Rook and Rebel. The Mavericks. Tom 1 - Kate Crew - ebook
NOWOŚĆ

Rook and Rebel. The Mavericks. Tom 1 ebook

Kate Crew

4,2

684 osoby interesują się tą książką

Opis

Regan Fletcher

Kiedyś miałam wielkie marzenia: chciałam skończyć college, tworzyć piękne dzieła sztuki oraz przejąć firmę taty. Lecz choroba nie była częścią tych planów. Nigdy nie podejrzewałam, że zechce zamknąć mnie w domu. Od tego czasu wszystkie moje dni wypełniało czekanie. Dopóki pewnej nocy nie stanęłam twarzą w twarz z motocyklistą wywodzącym się ze świata całkowicie odmiennego od mojego. 

Zakochuję się w mężczyźnie będącym wszystkim, czego powinnam się obawiać, a jednak tylko przy nim naprawdę czuję, że żyję. 

Rook Emberson

Zemsta stała się moją siłą napędową. Cameron Fletcher odebrał mi każdą cenną rzecz, a ja spędziłem lata, knując idealny plan, żeby mu się odwdzięczyć. Kiedy los postawił na mojej drodze jego córkę, wiedziałem, że mogę go w końcu zniszczyć. Ale od pierwszego spotkania z Regan moje zamiary zaczynają się sypać. Ona okazuje się zupełnie inna, niż się spodziewałem. Pokręcona gra, której stawką stał się odwet, zmieniła się w obsesję. Potrzebuję tej dziewczyny, ale muszę zrujnować jej ojca.

Granice między miłością i żądzą zemsty zaczynają się zacierać, więc już nie wiem, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                                  Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 475

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (57 ocen)
30
12
11
2
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Pink_love_book
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo dobra 🌹❤️‍🔥..
10
ZaczytanaMika13

Dobrze spędzony czas

Szybko się czyta, pomysł na książkę był, ale ta odmiana imienia głównego bohatera w tłumaczeniu („Rooku”) - irytująca.
00
Dominika121915

Nie oderwiesz się od lektury

bardzo mi sie podobala 🙂
00
Kiingusxd

Z braku laku…

2.5/5
00
Bubis0812

Nie oderwiesz się od lektury

Mega książka , teksty bohaterów mega zapewne w pewnych momentach
00

Popularność




Tytuł oryginału: Rook & Rebel

Copyright © Kate Crew 2024

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Katarzyna Zapotoczna

Korekta: Aleksandra Krasińska, Agnieszka Zwolan, Monika Baran

Skład i łamanie: Michał Swędrowski

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Projekt okładki: Disturbed Valkyrie Designs

ISBN 978-83-8418-547-6 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Fragment

Ostrzeżenie

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Playlista

Podziękowania

Przypisy

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Dla wszystkich dziewczyn, które kochają książki. Niech seksowny, wytatuowany motocyklista pojawi się z ciasteczkami w progu Waszego domu, żebyście nie musiały wychodzić ani przerywać lektury.

Historia opowiedziana w książce nie wydarzyła się naprawdę. Nazwiska, postacie, organizacje, miejsca, fabuła i poszczególne wydarzenia są jedynie owocami wyobraźni autorki i mają charakter fikcyjny.

OSTRZEŻENIE

W książce poruszono następujące tematy: choroba rodzica, choroba terminalna, dyskusje o pożarze domu, śmierci i ofiarach poparzeń, a także przemoc z użyciem broni palnej i noża, tortury (niektóre zostały bezpośrednio opisane), w tym te związane z uszkodzeniem gałki ocznej, stalking, wzmianki o kanibalizmie oraz inne formy agresji.

ROZDZIAŁ 1

Rook

Światła miasta zlewają się w jedną plamę, kiedy dodaję gazu, a ryk silnika tłumi chaos w mojej głowie. Miałem ochotę ich pozabijać – co do jednego – za zrzucenie na mnie tej pieprzonej roboty dziś wieczorem. Cały dzień zmarnowany w warsztacie, a teraz w dodatku chyba złamałem rękę, kiedy przyłożyłem tamtemu kolesiowi.

Uderzałem go raz za razem, wylewając z siebie całą wściekłość. Ale to podziałało tylko na kilka minut, do momentu gdy wsiadłem na motocykl, a rzeczywistość uderzyła we mnie z całą siłą.

Brakowało czasu, żeby wszystko ogarnąć. Spadało na mnie coraz więcej zadań i ledwie byłem w stanie jasno myśleć. Miałem wszystko, czego chciałem: dwa dobrze prosperujące biznesy, przyzwoite mieszkanie dla mnie i Evie oraz zasobny portfel. Jednak to mi nie wystarczało.

Pragnąłem władzy. Chciałem rządzić każdym z tych kolesi, dla których ciągle musieliśmy pracować, i zamienić im życie w ruinę. To chore, pokręcone życie, które prowadzili, zdawało się nie mieć żadnych konsekwencji dla tego, co robili. Prezesi firm, urzędnicy państwowi i wszyscy pomiędzy. Mężczyźni, których mijałeś na ulicy i do których machałeś na powitanie, nocą robili obrzydliwe, nielegalne rzeczy.

Chciałem, żeby każdy z nich musiał zacząć od zera. Miałem ochotę spalić ich rzeczywistość i zobaczyć, co uda im się odbudować na zgliszczach.

Dotarłem do naszego sklepu. Drzwi do garażu były otwarte, więc mogłem wjechać od razu do środka. Dodałem gazu, a wszyscy gwałtownie unieśli głowy, żeby na mnie spojrzeć, kiedy głośny ryk silnika wypełnił echem całe wnętrze.

– Cholera, wydajesz się wpieniony – powiedział Aiden, drapiąc się po uchu.

– Co to, kurwa, ma być? – warknąłem. – Miotam się po całym mieście, a wy tu siedzicie na dupach i dobrze się bawicie? Wiecie, ile mamy roboty?

Przy zsiadaniu poczułem ból w nodze i w boku. Blizny po oparzeniach zawsze wydawały się bardziej boleć po dłuższej jeździe i bójkach. Próbowałem rozciągnąć mięśnie nogi, ale dobrze wiedziałem, że to nic nie da. Ból najpierw się nasili, a dopiero potem zelżeje. Miałem nadzieję, że wytrzymam przez resztę wieczoru, aż w końcu będę mógł się położyć. A wtedy zacznie napieprzać jak cholera i nie pozwoli mi zasnąć przez pół nocy.

Ten cykl nigdy się nie kończył: praca, więcej pracy, ból, udawanie, że śpię, by znów przeżywać to wszystko od nowa. Ale tak właśnie zamierzałem zrobić, a potem jeszcze raz i kolejny. Mieliśmy pieniądze i stopniowo zdobywaliśmy władzę nad całym miastem. Evie wydawała się dość szczęśliwa, a przy tym była bezpieczna, co uznawałem za najistotniejsze.

Spojrzałem na Aidena, który przewrócił oczami. Evie zareagowała takim samym grymasem.

– Jakiś problem? – zapytałem. Moja siostra zwykle miała w zanadrzu jakąś cwaniacką ripostę, więc i tym razem nie spodziewałem się niczego innego.

– Ciągle się skarżysz, że musisz brać te wszystkie zlecenia, ale zawsze zgłaszasz się jako pierwszy. Może w końcu byś się zdecydował? Albo odpuść kontrolę, albo się z tym pogódź – powiedziała z uśmiechem.

– Hero i Mason mają problemy z motocyklami – wtrącił Aiden, zanim zdążyłem naskoczyć na Evie. – Naprawiają je. Zack wyjechał na miasto z tym nowym kolesiem, załatwiają dla nas kilka spraw, ale nie są gotowi, żeby zająć się tym, co robisz ty – wyjaśnił. – Zack nie jest mistrzem w wydobywaniu odpowiedzi, a Kane zwymiotował, kiedy ostatnio musiał kogoś dźgnąć.

– A ty? – warknąłem.

– Robię za niańkę. Chcesz się zamienić? – zapytał, wskazując głową na Evie, która zwinęła się na krześle i ze zmarszczonymi brwiami robiła coś na telefonie.

– O tak, proszę, zamieńcie się! – rzuciła. – Mam go serdecznie dość!

– Więc przestań wysyłać mi pieprzone wiadomości, kiedy siedzę tuż obok. – Potrząsnął głową, a potem się odwrócił, żeby na nią nie patrzeć.

Posłała mu słodziutki uśmiech.

– Ale gdybym po prostu do ciebie mówiła, musiałabym oglądać twoją obleśną twarz.

– Co ci zostało? – zapytał mnie Aiden. – Cokolwiek to jest, biorę!

– Muszę znaleźć Elliota i przywalić mu kilka razy, żeby był gotowy zapłacić.

– Załatwione. Zajmę się tym. A ty posiedź ze swoją psychiczną siostrą.

– Ojojoj! Biedny Aiden się rozzłościł. Musiał przyjechać, żeby mnie uratować z nieudanej randki, a i tak nie udało mu się zaliczyć w ramach nagrody.

– Nieudanej randki? – zapytałem.

Kilka miesięcy temu Evie skończyła dwadzieścia jeden lat i chociaż nie przeszkadzało mi, że randkuje, wolałbym, żeby ostrożniej wybierała kandydatów. Byliśmy powszechnie znani i wiele osób wykorzystałoby każdy pretekst, żeby się do nas zbliżyć.

– Facet okazał się dupkiem i zostawił ją w restauracji – wyjaśnił Aiden, spoglądając na nią. – Ale być może zrobił to dlatego, że zamiast szminki wyjęłaś z torebki broń, psychopatko! I nie, nie liczyłem, że zaliczę w ramach nagrody. Nie żartuj w ten sposób, bo Rook mnie zabije.

Wydęła dolną wargę.

– Rooku, Aiden powiedział, że nie będzie mnie ratował z randek, chyba że się z nim prześpię.

Zignorowałem ich i podszedłem do skrzynki z narzędziami, żeby wyjąć z niej drugi pistolet. Echo ich sprzeczki dudniło mi w głowie, więc zacisnąłem szczęki, żeby odsunąć od siebie widmo bólu głowy. Ostatnimi czasy miałem wrażenie, że nieustannie skaczą sobie do gardeł.

– Mówię poważnie – stwierdził Aiden. – Załatwię to.

– Nie ma mowy. Możesz tu zostać i dopilnować, żeby moja siostra nie zapolowała na tamtego gościa. Ja muszę wytropić innego, a jeśli obaj się stąd wyrwiemy, to potem przez całą noc będziemy jej szukać, a następnie ukrywać ciało.

Evie uśmiechnęła się szeroko.

– Jeśli nie chcesz, żebym sama to zrobiła, mogę ci wysłać jego adres. Wpadniesz do niego po drodze.

– Zrobił ci coś oprócz tego, że uciekł z restauracji po tym, jak wystraszyłaś go na śmierć?

– Nie – warknęła, wykrzywiając wargi. – Obaj jesteście beznadziejni!

Sklep motocyklowy, który prowadziliśmy we frontowej części budynku, był zamknięty od kilku godzin. Noc mieliśmy spędzić na realizowaniu zadań związanych z drugą częścią naszego biznesu. Tą mniej-niż-legalną częścią, która przynosiła nam większość zysków.

Włożyłem kask i uruchomiłem motocykl, w całości pomalowany na czarno R1, który był obecnie miłością mojego życia. Idealna czerń pozwalała mi się wtopić w noc, co tego wieczoru mogło być pomocne. Wysłałem wiadomość do faceta, któremu płaciłem, żeby miał na oku Elliota, a on szybko dał mi znać, że ten wybiera się dziś na wystawę sztuki na randkę.

Moje usta wygięły się w uśmiechu. Rodzina Elliota była bogata, a jemu się wydawało, że może olać dług hazardowy w wysokości piętnastu tysięcy dolarów, który u nas zaciągnął. A przy tym spędzał sobotni wieczór na jakiejś sztywnej, przeintelektualizowanej wystawie sztuki, próbując wyrwać laskę.

Co za dupek.

Ruszyłem w stronę centrum, ale kiedy rozpoznałem TĘ drogę, skręciłem i zrobiłem mały objazd.

Rezydencja Camerona Fletchera jaśniała w nocy niczym latarnia, była symbolem bogactwa i władzy. Uważał się za króla i miał wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić sobie tytuł szlachecki. A biorąc pod uwagę, jakim był narcyzem, zapewne już to zrobił.

W głowie rozbłysnął mi wyraźny obraz mojego rodzinnego domu stojącego w płomieniach, a smród płonących przewodów i drewna sprawił, że ścisnęło mnie w żołądku. Nienawidziłem myśli, że dało się w nim wyczuć także palące się ciała. A potem też ostry zapach chemikaliów, kiedy wydostawaliśmy się przez garaż, a Evie płakała i krzyczała, próbując wykaszleć dym z płuc.

I jeszcze ten być może najgorszy ze wszystkich obrazów. Ten, który wypalił się w moim mózgu i pojawiał się chyba zawsze w najgorszych chwilach – obraz moich rodziców uwięzionych w płomieniach, kiedy ja stałem już na zewnątrz.

A on – mężczyzna, który do tego doprowadził – był tutaj, bezpiecznie zamknięty we własnym domu.

Karma jakoś nie dopadła człowieka, który odebrał mi wszystko. Straszne czyny, których się dopuścił, nie odbiły mu się czkawką. Jest takie powiedzenie, że ludzie, którzy mieszkają w domach ze szkła, nie powinni rzucać kamieniami1. Cameron Fletcher wziął sobie tę radę do serca i wybudował dom z kamienia. Zadbał o to, żeby był szczelnie zamknięty i niedostępny, aby fatum nie mogło go dopaść. I to rozwiązanie okazało się skuteczne.

Aż do teraz.

Do czasu, gdy dorosłem i zdecydowałem, że nie będę czekał, aż przeznaczenie weźmie sprawy w swoje ręce.

To ja będę jego karmą.

I nic nie uszczęśliwiało mnie bardziej niż planowanie, jak doszczętnie zniszczę jego życie. Dokładnie tak, jak on zrobił to z moim.

ROZDZIAŁ 2

Regan

Chciałam rozsiąść się wygodniej na sztywnej kanapie, ale ona nie została zaprojektowana w tym celu. Każdy z mebli w biurze mojego taty był właśnie taki – sztywny, drogi i antyczny. Wymagały idealnej postawy, więc siedziałam prosto, znosząc dyskomfort, podczas gdy tata wymieniał kolejne punkty na liście moich obowiązków na najbliższe dwa tygodnie.

W czasie kiedy wyliczał kolejne eventy, docierało do mnie, że nie jestem potrzebna na żadnym z nich. Wszystkie dotyczyły jego oraz firmy. Czasem miałam wrażenie, że tylko niepotrzebnie zajmuję miejsce, nie wnosząc żadnego wkładu, i zawstydzało mnie to do tego stopnia, że chciałam się ukryć. Ale dla niego zawsze byłam gotowa to robić – był moim tatą, a ponieważ straciłam mamę, uznałam za istotne podtrzymywanie bliskiej więzi z ostatnim członkiem rodziny, który mi pozostał.

Tata prowadził największą firmę ochroniarską w mieście. Od dnia, kiedy wspomniał, jak ważna jest dla niego ta rodzinna spuścizna, marzyłam o tym, że kiedyś przejmę po nim interes. To dlatego zrezygnowałam z marzeń o akademii sztuk pięknych i poszłam do renomowanego college’u, żeby zdobyć dyplom związany z biznesem. Miałam nadzieję, że ojciec da mi szansę, ale on wydawał się bardziej skupiony na rozwijaniu firmy niż na przygotowywaniu mnie do jej odziedziczenia. Jednak biorąc pod uwagę jego stan zdrowia, nie mogłam się domagać niczego więcej.

W zeszłym roku poinformował mnie, że amyloidoza, na którą cierpi, w końcu doprowadzi do tego, że jego organy przestaną funkcjonować. Leczenie jedynie przedłużało mu życie. Przez te dwanaście miesięcy jakoś się z tym pogodziliśmy, ale chciałam wykorzystać każdą pozostałą nam wspólną minutę. Tata odniósł wspaniały sukces, a ja chciałam nauczyć się od niego wszystkiego. Tymczasem on nie pozwolił mi nawet zacząć. Chociaż zrobiłam wszystko, co trzeba, chyba nadal uważał, że nie jestem gotowa. Może pragnął zostawić mi dziedzictwo w idealnym stanie albo nie chciał patrzeć, jak przejmuję władzę, ale przecież musiałam się szkolić.

Zadania, które mi wyznaczał, zwykle polegały na chodzeniu na przyjęcia i uśmiechaniu się do wszystkich osób, które mógł w tym mieście znać. To był jego sposób, żeby im o sobie przypominać, bez konieczności ruszenia palcem. Zgodziłam się to robić, chociaż nienawidziłam tych wyjść. Tłumy, rozmowy o niczym i wyczekujące spojrzenia ludzi, którzy spodziewali się po mnie błyskotliwych, zabawnych uwag, sprawiały, że sztywniałam ze strachu. Rzadko z kimś rozmawiałam, bo nikogo nie znałam, a jeśli nie liczyć tych przyjęć, tata nie lubił, kiedy wychodziłam gdziekolwiek. Impreza, nad którą właśnie się rozwodził, była najwyraźniej kolejnym niezwykle istotnym przyjęciem z kolacją, na której miało się pojawić mnóstwo jego klientów i biznesowych partnerów. A ja miałam pomóc ich uszczęśliwić.

Powstrzymałam się przed przewróceniem oczami. Czułam, że zasługuję na więcej niż tylko na robienie za ozdobę. Pragnęłam wyzwań, przygód, pragnęłam życia, które polegałoby na czymś bardziej znaczącym niż siedzenie w domu. Gdyby tylko do ojca dotarło, że stać mnie na więcej… Urabiał się po łokcie, choć żaden lekarz by tego nie pochwalił. Nie wiedziałam, czy to z powodu choroby, czy też stresu, ale ostatnio nie chciał, żebym wychodziła tak dużo. A ja podporządkowywałam się jego oczekiwaniom z nadzieją, że dzięki temu dostrzeże, iż potrafiłabym mu pomóc.

Miałam możliwość… coś robić. Nie potrafiłam wprawdzie określić, do czego mogłabym mu się przydać, ale byłam gotowa się tego nauczyć.

Nie przerywając ani na chwilę, wyjaśniał, że nie możemy odpuścić żadnej z imprez, ponieważ zdecydował się w przyszłym roku kandydować na burmistrza. Miałam wrażenie, że próbuje upchnąć całe życie w najbliższe kilka lat. Próbowałam to zrozumieć i go wspierać, ale egzystencja ograniczona do siedzenia w czterech ścianach oraz ładnego wyglądania na przyjęciach sprawiała, że się wypalałam.

– Jak dla mnie to brzmi świetnie – powiedziałam ze świadomością, że moja zgoda pozwoli mi przynajmniej wyrwać się dziś z domu. – Mam na wieczór plany z Elliotem. Wybieramy się na nowo otwartą wystawę.

– Dobrze, dobrze – zareagował, przekładając jakieś dokumenty. – Zobaczymy się jutro.

W czasie całej naszej konwersacji nawet na mnie nie spojrzał. Właściwie to już norma, że kiedy z nim rozmawiałam, ciągle gapił się w telefon. A to wcale nie sprawiało, że było mi łatwiej. Za każdym razem czułam się bardziej odrzucona i zastanawiałam się, czy naprawdę jestem aż tak nudna.

Ponieważ chciał, żebym dla bezpieczeństwa siedziała w domu, nie wychodziłam za wiele. Nie miałam innego hobby poza malowaniem i oglądaniem dzieł sztuki. Nie miałam pracy i chociaż bardzo pragnęłam, żeby tata mnie u siebie zatrudnił, jakoś się na to nie zanosiło. A liczba zajęć, jakie można sobie znaleźć w czterech ścianach domu, naprawdę jest ograniczona. Trzymałam się blisko, żeby mu pomóc, gdyby czegoś wymagał, ale wydawało się, że potrzebuje mnie coraz mniej.

Może mu się znudziłam.

– W porządku. – Poderwałam się z miejsca, uściskałam go szybko, a potem ruszyłam w kierunku drzwi. – W takim razie do zobaczenia.

Musiałam się stąd wydostać, zanim doszczętnie pogrążę się w negatywnych myślach.

Czekał mnie kolejny weekend właściwie pozbawiony towarzystwa w tym ogromnym domu, bo tata trzymał się swojej strony. Sam dom mi nie przeszkadzał, tyle że miał gigantyczne rozmiary, a kiedy samotnie spędzasz dni w takim budynku, zaczynasz wpadać w paranoję.

Czyli do listy rzeczy, które o sobie wiedziałam, mogłam dopisać określenia: „nudna” i „paranoiczka”. Przewróciłam oczami i ruszyłam korytarzem. Prawdziwa dusza towarzystwa.

Ale tak właśnie wyglądało moje życie. Zresztą można mieć przecież gorsze problemy. Teraz przynajmniej trafiła mi się okazja, by wyrwać się stąd i – miejmy nadzieję – nie być sama przez całą noc.

Zawsze lubiłam chodzić na nowe wystawy dzieł sztuki. Ale – co szybko do mnie dotarło – nie znosiłam chodzić na nie z Elliotem.

Odwróciłam się w stronę kolejnego obrazu i spojrzałam na mroczną, czarną plamę na tle niebieskiej farby. Dopiero kiedy cofnęłam się o trzy kroki, zrozumiałam, że w zamyśle artysty miało to być oko. Jego świetlisty błękit zaparł mi dech w piersiach.

– Ile jeszcze czasu będziemy patrzeć na to „dzieło”? – zapytał Elliot.

– Dopiero się przed nim zatrzymałam – powiedziałam, próbując się lekko zaśmiać.

Niemal zaczął tupać nogą, więc szybko przeszłam do kolejnego. Czarne, czerwone i żółte wiry składały się na obraz płonącego nocnego nieba. Moje życie nie budziło we mnie zbyt wielu emocji – dobrze, że chociaż sztuka potrafiła je ożywić.

– Chodźmy już – zasugerował, muskając nosem moją szyję. – Możemy sobie znaleźć inne zajęcie. Zabawniejsze i znacznie ciekawsze.

A ja już wiedziałam, że nie przestanie. Na każde moje słowo będzie odpowiadał żartami z seksualnym podtekstem, aż w końcu ustąpię. Nie chodziło o to, że w ogóle nie lubiłam Elliota. Był w porządku, ale zawsze coś mnie odstręczało w sposobie, w jaki inicjował seks.

Przeszliśmy przed kolejnym szeregiem obrazów, a on pociągnął moją rękę.

– Regan! – Wskazał głową w kierunku drzwi.

– Wiesz co? Rzeczywiście muszę już wracać do domu – powiedziałam z uśmiechem. – Powinniśmy się zbierać.

Oczywiście nie musiałam się śpieszyć. Nic na mnie nie czekało. Ale nie miałam ochoty zostawać tu z nim ani chwili dłużej.

Elliot ochoczo potaknął i poszedł po nasze płaszcze. Wyjęłam komórkę, żeby napisać do Harper. Moja najlepsza przyjaciółka znała mnie wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w którymś momencie randki się do niej odezwę. Mogłam równie dobrze zrobić to już teraz.

REGAN:

Jesteś potem zajęta?

HARPER:

Niestety. Efekt uboczny rozwodu – rodzice się o mnie kłócą. Pewnie powinnam się cieszyć, ale zaczyna mnie to nudzić.

Czy Ty nie spędzasz wieczoru z Elliotem?

REGAN:

Spędzam. I chcę już wracać do domu. Mam ochotę na film, moje łóżko i ciasteczka z kawałkami czekolady.

HARPER:

Rozumiesz, że możesz obejrzeć film i zjeść ciasteczka w łóżku z Elliotem?

REGAN:

Znasz Elliota, więc wiesz, że to nie w jego stylu.

HARPER:

Wiem. Jaki facet nie chciałby spędzić wieczoru w łóżku ze swoją półnagą dziewczyną, zajadając ciasteczka? Szczerze mówiąc, tyle wystarczy, żeby z nim zerwać.

REGAN:

Może dziś wieczorem zmieni zdanie.

HARPER:

Ze względu na Ciebie – mam nadzieję. Napisz do mnie, kiedy wrócisz do domu, abym wiedziała, że Elliotowi nie odbiło i nie zamknął Cię w piwnicy.

REGAN:

To nie jest śmieszne.

Oglądałyśmy niekończącą się serię odcinków Dateline2, więc obie byłyśmy czujne. Harper nabrała przekonania, że Elliot pewnego dnia wybuchnie, a ja zaczynałam się z nią zgadzać. Ostatnimi czasy sprawiał wrażenie dziwnie nerwowego – panikował z powodu drobnostek, a ja nie mogłam rozgryźć dlaczego.

Włożyłam komórkę do torebki i ruszyłam do drzwi, gdzie czekał już z moim płaszczem. Naprawdę nie byłam wystarczająco zdesperowana, żeby pochlebiało mi to, jaki napalony się dziś wydawał. Ta randka miała się zakończyć na odwiezieniu mnie do domu i liczyłam na to, że okaże się na tyle rozsądny, aby nie naciskać.

Elliot potrafił być zabawny.

Potrafił być nieskończenie, beztrosko zabawny, ale nie tego chciałam tej nocy.

Wziął mnie za rękę i wyprowadził na chodnik, a potem natychmiast skręcił w prawo.

– Co ty robisz? Do samochodu powinniśmy iść w przeciwnym kierunku.

– Wiem – odpowiedział z uśmiechem. – Ale chcę ci pokazać takie jedno miejsce.

– Jakie miejsce?

– Kawałek w tamtą stronę jest uroczy zakątek z widokiem na rzekę. Myślę, że ci się spodoba.

– To zakątek z romantycznym widokiem czy kolejna lokalizacja, w której będziesz próbował spełnić marzenie o seksie w miejscu publicznym? Poza tym… w tamtą stronę? Serio?

Ścieżka prowadząca w dół, do tego jego punktu widokowego, nie wyglądała mi na idealne miejsce na romantyczny spacer. Przypominała raczej scenerię rodem z horroru. Latarnie stały coraz dalej od siebie, a z każdą przecznicą witryny sklepów były coraz bardziej odrapane.

– Tak, tam.

Wydało mi się to dziwne, ale i tak za nim poszłam. Chociaż jedzenie ciasteczek w łóżku brzmiało świetnie, nie miałam ochoty spędzić kolejnej samotnej nocy w tym gigantycznym domu.

– To chyba nie jest najlepszy pomysł – powiedziałam po jakimś czasie. – Powinniśmy zawrócić. Możemy pójść gdzieś indziej.

Otoczył mnie ramieniem.

– Wszystko w porządku, mała. To niedaleko. Jestem przy tobie. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.

Za naszymi plecami rozległ się odgłos silnika. Jego niski warkot przeciął ciszę nocy. Gdy odwróciłam głowę, po plecach przebiegł mi dreszcz.

Ulicą toczył się pogrążony w mroku motocykl. Reflektory miał wyłączone, ale pod nimi biegł cienki pasek jarzący się przytłumionym różowym światłem, którego kolor w tych tajemniczych okolicznościach wydawał się dziwnie uroczy.

Ubrania motocyklisty były równie czarne jak jego motor, przez co niemal zlewały się z nocą. Nie przystawaliśmy, ale ja nie spuszczałam go z oka. Powoli się wyprostował i skierował twarz w moją stronę, jakby się zorientował, że go obserwuję. Nawet z tej odległości miałam wrażenie, że przewierca mnie spojrzeniem, chociaż kask nie pozwalał mi tego stwierdzić z całą pewnością.

Chwyciłam dłoń Elliota i ścisnęłam ją mocno, a moje serce przyśpieszyło. Intuicja podpowiadała mi, że coś jest nie tak.

– Czy ten motocyklista nas śledzi? – wyszeptałam.

Elliot odwrócił głowę, a jego oczy otworzyły się szeroko. Szybko wbił wzrok przed siebie i przyśpieszył kroku.

– Wątpię. Dlaczego ktoś miałby nas śledzić? – zapytał, próbując zabrzmieć spokojnie, ale zdradziło go drżenie głosu.

Ruszyliśmy szybciej, ale warkot silnika nie ustawał. Zbliżał się, narastał z każdą chwilą. Mocniej ścisnęłam rękę mężczyzny. Poczułam, jak poci mi się dłoń.

Każdy krok wydawał się trudniejszy. Ciemność gęstniała wokół nas, otulała, odbierając dech. Upiorne cienie tańczące między zepsutymi latarniami sprawiały, że cierpła mi skóra.

Zerknęłam za siebie. Motocykl był teraz bliżej, a pomruk jego silnika kojarzył mi się z drapieżnikiem tropiącym ofiarę.

– Elliot – powiedziałam cicho. – On zdecydowanie nas śledzi.

Nie odpowiedział, ale przyśpieszył jeszcze bardziej. Jego dłoń w mojej drżała. Dotarło do mnie, że jest równie przerażony jak ja.

To tyle jeśli chodzi o jego obietnicę, że nic złego się nie stanie. Przeszliśmy zaledwie dwie przecznice, a już ktoś na nas polował.

Wszystkie włosy na moim ciele się zjeżyły, jakby ostrzegały przed niebezpieczeństwem. Droga się rozdzielała – Elliot pociągnął mnie w lewo. Dźwięki miasta ucichły gdzieś w oddali, zagłuszone warkotem silnika.

– Musimy uciekać – powiedziałam, drżąc. – Natychmiast.

Elliot potaknął i w końcu zareagował odpowiednio energicznie. Zaczęliśmy biec, ale motocykl zaryczał głośniej – jego dźwięk przeszył mnie dreszczem strachu.

Był za blisko.

Bez ostrzeżenia wyminął nas z rykiem i zajechał nam drogę w pobliżu bocznej alejki. Zatrzymał się gwałtownie z piskiem opon i zablokował nam przejście. Oddech uwiązł mi w gardle.

Motocyklista milczał, jedynie przechylił głowę, jakby rozbawiony naszym strachem. Mogliśmy próbować uciec, ale na tej maszynie łatwo by nas dogonił.

Znaleźliśmy się w pułapce, bez drogi ucieczki.

ROZDZIAŁ 3

Regan

Stałam jak przyklejona do chodnika, rozważając w głowie plusy i minusy próby ucieczki.

Mężczyzna wrzucił bieg jałowy. Kiedy zsiadł z motoru, światełka podświetlające reflektory zgasły. Ciężkie czarne buty, czarne dżinsy, czarna kurtka i czarny kask. W całej jego sylwetce nie było ani jednego wyróżniającego się elementu. Gdyby nie niski szmer silnika, chyba bym go nie zauważyła, nawet gdyby stał pięć stóp ode mnie.

Podwinął rękawy i odsłonił wytatuowane dłonie oraz przedramiona, które napięły się przy tym ruchu.

Mój wzrok przykuł błysk metalu. Uniósł broń, a ja poczułam bolesny ścisk w żołądku.

– Dawaj portfel – zażądał, zwracając się do Elliota.

Zastygłam. Mocno zaciskałam palce na torebce i gorączkowo rozważałam, czy powinnam ją oddać, czy o nią walczyć. W tej torebce było moje życie, ale nie wiedziałam, jak się obronić przed uzbrojonym człowiekiem.

Podczas gdy ja się wahałam, rozdarta między kapitulacją a walką, Elliot podjął decyzję. Puścił moją dłoń, odwrócił się na pięcie i popędził drogą, którą tu przyszliśmy.

Uciekł.

I to szybko.

Uciekł, do cholery!

Zanim dotarło do mnie, co zrobił, pokonał już całą przecznicę.

Uciekł i zostawił mnie tutaj samą, na opustoszałej ulicy, z uzbrojonym agresorem.

To tyle, jeśli chodzi o obietnicę, że nic złego mi się nie stanie.

Motocyklista odwrócił się do mnie. Twarz nadal przesłaniał mu kask, ale czułam na sobie jego spojrzenie. Lekko przechylił głowę, przyglądając mi się badawczo, z niemal drapieżną ciekawością. Powoli opuścił broń. Kiedy uniósł brzeg koszulki, wyjrzał spod niej fragment ciemnego tatuażu. Pistolet zniknął za paskiem. Mężczyzna uniósł ręce, a ja instynktownie się wzdrygnęłam, spodziewając się najgorszego. Ale on tylko zdjął kask.

– No dobra… Co to ma znaczyć, do cholery?! – zapytał. – Nie byliście przypadkiem na randce?

– Eee… Tak, byliśmy. Spotykamy się od sześciu miesięcy – wydusiłam oszołomiona.

Czy Elliot naprawdę zwiał i nawet nie zawołał, żebym biegła razem z nim, ani nie spojrzał, żeby się upewnić, czy za nim nadążam? Porzucił mnie tutaj, by kupić sobie czas na ucieczkę?

