Scarlet Angel - S.T. Abby - ebook
NOWOŚĆ

Scarlet Angel ebook

S. T. Abby

4,8

419 osób interesuje się tą książką

Opis

Chcesz zabić potwora? Musisz stać się bestią dwa razy gorszą niż on. Chcesz go pokochać? Ceną będzie twoja dusza…

Logan Bennett sprawia, że zaczynam pragnąć przyszłości nienaznaczonej szaloną żądzą zemsty. Nie oznacza to jednak, że potrafię się zatrzymać. Ani że w ogóle tego chcę. To jedynie dowód na to, że pewnego dnia zapragnę od losu czegoś więcej.

Ale jak ten porządny facet ma pokochać drzemiące we mnie monstrum i sam nie stoczyć się w mrok? Dzięki Loganowi znów staję się lepszą wersją samej siebie. To on przywraca do życia fragmenty mojego serca, o których istnieniu już dawno zapomniałam, i sprawia, że zaczynam czuć coś więcej niż tylko przejmujący chłód. 

Poza tym jest przekonany o mojej kruchości i bezbronności. To zabawne, lecz prawda wygląda tak, że wręcz upajam się jego troską i tym, jak bardzo chce mnie chronić.

Jeśli jednak ktoś go skrzywdzi, sprawi ból albo ośmieli się mu grozić – powinien mieć świadomość, że kopie sobie grób. Bo jego dziewczyna to niezła świruska. Oni po prostu jeszcze o tym nie wiedzą.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 191

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (39 ocen)
34
3
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Weronika8608

Nie oderwiesz się od lektury

Wow, ta część była naprawdę fajna, dużo się działo i dużo się wyjaśniło. Nie mogę się już doczekać zakończenia, trzyma w napięciu bardziej niż niejeden kryminał
20
Bubis0812

Nie oderwiesz się od lektury

Naprawdę taki koniec ?! Czekam teraz na kolejną część !
00
Ckazia3

Nie oderwiesz się od lektury

🫠
00
Oliwia1211

Nie oderwiesz się od lektury

Książka super, ale nienawidzę tego, że taka krótka i trzeba tyle czekać na kolejne części😅
00
FascynacjaKsiazkami

Nie oderwiesz się od lektury

Ależ ta historia wciąga🔥Czekam na więcej ❤️‍🔥❤️
00



Tytuł oryginału: Scarlet Angel

Copyright © S.T. Abby 2016

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Anna Grabowska

Korekta: Aleksandra Krasińska, Natalia Szoppa, Martyna Góralewska

Skład i łamanie: Michał Swędrowski

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Ilustracje: Aleksandra Monasterska

ISBN 978-83-8418-943-6 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Rozdział pierwszy

Lepiej trzy godziny za wcześnie, niż minutę za późno1.

– William Szekspir, Wesołe kumoszki z Windsoru

LOGAN

– Nie rozumiem, dlaczego ją uwolnił. To się kompletnie kłóci z jego profilem – rzucam do Craiga, kiedy parkujemy pod komisariatem. – Seksualny sadysta w swoim krwawym ciągu nie wypuszcza ofiar tak po prostu.

– Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia. Dziewczyna jest w tak głębokim szoku, że nie dała się do nas przywieźć. Uparła się, żeby ściągnąć nas na miejsce, i oświadczyła, że będzie rozmawiać wyłącznie z tobą. Nawet jej ojca jeszcze do niej nie wpuścili. Nie chce nic powiedzieć, dopóki nie zobaczy się z tobą.

Głęboko zamyślony wchodzę szybkim krokiem na posterunek, zostawiając formalności na głowie Craiga.

Dlaczego zostawił ją akurat w tym mieście? Dlaczego w ogóle jej nie zabił?

Gdy przekraczam próg pokoju przesłuchań, w moim umyśle kłębią się tysiące pytań. Dziewczyna cała dygocze, siedzi ciasno opatulona kocem, a w jej spojrzeniu maluje się dziki strach.

W pomieszczeniu znajdują się także trzej mężczyźni i jedna kobieta, ale wszyscy trzymają się na dystans. Erica jest przerażona – co wcale mnie nie dziwi – i pewnie zaliczyła co najmniej kilka ataków paniki, kiedy tylko ktoś próbował podejść bliżej.

– Jestem agent specjalny Bennett – przedstawiam się cicho, starając się nadać głosowi ciepłe, łagodne brzmienie.

Gdy jej wzrok pada na mnie, dziewczyna natychmiast wybucha płaczem. Wszyscy patrzą po sobie, równie skonsternowani, co ja.

– On… kazał mi… rozmawiać z panem… Tylko z panem – udaje jej się wykrztusić przez łzy. – Powiedział, że nie mogę tego nikomu pokazać, dopóki… pana nie… Nikomu poza panem.

Czuję się kompletnie zagubiony. Ostrożnie stawiam krok naprzód.

– Pokazać co, Erico? – pytam, a następnie powoli kucam, żeby nie dominować nad nią ani nie wydać się zbyt groźnym.

– To – szepcze, po czym odsuwa koc i podciąga spódnicę.

Odsłania wewnętrzną stronę uda, na które przyklejono opatrunek. Kiedy widzę, że przez bandaż zdążyła się przesączyć krew, spoglądam na najbliżej stojącą policjantkę.

– Nie pozwoliła nam się nawet dotknąć. Odmawiała jakiegokolwiek badania do czasu pana przyjazdu – wyjaśnia kobieta, odpowiadając na moje nieme pytanie.

Erica chwyta za brzeg opatrunku i zrywa go gwałtownie. Wówczas moim oczom ukazują się słowa wyryte na jej ciele: „JEJ OCHRONY”.

Na końcu postawił nawet kropkę.

To nie ma najmniejszego sensu.

– Czy mówił ci, dokąd chce pojechać? – pytam.

Zanosi się szlochem i kręci głową.

– Powiedział, że mnie zabije, jeśli nie zrobię tego, co każe. Że po mnie wróci. Skoro udało mu się porwać mnie teraz, równie dobrze może to zrobić po raz drugi. Powiedział, że jeśli dokładnie wykonam jego polecenie, pozwoli mi żyć.

– I chciał, żebyś pokazała mi właśnie to? – drążę, wciąż próbując nadążyć za jej tokiem myślenia.

– Tak. Miałam tu pana ściągnąć i to pokazać. Tylko tyle miałam zrobić, żeby puścił mnie wolno.

Płacze tak rozpaczliwie, że ledwo można wyłapać poszczególne słowa, ale chyba zrozumiałem wystarczająco dużo, by oszczędzić jej kolejnych pytań. Na ten moment przesłuchiwanie dziewczyny mija się z celem.

Doszczętnie ją złamał.

– Czy teraz mogę zobaczyć tatę? – łka. – Zrobiłam dokładnie to, co mi kazał.

– Oczywiście, Erico – odpowiadam.

Wciąż nie wiemy, jak pociągnąć jej ojca do odpowiedzialności za swoje przewinienia. Został zwolniony z aresztu tylko ze względu na córkę.

Kiedy ruchem głowy daję znak, by go wpuścili, drzwi się otwierają, a kilka sekund później do środka wchodzi cień człowieka i chwyta w ramiona głośno płaczącą córkę. Odwracam się, żeby dać im chwilę dla siebie, podczas gdy ona wtula zapłakaną twarz w jego pierś.

Wychodzę na zewnątrz i mówię do Craiga:

– „Jej ochrony”.

– Może to reszta wiadomości? „Nie zdołasz…” – zaczyna, a następnie wyświetla na iPadzie zdjęcie zwłok żony sędziego, które morderca powiesił na budynku. – „…zapewnić…” – ciągnie dalej, powiększając litery wyryte na ramieniu Lisy. – „…jej ochrony” – kończy i przenosi na mnie wzrok.

Stojący obok niego Donny kręci głową.

– Przecież Erica jest tutaj z nami. Sugeruje, że nie zdołamy jej uchronić, choć teraz znajduje się pod naszymi skrzydłami? A może daje nam znać, że dopiero się rozkręca?

Nagle przechodzą mnie lodowate ciarki.

– „Logan Bennett, nie zdołasz zapewnić jej ochrony”. Najpierw przecież wyciął na pierwszym ciele moje imię i nazwisko.

Obaj robią wielkie oczy, a ja w panice próbuję trzęsącymi się rękami sięgnąć po telefon. Wybieram numer Lany, ale od razu włącza się poczta głosowa. Klnę pod nosem i dzwonię do patrolu, który ma dziś jej pilnować.

– Agencie Bennett, w czym mogę…?

– Gdzie jest Lana? Obserwujecie teraz jej dom?

– Nie… To znaczy… Bardzo przepraszam, proszę pana. Sądziłem, że pan wie. Zdjęto nas i oddelegowano do poszukiwań ciał dzieciaków, które zakopał tamten psychol.

Mam wrażenie, jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch aż po samą rękojeść. Szybko się rozłączam i w pośpiechu wykręcam numer Duke’a.

– Detektyw Du…

– Powiedz mi, że jesteś teraz z Laną – warczę.

– Nie… Myślałem, że jest z tobą. Czy przypadkiem nie widziałem jej przed chwilą w waszym biurze?

– Kurwa, zostawiłeś ją samą?!

– Myślałem, że z tobą wróciła! Moi ludzie oświadczyli, że zabrałeś ją z domu, a potem widziałem was na własne oczy!

– Ja pierdolę!

Naciskam czerwoną słuchawkę i biegnę do SUV-a, którym tu przyjechaliśmy. Po piętach depczą mi Craig i Donny.

– Zostanę tutaj i sprawdzę, czego uda mi się dowiedzieć! – woła za mną Donny.

Craig wskakuje na miejsce pasażera i w ułamku sekundy zapina pasy, a ja z piskiem opon wyjeżdżam z parkingu. Rzucam koledze swoją komórkę.

– Dzwoń do niej bez przerwy.

Robi, o co proszę, ale za każdym razem tylko mamrocze przekleństwa i się rozłącza.

– Albo wyłączyła telefon, albo jej się rozładował. Nie ma nawet sygnału.

Wciskam gaz do dechy i odpalam koguta.

– Natychmiast wyślij kogoś na miejsce!

– Już się robi – oznajmia z komórką przyciśniętą do ucha.

Wydziera się na kogoś i przekazuje adres Lany, podczas gdy ja lawiruję ryzykownie między samochodami, ani na moment nie zwalniając.

Craig kończy rozmowę i zwraca się do mnie:

– Będą u niej za dwadzieścia minut. Długo jest tam sama?

Żołądek podchodzi mi do gardła. Wyszła z biura dobrą godzinę przede mną. Droga do domu zajęła jej pewnie ze trzydzieści minut. Biorąc to wszystko pod uwagę, dochodzę do wniosku, że dotrę tam dwie godziny po niej. I to w najlepszym wypadku. A to oznacza, że ten psychol miał ją podaną jak na tacy jeszcze dłużej.

I jest tam zupełnie sama.

Na totalnym wypizdowie.

Najbliższy sąsiad niczego by nie usłyszał.

– Zbyt długo – szepczę chrapliwie. W głowie wirują mi najczarniejsze scenariusze, więc pędzę na złamanie karku i nie zwracam uwagi na Craiga, który głośno zasysa powietrze, kiedy o milimetry mijam zderzak innego samochodu. – Kurwa, zdecydowanie zbyt długo.

Rozdział drugi

W piekle pusto, bo wszystkie diabły zbiegły na nasz statek!2

– William Szekspir, Burza

HADLEY

Wcześniej…

Podobno dzieci potrafią we wszystkim dostrzec magię. Ale gdy siadam obok dziewczynki, jej wpatrzone we mnie oczy opowiadają zupełnie inną historię. Mimo tak młodego wieku doświadczyła najgorszej strony ludzkiej natury. W tym nie ma ani krzty magii. Wyłącznie zło.

Lindy May również sprawia wrażenie całkowicie odartej ze złudzeń, lecz targają mną teraz zbyt silne emocje, bym była w stanie myśleć trzeźwo.

Tamten mężczyzna mógł nadal krzywdzić dzieci, ponieważ pozwoliłam, by wszyscy mi wmówili, że to tylko kwestia mojej wyobraźni.

Terapeuta. On. Moja matka…

Przeze mnie to dziecko w tej chwili cierpi. Przeze mnie tyle innych dzieci nie żyje. Przeze mnie przeszły przez takie samo piekło co ja.

Ponieważ byłam słaba. Tak cholernie słaba, że dałam sobą manipulować.

Nie potrafię znieść ohydnego poczucia winy, które mi towarzyszy. Walczę o każdy oddech i jednocześnie się zmuszam, by stąd nie wyjść. Chcąc zagłuszyć własne wyrzuty sumienia, kurczowo chwytam się myśli, że mała zna Lanę. Nie mam cienia wątpliwości – dziecko, które nie zareagowało na żadną inną osobę, pomachało właśnie Lanie, bo ją rozpoznało.

– Znasz Lanę Myers? – pytam.

Oczy dziewczynki rozszerzają się gwałtownie, a Lindy nerwowo odchrząkuje, po czym rzuca krótko:

– Nie. Nie znamy jej.

To oczywiste, że kłamie, ale gryzę się w język. Odkąd padło imię i nazwisko Lany, kobieta wierci się niespokojnie, w dodatku stała się wyraźnie spięta. Craig już się ulotnił, by powiadomić resztę, więc nie zostało mi wiele czasu na wyciągnięcie z nich prawdy.

Laurel marszczy brwi, zerkając na Lindy.

– Ten mężczyzna, który zrobił ci krzywdę… Mnie kiedyś zrobił to samo – oznajmiam, próbując nawiązać z dziewczynką nić porozumienia, pokazać jej, że coś nas łączy.

Mimo że trudno mi zachować dystans i nie dać się ponieść emocjom, lata szkoleń robią swoje i jakoś mi się to udaje.

Laurel wyciąga rączkę i szarpie mnie za rękaw. Pochylam się, by mogła wyszeptać mi sekret prosto do ucha. Czuję, jak składa dłonie w łódeczkę przy mojej skroni, jakby chciała mieć pewność, że nikt inny nie usłyszy słów, które za chwilę wypowie.

– Mój anioł dopilnował, żeby on już nigdy nas nie skrzywdził – szepcze, a mnie przechodzi lodowaty dreszcz. – Mój anioł mnie uratował. Ona już zawsze będzie nade mną czuwać. Robi to nawet teraz.

Prostuję się, wciąż trawiąc jej słowa, gdy do pomieszczenia wpada Duke. Kiedy w końcu wychodzę, ledwie rejestruję docierające do mnie głosy. Logan rusza za mną, a na jego twarzy maluje się szczere zmartwienie.

Zanim zdążę się powstrzymać, słowa same wypływają z moich ust, a ja wybucham szlochem pod ciężarem odpowiedzialności, która tak gwałtownie mnie przytłoczyła.

Mogłam temu zapobiec. Mogłam sprawić, by nikt inny nie ucierpiał.

Kolejne wyznania wylewają się ze mnie jak wymiociny – wyrzucam z siebie wszystko, co dławiłam w środku od dnia, gdy uciekłam. Nie mam pojęcia, co do siebie mówimy, wszystko zlewa się w bezkształtną plamę.

Mój umysł działa jak na autopilocie, sterowany wyłącznie poczuciem winy i pogardą dla samej siebie.

Logan mnie nie zatrzymuje, kiedy w końcu idę w swoją stronę, ale nagle staję jak wryta przed pokojem socjalnym. Lana siedzi tam niedbale rozparta, gapiąc się w telewizor z beztroską miną.

Gdy podchodzę, zerka na mnie. Jej ciało reaguje natychmiast, jest wyczulona na to, kiedy czyjaś uwaga skupia się wyłącznie na niej. Tak nie reaguje Bogu ducha winny człowiek.

Obserwuje mnie z cieniem uśmieszku błąkającym się na ustach. Mam wrażenie, że rzuca mi wyzwanie, abym się odezwała.

„Mój anioł dopilnował, żeby on już nigdy nas nie skrzywdził. Mój anioł mnie uratował. Ona już zawsze będzie nade mną czuwać. Robi to nawet teraz”.

Słowa Laurel uderzają mnie z całą siłą, jakby ktoś wymierzył mi policzek. Zaczynam łączyć fakty, które za nic nie chcą do siebie pasować.

„Ona”. Laurel powiedziała: „ona”.

I pomachała właśnie Lanie.

To niemożliwe, na pewno się mylę.

Nie ma mowy, żeby to Lana go torturowała i zabiła… Bo to… niemożliwe, prawda?

Kobieta unosi brew, jakby czekała, aż pęknę i w końcu coś palnę. Jeśli zabiła człowieka, a potem jak gdyby nigdy nic wmaszerowała prosto tutaj… to jest pieprzoną świruską.

Nie. Po prostu puszczają mi nerwy.

Odwracam się, czym kończę ten pojedynek na spojrzenia. Muszę zdobyć odpowiedzi. Skoro przyjechała z Loganem, utknie tu na jakiś czas, gdyż on nie odpuści, dopóki nie dowie się wszystkiego.

Ale ja zamierzam szukać prawdy gdzie indziej.

Praktycznie biegnę do samochodu. Jestem już na trasie, kiedy telefon wyrywa mnie z odrętwienia – dzwoni Leonard. Przez chwilę rozważam zignorowanie połączenia, lecz ostatecznie odbieram. Jestem pewna, że chodzi o tego pierdolonego skurwysyna, który przeze mnie maltretował niewinne dzieci, bo jako agentka FBI nie miałam odwagi spojrzeć głębiej i dostrzec tego, co kryje się pod powierzchnią.

1 W przekładzie Leona Ulricha (przyp. red.).

2 W przekładzie Stanisława Barańczaka (przyp. red.).