Omaha 6:29 - Mariusz Roqfort - ebook
PROMOCJA

Omaha 6:29 ebook

Mariusz Roqfort

4,0

Opis

Książka z gatunku powieści awanturniczych. Dla smakoszy historii, podróży w czasie oraz akcji. Podana ze szczyptą tajemnicy, grozy i humoru. Bez patetyki, frazesów i nachalnego moralizatorstwa. W dodatku nieco niepoprawna, a całość czyta się jednym tchem. Nudzić się nie będziecie…


(...) Omaha to solidny kawałek dobrej zabawy. Czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Akcja toczy się wartko i bez przynudzania. Rzeźnicka precyzja w opisie walk nie obrzydza, da się czytać przy śniadaniu. Omaha nie udaje, że jest wielką literaturą, która za wszelką cenę próbuje wcisnąć jakieś przesłanie, wpędzić czytelnika w dylematy moralno-egzystencjalne albo depresję. Jest pokręconą historią okraszoną niezłym humorem z domieszką absurdu stworzoną dla ogólnej uciechy gawiedzi. A więc bierzcie, czytajcie i dobrze się bawcie. 

Szalenie ciekawy debiut literacki. Bardzo dobry debiut literacki! Ogromne poczucie humoru, świetne i rzeczywiste dialogi, napięcie, które trzyma i rośnie już od pierwszych stron, główni bohaterowie Jay i Bill, fabuła, no wszystko mi się podobało. A wydawałoby się, że temat przeniesienia w czasie już oklepany i nic nowego nie da się wymyślić. Niespodzianka, da się! Panie Autorze, majstersztyk.
(Recenzje z lubimyczytac.pl)

Pewnego dnia Jay Harder dostaje od swojego przyjaciela, Billa, wizytówkę tajemniczego kina Le Freak, znajdującego się w jednej z zapadłych dzielnic Cleveland. Bill upiera się, że tylko dzięki wizytówce, będą mogli kupić bilety na seans. Jednak Jay jest sceptycznie nastawiony do rewelacji przyjaciela. Do momentu, gdy decyduje się na odnalezienie kina…

Nagle Jay przekonuje się, że sytuacja robi się coraz dziwniejsza… Kino wetknięte w środek zniszczonych kamienic, w ponurej slumsowej okolicy, z wejściem strzeżonym przez rząd kamer i potężnych ochroniarzy… Zaintrygowany decyduje się na kupienie dwóch biletów na film pt. „Poranek na plaży Omaha”, za które płaci ponad 4 tys. dolarów… Lecz nie tylko cena okazuje się zaskakująca. Przed wejściem na salę kinową mężczyźni muszą podpisać oświadczenie o zrzeczeniu się roszczeń do firmy w przypadku utraty zdrowia lub życia oraz otrzymują kamizelki kuloodporne i hełmy.

W trakcie oglądania Jayowi wydaje się, że widzi, jak z ekranu wysuwa się karabin. Po chwili słyszy głuche uderzenie o podłogę.
Wiedziony ciekawością, wbrew kinowym regułom, opuszcza swoje miejsce i idzie to sprawdzić. Gdy znajduje się pod ekranem, wyciąga dłoń w jego kierunku i nagle znajduje się 6 czerwca 1944 r. na plaży Omaha… Początkowo traktuje to jak zabawę. Jego dobry humor się kończy, kiedy przekonuje się, że zarówno on, jak i Niemcy mają ostrą amunicję. Dodatkowo okazuje się, że nie jest jedyną osobą, która przedostała się do 1944 r. z kina Le Freak. Co więcej, osoba ta lub osoby czyhają na jego życie… Wyprawa w przeszłość przestaje być frajdą…

 

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 434

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (42 oceny)
16
13
9
3
1
Sortuj według:
estrellarain

Dobrze spędzony czas

Udany debiut książkowy. Wciagąca fabuła i dobrze zbudowana od początku do końca historia, momentami nawet zabawne momenty. Warto! Na minus błędy korektorskie.
00
pkwiatkowska

Nie polecam

Nie wystarczy mieć pomysł na początek, Przydalo by się mieć jeszcze na kontynuację i zakończenie. Tu tego brakuje. Postacie drętwe, stereotypowe (bogaty cwaniaczek i jego ciapowaty kolega) i tępo-naiwne (obsługa kina i żołnierze w Normandii). Dialogi (nie wszystkie) żenujące. Strata czasu.
00

Popularność




Rozmyślanie przerwała mu rozsuwająca się gruba kotara i płynący z ekranu szum morza, od czasu do czasu zagłuszany wiejącym wiatrem. Po chwili zaczął pojawiać się obraz. Na początku lekko rozmazany, zaczął nabierać ostrości i wyrazistości. Kamera umieszczona była gdzieś na plaży i skierowana w stronę morza. Podmuchy wiatru stawały się coraz silniejsze, kołysząc rosnącymi na piasku badylami. Jayowi zdawało się, że czuje zapach morskiej bryzy z całym ładunkiem aromatów, które ze sobą niosła. Glony, wodorosty, słona woda…

No proszę… To im się udało. Poczuć zapach płynący z ekranu… Nigdy mi się to nie zdarzyło… Dyskretnie puszczane wiatry ze strony widowni owszem, ale te raczej nie współgrały z obrazem. Jeśli to trik, to zdecydowanie udany, lecz raczej nie wart czterech tysięcy dolców. — myślał Jay, gapiąc się w ekran.Po kilku minutach od strony morza zaczęły majaczyć się jakieś kształty, zbliżające się do brzegu. Z zamglonego horyzontu powoli wynurzały się barki desantowe. Z każdą chwilą pojawiało się ich coraz więcej. Z pierwszych, które dotarły do płycizny, po opuszczonych rampach schodzili żołnierze obładowani sprzętem. Kilkudziesięciu dotarło do skraju plaży, inni, którzy opuścili barki w miejscach, gdzie woda była głębsza, znikali pod powierzchnią. Następnie wynurzali się i ociekając wodą, podążali z mozołem w stronę plaży.

Nagle, z prawej strony ekranu dały się słyszeć strzały z broni maszynowej. Zawtórował im huk pocisków artyleryjskich wzbijających w powietrze gejzery wody i piasku. Jay miał wrażenie, jakby kino się zatrzęsło, a w twarz uderzyły go drobiny piasku. Popatrzył na Billa. Ten siedział z wytrzeszczonymi ze zdumienia oczami, co chwilę dotykając twarzy.

— Pst! — Jay złapał go za rękaw. — Widziałeś ten bajer?

— Piasek? Jasne! Tania sztuczka. Pewnie gdzieś obok sceny siedzi facet z workiem piachu i sypie go do wentylatora — szepnął Bill.

— O ile dobrze znam historię tego desantu, jeden worek mu raczej nie wystarczy — odpowiedział Jay, ale Bill tego już nie mógł usłyszeć, bo kolejna, silna eksplozja wypełniła salę kinową przenikliwym hukiem.

Jay aż podskoczył na fotelu. Odgłos wybuchającego pocisku był niezwykle realistyczny, jakby wybuchł tuż obok… Zdumiony przetarł czoło i znowu poczuł pod palcami drobinki piasku.

Film wydawał się być autentyczną kroniką, choć jego jakość była zastanawiająco dobra.

Może zrobiono go z jakichś odrzuconych podczas montażu kawałków „Szeregowca Ryana”? — pomyślał, przyglądając się twarzom biegnących żołnierzy w nadziei, że rozpozna jakiegoś aktora.

Z zamyślenia wyrwał go upierdliwy jazgot broni maszynowej, a po chwili świst pocisków. Przetarł oczy, bo miał wrażenie, że część z nich uderzyła w barierę ochronną, która lekko się zakołysała. Mógłby przysiąc, że w jednym z jej rogów widzi pajęczynę pęknięć.Szarpnął Billa za rękaw, ale ten nie reagował. Zrobił to jeszcze raz, tym razem mocniej.

— Bill! — próbował przekrzyczeć eksplozje pocisków. — Obudź się!Wyrwany z letargu Bill, otumanionym wzrokiem spojrzał na Jaya.

— Widziałeś to? — szepnął Jay.

— Ale co?

— Zabłąkane pociski, które lecą w stronę widowni!

— Niemożliwe… No jak?

— To popatrz na barierkę. Tam, z prawej strony na górze. Widzisz te pęknięcia?

— Możliwe, ale to chyba już tam było.

— Gówno było. To stało się przed chwilą, po serii z kaemu!

— Wydaje ci się.

— Jasne… — naburmuszony Jay stwierdził, że dalszy dialog w tych okolicznościach nie ma sensu i skupił się na śledzeniu akcji.

Kolejne grupy żołnierzy opuszczały barki desantowe, na co Niemcy zareagowali jeszcze silniejszym ogniem z ledwo widocznych bunkrów z prawej strony ekranu. Tumany piasku podnoszone seriami broni maszynowej, dział i moździerzy wzbijały się wysoko, a kiedy opadały, odsłaniały pokiereszowane lub rozerwane zwłoki. Wnętrze sali kinowej wypełniał wiejący od ekranu gryzący zapach spalenizny płonących czołgów, transporterów i prochu z wybuchających granatów moździerzowych.

Rozpętało się piekło. Zdesperowani Niemcy dziesiątkowali Amerykanów, którzy usiłowali przebiec odcinek plaży z ciężkim ekwipunkiem, daremnie szukając jakiejś osłony. Padali jak zboże koszeni długimi trzaskającymi seriami kaemów. Tych, którzy przetrwali lawinę ognia z broni maszynowej, masakrowały odłamki granatów moździerzowych. Sanitariusze biegali jak w ukropie, żeby pomóc lżej rannym, ale mimo widocznego czerwonego krzyża na hełmie i oni stawali się celem ataku. Pociski z niemieckich kaemów z głuchym dźwiękiem uderzały w metalowe części zapór przeciwczołgowych. Ogłuszeni i oszołomieni Amerykanie wstawali, rozglądając się bezradnie za dowódcą, stając się łatwym kąskiem dla snajperów i obsługi karabinów maszynowych.

Mimo odbywającej się na plaży egzekucji, do brzegu niezmordowanie dobijały kolejne barki. Wypluwały ze swych wnętrz następnych nieszczęśników, nieświadomych rzezi, jaka ich czeka. Jay patrzył na tę masakrę z bólem serca. Nieraz widział te sceny w filmach o D-Day, ale to, co właśnie oglądał, wyglądało obrzydliwie realistycznie. Zupełnie, jakby sam znalazł się na tej piekielnej plaży. Pocieszała go tylko świadomość, że finalnie Niemcy i tak skapitulują. Huk wybuchów i świst pocisków przecinających powietrze powodował, że wbił się jeszcze mocniej w fotel, jakby się bał, że jeden z nich go dosięgnie.

To chore. Przecież to tylko film — próbował się pocieszyć. — Tylko, po cholerę kazali zakładać hełmy i kamizelki?W tej samej chwili, coś dużego uderzyło w barierę, odłamało jej górny róg, a potem przeleciało ze świstem. Coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak kamień. Jay odruchowo odchylił się w stronę Billa i w tym momencie lecący przedmiot wbił się w oparcie fotela, skwiercząc i dymiąc, jak przypalane na patelni jajka.Odruchowo dotknął wystającej bryły o nieregularnym kształcie i natychmiast tego pożałował.Na palcach poczuł przeszywający ból, jaki towarzyszy oparzeniom. Po chwili usłyszał za sobą jakiś hałas. Zerknął przez ramię i zauważył pracowników kina dyskretnie wynoszących na noszach jęczącą kobietę.

— Bill! Kurwa mać! Bill! — syknął, usiłując zwrócić uwagę kolegi. W końcu nie wytrzymał i trzepnął go w hełm. Bill wystraszony nagłym klepnięciem, popatrzył na Jaya nieprzytomnym wzrokiem.

— Odwróć się szybko! Zobacz! — Jay wskazał palcem oddalających się ochroniarzy.

— Co się stało? — Bill zerknął przez lewe ramię.

— Nie wiem, ale robi się dziwnie. Popatrz tu — wskazał palcem na poręcz fotela, w której tkwił dziwny, lekko dymiący kawałek metalu.

— Co to jest?

— Przyleciało z plaży Omaha. Chyba odłamek — odpowiedział Jay, jednocześnie ostrożnie próbując go wyjąć przez chusteczkę.

— Co ty pierdolisz? Odłamek? W kinie?

— No sam popatrz — Jayowi w końcu udało się wyrwać go z oparcia fotela. — Ciężkie… Na sto procent odłamek z moździerza albo jakiegoś działa.Bill ostrożnie wziął go do ręki.

— Bardzo ciepły, ale skąd się to wzięło?

— Przecież mówiłem, że przyleciało stamtąd — Jay wskazał palcem na ekran. — Przyjrzyj się barierze ochronnej to zobaczysz nie tylko ułamany jej fragment, ale także ślady po pociskach karabinowych. Widzisz?Bill wytężył wzrok.

— Coś tam widać, ale to mogą być jakieś normalne pęknięcia przy montażu albo dłuższej eksploatacji.

— Nic podobnego. Zanim zaczął się seans, szyba była gładka jak dupa niemowlaka.

— Sugerujesz, że to przyleciało z…

— Wiem, że brzmi to idiotycznie, ale to chyba szwabskie pociski z bunkrów na plaży Omaha.

— Taaa… Raczej z dupy. Pogięło cię. Czytasz za dużo fantastyki. Zamiast wypatrywać zabłąkanych pocisków sprzed siedemdziesięciu sześciu lat, skup się raczej na filmie, albo pozwól, że ja się skupię.

— Jak sobie chcesz — burknął Jay, choć zdawał sobie sprawę, że to, co mówi brzmi debilnie i być może Bill ma rację uważając, że ponosi go wyobraźnia.

O co tu biega? — pomyślał Jay. — Może organizatorzy chcieli stworzyć odpowiedni klimat? Hełmy, kamizelki kuloodporne, piasek w oczy… Tylko po co te latające pociski i odłamki? Gdybym nie zdążył się odchylić się w fotelu bardziej w prawo, ten odłamek zamiast w oparciu, utkwiłby w moim ciele, a wtedy żadna kamizelka by mi nie pomogła. Ostro pogrywają… Zamiast walić amunicją w publikę, mogliby rzucać w nią mięsem i oblewać sztuczną krwią. Ekstremalne wrażenia gwarantowane, a nikt by przy tym nie ucierpiał…

Rozmyślanie przerwała mu scena, w której tuż przy dolnej krawędzi ekranu upadł aliancki żołnierz. Musiał być ranny, bo jego twarz wyrażała ogromny ból. Chwilę potem w stronę żołnierza uderzyła seria pocisków, wzbijając chmurę piasku. Jeden z nich zdołał dosięgnąć pleców rannego. Ten krzyknął, raptownie się wygiął i wypuścił z ręki karabin.

Jay przetarł oczy. Miał wrażenie, że karabin powoli wysuwał się poza obręb ekranu, by po chwili upaść na podłogę. Nie była to duża wysokość, więc odgłos był prawie niesłyszalny, ale dla Jaya był to sygnał, że jednak dzieje się tu coś niewiarygodnego. Musiał się tylko upewnić, że nie są to halucynacje. Odwrócił się i dyskretnie rozejrzał w poszukiwaniu ochrony. Na szczęście niczym niezaniepokojeni, stali spokojnie z założonymi rękami, rozglądając się leniwie po widowni, od czasu do czasu patrząc na zegarki. Jay nachylił się w stronę Billa.

— Na chwilę spadam, więc w żadnym wypadku nie wciskaj alarmu. Muszę coś sprawdzić. OK?

— Jak to spadam? Gdzie? — Bill zezował w jego stronę, próbując jednocześnie nie uronić nic z akcji, rozgrywającej się na ekranie.

— Nieważne… Muszę i koniec. Gdyby ktoś o mnie pytał, powiedz, że z nerwów dostałem sraczki i jestem w toalecie.

— Pojebało cię, ale jak chcesz… Tylko nie wpadnij w jakieś gówno.

— Nie ma obawy…