Miłość w czasach reklamy spersonalizowanej - Aleksander Daukszewicz - ebook + audiobook

Miłość w czasach reklamy spersonalizowanej ebook i audiobook

Aleksander Daukszewicz

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Ile warte są uczucia w świecie, gdzie reklama dosłownie wchodzi nam do głowy i generuje potrzeby w każdym aspekcie życia? Bohater sprawnie unika spersonalizowanych reklam zdając się na przypadkowość wyborów, do czasu aż odwiedza pewną kawiarnię.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 15

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 28 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Grzegorz Daukszewicz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Miłość w czasach reklamy spersonalizowanej

Dźwięk budzika wyrywa mnie ze snu. Dzwoni w mojej głowie, by nie przeszkadzać sąsiadom. Ucina sen niczym brzytwa – gładko, szybko i prawie bezboleśnie, o ile w porę zareaguję. Alarm dzwoni, dopóki moja głowa nie znajdzie się w pionie, a to motywuje mnie do działania. Wstaję i składam łóżko, które wypełnia lukę w ścianie. Od razu rozkładam podczepiony pod spodem blat biurka. Jeszcze go nie potrzebuję, ale rozłożony staje się wyrzutem sumienia motywującym do pracy. Poza tym tak jest bezpieczniej – potrafię odstawić na blat kubek z gorącą kawą, nawet nie patrząc, bo wiem, że trafi tam, gdzie powinien. To dzięki temu, że moje mieszkanie ma piętnaście metrów kwadratowych powierzchni. Sporo, ale równocześnie na tyle mało, że wszystko musi znajdować się na swoim miejscu, bym uniknął wypadków. Jest wpół do ósmej, mam czas, by spokojnie wziąć prysznic i zaparzyć sobie kawę z ekspresu. Wskakuję do kabiny tylko po to, by po chwili z niej wyskoczyć. Właśnie naszła mnie ochota, by powiększyć sobie penisa.

Z moim małym zawsze żyliśmy w zgodzie, wręcz symbiozie, nigdy nie mogłem na niego narzekać. A jednak teraz przyglądam mu się badawczo. Jest średnich rozmiarów i dobrze leży w dłoni, zarówno w trakcie sikania, jak i masturbacji.

– Na chuj mi większy? – pytam na głos rozdrażniony, bo przecież wiem, co się dzieje.

To nie mogła być moja myśl. Zatem ktoś próbuje mi wcisnąć coś, czego nie potrzebuję: w tym przypadku dużego fiuta. Patrzę na małego jeszcze raz, zastanawiam się, ile by mnie taka „przyjemność” kosztowała, i od razu dowiaduję się o promocji – 1999,99 n-euro. „Dziękuję, nie chcę”, myślę, co powinno na jakiś czas zniechęcić reklamodawcę.

– Kiedyś byliście sprytniejsi – mruczę pod nosem, teraz już lekko rozbawiony, ale pod prysznic nie wracam.