Reporterzy [ich świat]. Minibook -  - ebook

Reporterzy [ich świat]. Minibook ebook

0,0
4,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

3 wywiady z mistrzami reportażu. 2 reportaże: - Birma. Kto i co zapisał w gwiazdach? - Niezwykła historia kompozytora hymnu Kosowa Wybór najlepszych tekstów z ponad 60 letniej historii miesięcznika „Znak” z okazji wydania 700. numeru! W tym minibooku: Z perspektywy Innego. Z Wojciechem Jagielskim rozmawia Daniel Lis Historyk bez patentu. Z Małgorzatą Szejnert rozmawia Daniel Lis Andrzej Muszyński: Pijawka Andrzej Muszyński: Symfonia insektów „Wszystko mi jedno, muszę jechać”. Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Krystyna Strączek

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 76

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Reporterzy[ich świat]

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

Słowo wstępne

Niektóre pytania mimo upływu lat pozostają bez odpowiedzi. Inne rodzi współczesność.

„Znak” od ponad 67 lat nie boi się stawiać zarówno jednych jak i drugich.

700 numerów miesięcznika kryje bogactwo kilkunastu tysięcy tekstów i ponad 100 tys. stron! Minibooki to wybór tych najważniejszych, najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych ułożonych w trzy serie: Człowiek, Kontrowersje, Autorytety.

Z okazji jubileuszu wydania 700. numeru miesięcznika „Znak” zapraszamy do zmagania się z tematami trudnymi, ale ważnymi. Kontrowersyjnymi, ale niesensacyjnymi. Z myślami i poglądami postaci nie tylko znanych, ale i mądrych. Robimy to od 1946 roku. Dołącz do nas!

Redakcja Miesięcznika „Znak”

PS. Minibooki powstały dzięki uprzejmości właścicieli i spadkobierców praw autorskich, którzy zrezygnowali z wynagrodzeń za ponowne wykorzystanie tekstów. Serdecznie Im dziękujemy za wsparcie tego projektu. Przychody ze sprzedaży minibooków zostaną przeznaczone na kontynuowanie działalności miesięcznika „Znak”. Więcej: www.700.znak.com.pl

Z perspektywy Innego

Z Wojciechem Jagielskim rozmawia Daniel Lis

O wojnach burskich, krwawo stłumionych przez Anglików, mówi się, że były pierwszymi wojnami wyzwoleńczymi w Afryce. Burowie zostali podbici, dzieląc los Hindusów, Arabów czy Zulusów. To dlatego podczas II wojny światowej popierali Niemców, walczących przeciwko Anglikom. Ci, których zniewoliliśmy, mogą nam służyć, ale nie oczekujmy, że będą podzielać nasz sposób myślenia

Na którym z odwiedzanych przez Pana kontynentów czas płynie najwolniej?

W Azji do niedawna płynął zdecydowanie wolniej niż w Afryce, ale i tam wszystko przyspiesza i dziś nie ma już takich krajów jak Afganistan lat 90. Najszybciej czas nadal płynie w Europie, choć różnica jest coraz mniejsza. W Afryce gwałtownie przybywa ludności miejskiej, a w aglomeracjach tempo życia jest równie wariackie jak na Zachodzie. Mam wrażenie, że czas płynie wolniej tam, gdzie jest przestrzeń. Na przykład w Republice Południowej Afryki, mimo że spośród państw afrykańskich najbardziej przypomina ona Zachód.

W Wypalaniu traw odnotowuje Pan, że w południowoafrykańskim miasteczku Ventersdorp zegary na wieżach kościelnych zatrzymały się dawno temu. Czas stanął w miejscu. Rzeczywiście, chwilami trudno odgadnąć, jak odległe są opisywane wydarzenia. Prawie nie przywołuje Pan dat.

Staram się nie używać dat w książkach. Jeśli już, zapisuję je słownie. Uważam, że cyfry sprowadzają opowieść do konkretu, relacji z wydarzenia, a tego starałem się unikać już w reportażu gazetowym. Ale opowieść o teraźniejszości musi sięgać do przeszłości. W Ventersdorpie wojny burskie sprzed 100 lat są teraźniejszością. Stosunek mieszkańców do nielicznych tu Anglików jest ich bezpośrednim przełożeniem. To się nie skończyło, jest żywe, tkwi w ich głowach i pamięci.

Który z bohaterów książki jest zatem bliższy prawdy: Raymond Boardman, mówiący: „wszystko wokół się zmienia, my też musimy się zmienić”, czy Douglas Wright, którego zdaniem „to tylko ludzie się przenoszą, ale tak naprawdę nic się nie zmienia”?

Obaj mówią prawdę, ale Douglas Wright jest bliższy tamtemu społeczeństwu. Raymond Boardman jest przedstawicielem nielicznej grupy białych idealistów, marzycieli, którzy w ostatnich latach mieli niewiele do powiedzenia. W takim kraju jak Transwal i takim miasteczku jak Ventersdorp biali nie chcieli upadku apartheidu. Nadal żyją zatrzymani w roku 1992. Wiedzą, że jest rok 2012, i chętnie mówią, ile rzeczy się pogorszyło, ale generalnie rzecz biorąc, powtarzają, że nic się nie zmieniło – wciąż są królami w miasteczku.

Biali zaakceptowali zmiany po 1994 r. ze strachu, że transformacji systemu będą towarzyszyć wojna, rzezie i pogromy. Tamtejsi historycy uważają, że dążąca do konfliktu skrajnie prawicowa frakcja Eugène’a Terre’Blanche’a była całkowicie zinfiltrowana przez południowoafrykańskie służby bezpieczeństwa. Sprawdzano w tym środowisku, czy wojnę można wygrać. Terre’Blanche nie liczył na to, że wywoła powstanie, farmerzy chwycą za dubeltówki i pokonają czarnych, ale że biała armia i policja przejdą na jego stronę, gdy farmerzy zaczną ginąć. Tak się nie stało, bo przywódcy służb bezpieczeństwa najwyraźniej uznali, że porozumienie z czarnymi będzie dla białych korzystniejsze. Stojącym na straży apartheidu rzeczywiście nic złego się nie stało. Transformacji towarzyszyły umowy, dzięki którym m.in. oficerowie, torturujący w przeszłości czarnych partyzantów, odchodzili z fantastycznymi emeryturami.

W wywiadzie, który przeprowadził Pan z Ryszardem Kapuścińskim w 1993 r., czyli w czasie gdy zaczął Pan jeździć do RPA, Kapuściński omówił trzy scenariusze możliwego w tym kraju rozwoju sytuacji politycznej: zimbabweński („typowa droga afrykańska” – pojawia się nowa biurokracja i korupcja), jugosłowiański (bardzo pesymistyczny – uwolnienie żywiołu szowinizmu) i niemiecki (pokojowe połączenie w jeden organizm występujących tam elementów Pierwszego i Trzeciego Świata). Kapuściński wierzył, że zwycięży trzeci wariant.

Scenariusz niemiecki w praktyce oznaczał, że czarni przejmują władzę, a biali oddają swoje bogactwo, by zintegrować dwie Afryki. To okazało się naiwną wiarą. Przepaść, jaka dzieliła RFN i NRD, to nic w porównaniu z różnicami między białą dzielnicą Sandton, przypominającą nowojorski Manhattan, a bantustanami, które w niczym nie różniły się od Konga i Somalii. Kto miał to opłacić? Niemcy wschodni i zachodni różnili się, ale łączył ich kolor skóry, język, historia. Czarni – Zulusi, Xhosa, Tswana, Tsonga i inne grupy – nigdy nie byli jedną wspólnotą. Konflikty były nieuniknione. Jedyny realny scenariusz dla RPA to był wariant zimbabweński: czarni przejmują władzę i część bogactwa, ale ponieważ brak im wykształcenia i doświadczenia, wszystkim zarządza państwo, a więc wzrasta korupcja, która była zresztą i za apartheidu. To musiał być ten model, bo wszystkie czynniki patologiczne były od początku obecne.

Różnica między RPA a Zimbabwe polega na tym, że w Zimbabwe wciąż rządzi prezydent, który zdobył władzę w 1980 r. W RPA jest jedna partia dominująca, która w najbliższym czasie nie odda władzy, ale są w niej tak silne tarcia frakcyjne, że regularnie dochodzi do przetasowań. Bo w RPA żaden lud nie dominuje nad innymi. Każdy eksperyment narzucenia kontroli pozostałym zakończy się katastrofą. Ostatnią próbą był przecież apartheid.

Wariantu niemieckiego dla Południowej Afryki chciał Zachód: prezydenta Nelsona Mandeli, liberalnej gospodarki i spektakularnego sukcesu projektu Rainbow Nation. Ale to państwo nie dorosło do „tęczowego narodu”: nie można się zjednoczyć i pojednać, dopóki nie rozliczy się krzywd. Koncepcja Komisji Prawdy była jak z bajki: grzesznicy publicznie biją się w piersi, wyznają winy i błagają o przebaczenie, a pokrzywdzeni mówią: „przebaczam ci, idź z Bogiem”. Tylko liberałowie i socjaliści w Paryżu, Londynie i Waszyngtonie Billa Clintona mogli takie rzeczy wymyślić. Mandela w to wierzył, bo był idealistą, ale nikt inny nie dorósłby do tej roli. Polska też miała taka być: Solidarność i Lech Wałęsa w otoczeniu intelektualistów razem maszerują przez Krakowskie Przedmieście, by obalić pomnik Dzierżyńskiego, i rządzą długo i szczęśliwie. To było wyobrażenie Zachodu o wymarzonym dla niego świecie.

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Historyk bez patentu

Z Małgorzatą Szejnert rozmawia Daniel Lis

Dostępne w wersji pełnej

Pijawka

Andrzej Muszyński

Dostępne w wersji pełnej

Symfonia insektów

Andrzej Muszyński

Dostępne w wersji pełnej

Wszystko mi jedno, muszę jechać

Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Krystyna Strączek

Dostępne w wersji pełnej

Minibooki „Znaku”