5,99 zł
Gdziekolwiek spojrzysz, magia już tam jest. Wystarczy ją odnaleźć.
„Pieśń Czarnego Lasu” to jedna z dwunastu niesamowitych historii zaklętych w zbiorze opowiadań „Magiczny kompas”.
Książka wydana nakładem wydawnictwa Nie powiem, Hm... zajmuje się dystrybucją.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 26
Gdy wejdziesz, chłopcze, w ten głuchy las,
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd.
Moje córki nucąc, pląsają na mchu,
A każda z mych córek piękniejsza od snu.
– Johann Wolfgang von Goethe, Król Olch, przekład swobodny Wisławy Szymborskiej
Od moich narodzin minęły setki lat. Setki lat, odkąd ugrzęzłam w lepkiej, pajęczej sieci Czarnego Lasu. Obserwowałam, jak okrutny czas pożerał kolejne istnienia, jak kwiaty drzew ginęły w cieniu traw, a owoce gniły w kłębach cuchnącego dymu. Podczas gdy cywilizacje rodziły się i upadały, a kolejne gatunki roślin i zwierząt dokonywały żywota, trwałam niezmieniona, wraz z moimi siostrami, braćmi i Królem. Tutaj, wśród górskich szczytów, żyliśmy w zawieszeniu pomiędzy złudzeniem przeszłości a niedoskonałą teraźniejszością, w cieniu wiecznego cyklu życia i śmierci. Pogrążeni w mroku wsłuchiwaliśmy się w pradawną opowieść wiatru o czasach, kiedy wszystkie istoty żyły w harmonii, w zgodzie z rytmem ziemi.
Z dala od wszystkiego, co niegodziwe i ludzkie, każdego wieczoru tańczyłyśmy dla Króla Lasu. Nasze ciała poruszały się w rytm pradawnego zaklęcia, a świetliste kręgi za nami rozjaśniały noc. Długie, śnieżnobiałe suknie obracały się w takt naszych kroków, pochłaniały migot gwiazd. Uniosłam rąbek materiału i wykonałam piruet, spoglądając na Króla. Zimna zieleń jego oczu zdawała się przenikać do mego wnętrza. Niczym dumny posąg, siedział na drewnianym tronie, skroń zdobiła mu złota korona, a wokół jasnej głowy latały świetliki, tworząc swoistą aureolę. To on stanowił naszą istotę, bez niego stawałyśmy się tylko błąkającymi się wśród drzew cieniami.
– Wystarczy – rozkazał.
Stanęłyśmy w półokręgu. Król podniósł się z tronu i podszedł do nas nieśpiesznie. Świetliki nad jego głową zawirowały niespokojnie, a powietrze wypełnił aromat mchu, wilgotnego drewna i leśnych ziół. Długa, srebrzysta szata błyszczała w świetle księżyca. W tle rozbrzmiała melodia wiatru, zza drzew dochodził odgłos oddechu jelenia i cichy śpiew kosa snującego melancholijną pieśń o potędze Czarnego Lasu – o tym, co minęło, i o tym, co dopiero miało nadejść.
– Możecie odejść – powiedział Król ostrym głosem. Rozciągnął usta w zimnym uśmiechu i zmrużył oczy, w których czaiła się czysta ciemność. Ziemia pod naszymi stopami zadrżała w odpowiedzi na jego obecność.
Chwyciłyśmy się za ręce i ukłoniłyśmy jednocześnie.
Król uniósł dłoń w geście błogosławieństwa. Mgła stopniowo poczęła otulać smukłą sylwetkę, aż w końcu zniknął w gęstwinie drzew. Zostawił za sobą subtelny blask.
Podziękowałam siostrom. Wymieniłyśmy delikatne uśmiechy, po czym rozeszłyśmy się w ciszy. W samotności oddaliłam się w kierunku wodospadu.
Gdy wkroczyłam na drogę pełną korzeni i pochylonych drzew nad moją głową przeleciała sowa. Chwyciła przebiegającą przez ścieżkę myszkę. Obserwowałam, jak zwierzę próbuje się wyrwać, ale ptak zacisnął szpony na malutkiej piersi, pozbawiając je tchu. Myszka opadła w śmiertelnym uścisku. Sowa zahukała i wzbiła się ku niebu, pozostawiła po sobie delikatny puch.
Wiatr zaskrzypiał konarami drzew, gdy postawiłam stopę na zakazanej drodze.
Trafiłam do miejsca, w którym przez drzewa przedzierało się wycie pędzących, żelaznych bestii, trupie lampy tłumiły ciepłe światło gwiazd, a delikatna woń leśnej ściółki mieszała się z plugawymi miazmatami.
To tutaj, przeszło pięćset lat temu, narodziłam się dla Lasu. Moje kości uformowano z kryształów twardych jak skały, a oddech pradawnych bogów tchnął we mnie ducha. Serce, jak wieczny ogień, rozpaliła pasja, a w żyły wtłoczono mi krew czystą niczym górski potok, niosącą życie wieczne.
Usiadłam u podnóża wodospadu. Przyglądałam się, jak wartki strumień przemyka przez kamienie, tocząc ze sobą wspomnienia eonów. Nocne dźwięki współczesnego świata – odgłosy maszyn, dalekie warkoty – zastąpił kojący szum wody. W wodnej kaskadzie ujrzałam swoje tęczówki – o barwie soczystej zieleni, tak różne od chłodnego spojrzenia Króla. Moje włosy powiewały na wietrze niczym utkane ze srebra, a skóra lśniła bladym światłem księżyca, odbijającym się od mokrych kamieni.
Zanurzyłam stopy w strumieniu i przymknęłam powieki, oddając się myślom.
W ciągu dnia Król zabronił nam odwiedzać to miejsce. To prawda, że mieliśmy żyć z dala od ludzi, ale jak uciec od ich świata, gdy szare drogi przecinały nasz dom niczym arterie, którymi rozprzestrzenia się trucizna?
Nie mogłam zrezygnować z tego miejsca. To tutaj przysięgłam Królowi miłość i oddanie. Każda kropla wody przypominała mi o tym, kim jestem. O tym, czym powinnam być.
Obrzuciłam wzrokiem dziwaczne konstrukcje, stworzyły je ludzkie ręce, aby poskromić żywioł. Ze ściętych drzew wybudowano mosty i schody prowadzące do wodospadu. Postawiono je z myślą o tych, którzy nie rozumieli, jak potężne i nieokiełznane jest to miejsce. Dla ludzi była to tylko woda spadająca z wysokości, a nie żywa opowieść mająca początek u stóp gór. Słońce dotykające tafli jawiło się im wyłącznie światłem, a nie symbolem życia. Chociaż zatrzymywali się i podziwiali ten sam widok co my, pozostali głusi na pieśń opowiadającą o dawnych czasach, o nas samych.
Nagle chłód przeszył moje ciało, niski krzyk rozerwał nocną ciszę. Usłyszałam plusk wody, zaraz potem wycie wilka. Strumień zafalował mocniej, a ciemność wokół zgęstniała.
Człowiek. Został zaatakowany.
Poderwałam się natychmiast i pobiegłam w kierunku, z którego dobiegały dźwięki. Przemknęłam przez kamiennie ścieżki i wspięłam się po drewnianych schodach w górę wodospadu, tam, gdzie ciemność stykała się z niebem.
Odgłosy walki, skowyt wilka, znowu plusk.
Przystanęłam na jednym z drewnianych mostków, nasłuchując. Szum nurtu przeplatał się z dźwiękami walki. Rozpaczliwe wołanie odbijało się od skał, a ludzkie krzyki łączyły się z wyciem bestii.
W oddali, na samym szczycie, majaczyło ciepłe światło.
Biegłam, ile sił w nogach, ścieżka stawała się coraz węższa, a woda uderzała o kamienie z impetem. Serce kołatało mi w piersi, krew rozgrzewała ciało.
Zatrzymałam się na skraju mostu, ujrzałam człowieka i wilka. Mężczyzna stał nad brzegiem, trzymał w jednej ręce coś, co wyglądało jak świecąca kula. W drugiej dzierżył masywny kij, którym bronił się przed wilkiem. Zwierzę ze wściekłym warkotem szykowało się do skoku.
Czas, który nas dzielił, zdawał się nie mieć końca.
Wilk rzucił się na człowieka. Świecący przedmiot wypadł z dłoni, potoczył się po kamieniach i zniknął w przepaści. Mężczyzna runął na ziemię, krzyk zgasł w jego gardle, gdy bestia wgryzła się w ramię.
Zacisnęłam usta.
Wilk był wysłannikiem Króla. Skoro ludzie zabijają zwierzęta, zwierzętom wolno zabijać ludzi. Tak przykazał nasz Król. I tak działo się teraz.
Magiczny kompas
© Praca zbiorowa
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody twórców.
Pod redakcją: D. B. Foryś
Redakcja: Natalia Hermansa, Anna Kucharska, D. B. Foryś
Korekta: Aleksandra Baranowska
Projekt okładki: E.Raj
Skład: D. B. Foryś
Elementy graficzne w treści: pexels.com, unsplash.com, freepik.com
ISBN e-book: 9788368695632
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2026
Wydawnictwo Nie powiem
E-mail: [email protected]
Telefon: 518833244
Adres: ul. Sobieskiego 225/9, 42-580 Wojkowice
www.niepowiem.com.pl
