Razem możemy więcej - Julieanne Howells - ebook

Razem możemy więcej ebook

Julieanne Howells

4,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Książę Leopold Friedrich ma zawrzeć korzystny politycznie związek małżeński z księżniczką Violettą Della Torres. Nie wie, że Violetta zgodziła się na ślub pod presją rodziny, a tak naprawdę wolałaby zostać królową w swoim kraju. Dlatego ucieka tuż przed ślubem. Leopold odnajduje ją i przekonuje, by za niego wyszła. Violetta kocha Leopolda, jednak ma dylemat, ponieważ jeśli zostanie jego żoną, będzie musiała zrezygnować ze swoich politycznych planów…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 147

Rok wydania: 2024

Oceny
4,0 (2 oceny)
1
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Julieanne Howells

Razem możemy więcej

Tłumaczenie:

Paula Rżysko

Rozdział pierwszy

Katedra Świętego Piotra prezentowała się wspaniale. Barkowy styl podkreślały idealnie dobrane kwiaty. Dostojni goście, koronowane głowy połowy Europy, siedziały w pierwszym rzędzie, oczekując na uroczystość. Dołączyli do nich prezydenci, premierzy oraz wyżsi urzędnicy księstwa Grimentz. Wszyscy zgromadzili się, aby zobaczyć ślub swojego władcy.

Dla Jego Najjaśniejszej Wysokości Księcia Leopolda Friedricha von Frohburga wiadomość wyszeptana przez kuzyna nie była tym, co chciał usłyszeć.

– Wygląda na to, że panna młoda uciekła.

Leo odwrócił się od lustra, w którym dokonywał ostatnich poprawek przed wielką chwilą.

– Chociaż… – dodał od niechcenia Seb, zupełnie nie zważając na powagę sytuacji – właściwiej byłoby powiedzieć, że zniknęła. W jednej chwili księżniczka Violetta była w swoim pokoju na zamku, a potem… – pstryknął w powietrzu palcami dla podkreślenia efektu – i już jej nie było.

Leo spojrzał na kuzyna. Książę Sebastian von Frohburg był jedyną osobą, której ufał, co oznaczało, że pozwalał mu zwracać się do siebie w sposób, na jaki nikt inny nie mógł sobie pozwolić.

– Chcesz mi powiedzieć, że młoda kobieta w sukni ślubnej, z naszą bezcenną tiarą Elżbiety, tak po prostu zniknęła?

Seb wzruszył ramionami.

– Mniej więcej tak to wygląda.

– Kto, do cholery, na to pozwolił?!

– No cóż, sam do tego dopuściłeś, dobrze o tym wiesz.

Leo zignorował sugestię.

„Poznaj ją najpierw – błagał go Seb. – Nie ryzykuj”.

Zapewniono go jednak, że ta siostra Della Torre była inna – posłuszna, ugodowa i przyzwoita. Podczas kilku wspólnych przyjęć odgrywała bezbłędnie rolę jego przyszłej małżonki.

Była w tym lepsza od starszej siostry, która uciekła ze swoim ochroniarzem na miesiąc przed tym, jak miała wypełnić dziesięcioletnie zaręczyny i poślubić księcia Leonarda, monarchę najstarszego i najbogatszego księstwa w Europie. Jak mogła dokonać takiego wyboru i przynieść wstyd ich rodzinie?

Żadna kobieta nie mogła więcej zbezcześcić wielkiego imienia von Frohburga. Zwłaszcza nie z rodu Della Torre, który był cierniem w oku von Frohburgów przez czterysta lat! To miało być bezkrwawe zjednoczenie po latach waśni.

Leo był gotowy powziąć kolejną próbę wżenienia się w rodzinę Della Torre, pomimo buntowniczej natury kobiet tego rodu. Wujek, a zarazem regent Violetty, zapewnił go, że została starannie wychowana i nigdy nie powtórzyłaby błędu siostry.

Leo nie widział potrzeby lepszego poznania przyszłej żony poza kilkoma wspólnymi uroczystościami, w których uczestniczyli jako narzeczeni. Przeszedł już przez wszystkie istotne prace przygotowawcze, gdy był zaręczony z jej siostrą. Znał kluczowych członków rodu oraz najważniejszych urzędników w księstwie. Zasadniczo chodziło tylko o zastąpienie jednej siostry drugą w istniejących już układach.

Leo był zadowolony, że na kilku pierwszych spotkaniach wydała mu się nijaka i mało wymagająca. To dobrze wróżyło formalnemu związkowi. Nie musiał się obawiać, że jego małżonka będzie miała wobec niego romantyczne oczekiwania lub, broń Boże, że wzbudzi w nim nagłe emocje. Życie już dawno nauczyło go, by nie poddawać się miłości.

Chociaż nie była pięknością, jak jej siostra, był przekonany, że będzie w stanie dopełnić swoich obowiązków również w łóżku, dzięki czemu zdobędzie syna i spadkobiercę, którego potrzebował. To od niego zależała przyszłość kraju i narodu.

Czy historia znowu się powtarza? Czy ta dziewczyna również uciekła? Gniew przeszył mu wnętrzności.

– Była sama? – warknął Leo.

– O ile mi wiadomo, tak. To była kwestia chwili. Było tylko dziesięć minut między wyjściem pokojówek a pojawieniem się jej wujka. – Seb przerwał, by wyjąć telefon z kieszeni. – Ciekawe, jedna z furgonetek z kwiatami została skradziona w tym samym czasie z zamkowego dziedzińca.

– A więc miała transport…

– Na to wygląda. Ale dokąd mogła pojechać? Jak dobrze zna Grimentz?

Prawie w ogóle. Historycznie rzecz biorąc, obie rodziny utrzymywały dystans, odkąd zdradziecka rodzina Della Torres, wówczas rodzina wasali, ukradła dla siebie Wielkie Księstwo od jego przodków, cztery wieki temu. O ile nie przekupiła przewoźnika, który mógłby zabrać ją za granicę, było tylko jedno miejsce, do którego mogła się udać. Niestety było to też ostatnie miejsce, które Leo miał ochotę odwiedzać.

Książę ruszył w kierunku bocznego wyjścia z katedry, wzywając esemesem kierowcę.

– Powiedz wszystkim, że panna młoda zachorowała. Ceremonia zostaje przełożona. Żadna panna młoda nie chce, by jej ślub był zepsuty przez chorobę jelitową.

– Chcesz, żeby wszyscy myśleli, że twoja narzeczona nie dotarła na ślub, ponieważ utknęła w łazience? Prasa nie zostawi na was suchej nitki – rzucił przez ramię Seb.

– Nie obchodzi mnie to. To już jej problem. To ona uciekła sprzed ołtarza, nie ja – odpowiedział Leo, stając w drzwiach katedry, pod które podjechało właśnie czerwone ferrari.

Jeśli jego panna młoda udała się tam, gdzie zakładał, miała nad nim tylko dwadzieścia minut przewagi. Furgonetka przeznaczona do przewozu kwiatów nie miała szans ze sportowym silnikiem sportowego potwora.

– Co zrobisz z dziennikarzami? – rzucił Seb, dopóki jeszcze widział kuzyna.

– Nie wiem. Zostawiam to tobie. Powiedz personelowi, że wszyscy dostaną premię za milczenie, a jeśli ktoś zdecyduje się na rozmowę z prasą o tym, co tu dziś zaszło, nie tylko straci pracę, ale również zostanie wydalony wraz z rodziną z księstwa.

– Powiedz chociaż, dokąd się wybierasz. – Seb wyglądał na zszokowanego.

– Zamek babci. Violetta jeździła tam każdego lata, aż do jej śmierci cztery lata temu.

– Ale przecież kazałeś go zamknąć.

– Owszem, a to czyni go jeszcze lepszą kryjówką, nie sądzisz?

Seb zmarszczył czoło.

– Czekaj, a czy to nie tam…?

– Tak. I nie pozwolę, by to się powtórzyło.

Leo opuścił szybę samochodu, by udzielić kuzynowi kilku ostatnich wskazówek.

– Daj arcybiskupowi niebieski apartament w zamku. Powiedz, że sprowadzę narzeczoną przed północą, a on udzieli nam ślubu w kaplicy. Przygotuj komunikat prasowy, żebyśmy mogli rano ogłosić ślub.

– Jesteś aż tak pewny siebie, że uda ci się ją tu sprowadzić?

– Ona nie jest jak jej siostra. To musiały być nerwy. Małżeństwo ze mną ma wiele zalet. Musi je po prostu dostrzec. Seb, zrozum, jesteśmy tak blisko odzyskania Wielkiego Księstwa, że prawie czuję smak zwycięstwa. Ta dziewczyna nie pokrzyżuje mi planów.

To prawda, żaden z jego przodków nie był tak blisko odzyskania utraconych niegdyś ziem. Nawet jego ojciec. Leo był gotów ożenić się z kochanką diabła, by udowodnić temu draniowi o zimnym sercu, że jest lepszy od niego i wszystkich przodków razem wziętych.

Odpalił silnik i wyjechał na puste ulice, które były zamknięte na czas uroczystości weselnych, kierując się na północ, poza stolicę. W miejsce, gdzie Grimentz poddawało się górom strzegącym jego granic.

Gdy jechał przed siebie górzystymi terpentynami dróg, obserwował spowite w słońcu jezioro Serenite. Jak na ironię, jezioro, którego nazwa oznacza spokój, dzieliło dwie skłócone od lat rodziny. Ten ślub miał położyć temu kres. Za jego spokojnymi wodami leżało księstwo San Nicolo, bujne i zielone, ozdobione winnicami pnącymi się po horyzont. Nie było bogate jak Grimentz, nie świadczyło usług finansowych, które zapewniały jego księstwu niewyobrażalne bogactwo i globalne wpływy, ale miało w sobie niedościgniony urok, niespotykany w żadnym innym zakątku świata.

Jego przodkowie przedzierali się przez szczyty, znajdując skaliste zbocze na zachodnim brzegu jeziora, na którym zbudowali swój zamek. Był równie zimny i majestatyczny, jak skały, z których wyrastał. Poprzedni książęta próbowali upiększyć go strzelistymi wieżyczkami i ogrodami, ale w głębi serca to miejsce zawsze pozostawało bezduszną fortecą.

Della Torres nie żyli w zimnych, odstraszających murach. Mieszkali w palladiańskiej elegancji. Przodkowie księżniczki Violetty zakochali się w renesansie i przerobili San Nicolo na jego podobieństwo, pełne wdzięku i wyrafinowania. Turyści przybywali tu, by zajadać się serami i pić wina, z których słynęła okolica.

Od śmierci rodziców Violetty w katastrofie lotniczej, zaledwie kilka miesięcy po ucieczce jej starszej siostry, krążyły pogłoski, że rodzina Della Torres nie nadaje się już do rządzenia.

Wujek Violetty, a zarazem jej regent, nie cieszył się najlepszą opinią wśród ludu. Był staroświecki i zamknięty w sobie. Leo wiedział, że im szybciej przejmie władzę, oczywiście w imieniu swojej żony, tym większe zdobędzie poparcie wśród poddanych.

Miał na to tylko około trzynaście godzin, później sprawy się skomplikują. Wraz z wybiciem północy jego płochliwa narzeczona skończy dwadzieścia jeden lat i nie będzie już tylko księżniczką z San Nicolo, podlegającą rządom wuja, ale przemieni się w Najjaśniejszą Wysokość, Wielką Księżną Violettę Della Torre, monarchinię absolutną.

Leo rozwiązał ten problem, organizując ślub w wigilię urodzin księżniczki, inaczej musiałby zbyt długo podlegać władzy wuja Violetty. Byłby niezwykle sfrustrowany, parząc, jak jej wujek dzierży wciąż władzę, mimo że to on byłby prawowitym władcą.

Zacisnął mocniej ręce na kierownicy. Wszystko, co stało mu na drodze do osiągnięcia życiowego celu, to chwiejna emocjonalnie dziewczyna. Przed czym tak uciekała? U jego boku prowadziłaby uprzywilejowane, łatwe życie. To on miał wziąć na siebie wszystkie obowiązki monarchy. Nigdy nie musiałaby dokonywać trudnych wyborów ani pracować ponad siły.

– Violetta nie nadaje się na monarchinię – powiedział mu jakiś czas temu jej wuj. – Lepiej, żebyś ty się wszystkim zajął.

Leo czuł się z tym dobrze. Cieszył się, że jego decyzje nie będą podważane przez członka rodu Della Torres. Co takiego osiągnęli dzięki swojemu księciu? Najlepsze sery i wino? To była ambicja władcy? Uwięzić ludzi w muzeum rolnictwa?

Przez chwilę zrobiło mu się żal narzeczonej. Jej ojciec był szczęśliwy, oddając najstarszą córkę wrogowi, a wujek był jeszcze bardziej zadowolony z przekazania drugiej. Nie miała nawet szans, by spróbować rządzić swoim księstwem. Mężczyźni w tym rodzie robili wszystko, by odsunąć kobiety od władzy.

Później przypomniał sobie miny gości i ukłucie zawodu, gdy nie pojawiła się przed ołtarzem, i natychmiast opuściło go współczucie. Wrzucił wyższy bieg i wcisnął pedał gazu. Miał nadzieję, że dobrze wytypował jej kryjówkę.

Musiał reagować szybko; w końcu to wpajano mu od urodzenia.

„Nigdy się nie wahaj. Lepiej działać zdecydowanie! Niezdecydowanie jest dla słabych” – brzmiała mantra jego ojca. Nauczył się jej na pamięć, wraz z kilkoma innymi:

Życzliwość to słabość, na którą nie możesz sobie pozwolić.

Współczucie jest dla głupców.

Miłość jest kłamstwem.

Kobiety są do zabaw łóżkowych i rodzenia dzieci, poza tym nie należy im ufać.

Szkoda, że jego ojciec nie miał mantry, która pozwoliłaby mu poradzić sobie z podwójnym porzuceniem! Mimo to Leo doskonale wiedział, co usłyszałby od ojca.

„Ożeń się z nią, spłodź syna i wreszcie odzyskamy księstwo”.

Nigdy nie pragnął niczego bardziej, niż stać się von Frohburgiem, który odzyskałby księstwo. Chciał udowodnić swojemu ojcu, mimo że od dawna już go tu nie było, że jest w stanie to zrobić.

Wyobrażał sobie, że gdy już ją odnajdzie, wytłumaczy jej, że rozumie jej stres, a ona będzie mu dozgonnie wdzięczna i wpatrzona w niego drżącymi od łez, sarnimi oczami. Paparazzi uwiecznią ich miłość i wszyscy zapomną o nieudanej ceremonii zaślubin.

Jeśli mu się nie uda, nie tylko straci szansę na odzyskanie księstwa, ale również skaże ludzi na rządy Maxa, przyrodniego brata Sebastiana. Trudno było wyobrazić sobie człowieka mniej odpowiedniego do pełnienia tego zadania. Pozbawiony inteligencji i lojalności Max dbał tylko o dwie rzeczy: siebie i swoje przyjemności. Był oddany gnuśności i życiu pełnemu ekscesów. Leo był zupełnie inny. Miał już trzydzieści lat i dojrzał nie tylko do małżeństwa, ale też do wzięcia odpowiedzialności za los setek poddanych. Odzyskanie San Nicolo było jego priorytetem.

W ciągu kolejnych dwudziestu minut minął stróżówkę i znalazł się na placu przed posiadłością babki. Było to ostatnie miejsce, które zamierzał ponownie odwiedzić. Po tym, jak zostawiła mu to w testamencie, kazał je zamknąć. Poza comiesięcznymi odwiedzinami pokojówki, złotej rączki i ogrodnika, nie chciał mieć z tym miejscem nic wspólnego.

To właśnie tu zabierał swoją pierwszą narzeczoną. Francesca była pięknością. Odziedziczyła po matce nie tylko niebieskie oczy i złote włosy, ale również wzrost i gibkość. Oczarowała go i schlebiała mu na każdym kroku, nie spodziewał się, że wykorzysta go do swojej ucieczki.

– Chodźmy do zamku twojej babci – powiedziała. – Będziemy wreszcie sami, z dala od wszystkich wścibskich oczu. Ta noc będzie nasza.

Kiedy zapytała, czy mogą zaczekać, żeby przyszła do niego jako dziewica w noc poślubną, zgodził się bez namysłu. Kiedy następnego ranka odkrył, że uciekła, był w szoku. Miesiąc później wyszła za mąż za swojego ochroniarza. Pójście z nim do zamku było jedynym sposobem na ucieczkę przed czujnym okiem ojca i ochrony królewskiej.

Upokorzenie Lea było druzgoczące, a ojciec płonął wściekłością. W tamtej chwili poprzysiągł sobie, że nigdy więcej nie zaufa kobiecie.

Ostatni odcinek drogi prowadził w górę do samego zamku. Droga pokryła się koleinami, zima dała jej się we znaki. Leo tak mocno skupił się na celu, że nie zauważył dziury, która pokonała niskie zawieszenie jego sportowego auta. Zrozumiał, że będzie musiał pokonać resztę trasy pieszo.

Lepiej, by Violetta była tam, gdzie zakładał.

Babcia Lea, Mari, nazywała swój pałac domkiem letniskowym, chociaż zamek w niczym go nie przypominał. Posiadłość nazywana Elizabettą, miała trzy piętra, dziewięć pokoi gościnnych, salę balową wyłożoną lustrami, pięć sypialni i trzy kuchnie. Elegancki pałac z białego wapienia, położony w zielonej dolinie, rozległymi ogrodami, własną przystanią i pomostem na jeziorze zapierał dech w piersi.

Leo nie spodziewał się nagłego przypływu wspomnień, jednak nie mógł się przed nimi opędzić. Zanim skończył czternaście lat, jego życie nagle zmieniło tor, a wakacje z babcią natychmiast się skończyły.

Przypomniał sobie dzikie ogrody babci Mari, która uwielbiała dawać schronienie wszystkiemu co niechciane, nawet jeśli były to rośliny. Oczami wyobraźni zobaczył ją siedzącą na tarasie, popijającą sznapsa i zasłuchaną w Buena Vista Social Club. Obok niej leżały jej ukochane psy, znajdy bez oka, nogi lub ucha. Wszystkie niekochane i porzucone stworzenia znajdowały tu najlepszy dom.

Czasami dołączali do nich inni goście, zupełnie jak w to ostatnie lato, które tam spędził. Babcia zaprosiła do siebie wnuczki swojej najlepszej przyjaciółki. Dwie dziewczynki. Dla trzynastoletniego chłopca chodząca za nim krok w krok dziewczynka była ujmą na honorze. Szybko znalazł sposób, by się jej pozbyć.

Trzy lata temu pojawił się tu ponownie, ze starszą z sióstr, która stała się jego narzeczoną. Pomimo że Francesca sprawiła, że wszystkie dobre wspomnienia związane z tym miejscem wyparowały, nadal uważał, że pozostało tu trochę magii.

Leo zwalczył w sobie wszystkie sentymenty, teraz nie był czas na bezsensowne rozmyślania. Musiał odnaleźć narzeczoną. Kiedy zobaczył porzuconą za drzewami furgonetkę, odetchnął z ulgą. Intuicja go nie zawiodła. Podszedł bliżej. Na desce rozdzielczej leżał słomkowy kapelusz i okrągłe okulary przeciwsłoneczne, prawdopodobnie należące do właścicielki furgonetki. Teraz rozumiał, w jaki sposób jego narzeczona opuściła zamek niezauważona. Przebrała się za dostawczynię kwiatów.

Idąc dalej, jego determinacja rosła z każdym kolejnym krokiem. Dogonił ją. Czas położyć kres temu nonsensowi i przekonać ją, by wróciła z nim do zamku.

Rozdział drugi

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tytuł oryginału: Stranded with His Runaway Bride

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2022

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2022 by Julieanne Howell

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2024

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-8342-395-1

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek