Rewolta AI - Faliński Marcin - ebook

Rewolta AI ebook

Faliński Marcin

0,0

Opis

Specjalistka i entuzjastka w dziedzinie sztucznej inteligencji staje przed wyborem między moralnością, a profitami z wykorzystywania algorytmów matematycznych do celów polityczno-społecznych i komercyjnych.

Jej osiągnięciami interesuje się polski wywiad, który postanowił wyszkolić ją na głęboko zakonspirowaną oficer drugiej linii. Wkrótce bohaterka zaczyna być rozpracowywana przez rosyjski wywiad i nie zauważa, kiedy sama uzależnia się w sferze psychologicznej od nowoczesnych technologii. Nie dostrzega, że AI wpływa na nią destrukcyjnie, jak i na wiele osób, które ją otaczają. Jednak czynnie uczestniczy w działaniach ofensywnych kilku państw NATO w domenie cyber przeciwko celom w Federacji Rosyjskiej. Jednak rosyjski wywiad też zauważa jej zdolności i pozycję.

W głowach oficerów zachodnich wywiadów powstaje idea utworzona nieformalnej struktury, która ma doprowadzić do zmiany tendencji w rozwoju technologii AI…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 334

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rozdział 1

Polska, Mazury – jesień 2021 roku

Kilkuletni granatowy Volkswagen Passat jechał z Warszawy od ponad dwóch godzin, nigdzie nie stając po drodze. Kiedy minął dość szybko Wielbark, zrobiło się zupełnie ciemno i nieprzyjemnie – zaczął siąpić deszcz, który pokrył małymi kroplami żółto-czerwone liście drzew, zawsze zielone świerki i wypłowiałe łąki. Zwolnił parę kilometrów za miastem. Po chwili zjechał w boczną leśną drogę. Przejechawszy jeszcze kilkadziesiąt metrów, zawrócił na niewielkiej polance i zatrzymał się. Z samochodu wyszedł kierowca ubrany w ciemną kurtkę przeciwdeszczową z kapturem i wprawnie zmienił warszawskie tablice rejestracyjne na warmińsko-mazurskie. Po kilkudziesięciu sekundach Passat ruszył w kierunku Szczytna.

Jadąca na miejscu pasażera atrakcyjna trzydziestoparoletnia brunetka, z kręconymi włosami spiętymi w kok, przez całą podróż opowiadała z zacięciem i pewną monotonią akademickiego wykładowcy o swojej pracy naukowej. Mówiła o tak zwanym uczeniu maszynowym z wykorzystaniem dużej liczby danych tekstowych i o przetwarzaniu naturalnego języka człowieka. Ten swoisty wykład mężczyzna prowadzący auto przerywał pytaniami, bo mimo swoich czterdziestu paru lat nie nadążał w tej tematyce za rozmówczynią. Pierwszy raz się pogubił, kiedy zaczęła mówić o tym, jak bardzo proces uczenia się systemu jest intensywny w zakresie masy obliczeniowej. A zupełnie stracił wątek, kiedy zaczęła opisywać, w jaki sposób duże modele językowe mogą być wykorzystywane do generowania tekstu poprzez wielokrotne przewidywanie następnego słowa.

– Czyli, jak w oczywisty sposób z tego wynika, zaliczane są one przez to do generatywnej sztucznej inteligencji – podsumowała kobieta.

– Stop! Czekaj! Trudno to wszystko zrozumieć – skomentował kierowca. – Jak cię tak słucham od dwóch godzin, to zastanawiam się, dokąd ten pieprzony świat zmierza – dodał i nieco zmniejszył nacisk stopy na pedał gazu.

– Ale… panie majorze…

– Prosiłem cię. Mów mi po imieniu. Będzie nam łatwiej… pani Widmer – przerwał jej, kolejny raz mrugnąwszy okiem.

– Jasne… Więc, Maciek… To proste. Duże modele językowe są sieciami neuronowymi. Największe i najzdolniejsze modele językowe oparte są na architekturze transformerów. Takimi przykładami dużych modeli językowych są te z serii GPT zbudowane przez OpenAI na przykład używane w chatbotach ChatGPT i Microsoft Copilot, a także modele Llama zbudowane przez Meta…

Mężczyzna, kręcąc głową, dał jej znać ręką, aby nic nie mówiła.

– Ale chciałam ci tylko jeszcze powiedzieć, że przyszłość to sieci neuronowe. To mnie chyba najbardziej będzie… kiedyś kręcić – dodała cicho i już mniej podekscytowanym głosem.

***

Minąwszy Szczytno, samochód pokonywał lekkie pagórki i łuki szosy w kierunku Mrągowa i Rucianego-Nidy. Za wsią Zielonka Fornalski zaczął czegoś intensywnie wypatrywać. Nagle zwolnił i gwałtownie skręcił w szutrową drogę prowadzącą do jeziora. Niewielkie kamyki i grudki rozmiękłej ziemi uderzały z łoskotem w błotniki pojazdu. Po chwili wjechali w las. W końcu po jakichś stu metrach Passat ostro zahamował. Fornalski wyłączył silnik i zgasił światła. Joanna zdziwiona spojrzała na niego, on zaś rzucił okiem na zegarek. Wyjął z kieszeni drzwi latarkę, włączył ją i na moment zaświecił zimnym, LED-owym światłem w oczy Joanny, która przestraszyła się i odwróciła głowę. Następnie popatrzyła na niego niepewnym wzrokiem. Major, widząc jej reakcję, rzucił od niechcenia:

– Spokojnie, Joanno. Po prostu muszę ci na jakiś czas obniżyć trochę komfort jazdy. – Skierował światło latarki w dół.

– Nie rozumiem. Gdzie my jesteśmy? Dlaczego się tu zatrzymaliśmy? – odpowiedziała, zasuwając odruchowo suwak swojego softshella.

– Włóż kurtkę przeciwdeszczową, bo jeszcze się przeziębisz – odpowiedział i sam wyszedł szybko z samochodu. – Chodź, chodź. – Machnął do niej ręką w otwartych drzwiach.

– Dalej… Maćku… Nie rozumiem – powiedziała z wyraźnym wahaniem, zarzuciwszy na siebie kurtkę z goreteksu.

Opuściła auto. Deszcz jakby bardziej zaczął zacinać. Doszedł do tego silniejszy zimny, północno-zachodni wiatr.

– Czego tu nie rozumieć, Joanno? Wsiadaj do bagażnika, i tyle. – Major otworzył klapę Passata, kierując jednocześnie światło latarki jego na wnętrze.

– Pan major… Ty chyba żartujesz? Czy to w ramach szkolenia? – zapytała jeszcze bardziej niepewnym głosem.

– A niby czego? Przecież cię nie porywam do Kaliningradu! – Zaśmiał się. – Masz tu kominiarkę. Jakbyśmy się zatrzymali i usłyszałabyś, że ktoś otwiera bagażnik, to włóż ją. Rozumiesz? – Ponownie spojrzał na zegarek.

– Rozumiem, ale… O co tu chodzi? – Dalej miała zdziwioną minę.

– Wchodź, wchodź. Cel podróży się nie zmienia, jedynie, jak zapowiedziałem, obniża ci się komfort podróżowania. Ale nie na długo. Te parę minut wytrzymasz skulona w ciemnościach. – Znowu sprawdził czas. – Nie tylko w cyberprzestrzeni bezpieczeństwo nie jest komfortowe, ale i w realnym świecie. W dodatku konieczne. Oby ci się to nigdy w życiu nie przydało. Hm, ale zawsze będziesz miała jakieś przetarcie – zażartował.

Joanna weszła do bagażnika. Położyła się, podkuliwszy nogi. Z wrażenia rozpięła softshell. Spod jej bordowej bluzki pokazał się dekolt wykończony granatowym koronkowym stanikiem.

Po chwili Fornalski zatrzasnął klapę bagażnika i wyłączył latarkę. Ruszyli. Major prowadził teraz samochód ostrożniej i znacznie wolniej, sprawdzając czas. Po niecałym kwadransie pokonał ostre zakręty i wjechał do wsi Stare Kiejkuty. Jechali wzdłuż ogrodzonego siatką jeziora, z żółtymi tablicami ostrzegawczymi, a następnie wzdłuż także ogrodzonego lasu. Zwolnili wyraźnie i Fornalski mrugnął kilka razy światłami drogowymi. W odpowiedzi na to po lewej stronie drogi na Mrągowo ktoś trzy razy zaświecił latarką. Passat zaczął powoli się toczyć, po czym skręcił w lewo do bramy w ogrodzeniu. Fornalski uchylił okno. Czekało na niego dwóch mężczyzn w mundurach Wojska Polskiego. Na widok majora jeden z nich uśmiechnął się i machnął ręką. Otworzyli bramę.

Passat ruszył przez zupełnie czarny las rozświetlany jedynie łuną z reflektorów. Koła Volkswagena równomiernie stukały o nierówną powierzchnię betonowych płyt. Auto pokonało kilka zakrętów, które major znał na pamięć, i zatrzymało się przed ładną, pokaźną willą. Fornalski wyszedł z samochodu. Otworzył bagażnik.

– Jesteśmy na miejscu. Wychodź! Ale pamiętaj o kominiarce. Nikogo tu nie ma, ale włóż ją na wszelki wypadek… Przestało padać.

– Jaki wszelki wypadek?

– Włóż ją, włóż. – Umilkł na moment. – Czujesz, Joanno? Ależ tu jest czyste powietrze! Jest czym oddychać. Kiedy tutaj jestem po deszczu, to czuję te olejki eteryczne z tych wszystkich świerków – powiedział z wyraźną sympatią do tej okolicy i wskazał na ciemną czeluść starego lasu ociekającą kroplami niedawnej ulewy. – Wychodź!

Joanna podciągnęła suwak w bluzie i powoli wyszła z bagażnika. Jej piwne oczy spoglądały spod kominiarki. Rzuciła okiem na budynek.

– Gdzie my, kurwa, jesteśmy? Majorze… Maciek. Co to za dom? – pytała niewyraźnym głosem.

– Jesteśmy w Ośrodku Szkolenia Agencji Wywiadu w Starych Kiejkutach. Nie słyszałaś o tym miejscu?

– Słyszałam, ale w nienajlepszym kontekście – odpowiedziała z przekąsem.

– Jakim? – zainteresował się Fornalski.

– Że tu przesłuchiwano pojmanych talibów, że oficerowie CIA… – Zawiesiła głos i stanęła na betonowej kostce, masując się po rozprostowanych nogach. – Że water boarding stosowali tutaj – dodała, podchodząc do majora, który wciąż zaciągał się świeżym powietrzem.

– Przed nami pięć intensywnych dni szkolenia. Mimo kontekstu, o którym słyszałaś, spodoba ci się tutaj. Zobaczysz.

– Wrr. Jak sobie pomyślę, że będę w tym samym miejscu…

– Tylko, Joanno, pamiętaj! Nie otwieraj okna i nie opuszczaj sama budynku. – Fornalski nie zwrócił uwagi na jej obiekcje. – Wychodzić na zewnątrz będziemy tylko razem. Wtedy też musisz mieć kominiarkę założoną na głowę. Jasne?

– Tak – odparła nieco przestraszonym głosem.

– Idziemy. Pewnie zaraz przywiozą nam kolację, tak jak prosiłem. – Popatrzył na zegarek. – Jadalnia jest w piwnicy. Nie schodź, póki nie przyjdę po ciebie. – Wskazał ruchem głowy jej dużą torbę turystyczną, którą po chwili podniosła.

