Od zawsze i na zawsze - Kinga Paulina Zabiega - ebook
NOWOŚĆ

Od zawsze i na zawsze ebook

Kinga Paulina Zabiega

0,0

102 osoby interesują się tą książką

Opis

CZASEM GRANICA MIĘDZY NIENAWIŚCIĄ A CZYMŚ ZNACZNIE SILNIEJSZYM JEST NIEBEZPIECZNIE CIENKA.

 

Zoe Adams ma wszystko pod kontrolą: naukę, taniec i swoje życie. Jednego tylko nie potrafi uporządkować – relacji z Cameronem White’em, aroganckim kapitanem drużyny koszykarskiej i jej odwiecznym wrogiem. Od dziecka łączy ich niechęć podsycana przez rodzinne spotkania, wspólne wakacje i wzajemne prowokacje.

 

Granice, które latami ich chroniły, zaczynają się zacierać. Napięcie rośnie, sekrety wychodzą na jaw, a Zoe odkrywa, że Cameron nie jest tym, za kogo zawsze go uważała. Gdy przeszłość zaczyna jej zagrażać, musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: Czy można zaufać komuś, kto przez całe życie był wrogiem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 417

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla mojego narzeczonego.

Dziękuję, że uwierzyłeś we mnie, zanim ja sama odważyłam się uwierzyć w siebie.

Kocham Cię.

Prolog

Życie nauczyło mnie, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Kiedyś myślałam, że świat jest czarno-biały, że dobro i zło są jasno określone, a ludzie dzielą się na tych, którzy są po mojej stronie, i na tych, którzy nigdy nie będą. Miałam w sobie pewność, która nie dopuszczała możliwości pomyłki.

Dorastając, utwierdzałam się w tym przekonaniu. Byłam najlepszą uczennicą w szkole, odnoszącą sukcesy tancerką, otoczoną wspierającymi mnie ludźmi. Miałam kochających rodziców, którzy zrobiliby dla mnie wszystko, i wspaniałego przyjaciela – brata mojego największego wroga. Moje życie było uporządkowane, pod kontrolą. Wszystko idealne. Poza jednym…

Cameron White.

Znałam go, odkąd pamiętam. Był częścią mojego życia, czy tego chciałam, czy nie. Od najmłodszych lat doprowadzał mnie do szału, a ja nie pozostawałam mu dłużna. On działał mi na nerwy, ja robiłam wszystko, by nie dać mu tej satysfakcji. On prowokował, ja odpowiadałam. Nasza historia to niekończąca się walka. A najgorsze było to, że nie mogłam go po prostu wyrzucić ze swojego świata. Nasze rodziny się przyjaźniły, a my – mimo całej tej nienawiści – byliśmy na siebie skazani.

Cameron był dla mnie kimś, kogo określałam jednym słowem – wróg. Pewnym siebie, aroganckim chłopakiem, który doskonale wiedział, jak doprowadzić mnie do furii. Wszyscy go uwielbiali – był kapitanem drużyny koszykarskiej, jednym z najpopularniejszych uczniów w szkole, chłopakiem, za którym oglądały się dziewczyny. Ale ja widziałam coś więcej. Znałam go od podszewki, pamiętałam każdy moment, gdy rzucał mi wyzwanie, każdą sytuację, w której robił coś, by pokazać, że ma nade mną przewagę. Tak spędziliśmy wiele lat naszego życia, a nasi rodzice dostawali szału za każdym razem, gdy byli wzywani do szkoły albo musieli naprawiać wyrządzone przez nas szkody. Nie potrafiłam jednak tego zmienić.

Był jak drzazga, która utkwiła mi pod skórą – nie mogłam jej wyjąć, ale czułam ją za każdym razem, gdy poruszałam dłonią. A potem wszystko zaczęło się zmieniać. Nie od razu. Nie było jednego momentu, który przewróciłby moje życie do góry nogami. Zmiana przyszła powoli, stopniowo, jak fala cofająca się tylko po to, by za chwilę uderzyć ze zdwojoną siłą. Zaczęło się niewinnie, od drobiazgów. Od tego, że jego spojrzenie przestało być tylko wyzwaniem, a stało się czymś trudniejszym do zdefiniowania. Od tego, że jego dotyk – choć przypadkowy – sprawiał, że moja skóra piekła dłużej, niż powinna. Od tego, że zaczął mówić rzeczy, które nie były już tylko uszczypliwościami, ale kryły w sobie coś więcej. Od tego, że nagle zobaczyłam w nim coś, czego nigdy nie chciałam widzieć.

A potem wszystko wymknęło się spod kontroli…

Rozdział 1

Początek nowego roku szkolnego zawsze był dla mnie wyjątkowo stresujący. Lubię dni spędzone w szkole, ale zawsze czuję na sobie presję, którą w dużej mierze sama na sobie wywieram. Tym razem jest ona jeszcze większa, bo zaczynam swój ostatni rok w Northside College Preparatory High School. Liceum szczyci się wieloletnią tradycją, bo w końcu jest to pierwsza publiczna szkoła średnia w Okręgu Szkolnym Chicago. Całe szczęście, że położona jest obok North Park, bo przynajmniej mam gdzie spędzać przerwę w te cieplejsze dni. Ku mojej radości, przez pierwszych kilka tygodni będę mogła się tym nacieszyć.

Wchodzę na teren szkoły razem z Camille, która opowiada mi akurat o tegorocznych szkolnych występach talentów. Takie wydarzenie odbywa się co roku w naszej placówce i jest przeznaczone dla ostatnich klas, gdyż ich uczniowie mogą zaprezentować się przed ważnymi osobistościami i zostać od razu przyjęci na najlepsze uczelnie, a przy okazji przedstawić Northside College Preparatory High School z jak najlepszej strony. Ja również mam zamiar wziąć udział w tym konkursie. Nie po to przez tyle lat trenowałam taniec, żeby nie dostać się teraz do najlepszej uczelni o tym profilu. Zresztą, wyniki w nauce też dają mi wiele możliwości, bo skoro jestem najlepszą uczennicą w szkole, to musi o czymś świadczyć. Moje myśli pochłonęły przygotowania do występów, ale z zamyślenia wyrywa mnie głos przyjaciółki.

– Oho, idzie twój najukochańszy przyjaciel.

Camille patrzy gdzieś za mnie, więc i ja odwracam głowę w tym kierunku, co okazuje się błędem. Przewracam oczami i klnę pod nosem. Idzie dumnie przez korytarz wraz ze swoimi kolegami. Większość uczniów patrzy na niego z podziwem ze względu na jego wielki dom, same najlepsze samochody na podjeździe i pozycję kapitana w szkolnej drużynie koszykarskiej.

Moja rodzina również jest bogata, mam ponadprzeciętne wyniki w nauce i dość wysokie osiągnięcia taneczne, a w dodatku również jestem lubiana przez innych uczniów i nauczycieli. Jednak ja nie obnoszę się z tym do takiego stopnia, co on.

– Idiota myśli, że gra najważniejszą rolę w tej szkole – burczę pod nosem, wyciągając podręczniki z szafki.

– Wiesz, w zasadzie to trochę tak jest, każdy go zna i chce się z nim zadawać – odpowiada ze śmiechem dziewczyna.

– Nie każdy – odwracam się do niej, zamykając szafkę.

– Kochanie, nie gniewaj się, ale jesteś wyjątkiem, który tylko potwierdza regułę. – Uśmiecha się do mnie, a ja wzdycham ciężko.

Cameron White, arogancki i zakochany w sobie dupek, którego niestety uwielbia cała szkoła. Z jednej strony się nie dziwię, bo jest naprawdę uprzejmy w stosunku do nauczycieli i miły dla innych uczniów. Niestety, mnie nie spotkał ten zaszczyt, bo nienawidzimy się tak naprawdę od urodzenia, a nasi rodzice są najlepszymi przyjaciółmi. Jestem przez to zmuszona do spędzania z nim czasu na wspólnych wakacjach i spotkaniach przy obiedzie przynajmniej raz w miesiącu. Na szczęście moje męczarnie wynagradza obecność jego brata – Graysona. Jest starszy od nas o dwa lata, ale dogaduję się z nim jak z nikim innym. No, może z wyjątkiem Camille.

Znamy się z Graysonem od momentu, gdy tylko się urodziłam. Odkąd pamiętam, byłam jego oczkiem w głowie i opiekował się mną na każdym kroku, co przeszkadzało niestety jego młodszemu bratu. Cameron przez wiele lat skutecznie utrudniał mi życie, do czego po takim czasie zdążyłam się już przyzwyczaić. Na całe szczęście mam po swojej stronie starszego z braci White, który przez te wszystkie lata okazał się zdecydowanie najlepszym przyjacielem, jakiego mogłabym sobie wyobrazić, mimo że nie spotykamy się wcale tak często.

– Dobra, chodź, bo spóźnimy się na pierwszą lekcję – odzywa się dziewczyna.

Kiwam jedynie głową, zgadzając się z jej słowami, i ruszam w kierunku sali z rudowłosą u boku. Wchodzimy na zajęcia z języka angielskiego i zajmujemy nasze miejsce w ławce przy oknie. Za nami znajduje się jeszcze tylko jedna ławka, więc siedzimy prawie na końcu, do czego w zasadzie zmusiła mnie Camille, bo nie jest taka chętna do nauki jak ja. Niestety, za nami siada Cameron ze swoim najlepszym przyjacielem, Landonem.

– Co nasza panna idealna taka naburmuszona? – White patrzy na mnie wyzywająco z góry, a ja mierzę go równie lodowatym spojrzeniem.

– Zobaczyłam ciebie i to mi wystarczyło – odgryzam się, ale w tym momencie kąciki ust szatyna wędrują ku górze, a chłopak nachyla się i opiera dłonie o moją ławkę, po czym mówi:

– Widzimy się na kolacji w sobotę, słonko, tylko ubierz się jakoś lepiej, ten strój strasznie cię pogrubia.

Po tych słowach Cameron siada na swoim miejscu, a siedząca obok rudowłosa przysuwa się do mnie i szepcze z uśmiechem:

– Gorąca byłaby z was para.

Przewracam oczami na jej słowa i chowam twarz w dłoniach.

– Och, odpieprz się – mówię, na co reaguje śmiechem.

Do sali wchodzi nauczyciel, więc obie skupiamy na nim uwagę. To jest pierwsza lekcja w tym roku szkolnym i mam zamiar zrobić jak najlepsze wrażenie, a nie przeszkadzać prowadzącemu.

Przez cały dzień skutecznie ignoruję White’a, chociaż nie jest to wcale takie łatwe, zważywszy na to, że widujemy się praktycznie na wszystkich zajęciach. To sprawia, że nie mam pojęcia, jak uda mi się przetrwać najbliższy rok. Wiem jednak, że muszę zacisnąć zęby, aby w przyszłości rozkoszować się sukcesem i nie widywać go więcej – przynajmniej na to liczę.

Po zajęciach postanawiam jeszcze skorzystać z toalety. Cam obiecała, że poczeka na mnie przed szkołą, więc po załatwieniu swojej potrzeby chcę jak najszybciej do niej dołączyć. Popycham drzwi zdecydowanie zbyt mocno, bo z głośnym hukiem zatrzymują się w połowie drogi. Uderzyłam kogoś. Niech to szlag! Szybko chcę sprawdzić, komu zrobiłam krzywdę, ale gdy widzę JEGO, od razu odechciewa mi się przepraszać. Nie czuję już poczucia winy, a satysfakcję. Cameron trzyma się za czoło, a gdy mnie zauważa, jego szczęka automatycznie się zaciska.

– Ups. – Wzruszam ramionami. – Chciałam przeprosić, ale skoro to ty, to sobie odpuszczę. – Uśmiecham się sztucznie.

– Lepiej przeproś. – Chłopak prostuje się, przez co zdecydowanie za bardzo nade mną góruje. – Może wtedy zapomnę, że mi przywaliłaś drzwiami i tym razem odpuścimy sobie zemstę.

Unoszę brwi na jego słowa, bo coś mi się zdaje, że on sam nie wierzy w możliwość moich przeprosin.

– Nie boję się twojej zemsty. – Zdecydowanym ruchem zakładam ręce na piersiach, chociaż nie do końca czuję się pewnie.

Chłopak marszczy brwi na moje słowa, przez chwilę przyglądając się mojej postawie.

– To się jeszcze okaże. Pamiętaj, ja nigdy nie przegrywam.

White z tymi właśnie słowami wymija mnie i kieruje się w stronę wyjścia ze szkoły. Gdy już znika mi z oczu, idę w jego ślady i również wychodzę z budynku. Oddycham z ulgą świeżym powietrzem i podchodzę do mojej przyjaciółki.

– Twoja mina wskazuje na nieoczekiwane spotkanie z Cameronem – śmieje się.

– A żebyś wiedziała. Jak zwykle myśli, że mu wszystko wolno – mówię nadzwyczaj spokojnym tonem, bo jego groźby już dawno przestały robić na mnie wrażenie.

Camille wsuwa swoją rękę pod moje ramię i razem kierujemy się w stronę samochodu dziewczyny. Gdy do niego docieramy, zajmuję miejsce pasażera, którego nie oddaję kompletnie nikomu.

– Wpadasz dzisiaj do mnie na film i plotki? – Szczerzy się w moim kierunku rudowłosa.

– Nie mogę. Muszę przygotować się na jutrzejsze zajęcia, a w dodatku wieczorem mam jeszcze trening.

Oczywiście, że wolałabym spędzić wieczór z moją przyjaciółką na jedzeniu niezdrowego jedzenia i plotkach, ale są rzeczy ważne i ważniejsze, a w tym momencie najważniejszy dla mnie jest pokaz talentów. Zielonooka czasami jest niepocieszona tym faktem, ale staram się nie zaniedbywać naszej relacji i poświęcać jej jak najwięcej mojego wolnego czasu. W dodatku bardzo często razem się uczymy, a przy tym zawsze też pojawiają się jakieś plotki, bo po prostu by tego nie odpuściła.

– Okej – wzdycha. – Przygotowana na sobotnią kolację z państwem White? – Zerkam na nią spod moich przeciwsłonecznych okularów, które założyłam na nos, gdy tylko wsiadłam do samochodu.

– Na to nigdy nie da się być gotowym. Jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że będzie również Grayson. Rodziców chłopaków też bardzo lubię, ale to nie jest to samo.

Państwo White są przekochani i na szczęście nie tolerują zachowania młodszego syna. Za każdym razem, gdy na wspólnych spotkaniach rzuca w moim kierunku jakiś niemiły komentarz, zwracają mu dość dosadnie uwagę, za co jestem im ogromnie wdzięczna. Poza tym przeważnie jest jeszcze Grayson, który w razie czego bez problemu odgryzie mu się jakąś żenującą historyjką z dzieciństwa, co niemiłosiernie nas wszystkich bawi. No, może z wyjątkiem Camerona.

– Nadal ciężko mi zrozumieć, jakim cudem tak bardzo się nienawidzicie, skoro ty i jego starszy brat się uwielbiacie. – Głos Cam wyrywa mnie z zamyślenia.

W zasadzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Odkąd tylko pamiętam, jeden z braci White był moim największym wrogiem, a drugi najlepszym przyjacielem. Tak po prostu było i tyle. Nigdy nie myślałam nad tym, czym to może być spowodowane.

– Może dlatego, że oni są zupełnie różni. Podobni są jedynie z wyglądu, ale charakter to zupełnie inna bajka – mówię, gdy Camille akurat wjeżdża na mój podjazd.

– Może to tylko twoje zdanie? Pomyśl o tym. Udanego treningu.

Nie mam czasu rozmyślać nad jej słowami. Żegnam się z dziewczyną i wchodzę do domu. Cieszę się, że to ona po mnie przyjeżdża i potem mnie odwozi, bo ja nie przepadam za prowadzeniem samochodu do szkoły. Ogólnie nie mam większego problemu z siedzeniem za kierownicą, ale rzadko to robię. Zdecydowanie wolę, jak to ktoś inny prowadzi.

Po wejściu zdejmuję buty i kieruję się od razu do swojego pokoju. Odkładam torbę na krzesło i wyciągam z niej książki z zamiarem powtórzenia wiadomości z dzisiejszych zajęć. Zanim jednak zaczynam, przebieram się w wygodne ubrania na trening, który mam dopiero za dwie godziny. Wbrew pozorom nie boję się, że moja forma przez wakacje spadła, bo przez ten czas trenowałam ciężej niż kiedykolwiek. Wiem, że moje teraźniejsze wysiłki i poświęcenia zaowocują w przyszłości. W zasadzie to ten tydzień nie zapowiada się na ciężki. Nauczyciele raczej będą podchodzić na luzie i nie będą zadawać jeszcze żadnych prac domowych ani sprawdzianów. Mam trzy treningi w tym tygodniu, a w wolnym czasie prawdopodobnie będę powtarzać to, co było danego dnia na zajęciach. Tydzień powinien zlecieć raczej szybko i bez większych niespodzianek. No, może z wyjątkiem sobotniej kolacji z państwem White, a tam może wydarzyć się naprawdę wszystko, zwłaszcza że dzisiaj uderzyłam Camerona drzwiami i coś mi się wydaje, że będzie chciał się za to odegrać.

Rozdział 2

– Zoe, wstawaj, jest trzynasta. – Słyszę głos mamy, która najwyraźniej weszła właśnie do mojego pokoju.

– Chwila.

Nakrywam głowę poduszką, aby żadne dźwięki do mnie nie docierały. Uczyłam się do czwartej, żeby być do przodu z materiałem, bo przez natłok obowiązków nie chcę robić sobie zaległości. Poza tym zdecydowanie lepiej uczy mi się w nocy, gdy dookoła panują cisza i spokój. Nikt mi wtedy nie zawraca głowy i nie muszę co chwilę się odrywać. Liczyłam, że dzisiaj będę mogła odespać cały tydzień, bo nie mam treningu, więc jest to idealna okazja. Moja rodzicielka jednak chyba uważa inaczej, bo szybkim ruchem ściąga ze mnie całą kołdrę. Jęczę zirytowana, chociaż wiem, że już dawno powinnam wstać.

– Dzisiaj jest kolacja i chcę, żebyś pomogła mi w przygotowaniach.

Na jej słowa automatycznie otwieram oczy. Miałam tyle obowiązków na głowie, że na śmierć zapomniałam o tej nieszczęsnej kolacji.

– Pomogę ci w przygotowaniach, ale może jest jednak możliwość, abym na czas kolacji poszła do Camille? – pytam niepewnie, licząc, że mama jednak się zgodzi.

– Nie – mówi twardo. – To jest rodzinna kolacja.

– Mamo, ja naprawdę uwielbiam ciocię Lily i wujka Jonathana, ale ja i Cameron w jednym pomieszczeniu to złe połączenie.

Gdybym miała pewność, że młodszego White’a nie będzie, to z przyjemnością uczestniczyłabym w tym spotkaniu, ale wiem, że chłopak nie odpuści okazji, żeby zrobić mi na złość.

– Będzie również Grayson. – Kobieta uśmiecha się do mnie.

Cieszy mnie ta wiadomość, bo dzięki temu perspektywa dzisiejszej kolacji nie wydaje się taka straszna.

– Dobrze, już schodzę na dół i ci pomagam. Daj mi chwilę, żebym mogła się ogarnąć.

Mama uśmiecha się i wychodzi z mojego pokoju, a ja podchodzę do szafy, z której wyciągam szarą bluzę z kapturem i biało-czarnym wyszywanym napisem „Boston” przez całą szerokość piersi. Noszę ją bardzo często, chyba głównie ze względu na ten napis, bo uwielbiam to miasto. Najchętniej wracałabym tam jak najczęściej. Do górnej części stroju dobieram tego samego koloru spodnie dresowe, a włosy wiążę w luźnego koka.

Po drodze na dół zachodzę jeszcze do łazienki, aby umyć zęby i twarz. Następnie wchodzę do kuchni, gdzie czeka już na mnie mama. Tata zapewne pracuje w swoim gabinecie, bo nigdzie go nie widać.

– Co mam zrobić?

Przystaję przy wyspie kuchennej, ale moja rodzicielka nawet nie odwraca się w moją stronę, jest w pełni skupiona na wyrabianiu ciasta. Przyglądam się przez chwilę jej poczynaniom, po czym podchodzę do niej najciszej, jak potrafię, i wbijam palec w jej bok. Kobieta wzdryga się i dopiero w tym momencie odwraca w moją stronę. Uśmiecham się szeroko w jej kierunku, a ona posyła mi pełne złości spojrzenie.

– Pytałam, jakie są moje zadania na dzisiaj – mówię i ponownie zatrzymuję się przy wyspie kuchennej, o którą tym razem się opieram.

– Ja gotuję, a ty sprzątasz.

Ani trochę nie podoba mi się ten pomysł, ale nie zamierzam z nią dyskutować, bo prawda jest taka, że z Emmą Adams nie powinno się wchodzić w dyskusję. Odwracam się więc z zamiarem zabrania się za swoje obowiązki, ale zatrzymuje mnie jej głos.

– Twoim zadaniem na dziś jest również nieprowadzenie zbędnych rozmów z Cameronem. – Chcę się odezwać, ale nie daje mi na to szansy, bo kontynuuje: – Nawet jeżeli będzie cię prowokował. Zoe, po prostu go ignoruj.

Przewracam oczami. Gdyby to było takie łatwe, to raczej robiłabym to cały czas, ale niestety pewnych sytuacji z udziałem Camerona White’a nie da się ignorować.

– A myślisz, że co ja próbuję robić? – Patrzę na nią pytająco.

Kobieta wzdycha i ponownie odwraca się w moją stronę. Widzę, że na jej twarzy maluje się zirytowanie, ale to nie moja wina, że ten chłopak jest takim idiotą. Postanawiam jednak nie mówić nic więcej, unoszę ręce w obronnym geście i wychodzę z pomieszczenia.

Ogarnięcie całego domu na błysk zajmuje mi trzy godziny, bo ten budynek jest naprawdę duży. Dla moich rodziców kolacje z państwem White są szalenie ważne i wszystko zawsze musi wypaść idealnie. Nie mam pojęcia, czym to jest spowodowane, bo nasze rodziny przyjaźnią się ze sobą od wielu lat i wszyscy traktujemy się jak jedna wielka, szczęśliwa rodzina. No, może z wyjątkiem mnie i Camerona.

Wchodzę do łazienki, aby wziąć prysznic i przygotować się na wieczorną kolację. Nie spieszę się, bo mam jeszcze około trzech godzin, a nie zamierzam się nie wiadomo jak stroić. Wiem, że rodzice oczekują ode mnie, żebym dzisiaj zaprezentowała się jak najlepiej, więc po prysznicu owijam się szlafrokiem, a następnie upinam moje długie blond włosy w wysokiego kucyka, z którego wyjmuję kilka pasm przy twarzy i je kręcę za pomocą lokówki. Następnie to samo robię z pozostałymi pasmami, spiętymi gumką. Wchodzę do swojego pokoju i podchodzę do biurka, przy którym zazwyczaj się maluję. Postawiłam dzisiaj na delikatny makijaż. Posyłam sobie ostatnie spojrzenie w lusterku. Wyglądam ładnie, ale dość zwyczajnie. Wstaję od biurka i kieruję się do garderoby. Całe szczęście, że nie muszę jej z nikim dzielić. Podchodzę do szuflady z bielizną i wyjmuję czarny, koronkowy komplet, który wkładam. Może to dziwne, ale nie mam za dużo bielizny innego rodzaju. W takiej czuję się najbardziej kobieco. Zdejmuję z wieszaka czarną, dopasowaną sukienkę z długimi, koronkowymi rękawami i dość głębokim dekoltem, kończącą się w połowie uda. Wychodzę z nią z pomieszczenia i kładę na łóżko. Wkładam w uszy złote kolczyki z diamencikami i w tym samym momencie drzwi od mojego pokoju otwierają się z hukiem.

Momentalnie odwracam się w tamtym kierunku i trafiam na wzrok pieprzonego Camerona White’a. Na domiar złego chłopak nie mówi nic, tylko bezczelnie lustruje moje ciało, które okryte jest tylko koronkową bielizną. Nie mam zamiaru dać mu tej satysfakcji i z zawstydzeniem się zakrywać. Trenuję taniec od dziecka, więc moje kształty są kobiece, a zarazem ładnie wyrzeźbione. Zakładam ręce na piersi i zatrzymuję wzrok na jego twarzy.

– Już? – pytam. Jego wzrok wędruje ponownie na moje oczy. – Napatrzyłeś się?

Widzę, jak twarz bruneta jeszcze mocniej tężeje, po czym pojawia się na niej ten jego kpiący uśmiech.

– Adams, nie rozśmieszaj mnie. Nie ma nawet na co patrzeć. – Unoszę brew, ale zostawiam jego aluzję bez komentarza. – Ubierz się i zejdź na dół. Twoja mama kazała mi cię zawołać.

Nie zwracam uwagi na to, że on nadal stoi w drzwiach. Nie wstydzę się swojego ciała, a on i tak wielokrotnie widział mnie w stroju kąpielowym. Nie zamierzam również wchodzić z nim w dyskusję, bo skończyłoby się to awanturą. Postanawiam pójść za radą mamy i po prostu go ignorować. Wciągam przez głowę sukienkę, która niestety ma długi suwak na plecach. Sięgam po niego i ciągnę w górę, ale nie jestem w stanie zasunąć go do końca.

– Daj, pomogę ci. – Słyszę za sobą głos White’a, który nadal stoi w wejściu do mojego pokoju.

– Poradzę sobie – odzywam się sucho i odwracam w jego stronę. – Możesz już wyjść.

Chłopak patrzy na mnie z uniesioną brwią, co oznacza, że nigdzie się nie wybiera. Dopiero teraz zauważam, że luźno opiera się ramieniem o futrynę i jest już gotowy na kolację. Ma na sobie czarne spodnie i tego samego koloru koszulę, której dwa górne guziki pozostawił odpięte. Jego włosy są delikatnie roztrzepane, ale całość prezentuje się nienagannie.

Nie widzę żadnej reakcji na moje słowa, więc po prostu zakładam na stopy moje czarne, zamszowe szpilki i wymijam stojącego w wejściu szatyna. Nie stawiam nawet kroku, gdy White z dużą siłą zaciska swoją dłoń na moim ramieniu, zatrzymując mnie w miejscu. Następnie szybkim ruchem dosuwa zamek w mojej sukience i dopiero wtedy mnie puszcza. Odwracam się wściekła, bo co on sobie w ogóle wyobraża? Nie będzie sobie robił ze mną tego, co tylko mu się podoba.

– Wyraziłam się chyba jasno, że poradzę sobie sama – cedzę przez zaciśnięte zęby.

– Nie dramatyzuj. – Przewraca oczami, co jeszcze bardziej mnie denerwuje. – Nie chciałem, żebyś wyglądała jak dziwoląg, schodząc na dół, bo niestety idę z tobą.

No on chyba nie mówi poważnie! Jestem u siebie i mam prawo wychodzić ze swojego pokoju tak, jak mi się podoba. Równie dobrze mogłam wyjść w piżamie i nic mu do tego.

– Jeżeli myślisz, że mnie dzisiaj sprowokujesz, to ci się to nie uda. – Dźgam go palcem w klatkę piersiową. – Obiecałam mamie, że nie pokłócę się z tobą i dotrzymam słowa.

– Naprawdę musisz takie rzeczy obiecywać mamie? – Prycha. – Wystarczy panować nad swoimi emocjami, ale jak widzę, ktoś tu ma z tym problem.

Przysięgam, że jeżeli zaraz się nie zamknie, to naprawdę stracę cierpliwość. Kolacja jeszcze się nie zaczęła, a on już wyprowadził mnie z równowagi.

– Wiesz co, White? Pierdol się! – rzucam i schodzę po schodach.

Słyszę za sobą śmiech chłopaka, ale nie reaguję już na to. Wystarczy, że muszę się skupić na zejściu w tych butach.

Wchodzę do salonu, gdzie krząta się moja mama. Do kolacji zostało jeszcze dwadzieścia minut, ale widzę, że kobieta jest już gotowa. Ma na sobie błękitną, falbaniastą sukienkę z krótkim rękawem. Jej blond włosy upięte są w starannego koka, co dodaje jej powagi.

Rozglądam się po pomieszczeniu, ale poza moją rodzicielką nie widzę nikogo. To oznacza, że Cameron w jakimś celu musiał przyjść do nas wcześniej. Pewnie ciocia kazała mu coś przynieść. Gdy wchodzę jednak do kuchni, rozlega się dzwonek do drzwi. Nie mam szansy odezwać się do mamy, bo szybkim krokiem wychodzi z pomieszczenia. Idę w jej ślady i po chwili w wejściu widzę ciocię Lily i wujka Jonathana. Podchodzę do nich i najpierw w szczelnym uścisku zamykam kobietę, a następnie to samo robię z mężczyzną. Oczywiście dostaję od nich mnóstwo komplementów na temat mojego wyglądu, co jest bardzo miłe.

Zaraz za nimi pojawia się Grayson, na którego widok na mojej twarzy automatycznie pojawia się uśmiech. Od razu podchodzi i mnie unosi. Wtulam się w niego i składam krótki pocałunek na jego policzku. Uwielbiam tego chłopaka. Od zawsze był moją bratnią duszą i tak zostało po dziś dzień.

– Hej, młoda, pięknie wyglądasz. – Szatyn odsuwa się i skanuje mnie wzrokiem.

– Dziękuję. Ty również prezentujesz się niczego sobie.

Uśmiecha się na moje słowa, a następnie rozlega się za nami głośne chrząknięcie. Odwracamy się niemal jednocześnie w tamtym kierunku, co okazuje się błędem, bo napotykam wściekły wzrok Camerona. Od wielu lat wiedziałam, że ma problem z tym, że jego brat poświęca więcej uwagi mnie niż jemu, ale co mogę zrobić w takiej sytuacji?

– Czyżby mój młodszy braciszek był zazdrosny, że przytula mnie taka piękna kobieta? – zwraca się do niego Grayson, a po moim wnętrzu rozlewa się przyjemne ciepło.

– Zazdrosny? O nią? – Z ust Camerona wydobywa się głośny śmiech. – Chyba nie mówisz poważnie.

Nawet na niego nie patrzę, bo to po prostu nie ma sensu. Będzie rzucał te głupie komentarze przez cały wieczór, więc muszę udawać, że jego tu nie ma. To będzie najlepsze rozwiązanie.

– Mówię jak najbardziej poważnie. – Z zamyślenia wyrywa mnie głos stojącego obok chłopaka. – Zoe to piękna kobieta i w dodatku bardzo inteligentna.

Przenoszę swoje spojrzenie na młodszego z braci, ale ten nawet na mnie nie zerka. Wpatruje się w twarz, można powiedzieć, swojego delikatnie starszego odbicia lustrzanego. Tak, zgadza się – bracia White są bardzo podobni. Ten sam kolor włosów, praktycznie ten sam wzrost i budowa ciała. Jedyną znaczącą różnicą jest kolor ich oczu. Camerona są brązowe, natomiast tęczówki tego drugiego pochłania delikatna szarość. Lubię je, nawet bardzo, ale zawsze tak strasznie żałowałam, że Grayson nie ma oczu swojego brata. To jest jedyna rzecz, którą wprost uwielbiam w Cameronie. Jego spojrzenie jest niesamowicie hipnotyzujące i nienawidzę tego, że gdy na mnie patrzy, nie mogę oderwać od niego wzroku. Natomiast największą różnicą między nimi jest to, że, w przeciwieństwie do swojego młodszego brata, Grayson nie jest dupkiem.

– Co tak stoicie? Chodźcie do stołu – woła nas z jadalni moja mama.

– Już idziemy – odpowiada jej Cameron i jako pierwszy rusza w głąb pomieszczenia.

Z przyjacielem posyłamy sobie porozumiewawcze spojrzenia, a następnie ruszamy za nim. Ku mojemu zaskoczeniu kolacja przebiega nadzwyczaj spokojnie. Rodzice rozmawiają z ciocią Lily i wujkiem Jonathanem na tematy związane z pracą, co niezbyt mnie interesuje. Co jakiś czas zadają nam jakieś pytania dotyczące szkoły, treningów i pracy Graysona. Cameron o dziwo jest wyjątkowo milczący. Odkąd usiedliśmy przy stole, ani razu nie rzucił w moją stronę chamską uwagą i mam nadzieję, że to się nie zmieni do końca dzisiejszego wieczoru. Zresztą, nie mam nawet zbytnio okazji skupiać się na nim, bo dużą część mojej uwagi absorbuje jego brat, który siedzi po mojej lewej stronie.

– Jak idą przygotowania do występu? – pyta, pochylając się w moją stronę, aby nie przeszkadzać innym w rozmowie.

– Dobrze, ale bardzo stresująco – odpowiadam szczerze. – Od tego wiele zależy.

– Jestem pewien, że pójdzie ci świetnie, w końcu jesteś w tym najlepsza.

Chłopak kładzie swoją dłoń na moim udzie i delikatnie je gładzi. Ten gest nie sprawia mi dyskomfortu, bo jestem przyzwyczajona do takiego zachowania ze strony szarookiego.

– Zoe, jak tam sprawy z Liamem?

Mój wzrok automatycznie przenosi się na Camerona. Siedzi po drugiej stronie stołu z tym typowym dla siebie uśmieszkiem, ale ciało go zdradza, bo ewidentnie widać, że się spiął. Jestem zdezorientowana jego postawą, ale też wściekła na niego, bo od mojego rozstania minęło pół roku, a on przy każdej możliwej sytuacji wypomina mi, że chłopak mnie rzucił. Chociaż to nie jest prawda, bo w zasadzie to ja zerwałam z nim, ale on całej szkole musiał przekazać swoją wersję.

Oczy wszystkich są skierowane teraz na mnie. Nikt z nich nie jest świadomy, jak tak naprawdę zakończył się mój ostatni związek. Nikt z wyjątkiem siedzącego obok mnie Graysona, który właśnie coraz mocniej ściska moje udo. On jako jedyny zna całą tę wstydliwą dla mnie historię.

– A może ty nam powiesz, jak to jest być z taką pustą i zapatrzoną w siebie dziewczyną, jaką jest Caroline? – Gdyby wzrok Graysona mógł zabijać, to Cameron prawdopodobnie leżałby już martwy.

– Ty za to może lepiej przestań zajmować się swoją dziewczyną, bo zaraz zaczniecie się pieprzyć pod tym stołem. – Głos Camerona jest przepełniony jadem tak bardzo, że aż się wzdrygam.

– Cameron! – krzyczy w jego stronę ciocia Lily.

– No co? Prawdę mówię. – Pokazuje na nas dłonią, ale jego wzrok cały czas skupiony jest na kobiecie. – Przecież nie uwierzę, że Grayson robi do niej maślane oczy, przymila się, a w dodatku trzyma dłoń na jej udzie, nie licząc na nic. – Z jego ust wydobywa się prychnięcie, po czym odkłada z hukiem sztućce na talerz i opiera się o oparcie krzesła.

– Przyjaźnię się z Zoe, odkąd się urodziła, czyli tak samo długo, jak wy się nienawidzicie – cedzi Grayson przez zaciśnięte zęby. – Dbam o nią i jej samopoczucie, bo traktuję ją jak młodszą siostrę, której nigdy nie mieliśmy. Ty robisz coś zupełnie odwrotnego i na każdym kroku uprzykrzasz jej życie.

Głos siedzącego po mojej lewej szatyna zdecydowanie się podniósł. Atmosfera przy stole zgęstniała i teraz uwaga wszystkich skupiona jest na kłótni braci.

– Dbasz o jej samopoczucie, macając ją pod stołem? – Cameron ponownie prycha. – Może robisz jeszcze coś innego? Może dbasz o jej samopoczucie również w łóżku?

– Naprawdę jesteś aż takim idiotą, że rzucasz takimi tekstami?! – krzyczy Grayson.

Mój wzrok przeskakuje z jednego chłopaka na drugiego. Naprawdę chciałabym jakoś zareagować, ale po pierwsze, nie wiem, co miałabym powiedzieć, a po drugie, obiecałam mamie, że nie będę wchodziła w dyskusję. Zarówno moich rodziców, jak i chłopaków chyba zatkało, bo żadne z nich nie jest w stanie się odezwać. Dla nas wszystkich jest to szok, bo o ile oni często się sprzeczali, to nigdy nie kłócili się do tego stopnia.

– Ja jestem idiotą?! Spójrz na siebie. – Wzrok Camerona jest tak pogardliwy, że mimo iż nie patrzy na mnie, tylko na swojego brata, to nawet mnie przeraża. – Latasz za nią jak pojebany i co z tego masz?! Pierdolone nic, bo panna idealna nigdy nie spojrzy na ciebie jak na kogoś godnego jej serca. Myślisz, że będzie chciała być z kimś takim jak ty? Co z tego, że pochodzisz z bogatego domu, skoro nie poszedłeś na studia, co oznacza, że nie jesteś z jej ligi. To chyba jest dość ważna kwestia dla niej, mylę się?

W głosie brązowookiego jest tyle kpiny, że nie jestem już w stanie tego wytrzymać. Jak on w ogóle może wygadywać takie rzeczy, i to jeszcze przy naszych rodzicach?! Czuję, jak wzbiera we mnie wściekłość, a moje ciało oblewa niekontrolowany gorąc. Nie rozumiem, dlaczego nikt jeszcze nie zareagował. Każdy siedzi jak zaczarowany. Jak przez mgłę słyszę krzyki chłopaków, którzy nadal się na siebie wydzierają. Postanawiam przerwać tę chorą sytuację, bo nie pozwolę, żeby ktoś taki jak Cameron White oczerniał mnie w taki sposób przy bliskich.

– Co ty pieprzysz?! – krzyczę w stronę szatyna, co sprawia, że zwracam na siebie uwagę wszystkich zebranych. – Nigdy nie patrzyłam na Graysona przez pryzmat tego, że nie poszedł na studia. – Przestań wiecznie robić ze mnie takiego potwora. Każdy sam decyduje o swoim życiu, a ja nigdy nikogo nie oceniałam. Twojego brata traktuję jak własnego, jest moim przyjacielem i nigdy nie powiedziałabym na niego złego słowa.

Nie szczędziłam przy swojej wypowiedzi krzyków, aby szatyn zrozumiał, że nie ma nade mną przewagi. Oczy wszystkich zostały teraz zwrócone na mnie. Nikt jednak mi nie przerwał. Nikt się nie wtrącił i nikt nie zwrócił mi uwagi za moje zachowanie.

– Ja robię z ciebie potwora? Proszę cię… Myślisz, że chce mi się marnować czas na takie rzeczy? – Śmieje się, co jeszcze bardziej potęguje moją złość. – Wcale się nie dziwię, że Liam z tobą nie wytrzymał. Też bym nie wytrzymał z taką jedzą.

– Odszczekaj to!

Nie mam nawet czasu zareagować, bo od razu po swoich słowach Grayson rzuca się z rękoma w stronę Camerona. Przez swoją szarpaninę obaj strącają ze stołu naczynia, które z głośnym hukiem spadają na podłogę, tłukąc się. W pomieszczeniu zapada cisza, a oczy wszystkich spoczywają teraz na rozbitych talerzach. Mój oddech przyspiesza, bo wiem, że wina i tak spadnie na mnie. W końcu to konflikt między mną a Cameronem był powodem dzisiejszej sytuacji.

Z jednej strony jestem wdzięczna, że Grayson stanął w mojej obronie, bo temat Liama jest dla mnie bardzo trudny, ale z drugiej przez to ściągnął na nas kłopoty. Cameron taki już po prostu jest. Musi zwracać na siebie uwagę, a najlepszy sposób na to znalazł w konfliktach ze mną.

– Przepraszam cię, Emmo, za nich. Nie wiem, co w nich wstąpiło – odzywa się ciocia Lily, po czym mruży złowrogo oczy i zwraca się w stronę chłopaków. – A wy dwaj macie to posprzątać, i to szybko.

– Zoe, pomóż im – odzywa się moja mama, a ja wiem, że nie ma nawet co z nią dyskutować.

Podchodzę do zbierającego rozbite talerze Graysona i kucam przy nim, pomagając. Czuję na sobie wzrok Camerona, więc podnoszę głowę i wbijam w niego spojrzenie. Nasi rodzice przenieśli się do salonu, więc nie widzą naszej niemej walki na wzrok. Szczęka szatyna jest mocno zaciśnięta. Wiem, że jest wściekły na mnie, ale to on zaczął. Gdyby nie jego głupie pytanie o mojego byłego, nie byłoby tej absurdalnej sytuacji.

– Zadowolona jesteś z siebie? – warczy w moją stronę.

– Ja? – prycham. – To ty zacząłeś! Co to w ogóle miało znaczyć? Po co te pytania o Liama, co? Nie wystarcza ci Caroline, że tak bardzo musisz interesować się moim życiem miłosnym?

– Życiem miłosnym? Ty w ogóle jakieś masz? Z tego, co przed zerwaniem opowiadał o tobie twój były, to chciał cię tylko przelecieć, ale ponoć straszna cnotka z ciebie. Ostatecznie jednak chyba mu się to udało, skoro chwalił się tym na prawo i lewo.

Do moich oczu napływają łzy. Wiedziałam, że mój były jest potworem, ale nie sądziłam, że będzie rozpowiadał szczegóły naszego życia, a już tym bardziej że będzie się chwalił, jak odebrał mi dziewictwo. Chociaż pewnie nikomu nie przyznał się do tego, w jaki sposób to zrobił…

– Zamknij się w końcu, Cameron – odzywa się ostro Grayson.

– Bo co? Uraziłem twoją dziewczynę?

Tym razem to ja zaciskam mocniej szczękę, powstrzymując się przed odezwaniem. White zdecydowanie za bardzo dzisiaj przesadza ze swoimi odzywkami. Mało mu jeszcze wrażeń?

– Zoe nie jest moją dziewczyną, ale mimo to i tak nie pozwolę, żebyś tak się do niej odzywał. – Głos Graysona brzmi tak przerażająco, że nawet ja spuszczam głowę. Cameron jednak nie ugina się pod spojrzeniem swojego starszego brata.

– A co, uderzysz mnie tak, jak chciałeś to zrobić przed chwilą?

Znam Camerona bardzo dobrze, ale mam wrażenie, że w tym momencie w ogóle go nie poznaję. Jego głos ocieka kpiną i jadem. Słyszałam ten ton w stosunku do mnie, ale jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby odzywał się tak do swojego brata. Mogli się kłócić, wyzywać, ale nigdy jeszcze nie traktowali siebie w ten sposób.

Nasi rodzice chyba słyszeli tę ostrą wymianę zdań, bo w wejściu do jadalni pojawia się moja mama, a zaraz za nią staje reszta.

– Dość tego! – odzywa się moja rodzicielka. – Zoe i Cameron, zobaczcie, do czego prowadzą wasze kłótnie. Nie możemy pozwolić, żeby dalej tak to wyglądało, więc mamy dla was kilka zasad, które nie podlegają dyskusji.

– Ale mamo… – zaczynam, jednak nie jest mi dane dokończyć.

– Nie, Zoe. Już wystarczy waszych waśni. Znosiliśmy to przez osiemnaście lat i najwyższa pora to zmienić. – Wymieniamy szybkie spojrzenia z Cameronem, po czym oboje wracamy wzrokiem do stojącej przed nami kobiety. – Po pierwsze, razem z Lily ustaliłyśmy, że od poniedziałku będziesz jeździła z Cameronem do szkoły.

To jest chyba jakiś żart! My dwoje w jednym samochodzie? To same kłopoty! Przecież my się pozabijamy już pierwszego dnia…

– Jeżdżę z Camille – oznajmiam stanowczo i zakładam ręce na piersiach.

– To przynajmniej na jakiś czas będziesz musiała tego zaprzestać – mówi surowym tonem. – Po drugie, zaczniecie więcej czasu spędzać razem. Macie się wzajemnie zabierać na imprezy, a w dodatku, Zoe, będziesz pomagała Cameronowi w nauce.

– Mamo, przesadzasz – odzywam się oburzona.

Rodzice nie mogą zmusić nas do spędzania razem czasu. Nienawidzimy się całe życie, większa ilość spędzonego razem czasu magicznie nie sprawi, że się dogadamy. Jednak, skoro tak bardzo tego chcą, muszą się liczyć również z tym, że będą musieli wysłuchiwać naszych awantur.

– I żeby nie przyszło wam do głowy, że jak będziecie się kłócić i stwarzać więcej problemów, to wam odpuścimy. Co to, to nie. Za każdą sprzeczkę, kłótnię, zemstę czy coś takiego będzie wydłużony obowiązkowy czas, który macie razem spędzać.

To już przesada! Przecież z naszymi możliwościami dojdzie do tego, że będziemy musieli spędzać ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie dogadamy się i każdy to wie. Nie wiem, po co ta cała szopka. Rodzice powinni pogodzić się z tym, że po prostu się nie lubimy i nie zmuszać nas do tak częstego kontaktu. Cameron jest chyba tego samego zdania, bo postanawia się w końcu odezwać.

– Nie będę jej nigdzie ze sobą zabierał.

– I vice versa – komentuję, nie obdarzając go nawet spojrzeniem.

– W tym momencie nie interesuje nas już wasze zdanie – wtrąca się ojciec Camerona. – Mieliście wystarczająco dużo czasu na dobrowolne zawarcie pokoju. Nie skorzystaliście z tego, więc nie mamy innego wyjścia. Nie możecie wiecznie psuć każdego spotkania.

Jego głos brzmi na tyle stanowczo, że chyba żadne z nas nie ma odwagi, aby się z nim nie zgodzić. Mam jednak nadzieję, że cała ta absurdalna sytuacja nie będzie trwała zbyt długo. Nie wyobrażam sobie zabierać szatyna na każdą imprezę, a tym bardziej nie mam zamiaru wychodzić z nim gdziekolwiek. Trudno, będzie musiał na jakiś czas odpuścić sobie spotkania ze znajomymi i ja niestety również.

– Nie martw się, przemęczysz się jakoś, a rodzicom szybko przejdzie. – Grayson nachyla się w moją stronę tak, abym tylko ja go mogła usłyszeć.

Uśmiecham się do niego, ale myślę, że żadne z nas w to nie wierzy. Nasi rodzice są bardzo uparci, szczególnie jeżeli chodzi o mnie i Camerona. Myślę, że nie odpuszczą nam przez najbliższe kilka tygodni, zwłaszcza że to jest idealny pretekst, żebym pomogła mu w nauce, bo jego wyniki w ostatnim czasie mocno spadły.

Rozdział 3

Słyszę dźwięk budzika, więc jęczę w myślach, podnosząc się do siadu. Biorę urządzenie do ręki i sprawdzam powiadomienia. Odpisuję Camille na SMS-a, a następnie podnoszę się i idę do łazienki. Przeglądam się w lustrze i jestem załamana swoim wyglądem. Ciemne wory pod oczami są oczywistą oznaką nocnej nauki. Nie jestem nawet pewna, czy podkład da radę je zakryć, ale mimo to mam zamiar spróbować. Piętnaście minut później wyglądam już całkiem przyzwoicie. Zakładam jeszcze czarne spodnie z wysokim stanem i kremowy top, a wszystko dopełniam białą marynarką.

Wkładam książki do torby i schodzę na dół, aby założyć buty. Chwilę później słyszę już dźwięk Range Rovera Camerona, więc pospiesznym krokiem wychodzę z domu i wsiadam do czarnego pojazdu.

– Cześć – mówię oschle, ale chłopak zerka tylko na mnie i nawet nie obdarza mnie odpowiedzią.

Świetnie! Przecież nie musimy ze sobą rozmawiać. To, że rodzice nas do czegoś zobowiązali, wcale nie oznacza, że faktycznie mamy spróbować się dogadać. Zresztą, nawet lepiej. Przynajmniej nie będę musiała słuchać jego durnych tekstów. Patrzę przez szybę i widzę mijane przez nas budynki. Zwykle, gdy jeżdżę z Camille, nie zwracam nawet na nie uwagi, bo jestem zbyt zajęta rozmową z moją przyjaciółką. Teraz jednak mam do tego idealną okazję.

– Musimy ustalić termin pierwszych korepetycji – mówi.

Odwracam głowę w jego stronę i unoszę brew.

– Teraz raptem jesteś taki chętny, żeby się uczyć? – pytam zdziwiona.

– Nie, ale nie ominie nas to, więc im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy.

Ma nawet rację. Im szybciej się z tym uporamy, tym lepiej dla nas.

– Możesz przyjść dzisiaj do mnie. Mniej więcej wiem, z czym masz największe problemy, więc powinno nam to ułatwić sprawę.

Chłopak kiwa głową, zgadzając się ze mną. Resztę drogi spędzamy w ciszy. Chcę mieć to jak najszybciej z głowy, więc nawet lepiej, jeśli usiądziemy do tego dzisiaj, bo jutro jest trening i nie będę miała na to czasu. Zaprosiłam go do siebie, bo nie zamierzam udzielać mu korepetycji u niego w domu. Chcę to skończyć jak najszybciej, a tam na pewno się nie skupi.

Podjeżdżamy pod szkołę, więc rzucam szybkie „dzięki” i wysiadam z samochodu. Kieruję się w stronę wejścia do budynku, a szatyn wolnym krokiem idzie za mną. Nie zwracam już na niego uwagi. Od razu podchodzę do swojej szafki i wyciągam książki od angielskiego, po czym wkładam je do torby. Zamykam drzwiczki i moim oczom ukazuje się najlepsza przyjaciółka z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Dlaczego jesteś taka zadowolona? Przypominam, że dzisiaj mamy poniedziałek. – Opieram się ramieniem o drzwi szafki i patrzę na Camille.

– To już nie mogę mieć dobrego humoru? – Uśmiecha się uroczo.

– Oczywiście, że możesz, ale nie ukrywam, że mnie to dziwi. – Odbijam się od szafki i podchodzę bliżej niej. – Gadaj szybko, co się stało.

Widzę, jak zielone oczy dziewczyny rozbłyskują w zadowoleniu, co oznacza, że się nie pomyliłam. Znamy się od dziecka, więc wystarczająco dobrze wiem, kiedy jest podekscytowana, a kiedy zła lub przygnębiona.

– Zgadnij, jakie plotki już do mnie dotarły, a przypominam, że lekcje się jeszcze nie zaczęły – odzywa się po chwili, a na jej ustach cały czas błąka się uśmiech, który nie zwiastuje niczego dobrego.

– Oświeć mnie.

Akurat plotki średnio mnie interesują, ale wiem, że jest to istotne dla mojej przyjaciółki. Uczniowie niepotrzebnie się tylko nakręcają, a niektóre historie są wręcz nieprawdopodobne. Poza tym większość z nich jest zazwyczaj krzywdząca.

– Ludzie zaczęli już gadać, że przyjechaliście razem do szkoły. Mówią, że White znudził się już Caroline i teraz ma ochotę na ciebie. – Porusza sugestywnie brwiami.

– Poważnie? Raz przyjechaliśmy razem do szkoły, a oni od razu muszą rozpowiadać takie bzdury? Każdy wie, że się nienawidzimy, a wszystkie nasze spotkania kończą się nieprzyjemnie.

Wzdycham, podnosząc torbę z podłogi i kieruję się w stronę sali, a rudowłosa idzie tuż za mną. Łapie mnie za rękę, tym samym spowalniając.

– Ale wiesz, że to dziwne. Ludzie mają prawo tak myśleć, w końcu dwoje największych wrogów nie pozabijało się w jednym samochodzie. Jak to mówią, od nienawiści do miłości krótka droga.

Zatrzymuję się gwałtownie i odwracam przodem do niej. Posyłam jej wściekłe spojrzenie, na co ona przewraca oczami.

– No daj spokój, Zoe. Nie powiesz, że to nie jest podejrzane.

– Nie jest – odpowiadam jej ostro i ruszam w stronę sali. – Dobrze wiesz, że nasi rodzice nas do tego zmusili. Żadne z nas nie robi tego z własnej woli.

Przecież to oczywiste, że dobrowolnie w życiu nie spędzałabym z nim nawet odrobiny czasu. Znamy się od dziecka, w zasadzie to od urodzenia, więc nie ma nawet szansy, abyśmy jakimś cudem mogli się polubić, a co dopiero, żeby coś mogło się między nami zmienić.

– Ty to wiesz, ja to wiem i on również to wie, ale popatrz na to z innej strony – urywa, więc zerkam w jej stronę. – Nikt poza nami nie ma pojęcia, że wasi rodzice was do tego zmusili.

– Beznadziejna sytuacja – wzdycham, bo zdaję sobie sprawę, że dziewczyna ma rację. – Ja będę przyjeżdżać z nim codziennie, więc to da im jeszcze więcej okazji do plotek. A poza tym dlaczego on nigdy nie podwoził Caroline do szkoły?

– Z tego, co kiedyś słyszałam, dziewczyna miała z tym duży problem, ale White tłumaczył, że jej dom nie jest w ogóle po drodze i nie będzie specjalnie wstawał trzydzieści minut wcześniej, skoro do tej pory bez problemu podwozili ją rodzice.

– Świetnie. Teraz to z pewnością uczniowie będą plotkować, skoro White podwozi do szkoły mnie, a nie swoją dziewczynę. – Wzdycham i wchodzę do jeszcze pustej sali.

Zajmuję swoje miejsce przy oknie, a Camille standardowo siada obok mnie. Po chwili do klasy wchodzi nauczyciel, a za nim reszta uczniów. Wszyscy zajmują swoje miejsca, a Cameron jak zwykle siada w ławce za mną.

Lekcje mijają szybko i w końcu mogę wracać do domu. Czeka mnie jeszcze wizyta Camerona. Stwierdziliśmy, że weźmiemy się za naukę od razu, jak odwiezie mnie do domu, żeby jak najszybciej mieć to z głowy. W końcu nie mam zamiaru poświęcać mu całego wieczoru. Gdy wychodzę na parking, chłopak stoi już oparty o swój samochód i na mnie czeka. Wzrok ma utkwiony w ekranie telefonu, a na jego nosie znajdują się okulary przeciwsłoneczne. Dopiero teraz mam okazję mu się przyjrzeć. Ma na sobie czarne dopasowane spodnie i tego samego koloru koszulkę, na którą zarzucił rozpiętą koszulę w granatowo-czarną kratę. Cameron White jest przystojny, tego akurat nie można mu odmówić, ale niestety jego chamstwo wobec mnie psuje wszystko. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotykają i chowa telefon do kieszeni. Podchodzę do niego i krzyżuję ręce na klatce piersiowej.

– Jedziemy? – pytam, na co kiwa głową i zajmuje miejsce kierowcy. Idę w jego ślady i również wsiadam do środka, a on wyjeżdża z parkingu.

– Od czego zaczniemy? – rzuca po chwilowej ciszy.

– Myślę, że od angielskiego, bo wiem, że masz spore braki, a potem zajmiemy się resztą przedmiotów. – Zerkam na jego profil i kontynuuję. – Odpuścimy sobie matematykę, bo nie sądzę, żebyś potrzebował przy niej pomocy, skoro idzie ci tak samo dobrze jak mnie.

To akurat prawda. Cameron White świetnie radzi sobie z matematyką. Powiedziałabym nawet, że w klasie nie ma osoby, od której radziłby sobie gorzej. Po prostu jest istnym matematycznym geniuszem i niestety muszę przed sobą przyznać, że jest nawet lepszy ode mnie, ale jemu tego nie powiem.

– Chciałaś chyba powiedzieć, że lepiej niż tobie. – Zerka w moją stronę z pewnym siebie uśmiechem.

– Nie przesadzaj, aż tak dobrze to sobie nie radzisz – odpowiadam od razu. – Mamy takie same oceny.

– Tylko dlatego, że ty się cały czas uczysz, a ja nie muszę tego robić, bo zadania matematyczne rozwiązuję z nadzwyczajną łatwością.

Nie komentuję już tego, bo nie mam zamiaru się z nim kłócić w momencie, gdy doskonale zdaję sobie sprawę, że ma rację. Postanawiam więc zmienić temat na taki niezwiązany z nauką.

– Jak idą treningi? Wygracie najbliższy mecz?

– Adams, czy my kiedykolwiek przegraliśmy jakiś? – Patrzy na mnie z zadowoleniem, co jeszcze bardziej mnie denerwuje. – Jestem kapitanem i potrafię doprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa.

– Myślę, że to zasługa całej drużyny. Raczej sam byś nie wygrał.

– Wątpisz w moje umiejętności?

Parskam śmiechem. Oczywiście, że nie wątpię, bo jestem obiektywna w tej kwestii i wiem, że White jest najlepszy. Trener nigdy nie sadza go na ławce, bo wie, że straciłby najlepszego zawodnika.

– Mówił ci już ktoś, że jesteś zbyt pewny siebie? – pytam, kręcąc z rozbawieniem głową.

– Wystarczy, że ty mi cały czas powtarzasz takie bzdury. – Puszcza oczko w moją stronę, a ja przewracam oczami.

Cameron skupia swoje spojrzenie na drodze i już po chwili parkuje na moim podjeździe. Wchodzimy do domu i od razu kierujemy się w stronę mojego pokoju. Na szczęście rodziców nie ma jeszcze w domu, więc będziemy mieli chwilę spokoju. Po drodze na górę idę jeszcze do kuchni, biorę dwie szklanki, sok pomarańczowy i dołączam do chłopaka, który zdążył już rozłożyć się na łóżku. Odstawiam trzymane przeze mnie przedmioty na biurko i wyjmuję z torby książki do angielskiego. Rozkładam potrzebne materiały na łóżku, a następnie siadam na jego krawędzi.

– Zaczniemy od nauki do piątkowego sprawdzianu, żeby trochę podnieść twoje oceny – odzywam się, skupiając wzrok na lekturze przed sobą.

– Nie są takie złe.

– Ale dobre też nie są – odpowiadam szybko.

Przez najbliższe dwie godziny skupiam się na tym, by jak najlepiej wytłumaczyć szatynowi Romeo i Julię Williama Szekspira. Książka wcale nie jest taka trudna, ale jak ktoś jej w ogóle nie przeczytał, to ciężko mieć jakąkolwiek wiedzę na jej temat.

– Poważnie? Nie mogłeś poświęcić czasu na przeczytanie lektury? Przecież to nie jest gruba książka – mówię zirytowana.

– Mam ważniejsze rzeczy do roboty. – Podnosi się do siadu i skupia spojrzenie na mnie.

– Tak? Na przykład jakie? – pytam, nie dowierzając, że tak bardzo olewa naukę.

– Na przykład wkurzanie ciebie.

Chłopak pstryka mnie palcem w nos i wraca na swoje miejsce. Przez te dwie godziny zdążyłam mu wytłumaczyć fabułę oraz przedstawić najważniejsze informacje. Omówiłam dokładnie każdy wątek i pomogłam mu zrobić notatki, z których ma się uczyć. Wbrew pozorom nie było wcale tak ciężko, bo naprawdę szybko łapał i zapamiętywał. Oznacza to, że nie miałby większych problemów z nauką, gdyby tylko chciało mu się od czasu do czasu zajrzeć do książek. Nie musiałabym wtedy poświęcać swojego czasu, którego i tak nie mam za wiele.

– Potrzebuję przerwy. – Jego głos wyrywa mnie z zamyślenia, więc podnoszę głowę, a nasze spojrzenia się spotykają. – Mózg mi zaczyna parować.

Nadal wpatruję się w jego brązowe oczy, które tak uwielbiam, a niestety należą właśnie do niego. Ma najpiękniejsze oczy, jakie widziałam w swoim życiu. Często łapię się na tym, że się w nie wpatruję, ale nie potrafię tego nie robić. Jestem w nich absolutnie zakochana, ale ku mojemu niezadowoleniu ich właściciel jest dupkiem i moim wrogiem numer jeden.

Kiwam głową na znak zgody i wstaję, aby nalać sobie soku. Nalewam również Cameronowi i podaję mu szklankę.

– To jakiś dzień dobroci? – Unosi brew, ale odbiera ode mnie naczynie.

– Możesz tak to potraktować. – Wzruszam ramionami.

Chłopak upija duży łyk, a następnie odstawia sok na szafkę przy łóżku. Obserwuję, jak wstaje i przygląda się zdjęciom wiszącym nad nim. Jedno z nich przedstawia mnie z rodzicami pozujących pod Wieżą Eiffla podczas jednego z wyjazdów. Dobrze go pamiętam, bo wyjazd do Paryża był moim marzeniem, które spełnili rodzice. Kolejne zdjęcie przedstawia mnie i Camille przed wyjściem na imprezę kończącą poprzedni rok szkolny. Stoimy przed moim domem i szeroko uśmiechamy się do aparatu. Obejmuję dziewczynę w talii, a ona swoją ręką oplata moje ramię. Trzecie zdjęcie przedstawia mnie, Camille, Landona, Graysona i Camerona na jednym z przyjęć organizowanych przez naszych rodziców. Czwarte najlepiej oddaje moją relację z szatynem. Stoimy na tle oceanu w strojach kąpielowych. Grayson przytula mnie do swojego boku, a ja obejmuję go w talii. Natomiast Cameron stoi po mojej drugiej stronie i patrzy na nas ze złością wymalowaną na twarzy. Takie są właśnie uroki wspólnych wakacji z rodziną White. Przez upór rodziców mamy mnóstwo wspólnych zdjęć, ale na większości z nich mordujemy się wzrokiem z młodszym z braci lub sobie dokuczamy.

– Pamiętam ten wyjazd. – Chłopak odzywa się w końcu po dłuższej ciszy. – Chwilę po zrobieniu tego zdjęcia wrzuciłem cię do wody.

– A ja pociągnęłam cię za sobą i zaczęłam podtapiać.

– Darłaś się na mnie przez dwadzieścia minut, bo zmoczyłem ci włosy. – Parska śmiechem, a ja po chwili dołączam do niego.

W tym czasie rozlega się dźwięk telefonu Camerona informujący o przychodzącej wiadomości. Zerka na ekran wyświetlacza i przewraca oczami.

– Muszę spadać, Caroline wymyśliła kolację ze swoimi rodzicami i już jestem lekko spóźniony. – Chłopak drapie się po karku i zerka na mnie.

– Mogłeś powiedzieć, że masz plany. Korepetycje przełożylibyśmy na inny dzień lub chociaż skrócilibyśmy je.

Też mam swoje życie prywatne, więc zrozumiałabym, gdyby powiedział, że jest zajęty. Nie oczekuję od niego, że będzie dostępny w każdym terminie. Faktycznie, jak najszybciej chcę skończyć tę głupią karę, jaką jest pomoc mu w nauce, ale bez przesady.

– Nie było takiej potrzeby. – Szatyn wkłada ręce do kieszeni spodni. – I tak nie miałem ochoty się tam pojawiać.

– A to dlaczego? – pytam zaciekawiona. – Wydaje mi się, że jak się jest w związku, to człowiekowi zależy na spędzaniu jak największej ilości czasu z drugą połówką.

Związek Camerona i Caroline nie należy do typowych relacji. Ona lata za nim jak nawiedzona i na każdym kroku się chwali, że kapitan szkolnej drużyny koszykarskiej i najpopularniejszy chłopak w całej szkole spotyka się właśnie z nią. White natomiast nie podziela jej entuzjazmu, co bardzo często denerwuje dziewczynę. On woli raczej spotykać się z kolegami niż z nią. Muszę przyznać, że również na imprezy nie zawsze ją zabiera. Mimo że ich relacja wygląda w taki sposób, nie mogę powiedzieć, że mu na niej nie zależy. Nie wiem, czy ją kocha, ale z pewnością ich związek jest poważny. Poza tym podczas jednej z rozmów Grayson wyznał mi, że Cameron jest w stanie naprawdę wiele dla niej zrobić, więc ich uczucie z pewnością jest prawdziwe. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że wolał uczyć się ze mną, niż pojechać do niej.

– Tak, ale zdarzają się takie dni, kiedy ma się już przesyt. – Unoszę brew na jego słowa, a on wzdycha i mnie wymija. – Muszę po prostu iść i tyle, wybierz termin następnych korepetycji. Widzimy się rano.

Z tymi słowami wychodzi, a ja zbieram wszystkie książki i notatki, z których korzystaliśmy przez ostatnie kilka godzin. Jest tego naprawdę sporo, bo chłopak zaskakująco szybko chłonie wiedzę. Z niechęcią muszę przyznać to, co wiedziałam tak naprawdę zawsze. Cameron White jest bardzo zdolny, ale niestety leniwy. Myślę jednak, że nadrobi materiał w krótkim czasie i w końcu będę mogła w pełni poświęcić się swoim obowiązkom.

Odkładam rzeczy zebrane z łóżka na biurko i schodzę na dół. Rodzice powinni już wrócić, co mnie cieszy, bo nie mamy zbyt wielu okazji do wspólnego spędzania czasu. Wchodzę do kuchni i uśmiecham się na widok mamy, która przygotowuje kolację. Podchodzę do niej i cmokam ją w policzek, po czym opieram się o wyspę kuchenną.

– Gdzie tata? – pytam, rozglądając się po pomieszczeniu.

– Musiał zostać dłużej w pracy, wróci późno, więc zjemy same. – Kobieta zerka w moją stronę z delikatnym uśmiechem na ustach. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko babskiemu wieczorowi.

Na moje wargi wypływa szeroki uśmiech wywołany jej słowami. Od razu zabieram się za pomoc. Mama robi moją ukochaną lassagne, więc postanawiam zabrać się za deser. Zdecydowałam się na zrobienie tiramisu w pucharku. Robię szybkie rozeznanie w kuchni i z ulgą stwierdzam, że mam wszystkie potrzebne składniki.

– Jak po pierwszych korepetycjach z Cameronem? – Kobieta patrzy na mnie z widocznym zaciekawieniem.

– Nienajgorzej. White, to znaczy Cameron – poprawiam się szybko, bo wiem, że zostałabym skarcona za mówienie po nazwisku – powstrzymał się od zbędnych komentarzy i naprawdę starał się jak najwięcej zapamiętać.

– Widzisz, tak się wzbraniałaś, a tu pierwsze korepetycje i taka zmiana. Zobaczysz, jeszcze się dogadacie.

Zatrzymuję się z łyżką w jednej ręce i z miską w drugiej. Powolnym ruchem odwracam się w stronę mamy, a moja twarz pewnie wyraża niemały szok. Wielu rzeczy mogłabym się spodziewać, ale nie tego, że takie słowa padną z jej ust. Ja i Cameron nienawidzimy się od zawsze i wie o tym każdy. To mama za każdym razem słuchała od nauczycieli, że nie potrafimy razem pracować, a każde nasze wspólne działanie kończy się awanturą i szkodami dla całej grupy. Początkowo nauczyciele starali się jakoś temu zaradzić, ale z czasem zrozumieli, że nie ma to żadnego sensu i po prostu od tamtej pory nie łączyli nas razem w grupie przy żadnych zadaniach. Zresztą, rodzice podobnie mieli dość. Początkowo robili wszystko, aby polepszyć między nami relacje, ale wszystkie próby kończyły się jeszcze większymi konfliktami, więc z czasem i oni dali sobie spokój. Dlatego tym bardziej jestem zdziwiona, że w ogóle zainsynuowała coś takiego.

– Mamo, nie rób sobie zbędnej nadziei. My nigdy nie dojdziemy do porozumienia. Ledwo się tolerujemy, więc nie licz na to, że magicznie się polubimy. – Decyduję się w końcu skomentować jej słowa, które dla mnie są najzwyczajniej w świecie absurdalne.

– Dobrze, po prostu wiedz, że bylibyśmy przeszczęśliwi, gdyby jednak faktycznie tak się stało. – Kobieta posyła mi delikatny uśmiech. – Ty i Grayson jesteście dla siebie jak rodzeństwo, uwielbiacie się, więc pomyślałam, że twoje relacje z Cameronem może chociaż trochę się poprawią, w końcu to te same geny.

– Z tą różnicą, że Cameron to dupek – rzucam szybko i nawet przez sekundę nie obdarzam jej spojrzeniem.

To prawda. Nawet gdyby White poprawił swoje zachowanie, nie potrafiłabym już spojrzeć na niego inaczej niż na osobę, której nienawidzę i która zawsze podkłada mi kłody pod nogi.

– Zoe… – karci mnie mama, na co przewracam oczami, ale już się nie odzywam.

Po czterdziestu minutach kolacja jest już gotowa i idealnie się składa, bo mój brzuch daje o sobie znać. Nakładam nam porcje na talerze i siadamy przy stole. Dużo rozmawiamy. W końcu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam wolny wieczór, który mogłabym spędzić z mamą, i dopiero teraz widzę, jak bardzo mi tego brakowało. Jest nie tylko kobietą, która mnie urodziła i nadal wychowuje, ale przede wszystkim wspaniałą przyjaciółką. Wiem, że w każdej sytuacji mi pomoże, wesprze i przede wszystkim nigdy nie będzie mnie oceniać za moje zachowanie. Uważam, że naprawdę każdy powinien mieć takie relacje ze swoimi rodzicami, jakimi ja mogę się pochwalić.

Copyright © Kinga Paulina Zabiega

Copyright © Wydawnictwo ReWizja

Wydanie I 

Wilkszyn 2026

ISBN 978-83-67520-87-4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Projekt okładki: D.B. Foryś, dbforys.pl

Redaktor prowadzący: Angelika Kuszła, poradniaredakcyjna.pl

Redakcja: Sylwia Dziemińska, korektaprzykawie.pl

Korekta I: Monika Całka, kropkaispolka.pl

Skład i łamanie: D.B. Foryś, dbforys.pl

Korekta II: Angelika Kuszła, poradniaredakcyjna.pl

Wydawnictwo ReWizja

Książka dostępna również w wersji drukowanej.