Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Porywająca kontynuacja mrocznego urban fantasy dla miłośników mitologii i niebezpiecznych sekretów
Jillian, Hyde i ich przyjaciele ledwo uchodzą z życiem z krwawej konfrontacji ze Skalanymi. Muszą zmierzyć się z przerażającą prawdą, która wywraca ich świat do góry nogami i z coraz śmielszymi poczynaniami Voida, Jillian zaś nie spocznie, póki nie uratuje siostry przetrzymywanej przez okrutnego Skalanego. Co tak naprawdę próbuje osiągnąć Void i jak daleko posuną się Jillian i jej towarzysze, by go powstrzymać?
Sprawę dodatkowo komplikuje nieuchronnie zbliżająca się przemiana Feniksjanki oraz pojawienie się tajemniczych Mitycznych, których motywacje pozostają dla bohaterów niejasne. Kto okaże się sprzymierzeńcem, a kto zagrożeniem? Czy trudna sytuacja zbliży do siebie Jillian i Hyde’a, czy pogrzebie ich szanse na szczęście?
Walka dopiero się zacznie, a jej konsekwencje okażą się nieodwracalne.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 392
Pustka stawała się coraz bardziej wszechobecna. Sprawiała, że emocje zastygały i traciły swą ostrość. Jakby ktoś nacisnął jakiś przełącznik i odciął zdolność pełnego odczuwania. Stan ten był dobrze znany Sue. Sprawiał, że była wybrakowana, ale i wyjątkowa jednocześnie.
Nie wiedziała, czy kiedyś przyniesie jej to zgubę, czy wprost przeciwnie, dlatego walczyła, by pustka nie ogarnęła jej całej. Umysł Sue funkcjonował w naprawdę zaskakujący sposób. Kiedy przeżyła coś obciążającego emocjonalnie, Sue po prostu to wypierała. Nie robiła tego nawet w pełni świadomie. To się po prostu działo, niezależnie od tego, czy tego chciała, czy nie. Panowanie nad tym przychodziło jej z trudem.
Tak działo się i tym razem. Jej przyjaciele skrywali wielką tajemnicę, która wywróciła jej życie do góry nogami. Omal nie została zabita przez krwiożerczą kreaturę, przed którą uratował ją tajemniczy i niepokojący mężczyzna.
Wszystko okazało się znacznie bardziej skomplikowane, niż kiedykolwiek zakładała, że będzie. Prawdopodobnie powinna czuć strach i niepokój związane z przeżytą traumą, ale nic takiego nie miało miejsca. Dręczyło ją przeświadczenie, że wszystko, czego doświadczyła, było czymś na kształt snu albo że przydarzyło się komuś innemu. Ta emocjonalna oziębłość wyzwoliła w niej pragmatyczne podejście do życia. Nie ufała swoim reakcjom, dlatego przyjęła zasadę oceniania wszystkiego z dystansu.
Właśnie dlatego odizolowała się teraz od Jillian i Adama. Czuła się niekomfortowo w ich towarzystwie i nie wiedziała, w jaki sposób się przy nich zachowywać. Dodatkowym utrudnieniem było to, że znalazła się w obcym miejscu.
Sue nie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości i dlatego zdawało się jej, że dryfuje bez celu. Nie chciała do tego dopuścić, ale też nie wiedziała, jak temu zaradzić. Straciła kontrolę nad własnym życiem. A kontrola była bardzo ważna. Pozwalała dziewczynie zachować poczucie względnej równowagi.
Przerażał ją także fakt, że taniec, jej jedyna, ale niezwykle potężna kotwica, był dla niej w tym momencie niedostępny. Noga po ataku szkaradnego stworzenia goiła się wyjątkowo paskudnie.
Raven udzieliła Sue pierwszej pomocy po tym, jak Shadow przywiózł ją do rezydencji Hyde’a, ale być może to za mało. Rana nadal była zaogniona, a dziewczyna na wizytę w szpitalu nie mogła sobie pozwolić. Cierpiała przy każdym poruszeniu, tabletki przeciwbólowe powoli przestawały pomagać. Mimo że wielokrotnie dezynfekowała ranę, pojawiło się zakażenie.
Nie miała innego wyjścia, musiała zwrócić się o pomoc do mieszkańców tego miejsca. Co więcej, nie wiedziała, czy fakt, że zaatakował ją wilkołak, mógł wpłynąć na proces gojenia rany.
Rozejrzała się po pokoju, który powoli zaczynała traktować jak swoją celę. Pomieszczenie było małe, ale przytulne, znajdowały się w nim wszystkie niezbędne meble. Niemniej, nie miała tu swoich osobistych rzeczy.
Siedziała na łóżku, wygodnie oparta o ścianę. Podkuliła zdrową nogę pod brodę. Po raz kolejny zaczęła analizować to, czego doświadczyła.
Wszelkie cieplejsze uczucia, jakie żywiła wobec Adama, prysnęły jak bańka mydlana, gdy dowiedziała się, że serce chłopaka od dawna należało do kogoś innego. Sue musiała sobie wszystko uporządkować. Zdecydować, co począć ze swoim życiem, i przystosować się do nowych realiów. Już niebawem będzie musiała skonfrontować się z innymi i dowiedzieć się jak najwięcej o sytuacji, w której się znalazła. Poznać zasady rządzące tym okrutnym światem.
Bała się także, że ktoś może zauważyć jej zniknięcie. Na szczęście miała swój telefon, Jillian przyniosła jej także laptopa, dzięki czemu Sue mogła udawać przeziębienie. Wiedziała jednak, że to kłamstwo można ciągnąć tylko przez kilka dni. Na uczelni będą wymagali zwolnienia lekarskiego, ale tym się nie przejmowała. Studia nie były aż tak ważne. Bardziej martwiło ją to, że rodzice w końcu będą chcieli ją odwiedzić. Do tego Sue nie mogła dopuścić. Mimo że nie byli blisko, jej rodzina musiała być bezpieczna.
Westchnęła cicho. Wsłuchiwała się w dźwięki płynące z wnętrza rezydencji. Wyznaczyła sobie misję i właśnie w tym celu nie zamknęła drzwi do pokoju. Czekała na przybycie mężczyzny, który ją ocalił. Jeśli dobrze usłyszała, miał się dziś pojawić.
Nie miała pojęcia, ile czasu minęło, ale w końcu dotarło do niej jakieś poruszenie w salonie. Wstała najciszej jak umiała i wyjrzała na korytarz. Opierała ciężar ciała na zdrowej nodze, powoli i ostrożnie zmierzając tam, skąd dobiegały głosy. Przywołała na twarz maskę spokoju.
Kiedy weszła do pomieszczenia, oczy wszystkich zwróciły się na nią, tak jak się tego obawiała. Bycie w centrum uwagi nigdy nie było dla niej komfortowe.
— Sue, jak miło, że się pojawiłaś. — Jillian przybyła dziewczynie z odsieczą i podeszła do niej. Wyglądała zaskakująco dobrze, zważywszy na wszystko, co się wydarzyło. Wsparcie, którego udzielili jej Hyde i Raven, było błogosławieństwem dla Jill.
Sue uśmiechnęła się zdawkowo do Jillian, zaraz jednak skupiła spojrzenie na długowłosym mężczyźnie.
— Shadow, tak? Czy możemy chwilę porozmawiać? — zapytała.
Wojownik spojrzał na nią obojętnym wzrokiem. Sue nie znalazła na jego obliczu żadnych cieplejszych emocji. Choć czuła się bardzo nieswojo, cierpliwie czekała, aż do niej podejdzie.
Wyszli na korytarz. Była mu wdzięczna za odrobinę prywatności.
— Słucham? — odezwał się.
Sue odetchnęła głęboko. Zacisnęła dłonie w pięści i popatrzyła w nieprzeniknioną twarz rozmówcy.
— Nie podziękowałam ci jeszcze za uratowanie mi życia. Mimo że jestem dla ciebie zupełnie obcą osobą, ocaliłeś mnie od śmierci z rąk tych potworów. Dziękuję.
— To nie mnie powinnaś dziękować. To ten chłopak, wasz przyjaciel, przewidział, że możesz być w niebezpieczeństwie.
— Ale to ty przybyłeś i pokonałeś wrogów.
— To mój obowiązek — zabijać Skalanych — uciął krótko.
Sue pokiwała tylko głową. Nie wiedziała, jak zareagować na takie stwierdzenie, więc zamiast odpowiedzieć, przyjrzała się mu dokładniej. Shadow był niewątpliwie piękny, ale w surowy sposób. Jego złote oczy obwiedzione czernią, która zajęła całe białko, były niepokojące. Dziewczyna domyślała się, że niewiele osób potrafiło wytrzymać to spojrzenie, dlatego tym bardziej starała się nie odwracać wzroku.
Czarne włosy opadały mu na plecy. Ubrany w japoński tradycyjny strój, kojarzył się jej z bohaterami anime, które czasem oglądała Jillian. Z samurajami i innymi wojownikami.
Jego misterne, czarne skrzydła wyglądały pięknie. Sue zastanawiała się, jakie są w dotyku. Pióra zdawały się jednocześnie niebywale aksamitne i delikatne, ale odznaczały się także pewną ostrością.
Shadow kojarzył się jej z demonem albo księciem piekielnym. Określenie „Mityczny” jakoś do niego nie pasowało. Być może bardziej trafna okaże się nazwa rodu, z którego się wywodził. Sue postanowiła, że w odpowiednim czasie musi dowiedzieć się więcej, kim lub czym jest ów tajemniczy mężczyzna.
— Nie będę ci już przeszkadzać, wracam do siebie — powiedziała po przedłużającej się chwili milczenia i ruszyła w stronę swojego nowego pokoju. Uważała, żeby za bardzo nie utykać, ale średnio jej to wychodziło. Każde ułożenie stopy na podłodze wywoływało nową falę cierpienia. Sue marzyła o tym, by znaleźć się w pokoju i łyknąć kolejną tabletkę przeciwbólową.
— Poczekaj. — Usłyszała nieoczekiwanie za sobą.
Odwróciła się i dostrzegła, że Shadow nie ruszył się ani o centymetr.
— Tak?
— Twoja noga nie goi się dobrze.
Sue bezwiednie skierowała spojrzenie na zranioną kończynę, po czym ponownie podniosła wzrok i popatrzyła na Shadowa.
— Masz rację. Rany opatrzyła Raven, teraz sama je oczyszczam i zmieniam opatrunki, lecz mimo to pojawił się stan zapalny — przyznała.
— A antybiotyki? Czy ktoś ci je podał?
— Antybiotyki? Nie, mam tylko antyseptyk i opatrunki ze srebrem.
— Głupcy — skwitował Shadow, wpatrując się w stronę salonu. Sue skuliła się, słysząc jego słowa. — Poczekaj tu chwilę, zaraz wrócę — dodał.
Oparła się o ścianę, czekając na powrót mężczyzny. Choć nie zamierzała podsłuchiwać, słyszała rozmowę.
— Dlaczego nie podaliście dziewczynie antybiotyków? W rany wdało się zakażenie. Zapewne trzeba będzie je otworzyć i oczyścić.
Sue zadrżała, słysząc jego słowa. To nie brzmiało dobrze.
— Nie wiedzieliśmy, przepraszam, nikt o tym nie pomyślał — odparła Jillian z zawstydzeniem.
Sue zrobiło się jej żal. Mimo wszystkiego, co się wydarzyło, czuła lojalność względem przyjaciół. Dlatego pokuśtykała do salonu.
— Nic się nie stało — oznajmiła. — To moja wina, mogłam poprosić o pomoc wcześniej.
— Nie, powinniśmy lepiej o ciebie zadbać. Może pomogę, wykorzystując swoje uzdrowicielskie zdolności? — zaproponowała Jill.
Shadow spojrzał na nią gniewnie.
— Wykluczone. Masz z nich nie korzystać przed przemianą. Już o tym rozmawialiśmy.
— Ale… — zaczęła Jill.
Jegers natychmiast jej przerwał.
— Żadnego ale. Nie wiemy, jakie mogą być konsekwencje twoich działań. Może to coś więcej niż ofiara krwi. Nie ryzykuj, jeśli nie będzie to konieczne. Ja jej pomogę.
— Naprawdę? — zapytała z niedowierzaniem Raven.
— Tak. — Shadow przeniósł spojrzenie na Sue. — Spotkamy się w twoim pokoju za chwilę. Weź kilka ręczników, w tym jeden większy.
— Dobrze — przytaknęła.
Ruszyła do swojego pokoju, po drodze zahaczając o łazienkę. Znalazła w niej czyste ręczniki, dwa z nich zabrała ze sobą. Ściągnęła luźne dresy i założyła szorty, które przyniosła jej Jillian. Nie czułaby się komfortowo, paradując przed Shadowem w samych majtkach. Mężczyzna onieśmielał ją samym swoim wyglądem, nie potrzebowała dodatkowego źródła stresu.
Shadow przybył po kilku minutach, przynosząc ze sobą miskę z gorącą wodą, skalpel, gazę, środki odkażające i najpewniej antybiotyki. Kucnął obok Sue i zaskakująco łagodnie ściągnął bandaż i opatrunki. Skóra pod nimi była poszarpana i zaczerwieniona. Ze środka sączyły się żółtawa wydzielina i brązowa krew, pojawił się także nieprzyjemny zapach. Mężczyzna przyglądał się temu wszystkiemu krytycznym okiem, po chwili podał jej zrolowany mały ręcznik.
— Zagryź na tym zęby — zakomenderował. Sue go posłuchała, nie zamierzała udawać odważnej i niepodatnej na ból. — Rozetnę brzegi, trzeba pozbyć się ropy. Nie znalazłem żadnego środka znieczulającego oprócz maści działającej miejscowo. Jej użyć nie możemy. Musisz siedzieć spokojnie i postarać się nie ruszać. Dasz radę?
Pokiwała głową, chociaż ogarniało ją coraz większe przerażenie. Ale nie było sensu odkładać nieuniknionego. Co więcej, Sue nie chciała, by ktoś jeszcze oglądał ją w tym stanie. Shadowa nie znała, ale mimo to wolała, by to on przeszedł z nią przez ten bolesny proces. Od początku tkwili w tym razem. Im szybciej zaczną, tym szybciej będzie po wszystkim. Sue czasem przeklinała swój pragmatyzm.
Gdy Shadow nachylił się nad nią ze skupieniem, dziewczyna wstrzymała oddech i zamarła. Starała się przygotować na nadchodzący ból. Ten był niewyobrażalny. Przecinana skóra zapłonęła żywym ogniem. Sue całą siłą woli powstrzymała się od gwałtownych wierzgnięć, by uciec od śmiercionośnego narzędzia. Mężczyzna lewą ręką trzymał jej nogę w żelaznym uścisku, drugą precyzyjnie rozcinał brzegi rany. Sue cieszyła się, że wzięła do ust knebel. Z oczu ciekły jej łzy, paznokcie wbijała w dłonie. Żałowała, że nie zemdlała. Każdy ruch skalpela po skórze przynosił ogromny ból. Z rany obficie wypływała krew.
Kiedy Shadow rozciął ostatnią część poszarpanej rany, dziewczyna nie miała nawet siły odetchnąć z ulgą. Ciężko dyszała, wypluła ręcznik. Ręce drżały jej niekontrolowanie. Na twarzy poczuła ściekające strużki śliny, ale była zbyt pozbawiona energii, by się nimi przejąć.
— Nacięcia nie są głębokie, najprawdopodobniej obejdzie się bez szycia. Teraz oczyszczę rany — uprzedził i zabrał się do dzieła.
Sue poczuła kolejną niepohamowaną falę bólu. Tym razem skóra piekła ją, jakby ktoś wylewał na nią kwas. Nie wiedziała, jak udało się jej nie wrzeszczeć wniebogłosy. Shadow przemywał zaognione miejsca i smarował jakimś antyseptycznym specyfikiem.
— Jasna cholera — wysapała, kiedy skończył.
— Już prawie koniec. Spotkanie z wilkołakiem mogło skończyć się znacznie gorzej. Powinnaś być wdzięczna, że odniosłaś tylko takie obrażenia — powiedział obojętnym głosem. Przyłożył jałowy opatrunek do rany i delikatnie zabandażował łydkę.
— Prawdziwa łaska — rzuciła ironicznie Sue.
— Zawsze może być tysiąckrotnie gorzej, wierz mi — oznajmił. Przysunął się do niej ze strzykawką. Igła przebiła skórę na ramieniu, antybiotyk zaczął się dostawać do jej organizmu.
— W to nie wątpię. Niemniej dziękuję za pomoc. Ponownie — powiedziała Sue.
Shadow skinął tylko głową, nawet się do niej nie uśmiechnął. Sue jednak to nie przeszkadzało. Liczyło się to, co dla niej zrobił, nie wyraz jego twarzy. Czyny nie kłamały, gesty i mimika często tak. Mężczyzna zaczął sprzątać po zabiegu. Brudne i okrwawione gazy wrzucił do miski z zabarwioną czerwienią wodą.
— Weź mocne tabletki przeciwbólowe i spróbuj zasnąć. Jutro niech ktoś ci zrobi kolejny zastrzyk z antybiotykiem, i tak przez pięć dni. Opatrunek ze srebrem możesz trzymać przez kilkadziesiąt godzin, sprawdź na ulotce, kiedy go zmienić. Lepiej nie rób tego codziennie, bo naruszysz łożysko rany. Jak tylko zauważysz, że noga wciąż się nie goi, poinformuj kogoś o tym — poinstruował ją rzeczowo.
— Tak zrobię.
Shadow nic nie odpowiedział i wyszedł, nawet się z nią nie żegnając.
Sue wzięła dwie tabletki z biurka i popiła je wodą. Była wykończona. Z trudem dowlokła się do łóżka. Położyła się, ledwo żywa. Chciała zasnąć, ale gonitwa myśli jej nie opuszczała.
Miała nadzieję, że następnego dnia obudzi się w znacznie lepszym stanie. Teraz leżała i czuła coraz większe odrętwienie, które obejmowało jej nogę. Pulsowanie powoli stawało się coraz lżejsze. Sue przez jakiś czas wpatrywała się w biały sufit. Starała się nie myśleć o niczym konkretnym, czekając, aż zmęczenie ją zmorzy, jednakże nadmiar przeżyć sprawił, że nie była w stanie się wyłączyć.
Rozmyślała o zamkniętym w sobie, małomównym mężczyźnie, który pomógł jej już dwa razy, mimo że się nie znali. Ponadto nie stosował wobec niej taryfy ulgowej, nie starał się na siłę nawiązać nici porozumienia. Po prostu był i robił swoje. Przy nim nie musiała się wysilać i udawać zainteresowania. Mogła zamknąć się w sobie.
Z tego, co udało się jej wywnioskować, mieszkańcy tego miejsca respektowali jego prawo do samotności. Wręcz trzymali się od niego z daleka. Shadow mógł stać się interesującym sprzymierzeńcem. Tak odmiennym od reszty. Wymuszona rozmowa pełna konwenansów nie miała dla niego sensu. Dla Sue było to idealne rozwiązanie. Zawsze chciała poznać taką osobę.
Podejrzewała, że w odpowiednich okolicznościach mógł mieć wiele do powiedzenia. Na swój sposób byli do siebie podobni. Mieli wielu ludzi wokół siebie, ale oni po prostu się autowali z tych relacji. Pozwalali, by samotność i pustka ich pożerały.
Sue znalazła swoją kotwicę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Od ataku, w którym prawie stracił życie, minął właśnie tydzień. Hyde miał wrażenie, że nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na tak długą stagnację. Nie chciał obciążać organizmu. Wiedział, że po ekstremalnej regeneracji nadal potrzebował czasu, by dojść do siebie. Miał także świadomość tego, że Raven i Jillian nie pozwoliłyby mu na większy wysiłek fizyczny. Nie było sensu się z nimi spierać. Chciał jak najszybciej wrócić do polowania na chimery i Skalanych, a przede wszystkim rozpocząć poszukiwania Sharon, ale by to zrobić, musiał dojść do pełni sił.
Miał teraz czas na przemyślenie niektórych spraw. Przede wszystkim tego, co czuł do Jillian. Dziewczyna obudziła w nim coś, czego do tej pory nie znał. Nie wiedział tylko, czy nie stanie się przez to słabszy. Czy wojownik, którym był od zawsze, nie straci nieco ze swej brawury. Miał nadzieję, że nie. Chciał wierzyć, że budzące się uczucia sprawią, iż odkryje w sobie kogoś, kto będzie jeszcze skuteczniejszy w pokonywaniu Skalanych, bo chroni kogoś więcej niż tylko siebie.
Musiał być także ostrożniejszy. Chcąc ochronić Jillian, zadziałał instynktownie, nie przemyślał konsekwencji swoich działań. Nigdy więcej nie powinien do tego dopuścić. Emocje nie mogą przysłonić trzeźwego osądu sytuacji.
Bynajmniej nie żałował, że uratował Jillian. Ale ocalił ją jako mężczyzna, a nie jako Jegers, który umie znaleźć wyjście z prawie każdej sytuacji i obrócić ją na swoją korzyść.
Sam się dziwił, że w tak szybkim czasie Jillian stała się dla niego tak ważna. Choć początkowo tłumił je w sobie, w obliczu ogromnego zagrożenia uczucia uderzyły z niespodziewaną siłą i zawładnęły jego umysłem. Hyde był zadowolony, że tak się stało. Lubił to rodzące się między nimi ciepło, jakie odczuwał, przebywając z nią. To, że miał kogoś, kto był gotów go w każdej chwili wysłuchać.
Porwanie Adama i nagłe pojawienie się Sharon bardzo ich do siebie zbliżyło. Było ich pierwszym przeżyciem o tak ogromnej wadze emocjonalnej. Czymś zupełnie innym od tego, czego doświadczyli podczas wspólnej nocy. Po tym wszystkim zaczęli spędzać znacznie więcej czasu razem. Dużo rozmawiali i poznawali się coraz lepiej.
Jego rozmyślania przerwało głośne, niekończące się pukanie. Hyde wiedział, kto czaił się po drugiej stronie drzwi.
— Przestań już walić i wchodź — zaprosił Raven do środka.
— Witaj, braciszku, cieszę się, słysząc, że znów zrzędzisz. To niewątpliwy dowód na to, że zdrowiejesz — odparła Raven.
Hyde tylko przewrócił oczami, ale zignorował zaczepkę.
— Co jest? Potrzebujesz czegoś?
— Chciałam porozmawiać — oznajmiła, wparowując do sypialni Hyde’a. Rozsiadła się wygodnie na skraju łóżka. Z jej twarzy emanowało podekscytowanie. — Chodzi o Shadowa.
Hyde uniósł brew w geście zaciekawienia. Tego się nie spodziewał. Przeczesał ręką włosy i oparł się o poduszki. Wpatrywał się w siostrę.
— Shadow był tu wczoraj. Zamierzał sprawdzić, jak się miewasz, ale ostatecznie nie pojawił się u ciebie, za to z własnej i nieprzymuszonej woli pomógł Sue, przyjaciółce Jillian. I to nie była mała pomoc, spędził z nią prawie godzinę, oczyszczając jej rany.
— Chyba zgubiłem wątek. Przecież opatrzyłaś jej nogę. Co się stało?
— To moja wina, przyznaję. — Raven zrobiła skruszoną minę. — Owszem, opatrzyłam, ale nie dość porządnie, jak się okazało. Zapomniałam też o podawaniu jej antybiotyku. Do rany wdało się zakażenie, którego nikt z nas nie zauważył. Miałam tyle na głowie, że potraktowałam ją po macoszemu. Mam z tego powodu wyrzuty sumienia, więc tego nie komentuj. — Raven spojrzała na Hyde’a wymownie i kontynuowała: — Sprawę skomplikował fakt, że Sue zamknęła się w pokoju, chcąc sobie przemyśleć wszystko, co ją ostatnio spotkało. W tym czasie rany zaczęły się jątrzyć. I to chyba bardzo. No więc zgadnij, kto to wszystko zauważył i pognał z pomocą? — zakończyła z ekscytacją i błyskiem w oku.
— Shadow sam z siebie się kimś zainteresował? — spytał z lekkim zaskoczeniem Hyde. Nie wiedział, co o tym myśleć. Shadow nie przejmował się niczym, jeśli nie było takiej konieczności. Zostawiał sprawy własnemu biegowi.
— Otóż to. Sue przyszła mu wczoraj podziękować i wtedy Shadow, widząc, z jakim trudem i bólem się porusza, skonstatował, że ma problem z nogą. Co więcej — Raven odgarnęła grzywkę z oczu energicznym ruchem i pochyliła się w stronę brata — nie kazał nam się nią zająć. Wprost przeciwnie. Zorganizował wszystkie potrzebne rzeczy i sam zatroszczył się o nogę Sue. Co musiało być dość problematyczne, bo zniknął nam skalpel. W każdym razie pomógł tej dziewczynie bardziej niż od dawna komukolwiek. Poświęcił jej czas i uwagę. Nie wiem, co się stało, ale to niesamowite.
Hyde rozumiał radość Raven. Fakt, że Shadow zatroszczył się o kogoś praktycznie obcego, był nieprawdopodobny. Tengu stronił od tego typu działań.
— To miła odmiana, ale nie obiecuj sobie zbyt wiele — rzucił do siostry.
— Pewnie nie, ale jak to mówią, nadzieja umiera ostatnia. Może Sue będzie tą osobą, z którą Shadow znajdzie jakąś nić porozumienia. Nieśmiało muszę przyznać, że chwilowo cieszy mnie fakt, że dziewczyna z nami nie rozmawia — przyznała Raven.
Hyde popatrzył na nią pytająco.
— Jeśli nie rozmawia z nami, to może zacznie z Shadowem? Nie wiem, czy ma to jakiekolwiek szanse powodzenia, ale myślę, że warto zaryzykować.
— Nie uważasz, że to zwykłe mrzonki? Na dodatek dość infantylne? — zapytał z rozbawieniem Hyde.
— Nie wiem, zobaczymy po prostu, jak się sytuacja rozwinie. Jedyne, o co proszę, to aby pozwolić Sue zachowywać dystans tak długo, jak będzie tego chciała. Pogadam o tym z tym chłopakiem, Adamem. Ty przekonaj Jill.
— Oni nie zamierzają na nią naciskać. Chcą dać jej tyle przestrzeni, ile będzie potrzebowała.
Raven uśmiechnęła się szeroko.
— Wiem, ale utwierdź Jill w tej decyzji.
Hyde parsknął pod nosem, ale nic nie odpowiedział. Nie chciał pozbawiać siostry nadziei, nawet jeśli jej plan miał wyjątkowo małe szanse powodzenia. W przeciwieństwie do Raven on nie wierzył, że Sue może coś zmienić. Niemniej empatia i wieczny optymizm były tymi cechami, za które inni najbardziej kochali Raven. Ten okrutny świat jej nie złamał.
*
Raven posiedziała u brata jeszcze jakiś czas, a potem poszła do siebie. Hyde miał dziś już więcej energii, dlatego zszedł na dół, spodziewając się zastać Jill w salonie. I rzeczywiście, siedzieli z Adamem na kanapie i o czymś rozmawiali. Hyde był rad, że przyjaciele pojawili się ponownie w życiu Jill, szkoda tylko, że okoliczności ich spotkania były tak tragiczne. Niemniej wierzył, że wszystko się ułoży, a każde z nich znajdzie sposób, by odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Nawet Sue.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Rozdział 1
Rozdział 2
