Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
11 osób interesuje się tą książką
Emily Jenkins wychowywała się wśród dźwięków muzyki. Czarowała głosem, a grać na fortepianie nauczyła się szybciej niż tabliczki mnożenia. Jednak to jej najlepszy przyjaciel – Adam Williams – dostał wyjątkową szansę, a zwykła i pełna nieporozumień kłótnia przekreśliła ich bliską znajomość.
Teraz Adam jest idolem milionów i ulubieńcem amerykańskiej prasy. Koncertuje po świecie, bawi się na najbardziej prestiżowych imprezach, a każda jego płyta sprzedaje się z zawrotną prędkością. Emily natomiast codziennie marzy tylko o jednym – by wrócić do najgorszego dnia w życiu i zmienić to, co zostało zepsute.
Gdy los w końcu łączy ich ścieżki, zmienia się wszystko. A wystarczyły jedna impreza, jeden incydent i jedno spojrzenie.
Książka wydana przez Wydawnictwo Ailes, Hm... zajmuje się dystrybucją.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 510
Alexandra Claire ® Pokochaj mnie
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środowiskach masowego przekazu
wymaga pisemnej zgody twórcy.
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2025
ISBN EBOOK: 978-83-68695-29-8
Redakcja: Katarzyna Muszyńska
Korekta: Anna Kucharska
Projekt grafi czny okładki: Paula Adamowicz
Skład: Marcin Halski
WYDAWNICTWO AILES
Telefon: 518833244
Adres: ul. Sobieskiego 225/9 42-580 Wojkowice
Werjsa papierowa dostępna na:
WWW.WYDAWNICTWOAILES.PL
Książka skierowana jest do osób dorosłych ze względu na opisy scen łóżkowych. Pojawiają się również wulgaryzmy, został także poruszony temat palenia papierosów elektronicznych. Jeśli masz mniej niż osiemnaście lat lub jesteś osobą wrażliwą na tego typu treści, weź to, proszę, pod uwagę podczas czytania.
Przyjemności!
Alexandra Claire
Dla tych, którym muzyka rozświetla dzień, nawet gdy za oknem jest ponuro.
1. 8 Letters – Why Don’t We
2. All You Had To Do Was Stay (Taylor’s Version) – Taylor Swift
3. Amnesia – 5 Seconds of Summer
4. Arcade – Duncan Laurence
5. California Dreamin’ – Sia
6. Chemicals – The Vamps
7. Close As Strangers – 5 Seconds of Summer
8. Don’t Wake Me Up – Jonas Blue, Why Don’t We
9. Fallin’ (Adrenaline) – Why Don’t We
10. Fallin’ All In You – Shawn Mendes
11. Felling Good – Michael Bublé
12. I Know Places (Taylor’s Version) – Taylor Swift
13. Illicit Affairs – Taylor Swift
14. Lose Somebody – Kygo, OneRepublic
15. Mood (feat. Iann Dior) – 24kGoldn, Iann Dior
16. Never Tear Us Apart – Bishop Briggs
17. Stuck With U (feat. Justin Bieber) – Ariana Grande, Justin Bieber
18. This Love (Taylor’s Version) – Taylor Swift
19. WOW – Zara Larsson
20. How You Get The Girl (Taylor’s Version) – Taylor Swift
Pojutrze wyjeżdżam, Emi.
Pięć lat wcześniej
Przyjaźń damsko-męska istniała i byłam tego żywym przykładem.
Rozumiałam jednak ludzi, którzy twierdzili, że tak nie było. Każdy miał przynajmniej jednego przyjaciela płci przeciwnej i różne doświadczenia. W porządku. Ale czemu, do cholery jasnej, niektórzy kłócili się ze mną i za wszelką cenę próbowali wmówić mi, że prędzej czy później coś do niego poczuję. Albo jeszcze gorzej – on poczuje coś do mnie. Co za brednie. Tak właśnie kończyło się u poniektórych czytanie książek. Przesadnym romantyzmem i widzeniem czegoś, czego nie było.
Dzisiaj po raz pierwszy od dawna Adam opuścił szkołę, nic mi o tym nie mówiąc, dlatego po skończonych lekcjach wkurzona wybiegłam na dziedziniec. Potrzebowałam się mu wyżalić, że ten dzień bez niego był istną torturą. Zamierzałam też nakłonić go do obietnicy, że więcej mi tego nie zrobi.
Włożyłam do uszu słuchawki i puściłam swoją ulubioną playlistę, na której znajdowały się wszystkie piosenki Adama z pierwszej płyty. Niedługo będzie ich więcej. Schowałam telefon do kieszeni dżinsowej kurtki, wsiadłam na rower i ruszyłam przed siebie, czując, jak ciepły wiatr rozwiewa mi długie blond włosy za plecami i smaga twarz.
Droga zajęła nie więcej niż dziesięć minut. Porzuciłam jednoślad na samym środku podjazdu, po czym zdyszana popędziłam schodkami do drzwi. Otworzyła mi mama Adama, Mindy, z nietęgą miną.
– Jest na tarasie. – Pokazała ręką w głąb domu, choć dobrze znałam drogę. – Nie ma zbytnio humoru. Może ty będziesz w stanie mu go poprawić.
Pokiwałam głową i pobiegłam do Adama. Siedział na ławce w cieniu z gitarą na kolanach, brzdąkając jakąś nieznaną mi melodię. Był tak zamyślony, że nawet nie usłyszał, jak weszłam. Zmarszczyłam brwi.
Spojrzał w górę dopiero, kiedy podeszłam bliżej. Uśmiechnął się na przywitanie, ale ten uśmiech nie sięgał oczu. Przesunął się nieznacznie, aby zrobić mi miejsce obok.
– Czy ty właśnie przebiegłaś całą drogę ze szkoły tutaj? – zapytał, a ja wykrzywiłam usta w grymasie.
Faktycznie, nie wyglądałam wyjściowo. Włosy kleiły mi się do czoła, bo był dopiero wrzesień, a w Arizonie o tej porze roku panowały jeszcze okropne upały. Pot spływał mi nawet między piersiami do środka stanika. Prawdopodobnie też nie pachniałam najlepiej. Mogłam najpierw pojechać do domu, wziąć prysznic i wówczas odwiedzić Adama.
– Jechałam rowerem – burknęłam, odchylając się na oparcie ławki. – Nie było cię dzisiaj. – Nie chciałam, aby zabrzmiało to tak, jakbym miała o to pretensje, ale nie dałam rady ukryć żalu w głosie.
– Wiem, przepraszam. – Przejechał palcami po strunach, wydobywając z gitary cichy, płynny dźwięk. – Z samego rana zadzwonił Greg, że jest w mieście i przyjedzie się ze mną spotkać.
Greg to menadżer, który blisko rok temu odkrył jego talent podczas jednego z koncertów naszego szkolnego zespołu i obiecał zrobić z Adama gwiazdę. Jak to w ogóle brzmiało!
Do tej pory nie mogłam uwierzyć, że Adam nagrał swoją debiutancką płytę, a on sam stawał się coraz bardziej rozpoznawalny. Jego kariera już nabierała rozpędu. Byłam z niego strasznie dumna. Jeździłam z nim na koncerty po całym stanie, jeśli akurat nie musiałam zakuwać do szkoły. Pomagałam mu napisać niektóre piosenki. Kochałam muzykę równie mocno co on. Różniliśmy się jednak tym, że dla mnie była zwykłym hobby, czymś, co chętnie robiłam po lekcjach, aby nie siedzieć w domu i się nie nudzić. Adam od zawsze chciał czegoś więcej, marząc o prawdziwym studiu nagraniowym, tłumach fanów i świetlanej przyszłości. Miał wszystko, czego ludzie mogliby od niego oczekiwać. Posiadał umiejętności, pasję, charyzmę i wygląd, a na scenie po prostu wymiatał. Został do tego stworzony, a ja widziałam to od początku.
– Ten dzień był okropny – jęknęłam. – Wszyscy jakby czekali i robili zakłady, kiedy zobaczą kogoś z nas samego. Czułam się zaatakowana!
Zazwyczaj przerwy spędzaliśmy we dwójkę, czasami podczas lunchu dołączali do nas znajomi z zespołu. Byliśmy niemal nierozłączni i wszyscy o tym wiedzieli. Ale to nieprawda, że nie potrafiliśmy bez siebie żyć. Dlatego nie spodziewałam się, że jego jednodniowa nieobecność wzbudzi tak duże zainteresowanie. Przez cały czas czułam, jak pieką mnie uszy. Byłam obserwowana, jakbym przyszła do szkoły kompletnie naga, a pierwsze pytanie, jakie dziś usłyszałam, to „gdzie masz Adama?”. W połowie zajęć poważnie rozważałam wagary, ale gdyby mama się dowiedziała, że zwiałam, miałabym przerąbane.
– Nie mogłam w spokoju zjeść, bo każdy mnie o nas wypytywał. Rozumiesz? – nakręcałam się. Przyłożyłam pięść do ust, udając, że trzymam mikrofon, i zaczęłam udawać dziennikarkę przeprowadzającą wywiad. – Czemu Adama nie ma dzisiaj w szkole? Jak to, to ty nie wiesz czemu? Jakim cudem wy jeszcze nie jesteście razem? Naprawdę wierzysz, że przyjaźń z chłopakiem istnieje?
Adam coraz bardziej się krzywił, jakby wizja bycia nas razem go obrzydzała. Sądziłam jednak, że tym go rozbawię, ale on nadal wyglądał na przybitego i w ogóle na mnie nie patrzył. Westchnęłam z rezygnacją. Przez chwilę wsłuchiwałam się tylko w melodię, którą ciągle wygrywał, a wtedy wpadłam na genialny pomysł. Temu nie będzie w stanie się oprzeć. Nigdy się nie opierał. Usiadłam do niego przodem, podciągając jedną nogę na ławkę.
– Zagraj Feeling Good. – Wskazałam na gitarę, a gdy zerknął na mnie spod byka, uśmiechnęłam się szeroko. – Zaśpiewajmy razem.
Zaskoczył mnie, ponieważ zachował się zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Opuścił instrument i podniósł wzrok. W jego oczach dostrzegłam taki smutek, że coś mocno ścisnęło mnie za gardło.
– Pojutrze wyjeżdżam, Emi – wypalił nagle, a ja przez moment nie wiedziałam, czy dobrze usłyszałam.
Zaśmiałam się, biorąc to za dobry żart.
– Daj spokój. Gdzie niby miałbyś wyjechać? – prychnęłam.
Dopiero kiedy wypowiedziałam na głos pytanie, w mojej głowie zabrzęczała potencjalna odpowiedź. Biła na alarm niczym syreny trzech wielkich wozów strażackich, pędzących na sygnale do miejsca pożaru. Mina mi zrzedła. Pomimo wysokiej temperatury przeszedł mnie zimny, przeszywający dreszcz.
– Za parę miesięcy ruszam w trasę koncertową. Jutro w mediach społecznościowych pojawi się informacja. – Przeciągnął dłonią po ciemnych włosach.
– No dobra, ale to za parę miesięcy. – Nie chciałam tego, ale mój głos się załamał.
Adam odwrócił wzrok.
– Przeprowadzam się do San Francisco. Tam mieści się główna siedziba wytwórni. Greg uznał, że tak będzie prościej, gdy zacznie się promocja trasy. Wynajął mi apartament. Skończyłem już osiemnastkę, więc mogę zamieszkać sam.
Zadrgała mi powieka. Nie sądziłam, że ten dzień może być gorszy, a jednak. Dziwne, piekące uczucie zaczęło rozlewać się po mojej piersi.
– A co ze szkołą? Nie możesz jej tak po prostu rzucić – przypomniałam, zaciskając dłonie w pięści.
– Będę miał indywidualne nauczanie w trakcie trasy. To mój ostatni rok, dam radę, a egzaminy napiszę w Kalifornii.
– A co z nami? – wydusiłam ledwo, a gula w gardle coraz bardziej odcinała mi dopływ powietrza do płuc. – Zostawisz mnie tu samą?
Adam złapał mnie za rękę i ścisnął mocno. Chyba zauważył, że zaczęłam się trząść. Jego przystojna, opalona twarz pozostawała napięta, ale spokojna. Prawdopodobnie wiele razy przechodził tę rozmowę w swojej głowie, był na nią przygotowany. Pogodził się już z nadchodzącym rozstaniem. Ja nie. Panika wspinała się po kręgosłupie. Wizja samotności odbierała mi zdrowy rozsądek. Nie miałam nikogo poza Adamem. Przyjaźniliśmy się od przedszkola.
– Są przecież Internet, telefon. Możemy codziennie rozmawiać na wideo. To nie jest żadna przeszkoda. – Chyba sam nie do końca w to wierzył.
– To co innego, Adam! – wybuchłam.
– Czemu nie możesz po prostu odpuścić? – Zaczął gestykulować, równie zdenerwowany co ja. – Wymyślasz bezsensowne problemy. Jeśli inni sobie radzą ze znajomością na odległość, to czemu my nie możemy? Ten wyjazd i tak jest dla mnie wystarczająco trudny, więc, proszę, nie utrudniaj mi tego bardziej – dodał przez zaciśnięte zęby, a rysy jego twarzy wyostrzyły się.
To, że chciałam, aby został, było dla niego bezsensownym problemem? Ja coś mu utrudniałam? Jak on sobie to wyobrażał? Że powie mi o czymś tak strasznym, a ja to bez słowa zaakceptuję? Może jeszcze miałam mu przyklasnąć? Dolna warga drżała mi niekontrolowanie, ale ostatkami sił powstrzymywałam się od płaczu. Ostatnie, czego pragnęłam, to się przed nim rozkleić.
– Dziwisz mi się? – zapytałam, podnosząc wzrok do nieba, aby z oczu nie popłynęły mi łzy. – Oznajmiasz mi coś takiego dwa dni przed swoim wyjazdem i spodziewasz się, że dobrze to zniosę? Jaką wtedy byłabym przyjaciółką?
Przez chwilę się nie odzywał, a ja nie chciałam na niego patrzeć. Nawet nie mogłam się zmusić. Żal ściskał mi pierś tak bardzo, że ledwo łapałam oddech.
– Nie, Emi, ty po prostu tego nie rozumiesz. Nie masz takich zobowiązań jak ja, więc nie wiesz, jakie to trudne również dla mnie! – Jego podniesiony głos poniósł się echem po ogrodzie, aż ptaki siedzące na drzewie nieopodal zerwały się do lotu. – Poza tym przerwa chyba dobrze nam zrobi – powiedział już ciszej, a moje serce podskoczyło o jedno uderzenie szybciej i stanęło na bardzo długą, pełną napięcia chwilę.
Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Jego słowa dotknęły mnie do żywego. Bolały bardziej, niż jakby wbił mi nóż w plecy. Musiał zobaczyć to w moich oczach, bo chciał już się tłumaczyć, ale zatrzymałam go dłonią. Nie byłam w stanie dłużej go słuchać. Po prostu wstałam, zbierając z trawy swoją szkolną listonoszkę. Przewiesiłam ją sobie przez ramię, a Adam nie ruszył się z miejsca, nie próbował mnie zatrzymać.
– Tak, masz rację. Nic nie rozumiem. – Wzięłam kilka głębszych oddechów, aby nie wybuchnąć płaczem, mówiąc to, co za chwilę zamierzałam powiedzieć. – Powodzenia, Adam.
W rozsuwanych drzwiach prowadzących z domu na taras minęłam jego mamę, która posłała mi współczujące spojrzenie, co tylko pogorszyło sprawę. Pierwsze łzy zaczęły płynąć, gdy się z nią pożegnałam krótkim „do widzenia, pani Williams”. Wybiegłam z ich domu i odjechałam rowerem, nie widząc praktycznie nic. Kiedy dotarłam do głównej drogi, rozsypałam się. Usiadłam na przystanku autobusowym, by jakoś wziąć się w garść i wrócić do siebie.
Przez resztę wieczoru, który rzekomo powinnam spędzać przy nauce, leżałam w łóżku. Czekałam, aż jakimś cudem Adam zadzwoni lub pojawi się w drzwiach, chcąc porozmawiać na spokojnie. Nie wiem, czy z mojej strony liczył na to samo, ale nawet jeśli, nie zrobiłam tego. W tamtej chwili myślałam, że to dobra decyzja, która pozwoli na uniknięcie cierpienia za każdym razem, gdy widziałabym go na FaceTime, ale nie mogłabym go dotknąć. Może on stwierdził to samo?
Najwyraźniej.
Następnego dnia nie pojawił się już w szkole, a mój telefon wciąż milczał. Kiedy nadeszła pora jego wyjazdu, musiałam przyznać przed sobą najtrudniejszą rzecz, która pozostawiła po sobie niegojące się rany.
To był koniec naszej przyjaźni.
Tak, na pewno już dawno o mnie zapomniał.
Nie oszukujmy się – marketing nie był moją wymarzoną ścieżką kariery ani nawet nie mieścił się w kręgu moich zainteresowań. Zastanawiałam się więc, jak wytrwałam do drugiego roku studiów, nie rzuciwszy tego w cholerę już po paru zajęciach. No tak, wiedziałam dlaczego. Marzyłam, aby to zrobić i zrobiłabym bez zawahania, gdyby nie duma, jaką dostrzegałam w oczach mamy za każdym razem, kiedy wracałam z Kalifornii do domu w Phoenix i opowiadałam jej o wszystkim, co działo się na uczelni. Nie mogłam jej zawieść i nie chciałam. Całe dzieciństwo ganiała mnie do nauki, by w przyszłości to się opłaciło. Dostałam się na jeden z najlepszych uniwersytetów na wschodnim wybrzeżu, a po jego ukończeniu miałam szansę na stabilną pracę. Wmawiałam sobie, i mamie przy okazji też, że to było to, czego chciałam. Z nas dwóch chociaż ona w to wierzyła.
Usiadłam na zewnątrz kawiarni, odkładając torbę i dwa potężne podręczniki na stół. Przetarłam mokre od potu czoło, oddychając z ulgą, gdy ból ramion zaczął powoli znikać. Kelnerka podeszła niemal od razu, nawet nie zdążyłam sięgnąć po kartę.
– Co podać?
Przewróciłam oczami, wiedząc, że przez moje okulary przeciwsłoneczne nic nie zauważy, a potem rzuciłam pierwsze, co przyszło mi do głowy.
– Czarną, poproszę. I kilka saszetek cukru.
Choć ze stolika przy drzwiach można było wziąć sobie cukier w takiej ilości, w jakiej tylko się chciało, stwierdziłam, że skoro nie dała mi chwili na zastanowienie, powiem, by mi go przyniosła. Nie skomentowała tej prośby w żaden sposób. Zapisała, skinęła głową i odeszła w kierunku wnętrza lokalu. Była nowa, dałabym sobie za to rękę uciąć.
Z czeluści torby wyciągnęłam telefon, krzywiąc się na widok potłuczonego ekranu. Powinnam zainwestować w nowy, ale nie bardzo miałam na to pieniądze. Może zamiast komentować cudzą robotę, sama bym jakąś znalazła?
Miałam trzy nieodebrane połączenia od mamy. Dzwoniła do mnie kilka razy dziennie, co było trochę niepokojące. Mówiła, że dobrze sobie radzi, ale na to nie wyglądało.
– Halo, kochanie? – Odebrała raptem po dwóch sygnałach.
– Cześć, mamo. Co u ciebie?
– Zaraz wychodzę na jogę, więc postanowiłam, że przedtem zobaczę, co słychać u mojej córeczki.
– Wybacz, że wcześniej nie odebrałam, ale dopiero skończyłam wykłady, miałam wyciszony telefon i ręce pełne książek. U mnie wszystko w porządku, tak jak wczoraj.
Na stoliku tuż przede mną pojawiła się kawa z czterema saszetkami cukru na talerzyku obok. Posłałam kelnerce uśmiech, a kiedy odeszła do innego klienta, rozłożyłam nogi pod stołem i odetchnęłam głęboko, czując na sobie ciepłe promienie słońca. Spoglądałam w dal na rozciągający się przede mną kampus przez moje ulubione aviatory, które towarzyszyły mi już od paru dobrych lat.
– A jak było na uczelni? Rozumiesz wszystko, co mówią wykładowcy?
– To pierwszy tydzień, mamuś, dopiero zaczynamy i mieliśmy tylko wprowadzenie. Jeszcze nic ciekawego się nie dzieje.
– To dopiero pierwszy tydzień, a ja czuję się, jakby nie było cię w domu od wieków! – Usłyszałam w tle szuranie butów i trzaśnięcie drzwiami.
– Jak ty sobie radzisz?
Mama westchnęła.
– Jakoś muszę, skarbie. Najważniejsze, abyś ty zdobywała wykształcenie.
– Powiedz tylko słowo, a rzucę studia i wrócę. Wykształcenie to nie wszystko.
Powiedz „tak”. Powiedz „tak”. Powiedz „tak”!
– Wiesz, że nigdy do tego nie dopuszczę. Może to nie jest wszystko, ale znasz moją opinię na ten temat i kiedyś się ze mną zgodzisz.
Cholera.
Z oddali dostrzegłam zbliżającą się w moim kierunku sylwetkę Ash. Machała i szczerzyła zęby jak głupia, zwracając na siebie uwagę innych studentów, kręcących się w okolicy. Parsknęłam pod nosem, a potem powiedziałam mamie, że muszę kończyć.
– Zadzwoń koniecznie do taty. Ucieszy się. I pozdrów Ashley!
Obiecałam, że to zrobię, i rozłączyłam się. Nie byłam jednak pewna, czy chcę dotrzymać obietnicy co do pierwszego. Kochałam tatę, cały czas bardzo za nim tęskniłam, jednak podczas ostatniego spotkania niespodziewanie oznajmił, że ma nową partnerkę. Nie przyjęłam tego dobrze, a przynajmniej nie tak, jak on się tego spodziewał. Wypomniałam mu, że zostawił mamę samą i ona nadal nie może się po tym pozbierać, a on, jak gdyby nigdy nic, układa sobie życie na nowo. Okej, nie powinnam go za to winić, ale wtedy górę wzięły emocje, których nie dałam rady poskromić. Od tamtego czasu nie mogę się zebrać, aby do niego zadzwonić.
– Hejka. – Ash dała mi całusa w policzek i usiadła naprzeciwko. – Słuchaj, mam genialną wiadomość!
O nie. W takim wypadku mogło chodzić tylko o jedno.
Jęknęłam, chowając twarz w dłoniach.
– Proszę cię, Ash, jeśli to o tej osobie, co myślę, po prostu sobie odpuść albo idź z tym do kogoś innego.
– Daj spokój, w końcu musisz się do niego przekonać! – Nagle pokazała telefon parę centymetrów przed moją twarzą.
Odsunęłam się, wykrzywiając usta, jakbym zjadła cały plaster cytryny na raz.
Dwie godziny temu cały Internet obiegła informacja o tym, że Adam Williams wraca do rodzinnego miasta, aby dać charytatywny koncert. Część funduszy zostanie przekazana na tę samą fundację, na którą zbieraliśmy pieniądze podczas występu semestralnego sześć lat temu. To wtedy został odkryty przez wytwórnię. W swoich mediach społecznościowych napisał również, że to świetna okazja, aby odwiedzić najbliższych i spędzić z nimi trochę czasu, zanim pochłonie go praca nad kolejnym krążkiem. Sprzedaż biletów już ruszyła, a koncert miał odbyć się za niecały miesiąc. Znałam ten post na pamięć. Czytałam go setki razy, choć został opublikowany dopiero dzisiaj rano. I wiedziałam, że Ash mi tego nie odpuści.
– Co za słodziak, prawda? – rozpływała się, zabierając telefon i patrząc na zdjęcie, które dołączył do treści. Stał na scenie w szkolnej auli, śpiewał swoją solową partię i już wtedy wyglądał jak gwiazda światowego formatu.
A ja, choć próbowałam sobie wmówić, że przez te lata stał się pewnie rozpuszczonym, bezczelnym gwiazdorem, któremu woda sodowa uderzyła do głowy, to patrząc na te wszystkie wpisy, zdjęcia i filmiki i to, jak dziennikarze wychwalali jego urok osobisty, nie potrafiłam myśleć o nim źle. Nie potrafiłam go nienawidzić. Gdybym go nienawidziła, byłoby mi znacznie łatwiej radzić sobie z tęsknotą, wciąż wyzierającą dziurę w mojej piersi.
– Nie dam rady wrócić wtedy do domu. – Zacisnęłam usta w wąską kreskę.
– Blefujesz.
– Nie blefuję. – Przełknęłam ciężko ślinę, po czym skłamałam: – Mam randkę.
Ashley wybuchła głośnym śmiechem, znów zwracając na siebie uwagę ludzi dookoła. Czekałam cierpliwie, aż będzie w stanie wydusić z siebie jakieś sensowne słowa. W tym czasie wsypałam trzy saszetki cukru do filiżanki, a później upiłam łyk już letniej kawy.
– Oj, błagam cię, Em. Kiedy ty ostatnio byłaś na randce? – Myślała chwilę, następnie dodała: – Czy ty kiedykolwiek w ogóle byłaś na randce?
Przewróciłam oczami.
– W liceum. Z moim pierwszym chłopakiem. Mówiłam ci o tym, pamiętasz?
– Czy ty nazwałaś go „swoim pierwszym chłopakiem” tak na serio, czy to była ironia? Powiedz, że ironia. On cię nawet jeszcze nie zapytał o chodzenie, gdy poszliście ze sobą narąbani do łóżka, straciłaś z nim dziewictwo, a potem biedaczek zwiał, bo czuł się tak zażenowany, że już nie mógł tego znieść.
Podniosłam ręce w geście kapitulacji.
– Dobra! Dość. Skończmy ten temat.
– Z kim idziesz na tę randkę?
Przygryzłam wnętrze policzka, próbując na szybko coś wymyślić. Em, cokolwiek!
– James Walker.
– Ten twój kolega z roku? – Ash zmarszczyła brwi, chyba nie do końca mi wierząc.
Pokiwałam głową i wypiłam połowę filiżanki kawy na raz. W tym czasie Ashley chwyciła za telefon, zaczynając chaotycznie coś w niego wstukiwać.
– Co ty robisz? – zapytałam.
Nie odpowiedziała. Po chwili znów uniosła komórkę w kierunku mojej twarzy, by pokazać mi swoją konwersację z Jamesem, który skonsternowany napisał, że z nikim nie umawiał się na żadną randkę, a w weekend koncertu leci do babci na Florydę. Dzięki, James.
– Chyba wszystko jasne. Kupuję nam bilety i jedziemy do Phoenix!
Po powrocie do mieszkania, które dzieliłam z Ash, zaszyłam się w swoim pokoju i nie wychodziłam z niego do wieczora. Moją współlokatorkę wywiało do chłopaka, więc mogłam skupić się na nauce. Nie miałam wiele do powtórzenia, ale weszło mi w nawyk nierobienie sobie zaległości. Włączyłam po cichu muzykę w tle i otworzyłam notatki z wykładu, ale skupienie odeszło gdzieś daleko, a siedzenie z nosem w zeszycie spowodowało jedynie potworny ból głowy, który nasilił się, kiedy usłyszałam kolejną z rzędu piosenkę Adama umieszczoną na mojej playliście.
Jego głos, gdy śpiewał, był miękki, wręcz czuły, ale z drugiej strony stanowczy, pewny i męski. Zupełnie inny, niż go zapamiętałam. To oczywiste, skoro ostatni raz, gdy z nim rozmawiałam, miałam szesnaście lat, a on – prawie osiemnaście. Od tamtego czasu nie przestałam za nim tęsknić. Nie oszukiwałam się, że on za mną też. No bo, proszę, miał wszystko, o czym facet w tym wieku może marzyć – karierę, sławę, pieniądze, uganiające się za nim laski, drogie samochody i otaczających go równie popularnych przyjaciół. Poza tym to on wyjechał. On powiedział, że przyda nam się przerwa. Nie ja.
Tak, na pewno już o mnie dawno zapomniał.
Myśl o tym powodowała kłucie w sercu, jakbym zdała sobie z tego sprawę dopiero teraz, choć powtarzałam to sobie każdego dnia od pięciu lat. Wcale sobie też nie pomagałam, słuchając jego piosenek i czytając o nim na portalach plotkarskich.
To już obsesja. Poważnie. Powinnam się leczyć.
Westchnęłam, patrząc spragniona na zamkniętego laptopa leżącego na biurku. Otworzyłam go, wpisałam hasło, a wtedy pojawiło się nasze wspólne zdjęcie, które zrobił tata mojego pierwszego dnia podstawówki. Byliśmy uśmiechnięci, mali i nierozłączni. Nawet trzymaliśmy się za ręce.
Nie mogłam uwierzyć, jak dużo zmieniło się od tamtego czasu. Odniósł sukces, ponieważ dołączyliśmy do szkolnego zespołu. Jego kariera się rozkręcała, a ja na początku miałam w tym swój udział. Tylko dzięki wsparciu Adama przebrnęłam przez codzienne kłótnie rodziców i ich rozwód. Potem byłam okropnie zazdrosna o dziewczynę, z którą się spotykał, zwłaszcza że była jego pierwszą. No a później wydarzyła się ta rozmowa, która zmieniła wszystko. Po niej odczuwałam tak dotkliwą samotność, że płakałam niemal każdego dnia, aż do ukończenia liceum. Wtedy zaczęły się studia i choć powoli przyzwyczajałam się do braku chłopaka, nigdy nie potrafiłam o nim zapomnieć.
Ashley miała rację. Cały Internet świrował na temat jego koncertu w Phoenix. Media wreszcie dostaną kolejną szansę pożywienia się prywatnym życiem Adama. Z tego, co wcześniej zaobserwowałam, rzadko bywał w domu, nad czym strasznie ubolewała jego mama.
Ogromnie się cieszę na ten koncert. Phoenix, widzimy się wkrótce! – to ostatni post na jego Twitterze.
Komentarze pod nim można było podzielić na trzy typy: te wyznające mu dozgonną miłość, te proszące, aby wreszcie przyjechał do ich miasta lub kraju, i te mające za zadanie podnieść mu ego, czyli ciągle powtarzające się komplementy, jaki to on jest przystojny, boski, dobry i kochany. Wymieniane walory się nie kończyły.
Kiedyś sama napisałam komentarz pod zdjęciami z koncertu w Michigan. Nie mogłam spać i jeść przez następne dwa dni, serce biło mi jak szalone, a w szkole dostałam pierwsze w życiu F, bo przez stres nie byłam w stanie się skupić. Cały czas odświeżałam stronę, czy może jakimś cudem mnie zauważył, odpisał, sprawdził moje konto i zorientował się, że ja to ja, ale tak się nie stało. Mój komentarz zniknął w gąszczu wielu innych, więc pewnie nie zwrócił na niego uwagi. Albo od prowadzenia swoich stron miał odpowiednich ludzi, którzy za cholerę nie wiedzieli, kim byłam, lub w ogóle nie zaglądali do wpisów rozanielonych fanek. Tak to sobie tłumaczyłam.
Na jego Instagramie ostatnim postem było zdjęcie z tamtego pamiętnego dnia, z koncertu semestralnego. Patrzyłam na nie już parę razy. Zawsze zachwycało tak samo. Zachwycała też świadomość, że jeden występ zmienił jego życie na zawsze. Ciekawe, czy gdy to publikował, pomyślał wtedy o mnie? Na to pytanie raczej nigdy nie poznam odpowiedzi.
Do pokoju wbiegła nagle Ash, zastając mnie leżącą w łóżku, potarganą i wlepiającą wzrok w zdjęcie moje i Adama na tapecie, gdy w popłochu zamknęłam przeglądarkę z kartami otwartymi na jego portalach społecznościowych. Musiała wrócić wcześniej od Nathana. Cholera.
– Co porabiasz? – Rzuciła się na materac tak mocno, że wybiła mnie parę milimetrów w górę, a laptop skierował się prosto w jej stronę.
Świetnie.
Przyglądała się temu przez chwilę z zachwytem. Potem spojrzała na mnie z podejrzliwym błyskiem w oku.
– Kto to taki, Em?
Próbowałam zabrać komputer z dala od niej, ale z marnym skutkiem.
– Oddaj mi go.
– Najpierw odpowiedz na pytanie. – Jeszcze raz wróciła wzrokiem do zdjęcia, a ja czułam, jakbym za chwilę miała zejść na zawał.
– To nikt ważny.
Bzdury.
– Dlaczego w takim razie masz z nim ustawioną tapetę twojego komputera?
Wzruszyłam ramionami. Miała mnie.
– Naprawdę to już nieistotne. Kiedyś był moim najlepszym przyjacielem, ale pokłóciliśmy się, on musiał wyjechać i straciliśmy kontakt. Minęło tyle lat, że teraz jest dla mnie kimś obcym. Koniec historii.
– Tęsknisz za nim, prawda?
– Czy ty musisz zadawać takie idiotyczne pytania? – żachnęłam się zirytowana, wyrywając jej laptopa z rąk, zamykając go i odkładając na biurko.
– Dlaczego się do niego nie odezwiesz? Możesz znaleźć go na Insta, odnowić znajomość. Nic straconego. – Wyciągnęła swoją komórkę z kieszeni, a potem dodała: – Jak się nazywa?
Otworzyłam szeroko oczy i gwałtownie pokręciłam głową.
– Nie powiem ci. Jeszcze zrobisz coś głupiego, wtedy ja będę za to pokutować do końca życia. Poza tym… to przeszłość, okej? Podejrzewam, że nawet mnie nie pamięta i pewnie nie odczytałby mojej wiadomości.
– Dlaczego miałby jej nie odczytać? Na pewno ją dostrzeże, rozpozna twoje nazwisko, może przez chwilę czuć się skonsternowany, ale zobaczysz, że ci odpisze. Dawaj.
Uniosłam ręce, a następnie opuściłam je luźno, wzdychając.
– To niemożliwe, Ash. I proszę, nie drąż tego.
– No dobra, niech ci będzie, ale w zamian za to idziesz ze mną i z Nathanem na imprezę do klubu. Zabawimy się, a jutro pójdziemy na uczelnię z kacem gigantem! – Klasnęła w dłonie, jakby ta wizja sprawiała jej największą radość.
– Nie zachęcasz – parsknęłam.
Przewróciła oczami i zerwała się z łóżka.
– Oj, daj spokój. Chodź, trzeba cię jakoś przygotować.
Westchnęłam, wiedząc, że mi nie odpuści. Już wolałam iść z nimi do tego przeklętego klubu, niż odpowiadać na pytania dotyczące Adama Williamsa. A o tym, że ten chłopak ze zdjęcia i mój były najlepszy przyjaciel jest teraz jej największym muzycznym idolem, rzecz jasna, nie wiedziała. I tak też miało pozostać.
1Bridge – w muzyce służy jako „przejście” z jednej części utworu na drugą.
2Monitor douszny, z ang. In-Ear Monitoring (IEM) – to precyzyjnie dopasowane do uszu artysty słuchawki douszne, które pozwalają muzykom podczas koncertów lub nagrań słyszeć wyraźnie swój miks, siebie oraz pozostałe instrumenty muzyczne. Pozwalają również wygłuszyć dźwięk z zewnątrz.
35 Seconds of Summer, Amnesia, [w:] 5 Seconds of Summer, Capitol Records, 2014.
4Nominacje do nagród Grammy w Stanach Zjednoczonych ogłaszane są w listopadzie. Niezgodność nastąpiła na potrzeby książki (przyp. aut.).
5„Mi hermosa” – z hiszp. „moja piękna”.
PLAYLISTA
Prolog
ROZDZIAŁ 1
PRZYPISY
Okładka
