Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Maria, Kaśka, Martyna i Weronika to cztery młode kobiety, które marzą o wielkiej miłości. Każda ma inną definicję szczęścia.
Kaśka szuka go z influencerem, ale jej myśli zaprząta sąsiad, który zalał jej mieszkanie.
Weronika podejrzewa swojego partnera o zdradę i nie wie co powinna zrobić. Wraz z przyjaciółką postanawia go śledzić.
Maria wierzy, że lekarz którego poznała uleczy jej serce. A może jednak podbije je ktoś inny?
Martyna z kolei stawia wszystko na karierę — do momentu, gdy jej życie nagle wymyka się spod kontroli. Ucieka w Bieszczady, by złapać dystans i odnaleźć siebie.
Która z nich znajdzie miłość, a która będzie musiała zmierzyć się z rozczarowaniem? I czy każda relacja ma szansę przetrwać próbę, gdy marzenia zderzają się z rzeczywistością?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 275
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
5 historii
o miłości
Tytuł: 5 historii o miłości
Autorka: Katarzyna Wit-Formela
Korekta i redakcja: Agata Marzec
Skład: Joanna Postój
Projekt okładki: Katarzyna Wit-Formela
Elementy graficzne © CANVA © Freepik
ISBN: 978-93-977286-1-5
© by KWF
Wydanie pierwsze
Cedry Małe, styczeń 2025
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oznacza naruszenie praw autorskich.
Patronat medialny:
„Niektórym ludziom
jest pisane się spotkać.
Niezależnie od tego,
gdzie się znajdują
czy dokąd się wybierają,
któregoś dnia na siebie wpadną.”
Claudie Gallay
– Kaśka, jak Ty wyglądasz? Nie możesz kolejnych walentynek spędzić sama – powiedziała moja najlepsza przyjaciółka, Judyta.
Trzeba było przyznać, że nie byłam w najlepszym stanie. Ubrana w poplamione dresy, miałam przetłuszczone włosy zwinięte w kok na czubku głowy, i do tego te obgryzione paznokcie. Judyta nigdy nie była w stanie zrozumieć mojego „obrzydliwego nawyku”.
– To co, twoim zdaniem, powinnam zrobić? – zapytałam, gryząc kolejny paznokieć. – Wszyscy mężczyźni to kanalie.
– Zadbaj o siebie, wyjdź z domu, umów się na randkę – zasugerowała koleżanka.
– Taa… jasne. Ciekawe, kto będzie chciał się ze mną umówić?
– Jak o siebie nie zadbasz, to pewnie nikt nie będzie chciał – odgryzła się szybko Judyta.
Wiedziałam, że miała już dość głaskania mnie po głowie i obiecywania mi, że wszystko będzie dobrze. Według niej musiałam się wziąć w garść i o siebie zawalczyć. Bo jeżeli ja tego nie zrobię, to kto?
– Ale jesteś miła – żachnęłam się.
– Mam być miła czy szczera?
– Zdecydowanie szczera – wyszeptałam.
– Ja rozumiem, że Leszek cię rzucił, ale od tego czasu minęło już pół roku.
– To wcale nie jest tak długo – broniłam się zawzięcie.
– No tak, wtedy było lato i upały, a dwa tygodnie temu przywitaliśmy Nowy Rok. Masz rację, upłynęła zaledwie chwila – powiedziała z ironią Judyta.
– Ale byliśmy ze sobą tak długo – jęknęłam. Wcale nie chciałam brać się w garść. Lubiłam narzekać. A biadolenie o samotności, po licznych rozstaniach, było moją specjalnością.
– Rok to wcale nie taki długi staż. To ja mogę powiedzieć, że jestem długo z Olgierdem. A to tylko dlatego, że w święta obchodziliśmy piątą rocznicę ślubu, którą poprzedziło jeszcze kilka lat związku – wyliczyła. – Kaśka, co mam zrobić, abyś wreszcie się ogarnęła? – zapytała bezradnie.
– Znajdź mi jakiegoś faceta – odparowałam bez chwili zastanowienia.
– Mówisz poważnie? – zdziwiła się.
– Jak najbardziej – odpowiedziałam, poprawiając swoje rude włosy.
Gdy byłam młodsza, to nigdy nie przepadałam za kolorem swoich włosów, jednak z upływem lat zaczęłam traktować go jako swój atut. Prawda była taka, że faceci lecieli na rude kobiety. Od tego czasu regularnie farbowałam włosy na ognisty odcień, zdecydowanie inny niż ten, którym natura mnie obdarzyła.
– Dobra, znajdę dla ciebie faceta i zaaranżuję wam randkę w walentynki, a ty do tego czasu masz się ogarnąć – zaproponowała.
– Ok, niech tak będzie – odpowiedziałam, nie wierząc w powodzenie planu przyjaciółki.
– To może zacznę od umówienia cię do fryzjera, bo po prostu nie mogę patrzeć na twój odrost i te zaniedbane włosy – zasugerowała.
– Jestem spłukana. Co najwyżej sama możesz się nimi zająć. W którejś z szafek łazienkowych powinnam mieć farbę – dodałam, wstając z kanapy, do której prawie przyrosłam przez ostatnie kilka miesięcy.
– Zostań tu, sama znajdę – rzuciła Judyta i udała się na poszukiwania farby do włosów.
– Tylko postaraj się z tym szukaniem faceta! Musi być przystojny!
– Jeszcze masz jakieś wymagania? – odkrzyknęła z łazienki Judyta.
– Najlepiej niech przypomina mojego sąsiada, który mieszka dwa piętra wyżej.
– Aż takie z niego ciacho? – zapytała Judyta, wracając do salonu.
– Nawet nie masz pojęcia…
***
Minęły dwa tygodnie i coraz bardziej wątpiłam w powodzenie planu Judyty. Co prawda, tak jak obiecałam swojej przyjaciółce, odrobinę zadbałam o swój wygląd zewnętrzny, jednak jakoś nie chciało mi się wierzyć, że kumpela znajdzie dla mnie jakiegoś kandydata na randkę. I to w dodatku w walentynki.
Siedząc na kanapie i kończąc pisanie programu na komputerze, nagle usłyszałam kapanie wody. Zdezorientowana rozejrzałam się po mieszkaniu, lecz nie zobaczyłam niczego niepokojącego. Zignorowałam dźwięk i wróciłam do pracy. Godzinę później, gdy potrzeba fizjologiczna dała o sobie znać, udałam się do łazienki i to, co tam zobaczyłam, wbiło mnie w podłogę. Moim oczom ukazał się przerażający widok. Cała podłoga była mokra, a z sufitu kapała woda. Gdy ocknęłam się z przerażenia, szybko założyłam buty i wybiegłam z mieszkania. Schodami udałam się piętro wyżej i zadzwoniłam dzwonkiem. Nikt nie otwierał, mimo iż do moich uszu dochodziła głośna muzyka. Zaczęłam mocno walić w drzwi.
– Coś się stało? – do moich uszu dobiegł męski głos.
Podniosłam głowę i zobaczyłam, że piętro wyżej, przez barierkę, przechylał się mój sąsiad, Radek. Musiałam przyznać, że od lat uważałam go za jednego z najprzystojniejszych mężczyzn stąpających po tej ziemi. Miał czarne włosy, kilkudniowy zarost i dzisiaj ubrany był w obcisły strój do biegania, który nie pozostawiał zbyt dużego pola dla wyobraźni. Nawet mojej! Nie wiedziałam o nim zbyt wiele, jedynie to, że przeprowadził się do tego bloku jakieś pięć lat temu, zaraz po głośnym rozwodzie ze swoją żoną-celebrytką. Wiedziałam też, że byli właścicielami dużej sieci siłowni oraz prężnie prowadzili swoje konta na Instagramie, gdzie mieli rzesze obserwujących, wśród nich i mnie.
– Kapie mi w łazience na głowę – wydukałam zaskoczona rozmową. Do dziś, szczytem było zwykłe: „Dzień dobry” i ,,Miłego dnia”.
– W zeszłym tygodniu wprowadził się tu jakiś nowy lokator – powiedział, schodząc. Po chwili stanął koło mnie i załomotał w drzwi.
– Nie chcę zatrzymywać…
– Mam jeszcze sporo czasu do treningu, z chęcią pomogę – zaoferował swoją pomoc z czarującym uśmiechem na ustach. Chcąc nie chcąc, spłonęłam rumieńcem, bo mimo iż nigdy w dorosłym życiu nie narzekałam na brak zainteresowania, to ten przystojny mężczyzna po prostu mnie peszył.
Spojrzał na mnie a ja się uśmiechnęłam. Prawdę mówiąc, czułam się jak w bajce, którą niestety dość szybko przerwał dźwięk przekręconego zamka. Spojrzeliśmy w stronę otwartych drzwi i ujrzeliśmy mężczyznę w kręconych włosach, opadających mu delikatnie na ramiona.
– Przepraszam, czy państwo mieszkają pode mną? – zapytał wyraźnie zdenerwowany, wycierając mokre ręce w brudne dresy.
– Tak – odpowiedział Radek, zanim w ogóle zdążyłam zareagować.
– Najmocniej przepraszam, robię remont łazienki i niechcący uszkodziłem jakąś rurę. Mam ubezpieczone mieszkanie, pokryję wszystkie koszty – dodał szybko, widząc niezbyt zadowoloną minę Radka.
– A opanował pan już tę powódź? – zapytałam, chcąc trochę rozładować napięcie.
– Tak, zakręciłem zawór i woda już nie leci. Teraz osuszam u siebie to, co się wylało. Niedługo powinno przestać lecieć.
– Dobrze, w takim razie ja przyjdę później po numer ubezpieczenia – powiedziałam i już chciałam wrócić do siebie, gdy niespodziewanie odezwał się Radek.
– To my od razu weźmiemy numer polisy i pana dane.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem. Jedyne, o czym myślałam to powrót do własnego mieszkania, wyciągnięcie ręczników i zminimalizowanie strat spowodowanych tym nieszczęsnym zalaniem.
– Dobrze – odpowiedział sąsiad i zniknął w mieszkaniu.
– Znam się na takich – rzucił szeptem Radek do mnie. – Najpierw mówi, że pokryje koszty, a potem przestaje otwierać drzwi, kiedy przychodzi się po numer polisy. Lepiej dmuchać na zimne, mówię ci.
Miałam nieco inne doświadczenia. Nigdy nikt nie sprawił mi żadnej przykrości, a w dodatku od czasu do czasu ucinałam sobie pogawędki z moimi sąsiadami. Wiedziałam, że kot pani spod ósemki bardzo choruje, że ci spod piątki wiecznie się kłócą i godzą, a przemiły pan z ostatniego piętra ciągle wybiega przed blok na papierosa, bo jego żona nie pozwala mu palić ani w domu, ani na balkonie.
– Proszę – wyrwał mnie z zamyślenia głos sąsiada, który w tym momencie podawał mi kawałek kartki ze swoimi danymi i numerem polisy. – Jeszcze raz najmocniej przepraszam – dodał.
– Wypadki chodzą po ludziach – stwierdziłam, chowając karteczkę do kieszeni. – Do widzenia – powiedziałam i ruszyłam na dół. Ku mojemu zaskoczeniu Radek szedł tuż obok mnie.
– Jakbyś potrzebowała jakiejś pomocy z odmalowaniem łazienki czy ewentualnie innymi naprawami, to daj znać. Znam sprawdzoną ekipę – zapewnił mnie Radek, po czym, nie czekając na moją odpowiedź, zbiegł na parter.
Zaskoczona wróciłam do mieszkania i pędem zaczęłam osuszać łazienkę. Całkowicie zapomniałam o kartce w moich spodniach. Dopiero gdy opanowałam powódź, wyjęłam papierek z kieszeni.
Aleksander Niewiadomski
Pod spodem znajdował się numer polisy oraz informacja, w jakim towarzystwie ubezpieczeniowym została ona wykupiona.
Nie marnując czasu, czym prędzej porobiłam zdjęcia szkód i zgłosiłam prośbę o wypłatę pieniędzy za zalanie. Z własnych pieniędzy nie mogłabym pozwolić sobie na remont. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że moje uzależnienie od bardzo drogich torebek, których i tak nie miałam gdzie nosić, nadszarpywało mój budżet domowy. I to bardzo.
Gdy uporałam się z mokrą łazienką, zadzwoniłam do Judyty.
– Cześć, kochana. Jak tam? Masz już dla mnie księcia z bajki? – zapytałam z ironią w głosie.
– Cześć, a wiesz, że być może mam – odpowiedziała tajemniczo.
– No nie gadaj, poważnie?
– Tak. To kolega mojego Olgierda – oznajmiła szybko.
– Z pracy?
– No tak. Olo poza pracą i domem to ma mało czasu dla innych ludzi – odpowiedziała.
Miałam tego świadomość. Mąż mojej przyjaciółki był policjantem i mnóstwo czasu spędzał na służbie. Wiecznie go nie było, na co nieustannie narzekała Judyta, która obawiała się, że ich trzyletnia córeczka pewnego dnia zapyta: ,,Kim jest ten pan, który czasem nas odwiedza?”, bo, że jest jej ojcem, to zapewne mała nie miała pojęcia.
– Chyba nie chcę spotykać się z policjantem – powiedziałam z lekką rezerwą. Mój jedyny bliższy kontakt z funkcjonariuszami (oczywiście nie licząc Olgierda), był tylko wtedy, gdy wypisywali mi mandat za picie w miejscu publicznym. Zdecydowanie nie było to miłe wspomnienie.
– Dlaczego? – zaciekawiła się Judyta.
– Sama nie wiem. Chyba jestem uprzedzona do tego zawodu.
– A może ty jesteś poszukiwana listem gończym i boisz się, że wpadniesz – zażartowała. – Wyluzuj, kolega mojego męża nie jest policjantem, tylko pracuje w policji.
– To kim jest? – zainteresowałam się.Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, kto poza policjantami pracuje na komendzie.
– Wszystkiego się dowiesz w odpowiednim czasie – odcięła się przyjaciółka.
– No weź, pociesz mnie czymś.
– Niby czemu mam cię pocieszać? Stało się coś?
– Sąsiad mnie zalał, ale... ma to też swoje plusy – dodałam rozpromieniona.
– Jest przystojny?
– Tak, ale to nie mój typ – odpowiedziałam szybko, chcąc zdradzić jej prawdziwy powód mojego dobrego humoru. – Ale powiem ci coś jeszcze... Nawiązałam rozmowę z Radkiem – dodałam uszczęśliwiona.
– Radkiem? Jakim Radkiem?
– No tym moim seksownym sąsiadem. Tym influencerem – wyjaśniłam, jakby to nie było oczywiste.
– Jak do tego doszło?
– Pomógł mi dobijać się do sąsiada, który mnie zalał.
– Pytam, jak doszło do zalania – wyjaśniła Judyta.
– Robi remont i jakaś rura pękła. Nie wiem, nie znam się na tym, ale już zgłosiłam szkodę do ubezpieczalni.
– Coś mi się wydaje, że ty wcale nie potrzebujesz pocieszenia – stwierdziła. – Dobra, muszę kończyć, bo zaraz zamkną mi przedszkole i nie zdążę odebrać Majki.
– I co wtedy? Spędzi noc w przedszkolu całkiem sama? Przecież zaczekają na ciebie.
– Szanuję innych ludzi i ich pracę. Tobie też to polecam – oznajmiła. – Rozłączam się. Pa.
– Na razie.
***
Przez kolejne dni usilnie próbowałam znaleźć jakichś specjalistów do malowania ścian. Co prawda, teoretycznie sama mogłam się tym zająć, ale nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
W końcu nie tylko musiałam na nowo pomalować ściany i sufit, ale też wypadałoby sprawdzić, czy za chwilę płytki same nie zaczną odpadać. Terminy, które podawali mi fachowcy, przerażały mnie, bo raz słyszałam, że ,,za trzy tygodnie”, innym, że ,,za miesiąc”, a jeszcze innym, że ,,dopiero na wiosnę”.
W pewnym momencie pomyślałam, że powinnam się przebranżowić, skoro praca przy remontach była taka opłacalna. Może będzie to moje dodatkowe zajęcie, aby załatać wieczną dziurę budżetową? Byłoby mnie stać na kupno tych wszystkich pięknych torebek.
Wściekła na siebie, na cały świat, a w szczególności na sąsiada, który mnie zalał, udałam się do Radka.
Pewnie, gdybym nie była w stanie wzburzenia emocjonalnego, to w ogóle taki pomysł nie przyszedłby mi do głowy. A tak, energicznym krokiem zmierzałam dwa piętra wyżej.
Dopiero gdy zadzwoniłam dzwonkiem, to zrozumiałam, co wyprawiałam. Chciałam szybko uciec, ale momentalnie drzwi do mieszkania mojego przystojnego sąsiada się otworzyły. Stał przede mną, ubrany był w płaszcz i zimowe, acz eleganckie buty. Od razu było widać, że gdzieś się wybierał. Zaskoczony Radek spojrzał na mnie lekko nieobecnym wzrokiem.
– Eee... Mówiłeś, że znasz jakiegoś speca od remontów – powiedziałam bez żadnego przywitania się. Ten facet sprawiał, że zapominałam o zasadach dobrego wychowania.
– Tak – odpowiedział bez wahania. Wciąż intensywnie mi się przypatrywał.
– To dałbyś mi ten numer, chciałabym się pozbyć skutków zalania, a wszyscy fachowcy mają terminy z kosmosu – wyjaśniłam Radkowi.
– Nie ma sprawy – powiedział, po czym wyciągnął telefon i szybko zaczął szukać numeru w zapisanych kontaktach. Już po chwili miałam namiary na fachowca.
– Dzięki – rzuciłam szybko i poczułam, jak zalała mnie fala gorąca. Ten facet był po prostu niesamowity.
– Żaden problem. Daj znać, jeśli w czymś jeszcze mógłbym ci pomóc – uśmiechnął się. – A teraz wybacz, ale naprawdę się spieszę. Mam umówione spotkanie.
– Jeszcze raz ci dziękuję – dodałam i szybko wróciłam do swojego mieszkania.
Kwadrans później mój entuzjazm w kwestii znalezienia fachowca opadł. Po pierwsze, najbliższy wolny termin miał dopiero na połowę lutego, a po drugie, cena, jaką mi podał, była absurdalnie wysoka.
Zrezygnowana, sama udałam się do sklepu budowlanego. Skoro żaden mężczyzna nie był mi w stanie pomóc, musiałam zakasać rękawy i wziąć się za robotę.
Dzięki uprzejmości sprzedawcy kupiłam wszystkie, według niego, niezbędne, rzeczy i obładowana jak wielbłąd ruszyłam do domu. Największym problemem okazało się wniesienie tego wszystkiego z samochodu do bloku. Całe szczęście w bloku była winda, więc nie musiałam się martwić chodzeniem po schodach.
– Dzień dobry – dobiegł mnie męski głos, gdy z pierwszą turą rzeczy zmierzałam do klatki.
– Dobry – odpowiedziałam, nawet się nie odwracając.
– Pomogę – zaoferował mężczyzna i szybko do mnie podbiegł. Zaskoczona, odskoczyłam jak poparzona, gdy chciał zabrać mi farbę z ręki. Wtedy zobaczyłam Aleksandra, tego samego, który mnie zalał!
– Nie trzeba. Poradzę sobie sama – odburknęłam.
Nie chciałam od niego żadnej pomocy. Już wystarczająco mi pomógł, przyczyniając się do remontu łazienki.
– Niechże się pani nie wygłupia – warknął i wyrwał mi farbę z ręki.
– Co pan wyprawia?
– Staram się pani pomóc.
– Niech mi pan lepiej już nie pomaga!
– Ale dlaczego? – Aleksander nie rozumiał mojego histerycznego zachowania.
– Dosyć mam przez pana kłopotów – powiedziałam.
Pod powiekami poczułam piekące łzy. Zbierało mi się na płacz. Zawsze źle reagowałam na stres i sytuacje, z którymi nie byłam w stanie sobie poradzić. Całe to zalanie z minuty na minutę przerażało mnie coraz bardziej.
– Ja naprawdę zalałem panią nieumyślnie. Czy dzisiaj przychodzi ktoś, żeby odmalować pani mieszkanie?
Poirytowana prychnęłam, słysząc jego słowa.
– Nie wiem, co się dzieje na rynku wykończeń wnętrz i remontów, ale fachowców brak.
– Jak to? – zdziwił się mężczyzna.
– A tak to.
– Czyli – zawahał się – pani sama planuje odmalować łazienkę?
– A mam jakiś inny wybór? – zapytałam, gdy znaleźliśmy się pod moimi drzwiami.
– W takim razie ja oferuję swoje usługi. Co prawda, zawodowo się tym nie zajmuję, ale wydaje mi się, że całkiem nieźle sobie radzę z takimi robotami – powiedział, stawiając farbę na podłodze.
– Dziękuję, ale jakoś sama sobie poradzę – odburknęłam, po czym szybko wślizgnęłam się do swojego mieszkania.
Chwilę później rozległ się dzwonek. Nie chciałam otwierać, miałam dość tego naprzykrzającego się mężczyzny. Dlaczego po prostu nie chciał zostawić mnie w spokoju?
– Czego pan jeszcze chce? – zapytałam przez drzwi.
– Właściwie to niczego, tylko zostawiła pani farbę przed drzwiami – powiedział rozbawiony. – Miłego dnia – dodał i sprężystym krokiem udał się w kierunku schodów.
Czułam się jak prawdziwa idiotka. Przez judasza obserwowałam zniknięcie mężczyzny i najciszej jak potrafiłam, otworzyłam drzwi. Energicznym ruchem chwyciłam farbę i zamknęłam za sobą.
Już chciałam zacząć malowanie, jednak uświadomiłam sobie, że reszta potrzebnych mi rzeczy nadal znajdowała się w samochodzie. Chcąc nie chcąc, pełna obaw kolejnego spotkania z Aleksandrem, ruszyłam w kierunku swojego samochodu. Szybko zgarnęłam zakupy do torby i udałam się w kierunku bloku.
– Kaśka, cześć!
Usłyszałam ponownie męskie wołanie. Znałam ten głos. Dość często zdarzało mi się fantazjować na temat mężczyzny, który do mnie krzyczał. To zalanie jednak miało swoje plusy!
– Radek, cześć – przywitałam się nieśmiało.
– Co tam słychać?
– Staram się naprawić moją łazienkę – wyznałam szczerze.
– Co masz na myśli? – zainteresował się, gdy dotarliśmy do klatki.
– Nie ma fachowców – wyznałam zrezygnowanym tonem, idąc w kierunku windy.
Jakże inne, w moim odczuciu, było to spotkanie, w porównaniu do tego, co miało miejsce kilka minut wcześniej. Wtedy byłam zirytowana i nerwowa, a teraz przyjemnie prowadziłam konwersację, mimo lekkiego onieśmielenia.
– Naprawdę?
– Niestety, wszyscy albo mają ceny z kosmosu, albo mają wolne terminy dopiero za kilka tygodni.
– To może pozwij sąsiada – zasugerował.
– Sama nie wiem, co robić – wyznałam. – Pozywać go nie chcę, planowałam sama odmalować łazienkę.
– Chyba zwariowałaś, to jego wina, że masz teraz kłopot. Najlepiej idź do niego i powiedz, żeby z własnej kieszeni opłacił ci ekipę – zasugerował wzburzony Radek, gdy wsiedliśmy do windy.
– Spotkałam go dzisiaj i zasugerował, że może mi pomóc, ale odmówiłam – wyznałam lekko zawstydzona.
– Dlaczego?
– Przecież i tak dostanę pieniądze z ubezpieczenia, to głupio jeszcze robić z niego darmową siłę roboczą – powiedziałam w momencie, gdy winda zatrzymała się na moim piętrze. Szczerze mówiąc, wolałabym tutaj z nim zostać, ale wysiadłam.
Radek lekko się wysunął, aby zablokować drzwi.
– Kaśka, ja się znam na ludziach. Lepiej powiedz mu, że się namyśliłaś. Przynajmniej nie będziesz musiała brudzić swoich pięknych rączek – powiedział, po czym uśmiechnął się do mnie zniewalająco.
Z zachwytu zmiękły mi kolana i mało brakowało, a upuściłabym torbę z zakupami. O matko! Jaki on był przystojny!
– Przemyślę to.
– No ja myślę. Trzymaj się – dodał i pozwolił, by drzwi windy się zamknęły, nim zdążyłabym coś odpowiedzieć.
– Och – westchnęłam rozmarzona.
Spotkanie z seksownym obiektem moich marzeń uznałam za udane. Rozanielona weszłam do mieszkania.
***
W weekend pełna energii zaplanowałam malowanie łazienki. Przytachałam wszystkie niezbędne rzeczy do zalanego wcześniej pomieszczenia.
Spojrzałam na plamy oraz wybrzuszenia znajdujące się na suficie i dopiero wtedy dotarła do mnie brutalna prawda. Zdałam sobie sprawę, że mój niespełna metr sześćdziesiąt wzrostu nie pozwalał mi na pomalowanie sufitu, stojąc na krześle. Zdezorientowana rozejrzałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś, na co mogłabym się wspiąć. Ponownie spojrzałam na krzesło. Pomyślałam, że gdybym postawiła na nim coś jeszcze, to bez problemu dosięgnęłabym sufitu. Tym razem mój wzrok padł na plastikowe pudełko, które kiedyś dostałam od mamy. Wyglądało całkiem solidnie i miało rozmiar siedziska krzesła.
Kilka minut później, dumna ze swojej konstrukcji otworzyłam ogromny pojemnik z farbą, zamoczyłam wałek, wspięłam się na krzesło i plastikowe pudełko. Jednak żeby dosięgnąć sufitu, i tak musiałam stanąć na palcach. Z uśmiechem na ustach zaczęłam malowanie. Niestety, cieknąca farba zaczęła spadać na moją twarz. To chyba nie powinno się dziać? Chyba jednak robiłam to źle. Energiczne ruchy ręką sprawiły, że konstrukcja, na której stałam, runęła. Z wielkim łoskotem wylądowałam swoim tyłkiem w pojemniku z farbą. Krzesło poleciało na prawo, pudełko zaś na lewo.
– Cholera – zaklęłam poirytowana.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
– Nie wierzę – szepnęłam, próbując się podnieść. Niestety, nic to nie dało. Moja pupa przyssała się do pojemnika. Na dodatek czułam, jak spodnie oblepiają się farbą, która zaczęła przenikać głębiej. Wiedziałam, że jestem w koszmarnej sytuacji, ale zaryzykowałam i krzyknęłam:
– Otwarte!
Usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi i wszedł do mojego mieszkania. W głębi serca liczyłam, że to Radek, który uratuje mnie z opresji, jednak, ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu, w progu łazienki ujrzałam Aleksandra.
– Co pani wyprawia? – zapytał zdumiony.
– Odpoczywam sobie, siedząc na otwartej farbie – odpowiedziałam sarkastycznie.
Dopiero w tym momencie zarejestrował, na czym siedziałam i wybuchł niepohamowanym śmiechem.
– Tak, moje położenie jest niezwykle zabawne – powiedziałam ironicznie.
– Przepraszam – wydukał, cały czas dusząc się ze śmiechu.
Mężczyzna podszedł do mnie i przytrzymał pojemnik, abym mogła się z niego wyswobodzić. I przestać wyglądać jak ostatnia ofiara losu.
– Naprawdę wyglądała pani przekomicznie – powiedział.
– To wszystko – wskazałam na ogrom strat w pomieszczeniu – to tylko i wyłącznie pana wina.
– Przecież oferowałem, że sam się zajmę odmalowaniem – bronił się mężczyzna, zaskoczony atakiem z mojej strony.
– To proszę bardzo – odparłam, czując, jak farba spływa mi po nogawkach. – Muszę zdjąć te spodnie, czy byłby pan łaskaw przynieść mi jeansy, które leżą na łóżku w sypialni?
– Nie ma problemu, jak pani się przebierze, to ja zajmę się tą łazienką – obiecał, przechodząc do pomieszczenia obok.
Stałam, zażenowana sytuacją, i czekałam aż wróci. Na szczęście już po chwili wręczył mi spodnie i bez słowa opuścił łazienkę. Szybko się przebrałam i wyszłam. Miałam na sobie ubrudzoną od farby koszulkę, jeansy i gołe stopy.
– Ma pani szpachlę?
– Szpachlę? Po co? Mam tylko farbę, wałek i to coś, na co odkłada się wałek. I taśmę malarską oraz jakąś folię, ale właściwie nie wiem do czego.
– Folia jest po to, aby zabezpieczyć meble. Pojadę do sklepu.
– To farba nie wystarczy?
– Jeżeli powstały wybrzuszenia, to usuwamy je szpachlą. Co więcej, jeżeli, tak jak w pani przypadku, na powierzchni widnieją plamy, to należy przetrzeć je gruboziarnistym papierem ściernym albo chociaż stalową szczotką, ale zakładam, że ani jednego, ani drugiego pani nie ma...
– No nie mam – przyznałam niechętnie.
– Potem należy suchym pędzlem pozbyć się resztek farby i ewentualnego pyłu. Ubytki tynku i przetarte miejsca pokrywamy preparatem gruntującym, którego również u pani nie widzę. Najlepszy będzie na bazie żywic alkidowych, powinienem jeszcze mieć trochę u siebie w mieszkaniu. Gruntujemy całą powierzchnię i czekamy kilka godzin.
– Kilka godzin? – zdziwiłam się.
– Tak. Właściwie, to wszystko powinienem mieć u siebie. Pójdę poszukać i zaraz wracam. Będę musiał też przyjść wieczorem, żeby pomalować – zastrzegł.
– Niech tak będzie – odparłam z rezygnacją w głosie.
Miałam już tego wszystkiego dosyć. Zrezygnowana, usiadłam na kanapie w salonie. Nie chcąc zawracać sobie głowy tym całym bałaganem, odpaliłam Netflixa i włączyłam pierwszą lepszą komedię romantyczną. W momencie, gdy główni bohaterowie wpadli na siebie po raz pierwszy, Aleksander wrócił do mojego mieszkania, przynosząc ze sobą mnóstwo dziwnych rzeczy. Nie oderwałam się jednak od oglądania filmu, tylko nałożyłam słuchawki, aby nic mi nie umknęło. Walentynki były coraz bliżej i udzielił mi się miłosny nastrój. Aleksander nieprzerwanie pracował.
Film się skończył, a ja zdałam sobie sprawę, że musiałam skorzystać z toalety. Bezszelestnie przemknęłam przez mieszkanie i zajrzałam do łazienki. Aleksander, stojąc na drabinie (skąd tu się wzięła drabina?!), operował papierem ściernym.
– Muszę skorzystać z toalety.
– Nie ma takiej opcji. Nie będę tego ponownie ustawiał – odpowiedział, wskazując na drabinę, której nogi znajdowały się dosłownie milimetry od toalety.
– To, co mam zrobić? – zapytałam, czując, że za chwilę mój pęcherz eksploduje.
– Idź do mnie. Klucze leżą na tym kartonie – pokazał palcem. – I kiedy już tam będziesz, to przynieś mi resztę papieru ściernego, który leży w salonie na stole – poprosił.
– Niech ci będzie – odparłam i ruszyłam do mieszkania sąsiada.
Po krótkiej walce z kluczami, które początkowo nie pasowały do zamku w drzwiach, jakimś cudem udało mi się je otworzyć i mogłam skorzystać z łazienki. Musiałam przyznać, że Aleksander poradził sobie z usunięciem skutków powodzi w mieszkaniu.
Byłam tutaj jakieś dwa lata temu, gdy wcześniejsi lokatorzy poprosili mnie, żebym podlała kwiatki w czasie ich nieobecności. Wtedy to mieszkanie było kompletną ruderą, a teraz przebywało się tutaj z przyjemnością. Ciekawość wzięła górę i zaczęłam rozglądać się po mieszkaniu swojego sąsiada. Salon był urządzony minimalistycznie, ale bardzo schludnie. Od razu namierzyłam papier ścierny, które miałam zabrać ze sobą. Jedynym elementem, który wyróżniał się na tle szarego pomieszczenia była kanapa w kolorze butelkowej zieleni. Nie mogąc powstrzymać swojego wścibstwa, zajrzałam również do sypialni, gdzie oprócz ogromnego łóżka i szafy nie znajdowało się nic więcej, poza kajdankami leżącymi na podłodze?! Co?! Kto trzymał takie rzeczy na widoku?!
– Ten to lubi się zabawić – powiedziałam pod nosem, dostrzegając jeszcze na parapecie opakowanie po prezerwatywach.
Szybko wycofałam się z pomieszczenia i opuściłam mieszkanie sąsiada. Nagle usłyszałam Radka.
– Kaśka, co ty tam robiłaś? – zaciekawił się mężczyzna, idący schodami w kierunku swojego mieszkania.
– Musiałam skorzystać z łazienki – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– Ale u niego? Nie masz swojej?
– On u mnie maluje, więc nie mogłam.
– Przecież zawsze mogłaś przyjść do mnie. Jakie masz plany na resztę dnia?
– No teraz wracam do mieszkania z papierem ściernym, bo zabrakło – odpowiedziałam. – Na obiad jestem umówiona z przyjaciółką, a wieczorem Aleksander ponownie do mnie przychodzi, by pomalować sufit.
– A teraz co robi?
– Szlifuje, gruntuje. Nie znam się na tym.
– W takim razie zapraszam cię na kolację, abyś nie musiała siedzieć w tym smrodzie – powiedział, przeczesując swoje idealnie ułożone włosy.
– Do ciebie?
– No coś ty. Skoczymy do jakiejś restauracji. Przyjdę po ciebie o siódmej. Może być?
– Idealnie – wydukałam zaskoczona przebiegiem całej rozmowy.
Po chwili Radka już nie było, a ja na miękkich nogach wróciłam do swojego mieszkania. Cały czas nie mogłam zrozumieć, co się przed momentem wydarzyło. Gdy dotarłam do łazienki, bez słowa podałam sąsiadowi papier ścierny i poszłam do sypialni. Moje marzenie powoli zaczynało się spełniać.
Dwie godziny później Aleksander uprzątnął łazienkę, abym bez przeszkód mogła z niej korzystać. Na koniec dodał, że ponownie pojawi się koło osiemnastej, żeby dokończyć robotę.
Byłam w wyśmienitym nastroju i nawet mu podziękowałam. Pożegnałam go i zaczęłam przygotowywać się do obiadu z Judytą. Byłam tak podekscytowana spotkaniem z Radkiem, że nie mogłam się na niczym skupić, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Promieniałam szczęściem.
Punkt czternasta pojawiłam się w naleśnikarni, do której uwielbiałyśmy przychodzić.
– Nie uwierzysz – powiedziałam, podchodząc do Judyty, która już na mnie czekała i siedziała przy stoliku.
– Co się stało?
– Umówiłam się na wieczór z Radkiem – zapiszczałam z ekscytacją w głosie.
– Z Radkiem? – powtórzyła niepewnie Judyta.
– To ten mój superprzystojny sąsiad – wyjaśniłam. – Wielokrotnie ci o nim opowiadałam.
– Wielokrotnie to się rozpływałaś nad jego seksownym ciałem. Nie wiedziałam, że w ogóle ze sobą rozmawiacie.
– Wszystko się zmieniło przez to nieszczęsne zalanie.
– A gdzie się wybieracie?
– Nie wiem. Mówił, że do jakiejś restauracji.
– Zdasz mi później relację - poprosiła. - A co właściwie z tym zalaniem wyszło? Malowałaś dzisiaj, tak jak planowałaś?
– Kochana, dziś to ja spadłam z krzesła i wylądowałam dupą w farbie. Ten facet, który mnie zalał, ogarnia moją łazienkę – zaśmiałam się. Z perspektywy czasu cała ta sytuacja wydawała się nawet zabawna.
– Możesz mi wyjaśnić, co miałaś na myśli, mówiąc, że wylądowałaś w farbie? – zapytała zaintrygowana Judyta.
– Dokładnie to, co powiedziałam. Zostawiłam na podłodze otwarty pojemnik z farbą, a sama weszłam na pudełko, które położyłam na krześle. Wszystko się zakołysało i upadłam na podłogę.
Judyta zaczęła się śmiać.
– Dokładnie tak samo zareagował ten cały Aleksander – jęknęłam.
– Widział cię z zadkiem w farbie? – zapytała Judyta, na chwilę powstrzymując śmiech.
– Niestety tak… – westchnęłam. – Dobrze, że Radek nie widział mnie w takim stanie.
– Nie przesadzaj, zamiast randki w restauracji zabrałby cię pod prysznic, żebyś zmyła z siebie farbę. To mogłoby być ciekawsze.
– Hahaha. Ty się nie wygłupiaj, tylko pomóż mi wymyślić, w co mam się ubrać.
– No tak, to są prawdziwe problemy kobiet XXI wieku.
***
Kwadrans po osiemnastej do drzwi mojego mieszkania zapukał Aleksander. Byłam tak zajęta strojeniem się na randkę z Radkiem, że nie zważając na swój strój (szlafrok), otworzyłam drzwi sąsiadowi.
– Jest pani chora? – zapytał, stojąc w progu.
– Nie, dlaczego pan pyta?
– Bo jest pani w szlafroku.
– Szykuję się do wyjścia – oznajmiłam.
– W szlafroku? – zapytał rozbawiony.
– Ale się pan czepia. Jeszcze nie zdążyłam się ubrać – odparłam poirytowana jego zachowaniem.
– To wiele wyjaśnia – odparł i wszedł do łazienki. – Perfumerię pani otwiera?
– Nie! Szykuję się na randkę. Niech da mi pan spokój. Już się zbieram, żeby panu nie przeszkadzać – powiedziałam i zgarnęłam najpotrzebniejsze kosmetyki, a następnie poszłam do sypialni.
W ekspresowym tempie zaczęłam przygotowywać się do randki z Radkiem. Byłam bardzo przejęta. Chciałam wyglądać naturalnie, a jednocześnie elegancko. Tak bardzo chciałam mu się spodobać.
Gdy byłam już prawie gotowa, weszłam do łazienki, by pokazać się Aleksandrowi.
– I jak? – zapytałam, wchodząc do pomieszczenia.
– Zaraz skończę malowanie – odpowiedział, nie zaszczycając mnie nawet przelotnym spojrzeniem.
– Pytałam o to, jak wyglądam – chciałam go delikatnie naprowadzić.
Aleksander dosłownie na sekundę zatrzymał na mnie wzrok i wrócił do malowania.
– Pięknie.
– Dziękuję. Trochę się denerwuję.
– A to pierwsza randka?
– Dokładnie.
– Nienawidzę pierwszych randek. Nie dość, że człowiek się stresuje, to na dodatek musi opowiadać interesujące rzeczy na swój temat. Wyszukiwać z zakamarków pamięci jakieś śmieszne historie. Poza tym, co chwilę trzeba partnerce zadawać pytania, aby czuła, że tobie na niej zależy i jesteś zainteresowany jej osobą. To nie dla mnie. Od dłuższego czasu nie byłem na żadnej randce i bardzo dobrze się z tym czuję – zakończył swój wywód.
– Może po prostu nie trafił pan jeszcze na odpowiednią osobę – zasugerowałam.
– Całkiem możliwe.
– Mam nadzieję, że mój strój spodoba się Radkowi – zaszczebiotałam.
– Radkowi?
– Tak, mieszka nad panem – wyjaśniłam.
– To z nim ma pani randkę? – Aleksander nie krył zdziwienia.
– Tak.
Mężczyzna już tego nie skomentował i wrócił do malowania. Natomiast ja wróciłam do sypialni, aby poprawić makijaż.
Gdy wybiła dziewiętnasta, byłam gotowa i jak na szpilkach siedziałam na kanapie w salonie i czekałam. Mijały minuty, a Radka nie było. Powoli zaczynałam się denerwować. Kwadrans po dziewiętnastej zajrzałam do łazienki, gdzie Aleksander zbierał swoje rzeczy.
– To, o której ma pani tę randkę, że jest już wyszykowana? – zapytał, chwytając drabinę i przemieszczając się z nią w kierunku drzwi wejściowych.
– Właściwie to już trwa – wyszeptałam zawstydzona.
– Ten dupek się spóźnia? – zapytał mężczyzna, nie ukrywając zdziwienia, ale i rozbawienia całą tą sytuacją.
– Może pomyliły mu się godziny albo coś mu wypadło.
– Przecież gdyby mu coś wypadło, to powinien zadzwonić – odpowiedział rezolutnie Aleksander.
– Zadzwoniłby, gdyby miał mój numer, a go nie ma.
– Dobra. To nie moja sprawa. Mam nadzieję, że pomogłem z łazienką i w przyszłości postaram się już więcej pani nie zalać – powiedział, otwierając drzwi i uderzając w stojącego w progu Radka.
– Ej koleś, może byś uważał, zanim kogoś stratujesz – parsknął Radek.
– Przepraszam – odparł niczym niezrażony Aleksander i z całym swoim ekwipunkiem ruszył w kierunku swojego mieszkania.
– Jesteś już – powiedziałam rozradowana.
– Gotowa? Możemy się zbierać?
– Tak, tylko włożę płaszcz i buty.
Zaledwie trzy minuty później siedzieliśmy już w taksówce i jechaliśmy w kierunku centrum miasta.
– Dokąd jedziemy? – zapytałam, chcąc przerwać krępującą ciszę.
Podczas gdy ja siedziałam i milczałam, Radek zawzięcie klikał coś w swoim telefonie.
– To niespodzianka – odpowiedział, nie podnosząc wzroku znad ekranu.
– Byłeś już tam wcześniej?
– Nie, to nowe miejsce.
– Ooo... Brzmi ciekawie.
I nastał kolejny moment ciszy, który niezwykle mnie irytował. Mimo początkowego zauroczenia jego wyglądem, nie miałam pomysłu, o czym mogłabym z nim dyskutować. Czułam się onieśmielona jego obecnością, i o ile, podczas spotkań na klatce schodowej rozmowa jakoś się nam kleiła, tak teraz panowała grobowa cisza.
– Nieźle – mruknął mężczyzna.
– Co jest takie niezłe? – zapytałam.
– Wrzuciłem na Instagram relację, że zabieram tajemniczą kobietę do tajemniczego miejsca i teraz mój profil gotuje się od komentarzy, lajków i wiadomości prywatnych.
– Rozumiem, że tą tajemniczą kobietą jestem ja – odpowiedziałam z uśmiechem.
– Oczywiście. Patrz. – Podsunął mi telefon pod nos – Ta kobieta myśli, że umówiłem się z Edytą Zając – powiedział rozpromieniony. – No cóż, nie pogardziłbym randeczką z tą modeleczką.
Momentalnie zrzedła mi mina. Halo?! Przecież jesteś na randce ze mną! Nie opowiadaj, że chciałbyś być tu z jakąś modelką! Miałam ochotę krzyknąć, gdy to usłyszałam. Ale jedyną rzecz, jaką byłam w stanie zrobić to sztucznie się uśmiechnąć.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział kierowca. – Należy się czterdzieści siedem złotych.
– Tak dużo? – zdziwił się Radek. – A jak oznaczę na Instagramie korporację i powiem, że jesteście najlepsi w mieście, to dostanę rabat? – zapytał poważnie.
– Gdzie? Co zrobił? – starszy mężczyzna nie miał pojęcia, o czym Radek do niego mówi. – Kartą czy gotówką?
– Gotówką – odparł urażony Radek i podał mężczyźni banknot pięćdziesięciozłotowy. – Resztę, poproszę – dodał.
Mężczyzna bez słowa wydał mu trzy złote i uśmiechnął się do mnie.
– Udanego wieczoru.
– Panu też – odpowiedziałam, co spotkało się z prychnięciem ze strony Radka.
– Ale sknera, po co z nim gadasz?
– Chciałam być miła – broniłam się.
– Bycie miłym nie popłaca. Trzeba być obrotnym – skomentował i ruszył przed siebie, pozostawiając mnie zaskoczoną na chodniku.
Jednak szybko przebierając nogami, dogoniłam mężczyznę i bez słowa szłam obok niego.
– Witam, mam rezerwację – powiedział z uśmiechem Radek do uroczej kobiety stojącej przy wejściu do restauracji.
– Dobry wieczór – przywitała się. – Bardzo miło mi gościć państwa w naszym lokalu. Czy mogę prosić o nazwisko podane przy rezerwacji?
– Słucham?
– Nazwisko, abym mogła sprawdzić na liście – uściśliła swoją wypowiedź kobieta.
– Pani mnie nie poznaje? – zapytał wyraźnie urażony mężczyzna.
– Bardzo mi przykro, ale nie – odpowiedziała młoda kobieta, która było widać, że poczuła się dość niezręcznie.
– Radosław Salamucha – przedstawił się obrażonym tonem.
– Dziękuję – powiedziała, spoglądając na listę. – Już prowadzę państwa do stolika – dodała i ruszyła w kierunku drugiego końca sali.
Podekscytowana ruszyłam za nią, a na końcu naszego małego pochodu dreptał wyraźnie niezadowolony Radek.
– Proszę, tutaj jest menu, zaraz podejdzie koleżanka, aby przyjąć od państwa zamówienie. Życzę przyjemnego posiłku.
– Dziękuję – odpowiedziałam z uśmiechem, a Radek siedział nadąsany i nie odezwał się ani słowem.
– Co to za lokal – powiedział poirytowany, gdy młoda kobieta oddaliła się na swoje miejsce.
– Co masz na myśli?
– Jak mogli nie wiedzieć, kim jestem? – jęknął.
– Och, nie przejmuj się. Może to ignorantka – próbowałam go pocieszyć, jednak sama czułam się niezręcznie.
Przecież wybrał ten lokal i na miłość boską nie każdy musiał wiedzieć, że był influencerem!
– Najwidoczniej – odparł i odrobinę się rozchmurzył. – Zobaczmy, co wegańskiego możemy tutaj zjeść – dodał, na co ja, miłośniczka mięsa, omal nie zakrztusiłam się własną śliną.
Czy to oznacza, że też powinnam zamówić coś wege?
– Może jakiś makaron – zasugerowałam nieśmiało.
– Nie jadam makaronu.
– To może sałatka? A będziemy zamawiać jakiś alkohol do posiłku?
– Tak, sałatka to dobra opcja, oby była jakaś przyzwoita.
– Co rozumiesz przez pojęcie: przyzwoita?
– Musi ładnie wyglądać.
– Ja tam wolę, by sałatka była smaczna. Nie musi dobrze wyglądać.
– Ale wtedy będzie mniej reakcji pod moim instastories.
– A, no tak – powiedziałam.
Byłam zaskoczona, jak można było takie pierdoły wrzucać do sieci: co jem, w co się ubieram, z kim jestem i tak dalej.
Gdy dwie godziny później kończyliśmy jeść deser, miałam mieszane uczucia co do tego spotkania. Chociaż przyjemnie nam się rozmawiało, poza przerwami na wstawienie zdjęcia na Instagram, niestety, Radek wiecznie narzekał na smak jedzenia, ciągle wybrzydzał, mimo iż sam wybrał miejsce spotkania. Najbardziej zadowolony był wtedy, gdy przybywało polubień i komentarzy pod wrzuconymi zdjęciami. Wieczór nie był taki zły, jednak nie mogłam przewidzieć, że najgorsza część była dopiero przede mną.
– Smakowało państwu? – zapytała młoda kobieta, zabierając puste pucharki po lodach.
– Było wyśmienite – powiedziałam rozpromieniona.
– Ujdzie – skwitował Radek.
– Płatność będzie kartą czy gotówką?
– To zależy, ile rabatu otrzymamy – odpowiedział Radek.
– Rabatu? – zapytała kelnerka. Najwyraźniej nie zrozumiała, co mężczyzna miał na myśli.
– Jestem influencerem. Oznaczyłem ten lokal w relacjach oraz w jednym poście. Dzięki mnie będziecie mieli więcej klientów, chyba wypada się jakoś odwdzięczyć, prawda?
Momentalnie zrobiłam się czerwona i miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
– Zapytam managera – wyjąkała speszona dziewczyna i szybko oddaliła się, zabierając brudne naczynia.
– Naprawdę potrzebujesz tej zniżki, aby zapłacić? Mogę się dorzucić – zaproponowałam.
– Nie ma takiej potrzeby. Ale po co mam płacić więcej za coś, co mogę dostać za mniej. Tak naprawdę powinniśmy mieć ten posiłek gratis.
– Dobry wieczór. Nazywam się Sylwester Wątróbka i jestem managerem tej restauracji. W czym mogę pomóc? – zapytał mężczyzna, który podszedł do naszego stolika.
– Chcieliśmy uzyskać rabat – oznajmił Radek.
– Mógłbym wiedzieć dlaczego?
– Chodzi mi o barter. Ja oznaczyłem w relacjach i w poście na Instagramie państwa lokal, a w zamian chciałbym, aby ten posiłek był darmowy albo chociaż objęty jakimś rabatem.
– Rozumiem, jednak nie ustalił pan z nami wcześniej współpracy barterowej. Wówczas na pewno moglibyśmy się jakoś porozumieć – powiedział spokojnie manager. – Jednak, aby żadna ze stron nie była pokrzywdzona, mogę zaproponować dziesięcioprocentowy rabat.
– Dziesięć procent? Pan sobie żartuje?
– Mówię jak najbardziej poważnie, proszę pana.