– W piwnicy? Bez obaw, sama tam nie pójdę.

Weszli po schodkach do środka. Fornalski otworzył pokój, w którym Joanna miała zamieszkać.

– Rozpakuj się. Kiedy przyjadą z kolacją, zapukam do ciebie. Mam dobre czerwone wino. Dwie butelki. Wypijemy później. Przedstawię ci program tego krótkiego pobytu tutaj.

– Mam pytanie… Maciek – rzuciła, ściągając z głowy kominiarkę i poprawiając kruczoczarne włosy.

– Słucham cię.

– Czemu akurat tutaj przyjechaliśmy? W dodatku ostatnie kilometry wiozłeś mnie w bagażniku.

– Joanno. Nie jesteś, jak przypuszczasz, pierwsza, która dociera tutaj w takich okolicznościach. Ośrodek istnieje od początku lat siedemdziesiątych. Osoby szkolone indywidualnie, przyszli oficerowie tak zwanej drugiej linii, muszą poczuć tę szczególną więź ze służbą. Musisz mieć pewną świadomość, że nie jesteś osamotniona w swojej pracy dla nas, ale jesteś trybem w maszynie, który nazywa się polski wywiad.

– Rozumiem, że to takie działania na moją psychikę?

– Raczej… – zawiesił głos. – Odpowiem nieco pompatycznie. Na twoje poczucie patriotyzmu. Wiesz… Mamy tu taki obelisk, pomnik Światowida. Słyszałaś może?

– Nie traktuj mnie aż tak. Wiem dobrze, czym albo kim był Światowid. Słowiański bóg o czterech twarzach. To dość symboliczne, jeśli chodzi o wywiad. Spogląda na cztery strony świata.

– Zgadza się – skomentował major z uśmiechem. – A co do programu szkolenia…

Przy drzwiach rozległ się dzwonek.

– Kolacja idzie – powiedział Fornalski. – To masz pięć minut i idziemy coś zjeść.

***

– Joanno. Zaczniemy jutro po śniadaniu od spaceru do Światowida. Potem idziemy na strzelnicę – powiedział Fornalski po kolacji, nalewając herbaty z dzbanka do porcelanowego kubka z napisem MSW. – Posłuchaj, kolega mi taką anegdotę kiedyś opowiedział. Był tutaj na wczasach, jeszcze w latach osiemdziesiątych, z nastoletnią córką. Ta zapytała go, co znaczy MSW. Wiesz, co jej odpowiedział? „Mazury, słońce, wypoczynek”. Dobre. Prawda? – Zaśmiał się.

Joanna milczała. Jakby nie słyszała, co mówi do niej Fornalski.

– Rozumiem, że mam iść w kominiarce?

– Dobrze rozumiesz. – Uśmiech zniknął z twarzy majora.

– Na strzelnicę?

– Tak. Na strzelnicę także.

– Chodzi mi o to, że dlaczego na strzelnicę? Czy ja będę do kogoś w przyszłości strzelać? Będę musiała kogoś zabić?

– Zostawmy takie dywagacje na później. Dobrze?

– Dobrze. Ale lepiej, żebym to wiedziała – powiedziała po chwili.

– Po strzelnicy zaczniemy szkolenie z nadawania i odbierania zaszyfrowanych meldunków, ale na prawdziwej stacji radiowej. Potem nasi specjaliści od łączności przeszkolą cię z obsługi radia, sposobów montażu dipola, czyli jego anteny.

– Jak rozumiem, stawiamy na łączność analogową.

– Tak. Tak oceniamy to w Agencji, że świat się zmienia, że kiedyś mogą być zakłócenia internetowych i satelitarnych systemów komunikacyjnych przez twoje ulubione… wynalazki sztucznej inteligencji wykorzystywane przez naszych wrogów. Rosję, Chiny – powiedział z przekąsem major, po czym wstał i położył pusty talerz w zlewozmywaku. – Cały ten cyberekosystem, gdzie między pokojem a wojną nie ma prawie przestrzeni, może szlag trafić.

– A coś więcej mi o tym opowiesz? O tych analogowych reliktach przeszłości. O tym szyfrowaniu z użyciem, jak rozumiem… kartki i ołówka – zmieniła temat.

– Tak. Faktycznie. To łączność z użyciem kartki i ołówka, względnie długopisu – powtórzył Fornalski i zrobił wyraźną pauzę. – Hm. Metoda szyfrowania zwana również szyfrem z kluczem jednorazowym polega na tym, że każdy znak tekstu jawnego jest łączony z odpowiadającym mu znakiem klucza za pomocą pewnej operacji, co, jak rozumiesz, pozwala zarówno na zaszyfrowanie, jak i odszyfrowanie wiadomości. O konkretnych sposobach, czyli o tych operacjach, dowiesz się już na ćwiczeniach. To tylko teoria, oczywiście. Co jeszcze z teorii!? – Zawiesił głos. – Aha. Sam klucz musi być tak długi jak szyfrowana wiadomość, użyty tylko raz i zachowany z oczywistych względów bezpieczeństwa w tajemnicy przez obie strony tego sposobu komunikacji. Przy spełnieniu takich warunków szyfr z kluczem jednorazowym jest uważany za niemożliwy do złamania – tłumaczył.

– A co jest najważniejsze w tym sposobie szyfrowania? Jak uważasz? Jakie jest twoje zdanie? – zapytała, zaciekawiona.

– Myślę, że to, aby klucz był całkowicie losowy i nie był nigdy ponownie wykorzystany. Każde odstępstwo od tej zasady może znacząco obniżyć poziom bezpieczeństwa szyfrowania, a w rezultacie doprowadzić po prostu do złamania szyfru.

– Ale skąd brany jest ten losowy klucz? Bo jeśli generowany jest przez urządzenie, to kieruje się ono pewnym algorytmem. W związku z tym jest do… złamania?

– Nie, nie przez urządzenie. Ale to już jest tajemnica – odpowiedział major i uśmiechnął się szeroko.

– Rozumiem – odparła w zamyśleniu Joanna i zaraz dodała: – Jednym słowem to jest operacja logiczna, inaczej alternatywa wykluczająca. W końcu to naczelna zasada w algebrze Boole’a, która znalazła przecież zastosowanie w informatyce czy elektronice. Działa ona na dwóch wartościach binarnych: zero lub jeden i wynik „jeden” zwraca tylko wtedy, kiedy jedno z wejść jest równe dokładnie jeden, bo w przeciwnym razie wynik wynosi zero…

Popatrzyła na majora, który kręcił głową z uśmiechem. Zastygła w bezruchu, czekając na jego reakcję. Fornalski przez chwilę milczał.

– Joanno. Dla urozmaicenia szkolenia także coś dla ciała – rzucił i potarł dłonią o dłoń. – Walka wręcz, obrona przed i z użyciem noża oraz korzystanie w walce z innych podręcznych przedmiotów.

– A jednak będę musiała kogoś…

– Raczej się bronić – przerwał jej major. – Jak skończysz, to idziemy do salonu i spróbujesz mojego ulubionego mołdawskiego wina.

– Byłeś w Mołdawii?

– Tak. – Zrobił pauzę. – Aha. Pamiętaj! To nie będzie twój ostatni pobyt tutaj. Z bieżących spraw politycznych na świecie przemagluje cię kolega z pionu informacyjnego.

– Jakich spraw? Premiera systemu operacyjnego firmy Microsoft Windows Jedenaście na przykład? Czy że General Motors zaprezentował system pozwalający na autonomiczną jazdę samochodu bez kierowcy? – zapytała z przekąsem.

– Nie. Inne, ale również fascynujące sprawy – odparł z takim samym przekąsem Fornalski.

***

Joanna Widmer od pół roku intensywnie przyswajała w trybie indywidualnym wiedzę z zakresu pracy wywiadu. Były to szkolenia zarówno z działań operacyjnych, jak i z dokonywania analiz i pisania różnych form informacji, stosowania złożonych form łączności osobowej i bezosobowej, poznawania zasad sporządzania szyfrogramów i ich deszyfrażu z wykorzystaniem książeczek z gamami. Wszystkiego, co można było nazwać techniką analogową, niezwiązaną z elektroniką czy informatyką. Poznawała metodykę budowy tras sprawdzeniowych i sposobów z jednej strony wykrywania, a z drugiej prowadzenia skrytej obserwacji. Szkolenie to zwykle odbywało się w różnych mieszkaniach na terenie Warszawy, Gdańska czy Krakowa. Na ostatnim takim szkoleniu, w mieszkaniu konspiracyjnym Agencji Wywiadu na warszawskim Mokotowie, prowadzący ją oficer, major Maciej Fornalski, nakazał jej, aby załatwiła sobie tydzień urlopu na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zatrudniona była jako pracownik naukowy i prowadziła prace nad narzędziami tak zwanej sztucznej inteligencji. Poprosił ją również, aby nie podejmowała żadnych dodatkowych prac eksperckich z zakresu zapobiegania dezinformacji czy ataków hakerskich i nie planowała dyżurów w CSIRT NASK – Zespole Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego w strukturach NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej) Państwowego Instytutu Badawczego. Ponadto żeby nie umawiała żadnych spotkań w telewizji, w której często opowiadała z zafascynowaniem o blaskach i – rzadziej – o cieniach sztucznej inteligencji, ani nie udzielała dla portali internetowych płomiennych wywiadów, z których wynikało, że w AI widzi w zasadzie same pozytywy dla ludzkości. Polecenie ograniczenia jej aktywności motywował koniecznością zachowania przez nią wolnej głowy od szumu informacyjnego i cyberprzestrzeni, w której permanentnie funkcjonowała. Kilka dni przed wyjazdem przypomniał jej, aby, tak jak miało to miejsce wcześniej, w domu powiedziała, że jedzie na spotkania naukowe na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie i Politechnice Gdańskiej. Joanna pytała majora, co jest powodem takiego postępowania. On jednak nie chciał jej nic więcej powiedzieć.

Rozdział 2

Francja, Górna Sabaudia – zima 2022 roku

Czarny Opel Insignia na węgierskich numerach rejestracyjnych, który pół godziny wcześniej opuścił Genewę, wjeżdżał w coraz wyższe góry. Jednak skaliste ściany łagodnych gór pokrytych czapą śniegu i strzeliste alpejskie szczyty na horyzoncie pojawiły się dopiero po minięciu Viuz-en-Sallaz. Dolina, którą jechał Opel, robiła się węższa. Rozległe łąki ukryte teraz pod grubą pokrywą śnieżnego puchu ustąpiły miejsca wąskim pasom płaskiego terenu z usadowionymi na nich gdzieniegdzie urokliwymi pensjonatami. W radiu między utworami od kwadransa toczyła się w studiu dyskusja o premierze filmu kanadyjskiego reżysera Daniela Rohera pod tytułem Nawalny, opowiadającego o wydarzeniach związanych z otruciem i aresztowaniem lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego. Początkowo kierowca z uwagą słuchał wypowiedzi, ale kiedy dziennikarze zaczęli wypowiadać się krytycznie i wręcz zarzucać sprawstwo władzy na Kremlu, wyłączył je ze złością.

Samochód skręcił z drogi D907 w prawo. Po przejechaniu dwustu metrów zatrzymał się na parkingu pod restauracją La Cabane du Pêcheur, przed którą panował duży ruch. Z aut wysiadali narciarze, którzy przyjechali tu w sobotnie popołudnie na obiad po całodziennym szusowaniu na trasach alpejskiej stacji zimowej Massif des Brasses. Niektórzy mieli jeszcze na głowach kaski ochronne, pod szyją gogle, inni, niebędący kierowcami, zdejmowali dopiero w otwartych drzwiach pojazdów buty narciarskie lub snowboardowe.

Kierowca Opla ubrany w kurtkę narciarską, stosowne spodnie i miękkie buty zimowe, spojrzawszy wcześniej na zegarek, opuścił samochód. Poprawił okulary przeciwsłoneczne w pomarańczowych oprawkach i naciągnął bardziej na czoło czerwono-biało-niebieską czapkę z pomponem. Skierował się do budynku. Przed wejściem zatrzymał się i spojrzał na zielony neon z nazwą restauracji. Wszedł do środka. Wewnątrz panował gwar. Kelnerzy i kelnerki uwijali się przy gościach. Mężczyzna przeszedł przez pomieszczenie i stanął w drzwiach wyjściowych na taras. Tu mimo zimowej pory prawie wszystkie stoliki były zajęte. Różnica była taka, że więcej osób piło grzane wino. Co jakiś czas rozlegały się oklaski. Przybysz był nieco zaskoczony, ale zauważył, że przy zewnętrznej, drewnianej ścianie restauracji gra trzyosobowy zespół: dwóch gitarzystów i kontrabasista, akompaniując wokalistce śpiewającej po francusku.

Kierowca Opla ponownie spojrzał na zegarek, a potem jego wzrok powędrował w kierunku stolika znajdującego się najbliżej zewnętrznej balustrady, gdzie wysoka kobieta ze schowanymi pod czapką włosami, owinięta kolorowym szalem, popijała z kieliszka białe wino w towarzystwie opalonego, wyraźnie starszego od niej mężczyzny. Przed nimi kelner właśnie stawiał na dwóch talerzach filety z okonia w sosie prowansalskim z frytkami i sałatką. Oboje byli ubrani w niebieskie kurtki i spodnie narciarskie. Teraz ona spojrzała na zegarek i jej wzrok powędrował w kierunku człowieka stojącego w drzwiach wejściowych na taras. Ten zaś zdjął okulary, przetarł je i ponownie założył. Kobieta przy stoliku zdjęła obszerny szal i ponownie, tym razem ściślej, się nim owinęła. Kierowca Opla odsunął do połowy suwak w granatowej kurtce, odwrócił się i skierował do baru, gdzie zamówił whisky. Dokładnie po pięciu minutach do baru podeszła kobieta w szalu i zapytała barmankę, gdzie jest WC. Jednocześnie położyła na blacie grube goretexowe rękawice. Po uzyskaniu odpowiedzi kobieta, zostawiwszy rękawice, poszła do toalety. Kiedy przeszła za plecami mężczyzny, ten jedną ręką oparł się szerzej o blat baru, natomiast drugą wyjął coś spod rękawicy, którą następnie obrócił o dziewięćdziesiąt stopni. Zaczekał kilka sekund, po czym odstawił spokojnie pustą szklankę i odszedł w kierunku drzwi wejściowych.

Wkrótce siedział już w samochodzie. Dyskretnie zlustrował otoczenie. Odczekał kilka minut i wyjął spod siedzenia laptop. Włączył go, a potem włożył do niego pendrive zabrany spod rękawicy na barze. Najechał na ikonę oznaczającą nośnik zewnętrzny i kliknął. Na ekranie pojawiło się okno z miejscem na dwunastocyfrowy kod. Mężczyzna wpisał kombinację cyfr z pamięci. Już po chwili patrzył na folder zawierający dokument programu Word i folder zatytułowany „Fotos Dokumente”. Najechał kursorem na dokument tekstowy i kliknął, tym samym otwierając tekst w języku niemieckim. Zaczął go czytać.

Joanna Widmer (dalej JW.) urodziła się w Szwajcarii. Jej ojciec – Nathan Widmer (dalej NW) potwierdzone, że ma jedynie obywatelstwo szwajcarskie, natomiast matka jest Polką. Oboje są fizykami. Matka JW przyjechała kiedyś na praktyki studenckie do Genewy. Na miejscowej uczelni poznała NW – swojego przyszłego męża i ojca JW. Po paru latach małżonkowie W. podjęli pracę w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych CERN w pobliżu Genewy. Po kilku latach rozwiedli się. JW wróciła do Polski z matką, która rozpoczęła karierę akademicką na Uniwersytecie Warszawskim. NW kontynuował pracę naukową w programie Wielkiego Zderzacza Hadronów (największego na świecie akceleratora cząstek, czyli hadronów).

– Nie musiała tego pisać. Ale nie wytrzymała. Musiała… Tak nisko mnie ceni? – mruknął do siebie mężczyzna i uśmiechnąwszy się, czytał dalej.

Rodzice ustalili, że JW będzie miała częsty kontakt z ojcem, który w trakcie studiów cały czas wspierał ją finansowo. JW prawie każde ferie zimowe spędzała z ojcem na nartach, co powodowało, że byli bardzo blisko ze sobą. Ona zwierzała mu się i zwierza do dzisiaj z każdej sprawy życiowej. Ponieważ jest atrakcyjną dziewczyną, nigdy nie brakowało jej adoratorów, w których, jak wynika z relacji ojca, przebierała z premedytacją, a czasem wyrachowaniem. Bywało, że swoje poważniejsze miłości studenckie przywoziła do domu NW. Potem, po zakończeniu studiów, wielokrotnie odwiedzała Szwajcarię w związku z różnego rodzaju praktykami, kursami, szkoleniami, które naturalnie pomagał załatwiać jej w Genewie NW. Jak wynika z ustaleń, przez kilka lat, pochłonięta pracą naukową i badaniami oraz ze względu na swój charakter nie mogła utrzymać żadnego poważniejszego związku. Po skończeniu trzydziestego roku życia poznała niejakiego Roberta (nazwisko do ustalenia w terminie późniejszym) – doktoranta i pracownika naukowego na Politechnice Warszawskiej, który specjalnie dla niej rozwiódł się. Jego była żona Karolina wyjechała na stałe wraz z nastoletnią córką do Perth w Australii. Uwaga! Znacznie polepszył swój status majątkowy, kiedy zaczął pracować (prawdopodobnie w połowie 2021 roku) dla prywatnych i państwowych firm związanych z polskim przemysłem obronnym. Ma go coś łączyć z Moskwą (znajomi, uczelnia, nauka?). Proponuję sprawdzić ten wątek oraz osoby jego rodziców.

