Przerwana audycja radiowa - Katarzyna Obodzińska - ebook + książka

Przerwana audycja radiowa ebook

Katarzyna Obodzińska

0,0

Opis

Poruszająca opowieść przyprawiona humorem z tajemnicą w tle.

Alicja przeprowadza się do innego miasta, z nadzieją, że uwolni się od demonów przeszłości. Rozpoczyna pracę w lokalnej stacji radiowej. Pola jest dziewczyną, jakich wiele. Przypadkowo trafia na audycję prowadzoną przez Alicję. Przyjaciółka namawia ją do wzięcia udziału w konkursie organizowanym na łamach radia. Rozgrywka w sielskiej scenerii chwilowo zostaje zakłócona. Przerwana audycja radiowa przypadkowo otwiera bramę przeszłości. W Poli budzą się uśpione dotąd uczucia. Owiane tajemnicą zdarzenia wciągają jak wir. Czy uda jej się odkryć sekret i jaką zapłaci za to cenę?

Gdy uśmiech, który widzisz, przysłania troski, a mroczną prawdę znają jedynie nieliczni…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 209

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Katarzyna Obodzinska

Przerwana

audycja

radiowa

Przerwana audycja radiowa

Text © Katarzyna Obodzińska, 2026

Redakcja: Magdalena Zielonka

Korekta: Angelika Kotowska

BOOKEA POLAND sp. z o.o.

Romana Dmowskiego 3/9

50-203 Wrocław

www.lavapublishing.pl

Wydrukowano w Europie

ISBN: 978-83-68590-47-0

Katarzyna Obodzinska

Przerwana

audycja

radiowa

Kobietom,

których ran nie ukoi czas

Prolog

Konkursy… Któż z nas nie lubi ich wygrywać? Jedne wymagają niewiele trudu, w inne trzeba włożyć nieco wysiłku. Gdy z reguły pierwszy etap jest prosty, kolejny wymaga nakładu pracy. Pola znalazła się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwym czasie, a może wręcz przeciwnie, może nic nie dzieje się bez przyczyny? Udział w konkursie miał być tylko niewinną rozrywką w walce o nagrody. Jednak prowadzone intuicją odkrycia stawiają w położeniu, w którym złoty środek nie istnieje.

Czy posępne zakończenie roku jest zapowiedzią pomyślności w nowym, czy odwrotnie – wróży początek udręki? Czy może przydarzyć się coś gorszego? Lub raczej – co gorszego może się przydarzyć?

1.

Widok prószącego śniegu przyciągnął Alicję do okna. Przystanęła na chwilę zamyślona, obserwując zza firany delikatnie opadające na dachy pobliskich zabudowań płatki śniegu. Kiedyś uwierzyłaby w magię życzenia wypowiedzianego w czasie pierwszych opadów śniegu, rozpoczynających sezon otoczony świąteczną aurą. Mimo wszystko przebiegło jej przez myśl kilka małych próśb adresowanych prosto w stronę nieba. Z westchnieniem odeszła od okna i podeszła do szafy. Włożyła dawno zapomniany czerwony płaszcz, przewracając zawartość szuflady w poszukiwaniu białych rękawiczek do kompletu z czapką. „Prawdziwa Mikołajka”, pomyślała, zerkając przed wyjściem na swoje odbicie w lustrze.

Pełna obaw, czy poradzi sobie bez pomocy specjalisty, podjęła decyzję o zakończeniu psychoterapii. Ostatnia sesja była symbolicznym podsumowaniem tego, co udało się jej osiągnąć przez rok terapii i co stanowiło naukę, jak być własnym psychoterapeutą poprzez zgromadzenie wiedzy, na której może opierać się w przyszłości. Niedokończone tematy zostały domknięte, nastąpiła pora pożegnań. Mimo zapewnień o możliwości przedłużenia spotkań Alicja postanowiła zaprzeć się w sobie i podejmować wysiłki poza gabinetem, w końcu życie pewnie jeszcze nie raz skonfrontuje ją z trudną do zaakceptowania rzeczywistością… Po wymianie ciepłych słów i czułym objęciu z terapeutką na pożegnanie opuszczała pomieszczenie gotowa walczyć o szczęście i stawiać czoła wyzwaniom czyhającym za rogiem. Przystanęła, wypuszczając powietrze z płuc, i ostatni raz z ciepłem w oczach spojrzała na terapeutkę, żałując, że profesja ta nie pozwala nawiązać przyjacielskich relacji poza pokojem zwierzeń. Zamykając drzwi, miała nadzieję na rozpoczęcie nowego etapu w życiu. Po wyjściu wybrała nieznaną sobie dotychczas trasę, dając tym samym losowi możliwość zauważenia tej sposobności. Choć okolicę zdążyła poznać dość dobrze, dopiero teraz zorientowała się, że w pobliżu znajduje się pasmanteria. W tej oto chwili poczuła, jak los zakpił z niej już w pierwszych minutach odrodzenia. „Odpuszczanie tego, co wcześniej było raniące, postrzeganie spraw w innym świetle, zdolność do uczuciowej otwartości”, powtarzała w myślach, przepędzając czarne chmury.

Nie cierpiała wypatrywania męża przez okno. Gdy mijały kolejne kwadranse, a Dominik wciąż się nie pojawiał, nachodziło ją przeświadczenie, że wydarzyło się coś złego. Świadomy obaw żony, gdy coś go zatrzymało w pracy, zazwyczaj wysyłał SMS-y, że będzie później. Zerknęła na komórkę, ale nie dostrzegła żadnej wiadomości. Zmartwiła się jeszcze bardziej. Powinien był być pół godziny temu. W ich życiu dosyć już było przeszkód do pokonania. Jak mawiała, przeprawa choćby przez najkrótszą trasę w ciemności, bez orientacji w terenie, bez przewodnika czy błysku światła jest wydłużona w czasie, a podsycana strachem – niekiedy wręcz niemożliwa do przejścia. Dominik był jej opoką. Wreszcie droga rozświetliła się i dostrzegła samochód zbliżający się do podjazdu. Krótki sygnał domofonu dał znać o otwarciu kodem drzwi do klatki schodowej i chwilę później już czekała na niego u progu mieszkania. Rzuciła mu się w objęcia, jakby nie widziała go przez kilka dni, tuląc czulej niż zwykle.

– Oho, ktoś tu się stęsknił – zauważył, nie pozostając bierny.

Powstrzymała się od pytań typu: „Co tak długo?”.

– Mam nadzieję, że jesteś głodny – powiedziała zamiast tego.

Zapach pieczonych przepiórek w białym winie rozprzestrzeniał się po całym mieszkaniu, dotarł nawet do garderoby, gdzie odwieszał marynarkę. Postawiła na stole pieczołowicie przygotowany posiłek udekorowany plastrami pomarańczy. Sycili się, popijając całość odrobiną pozostałego wina. Kiedy Alicja zanosiła puste talerze do zlewu, Dominik wstał od stołu i na chwilę zniknął w przedpokoju. Kiedy wrócił, objął ją od tyłu, wyciągając dłoń, na której mieściło się czarne pudełeczko z fioletową przykrywką.

– Dla mnie? – Była zaskoczona. Wytarła mokre ręce i odwróciła się w jego stronę. – Co to takiego? – nie kryła ciekawości.

– Sama zobacz.

Odebrała od niego kartonik, a jej obliczu ukazał się drewniany zegarek na pasku w kolorze malinowym.

– Piękny! – powiedziała z zachwytem i zapięła go na lewym nadgarstku.

Radosny błysk w oku potwierdzał zadowolenie.

– Pomyślałem, że będzie odmierzał już tylko te dobre chwile…

Alicja ze łzami w oczach usiłowała wydusić z siebie choćby słowo, ale gula, która pojawiła się w gardle, zablokowała jej mowę. Przytuliła męża ponownie w geście wdzięczności, dając upust kilku łzom, i westchnęła z niedowierzaniem, jak ten czas leci i jak wspólnie udało im się dobrnąć do tego momentu.

2.

Pola obudziła się wczesnym rankiem niewyspana, mimo że miała całe łóżko tylko dla siebie, a może właśnie dlatego, że już nie umiała spać sama. Odkąd zamieszkała z Robertem, każdy dzień był przygodą we dwoje. Tak zakochana jeszcze nie była. Wprowadziła się do niego zaledwie po trzech miesiącach znajomości. Zostawiła wszystko za sobą, zmieniając okolicę, pracę, mieszkanie. Wizja szczęśliwego życia u boku czarującego mężczyzny przysłoniła jej nieco rzeczywistość, tworząc obietnicę czegoś niezwykłego, co zdarza się tylko raz w życiu.

Nie znosiła tych comiesięcznych zebrań pracowniczych przypadających w pierwszą środę miesiąca, zaczynających się zawsze kwadrans po siódmej. Był grudzień i w tym miesiącu wyjątkowo miało się odbyć również dodatkowe spotkanie podsumowujące cały rok pracy. „Odeśpię, jak wrócę”, pomyślała. Choć pracowała tam niespełna trzy miesiące, czuła się integralną częścią zespołu, mimo że nie było idealnie, bowiem praca z samymi kobietami często kończyła się nieporozumieniami, a przekazywane informacje docierały do niej w zmienionej formie. Mogła ufać jedynie Oliwii, z którą rozumiały się bez słów.

