Miliard pokus. Daltonowie #2 - Marni Mann - ebook
NOWOŚĆ

Miliard pokus. Daltonowie #2 ebook

Marni Mann

3,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

122 osoby interesują się tą książką

Opis

Jenner Dalton, zabójczo przystojny prawnik z Los Angeles, nie szuka zobowiązań. Jego pasją jest praca - to ona uczyniła go miliarderem. Ktoś taki jak on nie ma problemu, by zaciągnąć do łóżka dowolną kobietę. Namiętna noc, a rankiem... krótkie pożegnanie i powrót do ważniejszych spraw. Tak ma być również podczas podróży służbowej do Las Vegas. Tyle że ta czarnowłosa dziewczyna...

Joanna, zjawiskowo piękna studentka z Miami, od razu wie, że z tego przypadkowego spotkania w barze mogą wyniknąć jedynie kłopoty. Zielone oczy Jennera, jego muskularna sylwetka i dominująca charyzma mogą przynieść Joannie jedno: noc pełną szaleństwa i złamane serce.

Jednak chemia między nimi jest zbyt silna. Nie liczy się nic, ani różnica wieku, ani odległość, ani to, że on jest miliarderem, a ona - studentką. Jest tylko dotyk, który rozpala ciało i niszczy rozsądek. Oboje chcą więcej i więcej. Aż w końcu się okazuje, że więcej już być nie może.

Już nigdy nie będziesz grzeczną dziewczynką...

Gorący romans o zakazanym związku dwojga ludzi, których dzieli zbyt wiele, pióra autorki bestsellerów z list "USA Today".

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 381

Oceny
3,0 (2 oceny)
1
0
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Belladonna79

Nie oderwiesz się od lektury

Uwielbiam książki tej autorki
00
Dana85

Nie polecam

Beznadziejna
00



Marni Mann

Miliard pokus.

Daltonowie #2

Tytuł oryginału: The Billionaire (Dalton Family Series #2)

Tłumaczenie: Dominik Król

ISBN: 978-83-289-2090-3

Copyright © 2022 by Marni Mann

All rights reserved.

Polish edition copyright © 2026 by Helion S.A.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage retrieval

system, without permission from the Publisher.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przpadkowe.

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/milid2_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

Helion S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Dla B.

Za bycie moją opoką.

Moją inspiracją.

Itym, dzięki któremu wiem cokolwiek omiłości.

Prolog

Jenner

– Ogarnij się, Jenner, bo się ślinisz!

Usłyszałem komentarz Waltera, ale moja uwaga skupiona była na brunetce, która szła przez restaurację. Miała niesamowite ciało osłonięte krótką, czerwoną sukienką z wielkim dekoltem. Jej pełne piersi (rozmiar C) były na widoku. Sukienka kończyła się na wysokości połowy uda.

I powoli podjeżdżała do góry.

Z każdym krokiem jej skraj wędrował o centymetr wyżej. Miałem nadzieję, że nie obciągnie sukienki, dopóki nie dotrze do naszego stolika, dzięki czemu będę miał dobry widok na to, na co czekam.

Gotów byłem się założyć, że ma idealną cipkę.

Nasze spojrzenia skrzyżowały się i widziałem, jak w myślach rozbiera mnie z garnituru. Jej lekki uśmieszek był potwierdzeniem, że te pełne usta są w stanie zrobić niezapomnianą laskę.

– Potrzebujesz chusteczki? – zapytał Walter.

Brunetka wciąż patrzyła wyzywająco, przechodząc obok i skręcając w stronę drzwi lokalu. Gdy już zniknęła za rogiem, skupiłem się ponownie na Walterze.

– Jasny szlag! – Potrząsnąłem głową, ocierając kąciki ust czarną serwetką, którą miałem na kolanach. – Widziałeś ją?

– Ona z pewnością dostrzegła ciebie.

Walter Spade był moim najważniejszym klientem. Był magnatem hotelowym, z którym robiłem interesy, odkąd zdałem egzamin adwokacki. Na dzisiejsze spotkanie wybrałem najbardziej ekskluzywną restaurację ze stekami w Los Angeles, a szkocka, którą popijał, kosztowała pięćset dolarów za szklaneczkę.

Uśmiechnąłem się.

– Trudno ją za to winić.

Parsknął.

– Powiedz mi, czy w LA są jeszcze jakieś kiecki, pod które nie zajrzałeś?

Odchyliłem się na krześle, zacierając ręce.

– Jej.

– Czy mamy się założyć, że będziesz miał ją nago, zanim podadzą nam deser?

To z pewnością nie byłby pierwszy raz, kiedy spojrzenie kobiety kazało mi pójść za nią pod damską toaletę, zanieść ją do środka i pieprzyć opartą o ścianę jednej z kabin.

Ale Walter nie był klientem, którego mógłbym zostawić na pół godziny.

Walter był tym klientem.

Tym, który pomógł mi zostać miliarderem.

Dałem znak kelnerce i wskazałem na nasze szklanki, by zasygnalizować, że potrzebujemy dolewki, po czym odpowiedziałem:

– Jedyne, na co dziś stawiamy, to sukces twojego nowego hotelu. – Zmieniłem pozycję na krześle, krzyżując nogi pod stołem. – Wspominałeś, że masz na oku kilka lokalizacji. Podjąłeś już jakieś decyzje?

Spade Hotels było największą niezależną siecią hoteli na świecie, obejmującą dwadzieścia sześć pięciogwiazdkowych obiektów. To spotkanie miało dotyczyć planów wybudowania dwudziestego siódmego, który miał być gotów na przyjęcie gości nie później niż za dwadzieścia cztery miesiące.

Każda kolejna inwestycja była coraz trudniejsza, ponieważ jak spod ziemi wyrastały setki nieprzewidzianych komplikacji. Miasto rzucało mi kłody pod nogi w postaci problemów z pozwoleniami na budowę, a sprzedający działki prowadzili bezwzględne, ostre negocjacje. Zwykle pojawiała się konieczność pójścia do sądu, by uciszyć sprzeciwy dotyczące wysokości budynku, kwestii zagospodarowania przestrzennego, obecności na terenie inwestycji zagrożonych gatunków zwierząt lub roślin. Projekty te wymagały ode mnie długich miesięcy ciężkiej pracy, i to zanim jeszcze w ogóle ekipa wjedzie na plac budowy, co zresztą też zawsze nadzorowałem od strony prawnej.

– Mam kilka pomysłów – zaczął. – Ten konkretny siedzi mi w głowie już od ponad roku.

Walter podchodził do nowych inwestycji tak, jak ja podchodziłem do nowych kobiet. Działał strategicznie, nie impulsywnie. Zawsze chciał dobrze przeanalizować każde przedsięwzięcie, zaplanować eksplorację, rozważyć możliwości.

Ja chciałem posmakować, zadowolić i dojść, po czym obudzić się we własnym łóżku.

Sam.

– Porozmawiajmy o tym – zachęciłem go.

– Zanim wszystko ci powiem, chciałbym usłyszeć twoje zdanie. – Przesunął szklaneczkę po stole okrężnym ruchem, a rozkołysany bursztynowy płyn chlapnął o ścianki. – Zjeździłeś świat, Jenner. Więcej czasu spędzasz w samolocie niż na ziemi. Jesteś w wieku, w jakim ludzie nie muszą już na wszystkim oszczędzać i gdy podróżują, szukają odrobiny luksusu. Wciąż polecą klasą turystyczną, ale chcą spać pod pościelą z egipskiej bawełny. Jakie miejsca w dzisiejszych czasach odwiedzają młodzi i bogaci ludzie, tacy jak ty?

Miałem dwóch braci i kiedyś to najczęściej właśnie z nimi podróżowałem. Od kiedy najmłodszy z nas, Ford, doczekał się córeczki, Everly, jego podróże siłą rzeczy stały się rzadsze. Mój starszy brat Dominick spędzał czas z Kendall – nową dziewczyną, która przedtem była jego klientką. Większość wycieczek odbywałem sam, ale kiedy byłem w stanie gdzieś chłopaków wyciągnąć, to wybieraliśmy któreś z kilku swoich ulubionych miejsc.

Szczególnie jedno miało w sobie wszystko, czego chcieliśmy, gdy myśleliśmy o tym, żeby gdzieś się wyrwać.

– Mężczyzna po dwudziestce chce, żeby się działo – powiedziałem. – Odpowiada mu puls i witalność wielkich imprezowych ośrodków takich jak Vegas, Miami czy Manhattan, gdzie wszystko jest dostępne dwadzieścia cztery godziny na siedem. Po trzydziestce obowiązki zawodowe są już większym ciężarem, a nastawienie się zmienia. Zamiast kawałka pizzy od ulicznego handlarza i ciepłego piwa w puszce chcemy zjeść w restauracji z przewodnika Michelina i spać w pokoju z kominkiem.

