Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
33 osoby interesują się tą książką
Mia, agentka gwiazd, stoi przed życiową szansą. Ma możliwość podpisania umowy z najbardziej wziętym aktorem Hollywood, Willem Harrisonem. Niestety na spotkaniu okazuje się, że będzie musiała rywalizować o ten kontrakt z Connorem Masonem. Facetem, który od lat działa w branży i zna jej wszystkie tajniki.
On jest rekinem biznesu, ona przy nim jedynie małą rybką. Chyba że… Mia odważy się zagrać naprawdę ostro.
Opowiadanie idealne na letni wieczór.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 57
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie, przedrukowywanie, odczytywanie w środkach masowego przekazu całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione bez wcześniejszej zgody autorki.Copyright © Laura PasserWydanie IIRedakcja i korekta: Justyna SzymkiewiczSkład i przygotowanie wersji mobilnych e-booka: K&K DesignerProjekt okładki: @kasia.grafikWrocław 2026ISBN: 978-83-977725-1-9
Opowiadanie przeznaczone jest dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
LosAngelesprzywitałomnie ostrym słońcem i żarem lejącym się z nieba. Wysiadłam na lotnisku i pierwsze kroki skierowałam prosto do taksówki. W samochodzie oczywiście nie było klimatyzacji, więc po chwili cała zalałam się potem. I choć czas gonił nieubłagalnie, musiałam się jeszcze przebrać, więc kierowca odwiózł mnie do zarezerwowanego wcześniej hotelu. Poziom mojego stresu rósł wprost proporcjonalnie do każdej mijającej minuty.
Zdawałam sobie sprawę, że spotkanie może się przeciągnąć, więc lot powrotny zabukowałam dopiero na kolejny dzień, a do walizki spakowałam kilka ciuchów więcej, niż planowałam wykorzystać. Teraz, stojąc przed lustrem w apartamencie, przymierzałam kolejną kreację.
– Jasna cholera! – fuknęłam do swojego odbicia.
Zdecydowałam się na szarą ołówkową spódnicę i bluzkę z długim rękawem. Na stopy wsunęłam kilkucentymetrowe szpilki, choć na samą myśl, że będę w nich chodzić, robiły mi się odciski. Niestety to nie miała być impreza na plaży, tylko spotkanie biznesowe. Na zewnątrz było ponad dwadzieścia pięć stopni, mogłam się w tym cholerstwie ugotować… Jeszcze raz przeszukałam bagaż i znalazłam bluzkę z dekoltem, która równie co elegancka, była też przewiewna. Na koniec rozpuściłam długie blond włosy, stwierdziwszy, że w kucyku wyglądam jak licealistka.
Pod hotelem ponownie złapałam taksówkę i kazałam się zawieść na Beverly Grove. Na domiar złego oczywiście pomyliłam nazwy i do restauracji wpadłam mocno spóźniona. Miałam ochotę wymierzyć sobie porządnego kopniaka. Tyle zależało od tego spotkania, a ja już na wstępie zaliczyłam poważną gafę. Czułam, jak skacze mi tętno z nerwów.
Rozejrzałam się po lokalu i zaraz go dostrzegłam. Takiego mężczyzny nie dało się przegapić.
William Harrison, wschodząca gwiazda kina.
Wow, na żywo wyglądał jeszcze lepiej. Ciemne blond włosy opadały mu swobodnie na czoło, a wysokie kości policzkowe były jak wypracowane dłutem. Na pełne usta, których warga ozdobiona była srebrnym kolczykiem, wypłynął teraz nonszalancki uśmiech.
Wzięłam kilka głębokich wdechów. Nie mogłam przecież zachowywać się przy nim jak rozhisteryzowana fanka. Spokój i opanowanie, tylko to mogło mi pomóc. Podążyłam więc pewnym krokiem w stronę stolika.
Dasz radę.
– Dzień dobry. Jestem Mia Holt. Byliśmy umówieni. – Wyciągnęłam do niego dłoń ze starannie wypielęgnowanym manicure.
William podniósł na mnie zaskoczony wzrok, po czym uśmiechnął się szeroko, ukazując nieskazitelnie białe zęby.
– Cieszę się, że dotarłaś. – Wymienił ze mną uścisk, ale po chwili na jego twarzy pojawił się lekki grymas. – Niestety, chyba mamy mały problem…
Zerknęłam w bok i dopiero teraz zauważyłam, że po drugiej stronie stolika siedzi jakiś facet. Zapewne starszy o parę lat, zarówno ode mnie, jak i od Willa. Ciemne, prawie czarne włosy miał króciutko przycięte. Lekki zarost okalał jego brodę i policzki, a brązowe oczy patrzyły na mnie teraz nieodgadnionym wzrokiem.
– Connor Mason. – Podniósł się i przedstawił.
Dalej nic mi to nie mówiło. Spojrzałam pytająco na Willa, siadając na wskazanym przez niego krześle.
– Connor jest z agencji RISK1. Mój manager, Ricky, musiał coś popieprzyć i umówił was oboje na ten sam dzień.
Otworzyłam usta jak ryba, po czym znowu je zamknęłam. Zerknęłam na mężczyznę obok.
RISK? Jedna z najlepszych agencji w Beverly Hills?
– A ty od kogo jesteś? – odezwał się w końcu. Na sam dźwięk jego głosu przeszły mnie ciarki. Mocny i śmiały.
– Agencja Grahama Lerry’ego. San Francisco.
– Lerry… – Uśmiechnął się, jakby kojarzył mojego szefa. – Nieźle… – Przesunął po mnie wzrokiem.
Skoro ten facet był z RISK, to co, do cholery, ja tu robiłam?
– Słuchajcie – wtrącił się William. Przez chwilę przyglądał mi się badawczo, po czym dokończył: – Naprawdę was przepraszam. Zdaję sobie sprawę, że to trochę niezręczna sytuacja. Ale to, że szukam agencji, było wiadome od jakiegoś czasu, więc i tak byście się o sobie dowiedzieli. Zostały mi już tylko RISK i Lerry. Jesteście najlepsi na rynku. Chciałem się z wami spotkać, spędzić trochę czasu, poznać. Ale terminowo jestem w dupie. Może więc dobrze się złożyło, że jesteście razem?
– To znaczy? – spytałam niepewnie, nie rozumiejąc, do czego zmierza.
– Zostań w LA parę dni. Connor mieszka na miejscu, więc z tym nie ma problemu. Będziemy mieli szansę się poznać, zobaczyć, czy nadajemy na tych samych falach. Przedstawicie mi swoje pomysły na współpracę, na moją karierę. Wtedy zdecyduję.
– Nie sądzisz, że to nieco… – Nie mogłam znaleźć właściwego słowa.
– Niekonwencjonalne? – Uśmiechnął się. Miałam na myśli „porąbane”, ale niech mu będzie. – Taki jestem! Nie oddam swojej kariery w ręce kogoś, kogo dobrze nie znam. Potem będziemy jak rodzina, musimy więc sobie ufać.
– No ale dwie konkurencyjne firmy… – mruknęłam.
– Dla mnie nie stanowi to żadnego problemu – wszedł mi w słowo Connor.
Popatrzyłam na niego z zaskoczeniem. Założył ręce na torsie i z rozbawieniem czekał na moją reakcję. Niestety, ja miałam z tym wielki problem. RISK była ogromną agencją i na pewno nie zatrudniali tam byle kogo. A Harrison to aktor, o którego zabijało się wiele firm. Tymczasem mówił mi, że na placu boju zostałam ja i Connor? Facet, który całą swoją postawą krzyczał, że jest zajebiście dobrym graczem.? Miałam przesrane.
– Mia, co ty na to? – William nie ustępował. – Kilka dni. Pozwól mi być swoim gospodarzem. – Wyszczerzył zęby, nie umknął mi spadający na mój dekolt wzrok.
Cóż miałam odpowiedzieć? Nie miałam wyboru, gwieździe się nie odmawia, a ja zostałam zapędzona w kozi róg.
– Jasne – odparłam ze sztucznym uśmiechem. Chciałam, by myślał, że mam więcej pewności siebie i luzu, niż było w rzeczywistości.
– Świetnie. – Klasnął w dłonie. – Zatem… przejdźmy do jedzenia.
Przywołał kelnera, po czym, nie pytając nas nawet o zdanie, zaczął zamawiać dania.
– Dobrze się składa. Jutro kręcę reklamówkę dla Bossa. Pojedziecie tam ze mną. Idealna możliwość, by się lepiej poznać.
– Świetny pomysł – rzucił Connor dziwnie entuzjastycznie.
Tak, zajebisty.
– Może być trochę niekomfortowo. – Próbowałam nadać temu spotkaniu właściwy kierunek. Byliśmy z konkurencyjnych agencji, mieliśmy walczyć o niego, a nie „się poznawać”.
– Lubię takie niebanalne rozwiązania. – Will wyszczerzył zęby.
Do stolika podeszła kelnerka z zamówieniem i aktor już zupełnie stracił wątek. Zaczął ekscytować się daniami, drinkami, zachwalać kucharza, a nawet zwykłą wodę w dzbanku.
Co za świr.
Naprawdę miał szczęście, że był przystojny. I że był gwiazdą.
1. RISK – fikcyjna agencja talentów, reprezentująca wiele gwiazd z branży telewizyjnej, filmowej, muzycznej.
Wydawałasięspięta,zdaje się, że połknęła kij od szczotki. Na dworze prawie trzydzieści stopni, a ta odjebała się w kieckę, jakby szła ogarniać kursy walut na Wall Street.