Upieczone dzień wcześniej babeczki czekoladowo-korzenne z powidłami czekały przykryte ścierką kuchenną. Pola włożyła je do największego pojemnika, jaki miała, i otulając się szerokim szalem w kratę, wyszła do pracy. Ciemność rozświetlały uliczne latarnie. Dobrze, że miała blisko, dzięki temu nie zdążyła zmarznąć na kość. Na miejscu czekała już Sandra, kierowniczka. Zaraz po Poli dotarły cztery pozostałe pracownice. Ich czerwone policzki wskazywały wyraźnie na poranny chłód.

Po porównaniu efektów sprzedaży z innymi butikami w rejonie, omówieniu strategii cross selling, polegającej na maksymalizowaniu zysków z jednej transakcji, oraz informacji o wyrobieniu budżetu i premii uznaniowej z tego tytułu Sandra oznajmiła, że ma jeszcze jedną nowinę.

– Anetko, powiesz sama? – zwróciła się do jednej z dziewczyn.

– Moje drogie, opuszczam was – poinformowała koleżanki, z którymi dogadywała się umiarkowanie dobrze.

Dziewczyny spojrzały na siebie pytająco.

– Dostałam awans na kierownika regionu – zdradziła z nieskrywaną satysfakcją.

– Gratulacje – odparły niemal chórem, niezachwycone jednak faktem wyróżnienia kogoś tak obłudnego.

– Od kiedy? – zapytała Oliwia.

– Od pierwszego stycznia.

– Wiadomo już, kto przychodzi na miejsce Anety? – zaciekawiła się Pola.

– No i właśnie tu jest pewien problem… – Sandra spojrzała na nią ozięble.

Po ostatnich scysjach przeczuwała, że i tym razem nie obejdzie się bez niespodzianek.

– Firma nie ma czasu na szkolenie nowego pracownika, dlatego miejsce Anety zajmie dziewczyna z innego sklepu. W związku z tym, że Aneta pracuje na trzy czwarte etatu i nie dostałyśmy dodatkowych godzin, a nie możemy zmienić tej dziewczynie formy zatrudnienia podczas trwania umowy – rozłożyła ręce z geście bezradności – jesteśmy zmuszone zabrać tę ćwiartkę tobie. Z końcem roku kończy ci się trzymiesięczny okres próbny, prawda? – zaakcentowała.

Pola zaniemówiła. Oliwia spojrzała na nią ze współczuciem. Praca w butiku z biżuterią nie była spełnieniem marzeń, ale ogłoszenie pojawiło się akurat w momencie przeprowadzki, kiedy miała za dużo spraw na głowie. Obiecała sobie, że będzie rozglądać się za czymś bardziej odpowiednim, tymczasem trzy miesiące zleciały nie wiadomo kiedy.

– Co ty na to? – dopytywała przełożona.

– Muszę to przemyśleć – odpowiedziała dyplomatycznie, zdając sobie sprawę, że w tej chwili nie ma na oku nic innego.

– Daj znać do jutra, czy mam kogoś szukać na twoje miejsce – oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Oficjalna część spotkania dobiegła końca. Dziewczyny rozmawiały, jakby nic się nie stało, wypytując Anetę o szczegóły awansu. Poli odechciało się ploteczek przy kawie i ciastku z koleżankami udającymi przyjaźń. Spojrzała na zegar. Do otwarcia zostało jeszcze siedemnaście minut. Po zebraniu miała wolne. Odmierzała każdą minutę dzielącą ją od wyjścia. Na zewnątrz rozpętała się wichura z ulewą. Kwadrans później deszcz nieco ustał. Nie chcąc spędzać w tym miejscu ani chwili dłużej, chwyciła parasol zapomniany niegdyś przez jednego z klientów i udała się w stronę drzwi.

– Cześć wam – rzuciła na odchodnym, unikając kontaktu wzrokowego z kimkolwiek.

– Porozmawiamy jutro – szepnęła jej niemal na ucho Oliwia.

Minęła się z pierwszą niezadowoloną klientką wskazującą na fikcyjny zegarek na jej nadgarstku, jakby spóźniły się z otwarciem. Rozkładając parasol, przecięła sobie skórę na palcu. Na pozór płytka ranka zaczęła mocno krwawić. Drzwi trzasnęły. Siła wiatru odwróciła uszkodzony mechanizm parasola na drugą stronę. Z wściekłością cisnęła go do pobliskiego kosza na śmieci. Okulary zamokły, ograniczając pole widzenia. Przyspieszyła. Na drodze do domu gromadziła się woda. Gdy chciała przeskoczyć kałużę, na wskroś przemoczyła buty. Już nawet przestała biec.

Przebrała się, wysuszyła włosy i zakleiła plastrem bolące rozcięcie. Jej ponury nastrój mogła ukoić jedynie rozmowa z Julią lub Robertem. Jak na złość przyjaciółka była w drodze na romantyczny pobyt w górach, sam na sam ze swoim świeżo utytułowanym narzeczonym. Nie chcąc psuć jej nastroju, z najnowszymi informacjami postanowiła zaczekać, aż wróci. Usiadła na łóżku i wybrała na wyświetlaczu telefonu skrót ze zdjęciem ukochanego. Zajęte. Po chwili oddzwonił.

– Z kim rozmawiałaś?

– Dzwoniłam do ciebie.

– Wygląda na to, że dzwoniliśmy do siebie w tym samym momencie.

Uśmiechnęła się na te słowa.

– Miałam paskudny poranek. Wyobraź sobie, że kiero… – W myślach zaczęła szeregować chronologicznie splot niesprzyjających wydarzeń.

– Nie teraz, ptaszyno – przerwał jej niewzruszony. – Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że muszę tu jeszcze chwilę zostać.

– Żartujesz?! Ale zdążysz na Sylwestra?

– Nie dam rady…

– Jak to? A co z naszą zabawą? Planowaliśmy ten wieczór od dawna…

– Idź z kolegą.

– Co?!

– Nie dramatyzuj.

Przełknęła ślinę.

– Robert, co się dzieje? Powiesz mi, o co chodzi?

– To nie jest rozmowa na telefon. Pogadamy, jak wrócę.

– Nie! Chcę wiedzieć teraz.

– W porządku. Chciałem ci powiedzieć osobiście, ale skoro nalegasz…

Nasłuchiwała, przeczuwając najgorsze.

– Nie pasujemy do siebie – rzucił bez ogródek.

– Co?! – Nie wierzyła własnym uszom.

– Pola, ptaszyno, posłuchaj…

– Nie nazywaj mnie tak! Wiesz, jak tego nie znoszę.

– Nie udawaj – powiedział drwiąco. – Kiedy ty meblujesz mi życie, ona poświęca mi cały swój czas.

Zatkało ją. Echo słów kotłowało się w jej głowie. Z trudem wydała z siebie dźwięk, ledwo opanowując drżenie głosu.

– Jaka ona?

– Poznałem kogoś. Od trzech wyjazdów poznajemy się lepiej i doszliśmy do wniosku, że chcemy spróbować.

– Chcemy spróbować?! – powtórzyła z niedowierzaniem. – Aaa… A co ze mną? – spytała po chwili. – Mieszkamy razem, pomyślałeś o tym?!

– Owszem, przemyślałem to. Wyprowadzam się – zawiadomił ją.

– Słucham?! Przecież to dla ciebie się tutaj wprowadziłam! – wrzasnęła.

– Spo-koj-nie, kobieto. Nie histeryzuj – uciszał ją, przyprawiając o zawrót głowy. – Przecież cię nie wyrzucam. Na dniach zabiorę swoje rzeczy.

Chciała coś dodać, ale stłumiła żal w sobie. Gapiła się w jeden punkt. To po jego namowach zamieszkała z nim w kawalerce w ścisłym centrum, rezygnując z wynajmowania z koleżanką pokoju na obrzeżach miasta w przystępnej cenie.

– Polka, jesteś tam?

Bezgłośnie wypuściła powietrze.

– Czekam, czy masz mi coś jeszcze do powiedzenia… – wydusiła oschle mimo płynących ciurkiem łez.

– Kotku, wiesz, że nie lubię ograniczeń. Przy tobie czułem się jak w klatce, a z nią jestem wolnym ptakiem.

– W takim razie życzę przyjemnych doznań na wolności. Jeszcze dziś spakuję twoje rzeczy. Daj znać, kiedy je odbierzesz, a teraz… żegnam!

Rozłączyła się, po czym zdawszy sobie sprawę z faktów, zaczęła szlochać. Zbliżał się nowy rok, a ona została porzucona, zredukowano jej etat i mieszkała sama w drogiej kawalerce w samym sercu miasta. Dotarło do niej, jak głupia była, zakochując się w tym rozpieszczonym łachudrze z bogatego domu. Gdyby nie jego ojciec, nic by nie osiągnął. Wykasowała jego numer ze swoich kontaktów, łapiąc się na tym, że i tak zna go na pamięć.

MMS od Julki nie poprawił jej nastroju. Całe popołudnie przepłakała, wylewając morze łez. Zużyła karton chusteczek, rzucając wykorzystane gdzie popadnie. Kawalerka wyglądała jak pobojowisko. Szare niebo nie napawało optymizmem. Grudniowa magia odeszła w cień. Krople deszczu spadały w nieładzie, uderzając o parapet. Pola miała wrażenie, jakby niebo płakało razem z nią. Pochłonęła paczkę solonych chipsów, które smakowały jak papier.

Wieczór spędziła, segregując rzeczy i składając w kostkę ubrania ekschłopaka. Wszystkie prezenty od Roberta, łącznie z ulubionym szlafrokiem z uszami na kapturze, odłożyła na stertę, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego. Gdzieś tam on układał sobie życie na nowo, podczas gdy ona musiała przeorganizować swoje i zaplanować wydatki na najbliższy czas. Gdyby chociaż przeczuwała, że nastąpi coś takiego, nie sprawiłaby sobie nowych oprawek do okularów za blisko osiemset złotych. Było już za późno na zwrot wejściówki na imprezę sylwestrową. Pozostało znalezienie kupca lub pójście z kimś innym. O wyjściu w pojedynkę nie było mowy. Jeszcze przed godziną była pewna, że przezwycięży trudności, a teraz usiadła skulona, widząc wszystko w ciemnych barwach. Trzaski za oknem, przypominające odgłosy z horroru, nie pozwalały zebrać myśli. Przykryła się po samą szyję. Żałowała, że nie założyła skarpetek chroniących przed zimnem i złem całego świata. Co teraz? Czy posępne zakończenie roku jest zapowiedzią pomyślności w nowym, czy odwrotnie – wróży początek udręki? Czy może przydarzyć się coś gorszego? Lub raczej – co gorszego może się przydarzyć?

3.

– Żartujesz?!

– A wyglądam, jakbym żartowała?

– Rzeczywiście, nie wyglądasz najlepiej.

– Dzięki…

Pola opowiedziała Oliwii o narastających z minuty na minutę problemach. Lubiły pracować razem. Nie żeby się migały – mogły wykonywać swoje obowiązki w miłym towarzystwie, liczyć na siebie w nieprzewidzianych sytuacjach z trudnymi klientami oraz dzielić się zadaniami w nawale pracy bez poganiania czy patrzenia sobie na ręce. Przedostatni dzień roku przyciągnął tłumy niezdecydowanych lub robiących zakupy na ostatnią chwilę kobiet. Czas do połowy pracy zleciał błyskawicznie.

Sandra przyszła na swoją zmianę nieco wcześniej, przyłapując swoje podwładne na rozmowie. Jej złowieszcza mina rozśmieszyła duet, który z trudem utrzymał powagę do czasu jej zniknięcia na zapleczu. Przebrana w firmowe wdzianko uchyliła drzwi, wsadzając głowę w szczelinę, jakby dziewczyny były na podsłuchu.

– Pola, mogę cię prosić?

– Już idę – zareagowała, przerywając czynności.

Jej umysł przeskakiwał z jednej myśli na drugą; od próby utrzymania pracy i mieszkania, przez całkowitą zmianę trybu życia, aż po chęć zrobienia Robertowi krzywdy tępym narzędziem.

– Jestem. – Stanęła przed kierowniczką nieco zgarbiona.

Mimo chęci płaczu i wykrzyczenia przełożonej pełnych inwektyw żalów zebrała się w sobie i postanowiła rzeczowo odpowiadać na pytania, szczypiąc się w nogę i zamykając tym sposobem wentyl, którym uchodziły gniew i płacz. Przybrała najbardziej neutralną minę, na jaką mogła się w tej chwili zdobyć.

– Przemyślałaś sprawę? – Nie wstając z krzesła biurowego, zmierzyła ją apatycznym wzrokiem, dając do zrozumienia, że ta decyzja jest jej całkowicie obojętna.

– Tak. Zostaję – poinformowała krótko bez wdawania się w polemikę.

– Mhm. W takim razie podpisz nową umowę. – Podała jej pismo, przeglądając w tym czasie swoją prywatną komórkę, mimo że na podglądzie kamery wyraźnie było widać wzmożony ruch na sali sprzedaży.

Pola, na stojąco, z miejsca podpisała dokument, uświadamiając sobie realną obniżkę pensji, która ledwo pokryje czynsz i opłaty, po czym wróciła na sklep.

Pod okiem Sandry i jej miny przypominającej dziecko, któremu zabrano zabawkę, praca nie należała do najprzyjemniejszych. Zawsze coś było nie tak. Natomiast stałe klientki zdążyły już polubić Polę za jej uśmiech i szczere doradztwo.

– Szuka pani czegoś konkretnego? – Sandra właśnie odezwała się do jednej z nich.

– Nie, nie, ja do tej pani. – Kobieta wskazała na Polę.

Oliwia odwróciła głowę, aby nie zaśmiać się Sandrze prosto w twarz, kiedy ta aż poczerwieniała ze złości.

Przyjaciółki rozstały się na skrzyżowaniu. Oliwia wyjeżdżała do domu, mając w planach powitanie nowego roku z babcią. Z nikim się nie spotykała, pomimo że była śliczną dziewczyną o rudych włosach, z piegami na nosie dodającymi jej uroku. W czerwieni lub odcieniu zielonej butelki jej twarz wręcz promieniała. Znalezienie drugiej połowy było tylko kwestią czasu. Z urodą współgrał charakter. Miała łagodne usposobienie, biła od niej siła taktu. Do ludzi odnosiła się z szacunkiem. Trzymała nerwy na wodzy, czego Pola jej zazdrościła. Zamiast wyszukanych życzeń noworocznych na odchodne ku zadziwieniu Poli zrobiła im selfie, co było zupełnie nie w jej stylu. Oliwia nie lubiła się fotografować, to Julka miała w zwyczaju uwieczniać wszystko. Jej telefon przepełniony był zdjęciami.

Pola wracała do kawalerki, snując wizję, jak Robert z bukietem wyszukanych kwiatów czeka na nią, by odwołać wszystko i paść na kolana, błagając o wybaczenie. Zamiast tego weszła do środka z rachunkiem za prąd i zawiadomieniem o nieznacznej podwyżce opłat za ciepło od 1 stycznia. Uruchomiła laptopa, wystawiając na sprzedaż wejściówkę na imprezę sylwestrową, po czym wyjęła umowę najmu i zaczęła szukać punktu o wypowiedzeniu. Miała miesiąc na znalezienie czegoś tańszego. Zadzwoniła do najemcy, informując go o rezygnacji. Nie był zachwycony.

Po tym, jak ojczym zrobił jej karczemną awanturę po kolizji pożyczonym samochodem i odciął ją od dostępu do środków finansowych, z góry odrzuciła zwrócenie się o pomoc do rodziców. Jej przybrany brat rozkręcał interes i urodziło mu się dziecko, więc z prośbą o pożyczkę dała sobie spokój. Wściekłość narastała. Zamiast znaleźć obrotnego faceta, musiała trafić na synka z bogatego domu, który nie omieszkał korzystać z niewysychającego źródełka. „Niektórzy to mają dobrze”, pozazdrościła, jednocześnie fukając na siebie, jak to dobrze zawdzięczać coś wyłącznie sobie.

Rzeczy Roberta walały się po podłodze. Ze złości kopnęła karton z drobiazgami, chwilowo odczuwając ulgę. Do północy przeglądała ogłoszenia w poszukiwaniu dodatkowego źródła dochodu. Telefon milczał jak zaklęty. Z trudem powstrzymała się przed wybraniem jego numeru.

Czy mogłabyś przyjść jutro na pierwszą zmianę? Nowa dziewczyna będzie na 12.00.

4.

Pola przygotowała paterę smakołyków i otworzyła butelkę czystej wódki kupioną specjalnie na tę okazję. Zrobiła sobie słabego drinka w proporcji jeden do sześciu i w wygodnym dresie rozsiadła się przed telewizorem. Prezenterzy poszczególnych stacji, przystrojeni w błyskotki niczym choinka w bombki, witali się z widzami i obwieszczali najlepszą zabawę w Gdańsku, Warszawie i we Wrocławiu, prześcigając się w zapowiedziach artystów śpiewających rokrocznie te same, godne pożałowania piosenki. Na myśl o spędzeniu Sylwestra z Polsatem dopadło ją rozgoryczenie. Korzystając z łazienki, spojrzała w lustro, przekornie wystawiając sobie język. Nie mogła na siebie patrzeć. Ochlapała twarz, wklepała krem nawilżający i z kuferkiem kosmetycznym oraz trzykrotnie powiększającym lusterkiem na nóżce usiadła przed telewizorem, gdzie przy występie Maryli Rodowicz z aureolą na głowie robiła sobie wyzywający makijaż. Założyła sukienkę mini w modne w tym sezonie dwustronne cekiny i spięła włosy w niesforny kok. „Żałuj”, pomyślała, patrząc na efekt końcowy.

Wraz z następnym drinkiem proporcje zostały wyrównane, a z kolejnym odwrócone. Alkohol zaczął uderzać jej do głowy. Poczuła, jak procenty w niej wirują, więc dała się ponieść nogom przed lustro w holu. Widząc swoje odbicie, miała wrażenie, że porusza się niczym subtelna baletnica na pokazie tanecznym. W rzeczywistości jej nieskoordynowane ruchy przypominały odganianie owadów. Omal nie poślizgnęła się na dywanie, wykonując akrobacje rodem z cyrku.

– Nie ma to jak zatańczyć z kimś inteligentnym – powiedziała do siebie i roześmiała się głosem czarownicy z kreskówek.

Do północy zostało już tylko pół godziny. Chwyciła telefon, pospiesznie wysyłając Robertowi wiadomość o treści: „Nie tęsknisz za mną?”, i załączając swoje najnowsze selfie. Nie przestawała pić. Upłynęło kilka minut, odpowiedź nie nadeszła. Zniecierpliwiona sięgnęła po telefon i bez namysłu wybrała jego numer. Mimo wolnego sygnału połączenie zostało odrzucone. Ponowiła próbę. Po kilku sygnałach odezwała się automatyczna sekretarka. Postanowiła nagrać mu wiadomość.

– Cześć, to ja, twoja ptaszyna. Długo się nie odzywasz i zaczęłam się martwić. Mam nadzieję, że myślisz o mnie… Może jeszcze nie jest za późno? Przemyśl to… Odezwij się, umieram z tęsknoty!

Ekran rozbłysnął. Przepełniona radością zerknęła na wyświetlacz. To Julka wysłała jej serię zdjęć z uroczystej gali, gdzie stała przy rozpalonym kominku, wraz z pozdrowieniami dla zakochanych oraz życzeniami szampańskiej nocy sylwestrowej. Mina jej zrzedła. Minuty upływały, a Robert wciąż się nie odzywał. Zniewaga bolała bardziej niż zdrada, która powoli docierała do jej świadomości.

– Nie ignoruj mnie! – wycedziła przez zęby, po czym z historii połączeń wybrała to ostatnie. – To znowu ja! Przemyślałam wszystko… Wiesz, jak zapamiętałam nasz pierwszy pocałunek? Wydąłeś wargi i całowałeś jak glonojad czyszczący akwarium, wydając przy tym dźwięki, jakbyś właśnie przeżuwał. Jesteś totalnym beztalenciem, a pod prysznicem zawodzisz jak zarzynana świnia, bez obrazy dla tych uroczych zwierzątek. Przez pół roku nie przeczytałeś ani jednej książki, o ile w ogóle umiesz czytać! Człowiekiem wielkiego umysłu też nie jesteś, skoro potrafisz myśleć tylko fiutem!

Poirytowana, rzuciła telefon na poduszkę. W tle rozbrzmiewał utwór Time to Say Goodbye w wykonaniu Sarah Brightman i Andrei Bocellego, dodatkowo rozniecający uczucie pogardy.

– I wiesz co?! Życzę ci, żebyś bosymi stopami poślizgnął się na klockach Lego rozsypanych na stromych schodach, które są tak małe jak Albercik! Kto w ogóle nazywa swoje przyrodzenie?! Z nami koniec! Idź na skargę do tatusia, na pewno pocieszy cię banknotem dwustuzłotowym. Przy nim jesteś tylko marną podróbką, zupełnie jak torebka, którą kupiłeś mi na urodziny. – Roześmiała się, a na koniec czknęła.

Wtedy nagle toaleta wezwała ją do siebie w trybie pilnym.

Dziesięć… dziewięć… osiem…

Alicja uśmiechnęła się do swoich towarzyszy, odpalając od nich zimne ognie. Długi roziskrzony drut dawał światełko nadziei. Huk petardy za oknem brutalnie wyrwał ją z zadumy. Demony przeszłości dały o sobie znać, studząc zapał wraz z blaknącym światłem na pręciku. Dominik był na wyciągnięcie ręki, zawsze w pogotowiu. Objął ją delikatnie. Porozumienie dusz było silniejsze niż kiedykolwiek.

Trzy… dwa… jeden…

5.

Pola nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać. Gorzki smak w ustach błagał o ratunek. Jednym haustem pochłonęła szklankę wody. Wzięła gorący prysznic, łudząc się, że zmyje z siebie pozostałości makijażu i swąd upokorzenia. Przetarła zaparowane lustro, odsłaniając swoje upadłe oblicze. „Nigdy więcej alkoholu”, z niesmakiem przywołała się do porządku. Nie była w stanie niczego przełknąć. Wróciła do łóżka. Ból głowy odbierał dokładnie każdy dźwięk. Echo w jej umyśle przywoływało monolog skarg i zażaleń. Nakryła się poduszką jak mała dziewczynka, próbując zagłuszyć poczucie wstydu.

– Spowiedź do toalety, oto jak większość z nas spędziła dzisiejszy poranek. Myślisz, że dostali rozgrzeszenie? – zapytał z szelmowskim uśmiechem Cezary na antenie swoją współprowadzącą. – Oświadczyny, narodziny… jednak bardziej jesteśmy ciekawi, czy… a raczej co głupiego zrobiliście w tę magiczną noc. Czekamy na kompromitujące opowieści. Dzwońcie…

Na znak rozpoczynającego się programu w tle rozbrzmiewała czołówka z numerem telefonu. Po przeplatanych ze sobą fragmentach utworów wpasowanych w klimat robienia głupot, takich jak Mój dom wariatów Lady Pank, Nienormalny świat Śmierci Klinicznej, Kiedy rozum śpi Budki Suflera czy Głupi świat Małgorzaty Ostrowskiej, rozległy się pierwsze opowieści słuchaczy.

– Chciałem być romantyczny, więc wrzuciłem dziewczynie pierścionek zaręczynowy do kieliszka z szampanem, ale była tak pochłonięta fajerwerkami za oknem, że go nie zauważyła i wypiła zawartość do dna. Pojechaliśmy na pogotowie. Chyba nie muszę mówić, jak to się skończyło? Dodam tylko, że po dezynfekcji powiedziała „tak”.

– Fuuuj – obruszyła się Alicja, odruchowo marszcząc nos.

– No nie przy jedzeniu! – skwitował jak na zawołanie prowadzący, ukradkiem jedzący czekoladowe ciasteczko z dziurką. – Tylko może nie opowiadajcie tej historii wnukom… Kupa śmiechu! – Uniósł talerzyk ze słodkościami, proponując je współprowadzącej, która z niesmakiem pokiwała przecząco głową.

– Mimo wszystko serdecznie gratulujemy… medykom. Z pewnością świąteczne dyżury należą do ich ulubionych… – powiedziała. – A może gdybyś kupił pierścionek z nieco większym oczkiem, wówczas nie dałoby się go nie zauważyć? – zapytała filuternie.

Cezary wydał z siebie dźwięk naśladujący kaszel.

– Ale z ciebie franciszka.

– Co? – Nie zrozumiała.

– Franca!

– Cześć, jak masz na imię? – powitała perlistym tonem głosu kolejnego słuchacza.

– Yyy…Wolałbym pozostać anonimowy.

– Ja też! – zażartowała.

– Zaraz dowiemy się dlaczego…

– Wcześniej wróciłem z imprezy. Nocowałem u kumpla. Pomyliłem drzwi i zamiast do jego pokoju wszedłem do sypialni rodziców. Przyłapałem ich na figlowaniu. Wolałbym tego nie pamiętać, ale jak na złość byłem trzeźwy…

– No masz! Tego nie da się odzobaczyć… – solidaryzował się Cezary. – Nie ma jak to wrócić z imprezy zadowolonym z powodu braku upojenia alkoholowego i po czymś takim mieć ochotę się skuć – wyraził markotnym głosem.

– Z pewnością kac moralny jest gorszy od syndromu dnia następnego – zawyrokowała Alicja.

– Jaki z tego wniosek?… Lepiej, aby urwał się film, niż oglądać tani erotyk ze starymi kumpla w rolach głównych! – spuentował Cezary.

– Halo, halo? Opowiedz nam swoją historię. – Alicja zaprosiła oczekującą na linii słuchaczkę.

– Przyjechał po mnie znajomy. Zaparkował po lewej stronie, ale zorientowałam się, że nie wzięłam prezentu urodzinowego, więc powiedziałam, żeby na mnie zaczekał. Zeszłam na dół, schowałam prezent do bagażnika, usadowiłam się z tyłu i gotowa do drogi zapięłam pasy. Okazało się, że znajomy przeparkował samochód…

Alicja szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia.

– Mina kierowcy musiała być bezcenna.

– Dobrze, że to był Sylwester, a nie Halloween. Wyobrażasz sobie, że nagle do twojego wozu wsiada dziewczynka z filmu Ring? – Cezary utrzymywał atmosferę strachu.

– Brr… Ciesz się, że pozwolono ci wysiąść. Mogłaś trafić prosto na komendę i bezpośrednio złożyć panom życzenia – zaśmiała się Alicja.

– Czekaj, czekaj. Urodziny trzydziestego pierwszego grudnia?… Współczuję.

– Dlaczegóż to?

– Wszyscy biegają za alko, zamiast myśleć o upominkach – napomknął.

– A może pierwszego stycznia?

– No to jeszcze gorzej – westchnął. – Każdy jest skacowany i jedyne, o czym myśli, to rosół albo browarek.