Nokturn - B. Calando - ebook + audiobook + książka

Nokturn ebook i audiobook

B. Calando

4,0
34,98 zł
19,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 199 punktów Klubu Mola Książkowego

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 34,98 zł

Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Możesz naprzemiennie czytać i słuchać. Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+


Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Powiew świeżości w romansach. Nowe uniwersum, które przyprawia o dreszcze od pierwszych rozdziałów!

Opowieść zanurzona w dźwiękach fortepianu.

Retelling baśni „Piękna i Bestia” osadzony w mrocznym świecie rywalizacji, presji i zemsty, w której trudno się rozsmakować.

Po tragicznej śmierci rodziców Beatrice Spencer podąża śladami matki, rozpoczynając naukę w renomowanym konserwatorium muzycznym w Szwajcarii. Dwa lata pełne pasji, sukcesów i muzycznej harmonii stają się dla niej bezpieczną przystanią. Jednak gdy jej nauczycielka fortepianu niespodziewanie rezygnuje z posady, a jej miejsce zajmuje młody profesor Samael Graves, nic już nie będzie takie samo.

Dziewczyna nie przewiduje, że w dniu, w którym poda mężczyźnie dłoń na powitanie, sprzeda swoją duszę samemu diabłu.

To nie będzie zwykła lekcja fortepianu - to gra, w której stawką będzie ona sama.

#darkromance #lovehate #agegap

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 218

Data ważności licencji: 4/8/2031

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 19 min

Lektor: Monika RajAleksander Milićević

Data ważności licencji: 4/8/2031

Oceny
4,0 (49 ocen)
27
6
9
1
6
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
MariaW1953

Dobrze spędzony czas

Książka przygnębiająca, ale budząca zainteresowanie co dalej. Trudno jednoznacznie ocenić, bo historia wciąga, ale stopniowanie napięcia nie istnieje, bo właściwie koniec I części daje dreszczyk emocji i oczekiwanie, jak się rozwiną dzieje bohaterów.
10
kinwuw75

Nie oderwiesz się od lektury

Super😊
10
Irka0

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna, czekam na 2 tom
10
aga1420

Nie polecam

Główna bohaterka bardzo irytująca - ciągle jąkająca się i przepraszająca za to, że żyje. Nie zdzierżyłam.
10
Karolina2580

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka czyta się bardzo szybko nie oderwiesz się od lektury polecam wszystkim którzy chcą sięgnąć po książki tej autorki 😊📖
00

Popularność




Projekt okładki: Piotr Wszędyrówny

Redaktor inicjujący: Małgorzata Święcicka

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja: Marta Choińska-Młynarczyk

Redakcja techniczna: Maciej Grzmiel

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Kamila Recław, Renata Jaśtak

Zdjęcia na okładce: © Freepik.com

© Beata Jędra

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2026

ISBN 978-83-287-3933-8

MUZA SA

Wydanie I 

Warszawa 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Tym, którzy w ciele diabła skrywają duszę anioła

Prologue

Twarz potwora wyłoniła się z mroku. Miał na sobie czarny, idealnie skrojony garnitur, a pod kołnierzykiem jego ciemnej koszuli znajdował się cienki krawat. Spojrzał na ucznia z surowym wyrazem twarzy i wziął skórzany bat, wcześniej leżący na połyskującym meblu w kącie sali. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej – mocno się zamachnął i uderzył w plecy młodzieńca.

– Jeszcze raz! – nakazał i wrócił na swoje miejsce. Do mroku, który pochłaniał każdą duszę w tym pomieszczeniu.

Uczeń wiedział, że będzie tam trwał tylko przez moment. Zbyt krótki, żeby bolące rany przygotowały się na kolejną dawkę cierpienia. Cichy jęk, który wydostał się z ust chłopaka, został zagłuszony dźwiękami pia­nina.

– Nie, nie, nie! – warknął mężczyzna i znalazł się za młodzieńcem równie szybko, co wcześniej. Kolejne uderzenie pozostawiło na skórze chłopaka gorący ślad. – Graj! Nazwisko do czegoś zobowiązuje! – wycedził przez zęby.

Uczeń niezauważalnie skrzywił twarz i spojrzał na pierwsze takty koncertu Rachmaninowa. Minęła prawie godzina, a on wciąż był na samym początku. Posłusznie położył palce na klawiaturze instrumentu i zaczął jeszcze raz. Co prawda chciał uciec, ale wiedział, że to najgorsze wyjście ze wszystkich, które podsuwał mu rozum.

Nagle poczuł na lędźwiach metalowe zakończenie sprzączki. Pochylił się z bólu do przodu i nacisnął losowe klawisze.

– Jesteś nieprzygotowany! – Usłyszał warknięcie.

Natychmiast skupił myśli na tym, co pozwalało mu przetrwać. Nie spojrzał na profesora. Doskonale wiedział, że nie patrzy się w oczy diabłu. Spuścił wzrok na swoje drętwiejące dłonie i czekał na kolejne słowa mężczyzny.

– Gdy spotkamy się na piątkowej lekcji, zagrasz wszystko z pamięci – poinformował nauczyciel lodowatym tonem. Uczeń przymknął powieki. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to niewykonalne. – Możesz odejść.

Pospiesznie wstał, zgarnął nuty z pulpitu i w milczeniu wyszedł z dusznej sali. Dopiero wyjście na zewnątrz i wciągnięcie chłodnego powietrza przyniosło chwilowe wytchnienie. Nie chciał wracać do domu, tym bardziej dlatego, że musiałby spojrzeć w oczy ojcu.

Nogi same powiodły go na promenadę, wzdłuż spokojnie płynącego Renu. Opadł na tę samą drewnianą ławkę co zawsze i spojrzał na drugą stronę miasta, która mieniła się od jasnych świateł w oknach. Nie musiał długo czekać, by usłyszeć dźwięk fortepianu. Zwrócił oczy ku niebu i zdusił chęć płaczu.

Każdego dnia tylko ta nieznajoma melodia pozwalała mu przetrwać.

1.Première rencontre

Beatrice

– Beatrice… – Ktoś szepnął mi do ucha. Uchyliłam jedno oko, potem drugie i natychmiast wyprostowałam plecy. Zasnęłam… Nie zliczę, który to raz w tym tygodniu. – Co się dzieje? – Zatroskane oczy przyjaciółki patrzyły na mnie uważnie.

Cicho westchnęłam i przymknęłam na sekundę powieki. Sala wykładowa nie była dobrym miejscem do ucięcia sobie drzemki, lecz odkąd do mojego pokoju w akademiku wprowadziła się nowa współlokatorka, noce zamieniły się w koszmar.

– Violet – wyjaśniłam krótko, a dziewczyna siedząca obok mnie kiwnęła tylko głową ze zrozumieniem. – Mam wrażenie, że walenie w klawiaturę elektronicznego pianina nigdy jej się nie znudzi – dodałam i wypuściłam powietrze głośniej, niż planowałam.

– Powinnaś już dawno przeciąć kabel do tego gówna – rzuciła żartem Harma i oparła łokcie o drewniany blat ławki, przypatrując się wykładowcy.

– Myślałam nad tym – odpowiedziałam cicho.

– Nie myśl, tylko po prostu to zrób. Jeśli nie masz nożyczek, to jakieś załatwię. – Harma uśmiechnęła się, po czym omiotła spojrzeniem salę wykładową, pełną jak nigdy. – Te laski zaraz dostaną palpitacji serca – prychnęła i poprawiła się na niewygodnym miejscu. – Patrz na tamtą. – Prawdopodobnie wskazała podbródkiem na rudą dziewczynę w trzecim rzędzie, choć nie mogłam mieć pewności. – Nie mrugnęła od kilku minut. Boże… – Jej usta pomalowane bezbarwnym błyszczykiem zadrżały. – Stawiam dziesięć franków, że zaraz poleci jej ślina.

Przeniosłam zmęczone oczy na młodego profesora Kevina Holligera. Nie byłam zafascynowana jego obecnością jak inne dziewczyny, a wręcz czułam dziwny niepokój. Nie było w nim nic, co przyciągałoby znacząco moją uwagę.

– Przydałoby się rozkręcić atmosferę. – Głos przyjaciółki spowodował, że wróciłam do rzeczywistości i nawet nie zaczęłam się zastanawiać nad plotkami krążącymi o nim po kampusie.

– Nie rób tego, Holliger jest u nas dopiero dwa tygodnie – jęknęłam i spojrzałam na nią błagalnie. Nie wydała się tym przejęta. Zarzuciła brązowe włosy za ramię i przyciągnęła długopis do ust, obmyślając zapewne uroczysty plan powitalny. – Profesor Roth ostatnio mówiła, że myśli o emeryturze – rzuciłam szybko, by skierować myśli Harmy na inne tory. – Obawiam się, że nie dociągnie do mojego dyplomu – szepnęłam i zerknęłam na mężczyznę w idealnie skrojonym ciemnym garniturze, który niskim głosem omawiał twórczość Beethovena.

– Przecież trzyma się świetnie.

– Ma lekkie problemy z pamięcią – wyjaśniłam, drapiąc grzbiet zeszytu w twardej oprawie.

– To znaczy? – Przeniosła na mnie zaciekawione spojrzenie i zmarszczyła czoło.

Byłam niemal pewna, że przedstawienie powitalne zostało przełożone na inne zajęcia, dzięki czemu poczułam ulgę.

– Wiele razy pomyliła mnie ze swoją wnuczką. – Przygryzłam dolną wargę i wbiłam wzrok w postacie wygrawerowane na okładce. Piękna i Bestia patrzyły mi prosto w oczy.

– Skoro nie z wnuczkiem, to chyba nie jest tak źle.

Harma parsknęła głośnym śmiechem. Studenci przed nami odwrócili się i zbesztali nas wzrokiem.

– Przeszkadzam wam?

Nie musiałyśmy czekać nawet sekundy, by lodowaty ton profesora Holligera wybrzmiał w auli. Jego gniewne spojrzenie przeszyło nas na wskroś, aż zaparło mi dech w piersi. Harma zaplotła palce u rąk i przekrzywiła głowę w bok. Oczywiście, że nie była przejęta.

– Nie – burknęła pewna siebie, patrząc prosto w oczy prowadzącego.

– Zatem o czym mówiłem? – Mężczyzna uniósł ciemne brwi i oparł dłonie na mównicy, napinając przy tym szerokie barki.

Kątem oka dostrzegłam, jak Harma zacisnęła szczęki.

– Mam zacząć od…

– Przeprosin – przerwał jej prowadzący.

Spojrzenia studentów grały w ping ponga. Poczułam duszność.

– Co za dupek – syknęła przez zęby przyjaciółka.

Z przerażeniem otworzyłam szeroko oczy, a na moich rękach pojawiła się gęsia skórka.

– Nie dosłyszałem. – Drwina wybrzmiała w jego głosie.

Harma wyprostowała plecy, podrapała policzek i wbiła brązowe tęczówki wprost w oczy profesora.

– Po prostu zastanawiałyśmy się, czy Beethoven rzeczywiście kochał grać, czy po prostu grzecznie przystał na kaprys swojego ojca alkoholika, który chciał z niego zrobić cudowne dziecko. – Harma cmoknęła językiem o podniebienie i w udawanym zamyśleniu potarła podbródek.

Przeklęłam w myślach.

Profesor zeskanował ją podejrzliwym wzrokiem, by po chwili na jego czole pojawiła się mała zmarszczka.

– Przepraszamy… – Moje usta odezwały się nieproszone. Szczypnęłam udo przyjaciółki, aby poskromiła temperament. Odpowiedziała mi cichym sykiem. – Nie mogę nadążyć z pisaniem notatek. – Uśmiechnęłam się przepraszająco.

– Rozumiem.

Kiwnął głową i znów spojrzał w stronę Harmy z chęcią mordu. Jednak ona kompletnie niewzruszona strzepnęła niewidzialny kurz z ramienia i wpatrzyła się w paznokcie.

– Na konsultacjach macie wgląd do moich materiałów, z których możecie uzupełnić notatki – powiedział stalowym głosem. – A jeśli ktoś chce zagłębić się w problemy psychologiczne kompozytorów, to również na nie zapraszam – dodał drwiąco i wcisnął guzik na malutkim pilocie, by zmienić slajd.

Zauważyłam, jak Harma wyciąga środkowy palec pod ławką. Przymknęłam powieki i rozpoczęłam odliczanie minut do zakończenia zajęć.

Po dwugodzinnym wykładzie z historii muzyki udałam się na ostatnie piętro akademii. Fortepian z panią Roth był najlepszym zakończeniem czwartków, a nasze rozmowy przypominały mi konwersacje ze zmarłą mamą. Tak naprawdę gdyby nie ona, nie przetrwałabym pierwszych miesięcy nauki w akademii.

Martwa cisza wypełniała ciemny korytarz, przez co mój krok stał się niepewny. Przeklinając w duchu pokryte kurzem kinkiety, zatrzymałam się przed dębowymi drzwiami sali muzycznej. Zmarszczyłam czoło i wbiłam wzrok w podniszczoną sztukaterię na ścianach. Przeważnie podczas czekania towarzyszyły mi dźwięki fortepianu, lecz dzisiaj żaden utwór nie zaszczycił moich uszu.

Podniosłam zwinięte palce, aby zapukać, ale nagle drewniane skrzydło z impetem się otworzyło, a blondynka ze łzami na policzkach wybiegła z sali. Jej szloch dźwięcznie rozniósł się po pustym korytarzu. Byłam zdziwiona, gdyż profesor Roth była najmilszą osobą na świecie.

Weszłam do środka i omiotłam wzrokiem salę. Wydawała się pusta w świetle starej lampy, zwisającej nad fortepianem. Zdjęłam czarny płaszcz i przewiesiłam go na metalowym wieszaku. Kiedy się odwróciłam, z mroku wyłonił się mężczyzna. Odskoczyłam do tyłu, uderzyłam plecami o ścianę, a następnie przyłożyłam dłoń do coraz mocniej dudniącego ze strachu serca. Wstrzymałam oddech.

– Witaj w miejscu, z którego nie ma ucieczki. – Jego chłodny ton przepełniony ledwo słyszalną kpiną zadźwięczał w moich uszach. – Samael Graves. – Z kamiennym wyrazem twarzy wyciągnął dłoń w moim kierunku.

Wbiłam wzrok w długie palce mężczyzny, a następnie nieśmiało podniosłam oczy na jego idealne rysy twarzy. Miałam wrażenie, że był dziełem największego mrocznego artysty, a jego czarny garnitur, doskonale podkreślający wyrzeźbione ciało, całkowicie to potwierdzał.

– Beatrice Spencer – ledwie wyszeptałam.

Zmrużyłam oczy. Miałam wrażenie, że kącik jego ust niezauważalnie drgnął, gdy posłusznie wyciągnęłam rękę, by się z nim przywitać.

– Profesor Roth zrezygnowała z zajęć w tym semestrze – wyjaśnił, po czym zamknął moje palce w lodowatym uścisku. Czułam, jakbym zawierała pakt z diabłem. – Więc… – Ciemne jak smoła tęczówki odnalazły moje. – Od teraz twoja dusza należy do mnie.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji