardziej z ludźmi, którzy prowadzą zwyczajne życie. Gdyby tylko wiedzieli, kim jestem, nie wsiedliby do tego cholernego samochodu nawet za darmo.
Uczniowie zaczynają wychodzić ze szkoły. To z kolei oznacza, że mogę zacząć realizować mój plan. Opieram się o swój pojazd, odpalając papierosa. Brzmi jak kpina, bo przecież nie palę, chociaż może wyglądam na palacza. Moje zachowanie ma sprawiać mylne wrażenie, że zatrzymałem się na fajkę i przypadkiem obserwuję całe zajście.
Gdy plac przed szkołą wypełnia się tłumem młodych ludzi, trudno wyszukać twarz, którą zna się tylko z kilku zdjęć. Szofer odpala samochód, po czym z niego wysiada. Z pewnością poczuł przechył samochodu spowodowany przebiciem koła. Dziewczyna, niemal przeze mnie niezauważona, wsiada na miejsce pasażera. Zdążyłem zobaczyć tylko ciemne włosy w kolorze czekolady. Odpalam kolejnego papierosa. To już chyba trzeci, a ja czuję, że zaraz zwrócę wczorajszą kolację. Greg wszczepił we mnie obrzydzenie do palenia.
Mały parking przed szkolnym ogrodzeniem powoli pustoszeje. Kierowca obchodzi samochód ze wszystkich stron. Gdy dociera do przebitej opony, uklęka.
Kręci głową z niezadowoleniem, a gdy podnosi się z kolan, na jego twarzy maluje się grymas irytacji. Wyciąga telefon – podejrzewam, że zamierza zadzwonić po pomoc. Dziewczyna wysiada z Range Rovera i zaczynają rozmawiać. Odczekuję dłuższą chwilę, aż w końcu postanawiam wkroczyć do akcji.
Wypuszczam papierosowy dym, a następnie pytam:
– Pomóc wam w czymś? – Staram się udawać, że wpadłem na nich przypadkiem, a ich los jest mi zupełnie obojętny. Chudy mężczyzna w średnim wieku spogląda na mnie znad telefonu. Dziewczyna mruży oczy, jakby moje pytanie miało być czymś obraźliwym. Jest o głowę niższa ode mnie i ma niebieskie oczy, które kontrastują z brązowymi włosami. – Nie wygląda to ciekawie – dodaję, wskazując na oponę.
– Już dzwonię po pomoc drogową – mówi kierowca. – Cholera, że też nie jechałem ostrożniej. – Przygryza wargę ze zdenerwowania. – Nawet nie poczułem, kiedy wjechałem na ten gwóźdź. Skąd on się tutaj wziął? – pyta, obracając gwóźdź w dłoni.
– Znam to. Jestem taksówkarzem, takie rzeczy się zdarzają. Czasami dzieciaki coś podrzucą – łżę bez namysłu. Mam nadzieję, że moje kłamstwo nie jest rażące, a sama rozmowa poprowadzi mnie tam, gdzie tego chcę.
– Pechowy dzień – mówi szofer, trzymając ręce na biodrach. – Zostań w samochodzie, dopóki nie zjawi się pomoc – zwraca się do dziewczyny, ale ona ku jego zdziwieniu nie wykonuje polecenia.
– Miną wieki, nim przyjadą! – podnosi głos widocznie zirytowana, a jej bladoróżowe usta drżą ze zdenerwowania. Ciekaw jestem, czy zobaczyłbym dołeczek w jej policzkach, gdyby choć lekko się uśmiechnęła.
– Na pewno nie będzie tak źle. Obiecuję ci – zapewnia ją kierowca, a mina dziewczyny wyraża powątpiewanie w jego słowa. – To najlepsza pomoc drogowa w całym mieście.
Uważnie przysłuchuję się ich rozmowie. To właściwa chwila, żeby wkroczyć do akcji.
– Może was podwieźć? – proponuję od niechcenia. – Zanim przyjedzie pomoc, trochę zejdzie. Dobrze wiem, jacy potrafią być opieszali. Ostatnio czekałem trzy godziny, nim łaskawie przyjechali zgarnąć moje auto.
– Nie trzeba. – Mężczyzna odrzuca propozycję bez chwili zastanowienia.
– Mam zajęcia z tańca – wtrąca się Chloe. – Za pół godziny. Nie zdążę, jeśli będziemy tu obydwoje czekać. Wiesz, jak bardzo mi zależy. – Wwierca w niego proszący wzrok, próbując grać na jego uczuciach.
– Przepraszam na chwilę. – Szofer wzdycha w moim kierunku, po czym odciąga Chloe kilka metrów ode mnie.
Udaję, że nie słyszę ich cichej wymiany zdań. Z tej odległości muszę wyostrzyć słuch, żeby zrozumieć, co mówią. Słowa dolatują do mnie fragmentarycznie, ale udaje mi się uchwycić sens rozmowy.
– Dobrze wiesz, że twój ojciec mi tego zabronił. Nie mogę cię tak po prostu puścić z przypadkowym taksówkarzem z ulicy. Gdyby twój ojciec się dowiedział, zabiłby mnie gołymi rękoma, a ja chcę jeszcze trochę pożyć. Postaram się wrócić na czas. Zadzwonię jeszcze raz i wybłagam, żeby pomoc drogowa się pospieszyła.
– Myślisz, że ci się uda? – Dziewczyna zaciska zęby. Obserwuję ich kątem oka, próbując nie rzucać im zbyt ciekawego wzroku. Nikt się obok mnie nie kręci i nie powinien, ale ostrożności nigdy dosyć. O śmierć w naszym świecie jest bardzo łatwo. – A jak jutro nie wygram tej walki, to będzie twoja wina. Wiesz, ile to dla mnie znaczy. Długo na to czekałam i nie pozwolę, żeby jakaś przebita opona zaprzepaściła moje wysiłki.
Nic już z tego nie rozumiem. Czy na pewno dobrze usłyszałem? Nie jestem głuchy. To słowo doskonale dotarło do moich uszu, dziewczyna je podkreśliła. Walka. Tak powiedziała. Czy nie mówiła wcześniej o zajęciach z tańca? Nie powinno mnie to zresztą interesować. Ten wątek ma się nijak do mojego planu.
– Chloe…
– Choć raz mi pomóż i stań po mojej stronie – napiera dziewczyna. – Dopilnuję, żeby ojciec o niczym się nie dowiedział.
Mężczyzna drapie się po karku. Widzę po jego zachowaniu, że nie wie, jak ma się zachować, i ma mętlik w głowie. Gówniara owinęła go sobie wokół palca, a on tego nie widzi. Jest rozdarty między swoimi nienaruszonymi zasadami a błaganiem Chloe. Ona z kolei świetnie gra, jest dobrą manipulantką. Ta dziewczyna posiada umiejętność nieustępliwego przekonywania.
– Nie mogę. – Szofer kręci głową. – Nie znamy go. Może ci zrobić krzywdę. Skąd się tutaj wziął? Nigdy nie kręcił się tutaj żaden taksówkarz.
– Może wiózł kogoś do szkoły? A może lubi tę okolicę, bo jest cicha? Przestań doszukiwać się we wszystkim zagrożenia.
– Może i masz rację…
– Zastanów się. Czy sądzisz, że zwykłego taksówkarza interesuje to, kim jestem?
Z pewnością – myślę sobie.
– Nie mam co do tego gwarancji.
– No proszę, Tom. Za chwilę będę błagać na kolanach. To dla mnie sprawa życia i śmierci. Powiem mu, że wypożyczyłeś samochód i mnie odwiozłeś, po czym wróciłeś do miasta, żeby naprawić swój.
Po słowach dziewczyny następuje długa chwila ciszy świadcząca o tym, że szofer mięknie.
– No dobra – wzdycha wreszcie. – Wiesz, że dużo ryzykuję. Obyś jutro wygrała.
Udaję, że przeglądanie telefonu jest ciekawsze niż tych dwoje nieznajomych, tymczasem serce bije mi jak szalone. Nie wiem, z jakiego powodu. W porównaniu do innych akcji ta wydaje się błaha. Być może chodzi o dziewczynę. Jest młoda, a poza tym to kobieta. Nie powinna mieć z nami nic wspólnego. Żadna kobieta nie powinna. I nie miała, dopóki ojciec nie wpadł na idiotyczny pomysł jej porwania. Mam wrażenie, że Greg z wiekiem głupieje.
Mężczyzna podchodzi do mnie, a ja chowam telefon do tylnej kieszeni spodni. Gaszę papierosa, tym samym dając obojgu do zrozumienia, że moja przerwa dobiega końca.
– Zgoda – mówi do mnie szofer stanowczym tonem, zapewne odpowiadając na wcześniejszą propozycję. – Dziewczyna pojedzie, a ja zostaję z samochodem. – Wbija we mnie wzrok, jakby chciał prześwietlić, czy niczego nie ukrywam.
Gdyby tylko wiedział, jak bardzo ryzykuje, powierzając mi Chloe.
– Powodzenia. Oby udało się naprawić. – Uśmiecham się aż zanadto uprzejmie. Udawanie życzliwego to jedna z trudniejszych rzeczy, jaką przyszło mi dzisiaj zrobić, przysięgam. Z chęcią wróciłbym już do swojego aroganckiego, bezczelnego zachowania. Na moje szczęście ta szopka dobiega końca – z punktem dla mnie.
Muszę przyznać, że cała sprawa okazała się dosyć prosta. Całkiem możliwe, że dzięki nachalności tej gówniary w łatwy sposób odzyskamy skradziony majątek. Uniknę morderstwa, które byłoby dla mnie twardym orzechem do zgryzienia. Liczę na to, że Maverick szybko zatęskni za córką i wrócimy do normalnego trybu życia, bez porywania kobiet, które nie mają nic wspólnego z naszymi interesami. Ojciec powinien dorwać Mavericka i powiesić go za jaja, ale po pierwsze, byłoby to ryzykowne – jest lepiej uzbrojony niż my – a po drugie, porwanie jego córki podziała na niego gorzej niż utrata genitaliów.
Kiedy wsiadam do samochodu, wciąż muszę udawać zwykłego taksówkarza bez ukrytych motywów, który postanowił zrobić dobry uczynek i podwieźć nieznajomą dziewczynę do domu.
– Pod jaki adres mam cię zawieźć? – pytam uprzejmie, jak gdybym wcale nie miał w planie jej porwać, jakby ta informacja było istotna, żebym się dowiedział, w którym kierunku pojedziemy. Z tej perspektywy pytanie jest śmieszne samo w sobie.
Dziewczyna podaje mi adres, uśmiechając się do telefonu. Nie zwraca uwagi na drogę.
Odkąd usiadła z przodu, powietrze jakby zgęstniało. Nie potrafię nazwać tego uczucia, ale jest dosyć niezręcznie. Zastanawiam się, czy ona też to czuje. Mam wyjść z inicjatywą rozmowy? Przecież nie interesuje mnie kompletnie, kim ona jest i jak jej minął dzisiejszy dzień. Ważne jest jedynie to, że jej ojciec ma w rękach nasz majątek.
Odpalam samochód i wjeżdżam w głąb miasta. Dziewczyna jest wpatrzona w wyświetlacz swojego iPhone’a, wydaje się nim pochłonięta. Mam nadzieję, że nie zorientuje się szybko, że podążamy w zupełnie innym kierunku, niż wskazuje nawigacja.
Z głośników rozbrzmiewa jedna z typowych radiowych piosenek. Musiałem coś włączyć, żeby zagłuszyć dudniącą w samochodzie ciszę. Nawet nie wiem, co teraz grają. Podkręcam gałkę, chociaż irytująca melodia drażni moje uszy.
Gdy jesteśmy jakieś cztery kilometry w przeciwnym kierunku od prawidłowego, dziewczyna w końcu unosi wzrok.
– Gdzie jesteśmy? – pyta z wyrzutem, ale w jej głosie pobrzmiewa przerażenie. – To nie jest droga do mojego domu.
– Muszę podrzucić coś znajomemu. Za chwilę zawrócę.
– Zawróć teraz – nakazuje żelaznym tonem. – Miałeś mnie zawieźć do domu. Nie mam czasu na załatwianie cudzych spraw – podnosi głos rozwścieczona. Rzucam na nią okiem i dostrzegam, że ręka, którą trzyma na kolanie, delikatnie drży. Najwidoczniej się boi, ale twardo walczy o swoje. Bardzo dobrze potrafię wyczytać ludzkie uczucia.
– To minuta drogi stąd. Nic ci się nie stanie – uspokajam ją. Jestem opanowany i próbuję grać na jej emocjach. Na razie muszę pokazać, że niepotrzebnie panikuje, podczas gdy nic złego się nie dzieje. – Znajomy mnie zabije, jeśli mu tego nie oddam. Jedna mała rzecz i zawracam.
– Czemu musisz to podrzucać akurat teraz, gdy odwozisz klientkę?
Określenie „odwozisz klientkę” brzmi co najmniej tak, jakby wyświadczała mi odpowiednie usługi. Staram się, na ile mogę, zachować poważny wyraz twarzy, chociaż wizja tej kobiety w łóżku wcale nie jest głupia. Wyobrażam sobie, jak te długie, kasztanowe włosy rozpływają się po materacu, gdy nad nią góruję. Okrągłe kształty pobudzają moją wyobraźnię, ale nic nie poradzę na to, że jest kurewsko seksowna, jak na swój wiek. Odsuwam od siebie wizję bzykania tej dziewczyny na rzecz organizacji jej porwania.
– Możesz zadzwonić do swojego taty, jeżeli uważasz, że dzieje ci się krzywda – proponuję.
Chloe milknie. Być może stwierdziła, że w jej głowie roi się od niepotrzebnych czarnych scenariuszy.
Następne dwa kilometry jedziemy w ciszy. Mogę przysiąc, że słyszę, kiedy Chloe przełyka ślinę. Dochodzę w końcu do wniosku, że nie będzie lepszego momentu niż ten. Gdy jesteśmy na obrzeżach miasta, wjeżdżam w polną drogę. Rzecz w tym, że nie ma tutaj żadnego domu rzekomego kolegi. Nic nie pasuje do mojego kłamstwa. Dziewczyna już panikuje, a co dopiero będzie, gdy w tej chwili się zatrzymam?
– Gdzie jesteśmy? – pyta, gdy staję pośrodku polnej drogi.
– Mówiłem już. Za chwilę wracam. – Mój głos jest opanowany i nie wzbudza podejrzeń.
Wysiadam z samochodu i obchodząc go dookoła, docieram do drzwi od strony pasażera. Chwytam za klamkę, a gdy Chloe orientuje się, że nad nią stoję, widzę w jej oczach wszystko, czego się obawiała. Myśli, które nie dawały jej się rozluźnić podczas jazdy, stają się realne, i ona o tym wie. Dała się schwytać w mój plan niczym mysz w pułapkę.
– Pomożesz mi wyciągnąć coś z bagażnika?
– Mówisz poważnie? – Wytrzeszcza oczy z niedowierzaniem. Wie, że powinna odmówić, ale moje pytanie brzmi dosyć normalnie.
– Nie mam zbyt wiele czasu – mówię szorstko. Mogę już zrzucić pelerynę bohatera, który ocalił ją z zepsutego samochodu. – Jeżeli chcesz zdążyć na swoje zajęcia, musimy się pospieszyć.
Wzdycha, po czym niechętnie wysiada.
Gdy stajemy przy bagażniku, serce bije mi jak szalone. Robiłem gorsze rzeczy, ale nigdy wobec kobiet.
Następne kroki podejmuję w jak najszybszym tempie. Gdy drzwi bagażnika się unoszą, sięgam po linę, która leży tuż przy klapie.
Chwytam dłonie dziewczyny i zaciągam je za plecy.
– Co ty robisz, sukinsynie?! – Chloe wije się, czym zmusza mnie do szybszego działania. Sznur ślizga się w moich spoconych z nerwów dłoniach. Ruchy mam szybkie, ale energia, jaką wyzwoliłem w Chloe, zdaje się nie do pokonania. – Puść mnie w tej chwili!
Przekleństwo w jej ustach brzmi zadziornie. Przyciskam ją od tyłu do siebie i sięgam po kawałek taśmy leżącej w bagażniku.
– Pomocy! – krzyczy ile sił w płucach, a ja kładę jej dłoń na ustach, nim ktokolwiek nas usłyszy. Przypuszczam, że w promieniu kilkunastu kilometrów nikt nie mieszka, ale lepiej nie kusić losu. Chloe zaczyna kopać mnie po nogach, a ja syczę z bólu. Muszę przyznać, że ma dużo siły, jak na swoją drobną posturę.
– Im mniej problemów będziesz sprawiać, tym lepiej dla ciebie. I tak cię tutaj nikt nie usłyszy – zapewniam ją, naciągając taśmę na jej wargi. Dziewczyna na wszelkie sposoby próbuje się wyrwać, ale jest zbyt filigranowa, żeby mi się postawić.
Rozglądam się dookoła, upewniając się, że nikt nie słyszał jej krzyków. To bezludzie, mogłaby nas usłyszeć jedynie dzika zwierzyna, ale wolę sprawdzić.
Najdelikatniej, jak tylko mogę, kładę dziewczynę do bagażnika. Ona w tej chwili łka, nie mogąc zaczerpnąć powietrza z powodu taśmy zaklejonej na ustach.
Związuję jej kostki tą samą taśmą. Chociaż jestem twardym facetem, robi mi się jej żal, gdy mam opuścić klapę bagażnika. Spoglądam na nią i wiem, że nie powinienem. Błysk w jej oczach sprawia, że błyskawicznie odklejam taśmę, co musiało ją zaboleć.
– Jeżeli będziesz krzyczeć, z powrotem ci ją przykleję.
– Ty chory pojebie! Rozwiąż mnie w tej chwili! – krzyczy ile sił. Obawiam się, że jeżeli dalej będzie tak wrzeszczeć, zedrze sobie struny głosowe. Czy naprawdę sądzi, że jej posłucham?
– Uspokój się. Powiedziałem: im mniej sprawiasz problemów, tym lepiej dla ciebie – cedzę przez zęby.
Zamykam bagażnik i oddycham z ulgą. To dopiero początek, ale najtrudniejsza część planu jest za mną.
– Ratunku! – krzyczy Chloe w bagażniku, nic sobie nie robiąc z moich gróźb. Jej głos jest stłumiony. Mam nadzieję, że wkrótce odpuści i się uspokoi. W przeciwnym razie będę musiał znów zakleić jej usta.
Zdejmuję żółty napis „Taxi” z dachu auta.
Wsiadam za kółko i obejmuję kierownicę dłońmi. Dopiero wtedy dostrzegam, że moje ciało drży. Mija długa chwila, nim decyduję się odpalić silnik.
Jakkolwiek irytująca jest ta dziewczyna, nie zasługuje na to, co ją spotyka. Nie powinno się jej mieszać w sprawy mafii.
Żadnych emocji – powiedzenie Grega próbuje się przedrzeć przez głośne wyrzuty sumienia.
Ruszam i jadę w kierunku domu, gdzie czeka już prywatny helikopter, mający nas zabrać na Wyspę Morris.
W miejsce, gdzie krzyku Chloe nie usłyszy nikt.
Tam będzie zdana tylko na mnie i prawdopodobnie to jej nie ucieszy.
Kiedy podjeżdżam na posesję, z domu wychodzi ojciec. Pali cygaro, ale nie widać po nim cienia zdenerwowania. Najwyraźniej nie obawia się, że cokolwiek mogłoby nie pójść zgodnie z planem.
Erick, nasz prywatny pilot, zrywa się z ławki w altanie, gdy widzi mnie za kierownicą. Helikopter stoi przy ogrodzie za domem. Powoli zaczynam analizować wszystkie kwestie dotyczące tej akcji i coraz bardziej przeraża mnie ten pomysł.
– Masz ją? – pyta Greg bez ogródek, kiedy otwieram drzwi samochodu.
– Oczywiście, że tak. Inaczej bym się tutaj nawet nie pokazywał – mówię pewnym głosem.
– Gdzie ją masz? – Wyczuwam, że mi nie uwierzy, dopóki nie zobaczy dziewczyny.
– A jak sądzisz? – Rzucam mu wściekłe spojrzenie.
– Otwieraj! – Wskazuje na bagażnik, kiedy w końcu domyśla się, o co mi chodzi. Robię więc to, co każe.
Chloe patrzy mi w oczy, ale gdy przenosi wzrok na Grega, jej wyraz twarzy zdradza, że jest jeszcze bardziej przerażona niż przed przyjazdem tutaj.
– Śliczniutką ma Maverick córusię. – Greg dotyka jej podbródka, a ja mam ochotę przetrącić mu te tłuste palce. Powinna się cieszyć, że trafiła na mnie, bo z moim ojcem nie ma przelewek. Nie zdziwiłbym się, gdyby padła ofiarą przemocy seksualnej już w drodze tutaj. Gdy o tym pomyślę, żółć podchodzi mi do gardła.
Dziewczyna się wzdryga, ale nie ma dość odwagi, by mu się sprzeciwić.
– Bierz ją – nakazuje mi Greg i wypuszcza dym z cygara.
Wyciągam Chloe z bagażnika i stawiam ją na nogi. Związane kostki uniemożliwiają jej swobodny chód, ale nie jestem na tyle życzliwy, żeby wziąć ją na ręce. Rozgląda się dookoła, jakby szukała drogi ucieczki.
Nie wie, że ma do czynienia z Castillami.
Jedyną drogą ucieczki jest śmierć.
Ryan
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Silent Passion
ISBN: 978-83-8423-305-4
© Emice Joo i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Marzena Kwietniewska-Talarczyk
KOREKTA: Emilia Kapłan
OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
