Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
18 osób interesuje się tą książką
Wiktoria ma 33 lata i właśnie zostawia dotychczasowe życie za sobą. Nowa praca w warszawskiej agencji marketingowej miała być początkiem wszystkiego. Nie przewidziała tylko jednego, że na jej drodze stanie Kordian. Chłodny, błyskotliwy prawnik, który wydaje się odporny na emocje i mistrzowsko trzyma ludzi na dystans. Między nimi nie wybucha wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Są spojrzenia, cięte riposty, niedopowiedzenia i napięcie, które z każdym spotkaniem staje się coraz trudniejsze do zignorowania.
Miłosny brief to współczesna powieść obyczajowa z romansem slow burn. Zanurz się w historii, której nie tylko przeczytasz. Usłyszysz jej soundtrack, poczujesz zapach ulubionych perfum bohaterów i przejdziesz ulicami Warszawy razem z nimi. To pierwsza część losów Wiktorii i Kordiana – historia o przyciąganiu, przed którym można próbować uciekać, ale którego nie da się uciszyć. Czy Kordian naprawdę jest tak obojętny, jak chce się wydawać? Co wydarzyło się w jego przeszłości? I czy Wiktoria zaryzykuje wszystko dla relacji, której zakończenia nie potrafi przewidzieć?
Nie wszystkie odpowiedzi przychodzą od razu, niektóre wymagają kolejnego rozdziału lub... kolejnej cześci książki, a czasem najtrudniejszą sprawą do wygrania jest ta o własne serce.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 295
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Sonia Hawse — Miłosny Brief
PrologWiktoria
Lotnisko w Poznaniu nie należy do największych, a we wtorkowy poranek panował tutaj wyjątkowo mały ruch. Odkąd rok temu spóźniłam się na samolot przez moje roztargnienie, dokładnie sprawdzam tablicę odlotów i czy moja bramka istnieje. Kiedy dojechałam Uberem na Ławicę, miałam jeszcze ponad dwie godziny do odlotu. Chociaż podróż samolotem, z wiadomych względów, wywoływała u mnie niewielki stres, wiedziałam, że tym razem wyrobię się bez problemu. Miałam wystarczająco dużo czasu, żeby na spokojnie zjeść śniadanie i wypić kawę.
Lot do Warszawy nie był dla mnie zwyczajną podróżą, był początkiem dużych zmian w moim życiu. Dostałam pracę w dużej agencji marketingowej i za kilka dni przeprowadzałam się do Stolicy. Podobno 33 rok życia jest przełomowy, niektórzy określają go mianem chrystusowych lat, więc jako zodiakalny Wodnik, byłam gotowa na zmiany i rewolucje. Dzisiaj miałam pojawić się w biurze, żeby spotkać się z moim nowym szefem i jego przyjacielem — prawnikiem i właścicielem kancelarii. Na miejscu czekał na mnie duży projekt — zlecenie za kilkanaście milionów. Oprócz doświadczonego zespołu i kreatywnych pomysłów było mi potrzebne prawne wsparcie do zabezpieczenia umów, rozliczeń i formalności.
Stresowałam się, ale jednocześnie czułam ogromną ekscytację, bo spełniałam swoje marzenia. Od zawsze wiedziałam, że mój ukochany Poznań zamieniłabym tylko na Warszawę. Po kilkunastu latach w Wielkopolsce potrzebowałam nowych wyzwań. Lubiłam Poznań ze względu na jego kameralność przy zachowaniu uroków dużego miasta. Wiedziałam jednak, że jeżeli chcę rozwijać się zawodowo, to Warszawa będzie odpowiednim wyborem. Przez kontrolę bezpieczeństwa przeszłam błyskawicznie. Nie miałam bagażu rejestrowanego, a wcześniej odprawiłam się online, więc po kilkunastu minutach czekałam już w strefie gastronomicznej na otwarcie bramek. Wykorzystałam ten czas na przejrzenie szczegółów nowego projektu i zebranie pytań do spotkania. Zawsze dbałam o to, żeby być przygotowaną i wypaść profesjonalnie. Było to jednocześnie moją mocną stroną, jak i blokerem, który często utrudniał mi codzienność. Nie lubiłam przegrywać — musiałam być najlepsza i wiedzieć możliwie jak najwięcej. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i pewność, że wypadnę dobrze — uroki życia perfekcjonistki i piątkowej uczennicy. Niestety nie wiedziałam, z kim dokładnie odbędzie się spotkanie i żałowałam, że nie dopytałam wcześniej, kto prawnie obsługuje naszą firmę. Moja natura FBI nie mogła zaistnieć i się wykazać, miałam zdecydowanie za mało danych do szpiegowania. Czas na lotnisku minął szybko, a gdy zostało już tylko kilka minut do boardingu, zebrałam wszystkie swoje rzeczy i udałam się do łazienki. Prosto z lotniska jechałam na spotkanie, dlatego musiałam się odświeżyć. Pospiesznie dołożyłam błyszczyk Fenty na usta, przeczesałam palcami swoje blond fale i dodałam kilka psiknięć ulubionych perfum Givenchy — Hot Couture. Z uznaniem spojrzałam w lustro, bo całość prezentowała się naprawdę dobrze — postawiłam na klasyczny beżowy total look ze złotą biżuterią. Wybrałam długie spodnie palazzo z wysokim stanem, dopasowany top, krótką marynarkę z mocnymi ramionami i klasyczne szpilki na niewielkim obcasie. Świetnie komponowały się z moją nową torebką od Jacquemus, na którą wydałam ostatnią premię z poprzedniej pracy.
WiktoriaKierowałam się już w stronę bramek, gdy nagle zderzyłam się z mężczyzną, który rozmawiał przez telefon i pewnie podążał w moim kierunku. Torebka wypadła mi z rąk i na moment straciłam równowagę.
Zazwyczaj unikam takich sytuacji i potyczek słownych z obcymi ludźmi, ale razem postanowiłam nie odpuszczać. Nieznajomy rzucił mi na pożegnanie tylko gniewne spojrzenie i udał się do kolejki. Przepuściłam kilka osób, żeby nie stać tuż za nim i modliłam się, by nie trafić na miejsce w jego pobliżu. Już myślałam, że to nie koniec niefortunnych zdarzeń. W samolocie zatrzymał się przy tym samym rzędzie co ja, ale na szczęście skierował się do siedzeń po drugiej stronie. Umieściłam swój bagaż w luku, usiadałam w fotelu i wzięłam telefon do ręki.
Znajdował się w zasięgu mojego wzroku i w końcu mogłam mu się na spokojnie przyjrzeć. Wprawdzie podniósł mi ciśnienie, ale trzeba było mu oddać, że jest cholernie przystojny. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że to wysoki, dobrze zbudowany brunet z zarostem i mógł mieć około 36–38 lat. Jego idealnie skrojony stalowy garnitur zdradzał, że ma dobry styl. Zapach, który poczułam gdy wstał, żeby wyciągnąć z torby laptopa, potwierdził, że doskonale wie co to niszowe perfumy. Nasze spojrzenia spotkały się, ale szybko odwróciłam wzrok i przybrałam poważny wyraz twarzy. Nie chciałam, żeby zauważył, że mu się przyglądam.
Kordian
Ze wszystkich ponad 200 miejsc w samolocie musiałem trafić na ten sam rząd co ona, los jednak bywa przewrotny. Wiem, że przesadnie zareagowałem na lotnisku, ale gdy wpadliśmy na siebie, to kończyłem trudną rozmowę z klientem. Nie była to najłatwiejsza osoba do współpracy, a do tego nie znałem szczegółów sprawy. Przez to, że mój wspólnik się rozchorował, musiałem go zastąpić i prowadzić negocjacje z tym cwaniakiem. Irytowało mnie, że mimo tego jak bardzo spieprzył sobie życie, udawał, że jest niewinny, nawet przed nami. Byłem w niedoczasie, więc ostatnie, na co miałem ochotę, to tracenie czasu na wysłuchiwanie jego wyssanych z palca tłumaczeń. Czy byłem sfrustrowany? Mało powiedziane. Czy na co dzień tak się zachowywałem? Tylko w pracy.Wkurzyłem się, bo wiedziałem, ile problemów czeka na mnie po przylocie do Warszawy, a ta laska pojawiła się w najmniej odpowiednim momencie. Frajer bez kultury? Tak bym siebie nie określił, choć zdarzało mi się grać ostro, w końcu często wymagał tego ode mnie zawód. Nie zamierzałem teraz do tego wracać, miałem wystarczająco dużo na głowie, a tę godzinną podróż planowałem wykorzystać na dokończenie stanowiska w sprawie. Jak na ironię, lecę tym samym samolotem i siedzę blisko osoby, na którą nawrzeszczałem kilkanaście minut wcześniej. Nie przepadałem za bucami i zawsze szanowałem kobiety, więc miałem małe poczucie winy. Gdy sięgałem po komputer z torby, kątem oka zauważyłem, że mi się przygląda. Uśmiechnąłem się pod nosem i ukradkiem zrobiłem to samo. Wyglądała nieźle, była wysoka, całkiem zgrabna i nie brakowało jej kobiecych kształtów. Niewątpliwego uroku dodawały jej długie blond włosy i piękny uśmiech. Dojrzałem go, gdy okazywała życzliwość przechodzącej obok stewardessie. Skup się na pracy Kordian, skarciłem się w myślach i wróciłem do otwartego na laptopie dokumentu. To nie był odpowiedni moment na podziwianie uroków pyskatej nieznajomej, chociaż kusiło.
Wiktoria
Ponownie zapięłam pasy, gdy przechodziliśmy do lądowania. Trochę się stresowałam, bo chciałam dobrze wypaść na spotkaniu z moim szefem. Do tego sporo się w moim życiu zmieniło, nowe miasto, nowa firma i nowych poznawanie ludzi. Samo wyjście z samolotu i przejście przez lotnisko zajęło mi dosłownie kilka minut. Wbiłam w aplikacji adres biura w centrum i czekałam na kierowcę przy hali przylotów na Okęciu. Na szczęście obyło się bez korków i po nieco ponad kwadransie byłam już na miejscu. Wzięłam głęboki oddech gdy wjechałam na 12 piętro biurowca Prosta Tower. Na wejściu przywitała mnie uśmiechnięta recepcjonistka, która zabrała mój bagaż i pokierowała mnie do sali konferencyjnej. Byłam pierwsza, ale to nic nowego, prawie zawsze byłam na czas. Nawet kilkuminutowe opóźnienie wywoływało u mnie stres, więc zazwyczaj to ja czekam na pozostałych. Usiadłam wygodnie w skórzanym fotelu, położyłam laptopa na dużym drewnianym stole i nalałam wody do szklanki. Nagle wszedł mój przełożony, którego wcześniej widziałam tylko na kamerce. Na żywo robił zdecydowanie lepsze wrażenie, okazało się, że jest o wiele wyższy, niż myślałam. Miał około 45 lat, minimum 185 cm wzrostu i kruczoczarne włosy z naturalnymi srebrno-siwymi pasemkami. Ubierał się elegancko, było widać, że nie oszczędzał na garniturach i zegarkach. Najbardziej zwracały uwagę jego duże turkusowe oczy, które niewątpliwie były jego największym atutem.
To mogło przytrafić się tylko mnie, akurat on musiał być przyjacielem mojego nowego szefa i to z nim będę musiała współpracować. Gdybym wcześniej dopytała, jaka kancelaria nas obsługuje, to wyszukałabym jej właściciela i już na lotnisku wiedziałabym na kogo uważać. Dobra Wiktoria, trudno, nie analizuj teraz całej sytuacji. Już za późno, psy szczekają, a karawana idzie dalej — zganiłam siebie w myślach. Spotkanie pomimo moich obaw przebiegło dobrze i omówiliśmy rzeczowo wszystkie najważniejsze kwestie. W niecałą godzinę ustaliliśmy kolejne kroki oraz plan działania przy najnowszym projekcie, który będę nadzorować.
Rozeszliśmy się, a ja przywitałam się i wymieniłam kilka zdań z osobami z biura, które poznałam wcześniej tylko zdalnie. Chwilę później zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się w stronę wind, znajdujących się na końcu korytarza. Dzień był pełen emocji i chociaż czułam mega ekscytację na myśl o nowych wyzwaniach, to marzyłam, żeby już wyjść z biura i w końcu zameldować się hotelu. Zawsze, nawet po najkrótszej podróży potrzebowałam odświeżenia, żeby czuć się komfortowo i odzyskać siły, więc nie myślałam o niczym innym niż o gorącym prysznicu. Przyłożyłam kartę do niewielkiego wyświetlacza i obserwowałam, jak zmieniają się na nim numery pięter. Kiedy w końcu drzwi się rozsunęły, ze środka wyszła Kasia, jedna z dziewczyn z mojego zespołu, z którą zdążyłam się dzisiaj poznać. Wymieniłyśmy się uśmiechami i ponownie pożegnałyśmy. Gdy odkręcałam już głowę z powrotem w stronę windy, zauważyłam kątem oka, że zbliża się do niej Kordian. Wszedł od razu za mną i stanął w dość bliskiej odległości. Czułam jak powietrze zaczyna gęstnieć, a cisza między nami staje się niezwykle przytłaczająca. Zerknęłam na niego z lekkim uśmiechem, ale nie odwzajemnił go, bo patrzył się przed siebie, nerwowo spoglądając co chwilę w telefon.
Rozpakowałam się, wzięłam długą kąpiel i przebrałam się w puchaty biały szlafrok. Postanowiłam skorzystać z przywileju room service, bo od śniadania minęło już dobrych kilka godzin, a do kolacji było jeszcze trochę czasu. Zamówiłam sałatkę z mango i krewetkami oraz krem z pomidorów. Rozłożyłam się na łóżku, włączyłam telewizor i po kilkunastu minutach pojawiła się obsługa. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam na drzemkę po zjedzeniu obiadu. Obudziłam się po godzinie i zaczęłam się szykować, więc żeby wprawić się w dobry nastrój, włączyłam imprezową playlistę na Spotify. Dobrze, że na wszelki wypadek zabrałam ze sobą dodatkowe ubrania. Nie było to oczywiste, bo należałam do osób, które pakują się w największą walizkę, nawet gdy jadą tylko na dwie noce. Tym razem wyjątkowo zmieściłam się w bagaż podręczny. Podczas kąpieli zmyłam cały makijaż, więc musiałam nałożyć go na nowo. Postawiłam na ciemne oko i usta w cielistym odcieniu. Takie połączenie lubiłam najbardziej. Mocno wytuszowałam rzęsy i podkreśliłam tęczówkę przydymioną brązową kreską. Założyłam na siebie czarne szorty z wysokim stanem i szerokimi nogawkami, na górę śmietankowy crop top z falbankami, a na ramiona narzuciłam czarną marynarkę. Było ciepło, jak przystało na koniec sierpnia, a moja opalenizna po urlopie świetnie się utrzymywała. Postawiłam na gołe nogi, które potrzebowały jedynie balsamu z drobinkami. Wyglądałam elegancko i seksownie, ale nie prowokująco. Szorty nie były zbyt krótkie ani przylegające, a ich wysoki stan idealnie komponował się z krótszym topem, nie odsłaniając zbytnio ciała. Podkręciłam lekko włosy i psiknęłam się perfumami — tym razem Angel Nova Muglera. Zgarnęłam torebkę i złote sandałki, które pasowały do wiszących kolczyków w tym samym odcieniu. Sprawdziłam na mapie i tak jak mówił Tomek, do Browarów Warszawskich były dosłownie trzy minuty spacerem. Miałam wrażenie, że Warszawa to miasto, które nigdy nie śpi. Kiedy wyszłam z hotelu i przechodziłam ulicą Grzybowską, poczułam, że jestem w dobrym miejscu. Odkąd pamiętam, duże miasta i tłumy napędzały mnie do życia. Mimo iż czasem chciałam odpocząć z dala od ludzi i pobyć blisko natury, to jednak na co dzień potrzebowałam zmian i bodźców. Gdy dotarłam do Mykonos i podeszłam do kelnera, żeby zapytać o rezerwację, poczułam znajomy zapach perfum. Odruchowo szybko się obróciłam i wpadłam na mojego towarzysza.
Wymianę zdań między nami przerwał Tomek, który właśnie pojawił się w restauracji, więc od razu udaliśmy się do stolika. Kordian odsunął moje krzesło, mierząc mnie przy tym od stóp do głów, co wywołało u mnie małą satysfakcję. Nie należałam do tych superpewnych siebie kobiet, ale pracowałam nad tym, żeby doceniać siebie i pracę, którą wkładałam w to, żeby dobrze wyglądać. On natomiast prezentował się świetnie. Mimo wszystkich złośliwości, które wymienialiśmy i tego jak bardzo mnie irytował od rana, nie można było odmówić mu atrakcyjnego wyglądu. Był dobrze zbudowany, więc sporo czasu spędzał nie tylko w sądzie i zdecydowanie nie stronił od siłowni. Nie brakowało mu dobrego stylu, dzięki czemu idealnie komponował się ze śródziemnomorskim klimatem restauracji. Doceniłam jego stylizację, pewnie nieprzypadkowo wybrał błękitną koszulę z luźno podwiniętymi rękawami oraz granatowe spodnie i mokasyny w tym samym odcieniu. Tomek zamówił miks zimnych i gorących przystawek — humus, halloumi, pitę, a do tego owoce morza i lokalne greckie przysmaki. Nie zabrakło oczywiście Ouzo i pysznego greckiego wina — Alpha Estate Chardonnay Single Block. Dużo rozmawialiśmy o pracy, poznawaliśmy się, śmialiśmy i planowaliśmy współpracę nad projektem. Miałam okazję trochę lepiej ich poznać. Dowiedziałam się, że Tomek ma od 15 lat żonę i dwójkę dzieci - 5-letnią córeczkę i 10-letniego syna. Od czterech lat mieszka pod Warszawą, bo miał już dosyć szybkiego tempa miasta i spędzania połowy dnia w korkach. Kordian niechętnie zdradzał szczegóły dotyczące swojego prywatnego życia, więc nie udało mi się dowiedzieć, co może go łączyć z Konstancją. Przed 22 zaczęliśmy zbierać się do domu, w moim przypadku jeszcze tego hotelowego. Mieszkanie na Śródmieściu miałam odbierać dopiero w najbliższą niedzielę. Tomek i Kordian odprowadzili mnie do hotelu. Podziękowałam im za kolację, zamieniliśmy jeszcze kilka zdań i potwierdziliśmy termin poniedziałkowego spotkania w tym samym gronie.
Kordian
Kiedy przed 23 byłem już u siebie, dopiero poczułem ciężar całego dnia. Poranna sprawa w sądzie w Poznaniu, lot do Warszawy, praca w biurze i załatwianie w międzyczasie bieżących zadań — dały mi się we znaki. Lubiłem, jak się dzieje i żyłem na wysokich obrotach, co było oczywiste, biorąc pod uwagę, w jakiej branży pracuję i że jestem właścicielem kancelarii. Moją odskocznią od kiedy pamiętam był sport. Kilka razy w tygodniu chodziłem przed pracą na basen lub wybierałem się na zajęcia z trenerem. Czasami w weekend wsiadałem na rower i odkrywałem nowe szlaki warszawskich lasów. Byłem aktywny, bo to pozwalało mi zachować trzeźwość umysłu i rozładować złe emocje. Już na studiach gdy potrzebowałem odreagować i zapomnieć na chwilę o paragrafach i egzaminach, wychodziłem pobiegać, aby przewietrzyć głowę. Poszedłem do łazienki i włączyłem deszczownicę. Długi prysznic pomógł mi zmyć z siebie zmęczenie, ale moje myśli zaprzątała jedna osoba. Wiedziałem, że muszę sobie z tym poradzić. Mieszanie życia prywatnego z pracą bywa równie kuszące, co zdradliwe, o czym zdążyłem się przekonać podczas relacji z Konstancją.
Wiktoria zapowiadała się inaczej, obraz tej dziewczyny ciągle do mnie wracał. Coś się zmieniło już od chwili, gdy wpadliśmy na siebie na lotnisku w Poznaniu. Nie wiem, co mnie tak poruszyło, jej spojrzenie, a może ta zawadiackość. Na pewno było zupełnie inaczej niż z Konstancją, z którą wszystko było przewidywalne i nudne. To ona zawsze czekała na moje propozycje, przyjmowała wszystkie pomysły i sama niczego nie proponowała. Nasza relacja stawała się dla mnie rutyną, ale nie taką, która mnie rozwijała. Wiktoria była jak powiew świeżego powietrza w moim życiu, tylko nie jak przy poznaniu nowej laski, którą się podjarasz i masz ochotę na skok w bok. Chyba najbardziej kręciła mnie jej zadziorność i trochę irytująca niezależność. W biurze musiałem się powstrzymywać, żeby ciągle się jej nie przyglądać. Nieumiejętnie próbowałem zachować profesjonalny dystans. Co do kolacji, którą zainicjował Tomek, niby chodziło o omówienie szczegółów naszej współpracy, ale miałem to gdzieś. Cieszyłem się na możliwość spędzenia z nią czasu i lepszego poznania jej całego oblicza. Może podświadomie chciałem się upewnić, czy moje pierwsze wrażenie było mylne, czy wręcz odwrotnie, jeszcze silniejsze. Z tyłu głowy wciąż atakowało mnie echo moich doświadczeń z Konstancją. Zdecydowanie nie byłem przyzwyczajony do tego, że to nie ja dyktuję warunki, szczególnie w pracy i w relacjach. Wiktoria zdawała się burzyć ten mój poukładany świat. Wiedziałem, że przy niej muszę się bardziej kontrolować i być ostrożniejszy. Sprawiała, że coraz bardziej mnie do niej ciągnęło. Nie mogłem sobie pozwolić, żeby namieszała mi w głowie tak, że wpłynęłyby to negatywnie na moją pracę i relacje z Tomkiem. Tylko jak to wszystko pogodzić? Od dawna nikt tak nie wybił mnie z rytmu.
Wiktoria
Wstałam jeszcze przed budzikiem. Chociaż należałam do osób, które lubią pospać i nie mają problemów ze snem, to zawsze przed ważnymi okazjami, budziłam się przed czasem. Szybka poranna toaleta, delikatny makijaż i casualowa stylizacja przygotowana wieczorem, spowodowały, że byłam gotowa w 20 minut. Biały t-shirt, dobrze skrojona czarna marynarka, jeansy oraz wygodne botki na niewielkim obcasie, to najlepszy wybór na cały dzień poza domem. Wypiłam cappuccino na roślinnym mleku i skorzystałam z hotelowego śniadania, mieszając słodkie i słone smaki, dokładnie tak, jak najbardziej lubię. W biurze byłam już przed 8 i prawie cały dzień spędziłam w sali konferencyjnej z przerwami na kawę i lunch. Przechodziłam proces wdrożenia, zapoznawałam się z dokumentami, zasadami pracy i przede wszystkim resztą zespołu, przez co nawet nie wiem kiedy zrobiła się 17. Na 19 byłam umówiona z Klarą, która mieszkała od roku w Warszawie. Znałyśmy się długo, bo jest szwagierką mojej przyjaciółki Agaty i pochodzimy z tego samego miasta. Nasz kontakt niedawno się odnowił, więc była na bieżąco z moimi zmianami w życiu i dramami. Z Klarą oprócz rodzinnego miasta z pozoru niewiele nas łączyło, bo była ode mnie młodsza o 6 lat, o 20 centymetrów niższa i w przeciwieństwie do mnie była brunetką. Dogadywałyśmy się jednak na poziomie pozytywnego nastawienia do życia. Obydwie wierzyłyśmy w siłę terapii, podzielałyśmy miłość do markowych ubrań oraz czytania książek na jeden raz. Marzyłam o tym, żeby spędzić wieczór przy lampce dobrego wina z bliską mi osobą, której mogłam opowiedzieć o wszystkich moich wrażeniach związanych z pracą i nastawieniu do przeprowadzki. Znalazłam sklep z winami na rondzie Daszyńskiego, który był niespełna 400 metrów od mojego biura. Wstąpiłam do niego i zgarnęłam wino, które zasmakowało mi na wczorajszej kolacji. Wracając, weszłam do hotelu, żeby chwilę odpocząć i się przebrać. Klara mieszkała na Powiślu, więc czekała mnie tylko kilkunastominutowa podróż Uberem.
Klara podała mi lampkę wina i usiadłyśmy w salonie na jej ogromnej czerwonej kanapie.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i delikatnie mówiąc, niebyłam zachwycona tym, co się wydarzyło, ale nie pozostawało mi nic innego jak z tego jakoś wybrnąć.
Kordian
Niezbyt często korzystam z social mediów, chociaż mam profil na każdym popularnym portalu. Kończyłem pisać apelację, gdy zobaczyłem powiadomienie na telefonie i sam nie wierzyłem w to, co widziałem. Wiktoria_Sigma lubi Twój post. Polajkowała moje ostatnie zdjęcie z wakacji, ciekawe czy to przypadek, czy może celowe zagranie? Od razu chciałem zobaczyć jej profil, ale miała włączone ustawienia prywatne. Nie ekscytowałem się takimi sprawami, bo sam często przeglądam różne relacje. Zostawiam reakcje pod nimi lub postami, co nie oznacza, że kręci mnie co druga dziewczyna, którą obserwuję. Ta sytuacja miała jednak inny wydźwięk, nasze pierwsze spotkanie było, powiedzmy nietypowe. Zostawiłem to i wróciłem do pracy, ale po dwóch godzinach moje myśli wciąż krążyły wokół tej sytuacji. Kliknąłem spontanicznie prośbę o obserwację jej profilu, a kilka minut później miałem już dostęp do jej konta. Widać było, że zajmuje się marketingiem i dba o swój wizerunek. Zdjęcia nie były przypadkowe, każde z nich oprócz tego, że przedstawiało ją w korzystny sposób, dodatkowo pokazywało ładne widoki czy towarzystwo bliskich osób. Postanowiłem zagrać all in i wysłałem do niej wiadomość prywatną.
Na co dzień biegle posługiwałem się nie tylko literą prawa, lecz także świetnie żonglowałem ironią i sarkazmem. Słowny ping-pong był dla mnie sportem, który uprawiałem każdego dnia. Teraz, po raz pierwszy od dawna nie wiedziałem, jak kogoś czytać i to rozegrać. Jej wiadomość można było odebrać różnie, albo chciała mi utrzeć nosa i nie była zainteresowana, albo lubiła sobie pogrywać. Tak czy inaczej, każda opcja była dla mnie ciekawym wyzwaniem.
Wiktoria
Czwartkowy poranek nie należał do najłatwiejszych, wczorajsze wino z Klarą, niewiele snu no i wymiana wiadomości z Kordianem dostarczyły mi wiele emocji. Byłam zaskoczona, że tak zareagował na moje przypadkowe polubienie. Nie powiem, ta gra słów i flirt mi odpowiadały. Zazwyczaj wybierałam mocnych mężczyzn, a nie ciepłe kapcie i adoratorów. Nie ciągnęło mnie do typów, którzy po pierwszym spotkaniu mówili mi, jaka to nie jestem wspaniała i cieszą się, że z nimi rozmawiam. Stroniłam też od facetów z przerośniętym ego, którzy nie okazują szacunku i uważają, że to tylko oni rozgrywają karty. Takie okazy nigdy nie wchodziły w grę. Wiedziałam jednak, że z moim charakterem, nie dogadam się z kimś, kto nie ma swojego zdania i zgadza się na wszystko, co powiem. Naturalnie to działało w dwie strony, ale nie wyobrażałam sobie być z facetem, który nie wnosi niczego do mojego życia. Do wszystkiego doszłam sama, miałam dobrą pracę, mieszkanie, pewien status, który gwarantował mi spokój i stabilizację. Decyzja, że dopuszczę kogoś na stałe do siebie, musiała wiązać się nie tylko z zauroczeniem i chemią. Szukałam kogoś, kto będzie mnie szanował, rozśmieszał, okazywał mi zainteresowanie i stawiał mnie na pierwszym miejscu. Chciałam, żeby mój facet imponował mi w taki sposób, że dzięki niemu poczuję, że sama mogę więcej. Nie pozostawałabym mu dłużna i w drugą stronę ja też byłabym dla niego wsparciem i najwierniejszą fanką.
Wzięłam szybki prysznic, aby się obudzić. Założyłam na siebie czarny dres od La Mani, wygodne sportowe buty w tym samym kolorze, a włosy związałam w niedbałego koka. Na nos narzuciłam moje ulubione okulary przeciwsłoneczne Gucci. Idealnie zakrywały połowę twarzy no i przy okazji worki pod oczami, które zapewnił mi wczorajszy wieczór. W hotelu skorzystałam jeszcze z ostatniego śniadania, ale wypiłam tylko kawę i chwyciłam croissanta na wynos, bo nie miałam apetytu. Lot minął mi całkiem dobrze, ale dopiero gdy weszłam do swojego mieszkania na poznańskich Jeżycach, odetchnęłam z ulgą i rzuciłam się na łóżko. Potrzebowałam odespać wczorajszy dzień pełen emocji i zregenerować siły, w końcu czekały na mnie przeprowadzka oraz pożegnalna impreza. To drugie było zdecydowanie bardziej zachęcające, choć wolałabym spędzić swój ostatni weekend w Poznaniu na przejażdżce rowerowej nad Rusałką czy spacerze na Cytadeli. Lubiłam ludzi i towarzystwo, ale równie szybko rozładowywałam swoje baterie społeczne i z pełnego energii ekstrawertyka, zamieniałam się w skrajnego introwertyka.
Kordian
Prawie cały dzień, z przerwami na załatwianie spraw przez telefon i szybki posiłek, spędziłem w sądzie. Nic nie ucieszyło mnie bardziej niż to, że byłem już w domu i mogłem odpocząć przed treningiem. Czekało na mnie jeszcze trudne spotkanie z Konstancją, kuzynką mojego najlepszego przyjaciela Tomka. Kiedy poznałem ją cztery lata temu na jego urodzinach, od razu między nami zaiskrzyło i zauroczyłem się w niewysokiej blondynce o miłym spojrzeniu. Konstancja była pewna siebie i odważna, a czasami nawet dość pyskata. Ujął mnie jej styl bycia, ale czasami zbyt mocno narzucała mi swoje zdanie i wymagała zbyt wiele. Nasza relacja rozwijała się naturalnie, spędzaliśmy dużo czasu razem — zarówno z Tomkiem, jak i osobno. Konstancja oprócz rodzinnych powiązań z moim przyjacielem, była też Dyrektorem finansowym w jego agencji, więc nasze drogi często się przecinały. Przez ostatni rok pomieszkiwaliśmy razem, ale czułem, że ona oczekuje od tej relacji więcej, niż ja mogę jej zaoferować.
Zbierałem się do tej rozmowy już od dłuższego czasu, bo nie chciałem, żeby moje decyzje wpłynęły negatywnie na relacje z Tomkiem. Jego ostatnia sugestia, żeby Konstancja pojawiła się na kolacji z Wiktorią, wprawiła mnie w zakłopotanie, dlatego odetchnąłem z ulgą, wiedząc, że ma już plany na ten wieczór. W Hali Koszyki byłem przed 21 i od razu skierowałem się do stolika w Ćmie Mateusza Gesslera. Kilkanaście minut później pojawiła się Konstancja, w białej sukience i niebotycznie wysokich czarnych szpilkach, którymi zawsze chętnie dodawała sobie wzrostu.
