Rybki i rekiny - Laura Passer - ebook

Rybki i rekiny ebook

Passer Laura

0,0

33 osoby interesują się tą książką

Opis

Mia, agentka gwiazd, stoi przed życiową szansą. Ma możliwość podpisania umowy z najbardziej wziętym aktorem Hollywood, Willem Harrisonem. Niestety na spotkaniu okazuje się, że będzie musiała rywalizować o ten kontrakt z Connorem Masonem. Facetem, który od lat działa w branży i zna jej wszystkie tajniki.

 

On jest rekinem biznesu, ona przy nim jedynie małą rybką. Chyba że… Mia odważy się zagrać naprawdę ostro.

Opowiadanie idealne na letni wieczór.

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 57

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Roz­po­wszech­nia­nie, prze­dru­ko­wy­wa­nie, od­czy­ty­wa­nie w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu ca­ło­ści lub części pu­bli­ka­cji w ja­kiej­kol­wiek po­sta­ci jest za­bro­nio­ne bez wcze­śniej­szej zgo­dy au­tor­ki.Co­py­ri­ght © Lau­ra Pas­serWy­da­nie IIRe­dak­cja i ko­rek­ta: Ju­sty­na Szym­kie­wiczSkład i przy­go­to­wa­nie wer­sji mo­bil­nych e-bo­oka: K&K De­si­gnerPro­jekt okład­ki: @ka­sia.gra­fikWro­cław 2026ISBN: 978-83-977725-1-9

Opo­wia­da­nie prze­zna­czo­ne jest dla czy­tel­ni­ków po­wy­żej osiem­na­ste­go roku ży­cia.

Spis Treści

1.Mia2.Con­nor3.Mia4.Con­nor5.Mia6.Con­nor7.Mia8.Mia

Mia

LosAn­ge­lesprzy­wi­ta­łomnie ostrym sło­ńcem i ża­rem le­jącym się z nie­ba. Wy­sia­dłam na lot­ni­sku i pierw­sze kro­ki skie­ro­wa­łam pro­sto do tak­sów­ki. W sa­mo­cho­dzie oczy­wi­ście nie było kli­ma­ty­za­cji, więc po chwi­li cała za­la­łam się po­tem. I choć czas go­nił nie­ubła­gal­nie, mu­sia­łam się jesz­cze prze­brać, więc kie­row­ca od­wió­zł mnie do za­re­zer­wo­wa­ne­go wcze­śniej ho­te­lu. Po­ziom mo­je­go stre­su rósł wprost pro­por­cjo­nal­nie do ka­żdej mi­ja­jącej mi­nu­ty.

Zda­wa­łam so­bie spra­wę, że spo­tka­nie może się prze­ci­ągnąć, więc lot po­wrot­ny za­bu­ko­wa­łam do­pie­ro na ko­lej­ny dzień, a do wa­liz­ki spa­ko­wa­łam kil­ka ciu­chów wi­ęcej, niż pla­no­wa­łam wy­ko­rzy­stać. Te­raz, sto­jąc przed lu­strem w apar­ta­men­cie, przy­mie­rza­łam ko­lej­ną kre­ację.

– Ja­sna cho­le­ra! – fuk­nęłam do swo­je­go od­bi­cia.

Zde­cy­do­wa­łam się na sza­rą ołów­ko­wą spód­ni­cę i bluz­kę z dłu­gim ręka­wem. Na sto­py wsu­nęłam kil­ku­cen­ty­me­tro­we szpil­ki, choć na samą myśl, że będę w nich cho­dzić, ro­bi­ły mi się od­ci­ski. Nie­ste­ty to nie mia­ła być im­pre­za na pla­ży, tyl­ko spo­tka­nie biz­ne­so­we. Na ze­wnątrz było po­nad dwa­dzie­ścia pięć stop­ni, mo­głam się w tym cho­ler­stwie ugo­to­wać… Jesz­cze raz prze­szu­ka­łam ba­gaż i zna­la­złam bluz­kę z de­kol­tem, któ­ra rów­nie co ele­ganc­ka, była też prze­wiew­na. Na ko­niec roz­pu­ści­łam dłu­gie blond wło­sy, stwier­dziw­szy, że w ku­cy­ku wy­glądam jak li­ce­alist­ka.

Pod ho­te­lem po­now­nie zła­pa­łam tak­sów­kę i ka­za­łam się za­wie­ść na Be­ver­ly Gro­ve. Na do­miar złe­go oczy­wi­ście po­my­li­łam na­zwy i do re­stau­ra­cji wpa­dłam moc­no spó­źnio­na. Mia­łam ocho­tę wy­mie­rzyć so­bie po­rząd­ne­go kop­nia­ka. Tyle za­le­ża­ło od tego spo­tka­nia, a ja już na wstępie za­li­czy­łam po­wa­żną gafę. Czu­łam, jak ska­cze mi tęt­no z ner­wów.

Ro­zej­rza­łam się po lo­ka­lu i za­raz go do­strze­głam. Ta­kie­go mężczy­zny nie dało się prze­ga­pić.

Wil­liam Har­ri­son, wscho­dząca gwiaz­da kina.

Wow, na żywo wy­glądał jesz­cze le­piej. Ciem­ne blond wło­sy opa­da­ły mu swo­bod­nie na czo­ło, a wy­so­kie ko­ści po­licz­ko­we były jak wy­pra­co­wa­ne dłu­tem. Na pe­łne usta, któ­rych war­ga ozdo­bio­na była srebr­nym kol­czy­kiem, wy­pły­nął te­raz non­sza­lanc­ki uśmiech.

Wzi­ęłam kil­ka głębo­kich wde­chów. Nie mo­głam prze­cież za­cho­wy­wać się przy nim jak roz­hi­ste­ry­zo­wa­na fan­ka. Spo­kój i opa­no­wa­nie, tyl­ko to mo­gło mi po­móc. Podąży­łam więc pew­nym kro­kiem w stro­nę sto­li­ka.

Dasz radę.

– Dzień do­bry. Je­stem Mia Holt. By­li­śmy umó­wie­ni. – Wy­ci­ągnęłam do nie­go dłoń ze sta­ran­nie wy­pie­lęgno­wa­nym ma­ni­cu­re.

Wil­liam pod­nió­sł na mnie za­sko­czo­ny wzrok, po czym uśmiech­nął się sze­ro­ko, uka­zu­jąc nie­ska­zi­tel­nie bia­łe zęby.

– Cie­szę się, że do­ta­rłaś. – Wy­mie­nił ze mną uścisk, ale po chwi­li na jego twa­rzy po­ja­wił się lek­ki gry­mas. – Nie­ste­ty, chy­ba mamy mały pro­blem…

Zer­k­nęłam w bok i do­pie­ro te­raz za­uwa­ży­łam, że po dru­giej stro­nie sto­li­ka sie­dzi ja­kiś fa­cet. Za­pew­ne star­szy o parę lat, za­rów­no ode mnie, jak i od Wil­la. Ciem­ne, pra­wie czar­ne wło­sy miał kró­ciut­ko przy­ci­ęte. Lek­ki za­rost oka­lał jego bro­dę i po­licz­ki, a brązo­we oczy pa­trzy­ły na mnie te­raz nie­od­gad­nio­nym wzro­kiem.

– Con­nor Ma­son. – Pod­nió­sł się i przed­sta­wił.

Da­lej nic mi to nie mó­wi­ło. Spoj­rza­łam py­ta­jąco na Wil­la, sia­da­jąc na wska­za­nym przez nie­go krze­śle.

– Con­nor jest z agen­cji RISK1. Mój ma­na­ger, Ric­ky, mu­siał coś po­pie­przyć i umó­wił was obo­je na ten sam dzień.

Otwo­rzy­łam usta jak ryba, po czym zno­wu je za­mknęłam. Zer­k­nęłam na mężczy­znę obok.

RISK? Jed­na z naj­lep­szych agen­cji w Be­ver­ly Hills?

– A ty od kogo je­steś? – ode­zwał się w ko­ńcu. Na sam dźwi­ęk jego gło­su prze­szły mnie ciar­ki. Moc­ny i śmia­ły.

– Agen­cja Gra­ha­ma Ler­ry’ego. San Fran­ci­sco.

– Ler­ry… – Uśmiech­nął się, jak­by ko­ja­rzył mo­je­go sze­fa. – Nie­źle… – Prze­su­nął po mnie wzro­kiem.

Sko­ro ten fa­cet był z RISK, to co, do cho­le­ry, ja tu ro­bi­łam?

– Słu­chaj­cie – wtrącił się Wil­liam. Przez chwi­lę przy­glądał mi się ba­daw­czo, po czym do­ko­ńczył: – Na­praw­dę was prze­pra­szam. Zda­ję so­bie spra­wę, że to tro­chę nie­zręcz­na sy­tu­acja. Ale to, że szu­kam agen­cji, było wia­do­me od ja­kie­goś cza­su, więc i tak by­ście się o so­bie do­wie­dzie­li. Zo­sta­ły mi już tyl­ko RISK i Ler­ry. Je­ste­ście naj­lep­si na ryn­ku. Chcia­łem się z wami spo­tkać, spędzić tro­chę cza­su, po­znać. Ale ter­mi­no­wo je­stem w du­pie. Może więc do­brze się zło­ży­ło, że je­ste­ście ra­zem?

– To zna­czy? – spy­ta­łam nie­pew­nie, nie ro­zu­mie­jąc, do cze­go zmie­rza.

– Zo­stań w LA parę dni. Con­nor miesz­ka na miej­scu, więc z tym nie ma pro­ble­mu. Będzie­my mie­li szan­sę się po­znać, zo­ba­czyć, czy na­da­je­my na tych sa­mych fa­lach. Przed­sta­wi­cie mi swo­je po­my­sły na wspó­łpra­cę, na moją ka­rie­rę. Wte­dy zde­cy­du­ję.

– Nie sądzisz, że to nie­co… – Nie mo­głam zna­le­źć wła­ści­we­go sło­wa.

– Nie­kon­wen­cjo­nal­ne? – Uśmiech­nął się. Mia­łam na my­śli „po­rąba­ne”, ale niech mu będzie. – Taki je­stem! Nie od­dam swo­jej ka­rie­ry w ręce ko­goś, kogo do­brze nie znam. Po­tem będzie­my jak ro­dzi­na, mu­si­my więc so­bie ufać.

– No ale dwie kon­ku­ren­cyj­ne fir­my… – mruk­nęłam.

– Dla mnie nie sta­no­wi to żad­ne­go pro­ble­mu – wsze­dł mi w sło­wo Con­nor.

Po­pa­trzy­łam na nie­go z za­sko­cze­niem. Za­ło­żył ręce na tor­sie i z roz­ba­wie­niem cze­kał na moją re­ak­cję. Nie­ste­ty, ja mia­łam z tym wiel­ki pro­blem. RISK była ogrom­ną agen­cją i na pew­no nie za­trud­nia­li tam byle kogo. A Har­ri­son to ak­tor, o któ­re­go za­bi­ja­ło się wie­le firm. Tym­cza­sem mó­wił mi, że na pla­cu boju zo­sta­łam ja i Con­nor? Fa­cet, któ­ry całą swo­ją po­sta­wą krzy­czał, że jest za­je­bi­ście do­brym gra­czem.? Mia­łam prze­sra­ne.

– Mia, co ty na to? – Wil­liam nie ustępo­wał. – Kil­ka dni. Po­zwól mi być swo­im go­spo­da­rzem. – Wy­szcze­rzył zęby, nie umknął mi spa­da­jący na mój de­kolt wzrok.

Cóż mia­łam od­po­wie­dzieć? Nie mia­łam wy­bo­ru, gwie­ździe się nie od­ma­wia, a ja zo­sta­łam za­pędzo­na w kozi róg.

– Ja­sne – od­pa­rłam ze sztucz­nym uśmie­chem. Chcia­łam, by my­ślał, że mam wi­ęcej pew­no­ści sie­bie i luzu, niż było w rze­czy­wi­sto­ści.

– Świet­nie. – Kla­snął w dło­nie. – Za­tem… przej­dźmy do je­dze­nia.

Przy­wo­łał kel­ne­ra, po czym, nie py­ta­jąc nas na­wet o zda­nie, za­czął za­ma­wiać da­nia.

– Do­brze się skła­da. Ju­tro kręcę re­kla­mów­kę dla Bos­sa. Po­je­dzie­cie tam ze mną. Ide­al­na mo­żli­wo­ść, by się le­piej po­znać.

– Świet­ny po­my­sł – rzu­cił Con­nor dziw­nie en­tu­zja­stycz­nie.

Tak, za­je­bi­sty.

– Może być tro­chę nie­kom­for­to­wo. – Pró­bo­wa­łam nadać temu spo­tka­niu wła­ści­wy kie­ru­nek. By­li­śmy z kon­ku­ren­cyj­nych agen­cji, mie­li­śmy wal­czyć o nie­go, a nie „się po­zna­wać”.

– Lu­bię ta­kie nie­ba­nal­ne roz­wi­ąza­nia. – Will wy­szcze­rzył zęby.

Do sto­li­ka po­de­szła kel­ner­ka z za­mó­wie­niem i ak­tor już zu­pe­łnie stra­cił wątek. Za­czął eks­cy­to­wać się da­nia­mi, drin­ka­mi, za­chwa­lać ku­cha­rza, a na­wet zwy­kłą wodę w dzban­ku.

Co za świr.

Na­praw­dę miał szczęście, że był przy­stoj­ny. I że był gwiaz­dą.

1. RISK – fik­cyj­na agen­cja ta­len­tów, re­pre­zen­tu­jąca wie­le gwiazd z bra­nży te­le­wi­zyj­nej, fil­mo­wej, mu­zycz­nej.

Connor

Wy­da­wa­łasięspi­ęta,zda­je się, że po­łk­nęła kij od szczot­ki. Na dwo­rze pra­wie trzy­dzie­ści stop­ni, a ta od­je­ba­ła się w kiec­kę, jak­by szła ogar­niać kur­sy wa­lut na Wall Stre­et.