Miłosny brief - tom 1 - Sonia Hawse - ebook

Miłosny brief - tom 1 ebook

Sonia Hawse

0,0

18 osób interesuje się tą książką

Opis

 

Wiktoria ma 33 lata i właśnie zostawia dotychczasowe życie za sobą. Nowa praca w warszawskiej agencji marketingowej miała być początkiem wszystkiego. Nie przewidziała tylko jednego, że na jej drodze stanie Kordian. Chłodny, błyskotliwy prawnik, który wydaje się odporny na emocje i mistrzowsko trzyma ludzi na dystans. Między nimi nie wybucha wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Są spojrzenia, cięte riposty, niedopowiedzenia i napięcie, które z każdym spotkaniem staje się coraz trudniejsze do zignorowania.

Miłosny brief to współczesna powieść obyczajowa z romansem slow burn. Zanurz się w historii, której nie tylko przeczytasz. Usłyszysz jej soundtrack, poczujesz zapach ulubionych perfum bohaterów i przejdziesz ulicami Warszawy razem z nimi. To pierwsza część losów Wiktorii i Kordiana – historia o przyciąganiu, przed którym można próbować uciekać, ale którego nie da się uciszyć. Czy Kordian naprawdę jest tak obojętny, jak chce się wydawać? Co wydarzyło się w jego przeszłości? I czy Wiktoria zaryzykuje wszystko dla relacji, której zakończenia nie potrafi przewidzieć?

Nie wszystkie odpowiedzi przychodzą od razu, niektóre wymagają kolejnego rozdziału lub... kolejnej cześci książki, a czasem najtrudniejszą sprawą do wygrania jest ta o własne serce.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 295

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Sonia Hawse — Miłosny Brief

PrologWiktoria

Lotnisko w Poznaniu nie należy do największych, a we wtorkowy poranek panował tutaj wyjątkowo mały ruch. Odkąd rok temu spóźniłam się na samolot przez moje roztargnienie, dokładnie sprawdzam tablicę odlotów i czy moja bramka istnieje. Kiedy dojechałam Uberem na Ławicę, miałam jeszcze ponad dwie godziny do odlotu. Chociaż podróż samolotem, z wiadomych względów, wywoływała u mnie niewielki stres, wiedziałam, że tym razem wyrobię się bez problemu. Miałam wystarczająco dużo czasu, żeby na spokojnie zjeść śniadanie i wypić kawę.

Lot do Warszawy nie był dla mnie zwyczajną podróżą, był początkiem dużych zmian w moim życiu. Dostałam pracę w dużej agencji marketingowej i za kilka dni przeprowadzałam się do Stolicy. Podobno 33 rok życia jest przełomowy, niektórzy określają go mianem chrystusowych lat, więc jako zodiakalny Wodnik, byłam gotowa na zmiany i rewolucje. Dzisiaj miałam pojawić się w biurze, żeby spotkać się z moim nowym szefem i jego przyjacielem — prawnikiem i właścicielem kancelarii. Na miejscu czekał na mnie duży projekt — zlecenie za kilkanaście milionów. Oprócz doświadczonego zespołu i kreatywnych pomysłów było mi potrzebne prawne wsparcie do zabezpieczenia umów, rozliczeń i formalności.

Stresowałam się, ale jednocześnie czułam ogromną ekscytację, bo spełniałam swoje marzenia. Od zawsze wiedziałam, że mój ukochany Poznań zamieniłabym tylko na Warszawę. Po kilkunastu latach w Wielkopolsce potrzebowałam nowych wyzwań. Lubiłam Poznań ze względu na jego kameralność przy zachowaniu uroków dużego miasta. Wiedziałam jednak, że jeżeli chcę rozwijać się zawodowo, to Warszawa będzie odpowiednim wyborem. Przez kontrolę bezpieczeństwa przeszłam błyskawicznie. Nie miałam bagażu rejestrowanego, a wcześniej odprawiłam się online, więc po kilkunastu minutach czekałam już w strefie gastronomicznej na otwarcie bramek. Wykorzystałam ten czas na przejrzenie szczegółów nowego projektu i zebranie pytań do spotkania. Zawsze dbałam o to, żeby być przygotowaną i wypaść profesjonalnie. Było to jednocześnie moją mocną stroną, jak i blokerem, który często utrudniał mi codzienność. Nie lubiłam przegrywać — musiałam być najlepsza i wiedzieć możliwie jak najwięcej. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i pewność, że wypadnę dobrze — uroki życia perfekcjonistki i piątkowej uczennicy. Niestety nie wiedziałam, z kim dokładnie odbędzie się spotkanie i żałowałam, że nie dopytałam wcześniej, kto prawnie obsługuje naszą firmę. Moja natura FBI nie mogła zaistnieć i się wykazać, miałam zdecydowanie za mało danych do szpiegowania. Czas na lotnisku minął szybko, a gdy zostało już tylko kilka minut do boardingu, zebrałam wszystkie swoje rzeczy i udałam się do łazienki. Prosto z lotniska jechałam na spotkanie, dlatego musiałam się odświeżyć. Pospiesznie dołożyłam błyszczyk Fenty na usta, przeczesałam palcami swoje blond fale i dodałam kilka psiknięć ulubionych perfum Givenchy — Hot Couture. Z uznaniem spojrzałam w lustro, bo całość prezentowała się naprawdę dobrze — postawiłam na klasyczny beżowy total look ze złotą biżuterią. Wybrałam długie spodnie palazzo z wysokim stanem, dopasowany top, krótką marynarkę z mocnymi ramionami i klasyczne szpilki na niewielkim obcasie. Świetnie komponowały się z moją nową torebką od Jacquemus, na którą wydałam ostatnią premię z poprzedniej pracy.

WiktoriaKierowałam się już w stronę bramek, gdy nagle zderzyłam się z mężczyzną, który rozmawiał przez telefon i pewnie podążał w moim kierunku. Torebka wypadła mi z rąk i na moment straciłam równowagę.

- Jak chodzisz!? — zapytał ostro, swoim niskim głosem.
- Słucham? Żartujesz sobie!? Prawie mnie staranowałeś biegnąć w kierunku bramek! — odpowiedziałam z mocną irytacją, podnosząc z ziemi swoją torebkę.
- Lotnisko nie jest tylko dla Ciebie, a ja szedłem normalnie. Następnym razem zwracaj uwagę na innych! — zmierzył mnie wzrokiem i odburknął pod nosem, szybko oddalając się w inną stronę.
- Chyba sam nie wiesz, co mówisz. Trochę kultury frajerze! — bez zastanowienia, wyrecytowałam to jak z karabinu, żeby wiedział, że nie daję się w ten sposób traktować.

Zazwyczaj unikam takich sytuacji i potyczek słownych z obcymi ludźmi, ale razem postanowiłam nie odpuszczać. Nieznajomy rzucił mi na pożegnanie tylko gniewne spojrzenie i udał się do kolejki. Przepuściłam kilka osób, żeby nie stać tuż za nim i modliłam się, by nie trafić na miejsce w jego pobliżu. Już myślałam, że to nie koniec niefortunnych zdarzeń. W samolocie zatrzymał się przy tym samym rzędzie co ja, ale na szczęście skierował się do siedzeń po drugiej stronie. Umieściłam swój bagaż w luku, usiadałam w fotelu i wzięłam telefon do ręki.

- Stara, olej typa, skup się na spotkaniu, które masz niebawem. To pewnie jakiś nadęty dupek z wybujałym ego. Sama mam z takimi na co dzień do czynienia w kancelarii i sądzie, przecież wiesz :D — otrzymałam wiadomość od Klary, w odpowiedzi na zrelacjonowaną podczas stania w kolejce sytuację sprzed chwili. Miała racje — pomyślałam i przełączyłam telefon na tryb samolotowy. Założyłam słuchawki i włączyłam na Spotify płytę Ciche Dni Kaśki Sochackiej, żeby się wyciszyć i nieco ochłonąć. To będzie mój dzień i ten buc mi tego nie zepsuje.

Znajdował się w zasięgu mojego wzroku i w końcu mogłam mu się na spokojnie przyjrzeć. Wprawdzie podniósł mi ciśnienie, ale trzeba było mu oddać, że jest cholernie przystojny. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że to wysoki, dobrze zbudowany brunet z zarostem i mógł mieć około 36–38 lat. Jego idealnie skrojony stalowy garnitur zdradzał, że ma dobry styl. Zapach, który poczułam gdy wstał, żeby wyciągnąć z torby laptopa, potwierdził, że doskonale wie co to niszowe perfumy. Nasze spojrzenia spotkały się, ale szybko odwróciłam wzrok i przybrałam poważny wyraz twarzy. Nie chciałam, żeby zauważył, że mu się przyglądam.

Kordian

Ze wszystkich ponad 200 miejsc w samolocie musiałem trafić na ten sam rząd co ona, los jednak bywa przewrotny. Wiem, że przesadnie zareagowałem na lotnisku, ale gdy wpadliśmy na siebie, to kończyłem trudną rozmowę z klientem. Nie była to najłatwiejsza osoba do współpracy, a do tego nie znałem szczegółów sprawy. Przez to, że mój wspólnik się rozchorował, musiałem go zastąpić i prowadzić negocjacje z tym cwaniakiem. Irytowało mnie, że mimo tego jak bardzo spieprzył sobie życie, udawał, że jest niewinny, nawet przed nami. Byłem w niedoczasie, więc ostatnie, na co miałem ochotę, to tracenie czasu na wysłuchiwanie jego wyssanych z palca tłumaczeń. Czy byłem sfrustrowany? Mało powiedziane. Czy na co dzień tak się zachowywałem? Tylko w pracy.Wkurzyłem się, bo wiedziałem, ile problemów czeka na mnie po przylocie do Warszawy, a ta laska pojawiła się w najmniej odpowiednim momencie. Frajer bez kultury? Tak bym siebie nie określił, choć zdarzało mi się grać ostro, w końcu często wymagał tego ode mnie zawód. Nie zamierzałem teraz do tego wracać, miałem wystarczająco dużo na głowie, a tę godzinną podróż planowałem wykorzystać na dokończenie stanowiska w sprawie. Jak na ironię, lecę tym samym samolotem i siedzę blisko osoby, na którą nawrzeszczałem kilkanaście minut wcześniej. Nie przepadałem za bucami i zawsze szanowałem kobiety, więc miałem małe poczucie winy. Gdy sięgałem po komputer z torby, kątem oka zauważyłem, że mi się przygląda. Uśmiechnąłem się pod nosem i ukradkiem zrobiłem to samo. Wyglądała nieźle, była wysoka, całkiem zgrabna i nie brakowało jej kobiecych kształtów. Niewątpliwego uroku dodawały jej długie blond włosy i piękny uśmiech. Dojrzałem go, gdy okazywała życzliwość przechodzącej obok stewardessie. Skup się na pracy Kordian, skarciłem się w myślach i wróciłem do otwartego na laptopie dokumentu. To nie był odpowiedni moment na podziwianie uroków pyskatej nieznajomej, chociaż kusiło.

Wiktoria

Ponownie zapięłam pasy, gdy przechodziliśmy do lądowania. Trochę się stresowałam, bo chciałam dobrze wypaść na spotkaniu z moim szefem. Do tego sporo się w moim życiu zmieniło, nowe miasto, nowa firma i nowych poznawanie ludzi. Samo wyjście z samolotu i przejście przez lotnisko zajęło mi dosłownie kilka minut. Wbiłam w aplikacji adres biura w centrum i czekałam na kierowcę przy hali przylotów na Okęciu. Na szczęście obyło się bez korków i po nieco ponad kwadransie byłam już na miejscu. Wzięłam głęboki oddech gdy wjechałam na 12 piętro biurowca Prosta Tower. Na wejściu przywitała mnie uśmiechnięta recepcjonistka, która zabrała mój bagaż i pokierowała mnie do sali konferencyjnej. Byłam pierwsza, ale to nic nowego, prawie zawsze byłam na czas. Nawet kilkuminutowe opóźnienie wywoływało u mnie stres, więc zazwyczaj to ja czekam na pozostałych. Usiadłam wygodnie w skórzanym fotelu, położyłam laptopa na dużym drewnianym stole i nalałam wody do szklanki. Nagle wszedł mój przełożony, którego wcześniej widziałam tylko na kamerce. Na żywo robił zdecydowanie lepsze wrażenie, okazało się, że jest o wiele wyższy, niż myślałam. Miał około 45 lat, minimum 185 cm wzrostu i kruczoczarne włosy z naturalnymi srebrno-siwymi pasemkami. Ubierał się elegancko, było widać, że nie oszczędzał na garniturach i zegarkach. Najbardziej zwracały uwagę jego duże turkusowe oczy, które niewątpliwie były jego największym atutem.

- Cześć Wiktoria, mam nadzieję, że Twoja podróż minęła spokojnie. Cieszę się, że w końcu jesteś z nami, witaj na pokładzie!— przywitał mnie z entuzjazmem i poklepał po ramieniu.
- Cześć Tomek, dziękuję, podróż całkiem ok. Miałam małe „zderzenie” na lotnisku w Poznaniu, ale to drobiazg. Też cieszę się, że w końcu będę z Wami. Jestem już spakowana i gotowa na nowe wyzwania, chociaż do oficjalnej przeprowadzki jeszcze kilka dni — odpowiedziałam z łagodnym uśmiechem.
- To świetnie, jak już się zadomowisz, chętnie oprowadzimy Cię po Warszawie i podpowiemy, gdzie wypić najlepszą kawę. Pewnie będzie ku temu wiele okazji, bo często wyskakujemy razem na wspólny lunch w ciągu dnia czy … — dodał, ale przerwało mu pukanie do szklanych drzwi salki — wchodź Kordian, zapraszam.
- A co Ty tutaj robisz!? — wypaliłam nagle, gdy zobaczyłam u progu tego cwaniaka z lotniska.
- To Wy się znacie? — Tomek zapytał z nieukrywanym zdziwieniem.
- Tak, yy to znaczy nie — odpowiedziałam zmieszana i głośno przełknęłam ślinę, jakby miało mi to pomóc uspokoić towarzyszące mi napięcie.
- Spotkaliśmy się na lotnisku, gdzie mieliśmy małe zderzenie w drodze do bramek, ale wszyscy żyją — Kordian wszedł mi w słowo, ale nie sądzę, że chciał mnie uratować z trudnej sytuacji.
- Tak, mieliśmy kolizję na lotnisku, ale oficjalnie się nie znamy — Wiktoria Sigma — miło mi, przedstawiłam się z udawaną życzliwością i mocno uścisnęłam jego dłoń.
- Kordian Wolnicki, uścisk równie mocny co riposta, czeka nas interesującą współpraca Wiktorio. Już nie mogę się doczekać — powiedział, serwując mi swój szczery uśmiech, zapewne wyuczony na takie okazje. Tomek, mój przełożony, obrzucił nas porozumiewawczym wzrokiem i dodał:
- Dobrze, skoro kurtuazję mamy już za sobą, to czas na konkrety! —mówiąc to, ochoczo klasnął w dłonie.
- Wiktorio, Kordian jest prawnikiem i właścicielem kancelarii Wolnicki i Partnerzy, a prywatnie moim serdecznym przyjacielem, od 3 lat reprezentuje naszą agencję.
- Kordianie, Wiktoria od przyszłego tygodnia przeprowadza się do Warszawy i oficjalnie dołącza do naszego zespołu jako Dyrektor Kreatywna. Będzie odpowiadała za projekt kampanii dla naszego nowego i największego jak do tej pory klienta, Wojtka Karlickiego z grupy Prosetig.

To mogło przytrafić się tylko mnie, akurat on musiał być przyjacielem mojego nowego szefa i to z nim będę musiała współpracować. Gdybym wcześniej dopytała, jaka kancelaria nas obsługuje, to wyszukałabym jej właściciela i już na lotnisku wiedziałabym na kogo uważać. Dobra Wiktoria, trudno, nie analizuj teraz całej sytuacji. Już za późno, psy szczekają, a karawana idzie dalej — zganiłam siebie w myślach. Spotkanie pomimo moich obaw przebiegło dobrze i omówiliśmy rzeczowo wszystkie najważniejsze kwestie. W niecałą godzinę ustaliliśmy kolejne kroki oraz plan działania przy najnowszym projekcie, który będę nadzorować.

- To, co, chyba mamy to! Myślę, że na dzisiaj wystarczy, wiemy, co robić i tego się trzymajmy. Wiktoria, jakie masz plany na wieczór, kiedy wracasz do Poznania? — zapytał Tomek i promienny uśmiech rozświetlił całą jego twarz.
- Planowałam zostać do czwartku. Co do dzisiaj, oprócz odpoczynku i rozgoszczenia się w hotelu, planów brak — odpowiedziałam, odwzajemniając mu uśmiech.
- Chciałem zaprosić Was wieczorem na kolację w Browarach Warszawskich. Z tego co wiem, zatrzymałaś się w Hiltonie przy Grzybowskiej, więc będziesz miała do nas rzut beretem — Tomek skierował wzrok w stronę Kordiana — Kordian, co Ty na to, dasz jakoś radę wyrwać się wieczorem od akt i klientów? Zabierz ze sobą Konstancję, dawno jej nie widziałem — Tomek zaproponował to z taką życzliwością, że ciężko byłoby mu odmówić.
- Dla mnie ok, tak jak mówiłam, niczego konkretnego nie planowałam. Powiedz tylko, kiedy i gdzie mam się pojawić i będę — wyrwałam się do odpowiedzi. Nie wiem czemu, ale wzmianka o niejakiej Konstancji nieco mnie zmieszała.
- Pojawię się, bo wbrew temu co o mnie sądzisz, nie jestem aż takim pracoholikiem brachu. Dziękuję, będę raczej sam, tak jak zwykle w Mykonos? — uzupełnił pewnie Kordian, a ja nie wiem dlaczego, zaczęłam od razu analizować w głowie, co u niech nie tak, skoro chce przyjść sam.
- Nie inaczej, to co rozchodzimy się do siebie i widzimy się o 19? Zrobię rezerwację — zaproponował Tomek.
- Do 19 — odpowiedziałam, kiwając na potwierdzenie głową.
- Do wieczora — dodali prawie jednogłośnie.

Rozeszliśmy się, a ja przywitałam się i wymieniłam kilka zdań z osobami z biura, które poznałam wcześniej tylko zdalnie. Chwilę później zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się w stronę wind, znajdujących się na końcu korytarza. Dzień był pełen emocji i chociaż czułam mega ekscytację na myśl o nowych wyzwaniach, to marzyłam, żeby już wyjść z biura i w końcu zameldować się hotelu. Zawsze, nawet po najkrótszej podróży potrzebowałam odświeżenia, żeby czuć się komfortowo i odzyskać siły, więc nie myślałam o niczym innym niż o gorącym prysznicu. Przyłożyłam kartę do niewielkiego wyświetlacza i obserwowałam, jak zmieniają się na nim numery pięter. Kiedy w końcu drzwi się rozsunęły, ze środka wyszła Kasia, jedna z dziewczyn z mojego zespołu, z którą zdążyłam się dzisiaj poznać. Wymieniłyśmy się uśmiechami i ponownie pożegnałyśmy. Gdy odkręcałam już głowę z powrotem w stronę windy, zauważyłam kątem oka, że zbliża się do niej Kordian. Wszedł od razu za mną i stanął w dość bliskiej odległości. Czułam jak powietrze zaczyna gęstnieć, a cisza między nami staje się niezwykle przytłaczająca. Zerknęłam na niego z lekkim uśmiechem, ale nie odwzajemnił go, bo patrzył się przed siebie, nerwowo spoglądając co chwilę w telefon.

- Wychodzisz? – zapytał w końcu, gdy dojechaliśmy na parter i wskazał ręką w kierunku otwierających się drzwi. Ton jego głosu był niski i nadwyraz spokojny, w przeciwieństwie to emocji, które aktualnie odczuwałam.
- Tak, idę do hotelu złapać oddech, pierwszy dzień za mną – odparłam, sama nie wiem dlaczego, jakbym próbowała się przed nim tłumaczyć. Starałam się za wszelką cenę brzmieć pewnie, ale było to trudne.
- Mam nadzieję, że pierwszy, ale jeden z wielu ekscytujących dni, które Ciebie tutaj czekają. Interesująca współpraca przed nami, nie mogę się doczekać Wiktorio — uśmiechnął się nonszalancko i nawiązał do rozmowy z Tomkiem.
- Wstęp mieliśmy co najmniej ciekawy, więc jeżeli to zwiastun tego, co nas czeka, to chętnie obejrzę ten film w całości – odpowiedziałam nieco przekornie i mrugnęłam do niego, nawet nie wiem dlaczego.
- To prawda, zderzenie na lotnisku zapamiętam na długo, miło było na Ciebie wpaść. Wychodzi nam to całkiem nieźle – słyszałam w jego głosie wyraźne rozbawienie i coś, czego jeszcze nie potrafiłam nazwać. Na pewno było między nami silne napięcie, szczególnie w momencie, gdy kolejny raz przyłapałam go na tym, że jego wzrok zatrzymał się na moich ustach. Szybko jednak odwróciłam głowę i skierowałam się do wyjścia z budynku.
- Masz rację, chociaż na co dzień staram się unikać takich kolizji... – zaczęłam, ale nie dokończyłam zdania, bo przerwał mi, od razu dopowiadając:
- Ja niezbyt. Lubię, jak się dzieje – dodał z mega pewnością siebie w głosie, który czułam na tyle blisko, że obawiałam się skierować twarz w jego stronę. Wyszliśmy, zachowując minimalny dystans, który jak dla mnie wydawał się zbyt mały i przekraczał moją prywatną strefę.
- Do zobaczenia, do 19 – rzucił krótko na pożegnanie i ruszył w stronę swojego auta.
- Do wieczora — odpowiedziałam i skierowałam się w przeciwnym kierunku. Chociaż się nie obróciłam, to czułam jego wzrok na plecach jeszcze przez chwilę. Kordian miał rację, to będzie zdecydowanie interesująca współpraca.

Rozpakowałam się, wzięłam długą kąpiel i przebrałam się w puchaty biały szlafrok. Postanowiłam skorzystać z przywileju room service, bo od śniadania minęło już dobrych kilka godzin, a do kolacji było jeszcze trochę czasu. Zamówiłam sałatkę z mango i krewetkami oraz krem z pomidorów. Rozłożyłam się na łóżku, włączyłam telewizor i po kilkunastu minutach pojawiła się obsługa. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam na drzemkę po zjedzeniu obiadu. Obudziłam się po godzinie i zaczęłam się szykować, więc żeby wprawić się w dobry nastrój, włączyłam imprezową playlistę na Spotify. Dobrze, że na wszelki wypadek zabrałam ze sobą dodatkowe ubrania. Nie było to oczywiste, bo należałam do osób, które pakują się w największą walizkę, nawet gdy jadą tylko na dwie noce. Tym razem wyjątkowo zmieściłam się w bagaż podręczny. Podczas kąpieli zmyłam cały makijaż, więc musiałam nałożyć go na nowo. Postawiłam na ciemne oko i usta w cielistym odcieniu. Takie połączenie lubiłam najbardziej. Mocno wytuszowałam rzęsy i podkreśliłam tęczówkę przydymioną brązową kreską. Założyłam na siebie czarne szorty z wysokim stanem i szerokimi nogawkami, na górę śmietankowy crop top z falbankami, a na ramiona narzuciłam czarną marynarkę. Było ciepło, jak przystało na koniec sierpnia, a moja opalenizna po urlopie świetnie się utrzymywała. Postawiłam na gołe nogi, które potrzebowały jedynie balsamu z drobinkami. Wyglądałam elegancko i seksownie, ale nie prowokująco. Szorty nie były zbyt krótkie ani przylegające, a ich wysoki stan idealnie komponował się z krótszym topem, nie odsłaniając zbytnio ciała. Podkręciłam lekko włosy i psiknęłam się perfumami — tym razem Angel Nova Muglera. Zgarnęłam torebkę i złote sandałki, które pasowały do wiszących kolczyków w tym samym odcieniu. Sprawdziłam na mapie i tak jak mówił Tomek, do Browarów Warszawskich były dosłownie trzy minuty spacerem. Miałam wrażenie, że Warszawa to miasto, które nigdy nie śpi. Kiedy wyszłam z hotelu i przechodziłam ulicą Grzybowską, poczułam, że jestem w dobrym miejscu. Odkąd pamiętam, duże miasta i tłumy napędzały mnie do życia. Mimo iż czasem chciałam odpocząć z dala od ludzi i pobyć blisko natury, to jednak na co dzień potrzebowałam zmian i bodźców. Gdy dotarłam do Mykonos i podeszłam do kelnera, żeby zapytać o rezerwację, poczułam znajomy zapach perfum. Odruchowo szybko się obróciłam i wpadłam na mojego towarzysza.

- Cześć Kordian — przywitałam go nieco zmieszana, mając nadzieję, że moje zarumienione policzki, nie zdradzają wszystkich emocji.
- Cześć Wiktoria, mógłbym pomyśleć, że wpadasz często na ludzi, albo po prostu lubisz wpadać na mnie — mrugnął zalotnie i rozchylił lekko usta. Sprawiał wrażenie, że ma na końcu języka coś, czego jeszcze nie powiedział.
- A może to po prostu Ty nie patrzysz na innych na swojej drodze i dlatego drugi raz na siebie wpadliśmy?— odpowiedziałam stanowczo. Zdradzały mnie moje drżące ręce, mimo że próbowałam się uśmiechnąć i pokazać swoją siłę.
- Jak zwykle miła i czarująca, tą uprzejmością zdobyłaś posadę u Tomka, czy może innymi atutami? — zapytał nieco złośliwie. Skrzyżował ramiona, przymykając jednocześnie oczy, jakby próbował mi pokazać, że ma pełną kontrolę nad sytuacją.
- Skoro to Twój przyjaciel, to zapewne wiesz, że jest wymagający i dokładnie weryfikuje kompetencje swoich pracowników. Nie przypominam też sobie, aby wspominał mi, że przed wyborem radził się Ciebie, ale może mylę się? — nie mogłam się powstrzymać, a po jego reakcji widziałam, że mu to zaimponowało.
- Charakterek to Ty masz, ale praca w agencji wymaga odpowiedniego podejścia. Wyborom Tomka ufam w 100%, więc wiem, że musisz być niezła, skoro postawił na Ciebie — dotknęłam ucha, próbując znaleźć zajęcie dla moich rąk i od razu odpowiedziałam:
- Tak mówią na mieście, więc muszę być niezła — mógł zrozumieć to dwuznacznie, ale nie zamierzałam się tym przejmować. Jego zakłopotanie zdradził cichy szelest materiału, gdy poprawił mankiet swojej koszul. Chciał zapewne ukryć swoje zdenerwowanie. 

Wymianę zdań między nami przerwał Tomek, który właśnie pojawił się w restauracji, więc od razu udaliśmy się do stolika. Kordian odsunął moje krzesło, mierząc mnie przy tym od stóp do głów, co wywołało u mnie małą satysfakcję. Nie należałam do tych superpewnych siebie kobiet, ale pracowałam nad tym, żeby doceniać siebie i pracę, którą wkładałam w to, żeby dobrze wyglądać. On natomiast prezentował się świetnie. Mimo wszystkich złośliwości, które wymienialiśmy i tego jak bardzo mnie irytował od rana, nie można było odmówić mu atrakcyjnego wyglądu. Był dobrze zbudowany, więc sporo czasu spędzał nie tylko w sądzie i zdecydowanie nie stronił od siłowni. Nie brakowało mu dobrego stylu, dzięki czemu idealnie komponował się ze śródziemnomorskim klimatem restauracji. Doceniłam jego stylizację, pewnie nieprzypadkowo wybrał błękitną koszulę z luźno podwiniętymi rękawami oraz granatowe spodnie i mokasyny w tym samym odcieniu. Tomek zamówił miks zimnych i gorących przystawek — humus, halloumi, pitę, a do tego owoce morza i lokalne greckie przysmaki. Nie zabrakło oczywiście Ouzo i pysznego greckiego wina — Alpha Estate Chardonnay Single Block. Dużo rozmawialiśmy o pracy, poznawaliśmy się, śmialiśmy i planowaliśmy współpracę nad projektem. Miałam okazję trochę lepiej ich poznać. Dowiedziałam się, że Tomek ma od 15 lat żonę i dwójkę dzieci - 5-letnią córeczkę i 10-letniego syna. Od czterech lat mieszka pod Warszawą, bo miał już dosyć szybkiego tempa miasta i spędzania połowy dnia w korkach. Kordian niechętnie zdradzał szczegóły dotyczące swojego prywatnego życia, więc nie udało mi się dowiedzieć, co może go łączyć z Konstancją. Przed 22 zaczęliśmy zbierać się do domu, w moim przypadku jeszcze tego hotelowego. Mieszkanie na Śródmieściu miałam odbierać dopiero w najbliższą niedzielę. Tomek i Kordian odprowadzili mnie do hotelu. Podziękowałam im za kolację, zamieniliśmy jeszcze kilka zdań i potwierdziliśmy termin poniedziałkowego spotkania w tym samym gronie.

Kordian

Kiedy przed 23 byłem już u siebie, dopiero poczułem ciężar całego dnia. Poranna sprawa w sądzie w Poznaniu, lot do Warszawy, praca w biurze i załatwianie w międzyczasie bieżących zadań — dały mi się we znaki. Lubiłem, jak się dzieje i żyłem na wysokich obrotach, co było oczywiste, biorąc pod uwagę, w jakiej branży pracuję i że jestem właścicielem kancelarii. Moją odskocznią od kiedy pamiętam był sport. Kilka razy w tygodniu chodziłem przed pracą na basen lub wybierałem się na zajęcia z trenerem. Czasami w weekend wsiadałem na rower i odkrywałem nowe szlaki warszawskich lasów. Byłem aktywny, bo to pozwalało mi zachować trzeźwość umysłu i rozładować złe emocje. Już na studiach gdy potrzebowałem odreagować i zapomnieć na chwilę o paragrafach i egzaminach, wychodziłem pobiegać, aby przewietrzyć głowę. Poszedłem do łazienki i włączyłem deszczownicę. Długi prysznic pomógł mi zmyć z siebie zmęczenie, ale moje myśli zaprzątała jedna osoba. Wiedziałem, że muszę sobie z tym poradzić. Mieszanie życia prywatnego z pracą bywa równie kuszące, co zdradliwe, o czym zdążyłem się przekonać podczas relacji z Konstancją.

Wiktoria zapowiadała się inaczej, obraz tej dziewczyny ciągle do mnie wracał. Coś się zmieniło już od chwili, gdy wpadliśmy na siebie na lotnisku w Poznaniu. Nie wiem, co mnie tak poruszyło, jej spojrzenie, a może ta zawadiackość. Na pewno było zupełnie inaczej niż z Konstancją, z którą wszystko było przewidywalne i nudne. To ona zawsze czekała na moje propozycje, przyjmowała wszystkie pomysły i sama niczego nie proponowała. Nasza relacja stawała się dla mnie rutyną, ale nie taką, która mnie rozwijała. Wiktoria była jak powiew świeżego powietrza w moim życiu, tylko nie jak przy poznaniu nowej laski, którą się podjarasz i masz ochotę na skok w bok. Chyba najbardziej kręciła mnie jej zadziorność i trochę irytująca niezależność. W biurze musiałem się powstrzymywać, żeby ciągle się jej nie przyglądać. Nieumiejętnie próbowałem zachować profesjonalny dystans. Co do kolacji, którą zainicjował Tomek, niby chodziło o omówienie szczegółów naszej współpracy, ale miałem to gdzieś. Cieszyłem się na możliwość spędzenia z nią czasu i lepszego poznania jej całego oblicza. Może podświadomie chciałem się upewnić, czy moje pierwsze wrażenie było mylne, czy wręcz odwrotnie, jeszcze silniejsze. Z tyłu głowy wciąż atakowało mnie echo moich doświadczeń z Konstancją. Zdecydowanie nie byłem przyzwyczajony do tego, że to nie ja dyktuję warunki, szczególnie w pracy i w relacjach. Wiktoria zdawała się burzyć ten mój poukładany świat. Wiedziałem, że przy niej muszę się bardziej kontrolować i być ostrożniejszy. Sprawiała, że coraz bardziej mnie do niej ciągnęło. Nie mogłem sobie pozwolić, żeby namieszała mi w głowie tak, że wpłynęłyby to negatywnie na moją pracę i relacje z Tomkiem. Tylko jak to wszystko pogodzić? Od dawna nikt tak nie wybił mnie z rytmu.

Wiktoria

Wstałam jeszcze przed budzikiem. Chociaż należałam do osób, które lubią pospać i nie mają problemów ze snem, to zawsze przed ważnymi okazjami, budziłam się przed czasem. Szybka poranna toaleta, delikatny makijaż i casualowa stylizacja przygotowana wieczorem, spowodowały, że byłam gotowa w 20 minut. Biały t-shirt, dobrze skrojona czarna marynarka, jeansy oraz wygodne botki na niewielkim obcasie, to najlepszy wybór na cały dzień poza domem. Wypiłam cappuccino na roślinnym mleku i skorzystałam z hotelowego śniadania, mieszając słodkie i słone smaki, dokładnie tak, jak najbardziej lubię. W biurze byłam już przed 8 i prawie cały dzień spędziłam w sali konferencyjnej z przerwami na kawę i lunch. Przechodziłam proces wdrożenia, zapoznawałam się z dokumentami, zasadami pracy i przede wszystkim resztą zespołu, przez co nawet nie wiem kiedy zrobiła się 17. Na 19 byłam umówiona z Klarą, która mieszkała od roku w Warszawie. Znałyśmy się długo, bo jest szwagierką mojej przyjaciółki Agaty i pochodzimy z tego samego miasta. Nasz kontakt niedawno się odnowił, więc była na bieżąco z moimi zmianami w życiu i dramami. Z Klarą oprócz rodzinnego miasta z pozoru niewiele nas łączyło, bo była ode mnie młodsza o 6 lat, o 20 centymetrów niższa i w przeciwieństwie do mnie była brunetką. Dogadywałyśmy się jednak na poziomie pozytywnego nastawienia do życia. Obydwie wierzyłyśmy w siłę terapii, podzielałyśmy miłość do markowych ubrań oraz czytania książek na jeden raz. Marzyłam o tym, żeby spędzić wieczór przy lampce dobrego wina z bliską mi osobą, której mogłam opowiedzieć o wszystkich moich wrażeniach związanych z pracą i nastawieniu do przeprowadzki. Znalazłam sklep z winami na rondzie Daszyńskiego, który był niespełna 400 metrów od mojego biura. Wstąpiłam do niego i zgarnęłam wino, które zasmakowało mi na wczorajszej kolacji. Wracając, weszłam do hotelu, żeby chwilę odpocząć i się przebrać. Klara mieszkała na Powiślu, więc czekała mnie tylko kilkunastominutowa podróż Uberem.

- Welcome in Warsaw Halinka — Klara przywitała mnie w drzwiach, swojego trzy pokojowego mieszkania.
- Nooo witaaaam — odpowiedziałam z uśmiechem i uściskałam ją, wręczając jej zakupiony wcześniej alkohol.
- Ty to wiesz, z czym przyjść w gości. Greckie wino, nie żadne Carlo Rosi no no no, widzę, że się powodzi w nowej pracy — dodała, cmokając z podziwem.
- Czy ja kiedyś do Ciebie słabe wino przyniosłam? — podniosłam jedną brew z lekkim uśmiechem. Mam nadzieję, że Ci posmakuje, wczoraj piłam je na kolacji służbowej - na to wspomnienie, sama nie wiem dlaczego, od razu pomyślałam o Kordianie.
- SŁUŻBOWA kolacja? Opowiadaj, co, jak, gdzie, z kim? — wyczułam w głosie Klary ekscytację.
- Mój nowy szef Tomek, zaprosił mnie i swojego przyjaciela — prawnika, z którym współpracujemy — do Mykonos — wyjaśniłam, ukrywając buzujące we mnie emocje.
- Lepiej mów, czy fajny ten szef i przyjaciel, jest na kim oko zawiesić? — Klara jak zawsze przechodziła do sedna, w końcu prawnik.
- Choćby był Bradem Pittem to jest moim przełożonym i ma żonę, więc na starcie odpada. Wiesz przecież, że takie układy to nie moja bajka — powiedziałam prawdę, ale Klara znała mnie dobrze i wyczuła, że się migam.
- No dobra z szefunciem to rozumiem, ale coś zbyt zgrabnie ominęłaś temat tego prawnika, on nie jest Twoim przełożonym, więc…? — zmrużyła oczy i przechyliła głowę, jakby coś analizowała, a może kogoś.
- No nie jest, ale nie uwierzysz, jak Ci powiem, że okazało się, że już go poznałam dzień wcześniej. Zresztą w mało sprzyjającej sytuacji, którą kojarzysz z mojej wiadomości… - czułam się jak nastolatka opowiadająca o chłopaku z klasy, który jej się spodobał.
- Nieee Stara, nie ma opcji! Nie mów, że tym prawnikiem jest buc, na którego wpadłaś na lotnisku!? — szeroko otworzyła swoje brązowe oczy ze zdziwienia, bo niewątpliwie ją to rozbawiło.
- Nie grasz czasem w totolotka? Bo całkiem dobrze obstawiasz, a teraz polej lepiej to wino! - gestem wskazałam w stronę butelki.

Klara podała mi lampkę wina i usiadłyśmy w salonie na jej ogromnej czerwonej kanapie.

- Dobra, ale akcja, mów co dalej wyszło, rzeczywiście jest takim frajerem? Może chociaż wygląda lepiej, niż się zachowuje? — Klara potrzebowała więcej informacji i na pewno chciała wybadać czy wpadł mi w oko.
- Zyskuje przy bliższym poznaniu, szczególnie pod względem wizualnym, no jest całkiem hot, a charakter? Hmmm pewny siebie i lubi czasami inteligentnie się odgryźć — odpowiedziałam neutralnie, ale momentalnie zacisnęłam dłonie na kolanach, usiłując ukryć prawdziwe emocje.
- A, że Ty lubisz takich typów z silnym charakterem, którzy sprawnie posługują się ironią, to pozostaje mi tylko zapytać, czy jest wysoki, wolny i nie ma 70 lat? — znowutrafiła w punkt, serio powinna rozważyć gry liczbowe.
- Hahaha, nie ma 70 lat, na pewno jest przed 40—stką. Co do wzrostu, był ode mnie wyższy nawet gdy miałam na sobie szpilki, więc ma około 190-195 cm. Nie wiem, czy jest w związku, chociaż Tomek wspomniał o jakieś Konstancji, którą razem z nim zapraszał na kolację. Spokojnie, o czym my w ogóle mówimy Klara! Nasze bajki się różnią — zaprzeczyłam jej domysłom, ale chyba próbowałam tak naprawdę przekonać do tego samą siebie.
- Jak on ma na nazwisko? — widziałam, że włączył się jej zmysł prawniczej dociekliwości i była grana legalna blondynka.
- Wolnicki, a co? — zapytałam z małą obawą, przecież mogła go kojarzyć z pracy.
- Ty się jeszcze pytasz, nie poznaję Cię. No zaraz go wystalkujemy i będziemy wiedziały, czy jest wolny, czy nie. Jestem ciekawa, jak wygląda, może nawet kiedyś go spotkałam w sądzie? — zachęcona komentarzem Klary, wzięłam do ręki telefon i postanowiłam wyszukać jego profil.
- Czekaj, chyba go znalazłam, ma otwarte konto na Instagramie — czułam jednocześnie ekscytację i małe przerażenie.
- O kurwa, dobry jest, przecież to w 100% Twój typ Wika! — no cóż, miała rację, ale nie chciałam od razu w to brnąć, więc starałam się znaleźć wiarygodne wymówki.
- Na insta to każdy dobrze wygląda, nie twierdzę, że jest zły, ale Klara no nie widzę opcji. Mieliśmy fatalny początek, jest przyjacielem mojego szefa, a do tego prawdopodobnie kogoś ma — dla mnie ta bramka była zamknięta, albo mówiąc bardziej obrazowo, za kurtyną czekał kot Zonk, jak w teleturnieju u Chajzera.
- Każdy wagonik można odczepić, a dziewczyna nie ściana, da się przesunąć. Zresztą Stara, przecież nawet nie wiesz, czy jest zajęty, a poza tym tylko ze sobą współpracujecie. To nie jest Twój szef, więc w czym problem? — starała się wybić mi z wszystkie argumenty. Zmierzając w stronę kuchni, wymownie oparła się na biodrze i czekała na moje wyjaśnienia.
- Wiesz, że nie lubię takich komplikacji. Dopiero tutaj zaczynam, nie chcę tego popsuć, bo będę miała romans z zajętym prawnikiem z firmy — próbowałam wytłumaczyć jej, że to nie jest dla mnie takie proste.
- To rozumiem, safety first — powiedziała, pokazując cudzysłów w powietrzu, ale no spójrz raz jeszcze na niego, pokaż ten telefon… Mina Klary wskazywała na jedno, odwaliła coś, czego to ja będę żałować — orzesz kurwa, zabijesz mnie, miałam mokrą dłoń, a chciałam przybliżyć i polajkowałam jego ostatnie zdjęcie z wakacji… na którym jest bez koszulki — informując mnie o tym, na jakie zdjęcie padło, zakryła dłońmi twarz.
- Żartujesz!? Nawet jak to cofnę to i tak zobaczy powiadomienie, a może go zablokuję? Ale to nic nie da, Klara zabiję Cię, spalę się ze wstydu! — w mojej głowie rozegrał się właśnie dramat w kilku aktach.
- Przepraszam Wika, nie zrobiłam tego specjalnie. Wiesz, jaka ja jestem zaawansowana w technologię. Dobra olej to, co z tego, że zobaczy lajka, mogłaś go po prostu sprawdzać i kliknęłaś. Najwyżej, jak coś to powiesz, że przypadkowo i tyle, a może nic nie zauważy? Z drugiej strony jeżeli jest wolny i zainteresowany to będzie wiedział, że Ty też i jeszcze mi za to podziękujesz! Będę sypać kwiatki na Waszym ślubie — Klara była już podekscytowana wizją nowego romansu, choć myślę, że tak naprawdę szukała plusów tego, co zrobiła.
- Srubie nie ślubie, zaraz to ja Ciebie czymś sypnę — chociaż lekko drżały mi ręce, to próbowałam to ukryć i obrócić wszystko w żart.

Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i delikatnie mówiąc, niebyłam zachwycona tym, co się wydarzyło, ale nie pozostawało mi nic innego jak z tego jakoś wybrnąć.

- Polej dalej to wino, inaczej tego nie przeżyję, ale nie szalejemy dzisiaj, bo rano mam samolot do Poznania. Zresztą co ja mówię, potrzebuję teraz procentów, dużo procentów — szybko zmieniłam zdanie.
- No i to ja rozumiem! — Klara z wielkim entuzjazm przyjęła moja odpowiedź.

Kordian

Niezbyt często korzystam z social mediów, chociaż mam profil na każdym popularnym portalu. Kończyłem pisać apelację, gdy zobaczyłem powiadomienie na telefonie i sam nie wierzyłem w to, co widziałem. Wiktoria_Sigma lubi Twój post. Polajkowała moje ostatnie zdjęcie z wakacji, ciekawe czy to przypadek, czy może celowe zagranie? Od razu chciałem zobaczyć jej profil, ale miała włączone ustawienia prywatne. Nie ekscytowałem się takimi sprawami, bo sam często przeglądam różne relacje. Zostawiam reakcje pod nimi lub postami, co nie oznacza, że kręci mnie co druga dziewczyna, którą obserwuję. Ta sytuacja miała jednak inny wydźwięk, nasze pierwsze spotkanie było, powiedzmy nietypowe. Zostawiłem to i wróciłem do pracy, ale po dwóch godzinach moje myśli wciąż krążyły wokół tej sytuacji. Kliknąłem spontanicznie prośbę o obserwację jej profilu, a kilka minut później miałem już dostęp do jej konta. Widać było, że zajmuje się marketingiem i dba o swój wizerunek. Zdjęcia nie były przypadkowe, każde z nich oprócz tego, że przedstawiało ją w korzystny sposób, dodatkowo pokazywało ładne widoki czy towarzystwo bliskich osób. Postanowiłem zagrać all in i wysłałem do niej wiadomość prywatną.

- Moja ciekawość została zaspokojona, a Twoja chyba już trochę wcześniej. Skoro Pani Dyrektor chce więcej zdjęć, to mogę podesłać dodatkowe fotki. Wystarczy poprosić. ;) - ciekawiło mnie, jak z tego wybrnie.
- Dziękuję Panie Mecenasie, to co zobaczyłam, w zupełności mi wystarczy, dobranoc — odpowiedziała po chwili.

Na co dzień biegle posługiwałem się nie tylko literą prawa, lecz także świetnie żonglowałem ironią i sarkazmem. Słowny ping-pong był dla mnie sportem, który uprawiałem każdego dnia. Teraz, po raz pierwszy od dawna nie wiedziałem, jak kogoś czytać i to rozegrać. Jej wiadomość można było odebrać różnie, albo chciała mi utrzeć nosa i nie była zainteresowana, albo lubiła sobie pogrywać. Tak czy inaczej, każda opcja była dla mnie ciekawym wyzwaniem.

Wiktoria

Czwartkowy poranek nie należał do najłatwiejszych, wczorajsze wino z Klarą, niewiele snu no i wymiana wiadomości z Kordianem dostarczyły mi wiele emocji. Byłam zaskoczona, że tak zareagował na moje przypadkowe polubienie. Nie powiem, ta gra słów i flirt mi odpowiadały. Zazwyczaj wybierałam mocnych mężczyzn, a nie ciepłe kapcie i adoratorów. Nie ciągnęło mnie do typów, którzy po pierwszym spotkaniu mówili mi, jaka to nie jestem wspaniała i cieszą się, że z nimi rozmawiam. Stroniłam też od facetów z przerośniętym ego, którzy nie okazują szacunku i uważają, że to tylko oni rozgrywają karty. Takie okazy nigdy nie wchodziły w grę. Wiedziałam jednak, że z moim charakterem, nie dogadam się z kimś, kto nie ma swojego zdania i zgadza się na wszystko, co powiem. Naturalnie to działało w dwie strony, ale nie wyobrażałam sobie być z facetem, który nie wnosi niczego do mojego życia. Do wszystkiego doszłam sama, miałam dobrą pracę, mieszkanie, pewien status, który gwarantował mi spokój i stabilizację. Decyzja, że dopuszczę kogoś na stałe do siebie, musiała wiązać się nie tylko z zauroczeniem i chemią. Szukałam kogoś, kto będzie mnie szanował, rozśmieszał, okazywał mi zainteresowanie i stawiał mnie na pierwszym miejscu. Chciałam, żeby mój facet imponował mi w taki sposób, że dzięki niemu poczuję, że sama mogę więcej. Nie pozostawałabym mu dłużna i w drugą stronę ja też byłabym dla niego wsparciem i najwierniejszą fanką.

Wzięłam szybki prysznic, aby się obudzić. Założyłam na siebie czarny dres od La Mani, wygodne sportowe buty w tym samym kolorze, a włosy związałam w niedbałego koka. Na nos narzuciłam moje ulubione okulary przeciwsłoneczne Gucci. Idealnie zakrywały połowę twarzy no i przy okazji worki pod oczami, które zapewnił mi wczorajszy wieczór. W hotelu skorzystałam jeszcze z ostatniego śniadania, ale wypiłam tylko kawę i chwyciłam croissanta na wynos, bo nie miałam apetytu. Lot minął mi całkiem dobrze, ale dopiero gdy weszłam do swojego mieszkania na poznańskich Jeżycach, odetchnęłam z ulgą i rzuciłam się na łóżko. Potrzebowałam odespać wczorajszy dzień pełen emocji i zregenerować siły, w końcu czekały na mnie przeprowadzka oraz pożegnalna impreza. To drugie było zdecydowanie bardziej zachęcające, choć wolałabym spędzić swój ostatni weekend w Poznaniu na przejażdżce rowerowej nad Rusałką czy spacerze na Cytadeli. Lubiłam ludzi i towarzystwo, ale równie szybko rozładowywałam swoje baterie społeczne i z pełnego energii ekstrawertyka, zamieniałam się w skrajnego introwertyka.

Kordian

Prawie cały dzień, z przerwami na załatwianie spraw przez telefon i szybki posiłek, spędziłem w sądzie. Nic nie ucieszyło mnie bardziej niż to, że byłem już w domu i mogłem odpocząć przed treningiem. Czekało na mnie jeszcze trudne spotkanie z Konstancją, kuzynką mojego najlepszego przyjaciela Tomka. Kiedy poznałem ją cztery lata temu na jego urodzinach, od razu między nami zaiskrzyło i zauroczyłem się w niewysokiej blondynce o miłym spojrzeniu. Konstancja była pewna siebie i odważna, a czasami nawet dość pyskata. Ujął mnie jej styl bycia, ale czasami zbyt mocno narzucała mi swoje zdanie i wymagała zbyt wiele. Nasza relacja rozwijała się naturalnie, spędzaliśmy dużo czasu razem — zarówno z Tomkiem, jak i osobno. Konstancja oprócz rodzinnych powiązań z moim przyjacielem, była też Dyrektorem finansowym w jego agencji, więc nasze drogi często się przecinały. Przez ostatni rok pomieszkiwaliśmy razem, ale czułem, że ona oczekuje od tej relacji więcej, niż ja mogę jej zaoferować.

Zbierałem się do tej rozmowy już od dłuższego czasu, bo nie chciałem, żeby moje decyzje wpłynęły negatywnie na relacje z Tomkiem. Jego ostatnia sugestia, żeby Konstancja pojawiła się na kolacji z Wiktorią, wprawiła mnie w zakłopotanie, dlatego odetchnąłem z ulgą, wiedząc, że ma już plany na ten wieczór. W Hali Koszyki byłem przed 21 i od razu skierowałem się do stolika w Ćmie Mateusza Gesslera. Kilkanaście minut później pojawiła się Konstancja, w białej sukience i niebotycznie wysokich czarnych szpilkach, którymi zawsze chętnie dodawała sobie wzrostu.

- Cześć — powiedziała zalotnie na przywitanie, całując mnie w policzek.
- Witaj Konstancjo — przywitałem się z nią neutralnie i odsunąłem jej krzesło.
- Przyjechałaś samochodem, czy Uberem? Może napijemy się wina? - starałem się ominąć główny temat spotkania.
- Podwiozła mnie koleżanka, więc chętnie