– Cóż, to wystarczająco długo, żeby cię tu, kurwa, nie zostawić z facetem, który próbował go okraść. Wziąłem was na muszkę, a on zwiał? Wprawdzie gdybym miał do wyboru zostanie postrzelonym albo łażenie przez cały wieczór po galerii, zdecydowanie wolałbym zostać postrzelony, ale i tak powinien chociaż spróbować ci pomóc.

Stałam otumaniona, podczas gdy niedoszły złodziej rozmawiał ze mną, jakbyśmy byli co najmniej znajomymi. Jakby był zaskoczony zachowaniem Elliota.

– Przepraszam, ale czy ty mi współczujesz? – zapytałam, gdy w końcu wybudziłam się z transu.

– Nazwałbym to raczej oburzeniem. Ale tak, twój facet jest żałosny. Powinien tu stać z uniesionymi pięściami.

Cofnęłam się i oparłam o chłodną, ceglaną ścianę budynku. Jej dotyk pozwolił mi wrócić do rzeczywistości.

– Wow! Naprawdę wow! Jestem tak żałosna, że mężczyzna, który próbował mnie obrabować z bronią w ręku, teraz okazuje mi uczucia?

– Moment. Wyjaśnijmy sobie coś. Chciałem obrabować jego. Nie chodziło mi o ciebie.

– Nie? Wymierzyłeś we mnie broń.

– Właściwie to celowałem głównie w niego. Odwróciłem się do ciebie tylko na sekundę. Efekt zaskoczenia. Twój chłopak wisi nam kasę. Zgłosiłem się na ochotnika do jej odzyskania. – Potrząsnął głową. – Albo przynajmniej do wystraszenia go na tyle, żeby spróbować ją odzyskać.

Spojrzałam w miejsce, gdzie wcześniej stał Elliot.

– Cóż, udało ci się go przestraszyć. To połowa sukcesu.

– Taaa… Uznam to jednak raczej za porażkę, bo nie wie, kim jestem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że ucieknie tak szybko. Nie zdążyłem nawet wygłosić przemowy. Nie powiedziałbym nawet, że uciekł jak dziewczyna. Chyba nawet dziewczyna wytrzymałaby dłużej. Cholera, jedna naprawdę wytrzymała dłużej.

Zaśmiałam się i natychmiast tego pożałowałam. Nie mogłam przecież uznać niedoszłego rabusia za kogoś zabawnego. Wpatrywałam się w niego. Dół jego twarzy zakrywała maska, ciemne włosy były potargane od kasku, a oczy wpatrzone we mnie. Niestety kolejne, co przyszło mi do głowy po tym, jak stwierdziłam, że jest zabawny, to myśl, że jest również przystojny.

– No dobra, chodź – powiedział, wyciągając do mnie rękę z kaskiem, jakby chciał, żebym go wzięła.

– Chodź? Dokąd?

– Zawiozę cię do domu. W przeciwieństwie do twojego chłopaka nie zostawię cię na opustoszałej ulicy, w nocy, zupełnie samej. A mam dziś jeszcze coś do roboty, więc rusz tyłek.

– Poważnie? Masz w planach kolejne napaści? Co za niespodzianka. I może Elliot wie, że jestem dorosła i poradzę sobie sama – powiedziałam, ściągając łopatki. Mój facet chyba uznał, że będę potrafiła odpowiednio zareagować, i spodziewał się, że pobiegnę za nim.

– Biorąc pod uwagę, że nawet nie drgnęłaś, kiedy sięgnąłem po broń, nie mam co do tego wątpliwości. Myślałem, że to ty zaczniesz ze mną walczyć.

– Dlaczego w takim razie uważasz, że nie mogę sama wrócić do domu?

Podszedł bliżej, a ja zauważyłam, jak niebieskie są jego oczy. Połączenie ich błękitu i czerni jego ubrań przywiodło mi na myśl obraz z wystawy. Nasycona czerń i jasny, lodowaty błękit. Zachwycający widok, zupełnie jak tamten, który podziwiałam w galerii.

Głęboki odgłos jego śmiechu ponownie przykuł moją uwagę.

– Wiesz w ogóle, gdzie jesteśmy? Bo jeśli ci się wydaje, że możesz wrócić stąd pieszo do domu sama i nikt cię nie zaczepi, to się mylisz. A nie sądzę, żeby jakikolwiek Uber przyjechał po ciebie w tę okolicę. Możesz albo wsiąść na mój motor, albo zaryzykować, że natkniesz się na kogoś innego.

– Może ten ktoś okaże się milszy od ciebie?

– W tej chwili ani cię nie okradam, ani nie dotykam, ani nie planuję zrobić nic z tych rzeczy. Co, jeśli ktoś inny będzie chciał?

Opustoszała ulica i mroczna ścieżka sprawiały, że cierpła mi skóra, ale ten mężczyzna dopiero co do mnie mierzył.

– Chyba powinieneś wiedzieć, że umiem się bronić, więc jeśli spróbujesz mnie dotknąć albo okraść, będę walczyć.

– Trzęsę się ze strachu. A teraz wskakuj na motor – powiedział znudzonym tonem, a ja przygryzłam wargę.

Jeśli wsiądę, może mnie zabrać gdziekolwiek. Ale jeśli tego nie zrobię, zostanę tu sama.

– Zwykle nie wsiadam z nieznajomymi do samochodów ani na motory… Właściwie to nigdy tak nie zrobiłam.

– W takim razie gratulacje. Zachowasz się jak prawdziwa rebeliantka. Jak zgaduję, będzie to pierwszy raz w twoim życiu.

Jakiś facet krzyknął coś do nas i kiedy spojrzałam przez ramię, zobaczyłam, że idzie w naszą stronę.

– Wskakuj na ten pieprzony motocykl, zanim będzie trzeba cię do tego zmusić albo zostawić z kolesiem, który się zbliża, albo zabić go i doprowadzić cię do łez. A wtedy i tak cię tu zostawię, ale w towarzystwie martwego gościa, a nie sądzę, żebyś potrafiła sobie radzić w takich sytuacjach.

Chwyciłam za kask, odrzuciłam włosy na plecy i go włożyłam. Odnotowałam, że znowu lekko się uśmiechnął, zanim przełożył nogę nad siedziskiem.

– Dobra decyzja, Rebel. Wygląda na to, że nie jesteś głupia. Coś ty, do cholery, robiła z Elliotem?

– Znasz go? – zapytałam, lekko unosząc wizjer kasku. Był na mnie nieco za luźny, ale byłam wdzięczna, że mężczyzna mi go zaproponował.

– Pewnie. Cała nasza ekipa dobrze go zna, i to nie z dobrych powodów. Ani nawet nie ze złych, ale za to zabawnych – powiedział z krzywym uśmieszkiem. – Jeśli dzisiejszy wieczór nie był dla ciebie wystarczającą wskazówką, sugerowałbym rzucenie tego faceta. Siedzi po uszy w długach. Dobrze, że masz na oku swoją torebkę, ale to nie ja jestem nią zainteresowany.

Usiadł na motorze, a ja stałam, wpatrując się w niego.

– To ma być miejsce dla mnie? – zapytałam. Na tym maleńkim kawałku siedziska nie zmieściłaby się nawet połowa mojego tyłka.

– Właśnie tak. A jeśli będę ci musiał jeszcze raz powtórzyć, żebyś wsiadła na ten pieprzony motocykl, to ze wszystkich opcji, które wyliczyłem, zostanie nam tylko jedna…

– Która? – zapytałam i od razu potrząsnęłam głową. – Nie, nie odpowiadaj. Jesteś dupkiem, co?

Przechylił głowę, mrużąc oczy.

– Przy naszym pierwszym spotkaniu wymierzyłem w ciebie broń. Czy ja wyglądam na słodkiego, niewinnego chłopca?

– Nie, niestety nie.

To oznaczało, że zdecydowanie nie pasował do tego typu osób, z którymi zwykle spędzałam czas. Albo przynajmniej tak uważałam. Najwyraźniej Elliotowi również było daleko do słodkiego, niewinnego chłopca.

Ponownie zerknęłam na zbliżającego się mężczyznę. Czy lepiej będzie odjechać motorem z szaleńcem, który wygląda, jakby mógł mnie zabić, ale zaproponował, że mnie stąd zabierze? Czy może powinnam zaryzykować spotkanie z dziwakiem nadchodzącym opustoszałą ulicą?

Chciałam robić w życiu coś ciekawego. Wskoczenie na motor z nieznajomym chyba się do tego zaliczało?

– Jak mam wsiąść?

Wskazał na podnóżki i przyglądał się przez ramię, jak oparłam stopę na jednym z nich, żeby się wspiąć. Natychmiast poleciałam w tył, ale przynajmniej wylądowałam na nogach.

– Przytrzymaj się moich ramion, żeby nie stracić równowagi. Chwiejesz się jak pieprzony jelonek Bambi! – krzyknął.

– Nie wiedziałam, że mogę cię dotknąć! – odkrzyknęłam. Spojrzałam na drogę. Mężczyzna był coraz bliżej.

– Do wszystkich diabłów! Wskakuj w tej chwili! Zaraz będziesz mnie dotykać o wiele mocniej, więc tak, spodziewałem się twoich rąk na moim ciele.

Oparłam dłonie na jego barkach, stanęłam na podnóżku i przełożyłam nogę nad motorem.

– To jak wsiadanie na konia – powiedziałam, starając się przycupnąć bardziej z tyłu na tym małym siedzisku.

Pochylił głowę i poczułam, jak drży.

– Jestem powodem do śmiechu? – zapytałam.

– Po prostu do tej pory żadna dziewczyna nie powiedziała tak, kiedy znalazła się na mnie.

– Nie jestem na tobie – zaprotestowałam, prostując się na siedzeniu pasażera.

Głośny warkot zawibrował w moim ciele. Nieznajomy nacisnął na coś, a motor wystrzelił o kilka cali do przodu. Wyrwał mi się okrzyk. Poleciałam w przód i mocno chwyciłam mężczyznę.

– Ależ tak – powiedział. – Jesteś na mnie. Ręce na mojej talii albo na baku. Możesz trzymać się mnie, chyba że się zatrzymamy albo będę zmieniał bieg. Wtedy oprzyj się na baku. I nie ściskaj mnie, jakbyś walczyła o życie, bo cię zostawię i pójdziesz pieszo. W razie problemów klepnij mnie, a się zatrzymam. Jednak nie zmuszaj mnie do zatrzymania tylko dlatego, że się boisz. Zachowaj to dla siebie. A jeśli złapiesz gdziekolwiek poniżej pasa, to będzie twój pieprzony problem, bo od miesięcy nie miałem dziewczyny na motorze i mogę ci zagwarantować, że coś poczujesz.

– Wow! Sporo tych zasad. I nie myliłam się, rzeczywiście jesteś dupkiem.

Odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć.

– Zdecydowanie się nie myliłaś. Bezpieczeństwo jest najważniejsze, Rebel – powiedział, opuszczając wizjer mojego kasku. – A teraz się trzymaj.

ROZDZIAŁ 4

Rook

Skąd miałem wiedzieć, dokąd właściwie mam ją zawieźć? Uznałem, że wkrótce mi powie. Ruszyłem w stronę miasta, kierując się raczej na prawo, w stronę bogatszych dzielnic, niż na lewo, gdzie mieszkaliśmy.

Nie było najmniejszych szans, żeby dziewczyna pochodziła z naszej części miasta. Nie wskazywały na to ani jej wygląd, ani zachowanie, ani też Elliot nie umówiłby się z kimś, kto nie był kurewsko bogaty. Założę się, że już mu się zdarzyło grzebać w jej torebce, a ona nawet się nie zorientowała.

Wnet poklepała mnie po ramieniu. Nawet nie ukrywałem jęku. Nie żeby mogła go usłyszeć. Zjechałem na pobocze jednej z najbardziej opustoszałych bocznych ulic, jaką udało mi się znaleźć, i wyłączyłem silnik.

– Tu właśnie mam cię wysadzić?

Zdjęła kask, a ciemne włosy spłynęły jej na ramiona. Usta miała ciemnoczerwone, szminkę odrobinę rozmazaną, więc przemknęło mi przez głowę, czy Elliot już nie szykował się na noc. To nadal jednak nie tłumaczyło, dlaczego prowadził ją taką niebezpieczną ulicą. Nie było tam nic, co warto zobaczyć. Czy istniał powód, żeby zabrać tam piękną kobietę i ryzykować jej życie?

– Nie, ale pomyślałam, że skoro już tędy przejeżdżamy, zgodzisz się na to, żebyśmy przystanęli przy tej małej cukierni za rogiem. Jest otwarta do późna, a ja mam ochotę na ciastka.

– Kazałaś mi się zatrzymać, żebym kupił ci ciastko?

– Chciałam tylko, żebyś zrobił postój, abym sama mogła sobie je kupić.

– Czy ja jestem twoim szoferem? Chłopcem na posyłki? Zawsze prosisz facetów, którzy mierzyli do ciebie z broni, by zabrali cię gdzieś, gdzie możesz coś przekąsić?

– Zwykle faceci, których proszę, żeby poszli ze mną coś przekąsić, z radością to robią. Bez zadawania zbędnych pytań.

– Założę się, że ci, których o to prosisz, chętnie zrobiliby dla ciebie wiele rzeczy bez zadawania pytań. Sam mam w głowie długą listę takich rzeczy, ale zatrzymywanie się po pieprzone ciastko do nich nie należy.

Skrzywiła się i zeszła z motocykla.

– Wiesz co, Rooku? Jesteśmy już na miejscu, więc przejdę się za róg i kupię sobie ciastko. Możesz albo posiedzieć tu i poczekać, jak przystało na grzecznego małego rabusia, a więc zostawić mnie, albo pójść ze mną. Mam za sobą naprawdę gównianą noc i chcę pieprzone ciastko – powiedziała niemal we łzach.

Pewnie powinienem był się spodziewać tego wybuchu, ale wcześniej była tak przestraszona, że jakoś nie uwzględniłem tego w planach. Skręcała już za róg ceglanego budynku, kiedy dotarło do mnie, co powiedziała.

– Hej! – zawołałem i pobiegłem za nią. Nie zwolniła, więc chwyciłem ją za ramię i zmusiłem, żeby się zatrzymała. – Skąd, do cholery, znasz moje imię?

Wzruszyła ramionami, by wyglądać na zrelaksowaną, ale jej się nie udało. Przez połowę życia uczyłem się odczytywać język ciała. Łatwiej było onieśmielać ludzi albo wykaraskać się z kłopotów, kiedy wiedziałeś, co myślą inni.

A w tej chwili miałem pewność, że dziewczyna nadal była przerażona.

– Twój przyjaciel dzwonił. Odebrałam przez kask.

– Aiden?

– Tak.

– Zabiję go.

– Dlaczego? Nie chcesz, żeby ci, których próbujesz obrabować, znali twoje imię?

Skrzywiłem się.

– Nieszczególnie. Co jeszcze powiedział?

– Że masz dzisiaj podły humor i żebym zatrzymała cię jak najdłużej, bo nie chce mu się z tobą męczyć.

– Więc uznałaś, że ciastko to dobry pomysł?

– Miałam na nie ochotę, zanim mnie napadłeś, więc wydało mi się to najsensowniejsze.

Odwróciła się, otworzyła drzwi cukierni i weszła do środka. Nie chciałem iść za nią, ale musiałem się zorientować, co jeszcze powiedział Aiden, żeby wiedzieć, jak mocny wpierdol mam mu spuścić za to, że gada o mnie z nieznajomymi.

Podeszła do lady, żeby złożyć zamówienie, a ja stanąłem za nią. Nadal miałem na sobie maskę. Ekspedientka zerknęła na mnie, a potem szybko wróciła spojrzeniem do dziewczyny, żeby uniknąć mojego wzroku.

– Cokolwiek wybrała, podaj podwójną porcję – rzuciłem. Rebel zrobiła krok w bok i spojrzała na mnie, ściągając łopatki. – Co?! Czyli teraz jeszcze ja płacę? – zapytałem.

– Próbowałeś mnie okraść, mierząc do mnie z broni! Możesz mi chociaż kupić ciastko.

Dziewczyna za ladą zrobiła wielkie oczy i szeroko otworzyła usta.

– Wcale nie próbowałem jej okraść – powiedziałem, wyciągając nawet większą kwotę niż tę konieczną do pokrycia rachunku, i podałem jej pieniądze. – Miałem zamiar okraść jej chłopaka. Możesz zatrzymać resztę, jeśli nie zadzwonisz po policję.

Moje słowa i wygląd przeraziły dziewczynę na tyle, że potaknęła na znak zgody.

– Nie ma problemu – zapiszczała. – Już podaję zamówienie.

– Dzięki! – zawołała za nią mała rebeliantka, odpychając mnie. – Bądź grzeczny.

– To nie ja rozpowiadam o przestępstwach, które popełniam.

– Czy to znaczy, że popełniłeś więcej niż jedno wykroczenie?

Zmarszczyłem brwi.

– Dzisiaj? Tak. To nie było oczywiste? Tylko jeśli zaczniesz opowiadać ludziom o moich sprawach, przestanę być miły.

– To ma być groźba? I niby jesteś miły?

– Oczywiście, że to groźba. A skoro nie zostałaś na poboczu drogi, to tak, jestem miły.

– Jeśli zagrozisz mi jeszcze raz, to pójdę prosto na policję, żeby sobie z nimi porozmawiać o tobie.

– A ja włamię się do twojego domu i cię porwę, tak że nigdy więcej nie zobaczysz swojej rodziny. Ani gliniarzy – powiedziałem i zsunąłem maskę na tyle, żeby ugryźć kawałek pierwszego ciastka. Nie kłamała. Były niesamowite.

Nie wiedziałem, że się zatrzymała, dopóki nie skręciłem za róg, w uliczkę, gdzie zaparkowałem. Cofnąłem się i zobaczyłem, że tkwi na chodniku.

– Jakiś problem?

– Tak! Zagroziłeś, że mnie porwiesz!

– Tylko jeśli spróbujesz mnie wsypać. W przeciwnym razie nie planuję nigdy więcej się z tobą spotkać.

– Ale zrobiłbyś to?

– Oczywiście, że tak. Zamierzasz zjeść swoje ciastka czy mam je wszystkie ukraść?

Chwyciła za pudełko, wyrwała mi je z dłoni i przycisnęła do piersi.

– Zjem swoje w domu, do którego mogę się stąd dostać sama.

Oparłem się o motocykl i mierząc ją wzrokiem, zjadłem ostatnie z ciastek, które najwyraźniej przeznaczyła dla mnie.

– Uciekasz?

– Od faceta, który teraz już nie tylko trzymał mnie na celowniku, ale też groził mi porwaniem? Tak!

Jej smartfon rozdzwonił się jakiś dwudziesty raz, od kiedy się zatrzymaliśmy. Podobnie jak wcześniej, wyciszyła go kliknięciem.

– Problemy?

– Elliot ciągle do mnie wydzwania.

– Daj mi telefon.

– A teraz jeszcze ci się wydaje, że dam ci swój telefon? Żebyś z nim odjechał?

– Jasne, akurat potrzebne mi różowe komórki. Dawaj – powiedziałem i wyciągnąłem rękę. Chwyciłem telefon, oparłem się ponownie o motocykl, wybrałem ostatni numer i wrzuciłem połączenie na głośnik.

Elliot odebrał po jednym sygnale.

– Skarbie? O mój Boże! Skarbie, nic ci się nie stało?

– Poważnie myślisz, że dziewczynie, którą zostawiłeś z kimś, komu wisisz kasę, nic się nie stało? – zapytałem niskim, groźnym głosem.

Podniosła wzrok. Końcem języka oblizała wargi.

– Zabrałeś ją? – zapytał, ale panika w jego głosie nie wydała mi się przekonująca. Pewnie bardziej martwiło go potencjalne śledztwo niż jej bezpieczeństwo.

– Oczywiście, kurwa, że ją zabrałem. Zostawiłeś seksowną kobietę na niebezpiecznej ulicy z facetem, który cię nienawidzi i ma broń.

Milczałem, kiedy Elliot wywrzaskiwał niekończącą się serię pustych gróźb.

– Sam jesteś sobie winien, dupku. Nie zostawia się nic cennego w pobliżu ludzi, którym wisisz pieniądze. Przynieś gotówkę do sklepu, a ja bezpiecznie odwiozę dziewczynę do domu.

Jakby sam się prosił, żeby zagrać mu na nerwach, Elliot jazgotał coś o dotykaniu jej.

– Martwisz się, że będzie rozczarowana twoimi popisami, jeśli to zrobię?

– Rook! – krzyknęła, jakby bez przekonania próbowała mnie zrugać.

– Cholera, muszę lecieć. Już wykrzykuje moje imię. Pamiętaj o pieprzonej kasie, Elliocie. – Rozłączyłem się i oddając jej telefon, powiedziałem: – Nie odbieraj przez jakiś czas. Zasłużył na to, aby myśleć, że po tym, co ci zrobił, właśnie uprawiasz ze mną najlepszy seks w życiu.

Nie poruszyła się, a ja poświęciłem chwilę, żeby jej się przyjrzeć. Pełne, czerwone wargi, długie, ciemne włosy i arogancja bogatej dziewczyny, która już uznała mnie za bezwartościowego. Była piękna.

Naprawdę nie było nic bardziej satysfakcjonującego niż wyrwanie laski, która uważała mnie za potwora, doprowadzenie jej do krawędzi i zmuszenie, żeby błagała o więcej, tylko po to, by następnego dnia obudziła się i spojrzała na siebie z obrzydzeniem wywołanym tym, jak bardzo pragnęłaby to powtórzyć.

Zepsucie kogoś takiego jak ona, żeby pragnął mnie lub kogoś takiego jak ja – to byłoby niezrównane doznanie.

W tym miesiącu minęło pół roku, od kiedy z nikim nie spałem, i to pewnie dlatego w głowie kłębiły mi się takie pomysły.

– Chodź tutaj – powiedziałem, ale ona, co mnie zupełnie nie zaskoczyło, nawet nie drgnęła.

Odepchnąłem się od motocykla i podszedłem do niej, aż spojrzała na mnie wielkimi oczami, szeroko otwierając usta.

– Co ty wyprawiasz? – zapytała, nadal przyciskając do piersi pudełko.

Nachyliłem się, aż nasze usta dzielił ledwie oddech.

– Sprawdzam, czy mnie pocałujesz, jeśli zmniejszę dystans.

Nie poruszyła się, nawet nie oddychała, ale spojrzała mi prosto w oczy.

– Nie pocałuję.

Przesunąłem dłonią po jej boku, przez biodro, aż do rąbka spódnicy.

– A dlaczego nie?

– Bo myślę, że możesz zabijać ludzi, a ja nie całuję morderców.

– Oczywiście, że nie – powiedziałem, przesuwając palcami po jej biodrze, aż dotarłem do uda. – A robisz coś jeszcze z zabójcami?

– Nie sądzę. – Głos jej się załamał, a ja powędrowałem w górę jej boku.

– A może chciałabyś dalej pobawić się w tę swoją małą rebelię i zacząć? – Nachyliłem się i otoczyłem ją ramieniem w talii, żeby przyciągnąć ją z powrotem motocykla.

– Biorąc po uwagę, że muszę wsiąść, jeśli chcę, abyś podwiózł mnie do domu, myślę, że wystarczy tej rebelii na dziś.

– Jesteś pewna? Przekraczanie granic to świetna zabawa. Mógłbym sprawić, że przekroczysz kilka swoich.

Zacisnąłem palce na jej udzie i spuściłem głowę. Moje usta zawisły nad szyją dziewczyny, nie dotykały jej jednak. Wstrzymała oddech. Czułem pod wargami coraz szybsze bicie jej serca.

– Powiedz tylko słowo, Rebel, a dam ci coś, czego Elliot nigdy nie będzie w stanie ci dać.

ROZDZIAŁ 5

Regan

Głupia. To cała ja zamknięta w jednym słowie: głupia.

Miałam tego świadomość, co jednak nie wystarczyło, żebym nie uznała za atrakcyjnego mężczyzny, który groził mojemu byłemu, jedząc przy tym ciastko.

Nie wystarczyło również, żeby powstrzymać mnie od rozważania, czy powinnam posunąć się dalej w tej swojej rebelii i poprosić go o coś więcej niż przejażdżka motocyklem.

Nachylił się i mocniej zacisnął dłoń na moim biodrze.

Przecież właściwie nie miałam już chłopaka. Elliot dostanie ode mnie ostatnią wiadomość, a potem zablokuję jego numer.

Usta Rooka musnęły moją szyję i przez sekundę pomyślałam, żeby ulec i pozwolić się położyć na motorze, by odkryć, co dokładnie miał na myśli, twierdząc, że da mi coś, czego Elliot nie potrafi.

– Czy ty twierdziłeś, że nie zamierzasz mnie dotknąć?

– Skłamałem.

– Cóż… W takim razie ja też. – Sięgnęłam po ciastko, uniosłam je i włożyłam mu do ust. – Nie chcę być rebeliantką.

Wstrzymałam oddech, kiedy powoli docierało do niego, co zrobiłam. W ciągu jednego uderzenia serca przypomniałam sobie, że jesteśmy sami w ciemnej alejce, a ja fizycznie go odrzucam. Zastygłam jak sparaliżowana w oczekiwaniu na jego reakcję.

Wyprostował się, wyjął ciastko z ust i się zaśmiał.

– Zastanawiałem się właśnie, czy podzielisz się ze mną kolejnym – powiedział i wziął kęs. – Przyciskałaś je do siebie jak jakiś skarb.

– Nie jesteś zły?

– Z powodu tego? – zapytał, unosząc ciastko. – Ani trochę. To urocze, że nie chcesz być rebeliantką. Myślę, że mógłbym cię bardzo szybko skłonić do zmiany zdania.

– A ja myślę, że powinieneś mnie odwieźć do domu.

Potrząsnął głową i wsiadł na motor. Czekał na mnie.

– Naprawdę nie jesteś zły? I odwieziesz mnie do domu? Żywą?

– To dziwne, ale nie czuję potrzeby zabijania ludzi za to, że nie pieprzą się ze mną w ciemnych alejkach. Elliot tak robi? Wiem, że jego moralności można sporo zarzucić, ale tym mnie zaskoczyłaś – zażartował.

Przewróciłam oczami.

– Zapomnij, że w ogóle pytałam – powiedziałam, ale nadal nie byłam pewna, czy powinnam wsiąść.

W głowie wirowały mi pytania i wątpliwości. Ale dreszcz na myśl o przeżyciu czegoś nowego i ekscytującego był zbyt mocny, żeby mu się oprzeć. Wzięłam kolejny głęboki wdech, a potem sięgnęłam po kask, włożyłam go na głowę i zajęłam miejsce za Rookiem. Na szczęście tym razem się nie zachwiałam, co bardzo mnie ucieszyło, ponieważ kiedy był tak blisko, moje nogi okazywały się niemal bezużyteczne. Jego palce wędrujące po moich bokach mnie rozpaliły i chociaż wiedziałam, że do niczego między nami nie dojdzie, jakaś część mnie tego chciała.

Nie byłam żadną rebeliantką, tylko grzeczną dziewczynką, która nigdy się nie buntowała. Rook zdecydowanie nie był w moim typie, więc dlaczego, otaczając go ramionami, czułam taką ekscytację?

Ponownie uruchomił silnik. Obejmowałam tego gościa, próbując trzymać dłonie płasko na jego brzuchu, ale każdy podskok motoru sprawiał, że przesuwały się niżej, aż w końcu natrafiłam na jego pasek. A potem jeszcze niżej. Nie kłamał, kiedy powiedział, że coś poczuję, jeśli zejdę niżej. Moja dłoń otarła się o jego dżinsy. Zanim ją cofnęłam, natrafiłam na długi, twardy kształt. Liczba miejsc, w których mogłam go dotykać, była jednak ograniczona. Ponownie przesunęłam dłonie wyżej i przejechałam nimi po twardym brzuchu.

Może jednak nie musiałam całkowicie rezygnować z rebelii?

Moje palce raz jeszcze powędrowały w dół, nabrałam śmiałości. Podciągnęłam bluzę i koszulkę, którą miał pod spodem, i przycisnęłam dłoń płasko do jego nagiej skóry. Nachyliłam się do niego mocniej. Zalała mnie fala gorąca, ciało przeszył dziwny ból.

Kiedy dotarło do mnie, że dojeżdżamy, zabrałam ręce i wskazałam mu boczną ulicę. Nie była to droga do mojego domu, ale stąd dzielił mnie od niego tylko irytująco długi spacer przez dwa podwórka. Nie mogłam pozwolić, żeby Rook się dowiedział, gdzie mieszkam. To byłaby kolejna głupia decyzja tej nocy.

Ponownie podskoczył motorem, przez co znowu opadłam na jego plecy. Przywarłam do niego na chwilę, po czym zaczęłam gorączkowo klepać go w ramię, żeby zatrzymał się przed przypadkowym domem.

Bez chwili zwłoki zsiadłam i oddałam mu kask.

– Jak to robisz?

– Co takiego?

– Sprawiasz, że motor podskakuje.

– Zwalniam szybko sprzęgło.

– Nie podoba mi się to.

Uśmiechnął się krzywo, unosząc brwi.

– A mnie tak.

Potrząsnęłam głową, próbując nie odwzajemnić uśmiechu.

– No cóż… dzięki za podwózkę. – Poprawiłam spódnicę i odwróciłam się, żeby ruszyć podjazdem. Znałam starszego pana, który tu mieszkał, i wiedziałam, że nie będzie miał nic przeciw, jeśli przejdę przez jego podwórko. – Do zobaczenia… prawdopodobnie nigdy.

– Hej! – zawołał za mną. – A co, jeśli chcę cię znów spotkać?

Potrząsnęłam głową. Byłam zbyt zażenowana, a poza tym nadal niemal nic o nim nie wiedziałam. A wiedza, którą zyskałam, sugerowała, że nie powinnam się po nim spodziewać niczego dobrego.

– Nie chcesz.

Kiedy dotarłam na tyły domu sąsiada, usłyszałam, że motocykl odjeżdża. Odgłos wyjącego silnika wydawał się rozbrzmiewać w nieskończoność, aż w końcu ucichł gdzieś w oddali. Odczekałam jeszcze kilka sekund, a potem ruszyłam dalej. Od domu dzielił mnie długi spacer, ale przynajmniej czułam się nieco mądrzejsza, wszak nie podałam obcemu swojego adresu.

Rezydencja wznosiła się w mroku nocy, rozświetlając ją niczym latarnia. W przeciwieństwie do innych domów w okolicy nasz stał w pewnym oddaleniu od drogi. Prowadził do niego długi podjazd, a otaczające go akry ziemi pozwalały zachować większą prywatność niż ta, którą mogli się cieszyć nasi nieliczni sąsiedzi.

Serce dudniło mi głośno, kiedy otwierałam drzwi. Jakaś część mnie czuła, jakbym z powodu tego, co się stało, miała na czole piętno, podczas gdy druga pamiętała, że nikogo nie obchodziło, co robiłam i gdzie się podziewałam.

Moja część domu była pusta. Sześć sypialni, jeden gabinet, gigantyczna kuchnia, salon i jadalnia. Niekończący się szereg pokoi i ani jednej osoby w żadnym z nich. Nasz dom został podzielony na dwa skrzydła. Jedno z nich, w którego skład wchodziły sypialnie, salon i kuchnia, należało teraz głównie do mnie. Drugie zostało dobudowane później przez mojego ojca. Miał swoją sypialnię, własne biuro, a także salon na oficjalne okazje i niewielką kuchnię, której używano tylko wtedy, kiedy ktoś przygotowywał mu posiłki. No dobra, właściwie codziennie.

Nie było tu ani jednej osoby, którą interesowałoby to, co mi się przydarzyło.

Prychając pod nosem, ruszyłam po absurdalnie wielkich schodach do mojej sypialni na piętrze. Po drodze wyjęłam ciastko z pudełka i wybrałam w telefonie numer Harper.

– Hej, Elliot nie uwięził cię w piwnicy? – zapytała.

– Nie. Ale wydaje mi się, że zrobił coś znacznie gorszego. I ja chyba też – powiedziałam, zamykając za sobą drzwi, po czym usiadłam na łóżku i zrelacjonowałam jej wydarzenia tego wieczoru.

1 W języku angielskim funkcjonuje powiedzenie People in glass houses shouldn’t throw stones(dosł. „Ludzie w szklanych domach nie powinni rzucać kamieniami”), które oznacza, że nie należy krytykować innych za wady, które samemu się ma [wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki].

2Datelineto popularny amerykański program, emitowany raz w tygodniu od 1992 roku. Początkowo miał charakter informacyjny, ale z czasem zaczął się skupiać na opartych na faktach historiach kryminalnych.