Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
358 osób interesuje się tą książką
Autorka Inwestora powraca z romansem z różnicą wieku, zaaranżowanym małżeństwem i motywem mafijnym w tle!
Osiemnastoletnia Emma Wilder to dziewczyna, którą wszyscy uwielbiają. Jest szczera, ciepła i energiczna. Wiedzie zwyczajne życie licealistki, kiedy wszystko niespodziewanie się zmienia. Zostaje porwana i zmuszona do związku z niemal dwukrotnie starszym od niej mężczyzną, znanym architektem Harveyem Spencerem.
Ostatnia wola jej zmarłego ojca mafiosa staje się dla Emmy wyrokiem. Wilder zadbał o to, by jego córka została związana z rodziną Spencerów. Małżeństwo z Harveyem miało być gwarancją bezpieczeństwa i ochrony interesów obu stron.
Ani Emma, ani Harvey nie są tym zachwyceni. Mężczyzna proponuje dziewczynie układ: mają udawać związek do momentu, aż znajdą rozwiązanie pozwalające im odzyskać życie sprzed porwania.
Co jeśli nie wszystko okaże się jednak udawane? Albo prawda, którą zna Emma, od początku była misternie zaplanowanym podstępem?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 404
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Monika Pawelec
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Karina Przybylik, Magdalena Kłodowska, Aleksandra Płotka
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka
ISBN 978-83-8418-691-6 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22. Z pudełka wspomnień Emmy
Epilog
Przypisy
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Ludziom, by nie bali się być sobą.By odważyli się żyć po swojemu, nawet jeśli świat tego nie rozumie.
„Jeśli teraz uratujesz moją matkę i siostrę, obiecuję, że kiedyś to ja bez wahania poświęcę swoje życie, żeby uratować kogoś z twoich bliskich. Powiedz mi o tym, a ja się nie zawaham. Zrobię wszystko, czego chcesz”.
Te słowa wciąż powracają do mnie w snach – jak echo przysięgi złożonej dawno temu w dniu, kiedy moje życie zmieniło się na zawsze. Wracają wtedy, gdy stoję na granicy jawy i snu, między tamtym chłopcem z portu a mężczyzną, którym się stałem.
Był środek lata. Słońce paliło niemiłosiernie, a pot spływał mi po skroniach, kiedy pomagałem przy połowie pstrąga w małej zatoce u wybrzeży Castle Island. Miałem może czternaście lat. Na kutrze śmierdziało rybami, ropą i solą. Mnie ten zapach kojarzył się z codziennością, ciężką pracą i strachem, że matka znów nie dostanie wypłaty na czas.
I wtedy go zobaczyłem.
Mężczyznę w czarnym garniturze, który pasował do tego miejsca jak kwiatek do kożucha. Stał na nabrzeżu z rękami w kieszeniach, a jego buty odbijały światło słońca tak, że aż oślepiały. Patrzył w moją stronę nieprzerwanie z ciekawością, a może z litością.
– Jak masz na imię? – zapytał, gdy podszedł bliżej.
Ton miał spokojny, ale stanowczy.
– Harvey. Harvey, proszę pana.
– Dlaczego nie jesteś teraz w szkole, Harvey? – Miał głęboki i groźny głos, nawet kiedy starał się brzmieć łagodnie.
– Nie mieliśmy dziś lekcji – skłamałem ze strachu.
– Gdzie twój ojciec?
– Nie wiem. Nie znam go.
Na moment zamilkł. Przez chwilę patrzył mi prosto w oczy, jakby próbował odczytać, czy mówię prawdę.
– A twoja matka?
– W pracy, proszę pana – odpowiedziałem, czując, jak serce coraz mocniej łomotało mi w piersi.
Za nim stali trzej mężczyźni – potężni i milczący, w ciemnych okularach. Wiedziałem, że jeśli spróbuję uciec, nie zdążę zrobić nawet kroku.
– Zaprowadź mnie do niej – powiedział spokojnie. – Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię.
I rzeczywiście nic mi nie zrobił.
Tego dnia nieświadomie zawarłem z nim układ, nie rozumiejąc jeszcze jego ceny.
Ten mężczyzna nazywał się Richard Spencer.
Imię tego człowieka wypowiadano w porcie szeptem. Dla jednych był wybawcą, dla innych demonem w garniturze. Dla mnie stał się kimś pomiędzy ojcem, którego nigdy nie miałem, i diabłem, któremu sprzedałem duszę, zanim się nauczyłem, co to znaczy lojalność.
Tamtego dnia uratował mnie, moją matkę i młodszą siostrę. Spłacił nasze długi i wyrwał z nędzy.
A ja przysiągłem sobie, że jeśli kiedykolwiek przyjdzie dzień, w którym będzie mnie potrzebował – nie zawaham się.
To dziecięca obietnica złożona w imię wdzięczności.
Teraz po latach nadszedł czas, by ją spełnić.
Bo w życiu nic nie jest za darmo.
I nawet wtedy, w tym upalnym dniu, w porcie Castle Island, wiedziałem, że kiedyś los upomni się o swoje.
Upomniał się.
W najmniej oczekiwanym momencie.
W dniu, gdy do mojego życia ponownie wkroczyła Emma Wilder, dziewczynka, którą niegdyś widziałem beztrosko biegającą po ogrodzie Spencera z warkoczami i dziecięcym śmiechem. Teraz stała przede mną jako nastolatka… I jako dług do spłacenia.
Harvey
Dziś znów stoję w porcie. W tym samym miejscu, w którym wtedy wszystko się zaczęło. Tyle że teraz nie jestem już chłopcem z podrapanymi rękami i ubraniem cuchnącym rybą. Teraz to ja mam na sobie garnitur, a ludzie odwracają wzrok, gdy przechodzę obok. Próbuję odzyskać równowagę pośród zapachu morza i wspomnień nadal tlących się w mojej głowie. Biję się z myślami, czy jestem gotów, by poświęcić swoje życie dla kogoś takiego jak Richard. W zasadzie dał mi wybór, mogę odmówić, ale czy to honorowe? Czy komuś takiemu jak ja w ogóle wypada rozważać drogę ucieczki? Mam wątpliwości.
Richard zawsze powtarzał, że dług wdzięczności jest najcięższy ze wszystkich, bo nie da się go spłacić pieniędzmi.
Tylko czynem.
Teraz, choć dał mi wybór, wiem, że tak naprawdę oczekuje jednego. Lojalności.
I ją otrzyma.
Za niespełna pół godziny spotkam się z Emmą Wilder. Dziewczyną, którą zapamiętałem jako dziecko. Przed laty widywałem ją w naszym domu, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że przyjdzie mi ją spotkać po latach. Jeszcze w tak dziwacznych okolicznościach.
Ile mogła mieć wtedy lat?
Pięć? Może sześć?
Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że była dzieckiem, a teraz jest już dorosłą kobietą, przynajmniej tak wynika z opowieści mojego ojca. Pewne pozostaje jedynie to, że ona nie ma szans pamiętać mnie tak dobrze, jak ja ją zapamiętałem.
Nie mogę przewidzieć, jak zareaguje. Czy będzie nieśmiała? Zaskoczona? A może odważna i pełna determinacji? Rozważam każdą ewentualność.
Nie jestem tu, żeby wchodzić w jakiekolwiek prawdziwe relacje, jak chciałby tego ojciec. Moja zgoda na chronienie jej nie ma nic wspólnego z emocjami ani sercem. To mój obowiązek i zadośćuczynienie za szansę na lepsze życie, za wykształcenie i pieniądze. Richard bez wahania pomógł mojej rodzinie. Ja też nie mogę się dziś zawahać. Uczynię wszystko, by był zadowolony, nawet jeśli mi się to nie podoba.
Za chwilę wsiądę do samochodu i pojadę do jego posiadłości, co samo w sobie jest dla mnie niecodzienne. Odkąd zacząłem samodzielne życie, skupiam się wyłącznie na pracy i własnej firmie. Wszystko inne posyłam na dalszy plan. Dziś…
Muszę być spokojny.
Muszę być rozsądny.
Muszę… udawać.
Bo to nie będzie spotkanie jak każde inne.
Gdy wjeżdżam na podjazd, serce wali mi rytmem, którego nie potrafię kontrolować, a ręce wręcz drżą z przejęcia. Dom wygląda tak samo jak zawsze – osłonięty wysokim murem, z tarasem wychodzącym na ogród, po którym kiedyś biegała mała Emma Wilder.
Opieram się o barierkę na tarasie, próbując uspokoić myśli. Każda sekunda staje się dla mnie testem cierpliwości. Wtedy wspomnienia wracają same: jej dziecięcy uśmiech, drobne dłonie próbujące mnie dosięgnąć i śmiech, rozchodzący się w powietrzu, gdy uciekała pewna, że jej nigdy nie złapię.
A teraz ma stanąć przede mną dorosła kobieta. I nie wiem, czy zobaczę w niej tamtą dziewczynkę, czy świat zdążył ją zmienić nie do poznania.
Chcę mieć to jednak za sobą. Chcę już wiedzieć, że wszystko pójdzie zgodnie z moim planem, ale rozsądek podpowiada, że to niemożliwe. To wydaje się zbyt proste. Dzisiejsze nastolatki nie są ani trochę posłuszne i ani trochę zdyscyplinowane. Co więcej, ktoś wychowany w takiej rodzinie nie ma prawa być normalny. Spodziewam się więc najgorszego. Spodziewam się kłopotów. I to ogromnych.
Strach w mojej głowie rośnie z każdą sekundą, a napięcie staje się nie do zniesienia. Pośród głuchej ciszy słyszę tylko świst wiatru i nagłe trzaśnięcie drzwi, a ten dźwięk stawia mnie na równe nogi.
Z szarości pokoju wyłania się kobieca postać, której kontur jest z początku niewyraźny. Dziewczyna zatrzymuje się pośrodku pomieszczenia, mocno zdezorientowana. Słońce już zniknęło za horyzontem, a ona wygląda, jakby w półmroku próbowała odnaleźć punkt orientacyjny.
– Jestem na tarasie – mówię, naprowadzając ją w swoim kierunku.
Wtedy zaczyna powoli stąpać w moją stronę. Z każdym krokiem jej sylwetka nabiera ostrości, a moje oczy stają się coraz większe z niedowierzania.
– Chryste… – mamroczę pod nosem i pocieram brodę palcami. – Co to ma być? – Aż kręcę głową z niedowierzaniem i opieram ręce na biodrach.
Emma Wilder wcale nie jest tak bardzo dorosła, jak mówił ojciec. Co prawda trochę się tego spodziewałem. Szacowałem, że może być na studiach, ale teraz, kiedy widzę ją na żywo, nie jestem tego taki pewien. Chyba pomyliłem się w obliczeniach o kilka lat, co w kontekście jej i tak młodego wieku czyni kolosalną różnicę.
Gdzie jest ta dorosła kobieta, o której wspomniał ojciec?
Gdzie, do cholery?
W krótkiej spódniczce w kratę, białej koszuli i marynarce stanowiącej część uniformu szkolnego wygląda tak, jakby uprowadzono ją prosto ze szkoły.
I ona widzi moje zmieszanie. I chyba, a nawet na pewno, nie takiego przywitania się spodziewała. Ja też nie. Bo oto stoi przede mną wspomnienie z przeszłości – mam nadzieję, że pełnoletnie – wciąż wyglądające jak dziecko.
– Jak masz na imię? – wyduszam w końcu, choć odpowiedź już znam. Potrzebuję tylko potwierdzenia.
– Emma… Po prostu… Emma – odpowiada cicho, a moje wnętrze na moment zamiera.
Więc to naprawdę ona.
– Jestem Harvey Spencer – przedstawiam się w rewanżu i wyciągam w jej stronę rękę.
Ona jednak robi krok w tył i łapie większy dystans, co mnie dezorientuje.
– Przepraszam za swoją reakcję. Ojciec opisał mi ciebie zupełnie inaczej – tłumaczę od razu, żeby ją uspokoić, ale to chyba niewiele zmienia, bo dziewczyna nie przybliża się nawet o cal.
– Miałam być blondynką? – rzuca szorstko.
– Nie. Twój kolor włosów nie ma znaczenia. – Patrzę jej w oczy, by pokazać, że nie peszy mnie jej niemiły ton. – Myślałem tylko, że będziesz starsza. A ty wyglądasz młodo.
I to mnie przeraża, dodaję w myślach. I już widzę oczami wyobraźni nastoletni bunt i tupanie nogą. Jestem zbyt poważnym człowiekiem, żeby się w tym odnaleźć.
– Starsi mężczyźni lubią młode dziewczyny – atakuje arogancko.
Nazwanie mnie starszym mężczyzną wywołuje na mojej twarzy cierpką minę i jest dużą przesadą.
– Kwestia gustu. Ja wolę dojrzałe kobiety. Mniej z nimi kłopotów – wytykam z chłodnym spokojem. – Ale po twoim tonie wnioskuję, że nie jesteś zachwycona sytuacją.
– Tak jakby zostałam tu przyprowadzona siłą. – Wzrusza ramionami. – Więc owszem, nie jestem zachwycona sytuacją.
Chociaż mamy wspólny punkt zaczepienia. Ja również się temu wszystkiemu sprzeciwiam.
– Pomogę ci… Nam pomogę – poprawiam się natychmiast – wyjść z tej sytuacji. Sądzę, że jeśli podejdziemy do tego rozsądnie, uda nam się rozwiązać problem w sposób zadawalający dla każdego.
– Co to znaczy? – rzuca od razu.
Zanim się pojawiła, miałem wszystko zaplanowane, a teraz nagle uświadamiam sobie, że to ona rządzi i rozgrywa tę rozmowę po swojemu, a ja się tylko bronię.
– Każde z nas będzie robiło to, na co ma ochotę. Po jakimś czasie odzyskamy dotychczasowe życie i zapomnimy o tym absurdzie – mówię pewnie, choć w środku wszystko mi się rozsypuje.
– Nie rozumiem… – Mruży oczy. – Twój ojciec…
– Mój ojciec przedstawił ci swój punkt widzenia. Ja mam inny – wtrącam się, zanim znów zacznie rzucać oskarżeniami. – Nie obraź się, ale ty naprawdę nie jesteś w moim typie – dodaję, żeby nie było niedomówień.
– Więc nie chcesz ze mną… – Wskazuje palcem w moją stronę i kręci głową.
– Nie. Niczego od ciebie nie chcę. – Uspokajam ją.
– Ale… – Od razu dopowiada, wiedząc, że gdzieś jest ukryty haczyk.
– Nie ma żadnego ale. Ojciec coś sobie ubzdurał, a ja, podobnie jak ty, nie mogę mu odmówić. Dlatego proponuję ci układ na czystych zasadach – tłumaczę spokojnie, jakbym właśnie miał omawiać warunki kontraktu.
– Proponuj… – Jej głos nieco łagodnieje.
– Richard oczekuje, że zostaniemy parą. Więc pokażmy mu, że się dogadaliśmy. Udawajmy, że jesteśmy w związku. Ale tylko tutaj i tylko przed nim. A kiedy uda mi się schwytać osobę, która ci zagraża, każde z nas pójdzie w swoją stronę.
Na razie, być może błędnie, nie dodaję, że Olivia – moja Olivia – nic nie może o tym wiedzieć. Nie zrozumiałaby. Nie zaakceptowałaby, że robię dla ojca coś tak nonsensownego, żeby spłacić dług wobec rodziny Spencerów. A przecież właśnie to próbuję zrobić – oddać to, co dostałem jako dziecko. Olivia jest przekonana, że Richard jest moim biologicznym ojcem. Kiedy był czas przyznać się przed nią, zabrakło mi odwagi. Ona jest dziewczyną z dobrego domu, córką gubernatora. Nie potrafiłem stanąć przed nią i oznajmić, że kiedyś byłem zwyczajnym, biednym chłopakiem. Nie potrafiłem wyznać, że gdyby nie Spencer, skończyłbym jedynie szkołę podstawową i zarabiałbym w porcie na utrzymanie rodziny. Ona by tego nie zrozumiała. Marzyła, żeby mieć chłopaka z Harvardu. Jestem nim, chłopakiem z Harvardu, z bardzo kiepską przeszłością, o której nikt nie musi wiedzieć.
– Tylko tutaj?
– Tak. Jedynie w tym domu. Poza nim możesz robić, co chcesz i z kim chcesz, i wcale nie będzie mnie to interesowało. Dla mnie istotne jest to, żeby ojciec niczego nie podejrzewał. Od czasu do czasu potrzymamy się za ręce i to na początek wystarczy. On zna mnie dobrze i wie, że nie jestem wylewny.
– Będę mogła robić, co zechcę? – powtarza, jakby nie wierzyła.
– Tak – potwierdzam bez wahania. – Ale… – dodaję natychmiast – …w granicach rozsądku, oczywiście.
– Czyli jednak jest jakieś ale… – wypomina, co mnie irytuje, bo w ogóle nie dostrzegła, że w tym wszystkim oferuję jej i tak o wiele lepsze rozwiązanie, niż zaproponował jej mój ojciec.
– Po pierwsze, dostaniesz ochronę i bez niej nie wolno ci się nigdzie ruszać. Po drugie, będziesz robić to, co mówię, bez jakiegokolwiek sprzeciwu. Po trzecie, przeprowadzisz się do mnie. Dostaniesz osobną sypialnię. – Wypowiadam to na głos i sam nie wierzę w swoje słowa.
– Dlaczego? – pyta jak małe dziecko.
Mam ochotę odpowiedzieć: „bo tak”.
Wpatruje się we mnie ogromnymi oczami, a jej spojrzenie jest nieugięte. Czeka na wyjaśnienia, ale ja sam przez długą chwilę nie wiem, co powiedzieć i jak to ująć w słowa. W zasadzie ojciec nie powiedział mi zbyt wiele. Kazał się nią zająć. Kazał ją chronić. Oznajmił, że od dziś Emma należy do mnie.
– Nie masz wyjścia – wyduszam w końcu. – Możesz w to wejść na moich zasadach albo na zasadach ojca. Wybór wydaje się oczywisty. Ja gwarantuję ci nietykalność i ochronę. Nie spadnie ci włos z głowy. Zaufaj mi.
Zbliżam się do niej i łapię kontakt wzrokowy. Chciałbym wiedzieć, o czym myśli. Dlaczego jest taka spokojna, kiedy wszystko w niej powinno krzyczeć? Próbuję ją rozszyfrować, choć jej spojrzenie nic mi nie mówi. Wgapiam się w nią z bliska i teraz widzę wyraźnie jej twarz. Wyrosła na piękną dziewczynę. Zmieniła się, ale jej oczy… Oczy wydają się znajome.
– Dlaczego mam ci zaufać?
– Bo chcę ci pomóc.
– Dlaczego?
Znowu dlaczego…
– Bo ojciec mnie prosił.
– Ja nie prosiłam.
– Dlatego robię to dla niego, a nie dla ciebie – odpowiadam beznamiętnie, choć kiedy patrzę w jej oczy, wcale nie czuję, że mówię prawdę.
Gdzieś głęboko w podświadomości coś każe mi ją chronić.
– Jeśli się nie zgodzę?
– To nie są negocjacje – mówię stanowczo. – Zgodzisz się dobrowolnie albo siłą. – To przykre, ale tak się stanie. W mojej rodzinie nie akceptuje się sprzeciwu i to nie ja wprowadziłem te zasady. One były przed moim pojawieniem i sam musiałem je zaakceptować. – Nie zrobię niczego, na co nie wyrazisz zgody – powtarzam, jakby mnie wcześniej nie zrozumiała, żeby ponownie dać jej gwarancję nietykalności. – Teraz Kevin odprowadzi cię na górę do sypialni. Rano zjemy śniadanie z ojcem, a potem pokażę ci swój dom.
Emma odpowiada na to wszystko długim milczeniem i przerażeniem w oczach. Idzie ze zwieszoną głową w stronę mężczyzny, który ją tutaj przyprowadził, a ja czuję się z tym wszystkim podle. Bo choć chciałem ją uspokoić, choć nie chciałem jej zranić, chyba to zrobiłem, a przecież tylko wykonałem polecenie swojego ojca.
Kiedy zostaję sam, próbuję stłumić wszystkie myśli. Powinienem wypocząć. Mam za sobą trudny dzień – najpierw nieudane spotkanie w sprawie inwestycji, później kłótnia z Olivią o firmę, a na koniec ojciec i Emma. Konsekwencje tego wszystkiego będą opłakane, ale dopiero za jakiś czas. Dziś jest względnie spokojnie, choć byłem gotowy na krzyki, płacz i tupanie.
Kładę się koło północy. W głowie układam plan na jutro: na początek śniadanie i idiotyczny teatrzyk, potem powrót do posiadłości, ochrona, praca, kolejne spotkanie w sprawie portu. I może rozmowa z Olivią… choć to wydaje się najtrudniejsze. Jeśli się dowie o Emmie, na pewno się wścieknie, nawet gdy przedstawię jej własną wersję i powiem, że ona mieszka u mnie tylko na polecenie ojca.
Przymykam oczy i próbuję zasnąć, lecz oczami wyobraźni widzę dziewczynkę siedzącą na schodach posiadłości Spencerów, a obok niej mojego młodszego, przyrodniego brata Adama. Trzyma ją niewinnie za rękę i to z mojej perspektywy – prawie dorosłego mężczyzny – rozczulający widok. Dwójka dzieci, przyjaciół, mówiących do siebie rzeczy, których nie mają prawa jeszcze rozumieć. Powtarzających to, co kiedyś gdzieś usłyszeli.
– A ty będzies kiedyś moją dziewcyną.
– I nigdy mnie nie zostawis i zawse będzies ze mną?
– Zawse będę cię chronił, obiecuję, Emma.
Słowa sprzed lat wracają jak echo, a ja po raz pierwszy się zastanawiam, dlaczego ojciec tak mocno wszystko skomplikował? Dlaczego dziś wybrał mnie, a nie Adama?
