Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Wciągająca opowieść o miłości, zdradzie i konsekwencjach naszych wyborów.
Kaya, młoda i ambitna kobieta, staje się centralną postacią w sieci skomplikowanych relacji, gdy jej życie splata się z Robertem, wpływowym menadżerem muzycznym i Aidanem, charyzmatycznym liderem zespołu. Kaya musi zmierzyć się z własnymi demonami i odpowiedzialnością za tragiczną śmierć. Wspierana przez Nicka, swojego przyjaciela i trenera, musi stawić czoła lękom i zawalczyć o swoje miejsce w świecie, który zdaje się być przeciwko niej. Czy uda jej się odnaleźć spokój i wybaczyć sobie, czy przeszłość na zawsze pozostanie jej ciężarem?
„Pokój 505” to historia o ludzkich słabościach, miłości i poszukiwaniu prawdy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 626
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wiktoria Karpińska
POKÓJ 505
Pokój 505
Text © Wiktoria Karpińska, 2025
BOOKEA POLAND sp. z o.o.
Romana Dmowskiego 3 /9
50-203 Wrocław
www.lavapublishing.pl
ISBN 978-83-975478-7-2
Gdy Kaya spojrzała na siebie w lustrze, wiedziała już, że ta sprawa może ją przerosnąć. Czekała na nią, miała nawet szczerą nadzieję, że zostanie zmiażdżona, zmieszana z błotem, przeczołgana po wszystkich najbardziej intymnych i zawstydzających wydarzeniach z jej życia i w końcu dostanie to, na co zasługuje. A jednak, mimo tego przedziwnego pragnienia, zwyczajnie w świecie zaczęła się bać.
Miała na sobie czarną spódnicę przed kolano, czarną dopasowaną koszulę z czarną wstążką przewiązaną pod kołnierzykiem i czarną opaskę oddzielającą jej grzywkę od reszty jasnobrązowych, prostych włosów. Miała wyglądać skromnie, ale niezbyt skromnie, by nikomu nie zrobiło się jej żal. To nie jej należało się współczucie.
Dźwięk telefonu wyrwał ją z zamyślenia. Widząc, że to jej matka, przewróciła oczami i chwilę zastanawiała się, czy powinna odebrać. W końcu westchnęła i ujęła w dłoń aparat.
– Halo.
– Kaya, kochanie, jesteś już ubrana? – usłyszała podekscytowany głos swojej matki, co już wyprowadziło ją z równowagi. – Pamiętaj, musisz wyglądać skromnie, nie mogę znieść myśli, że zaczną cię obrzucać błotem, to wszystko, co piszą w gazetach…
– Mamo…
– Susan naprawdę nie może się nacieszyć przynosząc mi zawsze nową porcję szmatławców, zazdrosna suka, zawsze miała mi za złe, że moja córka jest żoną…
– Mamo, proszę.
– Najlepiej w ogóle się tam nie odzywaj, nic nie komentuj. To nie ty jesteś oskarżona, na miłość boską, a czytając to wszystko takie mam wrażenie!
– Czy dasz mi dojść do słowa?
– Kochanie, włącz telewizję, mówią o tobie!
Kaya rozłączyła się głośno wzdychając i chociaż wyobrażała sobie, w jakim kontekście zostanie przedstawiona w telewizji, ciekawość wygrała i szybkim krokiem podeszła do telewizora.
Gdy tylko nacisnęła guzik, ujrzała na ekranie jedno jedyne zdjęcie przedstawiające całą ich trójkę. Zdjęcie sprzed piętnastu lat. Zdjęcie, którego nie posiadała, ale pamiętała każdą minutę dnia, w którym zostało zrobione. Przełknęła ślinę patrząc na siebie między nimi. Na tę szczęśliwą dziewiętnastolatkę, która nie miała pojęcia jak sprawy ostatecznie się skomplikują i gdzie ją to wszystko zaprowadzi.
Łzy napłynęły jej do oczu, dlatego wyłączyła telewizor i bez siły opadła na kanapę. Sięgnęła ręką i włączyła gramofon. Miała jeszcze trochę czasu.
Nie była pewna, ile minut minęło, ale poruszyła się dopiero na dźwięk otwierających się drzwi. Przez ten ułamek sekundy poczuła znajomą ekscytację, tak jakby miał w nich stanąć ten, za którego śmierć czuła się odpowiedzialna. Przez ten ułamek sekundy zawsze wierzyła, że nagle te wszystkie wydarzenia okażą się być niczym więcej, jak tylko złym snem, który miał ją otrzeźwić. Stać się ostateczną przestrogą.
– Widzę, że jesteś gotowa – stwierdził wysoki, czarnoskóry mężczyzna przymykając drzwi, a Kaya poczuła, jak rozczarowanie wypełnia ją niczym lodowaty strumień powietrza. Nie odezwała się, a on przeszedł obok niej wyłączając muzykę. – Nie rozumiem, dlaczego jeszcze sobie tym dokładasz.
– Słysząc go wydaje mi się, że nie odszedł. – Wzruszyła ramionami próbując brzmieć kompletnie niewzruszenie.
Westchnął i przysunął sobie fotel, siadając naprzeciwko przyjaciółki.
– To nie ty pociągnęłaś za spust.
– Masz rację – przyznała. – Ja bym trafiła.
– Kaya…
– Dziesięć centymetrów w lewo i wszystko byłoby inaczej. – Instynktownie złapała się za ramię, które od tamtej pory nie wróciło jeszcze do pełnej sprawności.
– Przestań.
Zaśmiała się smutno, wstając. Chciała ruszyć do wyjścia, rzuciła jednak spojrzenie w stronę przyjaciela i znieruchomiała.
– Jesteś w garniturze – zauważyła.
– Nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć – rzucił zakłopotany.
Często zastanawiała się, czy również zostanie wezwany na świadka, a mimo to nie potrafiła stwierdzić, co to będzie dla niej oznaczać, jeżeli tak właśnie się stanie.
– Dla kogo?
– Dla obrony – wyznał, a Kaya kiwnęła głową. – Przepraszam…
– To dobrze – przerwała mu.
– Nie mam zamiaru przedstawić cię w złym świetle.
– Nie, Nick. Nie mam ci tego za złe. Można nawet powiedzieć, że się cieszę.
– Kaya…
– Chodźmy już, w końcu obiecałeś mi podwózkę.
***
Całą drogę spędziła starając nie wyobrażać sobie, co zastanie na miejscu. Chyba najbardziej obawiała się, że minie się w przejściu ze Scarlett, która zapewne miała ochotę napluć jej w twarz. Kilka razy zdarzyło się, że na światłach ktoś w sąsiednim samochodzie ją rozpoznał i dość natarczywie spoglądał w jej stronę, na szczęście bardzo szybko została uratowana przez Nicka, który znalazł w schowku swoje okulary przeciwsłoneczne. Nie sądziła, że to da jej wiele, poza złudną nadzieją na to, że nikt nie zauważy jej oczu pełnych łez.
Widoczne już na horyzoncie ogromne kolumny budynku Sądu Najwyższego, kompletnie niewzruszone ludzkimi dramatami, które odbywały się w środku, otrzeźwiły kobietę, dając jej sygnał do wzięcia się w garść. Postawne i nieruchome stanowiły kontrast w stosunku do grupy ludzi stojących pod nimi, przepychających się między sobą niczym mrówki, jako nic nieznacząca masa istot żywych, karmiona jedynie dzikim pragnieniem uczestniczenia w tej nowej sensacji.
– Dasz sobie radę – mruknął Nick zatrzymując auto, a Kaya bez słowa rozpięła swój pas.
Wychodząc z samochodu patrzyła na swoje stopy. Nick ruszył pierwszy, dlatego podniosła głowę jedynie tak, by widzieć jego poruszającą się sylwetkę przed sobą. Wyciszyła w myślach wszystkie głosy, piski, krzyki i buczenie, wyłączyła mózg i przestała odczuwać jakiekolwiek bodźce zewnętrzne. Szła za swoim drogowskazem, ostoją, która pomogła jej przetrwać. Która od początku mówiła jej jak to się skończy, od pierwszej rozmowy, podczas której Kaya się otworzyła.
Światło otoczenia uległo lekkiej zmianie, co dało jej do zrozumienia, że znajdują się już w środku budynku. Gdy tylko podniosła wzrok, wszystkie dźwięki uderzyły ją ze zdwojoną siłą, dlatego krzywiąc się szybko rozejrzała się wokół, sprawdzając czy nie widzi Scarlett. Niby od niechcenia kręciła głową w jedną i drugą stronę, nie widząc jednak tej oszołamiająco pięknej blondynki, której nigdy nie dorastała do pięt. Nie musiała.
Odetchnęła z ulgą, a raczej miała taki zamiar, jednak powietrze utkwiło jej w gardle niczym ostry kamień, gdy jej wzrok napotkał inną osobę, której bała się spotkać niemal równie mocno.
Nie rozmawiali ze sobą od tamtego dnia. Oboje pokiereszowani przez poczucie winy, oboje zastanawiający się, ile jeszcze krzywd wyrządzili swoim istnieniem. W jego wzroku nie było jednak nienawiści, której się obawiała. Odwrócili się słysząc dźwięk pstrykającego aparatu, mając świadomość, co jutro znajdzie się w gazetach. Ruszyli w przeciwne strony, zupełnie jakby się nie znali.
Mimo faktu, że nadal dzielili wspólne nazwisko, podobnie jak osoba odpowiadająca dzisiaj za zabójstwo.
– Nie mam już siły – westchnęła Kaya opierając się o swoje kolana. Wypuściła rakietę z rąk i ciężko upadła na trawę. – Zabiłeś mnie dziś.
– Bo jesteś dziś wyjątkowo rozkojarzona – zbeształ ją Nick podchodząc bliżej i podnosząc jej rakietę. – Proszę bardzo, wracamy do gry – podał jej sprzęt, jednak ta tylko machnęła ręką.
– Może zamiast tego zaproszę cię do środka na herbatę? – zapytała z nadzieją w głosie, a Nick zmrużył oczy.
– Trenuję z tobą rok i pierwszy raz zapraszasz mnie do środka – zauważył sarkastycznie. – Czy to jest jakiś test?
Kaya zaśmiała się wstając. Otrzepała kolana z trawy i pokręciła głową.
– Jestem raczej zdystansowana. – Wzruszyła ramionami. – Przepraszam za to.
– W takim razie koniecznie muszę skorzystać z zaproszenia. – Wyszczerzył do niej zęby i zaoferował swoje ramię, pod które z chęcią wsunęła dłoń. – Muszę cię tylko uprzedzić, że nie interesują mnie kobiety.
Kaya zaśmiała się głośno.
– Wiem, że mogłabym zdobyć trofeum na planszy z atrybutami żony, ale uprzedzam, że nie szukam młodego kochanka – odpłaciła się.
– Mąż przy forsie, własny kort, strój do tenisa od Lacoste, o czymś zapomniałem? – wymieniał na palcach.
– Zapomniałeś powiedzieć jeszcze o mojej oszałamiającej urodzie, podręcznikowych dwudziestu latach różnicy wieku i braku przyjaciół rówieśników – dokończyła za niego, a Nick zgodził się kiwając głową.
Ramię w ramię szli w stronę dużego, nowoczesnego domu, przez którego przeszkloną ścianę było widać szereg zawieszonych złotych płyt ułożonych w stylową galerię ścienną. Przechodząc przez taras Nick dostrzegł również wiele instrumentów i sprzęt muzyczny rozstawiony na wysokim podeście stanowiącym domową scenę, przed którą rozpościerał się wielki skórzany narożnik przywodzący na myśl raczej klub muzyczny niż dom, w którym mieszkają ludzie.
– Czekaj, to czym wy się zajmujecie? – spytał sarkastycznie, gdy weszli już do środka, na co Kaya prychnęła rozbawiona.
– Kawa, herbata, coś mocniejszego? – Zostawiła trenera w salonie, przechodząc nieco dalej do otwartej kuchni.
– Przypominam, że jestem w pracy.
– Kawa, herbata? – ponowiła pytanie otwierając górną szafkę.
– Zielona herbata będzie idealna – odpowiedział rozglądając się po pomieszczeniu.
Zawsze ciekawiły go wnętrza domów ludzi, u których pracował. Nauczył się rozpoznawać designerskie meble, drogie gatunki roślin czy unikatowe dekoracje. Kaya wydawała mu się „najnormalniejsza” z jego klientów, dlatego zdziwił się nie zauważając w tym domu ani jednej rzeczy wiążącej ją jakkolwiek z niższą klasą społeczną. Zastanawiał się, czy dziewczyna rzeczywiście posiadała przed ślubem status równy statusowi jej małżonka, czy może tak bardzo próbuje się do niego dopasować, że zatraciła swoje „ja”. Jego podejście było dość czarno-białe i pełne uprzedzeń, co było dziwne jak na osobę, która z uprzedzeniami i podobnym podejściem walczyła całe życie. Nie potrafił jednak umiejscowić dziewczyny w innym scenariuszu niż te dwa przez niego założone.
– Dziękuję – rzekł przyjmując od niej kubek i od razu uśmiechnął się widząc, że on otrzymał napój w białym, ciężkim naczyniu z rzeźbioną rączką, natomiast Kaya piła swoją herbatę z wyszczerbionego kubka z napisem „Seattle sound”.
– Coś nie tak? – zapytała dostrzegając jego minę.
– Seattle sound?
– Ach – uśmiechnęła się lekko. – Pochodzę z Seattle. – Wskazała mu narożnik, na którym oboje spoczęli.
– A więc musi być ci tutaj nieźle gorąco?
– Przyzwyczaiłam się – zaśmiała się. – Ty wychowałeś się w Californii?
– San Diego – uderzył się w pierś na znak lokalnego patriotyzmu.
Spotykali się regularnie już od ponad roku, jednak jak wcześniej zauważył Nick, nigdy nie poruszali tematów prywatnych, dlatego ich konwersacja zakończyła się dość szybko. Zapadła między nimi dość niezręczna cisza, przerwana szczęśliwie przez pukanie do drzwi.
Nick dostrzegł, że Kaya drgnęła, jednak jej reakcja nie wskazywała na zaskoczenie. Wskazywała na niepokój.
– Przepraszam na chwilę – posłała mu wymuszony uśmiech i podążyła do drzwi, zabierając przy tym mały pakunek z kuchennego blatu, który potwierdził, że jest to wizyta spodziewana.
Nick oparł się wygodnie, korzystając z kolejnej okazji na rozejrzenie się po pięknym domu, lecz choćby nie chciał podsłuchiwać, ogromna przestrzeń domu zapewniająca akustykę idealną, bardzo temu sprzyjała.
– Cześć, proszę bardzo – powiedziała Kaya chłodno, tuż po dźwięku otwierających się drzwi, podając mężczyźnie skórzany portfel. – Nie wiem, dlaczego nie mogłeś odebrać go wcześniej, już od dwóch tygodni jeździsz bez dokumentów.
– Witam koleżankę, nie zaprosisz mnie do środka? – zapytał, całkowicie ignorując jej komentarz.
– Wiesz, mam… – zaczęła, jednak urwała, co zasugerowało Nickowi, że gość zdążył się już wprosić.
– Trening, widzę – przerwał jej niegrzecznie. Jego głos był tak bezczelnie natarczywy, że Nick wyobraził sobie jak ogląda dziewczynę od stóp do głów, a jego następne słowa tylko to potwierdziły: – Na miejscu Roberta, gdyby na mnie czekała w domu taka młoda żona,
zająłbym się nią na tyle dobrze, żeby nie potrzebowała treningu – zaśmiał się, a Nick zażenowany skrzywił się.
– …gościa – skończyła Kaya już w salonie, gdy podążyła za nieznajomym mężczyzną w głąb domu.
Aparycja mężczyzny niemal w stu procentach zgadzała się z wyobrażeniem Nicka, które zdążył sobie wymyślić podczas tych kilku zdań, które nieproszony gość zdołał wypowiedzieć. Był podstarzałym, białym mężczyzną w ubraniu absolutnie nieodpowiednim dla jego grupy wiekowej, z widocznym tikiem nerwowym, jakim było natrętne cmokanie i z zegarkiem dającym po oczach mocniej niż słońce w południowej Californii. Całości dopełniał wąs, gruby złoty łańcuch na szyi i poszarzała skóra zdradzająca, że od dawna przestał już o siebie dbać.
– Ach rozumiem – wymamrotał zakłopotany, szybko zdając sobie sprawę, że Nick słyszał każde słowo. – Przekaż Robertowi moje serdeczne pozdrowienia, nie będę zawracał ci głowy – rzekł już całkowicie zmienionym tonem głosu, a Kaya kiwnęła mu tylko głową, nie odprowadzając go nawet do wyjścia.
Stała nieruchomo, dopóki nie usłyszała trzasku zamykających się za nim drzwi, a gdy to się stało, odetchnęła z ulgą.
– A ja naprawdę uwierzyłem, że chciałaś mnie bliżej poznać – rzekł żartobliwie chcąc rozładować atmosferę, jednak dziewczyna posłała mu przepraszające spojrzenie.
– Przepraszam – westchnęła. – Ralph jest kolegą Roberta. Podobno nigdy nie byli sobie bliscy, ale od naszego ślubu lubi się do nas wpraszać, zwłaszcza gdy wie, że jestem sama – powiedziała i zrobiła taką minę, jakby nagle zdała sobie sprawę, że przekroczyła jakąś niewidzialną granicę. Gdyby miała pięć lat, natychmiast zatkałaby sobie usta, ale miała jednak o dwadzieścia lat więcej, więc jedyne na co się zdobyła to nerwowe przygryzienie wargi.
– Jestem dyskretny – uspokoił ją. – Ale nie mogę udawać, że mnie ta sytuacja nie zaniepokoiła.
– Och. – Pokręciła głową. – On nie jest niebezpieczny, jeżeli to masz na myśli – wyjaśniła szybko. – Jest natrętny, nic więcej. Od tygodnia Robert chciał zawieźć mu ten portfel, ale nie mógł zastać go w domu. Czasami mam wrażenie, że specjalnie gubi u nas przedmioty i odbiera je tylko wtedy, gdy mogę przekazać mu je osobiście. To nie jest pierwszy raz.
– Myślę, że bardzo ładnie starasz się dobierać słowa. Prawie tak samo jak on stara się dobrać do ciebie.
Kaya wzdrygnęła się.
– Jestem już trzy lata po ślubie. Uwierz mi, że to co słyszałeś jest ledwie namiastką tego, co słyszałam na początku.
– Nie uspokoiło mnie to. – Nick odstawił kubek na pobliski marmurowy stolik. – Co na to twój mąż?
– Robert jest bardzo dobrym człowiekiem – odrzekła automatycznie. – Wszystkich lubi, nic nie bierze na poważnie, nikt mu nie przeszkadza. – Wzruszyła ramionami. – Mówi, żebym się nim nie przejmowała, no i oczywiście ma rację – urwała. – Ale on po prostu mnie drażni i mam nadzieję, że dzięki tobie i dzisiejszej wpadce da sobie na wstrzymanie, przynajmniej na jakiś czas – opadła na sofę i zrobiła zniesmaczoną minę, dzięki której Nick po raz pierwszy zobaczył ją prawdziwą. Puzzle po raz pierwszy zaczynały składać się w jakąś sensowną całość.
– Przepraszam za to pytanie – zaczął nieśmiało. – Czy siedzisz w tym domu sama cały czas?
Kaya zamyśliła się, tak jakby musiała sobie przypomnieć na jakich czynnościach schodzą jej całe dnie. Ta przedłużająca się cisza zaniepokoiła nie tylko Nicka, ale również samą dziewczynę.
– Wiesz, planuję niedługo wrócić do pracy – wymamrotała w końcu z niemałą trudnością. – Niedawno zakończyłam terapię i… – urwała zawieszając się.
– Przepraszam – powtórzył. – Nie miałem pojęcia, nie chciałem…
– W porządku – wzruszyła ramionami. – Zaprosiłam cię do domu, to daje ci pewne prawo do zadawania pytań – zaśmiała się, jednak zaraz ponownie spoważniała. Wyglądała jakby biła się z myślami, czy może mu zaufać, czy może wyrzucić z siebie coś, co trzymała w sobie od dawna, a najgorsze było to, że nawet gdy to powiedziała, Nick miał wrażenie, że wybrała jedną prawdę o sobie i to zapewne tę najmniej bolesną. – W poprzednim roku straciłam ciążę – powiedziała cicho. – Dość ciężko to przeżyliśmy.
– Bardzo mi przykro – odrzekł przeklinając w myślach swoją ciekawość.
– Robert ma dzieci z pierwszego małżeństwa – kontynuowała, zupełnie jakby nie mogła już zatrzymać mleka, które zdążyło się rozlać – Cóż, nie za bardzo chcą z nim gadać – uśmiechnęła się smutno. – Przepraszam – pokręciła głową. – Nie zaprosiłam cię tu, żeby zamęczać cię swoimi nudnymi sprawami.
– Zaprosiłaś mnie, żebym pozbył się natręta – zażartował.
– Dokładnie – zawtórowała mu. – Zadanie wykonane, a więc nie będę cię zatrzymywać – rzekła przepraszającym tonem.
– Cieszę się, że mogłem pomóc – Nick wstał. – W takim razie, do zobaczenia za tydzień.
– Do zobaczenia – dziewczyna zatrzymała się w pół kroku, tak jakby chciała go przytulić, zamiast tego znieruchomiała i machnęła mu dłonią na pożegnanie.
– Zauważyłam, że nosisz obrączkę – powiedziała kobieta wskazując na dłoń Kayi. – Co jakiś czas nerwowo ją pocierasz. Jesteś mężatką?
Kaya spuściła wzrok, będąc zaskoczona takim pytaniem już na pierwszej wizycie u nowej terapeutki. Myślała, że jak zawsze zada szereg pytań o jej dzieciństwo, lata nastoletnie, a dopiero później przejdą do reszty wydarzeń, nie wykluczając oczywiście jej małżeństwa. To był typ terapeuty, jaki znała i to na rozmowę z nim się przygotowywała.
– Właściwie jestem po rozwodzie.
– Czy to rozwód jest sprawą, która cię do mnie przyprowadziła?
– Nie, rozwiodłam się prawie pięć lat temu – pokręciła głową.
– I dalej nosisz obrączkę? To chyba co najmniej nietypowe, zgodzisz się?
Kaya zacisnęła usta odrobinę poirytowana. Kobieta była widocznie naprawdę dobra w swoim fachu, jednak przyszła tutaj w konkretnym celu i z konkretną historią. Historią, która musiała zostać opowiedziana chronologicznie od początku do końca. Wyciąganiem wszystkiego z kontekstu zajął się już sąd.
– Przyszłam tutaj, bo zabiłam człowieka – powiedziała zirytowana, na co terapeutka uniosła brwi ze zdumienia. – Nie ja pociągnęłam za spust – wtrąciła szybko, bojąc się, że kobieta za chwilę wezwie policję, ta jednak nie wydawała się aż tak wstrząśnięta. – Ale piętnaście lat mojego życia, moich wyborów, mojej nieodpowiedzialności i mojego egoizmu doprowadziło do jego śmierci.
Zapadła cisza, w czasie której Kaya zerknęła na szereg dyplomów wiszących na ścianie za kobietą. Zapisując się na wizytę, znała tylko nazwisko – Lugosi, dlatego w oczy rzuciło jej się imię terapeutki. Jako fanka zespołu Bauhaus nie mogła nie przeoczyć tego zbiegu okoliczności.
– I to o tych piętnastu latach chciałabym ci opowiedzieć, Isabello.
– Proszę wstać, sąd idzie – rozległ się donośny głos urzędnika. – Sędzia honorowy Theodor Marshall Jr.
Do sali wkroczył starszy mężczyzna, który surowym wzrokiem spowił wszystkich obecnych, sprawiając, że natychmiast zapadła grobowa cisza.
– Proszę usiąść – zarządził i jego polecenie zostało spełnione w ciągu sekund.
– Sprawa: stan Nowy Jork kontra Alicia Kahneman.
– Dziękuję. Czy wszystkie strony są obecne?
Na te słowa dwie osoby przy ławie po prawej stronie podniosły się z miejsc.
– Tak, panie sędzio. Joshua Brown i Anthony Ferguson w imieniu prokuratury.
– Panie sędzio, Jessica Holm i Dustin Dawson w imieniu oskarżonej Alicii Kahneman – tym razem to lewa strona wstała.
– Dziękuję. – Sędzia zerknął na dokumenty przed sobą znad grubych szkieł okularów. – Alicio Kahneman, powstań proszę, by wysłuchać zarzutów.
Urzędnik i oskarżona dołączyli do stojącej już obrony i wtedy Kaya po raz pierwszy od wydarzeń feralnego wieczoru ujrzała kobietę. Minęło jedynie kilka miesięcy, jednak wyglądała na starszą o kilkanaście lat. Rozgoryczenie wyryło jej na twarzy głębokie zmarszczki, nienawiść sprawiła, że niegdyś pięknie opalona skóra zdawała się wypłowiała, a jej zadbane loki zmieniły się w do połowy rozprostowane strąki, związane w nieładzie mającym sprawiać wrażenie uczesanych.
– Alicio, jesteś oskarżona o to, że w dniu dwudziestego pierwszego listopada roku dwutysięcznego szóstego bezprawnie spowodowałaś śmierć Aidana Hartleya oraz spowodowałaś uszczerbek na zdrowiu Kayi Kahneman. Czyn oskarżonej, polegający na usiłowaniu zabójstwa z zamiarem bezpośrednim Kayi Kahneman, a powodujący, na skutek chybionego strzału, śmierć Aidana Hartleya, uzasadnia kwalifikację kumulatywną, to jest usiłowanie zabójstwa i nieumyślne spowodowanie śmierci innego człowieka. Czy przyznajesz się do winy?
– Nie, wysoki sądzie – odpowiedziała bezbarwnym tonem oskarżona.
– Dziękuję. – Sędzia dał do zrozumienia, że ponownie mogą zająć miejsca, po czym rozpoczął monolog: – Dzień dobry, panie i panowie przysięgli. Zacznę od kilku ogólnych uwag na temat naszych ról podczas tego procesu. Podczas całego postępowania będziecie sędziami faktów, a ja sędzią prawa. Chociaż mogę komentować dowody jako sędzia faktów, jesteście wyłącznymi sędziami dowodów – zaczął, a Kaya poczuła, jak robi jej się niedobrze.
Spuściła głowę i zamknęła oczy. Po kilku minutach Nick szturchnął ją, zapewne żeby sprawdzić, czy jest przytomna, dlatego podniosła głowę.
– Zanim będzie można wydać prawomocny wyrok w sprawie, prokuratura musi udowodnić następujące elementy ponad wszelką wątpliwość: po pierwsze, tożsamość Alicii Kahneman jako sprawcy; po drugie, czas i miejsce popełnienia przestępstwa, po trzecie, że Alicia Kahneman zabiła Aidana Hartleya; po czwarte, że Alicia Kahneman zabiła go bezprawnie; po piąte, że Alicia Kahneman spowodowała uszczerbek na zdrowiu Kayi Kahneman; po szóste, że Alicia Kahneman zamierzała zabić Kayę Kahneman. Wzywam teraz prokuraturę do kontynuowania sprawy.
Kaya pokręciła głową ze złości, wiedząc jednak, że będzie musiała poczekać na swoją kolej, by przemówić. To nie Alicia powinna siedzieć teraz na ławie oskarżonych. To nie ona jest odpowiedzialna za śmierć Aidana. To nie ona powinna mieć teraz zmarnowane życie. Kaya drgnęła na kolejne szturchnięcie i zauważyła, że zacisnęła pięść prawej ręki tak mocno, że paznokcie wbiły jej się w dłoń do krwi. Nick posłał jej niepokojące spojrzenie, które zignorowała.
– Wysoki Sądzie, zamierzamy udowodnić, że Alicia Kahneman usiłowała zabić Kayę Kahneman, nieumyślnie powodując śmierć Aidana Hartleya i że zrobiła to wiedząc, że jest to nielegalne, wbrew zasadom Kodeksu Karnego Stanów Zjednoczonych i stanu Nowy Jork, popełniając tym samym przestępstwo. Aby udowodnić naszą sprawę, zamierzamy powołać następujących świadków: Roberta Kahnemana… – Joshua Brown kontynuował, jednak Kaya już go nie słuchała. Na dźwięk imienia i nazwiska swojego byłego męża odwróciła się, a wyraz jego twarzy ponownie złamał jej serce.
Robert miał zamknięte oczy i siedział nieruchomo, kilka rzędów za Kayą po drugiej stronie sali. Oddychał ciężko, przez lekko rozchylone usta wykrzywione w grymasie widocznego, emocjonalnego bólu. Kaya przełknęła ślinę i odwróciła się w stronę sędziego, cicho i powoli wypuszczając powietrze.
– Teraz chcemy powołać pierwszego świadka, Roberta Kahnemana.
Po wyjściu Nicka, Kaya po raz pierwszy od bardzo dawna zaczęła analizować głębiej swoje życie. Nigdy nie była typem osoby, która lubiła cokolwiek planować. Jako młoda dziewczyna nie musiała, po ślubie tę rolę automatycznie przyjął dużo dojrzalszy od niej Robert. Odpowiadając jednak na pytania swojego trenera, uświadomiła sobie, że jej życie od pewnego czasu sprowadziło się do bycia żoną swojego męża i generalnie nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, że nie tak wyobrażała sobie siebie.
Przebrała się z pięknego, białego stroju do tenisa w wielki, szary, rozciągnięty t-shirt z logo The Smashing Pumpkins i od razu poczuła się bardziej sobą. Przechodząc do salonu zerknęła na gitarę basową i próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz próbowała cokolwiek na niej zagrać. Nie pamiętała, dlatego ujęła gitarę w dłonie.
– D’arcy Wretzky w moim domu – zagwizdał Robert wchodząc do salonu, ściągając przy tym okulary przeciwsłoneczne. Podszedł do Kayi i na przywitanie cmoknął ją, jak zawsze miał w zwyczaju. Wręczył jej też mały bukiet kwiatów, na co z uśmiechem przewróciła oczami.
– Czasami zastanawiam się czy jesteś jedynym klientem tej biednej staruszki siedzącej pod wytwórnią – powiedziała żartobliwie. – Może powinieneś po prostu ją zatrudnić?
– Może już to zrobiłem i zbiera kwiaty specjalnie dla ciebie? – Puścił do niej oko, a następnie otworzył szafkę szukając filiżanki do espresso. – Nie mam w zwyczaju łamać obietnic, a obiecałem, że będę przynosił ci kwiaty codziennie. Ty za to obiecałaś chodzić tylko w tej koszulce, a dostrzegam pod nią jakieś niepotrzebne kawałki materiału. – Wskazał palcem na dziewczynę, której bielizna stała się widoczna, gdy sięgała po wazon na górnej półce.
– Jesteś więc lepszym mężem, niż ja żoną – skwitowała i usiadła przy blacie czekając, aż kawa Roberta będzie już gotowa. Podała mu ją, a gdy zobaczyła, że unosi filiżankę do ust, gestem ręki zachęciła go, by usiadł po drugiej stronie. – Właściwie to chciałabym z tobą porozmawiać.
Robert z udawaną przestraszoną miną zajął miejsce przy żonie i odstawił filiżankę.
– Nie wiem, czy da się mnie wziąć na poważnie w tym stroju – zaczęła.
Robert zawsze wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł przyjść do ich domu prezydent i wymagałby odpowiedniego przyjęcia. Jasna koszula, idealnie wyprasowane spodnie. Stanowili dość zabawny kontrast.
– Myślę, że to trwa u mnie już za długo. Myślę, że powinnam już wrócić do pracy – powiedziała, bacznie obserwując reakcję męża.
Robert rzeczywiście wydawał się odrobinę zaskoczony, jednak po chwili uśmiechnął się szeroko, dając dziewczynie do zrozumienia, że nie ma absolutnie nic przeciwko.
– Wiem, że zostawiłam was ze wszystkim na bardzo długi czas i jeżeli nie ma tam teraz dla mnie miejsca…
– Kaya, o czym ty mówisz – prychnął ze śmiechem. – To twoja wytwórnia, a ty pytasz, czy jest w niej dla ciebie miejsce?
– To ty ją założyłeś – wtrąciła.
– Założyłem ją dla ciebie. – Przewrócił oczami. – Nie chciałem naciskać, dlatego postanowiłem dać ci tyle czasu, ile potrzebujesz.
– Trochę go nadwyrężyłam – zauważyła z lekkim przekąsem, na co Robert wstał i okrążył dzielący ich blat, po czym złapał za wysokie krzesło, na którym siedziała Kaya i odwrócił ją w swoją stronę.
– Nawet nie wiesz, jak się cieszę. – Nachylił się do niej. – Dlatego nie odbierz źle tego pytania, ale dopiero co zrezygnowałaś z terapii. Czy to dla ciebie na pewno nie za wcześnie?
– Już za długo się mazgaiłam – odpowiedziała żartobliwie kładąc mu ręce na ramionach. – Chyba, że pasowała ci żona z lat pięćdziesiątych – zaśmiała się. – Zawsze posprzątane, obiad na stole, skarpetki wyprasowane – zaczęła wymieniać, a Robert zaśmiał się głośno.
– Nie narzekałem – lekko musnął jej usta. – Ale oświadczając ci się kładłem raczej nacisk na inne obowiązki. – Pocałował ją, jednak, gdy przełożyła dłoń na jego kark, odsunął się na chwilę. – Mam pomysł.
– Jeżeli taki, który możemy dokończyć na górze, to nie musisz przerywać. – Kaya zaczęła rozpinać guziki jego koszuli, ale zatrzymał ją z uśmiechem.
– Wezmę parę dni urlopu i wyjedziemy na trochę – zaproponował trzymając lekko jej nadgarstki. – Spędzimy czas sam na sam, zanim dasz się zupełnie porwać pracy, co ty na to?
– Będę mogła wybrać miejsce? – zapytała unosząc jedną brew do góry.
– Tak, tylko pamiętaj, że nie jestem już taki młody.
– A więc Kilimandżaro i ekstremalne skoki ze spadochronem od-padają, ach, dobrze wiedzieć. – Pokręciła głową. – Pomyślę nad tym.
– Ciężko nadążyć za młodą żoną – westchnął.
– Czy ty chcesz się właśnie wywinąć z seksu? – Spróbowała wyrwać swoje nadgarstki z jego lekkiego uścisku.
– Nigdy. – Pokręcił głową i uciszył jej śmiech pocałunkiem.
Robert powoli podszedł do miejsca dla świadków, usiadł i szybko przeczesał wzrokiem całą salę rozpraw. Zatrzymał się jedynie na dwóch osobach, Kayi i kimś, kogo jeszcze sama nie dostrzegła. Nie chciała się odwracać, dając przy tym upustu ciekawości, skupiła się więc na tym, że nie spojrzał nawet w stronę siedzącej na ławie oskarżonych, Alicii.
– Nazywa się pan Robert Kahneman i urodził się pan szóstego stycznia 1952 w Chicago? – Joshua Brown wziął na siebie obowiązek przepytania świadka. Miał czarne włosy, nieco haczykowaty nos i irytujący, lecz silny głos, co właściwie pasowało do jego roli po stronie prokuratury. Był młody i Kaya od razu pomyślała, że ta sprawa może być dla niego przełomem w karierze, dlatego zapewne da z siebie wszystko.
– Zgadza się.
– Kim jest pan dla oskarżonej?
– Jestem jej mężem – odpowiedział beznamiętnie.
– Która to pańska żona? – Joshua zmrużył oczy i lekko odwrócił się w stronę ławy przysięgłych.
Robert spuścił wzrok i odetchnął ciężko.
– Pierwsza – odpowiedział po chwili zastanowienia.
– Pierwsza oraz…? – Joshua uśmiechnął się niemal zalotnie, czego Robert nie odwzajemnił.
– Można powiedzieć, że pierwsza i trzecia – wyjaśnił.
Kaya wiedziała, że Robert jest dla prokuratury świadkiem idealnym do tego, by od razu przedstawić przysięgłym motyw oskarżonej. Wiedziała, że ona nie może dać się w to wciągnąć i podczas zadawania pytań jej, musi od razu powiedzieć prawdę, która nie zostanie w żaden sposób przez nich zmanipulowana. Nie wiedziała tylko, czy to samo uda się Robertowi i czy w ogóle miał zamiar jakkolwiek chronić Alicię.
– Proszę mi powiedzieć zatem, kim jest pan dla poszkodowanej.
Robert ponownie odnalazł wzrokiem Kayę i patrząc jej w oczy, odpowiedział:
– Byłym mężem. – Dopiero po tych słowach, ponownie spojrzał na pytającego Joshuę.
– Ciekawa korelacja – uśmiechnął się sarkastycznie.
– Sprzeciw, spekulacje – Jessica Holm wstała z miejsca.
– Podtrzymuję.
Brown rozłożył ręce w geście poddania.
– Czy pańska pierwsza żona Alicia poznała Kayę Kahneman jeszcze podczas trwania waszego małżeństwa?
– Tak.
– Czy podczas tego spotkania utrzymywał pan już stosunki seksualne z Kayą Kahneman?
Kaya spuściła wzrok.
– Tak.
– Czyli zdradzał pan Alicię?
– Tak.
– Zdradzał pan ją wielokrotnie z różnymi kobietami?
Na to pytanie Robert przygryzł wargę, a Kaya znieruchomiała, bo właściwie nie znała na nie odpowiedzi. Kątem oka zauważyła, że ława przysięgłych zastygła w oczekiwaniu na to dość intymne wyznanie, nie zauważyła za to, by poruszyła się sama Alicia.
– Tak – odpowiedział w końcu Robert.
– Czy zdradzał pan swoją drugą żonę, Kayę Kahneman?
– Nigdy – odrzekł od razu.
– Czyli można założyć, że był pan lepszym mężem za drugim podejściem.
– Można tak założyć.
– Czy dla pierwszej żony założył pan firmę?
– Nie.
– Czy zrobił pan to dla drugiej żony?
– Tak.
– Czy był pan zdradzany przez Alicię?
– Z tego co mi wiadomo, nie.
– Czy był pan zdradzany przez Kayę?
Na to pytanie Robert rozchylił lekko usta i odwrócił na chwilę wzrok.
– Usłyszał pan pytanie, panie Kahneman?
– Tak – rzekł przez zaciśnięte zęby. – Wbrew pozorom, to nie jest takie łatwe.
– W takim razie zadam to pytanie inaczej – Joshua uśmiechnął się. – Czy kiedykolwiek czuł się pan zdradzany przez drugą żonę, Kayę Kahneman?
– Tak – odpowiedział po chwili zastanowienia.
– Z tego powodu zakończyło się wasze małżeństwo?
– W dużym skrócie.
– Tak czy nie?
– Tak.
Joshua odwrócił się w stronę przysięgłych.
– Robert Kahneman zostawił swoją wierną żonę i dwójkę dzieci, by ożenić się z dwadzieścia lat młodszą kobietą. To małżeństwo również się rozpadło, tym razem z powodu niewierności drugiej strony. Po tym wydarzeniu, Alicia Kahneman przyjęła byłego męża z powrotem, by uratować rozbitą rodzinę. Czy coś pominąłem?
– Wiele rzeczy – rzucił Robert zirytowany.
– Czy zdradzał pan Alicię podczas waszego drugiego małżeństwa?
– Tak.
– Czy zdradzał pan ją wielokrotnie z innymi kobietami?
– Nie.
– Czy tą jedną kobietą, z którą ponownie zdradzał pan Alicię, była Kaya Kahneman?
– Tak.
Joshua miał minę, jakby już wygrał tę sprawę. Uśmiech cisnął mu się na usta przez cały ciąg jego pytań i wydawało się, że im bardziej Robert jest poirytowany, tym Joshua jest szczęśliwszy. Ale na tym nie poprzestał.
– Można powiedzieć więc, że główny problem w waszym małżeństwie stanowiła Kaya Kahneman?
– Mieliśmy wiele innych problemów.
– Czy planował pan zostawić rodzinę i wziąć rozwód dla jakiejkolwiek innej kochanki?
– Nie.
– Można więc powiedzieć, że Alicia raczej nie przepadała za Kayą?
– Sprzeciw, spekulacje.
– Oddalam.
Robert posłał sędziemu krótkie spojrzenie, ostatecznie jednak przemówił, zmuszony oddaleniem.
– Pyta mnie pan czy Alicia nienawidziła Kayi wystarczająco mocno, by próbować ją zabić. Jak można na to odpowiedzieć?
– Można odpowiedzieć tak lub nie.
– Żadne uczucie żywione do kogokolwiek nie powinno być wystarczającym motywem. Jeżeli Alicia nienawidzi kogoś na tej sali, to tą osobą jestem ja. To ja podejmowałem decyzje, które ją skrzywdziły. To ja zdradzałem.
– A więc związek pana i Kayi Kahneman niewątpliwie skrzywdził Alicię.
– Niewątpliwie.
– Czy mimo to Alicia wybaczyła panu kolejne zdrady?
– Tak.
– Czy pan kiedykolwiek wybaczy Alicii próbę zabójstwa Kayi Kahneman?
Jessica Holm zerwała się z krzesła i krzyknęła „Sprzeciw”, jednak jednocześnie z nią dało się usłyszeć odpowiedź Roberta „Nie”, który dopiero po wypowiedzeniu partykuły zdał sobie sprawę, że właśnie pokazał przysięgłym, że sam wierzy w to, że Alicia jest winna.
– Podtrzymuję – powiedział zirytowany sędzia. – Proszę się pilnować panie Brown, to pierwsze ostrzeżenie. Proszę o usunięcie ostatniego pytania z protokołu, a przysięgłych o zignorowanie go.
– Nie mam więcej pytań do świadka – Joshua nie wydawał się być przejęty z powodu ostrzeżenia sędziego, wręcz przeciwnie, był z siebie widocznie bardzo zadowolony.
– A więc jak się zaczęło? – Kaya powtórzyła pytanie terapeutki, kupując sobie więcej czasu. Było jej głupio, że najpierw zirytowana złymi pytaniami, wymusiła swój sposób na przeprowadzenie wizyty, a teraz jej umysł wzbraniał się przed grzebaniem we wspomnieniach. Westchnęła, wiedząc, że nie może wiecznie uciekać i w końcu musi na głos opowiedzieć całą historię. Że musi zacząć mówić o Aidanie, mimo tego że ostatnie lata spędziła na uczeniu się życia ze świadomością, że już go nie ma. Wiedziała, że musi wyznać całą prawdę, tak zniekształcaną przez media w kulminacyjnych momentach sprawy. Przełknęła ślinę i przemówiła.
Był rok 1991, październik, Nirvana właśnie wydała Nevermind. Pochodziłam z Seattle, wyobraź sobie więc co czułam, widząc jaki sukces odnoszą. Niesamowity klimat, niesamowita euforia, zwłaszcza, że zawsze kręciłam się przy wytwórniach, które wyrastały wtedy jak grzyby po deszczu. Seattle sound, każdy dzieciak uczył się grać na gitarze, każdy znał członka grunge’owego zespołu. To był poniekąd sukces nas wszystkich. Z tym, że miesiąc wcześniej moja przyjaciółka, wokalistka mająca przed sobą ogromną karierę, została zgwałcona i brutalnie zamordowana. Nie potrafiłam tam żyć. Byłam młoda, miałam w CV współpracę z wieloma małymi wytwórniami, powinnam więc zostać, korzystać z tego, że grunge stał się modny w całej Ameryce. Ale nie umiałam. Poprosiłam więc kolegę, który był w branży dłużej, żeby znalazł mi pracę na drugim końcu kraju, wiedziałam, że będzie to wytwórnia, ale nie obchodziło mnie, co będę tam robić. Tak znalazłam się w Nowym Jorku, wynajmując mieszkanie z sześcioma innymi osobami, podając producentowi kawę i próbując zapomnieć o żałobie.
Mój szef był dość dobrym dźwiękowcem. Był też potężnym skurwysynem, który od razu dał mi do zrozumienia, że moje miejsce nie jest w studiu, przy nim, a już na pewno nie jest przy artystach. Wcześniej pozwalano mi na czynny udział w produkcji. Byłam młoda, ale szybko się uczyłam. Dawałam dobre wskazówki. Ale w Nowym Jorku byłam tylko asystentką, nikogo nie znałam, ciężko byłoby mi znaleźć inną pracę. Znosiłam to. Znosiłam to przez kilka miesięcy, aż nadeszła wiosna.
Tego dnia mój szef nagrywał z zespołem, który przyjechał do nas z Wielkiej Brytanii. Znałam tło tej współpracy, słyszałam wiele o Robercie Kahnemanie, który był dobrym znajomym szefa i jednym z najlepszych menadżerów, o jakim każdy rockowy zespół mógł marzyć. Usłyszał ich podczas swojej wycieczki i ściągnął do USA. Ja jak zwykle miałam w zwyczaju, miałam jedynie podać im kawę i wyjść, gdy jednak znalazłam się w studiu, pierwsze co pomyślałam, to to jak mogą tak bardzo krzywdzić tak dobry wokal. Skrzywiłam się, co Robert zauważył.
– Coś nie tak? – zapytał biorąc ode mnie kawę. Stał przy szefie z rękami założonymi na piersi. W kieszeni jasnej, dopasowanej koszuli wisiały ciemne Clubmastery. Zwróciłam na to uwagę, bo kilka dni wcześniej natknęłam się na wywiad z nim, w którym wychwalał Ray-Bany i zastanawiałam się, czy to reklama sponsorowana.
– To asystentka, nie zwracaj na nią uwagi – mój szef był już widocznie poddenerwowany, więc machnął na mnie stanowczo ręką, jednak Robert spoglądał na mnie wyczekująco. Miał ciemnobrązowe włosy, zaczesane do tyłu, czyli generalnie standardowa fryzura lat 90. Jego rysy twarzy były bardzo klasyczne, pociągła twarz z zarysowanym podbródkiem, wysokie kości policzkowe i brązowe oczy w ciemnej oprawie. Z artykułu wiedziałam, że dobiegał czterdziestki, ale na moje oko nie wyglądał na tyle, mimo tego że mimika jego twarzy była dość ograniczona i wyrażała zwykle skupienie, co paradoksalnie mogłoby nawet dodawać mu lat.
– Po prostu… – zaczęłam, starając się nie przejmować złością, którą mój szef miał wypisaną na twarzy coraz bardziej widocznie. – Brzmią tak jakby Joy Division próbowali grać piosenki Pixies – chciałam wytłumaczyć jak najbardziej obrazowo. – Uwielbiam jednych i drugich, ale to co dzieje się tutaj, jest straszne – wskazałam na szybę, za którą znajdował się zespół.
– Kaya, mogłabyś raz zająć się tym, co do ciebie należy i na czym się naprawdę się znasz? – warknął do mnie przełożony, jednak Robert uśmiechnął się, nie spuszczając ze mnie wzroku. W tym momencie muzyka ucichła i wszyscy odwróciliśmy się w stronę przeszklonej ściany.
– Chyba przestaliśmy nagrywać – usłyszałam wokalistę, którego standardowy głos również był bardzo atrakcyjny muzycznie. – Witaj Jane Birkin1, jestem Aidan, a to jest China Girl.
Zaśmiałam się na to bardzo pochlebne porównanie, po czym odruchowo dmuchnęłam w górę poprawiając grzywkę. W tym czasie cały zespół zjawił się przy nas, by słyszeć o czym rozmawiamy. Aidan wszedł jako ostatni i od razu podszedł, by podać mi rękę.
– Nazwa zespołu inspirowana Davidem Bowie, a więc trafiłam z tym Joy Division2 – mruknęłam najpierw do Roberta, na co uniósł brew, następnie odwróciłam się do Aidana: –Kaya – przedstawiłam się, a on kiwnął głową uśmiechając się zalotnie. Byłam przyzwyczajona do tego, że liderzy zespołów są raczej skłonni do flirtu z każdą nowo poznaną dziewczyną, dlatego nieszczególnie się tym przejęłam.
Aidan stanął obok Roberta, rzucając mu pytające spojrzenie. Był od niego niższy i widocznie młodszy. Włosy Aidana były dużo jaśniejsze, w studyjnym świetle wyglądały na jasnobrązowe, ale w słonecznym zapewne bardziej wpadały w ciemny blond. Były też nieco dłuższe i kręciły się w dość zabawny, niechlujny sposób. Miał jasne oczy i dziecięce, zaokrąglone policzki, w których widać było dołeczki, gdy się uśmiechał. Na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo niewinnie, mimo tego, że był dość dobrze zbudowany, co można było dostrzec przez lekko rozpiętą koszulę.
– Kaya porównała wasze brzmienie do Joy Division – zaczął Robert, na co Aidan widocznie pozytywnie się zaskoczył.
– To chyba dobrze? – zapytał.
– Niezupełnie – skrzywiłam się z przepraszającym uśmiechem. – Porównałam was do Joy Division próbującego grać Pixies, to trochę co innego.
– Przepraszam was za nią – mój szef wstał, jednak Robert uciszył go gestem dłoni, a mnie zachęcił do kontynuowania. Nie byłam pewna swojej racji, ale weszłam na etap, w którym bardziej chciałam dopiec przełożonemu, dlatego postanowiłam zagrać va banque.
– Masz świetny wokal, instrumentalnie słuchać duży potencjał, możecie być naprawdę dobrym gitarowym zespołem. Wykorzystać vibe rocka psychodelicznego do czegoś bardziej melodyjnego, prostszego.
– Masz na myśli coś konkretnego? – zapytał widocznie zaintrygowany Aidan.
– Możecie wykorzystać popularność grunge’u – zaczęłam i kątem oka zauważyłam jak mój szef przewraca oczami. Zignorowałam to. – Dam wam kilka płyt, powiem na co zwrócić uwagę. Melodyjny wokal jak w Pearl Jam, chwytliwość i prostota Nirvany, instrumentalność Soundgarden i… no może Alice in Chains z was nie będzie. Za to klimaty Mother Love Bone, czy Screaming Trees… Tak czy inaczej to jest teraz przepis na sukces w Ameryce. Jeżeli chcecie szybko zaistnieć, to najlepszy sposób i najlepszy czas. Tylko to miejsce nie jest najlepsze.
– Jakie jest dobre? – odezwał się Robert i to pytanie było już zbyt obraźliwe dla mojego szefa.
– Muzyka ćpunów, która zniknie tak szybko jak się pojawiła, czy możemy wrócić do pracy?
– Jesteś za stary – zwróciłam się bezpośrednio do szefa. – Rock się zmienia, to już nie są czasy Led Zeppelin. Ja jestem potencjalnym odbiorcą, wiem co podoba się moim rówieśnikom.
– Nie masz pojęcia o rynku muzycznym, przyjechałaś do Nowego Jorku z obskurwiałego Seattle i myślisz, że wiesz na czym polega produkcja w światowej klasy wytwórni, po wyprodukowaniu kilku marnych gniotów, które puszczają sobie narkomani. – Puściły mu nerwy. – Zwalniam cię.
– W porządku. – Wzruszyłam ramionami. – Zjawię się po odprawę – rzuciłam na odchodne i wyszłam ze studia. Nie minęła nawet minuta, gdy dogonił mnie Aidan.
– A więc Seattle – złapał mnie za ramię. – Chyba możesz nam się przydać.
Kaya urwała i wbiła wzrok w podłogę.
– Rozumiem, że pojechałaś z nimi? – spytała terapeutka. – Zostałaś obdarzona dużym kredytem zaufania.
– Wydaje mi się, że wszyscy byli po prostu zagubieni. – Wzruszyła ramionami. – Robert wiedział, że mają talent, ale że nie osiągną sukcesu komercyjnego z aktualnym materiałem. Nie był pewien, w którą stronę ich poprowadzić, a oni nie czuli kompletnie tego, co zaoferował im producent. Byłam chyba po prostu pierwszą osobą, która zwróciła im na to uwagę i ściągnęła na ziemię.
– Wahałaś się? Bałaś się powrotu?
Kaya kiwnęła głową przygryzając wargę. Jej wzrok błąkał się po zakrzywieniach drewnianej podłogi w miejscach, gdzie była widoczna pod stonowanymi, ciężkimi dywanami.
– Wiedziałam, że powrót wpłynie na mnie destrukcyjnie.
1 Brytyjska aktorka i piosenkarka, która szczytową popularność uzyskała w latach 60 i 70. Jej fryzura – proste włosy i grzywka – stanowi cechę charakterystyczną, do której nawiązuje Aidan.
2 Pierwsza nazwa zespołu Joy Division brzmiała „Warsaw” i również była inspirowana piosenką Davida Bowie.
– Już prawie zapomniałam, jak wygląda moje własne biuro – powiedziała Kaya chodząc w kółko po pomieszczeniu, które sama zaprojektowała.
Każdy plakat muzyczny był zamówiony w innym rozmiarze, by wkomponować się w układy większych konstelacji, tworząc na każdej ścianie istne gallery wall. Kolorystyka każdego z nich została zmieniona, tak by pasowała do mebli, w większości zrobionych z rattanu i plecionki wiedeńskiej.
– Olivia dbała o moje rośliny – zauważyła z uśmiechem. – Ta jest chyba dwa razy większa! – Wskazała palcem na strelicję stojącą w rogu biura.
Robert stał w drzwiach z rękami włożonymi w kieszenie i z radością obserwował, jak Kaya na nowo odkrywa swoje stare miejsce pracy.
– Przyznam się, że czasami sam zajmowałem to biuro – powiedział. – Urządziłaś je naprawdę ze smakiem.
– Nie kłam, pewnie przyjmowałeś tutaj kochanki – Kaya podeszła do niego i położyła mu dłonie na klatce piersiowej.
– Kochanki? – prychnął sarkastycznie. – Kto by miał na nie siłę przy tobie.
– Nasze wakacje chyba cię wykończyły – szepnęła mu do ucha, a gdy odchyliła się od niego, dodała, już całkiem na poważnie: – Dziękuję.
Robert kiwnął jej głową i cmokając ją w policzek na pożegnanie, wyszedł z jej biura. Jego miejsce od razu zajęła drobna, młoda dziewczyna o latynoskiej urodzie. Powitała Kayę głośnym krzykiem ekscytacji, po czym rzuciła się jej w ramiona.
– Boże, jak tęskniłam! – krzyczała jej do ucha. – Nie było cię stanowczo za długo, nie miałam już z kim żartować!
– Też się cieszę, że cię widzę, Olivia – zaśmiała się Kaya, próbując wyswobodzić się z uścisków dziewczyny. – Ale jak zaraz mnie nie puścisz, to będziesz musiała dzwonić po karetkę i znów zniknę na trochę.
– O mój Boże, przepraszam! – Odsunęła się, próbując zahamować swoją nadpobudliwość. – Wiem co zrobię. Przyniosę ci twoją ulubioną kawę! Co prawda tę kawiarnię już zamknęli, ale znam inną…
– Spokojnie, dziś jestem już wystarczająco pobudzona – przerwała jej Kaya.
– Wypoczęta po urlopie – Olivia dała jej kuksańca. – Robert wspominał, że lecicie na Bahamy, widzę, że jesteś nawet opalona! Przepraszam, tak dawno cię nie widziałam, że nie mogę przestać gadać, a na pewno potrzebujesz trochę czasu dla siebie!
– Odrobiny – rzekła przepraszającym tonem.
– Już mnie tu nie ma! W razie czego dzwoń, wewnętrzny…
– Pamiętam numer – przerwała jej Kaya i uśmiechnęła się na pożegnanie, a Olivia pokazując gest zamykania buzi na kłódkę, wyszła z biura i ostrożnie zamknęła za sobą drzwi.
Lubiła dziewczynę, ale odetchnęła z ulgą, gdy została już sama. Usiadła na biurku i spoglądając na podłogę zauważyła, że dywan jest wymieniony. Poprzedni miał dużo jaśniejszy odcień. Odcień, na którym wyjątkowo mocno odznaczała się jej krew.
Znieruchomiała przypominając sobie, w jakich okolicznościach opuściła to biuro ponad rok temu. Przypomniała sobie ogromny ból w podbrzuszu, to jak upadła na podłogę krzycząc i minę Roberta, który wbiegł do pokoju, gdy tylko ją usłyszał. Jego twarz, gdy w szpitalu dowiedzieli się, że dla ich córki jest już za późno. Jego płacz po tym jak odpowiedział twierdząco na pytanie, czy chcą ją zobaczyć. Patrzył na nią, a Kaya patrzyła na niego. I wydawało jej się, że może nie byłaby dobrą matką, skoro widok płaczącego mężczyzny, który przychylił jej nieba ranił ją nawet bardziej, niż widok jej własnego martwego dziecka.
Była w ósmym miesiącu ciąży. Wciąż pracowała i dlatego myślała, że to jej wina. Że go zawiodła. Zawsze był dobrym mężem, ale gdy nosiła pod sercem jego dziecko, przechodził samego siebie. Wydawało jej się, że na niego nie zasługuje. Właściwie myślała tak do teraz.
Wstała z biurka i bez słowa udała się na drugi koniec piętra, lekceważąc przy tym wszystkie pomruki zdziwienia i okrzyki radości na jej widok. Weszła do biura Roberta i zastała go podczas rozmowy telefonicznej, z nogami wyciągniętymi na biurko.
Widząc jej minę, urwał szybko rozmowę. Odłożył słuchawkę i zdjąwszy nogi z biurka, oparł się o nie łokciami.
– Coś się stało?
– Możemy się zamienić? – zapytała lekko trzęsącym się głosem. – Biurami, mówiłeś, że moje też ci się podoba – wtrąciła szybko, jednak Robert zacisnął usta, dokładnie wiedząc o co chodzi.
– Tego się obawiałem. – Podszedł do niej i przytulił mocno. – Mogłem to zarządzić od razu, przepraszam.
– Nie przepraszaj mnie za to, że znów mi odwaliło – zirytowała się jego dobrocią cofając się o krok.
– Mogłem to przewidzieć.
– Zamienisz się, czy nie? – zapytała dość niegrzecznie, będąc zła za swój ton już sekundę później.
– Oczywiście, że tak.
Odetchnęła głośno i kiwnęła głową, po czym usiadła na fotelu, tak jakby ta rozmowa zupełnie ją wykończyła. Robert skrzywił się widząc, że jednak nie jest z nią aż tak dobrze jak myślał, dlatego zastanowił się na moment.
– Wiesz co, mam lepszy pomysł. – Przysiadł na biurku. – Zrobimy ci nowe miejsce do pracy. Z tamtego biura zrobimy jakiś magazyn, co? Nie będziesz musiała w ogóle tam wchodzić.
Kaya kiwnęła jedynie głową, bojąc się, że za chwilę się rozklei.
– Chcesz wrócić dziś do domu? – zapytał niepewnie.
– Nie – odrzekła stanowczo, wstając. – Pójdę do studia. Pobawię się, może wpadną mi do głowy jakieś pomysły.
– Dziś nic nie nagrywamy, jest całe twoje – uśmiechnął się, wracając na swoje miejsce za biurkiem.
– Kaya? – Zatrzymał ją przy wyjściu, więc odwróciła głowę. – To nie była twoja wina.
Zacisnęła mocno usta, po czym przełknęła ślinę i wyszła.
– A więc po kilku miesiącach w Nowym Jorku wróciłaś do Seattle, jako… asystentka? – zapytała terapeutka.
– Robert wymyślił mi pięknie brzmiące stanowisko o nazwie „konsultantka muzyczna” – zaśmiała się Kaya. – Myślę, że na początku był trochę rozczarowany, w końcu był bardzo znanym menadżerem, którego razem z podopiecznymi ciągałam po różnych obskurnych klubach i undergroundowych koncertach. To nie ten typ człowieka, nie za bardzo mu się to podobało.
– A jak podobało się China Girl?
– Och, klimat Seattle ich porwał – uśmiechnęła się na to wspomnienie.
Prócz Aidana, który śpiewał i okazjonalnie grał na gitarze, zespół składał się z gitarzysty Petera, basisty Paula i perkusisty Iana. W większości formacji, które znałam, rzeczywiście lider musiał być raczej najbardziej charyzmatyczną postacią, jednak to reszta zespołu zazwyczaj najmocniej imprezowała. W ich przypadku było inaczej. Aidan stanowił najbardziej kolorową i nieobliczalną część zespołu, wydawało mi się, że po prostu pochłaniał energię wszystkich dookoła i to nie w złym tego słowa znaczeniu. Był typowym ekstrawertykiem, często znikał i przychodził ze zgrają nowo poznanych ludzi, których nazywał swoimi przyjaciółmi. To z kolei była jednocześnie dobra i zła cecha. Był zbyt ufny, zbyt wylewny. Jedynym miejscem, w którym zachowywał pełne skupienie było studio. Tam potrafił uciszać resztę za głośne oddychanie. Często kończyło się to tak, że wszyscy się irytowali i wychodzili, a gdy wracali, Aidan miał gotowy nowy pomysł ze skończonym tekstem, zazwyczaj tak genialnym, że zapominaliśmy, że nas zdenerwował. Był tylko jeden problem. Aidan nie był z Seattle, nikt z nich nie był. Nikt z wyjątkiem mnie. Siedziałam więc w studiu po godzinach i próbowałam obrabiać to, co wymyślił Aidan. Dodawać swoje linie melodyczne, odrobinę zmieniać koncepcje, uproszczać to, co stworzył.
– Nie miał do tego zastrzeżeń?
– Aidan był odrobinę narcystyczny, jeżeli chodzi o muzykę. Często nie zauważał drobnych zmian, a duże brał za swoje. Nie przeszkadzało mi to, moją rolą było bycie tłem. Za to Robert często uśmiechał się pod nosem i dawał mi kuksańce mówiąc, że odwaliłam kawał dobrej roboty. Po którejś piosence chyba przekonał się, że rzeczywiście jestem w stanie im pomóc.
– Rozumiem, że ta profesjonalna współpraca zamieniła się w końcu w coś więcej?
Kaya zacisnęła usta, myśląc od którego momentu powinna kontynuować opowieść.
Im więcej piosenek mieliśmy, tym większą presję na sobie czułam, a co za tym idzie przestałam ciągać ich po klubach, a zaczęłam siedzieć sama w studiu. Oczywiście zdarzało się, że na imprezach ktoś rzucił do mnie dwuznacznym komentarzem, jako że byłam jedyną dziewczyną w tym towarzystwie, jednak nigdy nie traktowałam tego poważnie. Nie mówię o Robercie, on zawsze był ponad nami, jeżeli chodziło o jakiekolwiek żarty. Zachowywał się bardzo profesjonalnie, wiedziałam też, że ma rodzinę, dlatego nie przeszło mi przez myśl, że może mieć wobec mnie jakiekolwiek romantyczne intencje. Czułam się wręcz przy nim jak niedojrzała nastolatka. Zapewne dlatego w momencie, który mógł jednoznacznie pokazać mi jak nasze relacje w grupie widzieli inni, kompletnie nie wyczułam nawiązania do Roberta, a oczywistym było dla mnie jedynie to do Aidana.
Tego dnia Robertowi udało się załatwić China Girl pierwszy mini koncert z nowym materiałem. Mieli zagrać jako support jednego z dużych zespołów, dlatego był to dla nas wszystkich ogromny sukces. Poszliśmy więc do restauracji i chyba Peter, tak, chyba on, zaczął rozmowę o ulubionych zespołach i inspiracjach. Każdy wymieniał coś po kolei i Robert wspomniał, że prywatnie siedzi raczej w klimatach The Smashing Pumpkins, a poza tym jest z Chicago, więc czuje też z nimi podwójną więź. Wtedy Ian rzucił coś w stylu „no pięknie, mamy tutaj niezły trójkąt, Billy Corgan, Courtney Love i Kurt Cobain”. Pamiętam, że Robert bardzo spoważniał, ale wtedy nie miałam pojęcia, że Courtney przed ślubem z Cobainem była narzeczoną Corgana. Ot, taka ciekawostka dla fanów. Skupiłam się więc o wiele bardziej na oczywistym porównaniu mnie i Aidana do świeżo poślubionej pary muzyków. Był w końcu rok 1992 tak, że było o tym dość głośno.
Po tym spotkaniu Robert widocznie się zdystansował, czego też z początku nie zauważyłam. Przez to jednak więcej czasu zaczęłam spędzać z Aidanem, który zamiast Roberta stał się moim towarzyszem podczas późnych godzin w studiu, gdy pracowałam nad ich materiałem.
Ich pierwszy koncert był bardzo udany. Od razu dostali propozycje zagrania kolejnych, dlatego wiedzieliśmy, że idziemy w dobrą stronę. Upojeni tymi powtarzającymi się, małymi sukcesami, na początku wszyscy ignorowaliśmy fakt, że Aidan podczas spoufalania się z lokalnymi muzykami, nie stroni od narkotyków. Nie chcę mówić, że takie były czasy, bo to go nie usprawiedliwia, ale nie oszukujmy się, wtedy wszyscy przymykali na to oko.
Po jednym z koncertów, gdy wszyscy byliśmy już w hotelu, Aidan przyszedł do mojego pokoju, kompletnie pod wpływem. Pamiętam, że mocno na niego nakrzyczałam. Powiedziałam, że ma się wziąć w garść i skupić się na muzyce.
– Wpuścisz mnie? – zapytał ledwo trzymając się na nogach.
– Nie mam zwyczaju wpuszczać naćpanych gości do własnego pokoju – odpowiedziałam stanowczo, ale gdy upadł próbując złapać się klamki, westchnęłam i otworzyłam mu drzwi.
Wiedziałam, że jest w takim stanie, że nie mam właściwie czego się obawiać, mimo to gdy zasnął na mojej podłodze, ja nie spałam przez całą noc. Siedziałam w drugim kącie pokoju i obserwowałam go całymi godzinami. Gdy się obudził i zobaczył mnie zmęczoną z podkrążonymi oczami, prawie spalił się ze wstydu. Przepraszał mnie bez końca, pytał czy nie zrobił w nocy czegoś głupiego, a ja byłam tak sparaliżowana, że po prostu wyszłam mając ochotę się rozpłakać. Aidan myślał, że byłam nim tak rozczarowana i zażenowana, ale prawda była zupełnie inna.
Tego wieczoru przyszedł do studia, wiedząc, że będę pracować.
– Wpuścisz mnie? – nieświadomie powtórzył swoje pytanie z poprzedniego dnia. Zauważyłam, że jest tym razem całkowicie trzeźwy, dlatego kiwnęłam głową i wskazałam mu miejsce przy konsoli. Widziałam, że chce porozmawiać, więc odłożyłam gitarę na ziemię.
– Linia basowa? – zapytał na wstępie. Jego wzrok błądził po podłodze, zupełnie jakby bał mi się spojrzeć w oczy.
– Zgadza się, próbuję dodać trochę psychodelicznego klimatu. Ale to chyba powinnam zostawić tobie – wzruszyłam ramionami, a Aidan westchnął.
– Przepraszam.
– Nie musisz mnie przepraszać, po prostu uważaj z tym. Wiele karier skończyło się przez to przedwcześnie, chyba nie muszę ci tego powtarzać.
– Przepraszam cię głównie za wczoraj – wtrącił, podnosząc wzrok.
Zacisnęłam usta.
– Nic się nie stało – ponownie wzruszyłam ramionami.
– Będę zupełnie szczery – zamknął oczy. – Nie pamiętam zbyt wiele. Nie wiem, czy coś zrobiłem, czy…
– Nic między nami nie zaszło, jeżeli to masz na myśli.
– Jestem pewien, że nawet nieświadomie nie zrobiłbym ci krzywdy – powiedział szybko. – Bałem się raczej o to, że powiedziałem coś głupiego, albo jakoś cię uraziłem. Rano sprawiałaś wrażenie przerażonej.
Nie chciałam o tym rozmawiać. Z nikim. Ale jednocześnie nie chciałam, by to nieporozumienie przekreśliło naszą udaną współpracę muzyczną, dlatego wiedziałam, że muszę wyjaśnić mu moje dziwaczne zachowanie. Poczułam, jak oczy zaczynają mi się szklić, na co Aidan otworzył swoje szerzej. Wzięłam głęboki oddech.
– Zanim opuściłam Seattle, pracowałam z bardzo obiecującym zespołem – zaczęłam. – Moja najlepsza przyjaciółka była jego frontmanką. Boże, co za głos – urwałam. – Byliśmy przy końcu nagrywania płyty. Była zmęczona, ale ja chciałam dalej nagrywać, szło nam genialnie. Skończyliśmy późno w nocy, zespół się zmył, my zostałyśmy we dwie, odsłuchując jeszcze efekty. Pamiętam, jak powiedziała, że najwyższa pora byśmy wróciły już do domu, ale ja byłam zdeterminowana, żeby przesłuchać resztę, dlatego puściłam ją samą.
Urwałam, odwracając wzrok, a Aidan złapał moją dłoń. Poczułam ciepło, a po jego twarzy widziałam, że naprawdę przejął się moją historią.
– Następnego dnia znaleźli ją martwą – dokończyłam, czując jak po moich policzkach pociekły łzy. – Może gdybyśmy poszły razem…
Aidan przytulił mnie nagle tak mocno, że zabrakło mi tchu. Chyba potrzebowałam się wygadać, tak jak potrzebowałam czyjejś bliskości. Objęłam go mocno i trwaliśmy w tym dziwnym uścisku przez kilka dobrych minut.
Gdy odsunęliśmy się od siebie, zadał mi pytanie:
– To dlatego siedzisz tutaj codziennie do późna i wracasz sama? Winisz siebie i podświadomie myślisz, że zasługujesz na to samo?
To mnie roztrzaskało. Nigdy nie spotkałam kogoś, kto tak trafnie zdiagnozowałby mnie po jednej szczerej rozmowie. Czułam się, jakby wszedł do mojej głowy. Nie odpowiedziałam, tylko skrzywiłam się.
– Nie bałam się wczoraj, że coś mi zrobisz. Ale samo twoje najście mnie przestraszyło i przed oczami stanęła mi moja przyjaciółka. Którą też w nocy zaskoczył ktoś kompletnie naćpany – powiedziałam zupełnie szczerze, co właściwie zdziwiło mnie samą. – Znów poczułam się winna, a twój widok na mojej podłodze nieustannie mi o tym przypominał.
– Przepraszam – powtórzył. – Nigdy nie wybaczę sobie, że tak to zepsułem…
– Nie zepsułeś – zaśmiałam się lekko, rozładowując przy tym atmosferę. – Po prostu udajmy, że to się nigdy nie wydarzyło. Mamy zbyt dobry muzyczny vibe, żeby przestać razem pracować – uśmiechnęłam się do niego, ale zauważyłam jego zakłopotaną minę i nagle uświadomiłam sobie, że nie o współpracy mówił.
– Och – wyrwało mi się, a Aidana praktycznie zmroziło.
Rozśmieszyło mnie to, bo tak jak opowiadałam wcześniej, Aidan był urodzonym liderem, ekstrawertykiem i duszą towarzystwa, który nagle stał się tak zawstydzony i speszony, że nawet ja poczułam się z tym nieswojo.
Widocznie oczekiwał aż coś powiem, a ja nie byłam pewna, co tak naprawdę powinnam powiedzieć. Zamiast tego przyglądałam mu się i nagle zaczęłam zauważać te wszystkie spojrzenia, ukradkowe komplementy i żarty. To, że gdy śpiewał, patrzył na mnie, to, że gdy pokazywał mi teksty i oczekiwał na moją reakcję, zawsze mrużył oczy, tak jakby stało za tym coś jeszcze i być może sprawdzał, czy w końcu się zorientowałam. Dostrzegłam jego zawsze opadający na twarz kosmyk włosów, jego ufne, duże oczy. Nie wiedzieć czemu, nagle zrobiło mi się gorąco i zastanawiałam się jak to jest, że czasami znasz kogoś, widzisz go codziennie, ale jednocześnie go nie zauważasz.
Chyba dostrzegł tę zmianę w moich oczach, bo nachylił się i pocałował mnie. Z początku byłam zaskoczona i nie ruszyłam się, więc ujął moją twarz w dłonie i lekko odsunął się, jakby chciał sprawdzić moją reakcję. Wtedy to ja przyciągnęłam go do siebie.
Po chwili pociągnął mnie ku górze, a gdy oboje wstaliśmy, podniósł mnie lekko i posadził na konsoli. Zaczął całować moją szyję i wsunął mi rękę pod bluzkę, czego nie przerwałam, ale gdy poczułam, jak rozsuwa moje kolana, odsunęłam go delikatnie.
– Aidan, ja nigdy… – zaczęłam, trochę zakłopotana, bo myślę, że nie spodziewał się takich słów od niemal dwudziestoletniej dziewczyny obracającej się w raczej dość rozwiązłym towarzystwie.
Słysząc to od razu odsunął się ode mnie i myślałam, że w jakiś sposób go odstraszyłam. Uśmiechnął się jednak i pocałował mnie ponownie, tym razem bardziej czule, lecz dużo krócej.
– W takim razie na pewno nie zrobimy tego tutaj – zaśmiał się. – Oczywiście nie zrobimy tego w ogóle, jeżeli nie będziesz chciała – dodał szybko, na co tym razem to ja się zaśmiałam.
– Nie tutaj – zgodziłam się, a Aidan pocałował mnie jeszcze raz, po czym pomógł mi zsunąć się z konsoli.
– Odprowadzę cię – podał mi dłoń. – Od dzisiaj nigdy nie wracasz sama, rozumiemy się?
– Pierwsze doświadczenia seksualne sprawiają, że bardzo idealizujemy ludzi, z którymi je realizowaliśmy – powiedziała terapeutka. – Jeżeli Aidan był twoim pierwszym partnerem, jest to zupełnie naturalne, że bagatelizowałaś jego wady.
– Bagatelizowałam je z początku. – Wzruszyła ramionami Kaya. – Bardzo szybko zrobiło się znacznie gorzej.
– Chcielibyśmy wezwać na świadka Nicholasa Hilla.
Kaya drgnęła i instynktownie odwróciła się w stronę przyjaciela, który jednak nie spoglądając nawet w jej stronę wstał z miejsca. Miała ochotę krzyknąć i zatrzymać go, jednak absolutna cisza na sali i ogólna atmosfera tego miejsca sprawiły, że znieruchomiała. Wypuściła głośno powietrze ze wściekłości. Nick miał zeznawać dla obrony. A teraz, w sekundzie, gdy go wywołali wiedziała już o czym opowie i jakie będzie to miało konsekwencje dla sprawy.
– Nicholas Hill, urodzony dwudziestego siódmego listopada 1966 roku w San Diego. Zgadza się?
– Wszystko się zgadza – Nick kiwnął głową.
– Jest pan jakkolwiek spowinowacony z oskarżoną, poszkodowaną bądź ofiarą?
– Przez wiele lat byłem trenerem tenisa poszkodowanej, to jest Kayi Kahneman. Zaprzyjaźniliśmy się podczas naszej współpracy i przez pewien czas byliśmy też współlokatorami.
– Rozumiem, że przyjaźń z Kayą Kahneman zapewniła panu pewną wiedzę na temat jej związków, zarówno z mężem oskarżonej, jak i ofiarą?
Nick posłał Kayi przepraszające spojrzenie.
– Myślę, że tak.
– Poznał pan obu partnerów przyjaciółki?
– Nie, znałem tylko Roberta. Zaczęliśmy współpracę, gdy byli już po ślubie.
– Był pan świadomy romansu Kayi z Aidanem Hartleyem podczas trwania jej małżeństwa?
– Nie nazwałbym tego romansem.
– Czy był pan świadomy, że Kaya regularnie spotykała się z Aidanem Hartleyem podczas trwania jej małżeństwa z Robertem Kahnemanem?
– Tak.
– W tym samym czasie przyjmował pan od niego wynagrodzenie?
– To Kaya mi płaciła.
– Więc nie czuł się pan winny względem Roberta Kahnemana?
– Nie czuję się odpowiedzialny za decyzje innych ludzi. Nawet jeżeli są moimi przyjaciółmi.
– Czy pana zdaniem ich małżeństwo było udane?
– Tak, myślę, że było bardzo udane.
– Czy sądzi pan, że Robert kiedykolwiek wróciłby do swojej byłej żony Alicii, gdyby Kaya od niego nie odeszła?
– Nie. – Pokręcił głową stanowczo. – Nigdy nie poznałem Aidana, więc może moje stanowisko nie jest obiektywne, ale znam Roberta i wiem, jak silne było jego uczucie do Kayi. Wrócił do rodziny z poczucia obowiązku, gdy stracił nadzieję na to, że kiedykolwiek się zejdą.
– Rozumiem – Joshua uśmiechnął się, widząc jak rosnąca spirala nienawiści Alicii do Kayi, a zarazem motyw napędzają się z każdą kolejną odpowiedzią. – Przenieśmy się kilka lat w przód. Mieszkał pan w Nowym Jorku z Kayą Kahneman podczas trwania jej sprawy rozwodowej?
– Nie, Kaya przeniosła się do hotelu kilka miesięcy przed rozwodem.
– Dlaczego?
Nick spuścił na chwilę wzrok.
– Myślałem, że była gotowa, by stanąć na nogi.
– Prawda okazała się być inna?
– Nie chciała żebym dowiedział się, że odnowiła relację z Aidanem Hartleyem.
– Dlaczego?
– Bo bym jej to odradził – wzruszył ramionami. – Miałem nadzieję, że wróci do Roberta prędzej czy później. Wiadomość o rozwodzie mocno mnie przybiła.
– Czyli nie wiedział pan o ich ponowionym romansie od samego początku?
– Nie.
– Nie wiedział pan też, że w tym samym czasie, przed, podczas i po sprawie rozwodowej Kaya miała romans z byłym i właściwie przez pewien czas – aktualnym –mężem?
– O wszystkim dowiedziałem się dużo później.
– Proszę przybliżyć wysokiemu sądowi te okoliczności, jako że te zeznania zmieniał pan podczas trwania śledztwa.
Kaya odchyliła głowę oddychając ciężko. Nick zauważył to i zanim przemówił, przełknął ślinę.
– Gdy Kaya pierwszy raz powiedziała mi o tym, że utrzymuje stosunki zarówno z Aidanem, jak i Robertem byłem mocno… – urwał szukając odpowiedniego słowa. – Byłem mocno zirytowany. Nie spodobało mi się to, nie mogłem uwierzyć, że po wszystkim co przeszła, ponownie się w to wpakowała. – westchnął. – Powiedziałem kilka gorzkich słów, powiedziałem też, że to wszystko skończy się tragicznie i jak widać miałem rację. Ale nie widzieliśmy się od tamtej pory aż do…
– Aż do? – Joshua zmrużył oczy.
– Kilka miesięcy później przyszła do mnie roztrzęsiona. Gubiła się w słowach, chyba sama nie wiedziała do końca, co chce mi powiedzieć, ale przyznała mi rację, że to wszystko był błąd. Dopytywałem ją długo i w końcu przyznała, że Alicia o wszystkim się dowiedziała i zadzwoniła do niej.
– Czy Kaya wspomniała co dokładnie powiedziała jej Alicia przez telefon?
– Tak. – Wziął głęboki oddech – Nie wzięła tego wtedy na poważnie, ale Alicia zagroziła jej, że jeżeli jeszcze raz zbliży się do Roberta i jej rodziny, to ją zabije.
Joshua nie panował już nad swoim uśmiechem.
– Nie mam więcej pytań.
– Zarządzam krótką przerwę. – Sędzia wstał, a w ślad za nim poszli wszyscy obecni na sali. Nick szybko udał się w stronę wyjścia nie chcąc konfrontować się z Kayą, jednak ta była zdeterminowana i odnalazła go w tłumie, łapiąc go mocno za nadgarstek.
– Powiedziałeś, że zeznajesz dla obrony – syknęła.
– Doskonale wiesz, dlaczego. Wolałabyś, żebym zmieszał cię z błotem, wiem. I uważam, że to chore.
– Obiecałeś mi, że im tego nie powiesz! Obiecałeś mi! – warknęła szeptem, a Nick wyrwał się z jej uścisku.
– Nie pozwolę ci wziąć winy na siebie za to, że jakaś wariatka miała odwagę pociągnąć za spust, rozumiesz?! Zrobiła to dwa razy, to nie był wypadek – odburknął jej, a Kaya puściła go próbując nie rozpłakać się na środku korytarza pełnego przepychającego się tłumu, w którym Nick był jej jedynym przyjacielem.
Mimo że wtedy uważała, że stanął po przeciwnej stronie.
– Wejdź proszę – zawołała Kaya zza biurka.
– Zajęty dzień? – Robert wszedł i zamknąwszy za sobą drzwi, usiadł na fotelu naprzeciw żony.
– Wolę siedzieć w studiu, ale raz na jakiś czas trzeba odwalić papierkową robotę i ten dzień nastał dziś. – Dmuchnęła w górę poprawiając grzywkę. – Powiedz, że chcesz zabrać mnie na obiad – westchnęła.
– Też. – Kiwnął głową ze śmiechem. – Ale mam do ciebie pytanie – powiedział niepewnie, rzucając na stół kopertę.
– Co to? – Skrzywiła się od razu.
Robert nachylił się nad biurkiem i złapał jej dłonie.
– Wiem, że tego nie lubisz i nawet nie śmiałem o to wcześniej pytać – zaczął. – Ale czujesz się już dużo lepiej, wróciłaś do pracy i idzie ci świetnie. Myślę, że w końcu mogłabyś pojawić się gdzieś publicznie, wiesz, że to będzie dobre dla wytwórni – mówił spokojnie i przekonująco, lecz skrzywienie twarzy Kayi pogłębiało się z każdym kolejnym słowem. – Nie patrz na mnie w ten sposób, ta mina już na mnie nie działa – zaśmiał się.
– Czy ktoś od nas jest w ogóle nominowany? – westchnęła znów opadając na fotel.
– Tego jeszcze nie wiem. Ale rozdanie nagród jest na początku przyszłego roku, będziesz miała naprawdę dużo czasu, żeby przygotować się do tego psychicznie – powiedział rozbawionym tonem, obserwując jak Kaya burmuszy się niczym małe dziecko. – Dobrze, a jeżeli powiem, że będzie mi niezmiernie miło, gdy w końcu mi potowarzyszysz na takiej uroczystości i w końcu będę miał z kim pogadać na tych wszystkich nudnych przemówieniach i średnich występach?
– Trzeba było tak od razu. – Posłała mu wymuszony uśmiech, na co wybuchł śmiechem.
– No prawie ci uwierzyłem, że z miłą chęcią zrobisz to dla mnie. – Pokręcił głową. – Gala odbędzie się w Nowym Jorku, polecimy tam kilka dni wcześniej i rozgościmy się w domu.
– Mamy dom w Nowym Jorku? – zapytała unosząc jedną brew z uśmiechem, który jednak spełzł z jej twarzy sekundę później. – Czekaj, masz na myśli…
– Alicia z dziećmi wrócili do Chicago – wtrącił spokojnym tonem. – Kupiłem im tam większy dom, nie musisz mieć…
