Sielski Zakątek - Urszula Kacprowska - ebook

Sielski Zakątek ebook

Urszula Kacprowska

4,0

Opis

Nina Krukowska zajmuje prestiżowe stanowisko w renomowanej agencji nieruchomości. Niezłomna, odważna i bezlitosna niczym harpia, każde zawodowe wyzwanie traktuje jak kolejny punkt na liście do realizacji. Ogromny wpływ na jej działania ma mąż, Dawid. Apodyktyczny i wyrachowany mężczyzna, który wychował Ninę na posłuszną i pewną siebie kobietę. To właśnie pod jego wpływem Nina niemal po trupach stara się dopiąć transakcję zakupu Sielskiego Zakątka, malowniczego miejsca, którego właścicielem jest uparty Igor Winnicki. Problem w tym, że Igor, dla którego rodzinna tradycja i relacje z bliskimi są najważniejsze, wcale nie jest zainteresowany sprzedażą. Wysłucha jednak agentki, pod warunkiem, że na trzy tygodnie zamieszka i będzie pomagać w Zakątku. Zdeterminowana Nina zgadza się na warunki umowy. Nina odkrywa, że to miejsce skrywa więcej, niż mogła się spodziewać. 

 

Czy ambicja Niny i wizja sfinalizowania transakcji pozwolą jej wytrwać do końca umowy, kiedy sprawy się skomplikują?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 366

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (3 oceny)
1
1
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
akaniuk85

Nie oderwiesz się od lektury

Sielski Zakątek” Urszuli Kacprowskiej: O odwadze porzucenia cudzych scenariuszy Wierzymy, że panujemy nad własnym losem, dopóki misternie układana konstrukcja dnia codziennego nie okaże się jedynie kruchym złudzeniem. Urszula Kacprowska w swoim niezwykle udanym debiucie literackim "Sielski zakątek" udowadnia, że bolesna konfrontacja z prawdą stanowi jedyną drogę do odnalezienia własnego ja. Najtrudniej bowiem przyznać przed sobą, że rola odgrywana przez lata – wzorowej partnerki i oddanej profesjonalistki – to w rzeczywistości scenariusz nakreślony przez kogoś innego. ​Nina Krukowska, agentka nieruchomości, wyrusza na Mazury do niewielkiej miejscowości Dywity z konkretnym zadaniem zawodowym. Chce samodzielnie pozyskać wyjątkową nieruchomość i udowodnić swoją skuteczność, dlatego decyduje się zdobyć tytułowy „Sielski Zakątek”. Na miejscu okazuje się jednak, że droga do celu wiedzie przez nieoczekiwaną umowę. Właściciel stawia twardy warunek: bohaterka musi go wypełnić, zanim mężczyzn...
00

Popularność




Copyright © Urszula Kacprowska, 2025

Redakcja:

Twarda Oprawa – Kinga Rak, Karolina Brzuchalska

Projekt okładki:

Kamila Lebiedzińska

Konwersja do EPUB:

OpenPrint.pl

ISBN 978-83-975581-1-3

Znajdźmy się na:

Facebook: W sielskim zaczytaniu – Urszula Kacprowska 

Instagram: w_sielskim_zaczytaniu

Mail: [email protected]

Choć nikt nie może cofnąć się w czasie i zmienić początku na zupełnie inny, to każdy może zacząć dziś i stworzyć całkiem nowezakończenie.

Carl Bard

URSZULA KACPROWSKA

SIELSKI ZAKĄTEK

Spis treści

— Rozdział 1 —

— Rozdział 2 —

— Rozdział 3 —

— Rozdział 4 —

— Rozdział 5 —

— Rozdział 6 —

— Rozdział 7 —

— Rozdział 8 —

— Rozdział 9 —

— Rozdział 10 —

— Rozdział 11 —

— Rozdział 12 —

— Rozdział 13 —

— Rozdział 14 —

— Rozdział 15 —

— Rozdział 16 —

— Rozdział 17 —

— Rozdział 18 —

— Rozdział 19 —

— Rozdział 20 —

— Rozdział 21 —

— Rozdział 22 —

— Rozdział 23 —

— Rozdział 24 —

— Rozdział 25 —

— Rozdział 26 —

— Rozdział 27 —

— Rozdział 28 —

— Rozdział 29 —

— Rozdział 30 —

— Rozdział 31 —

EPILOG

— Rozdział 1 —

Centrum Olsztyna wypełnił gwar zakorkowanych ulic, otwieranych i zamykanych drzwi autobusów, przechodniów pędzących do pracy, zafrasowanych rozmową uczniów i studentów zmierzających na zajęcia, seniorów wyprowadzających pupili na spacer. Pracownicy restauracji, kawiarni i barów wystawiali krzesła i stoliki do ogródków letnich w widocznym pośpiechu. Wiosenne przedpołudniowe promienie słońca przeniknęły ogromne przeszklenia biurowców.

W jednym z nich, na całym pierwszym piętrze, działała Agencja Nieruchomości „Najlepsze Nieruchomości dla Biznesu”. W gabinecie znajdującym się zaraz za sekretariatem firmy Nina Krukowska – dyrektor zarządzająca – brała akurat aktywny udział w wideokonferencji z przedstawicielami zarządu, prezentując im raport z ostatniego miesiąca. Opowiedziała konkretnie, slajd po slajdzie, co przedstawiały poszczególne tabele i wykresy na prezentacji. Z dumą w głosie podkreśliła pokaźne sumy osiągniętych przez agencję przychodów, tym bardziej że już piąty rok z rzędu firma miała tak znakomite wyniki. Prezes i wiceprezes skinieniem głów zaakceptowali te wieści, co tylko utwierdziło Ninę w przekonaniu o swojej doskonałości zawodowej.

Na zakończenie spotkania prezes poprosił, aby usiadła. Całe spotkanie prowadziła bowiem na stojąco, mając za plecami bardzo duży ekran z udostępnioną prezentacją. Nina wzięła do ręki notes w pięknej skórzanej oprawie, szybko otworzyła go na czystej stronie i spojrzała na swoich rozmówców. Prezes w kilku zdaniach zarysował targety do wykonania w najbliższych tygodniach, zaznaczył, które z nich mają największy priorytet. Nina była jeszcze bardziej skoncentrowana niż podczas prezentacji. Z perfekcyjną precyzją zanotowała zadania, potwierdziła deadline’y i zapewniła jak zawsze stuprocentową skuteczność. Prezesi wylogowali się pierwsi.

Kobieta zamknęła aplikację, wstała, zdjęła marynarkę i odwiesiła ją na wieszak w szafie, po czym wyszła pewnym krokiem do sekretariatu. Przerwała pracę asystentki, nie bacząc na to, czy robi akurat coś istotnego.

– Zaczniemy popołudnie z nową, jeszcze lepszą energią. Karolino, odłóż na chwilę wszystko, czym się obecnie zajmujesz. Bieżące sprawy muszą zaczekać. Jak wiesz, przed chwilą odbyłam comiesięczne spotkanie z zarządem i otrzymałam nowe wytyczne do realizacji. Prezesom bardzo zależy na czasie. Wyszukaj, proszę, wszystkie niesfinalizowane zakupy działek z ostatniego roku, skompletuj mapy, opisy i zapisy z prowadzonych negocjacji. Albo lepiej będzie, jak zrobisz to jako krótkie podsumowanie i wnioski, dlaczego te nieruchomości nie są jeszcze w rękach bogatych inwestorów. – Nina oparła ręce o blat biurka swojej asystentki.

– Zaskoczyłaś mnie tym zadaniem – zaczęła Karolina, chcąc zaprotestować, ale twarde spojrzenie przełożonej zmusiło ją do kapitulacji. – Dobrze, zajmę się tym od razu.

Karolina pracowała w agencji od niespełna dwóch lat, kiedy to po kilku latach wspierania pewnego radcy prawnego, stwierdziła, że czas na zmiany. Wysłała CV do kilkunastu różnych firm, a do trzech została zaproszona na rozmowę. Ostatecznie zdecydowała się na posadę asystentki Niny. Nie wiedziała, że kilka jej poprzedniczek nie wytrzymało standardów agencji i bardzo wymagającej dyrektorki. Już po kilku tygodniach zauważyła, z kim ma do czynienia, ale tak łatwo nie dała się wykurzyć. Nie chciała szukać pracy na nowo. Z czasem nauczyła się współpracować z Niną, chociaż to była jedna z najtrudniejszych kwestii w jej życiu zawodowym. Pozornie wyglądała na skromną i sympatyczną sekretarkę. Nosiła koszule w jasnych kolorach, ołówkowe spódnice lub spodnie w kant, a do tego czarne baleriny. Jej lekko kręcone długie włosy i delikatne dziewczęce rysy twarzy kusiły ludzi, by nią manipulować. Karolina potrafiła jednak pokazać pazury i nauczyć współpracowników chociaż odrobiny szacunku.

– W jakiej formie preferujesz to zestawienie, Nino? – Szefowa oderwała się od biurka, oparła ręce na biodrach, czym jeszcze wymowniej podkreśliła, jak bardzo jest w tej firma ważna.

Nina dobrze wiedziała, że prezesi bez obaw powierzali jej nawet najtrudniejsze i najbardziej wymagające projekty, wierząc, że jest niezastąpiona. Zapracowała na tak wysoki status w firmie, bo poświęcała się jej bez reszty już od kilku lat. Agencja „Najlepsze Nieruchomości dla Biznesu” to był jej pierwszy i jak dotąd jedyny pracodawca od ukończenia studiów. Dyplom na Wydziale Ekonomicznym w Warszawie obroniła z wyróżnieniem. To bardzo dobre wyniki dały jej przewagę w aplikowaniu o pracę na stanowisku asystentki agenta nieruchomości w agencji. Zostawiła tym samym innych absolwentów daleko w tyle. Nina rewelacyjnie wykorzystała nie tylko kartę przetargową w postaci idealnego dyplomu, ale też zaprezentowała pełen profesjonalizm, zaskoczyła osoby rekrutujące swoją błyskotliwością, determinacją i genialną wiedzą na temat dynamicznie zmieniającego się rynku nieruchomości. Otrzymała pracę od zaraz. Przepełniły ją wówczas ogromna duma i zachwyt, że będzie pracowała w dobrze rozwijającej się firmie, której siedziba była zlokalizowana w prestiżowym ścisłym centrum Olsztyna. Spełniła do tego życzenie ukochanego Dawida, który nie wyobrażał sobie innego miejsca do mieszkania niż Olsztyn.

Dzięki swojemu zaangażowaniu, pracowitości i skuteczności otrzymała w trybie ekspresowym stanowisko agenta, by po kolejnym roku awansować na stanowisko dyrektorki zarządzającej.

– Przygotuj, proszę, materiały w formie drukowanej. Wiesz, jak lubię zaznaczać najważniejsze kwestie flamastrami. Rozłożę sobie wszystko na biurku i będę miała lepsze porównanie.

– W porządku. Szef każe, sługa musi. – Karolina delikatnie podniosła kąciki ust w taktownym uśmiechu do szefowej i po chwili rzuciła bez większego namysłu: – Nina, skąd ten nagły pośpiech? Wiele nieudanych transakcji miało miejsce nawet kilka miesięcy temu. Spektakularną klapę odnotowaliśmy w styczniu bieżącego roku. Pamiętasz siedlisko w Nowych Gutach na Mazurach? Sprzedaż próbował przeprowadzić Grzesiek z oddziału w Krakowie. Nic z tego nie wyszło. Tak naprawdę to wszystko nadaje się do archiwum. Najlepsi z najlepszych z naszej firmy próbowali przekonać właścicieli działek do ich sprzedaży. Bezskutecznie. Sama doskonale o tym wiesz.

– Pamiętam i na szczęście to nie były moje transakcje. W tej grupie mistrzów nie wzięto mnie pod uwagę. Mam niezawodną, stuprocentową skuteczność – podkreśliła Nina pewnym siebie głosem i skrzyżowała ręce na piersiach.

Zdecydowany ton dodatkowo zaznaczył wystylizowany, nienaganny ubiór: jedwabna kremowa koszula bez ani jednego zgniecenia, ołówkowa, idealnie dopasowana spódnica, czarne szpilki.

– Wiesz przecież, dlaczego tak było. Jesteś doskonała w zakupach działek w dużych miastach, tu twoje umiejętności są niezwyciężone. Nasi ludzie polegli natomiast na próbach zakupu, że tak to ujmę, na obszarach wiejskich. Statystyka w zakątkach Mazur od lat nam szwankuje.

– I tego nie jestem w stanie zrozumieć. Co za różnica, z jakiego obszaru są ludzie, z którymi się negocjuje? Wystarczy przygotować się wcześniej, mając w pakiecie argumenty nie do odrzucenia. To podstawa każdego szkolenia sprzedażowego. Liczy się zaoferowana przynęta.

– Nie bierz tego zbyt mocno do siebie, ale obawiam się, że jesteś w błędzie. – Asystentka ściszyła głos, wypowiadając kolejne słowa. Co prawda, znały się od dwóch lat, ale wolała nie denerwować wszystkowiedzącej szefowej. – Zbyt to upraszczasz. Masz doświadczenie w innym obszarze, środowisku niełatwym, ale mniej ceniącym kwestie rodzinne, spadki i ojcowizny. Ludzie na wsi darzą ogromnym sentymentem swoje mniejsze lub większe ziemie. Często dziedziczą je z dziada pradziada. Niektóre są w jednej rodzinie nawet od stu lat. To sprawy honorowe. Czasami po prostu akt desperacji skłania niektórych właścicieli do umieszczenia ogłoszenia o sprzedaży ziemi na portalu internetowym. Po kilku dniach, z wyrzutami sumienia, szybko je zamykają. Zazwyczaj wynika to z problemów z zapłatą raty kredytu wziętego na kupno nowego ciągnika, bo zebranych plonów nie udało się sprzedać w dobrej cenie.

– Powtórzę się, ale może bardziej przejrzyście. Jak zawsze jest to kwestia ustalonej ceny. – Nina ponownie pokazała, jak bardzo jest wyniosła i pewna swoich kompetencji.

– Pieniądze nie zawsze stanowią priorytet, Nina… – Karolina wzięła wdech, żeby uspokoić myśli. Nie chciała doprowadzić do kłótni z szefową. – Właściciele ziem na wsi byli skłonni do ogromnych zadłużeń, żeby tylko utrzymać dorobek rodziców i dziadków w rodzinie. Chroniąc to, właściciele działek często wzywali policję, jak ktoś od nas próbował wejść na podwórko bez wcześniej ustalonego spotkania. – Rozłożyła bezradnie ręce.

– To bez sensu, zupełnie niebiznesowe podejście. Zamiast zarobić konkretne pieniądze, zrobili z siebie niepotrzebnie męczenników! To żałosne!

– Z twojego punktu widzenia. Oni widzą to zupełnie inaczej. Naprawdę, wiem, co mówię. Wychowałam się w miejscowości liczącej niecałe tysiąc mieszkańców, ale skoro prosisz mnie o papiery, to domyślam się, że będziesz miała możliwość przekonać się o tym na własnej skórze.

– To będą kolejne transakcje, które zakończą się sukcesem. Jak zawsze. Masz jakieś wątpliwości? – Wbiła wzrok w Karolinę w oczekiwaniu na jedyną tylko właściwą odpowiedź.

Karolina odsunęła się na krześle od biurka, położyła ręce na kolanach, spojrzała na budzącą się za ogromnymi biurowymi oknami wiosnę, ciężko westchnęła i zaznaczyła tym samym próbę zakończenia rozmowy. Wiedziała, że w tym pojedynku nie ma szans. Przeciwniczka była zbyt pewna siebie i nie lubiła sprzeciwu. Nina rozpoznała rozproszenie sekretarki. Karolina zachowywała się już podobnie w przeszłości, gdy szefowa zbyt naciskała w różnych spornych kwestiach. Niechętnie zareagowała na gest obronny sekretarki i złagodziła odrobinę zaciętą minę na twarzy. Karolina od razu poczuła mniejsze napięcie.

– Nina, wierzę, że sobie poradzisz perfekcyjnie. Chciałam tylko zarysować przesłanki życiowe, którymi kierują się ewentualni sprzedawcy ziem. Zachęcam cię tak zwyczajnie uzbroić się w nowe argumenty do rozmów i potraktować to zadanie jak olbrzymie, zupełnie nowe wyzwanie. Zrób wcześniej bardziej dokładne rozeznanie, poznaj sposób myślenia i przyzwyczajenia mieszkańców na wsi.

– Moją dewizą jest upór i pracowitość, inni agenci byli za mało cierpliwi. Na pewno chcieli szybko i sprawnie przeprowadzić transakcję, naciskali od początku i tak dalej. Czasem trzeba jednak czasu i ogromnych nakładów wytrwałości. I przede wszystkim pracy nad inwestorem, który musi od czasu do czasu wydać dużo więcej pieniędzy, niż początkowo przewidywał. Jak to mówią, cel uświęca środki. Bezwzględnie.

Karolina nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu, podeszła do regału z segregatorami. Wzięła pierwszy z brzegu i udawała, że szuka czegoś ważnego. Nina śledziła każdy jej krok. Czerpała satysfakcję z tego, że inni się stresowali, próbując narzucać sobie pewne metody pracy, a ona miała już wszystko wypracowane. Na szczęście, do Karoliny miała słabość, bo dziewczyna z reguły wykonywała pracę tak, jak ona sobie tego życzyła. Podeszła do asystentki i zabrała z jej rąk segregator. Karolina z powrotem usiadła przy biurku, za którym czuła się zdecydowanie pewniej.

– Karolino, chcesz dobrze, widzę, jak się starasz. Tylko że ja nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać wypracowanych i skutecznych metod. Do tej pory mnie nie zawiodły.

– Potwierdzam. One sprawdzały się w transakcjach miejskich. W kręgu ludzi o innej mentalności i mniejszym przywiązaniu do natury i potrzeby pielęgnowania własności.

– Nie ma rzeczy niemożliwych. Nie traćmy czasu. Prezes oczekuje ode mnie do końca tygodnia wytypowania jednej potencjalnej transakcji, którą przeprowadzimy do wakacji. Ma klientów, którzy szukają działek pod domki jednorodzinne, miejsca hotelowe i pensjonaty. Agenci podejmowali próby negocjacji ziem, których dokumentacja o mało nie wpadła do archiwum, ale najwidoczniej zbyt nieudolnie, skoro wciąż mają pierwotnych właścicieli. I, jak widzisz, czasu jest mało. Zdając raport prezesowi, chcę być już po pierwszej rozmowie z potencjalnym i najbardziej rokującym właścicielem działki. Także do dzieła. Wiesz bardzo dobrze, że szef nie lubi opóźnień. Nie przewiduje absolutnie żadnego przekładania, odwlekania i grania na zwłokę. To ma być realizacja bezbłędnego projektu w możliwie jak najkrótszym terminie. Czas to pieniądz. Nie zapominaj o tym.

– Podejście prezesa do życia nie wymaga dodatkowego komentarza. Wiem, że czas to monety i nie powinien być marnotrawiony. Za dwie godziny będziesz miała wszystko na biurku. – Karolina z posępną miną zalogowała się do systemu i przystąpiła do wyszukania numerów spraw.

– To rozumiem. Wiesz, że jesteś najlepszą asystentką, z jaką do tej pory pracowałam?

– Och, dziękuję. Z twoich ust takie słowa to prawdziwy zaszczyt. – Nie do końca szczerze podziękowała za komplement Karolina. Ale co jej innego pozostało. Jest tylko podwładną.

– Nie inaczej. Może rzadko potrafię docenić osoby, z którymi współpracuję, ale tak już mam. Zresztą gdybyś nie była tak dobra, już ktoś inny pełniłby tę funkcję. – Z wyuczonym sympatycznym i grzecznościowym uśmiechem schowała się w swoim gabinecie.

— Rozdział 2 —

Nina wróciła do swoich zawodowych zajęć. Podobnie jak szef nie lubiła marnować czasu, każda minuta musiała być zagospodarowana na wykonanie zadań w pracy. Skoro jej najlepsza asystentka szukała potrzebnego materiału, to ona skupiła się na bieżących obowiązkach. Te nadzwyczajne, płynące bezpośrednio od szefa, zrealizuje, jak tylko otrzyma dane.

Szybko wypiła drugą kawę i z ogromnym zapałem, determinacją i przewidywaną satysfakcją, po raz kolejny tego dnia otworzyła teczkę ze sprawą zakupu działek w Biskupcu przez znanego dewelopera – Jana Suchockiego z Warszawy. Założyła, że to już czas zakończyć negocjacje z pełną korzyścią na rzecz dewelopera.

Bardzo mu zależało na ekspresowej transakcji, tak aby szybko mógł przystąpić do uzyskania wszelkich pozwoleń i ruszyć prędko z budową nowych mieszkań. Biskupiec znajdował się w niewielkiej odległości od Olsztyna, co było przynętą dla przyszłych kupców mieszkań.

Nina zdawała sobie sprawę, że taka transakcja zakupu nie stanowi wysokich lotów zagwozdki, prowadziła trudniejsze i bardziej czasochłonne. Przewidywała, że wystarczy wziąć w ryzy sprzedającego – Mariusza Tymanka. Od chwili, kiedy dowiedział się, że kupującym była duża firma deweloperska z Warszawy, dwukrotnie zmieniał cenę. Nina odbierała jego działania jako dalsze zainteresowanie transakcją, ale przy próbie ugrania jak największych korzyści dla siebie. Najwyraźniej Mariusz Tymanek nigdy wcześniej nie miał do czynienia z kupcem, który był znaczącym graczem na rynku nieruchomości. Liczył więc na realizację transakcji na własnych zasadach i był święcie przekonany, że deweloper nie znajdzie lepszych działek. Czuł się więc pewnie, dając coraz wyższą cenę.

W tym ostatnim miał rację. Gdyby nie fakt, że działki były położone w idealnym miejscu do budowy kilku bloków, Nina dawno odpuściłaby temat. W innej sytuacji zaproponowałby swojemu klientowi podobną, równie atrakcyjną lokalizację. Tylko ta będąca przedmiotem negocjacji była niemal idealna, spełniała wszystkie warunki złotej oferty. Nina miała okazję zobaczyć Biskupiec kilka dni temu, również działki wystawione na sprzedaż. Jan Suchocki zaproponował wycieczkę swoim samochodem. Bardzo mu zależało, aby Nina wczuła się w klimat miejscowości. Wierzył, że to przyczyni się do szybkiej realizacji zakupu.

Miasteczko Biskupiec miało bardzo dobre połączenie komunikacyjne z pobliskim Olsztynem. W centrum niedawno otwarto przedszkole razem ze żłobkiem, nieduży market, a dookoła – co mogło przyciągnąć ludzi z miasta – było mnóstwo zieleni. Mieszkańcy Biskupca cenili sobie dbanie o naturę, betonozie mówili stanowczo „nie”. Nawet Nina zauważyła, że skwerki parkowe zdobią ławeczki otoczone towarzystwem koron klonów, dębów i wierzb. Jan Suchocki zobaczył znacznie więcej. Zwrócił uwagę, że dostojne drzewa zapraszają do chwili wytchnienia w cieniu ogromnych gałęzi przyozdobionych masą różnych kształtów liści.

Po bardzo wnikliwym rekonesansie Biskupca deweloper przy każdej nadarzającej się okazji podkreślał w rozmowach z Niną, jak cudowne i sielskie jest otoczenie przyszłych mieszkań. Agentce zależało na idealnym dopasowaniu oferty do życzeń klientów, jeśli chcieli działkę z sielskim klimatem, wtórowała im i zachwalała życie w podmiejskiej miejscowości. I tak też odpowiadała panu Jankowi. „Panie Janie, zapewni pan mieszkania w bloku w uroczym otoczeniu, przecież teraz kupcy tego poszukują”, mówiła.

Z kolei gdy klient poszukiwał ekstrawaganckiego lokalu na biuro w centrum Olsztyna, wychwalała bogatą dzielnicę i sposób jej zaprojektowania. Gdyby deweloper czy inny nowy inwestor stwierdził, że teraz jego przyszli klienci poszukują miejsca do zamieszkania bez krzty zieleni, z pewnością rozpoczęłaby poszukiwania miejsc spełniających te warunki. Zgodnie z tym, co jej mąż Dawid powtarzał bardzo często, liczył się przede wszystkim wysoki standard wykończenia apartamentu, bo kto codziennie zwraca uwagę na to, co znajduje się za oknem mieszkania. I koniecznie, żeby lokalizacja apartamentu była w najlepszych dzielnicach miasta. Bo najważniejsza w życiu jest praca i liczba zer na koncie. Co za różnica, w jakim charakterze zaaranżowano trawniki. Ma być czysto, schludnie i koniecznie ze zorganizowanym monitoringiem i ochroną w recepcji. Mają być w pełni chronione dobra mieszkańców osiedla. Dawid, pomimo że nie pracował w tej samej branży, bo od kilku lat współpracował z dużą firmą sprzedającą luksusowe auta, lubił podkreślać swoje przekonania i wtrącać się do pracy Niny.

Jej natomiast zależało na idealnym przeprowadzeniu transakcji. Za to otrzymywała super premię i uznanie u Dawida. Dlatego nie szafowała swoją i męża opinią o takich transakcjach przed deweloperem. Oni byli przecież bardzo zgodnym małżeństwem, ale deweloper mógłby opatrznie zrozumieć, co mieli na myśli. Mógłby uznać to za próbę krytyki jego wiedzy na temat rynku mieszkań. Tymczasem bezcenne atuty Biskupca, czyli sielskie otoczenie i wykreowane potrzeby ludzi z miast zakotwiczyły w planach Jana Suchockiego na dobre. Nic nie mogło stanąć na przeszkodzie w ich realizacji. Jeśli ma być osiedle w zieleni, to zadaniem Niny było dostarczenie takiej lokalizacji. Wiedziała zresztą, że plany Jana Suchockiego przełożyły się nawet na próbne warianty tworzonych przez projektantów i architektów projektów osiedla pod lotną nazwą „Apartamenty w Otulinie Natury”. Każdy projekt pokazywał bloki w różnym ustawieniu. Zapewne po kupieniu działek zapadnie decyzja o ostatecznym układzie. W aranżacjach punktem stałym była za to zieleń.

Jan Suchocki zamierzał inwestycję dopieścić pod każdym względem. Po pierwsze założył, że po niej przekaże firmę synowi i przejdzie w końcu na emeryturę. Po drugie zakochał się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i chciał zarezerwować sobie jedno lokum, by się samemu do niego przenieść.

To wszystko dało Ninie idealne zrozumienie, dlaczego Jan z takim zacięciem nie odpuszcza tematu i nie bierze pod uwagę innych lokalizacji. Aby przeprowadzić transakcję, wybrał najlepszego fachowca pod słońcem – Ninę Krukowską. Chciał, by mediacje odbyły się szybko i sprawnie. Deweloper już korzystał z usług Agencji Nieruchomości „Najlepsze Nieruchomości dla Biznesu”, w której pracowała Nina. I zawsze w umowach zaznaczał, że sprawy ma prowadzić właśnie ona. Twarda, nieustępliwa, rzetelna i zawsze skuteczna agentka nieruchomości. Jan Suchocki doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak świetna jest w takich działaniach. Teraz wierzył, że będzie tak samo. Nie martwiło go zupełnie, że mija kolejny tydzień negocjacji, dobrze wiedział, że Nina zrobiła to z doskonale zaplanowaną strategią.

Podczas rozmów telefonicznych Nina potrzebowała pełnego komfortu. Nie znosiła, gdy cokolwiek ją rozpraszało. Upewniła się, czy ma wystarczająco naładowaną baterię w komórce, podeszła do okna i zasłoniła żaluzje, bo słońce zbyt mocno odbijało się w monitorze laptopa. Zdjęła marynarkę i wygodnie usiadła w fotelu. Wcześniej uprzedziła Karolinę, aby nie przełączała rozmów do jej gabinetu. Chwyciła za komórkę i wybrała numer do sprzedawcy podmiejskich działek – Mariusza Tymanka. Mężczyzna odziedziczył działki po dziadkach. Próbował uprawiać na nich rzepak, co nawet mu się udawało przez kilka sezonów. Jednak nie potrafił sprzedać plonów, zawsze próbował decydować o cenie sprzedaży, czym zniechęcał do siebie właścicieli skupów rzepaku. W końcu się poddał i wystawił działki na sprzedaż. Był prostym człowiekiem, nie wyciągał wniosków i wszędzie popełniał te same błędy. Zawsze chciał mieć ostatnie zdanie, ale tym razem trafił na nieustępliwą i bardzo przebiegłą agentkę Ninę.

– Halo – odezwał się beznamiętnym głosem Mariusz Tymanek.

– Dzień dobry, panie Mariuszu. Nina Krukowska z Agencji „Najlepsze Nieruchomości dla Biznesu”.

– No, czekałem całą wieczność na pani telefon. Strasznie zwlekacie z nową propozycją. – Już po pierwszym wypowiedzianym przez Ninę zdaniu, sprzedawca przystąpił do słownego ataku, próbując zyskać lepszą pozycję w negocjacjach. – Tak jak mówiłem, nie tylko wy jesteście zainteresowani moimi działkami. To nie byle pole bez wygód dla mieszczuchów, tylko świetnie położone parcele ziemskie pod apartamenciki. Albo dzisiaj usłyszę konkretną ofertę, albo proszę więcej do mnie nie dzwonić! – Padły ostre słowa, a głos pana Mariusza był wredny i lekceważący.

– Panie Mariuszu, ostatnia oferta jest aktualna i nie będzie zmieniona. Pierwotnie zaproponowana przez pana cena została zwiększona dwa razy. – Głos Niny był opanowany, pewny i biznesowo sympatyczny.

– Nie tak się umawialiśmy! Chciałem, żeby pani wycyganiła większą kwotę, nie potrafi pani załatwić tak prostej rzeczy! – Sprzedawca pomyślał, że taka ważna pani z miasta ma na pewno dużo na głowie i nie pamięta dokładnie, jak przebiegła ostatnia rozmowa.

– Panie Mariuszu, mam bardzo dobrą pamięć, zwłaszcza do szczegółów, które ustalam. – Nina żałowała, że pan Mariusz nie widział pięknie zarysowanej pogardy na jej twarzy, która pojawiła się w odpowiedzi na tak prostacką próbę wmówienia jej zmyślonych warunków. – To pan nie dotrzymuje ustaleń. Powtarzam, ostateczna propozycja cenowa padła na poprzednim spotkaniu u nas w agencji. To pan miał przemyśleć zaproponowaną przez dewelopera wartość, ale bez możliwości jej zwiększenia. Akceptuje pan ofertę?

– W takim razie, droga pani, nie mamy o czym rozmawiać. Skontaktuję się zaraz z waszą konkurencją i ciekawe, o ile większą dostanę propozycję. – Nina usłyszała gburowaty, ale podszyty niepewnością, ton.

– Rozumiem. Panie Mariuszu, dziękuję za poświęcony czas. Życzę powodzenia w dalszych rozmowach z potencjalnymi kupcami. – Nina postanowiła zagrać va banque. Dobrze wiedziała, że nie ma innych zainteresowanych kupców. Miała ustalony z deweloperem maksymalny budżet na zakup działek, zwiększona dwa razy kwota spokojnie się w nim zmieściła. Odbyła już wystarczającą liczbę spotkań przewidzianą jej zdaniem na taką transakcję. Wiedziała, że pan Mariusz się podda, a jeśli myślał, że wodzi ją za nos, to grubo się pomylił. – Jeszcze dzisiaj przekażę panu Jankowi pana decyzję. – Nina strategicznie zamilkła.

– Ależ kochana, co pani taka w gorącej wodzie kąpana?

– Nie rozumiem – odpowiedziała, myśląc w duchu, że taki rodzaj sprzedawców był do bólu przewidywalny i nudny. Zawsze ten sam scenariusz. Najpierw dawała im poczucie sprawczości, pozwalała na podwyższanie cen w rozsądnym przedziale, a potem stawiała ich pod ścianą.

– Pani Nino, no nie podejmujmy tak szybko decyzji, których możemy żałować. – Sprzedający złagodził ton. Tym razem w każdym wypowiedzianym przez niego słowie wręcz dało się słyszeć błagalne nuty.

– Panie Mariuszu, wyraźnie usłyszałam, że chce pan rozmawiać z naszą konkurencją. – Wyniośle oparła się o siedzenie fotela, położyła lewą dłoń na oparciu i wybiła palcami rytm. Zobaczyła swoje odbicie w wygaszonym ekranie laptopa i uśmiechnęła się szyderczo.

– Oj tam, zaraz chcę. Chlapnąłem bez zastanowienia, nie mam czasu na latanie po innych agencjach. To rozsądna oferta i pod względem ceny działek, jak i tej prowizji. Przecież ustaliliśmy na ostatnim spotkaniu, że moją prowizję zapłaci wam deweloper. Niech się tak pani nie śpieszy z tym telefonem do niego. – Nina słuchała i wyobrażała sobie, jak pan Mariusz, drapie się zakłopotany po prawie łysej głowie. Czuła się jeszcze pewniej niż chwilę temu. Była dumna, że kolejny raz wykonała zadanie perfekcyjnie.

– Czyli co chce pan powiedzieć? – Głos miała spokojny i miły.

– No przecież mówię, czego pani nie rozumie? – Sprzedający był coraz bardziej zdenerwowany i niecierpliwy.

– Zgadza się pan na ofertę pana Jana?

– No mówię, że tak – wycedził złośliwie przez zęby.

– To bardzo dobra decyzja. Nie będzie pan żałował.

– A to się okaże.

– Zapraszam jutro o dwunastej do kancelarii notarialnej. Wyślę adres SMS-em – powiedziała z uśmiechem.

– Niech będzie.

– Do zobaczenia jutro. Życzę miłego popołudnia.

– Do widzenia. Mogłoby to być znacznie lepsze popołudnie.

Nina szybko zakończyła rozmowę. Nie miała ochoty słuchać pretensji i żali. Powiadomiła pana Jana o sukcesie i potwierdziła spotkanie z asystentką notariusza, z którym od lat agencja współpracowała. Spotkanie od tygodnia było zabukowane w kalendarzu. Nina pewnie podchodziła do sprawy transakcji. Wiedziała, że sprzedawca – postawiony pod ścianą – przestanie wciąż negocjować cenę. Doświadczenie i intuicja jak zwykle jej nie zawiodły.

Gdy tylko odłożyła telefon, drzwi do jej gabinetu się otworzyły. Nina najpierw zobaczyła stos segregatorów, zza których nie było widać twarzy. Wiedziała, że Karolina zakończyła poszukiwania, a że materiału było sporo, na pewno zrobiła to bardzo skrupulatnie. Nina wstała i ruszyła w kierunku asystentki, żeby jak najszybciej zobaczyć, które nie zrealizowane transakcje mogą jednak dobrze rokować.

– Nie wierzę! To oznacza tak wiele spraw, które nie doszły do skutku? Muszę sprawdzić w niższych strukturach, czy na pewno pracują u nas kompetentni agenci. – Nina podwinęła rękawy koszuli i od razu spróbowała wziąć pierwszy segregator ze stosu.

– Poczekaj, aż odłożę to wszystko na stół, bo za chwilę runie i dopiero będzie problem. – Karolina z wysiłkiem położyła segregatory na stole. Otrzepała ubranie, jakby były brudne od kurzu.

– Och, mogłaś poprosić o pomoc przy targaniu tego wszystkiego panów z działu księgowego. Za wiele nie mają do roboty, to chociaż do tego by się przydali. – Nina pracę księgowych zawsze traktowała z pogardą. Uważała, że ich zadania są powtarzalne, a w dziale zatrudnionych jest zbyt wiele osób.

– Daj spokój. Poradziłam sobie sama.

– No dobrze. Zacznę od góry. – Nina wzięła najwyżej leżący segregator i go otworzyła.

Karolina podeszła do szefowej i nachyliła się przez jej ramię.

– Zobacz, ten pierwszy dokument to szybka pigułka, dlaczego się nie udało. Starałam się uwzględnić jak najwięcej informacji, daty spotkań, jeśli takie były, notatki z rozmów telefonicznych, wydrukowane ogłoszenia z Internetu. A tutaj – Karolina przyłożyła palec do kartki – czerwony kolor oznacza bardzo duży problem w kontakcie z posiadaczem działki.

– Genialnie. Powtórzę się dzisiaj: świetnie pracujesz, Karolino.

Nina bezwzględnie wymagała od swojej asystentki poświęcania się pracy, skrupulatności i dobrej organizacji. I dopiero Karolina była na dobrej drodze do spełnienia jej wymogów. Jedynie temat rezygnacji z nadgodzin nie do końca odpowiadał Ninie, ale to był drobny szczegół przy całym oddaniu asystentki.

Poprzednie asystentki Niny były albo powolne, albo zbyt często korzystały ze zwolnień lekarskich. Zawalały terminy, a najgorsze według Niny były te, które romansowały z agentami i przez to spóźniały się na ważne spotkania zespołowe.

– Cieszę się, tylko dzisiaj zostawiam cię z tym bałaganem samą. Notatki są bardzo dokładne, na pewno nie będziesz potrzebowała mojej pomocy. Większość działek jest podobna do siebie pod wieloma względami. Mają zbliżony metraż, media takie jak prąd, czasem dodatkowo są podłączone do wodociągu i kanalizacji, nieliczne mają dostęp do instalacji gazowej. I oczywiście właściciele działek nigdzie nie ogłaszają chęci ich sprzedaży. – Karolina, nie patrząc szefowej w oczy, zakomunikowała w ten sposób, że dla niej dzień pracy się skończył. Ostatnio postanowiła za zgodą Niny, że koniec wiecznych nadgodzin.

– Dzisiaj się nie spieszę, Dawid jest jeszcze w delegacji. Mogę tu zostać tak długo, jak będzie tego wymagał postęp prac.

– Prezes powinien zorganizować specjalnie dla Ciebie pokój w tej firmie. Najlepiej aneks z łazienką. Wtedy nie będziesz miała powodów do wracania do domu. Wykąpiesz się, podgrzejesz w mikrofalówce jedzenie na wynos. Chyba podsunę mu ten pomysł.

– Nie rozpędzaj się tak, Karolino – powstrzymała ją szefowa.

– W porządku, rozumiem, widzimy się jutro. – Karolina zreflektowała się, że nie jest to dobry temat do kontynuacji rozmowy.

– Uciekaj. Nie mogę tracić więcej czasu na pogaduszki.

– Och, Nino, kiedy ty zrozumiesz, że życie to nie tylko praca. Praca jest po to, żeby żyć.

– Niekoniecznie. Praca to całe moje życie – odparła Nina, otwierając segregator.

— Rozdział 3 —

Nina zapoznała się z pierwszym, drugim i kolejnym segregatorem. Skrupulatnie czytała notatki przygotowane przez Karolinę i pozostawione w dokumentacji przez agentów nieruchomości, wertowała po kilka razy korespondencję mailową i przyglądała się lokalizacji działek na mapach. Doszła do takich samych wniosków, jakie przedstawiła jej Karolina. Praktycznie wszystkie działki nie wyróżniały się niczym wyjątkowym, a ich właściciele nie wychodzili z inicjatywą ich sprzedaży. Zostali namierzeni przez agencję na zlecenie klientów poszukujących miejsc pod hale magazynowe, hotele, pensjonaty, niewielkie zakłady produkcyjne czy naprawy tirów. Co inwestor to była inna, bardziej lub mniej skomplikowana w planach inwestycja. Niestety, takie wynajdywanie było trudne w późniejszej realizacji kupna.

Nina zrozumiała, choć z niechęcią, to, co wcześniej sugerowała jej Karolina. Właściciele za wszelką cenę chcieli zostawić działki w rodzinie i już. Nawet jeśli, jak czytała w notatkach agentów, zalegali z ratami kredytu za traktor czy inny sprzęt potrzebny do pracy w gospodarstwie, a zabezpieczeniem spłaty kredytu były działki. I tak ostatecznie mogli stracić ziemie.

Już myślała nad dobrą strategią przekonania wybranego właściciela działek do sprzedaży, skoro zadłużenie nieruchomości nie przechylało szali na korzyść klientów agencji. Czytała kolejne notatki i widziała też, że czasem ktoś w chwilowej desperacji ogłaszał sprzedaż, po czym po kilku dniach wycofywał ofertę z ogłoszenia. Takim ogłoszeniem zostawiał jednak po sobie ślad w Internecie, ułatwiając tym pracę agencji Niny. Nie zmieniało to jednak faktu, że nawet wysoka cena za metr nie była w stanie przekonać później właścicieli działek do sprzedaży. Nina intensywnie myślała, przypominała sobie wszystkie bardzo trudne transakcje, które z sukcesem przeprowadziła, powoli rysowała scenariusze rozmów, aby przekonać jednak wybranego właściciela do sprzedaży. Pomyślała, że nie będzie to łatwy orzech do zgryzienia, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Poradzi sobie, najwyżej zajmie to więcej czasu niż zwykle. Stwierdziła, że ostateczną strategię ustali, jak już wybierze działkę wartą rozpatrzenia.

Wstała od biurka z odczuciem totalnego drętwienia ciała. Z trudem spróbowała odzyskać sprawność, ale obolały kark, nieprzyjemne mrowienie w plecach i wrażenie sztywnej prawej nogi jej w tym nie pomagały. Już od dłuższego czasu siedziała przy wielkim konferencyjnym stole z nogami podwiniętymi na krześle, bardziej obciążając prawą stronę ciała. Postanowiła rozruszać zastygłe ciało, podniosła ręce w górę, a z jej ust wydostał się cichy jęk bólu, rozmasowała biodra i plecy. Pomyślała, że trzydziestosiedmioletnie ciało dawało się zbyt wcześnie we znaki i powinna w końcu zacząć regularnie chodzić na zajęcia z pilatesu albo jogi. Dotychczas nie udawało jej się zachować w tej kwestii żadnej regularności. Dobrze, jak dwa razy w miesiącu pojawiła się na zajęciach. I teraz ma za swoje, kilkugodzinne spędzanie czasu w pozycji siedzącej coraz częściej jej dokuczało.

Chciała jak najwięcej czasu spędzać w pracy, rezygnowała lub bardzo mocno ograniczała korzystanie ze sportu, nawet z wcześniej uwielbianych porannych przebieżek. Mimo, iż czuła się wówczas dużo silniejsza fizycznie. Biegając, miała wrażenie, że cały świat należał do niej, nic nie mogło jej pokonać, zawsze osiągnie to, co sobie założyła. Nawet nie przyszło jej do głowy, że poświęcanie się w pracy wyeliminowało z jej życia to, co sprawiało kiedyś przyjemność i dawało poczucie spełnienia.

Przypomniała sobie, że jeszcze kilka lat temu, na studiach, zanim poznała Dawida, każdą udaną sesję świętowała kilkukilometrową przebieżką po parkowych ścieżkach. Fantastycznie się czuła, w taki sposób celebrując kolejny sukces, jakim było zakończenie semestru. Wystarczał niewielki plecak, jakaś przekąska, butelka wody i parkowe ścieżki stawały się jej sposobem na osiągnięcie szczęścia. Nawet taki przyjemny powrót myślami do wspomnień nie uświadomił Ninie, jak wiele dobrych, wcześniej uwielbianych rzeczy, teraz ją omija. Sukces w pracy przysłonił wszystko, co nie było z nim związane. Nina podeszła do biurka i założyła marynarkę, zrobiło jej się bardzo zimno, dreszcze stały się tak silne, jak czasem te, które miała, gdy wieczorem zasypiała na kanapie i wstawała, żeby przejść do łóżka w sypialni. Nadal jednak nie docierało do niej, jak bardzo jej ciało było wyczerpane. Nie tylko dzisiejszą pracą. Od wielu miesięcy nieprzerwanie dawała z siebie wszystko, pracowała na najwyższych obrotach, nie reagowała na prośby Karoliny, żeby w końcu zwolniła i wyjechała gdzieś na dłuższy urlop. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała nowy cel zawodowy do realizacji w agencji. Osiągała jeden i już tworzyła sobie następny.

Teraz też analizowała na szybko, co powinna dalej zrobić. Potarła skronie i podjęła decyzję, że powinna się skupić na wyborze najbardziej obiecującej transakcji – podeszła z powrotem do stołu i nadal z pełną uwagą odczytywała swoje notatki, przekładała teczki i układała w kolejności od wartej ponownego rozpatrzenia po najsłabiej rokującą. W międzyczasie skorzystała z toalety i wypiła haustem szklankę zimnej wody. W brzuchu odczuwała głośne, dopraszające się uwagi, burczenie.

Postanowiła zakończyć pracę. Wiedziała, że następnego dnia spojrzy inaczej na wszystko, co przeczytała dziś. Ze świeżym umysłem, może pojawią się jej w głowie nowe nietuzinkowe pomysły. Wyłączyła laptop i z grubsza poukładała rzeczy na biurku, bardzo nie lubiła chaosu w swoim gabinecie. Podeszła do wieszaka i zdjęła płaszcz. Już go zakładała, gdy jej uwagę przyciągnęła podłoga, a raczej to, co na niej leżało. Odwiesiła płaszcz i rzuciła się na zgubę. I tym sposobem opuściła biuro trzy godziny później.

Następnego dnia obudziła ją pozytywna myśl: nowy dzień, nowe możliwości. Jak co dzień wzięła prysznic, zrobiła perfekcyjny makijaż, ubrała się w beżowy komplet, tym razem dłuższą marynarkę i idealnie przylegające do nóg spodnie. W kuchni wypiła czarną mocną kawę z ekspresu i zjadła owsiankę na ciepło z owocami. Wszystkie czynności wykonywała w pośpiechu, chciała jak najszybciej znaleźć się w agencji i podzielić się z Karoliną swoimi spostrzeżeniami z wczorajszej pracy. Dumnie uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze w przedpokoju i pomyślała, że o mały włos, a przeoczyłaby tę cienką teczkę, nawet nie zauważyła, kiedy bezszelestnie zsunęła się na podłogę.

W agencji tradycyjnie pojawiła się pierwsza, poszła bezpośrednio do swojego biura z kolejną kawą w dłoni. Co chwilę zerkała na zegarek i odliczała minuty do przyjścia Karoliny, chociaż wiedziała, że asystentka nigdy się nie spóźniła i ma jeszcze dziesięć minut na przybycie do pracy. Usiadła nerwowo przy biurku i szybko przeglądała maile. Zobaczyła najważniejszy, potwierdzający godzinę spotkania u notariusza. W końcu sprawa zostanie zamknięta i deweloper wyjdzie ponownie w pełni usatysfakcjonowany współpracą z agencją i Niną. Ona natomiast zgarnie niebagatelną premię za tak udaną transakcję, czym sprawi ogromną przyjemność mężowi. Będzie z niej bardzo dumny. Poradziła sobie bezbłędnie.

Zawsze zresztą pracowała tak, by Dawid był z niej dumny. To pochwały od męża stanowiły koło napędowe jej działań i angażowania się w coraz trudniejsze transakcje. Dawid nieustannie jej powtarzał, żeby nie spoczywała na laurach, pięła się po szczeblach kariery i negocjowała z zarządem coraz wyższe premie. Wciąż podkreślał najważniejsze priorytety w życiu: wysokie stanowisko w pracy, porządne i rosnące zarobki, prestiż i poważanie w najbliższym otoczeniu. Cała reszta nie miała znaczenia. Nina była podatnym materiałem i bardzo szybko nauczyła się, jak być zawodową harpią, pozbawioną emocji i szacunku do drugiego człowieka. Robiła to wszystko w imię miłości do ukochanego męża.

Usłyszała hałasy na korytarzu. Szybko wyszła z gabinetu i poszła sprawdzić, czy Karolina dotarła do pracy.

– Karolino, przygotowałaś znakomity materiał! Już wczoraj wybrałam kandydata do rozmów. – Nina nie dała asystentce szansy na rozebranie się i włączenie komputera. – To działki Igora Winnickiego w Dywitach, nasi klienci będą bardzo zadowoleni z tak intratnej oferty. Igor Winnicki prowadzi tam Sielski Zakątek, ma jakieś zagrody i noclegi dla turystów. Tylko to nie jest tak ważne jak fakt, że jego działki są z jednej strony otoczone Jeziorem Dywickim. Wprawdzie niedużym, nie jest to jednak problem. Wyobraź sobie, deweloper będzie mógł wybudować domki jednorodzinne w pobliżu jeziora z przeznaczeniem do stałego mieszkania. Albo wybuduje i uruchomi nowoczesny ośrodek turystyczny z noclegami. – Nina z satysfakcją i determinacją w głosie spacerowała po sekretariacie i żwawo gestykulowała. – To miejsce jest oddalone kilkanaście kilometrów od naszego Olsztyna. Widziałam w notatkach, że agenci już sprawdzili i warunki techniczne są idealne na oba pomysły. – Nina zatrzymała się, spojrzała znacząco na asystentkę. Sprawdzała, czy Karolina słucha jej uważnie.

– Nino, chcesz mi powiedzieć, że w ciągu wczorajszego popołudnia przebrnęłaś przez wszystko, co przyniosłam? Zostawiłam spory stos z przepełnionymi segregatorami. – Karolina nie ukrywała zaskoczenia. Znała już szefową jakiś czas, ale Nina potrafiła ją zaskoczyć.

– Proponuję doprecyzować pewne kwestie: wczorajszego popołudnia i dość długiego wieczoru, a raczej późnych godzin nocnych. – Wypięła dumnie klatkę piersiową.

– Chyba wczoraj nie odczytałam właściwie, że zarząd ma aż taką potrzebę ekspresowej realizacji transakcji. – Karolina poczuła się bardzo malutka przy pewnej siebie szefowej. Pod czujnym spojrzeniem Niny zdjęła w końcu płaszcz, odwiesiła go na wieszak i włączyła komputer.

– Zarząd nie wyznaczył konkretnej daty, aczkolwiek chciałabym po kolei doprowadzić do realizacji dotychczas nieudanych transakcji. I zacznę od działek Winnickiego. Zresztą, jak dobrze wiesz, nie lubię tracić bezsensownie dni, lepiej przejdźmy do konkretów. – Nina usiadła na jednym z foteli przeznaczonych dla gości, po drugiej stronie biurka Karoliny i wydała polecenie: – Zadzwoń najlepiej od razu do Igora Winnickiego i ściągnij go jak najszybciej na spotkanie do nas do biura. Proszę, to teczka z jego sprawą. Może w końcu zmieni zdanie. Widziałam adnotację, że już raz umieścił ofertę sprzedaży działek na bardzo dużym portalu ogłoszeniowym, czyli bierze pod uwagę upłynnienie majątku. Sam takim działaniem zwrócił naszą uwagę. To bardzo dobry znak. – Nina w myślach już widziała ogromną premię na koncie, słyszała pochwałę od Dawida i zarządu.

– Nina… Pewnie miał chwilę słabości, a raczej zwykłej ludzkiej bezradności. – Karolina coraz szybciej przekładała kolejne kartki w teczce Winnickiego. – Nino, widziałaś, ile razy agenci próbowali się z nim spotkać? Bezskutecznie. Zobacz, tu jest wszystko zaznaczone na czerwono. – Położyła teczkę na biurku tak, aby Nina dokładnie widziała, o którą informację chodzi. – To sprawa z tych najbardziej beznadziejnych, nadaje się tylko do archiwum z adnotacją: „Więcej nie otwierać”.

– Chyba nie współczujesz Winnickiemu? – Nina aż się skrzywiła na samą myśl. – Widziałam każdą notatkę i informację. To tylko pokazuje, jacy nieudacznicy zajmowali się sprawą. Nie zostawię tego bez ingerencji. Poważnie porozmawiam z agentami o ich dalszym losie tutaj. – Karolina zbladła na myśl o ewentualnych zwolnieniach. – Agentów zostawmy na później, wróćmy do tematu Winnickiego.

– Tak, masz rację, porozmawiajmy o tym za kilka dni. – Karolina odetchnęła z ulgą.

– Od prób kontaktu z Winnickim minęło kilka miesięcy, wiele mogło się zmienić. Widziałam proponowane sumy, ja spróbuję z o wiele wyższego pułapu. Mogę więcej niż szeregowi agenci. Nie ma co dłużej dywagować, najpierw się z nim spotkam, ocenię osobiście sytuację i dopiero ustalę strategię. – Nina wstała i skrzyżowała ręce na piersi. – Idę do gabinetu, ustal na dzisiaj spotkanie z Winnickim, nie przyjmuję żadnych tłumaczeń, że nie może!

– Dobrze, za chwilę zadzwonię i spróbuję umówić spotkanie jeszcze dzisiaj, tylko nie wiem, czy się zgodzi.

– Zgodzi się. Nie ma innego wyjścia. Zaproponujesz mu spotkanie z najlepszą dyrektor zarządzającą w prestiżowej agencji, kto mógłby odmówić? – Nina wyniośle nie brała zupełnie pod uwagę, że ktoś może nie mieć ochoty na takie spotkanie.

– Wspomniałaś, że prowadzi Sielski Zakątek… Bierzesz pod uwagę zupełny brak zainteresowania naszą ofertą? Skoro jest właścicielem ośrodka, to może dzwonienie do niego nie ma sensu? W życiu nie sprzeda ziemi, na której prowadzi działalność.

– Na taką ewentualność też mam argument nie do odrzucenia – powiedziała przepełniona pychą i przebiegłością Nina. – W jednej z notatek była informacja, że ktoś w gminie się wygadał i od dłuższego czasu Sielski Zakątek przynosi straty. Nie jest tak dochodowy, jak myślisz. To musi być zadłużony majątek. To moja karta przetargowa na start!

– Zdaję sobie sprawę z tego, że nie poddasz się tak łatwo. – Karolina zawiesiła głos, by dobrać delikatne, ale dosadne słowa. – Ale to sprawa z tych beznadziejnych, pewnie ten Igor odziedziczył ziemię i choćby klepał biedę, to jej nie sprzeda. Duma mu na to nie pozwoli.

– A to się jeszcze okaże – rzuciła Nina przez ramię, idąc wprost do swojego gabinetu.

— Rozdział 4 —

Karolina zgodnie z dyspozycją szefowej przez większość dnia próbowała bezskutecznie skontaktować się z Igorem Winnickim. Numer nie był zajęty. Igor Winnicki najwidoczniej nie odbierał telefonów od nieznanych mu numerów. Wychodząc z biura na spotkanie z notariuszem, szefowa przekazała jej, że ma próbować kontaktować się do skutku. Dzwoniła więc bez przerwy i nic. W pewnym momencie poczuła się jak pracownik call center i stwierdziła, że to musi być bardzo wyczerpująca praca. Nie miała jednak wyjścia, choć rosło w niej poczucie poirytowania.

Kilka minut przed piętnastą Nina wpadła jak burza do sekretariatu po wspaniałym spotkaniu u notariusza w sprawie sprzedaży działek Tymanka. Nawet nie zdjęła płaszcza i od razu zasypała asystentkę gradem pytań, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, jak przebiegła rozmowa z Winnickim i o której przyjedzie do agencji. Spodziewała się, że jeszcze tego popołudnia przedstawi mu ofertę nie do odrzucenia. Pewny siebie uśmiech zniknął jednak z jej ust, gdy zobaczyła posępną minę asystentki. Karolina wyglądała jak jedna wielka rezygnacja: podkrążone oczy, blada, zero emocji na twarzy. Nina poczuła wściekłe poirytowanie. Wiedziała już, że wieśniak z zabitej dechami wsi nie raczył nawet odebrać telefonu. Zdjęła płaszcz, z impetem rzuciła na krzesło i wzrokiem wymusiła na Karolinie komentarz.

– Zrobiłam, jak prosiłaś. – Asystentka czuła się winna. – Dzwoniłam i dzwoniłam, ale ani razu nie odebrał połączenia. Najwidoczniej ma swoje powody. Wielu naszych agentów – Julek, Zbyszek, Andrzej, nawet Marta z oddziału w Kętrzynie – zajmowało się sprawą działek Sielskiego Zakątka. Z żadnym z nich Winnicki nie chciał podjąć negocjacji. Nawet, gdy zaproponowali mu konkretną kwotę za działki. Domyślam się, że facet czuje pod skórą, skąd takie natarczywe telefony i nie odbiera z premedytacją.

Nina chodziła po sekretariacie z zaciekłą miną jak tygrys w klatce, analizowała całą sytuację w głowie i irytowała się coraz mocniej. Nie wierzyła, jak ktoś może być tak głupi. Zachowanie Winnickiego naprawdę ją zdenerwowało. Nie chciała, żeby Karolina zobaczyła jej emocje, to wykluczało profesjonalizm. Wzięła głęboki wdech, zatrzymała się naprzeciwko biura asystentki, położyła ręce na biodrach i zaczęła mówić wyważonym głosem.

– Igor Winnicki chyba jeszcze nie rozumie, że stanowimy tak naprawdę ratunek dla jego Sielskiego Zakątka. Jeśli już ma długi, to nie wróży to nic dobrego, będzie tylko głębiej wpadał w otchłań. Prędzej czy później bez pomocy utonie bezpowrotnie. Nieuregulowane zobowiązania wykończyły niejednego twardziela. A jak już taki delikwent decydował się na sprzedaż dobytku, bywało często za późno. Długi zazwyczaj pokrywały sumę transakcji. W skrajnych przypadkach trafiał na ulicę, bo bez pieniędzy nawet dla własnej rodziny stawał się bezużyteczny.

– Nino, jak powiedziałaś: w skrajnych przypadkach. Tu nie musi tak być. A jeśli to tylko chwilowe kłopoty? Nie znamy jego obecnej sytuacji. Może podratował budżet Zakątka i wszystko jest w najlepszym porządku?

– Nie będę tracić czasu na domysły, dowiemy się, jak odbierze połączenie. No dalej, nie poddawaj się, dzwoń. Czekam na informacje w swoim gabinecie.

Zanim Karolina wróciła do wykonywania kolejnych połączeń, zaproponowała Ninie kawę. Szefowa jednak poprosiła o herbatę owocową. Miała dość kofeiny. Niedawno wypiła kawę u notariusza i czuła, że ma już wystarczająco wysoko podniesienie ciśnienie. Igor Winnicki zaczął ją naprawdę denerwować.

Asystentka odeszła rozbita do pokoju socjalnego. Czasem się zastanawiała, co nadal robiła w takim miejscu jak „Najlepsze Nieruchomości dla Biznesu”. Wiele działań agentów tej firmy było sprzecznych z jej przekonaniem w podejściu do ludzi. Z jednej strony rozumiała, że agenci mają rodziny i własne zobowiązania oraz że najzwyczajniej w świecie potrzebują środków do życia. Z drugiej widziała, że w agencji często, a w zasadzie to nawet nagminnie stosowano taktyki poniżej pasa i wykorzystywano aktualną trudną sytuację posiadaczy działek. Agenci wręcz nękali ich do skutku. Ludzie w desperacji i z powodu braku innego rozwiązania zgadzali się na kwoty nawet grubo poniżej wartości rynkowej. Karolina denerwowała się w takich sytuacjach, bo wiedziała, że celem agentów nie było już tylko utrzymanie rodziny, a zdobycie ogromnych, coraz większych prowizji od sprzedaży. Miało im to dać dobrobyt i złudny szacunek wśród innych agentów, sąsiadów i przyjaciół.

Pomyślała, że nigdy nie zapomni Franciszka, byłego pracownika agencji, któremu życie spłatało figla i takiego niegdyś cwanego człowieka żona puściła z torbami. Dziwnym trafem sąsiedzi szybko przestali zwracać na niego uwagę, a przyjaciele nie odbierali telefonów, gdy potrzebował kolejnej pożyczki na przeżycie. Franciszek myślał, że zawsze, bezkarnie, bez żadnych sentymentów będzie żerował na zadłużonych posiadaczach działek. Dopóki nie trafił na równego sobie. Właściciel działek był sprytniejszy. Przekupił notariusza, który sporządził akt notarialny bardzo niekorzystny dla dewelopera. Franiczek nie sprawdził treści aktu i to był koniec jego kariery. Sensacyjne wiadomości szybko rozeszły się w środowisku agentów. Stracił pracę i nie mógł już potem znaleźć tak dobrze płatnej posady.

Karolina obserwowała pracę agentów i wiedziała, że nigdy nie chciałaby być na ich miejscu. Zbyt empatycznie i ze zbyt dużym zrozumieniem podchodziła do każdej ludzkiej historii. Wolała szukać rozwiązania złej sytuacji, niż czatować na ludzkie słabości. Dlatego zachowanie takie jak Niny rozbijało ją emocjonalnie od środka. Coraz częściej łapała się na refleksji, że czas na zmiany. Tłumaczyła sobie, że są dobre i że musi tylko pokonać strach przed wyjściem ze strefy komfortu. Teraz jednak czas zabrać się do pracy. Dalsze rozmyślania zostawiła na później.

Wróciła do wydzwaniania. Nadal bezskutecznie. Czuła, że całe ucho miała czerwone od trzymania przy nim telefonu. Pocierała je dłonią, co powodowało jeszcze większy dyskomfort. Bardzo już poirytowana wzięła ponownie teczkę Igora Winnickiego i jeszcze raz przewertowała kartki celem znalezienia innego numeru, bezskutecznie. Sielski Zakątek nie miał nawet strony internetowej.

Zbliżała się siedemnasta i kobieta tak szczerze jak nigdy ucieszyła się z końca dnia pracy. Straciła czas, wisząc na telefonie. Myśli buzowały jej w głowie, czuła nadciągającą migrenę. Jeszcze musiała powiedzieć Ninie, że nie udało jej się dodzwonić. Z ciężkim sercem wstała od biurka i skierowała się do gabinetu szefowej.

– Nino, nie mam dobrych wieści. Wykonałam chyba sto połączeń do Winnickiego, niestety, ani nie odebrał, ani nie oddzwonił. Zostawiłam kilka powiadomień na poczcie głosowej.

– Co za całkowity brak profesjonalizmu! Wyobrażasz sobie, co by się działo tutaj w biurze, gdybyśmy tak traktowali naszych klientów? – Po minie Niny widać było, że nie akceptuje takiego zachowania. Ona nigdy nie potraktowałaby tak przyszłego kontrahenta. – Jeśli jutro nie odbierze, będę zmuszona pojechać osobiście do Sielskiego Zakątka. – Dyrektorka zacisnęła pięści ze złości. W całym swoim zawodowym życiu jeszcze nie miała takiej sytuacji.

– Osobiście? Do Sielskiego Zakątka? – Karolina była w szoku.

– Nie rozumiem, co cię tak dziwi. Linia brzegowa na zakończeniu działek Winnickiego w Dywitach to wisienka na torcie, pewnie będzie tylu zainteresowanych deweloperów, że zrobimy konkurs ofert. Co chwilę mamy zapytania o wyróżniającą się ofertę działek od firmy Domy i Mieszkania od Braci Nowickich albo jednego z największych deweloperów w regionie – Harmonijne Inwestycje Przyszłości. Dobrze wiesz, że każdą planowaną inwestycję deweloperzy zaczynają od wypromowania, a pomyśl, jak rewelacyjnie zostanie przedstawione na zdjęciu nowoczesne osiedle w bliskim otoczeniu jeziora. – Nina finalizację transakcji z Winnickim potraktowała jak kolejne wyzwanie i nie miała zamiaru odpuścić.

Była samolubna i nieustępliwa w tej kwestii. Wciąż rozmyślała nad skuteczną strategią, która przyniesie jej wymierne korzyści. Zupełnie nie brała pod uwagę, że swoją biznesową napastliwością wejdzie z butami w życie Winnickiego, może zburzy jego spokój i stworzy niepotrzebne problemy. Zbyt silnie czuła potrzebę uznania i chciała mieć kontrolę nad sytuacją. Perspektywa blasku i poważania Dawida sprawiała, że puszczały jej wszelkie hamulce.

Karolina jednak inaczej widziała tę kwestię i była już bardzo zmęczona całą sprawą.

– Nino, może Igor Winnicki nie ma możliwości odebrać dziś połączenia od kogokolwiek. Może jest czymś bardzo zajęty albo gdzieś wyjechał. Może sam oddzwoni, jak zobaczy ten atak na jego pocztę głosową – powiedziała z westchnieniem. Nadal jednak miała niezbyt dobre przeczucia. I z każdą chwilą czuła, że coraz mniej lubi swoją pracę. Patrzyła na podejście Niny nieprzychylnym okiem, uważając jej działania za zbyt nachalne.

– Ta rozmowa nie ma sensu – ucięła dyskusję szefowa. – Nie będę się zastanawiała, co Winnicki dzisiaj robi.

Nina wyszła z biura zaraz po Karolinie, kilka minut po osiemnastej, wyjątkowo się śpieszyła. Obiecała, że odbierze Dawida z lotniska. Wracał dziś z delegacji ze Szwajcarii. Podobnie jak Nina piastował wysokie stanowisko, lecz w zupełnie innej branży. Był członkiem zarządu w firmie dealerskiej sprzedającej znaczącą liczbę samochodów na świecie. Z reguły w domu był tylko kilka dni w miesiącu, a sporą część życia zawodowego spędzał w samolotach, służbowych limuzynach, w taksówkach, na lunchach i kolacjach biznesowych. To nigdy nie przeszkadzało Ninie. Ona również mogłaby nie wychodzić z biura, praca była ich wspólnym sensem życia. Dawid zaplanował ich małżeństwo, skupione na ambitnej pracy i zarabianiu dobrych pieniędzy. Wszystko, co robiła w życiu Nina, było podyktowane przemyśleniami i wytycznymi Dawida. Zwłaszcza w obszarze zawodowym. Dawid zaprogramował ją sobie idealnie, działała według algorytmu męża. Nawet jak zarząd nie podnosił poprzeczki, to Nina, mając z tyłu głowy motta życiowe Dawida, robiła wszystko, by wciąż realizować coraz trudniejsze cele. To zawsze przynosiło konkretne korzyści finansowe. Dawid od początku jej kariery zawodowej przekonywał Ninę, by mierzyła wysoko i nie brała jeńców. Liczył się tylko osiągany cel. Często powtarzał żonie, że stanowisko dyrektorki w agencji jest dopiero początkiem jej kariery zawodowej. Że powinna niezmiennie pielęgnować ambicję i iść do przodu, bez żadnych sentymentów. Planował, że za jakiś czas Nina zostanie główną prezeską w dużej międzynarodowej firmie.

Olga, matka Niny, dokładała również wszelkich starań, by córka nie musiała się martwić nadejściem kolejnego dnia w dorosłym życiu. By nie powtórzyła życia, jakie miała ona, pełnego niepewności, ciągłej pracy z niskim wynagrodzeniem i wiecznego oszczędzania.

W momencie swoich narodzin Nina otrzymała od mamy wyraźny przepis na przyszłe życie. Imię Nina nie było nadane przypadkowo. Olga podeszła do jego wyboru ze spokojem i po wielu przemyśleniach, a przede wszystkim po przeczytaniu stosu książek o znaczeniu imion. Bardzo jej zależało na tym, aby dziewczynka była silna, pewna siebie i miała życiową odwagę, by podążała przez życie z podniesioną głową. Olga wierzyła, że imię odzwierciedla przyszłą osobowość człowieka. To w jednej z książek wyczytała, że imię Nina wywodzi się z języków indiańskich i oznacza silna. Od razu wiedziała, że tak nazwie córeczkę. W szpitalu, dosłownie kilka minut po porodzie, Olga, trzymając maleńką dziewczynkę na piersi, nawet nie czekała na pytanie pielęgniarki. W momencie, kiedy ta wzięła do ręki przezroczystą opaskę i długopis, szybko powiedziała zmęczonym porodem głosem:

– Nina. – Wpatrywała się w maleństwo i delikatnie je gładziła. – To imię przyniesie mojej córce dobre, przepełnione miłością, dostatnie życie. – Bardzo wierzyła w wypowiedziane słowa.

– Dobrze. – Pielęgniarka zaniechała wszelkich komentarzy.

Na sali porodowej w swojej kilkunastoletniej praktyce spotkała się już z tysiącem dziwnych sytuacji. Tylko że dla rodziców to były często przemyślane działania, wcześniej zaplanowane. Pielęgniarka od razu była w stanie zauważyć, czy mama pragnęła dziecka, czy nie, i jeśli wierzyła w jego pomyślne życie, nie odbierała rodzicom nadziei. To ona ułatwia życie. Powoduje, że nawet w najgorszych momentach czas tchnie iskierkę lepszego jutra.