Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Małżeństwo postanawia kupić dom, po czasie dowiaduje się, że krążą o nim plotki, iż jest nawiedzony. Mimo wszystko nie przeszkadza im to cieszyć się z idealnego życia, aż do dnia, gdy wszystko odmieni bezsensowny wypadek. Zrozpaczony mąż jest gotowy na wszystko, aby znaleźć sposób, by odwrócić czas. Zadanie z pozoru niemożliwe okazuje się wykonalne, pozostaje jednak pytanie, czy powrót do przeszłości cokolwiek zmieni.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 15
Rok wydania: 2023
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Marek stał na nie swoim balkonie, wpatrzony w błyski przecinające niebo na horyzoncie. Za każdym razem, kiedy piorun wykwitał na niebie, zaciskał mocno oczy, wyładowania przypominały mu chwilę wypadku. Wtedy też ostatnim, co zobaczył, był potężny rozbłysk pod powiekami.
Palił papierosa, który wcale mu nie smakował, wypuszczał powoli dym, nie zwracając nawet uwagi na to, gdzie spada popiół. Z oczu nieustannie wypływały mu łzy, które skapywały wzdłuż blizny przecinającej policzek, aby ostatecznie wsiąknąć w krótki zarost.
Musiał jakoś zabić czas, a nie mógł już wytrzymać w tym obcym mieszkaniu. Ciemność, pustka i niezidentyfikowany smród były nie do zniesienia, dlatego wyszedł na balkon zapalić.
Znalazł się w tym miejscu tylko z jednego powodu. Miał zamiar zrobić coś, żeby naprawić swoje życie, wymazać z historii ten przeklęty wypadek. Właścicielem mieszkania był szemrany handlarz, który twierdził, że zdobędzie dla niego coś, co mu w tym pomoże.
Spotkali się tutaj pół godziny temu. Marek początkowo niemal wpadł w szał, gdy usłyszał, że towar jeszcze nie dojechał. Od początku ten biznes śmierdział mu oszustwem, nie mógł uwierzyć, że ktoś będzie w stanie zorganizować dla niego coś tak niezwykłego. Historia o opóźnionym transporcie wydawała się kolejnym sygnałem, że miał rację.
Handlarz nalegał jednak, żeby zaczekał na niego, kiedy on pójdzie odebrać przesyłkę. Miała dotrzeć lada moment. W końcu dał mu się przekonać, ostatecznie przecież nie miał już nic do stracenia.
Z nieba zaczęły spadać pierwsze, olbrzymie krople deszczu. Kilka z nich dosięgnęło jego dłoni i papierosa. Bletka namokła, a dym nagle zrobił się gęsty i ciężki. Już i tak nie palił. Trzymał tylko papierosa w dłoni, wpatrzony tępo w ulicę.
W zasięgu jego wzroku pojawiła się karłowata postać ubrana w obszerny płaszcz, drepcząca szybko w kierunku klatki. Wydawało mu się, że ukrywa coś pod połami płaszcza, i pomyślał, że może jednak jest dla niego jakaś nadzieja. Chwilę później usłyszał kroki odbijające się echem na korytarzu, a potem dźwięk otwieranego zamka.
