Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Uważaj, o czym marzysz – bo może się spełnić wtedy, gdy najmniej się tego spodziewasz.
Po bolesnym rozwodzie Joanna postanawia zacząć wszystko od nowa. Przez lata bezskutecznie starała się z mężem o dziecko, a kolejne rozczarowania powoli niszczyły ich relację. Gdy małżeństwo się rozpadło, Joanna zamknęła ten rozdział swojego życia. Miłość i marzenia o rodzinie odłożyła na bok, całkowicie poświęcając się pracy.
Teraz wreszcie wszystko zaczyna układać się po jej myśli – upragniony awans jest już na wyciągnięcie ręki, a jej życie odzyskuje stabilność.
I wtedy wszystko się zmienia.
Joanna dowiaduje się, że jest w ciąży – po spontanicznej, jednorazowej nocy z mężczyzną, którego prawie nie zna. Los bywa przewrotny: kiedyś latami marzyła o dziecku i nie mogła go mieć, a teraz, gdy zupełnie przestała o tym myśleć, jej świat wywraca się do góry nogami.
Czy spróbuje odnaleźć nieznajomego, z którym spędziła tylko jedną noc?
A może los daje jej drugą szansę i powinna spróbować naprawić relację z byłym mężem?
Przed nią najtrudniejsza decyzja w życiu – taka, która może zmienić wszystko
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 293
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Rozdział I
Poczułam promienie słońca na twarzy. Powoli się przebudziłam. Głowa bolała mnie niesamowicie. Poprzedniego wieczoru zdecydowanie przesadziłam z alkoholem. Ale po tak ciężkim tygodniu w pracy należała mi się odrobina szaleństwa.
Przeciągnęłam się w wygodnym łóżku, było mi nad wyraz przyjemnie. Powoli otworzyłam powieki i zobaczyłam leżącą na poduszce obok głowę mężczyzny. Po ponownym spojrzeniu zarejestrowałam, że głowa posiada także resztę ciała, ubraną zaledwie w bokserki, które opinały całkiem nieźle wyrzeźbiony tyłek.
Cholera!
Najciszej, jak potrafiłam, zajrzałam pod kołdrę, którą byłam przykryta. Ja również miałam na sobie tylko bieliznę. Na szczęście jedne z najbardziej seksownych, jakie posiadam w swojej garderobie – z czerwonej koronki z cyrkoniami. Prezentowałam się w nich całkiem przyzwoicie.
– Obudziłaś się – stwierdził nagle mężczyzna i z lekkim przerażeniem zorientowałam się, że on także już nie śpi.
– Tak. Cześć – wybąkałam speszona. – Wiesz, wczoraj było naprawdę spoko, naprawdę fajnie się bawiłam, ale naprawdę musisz już iść – powiedziałam totalnie zawstydzona jąkając się odrobinę.
– Naprawdę obawiam się, że to niemożliwe – powiedział, przedrzeźniając mnie i powtarzając słowo, którego kilkakrotnie użyłam w swojej wypowiedzi.
Całkowicie zaskoczona spojrzałam na niego niczego nie rozumiejąc.
– Kotku – zwrócił się do mnie łagodnie – jesteśmy u mnie.
Momentalnie otrzeźwiałam. Rozejrzałam się po wnętrzu. Faktycznie, nie było to moje dwupokojowe mieszkanie, tylko jakaś niezbyt gustownie urządzona kawalerka.
– W takim razie to ja się ulotnię – stwierdziłam, rozglądając się panicznie w poszukiwaniu ubrań.
– Nie zachowuj się jak dziecko. Jest sobotni poranek, napijemy się kawy, zjemy śniadanie i wtedy możesz uciekać, Kopciuszku – powiedział wstając.
Chcąc nie chcąc, obrzuciłam go szybkim spojrzeniem. Był na oko mniej więcej przed czterdziestką, nieźle zbudowany – jak na tę metrykę, z ciemnymi włosami delikatnie przyprószonymi siwizną i tatuażem na prawym przedramieniu. Nie da się ukryć, że całkiem przyzwoity okaz upolowałam poprzedniej nocy.
– Jajecznica będzie okej? – zapytał, wciągając spodnie dresowe.
– Pasuje.
Gdy mężczyzna poszedł w stronę łazienki, szybko namierzyłam swoją sukienkę oraz biustonosz i spróbowałam ubrać go pod kołdrą.
– Nie musisz się przede mną ukrywać – rzucił mężczyzna, wracając do pomieszczenia szybciej niż się spodziewałam. – Przecież widziałem cię w całej okazałości. Ale jeżeli jesteś skrępowana, to zapraszam do łazienki, możesz wziąć prysznic. Czysty ręcznik znajdziesz w szafce nad pralką.
– Dzięki – rzuciłam zadowolona z takiego obrotu sytuacji i pędem pognałam do łazienki.
Zamknęłam za sobą drzwi i spojrzałam w lustro. Oj, było kiepsko. Nie mam już dwudziestu lat, aby po przebalowanej nocy wyglądać jak bogini. Tu zmarszczki, tam kurze łapki. Trzydzieści pięć lat stuknęło mi dwa miesiące temu. Do tego stresująca praca – mało snu, dużo kawy. Chyba najwyższy czas zadbać o siebie.
Wzięłam szybki prysznic i zażenowana zaistniałą sytuacją, dołączyłam do niego w kuchni. Zdawałam sobie doskonale sprawę, że bez makijażu, który musiał się zetrzeć podczas naszych nocnych igraszek, nie wyglądam najlepiej.
– Będę się zbierać – wyszeptałam, chwytając swoją torebkę i kierując się do wyjścia.
– Jajecznica jest już gotowa, nie zjesz? – zapytał, wyraźnie rozczarowany moim zachowaniem.
– Nie jestem głodna – skłamałam, chociaż czułam, jak z głodu skręca mnie w środku.
– Jesteś pewna? – zapytał sceptycznie.
– Tak. Było miło, ale na mnie już pora – dodałam, zakładając swoje niebotycznie wysokie czarne szpilki. – Było mi naprawdę miło – powtórzyłam, sama nie wiedząc czemu.
– Mi też było miło cię poznać, Asiu – powiedział, ewidentnie rozbawiony moim zmieszaniem.
Uśmiechnęłam się blado i szybko opuściłam mieszkanie mężczyzny. Zeszłam schodami w dół. Mieszkał na drugim piętrze. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy wyszłam z budynku, okazało się, że wciąż jestem w centrum. Spędziłam noc w jednej z ładniejszych, gdańskich kamienic, mieszczących się niedaleko miejsca, gdzie wczoraj się bawiliśmy.
Wyjęłam swój telefon z torebki. Trzy nieodebrane połączenia i siedem wiadomości. Nie jest dobrze. Najpierw przejrzałam, kto do mnie pisał. Cztery wiadomości od Laury, mojej najlepszej przyjaciółki. Właściwie jedynej. Dwie wiadomości od Tadka, jej męża. Czyli tak naprawdę od Laury, której zapewne padła bateria. I jedna od mamy. Ta zawierała tylko prośbę o telefon. Wysłana przed godziną. Chcąc mieć tę zapewne niezbyt przyjemną rozmowę jak najszybciej z głowy, wybrałam numer matki.
– Dzwonię, piszę, nie można się z tobą skontaktować – jęknęła zamiast jakiegokolwiek przywitania. – A jakbym była umierająca? Nawet nie byłabyś w stanie się ze mną pożegnać – dodała dramatycznym tonem.
– Cześć mamo, umierasz? – zapytałam.
Moje relacje z rodzicami nigdy nie należały do najlepszych, a dodatkowo oziębiły się po moim rozwodzie z Grześkiem. Rodzice obwiniali mnie o rozpad tego małżeństwa. I na nic nie zdawało się moje tłumaczenie, że miłość nie zawsze wystarcza. Zresztą uważam, że czasem rozwód jest najlepszym wyjściem. Moi rodzice od lat tkwią w swoim niezbyt udanym związku, gdzie matka gra pierwsze skrzypce, a ojciec po prostu egzystuje.
– Dzisiaj nie planuję – odparła cierpko.
– W jakiej sprawie zatem do mnie dzwonisz w sobotę o tej porze? – zapytałam.
– Potrzebuję podwózki do lekarza w poniedziałek po dziesiątej.
– Jakiego lekarza? Co to za nagła wizyta? – zapytałam, zmierzając w kierunku przystanku autobusowego.
– Żadna nagła, kontrolna, u kardiologa.
– Od kiedy o niej wiesz?
– Rejestrowałam się pół roku temu – oznajmiła.
– I nie mogła mi mama wcześniej o tym powiedzieć? Ja pracuję. Mam obowiązki, nie mogę sobie ot tak po prostu po dziewiątej wyjść z pracy.
– Jesteś niewdzięczna. Halinkę jej córka wszędzie wozi – powiedziała, próbując wzbudzić we mnie litość.
– Dlatego, że jej córka nie pracuje, ma trójkę dzieci i siedzi z nimi w domu. Ponoć mąż zdradza ją na prawo i lewo, ale ją utrzymuje.
– Lepszy taki mąż niż żaden – odparła hardo.
– Głupoty, mamo, mówisz. Nie ważne jaki, ważne, żeby był? – prychnęłam.
– Dokładnie.
– Nie mogę tego słuchać. Zorganizuję mamie jakąś podwózkę do tego lekarza – zapewniłam. – Muszę kończyć – dodałam szybko i przerwałam połączenie. Głowa mi pękała a ta bezsensowna gadanina matki tylko wzmogła ten ból.
Nie potrafię zrozumieć swojej mamy już od wielu lat. Nigdy także się nie dowiedziałam, dlaczego w czasie trwania mojego małżeństwa nieustannie stawała po stronie mojego już teraz byłego męża. Przecież powinna wspierać mnie! To ja jestem jej córką!
A teraz jeszcze porównuje mnie do tej bezmyślnej Elizki, co ją mąż zdradza, a jej narobił dzieciaków i uwiązał dziewczynę w domu.
Kiedyś ja i Eliza byłyśmy dobrymi koleżankami. Mieszkałyśmy w tej samej klatce, w wielkim bloku z płyty. Eliza była, co prawda, młodsza ode mnie o dwa lata, ale nigdy nam to nie przeszkadzało. W szkole podstawowej spędzałyśmy ze sobą sporo czasu. W średniej już nieco mniej, ale wciąż regularnie się spotykałyśmy. Dopiero jak wyjechałam na studia do Warszawy, to nasze drogi nieco się rozeszły. Nie chciałam zadawać się z licealistką, gdy wracałam na weekendy do domu. Miałam już nowe grono znajomych i to im poświęcałam czas. Kilka osób z mojego kierunku również pochodziło z Trójmiasta. I tak razem się trzymaliśmy. Nie chciałam wprowadzać Elizy w to towarzystwo.
Z perspektywy czasu właściwie nie wiem, dlaczego tak wówczas postąpiłam. Może byłam nieco zazdrosna, bo to na Elizkę faceci zawsze zwracali uwagę.
Gdy nieco ochłonęłam po rozmowie, którą odbyłam ze swoją matką, zadzwoniłam do Laury.
– Gdzie ty wczoraj zniknęłaś? – zapytała, gdy tylko odebrała połączenie.
– Cześć, nie krzycz tak – poprosiłam.
– Ej, nie możesz mi tak znikać. Martwiłam się – dodała, nieco spuszczając z tonu.
– Przepraszam, przesadziłam. Poniósł mnie melanż.
– Ewidentnie. Co robisz? Strasznie głośno tam u ciebie.
– Jestem w centrum, próbuję wrócić do domu – wyznałam zgodnie z prawdą.
– Uuu, czyli udana noc Wynajęliście pokój w hotelu z tym przystojniakiem, z którym wymieniałaś się śliną przy barze?
– Nie. Wylądowaliśmy u niego. Kurczę, niczego nie pamiętam – wyznałam, lekko zawstydzona. W tym momencie na przystanek, na który dotarłam minutę wcześniej, podjechał tramwaj. Wsiadłam do środka i skasowałam bilet, który wygrzebałam z czeluści torebki.
– No tak wstawionej to ja cię od lat nie widziałam – przyznała.
– Wszystko przez tę cholerną robotę – stwierdziłam.
Od tygodni w firmie mówiło się o zmianach personalnych. Dyrektor miał zostać przeniesiony do centrali, a jego stanowisko, które było moim marzeniem, miał objąć kierownik regionu. Dlatego od miesięcy dawałam z siebie dwieście procent, by tylko wszyscy ważni zauważyli mój wysiłek. Jednak, jak to zazwyczaj bywa, ludzie dostrzegają zazwyczaj porażki, a nie sukcesy. Dlatego kiedy zdarzyło mi się małe potknięcie i pomyliłam w piśmie numer paragrafu z umowy, to nagle wszyscy to wyłapali. Byłam zła na siebie za tą gafę, ale nic już nie byłam w stanie poradzić. Poprawiłam pismo i przeprosiłam za wcześniejszy błąd. A wieczorem poszłam odreagować stres do klubu. I wylądowałam w łóżku z… No właśnie, nawet nie znam imienia tego faceta. Jaka żenada.
– Zdarza się – rzuciła Laura, aby chociaż trochę mnie pocieszyć. – Ale rozumiem, że nie zmusił cię do niczego, czego sama nie chciałaś?
– Nie, chyba nie. Był bardzo miły, rano nawet zrobił mi śniadanie.
– Dobrze gotuje? – zainteresowała się.
– Nie wiem. Nie zjadłam. Uciekłam – powiedziałam zgodnie z prawdą.
Laura zaśmiała się na moje słowa. Znała mnie nie od dziś i doskonale zdawała sobie sprawę, że jestem do tego zdolna.
– Wariatka. Mogłaś chociaż coś zjeść, na pewno w nocy straciłaś wiele kalorii – dogryzła mi subtelnie.
– Pewnie tak – rzuciłam dosyć sceptycznie.
– Gdzie twoje poczucie humoru? – zmartwiła się.
– Uleciało po rozmowie z moją matką.
– A czego znowu od ciebie chce jaśnie pani Różycka?
– Wyobraź sobie, że dziś poinformowała mnie, że w poniedziałek po dziesiątej ma lekarza, i mam ją zawieźć – prychnęłam. – Nie ma opcji, bym wzięła urlop na żądanie, poza tym mam teraz ważny projekt i nie mogę sobie wyjść z pracy na dwie godziny, bo hrabina przypomniała sobie, że zapisała się pół roku temu do lekarza – wyrzuciłam z siebie.
– Rozumiem cię. Jak chcesz, to ja mogę z nią pojechać. Akurat mam w poniedziałek drugą zmianę – zaoferowała.
– Naprawdę? Mogłabyś?
– Pewnie. Przecież to żaden problem, a mi twoja mama nie będzie tak pyskować – stwierdziła.
Mama Laury zmarła kilka lat temu, a ojciec doskonale sobie dawał radę sam. Miał dopiero sześćdziesiąt lat i mówił, że przeżywa drugą młodość. Pracuje, jeździ na wycieczki, spotyka się z kolegami, aby połowić ryby. Moja mama, starsza od niego zaledwie o dwa lata, wraz z przejściem na emeryturę dosłownie zniedołężniała. Nagle nie potrafi się ogarnąć ze sprawami, które jeszcze niedawno nie sprawiały jej najmniejszego kłopotu. Czasem mam wrażenie, że po prostu potrzebuje nieustannej atencji.
A przecież ja mam swoje życie i swoje problemy, którymi nigdy nie starałam się jej obciążać.
– Będę ci naprawdę wdzięczna – powiedziałam, wysiadając z tramwaju.
– Nie ma sprawy. Dowiedz się tylko gdzie ten lekarz i o której. A ja po nią podjadę i ją zawiozę. Jak będzie duża kolejka, to ją tam zostawię i w międzyczasie zrobię sobie zakupy, a jak nie będzie tłumów, to na nią poczekam i potem odwiozę do domu.
– Dziękuję, jesteś najlepsza – westchnęłam z ulgą.
– Staram się.
– A powiedz mi, jak właściwie ja i ten koleś…
– Naprawdę niczego nie pamiętasz? – zdziwiła się.
– Jak przez mgłę.
– Sama do końca nie wiem, jak to wyszło, ale gdy dotarliśmy z Tadkiem, impreza już trwała, no i na pewno miałaś już coś wypite, ale tryskałaś humorem, więc zbytnio się tym nie przejęłam – wyznała. – Zresztą całe nasze towarzystwo było bardzo wesołe. Potem na zmianę chodziliśmy do baru po napoje. Co prawda, Tadek i Marcin chcieli chodzić sami, ale ty kategorycznie stwierdziłaś, że mamy równouprawnienie.
– O matko – jęknęłam, obawiając się, że ta opowieść zmierza w kiepskim kierunku.
– Gdy przypadła twoja kolejka, poszłaś zamówić i nagle zniknęłaś. Nie wróciłaś z drinkami. Po chwili patrzę, a ty, jakby nigdy nic, siedzisz sobie przy barze i prowadzisz konwersację z jednym typem – relacjonowała dalej. – Wysłałam więc Tadka po alkohol, bo podejrzewałam, że ty nam go nie dostarczysz i co jakiś czas zerkałam kontrolnie w waszym kierunku.
– Na pewno robiłaś to bardzo subtelnie – parsknęłam, docierając do mieszkania
– Po takiej dawce alkoholu? Pewnie niezbyt – roześmiała się. – Ale się starałam. W każdym razie facet wyglądał przyzwoicie, był elegancki, przystojny. Ewidentnie twój typ urody. Nagle patrzę,
a wy zaczęliście wymieniać się śliną i to z taką intensywnością, że nie mogłam oderwać od was wzroku – oznajmiła.
– A jak to się stało, że ja z nim wyszłam? – zapytałam, wyciągając klucze z torebki.
– Właśnie nie wiem, bo musiałam skorzystać z toalety. A jak to zawsze w klubie, do damskiej była kolejka, więc trochę mi zeszło. Gdy wróciłam, was już nie było, a ty nie odbierałaś telefonu. Naprawdę się martwiłam.
– Przepraszam – powiedziałam, wchodząc do swojego mieszkania. – Poprawię się – zapewniłam, zdejmując swoje wysokie szpilki.
– Mam nadzieję. Dobra, ja muszę kończyć. Dograj ten poniedziałek z mamą i daj mi potem znać co i jak.
– Dzięki, jesteś aniołem.
– Ktoś musi. To pa.
– Pa – rzuciłam cicho, po czym zdjęłam wszystkie ciuchy i położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona i marzyłam tylko o drzemce. Sen przyszedł do mnie bardzo szybko.
