Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Na fali uczuć łatwo się zakochać. Trudniej utrzymać równowagę.
Breezy, osiemnastolatka z Sydney, po namowach mamy zgadza się spędzić wakacje w niewielkim nadmorskim miasteczku, w którym mieszka jej ojciec. Obawia się nudy, a do tego nie chce opuszczać chłopaka i przyjaciół. Jednocześnie chciałaby spędzić więcej czasu z tatą, którego rzadko widuje. Liczy też, że uda jej się tam pokonać blokadę twórczą i dokończyć piosenki, nad którymi pracuje.
Na miejscu poznaje Dustina – surfera, dla którego ocean jest całym światem. Chłopak pracuje w wypożyczalni sprzętu jej ojca, a córka szefa wpada mu w oko już podczas pierwszego spotkania. Początkowo ich relacja to tylko spotkania na plaży i wspólne chwile w gronie nowych znajomych z paczki Dustina. Gdy jednak w sieci pojawia się zdjęcie chłopaka Bree z kimś innym, wszystko się zmienia. Z poczucia krzywdy i chęci zemsty dziewczyna wchodzi w udawany związek z Dustinem. Ich relacja dojrzewa powoli, a oni z każdym kolejnym dniem coraz bardziej zdają sobie sprawę, że to, co czują, już dawno przestało być udawane. Lato w Kingscliff daje im wolność, ale stawia też trudne pytania o przyszłość. Wakacje, które miały być tylko przerwą przed studiami, stają się dla Breezy czasem odkrywania siebie, nowej przyjaźni i uczucia, które – jak fale oceanu – nie daje się łatwo zatrzymać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 431
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redaktorka prowadząca: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Jarosław Byczkowski Korekta: Patrycja Klempas Projekt okładki: Agata Łuksza Ilustracje na okładce: Agata Łuksza Grafiki na stronach rozdziałowych: © KMNPhoto; © Tatiana / Stock.Adobe.com
Copyright © Nikola Enenkiel, 2026
Copyright © 2026, Bliss an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I Białystok 2026 ISBN 978-83-8417-525-5
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Plik przygotował Woblink
woblink.com
Dla każdego, kto kiedykolwiek bał się otworzyć na nowe relacje. Czasami warto dać się porwać fali uczuć
Mimo że starałam się odwzorować to,
jak wygląda rzeczywistość surferów, ich zachowania
podczas surfowania i przebieg zawodów,
w książce mogą pojawić się nieścisłości.
Niektóre rzeczy zostały zmienione
na potrzeby tej historii.
Gracie Abrams Risk
Anne-Marie I Don’t Like Your Boyfriend
Gracie Abrams Close To You
Olivia Rodrigo Traitor
Taylor Swift Cruel Summer
Taylor Swift New Romantics (Taylor’s Version)
Sam Fisher feat. Anne-Marie This City Remix
Shawn Mendes Treat You Better
Gracie Abrams I miss you, I’m sorry
Taylor Swift imgonnagetyouback
Taylor Swift Paper Rings
Taylor Swift Dress
Taylor Swift Red(Taylor’s Version)
Taylor Swift All You Had To Do Was Stay (Taylor’s Version)
Taylor Swift Daylight
Taylor Swift Afterglow
5 Second of Summer Best Friends
BREEZY
Powinnaś pojechać na wakacje do ojca.
Unoszę dłoń, aby osłonić oczy przed rażącymi promieniami, przekręcam głowę w lewo i zerkam na mamę leżącą obok mnie. Jakąś godzinę temu wyszłyśmy do ogrodu, zabrałyśmy ze sobą leżaki i położyłyśmy się w pełnym słońcu, chcąc zdobyć złocistą opaleniznę. Sądziłam, że mama zasnęła, bo nie odzywała się do mnie od dobrych dwudziestu minut, aż tu nagle coś takiego.
– Chcesz się mnie pozbyć?
Mama śmieje się cicho i na mnie spogląda, jednocześnie zsuwając okulary przeciwsłoneczne niżej na nosie.
– Nie. Po prostu sądzę, że powinnaś odpocząć przed rozpoczęciem studiów – oznajmia.
Marszczę brwi ze zdziwienia.
– A tutaj nie odpocznę? – dziwię się. – Czekaj… Chcesz, żebym wyluzowała się przed pierwszym rokiem studiów, czy potrzebujesz wolnej chaty na wakacje?
Mama posyła mi znaczące spojrzenie.
– Nie potrzebuję wolnego domu, bo ty mi nigdy nie przeszkadzasz – odzywa się. Brzmi jakoś niepewnie, a gdy się jej przyglądam, zauważam lekko poczerwieniałe policzki. Nie umiem jednak stwierdzić, czy to od słońca, czy może mama się rumieni. – Ale… Alex zaprosił mnie na wycieczkę do Stanów i nie chcę, abyś musiała być tu sama…
– Mamo – wtrącam. – Mam osiemnaście lat i potrafię sobie poradzić. Nie musisz się o mnie martwić.
– Wiem, że sobie poradzisz – mówi, sięgając po moją dłoń, którą następnie lekko ściska. – Ale pomyślałam, że to byłaby idealna okazja, abyś spędziła trochę więcej czasu z tatą. On za tobą tęskni, Bree, i ubolewa, że tak rzadko się widujecie.
Prycham.
– Gdyby nie przeprowadził się na odludzie, widywalibyśmy się częściej.
Właśnie z tego powodu nigdy nie byłam w Kingscliff. To tata zawsze przyjeżdża do Sydney, aby się ze mną spotkać. Jego miasteczko to dziura, w której nie ma nic do roboty.
– Bree! – gani mnie mama, jednak na jej twarzy widnieje rozbawienie. – No weź, to wcale nie jest taki zły pomysł. Przemyśl to, dobrze?
Kiwam głową, a następnie sięgam po butelkę wody i upijam z niej kilka łyków. Odkładam ją na bok, przewracam się na brzuch i sięgam za plecy, aby rozwiązać sznurki góry od bikini. Układam się wygodniej i przymykam powieki.
Słowa mamy ciągle krążą mi w myślach. To prawda: ja i tata widujemy się raz na dwa tygodnie, czasami uda się trzy razy w miesiącu, nad czym w głębi siebie ubolewam. A teraz, gdy dojdą do tego studia, możemy spotykać się jeszcze rzadziej. Może naprawdę powinnam do niego pojechać i spędzić z nim całe lato?
Moi rodzice rozeszli się, gdy miałam czternaście lat. Poznali się, kiedy mama była na pierwszym roku studiów, a tata na trzecim. Często wychodzili razem na imprezy, a podczas jednej z nich poczęli mnie. Cóż mam powiedzieć, byłam wpadką, której na szczęście nie żałują. Byli młodzi i przerażeni tym, że tak szybko mają zostać rodzicami, ale dali z siebie wszystko i pokochali mnie całym sercem.
To właśnie dla mnie próbowali stworzyć rodzinę, ale jak widać, nie udało im się to. Nie kochali się, a z każdym kolejnym rokiem było tylko gorzej. Nie zgadzali się ze sobą, coraz częściej kłócili, aż w końcu stwierdzili, że to nie ma sensu. Byłam już duża, więc szybko zrozumiałam, że moi rodzice po prostu nie potrafią ze sobą żyć i najlepszym wyjściem będzie, jeśli oboje pójdą w swoją stronę. Tata i tak „miał romans” z Hazel, z którą w poprzednim roku się ożenił, a mama kręciła z kilkoma facetami. A teraz poznała Alexa, który wydaje się dla niej idealny. Mimo to rodzice nadal dobrze się dogadują.
Po odejściu taty nie odczułam mocno jego straty, bo widywał się ze mną codziennie. Odbierał mnie ze szkoły, zabierał na obiady i na noc. Jakiś czas później wyjechał jednak do Kingscliff, gdzie założył szkółkę i wypożyczalnię sprzętu surfingowego. To było jego marzenie, o którym nawijał od lat, przy każdej możliwej okazji. Wiedziałam, że kiedyś mu się to uda, i trzymałam za niego kciuki, ale nie sądziłam, że wybierze miasteczko oddalone ponad osiem godzin drogi samochodem od Sydney.
– A wiesz, że Killian nadal liczy na to, że nauczy cię surfować? Będziecie mieli do tego idealną okazję – odzywa się mama. Uśmiecham się pod nosem, ale ani nie otwieram oczu, ani nie przekręcam głowy w jej stronę. – I mogłabyś tam popracować nad piosenkami, o których ostatnio wspominałaś.
Ona chyba nie przestanie, dopóki się nie zgodzę na ten wyjazd. No i znowu ma rację, w Kingscliff będę miała ciszę i spokój, więc może uda mi się skończyć piosenki, nad którymi pracuję już zbyt długo. Kocham śpiewać i pisać teksty, właśnie dlatego wybrałam studia wokalne. To moje hobby od dziecka i od lat skrycie marzę o wydaniu płyty. Ostatnio mam jednak zastój, a pisanie przychodzi mi z trudem. Może u taty ta blokada wreszcie minie?
– Kiedyś już próbował – przypominam. – Nie utrzymałam się na desce ani przez minutę. A tylko na niej leżałam, nie mówiąc już o wstaniu. – Mama się śmieje, na co także ja unoszę kącik ust. – Ale masz rację, chyba powinnam do niego pojechać. Rozmawiałaś z nim o tym?
– Tak, był zachwycony tym pomysłem, ale czeka na potwierdzenie od ciebie. Więc… – przeciąga – jeżeli się zgadzasz, zadzwoń do niego.
Wzdycham i przewracam się z powrotem na plecy. Poprawiam stanik, który nieznacznie się zsunął, i krzywię się, gdy słońce mnie oślepia. Zapomniałam okularów, a potem nie chciało mi się już po nie wracać. Ponownie unoszę dłoń, aby osłonić się od promieni, i zerkam na mamę.
– A co z Calebem, Casey i resztą? – pytam.
Z Casey znam się od dziecka. Poznałyśmy się, gdy miałyśmy po trzy lata. Pewnego dnia obie wybrałyśmy się na plażę z rodzicami, gdzie bawiłyśmy się w piasku. W którymś momencie usłyszałam jej marudzenie, że ktoś ukradł jej grabki. Zachęcona namowami mamy, wzięłam swoje i zaprosiłam Casey do wspólnej zabawy. Była w siódmym niebie, więc chwilę później siedziałyśmy obok siebie i budowałyśmy zamek z piasku. Do dziś pamiętam, że miałam wtedy przy sobie cudowny zestaw składający się z wiaderka w kucyki pony, grabek, łopatki i wielu foremek. Później okazało się, że ja i Casey będziemy chodzić razem do przedszkola. Byłyśmy zachwycone. Stałyśmy się dla siebie bliskimi przyjaciółkami i od wielu lat nie odstępujemy się na krok.
Caleba poznałam w zeszłe wakacje, kiedy Casey zaciągnęła mnie na imprezę organizowaną przez studentów. Na początku nie byłam przychylna temu pomysłowi, trochę obawiałam się, że nas wyrzucą, gdy odkryją, że zakradły się tam licealistki, jednak na miejscu okazało się, że bawi się tam wiele osób z naszego rocznika. W przestronnym ogrodzie paliło się ognisko, przy którym na moment przysiadłam. Chwilę później obok mnie pojawił się Caleb i oczarował mnie rozbrajającym uśmiechem. Potem dołączyli do nas Casey, a także przyjaciele Caleba, Lucas i Hope. Przegadaliśmy pół nocy, a następnego dnia rano Caleb napisał do mnie na Instagramie, prosząc o spotkanie sam na sam. Zgodziłam się i w taki oto sposób zaczęła się nasza znajomość.
Jego dziewczyną zostałam trzy miesiące temu. Nie mogę powiedzieć, że jestem zakochana, ale czuję się przy nim naprawdę dobrze. A do tego nie mam już tylko jednej przyjaciółki, a paczkę znajomych, z którymi często gdzieś wychodzę. Wreszcie w moim życiu nie ma nudy.
– Co z nimi? – rzuca mama, jak gdyby nigdy nic.
– Mam zostawić chłopaka i przyjaciół na dwa miesiące?
Mama krzywi się i mamrocze coś pod nosem, co brzmi jak „Mogłabyś go zostawić na zawsze”.
Przewracam oczami.
Nie wiem, dlaczego nie lubi Caleba. Zna go już tyle czasu i nadal się do niego nie przekonała. Za każdym razem, gdy go widzi, łypie na niego nieprzychylnie. Twierdzi, że coś jej w nim nie gra, a my do siebie nie pasujemy. Kocham mamę całym sercem, ale to bardzo mnie w niej denerwuje. A o tacie już nie nawet nie wspomnę. Typowy ojciec, nie chce, aby ktoś kręcił się w pobliżu jego córeczki.
– Chyba nie planowaliście niczego na wakacje? – odzywa się mama. Zaprzeczam. Nikt z naszej paczki nie mówił o żadnym letnim wypadzie. – No to nie widzę przeszkód.
Zamykam oczy i wypuszczam ciężko powietrze z płuc.
– Okej, pojadę – oznajmiam. – Tęsknię za tatą. A gdy zacznę studia, nie będziemy mieli wielu okazji do spotkań. No i… może faktycznie uda mi się popracować nad piosenkami.
– Będziesz się świetnie bawić! – woła uradowana.
Wątpię, że będę się dobrze bawić, bo w Kingscliff nie ma wiele rzeczy do roboty. Tata mówił, że króluje tam surfing, właśnie dlatego wybrał tę lokalizację na swój biznes, a ja tam nikogo nie znam, prawdopodobnie będę więc siedzieć na plaży albo w domu. Ale spędzę o wiele więcej czasu z ojcem i w gruncie rzeczy tylko to się liczy.
Podnoszę się z leżaka i się przeciągam. Ruszam do domu, a w środku owiewa mnie przyjemny chłód. Idę do kuchni, gdzie zostawiłyśmy z mamą telefony, i sięgam po swój. Atakuje mnie mnóstwo powiadomień, więc pobieżnie je przeglądam, ale nie natrafiam na nic ciekawego, dlatego wszystkie usuwam, po czym wchodzę w kontakty i wybieram numer taty. Ten odbiera po kilku sekundach.
– Cześć, słonko – wita się wesoło. – Co tam słychać?
– Podobno chcesz mnie zaciągnąć do Kingscliff na wakacje – mówię, omijając jego pytanie. – Dlaczego sam mnie o to nie zapytasz, tylko wysyłasz mamę?
Przez chwilę nie odpowiada.
– Hej, Bree, może masz ochotę wpaść do mnie na całe lato? – zagaja. Oboje parskamy śmiechem. Potem ten wzdycha. – Nie pytałem, bo obawiałem się, że się nie zgodzisz. A Lily jest świetna w przekonywaniu. Poza tym mówiła mi o tej wycieczce z Alexem i że nie chce zostawiać cię samej na tyle czasu. Wiem, że Kingscliff to dla ciebie dziura, ale naprawdę jest tu masa atrakcji i nie będziesz się nudzić.
Uśmiecham się kpiąco, czego na szczęście nie widzi.
– Takich jak surfing?
– No na przykład. – Śmieje się. – Naprawdę, skarbie, świetnie spędzimy razem czas. Od czterech lat nie widzieliśmy się na dłużej niż dwa dni.
To mnie w pełni przekonuje.
– Dobrze, spędzę u ciebie wakacje. Na kiedy się umówimy?
– Sobota? – proponuje. – Przyjadę po ciebie, co ty na to?
Przytakuję, a tata mówi, że już nie może się doczekać. W jego głosie słyszę ogromną radość, przez co wiem, że podjęłam dobrą decyzję.
Po rozłączeniu się wchodzę na grupowy czat z moimi przyjaciółmi i piszę do nich, czy możemy się spotkać, bo mam im coś ważnego do przekazania. Zgadzają się, więc ustalamy, że do godziny wszyscy pojawią się w naszym stałym miejscu przy plaży. Potem odkładam telefon i wracam do ogrodu, aby dać mamie znać, że potwierdziłam z tatą wyjazd.
Następnie idę do swojego pokoju, gdzie wybieram ubrania na wyjście. Wskakuję pod prysznic, aby się odświeżyć, później się ubieram, a górną część włosów związuję scrunchie w kolorze pasującym do mojego outfitu. Spryskuję ciało kokosową mgiełką i opuszczam łazienkę.
– Wychodzę z przyjaciółmi – informuję mamę, która właśnie krząta się po kuchni.
– Wrócisz na kolację? – Zerka na mnie przez ramię. – Chciałabym zaprosić Alexa.
Przytakuję z uśmiechem. Podchodzę do niej i cmokam ją w policzek. Następnie kieruję się do przedpokoju, gdzie zakładam buty i opuszczam dom. Na plażę nie mam daleko, więc postanawiam dotrzeć tam pieszo. Nasuwam na nos okulary przeciwsłoneczne, z kieszeni spodenek wygrzebuję bezprzewodowe słuchawki, które wciskam do uszu, i włączam ulubioną playlistę. Unoszę kącik ust, gdy słyszę pierwsze słowa Risk Gracie Abrams. Uwielbiam jej twórczość.
Nucąc pod nosem, idę przed siebie skocznym krokiem. W końcu docieram na plażę i od razu ruszam ku ogromnym skałom tuż przy wodzie, gdzie zawsze przesiaduję z przyjaciółmi. Lucas i Hope już tam są, jak zwykle namiętnie się obściskują, ale gdy słyszą moje kroki, odrywają się od siebie.
Szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem, jak dobrze im się układa. Są parą, odkąd oboje skończyli dziesięć lat, i nic się między nimi nie zmienia. Niby w żartach mówią, że wezmą ślub, gdy tylko skończą studia, ale jestem przekonana, że to wcale nie są żarty. I że wydarzy się to szybciej, niż wszyscy sądzą.
– Cześć, Bree – wita się wesoło Hope. – Co to za pilne spotkanie?
– Wszystko wam opowiem, gdy przyjdą Cal i Casey – mówię.
Siadam na skale obok nich i wyciągam przed siebie nogi. Dłonie opieram za plecami i unoszę twarz do słońca, przymykając przy tym powieki. Otwieram oczy, gdy czuję, że ktoś siada obok mnie. Właśnie wtedy Caleb składa na moich ustach mocny pocałunek. Uśmiecham się i to odwzajemniam.
– O co chodzi? – pyta Casey, zajmując miejsce naprzeciwko mnie.
Z ulgą przyjmuję od niej schłodzoną colę.
Odchrząkuję i siadam prosto. Otwieram puszkę, po czym upijam łyk zimnego napoju i oblizuję usta. Chcę odwlec ten moment.
– Wyjeżdżam z Sydney na wakacje – informuję ich. – Spędzę całe lato u taty w Kingscliff.
Zerkam w bok, aby zobaczyć reakcję Caleba. Z jego miny nie mogę wyczytać, czy jest zły, czy bardziej zaskoczony. W końcu unosi brwi i spogląda na mnie.
– Całe lato w Kingscliff? – powtarza. – To jakieś… dziesięć godzin drogi stąd.
– Osiem – poprawiam, a on parska cicho śmiechem. – Nie mieliśmy żadnych planów, a ten wyjazd… zbliży mnie z tatą. Dobrze wiesz, że nie widuję go zbyt często. – Sięgam po jego dłoń i zaciskam na niej palce.
– Zostawisz nas na prawie dwa miesiące? – W jego głosie pobrzmiewa niedowierzanie.
Zaciskam wargi i spuszczam głowę. Przeczuwałam, że nie będzie zadowolony.
– Daj spokój, Cal – wtrąca Hope. – Jej rodzice się rozeszli, a tata wyjechał. Spotykają się tak rzadko, że należy im się trochę więcej czasu razem. Gdy dziewczyny zaczną studia, będziemy się widywać codziennie. Nic nie stracisz.
Posyłam jej wdzięczne spojrzenie.
– No dobra, jakoś wytrzymam – wzdycha. Przekręcam się w jego stronę i uśmiecham szeroko. Zarzucam mu ramiona na szyję i kolejny raz czule go całuję. – Co tam niby będziesz robić? – pyta tuż po tym, jak się od siebie odrywamy.
– Szczerze… to nie wiem – przyznaję ze śmiechem. – Pewnie będę się lenić. Zamierzam też popracować nad moimi piosenkami.
Hope i Lucas chichoczą.
– Będziesz surfować? – zagaja chłopak. – Najwyższy czas się tego nauczyć.
Jęczę i odchylam głowę.
– Zmówiłeś się z moim tatą?
Lucas wybucha śmiechem, jednocześnie wzruszając ramionami. Prawda jest taka, że on ciągle nawija o surfingu i jako jedyny z naszej paczki potrafi to robić. Kocha surfing od małego i w każdej wolnej chwili biegnie do wody. Nawet teraz ma przy sobie deskę i plecak ze sprzętem. Caleb też próbował, jednak surfowanie okazało się dla niego czarną magią, tak samo jak dla mnie. Lucas często narzeka, że nie ma z kim łapać fal.
Caleb zarzuca ramię na moje barki, a ja wtulam się w jego pierś, wzdychając z ulgą. Cieszę się, że nie jest przeciwny mojemu wyjazdowi. Jasne, na początku nie był zadowolony, na szczęście po słowach Hope zmienił zdanie. Lato minie raz-dwa, a zanim Caleb się obejrzy, będę z powrotem.
– Kiedy dokładnie wyjeżdżasz? – pyta i odgarnia z mojego czoła zbłąkany kosmyk włosów, który wysunął się z gumki.
– W sobotę przyjedzie po mnie tata – informuję. – Pewnie zostanie u nas na noc, aby odpocząć, i wyjedziemy w niedzielę rano.
Caleb kiwa głową.
– Zrobimy ci imprezę pożegnalną! – woła wesoło Hope. – To jednak dwa miesiące rozłąki, będziemy tęsknić.
Chichoczę pod nosem. Później przenoszę wzrok na Casey, która siedzi dziwnie cicho. Przyjaciółka wpatruje się we mnie ze zmarszczonymi brwiami i mocno zaciska palce na puszce.
– Jesteś zła? – pytam, biorąc przy tym łyk coli. – Długo milczysz…
– Nie, nie – zaprzecza. – Potrzebujesz tego wyjazdu. Poradzimy tu sobie bez ciebie.
Odnoszę dziwne wrażenie, że w jej tonie kryje się coś dziwnego. Nie zamierzam się tym przejmować, bo pewnie głowa płata mi figle i niepotrzebnie się nakręcam. Przyjaźnimy się tyle lat, Casey na pewno nie ma na myśli nic złego.
Caleb ściska mnie mocniej, a następnie składa pocałunek na moim czole. Przymykam powieki i ponownie wtulam się w jego pierś.
Miejmy nadzieję, że czekają mnie ciekawe wakacje, podczas których porządnie wypocznę przed studiami. I że nie zanudzę się tam na śmierć.
DUSTIN
Nawet nie muszę spoglądać na zegar, aby wiedzieć, że jest parę minut po piątej rano. Mój organizm przez lata tak przyzwyczaił się do tej rutyny, że nawet nie potrzebuję już budzika i codziennie wstaję mniej więcej o tej samej porze. Przecieram pięściami oczy i ziewam szeroko, po czym zsuwam się z łóżka. Podchodzę do okna, a po drodze porządnie się przeciągam. Podnoszę rolety, a na moją twarz od razu wstępuje uśmiech, gdy widzę wschodzące słońce.
– Mango! – Ledwo powstrzymuję się przed krzykiem, gdy nagle potykam się o puchaty ogon. Przykładam dłoń do piersi i na moment przymykam powieki. – Myślałem, że na ciebie nadepnę!
Psiak nic sobie z tego nie robi, tylko siada na dywanie i zaczyna wesoło merdać ogonem. Wzdycham i drapię go za uszami, a on wydaje z siebie ciche pomrukiwanie.
Mango to niespełna czteroletni owczarek australijski o sierści w odcieniach brązu i bieli. Kocham go całym sercem, choć niezły z niego rozrabiaka. Pomógł mi w naprawdę trudnym okresie mojego życia. Często chodzimy razem nad ocean, gdzie rzucam mu patyki, a on z radością za nimi goni. Mango ubóstwia pływanie i zabawy w wodzie. Nie zabieram go ze sobą tylko wtedy, gdy idę surfować, bo nie mogę jednocześnie łapać fal i kontrolować tego, co on robi na plaży.
Składam szybkiego buziaka na jego czole i obiecuję, że zaraz do niego wrócę. Najciszej jak potrafię, aby nie obudzić mamy i siostry, opuszczam pokój i ruszam do łazienki na poranną toaletę.
Gdy wracam, Mango już na mnie czeka. Idziemy do kuchni, a ja wyciągam z lodówki śniadanie, które przygotowałem wczoraj, aby teraz nie tracić czasu. Z miską i kubkiem świeżej kawy idę z psem na taras, gdzie przysiadam na drewnianych schodach. Mango załatwia potrzebę, a ja w tym czasie zjadam posiłek.
Później wracamy do mojego pokoju, a psiak wskakuje na łóżko, układa się wygodnie na materacu i wraca do drzemki. Śmiejąc się pod nosem, zgarniam spakowany plecak i wychodzę z pomieszczenia. W przedpokoju zabieram deskę opartą o ścianę i wybiegam na podjazd. Wrzucam ją na tył samochodu, po czym wskakuję za kierownicę, a plecak rzucam na fotel obok.
Wkładam kluczyki do stacyjki i je przekręcam. Na moją twarz wstępuje grymas, gdy słyszę, jak silnik się dusi. Próbuję jeszcze raz, na szczęście tym razem się udaje. Włączam ulubioną playlistę i ruszam w stronę plaży. Dobrze, że nie mam na nią daleko. Po paru minutach wjeżdżam na parking i uśmiecham się szeroko, gdy widzę samochody przyjaciół. Biorę swoje rzeczy i pędzę na plażę.
– Trzy minuty spóźnienia! – woła Will, który właśnie woskuje deskę.
Przewracam oczami i odrzucam plecak na piasek. Wyciągam z niego ręcznik, którym przewiązuję się w pasie, a następnie wciągam na siebie piankę.
– To wy byliście trzy minuty za wcześnie – odpowiadam.
Cole i Noah równocześnie parskają śmiechem.
Znamy się od podstawówki, odkąd zostaliśmy przydzieleni do jednego projektu. Od razu znaleźliśmy wspólny język, zwłaszcza gdy się okazało, że cała nasza czwórka kocha surfing. Często nawet bierzemy udział w grupowych zawodach. Staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi i zawsze możemy na siebie liczyć.
Z biegiem czasu Cole i Noah zbliżyli się do siebie bardziej niż zwykli przyjaciele. Nadal pamiętam, jak dwa lata temu przyłapałem ich na dyskretnych macankach w basenie w domu Cole’a. Po tym przyznali się przede mną i Willem, że coś do siebie czują. Nie byliśmy tym szczególnie zaskoczeni, sami od jakiegoś czasu to podejrzewaliśmy. A oni wreszcie odetchnęli z ulgą, bo trochę obawiali się naszej reakcji. Nie mieli czego, nic nie zmieniłoby naszej relacji.
Dodatkowo rok temu do naszej paczki dołączyła Hadley. Spodobała się Willowi w chwili, gdy po przeprowadzce do Kingscliff po raz pierwszy przyszła do wypożyczalni desek, w której pracuję. Przyjaciel był tam akurat ze mną i tak ją zbajerował, że jeszcze tego samego dnia poszła z nim na randkę. Krótko po tym zostali parą i są w szczęśliwym związku aż do teraz.
I tak jako jedyny w naszej paczce jestem singlem. Czy mi to przeszkadza? Może trochę, bo gdy chodzimy na imprezy, czuję się jak piąte koło u wozu. Może najwyższy czas sobie kogoś znaleźć?
– Patrzcie na te fale! – woła rozpromieniony Cole.
Wsuwam dłoń w rękaw pianki i unoszę głowę, aby spojrzeć na ocean. Uśmiecham się szeroko, gdy widzę idealne fale. Będzie się na nich wspaniale surfowało.
Zabieram wosk Willa i przygotowuję swoją deskę, a na samym końcu zaczepiam do kostki leasha1. Teraz jestem gotowy do surfowania.
– Chwila! – woła Hadley, zatrzymując Cole’a, który już chciał biec do wody. – A filtry?
Chłopak przewraca oczami, jednak cierpliwie czeka, aż dziewczyna wysmaruje mu twarz stickiem2, zwłaszcza okolice nosa i oczu, gdzie najłatwiej się poparzyć. Zapinam zamek pianki i pozwalam, aby Hadley nasmarowała też mnie. Kiedyś nie przykładałem wagi do nakładania jakichkolwiek kremów, gdy jednak raz spaliłem sobie twarz tak bardzo, że skóra schodziła mi płatami, postanowiłem, że już nigdy nie popełnię tego błędu.
Chwilę później biegniemy już w stronę oceanu. Chłodna woda obmywa mi stopy, a gdy kładę się na desce, kilkanaście kropel pada na moją twarz. Zaczynam padlować3 i płynę w głąb oceanu, nurkując pod łamiącą się falą – to tak zwany duck dive4. W końcu czuję, jak kolejna fala zaczyna przybierać na sile i popychać mnie do przodu. Serce wali mi jak szalone, gdy czekam na odpowiedni moment, aby wstać.
W końcu podnoszę się na desce i pozwalam porwać się fali. Z gardła wyrywa mi się okrzyk pełen radości, gdy zaczynam sprawnie balansować na wodzie. Spływam w dół, by zrobić bottom turna5, potem snapa6, a na samym końcu floatera7, i rozkładam przy tym szeroko ramiona dla utrzymania równowagi. Przepływam kawałek, po czym wskakuję do wody.
Wynurzam się i potrząsam głową, zrzucając krople z włosów. Biorę kilkanaście głębokich oddechów, by się uspokoić po tej szaleńczej gonitwie. Odgarniam dłonią mokre włosy z czoła i rozglądam się wokół. Falę, która właśnie się tworzy, łapią teraz Cole i Hadley.
– Dustin! – woła Will, machając, bym do niego przypłynął.
Kładę się na desce i padluję w jego stronę, po czym zsuwam się do oceanu i opieram łokciami o deskę unoszącą się na powierzchni wody.
– Wiesz, że w piątek ruszają zapisy na zawody? – zagaduje przyjaciel. Gdy Noah słyszy, o czym rozmawiamy, od razu podpływa bliżej nas. – Myślałem, że powinniśmy się zapisać jako drużyna. Wchodzicie w to?
– Chyba tym razem odpuszczę – odpowiada Noah. Zerkam na niego z zaciekawieniem. – Zaczynamy ostatni rok studiów, chcę się do niego przygotować. Zawody zazwyczaj kończą się chwilę przed rozpoczęciem semestru.
– Ja też raczej sobie daruję – wtrącam niepewnie.
Will patrzy na mnie, jakby urosła mi druga głowa. Jego reakcja jest w stu procentach zrozumiała, przecież ja nigdy nie opuszczam zawodów. Nie chcę mówić, że jestem mistrzem, bo nie wygrywam każdego lata, jednak mam już na koncie kilka złotych medali, zawsze docieram do finałów i jestem dość znany w surferskim środowisku. To byłyby pierwsze letnie zawody beze mnie.
– Oszaleliście? – pyta Will z niedowierzaniem. – Chcecie zrezygnować?
Na chwilę odwracam wzrok. Moi przyjaciele wiedzą, że nie przelewa mi się z kasą, mimo to mam problem, by o tym z nimi rozmawiać.
– Nasze auto szwankuje, za chwilę trzeba je oddać do mechanika – mamroczę. – Chciałem wziąć więcej zmian i odłożyć trochę na naprawę.
Will się krzywi.
– W przyszłym tygodniu przyjeżdża do nas w odwiedziny wujek, a on jest mechanikiem. Powiem mu, żeby do was wpadł i zerknął na auto – oznajmia, po czym klaszcze w dłonie i dodaje: – Problem rozwiązany!
Wzdycham, nie do końca przekonany. Nie chcę wykorzystywać jego wujka, który na pewno zamierza tutaj odpocząć, a nie dodatkowo pracować.
Will musi widzieć moją minę, bo woła urażony:
– Chłopaki, dajcie spokój! To są ostatnie wakacje, które w pełni możemy wykorzystać na zabawę. Za rok skończymy studia i kto wie, gdzie nas życie poniesie. Może nie będziemy już mieli okazji startować w zawodach.
Oblizuję usta i na moment przenoszę spojrzenie na Cole’a i Hadley. Widzą, że o czymś zawzięcie rozmawiamy, więc gdy tylko fala się rozbija, podpływają do nas.
– Co się dzieje? – pyta Hadley, gdy zatrzymuje się tuż przy swoim chłopaku.
Sięga po jego dłoń i zaciska na niej palce.
– Te jełopy – Will wskazuje na mnie i Noaha – nie chcą w tym roku brać udziału w zawodach.
– Co? – wtrąca Cole. – Pogięło was?
Przewracam oczami. Czy każdy musi powtarzać to samo?
– Noah twierdzi, że musi się przygotować na ostatni rok studiów – wyjaśnia mu Will. Cole zerka na swojego chłopaka i unosi brew. – Stary, są wakacje. Masz odpoczywać, a nie ślęczeć nad książkami! Czaję, że twój kierunek jest bardzo wymagający, ale to przesada. Na naukę przyjdzie jeszcze pora.
Noah spogląda na Willa i kręci głową, a ja ledwo powstrzymuję uśmiech cisnący się mi na usta. Chyba już zmienił zdanie.
– A ty – kontynuuje Will, wskazując palcem na mnie – przestań się tak wszystkim martwić. Wujek uwielbia grzebać w autach.
Uśmiecham się do niego z wdzięcznością. Gdyby jego wujek naprawdę naprawił nam samochód, byłbym wniebowzięty. Nie czułem się dobrze z myślą, że miałbym w tym roku zrezygnować z zawodów, ale kasa jest nam naprawdę potrzebna. Renta, którą pobiera mama, nie jest wysoka. Nie żyje nam się źle, bo ja też zarabiam, ale mam studia do opłacenia, a Nellie to jeszcze dziecko.
– Poza tym – dodaje Will, patrząc na mnie z rozbawieniem – naprawdę sądzisz, że Killian pozwoliłby ci odpuścić? Gdyby się o tym dowiedział, sam poszedłby cię zapisać.
Parskam śmiechem. Tak, wiem, że mój szef, który stał się dla mnie niejako przyjacielem, zaciągnąłby mnie siłą, gdyby dotarło do niego, że zrezygnowałem z zawodów. Kocha surfing tak samo jak ja. Właśnie dlatego otworzył wypożyczalnię sprzętu połączoną ze szkółką. Byłby na mnie wściekły, gdyby usłyszał o moich planach. Sam nie wiem, jak chciałem to ograć, ale najwidoczniej nie muszę się już tym przejmować.
– Dobra. – Poddaję się. Znam Willa i wiem, że nie przestanie mnie namawiać, dopóki nie ulegnę. – Wezmę udział.
Przyjaciel wydaje z siebie dziki okrzyk. Hadley śmieje się z jego ekscytacji i zerka na mnie z rozpromienionym uśmiechem. A gdy Noah również się zgadza, Will nie posiada się z radości.
– W piątek przyjdę na plażę z samego rana i wpiszę nas wszystkich. Każdy zgadza się na występ drużynowy? – pyta. Gdy potwierdzamy, wyszczerza zęby. – Hadley, a co z tobą, skarbie?
– Wystąpię solo – mówi dziewczyna. – I w tym roku wygram.
– Oczywiście, że tak – mruczy, pochyla się nad nią i mocno ją całuje.
Jedyny minus zawodów drużynowych jest taki, że nie może być mieszanych składów. Niezależnie od kategorii drużyna musi się składać z osób tej samej płci. Nie raz próbowano już to zmienić, jednak z marnym skutkiem.
– Idzie fala! – woła nagle Cole.
Nie zwlekam ani chwili, tylko wskakuję na deskę.
W oceanie spędzamy dobre trzy godziny, aż w końcu każdy z nas opada z sił. Rozsiadamy się wygodnie na piasku i wyciągamy z plecaków przekąski. Dziś zabrałem ze sobą jabłko i batonik proteinowy. Przegryzając go, rozglądam się wokół. Na plaży pojawia się coraz więcej ludzi chcących wypocząć lub posurfować.
– Czas się zbierać – oznajmiam, podnosząc się z piasku. – Za niecałą godzinę muszę być w wypożyczalni.
Sięgam po swój ręcznik i owijam się nim w pasie. Następnie rozpinam piankę, zsuwam ją i zamieniam na ciuchy, w których tu przyjechałem. Pakuję wszystko do plecaka, uprzednio wpychając piankę do foliówki, aby niczego nie zmoczyć.
– Widzimy się wieczorem? – pytam, zerkając na przyjaciół.
– Wpadnijcie do mnie – odzywa się Noah. – Pogramy na konsoli.
Przytakuję i salutuję im, a następnie narzucam plecak na ramię, deskę wsuwam pod pachę i ruszam na parking. Kiedy wracam do domu, już w progu wita mnie Mango. Odstawiam deskę na bok i drapię go za uszami, po czym ruszamy do kuchni, gdzie psiak od razu dopada do miski z karmą, którą właśnie przygotowała mu mama.
– Dzień dobry – witam się z nią i moją siostrą.
Podchodzę bliżej i całuję każdą z nich w policzek. Nellie chichocze słodko.
– Cześć! – świergocze. – Mogę udekorować ci naleśnika?
Uśmiecham się do niej i przytakuję. Siostra wydaje z siebie wesoły pisk, a gdy mama podsuwa jej talerz z kilkoma naleśnikami dla mnie, mała od razu sięga po bitą śmietanę, krem czekoladowy i kawałki banana. Nie powinienem jeść tylu słodyczy, zwłaszcza przed zawodami, ale niby jak mam odmówić przeuroczej młodszej siostrze?
Siadam obok niej przy stole, odbieram talerz i zaczynam jeść. W tym czasie mama stawia przede mną szklankę z sokiem pomarańczowym. Mimo lekkiego śniadania i batonika jestem głodny jak wilk. Surfing zabiera mnóstwo energii.
– Will powiedział, że jego wujek przyjeżdża do nich w przyszłym tygodniu – zaczynam i wsuwam do ust kolejny kawałek naleśnika. – Poprosi go, żeby zerknął na nasze auto. Will nie mógł przeżyć, że chciałem w tym roku odpuścić zawody.
Mama, która popija właśnie kawę, zerka na mnie z zaciekawieniem.
– Więc nie odpuszczasz?
Kręcę głową.
– Weźmiemy udział w tych grupowych – wyjaśniam.
– Mówiłam ci, że nie powinieneś rezygnować – mówi. – Przecież dalibyśmy sobie radę z autem, a ty wcale nie musisz brać dodatkowych zmian.
Wzruszam ramionami.
– Chciałem cię odciążyć – szepczę.
Mama wzdycha, odstawia kubek na blat, obchodzi stół i mocno mnie przytula.
– Kocham cię, synku – mruczy. – I nie chcę, żebyś dla mnie rezygnował z tego, co kochasz. Poradzę sobie. – Już chcę coś powiedzieć, ale nie daje mi dojść do głosu. – Ale skoro wujek Willa zgodzi się nam pomóc, będę niesamowicie wdzięczna.
Całuje mnie w czoło, po czym wraca na swoje poprzednie miejsce. Zerkam na zegar, a gdy widzę, że za piętnaście minut muszę się zwijać do pracy, zjadam naleśniki z prędkością światła i pędzę do swojego pokoju po świeże ciuchy, w tym roboczą koszulkę. Biorę jeszcze szybki prysznic, ubieram się, żegnam z rodziną i wychodzę.
Do wypożyczalni docieram parę minut po dziewiątej. Krzywię się, bo to moje kolejne spóźnienie w ciągu tygodnia. To wina wakacji i świetnych warunków w wodzie, przez co surfowanie zabiera mi rano zbyt wiele czasu.
– Tak, wiem, znowu się spóźniłem, przepraszam – mówię, gdy wchodzę do niewielkiego biura, a szef patrzy na mnie z uniesioną brwią. – To był ostatni raz.
– Wczoraj mówiłeś to samo – rzuca Killian. Pocieram potylicę i uśmiecham się do niego niezręcznie. – Zbieraj się, mamy dużo roboty. Przyszły nowe deski dla dzieciaków, trzeba je przygotować – mówi, wskazując dłonią na kilka kartonów stojących przy ścianie.
Z wieszaka ściągam czapkę z logo naszej wypożyczalni, zakładam ją daszkiem do tyłu i rozpoczynam pracę. Przenoszę paczki do zadaszonej części lokalu, rozpakowuję jedną z nich, kładę deskę na specjalnym stojaku i podchodzę do regału, gdzie leży wszystko, czego potrzebuję, by ją przygotować.
– Dustin, mam do ciebie prośbę – odzywa się Killian, który właśnie ściąga stary wosk z jednej z desek. – Nie będzie mnie w weekend w domu, jadę do Sydney. Zająłbyś się przez te dwa dni wypożyczalnią? Zapłacę ci ekstra. Nie mogę jej zamknąć, jak to zawsze robię, bo mamy mnóstwo klientów, którzy już zrobili rezerwacje. Mój wyjazd nie był do końca zaplanowany…
– Sydney? – dziwię się. – Tak daleko?
– Jadę po córkę – wyjaśnia. – Spędzi u mnie lato.
– Ty masz córkę? – wypalam.
– Tak, mam – odpowiada, po czym zerka na mnie z dziwną miną. – W sumie… Mam jeszcze jedną prośbę, może mógłbyś ją wkręcić do waszej paczki? Nikogo tu nie zna, a nie chcę, żeby się nudziła.
– A ile ona ma lat? – dopytuję. Killian jest młodym facetem, więc ta dziewczyna to pewnie jakiś dzieciak. – Bo wiesz, nie chcę bawić się w niańkę. Już mam Nellie.
Killian śmieje się pod nosem.
– Schlebiasz mi, Dustin – wydusza. – Bree ma osiemnaście lat. Jestem pewny, że się dogadacie.
Osiemnaście? Wow, dość wcześnie dorobił się dziecka.
Uśmiecham się do niego głupkowato.
– Zależy o jakim „dogadaniu się” mówisz…
Szef przestaje się śmiać i spogląda na mnie znacząco.
– O przyjacielskim – akcentuje ostatnie słowo.
Teraz to ja się śmieję.
Killian przywiezie swoją osiemnastoletnią córkę, która spędzi tu całe lato, a ja mam wkręcić ją do paczki i się z nią… zaprzyjaźnić.
W te wakacje naprawdę sporo może się wydarzyć.
1 Leash – linka, która łączy deskę z nogą surfera [wszystkie przypisy pochodzą od autorki].
2 Stick – krem z filtrami UV w formie sztyftu.
3 Padlowanie – wiosłowanie rękoma w celu nadania prędkości desce i przedostania się w inne miejsce.
4 Duck dive – przechodzenie przez załamujące się fale, polegające na zatapianiu deski pod wodą i nurkowaniu pod falą.
5 Bottom turn – zakręt wykonywany na dole fali.
6 Snap – dynamiczny zwrot deski na górze fali.
7 Floater – manewr polegający na jeździe na grzbiecie fali nad jej załamującą się częścią lub pianą.
BREEZY
Wzdycham ciężko, układam dłonie na biodrach i rozglądam się wokół. Po pokoju walają się moje ubrania. Na ogół nie jestem bałaganiarą, no chyba że przychodzi do pakowania się na wyjazd. I właśnie teraz jest ten moment. Już jutro rano wyjeżdżam z Sydney, a dziś wieczorem umówiłam się z przyjaciółmi, aby spędzić z nimi wieczór. Oczywiście, że mogłam spakować się wcześniej, ale uwielbiam zostawiać takie rzeczy na ostatnią chwilę. Dobrze, że robię to teraz, a nie jutro rano, bo tata byłby na mnie wściekły.
Krzywię się i podnoszę z dywanu kilka bluzek z odkrytymi ramionami i bufkami. Kocham je zakładać na imprezy, ale wątpię, że będą mi potrzebne w Kingscliff. Czy tam w ogóle będą okazje, aby ubrać się w coś innego niż bikini?
Postanawiam tak czy siak spakować dwie z nich. Później dorzucam kilka par spodenek, dwie jeansowe spódniczki, trzy luźniejsze, parę zwiewnych sukienek oraz masę ulubionych oversize’owych koszulek. Lubię się wystroić na specjalnie okazje albo wyjście na miasto, jednak na co dzień wolę coś wygodnego. Nie zapominam także o kilku kompletach strojów kąpielowych.
– Jak ci idzie? – słyszę za sobą.
Zerkam przez ramię na mamę, która opiera się o futrynę.
– Jak widzisz… – Macham rękami na bałagan, który zmniejszył się tylko minimalnie. – Jadę tam na dwa miesiące, nie mogę zapomnieć o niczym ważnym.
– Ale ty wiesz, że Kingscliff to wcale nie jest taka dziura? – żartuje. – Są tam sklepy i galerie handlowe. Jeśli czegoś zapomnisz, kupisz sobie na miejscu.
Posyłam jej zirytowane spojrzenie, na co śmieje się jeszcze głośniej, a następnie ściąga z oparcia fotela fioletowe dresy.
– To na pewno ci się przyda – mówi, składając równo ubrania. – U nas też jest chłodno wieczorami.
Kiwam głową i podchodzę do otwartej szafy, aby wyciągnąć jeszcze jeden dres, tym razem szary. Później z pomocą mamy dopakowuję walizkę. Nie zabieram wielu kosmetyków, tylko te najpotrzebniejsze, nie zapominając o ukochanej kokosowej mgiełce do ciała. Dorzucam niewielką kosmetyczkę z produktami do makijażu, a na sam koniec saszetkę z całą moją kolekcją kolorowych scrunchie. Dokładam również notes, w którym zapisuję teksty.
– Chyba mam wszystko – oznajmiam, jeszcze raz rozglądając się wokół. – Ładowarkę, słuchawki i tablet spakuję tuż przed wyjazdem.
Odrzucam z czoła zbłąkany kosmyk włosów i zamykam walizkę. Stawiam ją przy ścianie, po czym zabieram się do sprzątania ubrań, których zdecydowałam się nie zabierać. Gdy pokój wygląda względnie czysto, z westchnieniem opadam na łóżko.
– A ty, kiedy wyjeżdżasz? – pytam mamę, która przysiadła na materacu obok mnie.
– We wtorek – odpowiada.
Przekręcam się w jej stronę i opieram brodę na dłoni.
– A co ze świętami? Spędzamy je osobno?
– Oczywiście, że nie. Nie zostawiłabym cię w święta, skarbie – mruczy. Wyciąga rękę, aby potrzeć mój policzek. – Robimy przerwę w podróży. Wracamy do Australii na dwa dni przed Bożym Narodzeniem. Po Nowym Roku ruszamy dalej.
Marszczę brwi.
– Ale i tak spędzimy je osobno – bąkam. – Ja będę z tatą w Kingscliff, a ty tutaj z Alexem.
– Killian powiedział, że ja i Alex możemy do was przyjechać – odpowiada mama. Unoszę brwi w zaciekawieniu. – Niedaleko jego wypożyczalni są domki do wynajęcia.
Po zerwaniu rodziców najbardziej obawiałam się właśnie świąt. Kocham ich równie mocno i nie chciałam spędzać tego okresu bez któregoś z nich. Na szczęście udało nam się wymyślić jakiś kompromis. Tata świąteczne śniadanie i wczesny obiad spędza z Hazel, a potem wsiada do samolotu, choć nienawidzi latać, i jest ze mną wieczorem oraz kolejnego poranka.
– Będziemy świętować w piątkę? – pytam ją. – Czy z tobą i Alexem zjem obiad, a na kolację pójdę do taty?
Mama posyła mi uśmiech.
– Myślę, że wszyscy jesteśmy na tyle oswojeni z sytuacją, że moglibyśmy spędzić święta razem – mówi. – O ile to dla ciebie nie problem.
Kręcę głową. Chcę spędzić ten czas z rodzicami. A to, że oni mają swoje połówki, z którymi są wreszcie szczęśliwi, ani trochę mi nie przeszkadza. Co więcej, cieszę się, że nie drą kotów, tylko akceptują nawzajem swoje wybory.
– No więc wszystko mamy załatwione! – Mama klaszcze w dłonie. – Pójdę przygotować dla Killiana pokój gościnny, pomożesz mi potem z obiadem?
Przytakuję, a mama pochyla się nade mną, cmoka mnie w policzek i znika w korytarzu. Opadam na plecy i wzdycham ciężko. Dziwnie czuję się z tym, że wyjeżdżam z Sydney prawie na dwa miesiące i opuszczam przyjaciół.
Nie mówię, że ten wyjazd okaże się klapą, po prostu… Całe wakacje tam mogą być nużące. Jasne, chcę się skupić na piosenkach, ale nie zamierzam ślęczeć nad nimi dzień w dzień, bo dostanę jeszcze większej blokady. Nikogo tam nie znam, poza tatą i Hazel…
Ale robię to dla taty. On za mną tęskni, ja za nim zresztą też. To wynagrodzi wszystkie niedogodności.
Sięgam po telefon i postanawiam poszukać jakiegoś salonu kosmetycznego z dobrymi opiniami w Kingscliff. Mam obsesję na punkcie swoich długich paznokci i kolorowego frencha. Z racji tego, że spędzę u taty tyle czasu, muszę znaleźć nową manikiurzystkę. Niestety, znajduję tylko jeden salon, oceniony na zaledwie dwie i pół gwiazdki, odpuszczam więc dalsze poszukiwania. Gdy dotrę na miejsce, zapytam o to Hazel, na pewno poleci mi jakieś dobre miejsce.
Wykrzywiam usta w lekkim grymasie, gdy widzę powiadomienie o nowej wiadomości w grupie, w której jestem z przyjaciółmi. Casey pyta, czy wybierają się jutro na imprezę do jej kuzyna. Nie wchodzę w ten wątek, tylko usuwam powiadomienie i odrzucam na bok telefon, by się tym nie dołować.
Zsuwam się z łóżka i ruszam w stronę pokoju gościnnego, w którym urzęduje mama. Gdy wchodzę do środka, właśnie zmienia pościel. Podchodzę bliżej i sięgam po poduszkę, aby nałożyć na nią nową poszewkę.
– Alex nie jest zły, że tata tu nocuje? – rzucam.
Odkładam poduszkę przy zagłówku i uderzam w nią kilka razy dłonią, by ją rozprostować.
– Nie – odpowiada mama, a w tym samym momencie na jej twarzy pojawia się rozbawienie. – Choć mam wrażenie, że będzie się tu kręcił aż do waszego wyjazdu.
– Zazdrośnik. – Śmieję się, a mama do mnie dołącza.
– Jak to facet – kwituje.
Uśmiecham się, widząc, że na jej policzki wkradł się niewielki rumieniec. Bardzo się cieszę, że jest z Alexem szczęśliwa.
Mama narzuca na łóżko kołdrę, układa na niej dwie ozdobne poduszki, po czym otwiera okno, aby przewietrzyć rzadko używane pomieszczenie. W końcu obie ruszamy do kuchni, aby zabrać się do przygotowywania obiadu.
– Myślisz, że tata będzie miał coś przeciwko, że spędzę ten wieczór z przyjaciółmi? – zagajam, krojąc warzywa. – Chciałabym się z nimi pożegnać, więc… umówiliśmy się na siódmą.
Przygryzam wargę i zerkam na mamę.
– Nie będzie. – Kręci głową. – Pewnie sam przeznaczy ten wieczór na spotkanie ze starymi znajomymi.
Przytakuję, wzdychając z ulgą.
Następne pół godziny spędzamy na szykowaniu obiadu i plotkowaniu. Mama opowiada mi, jakie atrakcje zaplanował dla nich Alex podczas ich podróży po Stanach. Aż sama zaczynam im tego zazdrościć.
Kiedy wkładamy zapiekankę do piekarnika, rozlega się dzwonek do drzwi. Spoglądam na mamę, a na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Zrywam się z miejsca i z piskiem biegnę do drzwi. Otwieram je, a sekundę później już ściskam tatę.
– Jesteś! – wołam wesoło.
– Ależ ja się za tobą stęskniłem, słonko – mruczy mi do ucha. Odstawia mnie na ziemię, po czym ujmuje moje policzki i pieszczotliwie pociera je wierzchem dłoni, patrząc przy tym na mnie z ciepłym uśmiechem. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że spędzisz u mnie lato.
– Obym się nie zanudziła – żartuję.
– Będziemy się świetnie bawić – oznajmia i całuje mnie w skroń.
Tata wchodzi głębiej do domu i kładzie przy ścianie niewielką sportową torbę. Zamykam za nim drzwi, a gdy się obracam, widzę, że właśnie wita się z mamą uściskiem. Niezmiernie się cieszę, że zostali przyjaciółmi.
– Czy ja czuję zapiekankę? – rzuca tata. – Umieram z głodu, nie jadłem nic od rana.
– Trzeba było przylecieć samolotem, a nie tłuc się autem – wytykam mu ze śmiechem.
Obrzuca mnie rozbawionym spojrzeniem.
– Tylko w święta wsiadam do tej latającej puszki.
– I przez to ja będę musiała się męczyć tyle godzin w aucie.
– Nie marudź. Spędzisz więcej czasu ze mną, w końcu będziemy mieli czas pogadać.
Parskam śmiechem i ciągnę go do kuchni. Nalewam do trzech szklanek soku, a mama w tym czasie wyciąga gotową już zapiekankę. Rozkładamy ją na talerze i zabieramy się do jedzenia.
– Co u was słychać, dziewczyny? – pyta tata, wsuwając do ust pokaźny kęs.
Przez następną godzinę usta nam się nie zamykają. Opowiadamy o wszystkim, co się u nas wydarzyło, odkąd ostatni raz się widzieliśmy. Uśmiech nie znika mi z twarzy i dopiero teraz w pełni uświadamiam sobie, jak bardzo tęskniłam za tatą i że mimo wszystkich niedogodności nie mogę się doczekać wspólnego lata.
Później przenosimy się do ogrodu, gdzie relaksujemy się przy kubku schłodzonej lemoniady. W pewnym momencie tata stwierdza, że pójdzie odpocząć, bo jest zmęczony długą podróżą.
– To ja idę się wyszykować do wyjścia. – Wstaję z leżaka. Tata zerka na mnie pytająco. – Umówiłam się z przyjaciółmi na pożegnalną imprezę. Nie będzie ci to przeszkadzać, prawda?
Potrząsa głową.
– Baw się dobrze. Ja i tak o dziewiątej widzę się z Rickiem w barze – oznajmia. Rick to jego przyjaciel z dziecięcych lat, z którym wciąż ma dobry kontakt. Spotykają się zawsze, gdy tata tu przyjeżdża. – A czy… – dodaje niepewnie – ten twój chłopak, to on…
– Nie będziemy o tym rozmawiać – wtrącam stanowczo.
– Chcę tylko wiedzieć, czy dobrze cię traktuje – kwituje tata.
Posyłam mu lekki uśmiech.
– Wszystko gra, tato. Caleb traktuje mnie dobrze. – Krzyżuję ramiona na piersi. – Może po powrocie tutaj zjemy razem kolację, co? Przekonasz się, zresztą mama też, że on wcale nie jest taki zły.
Rodzice zerkają na siebie porozumiewawczo, na co tylko przewracam oczami. Ruszam w stronę drzwi tarasowych i na odchodne słyszę, jak tata mamrocze pod nosem „Nie wiem, czy to przeżyję”. Potem znikam w swoim pokoju, gdzie przebieram się w bardziej wyjściowe ciuchy. Żegnam się z rodzicami i wychodzę, obiecując, że wrócę przed północą. Muszę być rano wypoczęta, w końcu czeka mnie wielogodzinna podróż samochodem.
Pod domem Caleba jestem niecałe dwadzieścia minut później. Od razu kieruję się do ogrodu, gdzie zastaję już Casey. Siedzi na jednej z wiklinowych kanap i sączy jakiegoś drinka.
– Już jesteś? – rzucam, zsuwając okulary przeciwsłoneczne z nosa. – A Lucas i Hope?
Przyjaciółka kręci głową.
– Przyszłam przed sekundą – odpowiada. – Cal jest w kuchni.
Bez słowa ruszam do wnętrza domu. Faktycznie, mój chłopak krząta się po kuchni i przygotowuje kolejne drinki. Kiedy mnie widzi, posyła mi uśmiech i szybko podchodzi, by mnie pocałować.
– Zrobiłem ci piña coladę – mówi.
Uśmiecham się do niego i przyjmuję ulubionego drinka. Kocham kokos pod każdą postacią. Prawie wszystkie kosmetyki mam o takim zapachu.
Pomagam Calebowi przenieść resztę szklanek oraz przekąski na taras, a gdy dołącza do nas reszta paczki, rozsiadamy się wygodnie. Podkulam nogi i opieram się o bark Caleba, który mnie obejmuje i delikatnie gładzi opuszkami palców moją rękę.
– Nie bawcie się tu za dużo beze mnie – rzucam w ramach żartu. – Bo będę zazdrosna.
– A co, jeżeli ty będziesz się tam bawić lepiej od nas? – Lucas unosi brew.
Śmieję się cicho.
– Nikogo tam nie znam, więc wątpię – odpowiadam. – Ale mam nadzieję, że uda mi się popracować nad piosenkami.
– Na pewno wrócisz z czymś niesamowitym, a my wszyscy padniemy z wrażenia. – Słowa Hope powodują, że po moim ciele rozlewa się ciepło.
To naprawdę budujące, że przyjaciele we mnie wierzą.
Lucas sięga po garść chipsów i odchrząkuje. Kiedy zaczyna się wiercić, jego dziewczyna spogląda na niego podejrzliwie.
– Co ty kombinujesz?
Chłopak wyszczerza się do niej.
– W Kingscliff co roku organizowane są zawody surfingu – wyjaśnia. Serce zaczyna mi bić szybciej, gdy dociera do mnie, o co mu chodzi. – A ja zawsze chciałem wziąć w nich udział. Wiecie, że kwalifikacji w Sydney nigdy nie udało mi się przejść. Więc poszperałem trochę i można się zapisać online, kwalifikacje są ponad tydzień przed zawodami, a te ciągną się do końca stycznia. Pomyślałem, że to będzie idealna okazja, by…
Nie kończy, bo rzucam mu się na szyję. Przyjaciel rechocze i odwzajemnia uścisk.
– Podoba ci się ten pomysł? – pyta.
– Tak! – wołam równo z Hope, a potem ona dodaje: – To świetny pomysł! Spełnisz marzenie o zawodach i jednocześnie odwiedzimy Bree.
Przekręcam głowę, aby zobaczyć reakcję Caleba. Ten wzrusza ramionami, ale już po chwili na jego twarz wypływa uśmiech.
Teraz czuję, że te wakacje będą niesamowite! Nie dość, że spędzę czas z tatą, to jeszcze przyjaciele odwiedzą mnie w Kingscliff. Będzie wspaniale!
– Wstajemy, śpiąca królewno.
Ktoś potrząsa moim ramieniem. Otwieram oczy i przecieram je, ziewając szeroko. Rozglądam się wokół nieprzytomnym wzrokiem, aż w końcu dociera do mnie, że tata zatrzymał samochód przed małym jednopiętrowym domkiem.
– Już jesteśmy? – mamroczę. – O matko, chyba przespałam połowę drogi.
Tata chichocze pod nosem i wysiada z samochodu, a potem go obchodzi i otwiera mi drzwi. Wyskakuję na podjazd i obracam się w stronę drogi. Wzdycham z zachwytu, bo okolica okazuje się naprawdę piękna. Wokół panują cisza i spokój, nie to co w Sydney. Na ramionach czuję uderzenia chłodnego wiatru oraz (nie wiem, czy nie mam omamów) drobnych kropelek wody.
– Do oceanu mamy parę minut spaceru – odzywa się tata, jakby czytał mi w myślach. Wskazuje przed siebie ręką, a ja przenoszę wzrok w tamtą stronę. – Tam, pomiędzy krzakami, jest skrót, z którego wszyscy korzystają. – Dotyka moich pleców i delikatnie popycha mnie w stronę domu. – Odpocznę chwilę, a potem oprowadzę cię po okolicy, dobrze?
Kiwam głową, po czym oboje wchodzimy do domu, gdzie wita nas Hazel, żona taty. Odwzajemniam jej szeroki uśmiech i ją przytulam.
– Witamy w Kingscliff! – woła wesoło. – Cieszę się, że spędzisz u nas lato!
– Ja też – odpowiadam życzliwie.
Tata posyła mi uśmiech, a potem prosi, abym poszła za nim. Prowadzi mnie do pomieszczenia na końcu niewielkiego korytarza. Otwiera drzwi, a moim oczom ukazuje się przytulnie urządzony pokój w odcieniach beżu i pastelowego żółtego z dodatkiem fioletu.
– Killian mówił, że żółty to twój ulubiony kolor – mówi Hazel, stając obok mnie. – Mam nadzieję, że pokój ci się podoba.
– Jest cudowny.
Naprawdę bardzo mi się podoba. Jest tu tak… po mojemu. Jestem pewna, że będę się tu czuła komfortowo.
Kiedy tata i Hazel zostawiają mnie samą, abym się rozgościła, opadam plecami na łóżko. Przymykam powieki, a gdy znowu czuję na skórze bryzę wpadająca przez otwarte okno, uśmiecham się pod nosem.
Wakacje czas zacząć.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Od autorki
Playlista
1. Wakacje u taty
2. Złap falę
3. Witamy w Kingscliff
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