– Hm. Ciekawe. Mądrala się z niej zrobiła. Propozycje nawet składa – powiedział pod nosem mężczyzna.

Utkwił wzrok w bocznej szybie i ośnieżonych szczytach Alp, oświetlonych popołudniowym słońcem, wyjątkowo kontrastującym z błękitem nieba. Po chwili zamyślenia wrócił do lektury.

JW już na studiach w Genewie zafascynowała się narzędziami sztucznej inteligencji. Pogłębiała stale wiedzę z zakresu algorytmów i matematyki, specjalizując się w analizie funkcjonalnej. Jak twierdzi NW, JW całymi nocami potrafiła siedzieć nad równaniami różniczkowymi i całkowymi. Z czasem jej zainteresowania ewoluowały w różnych kierunkach. W ostatnim czasie podobno zajęła się tematyką optymalizowania algorytmów wykorzystywanych w modelach służących do dokonywania wyboru. Według słów ojca, jej opracowania są już wykorzystywane do budowania modeli usprawniających podejmowanie decyzji w różnych obszarach administracji i gospodarki. Również w dziedzinie szeroko rozumianych spraw bezpieczeństwa.

W załączonym oddzielnie na nośniku folderze jest fotografia aktu urodzenia JW z jej dokładnymi danymi osobowymi oraz zdjęcia kilku dokumentów ze sprawy rozwodowej rodziców JW.

Mężczyzna się wyprostował. Wyłączył i zamknął laptop. Wyjął nośnik i spakował wszystko pod siedzenie. Przymknął na moment powieki i zaczął analizować informacje, które przed chwilą otrzymał. Po prawie kwadransie wyjechał z parkingu, by ruszyć w kierunku Lyonu i dalej do Marsylii.

Rozdział 3

Polska, Warszawa – zima 2022 roku

– W Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego potwierdzają atak! – krzyknęła Joanna, pełniąca tego dnia dyżur w CSIRT NASK.

Przesunęła się nerwowo na krześle z kółkami między biurkami z ekranami komputerów.

– Słyszysz, Zygmunt?! Zyga, obudź się! Przyjdź tu szybko! – dodała jeszcze donośniej, a jej głos rozszedł się zapewne po większej liczbie pomieszczeń budynku przy Kolskiej.

Zrzuciła z siebie granatową bluzę z kapturem i białym napisem z przodu „GENEVA University”, po czym zawiesiła ją na oparciu swojego krzesła. Otarła dłonią spocone czoło. Odruchowo poprawiła kok, choć tego nie wymagał. Odwróciła się i spojrzała na swojego kolegę, który wracał z dwoma kubkami parującej kawy w dłoniach.

– Zyga. Mówię ci. To coś nietypowego. Mimo tych codziennych setek włamań do systemów komputerowych ten alert tam, w tym swoistym węźle cyberbezpieczeństwa Polski, wygląda wyjątkowo. Spójrz! Zostały przełamane zabezpieczenia, które zwykle wystarczają. Przeciwnik zdaje się… dostał się do środka – komentowała, podekscytowana, nie odrywając wzroku od ekranów.

Mężczyzna w rozpiętej czarno-czerwonej farmerskiej koszuli z flaneli stał jakby zamurowany na środku przyciemnionej sali pełnej komputerów, metalowych szaf typu rack połączonych światłowodami, z setkami migających diod i UPS-ów podtrzymujących w sytuacjach awaryjnych napięcie prądu. Patrzył spod okularów w czarnych oprawkach na Joannę wielce zdziwionym wzrokiem. W końcu ruszył i stanął za krzesłem koleżanki.

– Co się dzieje? Joanna! Wrzeszczysz, aż cię przy ekspresie na korytarzu poza naszą strefą bezpieczeństwa usłyszałem – rzucił z pretensją. – Może jak kiedyś utworzą tu centrum bezpieczeństwa, to będzie nas więcej i będzie można czasem wyjść spokojnie na kawę – mruknął już spokojniej pod nosem. – Naprawdę ABW się odezwała?! Zwykle nie informują nas o atakach na sieci informatyczne systemów państwowych – powiedział z pewnym wyrzutem.

– Zyga. Ja się do nich odezwałam! Nie chciałam czekać. Zobacz, co się wydarzyło! Na mój gust to ten atak jest ze wschodu. Ewidentnie. Wszystkie charakterystyki są takie, jakie wcześniej sami zidentyfikowaliśmy na podstawie własnych procedur. Ale jest w tym też coś innego, nie pamiętam, aby się pojawiało wcześniej. Dziwne, bardzo dziwne – podsumowała.

– Nie ma się co dziwić, kochana. Od czasu powołania NASK każdego dnia przybywa incydentów. Jeśli utrzyma się tempo wzrostu tych ataków, to za dwa-trzy lata, na moje oko, nasz kraj będzie się plasować na pierwszych miejscach w Europie pod tym względem.

– Mówisz o atakach w cyberprzestrzeni z kierunku Rosji i Białorusi? – Odwróciła się gwałtownie na obrotowym fotelu.

– A o czym niby?! No co ty?! Kto tu w Polsce najbardziej miesza?! Wodociągi, komunikacja, linie kolejowe, rejestry państwowe, a zapewne i wybory parlamentarne czy prezydenckie. Wszystko to mają na swoim celowniku.

– Pewnie masz rację, Zyga. Ty tu dłużej pracujesz. – Obróciła się z fotelem z powrotem do biurka.

– Aha! Pamiętaj, Joanna. To może być tylko wierzchołek góry lodowej, bo jak dobrze wiesz, ci… rządowi nie informują nas o wszystkim. To, co tutaj widzimy, to zapewne jakieś odpryski – podsumował mężczyzna, po czym odstawił kubki i pochylił się nad ekranami komputerów. – O braku odpowiedniego finansowania ze strony naszego kochanego państwa nawet nie wspomnę – dodał szeptem do siebie.

Przez parę minut zgodnie milczeli. Po sali rozchodził się jedynie dźwięk stukotu palców uderzających w klawiatury komputerów. Na twarzach obojga odbijały się błyskające i zmieniające się obrazy z ekranów.

– Faktycznie. Coś w tym jest innego. Czekaj! Muszę coś sprawdzić i zadzwonię do serwerowni na Pradze. – Zygmunt przerwał milczenie.

– I może… zadzwoń do tych z Dyżurnet.pl. Niech na chwilę chociaż oderwą się od tej pornografii dziecięcej, gwałtów i tortur online, wyjdą z tego Darknetu i Deep Webu i może rzucą na to świeżym okiem. Tam jest sporo łebskich ludzi.

– Zapewne się ucieszą, że na chwilę będą mogli wyjść z tej największej światowej sieci kloaki. Podobno pracują nad tym, żeby twoja ukochana sztuczna inteligencja ich odciążyła – odpowiedział kolega i wyszedł, zostawiając Joannę wpatrzoną tym razem już w jeden duży ekran komputera.

„Co tu się odstawia? Algorytmy są jakieś bardzo zaawansowane. Jakby każda nasza reakcja wywoływała kontrreakcję. Jakby system uczył się sam. Bo przecież człowiek nie nadążyłby” – rozważała. Wciśnięta mocno w fotel, wpatrując się w ekran, zaczęła się bujać. Po paru minutach Zyga wrócił do pomieszczenia. Spojrzał na Joannę przenikliwym wzrokiem. Wykrzywił lekko usta w grymasie. Chciał coś powiedzieć, ale rozległ się dzwonek w telefonie na jednym z biurek. Joanna zerwała się z fotela, podeszła szybkim krokiem do aparatu. Spojrzała na wyświetlacz.

– To ci z ABW, z CSIRT GOV. Wyobrażasz sobie? – rzuciła, podnosząc słuchawkę telefonu z szyfratorem, który kiedyś zainstalowali im technicy z ABW.

Przez kilka minut wsłuchiwała się w potok nerwowych zdań płynących z głośnika. Co jakiś czas przerywała go, wtrącając słowa typu: rozumiem, tak, zgadza się, aha, nie wiem. Na koniec rozmowy odpowiedziała dłużej:

– Tak. Zauważyłam tę anomalię. Nie. Jeszcze nie doszliśmy do tego. Jasne, zaraz cię poinformuję, jeśli coś wymyślimy.

Odłożyła słuchawkę.

– Ty! Joanna! Ty masz znajomych na najdłuższej ulicy na świecie?

– Gdzie?

– No na Rakowieckiej?! Jak wejdziesz na nią, to możesz wyjść po dwudziestu pięciu latach. – Zaśmiał się. – Nie mówiłaś.

– Do niedawna sama nie wiedziałam. Kumpel z Batorego pracuje od kilku lat w Zespole Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego… Z Jankiem byliśmy w jednej klasie mat-fiz w liceum. Parę tygodni temu zgadaliśmy się zupełnym przypadkiem. Czaił się trochę ze swoim miejscem pracy, ale jak mu powiedziałam, czym ja się zajmuję, to się zajarał.

– Do ciebie? – Zyga uśmiechnął się i zajrzał dwuznacznie w dekolt Joanny.

– Tak, do mnie! A co, zazdrosny?! – zapytała z przekąsem i przeciągnęła się, wypinając piersi.

– Nie… Tak tylko. – Mężczyzna zmieszał się i uciekł wzrokiem z jej biustu. – Może i zarabiałbym cztery razy więcej gdzie indziej, ale takiego widoku bym nie miał – szepnął pod nosem.

– Słucham?

– Nie. Nic – odparł beztrosko.

Joanna dopiero teraz zobaczyła, że przez to jeżdżenie na krześle między biurkami rozpięły się jej dwa guziki więcej w koszuli, odsłaniając biust ukryty w czarnym staniku. Szybko je zapięła i obciągnęła swoją krótką spódniczkę bliżej kolan, bo wcześniej nie zauważyła, że ona również ściągnęła się do połowy ud, ukazując koronkowe końcówki pończoch.

– Wydaje się, że musimy ściągnąć jeszcze ze dwie osoby do pomocy – rzuciła Joanna, nie odrywając nawet na moment wzroku od ekranu. – Kolega z ABW ocenił tę sprawę jako bardzo poważny incydent. W trybie alarmowym wezwali pracowników. Wysłali informację do innych służb. Chyba także… Agencji Wywiadu? To samo dzieje się w MON-owskim Narodowym Centrum Bezpieczeństwa Cyberprzestrzeni. Też mają sraczkę, według słów kolegi.

– Może w końcu takie sytuacje, jak ta – Zygmunt wskazał palcem na ekran komputera, przed którym siedziała Joanna – pogonią panów w zielonych mundurach do utworzenia tych zapowiadanych Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.

– Może? Może w końcu wszyscy u nas zrozumieją, że taką wiedzą należy się dzielić, a nie ją chować pod różnymi klauzulami tajności!

– O, właśnie mi to wyjęłaś z ust!

– Patrz, Zyga! Nic się nie zmienia. Wszystko zapierdala jak mały samochodzik. Nie mogę tego ogarnąć. Musieli przełamać kolejne zabezpieczenia i wejść głębiej do systemu – rzuciła pewnym siebie głosem.

– Może to jakiś atak prowadzony przy wsparciu sztucznej inteligencji? Jak w przypadku atakowania infrastruktury krytycznej. Jak te, które szły niedawno z Iranu. Bo chyba nie chodzi o jakiś skoordynowany atak na banki, blockchainy czy kryptowaluty! – zastanawiał się na głos.

– Chyba raczej… niekoniecznie – odpowiedziała prawie szeptem Joanna, wpatrzona w ekran.

Ponownie zapanowało między nimi milczenie, które po paru chwilach przerwał Zyga:

– Joanna… Skoro ABW już proceduje, to my zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa nie musimy do nich przekazywać?

– Raczej nie. Ale zaraz dopytam kolegę z Rakowieckiej. A jaka była ostatnio praktyka w tym zakresie? – odpowiedziała, jakby wróciwszy do realnego świata.

– Ostatnio? – powtórzył. – Zwykle wyniki naszch analiz przekazywaliśmy do ABW lub SKW z wnioskiem o wszczęcie śledztwa w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa.

– Aha. To idę z nim pogadać.

Po kilkuminutowej rozmowie telefonicznej Joanna usiadła na swoim miejscu.

– I co zamierzają? Jakie są decyzje smutnych panów? – zaciekawił się Zyga.

– Smutnych? Kolega akurat jest rozrywkowy, wnioskując z jego propozycji, kiedy się ponownie spotkaliśmy po latach. – Zaśmiała się, ale zaraz wróciła do swojej poważnej i zamyślonej miny. – Zamierzają zrobić w cybernetycznych drzwiach szparę… – nie dokończyła.

– Uwielbiam twoje poetyckie sformułowania – wtrącił Zyga.

– Dziękuję… Czyli, inaczej mówiąc, wpuścić tych, którzy przeprowadzili atak trochę głębiej, i kontrolować ich ruchy.

– Czyli chcą się ich uczyć? Linie kodu, używana taktyka, ich ślad cyfrowy. Tak?

– Tak! Chcą sprawdzić, jakimi mocami obliczeniowymi dysponuje przeciwnik. Janek mówił mi, że to im pozwoli między innymi określić grupę hakerską, ich charakterystykę i dokładnie wskazać zleceniodawcę. No i wtedy wielomiesięczne przygotowania ruskich narzędzi pójdą w pizdu, Zyga. A jak odpalimy niedługo nasze metody sztucznej inteligencji, modelując zagrożenia, weryfikując hipotezy, koncepcje obrony… – Nie dokończyła.

– Uważasz, że AI aż tak przyda się do emulacji ataków – wtrącił.

– Tak. AI będzie symulowała realne taktyki grup hakerskich. Szybko przetestuje i oceni skuteczność zabezpieczeń. To zwiększy w postępie geometrycznym zdolność do wykrywania i reagowania na zagrożenia, redukując potrzebny na to czas, wyszukiwania wzorców, określania, co prawdziwe, a co nie, automatyzowania procesów agregacji informacji o potencjalnych ofiarach… – mówiła z ekscytacją w głosie. – To wtedy zbudujemy naszą odporność. Bariera wejścia do systemu przy użyciu narzędzi AI podwyższy się wielokrotnie. Nie tylko łatanie podatności na ataki.

– Chcesz powiedzieć, że damy do wiwatu tym w Moskwie.

– Tak. Zgadza się. Sieci będą zastawione. A jak się zorientują, to będą już wiedzieć, że największym błędem, jaki popełnili, jest to, że nas zaatakowali w takiej skali i w taki sposób.

– Joanna. Ale z tą AI u nas to chyba jeszcze nie tak prędko? Poza tym ruscy też w tych swoich grupach hakerskich używają AI przy automatyzowaniu ataków, co zwiększa skalę zagrożeń. To pieprzony wyścig zbrojeń w cyberprzestrzeni.

Joanna wzruszyła ramionami.

– Zyga! Tylko pamiętaj. Ta walka z nimi to maraton, nie sprint.

Na chwilę zamilkli.

– Kolega z ABW stwierdził, że są w stałym kontakcie z tymi z MON. I chyba miałeś rację. – Popatrzyła na Zygmunta. – Według nich celem ataku są systemy sterownicze czy w ogóle nasza infrastruktura kolejowa. – Joanna otworzyła na jednym z laptopów stojących obok mapę Polski. – Kawałek Małopolski i Podkarpacie – dodała.

– Rzeszów, Przemyśl? Przy granicy z Ukrainą. Dlaczego?

Joanna kiwnęła kilka razy głową, zacisnąwszy pokryte czerwoną szminką usta.

– Tego to ja nie wiem. Może ci z AW czy SWW coś wiedzą, ale pewnie nie podzielą się tą wiedzą z nami – rzuciła sarkastycznie. – Ale są jakieś odpryski tego ataku na Wybrzeżu. Mniej więcej od Tczewa do Gdyni. – Znowu zapatrzyła się w ekran bezpośrednio przed nią.

– Myślisz, że chodzi o porty?

– Być może. To także pogranicze z Obwodem Kaliningradzkim. – Joanna się zamyśliła.

– Logistyka, transport, łańcuchy dostaw?

– Może… Może coś testują? Ale co? Dlaczego? – szepnęła pod nosem.

Mężczyzna stojący za nią nic nie mówił. Oparł jedynie ręce na biodrach, a po chwili wrócił do swojego biurka.

Redakcja

Monika Orłowska

 

Korekta

Dorota Honek-Sac

 

Skład i łamanie wersji do druku

Marcin Labus

 

Projekt graficzny okładki

Agnieszka Kielak

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Marcin Faliński, Rafał Barnaś, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384303078

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści