24,00 zł
Rodzinny hotel, któremu grozi upadek.
Dwoje ludzi z zupełnie różnymi pomysłami na jego przyszłość.
I jesień, która może zmienić wszystko…
Maple Tree Lodge od ponad stu lat należy do rodziny Jacksonów. Kiedy niespodziewanie umiera ojciec Bena, młody architekt odkrywa, że ukochany hotel stoi na skraju bankructwa. Aby ocalić rodzinny dom i wielopokoleniowe dziedzictwo, będzie musiał działać szybko.
Z pomocą przychodzi Lily Watson, najlepsza przyjaciółka siostry Bena i utalentowana projektantka wnętrz. Dla niej remont hotelu to szansa, by wreszcie udowodnić sobie i rodzicom, że może odnieść sukces, robiąc to, co naprawdę kocha.
Jest tylko jeden problem. Lily marzy o przytulnym hotelu pełnym uroku angielskiej prowincji, podczas gdy Ben stawia na nowoczesny minimalizm. Żadne z nich nie zamierza ustąpić, a wspólna praca szybko zaczyna iskrzyć – i nie tylko z powodu różnicy zdań.
Kiedy Cotswolds otula się jesiennymi barwami, Lily może wreszcie odnaleźć miejsce, które nazwie domem. I kogoś, dla kogo warto w nim zostać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 287
Tytuł oryginału: Coming Home to Maple Tree Lodge
Korekta: zespół
Copyright © by Alison Sherlock, 2025 All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Amelia Kubuj, 2026 Prawa do przekładu zostały pozyskane za pośrednictwem Vicki Satlow Literary Agency oraz Book/Lab Literary Agency Copyright © for this edition by Dressler Dublin Sp. z o.o., 2026
Producent Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: sekretariat@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 00 www.dressler.com.pl
Dane do kontaktu Wydawnictwo Świat Książki 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 e-mail: biuro@swiatksiazki.pl tel. + 48 22 45 70 402 www.wydawnictwoswiatksiazki.pl
Warszawa 2026
Księgarnie internetowe: swiatksiazki.pl, ksiazki.pl, czytam.pl
Dystrybucja Dressler Dublin Sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki ul. Poznańska 91 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-68921-81-6
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
– „Skręć w lewo tutaj – oznajmiła nawigacja. – Dotarłeś do celu”.
Lily Wilson zjechała z wiejskiej drogi i gwałtownie nacisnęła hamulec. Spojrzała przez przednią szybę samochodu na zamkniętą drewnianą bramę przed sobą, ledwie widoczną w ulewnym deszczu. Nacisnęła przycisk, by opuścić szybę, i wychyliła głowę na zewnątrz, po czym westchnęła, wpatrując się w rozległe, zarośnięte i puste pole za bramą. To z całą pewnością nie było Maple Tree Lodge. Deszcz spływał jej po twarzy, więc szybko z powrotem podniosła szybę. Lily zerknęła na ekran Google Maps w swoim telefonie komórkowym. Ale jej telefon w ogóle nie miał zasięgu i wciąż mu się wydawało, że znajduje się w małej wiosce Cranley, przez którą przejeżdżała dziesięć minut wcześniej.
Wyłączyła więc ekran nawigacji i ruszyła dalej, mając nadzieję, że ślepy traf pomoże jej odnaleźć hotel. Przełączyła wycieraczki na najwyższe obroty, ale na drodze przed sobą wciąż prawie nic nie widziała – tak intensywna była ulewa. Był koniec września, a jesień nadchodziła z wyjątkowo mokrą pompą. Musiała spojrzeć prawdzie w oczy. W to deszczowe piątkowe popołudnie była całkowicie i beznadziejnie zagubiona pośrodku angielskiej wsi. A wokół nie było ani jednej osoby, którą mogłaby zapytać o drogę. Czuła się tak, jakby wszechświat wysyłał jej wyraźny sygnał. Zgubiłaś się i leje jak z cebra. Na pewno nie chcesz zawrócić i wrócić do domu, do Londynu? Pokręciła głową na tę myśl, mówiąc sobie, że były trzy powody, dla których nie powinna rezygnować z tej podróży, mimo że wszystko zdawało się działać przeciwko niej.
Po pierwsze, jej obecny dom nie był tak naprawdę miejscem, do którego chciałaby wracać o jakiejkolwiek porze dnia czy nocy. Od sześciu miesięcy wynajmowała mały dwuosobowy pokój we współdzielonym domu na Wimbledonie i było to o ponad pięć miesięcy za długo, by mieszkać z trójką obcych, którzy byli jej obecnymi współlokatorami. Między tym, jak Wayne każdego popołudnia włączał swoją dudniącą muzykę i nie wyłączał jej aż do północy, Moirą twierdzącą, że wcale nie „pożycza” kosmetyków Lily za każdym razem, gdy wychodziła, oraz Jasonem z jego podejrzaną plantacją roślin na strychu, Lily nie mogła się doczekać wyprowadzki, ponieważ umowa najmu dobiegała końca w następnym tygodniu.
Przez ostatnią dekadę mieszkała w różnych ponurych miejscach w stolicy i każde z nich wydawało się gorsze od poprzedniego. Kontrastowało to wyraźnie z eleganckimi, luksusowymi rezydencjami, w których dorastała. Lily urodziła się w Anglii, ale rodzina nie pozostała w kraju zbyt długo i wyjechała, gdy miała zaledwie dwa lata. Jej ojciec był dyplomatą i odkąd tylko sięgała pamięcią, mniej więcej co dwa lata przeprowadzali się z kraju do kraju, wysyłani tam, gdzie w danym czasie postanowił ich skierować aktualny rząd. Jej matka była nauczycielką języka angielskiego i dzięki temu w większości przypadków mogła kontynuować pracę w każdym nowym kraju, jednocześnie wspierając męża.
Lily spędziła całe dzieciństwo, zaczynając co roku lub co dwa lata nową szkołę w innym kraju, a czasem nawet na innym kontynencie. Ledwo miała czas, by nawiązać przyjaźnie, zanim musiała wyjechać i zaczynać wszystko od nowa. Było to niezwykle destabilizujące.
Z biegiem lat Lily zaczęła powstrzymywać się od zawierania przyjaźni, przyzwyczajając się do poczucia, że nic nigdy nie jest trwałe, bo wszystko – nieuchronnie – się zmieniało: szkoły, przyjaciele i domy. W rezultacie, jako jedynaczka, przez większość czasu miała jedynie rodziców za towarzystwo, a poczucie samotności nigdy tak naprawdę nie zniknęło.
W wieku dwunastu lat została wysłana do szkoły z internatem w Anglii i znienawidziła ją od chwili przyjazdu. Niemal od samego początku błagała rodziców, by pozwolili jej do nich wrócić, lecz odmówili, mówiąc, że z czasem będzie lepiej. Ale nie było. Poczucie braku akceptacji wśród zżytych grup dziewcząt tylko pogłębiało jej samotność i poczucie odrzucenia. Dlatego Lily zamknęła się w sobie, uznając, że nikogo nie potrzebuje. Że sama jest silniejsza i że w ten sposób życie będzie łatwiejsze.
Kiedy podczas wakacji szkolnych odwiedzała rodziców, zdawali się nie dostrzegać, jak wiele traci, nie mając przyjaciół, zachęcając ją jedynie do skupienia się na nauce, aby jej własna kariera była równie imponująca jak ich. Ale Lily nigdy nie była szczególnie ambitna. Właściwie czasami miała wrażenie, że jedyne, co odziedziczyła po rodzicach, to gęste rude włosy i zielone oczy matki. Zawsze pragnęła jedynie uwagi ze strony rodziców, lecz przy ich napiętym kalendarzu towarzyskim nie mieli dla niej zbyt wiele czasu. Jednak jej bystry umysł sprawiał, że wyniki egzaminów zawsze były zadowalające i ich cieszyły.
W jedne święta Bożego Narodzenia, gdy była jeszcze dzieckiem, rodzice podarowali jej domek dla lalek. Nie był zbyt duży, miał tylko dwa piętra, ale Lily go uwielbiała. Dla niej symbolizował stały dom – jedyną rzecz, o której zawsze marzyła.
W wieku dziesięciu lat była już za duża na zabawę lalkami, ale puste pomieszczenia obudziły w niej coś innego. Wciąż je od nowa urządzała, eksperymentując z różnymi stylami i pomysłami dla każdego pokoju, ekscytując się, gdy pojawiał się nowy pomysł na kolejny projekt. Od tamtej chwili wiedziała, że chce zostać projektantką wnętrz, mimo zastrzeżeń rodziców. Chcieli, by poszła w ślady ojca, mówiąc, że to bardziej stabilna kariera, ale Lily podjęła już decyzję.
Po ukończeniu college’u studiowała projektowanie graficzne i tekstylne, a następnie przeprowadziła się do Londynu, by rozpocząć praktykę w projektowaniu wnętrz.
Zdawała sobie sprawę, że rodzice są rozczarowani jej wyborem kariery. Wiedzieli, jak niewiele zarabiała miesięcznie jako praktykantka, ale jej twórcza natura była zbyt silna, by mogła się jej oprzeć. Odrzucała wszelkie propozycje finansowej pomocy z ich strony, zdeterminowana, by udowodnić, że ich obawy są bezpodstawne. Dlatego pracowała w każdy weekend i brała nadgodziny, by wyprzedzić konkurencję.
Jej celem zawsze było posiadanie własnej firmy zajmującej się projektowaniem wnętrz – marzenie, które wciąż pozostawało nieuchwytne. Ale musiała je zrealizować. Musiała doprowadzić do spełnienia tej ambicji. Bo wiedziała, że wtedy jej rodzice w końcu zaakceptują jej wybór kariery. Jednak ciężka praca sprawiła, że przedkładała ambicję ponad niemal wszystko inne, w tym ponad niewielką grupę ludzi w jej życiu, którzy znaczyli dla niej najwięcej. Co było drugim powodem, dla którego nie mogła zawrócić samochodu, mimo że czuła się coraz bardziej zagubiona w nieznanym krajobrazie Cotswolds.
Kiedy czternaście lat temu przyjechała do Londynu, Lily nie znała tam nikogo. Udało jej się wynająć pokój bez wcześniejszego obejrzenia go. Ceny wynajmu w Londynie były absurdalnie wysokie, więc jej wybór ograniczał się do współdzielonego domu w wyjątkowo niepożądanej okolicy. Jednak mimo zaniedbanego stanu zarówno okolicy, jak i samego domu, okazało się to jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek spotkały Lily.
Dom był świeżo wystawiony na wynajem i przyciągnął trzy inne kobiety w tym samym wieku: Hannah, Beth i Ellę. Mimo niechęci Lily do zbliżania się do kogokolwiek, w pierwszych tygodniach wspólnego mieszkania nie potrafiła powstrzymać się od stopniowego nawiązywania więzi ze współlokatorkami. Wszystkie dopiero co ukończyły college i z zapałem rozpoczynały to, co – miały nadzieję – będzie długimi i błyskotliwymi karierami w wybranych przez siebie dziedzinach. Hannah szkoliła się na cukierniczkę w popularnej restauracji na West Endzie, Beth była początkującą astronomką i dlatego była zachwycona pracą w Królewskim Obserwatorium w Greenwich, a Ella była asystentką do spraw mediów społecznościowych w Canary Wharf.
Pochodząc z różnych części Anglii, wszystkie po raz pierwszy mieszkały w Londynie i po ciężkim dniu pracy lubiły wychodzić wieczorami do barów z winem, a także spędzać bardziej ekonomiczne wieczory w domu, plotkując przy pizzy, podczas gdy w tle leciały Gotowe na wszystko i Teoria wielkiego podrywu.
Każda z nich miała inną osobowość i ścieżkę kariery, ale od tamtej pory niezmiennie pozostawały najlepszymi przyjaciółkami. Po tak długim okresie samotności w swoim życiu Lily natychmiast poczuła się otoczona ich miłością i przyjaźnią. Mimo to nigdy tak naprawdę nie otworzyła się przed żadną z nich w pełni, jeśli chodzi o swoje najskrytsze uczucia. Doświadczenia z internatu sprawiły, że zawsze obawiała się odrzucenia i zranienia. A jednak Hannah, Beth i Ella stały się jej rodziną, podczas gdy jej rodzice zawsze byli tak bardzo zdystansowani.
Po kilku latach wspólnego mieszkania sytuacja w domu zaczęła się jednak zmieniać. Beth wyprowadziła się jako pierwsza, otrzymawszy niepowtarzalną szansę dwuletniego stażu naukowego w Południowoafrykańskim Obserwatorium Astronomicznym. Wkrótce potem Ella przeniosła się do Manchesteru, by pracować w start-upie technologicznym. W domu zostały tylko Lily i Hannah, a dwie nowe współlokatorki w żaden sposób nie zaskarbiły sobie sympatii zżytych przyjaciółek, więc przez kolejne dwa lata trzymały się na uboczu, spotykając się od czasu do czasu z Beth i Ellą, kiedy tylko było to możliwe.
Cztery lata po przyjeździe do Londynu Lily wciąż była nisko postawioną juniorką w firmie projektowania wnętrz, nie robiąc żadnych postępów, a Hannah była zbyt nieśmiała i pozbawiona pewności siebie, by wyrobić sobie nazwisko w bezwzględnym świecie gastronomii. Wtedy Hannah niespodziewanie się zakochała. Lily znienawidziła Seana od pierwszego wejrzenia i nie mogła zrozumieć, co Hannah w nim widzi. Był ponury i zupełnie niepodobny do łagodnej, ciepłej Hannah. Ale jej przyjaciółka była zauroczona i gdy Sean zasugerował, by po kilku miesiącach zamieszkali razem, Hannah bez wahania się na to zgodziła.
Lily odkryła, że nagle nie jest w stanie znieść przebywania w domu, w którym kiedyś była tak szczęśliwa ze swoimi trzema najlepszymi przyjaciółkami. Szybko więc złożyła wypowiedzenie umowy i się wyprowadziła, od tamtej pory dzieląc mieszkania i duże apartamenty z innymi ludźmi, ale nigdy nie zbliżając się do żadnych nowych współlokatorów.
Poza swoimi najlepszymi przyjaciółkami krąg towarzyski Lily w ogóle się nie powiększył – tak bardzo unikała nawiązywania bliższych relacji z kimkolwiek innym. Z powodu swojej nieśmiałości Hannah również nie miała zbyt wielu znajomych, a Lily miała przeczucie, że jej związek z Seanem nie jest szczególnie zdrowy. Okazało się, że miała rację, rok później Hannah poinformowała ją, że rozstała się z Seanem i na jakiś czas wróciła do swojej rodziny w Cranley. Dziesięć lat później nadal tam była.
Cztery najlepsze przyjaciółki przez lata nadal regularnie się spotykały. Ostatnio jednak, gdy umiejętności Lily zaczęły w końcu zdobywać uznanie, a ona sama zyskała większą odpowiedzialność w pracy, zauważyła, że ma coraz mniej czasu. Z powodu goniących terminów często musiała z żalem odwoływać spotkania. Wciąż goniła za karierą, bezustannie próbując udowodnić rodzicom, jak bardzo się mylili, i sprawić, by w końcu byli dumni z jej decyzji o zostaniu projektantką wnętrz. Mimo to przyjaciółki rozmawiały co tydzień i pisały do siebie niemal codziennie. Teraz, po trzydziestce, ich losy toczyły się w różnych kierunkach, choć żadna z nich nie znalazła szczęścia w życiu uczuciowym. Wszystkie miały za sobą różne związki, jednak Lily – mimo kilku chłopaków na przestrzeni lat – całkowicie zrezygnowała z randkowania, aby skupić się na karierze.
Lily oczywiście dużo wiedziała o rodzinie Hannah – przez lata słyszała o nich mnóstwo, mimo że nigdy ich nie poznała. Jednak fakt, że prowadzili hotel, nie wydawał się szczególnie istotny aż do ich ostatniej rozmowy kilka dni wcześniej.
– Teraz wszystko jest zupełnie inne, odkąd Ben przejął interes – powiedziała jej Hannah. Jej brat przejął prowadzenie hotelu po tym, jak ich ojciec niespodziewanie zmarł sześć miesięcy wcześniej. – W całym domu jest potworny bałagan, bo najwyraźniej wszystko wymaga odnowienia. W każdym razie, kiedy skończą się już te wszystkie ciężkie roboty, trzeba będzie odświeżyć wnętrza, więc podsunęłam mu myśl, że jesteś idealną osobą, żeby do nas wpaść i nam w tym pomóc!
Lily wciągnęła głęboko powietrze.
– Ja? – zapytała.
– Oczywiście! – odparła Hannah ze śmiechem. – A kto inny? W końcu jesteś tą utalentowaną projektantką z tej eleganckiej firmy!
Zachwyt Lily nie trwał jednak długo, gdy przełknęła wstyd związany z tym, że nie była szczera wobec swojej najlepszej przyjaciółki. To był trzeci powód, dla którego nie mogła zawrócić samochodu, mimo że wciąż była zagubiona. Potrzebowała tego zlecenia bardziej niż czegokolwiek wcześniej w swoim życiu.
Od samego początku Lily powoli budowała swoją karierę, awansując od praktykantki do stanowiska juniorki. Wiele poświęciła, w tym własne życie osobiste – a właściwie jego brak – aż w końcu dwa lata temu przyjęła pracę jako asystentka u odnoszącego sukcesy projektanta wnętrz w nowoczesnym stylu. Hans Haubermann uchodził za geniusza i po kilku ostatnich prestiżowych zleceniach od londyńskiej elity stał się najgorętszym nazwiskiem w świecie współczesnego designu.
Lily była zachwycona, że dostała pracę u tak ekskluzywnego projektanta. W końcu jej poświęcenia się opłaciły. Była już tak blisko. Kilka własnych zleceń i mogłaby wreszcie pracować na własny rachunek. Nawet jej rodzice byli pod wrażeniem ekskluzywnej listy klientów Hansa.
Ale ta praca miała wysoką cenę. Projekty Hansa były minimalistyczne i skrajnie nowoczesne – zupełnie odmienne od stylu Lily, która zawsze dbała o to, by wnętrza były ciepłe i przytulne. Uznała jednak, że warto się poświęcić, jeśli jego nazwisko znajdzie się w jej CV.
Ku swojemu przerażeniu szybko odkryła, że Hans jest oszustem. Nie miał za grosz talentu. Było to tajemnicą firmy, że wykorzystywał talent wszystkich swoich asystentów i ukrywał się za ich kreatywnością, przypisując sobie ich pracę. Lily nie była wyjątkiem – odkryła prawdę dopiero trzy miesiące wcześniej dzięki niezadowolonej koleżance, która wygadała się podczas swojego pożegnalnego przyjęcia.
To było strasznie niesprawiedliwe. Na początku Hans obiecywał jej tak wiele, w tym, że zrobi z niej partnerkę w firmie projektowej. Okazało się jednak, że były to te same obietnice, które przez lata składał wielu różnym projektantom.
A tydzień temu zrzucił na nią prawdziwą bombę – wręczył jej wypowiedzenie. Hans twierdził, że firma przechodzi redukcję etatów, ale Lily wiedziała, że tylko ona straciła pracę. Był na tyle sprytny, że rozwiązał z nią umowę zaledwie kilka dni przed upływem dwóch lat pracy, przez co nie przysługiwała jej nawet ustawowa odprawa.
Od chwili natychmiastowego zwolnienia Lily spędziła ostatnie dni w rozsypce, płacząc w swoim pokoju nad niesprawiedliwością całej sytuacji. Ale co mogła zrobić? Nikt by jej nie uwierzył, nawet gdyby mogła o wszystkim opowiedzieć. Okazało się bowiem, że w jej pierwotnej umowie o pracę znajdował się zapis zabraniający ujawniania komukolwiek tajemnic firmy.
Chciała tylko udowodnić, że dokonała właściwego wyboru zawodowego, pokazać rodzicom, że potrafi sobie poradzić sama. Miała umiejętności i doświadczenie. Teraz jednak nie miała żadnych referencji, a baza klientów, którą zbudowała, przepadła – była przypisana do firmy Hansa.
Wiedziała, że jest wystarczająco dobra, by prowadzić własną firmę. Ale od czego zacząć? Potrzebowała tylko odrobiny szczęścia.
I wtedy zadzwoniła do niej kochana Hannah w sprawie hotelu – jakby los dał jej drugą szansę. Hannah wciąż była przekonana, że Lily pracuje w firmie, a Lily nie powiedziała jej prawdy. Właściwie nie powiedziała jej nikomu – ani najlepszym przyjaciółkom, ani rodzicom, którzy obecnie mieszkali w Canberze. Prawda była taka, że po prostu się wstydziła. Czuła, że poniosła klęskę. Po tylu latach ciężkiej pracy nie miała absolutnie nic, czym mogłaby się pochwalić. Jeśli jednak zlecenie dla hotelu wypali, z czasem wyjawi przyjaciołom prawdę – gdy tylko jej przyszłość się ustabilizuje.
Wiedziała jednak także, że rodzina Jacksonów nie powierzy takiego zlecenia komuś bez wsparcia profesjonalnej firmy, dlatego najlepiej było na razie zachować to w tajemnicy. Lily była przeświadczona, że praca przy tak prestiżowym projekcie jak wiejski hotel byłaby dla niej idealną szansą – krokiem do założenia własnej działalności i, miejmy nadzieję, sukcesu. Gdyby tylko udało jej się znaleźć ten hotel!
Deszcz już osłabł i wyraźnie widziała, że jesień odciska już swoje piętno na żywopłotach ciągnących się wzdłuż wiejskiej drogi oraz na odległych, zielonych wzgórzach. Ciemna zieleń krajobrazu mieniła się teraz pierwszymi plamami bursztynu i ochry, zwiastując nieuchronną zmianę pór roku. Był to wyraźny kontrast w stosunku do miejskich ulic, do których była przyzwyczajona, ale dzięki temu widok był jeszcze przyjemniejszy.
W końcu, dokładnie w chwili, gdy deszcz ustał, zauważyła na poboczu drogi coś, co wyglądało na nowiutki znak z napisem „Maple Tree Lodge”. Z okrzykiem ulgi skręciła na wąską ścieżkę i niemal natychmiast znalazła się w cienistym lesie. Od razu zrobiło się znacznie ciemniej, ale gdy pokonała zakręt, dostrzegła w oddali migoczącą między drzewami taflę wody.
Pojawił się również fragment sporego budynku. Hannah mówiła jej, że to mały hotel, ale był znacznie większy, niż Lily się spodziewała. Poczuła dreszcz ekscytacji. Jaki to byłby początek – mieć ten hotel jako swoje własne zlecenie.
Nieprzyzwyczajona do prowadzenia samochodu po tak długim czasie życia w Londynie, Lily przez pomyłkę nacisnęła pedał gazu zamiast hamulca i wynajęty samochód ruszył do przodu tak gwałtownie, że omal nie zderzyła się czołowo z nadjeżdżającym pojazdem, który właśnie wyłonił się zza zakrętu. Aby uniknąć zderzenia, chwyciła kierownicę i gwałtownie skręciła w lewo. Udało się uniknąć wypadku, ale samochód zaczął ostro zjeżdżać ze skarpy prosto w coś, co wyglądało na niewielki staw.
Silnik zgasł i samochód w końcu stanął w miejscu. Dziewczyna poczuła ulgę, mimo że auto z każdej strony otaczała woda. Wzięła głęboki oddech i sprawdziła, czy nic jej nie jest. Na szczęście miała zapięte pasy, które uchroniły ją przed czymś gorszym niż sztywność karku.
Dostrzegając ruch w pobliżu, spojrzała w stronę drugiego samochodu i zobaczyła mężczyznę wysiadającego ze swojego pojazdu. Czując się nieco zakłopotana, opuściła szybę.
– Nic ci nie jest?! – zawołała, uświadamiając sobie, że jej głos brzmi nieco urywanie z powodu szoku.
Przeczesał dłonią ciemne włosy i wyglądał na oszołomionego.
– Nic mi nie jest. A tobie? – odkrzyknął.
– W porządku – odpowiedziała, mimo że samochód utknął pośrodku stawu.
Nieznajomy westchnął ciężko, po czym spojrzał na nią z irytacją.
– Gdybyś prowadziła jak należy, a nie jak Lewis Hamilton, to by do tego nie doszło – powiedział.
Zawstydzona, już miała odpowiedzieć, gdy zauważyła, że do wnętrza samochodu zaczyna wlewać się woda przy dolnej krawędzi drzwi. Krzywiąc się, pchnęła drzwi, chcąc jak najszybciej się wydostać, zanim auto zatonie jeszcze bardziej.
– Zaczekaj! – Usłyszała wołanie mężczyzny.
Ale nie była w nastroju, by go słuchać. Ogarniała ją panika na widok wdzierającej się wody i po odepchnięciu drzwi, które napotkały coś na kształt kopca ziemi, Lily wyskoczyła z samochodu prosto w coś, co wyglądało jak bagno.
Jej ulubione białe trampki natychmiast zanurzyły się w brunatnej mazi, która na szczęście sięgała tylko do kostek. Spojrzała w dół z niedowierzaniem na staw, który zdawał się być bardziej błotem niż wodą.
– Mówiłem, żebyś zaczekała! – zawołał mężczyzna, idąc w jej stronę.
– Mogłeś to trochę lepiej wyartykułować – odpowiedziała, a jej upokorzenie rosło z każdą sekundą.
– Podam ci rękę – powiedział, podchodząc do brzegu i wyciągając do niej ramię.
– Poradzę sobie – mruknęła, odtrącając jego dłoń. Nie była żadną damą w opałach. Zakłopotanie sprawiło, że zabrzmiała ostrzej niż zwykle. – Nie potrzebuję ratunku!
Wyglądał na zaskoczonego, cofnął rękę i oparł się o pobliskie drzewo.
– Proszę bardzo – powiedział. – Jeszcze dzisiaj się nie pośmiałem.
Co jest nie tak z tym facetem? – pomyślała. Był mniej więcej w jej wieku, ubrany swobodnie w dżinsy i sweter. Ale jego – trzeba przyznać – atrakcyjna twarz miała teraz wyjątkowo zarozumiały wyraz i Lily nie wiedziała dlaczego.
I wtedy zrozumiała. Nie mogła ruszyć stopami. W ogóle. Próbowała i próbowała, aż zrobiła się czerwona na twarzy, ale bez względu na to, jak bardzo szarpała nogami, nie mogła ich uwolnić. Jakby ugrzęzły w kleju.
Z jękiem frustracji, spojrzała w końcu niechętnie, na mężczyznę, który stał na brzegu i uśmiechał się do niej z góry.
– To przez połączenie piasku i ziemi – wyjaśnił. – Tworzy najgorsze, najbardziej lepkie błoto. Drzewa to uwielbiają. Zatrzymuje wilgoć i dzięki temu rosną duże i silne.
– Świetnie – mruknęła, próbując jeszcze raz bezskutecznie wyrwać nogę. – Szczęściarze.
– Więc teraz przyjmiesz moją pomoc? – zapytał.
– Tak, proszę – odpowiedziała cicho.
Wyciągnął obie ręce, by chwycić jej dłonie. Spletli palce, a ona starała się nie czuć jeszcze większego zażenowania.
– Gotowa? – zapytał, napinając się. – Na trzy, raz, dwa, trzy…
Na „trzy” szarpnął ją z całej siły. Ale w tej samej sekundzie, gdy dotarło do niej, że w końcu uwolniła się z błota, zdała sobie również sprawę – lecąc właśnie w powietrzu – że jej stopy są zupełnie bose. Trampki zostały z tyłu.
Jednak to było nic w porównaniu z największym problemem, jaki zaprzątał jej myśli – dzięki jego niezwykle silnemu pociągnięciu została nie tylko wyrwana z błotnistego stawu, ale wprost wyrzucona na pierś nieznajomego. Słysząc jego „uff” przy zderzeniu, poczuła, jak impet pcha ją dalej i oboje runęli na ziemię.
Przez chwilę Lily była oszołomiona. A potem nagle dotarło do niej, że leży bezpośrednio na obcym mężczyźnie, pośrodku lasu.
Spojrzała w dół na jego twarz i zobaczyła, że patrzy na nią ciemnymi, brązowymi oczami. Przez moment słychać było tylko krople wody spadające z drzew na ziemię.
W końcu jego przystojna twarz rozjaśniła się uśmiechem.
– Witamy w Maple Tree Lodge – powiedział.
Ben Jackson miał kiepski dzień, dopóki niespodziewanie nie wylądowała na nim przepiękna rudowłosa. Szkoda tylko, że patrzyła na niego z gniewem, a jej zielone oczy znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jego. No i oczywiście była zupełnie obcą osobą. Co rodziło pytanie: kim ona, u licha, była? Właśnie miał się przedstawić, gdy nagle poderwała się na nogi, pozostawiając go, by powoli podniósł się z leśnej ściółki. Ben potrzebował dłuższej chwili, by spróbować oswoić się z tym, co się przed momentem wydarzyło – a wszystko to rozegrało się przecież w mgnieniu oka.
Minęło zaledwie pięć chaotycznych minut od momentu, gdy w gniewie opuścił hotel. Nawet nie wiedział, dokąd jedzie – byle gdzie, byle dalej od hotelu. Byle dalej od Maple Tree Lodge. A jednak przejechał zaledwie kilkadziesiąt metrów od hotelowego parkingu, gdy uniknął czołowego zderzenia z innym samochodem. Spojrzał na swoje auto, które na szczęście wyszło z tego bez szwanku. Natomiast drugi samochód, wbity w staw, wyglądał na kompletnie zniszczony. Wiedział więc, że jego upragniona ucieczka skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Teraz musiał wrócić do hotelu i ponownie zmierzyć się z dziadkiem, mimo że zaledwie chwilę wcześniej wyszedł stamtąd w napadzie złości po kolejnej kłótni. Ben ogromnie kochał swojego dziadka. Po prostu uważał, że na dłuższą metę nie dadzą rady dłużej mieszkać pod jednym dachem.
Spojrzał na nieznajomą i zobaczył, jak strzepuje z dżinsów i swetra igły sosny oraz mokre liście. Gdy się schyliła, jej długie rude włosy opadły na ramiona, przypominając mu liście kasztanowców, które już przybrały jesienne barwy – lśniące, ciepłe i pełne życia.
– Nic ci nie jest? – zapytał, podnosząc się z ziemi.
– Ucierpiała tylko moja duma – odpowiedziała z zawstydzonym uśmiechem, który natychmiast rozjaśnił jej ładną twarz.
Nie mógł powstrzymać się od spojrzenia na jej niezwykłe włosy, potem na długie, ciemne rzęsy i bladą skórę pokrytą piegami oraz zaróżowioną ze wstydu twarz. Potrząsnął lekko głową i odwrócił wzrok. Czy minęło aż tyle czasu, odkąd był na randce, że pierwsza atrakcyjna kobieta, jaka pojawiła się w zasięgu jego wzroku, odebrała mu mowę?
– Więc zanim wylądowałaś w naszym stawie, co robiłaś tutaj, pośrodku niczego? – zapytał w końcu, odzyskując głos.
Wyglądała na zaskoczoną.
– Jechałam do hotelu. Zatrzymuję się tam na noc.
Tym razem to Ben był zdziwiony.
– Zatrzymujesz się? W Maple Tree Lodge? – zapytał, nie potrafiąc ukryć zaskoczenia w głosie.
Skinęła głową, po czym zmarszczyła brwi.
– Tak.
Zdumiał się jeszcze bardziej. Nie zamierzał przyznać, że tego wieczoru nie było żadnych rezerwacji. I że nie było ich od miesiąca – dodał w myślach. Obecny stan hotelu oczywiście nie pomagał. Wszędzie byli robotnicy i panował bałagan. I to właśnie było powodem porannej kłótni z dziadkiem. Powodem każdej kłótni od czasu, gdy na początku roku wrócił do domu.
Był partnerem w dobrze prosperującej firmie architektonicznej w Londynie. Dostał pracę, o której zawsze marzył i dla której tak ciężko harował na studiach. Ale nie potoczyło się to tak, jak sobie wyobrażał. Zamiast projektować imponujące budynki zajmował się raczej bardziej typowymi projektami centrów handlowych na całym świecie. Zapewniało mu to bardzo przyzwoite wynagrodzenie, ale nie dawało twórczej satysfakcji, której tak bardzo pragnął.
Mimo to, mając porządne mieszkanie i dobrą pracę, jego życie w stolicy nie było takie złe. Cieszył się udanym życiem towarzyskim w gronie przyjaciół i regularnie chodził na randki. Wszystko było w porządku aż do telefonu od matki pewnego wiosennego wieczoru, który zmienił wszystko i sprowadził go z powrotem do domu.
Dla Bena domem zawsze było Maple Tree Lodge. W rzeczywistości był to dom pięciu pokoleń rodziny Jacksonów. Jego praprapradziadek, pragnąc zostawić za sobą koszmar I wojny światowej w 1918 roku, wyruszył w głąb angielskiej wsi w poszukiwaniu upragnionego spokoju.
Na obrzeżach maleńkiej wioski Cranley odkrył duże jezioro i pięćdziesiąt akrów lasu wystawionych na sprzedaż. Po ich zakupie zaczął budować dom dla siebie i swojej świeżo poślubionej żony, w którym mieli założyć rodzinę.
Każde kolejne pokolenie Jacksonów rozbudowywało dom o nowe pokoje i przestrzenie. Używano do tego zarówno popularnej w tej okolicy cegły o ciepłym odcieniu, jak i niezliczonych ilości drewna, których rodzina miała pod dostatkiem dzięki otaczającym posiadłość lasom.
Obecnie był to dwupiętrowy budynek z długimi skrzydłami rozciągającymi się wzdłuż piaszczystego brzegu jeziora. Był zdecydowanie za duży, by mieszkała w nim tylko jego rodzina – rodzice, żona i dwoje dzieci – dlatego ojciec Bena, Tony, na początku lat osiemdziesiątych postanowił przekształcić go w hotel. Przebudował górne piętro, tworząc dwadzieścia pokoi gościnnych z łazienkami, podczas gdy rodzina zamieszkała w prywatnych pomieszczeniach służbowych na końcu zachodniego skrzydła.
Jednak choć Tony był znakomitym stolarzem, nie miał zbyt smykałki do interesów i mimo że przez lata pojawiali się goście, a opinie były bardzo dobre, hotel nigdy nie odniósł sukcesu, o jakim marzył. Nie pomagał fakt, że miejsce znajdowało się na uboczu, a przed erą internetu rozpropagowanie jego istnienia było niemal niemożliwe.
W ostatnich latach pojawiali się jacyś goście, ale czy hotel kiedykolwiek naprawdę prosperował? Ben nie był o tym przekonany. Dorastając, pamiętał jedynie sporadyczne przyjazdy gości, a poza tym on i jego siostra mieli cały hotel dla siebie, bawiąc się w chowanego z przyjaciółmi.
Jego ojciec często popadał w przygnębienie, że marzenie o prowadzeniu odnoszącego sukcesy hotelu się nie spełniło, a stres związany z biznesem prawdopodobnie dodatkowo obciążył jego serce – co sprawiło, że tamtej wiosny tak nagle odszedł.
Ben natychmiast wrócił do domu, by być z rodziną w żałobie. Jednak podczas przedłużającego się pobytu odkrył źródło stresu ojca. Księgi rachunkowe hotelu nie napawały optymizmem, a rodzinny dom był niebezpiecznie bliski finansowej ruiny. Tony zaciągnął duży kredyt, by utrzymać wszystko na powierzchni, ale wraz z pilnie potrzebnymi remontami zadłużenie było ogromne.
A potem był jeszcze list, który znalazł w szufladzie biurka – prawdziwa bomba. Pochodził od dużego konsorcjum hotelowego, które oferowało zakup Maple Tree Lodge, by przekształcić go w nowoczesny hotel spa. Kwota była zawrotna i dla Bena niezwykle kusząca, a jednak znalazł dokument, w którym jego ojciec przygotował już odpowiedź odrzucającą ofertę. Z ciężkim sercem Ben wiedział, że on również będzie musiał ją odrzucić i spróbować spełnić wolę zmarłego ojca, utrzymując hotel w rękach rodziny. Sprzedaż międzynarodowej korporacji oznaczałaby konieczność opuszczenia ukochanego domu, a tego nikt nie chciał.
Jedynym rozwiązaniem było więc unowocześnienie hotelu, aby zapewnić mu przyszłość. Jego dziadkowie zbliżali się do osiemdziesiątki, a matka wciąż pogrążona była w żałobie, więc odpowiedzialność spadła na Bena. Sprzedał swój udział w firmie architektonicznej i od tamtej pory pozostał w Maple Tree Lodge, rozpaczliwie próbując znaleźć sposób, by uchronić go przed bankructwem. Mimo ogromu prac modernizacyjnych, jakich wymagał stary budynek, początkowo wydawało mu się, że to będzie stosunkowo łatwe zadanie. Skoro duża międzynarodowa firma chciała kupić ten hotel, to przecież musiał mieć coś do zaoferowania. Jednak wraz z upływem miesięcy i rosnącym zakresem remontów ciężar odpowiedzialności – za szczęście i bezpieczeństwo rodziny – coraz bardziej go przytłaczał.
Nagle uświadomił sobie, że kobieta patrzy na niego pytająco, i postanowił się przedstawić.
– Cześć, jestem Ben Jackson – powiedział. – Kierownik hotelu.
– Lily Wilson – odpowiedziała. – Przyjaciółka Hannah.
– Ach, tak – odparł, nagle przypominając sobie, co siostra mówiła mu rano przy śniadaniu. – Oczywiście.
Przez lata wiele słyszał o najlepszych przyjaciółkach Hannah, ale odkąd wrócił do domu, poznał tylko Beth i Ellę. Lily – jak mówiła jego siostra – była zapracowaną kobietą sukcesu i zdawało się, że nigdy nie ma czasu na spotkania z przyjaciółmi.
Hannah wspominała też, że jej przyjaciółka jest projektantką wnętrz i miała nadzieję, że mogliby skorzystać z jej pomocy przy odświeżeniu hotelu. Ben sprawdził w internecie firmę, w której pracowała Lily, i był pod wrażeniem. Ich styl był minimalistyczny i nowoczesny – dokładnie taki, jakiego chciał dla hotelu. Miejsce potrzebowało świeżego, eleganckiego wyglądu, który dorównałby konkurencji. Miał tylko nadzieję, że koszt nie okaże się zbyt wysoki, bo jego środki były już poważnie ograniczone.
Już miał zapytać ją o pracę, gdy nad nimi rozległ się złowieszczy pomruk grzmotu i zauważył, że niebo znów ciemnieje, zapowiadając kolejną ulewę.
– Myślę, że powinniśmy wejść do środka, zanim zupełnie przemokniemy – powiedział.
– Zgadzam się – odpowiedziała, podchodząc do swojego unieruchomionego samochodu, by z gracją pochylić się i wyjąć z przedniego siedzenia torebkę, a następnie większą torbę podróżną.
Gdy się wyprostowała, Ben miał właśnie zaproponować jej podwiezienie swoim autem, ale ona już ruszyła przed siebie w stronę otwartej przestrzeni hotelowego parkingu.
Postanowił zostawić samochód i szybkim krokiem ruszył za nią, by dotrzymać jej kroku. Wydawało się, że zupełnie nie przeszkadza jej chodzenie boso po lesie, co go zdziwiło. Większość kobiet, z którymi umawiał się przez lata, piszczałaby na widok błota i na samą myśl o owadach pełzających po ziemi. Ta kobieta zdawała się nie przejmować takimi drobiazgami – zauważył.
Gdy tylko dotarli na parking, Lily zatrzymała się, by podziwiać widok. Nie mógł jej się dziwić. To było naprawdę spektakularne miejsce – pomyślał, spoglądając w stronę jeziora. Nawet w tak ciemny i deszczowy dzień szerokie niebo odbijało się w rozległej tafli wody. Łagodne, falujące wzgórza otaczały jezioro, jakby obejmując je i chroniąc przed światem zewnętrznym. A samo jezioro – nawet w tak ponury dzień – połyskiwało. Otaczały je drzewa i rozległe połacie lasu, należące do jego rodziny.
Następnie zobaczył, jak Lily odwraca się i patrzy z szeroko otwartymi oczami na hotel. Podążył za jej spojrzeniem na duży budynek przed nimi. Jego praprapradziadek wyciął wiele drzew, by zbudować pierwotny dom, a kolejne pokolenia kontynuowały tę tradycję, dzięki czemu zewnętrzne ściany hotelu składały się z warstw potężnych bali, nadających mu solidny, a zarazem ciepły wygląd. Potężne ceglane kominy piastowały zewnętrzne ściany aż po kryty łupkiem dach, skąd w niebo unosiły się wąskie smugi dymu.
Mimo uroku hotelu Ben – jak zwykle ostatnio – widział tylko ogrom pieniędzy, jakie pochłonęły dotychczasowe remonty. Większość środków ze sprzedaży swojego udziału w firmie przeznaczył na wzmocnienie fundamentów, gdy okazało się, że budynek grozi osunięciem się do jeziora. Te kosztowne prace, wraz z wymianą okien na podwójne, drzwi i całego dachu, niemal całkowicie opróżniły jego konto.
Instalacje wodne i elektryczne wciąż były modernizowane i Ben nadal nie miał pewności, czy hotel przetrwa, nawet gdy wszystko zostanie ukończone. Ale musiał spróbować – dla dobra swojej rodziny.
Zmiany te jednak nieustannie prowadziły do konfliktów z dziadkiem. Uparty staruszek chciał zostawić wszystko tak, jak było. Ben wiedział jednak, że to po prostu nie wchodzi w grę – w przeciwnym razie interes splajtuje, a oni i tak stracą dach nad głową.
Spojrzał w stronę wejścia i zobaczył swoją siostrę, która właśnie pojawiła się na dębowym ganku i ruszyła ku nim biegiem.
– Dotarłaś! – zawołała Hannah, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
Ben zdał sobie sprawę, że dawno nie widział młodszej siostry tak szczęśliwej na widok kogokolwiek i sam uśmiechnął się, patrząc, jak obejmuje Lily.
Słodka Hannah – pomyślał. – Dobrze było znów widzieć jej uśmiech po tak smutnym czasie po śmierci ojca.
Zawsze była cicha, ale wnosiła spokój. W przeciwieństwie do Bena kompletnie nie radziła sobie w szkole – nauka nigdy nie przychodziła jej łatwo. Podczas egzaminów po prostu pękła pod presją i już nigdy tam nie wróciła.
Nie mając żadnego wykształcenia, jako szesnastolatka zatrudniła się w lokalnej restauracji i pracowała tam do momentu, gdy za namową Bena w końcu skoczyła na głęboką wodę i wyjechała do Londynu. Była niezwykle utalentowaną cukierniczką, ale on później zrozumiał, że wysłanie Hannah do bezwzględnego świata wielkiego miasta było jak wypuszczenie wiejskiej myszy na afrykańską sawannę. Do dziś czuł wyrzuty sumienia, że wywarł na nią taką presję, zwłaszcza że ani praca, ani związek nie potoczyły się dobrze i cztery lata później wróciła do bezpiecznego Cranley. I została tam do dziś.
Hannah była najszczęśliwsza w kuchni, działając z dala od ludzkich spojrzeń. Pieczenie było jej największą pasją. Obecnie pracowała wieczorami w lokalnym pubie, by zarabiać pieniądze, podczas gdy restauracja hotelowa pozostawała zamknięta w trakcie remontu.
– Minęło tyle czasu, ale wyglądasz jak zawsze pięknie – powiedziała Hannah do Lily, odsuwając się po przyjacielskim uścisku. Po chwili zmarszczyła brwi, przyglądając się jej uważnie. – Tylko masz liść we włosach… i gdzie są twoje buty? – Spojrzała szeroko otwartymi oczami to na Lily, to na Bena.
– Miałam mały wypadek – odpowiedziała Lily z lekkim śmiechem. – Wjechałam do stawu po drodze!
– Co? – Hannah nie zaśmiała się, tylko spojrzała przerażona. – Nic ci nie jest? Nie jesteś ranna?
– Nic mi nie jest – zapewniła Lily. – Ale przydałoby się, żebym umyła stopy!
Hannah odetchnęła z wyraźną ulgą i objęła Lily ramieniem, prowadząc ją do środka.
– Musisz mi wszystko opowiedzieć – powiedziała.
Ben miał już ruszyć ich śladem, gdy nagle zza rogu hotelu wyłonił się jego dziadek. Nawet z tej odległości Ben wyraźnie czuł na sobie wściekłe spojrzenie dziadka – to był owoc kolejnej już awantury, do której doszło tamtego popołudnia.
Walter Jackson był uparty, ale mimo swoich siedemdziesięciu dziewięciu lat wciąż pełen determinacji i energii. Ben wiedział, że dziadek chce dla hotelu jak najlepiej, ale jednocześnie każdy nowy pomysł spotykał się z oporem i rozpoczynał kolejną batalię. Dlatego propozycja Bena, by każdy pokój miał bezprzewodowy internet, nowe telewizory z płaskim ekranem i oświetlenie LED, spotkała się jedynie z kolejnym narzekaniem na „utratę duszy” tego miejsca.
Kiedyś Ben i jego dziadek mieli dobre relacje, ale odkąd zmarł jego ojciec, Ben miał wrażenie, że jest dla Waltera nieustannym rozczarowaniem. Że nic z tego, co zrobił dla hotelu, nie spotyka się z jego aprobatą.
Ojciec zapisał mu hotel w testamencie, ale dla Bena był to tylko nieustanny stres, który wisiał nad nim jak fatum. Finanse po prostu się nie dopinały i to od bardzo długiego czasu. Cały ten interes był jednym wielkim bagnem, które chłopak rozpaczliwie próbował ukryć przed rodziną, wciąż opłakującą nagłą śmierć ojca.
Wiedział, że musi nadal walczyć o uratowanie tego miejsca – nie tylko po to, by zadowolić dziadka, ale dlatego, że był to ich dom. Ben próbował wszystkiego, co przychodziło mu do głowy, by utrzymać Maple Tree Lodge na powierzchni, ale wciąż nie wiedział, czy to wystarczy.
Gdy Lily pozwoliła Hannah poprowadzić się w stronę hotelu, w głowie wciąż huczało jej od natłoku myśli – głównie z powodu absolutnego, potwornego wstydu.
To było szalone dziesięć minut: rozbicie samochodu w stawie, utknięcie w błocie, a potem znalezienie się na torsie brata Hannah.
Hannah przez lata pokazywała jej zdjęcia Bena. A jednak Lily nie skojarzyła jej starszego brata z przystojnym mężczyzną, na którym właśnie wylądowała. Nie spodziewała się, że będzie aż tak atrakcyjny, że jego oczy będą tak ciemnobrązowe ani że okaże się na tyle silny, by wyciągnąć ją z błota.
Zerknęła na niego jeszcze raz. Wcale nie był podobny do młodszej siostry. Podczas gdy włosy Hannah były złocistoblond, jego były ciemne i wciąż lekko nastroszone po deszczu. Hannah była drobna i szczupła, a Ben był znacznie wyższy i bardziej umięśniony. Przez chwilę złapała się na tym, że zastanawia się, czy ma dziewczynę, po czym szybko się opanowała.
Zdecydowanie nie zrobiła takiego pierwszego wrażenia, jakie chciała zrobić jako profesjonalistka – zwłaszcza że powiedział jej, iż jest kierownikiem hotelu. W końcu to zlecenie mogło zadecydować o jej karierze, więc nie był to najlepszy początek.
Lily była jednak zachwycona, że znów widzi Hannah. Minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania twarzą w twarz i cieszyła się, widząc przyjaciółkę w dobrej formie. Nie mogła się doczekać, aż nadrobią zaległości, choć wiedziała, że musi przemilczeć utratę pracy.
Ale jakie to mogło być zlecenie – pomyślała, spoglądając na hotel. Wyglądał tak ciepło i rustykalnie, a przy tym był znacznie większy, niż sobie wyobrażała.
Gdy zbliżyły się do wejścia, Hannah zawołała do starszego mężczyzny, który pojawił się zza rogu.
– Dziadku! Chodź poznać moją przyjaciółkę Lily – powiedziała.
Dziadek skinął głową i wyciągnął rękę.
– Walter Jackson – przedstawił się.
– Lily Wilson – odpowiedziała. Przypomniała sobie, jak Hannah wspominała, że na początku roku świętowali jego siedemdziesiąte dziewiąte urodziny, ale mimo to staruszek miał zaskakująco mocny uścisk dłoni, a niebieskie oczy, którymi ją taksował, wciąż patrzyły bystro spod krzaczastych, siwych brwi.
– Witamy w Maple Tree Lodge – powiedział Walter. – Co sądzisz o naszym domu?
Odwrócił się z wyraźną dumą na twarzy, spoglądając na budynek przed nimi.
– Jest piękny – odpowiedziała. – Naprawdę robi wrażenie.
Ciepło drewnianych paneli w połączeniu z piaskowym odcieniem kamienia idealnie komponowało się z otoczeniem lasu. Hannah wiele razy zapraszała ją tu na pobyt, ale Lily była zawsze tak zajęta pracą, że nigdy nie znalazła na to czasu. Teraz żałowała, że nie przyjechała wcześniej – to miejsce było naprawdę piękne.
Uśmiech Waltera zniknął.
– Szkoda, że w środku nie zobaczysz go w pełnej krasie – wymruczał staruszek, rzucając swojemu wnukowi piorunujące spojrzenie, gdy tylko Ben podszedł, by do nich dołączyć.
– Wejdźmy do środka i doprowadźmy cię do porządku, dobrze? – powiedziała Hannah przesadnie pogodnym tonem.
Lily zaczęła się zastanawiać, czy tylko jej się wydaje, czy rzeczywiście w powietrzu pojawiło się napięcie.
Podążyła za Hannah przez dębowy ganek do dużego holu recepcyjnego. Było to długie pomieszczenie, z jednej strony ozdobione misternie rzeźbionymi dębowymi schodami, które łukiem prowadziły na piętro. Całe wnętrze wypełniały drewniane belki na ścianach i szara kamienna posadzka. Mimo braku dekoracji miejsce wydawało się przytulne i ciepłe – zauważyła. Nie było tu żadnych obrazów ani mebli. W rzeczywistości nie było niczego. Trwał remont, o czym świadczyła duża wieża rusztowania zajmująca większość pomieszczenia.
– To Frankie, nasza recepcjonistka – powiedziała Hannah, wskazując ciemnowłosą kobietę po pięćdziesiątce, która właśnie wyszła z pobliskiego pomieszczenia, słysząc ich głosy. – A to moja przyjaciółka Lily, która zostaje tu na weekend.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
