My Blade, Your Back - K.M. Moronova - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

My Blade, Your Back ebook i audiobook

Moronova K.M.

2,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

171 osób interesuje się tą książką

Opis

W Siłach Mroku nie ma niewinnych. Są tylko ci, którzy przetrwali.

Emery budzi się bez wspomnień, ale jej ciało pamięta wszystko: jak walczyć, jak zabijać, jak reagować na zagrożenie. W jednostce, w której służy, to wystarczy. Tu nie ma miejsca na słabość, eksperymentalne leki tłumią ból i zamieniają żołnierzy w bezwzględne narzędzia walki. Em nie może sobie jednak przypomnieć, co takiego łączyło ją z Morim. A silne przyciąganie wskazuje na to, że coś ich łączyło na pewno.

Cameron „Mori” pamięta wszystko. Wie, kim była Emery. Wie, do czego została stworzona. I wie też, że nie może pozwolić jej się do siebie zbliżyć, bo to on ją złamał.

Im więcej wspomnień zaczyna wracać, tym wyraźniej widać, że ich przeszłość nie była tylko partnerstwem na polu walki. A to, co łączy ich teraz, jest równie niebezpieczne jak misje, które wykonują. Bo w świecie, w którym rozkazy są ważniejsze niż życie, uczucia mogą okazać się największym zagrożeniem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 405

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 50 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Alek BaumanMaria Jabłońska

Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
laiagogo

Z braku laku…

Pierwsza część świetna. Przez tę nie przebrnęłam 🤥
00



TYTUŁ ORYGINAŁU:My Blade, Your Back

Redaktorka prowadząca: Ewelina Kapelewska Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Adrian Kyć Korekta: Olga Gorczyca-Popławska Opracowanie graficzne okładki: Wojciech Bryda Ilustracja na okładce: © K. M. Moronova LLC Ilustracje w książce: © Anna Niemczak

Copyright © 2024 K. M. Moronova LLC

Copyright © 2026 for the Polish edition by Niegrzeczne Książki an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Przemysław Hejmej, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie I Białystok 2026 ISBN 978-83-8417-915-4

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Plik przygotował Woblink

woblink.com

Tym, którzy mają słabość do poranionych dusz

OSTRZEŻENIE

Treść tej książki może u niektórych czytelników wywoływać silne emocje oraz budzić niepokój.

To mroczny romans z wojną w tle, rozgrywający się w fikcyjnym uniwersum sił mroku. Część z opisanych rodzajów broni oraz misji wojskowych ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Fikcyjne są także niektóre miejsca oraz obiekty, choć ich lokalizacja może mieć odzwierciedlenie w prawdziwym świecie.

Z lektury powinny zrezygnować osoby wrażliwe lub unikające wyszczególnionych niżej tematów: przemoc fizyczna, drastyczne sceny seksualne, masochizm, uprawianie seksu połączone z toczeniem krwi, czarny humor, gore, śmierć, wulgarny język, ekstremalne nękanie, molestowanie, trauma wojenna / niektóre aspekty wojny, zespół stresu pourazowego, mordy, zaburzenia psychicznie, skrajne nadużywanie substancji psychoaktywnych, wymuszone używanie substancji psychoaktywnych, bezczeszczenie zwłok.

Ta książka nie jest oparta na faktach.

Wszystkie zawarte w niej nazwiska,

postacie, miejsca oraz wydarzenia

są wytworem wyobraźni autorki,

a jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób, żywych bądź martwych, wydarzeń

oraz miejsc jest czysto przypadkowe.

Playlista

Dear Agony    Breaking Benjamin

Dark On Me    Starset

Taking Over Me    Evanescence

Tourniquet    Evanescence

Bring Me to Life    Evanescence

Broken    Seether & Amy Lee, Evanescence

Legends Never Die    League of Legends (z udziałem Against the Current)

Human    Christina Perri

Teeth    5 Seconds of Summer

Never Let Me Go    Florence and The Machine

Revenge    XXXTENTACION

Prolog

Anonim

– Co to, kurwa, znaczy, że ona nie pamięta, kim jest? – Zaciskam dłoń na telefonie. Rzadko coś mnie wkurza, ale przecież nie na tym polegał mój plan. Nawet ten awaryjny.

– Tylko tyle słyszałem, sir… Życzy pan sobie czegoś jeszcze?

Milczę przez chwilę.

– Nie. Dzięki za najnowsze informacje, Jayce. – Rozłączam się. Pamiętam, żeby wykasować numer jednorazówki Jayce’a, na wypadek gdyby ktoś dorwał się do mojego fona.

Nerwowo stukam palcami w metalową ławkę pode mną i sunę wzrokiem po członkach drużyny, którzy wykonują poranne ćwiczenia. Od naszego udziału w ostatniej misji minęło już trochę czasu. Zajmowały mnie też inne sprawy, więc teraz muszę tu siedzieć co najmniej kilka tygodni. Inaczej sam oceniłbym stan zdrowia Emery.

Napinam mięśnie żuchwy, zastanawiając się, jak nad tym wszystkim zapanować.

Co za pierdolony bajzel, jęczę w duchu i przesuwam dłonią po twarzy.

Chociaż mogło być gorzej. Mogłem ją całkowicie stracić, co oznaczałoby ostateczną ruinę. A tak jest przynajmniej szansa, że pamięć jej wróci.

Dumam nad tym, odchylony w tył. Biorę głęboki wdech. Fala niepokoju ustępuje, zanika. Tak, to może się udać. Ona ma swojego Moriego. Istniała wprawdzie obawa, że facet ją zabije, ale było też pewne, że się zakocha. W ten czy inny sposób pobudzi jej pamięć. Chemia między nimi jest wręcz namacalna; nie będą w stanie oderwać od siebie rąk.

Ech, oczywiście, że ktoś, kto morduje wszystkich swoich partnerów w boju, musiał w końcu doprowadzić do katastrofy. Złożyło się najgorzej: gdy on odbywał miesięczną karę więzienia, Emery została akurat dostarczona do jego celi przez ludzi sił mroku.

Podobno jak nie kijem go, to pałą. Zaciskam zęby.

Już dobrze, jestem cierpliwym człowiekiem.

Zrobię wszystko, aby zdobyć jedną z tych przeklętych pigułek Nolana. Mimo że generał ma je stale na oku i trzyma pod kluczem, a Mori zawsze opróżnia fiolkę, nim ją wyrzuci.

Będę musiał po prostu lekko zmienić plany; może uda mi się namówić Nolana, aby podał ten lek Emery. Słodkiej, ufnej Emery. Nawet jest mi jej trochę żal. Poniekąd.

Naprawdę mi zależy, ale wszystko ma swoją cenę.

Nigdy nie miałem skrupułów, żeby ją zapłacić.

Cameron

Trzydzieści pięć dni temu Emery odzyskała przytomność i wypowiedziała najgorsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszałem: „Nie wiem, kim jesteś”.

Wyraz jej oczu, jakby ujrzała mnie po raz pierwszy, niósł ze sobą jedno z najbardziej rozdzierających doświadczeń w moim  życiu. Tak przynajmniej sądzę.

Co zasiejesz, to i żąć będziesz.

Nie tak brzmi to jebane przysłowie?

Ale rozpacz mnie nie sparaliżowała. Udręka płynąca przez moje żyły jest niczym kwas siarkowy. Sunę przez kolejne dni z nadzieją, że ona sobie przypomni. Pragnę, żeby mnie pamiętała… pamiętała to, co razem przeszliśmy. A zarazem jakiś inny element mojej duszy wierzy, że niektóre fragmenty owej przeszłości nigdy nie zostaną odnalezione. W ten sposób łatwiej mi będzie zapewnić jej bezpieczeństwo.

Nigdywięcej nie chcę jej skrzywdzić.

Nawet gdyby to oznaczało, że będę cierpieć.

Nabieram w płuca haust ciepłego zimowego kalifornijskiego powietrza i opieram się wygodniej na ławce, obserwując, jak Emery niszczy Gage’a w sparingu jeden na jeden.

Wpatruję się w nią zmrużonymi oczami. Walczy lepiej niż kiedyś, a to dlatego, że jest skupiona wyłącznie na starciu. Rzadko spotykam ją w bibliotece, choć w czasie pierwszych testów w Podpoziomie zaglądała tam często. Nie widzę też, aby pomagała innym opatrywać rany odniesione podczas treningów.

Jedyne, co pozostało, to jej absurdalnie atrakcyjny wygląd. Oraz parę cech osobowości. Obawiam się, że dawne makabryczne poczucie humoru tylko się nasiliło. Przypisuję to jej tragicznej historii, o której zapomniała. Zachowanie stoickiego spokoju na twarzy jest przy niej właściwie niemożliwe, przynajmniej dla mnie. Sporo się nauczyła na zajęciach grupowych z resztą oddziału. A jednak nie zauważyłem, by uśmiechała się szeroko i szczerze. Ciekawe, czy to zasługa Gage’a, bo spośród nas wszystkich to on najczęściej chowa się za fałszywym uśmieszkiem. Ja sam zresztą też nie próbuję sprawiać wrażenia przesadnie radosnego gnojka.

Udawanie wymaga większego wysiłku, niż jest tego warte.

Kiedy Emery błyska oczami w moim kierunku, rzucam jej groźne spojrzenie. Wzdryga się, po czym szybko skupia ponownie na walce. Czuję nieprzyjemny ból w klatce piersiowej.

Nikt mnie nie zmusza do trzymania się od niej z daleka, do budowania bariery między nami, nie mogę jednak pozwolić na powtórkę tego, co się wydarzyło podczas finałowego testu. Im szczelniej zamknę się w sobie, tym będzie bezpieczniejsza. Im większy ból wpuszczę do serca, tym lepiej.

Thomas zwala giry na skrzynię, którą świsnął dla nas jako podnóżek, po czym pociąga długi łyk z manierki. Zapach whiskey trafia do mnie pierwszy, przed jego śmiechem.

– Cholera, ta dziewczyna naprawdę potrafi skopać tyłek każdemu facetowi, nie? Ciągle nie mogę uwierzyć, że w oddziale Furia mamy żołnierza z różowymi włosami – wyznaje, przechylając naczynie i je opróżniając.

Spoglądam na niego z ukosa, następnie wracam wzrokiem do Emery.

– Mnie się podobają jej włosy – oznajmiam beznamiętnie.

Dziewczyna z łatwością przewraca Gage’a. Mam ochotę uśmiechnąć się półgębkiem, ale się powstrzymuję.

Porucznik Erik załatwił jej trochę farby, żeby mogła poradzić sobie z odrostami. W wykonaniu tego zadania pomógł jej Kayden, jedyna osoba, która zna się na kolorowaniu czupryny.

Wszyscy szybko ją zaakceptowali. Gdy obejrzeli nagrania, które ukazują zasób umiejętności Emery nabytych w Podpoziomie, a także naszą bezbłędną współpracę, bardzo się ucieszyli z nowego członka oddziału. Takiego, którego nie spotkała śmierć z moich rąk.

No, mało brakowało… ale wyciszam ten fragment umysłu, gryząc wnętrze policzka.

Thomas wstaje z jękiem, wsuwa łapy do kieszeni brązowej skórzanej kurtki i trąca mój but.

– Tak, to oczywiste, Mori. I dlatego rozwaliłeś jej czachę?

Żadna to tajemnica, niestety. Choćbym nie wiem jak żałował. Wszyscy w oddziale wiedzą. Szkoda, że ich zdaniem nie warto mnie już krytykować, przekroczyłem wszelkie granice wstydu. Fakt, że Emery przeżyła, pozostali uznają za cud. Już wolałbym, aby się ze mnie nabijali jak kiedyś.

Bo wtedy czułem, że do nich przynależę. Jakbym wciąż był człowiekiem, a nie tylko bronią, która ma wykonywać rozkazy.

Spoglądam na Thomasa spode łba, a on szczerzy się beztrosko. To bez wątpienia największy dupek w moim oddziale. Ma jasnobrązowe włosy w stylu czeskiego piłkarza i oczy wariata; można by pomyśleć, że facet jest z góry przegrany na polu walki. Tymczasem to najlepszy operator radiostacji, z jakim pracowałem.

Najsłuszniej jest go po prostu ignorować. Uwielbia mnie wkurzać, więc im mocniej reaguję, tym bardziej się tym napawa. Biorę głęboki wdech, po czym wstaję, bo Gage i Emery właśnie kończą sparing. Ona go obejmuje i kilkukrotnie klepie po ramieniu. Gage ma czerwone policzki.

Przez chwilę się zastanawiam, czy kiedykolwiek go puści. Znów na mnie zerka, tym razem chłodniejszym wzrokiem. Ogarniają mnie dreszcze. Napinam żuchwę i tłumię w sobie wszelkie emocje, które tak bardzo chciałbym jej okazać. Dlaczego ona ciągle wpatruje się we mnie takimi zaciekawionymi oczami? Co zrobić, żeby przestała? Zaciskam pięści.

Dla jej dobra. Muszę taki być dla jej dobra.

– Moja kolej – burczę, odpinając kamizelkę taktyczną i pozwalając jej spaść na podłogę.

Emery

Mori. Jeśli ma jakieś inne imię, to ja go nie znam.

Boże, ten facet przyprawia mnie o jebane ciary! Sam jego wzrok może miażdżyć góry, lecz jest w nim też coś posępnego, coś, co sprawia, że ta wyjątkowa, przystojna twarz wzbudza jeszcze większą ciekawość.

Kiedy zdejmuje kamizelkę, mój wzrok zatrzymuje się na jego mięśniach. Pod spodem ma tylko przylegający do ciała czarny T-shirt, więc widać jego liczne tatuaże. Nie wiedzieć czemu wyobrażam sobie, że jeden z nich obejmuje także klatkę piersiową – jest długi, otacza bliznę. Nawet mi się przyśnił.

Generał Nolan powiada, że nie jest niczym niezwykłym śnić o rzeczach, których się najbardziej boimy. Wielokrotnie musiał mnie podtrzymywać na duchu po nawracających co noc koszmarach. Oczywiście Mori nie należy do osób, z którymi miałabym ochotę na zażyłe stosunki, ale to jeszcze nie wyjaśnia, dlaczego widzę w snach jego ciało. Ze szczegółami.

Obserwuje mnie nieustannie, nie spuszcza z oka, jakby mi nie ufał. Jakby nie można mi było ufać, a samo moje istnienie bardzo mu przeszkadzało. Krępuje mnie ta jego kamienna twarz.

Tylko raz dostrzegłam u niego jakieś emocje: gdy ocknęłam się po zakończeniu testów. Wyraźnie dręczyły go wyrzuty sumienia. Kilka dni później, kiedy już wypisano mnie z izby chorych, okazał mi twarz zimną jak lód i zachowywał się tak, jakby mnie nie znał.

Przerażające – nie pamiętać, kim się jest i co się w życiu robiło. A jeszcze gorzej, kiedy człowiek taki jak Mori odmawia rozmowy na ten temat. Dość szybko doszłam do wniosku, że będzie stanowił problem. Nie tylko dlatego, że ciągnie mnie do niego jak ćmę do ognia… przede wszystkim dlatego, jaki jest niebezpieczny.

Powiedziano mi, że to on uratował mnie po tym, jak zlikwidowałam swojego przeciwnika podczas trzeciego testu, a potem odniósł do bunkra. Wiem, powinnam być wdzięczna, ale chyba po części żałuję, że wtedy nie zginęłam. To doznanie mieści się głęboko w moim wnętrzu, w szpiku kości, niczym przerażający zew, który przywołuje mnie z oddali.

Jestem byłą przestępczynią, a teraz żołnierką tajnych sił zbrojnych. To niełatwe do zaakceptowania, kiedy straciło się całą pamięć.

Czuję się jak figura szachowa pozbawiona celu i sensu. Moje ciało staje się narzędziem służącym wyłącznie do zabijania, z czym podobno radzę sobie szczególnie dobrze.

Nadal jednak nie znam samej siebie. I nie wiem, czy kiedyś poznam.

Mori wsuwa ręce do kieszeni spodni i gapi się na mnie obojętnie. Zawsze tak robi. W ogóle zachowuje się, jakby nikt w ringu nie mógł mu podskoczyć. Wydycham gwałtownie powietrze, bo ta jego arogancja po prostu mnie wkurza. On unosi brew, a na twarzy pojawia mu się zadufany uśmiech. Żaden tam uśmiech zadowolenia czy radości, tylko komunikat w stylu: „Rozniosę cię, kurwa, w pył”.

Jeśli mnie akurat nie ignoruje, to stara się mnie dręczyć.

Okrążam go wolno, bo próby ataku od przodu nigdy się nie sprawdzają. Wymyśliłam więc parę sztuczek, które warto sprawdzić. Mori robi krok przed siebie i przymyka oczy, jakby był już tym śmiertelnie znudzony. Zaciskam oklejone taśmą dłonie, po czym rzucam się na niego z boku.

Normalnie atakuję nisko, celując w nogi i próbując powalić przeciwnika, ponieważ większość z nich jest dwa razy większa ode mnie. Mori o tym wie, więc się spodziewa. Wygląda na to, że świetnie się znamy, a jednak on woli mnie unikać. Bardzo nieprzyjemna konstatacja.

Wykonuję zamaszysty ruch nogą na znak, że zamierzam go podciąć. Reaguje uniesieniem stopy i przemieszczeniem ciężaru ciała. Gdy już ma zamiar skontratakować, wbijając się w moją klatkę piersiową – co robił wiele razy wcześniej – odskakuję do tyłu i chwytam go za piętę.

Mam cię, dupku!

Uśmiecham się sama do siebie. Mori błyska na mnie oczami, lecz zamiast niepokoju zauważam na jego twarzy przebiegłość i brak zaskoczenia. Z moich ust wydobywa się westchnienie, gdy on szarpie naprzód i łapie mnie za nadgarstek. Oboje zwalamy się na matę. Szybko obraca mnie na bok, przygważdża moje plecy klatką piersiową, a potem chwytem szyjnym blokuje głowę. Walczę, usiłuję go zrzucić, ale trzyma się mocno. Im bardziej się szamoczę, tym większy wywiera nacisk.

Jasna cholera. Klepię go dwukrotnie w ramię. Puszcza.

Biorę kilka głębokich wdechów, patrząc na Moriego spode łba. Powoli wstaje. Oczy ma zimne jak zawsze, spojrzenie zdystansowane i nieugięte. Mój wzrok zatrzymuje się dłużej na przecinającej lewe oko pionowej bliźnie. Widzi, że studiuję rysy jego twarzy, marszczy brwi, a następnie przeczesuje palcami swoje piękne białe kędziory. Bez słowa wraca do dwóch kolegów.

Gnojek. Wypuszczam powietrze i oddycham spokojnie.

Jakaś cząstka mojej duszy pragnie, żeby ze mną rozmawiał, doradzał mi… cokolwiek.

– To było żałosne! – woła przez ramię.

Wzdłuż mojego kręgosłupa rozpala się ogień. No dobra, nieważne. Niech Mori się jebie.

Byłoby miło pogadać w cywilizowany sposób, bez nieustannych prób z jego strony, żeby mnie tylko wkurzyć. Bardzo chciałabym go lepiej poznać, nawet jeśli uparcie trzyma się ode mnie z daleka. Musi mieć jakąś wiedzę o mojej dawnej tożsamości.

Zawieszam na chwilę wzrok na mięśniach jego ramion, gdy rozciąga je nad głową. Potem zmuszam się, by spojrzeć gdzie indziej, zła na samą siebie, że interesuje mnie ktoś taki jak on.

Gage podchodzi do mnie swobodnym krokiem i klepie mnie po łopatce.

– Niezbyt fajne uczucie, jak ci zakładają nelsona, co, Morfinko? – droczy się. Ma krótkie, proste włosy barwy piasku, obecnie nasiąknięte potem.

Przewracam oczami, ponieważ znów poklepuje mnie po ramieniu, a potem przyciska do klaty. Jest tego samego wzrostu co Mori, czyli, kurwa, olbrzymiego. Oni wszyscy są tutaj gigantami, ale Gage i Mori należą do najpotężniejszych żołnierzy w naszym oddziale.

– Nieważne. Nie spóźnimy się na odprawę? – pytam, odpychając Gage’a.

Uśmiecha się kwaśno i spogląda na Thomasa, który już zbiera nasze kurtki, by je nam rzucić. Łapię swoją, zanim uderzy mnie w twarz.

– No, powinniśmy się chyba pospieszyć, jeśli nie chcemy robić pompek do rana. – Gage pociera sobie kark i ziewa.

– Porucznik Erik to typ faceta, który wolałby nam wyznaczyć jogging do końca życia, nie sądzisz? – mamroczę pod nosem. Dowódca naszego oddziału jest brutalniejszy od innych, ale myślę, że to dobry znak. Świadczy o tym, że mu na nas zależy. Tak mi się przynajmniej wydaje. Gage i Kayden lubią psioczyć, że porucznik się nad nami znęca, bo go wkurzamy.

Wiem, że Mori ogromnie szanuje Erika, więc ja również. Więcej nawet – Mori stara się o jego uznanie. Zauważam to w wysiłku, jaki wkłada w trening, wysiłku większym od innych; odrobiny satysfakcji doświadcza jedynie wtedy, gdy Erik udzieli mu pochwały. Gage mi zdradził, że Moriemu zależy w tym świecie tylko na jednym: na awansie do stopnia sierżanta.

Idę za Thomasem i Morim do koszar. Mój umysł jak zwykle buja w obłokach, gdy przecinamy naszą kalifornijską bazę. Wygląda prawie identycznie jak ta na Alasce, tyle że jest sporo większa. Poza tym bywa tu dziesięć razy cieplej niż tam. Wybawienie dla moich stawów.

Baza stanowi kwaterę główną wszystkich oddziałów sił mroku z wyjątkiem drużyny Riøt. Słyszałam, że oni działają gdzieś na wschodnim wybrzeżu. Z tego, co mi wiadomo, nie dogadują się zbyt dobrze z członkami pozostałych formacji, ponieważ na nich polują – w razie gdyby któreś z nas się wyłamało. Zresztą nie tylko my, bo także dowódcy wyższych szarż. Oddział specjalizuje się w likwidacji zdrajców.

I dlatego muszą być od nas odseparowani. Nie możemy wiedzieć, jak wyglądają – to celowe działanie. Twarze tych żołnierzy widzi się, gdy jest już za późno.

Pozostałe oddziały: Furia, Warszawa oraz Malum stacjonują tutaj, w Kalifornii. Chciałabym wiedzieć, czy są wśród nich jacyś moi znajomi, ludzie, których poznałam podczas pobytu w Podpoziomie, ale nikogo za bardzo nie kojarzę.

Kierujemy się prosto do dolnych koszar. Kiwam krótko głową kilku mijanym członkom Navy SEALs. Śledzą mnie wzrokiem, wskutek czego włoski na karku stają mi dęba. Chętnie zdzieliłabym ich po mordzie, ale nie chcę się pakować w tarapaty… Ponownie.

– Hej, niby dlaczego wy, pojebańcy, macie szczególne prawa? Jej wolno nosić długie różowe włosy? A temu dupkowi tatuaże aż pod sam pieprzonym ryj? – warczy jeden z żołnierzy.

Niestety nie wolno nam odpowiedzieć wprost: „Tak, ponieważ jesteśmy paskudnymi kryminalistami i możemy sobie wyglądać, jak tylko chcemy”. Szkoda.

Zaciskam zęby i idę dalej, lecz Mori gwałtownie staje i obraca się na pięcie. Wpadam na jego klatę, wzdycham i się cofam. Przez chwilkę spogląda na mnie szałwiowymi oczami, a potem mruga i skupia się na facetach za nami.

Żołnierze sił mroku pod żadnym pozorem nie powinni wchodzić w interakcje z tymi „normalnymi”. Zwłaszcza w interakcje zwane mordobiciem.

– Chodź no tutaj. Pokażę ci, dlaczego mamy szczególne prawa – mówi Mori z krzywym uśmiechem na twarzy.

Boleśnie łatwo rozpoznać, kiedy ma zły humor, bo wtedy znacznie częściej wszczyna bójki. Zazwyczaj wyładowuje agresję na Thomasie, zresztą z wzajemnością. Przez większość pierwszego tygodnia obserwowałam walki tych dwóch aż do rozlewu krwi – lub dopóki Kayden i Gage ich nie rozdzielali. Skutkiem była kara dla całego oddziału polegająca na wieczornym joggingu.

Wiem, że jeśli dojdzie do bójki z kimś spoza naszej drużyny, konsekwencje będą znacznie poważniejsze.

Tamci marszczą brwi. Wygląda na to, że zastanawiają się nad konfrontacją z przeciwnikiem.

– Co wy, kurwa, wyprawiacie? – mamrocze pod nosem Thomas.

– On sobie żartuje – uspokaja Gage, wybuchając czarującym, sztucznym śmiechem.

I popycha Moriego naprzód, w przeciwnym kierunku.

Mori ani drgnie. Omiata mnie wzrokiem. W moich oczach dostrzega chyba zniecierpliwienie, bo wzdycha i w końcu odpuszcza. Thomas rzuca mu ostrzegawcze spojrzenie, które zostaje kompletnie olane.

– Wpakujesz w tarapaty cały oddział – gderam, kiedy Mori znów staje koło mnie. Kontynuujemy nasz spacer rozległymi korytarzami. Odpowiada głuchym pomrukiem, zaszczyciwszy mnie jednym zerknięciem z ukosa.

Thomas jest zastępcą Erika pod jego nieobecność. Przeważnie zachowuje się rozsądnie, ale też surowo przestrzega regulaminu. To zdecydowanie najlepiej zorganizowany i naj­inteligentniejszy człowiek w naszym oddziale. Jego fryzura wskazuje, że nieobce mu pewne poczucie humoru, oczy ma jednak tak samo zimne i bezwzględne jak Mori. Obaj przetrwali w oddziale Furia dłużej niż ktokolwiek inny. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co tam widzieli. Nie wiem też, co jasama widziałam, a o czym po prostu zapomniałam. Czy moje oczy powinny być teraz takie jak ich? A serce zmienione w bryłę lodu?

– Kayden będzie wściekły, jeśli przez ciebie wsadzą nas do dziury, jak w zeszłym roku. – Głos Gage’a jest pozbawiony zwykłego uroku.

Unoszę brwi.

– Dziury? – Pierwszy raz słyszę to określenie.

Gage chichocze.

– Wierz mi, dziura to po prostu dziura. W której porucznik każde nam przesiedzieć calutki dzień.

Marszczę czoło, niezdolna dostrzec w tym nic zabawnego.

Thomas wzrusza ramionami, ale też się uśmiecha.

– Powiedziałbym, że sprawa jest głębsza, niż się wydaje.

Mori idzie z ponurym marsem na twarzy, nie racząc nikomu odpowiadać. Szturcham go łokciem w bok, chcę sprowokować, lecz on tylko patrzy na mnie pustym wzrokiem. Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia, jeśli chodzi o nawiązywanie przyjaźni. Widziałam, jak żołnierze oddziału wchodzą nawzajem w interakcje, rozmawiają, dokuczają sobie – lecz mimo moich rozlicznych prób Mori pozostaje obojętny, czym rozbudza we mnie jeszcze większą ciekawość. Tym bardziej pragnę zajrzeć do jego wnętrza, poznać jego sekrety. Sprawy nie ułatwia mi ta jego męska atrakcyjność. Oczy w kolorze szałwii, wargi odsłaniające białe zęby, blizna, która przecina lewe oko i prosi się o pieszczotę.

Chcę wiedzieć o nim wszystko. Ciągną mnie do niego najgłębsze pokłady duszy.

Niestety kończy się nam czas. Nie zdążymy się wzajemnie poznać. Mori to mój partner i w przyszłym tygodniu wyruszamy na naszą pierwszą misję. Zakładam, że będzie to temat zbliżającej się porannej odprawy.

W siłach mroku nic nie dzieje się zbyt szybko, a planowanie i realizowanie w szczególności. Dla nas najważniejsze są zielone światło oraz strategia.

A także to, by nigdy, pod żadnym pozorem i w żadnych okolicznościach, nie sprzeciwiać się rozkazom otrzymywanym od dowódcy. Jesteśmy spisani na straty, niektórzy bardziej od innych. I chociaż nie pamiętam swojej przeszłości ani nie znam własnej tożsamości, wiem, że jestem jednorazowego użytku.

W związku z tym ewentualne niewykonanie bezpośredniego rozkazu oznacza umieszczenie na liście do odstrzału przez oddział Riøt. Oczywiście, że Moriemu zdarzało się już mordować kumpli z tej samej drużyny bojowej. Nie byłabym zaskoczona, gdyby otrzymał polecenie zlikwidowania wszystkich pozostałych, maskując to swoim szaleństwem. Nie mam jednak pojęcia, za jakie rzeczy dany żołnierz mógłby trafić na jego listę. O tym się nie rozmawia, a Mori i tak rzuca mi mordercze spojrzenie od razu, gdy tylko próbuję podjąć jakikolwiek temat, choćby błahy jak pogoda. Poruszanie kwestii tak złożonych jak polityka sił mroku nie wchodzi więc w grę.

Pokonujemy dwie kondygnacje schodów w dół i dochodzimy do drzwi z bocznym zamkiem klawiaturowym. Thomas wstukuje kod i czeka, aż wszyscy wejdziemy, następnie obejmuje tylną straż. Kody znają tylko dowódcy oddziałów oraz ich zastępcy. To jedyna okazja, kiedy możemy wejść do prawdziwego świata. Oczywiście pod nadzorem, jak w więzieniu.

Szkoda, że zupełnie nie pamiętam, jak wyglądało moje poprzednie życie.

Ze statku, którym płynęliśmy z Alaski do Kalifornii, głównie było widać niekończące się morze albo linię brzegową. Pamiętam jakieś krajobrazy, a nawet miasta. Niestety wciąż nie potrafię ustalić własnego miejsca w tym wszystkim. Skąd się wzięłam? Jestem rzeczą zagubioną, nigdy nieodnalezioną. Czy miałam rodzinę? Co tak ohydnego zrobiłam, że wylądowałam właśnie tutaj? Wiem, że miałam krew na rękach, ale czy są bardzo brudne? Przypuszczalnie tak, zważywszy, gdzie się aktualnie znajduję.

Wciągam powietrze, zamykam oczy i kładę się na swoim koju. Czekamy na porucznika.

Kayden jako jedyny postanowił nie brać dziś udziału w porannych ćwiczeniach. Jest raczej samotnikiem, odludkiem. Dziwne kliknięcia oraz zgrzyt metalu każą mi się odwrócić w stronę jego pryczy. Jak co dzień rozkłada na części swój pistolet oraz karabin Mk 17. To jego jedyna kompulsja.

Kompulsją Thomasa jest natomiast składanie zapasowych ubrań dopóty, dopóki nie osiągnie w tym perfekcji, a Gage’a – wycieranie palców w rąbek koszuli. Mori, gdy tylko ma okazję, czyta. Przeglądałam wszystkie jego książki więcej razy, niż byłabym gotowa przyznać. Co komuś takiemu jak on daje czytanie? Bo wygląda na faceta, którego zajmują wyłącznie instrukcje obsługi broni. On tymczasem starym ołówkiem robi notatki na marginesach stron – mogłoby się zdawać, że to jakiś poeta.

Znając już harmonogram jego zajęć w najdrobniejszych szczegółach, planuję pożyczyć sobie od niego jedną z powieści i sama sprawdzić, cóż tak przykuwa jego uwagę. Może w ten sposób dowiem się o nim czegoś więcej.

Boże, gdyby on znał moje zamiary, byłby nimi do głębi zbulwersowany.

– Zrywka z tymi stópkami! – Gage stuka w podeszwy moich butów, żebym usunęła nogi z jego łóżka i nie blokowała dostępu do szafki nocnej.

Kayden przewraca oczami.

– Ona ma stopy o pięć centymetrów mniejsze od moich.

– Yhym – chichocze Gage, jakby było z czego.

Cieszę się, że w oddziale jest ktoś tylko kilka centymetrów wyższy ode mnie, w odróżnieniu od pozostałych tytanów. Kayden to zwykły szatyn o oliwkowej karnacji, facet, którego można by się spodziewać „na górze”, wśród normalnych żołnierzy. Nie spogląda lodowatym wzrokiem jak większość tych tutaj.

Doznaję namacalnego uczucia, że jestem obserwowana. Skupiam się na tylnej ścianie pomieszczenia, o którą opiera się Mori. Jedną rękę trzyma na klatce piersiowej, w drugiej ma książkę. Nie ucieka wzrokiem, kiedy nasze oczy się spotykają nad okładką powieści, lecz napina mięśnie żuchwy.

Dlaczego on tak bardzo mnie nie lubi? Nie pojmuję – czyżbym wyrządziła mu w przeszłości jakąś szczególną krzywdę? No nie sądzę. Przede wszystkim dlatego, że facet jest przerażający i nie miałabym z nim żadnych szans w pojedynku jeden na jeden. Może próbowałam go otruć? Nie, to śmieszne. Wydymam wargi i ponownie zamykam oczy.

Czy powinnam go o to zapytać? Wprost?

Porucznik Erik puka w futrynę drzwi dopiero kilka minut później.

– Chłopaki – spogląda na mnie znacząco, po czym szczerzy zęby – oraz Morfino, przejdźcie do pokoju narad. Będą tam generał Nolan wraz z kapitanem Hansem Bridgerem, dlatego dzisiaj macie wszyscy zachowywać się bez zarzutu. – Erik mruży oczy, wpatrując się w Moriego.

Nie dziwota, dumam.

– Nie jesteśmy dziećmi – gdera Kayden.

W spotkaniu weźmie udział kapitan Bridger? Trochę o nim słyszałam od żołnierzy oddziału Malum, we wspólnej łazience. Po dotarciu do tej bazy nie miałam zbyt wiele do roboty poza rekonwalescencją, więc większość czasu spędzałam na poznawaniu miejsca, w którym się znalazłam, oraz ludzi, którym służbowo podlegam. Inne oddziały stanowiły bogate źródło wiedzy, o ile akurat przebywały w koszarach, czyli dość rzadko. Wygląda na to, że cały czas je gdzieś przenoszą.

Co do zasady kapitan jest bezpośrednim przełożonym Nolana, ale sprawa musi być poważna, skoro sam Bridger zamierza nas dziś instruować. Niepewnie przestępuję z nogi na nogę. Mori wytrzymuje spojrzenie generała, nie reagując w żaden sposób.

– Doprawdy? Idziemy – mruczy porucznik Erik z surową miną, lustrując nas wszystkich.

Obraca się na pięcie i wyprowadza nas z koszar poziom niżej. Pokój narad sił mroku jest całkowicie odcięty od świata zewnętrznego. Pośrodku stoi ogromny stół konferencyjny, a wokół jego obwodu liczne czarne skórzane fotele. Nasza niewielka drużyna nie jest w stanie zapełnić nawet ułamka tej przestrzeni.

Można odnieść wrażenie, że salę zaprojektowano tak, by móc pomieścić wszystkie oddziały jednocześnie – gdyby doszło do jakiegoś kryzysu i tak dalej. O ile wiem, jeszcze nie doszło, ale ciekawe, ile ta sielanka potrwa.

Sadowię się na fotelu obok Gage’a. Mori, Thomas i Kayden zajmują miejsca naprzeciwko, a Erik siada u czoła długiego stołu konferencyjnego.

Nie każą nam czekać – do środka wchodzi dwóch mężczyzn. W jednym od razu rozpoznaję Nolana; ma piwne oczy oraz płowe włosy. Nie widziałam jeszcze, żeby ten człowiek się uśmiechał, i coś mi podpowiada, że absolutnie nie jest do tego zdolny. Może ma za sobą perypetie podobne do moich. Ciekawi mnie jego historia.

Teraz, kiedy się nad tym zastanawiam, brak mi pewności, czy sama uśmiechnęłam się szczerze choć raz. To znaczy od dnia, kiedy się tu ocknęłam. Hipokrytka, ganię się w myślach. Ciągłe towarzystwo innych członków oddziału uświadomiło mi, że ludzie połamani psychicznie często odwołują się do humoru. Że w każdym rodzi się pragnienie, by kogoś rozbawić. Nawet jeśli ów śmiech ma być wymuszony. Zrobiłabym wszystko, aby zobaczyć zadowoloną minę Moriego. Błądzę wzrokiem w jego kierunku, po czym spoglądam na przód sali.

Drugi mężczyzna ma srebrzyste włosy, nażelowane i zaczesane do tyłu, a także najciemniejsze oczy, jakie w życiu widziałam. Bok jego krzywego nosa zdobi blizna. Delikatnie utyka, prawdopodobnie w wyniku odniesionej niedawno kontuzji. KapitanBridger. Czy też był kiedyś żołnierzem sił mroku? Muszę dopiero ustalić początek ich działalności, ale wręcz palę się do gromadzenia dalszej wiedzy. Nie lubię żyć w nieświadomości na temat spraw, nad którymi mam choć odrobinę kontroli. Zwłaszcza że każdy inny aspekt mojego życia to wciąż wielki znak zapytania.

Erik wstaje i salutuje Bridgerowi.

– Panie kapitanie, zaszczyt widzieć tu pana dzisiaj, sir!

Bridger macha ręką z lekceważeniem, po czym zajmuje pozycję u szczytu stołu. Nolan siada naprzeciw Erika. Kapitan chrząka i mówi:

– Pana również dobrze widzieć, poruczniku. Wygląda na to, że udało się panu okiełznać Moriego. – W skupieniu lustruje nonszalancką pozę wspomnianego, potem rzuca okiem na mnie. Aż się wzdrygam. – A to pewnie nasza nowa rekrutka, która poskromiła rzeczoną bestię. Morfina, zgadza się?

Obniżam podbródek, wolno kiwając głową. Nie mam ochoty zamieniać żadnych słów z tym facetem. Wzrok ma ciężki, analityczny. Kryją się w nim jedne z najmroczniejszych sekretów tego świata, jestem pewna. Jeśli my coś wiemy jako żołnierze tajnych sił zbrojnych, on wie pięć razy więcej i ze wszystkimi szczegółami.

Odkąd się ocknęłam, na podstawie zebranych doświadczeń stwierdzam, że świat to naprawdę mroczne i straszne miejsce. I nie mówię tak tylko dlatego, że Gage skłonił mnie do oglądania tych wszystkich okropnych filmów wojennych. Ten wniosek wyciągnęłam, słuchając o ohydztwach, których muszą się dopuszczać żołnierze sił mroku. Zabijać. Nie zadawać pytań. Zabijać.

Intuicja mówi mi, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje, a ja jej wierzę. Bądź ostrożna, czujna, powtarzam sobie w myślach.Im dłużej wpatrujesz się pod powierzchnię, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z obecności potworów tuż obok. Co gorsza, także w sobie. Dana osoba może mieć nawet pięć różnych twarzy. Która ją w końcu zdradzi?

– Dobra robota. A teraz do rzeczy. Żołnierze oddziału Furia, mamy dla was misję poziomu czarnego, która polega na likwidacji handlu nielegalnym towarem rozprowadzanym po całym świecie. Misja składa się z dwóch części. Pierwsza to rozpoznanie oraz pozyskanie informacji wywiadowczych z kryjówki przestępców zlokalizowanej w Wielkiej Kotlinie, druga: przeprowadzenie samej egzekucji, ale już po zdobyciu celu. – Bridger przemawia poważnym tonem.

Na słowo „egzekucja”serce podchodzi mi do gardła.

Dlaczego? Zaciskam dłonie na kolanach, nie chcąc zwracać swoją miną uwagi dowódcy. Dziwnie znajomy termin.

– Dobra wiadomość jest taka, że jedziecie w ciepłe miejsce. Zła, że przedmiot, który macie namierzyć i odzyskać, jest niewielki, cholernie trudny do znalezienia. Podkreślam, że błędy czy pomyłki są absolutnie wykluczone – rzuca ponuro, a następnie pstryka palcami.

Czarne jak heban podwójne drzwi sali się otwierają i do środka wchodzi szczupła kobieta. Brązowe włosy ma ściągnięte w ciasny kucyk, jej szminka o śliwkowym odcieniu doskonale komponuje się z oliwkową barwą skóry. Na nosie tkwią duże okulary w czerwonych oprawkach, a w prawym ręku mały tablet. W granatowej garsonce kobieta sprawia wrażenie kogoś ważnego. Z pewnością nie jest zwykłym żołnierzem jak my.

Sunie zamaszystym krokiem i staje u szczytu stołu, możliwie blisko drzwi. Kapitan Bridger, skinąwszy na nią, ogłasza:

– To jest Mika. Najlepsza hakerka w siłach mroku. Waszym głównym zadaniem będzie zapewnienie jej bezpiecznego dostępu do repozytorium danych. Zamki są tam nie do sforsowania, można je otworzyć tylko ręcznie kodem, tak zwanym zabójczym. Mika potrafi się włamać do dowolnego systemu zabezpieczeń na świecie i w ciągu paru minut zneutralizować każdy obiekt, ale musi mieć na to czas. Liczymy, że oddział Furia zapewni jej nietykalność podczas akcji rozbrajania drzwi i zdobywania pendrive’a.

Thomas wybałusza gały i zerka na Erika.

– Ale to tak serio? Misja poziomu czarnego polegająca na eskortowaniu hakerki to samobójstwo… w większym stopniuniż zazwyczaj. Jak niby mamy się tam dostać niezauważeni, a potem przez kilka minut nie dopuścić do niej strażników? Przy ostrej walce to będzie jebana godzina – parska Thomas, wstaje i wali rękami w blat. Aż się wzdrygam. Facet jest zwykle bardzo opanowany, więc dziwi mnie jego zdenerwowanie.

Porucznik Erik zaciska usta i mierzy Thomasa wyniosłym wzrokiem.

– Właśnie dlatego powierza się tę misję oddziałowi Furia. Nasi przełożeni wiedzą, że damy radę… – Nie słyszę, co mówi dalej, bo Mori nagle kopie mnie pod stołem.

Patrzę na niego wściekle, gniew barwi mi policzki.

„Co?”, pytam samymi oczami, podkreślając zmarszczeniem brwi, że jestem pod wielkim wrażeniem jego wyczucia czasu.

Luzuje szczękę, rozchyla wargi na tyle, bym poczuła przyspieszony rytm własnego serca, a potem – wsparty na dłoni – pochyla się i gwałtownie kłapie zębami. Jego źrenice przesyłają wyraźny komunikat: „Zamknij, kurwa, dziób”.

Momentalnie zaciskam żuchwę. Nie zdawałam sobie sprawy, że zdumiona tą gównianą misją, którą nam narzucono, mam otwartą paszczę.

Spoglądam na Moriego spode łba. Mruga do mnie zabliźnioną powieką. To miało być niby zabawne?

Wcale się nie uśmiechnął, a jednak coś w jego oczach sugeruje, że musi powstrzymywać rozbawienie.

– Poza tym ja też wezmę udział w misji. Nie ma w niej miejsca na żadne błędy. Nie wrócimy do domu, dopóki nie zdobędziemy tego pendrive’a – stwierdza stanowczo Erik.

Jego zdecydowana mina gasi wszelką dyskusję.

Sunę wzrokiem na drugi koniec pomieszczenia, żeby zobaczyć reakcję pozostałych żołnierzy, i widzę brak entuzjazmu. Niepokój skręca mi żołądek.

Ale nie wiedzieć czemu ja sama nie czuję aż takiej niechęci do owej misji. Może dlatego, że nie mam nic do stracenia. Nie mam przeszłości, bagażu, nikogo, o kim bym czule myślała.

To po prostu dalsza część mozolnej wędrówki, którą już i tak odbywam, tyle że z większym natężeniem akcji. Przydałaby mi się odmiana, może dzięki temu powrócą wspomnienia? Ekscytacja potrafi wzbudzić różne procesy chemiczne w mózgu, prawda? Seks również, a przynajmniej tak słyszałam od Gage’a.

Myśl o seksie od razu wywołuje w mojej głowie obraz Moriego. Jest taki wielki, że łatwo mi sobie wyobrazić jego rozmiar. Ale nie powinnam deliberować o jego mięśniach ani o intensywnym spojrzeniu, które przeszywa bez litości. Jeśli ten facet wyzwala we mnie jakieś hormony, to tylko kortyzol – ten od stresu. Nie wyobrażam sobie świata, w którym byśmy…

Kręcę głową, a rumieniec zalewa mi policzki, bo wydaje mi się, że on mnie dotyka, sunie zrogowaciałymi dłońmi po moim brzuchu, sięga poniżej pasa. O Boże, przestań o tym myśleć! Poruszam się na fotelu i ponownie koncentruję na otoczeniu.

Jeśli chodzi o misję, o groźbę śmierci – to trudno. Nikt nie będzie mnie opłakiwał. Praktycznie rzecz biorąc, dla świata na zewnątrz, świata cywili, jestem denatką.

Jeżeli więc naprawdę zginę, kogo to obejdzie?

Wyczuwam na sobie ciężki wzrok i zerkam na Moriego. Wciąż podpiera brodę dłonią i tępo się na mnie gapi. I choć w tych bezlitosnych oczach dostrzegam jakąś miękkość, gość uporczywie trzyma mnie na dystans. Buduje między nami ścianę lodu, patrzy na moje włosy związane w luźny kok. Marszczy nos z pogardą, a następnie skupia uwagę na Eriku oraz Bridgerze.

Co, teraz ma jakiś problem z moją fryzurą?

– Mori, ty i Morfina wejdziecie na wrogi teren jako pierwsi. Liczymy, że narobicie zamieszania i ściągnięcie na siebie możliwie największą liczbę strażników. Szczegółowe instrukcje rozdam wszystkim po porannym apelu. Macie natychmiast rozpocząć przygotowania. Został tydzień do wylotu – mówi kapitan Bridger, wpijając wzrok głównie w naszą dwójkę.

Nie jestem zaskoczona, że mamy iść na pierwszy ogień. To my przecież jesteśmy najbardziej niezrównoważeni w oddziale. Też bym tak zrobiła.

Nolan splata palce i wtrąca się do rozmowy:

– Tak na marginesie, zaczynamy testy nowej serii leków dopingujących. Czy są chętni, poza Morim? – Przemawia łagodnie, ale to głos węża. Coś w tym człowieku sprawia, że czuję się nieswojo. Może brak człowieczeństwa w spojrzeniu? To, że widzi w nas wyłącznie broń gotową do strzału?

Wydaje mi się jednak, że nie tylko to. Musiałam się o nim kiedyś czegoś dowiedzieć, pewnie w trakcie testów Podpoziomu. To facet zbudowany z kłamstw. Nie mam nic na potwierdzenie tej tezy, jedynie instynktowe przeczucie. Któremu ufam.

A jeśli chodzi o eksperymenty, to na własne oczy widziałam zalety tych specyfików. Mori jest żywym dowodem. Nowa seria musi uwzględniać całą dotychczasową wiedzę, więc pewnie jest bezpieczniejsza, prawda?

Wolno unoszę rękę. Nolan uśmiecha się szeroko. Jest to uśmiech pusty, łakomy.

– Znakomicie. Po odprawie ukradnę cię na parę minut – mruczy pod nosem.

Mori gapi się na mnie ze złością. Czuję, jak jego oczy wypalają dziury w mojej skroni, słyszę jego ostry oddech.

Pozostali obawiają się konsekwencji. Nadal pragną wolności.

Ja nie mam nic.

Jestem niczym.

A co może być fajniejszego niż robienie rzeczy, których inni boją się robić?

Cameron

Co ona sobie, kurwa, myśli?

Muszę powstrzymywać potok słów, które chciałbym z siebie wyrzucić, oraz chęć potrząśnięcia nią, żeby się opamiętała. Zaciskam pięści i zęby. Emery jest coraz bardziej nieprzewidywalna, a ja niewiele mogę teraz zrobić dla zapewnienia jej bezpieczeństwa. Jeśli zacznie brać te jebane tabletki… te zastrzyki… Nie!

Przez głowę przemyka mi obraz zimnego, martwego ciała, mrozi do szpiku kości. Specyfiki być może nie zabiją jej od razu, ale kiedyś na pewno. Ja sam z ich powodu jestem już skazany na krótki żywot. Ale nie przedstawiam dla siebie żadnej wartości poza faktem, że służę w siłach mroku. Tak przynajmniej było, zanim ją poznałem.

Ona jest wszystkim, co utraciłem ze swojego wnętrza.

I nie przestaje być. Teraz może nawet w większym stopniu. Wyzwolona z poprzedniej traumy, zdaje się ćmą z osmalonymi skrzydłami. Im leci bliżej ognia, tym jest bardziej ciekawska. Widzę, że zamierza przekraczać wszelkie granice.

Nie umknęły mi płomienne spojrzenia, które rzuca w moją stronę, myśląc, że nie patrzę. Tymczasem wcale nie potrzebuje mojej uwagi. Raczej tego, żebym trzymał się, kurwa, z daleka.

Dla jej dobra powinienem zachowywać się jeszcze paskudniej niż do tej pory, bardziej grubiańsko, nawet okrutnie, a jednak ciągle tęsknię – mam ochotę odgarnąć jej włosy z twarzy, kiedy śni koszmary, mocno przytulić i pozwolić, aby owiał mnie jej kwiatowy zapach. Jak kiedyś. Moje jedyne pocieszenie. Mój jedyny dom. Czy śni jej się przeszłość? Te okropne rzeczy, które robiła, zmuszona przez rodzinę?

Krew Mavestellich jest bowiem gęstsza niż innych. W głębi ducha czuję, że Emery pamięta wszystkie te potworności, wie, iż niedługo na nią spadną. Muszę się z całych sił zapierać, stojąc w nocy pod ścianą i obserwując, jak niespokojnie przewraca się z boku na bok.

Nie mogę sprawić jej ulgi i to powoduje, że jestem wściekły. Jestem wściekły, że ona nie zaplata już warkoczy. Jestem wściekły, że popełniłem tamten czyn. To moja wina.

Po zakończeniu odprawy Emery zostaje, zwleka przy drzwiach w oczekiwaniu, aż Nolan przestanie gawędzić z Bridgerem oraz Erikiem.

Kayden zakłada ręce za głowę, rozciąga się i krzywi.

– To jest do dupy. Myślałem, że dostaniemy jakąś zajebistą misję, na przykład taką, na którą niedawno wysłano oddział Warszawa. Słyszałeś, że polecieli do Tokio? Wkurza mnie, że oni zgarniają same odjechane miasta, a my za każdym razem lądujemy w pieprzonej tundrze albo na innej pustyni.

Chrząkam.

– Ciesz się, że nie mają zamiaru pozbywać się twojej marudnej dupy. Podobno oddział Riøt nudzi się jak mops i szuka jelenia do polowań – dokuczam mu, ale Kayden nie uważa tego za zabawne.

– Ta, pewnie. Jeśli tamci się kimś zainteresują, to raczej Thomasem. Coś ty, kurwa, myślał, że wyskoczyłeś z czymś takim? – strofuje go Kayden.

Thomas tylko wzrusza ramionami.

– Po co się martwić, czy będą nas ścigać, czy nie, skoro i tak dostaniemy wpierdol na najbliższej misji?

Jezu. Ma facet humorek.

– Damy sobie radę. – Gage dołącza do rozmowy, nerwowo krzyżując ramiona.

Jest z nami stosunkowo od niedawna, przynajmniej w porównaniu ze mną i z Thomasem. Tylko my dwaj należeliśmy do pierwotnego składu oddziału Furia. Nikt nie jest w stanie przetrwać w nim zbyt długo, to znany fakt. Wprawdzie porucznik Erik służy w siłach mroku co najmniej od kilku lat, ale tymczasowym dowódcą naszej drużyny jest dopiero pół roku. Poprzedni zginął podczas akcji. Żaden zresztą nie wytrzymywał więcej niż sześć miesięcy: zwykle pół roku, maks dwa lata. Zapomniałem, jak oni wszyscy się nazywali.

Na pewno wkrótce znajdzie się jakiś następca, a Erik będzie mógł wrócić do swoich oficerskich obowiązków. Skończył już kadencję jako dowódca oddziału bojowego. Normalnie zajmuje się poważniejszymi sprawami, razem z Nolanem i kapitanem Bridgerem.

– Zapoznałeś się ze szczegółami misji, Mori? – Thomas zmienia temat.

Wie, że się nie zapoznałem. Nie lubię czytać tych konspektów, dopóki przełożeni nie zejdą mi z oczu. Już i tak obserwują mnie jak szczura laboratoryjnego, więc podczas analizy planów akcji chcę trochę jebanego spokoju – żeby przygotować ewentualne drobne poprawki, korzystając z nabytych umiejętności.

– Zajrzę później. – Głos mam ochrypły. Wyciągam zapalniczkę Zippo i odpalam papierosa. Przyglądają mi się z twarzami bez wyrazu. Kiwam głową, aby się rozeszli. Beze mnie. – Zostanę tutaj.

– Ależ oczywiście, że tak – parska Kayden, a Gage szturcha go z aprobatą.

Nie zwracam na nich uwagi, długo zaciągam się fajką i patrzę, jak odchodzą. Emery wciąż stoi przy drzwiach, nasze oczy się spotykają. Tym razem nie odwraca wzroku. Sprawia dziś wrażenie nieustraszonej, najwyraźniej korzysta z okazji, żeby mnie sprowokować. Wyginam kąciki ust w kpiącym uśmiechu, ale szybko go gaszę, wkładam papierosa między wargi i zbliżam się do niej.

Wyraźnie sztywnieje. Naprawdę jest zbyt atrakcyjna, żeby ją ignorować.

Dym kłębi się w powietrzu, popiół opada na podłogę. Zatrzymuję się jakieś trzydzieści centymetrów od niej i opieram o stół. Tkwię teraz zwrócony twarzą do Emery, nie do trzech gawędzących za plecami oficerów.

Ma czerwone obwódki wokół oczu, wskutek czego wygląda na okropnie zmęczoną. Źle sypia, co mnie również doskwiera. Zastanawiam się czasem, czy własny umysł nie próbuje jej skłonić do powrotu do mnie. Mam taką nadzieję. Bo niby skąd to zainteresowanie, chęć, żeby mnie lepiej poznać? Nie sposób tego nie zauważyć. Pragnę poddać się swojej tęsknocie za Em.

– Czego chcesz? – warczy, przywołując mnie do rzeczywistości.

Nie zniżam się do jej poziomu, patrzę z góry, lekko mrużąc powieki.

– A muszę czegoś chcieć? Jesteśmy partnerami, zgadza się? – Znów się głęboko zaciągam i pozwalam, żeby dym wypalił mi płuca.

Emery gapi się na mnie chwilę, po czym pyta cicho:

– Dlaczego mnie tak nie cierpisz?

Unoszę brwi. Takich słów się nie spodziewałem.

– Czemu tak myślisz? – Ból narastający w piersiach całkowicie mnie pochłania, ulegam mu. Jakże okrutne jest życie: ja sam odebrałem sobie jedyne, na czym mi zależało!

Emery sapie i kręci głową.

– Ignorujesz mnie przy każdej okazji. Odmawiasz pomocy, kiedy próbuję sobie cokolwiek przypomnieć. Po prostu jesteś…

– Dupkiem? – zastanawiam się głośno.

Mruży oczy, pojawia się w nich iskierka. Rozkoszuję się nią.

– No. – Ostentacyjnie odwraca wzrok, ponieważ Erik i Bridger się żegnają.

– Nie powinnaś brać tych dragów. – Chwytam ją za ramię, zanim odejdzie w kierunku Nolana.

Błyska ku mnie wielkimi brązowymi oczami.

– A to czemu? Ty brałeś.

– Bo dawniej nigdy byś się na to nie zdecydowała. – Durnowaty argument, ale nie mam pojęcia, co jej powiedzieć, żeby moje ostrzeżenie dotarło. – Skrócą ci życie, a przed tobą wciąż długa droga.

Jej źrenice znów migoczą, usta rozciąga niewielki uśmiech. Pierwszy szczery uśmiech, odkąd straciła pamięć. Serce mi zamiera, na chwilę tracę wątek. Emery to wykorzystuje.

– Uważaj. Bo brzmisz, jakby ci na mnie zależało. – Jej słowa wrzynają się we mnie, a łagodne oczy śledzą rysy mojej twarzy. Jestem spragniony tego zainteresowania, chciwy jej spojrzeń. Pragnę, żeby patrzyła na mnie z taką samą tęsknotą, jaką ja czuję do niej. – Nikogo nie obejdzie, jeśli skrócę sobie życie o parę lat.

Przełykam grudę w gardle.

Mnie tak.

Przez chwilę gapi się pustym wzrokiem, potem kładzie dłoń na mojej ręce i powoli przesuwa ją w dół po swoim ramieniu. Muszę je puścić.

Nolan staje koło nas. Kapitan i Erik właśnie wychodzą.

– Gotowa, Morfinko? – W jego głosie słychać ekscytację, od której robi mi się niedobrze.

Facet się cieszy, że znalazł kolejny obiekt do testów. Mnie udaje się trwać dość długo na tych dragach, ale nie wiem, czy tak samo będzie z Emery.

Nie pozwalałem, aby widziała, jak krew leci mi z nosa. Nie chwaliłem się przed nią pokiereszowanym umysłem. Dziewczyna nie ma pojęcia, jak paskudne mogą być skutki uboczne. A właściwie tego nie pamięta. Nie musiała też patrzeć na inne króliki doświadczalne. Od tych pigułek umarło wielu żołnierzy. Nowy preparat, opracowany na podstawie danych wziętych ode mnie, na pewno będzie miał większy próg bezpieczeństwa. Mimo to budzi we mnie nienawiść.

Emery kiwa Nolanowi głową i nie zaszczycając mnie kolejnym spojrzeniem, wybywa z pomieszczenia wraz z generałem.

Robię krok do przodu, chcąc siłą przemówić jej do rozsądku. Powstrzymuję się jednak. Kiedy trzaskają za nimi drzwi, zagryzam dolną wargę.

Samotność.

Kiedyś spędzanie czasu w pojedynkę oznaczało spokój.

Jak to możliwe, że jedna drobna kobieta może wszystko zmienić?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Playlista

Prolog. Anonim

1. Cameron

2. Emery

3. Cameron

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie