My baby shot me down - M. A. Brandon - ebook

My baby shot me down ebook

M. A. Brandon

4,4
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Masz ochotę na mafijną komedię z niebezpiecznym chłopcem i zadziorną dziewczyną w rolach głównych?

Dwudziestodziewięcioletni Hank to właściciel klubu nocnego. Jego lokal cieszy się powodzeniem wśród fanów dobrej zabawy, a także okazuje się świetną przykrywką dla przestępczej działalności mężczyzny. Nielegalne interesy idą mu całkiem nieźle. Cóż, w końcu talent do tego biznesu ma we krwi. Jednak, szczerze mówiąc, Hank nie przepada za sposobem, w jaki zarabia na życie. Po cichu marzy o czymś zupełnie innym.

Nieoczekiwane zdarzenie zmienia życie mężczyzny i od tego momentu Hank nie potrafi przestać myśleć o charakternej Edzie, która niespodziewanie pomogła mu wyjść z opałów. Wszystko to brzmi jak dobry początek obiecującej znajomości, prawda? Problem tkwi w tym, że Eda nie wydaje się gotowa ulec mężczyźnie gorącemu jak samo piekło. Z kolei jej upór doprowadza Hanka do szału.

Szkoda tylko, że mężczyzna nie może pozwolić tej relacji rozwijać się we własnym tempie. Hank odkrywa bowiem, że ktoś postanowił zabawić się tym, co stało się dla niego najważniejsze...

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 559

Oceny
4,4 (14 ocen)
9
3
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Sikora294

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna i pelna humoru🤣
10
MarteXa

Nie oderwiesz się od lektury

Mafijny romans z masą dobrego humoru. Polecam ❤️
10
Magdalena202916

Nie oderwiesz się od lektury

świetnie się przy niej bawiłam. polecam !
10
hoffus9

Z braku laku…

Na kolanie pisane
00



M. A. Brandon

My baby shot me down

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lubfragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redaktor prowadzący: Wojciech Ciuraj

Redakcja: Dominika Bronk Polonistyczna Krucjata

Grafika na okładce została wykorzystana za zgodą Shutterstock.

Helion S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: https://editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

https://editio.pl/user/opinie/mybash_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-3085-8

Copyright©M.A. Brandon 2025

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Moim czytelnikom z Wattpada. 

Byliście dla mnie, gdy pisałam tę historię. 

Teraz, wraz z tą książką, jestem tu dla Was. 

Rozdział 1

Hank

Muzyka dudniła mi w uszach. Był sobotni wieczór. Mój klub tętnił życiem. Wiedziałem, że w kolejce stoją już następne osoby chcące się zabawić. Weekend zawsze okazywał się najgorętszym okresem w tygodniu.

Lubiłem tu przychodzić i obserwować ludzi. Traktowałem to jako odskocznię od codziennych problemów.

Jako dwudziestodziewięciolatek miałem wszystko, czego tylko zapragnąłem. A przynajmniej tak mogło się wydawać.

Nigdy nie wybrałbym dla siebie takiego życia. Dorastałem w tym świecie i dobrze wiedziałem, że nie chcę żyć w podobnym w przyszłości. Szybko jednak zorientowałem się, że nie pozostawiono mi większego wyboru. Czasami człowiek postępuje w określony sposób, bo zmusza go do tego sytuacja.

A niektóre sytuacje są bez wyjścia. Ten, kto mówi inaczej, nie zna życia. I może to dla niego lepiej. Też chciałbym żyć w takiej bańce. Mieć rodzinę i mieszkać w domku na przedmieściach. Nie było mi to jednak dane.

Gdy stanąłem na czele mafii, dopiero co skończyłem dziewiętnaście lat. Wszyscy uważali, że jestem za młody, by być głową całej organizacji. Starali się mną kierować, wpływać na moje decyzje. Nie szanowali mnie, ponieważ mój ojciec miał mnie za nic. Szybko się nauczyłem, co robić, by nie stać się popychadłem. Tylko tak mogłem utrzymać się przy życiu. Gdyby ktoś z organizacji lub spoza niej dowiedział się o moich słabościach, już dawno byłbym trupem. Tych, którzy pragnęli zająć moje miejsce, było wielu. Tylko czekali na jakieś potknięcie.

Jak utrzymać się na szczycie? Jest kilka zasad. W tym dwie najważniejsze: nie dopuszczać do siebie ludzi – każdy może być zdrajcą – oraz wzbudzać szacunek – czasami strach okazywał się najlepszą motywacją, groźby jednak nie gwarantowały lojalności. Starałem się więc działać rozważnie. Bez tego nic się nie osiągnie w tej branży. Nieważne, jak bardzo silnym się jest.

Wielu ludzi podważało na początku moje decyzje, ale gdybym ich nie podejmował, nikt nie traktowałby mnie na serio. Nie chciałem być jednym z wielu tak jak mój ojciec. On potrafił tylko wzbudzać strach. Nic poza tym. Ludzie się go bali, trzymał ich w garści i zastraszał ich rodziny. Dlatego też nie byli wobec niego lojalni. Bowiem strach i lojalność to nie to samo.

Podwładni pewnie z ulgą przyjęli wieść o jego śmierci. Nikt nawet nie szukał w jego imieniu sprawiedliwości. To pokazuje, jakim był człowiekiem.

Nie chciałem być taki. I wydawało mi się, że choć stałem się w naturalny sposób jego następcą, to nie powielałem jego błędów.

A przynajmniej starałem się tego nie robić.

Przeszedłem przez tłum tańczących ciał i stanąłem przy barze. Usiadłem na stołku i przywołałem barmana. Nie musiałem nawet o nic prosić. Od razu rzucił wszystko, co właśnie robił, a potem złapał za butelkę whisky i szklankę. Nalał mi na dwa palce i podał drinka bez słowa, skinąwszy z szacunkiem głową.

Wziąłem porządny łyk alkoholu, po czym odstawiłem szklankę na blat. Odwróciłem się w stronę tłumu i rozejrzałem po klubie. Tylko niektóre loże pozostawały zajęte. Większość ludzi była aktualnie na parkiecie. Poruszali się w rytm muzyki.

Jak na razie nie doszło do żadnej afery. Wiedziałem, że to tylko cisza przed burzą. Zliczyłbym naprawdę niewiele weekendów, podczas których jakiś debil nie zrobił czegoś głupiego po pijaku. Oblanie kogoś drinkiem, dziwne spojrzenia, podrywanie czyjejś dziewczyny czy chamskie przepychanki słowne – wszystko może być pretekstem do bójki, gdy w grę wchodzi alkohol. Nie sądziłem, by ten wieczór miał się okazać inny, dlatego zacząłem obserwować tłum.

Co innego mi zostało? Do wyboru miałem to i powrót do pustego domu. Wolałem zostać tutaj.

Rozglądałem się po lokalu do momentu, gdy poczułem, że ktoś przy mnie usiadł. Spojrzałem w prawo i zauważyłem długonogą blondynkę w krótkiej czarnej sukience. Każdy mężczyzna zawiesiłby na niej oko. Nie była jednak w moim typie. Prawdę mówiąc, nie wiedziałem, jaki on jest, ale wierzyłem, że gdy znajdę swoją kobietę, to będę wiedział.

Blondynka zdecydowanie nią nie była. Pachniała tanimi perfumami i alkoholem, a to niezbyt dobre połączenie. Kiedy dotknęła mojego ramienia, spojrzałem na jej dłoń i zmarszczyłem brwi. Nie podobało mi się, że to zrobiła.

Popatrzyłem na jej twarz. Jej oczy lśniły od płynącego w żyłach alkoholu, a makijaż trochę się rozmazał. Czy ona na serio myślała, że takim wyglądem coś ugra? Nie potrzebowałem taniego pieprzenia. Szanujmy się trochę.

Gdybym chciał w łóżku łatwą kobietę, to przyprowadziłbym sobie dziwkę. Może to ostre słowa, ale wiedziałem, po co blondynka do mnie podeszła. I czego oczekiwała.

Jej słowa tylko to potwierdziły.

Przeciągnęła paznokciami po moim bicepsie.

– Może postawisz mi drinka?

Ostentacyjnie spojrzałem na jej rękę na moim garniturze i odpowiedziałem protekcjonalnym tonem:

– A może zdejmiesz ze mnie swoją dłoń?

Kobieta zaśmiała się, jakbym powiedział dobry żart. Czy aż tak się upiła? To nie była przecież subtelna prośba. Powiedziałem jej wprost, by się ode mnie odsunęła.

Pochyliłem się nieco do przodu i opuściłem głowę. Może jednak powinienem wrócić do willi?

Kobieta przybliżyła się i próbowała udawać zalotną.

– Och, przestań. Zabaw się ze mną dzisiaj. Nie będziesz tego żałował.

Odwróciłem się w jej stronę.

– Czego nie rozumiesz w słowie „nie”?

Kobiety mówią, że to mężczyźni nie przyjmują odmowy, jeśli chodzi o seks. Prawda jest jednak taka, że płeć nie ma tu znaczenia, chodzi o charakter. Jeśli ktoś jest namolny i ma ego wielkości słońca, to nie przyjmie z godnością informacji, że druga osoba nie jest zainteresowana. Nie tylko facetów charakteryzuje krucha duma.

Nieznajoma już miała coś powiedzieć, ale zjawił się Jasper. Zignorowałem kobietę, odwracając się do niej plecami. Mężczyzna pochylił się bliżej mnie, by nikt nie usłyszał, o czym rozmawiamy.

– Nie mogę go nigdzie znaleźć. Gdzieś się zaszył. Pewnie nie ma pieniędzy. Do tej pory nie rozumiem, jakim debilem trzeba być, by pożyczyć pieniądze od mafii i ich nie oddać. Życie mu niemiłe?

Zaśmiałem się gardłowo, choć wcale nie było mi do śmiechu. Nikt na moim miejscu nie byłby zadowolony. Gość wisiał mi sto tysięcy. Patrząc na mój majątek, to niewiele, ale mafia odzyskiwała każdego centa. Z ogromną nawiązką.

– Właśnie na takich debilach się bogacimy – powiedziałem.

– To co mam teraz zrobić?

Zerknąłem na zegarek na nadgarstku. Westchnąłem.

– Dzisiaj już nic. Zawiadom naszych ludzi, niech zaczną się rozglądać po mieście. Mają go przyprowadzić.

– Okej – powiedział i spojrzał za mnie. – Widzę, że znalazłeś towarzystwo na wieczór. Może jak kogoś popieprzysz, to w końcu się wyluzujesz. Ostatnio jesteś nieswój – rzucił, marszcząc brwi.

Jasper był nie tylko moją prawą ręką, lecz także moim przyjacielem. Nic więc dziwnego, że zwrócił uwagę, iż coś ze mną jest nie tak.

Wziąłem głęboki wdech.

– Czy kiedykolwiek wyruchałbym pijaną laskę? Weź przestań. Czasy młodości już dawno minęły. A nawet jeśli nie, to nie mam humoru nawet na to. Nie wydaje ci się, że coś jest nie tak? Rosjanie siedzą za cicho. Od lat uprzykrzają nam życie, przechwytują nasze paczki i próbują odebrać nam terytorium, a teraz od kilku dni nic. Jakby zapadli się pod ziemię. Czuję w kościach, że to gówno wybuchnie mi prosto w twarz. Szczególnie po akcji z Tobiasem i MC.

Jasper zamyślił się na chwilę.

– Nawet jeśli coś kombinują, to nic nie poradzisz, dopóki nie zrobią pierwszego kroku. Możemy teraz tylko czekać.

Potarłem szorstkimi dłońmi twarz. Nie miałem na to siły.

– Wiem. Dobra, nie przejmuj się tym dzisiaj. Zadzwoń do chłopaków, by mieli oczy szeroko otwarte i by szukali tego faceta od pieniędzy. Więcej nie zrobimy. – Pokazałem ręką na klub. – Wróć potem i się zabaw. Niech przynajmniej jeden z nas ma udany wieczór.

Jasper przyłożył dwa palce do czoła, jakby mi salutował, i oddalił się w stronę zaplecza.

Odwróciłem się w kierunku baru. Boże, ona nadal czekała.

– To jak? Jeśli jesteś już wolny, to może postawisz mi tego drinka i pójdziemy do ciebie, co? – Była coraz bardziej namolna.

– Wybacz, ale już coś ci powiedziałem i moja odpowiedź się nie zmieniła. Dopijam drinka i spadam. Sam.

Złapałem za szklankę z brązowym trunkiem i podniosłem ją do ust. Nie zdążyłem jednak nawet zamoczyć warg, bo nagle, jakby z podziemi, wyrosła przede mną ręka, która mnie powstrzymała. Ktoś mocno złapał mnie za nadgarstek i unieruchomił moją dłoń.

Część whisky rozlała się na mój garnitur.

Co jest, kurwa?!

Tego się nie spodziewałem.

Niezmiernie mnie ciekawiło, kto ośmielił się mi przeszkodzić i jaki miał ku temu powód. Mój nadgarstek tkwił nadal w silnym uścisku, jednak dłoń, która go obejmowała, była zdecydowanie kobieca. Drobna, ciepła i zakończona pięknie wykonanymi czerwonymi paznokciami.

Robiło się coraz lepiej. I ciekawiej.

Powędrowałem wzrokiem dalej po jej ciele, by spojrzeć na kobietę w całej okazałości. Jej krwista sukienka idealnie pasowała do paznokci. Następnie zauważyłem jej włosy – długie, brązowe i lekko pofalowane. Na razie nie widziałem twarzy, ale to, co dostrzegłem, bardzo mi się podobało. Cholera, te biodra były cudowne. Miałbym tam za co złapać.

Szkoda, że ich właścicielka okazała się szurnięta.

Kto normalny tak się zachowuje?

Kobieta stała przodem do blondynki. Nie wiedziałem, jaką miała minę, ale ta druga przełknęła ślinę i wyglądała na zdenerwowaną. Już miała wstać, kiedy brunetka popchnęła ją z powrotem na krzesło barowe.

– Siadaj! – krzyknęła. Jej głos okazał się pełen zdenerwowania i megaelektryzujący.

Miałem już dość czekania, aż na mnie spojrzy. Odchrząknąłem głośno i wygiąłem jedną brew, licząc, że zwróci na mnie uwagę.

Myślałem, że będzie zmieszana, widząc mój wzrok, ale to ja zostałem zaskoczony.

Tego się nie spodziewałem. Jej twarz była gniewna, a przy tym zabójczo piękna. Kiedy nasze oczy się spotkały, trochę złagodniała. Cholera, wyglądała cudownie. W tej chwili mój oddech przyspieszył, a ręce zaczęły mrowić, bo ogarnęła mnie ochota, by zaciągnąć ją na zaplecze. Tam, gdzie bylibyśmy sami. Kurwa. Co się ze mną działo? Nigdy nie zareagowałem tak na żadną kobietę.

Oceniłem ją jeszcze raz.

Jej skóra była lekko opalona, oczy duże i brązowe. Przyciągały moją uwagę. Spojrzałem trochę niżej i zauważyłem, że pulchne usta kobiety są ściągnięte nerwowo.

Dlaczego poczułem silne pragnienie, by sprawić, że się uspokoi? Dziwne. Zmarszczyłem brwi jeszcze bardziej.

Kiwnąłem głową na jej dłoń wciąż zaciskającą się wokół mojego nadgarstka.

– Możesz mi to wytłumaczyć? – zapytałem.

Kobieta puściła mnie szybko, jakby dopiero teraz się zorientowała, że nadal trzyma moją rękę.

– Przepraszam – wydukała, a potem dodała pewniej: – Ale to nie ja powinnam się tłumaczyć. – Spojrzała na blondynkę jeszcze raz. – Powiesz mu sama czy ja mam to zrobić? – wysyczała.

Cholera, coraz bardziej ciekawiło mnie to, w którą stronę zmierza ta rozmowa.

– Ale ja nic nie zrobiłam – odpowiedziała piskliwym głosem blondynka i rozejrzała się po barze, jakby szukała wyjścia z sytuacji.

Kurwa, co ona wymyśliła?

Brunetka westchnęła, stając bliżej. Obróciła się twarzą do mnie i złapała mój policzek. Odciągnęła mój wzrok od blondynki i sprawiła, że skupiłem się na niej.

Patrzyła tak, jakby chciała mnie uspokoić. Już byłem pewny, że nie spodoba mi się to, co zaraz powie.

– Kochanie, tylko się nie denerwuj – zaczęła łagodnie, jakby zwracała się do dziecka. – Gdy rozmawiałeś ze swoim kolegą, twoja towarzyszka dosypała ci coś do drinka – wyszeptała.

Przez tę muzykę prawie jej nie usłyszałem.

Co, kurwa, zrobiła?

– Jesteś pewna? – zapytałem opanowanym głosem, choć mój spokój był pozorny.

Przechyliła głowę w prawo.

– Po co miałabym cię oszukiwać? – zapytała.

Dobre pytanie. I, cholera, uwierzyłem jej.

Wstałem i przeciągle gwizdnąłem, by zwrócić uwagę ludzi na bramkach. Podszedł do nas Nico.

– Zabierz ją na zaplecze, zaraz przyjdę. – Wskazałem na blondynkę.

Gdy Nico ruszył z nią na tyły klubu, kobieta zaczęła się awanturować. Obserwowałem ją, aż znikła mi z pola widzenia. Na pewno nie byłem przypadkowym facetem z baru. Musiała wiedzieć, kim jestem. Może została przez kogoś wysłana? Tylko jaki był jej plan? Później się nią zajmę.

Teraz czas skupić się na ciekawszej sprawie.

Ta kobieta, brunetka, próbowała mi pomóc.

Mnie.

W innej sytuacji roześmiałbym się głośno. Gdyby wiedziała, kim jestem, nie byłaby taka skora do pomocy.

Złapałem ją za rękę i pociągnąłem na krzesło barowe.

– Co robisz? Pomogłam ci. Chcę już iść – powiedziała.

Kurwa, co ja wyrabiałem? Powinienem był jej podziękować i iść na zaplecze obejrzeć taśmę z monitoringu, a potem wyciągnąć informacje od blondynki. Czułem jednak, że nie mogę zostawić tej kobiety bez poznania choćby jej imienia. Coś mi mówiło, że żałowałbym, gdybym tak zrobił.

Dałem znak barmanowi, by do nas podszedł.

– Najpierw porozmawiamy. Chyba pozwolisz, bym w podziękowaniu postawił ci drinka, kochanie?

– Kochanie?

Uśmiechnąłem się.

– Sama zaczęłaś. Do wszystkich tak mówisz czy mam się czuć zaszczycony?

Zdziwiła się. Na jej czole pojawiła się mała bruzda, jakby zaczęła szukać w pamięci, kiedy tak do mnie powiedziała. Gdy załapała, o co mi chodzi, trzepnęła mnie lekko w ramię. Cholera, coraz bardziej podobała mi się jej ekspresja. Ludzie rzadko kiedy traktowali mnie bez dystansu. Już dawno nie okazano mi także bezinteresownej życzliwości.

– Myślałam, że wybuchniesz, gdy się dowiesz, co ona ci zrobiła! Chciałam cię tylko uspokoić. To nie jest śmieszne! Ona ci czegoś dosypała. DOSYPAŁA! Prawie to wypiłeś. Nikt cię nie uczył, że drinków się pilnuje?

Wyglądała słodko, gdy mnie tak rugała. Jak kotek ganiący tygrysa. Gdyby nie jej powaga, zaśmiałbym się z tego. A na dodatek… Jezu, jej wybuch coś ze mną zrobił. Od dawna nikt się o mnie nie martwił. Podobało mi się to. Ona mi się podobała. Zachowywała się jak lwica. Była taka oburzona w moim imieniu. I tak cholernie silna – większość ludzi, będąc świadkiem takiej sytuacji, odwróciłaby wzrok.

Nieznajoma miała jednak rację. Powinienem był pilnować swojej szklanki, ale skąd mogłem wiedzieć, że jakiś pustak mi czegoś dosypie. Dobra, ta myśl była głupia. W końcu to nie jest tak, że kobiety się tego spodziewają.

Nie wiedziałem, co blondynka chciała osiągnąć, ale nie przemyślała swojego zagrania. Nawet gdybym wypił jej magiczną miksturę, to i tak nie wyszłaby ze mną z klubu. Moi ludzie by ją od razu zatrzymali. No chyba że to była trucizna… ale przecież w takim wypadku to ona stałaby się pierwszą na liście do odstrzału w odwecie za moją śmierć. Aż tak głupia nie mogła być.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo zjawił się przed nami barman.

– Czego się napijesz? Jakiegoś drinka? A może wino? – zapytałem.

– Na rozluźnienie przyda się chyba kieliszek czerwonego wina.

– Słyszałeś panią – rzuciłem do barmana, a ten złapał za butelkę. Spod baru wyciągnął pusty kieliszek i nalał do niego wina, a następnie przesunął go do kobiety, skinąwszy głową z szacunkiem.

Musiał słyszeć, co się stało przed chwilą.

Kobieta uśmiechnęła się i puściła do niego oczko. Skwitował to podobnym uśmiechem.

Nie podobało mi się to. Wyglądało, jakby się znali.

– A dla ciebie, szefie? – Do mnie zwrócił się już neutralnie.

Przysunąłem do niego moją szklankę i powiedziałem:

– Mnie na dziś chyba wystarczy. Zabierz to i wylej.

Skinął głową i po chwili już go nie było. Odwróciłem się z powrotem do kobiety. Obrysowywała właśnie palcem krawędź kieliszka.

– Szefie? Jesteś tu menadżerem? Fajnie! Moja przyjaciółka też pracuje na tym stanowisku co ty! Gdzieś się tu kręci… właściwie to powinnam jej poszukać. – Straciła zainteresowanie moją osobą i zaczęła się rozglądać po klubie.

Chciałem, by jej uwaga znowu skupiła się na mnie.

– Tak właściwie to jestem tu właścicielem.

W pierwszej chwili pomyślałem, że fakt posiadania przeze mnie klubu ją zainteresuje. Wiedziałem, że większość lasek na to leci. Po tym, co zrobiła, zrozumiałem już, że ona jest inna, ale tonący brzytwy się chwyta… A przy niej dosłownie czułem, jakbym się topił. Potrzebowałem jej oczu na sobie.

Kobieta przestała przeczesywać wzrokiem tłum i zesztywniała. Już myślałem, że się pomyliłem w ocenie, ale nie… Okazało się, że nie jest łasa na pieniądze. Nie rzuciła się na mnie. Przynajmniej jednak zyskałem jej uwagę.

Ze zdziwieniem jeszcze raz oceniła moją postać.

Wyciągnąłem do niej rękę.

– Jestem Hank…

– …Daniels – szepnęła, nie przyjmując mojej dłoni.

Nie usłyszałem, jak wymawia moje nazwisko. Musiałem wyczytać to z ruchu jej warg.

Chyba zrozumiała, z kim ma do czynienia. Szybko spojrzała w stronę zaplecza, a potem na mnie. Popatrzyła mi prosto w oczy – niewielu ludzi miało odwagę to zrobić po tym, jak się dowiedzieli, kim jestem. Tym większy szacunek zyskała w moich oczach.

– Co się z nią stanie?

Opuściłem dłoń i westchnąłem. Nie chciałem o tym teraz rozmawiać, ale coś musiałem jej wytłumaczyć.

– Kochanie, jeśli pytasz, czy ją zabiję, to moja odpowiedź brzmi: nie. Nie krzywdzimy niewinnych kobiet.

Zamyśliła się na chwilę.

– Ale ona nie jest niewinna – zauważyła.

Cholera, taka inteligentna. Nigdy nie myślałem, że ta cecha może być seksowna, a tu proszę.

– Boisz się o nią, a nie o siebie? – spróbowałem zmienić temat i skierować rozmowę na nią. W tamtej sprawie nie mogłem jej nic obiecać.

Kobieta spojrzała mi prosto w oczy i lekko przechyliła głowę.

– Myślę, że jeślibyś chciał mi coś zrobić, to już byś to zrobił. Czyż nie mam racji? – Upiła łyk wina.

Miała rację. W stu procentach. Nie zamierzałem jednak jej tego mówić. Czuła się zbyt pewnie i tym wiązała na mnie supełki. Kurwa, przecież nawet nie wiedziałem, jak ma na imię, a ona już trzymała mnie w garści. Nie wiedziałem, czy mi się to podobało. Nie planowałem jednak narzekać. W końcu w życiu spotkało mnie coś dobrego i bezinteresownego. Zamierzałem się tego trzymać.

– Jesteś bardzo pewna siebie. Myślisz, że to dobry pomysł, by być taką przed takim człowiekiem jak ja?

Odstawiłem za nią kieliszek, którym z brawurą kręciła. Czułem potrzebę, by trochę ją spłoszyć. Pochyliłem się nieco w jej kierunku i powoli przeczesałem dłonią jej włosy, by założyć je za ucho. Ociągałem się odrobinę z odsunięciem ręki i przeciągnąłem delikatnie opuszkami palców po jej szyi. Kobieta zadrżała. Wiedziałem, że to moja zasługa. Też czuła to przyciąganie, tylko lepiej niż ja potrafiła to ukryć.

– Jak bardzo pewna siebie możesz być, kochanie? Może zechcesz mi to pokazać? – szepnąłem jej do ucha.

Zassała gwałtownie powietrze i położyła na mojej piersi dłoń, po czym lekko mnie odepchnęła.

– Obawiam się, że aż tak pewna siebie nie jestem – odpowiedziała speszona moim bezceremonialnym zachowaniem.

Czułem jednak, że nie zdjęła ze mnie dłoni. Odsunęła się, by zachować równowagę emocjonalną, a nie dystans.

Przytrzymałem jej rękę, kładąc na niej swoją.

– A ja myślę, że tak.

– Czego ode mnie chcesz? – zapytała szybko w zamian.

Dobre pytanie, na które nie miałem odpowiedzi. A raczej nie miałem takiej, którą przyjęłaby ze spokojem. Wiedziałem, że czuję do niej dziwny pociąg. Nie interesowało mnie tylko jej ciało, intrygowała mnie cała. Wywierała na mnie dziwny wpływ. Jeszcze piętnaście minut temu siedziałem tu sam i byłem zatopiony w swoich myślach. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że za kwadrans spotkam kobietę i zacznę się tak zachowywać, tobym go wyśmiał.

To kobiety ganiały za mną – nie odwrotnie. Większość z nich chciała być ze mną dla pozycji, inne dla pieniędzy. Do tej pory nie przeszkadzało mi to, bo nic do nich nie czułem. Zostawiałem je, gdy mi się nudziły. Wiedziały, na co się piszą, uprawiając ze mną seks. Nic im przecież nie obiecywałem. To jednak nie powstrzymało części z nich przed tym, by snuć swoje plany.

Aż nagle poznałem kobietę, która od pierwszej minuty naszego spotkania miała całą moją uwagę i udawała, że w żaden sposób na nią nie wpływam. Jaki był jej plan? Chciała, bym ją gonił?

Mogłem to zrobić. Może nawet spodobałaby mi się ta zabawa.

– Jesteś pewna, że chcesz mojej szczerej odpowiedzi? – Uśmiechnąłem się z lekką drwiną.

Z mojej miny mogła wyczytać, że robiłbym z nią niegrzeczne rzeczy. Wyobraziłem sobie, jak pochylam ją nad swoim biurkiem na zapleczu, podciągam jej zbyt krótką sukienkę i biorę ją od tyłu.

Jej usta lekko się rozchyliły, a kciuk bezwiednie potarł moją klatkę piersiową.

Chciałbym wiedzieć, jaką wizję zobaczyła ona.

Już miałem podnieść rękę, by jej dotknąć – tak bardzo chciałem to zrobić – ale podszedł do nas Jasper.

Zmierzył brunetkę wzrokiem od góry do dołu. Nie spodobało mi się to. Chciałem złapać najbliższy nóż do krojenia limonki z baru i wbić mu go w oko.

Mojej prawej ręce.

Co się ze mną, do chuja, dzisiaj dzieje?

Skrycie wiedziałem jednak, że bardziej odpowiednim pytaniem byłoby: co ta kobieta ze mną robiła?

Puściłem jej dłoń, a ona szybko się odsunęła. Rzuciłem jej przeciągłe spojrzenie i bezgłośnie powiedziałem, by siedziała na swoim miejscu.

Wciąż jednak stałem przy niej.

– Coś ważnego? – spytałem.

– Podobno była przed chwilą jakaś akcja…

Jasper niepewnie spojrzał w stronę kobiety. Westchnąłem.

– Możesz mówić – oznajmiłem, jednak wzrokiem przekazałem mu, by się nie rozpędzał.

– Sorry, że przeszkadzam, ale czy możesz mi powiedzieć, co zrobić z tą rozwydrzoną czarownicą na zapleczu. Krzyczy, żeby ją wypuścić, że nic nie zrobiła, a jak chciałem ją uciszyć, to mnie szmata ugryzła – sapnął, pokazując nam ślad po zębach tuż przy nadgarstku.

Brunetka zaczęła chichotać. Obaj spojrzeliśmy na nią z uniesionymi brwiami, a ona machnęła lekko dłonią.

– Przepraszam – powiedziała ze śmiechem. – To z nerwów.

Pokręciłem głową. Naprawdę była szurnięta. Czy to coś złego, że mnie to kręciło? Wróciłem wzrokiem do Jaspera.

– Możesz mi powiedzieć, o co chodzi? Ona zaraz zniszczy pokój. Co ci zrobiła i dlaczego do niej nie idziesz? Nie mogę przecież teraz wyjść, gdy tak szaleje.

– Gdy rozmawialiśmy, dosypała mi coś do whisky.

Wytrzeszczył oczy.

– Co zrobiła? – parsknął. Myślał, że to żart.

– Gdy rozmawialiśmy, wsypała… – zacząłem, ale Jasper mi przerwał.

– Słyszałem za pierwszym razem, ale nie dowierzam. Chcesz mi powiedzieć, że jakaś cizia dosypała ci coś do szklanki? Tobie?!

Zaczął się śmiać jeszcze bardziej, widząc moją posępną minę. Nie dziwiłem mu się. Ta sytuacja była niedorzeczna. Ktoś chciał naćpać szefa mafii. Wiedziałem, że za jakiś czas będę sam się śmiał z tej sytuacji. Jednak nie dziś.

Dlatego nie skomentowałem jego śmiechu.

Jasper udał, że ociera łzy.

– Dobra, zabawa zabawą, ale teraz na serio… Zrobiła to, bo nie wiedziała, kim jesteś, czy na czyjeś zlecenie?

– Nie wiem jeszcze. Dlatego siedzi na zapleczu. Myślę, że nie wymyśliła tego sama. Możesz się śmiać, ale wydaje mi się, że gówno właśnie wybuchło.

Jasper zaklął pod nosem.

– Chyba za długo był spokój – powiedział, a po chwili dodał: – A tak w ogóle, to jak się dowiedziałeś, że przyprawiła ci drinka?

– Tak właściwie to miałem małego anioła stró… – zacząłem, obracając się w stronę brunetki, ale przerwałem i przekląłem siarczyście.

Rozejrzałem się gwałtownie po klubie. Nigdzie jej nie było.

Zwiała. Mała spryciula przede mną uciekła.

Czyli chce się bawić!

Okej, zabawmy się.

Rozdział 2

Hank

Wszedłem z Jasperem do swojego biura. Blondynka, widząc mnie, zamilkła. Drzwi pilnował jeden z ochroniarzy. Trzeba jej było przyznać – miała werwę. Minęła godzina, odkąd została tu zamknięta, a ona wciąż krzyczała i próbowała jakoś stąd uciec.

Przejrzałem już monitoring. Wyraźnie widziałem, że dodała mi coś do whisky. Wykorzystała nadarzający się moment. Rozejrzała się po barze, czy nikt jej nie obserwuje. Niestety nie spojrzała dalej, w kierunku stolików, i nie zauważyła, że brunetka w czerwonej sukience zerka w naszą stronę. Kiedy oglądałem nagrane filmy, dwa razy przyjrzałem się temu, co robiła druga z kobiet.

Cholera uciekła bez podania mi choćby imienia. Tym samym nakarmiła tego potwora we mnie, który chciał gonić za króliczkiem. Przypieczętowała swój los. Będzie moja. Czy jej się to podoba, czy nie.

Wiedziałem, że jest szalona – miała w sobie tę dziwną iskrę, która zapalała się od czasu do czasu – jednak była naprawdę szalona, jeśli myślała, że tak po prostu zdoła mi uciec.

Nagranie z monitoringu mówiło samo za siebie. Siedziała w Hadesie przy jednym ze stolików razem ze swoją przyjaciółką. Ta jednak odeszła na chwilę, gdy jakiś facet poprosił ją do tańca. Brunetka została sama i zaczęła się rozglądać po ludziach. W końcu jej oczy zatrzymały się na mnie. W tym momencie musiałem aż zrobić zbliżenie na jej twarz. Od samego początku obserwowała tę sytuację. Gdybym nie zobaczył pożądania, a potem zdziwienia na jej twarzy, uznałbym, że mogła być w to zamieszana. Tkwiła tam z pięć minut i bezwstydnie się na mnie gapiła. Wyglądała nieziemsko seksownie, siedząc tak i obserwując mnie z daleka. Dokładnie wiedziałem, w którym momencie zauważyła, że blondynka coś kombinuje. Jej szczęka lekko opadła, a potem kobieta wyprostowała się na kanapie w loży. Ze wzburzeniem odstawiła swój napój na stół i zaczęła iść w moim kierunku. Mój aniołek zemsty.

Poczułem się dziwnie, że aż tak bardzo przejęła się tą sytuacją. Od śmierci mojej matki sam o siebie dbałem. A ta brunetka jako pierwsza od dłuższego czasu zaczęła się o mnie martwić. W tym momencie poczułem rodzącą się obsesję: chciałem o nią zadbać tak samo, jak ona zadbała o mnie.

Nie byłem jednak pewny, skąd pochodziły te emocje.

Podeszła do mnie w ostatniej chwili, bo po drodze musiała pozbyć się jakiegoś pijanego natręta, który chciał z nią zatańczyć. Dalsza część była mi już znana.

Dalej nie rozumiałem, jak do tego doszło. Może powinienem być po części wdzięczny blondynce. Nie wiedziałem, czy w innej sytuacji brunetka by do mnie podeszła.

Nie przyznałbym jednak tego głośno.

– Ja nic nie zrobiłam! – krzyknęła blondyna.

Uniosłem rękę, by przestała się wydzierać, i usiadłem na swoim miejscu za biurkiem. Po mojej prawej stronie stanął Jasper.

– Naprawdę myślisz, że jestem taki głupi i ci uwierzę? – zapytałem twardo.

– Ale ona kłamie! Po co miałabym coś takiego robić?

Tonący brzytwy się chwyta.

– Ty mi powiedz – odpowiedziałem. – Widziałem nagranie z monitoringu, więc nawet nie próbuj ściemniać. – Zmrużyłem oczy, bo zauważyłem, że znowu chce coś wykrzyknąć.

To zamknęło jej usta. Wiedziała, że została przyłapana i nie ma dla niej wyjścia z tej sytuacji. Zrobiła się blada na twarzy i zaczęła się rozglądać po pokoju jakby w obłędzie.

Złapała się lewą ręką za włosy i szarpnęła nimi w amoku.

– To nie miało być tak. To nie miało być tak! To miała być łatwa kasa! Kurwa, w co ja się wrąbałam? – Spojrzała mi w oczy ze strachem. – Już nie żyję, prawda?

– A więc wiesz, kim jestem? – zapytałem.

Tyle wyczytałem z jej słów. To musiało być ustawione. W końcu wspomniała o pieniądzach.

– Nie miałam pojęcia aż do momentu, gdy trafiłam na zaplecze. Nie wiedziałam, że to ty, ale przecież każdy w mieście wie, do kogo należy ten klub.

Kobieta sypała jak najęta. Nie mogła być członkiem mafii.

– Ktoś cię do tego namówił?

Spojrzała w bok. Walnąłem pięścią o biurko.

– Mów! Bo nie będę taki miły. Nie nadużywaj mojej dobroci.

Wzdrygnęła się i spuściła wzrok.

– Nie wiem – wymamrotała.

– Nie wiesz?! – Zaśmiałem się bez humoru.

– To prawda. Proszę, uwierz! Mam długi. Mój diler powiedział, że jego szef je umorzy, gdy coś dla niego zrobię. A nawet mi dopłaci. Jak miałam postąpić? Jestem spłukana. To miało być proste zadanie. A teraz, jeśli ty mnie nie zabijesz, oni to zrobią. Miałam cię uwieść i wyprowadzić z klubu. Powiedzieli, że jestem ładna i na pewno mi się uda. Nie miałam pojęcia, kim jesteś. Pokazali mi twoje zdjęcie. Nie podali nawet twojego imienia. Zadzwonili tylko z informacją, że dzisiaj jesteś w klubie i mam zielone światło. Powiedzieli, że albo to zrobię, albo mnie zabiją, bo i tak wiedzą, że pieniędzy nie odzyskają i że nawet nie mam nikogo, kto mógłby spłacić mój dług – powiedziała, a potem zamilkła.

Interesował mnie jednak ciąg dalszy.

– Co miało być dalej? Mów, to twój jedyny ratunek!

Kobieta westchnęła.

– Miałam do ciebie podejść, poflirtować i zaproponować ci wspólną noc. Ale ty… – urwała.

– Co, kurwa, ja?! – krzyknąłem.

– Ty nawet nie chciałeś na mnie patrzeć! – sapnęła, teraz już płacząc. – Jak miałam cię stąd wyprowadzić? Przecież nie chciałeś ze mną iść. Gdy on podszedł do nas – wskazała brodą na Jaspera – postanowiłam, że wykorzystam sytuację. Myślałam, że jak dam ci trochę prochów, to się na chwilę rozluźnisz i najdzie cię ochota na seks. Wtedy bym cię wyprowadziła bez problemu.

Wcześniej myślałem, że była tylko podpita. Teraz zrozumiałem, że sama musiała wziąć coś więcej. Gdyby się nie naćpała, wiedziałaby, że jej plan nie miał szans powodzenia.

– I co sobie myślałaś? Że tak po prostu wyjdziemy z klubu? I że nie zatrzyma cię nikt z mojej ochrony, widząc, że zachowuję się jak naćpany?

Kobieta zamknęła oczy sfrustrowana i wysyczała:

– Przecież nie wiedziałam, że to ty. Myślałam, że jesteś zwykłym facetem.

Udałem, że nie słyszę jej tonu.

– I co miałaś dalej zrobić? Gdzie miałaś ze mną iść?

– Miałam cię zaprowadzić do motelu, a gdybyś nie chciał tam iść, miałam im wysłać wiadomość z lokalizacją.

– I nie zdziwiło cię to, że oni wcześniej wiedzieli, gdzie jestem, ale nie przyszli po mnie, tylko kazali ci mnie wyprowadzić z klubu? – zapytałem, unosząc brew.

Otworzyła buzię, zamknęła ją, a potem znowu otworzyła.

– Nie pomyślałam.

Jasper założył ręce na piersi i spojrzał na nią z góry. Odezwał się po raz pierwszy, od kiedy weszliśmy do pokoju:

– Mam wrażenie, że w ogóle za dużo nie myślisz.

Musiał się odpłacić za to ugryzienie.

Zaśmiałem się w duchu, ale na zewnątrz wyglądałem, jakby nic, co powiedzą, nie mogło mnie ruszyć.

– Masz do nich numer? Gdzie jest twój telefon?

– W torebce, którą mi zabraliście. Ostatni numer, który do mnie dzwonił.

– Co to miał być za motel?

– Niedaleko stąd. Na obrzeżach miasta przy wyjeździe na autostradę. La Rosa?

Kiwnąłem głową do Jaspera. Wiedział, co ma robić.

Westchnąłem. Ale co ja miałem z nią począć? Nie krzywdziliśmy kobiet. Nie mogłem jej zabić. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby zginęła od mojej kuli. Po śmierci matki obiecałem sobie, że nie zranię fizycznie żadnej kobiety. Nie zamierzałem łamać tego przyrzeczenia w tak błahej sprawie.

– Jak się nazywasz?

– Lucy. Lucy Williams – wydukała łamiącym się głosem.

Jej łzy nie robiły na mnie wrażenia.

– Lucy, posłuchaj. Wypuszczę cię stąd teraz…

Przerwała mi natychmiast:

– Dziękuję ci! – Starła łzę z policzka.

– Nie masz mi za co dziękować – powiedziałem twardo. – Powiem ci prawdę. Kiedy stąd wyjdziesz beze mnie, znajdziesz się na ich liście do odstrzału. Ja nie zabijam kobiet. Oni, jeśli moje przypuszczenia co do tego, kto był twoim zleceniodawcą, są słuszne, nie mają jednak żadnego kodeksu. Możliwe, że tylko przedłużam twoje życie o kilka dni. Powinnaś stąd wyjść i udać się prosto na dworzec lub wziąć stopa i wyjechać z miasta. Nie wracaj do domu. Nie zabieraj auta. Nie bądź głupia i się nie wychylaj. Po prostu uciekaj i nigdy tu nie wracaj.

– Dlaczego mnie od razu nie zabijesz?

– Już ci to powiedziałem.

Przebierała nerwowo nogami, jakby chciała uciec.

– Mogę już wyjść?

Pokiwałem głową, a ona wstała z krzesła.

– Lucy! – zawołałem jeszcze przed jej wyjściem. – Wiesz, kim jestem. Z kim masz do czynienia. Mam twój telefon, znam twoje imię. Jeśli mnie okłamałaś w jakiś sposób… znajdę cię jeszcze przed nimi. Ja nie zabijam kobiet, ale znam ludzi, którzy zrobią to za mnie.

Przełknęła ślinę i pokiwała głową.

– Rozumiem. Powiedziałam prawdę.

Miałem taką nadzieję.

– Idź już.

I zniknęła. Tak szybko, jakby się bała, że mogę zmienić zdanie. Liczyłem, że już nigdy o niej nie usłyszę.

Ja też powinienem już stąd iść. Nic tu po mnie. Musiałem tylko znaleźć Jaspera i zobaczyć, czy zrobił wszystko, co powinien. Powkładałem jeszcze papiery z biurka do konkretnych teczek i zamknąłem laptopa, a potem złapałem klucze od domu i telefon.

W klubie zostali już tylko pracownicy. Spojrzałem na zegarek. Było grubo po czwartej nad ranem. Podszedłem do lady, przy której stał nasz kierownik baru Bruno i sprzątał swoje stanowisko.

– Widziałeś gdzieś Jaspera?

Spojrzał za mnie i powiedział:

– Idzie w naszą stronę, szefie.

Odwróciłem się i zauważyłem, że właśnie do mnie podchodzi, kończąc rozmowę telefoniczną.

– W motelu nie było nikogo. Nasi rozmawiali z recepcjonistką. Jest kuzynką jednego z naszych ludzi. Powiedziała, że kręcili się tam jacyś faceci, ale zniknęli z pół godziny przed naszym przyjazdem. Pewnie ktoś obserwował dziewczynę w klubie i zauważył, że ich intryga się nie udała. Swoją drogą do tej pory nie mogę uwierzyć, jak ktoś normalny mógł wpaść na tak durny pomysł. Myśleli, że rzucisz się na pierwszą lepszą laskę? Śmieszne. Podobno jeden z facetów w motelu miał dziwny akcent. Myślisz, że to Rosjanie?

Nie musiałem się zastanawiać.

– Jestem tego pewny. Mówiłem, że było coś za cicho. Co z telefonem?

– Na jutro będziesz miał tę informację.

Pokiwałem głową, a Jasper spojrzał w stronę zaplecza.

– Co zrobiłeś z tamtą dziewczyną?

– Wypuściłem ją – powiedziałem.

– Co? Dlaczego? Wiem, że masz zasady, ale do tej pory żadna kobieta ci nic nie zrobiła. Zamierzasz jej odpuścić? Tak po prostu?

– Stary, z tego, co mówiła, ma pieprzoną tarczę na plecach. Już nie żyje. Dlaczego więc mam mieć krew na rękach? Nie wyszła stąd pod moją ochroną. Jeśli mnie posłucha, wyjedzie jeszcze tej nocy po cichu i będzie się ukrywać, to może trochę pożyje. Nie będę miał nic przeciwko. Jest po prostu głupia.

– Nie rozumiem. Przecież chciała cię naćpać i zaprowadzić wprost do paszczy lwa.

Też po części tego nie rozumiałem. Wzruszyłem ramionami.

– Nie wiem, chyba czuję do niej jakąś dziwną wdzięczność. Pamiętasz tę drugą dziewczynę?

– Tę brunetkę? Tak. Seksowna. Widziałeś jej nogi? Na pewno prowadzą do czegoś słodkiego.

Nie wiedziałem dlaczego, ale nie mogłem słuchać jego słów. Zgadzałem się z nim w stu procentach, jednak zaczynałem się czuć dziwnie zaborczy w stosunku do tej kobiety.

– Zważaj na słowa, gdy o niej mówisz – wycedziłem.

Jasper aż się cofnął.

– Jezu, już cię wzięło. – Zaśmiał się po chwili.

– Trzeba ją znaleźć. I to jak najszybciej. Uciekła mi i nawet nie zdradziła swojego imienia. Nigdy nie czułem takiego pociągu do nowo poznanej kobiety – wyznałem. Musiałem się przekonać, czy ta chemia między nami była prawdziwa. – Mam niewiele informacji. Wiem tylko, jak wygląda i że jej koleżanka jest gdzieś menadżerką.

Jasper westchnął.

– Wiesz, że kocham wykonywać zadania niemożliwe – powiedział ironicznie.

– Szefie – wtrącił się Bruno – przepraszam, ale mówicie o tej kobiecie, której podałem wino?

Pokiwałem głową.

– Przychodzi tu od jakiegoś czasu z koleżanką. Zwróciłem na nie uwagę, bo kiedyś dostawiał się do tej drugiej jakiś facet i nie chciał odpuścić. Zapytałem, czy potrzebują, bym wezwał ochronę. Facet się wycofał. Ta, o której mówisz, miała jakieś takie krótkie imię. Emma, Ella? Eda! Tak, na pewno Eda.

Hm… Eda. Bruno się spisał. Na pewno w tym miesiącu dostanie premię.

– Dziękuję za tę informację. Wiesz coś jeszcze?

Pokręcił głową.

– Niestety.

– I tak jestem wdzięczny. – Spojrzałem na Jaspera. – Znajdź wszystkie informacje o tej Edzie.

– Na kiedy? – zapytał.

– Na wczoraj – powiedziałem, ruszając z miejsca.

Wyszedłem na zewnątrz. Przy samochodzie stał już kierowca i ochroniarz w jednym, paląc papierosa. Kiedy mnie zobaczył, pociągnął jeszcze jednego macha i zdeptał butem resztę. Usiadł za kierownicą, a ja z tyłu.

O tej porze nie było korków, więc po piętnastu minutach znaleźliśmy się już pod moim domem. Gdy wszedłem do środka, od razu przywitało mnie głośne szczekanie. Z góry zbiegł mój amstaff i zatrzymał się przy mnie. Wydałem mu rozkaz, a on zaraz usiadł. Klęknąłem i się z nim przywitałem.

Potem podążyłem do salonu, zdejmując po drodze marynarkę. Podwinąłem rękawy białej koszuli i złapałem za karafkę. Tu przynajmniej nikt nie mógł mi niczego dosypać.

Zaśmiałem się do swoich myśli i odtworzyłem w pamięci dzisiejszą noc. Miałem w dupie Lucy i nawet to, że mogła zostać wysłana przez Rosjan. W mojej głowie była tylko brunetka.

Eda.

Co ta kobieta miała w sobie, że tak mnie do niej ciągnęło? Jeszcze kilka godzin temu myślałem, że nie mam swojego typu. Cóż… chyba właśnie go znalazłem.

Rozdział 3

Eda

– Eda, przestań, bo zaraz nie wytrzymam! – wykrzyknęła Alison, klepiąc się po udzie ze śmiechu. Nie było w tym nic kobiecego, ale niezbyt nam to przeszkadzało.

Siedziałyśmy w parku na trawie i próbowałyśmy odpocząć po biegu. Obie ledwo oddychałyśmy i mimo że jęczałyśmy z bólu, w środku musiałam przyznać, że było super. Pomiędzy spazmatycznymi wdechami bawiłyśmy się jak nigdy.

– Hej, to nie ty obudziłaś się dzisiaj przez litanię do Boga. Jak to szło? „O tak! O tak! Boże. Mocniej! O Boże!” – wykrzykiwałam, naśladując sypialniane odgłosy zza ściany. – Ugh! Nienawidzę tego mieszkania. Z czego oni zbudowali ten budynek? Z dykty? Ta kobieta jest nienasycona. Na początku mnie to bawiło. Dostarczała mi superpomysłów do moich książek, ale ile można tego słuchać – jęknęłam.

Alison otarła łzy.

– A próbowałaś jej jakoś zasugerować, że zachowuje się zbyt głośno? Może ona nie ma pojęcia, że to tak bardzo słychać.

– No chyba żartujesz! Co mam jej powiedzieć? Żeby sobie kupiła knebel, jeśli ma zamiar przyprowadzić do siebie kolejnego mężczyznę? A może powinnam podarować jej jeden w prezencie? – zapytałam ironicznie.

– Przestań mnie rozśmieszać! – sapnęła, łapiąc się za brzuch. – A próbowałaś jej pokazać, jak to wygląda z twojej strony? Musisz pozachowywać się głośno w sypialni. Wtedy zobaczy, że każdy jęk jest dobrze słyszalny zza ściany. Kiedy ostatnio to robiliście?

Czy to źle, jeśli powiem, że nie pamiętam? Tak, wyszłoby źle. Która kobieta chciałaby się przyznać, że jej facet nie chce uprawiać z nią seksu? Przecież nie byłam dziewicą. Wiedziałam, jak wygląda nieziemski seks sprawiający, że nogi po nim nie działają. Miałam przed Tomem dwóch facetów. Jeden z nich naprawdę wiedział, co zrobić, by doprowadzić dziewczynę na szczyt. Do dzisiaj, gdy o nim myślałam, miałam ciarki. Federico był Włochem. Może to prawda, co o nich mówią?

Z Tomem układało się nam dobrze. Do pewnego czasu. Nie byłabym z nim w innym wypadku. Dbał o mnie, chodziliśmy na randki i nawet w łóżku się dogadywaliśmy. Przynajmniej przez pierwsze miesiące naszego związku. Teraz gdy mówiłam o wspólnym wieczorze, zbywał mnie. Zaczęłam z nim randkować, gdy miałam dwadzieścia trzy lata. Byłam młoda, zakochana, a on obiecywał mi złote góry. Wszystko zmieniło się z czasem. Dostał nową, lepiej płatną pracę i zaczął wyjeżdżać.

Jako pisarka całymi dniami przesiadywałam w domu, jeśli miałam dobrą passę i wenę. W pewnym momencie przestało mu to odpowiadać. Powiedział mi, że przyszła żona biznesmena nie może pisać bzdurnych romansów i że jeśli chcę siedzieć w domu, to powinnam przynajmniej zachowywać się jak normalna kobieta.

Normalna kobieta… Co to w ogóle znaczyło?

I czy on myślał, że siedzę w domu i nic nie robię? A rachunki to same się opłacają, prawda?

Od tego zdarzenia wszystko zaczęło walić się jak domek z kart. Mimo wszystko lubiłam go, nie chciałam kończyć naszego związku. I naprawdę się starałam, by było tak jak na początku. Kupiłam nawet ostatnio seksowną bieliznę, ale Thomas coraz częściej wykręcał się z naszych spotkań. Nie miałam więc szansy jej włożyć.

– Nie chcę o tym mówić – powiedziałam tylko.

– Aż tak źle? – zapytała, nieco się krzywiąc.

Pokiwałam głową.

– Dobrze, w takim razie zmieńmy temat. Czemu wczoraj tak wystrzeliłaś z klubu? Coś się stało?

Cholera, nie coś, tylko ktoś. Od kilku tygodni Hades był naszym ulubionym klubem. Mimo że Alison nie miała zbyt wiele wolnych wieczorów, a mnie ostatnio goniły terminy, starałyśmy się zawsze znajdować ze dwie, może trzy okazje w miesiącu, by się wyrwać z domu.

Wczoraj Thomas znowu mnie wystawił. Powiedział, że przedłużył mu się wyjazd służbowy. Nie chciałam siedzieć sama. Alison była jak najbardziej na tak, gdy zaproponowałam jej wyjście. Bawiłyśmy się w klubie świetnie. Do czasu.

Wszystko się zmieniło, gdy Alison poszła na parkiet z jakimś facetem, a ja odpoczywałam na jednej z sof. Właśnie rozglądałam się po klubie, gdy zauważyłam przy barze mężczyznę w szarym garniturze, siedzącego ze szklaneczką jakiegoś trunku. Mimo że znajdowaliśmy się w klubie, do którego ludzie przychodzą potańczyć, nie bawił się zbyt dobrze. Jego ramiona były napięte. Nie pasował do nastroju panującego w tym miejscu. I to przykuło moją uwagę na dłużej.

Im bardziej się na nim skupiałam, tym bardziej podobało mi się to, co widziałam. Zgoniłam to jednak na celibat, w który wpędził mnie mój facet.

Nie zamierzałam do niego podchodzić. Jaki by nie był Thomas, należał mu się szacunek. Nigdy nie zawiodłabym jego zaufania.

Sytuacja się zmieniła, gdy do nieznajomego podeszła jakaś dziewczyna i zaczęła z nim flirtować. Czekałam, aż zaakceptuje to, co chciała mu zaoferować. Chciałam to zobaczyć, by mi zbrzydł. O mało jednak nie wyplułam drinka, gdy kobieta wykorzystała okazję i wsypała mu coś do szklanki. Brunet właśnie rozmawiał z jakimś gościem i nie zwracał uwagi na to, co się dzieje. Musiałam zareagować.

Nie spodziewałam się jednak, kogo uratowałam. Jego reputacja była znana w całym mieście. Nie musiałam wiedzieć, jak wygląda, wystarczyło jego nazwisko. Wszyscy mieli świadomość, do kogo należy Hades, ale to był najlepszy klub w mieście. Każdy tam chodził.

Nie spodziewałam się także tego, jak zareaguje moje ciało, gdy on będzie blisko. Kiedy tamta odeszła – a raczej została zaciągnięta na zaplecze – mogłam się nieco rozluźnić. To jednak nie okazało się takie łatwe. Musiałam wręcz udawać, że Hank w żaden sposób mnie nie pociąga. I może by mi się to udało, gdyby mnie nie dotknął.

On jednak nie chciał przestać mnie dotykać.

I te jego komentarze.

Cholera, ja też mu się spodobałam. Nie patrzyłby na mnie tak, gdyby nie lubił tego, co widział. Nie dotykałby mnie tak…

Kurczę, ta sukienka kosztowała tyle, że pewnie każdemu bym się spodobała.

Rozumiałam jednak, że to tylko pociąg fizyczny. Ludzie gadali, że kobiety się na niego rzucają, i byłam pewna, że to prawda. Na własne oczy widziałam, jak jedna to zrobiła. To, że jej odmówił, nie znaczyło, że postępował tak z innymi. Na mojej liście rzeczy do zrobienia w życiu nie było punktu, który zakładałby zostanie kobietą na jedną noc. To nie dla mnie. Nie potrzebowałam tego typu… niezręczności. Bo na pewno tak bym się czuła o poranku. O ile jeszcze tej samej nocy nie wyrzuciłby mnie z łóżka.

I przecież miałam faceta. Nie mogłabym sobie spojrzeć w twarz, gdybym go zdradziła. Jaki był, taki był, ale wchodząc w ten związek, obiecaliśmy sobie szczerość. To jej potrzebowałam w życiu.

Nie zamierzałam jednak psuć Alison humoru swoimi wewnętrznymi rozterkami.

– Poznałam właściciela klubu – wymamrotałam.

– I co z tego, że… O! – Załapała.

– I do tego w dość niecodziennych okolicznościach.

Kobieta zatarła ręce i usiadła wygodnie, jakby przygotowywała się na dłuższą historię. I opowiedziałam jej wszystko dokładnie. Tutaj, na trawie w środku parku. Cała ta sytuacja wydawała się tak nierealna, że na miejscu Alison uznałabym to za streszczenie fabuły kolejnej książki, jaką planowałam napisać.

Moja przyjaciółka jednak kompletnie nie zainteresowała się wątkiem kobiety, która dosypała coś mężczyźnie do szklanki. Też chyba dawno nie uprawiała seksu, bo skupiła się tylko na mojej reakcji na Hanka.

– Czekaj… sprawił, że chciałaś na niego wskoczyć?! Co masz na myśli?!

Co?!

– Wcale tego nie powiedziałam! – broniłam się.

Zmrużyła oczy.

– Ale chciałaś to zrobić, prawda? Powiedziałaś, że czułaś te iskierki na ciele, gdy na ciebie patrzył i cię dotykał. I mówiłaś, że ten facet dosłownie w oczach miał wypisane, co chce z tobą zrobić. Że chce cię rzucić na łóżko. Albo na najbliższą płaską powierzchnię.

Tego też jej nie powiedziałam. A przynajmniej nie takimi słowami.

– Dlaczego od niego zwiałaś? – jęknęła. – Mogłaś przeżyć z nim najlepszą noc w swoim życiu! Dlaczego mnie nie zdarzają się takie sytuacje?

Już miałam jej odpowiedzieć, ale spojrzałam na to, co robiła moja przyjaciółka. Zmarszczyłam brwi.

– Co ty wyprawiasz?

Alison spojrzała tam, gdzie i ja się gapiłam. Trzymała właśnie dłoń pod koszulką w okolicy biustu.

– Trzymam się za cycka – odpowiedziała niespeszona, jakby to było jak najbardziej normalne. W samym środku parku. – Nigdy tego nie robiłaś?

Cholera, każdej dziewczynie chyba zdarzył się kiedyś taki odpał, że ni z tego, ni z owego złapała się za cycka i nie wiedziała czemu.

Zaśmiałam się.

– W miejscu publicznym? Nie.

Alison wyciągnęła rękę i machnęła nią na mnie.

– Nie zmieniaj tematu. Co cię powstrzymało? Ja bym się nie krępowała.

– Wiesz, że jestem w związku, prawda?

– Ale gdybyś nie była, tobyś to zrobiła, nie? – ciągnęła. – Mówiłam ci, że powinnaś rzucić tego dupka. Nie zasługuje na ciebie.

Alison od samego początku nie lubiła mojego faceta. Od razu źle się do niego nastawiła. Mówiła, że wysyła jej jakieś dziwne wibracje. Kochałam moją przyjaciółkę, ale ona była naprawdę szalona. Musiałam często przesiewać przez wielkie sito to, co do mnie mówiła. Dlatego nie brałam jej słów na serio.

Zresztą Tom też nie pozostawał jej dłużny. Nadawał na nią tak samo, jak ona na niego. Czasami czułam, jakbym znalazła się między młotem a kowadłem.

– Przestań tak mówić. Mamy lekki kryzys, ale…

– Lekki kryzys? Kobieto, ten facet nie chce, byś pisała, nie szanuje cię i wolałby zrobić z ciebie dodatek do swojego życia. W domu masz być kobietą, która gotuje mu obiadki, a na salonach masz się zachowywać jak dama. Szkoda tylko, że zapomniał o tej części, w której wspominano o sypialni… To stanowisko naprawdę namieszało mu w głowie, nie widzisz tego?

Widziałam. Nie byłam aż tak głupia. Chciałam, by w naszym związku było tak jak na początku. Coraz częściej zauważałam jednak, że żyję przeszłością. Naprawdę kiedyś nam się układało. Czy go kochałam? Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiedziałam, czy w ogóle wierzę w miłość. Byłam autorką romansów, która chyba nigdy się nie zakochała. To… smutne.

Może dlatego tak bardzo trzymałam się Thomasa. Bo myślałam, że nic lepszego mi się nie zdarzy, że nic lepszego na mnie nie czeka.

Liczyłam więc na to, że Thomas zobaczy, jak bardzo się zmienił, i to naprawi. Powoli jednak traciłam nadzieję.

Podjęłam wczoraj decyzję, że jeszcze raz spróbuję zawalczyć o nasz związek. Nie chciałam za kilka lat żałować, że tak łatwo odpuściłam.

Dziś wieczorem Thomas wracał z podróży służbowej, ale powiedziałam mu, że jestem zajęta i nie będę mogła przyjść go przywitać. Tak naprawdę jednak chciałam mu zrobić niespodziankę. Postanowiłam pójść do jego mieszkania i na niego zaczekać.

Nie chciałam jednak mówić tego Alison.

– Możemy już wracać? – zmieniłam temat rozmowy. – Terminy mnie gonią, a jestem daleko w tyle.

Alison westchnęła przeciągle. Wyglądała, jakby nie miała już do mnie siły.

Ja też traciłam ją do siebie. Nigdy nie myślałam, że będę kobietą błagającą o miłość.

Kurwa, przysięgam. Alison ma rację. To naprawdę moja ostatnia próba. Więcej już nie będzie. Zerwę z nim, jeśli znowu mnie zleje.

I nawet nie obejrzę się za siebie.

* * *

Tego samego dnia tuż przed dwudziestą stałam przed lustrem i oglądałam swoje ciało. Nie należało do idealnych, ale, cholera, ta bielizna powinna odwrócić uwagę od wszelkich mankamentów sylwetki.

Byłam zdecydowanie niską kobietą. Swoje krągłości tłumaczyłam więc tym, że moje dodatkowe funty nie miały gdzie się ulokować. Bo to na pewno nie chodziło o pudełko lodów, które zjadłam dziś po biegu w parku, albo wczorajszy kawałek ciasta po obiedzie. Nie… Zdecydowanie to nie to!

Włożyłam czarną koronkową bieliznę – czarny przecież wyszczupla czy coś. Komplet był dwuczęściowy i opinał mnie jak druga skóra. Włosy lekko opadały mi na ramiona, tworząc miękkie loki, a usta lśniły przydymioną czerwienią. Jeśli mój facet się na mnie nie rzuci, to zdecydowanie z nim jest coś nie tak, a nie ze mną. Cholera, sama bym się na siebie rzuciła, choć przecież nie gustowałam w kobietach.

Wybrałam do tego czarne szpilki z czerwoną podeszwą i brązowy jesienny płaszczyk. Nic więcej.

Byłam gotowa do wyjścia.

Zabrałam jedynie telefon, klucze i kluczyki od samochodu. Jadąc do Toma, zaczęłam słuchać radia. Leciała właśnie Dolly Parton, dlatego zaczęłam śpiewać słowa Jolene. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nie darł się nigdy w aucie podczas jazdy.

Wjechałam na parking podziemny i zaparkowałam obok Toma. Uważałam, żeby nie zarysować jego pojazdu. Ten mercedes był jego oczkiem w głowie. Nie wiedziałam, co by zrobił, gdyby coś mu się stało. Skoro samochód stał w garażu, to znaczyło, że Tom też już wrócił do domu. Przyjechał szybciej? I nici z poczekania na niego w łóżku…

Przed wyjściem spojrzałam w lusterko i środkowym palcem poprawiłam sobie zarys ust. Gdy byłam już zadowolona z efektu, wysiadłam, zamknęłam auto i ruszyłam windą na górę.

Przyjrzałam się sobie jeszcze raz, zerknąwszy na metalowe ściany windy. Dopiero teraz zaczynałam czuć ekscytację i lekkie podniecenie. To był pierwszy raz, kiedy robiłam coś takiego, i chyba to sprawiało, że czułam lekkie podenerwowanie – w pozytywnym znaczeniu. Ludzie mogli mnie uważać za nieco szaloną, ale odwaga zdecydowanie nie była moją cechą.

Ciche „ping!” ogłosiło, że dotarłam na właściwe piętro.

Szybko podeszłam do drzwi. Przez całą drogę uśmiech nie znikał mi z twarzy. Cóż, do czasu. Moja ręka zatrzymała się w powietrzu, by zaraz opaść. Szybko przeszukałam kieszenie w poszukiwaniu kluczy, a potem sama sobie otworzyłam.

To chyba ich zaalarmowało. Zobaczyłam, jak mój już eksfacet wychodzi z jakiejś kobiety i odsuwa się od niej, by złapać za poduszkę i się za nią ukryć.

Cholera, powinnam czuć się zraniona, ale byłam tylko zła.

Zła na siebie.

I to bardziej niż na niego. Jak mogłam? Jak mogłam nie połączyć wcześniej faktów? Przecież wiedziałam, że coś się dzieje, ale wolałam się okłamywać. Kurwa, a myślałam, że jestem mądra… Tom drwił ze mnie, sprowadzając do siebie jakieś kobiety. I tak, kobiety! Byłam tego pewna. W naszym związku psuło się od dawna, i to zdecydowanie nie przeze mnie. Pieprzony drań.

Skoro nie chciał być ze mną, mógł mi powiedzieć. Po prostu byśmy się rozstali. Co ja mówię? Przecież on pragnął podwójnego życia. Ze mnie planował zrobić kurę domową i przykładną żonę do pokazywania w towarzystwie, a sam na mieście chciał dymać pisklęta. Kogucik pieprzony.

Kobieta w popłochu zaczęła zbierać swoje ubrania i uciekła do łazienki.

Przez ten cały czas stałam tak i zastanawiałam się, czy warto strzępić sobie język, czy lepiej po prostu wyjść i mieć go w dupie.

Z szoku wyrwały mnie dopiero słowa Toma.

– To nie tak, jak myślisz – zaczął się tłumaczyć. – Nic mnie z nią nie łączy! To był przypadek!

Nie wierzyłam w to, co się tu działo.

Zaczęłam się ostentacyjnie rozglądać po salonie, a potem zajrzałam pod stół.

Tom zmarszczył brwi.

– Co ty wyprawiasz?

– Szukam skórki po bananie. Bo jedyny przypadek, w który uwierzę, to ten, że zamek od spodni ci się zepsuł, więc szedłeś do tej nadmuchanej laluni, by pomogła ci go naprawić, ale nagle pośliznąłeś się na skórce i gdy tak leciałeś na podłogę, to przez przypadek zerwałeś z kobiety sukienkę. A potem twój mały fiut wpadł do jej pochwy i ze zdenerwowania zacząłeś się trząść… albo z szoku dostałeś jakiegoś ataku padaczki. A ona krzyczała „o Boże!”, bo się wystraszyła. Czy tak było? – zapytałam z przekąsem.

Thomas skrzywił się, słysząc mój sarkazm.

– Nie musisz być suką, Eda.

Nie no, kurwa, weźcie go, bo nie wytrzymam.

– A więc ty mnie zdradzasz, a to ja tu jestem suką? Weź, człowieku. Ogarnij się – powiedziałam i ruszyłam w stronę kuchni. Wyjęłam z szafki worek na śmieci i zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Nie zamierzałam więcej wracać do tego mieszkania. Chciałam wyrzucić z pamięci ten adres. I zapomnieć o tym, że zmarnowałam na tego faceta dobre trzy lata.

Gdy wróciłam do salonu, kutas właśnie kończył wkładać spodnie. Zaraz potem zaczął się do mnie zbliżać.

– Zostaw te rzeczy, porozmawiajmy – smęcił.

Teraz chciał rozmawiać? Uniosłam jedną rękę, by się zatrzymał.

– Ale my nie mamy o czym rozmawiać. To koniec – oznajmiłam po prostu.

– I co? Przekreślisz ten związek? Nie będziesz o nas walczyć?

Był zdziwiony? On na serio był zdziwiony? I czy na dodatek właśnie obarczył mnie winą? Sukinsyn.

Przykro mi, Dolly, ale ja błagać nie będę. Te czasy już minęły.

– O co mam walczyć? O faceta, który nie potrafi utrzymać kutasa w spodniach? – prychnęłam i usłyszałam kliknięcie.

Tleniona blondynka właśnie wychodziła z łazienki. Ruszyłam w tamtą stronę, by zabrać swoje kosmetyki.

Kobieta nie potrafiła nawet spojrzeć mi w oczy.

Nie mogłam jednak przejść obok niej obojętnie.

– Nie wstyd ci spać z facetem, który ma dziewczynę? Co się stało z solidarnością jajników? On nie jest wart tego, by potem mieć moralniaka.

Zapadła się w sobie jeszcze bardziej. Wyglądała jak lalka, ale przynajmniej czuła jeszcze jakieś wyrzuty sumienia. Już miałam ją wyminąć, gdy złapała mnie za łokieć i szepnęła:

– Nie słuchaj jego tłumaczeń. Facet zaczepił mnie na Tinderze. Mówił, że jest sam.

– I nie zauważyłaś, że w mieszkaniu są moje rzeczy?

Kobieta się zarumieniła.

– Powiedział, że jego siostra go odwiedziła i mieszka tu od kilku dni. Uwierzyłam mu, przepraszam. Powinnam była wiedzieć lepiej.

Powinna. Ale to nie ona zawiniła wobec mnie. Nie zamierzałam szarpać jej za włosy. Jedyną winę ponosił tutaj Thomas. To on podjął decyzję. Świadomą decyzję. Nie rozumiałam kobiet, które o zdradę obwiniały inne kobiety. To twój facet powinien być ci wierny, nie jakaś obca laska.

Pozbierałam szybko kosmetyki i ruszyłam w stronę sypialni. Z obrzydzeniem spojrzałam na łóżko, w którym kiedyś zdarzało mi się sypiać. Teraz rozumiałam, dlaczego Tom tak bardzo zwlekał z tym, byśmy zamieszkali razem.

– Jezu, kochanie, poczekaj. Przecież mieliśmy tyle wspólnych planów. Za tydzień powinniśmy iść na kolację z moim szefem. Przecież mnie tak teraz nie zostawisz?

Zaczęłam trząść się ze złości. Wiedziałam, o co mu chodziło. Jego szef cenił wartości rodzinne. Nie przyjąłby dobrze informacji, że zostawiłam Toma, bo nie umiał utrzymać chuja na smyczy.

– Ty sukinsynu, do tego jestem ci potrzebna? Boisz się przyprowadzać te lalki, które pieprzysz, na kolacje biznesowe. Wstydzisz się ich. Prawda? Tak samo jak wstydzisz się tego, że piszę romanse! To dlatego chciałeś mnie od tego odwieść. Bo obawiałeś się, że może się to nie spodobać twojemu przełożonemu. Jesteś pieprzonym lizusem. Zawsze będziesz jednak tylko jego podnóżkiem. Twój szef musi mieć bardzo dobrze rozciągnięty tyłek, skoro tak mu w niego włazisz. Nawet obciągniesz mu dla awansu, co? Szkoda tylko, że mnie nie potrafiłeś zadowolić, dupku – powiedziałam szorstko, wrzucając ubrania do worka.

– A dziwisz mi się? – Od bycia uległym przeszedł do ataku. Musiałam trafić w jego ego. I dobrze. – Patrzyłaś na siebie w lustrze? Na początku naszego związku byłaś chudsza. Nie pociągają mnie wieloryby. Widziałaś tamtą kobietę? Gdybyś trochę schudła, wyglądałabyś jak ona. Jak twoja gruba dupa może zadowolić jakiegokolwiek mężczyznę? Faceci to wzrokowcy! A tu, Eda, nie ma na co patrzeć – zakończył ze wzruszeniem ramion.

Trzasnęłam drzwiami od szafy i obróciłam się w jego stronę.

– To teraz patrz, jak ta gruba dupa wychodzi z twojego mieszkania i nigdy tu nie wraca – rzuciłam i ruszyłam do drzwi.

– Nie wygłupiaj się – zakpił i zaczął się śmiać. – Dobrze wiesz, że beze mnie jesteś nikim. To ja mam pozycję, znajomości i pieniądze. Jeśli teraz wyjdziesz, to nie będzie powrotu.

Nie było sensu z nim rozmawiać. Złapałam za klamkę i zamknęłam drzwi z drugiej strony. Tuż za swoją wielgachną dupą.

Zjechałam windą na dół. Przez cały czas trzęsłam się z emocji. Miałam w sobie niepohamowaną potrzebę wyładowania się na czymś. Podążałam podziemnym parkingiem do samochodu, wlokąc za sobą worek z rzeczami.

Dupek pieprzony. Nawet nie umiał z godnością przyznać się do zdrady. Mogłam posłuchać Alison. Od samego początku mówiła, żeby mu nie ufać.

Odblokowałam swoje małe czerwone miejskie auto i wrzuciłam do środka klamoty. Już miałam trzasnąć bagażnikiem, gdy zauważyłam łyżkę do opon. Sięgnęłam po nią i stanęłam przed oczkiem w głowie Toma. Nowym czarnym mercedesem.

Już ja mu, kurwa, pokażę. Nauczę go, że nie zdradza się kobiet. Zapamięta tę lekcję do końca życia.

Po pierwszym uderzeniu zaczął wyć alarm. Miałam to jednak w głębokim poważaniu, bo poczułam się świetnie, a z każdym kolejnym zamachnięciem było jeszcze lepiej. Zachowywałam się jak szalona. Każde wgniecenie sprawiało, że z większą energią waliłam łyżką.

– Ciekawe, co teraz powiesz, skurwielu! Kurwa, trzy lata na ciebie zmarnowałam – zaczęłam mówić do siebie. – Dwa lata znosiłam ciebie i twoje toksyczne zachowanie. Czas, byś dostał trochę jadu, którym mnie karmiłeś. I to twoje wzbudzanie we mnie wyrzutów sumienia, poczucia, że to ja jestem niewystarczająca. To dlatego tak długo przy tobie trwałam, bo myślałam, że nic lepszego na mnie nie czeka. Próbowałeś mnie zmieniać, ale to ty powinieneś zmienić siebie. Wiedziałam o tym od dawna. Dlaczego tak długo pozwalałam na to wszystko? – burczałam, raz po raz uderzając w karoserię. – I jeszcze obarczasz mnie winą za zdradę?! Nie dam sobie rady bez ciebie? Dam sobie świetnie radę! Nikt nie będzie mi podcinał skrzydeł, to wystarczy, bym zaszła wyżej niż ty. Nikomu nie pozwolę mówić, że jestem niewystarczająca – dodałam, roztrzaskując mu boczną szybę. Drobiny szkła rozsypały się po parkingu jak małe perły. – Nie podoba ci się moje ciało? Spoko, znajdę takiego, kto jeszcze podziękuje mi za to, że może położyć na nim ręce. To dla takiego faceta warto się starać tak, jak zrobiłam to dzisiaj dla ciebie.

Ostatni raz uderzyłam w przednią szybę i z radością patrzyłam, jak pojawia się na niej pajęczyna. Gdy byłam już usatysfakcjonowana z efektu końcowego, otworzyłam swój samochód i wrzuciłam łyżkę na przednie siedzenie.

Nie myślałam logicznie. Przypuszczałam, że później będę żałować swoich dzisiejszych decyzji, jednak na razie trwałam w trybie działania.

W głębi duszy chciałam znaleźć kogoś, komu spodobałoby się moje ciało, i się z nim przespać, tylko po to, by utrzeć Thomasowi nosa. Wiedziałam jednak, że nie byłoby to dobre wyjście z sytuacji. Tylko przez chwilę poczułabym satysfakcję – podwójną satysfakcję, jeśli mam być szczera – ale zaraz potem przyszłyby wyrzuty sumienia. Spanie z obcym facetem… to nie ja. Nie chciałam uprawiać seksu tylko po to, by komuś coś udowodnić.

Z uśmiechem ruszyłam przed siebie zrealizować swoją nową misję. Taką, która nie obejmowała mnie i jakiegoś nagiego mężczyzny. Pojechałam w stronę najbliższego monopolowego. Wiedziałam, że teraz pomoże mi tylko dobre wino. Nie ma w życiu kobiety takiego problemu, którego nie rozwiązałoby wino. A jeśli nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi.

Sprawdziłam w kieszeniach płaszcza, czy mam wystarczającą ilość drobniaków. Nie było tego wiele, dlatego wyciągnęłam pięćdziesiątkę ze schowka.

Sześć minut później zatrzymałam swoje autko pod małym sklepikiem, a minutę później lawirowałam między sklepowymi półkami.

Trzymałam właśnie butelkę różowego wina, gdy przestraszył mnie obcy głos.

– Ja wybrałbym to drugie – powiedział ktoś za mną.

Szybko obróciłam się w jego stronę, a gdy zobaczyłam, kto mnie zaczepił, przycisnęłam butelkę do piersi, by jej nie upuścić.

Hank stał przede mną, jakby nasze spotkanie było całkowicie normalne i jakbyśmy znali się od lat.

Wyglądał… naprawdę dobrze. Nigdy nie powiedziałabym, że tak bardzo będzie mnie kręcić facet w garniturze.

Po chwili doszłam do wniosku, że chyba bardziej chodzi o to, jak on go nosił. Z taką niewymuszoną pewnością. Jakby urodził się w tym garniaku.

Szczerze? Myślałam, że zapomni o mnie tak szybko, jak nagle pojawiłam się w jego życiu. Przecież nie byłam dla niego nikim szczególnym. Tak, pomogłam mu trochę, i tak, wiedziałam, że mu się spodobałam. Ja też poczułam pociąg fizyczny, ale nie zamierzałam się temu poddać. Szczególnie teraz. Jednego dupka już się pozbyłam, nie zamierzałam zapraszać do swojego życia następnego. A biorąc pod uwagę fakt, że ten mężczyzna prowadził klub nocny, kobiety się na niego rzucały, a w dodatku miał powiązania z mafią, nie mógł mieć wobec mnie dobrych zamiarów.

Cholera, mogłam się wczoraj nie wychylać. Powinnam była powiedzieć ochronie, co się stało, i mieć spokój. Po co w ogóle do niego podchodziłam? Mogłam tego nie robić. Miałam przeczucie, że facet tak łatwo się teraz ode mnie nie odczepi.

Złapałam w drugą dłoń tę butelkę, którą wskazał, i wzruszyłam ramionami. Czas się wycofać. Jeszcze mnie nie dotknął, więc starczyło mi siły, by to zrobić. Wiedziałam, że złamię się, jeśli znów go poczuję. Teraz już nie miałam argumentu w postaci chłopaka.

– W takim razie wezmę obie butelki, dzięki – powiedziałam i odwróciłam się od niego. Skierowałam się do kasy.

Ekspedientka, żując gumę, bez słowa zaczęła kasować moje zakupy.

Wyciągnęłam z kieszeni pieniądze i spojrzałam na nią, by się dowiedzieć, ile mam zapłacić. Ta jednak patrzyła za mnie i właśnie puszczała do kogoś oczko, robiąc balona z gumy. Nie musiałam zgadywać, kto stał za mną. Szczególnie że położył dłoń na moim biodrze, a ekspedientka się skrzywiła.

Świetnie, kolejny facet mnie wykorzystywał – tym razem, by pozbyć się natrętnej podrywaczki.

Bez słowa podałam kobiecie pieniądze i zaczekałam na resztę. Złapałam za butelki i wyszłam ze sklepu. Po piętach deptał mi Hank. Otworzyłam drzwi od samochodu i już miałam wsiadać, gdy zatrzymały mnie jego słowa.

– Eda, zaczekaj! Możemy porozmawiać?

Zatrzymałam się zdębiała.

– Skąd znasz moje imię? – Zmarszczyłam brwi. – Śledzisz mnie?

Hank zaśmiał się, jakbym powiedziała najlepszy żart.

– Daj spokój, robiłem zakupy.

Rozejrzałam się wokół siebie.

Obok mojego samochodu stał lśniący czarny wóz, a przy nim czekał jakiś dryblas, który na nas spoglądał. Kto przyjeżdża na zakupy z obstawą? Nikt, kto ma ochroniarza, nie przychodzi tak po prostu do monopolowego.

W dodatku Hank był w garniturze, białej koszuli i płaszczu. Nie pasował do takiego sklepu. I do tej dzielnicy. Spojrzałam na jego dłonie. Nawet nic nie kupił. Mógł przynajmniej udawać i wziąć coś dla zachowania pozorów.

Ta… Zdecydowanie mnie śledził.

Jezu, zainteresował się mną świr. Przystojny jak cholera, ale wciąż świr. Jak to o mnie świadczyło, że mnie pociągał?

I co by zrobił, gdyby wiedział, że pod tym płaszczem jestem praktycznie naga?

Należało spieprzać stąd czym prędzej.

– To był ciężki dzień – sapnęłam i zapakowałam butelki do samochodu. – Wracam do domu… tak że hej? – powiedziałam dość niepewnie.

– Daj mi swój numer – rzucił, zanim zdążyłam wsiąść.

Tym razem to ja się zaśmiałam. Byłam pewna, że już go ma. Skoro znalazł mnie w samym środku Seattle, to musiał także mieć mój numer.

Cholera, czego on ode mnie chciał?

Czas postawić pomiędzy nami jakąś granicę.

Westchnęłam.

– Posłuchaj, nie wiem, za kogo mnie masz, ale nie uznaję jednorazowych numerków – oznajmiłam hardo.

Hank zamyślił się na chwilę, a potem uśmiechnął szelmowsko.

– A kto mówi o jednym razie. Możemy to zrobić dzisiaj ze trzy razy – zażartował.

I cholera, zamknął mi tym usta.

Zauważył, że nie zamierzam mu odpowiedzieć. Wziął głęboki wdech, wyciągnął z kieszeni marynarki długopis i podszedł do mnie.

Złapał za moją rękę. Podciągnął rękaw i zaczął pisać swój numer.

Old school.