Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
29 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 339
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Karolina Wilczyńska, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka prowadząca: Joanna Jeziorna-Kramarz
Marketing i promocja: Judyta Kąkol
Redakcja: Barbara Kaszubowska
Korekta: Agnieszka Śliz, Magdalena Owczarzak
Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl
Projekt okładki i strony tytułowe: Anna Slotorsz | artnovo.pl
Fotografie na okładce: © CHAIYAPHON, © Salomi art, © Destina, © Galushchenkova, © AnnAza, © Artranq, © Komora | Adobe Stock
Fotografia autorki na skrzydełku: Agnieszka Filipowska | Studio Niebieski Królik
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-74-6
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Ostatnie dni sierpnia miały w sobie coś niejednoznacznego – jakby świat stał jedną nogą na progu lata, a drugą już w chłodnym przedsionku jesieni. Powietrze było jeszcze ciepłe, ale o świcie czuło się w nim cienką, ledwie wyczuwalną warstwę wilgoci. Trawa w ogrodzie pachniała mokrą ziemią, choć już nie padało, a poranne światło miękko otulało krzewy i drzewa. Nad rabatą z hortensjami unosiła się mgiełka, która znikała powoli, gdy niebo zaczynało się przecierać z nocnego granatu chmur.
Agnieszka obudziła się przed dzwonkiem budzika. To nie był przypadek – jej ciało od lat działało jak precyzyjnie zaprogramowany mechanizm. Leżała chwilę w półmroku, wsłuchana w ciszę domu. Rafał oddychał spokojnie, równomiernie, lekko pochrapywał. Ulicą przejechał pierwszy samochód, a odległy, stłumiony dźwięk silnika przypominał, że świat już się budzi.
Wstała cicho, na jedwabną piżamę narzuciła cienki szlafrok i zeszła do kuchni. Gdy otworzyła okno, do środka wdarł się podmuch powietrza – świeżego, pachnącego trawą i czymś jeszcze, trudnym do uchwycenia. Może to była woń pierwszych opadających z brzozy liści, a może czegoś zupełnie innego. Agnieszka zamknęła szybko okienne skrzydło i szczelniej otuliła się szlafrokiem.
Na stole leżał jej notes. Otworzyła go, przesuwając palcem po wczorajszych zapiskach. Telekonferencja o dziewiątej. Zestawienia kwartalne. Telefon do kontrahenta z Krakowa w sprawie błędnej faktury. Niżej, pod linią oddzielającą sprawy zawodowe od domowych, dopisała wieczorem: Eliza – strój na rozpoczęcie roku. Sprawdzić buty. Fryzjer?
Zatrzymała się przy tym punkcie. Eliza zaczynała nową szkołę. Nowe środowisko, nowe twarze. Agnieszka chciała, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik – biała bluzka, granatowa spódnica, eleganckie buty. Nic nie mogło wyglądać przypadkowo.
Włączyła ekspres. Cichy szum wypełnił kuchnię, przerywając poranną ciszę. Gdy kawa zaczęła sączyć się do filiżanki, oparła dłonie o blat i zamknęła oczy. To była jej krótka chwila dla siebie, zanim dom zacznie żyć.
I zaraz na schodach rozległ się stłumiony krok.
Rafał zszedł wolniej niż zwykle, jakby jeszcze nie do końca się obudził. Miał na sobie jasny T-shirt i dresowe spodnie. Włosy sterczały mu w nieładzie, co kiedyś Agnieszka uważała za urocze. Teraz patrzyła na to bardziej jak na niedbalstwo.
– Dzień dobry – powiedział cicho.
– Dzień dobry – odpowiedziała, podając mu filiżankę z kawą.
Usiadł przy stole i przez chwilę patrzył w okno. Słońce wspinało się powoli ponad linię dachów okolicznych domów. W jego świetle ogród wyglądał jak scena z pocztówki. Rafał upił łyk kawy i zmrużył oczy. Ciepło napoju rozlało się przyjemnie w przełyku i popłynęło do żołądka. Jednak razem z nim pojawił się lekki ucisk w klatce piersiowej. Wardecki go zignorował.
Z góry dobiegł dźwięk otwieranych drzwi.
Zosia zeszła pierwsza. Miała na sobie luźną koszulkę i długie, jasne spodnie. Włosy opadały jej swobodnie na ramiona. Emanował z niej spokój. Usiadła bez słowa przy stole i sięgnęła po kubek.
– Cześć – powiedziała cicho.
– Dzień dobry – poprawiła ją Agnieszka odruchowo, choć ton miała łagodniejszy niż zwykle.
Zosia uniosła wzrok i przez chwilę patrzyła na matkę. W jej spojrzeniu nie było już buntu, raczej uważność.
– Dzień dobry – powtórzyła posłusznie.
Eliza pojawiła się chwilę później, w krótkich szortach i obszernej bluzie, którą podkradła ojcu i nosiła mimo protestów Agnieszki, że moda na zbyt duże ubrania jest nie do przyjęcia i nie ma nic wspólnego z klasą i elegancją. Młodsza córka Wardeckich miała przed sobą ostatnie dni wakacji, więc jej poranki nie miały w sobie szkolnej nerwowości. Przetarła oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.
– Ale chłodno – mruknęła.
– To tylko o poranku – odpowiedziała Agnieszka. – W dzień będzie ciepło.
– Ale czuć już jesień – wtrąciła Zosia, spoglądając w stronę ogrodu.
Rafał podążył za jej spojrzeniem. Rzeczywiście, na trawie leżało kilka pojedynczych liści. Żółtych. Zbyt wcześnie. Sierpniowe upały i susza sprawiły, że szybciej poddawały się nadchodzącej jesieni.
– Jeszcze jest lato – powiedział cicho, jakby chciał przekonać samego siebie.
Przy stole zapadła cisza. Słychać było tylko stuk łyżeczki o filiżankę i delikatne brzęczenie ekspresu, który kończył pracę. Agnieszka przeglądała w telefonie kalendarz, przesuwając palcem po ekranie.
– Eliza, po śniadaniu przymierzysz bluzkę – zarządziła. – I sprawdzimy buty. Nie chcę niespodzianek tuż przed rozpoczęciem roku.
Eliza westchnęła i skinęła głową. Wiedziała, że sprzeciw na nic się zda.
Rafał przyglądał się córkom z mieszanką czułości i irracjonalnego niepokoju, który narastał w nim od kilku tygodni.
Zosia była już dorosła. Zaczynała podejmować własne decyzje, stała na progu poważnego życia. Miała swoje plany, myśli, które nie zawsze zdradzała. Eliza dopiero wchodziła w świat poważnych ocen i porównań. A on? Coraz częściej czuł wątpliwości, czy dobrze się sprawdza w roli ojca.
Dotknął dłonią klatki piersiowej. Tylko na moment. Jakby chciał sprawdzić, czy serce nadal pracuje równo. Zosia zauważyła ten gest i zapytała cicho:
– Tato? Źle się czujesz?
– Nie, wszystko w porządku – odpowiedział szybko. – Po prostu źle spałem.
Agnieszka podniosła wzrok.
– Powinieneś wcześniej się kłaść – stwierdziła rzeczowo. – Organizm potrzebuje regularności, równowagi.
Nie odpowiedział. W jego oczach pojawił się cień zmęczenia.
Zosia wciąż patrzyła na ojca. Czuła, że nie powiedział całej prawdy. Ale milczała. Wiedziała, że w tej rodzinie każde nierozważne słowo może wywołać lawinę, na którą nikt nie ma siły.
Eliza zaczęła opowiadać o koleżance z obozu, która przysłała jej zdjęcia znad morza. Jej głos był beztroski i pełen energii. Ta zwyczajna opowieść działała kojąco – jakby świat wciąż był prosty, jakby największym problemem był wybór koloru plecaka.
Agnieszka wstała, zebrała talerze i odstawiła je do zlewu. Ruchy miała szybkie, zdecydowane. Każdy przedmiot miał swoje miejsce, a każda czynność – swoją kolejność.
Zosia podeszła do okna i podniosła wyżej roletę. Więcej światła wpadło do kuchni, rozświetlając twarze domowników. Przez chwilę wszystko wydawało się zwyczajne, spokojne i prawie sielankowe. Tylko powietrze było inne. Gęstsze. A może tak się tylko Zosi wydawało?
Rafał wstał powoli. Nieoczekiwanie zakręciło mu się w głowie. Oparł się o stół, udając, że poprawia krzesło. Zosia i to zauważyła. Ich spojrzenia się spotkały. W jej oczach było pytanie. W jego – prośba o dyskrecję. Dziewczyna ledwie dostrzegalnie skinęła głową.
Agnieszka wróciła do stołu i ponownie sięgnęła po notes.
– Elizo, po południu pojedziemy jeszcze do galerii. Chcę kupić ci nowe buty. Wybierzemy coś eleganckiego.
– Mamo, to tylko nowa szkoła – zaprotestowała dziewczynka z uśmiechem.
– Właśnie dlatego – odparła Agnieszka. – Pierwsze wrażenie jest ważne.
Zosia odwróciła się od okna.
– Nie wszystko da się zaplanować – powiedziała cicho.
Agnieszka spojrzała na nią karcąco.
– Właśnie dlatego trzeba planować to, co się da.
Córka nie odpowiedziała.
Za oknem słońce wspięło się wyżej. Ogród rozświetlił się złotym blaskiem. Lato jeszcze trwało, ale w cieniu jabłoni czaiła się już chłodniejsza nuta.
W domu Wardeckich pozornie wszystko wyglądało normalnie. Cztery osoby w kuchni pachnącej kawą, rodzina celebrująca jeden z ostatnich poranków wakacji. A jednak nadchodziło coś nieuchronnego. Jak zmiana pory roku, która nie pyta o zgodę. Jak cień chmury na słonecznym niebie.
Jeszcze nikt nie wiedział, że ten zwyczajny poranek stanie się granicą. Że za chwilę ich świat zupełnie się zmieni.