– Poczekaj tylko, aż przekroczysz pięćdziesiątkę. – Zaśmiał się i pociągnął duży łyk bursztynowego płynu. – Oprócz tego kominka będziesz potrzebował pilota dającego dostęp do przynajmniej dwustu kanałów telewizyjnych, a jeśli hotelowe SPA nie będzie oferowało dwugodzinnych masaży, to uznasz, że jest do niczego. – Oparł łokcie na stole, trzymając w obu dłoniach szklaneczkę z dwudziestopięcioletnią szkocką. – Powiedz mi, gdzie jest to twoje magiczne miejsce?

Nie musiałem przymykać oczu, żeby przywołać obraz tej scenerii. Jaskrawe kolory jesieni, rześkość świeżego, czystego powietrza, ośnieżone szczyty gór.

– Utah.

Rozdział 1.

Jenner

UCLA prowadzili już dwunastoma punktami, a do końca spotkania pozostała jeszcze cała połowa. Musieli pobić Baylor University przynajmniej piętnastoma, bym trafił w rozkład punktów, w przeciwnym razie stracę dziesięć kawałków, które postawiłem na ten mecz.

March Madness – zawsze podczas trwania tego turnieju spędzaliśmy razem z chłopakami przynajmniej tydzień w Vegas. Siedzieliśmy u bukmachera, skąd wychodziliśmy tylko zjeść kolację i do klubu, dzień w dzień, póki nie przychodził moment powrotu do domu.

Jedyne, co mogło uczynić drugi dzień tej zabawy lepszym, to zwycięstwo UCLA.

I wiedziałem, że chłopacy myśleli tak samo – wszyscy trzej postawiliśmy na identyczny wynik, choć różne sumy, dlatego niektórzy reagowali na punkty zdobywane przez Baylor bardziej żywiołowo od innych.

Ford zachowywał się najgłośniej, reagując na ostatni wsad głośnym, choć nieco bełkotliwym „Kurwaaa!”. Zerwał się z miejsca, pokazując na ścianę pełną telewizyjnych ekranów.

– Można zwariować przez ten mecz! – Popatrzył na mnie, a następnie na Dominicka. Jego głowa poruszała się jakby w zwolnionym tempie, a kolana wydawały się pod nim uginać. Jego pierwszym błędem było to, że zaczął tego dnia pić na pusty żołądek. – Idę do łazienki. Coś wam przynieść?

Inaczej niż mój młodszy brat postanowiłem nieco zwolnić po tym, jak po wczorajszej zabawie zbudziłem się z paskudnym bólem głowy.

– Na pewno dobrze się czujesz, młody? – zapytałem. – Potrzymać cię za rączkę w drodze do kibelka?

Pokazał mi środkowy palec.

– Dupek! – Opuszczając rękę, musiał złapać się poręczy krzesła, żeby nie osunąć się na ziemię. – Jezu, zamieniłem się w cieniasa. Co się stało z moją tolerancją na alkohol?

Roześmiałem się.

– Everly się stała! – Pustą butelkę po piwie włożyłem do wiadra z lodem i wyciągnąłem pełną. – Nie martw się. Zanim minie ten tydzień, doprowadzimy cię do dawnej formy.

– Chociaż ten powrót będzie piekielnie bolesny – dodał Dominick. – Jutrzejszy poranek będzie jeszcze gorszy niż dzisiejszy.

– Ja pierdolę – jęknął Ford, zrobiwszy krok, po którym niemal upadł na ziemię. – To jak, chcecie coś? Ostatnia szansa.

– Ja nie – odparłem.

– Chłopie, mamy tu kelnerkę – przypomniał mu Dominick. – Przyniesie nam, cokolwiek zechcemy, ale tak mi się wydaje, że powinniśmy zamówić coś do jedzenia.

– Dobry pomysł – zgodziłem się.

– Masakra – rzucił żartobliwie Dominick w momencie, w którym Ford zniknął w poszukiwaniu łazienki.

– Naprawdę mam nadzieję, że nie mówisz o Miami – odpowiedziała mu dziewczyna. Kątem oka zobaczyłem, że usiadła na miejscu Forda. – Nie stać mnie na ich masakrę.

Dotarł do mnie zapach jej perfum. Nuty cynamonu i dyni sprawiały, że pachniała jesienią.

– O, dobra, mają piętnaście punktów przewagi – dodała. – Czyli zdecydowanie nie mówisz o Miami.

Odwróciła się w moją stronę i niemal wyplułem piwo.

Ja pierdolę.

Była piękna – celebrytki, modelki, instagramerki to była jedna liga, a ona…

Grała w wyższej.

Miała długie, czarne włosy, które zdawały się nie mieć końca. Szczupłe, wypracowane, pięknie zadbane ciało. Wydatne, pełne wargi wygięte w oszałamiającym uśmiechu i przenikliwe błękitne oczy, przed których spojrzeniem nie dało się uciec.

Jej uroda sprawiła, że otworzyłem usta, ale nic się spomiędzy nich nie wydobyło.

– Czyli gdzie ta masakra? – zapytała mnie. – Albo raczej na kogo byś stawiał? – Uśmiechnęła się szeroko, czekając, aż jej odpowiem, i kusząc lśniącymi wargami. Gdy wciąż milczałem, dodała: – Postawiłam pięćset na Miami. Na zwycięstwo o określoną liczbę punktów w kombinowanym zakładzie. – Powachlowała się teatralnie dłonią. – Staram się nie stresować, ale jeśli przegram, to będzie poważna wtopa.

Znała się na zakładach sportowych i koszykówce.

Cholera, to było seksowne.

Chciałem tylko, żeby mówiła dalej, bym nadal mógł przyglądać się jej ustom – jak niemal pulsowały za każdym wdechem, jak jej język oblizywał kącik, jak się otwierały, by mogła włożyć między nie słomkę, jak ją ssały, gdy pociągała łyk.

Mój kutas był twardy jak skała.

– Myślę, że możesz już liczyć pieniądze z wygranej – odpowiedziałem wreszcie, odzyskawszy w końcu głos.

Jej wzrok spoczął na mojej klatce piersiowej, po czym spojrzała na ścianę z ekranami wyświetlającymi mecze i punktację i pokazała mi, że z profilu jest równie piękna. Miała niewielki, leciutko garbaty nos, oszałamiającą linię szczęki i widoczny zarys obojczyka, który aż prosił się, by go polizać.

Chciałem, żeby ponownie zwróciła na mnie uwagę, więc zapytałem:

– Dlaczego akurat Miami?

– Mieszkam tam. – Poklepała się po sercu. – Nie mogłabym obstawiać przeciwko swoim.

– Zrozumiałe.

– No i też tam studiuję, więc jestem trochę dumna z naszej uniwersyteckiej drużyny.

Czyli studentka.

Miała dwadzieścia dwa lata – może.

Jeśli zgadłem, to znaczyło, że jestem od niej o jedenaście lat starszy.

W wieku jedenastu lat już powtarzałem swoim nauczycielom, że chcę iść na prawo. Zanim jeszcze trafiłem do gimnazjum, miałem zamiar pójść w ślady rodziców i przejąć po nich kancelarię, gdy zdecydują się na emeryturę. Oczywiście razem z Fordem i Dominickiem.

A ta tutaj – obłędnie prześliczna – nie wyszła wtedy jeszcze z brzucha mamy.

– Kogo obstawiłeś? – Uniosła dłoń do góry: idealny rozstaw palców, by objąć mojego kutasa. – Czekaj, nie mów mi. Sama zgadnę. – Zmrużyła oczy, by przyjrzeć się mojej twarzy. – UCLA?

Wziąłem szybki łyk.

– Skąd wiedziałaś?

– Jestem dobra w zgadywaniu. – Spojrzała w dół na miejsce, na którym siedziała, a w jej magnetycznych oczach pojawiła się mała obawa. – Podsiadłam kogoś?

– Czemu pytasz? Chcesz się przesiąść?

Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając szyję i zanosząc się śmiechem.

– Nie, chyba nie. Dobrze mi się tu siedzi.

Gdyby Ford wrócił, to równie dobrze mógłby zająć miejsce na podłodze – nie ruszało mnie to. Nie było szans, żebym poprosił, by się przesiadła, co najwyżej na moje kolana.

Zanim ponownie skupiła uwagę na ekranach, zagaiłem:

– Przyleciałaś tu aż z Miami?

– To March Madness. – Odrzuciła włosy na bok, a ciemne loki opadły jej na ramię, zasłaniając pierś. – Vegas to niezłe miejsce, żeby się nim ekscytować.

– Ja i moi chłopcy robimy to co roku. – Skinąłem w stronę Dominicka, który siedział po jej drugiej stronie, a potem wskazałem na resztę ekipy: Bretta, Jacka i Maxa, agentów, którzy wynajmowali naszą kancelarię do obsługi większości swoich klientów. – Mamy taką tradycję.

Odwróciła się i obrzuciła mężczyzn spojrzeniem.

– Czyli oni wszyscy należą do ciebie?

Roześmiałem się.

– Nie jestem pewien, czy powinienem odpowiadać na to pytanie.

– A co z tym, który omal nie wpadł na mnie w toalecie? On też jest twój? – Podwinęła nogę pod tyłek, czyli pod tę część ciała którą cholernie chciałem zobaczyć w całej okazałości. – Jeśli tak, to powinieneś kupić chłopakowi kawę i kawałek chleba.

– To mój młodszy brat. Odpuszczamy mu, bo jest samotnym ojcem. – Wyciągnąłem do niej dłoń, pragnąc dotknąć jej skóry. – Jestem Jenner.

Ku memu zaskoczeniu uścisnęła ją mocniej, niż się spodziewałem, a jej skóra była jeszcze bardziej jedwabista, niż myślałem.

– Jo. – Ponownie opuściła spojrzenie, tym razem na moje usta, na których zatrzymała się na kilka sekund, zanim ponownie uniosła wzrok. – Miło cię poznać, Jenner. – Wciągnęła dolną wargę do ust i przygryzła ją lekko.

– I ciebie… Jo.

Jej dłoń pozostała w mojej o wiele dłużej, niż musiała.

– Słyszałeś o rzucającym obrońcy z Miami?

– Co się stało?

– Kontuzja kostki. Nie rozgłaszał tego, bo nie chciał żadnych plotek przed turniejem. Gdyby pauzował w tym meczu… – Potrząsnęła głową. – Rany, to byłoby brutalne.

– Twoje szanse na wygraną byłyby nikłe.

Przygryzła końcówkę słomki i trzymając ją w ustach, powiedziała:

– Och, wciąż byśmy wygrali. Pamiętasz mecz z Florida State? – Zamilkła na chwilę w oczekiwaniu, aż sobie przypomnę. – Nasz rzucający obrońca miał grypę, a i tak wygraliśmy siedemdziesiąt jeden do sześćdziesięciu pięciu.

Z większością kobiet, z którą się zadawałem, nie mógłbym odbyć takiej rozmowy. Nie obchodził ich sport, nie były lojalne wobec swojej drużyny i z całą pewnością nie zaprzątały sobie głowy wynikami meczów.

I jasna cholera, to, że ona była inna, bardzo mnie kręciło.

– Jak mógłbym zapomnieć tamto spotkanie? – zapytałem. – Rzucający Florida State zagrał jeden ze swoich najlepszych meczów, a i tak nie mogli was pokonać.

– Ich rzucający to mięczak.

Pociągnąłem długi łyk piwa, nie spuszczając z niej wzroku.

– Po czym wnosisz?

– Złamał palec u nogi i połowę sezonu przesiedział na ławie. – Przewróciła oczami. – Nasi rzucający obrońcy mogliby o kulach wejść na Everest. Nic by ich nie zatrzymało.

– Poza grypą.

– O mój Boże – jęknęła. – Trafił do szpitala z czterdziestoma stopniami gorączki, a do tego miał ostre zapalenie trzustki i kamienie w nerkach. Odpuść mu trochę. Chłopak zdecydowanie nie jest mięczakiem.

Była wojowniczą.

Podobało mi się to.

– W sprawach związanych z futbolem też jesteś tak zorientowana?

Uśmiechnęła się, zahaczając dolną wargą o zęby.

– Przepytaj mnie.

Chciałem zrobić z nią o wiele więcej, niż tylko zadać jej parę nieistotnych pytań.

Chciałem zanieść ją do swojego pokoju i wypieprzyć z niej każdą informację na temat sportu.

– To może…

Przerwało mi wibrowanie telefonu.

Uniosłem palce, by zawiesić naszą rozmowę, i szybko wyciągnąłem aparat z kieszeni. Na ekranie zobaczyłem wiadomość od Dominicka.

Dominick: Zakład o5 tysięcy, że wciągu następnych 10 minut będziesz się znią pieprzył? Obstawiasz powyżej czy poniżej tego czasu?

Rzuciłem okiem na Dominicka obok Jo i roześmiałem się cicho, zanim napisałem odpowiedź.

Ja: Powyżej.

Dominick: Miałem otobie wyższe mniemanie. Rozczarowujesz mnie, bracie.

Ja: Po prostu chcę spędzić trochę więcej czasu, patrząc na nią.

Dominick: Będziesz miał na to dość czasu, gdy będzie leżeć naga na twoim łóżku.

Ja: Słyszałeś kiedyś odelektowaniu się?

Dominick: LOL. Obaj wiemy, że to nie wtwoim stylu.

To nigdy nie było w moim stylu. Miał rację.

Ale, cholera, dziewczyna jest tego warta.

Nie paradowała po lokalu w topie od bikini i skórzanych szortach jak kelnerki obsługujące naszą sekcję. Jo nie musiała tego robić. Była przyzwoicie ubrana w krótkie spodnie i luźną bluzę opadającą z ramienia i odsłaniającą różowy pasek stanika, a i tak wyglądała o wiele bardziej seksownie niż one. Miała o wiele więcej atutów niż tylko apetyczne ciało. Jej pewność siebie pociągała mnie bardziej niż cokolwiek innego, a do tego miała swój urok, dowcip i charyzmę.

– Nie muszę cię przepytywać – powiedziałem, gdy jej spojrzenie ponownie padło na mnie. – Poza tym, coś mi mówi, że o futbolu też sporo wiesz. – W tym momencie zauważyłem drobne, rozkoszne piegi pod jej oczami. – Ale ciekawi mnie, skąd wiedziałaś, że obstawiłem UCLA?

Podwinęła pod siebie drugą nogę.

– Jenner, to widać, słychać i czuć, że jesteś z LA.

Spostrzegawcza i wygadana.

Cholera, coraz bardziej nie chciałem przerywać tej rozmowy.

– Dziewczyna ze Wschodniego Wybrzeża rozpoznaje klimat LA. Interesujące…

Uśmiechnęła się.

– Czy po mnie widać, słychać i czuć, że jestem z Miami?

Zanim usiadła na podwiniętych nogach, widać było, że chodzi w japonkach, nowa pozycja zaś odkrywała większy kawałek jej smukłych, umięśnionych ud. Czarne włosy i błękitne oczy to było egzotyczne połączenie, ale nic o niej nie mówiło.

– Poza opalenizną nic na to nie wskazuje, nie.

– Czyli jestem dla ciebie jedną wielką tajemnicą… – Dokończyła drinka i odstawiła go na stolik. – Powiedz mi, Jenner, czym się zajmujesz.

– Nie masz ochoty odgadnąć?

Roześmiała się, poprawiając bluzkę w taki sposób, że pokazała większy fragment stanika.

– Chciałbyś tego?

Zrobiłem głęboki wydech, pochłaniając ją wzrokiem.

– Jest coś, na co mam o wiele większą ochotę niż na to, byś zgadywała, czym się zajmuję. – Dopiłem swoje piwo, nie zadając sobie trudu, by sięgnąć po następne. – Jestem prawnikiem.

Cień rumieńca przemknął po jej policzkach, po czym powiedziała:

– Profesjonalne uczesanie. – Oceniała mnie, zaczynając od głowy i schodząc w dół. – Przystrzyżona broda, szyja, na której dobrze wygląda krawat… – Robiła palcem wskazującym kółka w powietrzu, tak jakby dodawała do siebie kolejne detale. – Tak, potrafię sobie to wyobrazić.

A ja wyobrażałem sobie, że zdejmuję z niej tę bluzkę zębami, natychmiast biorę do ust jeden z jej sutków i przygryzam brodawkę. Po czym kładę ją tak, żeby oparta na łokciach mogła objąć mnie nogami.

– Wyobrażasz sobie ten krawat na mojej szyi… czy gdzie indziej?

Nawet jej śmiech był elegancki.

– Jenner, wiesz jak sprawić, by dziewczyna się zarumieniła. – Złapała swoje włosy tak, jakby chciała się czegoś przytrzymać. – Ale jeśli chcesz uczciwej odpowiedzi, to nie, szyja nie jest jedynym miejscem dla krawata. Widzę, że można go zawiązać w wielu miejscach, mniej lub bardziej interesujących.

Mój kutas pulsował w dżinsach.

– Na twoich nadgarstkach? – Zawiesiłem głos, obserwując jej reakcję. – A może nie chciałabyś pozbawiać się możliwości dotykania?

Jej spojrzenie opadło na moją pierś, następnie na moje nadgarstki, a w miarę jak powoli podnosiła oczy, czułem, że przebiega przeze mnie fala gorąca.

– Byłoby szkoda nie móc wykorzystywać dłoni, szczególnie gdyby przede mną, a może nawet na mnie było coś wartego dotykania.

– Jo… – Potrząsnąłem głową i splotłem palce na karku. – Twoje myśli podążają w cholernie nieprzyzwoitym kierunku.

– Tak? – Przechyliła głowę na bok. – A co według ciebie chodzi mi po głowie?

Patrzyłem na nią w milczeniu, próbując odgadnąć.

– Nie musisz się gryźć w język, Jenner. Możesz to powiedzieć. Nie wystraszysz mnie. – Sięgnęła do mojego wiaderka z lodem i wyciągnęła zimne piwo, po czym odkręciła kapsel i pociągnęła kilka łyków. – Może powinniśmy zrobić jakiś zakład? Na przykład o to, co się wydarzy, jeśli masz rację, a co będzie, jeśli się pomylisz?

– Jeśli tylko stawką wygranej są twoje wargi, to idę na to.

– Które wargi?

Kurwa.

W tej dziewczynie szalał taki sam ogień jak we mnie.

Każdy oddech, każde spojrzenie, każdy ruch jej języka podsycały płomienie.

Skinąłem podbródkiem w stronę jej twarzy.

– Zacznijmy od tych. – Wyjąłem jej butelkę z dłoni, uniosłem do ust i pociągnąłem łyk. – Jeśli będą smakować tak, jak się spodziewam, to pójdę niżej. Dużo niżej… dopóki nie znajdę tych drugich.

Jej oczy odpowiedziały mi, zanim zrobiły to usta.

– W takim razie przyjmuję zakład.

Odstawiłem piwo, czując, jak mój kutas napiera na rozporek.

– Na co czekamy?

– A co proponujesz?

– Proponuję… przekonać się, czy będziesz chciała mnie powstrzymać, jeśli cię teraz pocałuję.

Rozdział 2.

Joanna

Jenner to było proszenie się o kłopoty.

Zrozumiałam to w momencie, w którym usiadłam na fotelu w sali sportowej kasyna i zobaczyłam, że los z jakiegoś powodu posadził mnie obok tego przystojniaka. Każde słowo, każdy wyraz twarzy, każde ukradkowe spojrzenie na moje ciało tylko zwiększało pokusę.

To, że był zabójczo przystojny, wcale nie pomagało.

Nawet w ubraniu odznaczały się jego szerokie ramiona i mięśnie na rękach mówiące, że ma ciało, którego nie będę miała dość. Idealne wargi okalały proste, białe zęby, a jeszcze dalej widać było gęsty, ciemny zarost. Miał niewielki, ostry nos i szmaragdowe oczy, równocześnie grzeszne i szalenie dominujące.

Dominujące niczym jego osobowość – nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam u mężczyzny, ale niespodziewanie docierało do mnie, że to bardzo pociągająca cecha.

Nieważne, ile razy próbowałam wstać, gorejący we mnie żar kazał mi pozostać na miejscu. Żar, który wywoływał burzę zmysłów, wszechogarniające mrowienie.

Palącą potrzebę uruchamiającą każdy sygnał ostrzegawczy w mojej głowie.

Każdy kolejny krok zwiastował większe kłopoty.

Czy będziesz chciała mnie powstrzymać, jeśli cię teraz pocałuję?

Jego słowa grały mi w piersi, jego oczy były tak niesamowicie niebezpieczne, że poczułam, jak rumieniec coraz bardziej rozlewa mi się po policzkach.

Miejsce między moimi nogami pulsowało.

Intensywnie.

OBoże, co się ze mną dzieje?

– Nie, nie powstrzymam – wyszeptałam, niezdolna powiedzieć tego na głos.

Nie przygotowałam tej odpowiedzi; nie przemyślałam jej.

Ta spontaniczność była błędem, który uświadomiłam sobie, gdy zobaczyłam, że się do mnie zbliża.

Jego dłoń ujęła mój policzek, jego palce wplotły się we włosy i nagle przyciągnął mnie do siebie.

Nie wpił się w moje usta, jak się spodziewałam.

Zbliżył się, pozostawiając między nami niewielką przerwę.

Tak jakby sam się ze sobą drażnił.

Tak jakby przygotowywał się na to, czego zaraz zakosztuje.

– Patrzyłem na nią. – Jego kciuk przesunął się po dolnej wardze. – Myśląc, jak bardzo chciałbym ją ugryźć.

Zapomniałam, że jesteśmy w kasynie.

Że jesteśmy otoczeni jego rodziną i przyjaciółmi.

Że siedzimy naprzeciw wielkiej ściany ekranów, na których wyświetlane są mecze i zakłady.

Mogłam skupić się tylko na nim.

Na dotyku jego ciała.

To pragnienie przejęło nade mną kontrolę w sposób, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyłam.

Wzięłam gwałtowny oddech.

– Co cię powstrzymuje?

– W momencie, w którym cię posmakuję, będę chciał więcej. Jestem chciwym skurczybykiem, Jo. Nie zadowolę się samym pocałunkiem…

To były obietnice, nie kłamstwa.

Jego oczy to potwierdzały.

Czy jedno posmakowanie wystarczy?

Znałam odpowiedź.

Tak naprawdę czułam tę odpowiedź każdą częścią siebie.

– Co w takim razie zamierzasz z tym począć, Jenner?

Wstrzymałam oddech.

Wyczekująco.

Tęsknie.

– Chodź do mojego pokoju.

To było polecenie, nie propozycja.

Czy chciałam, żeby tak było?

Czułam, jak w miejscu dotyku pali mnie skóra, każde muśnięcie jego kciuka rozpalało nowy płomień.

– Teraz?

– Tak. – Wstał i górując nade mną, sprawiał, że czułam się maleńka, gdy siedziałam na tym fotelu. – Właśnie teraz.

Wyciągnął do mnie rękę.

W sekundzie, w której nasze palce się złączyły, przeszył mnie promień energii. Niemal podskoczyłam, taki był silny.

Istniało tylko jedno miejsce, do którego mogły zanieść mnie stopy.

Nie było żadnego sensu przekonywać się, że to kiepski pomysł, opóźniać pójście do jego pokoju.

To, że będę uprawiała seks z tym mężczyzną, wydawało się nieuniknione.

Bo w tej chwili należałam do Jennera.

Nie puszczając jego palców, wstałam z fotela i poszłam za nim przez kasyno, a gdy dochodziliśmy do wind, położył dłoń u dołu moich pleców.

– Jezu – mruknął mi do ucha. – Jaki ty masz tyłek… – Jego palce powędrowały niżej, tam, gdzie kończyły się plecy. – Wiedziałem, że będzie idealny, ale nie, że aż tak idealny.

Było tak wiele rzeczy, które mogłam powiedzieć, tak wiele sposobów, na jakie mogłam rozbroić tę rozmowę, ale chemia między nami była zbyt silna.

Czułam to w kościach.

Odpowiedziałam milczeniem, a on w zamian ofiarował mi swój oddech, gorące powietrze muskające moją szyję, będące niczym gra wstępna.

W momencie jednak, w którym znaleźliśmy się w windzie i zamknęły się za nami drzwi, nacisnął guzik na jedno z ostatnich pięter i napierając na mnie, przycisnął do tylnej ściany kabiny. Westchnęłam cicho, gdy metalowy uchwyt wbił mi się w plecy.

Jego dłonie otoczyły moją twarz.

– Jesteś taka zajebiście piękna.

Jego spojrzenie było utkwione w moich źrenicach.

W jakiś sposób sprawiał, że miałam wrażenie, że pożera mnie wzrokiem, choć nie odrywał spojrzenia od moich oczu.

Brakowało mi tchu.

Szczególnie gdy powoli skracał do zera dzielący nas dystans.

– Jo… – Jego spojrzenie stało się jeszcze dziksze. – Nie wytrzymam już ani chwili dłużej.

Jego wargi wpiły się w moje.

Posiadły mnie.

Wzięły na własność.

Czułam na jego języku piwo i pożądanie, to, z jaką zachłannością wpychał go do moich ust.

Satysfakcję w momencie, w którym na chwilę przerwał.

Tęsknotę, gdy tylko go nie było.

Trzymał mnie w pasie, przyciskając do siebie tak, że nie było między nami żadnej przerwy.

Gdy tylko drzwi się otworzyły, uniósł mnie w ramionach i poniósł korytarzem. Kiedy znaleźliśmy się w jego apartamencie, zaczął zrywać ze mnie ubrania, zanim jeszcze postawił mnie na ziemi. Moja sportowa bluza wylądowała na podłodze, stanik niedaleko niej, dżinsowe spodenki powędrowały w dół, a stringi w ślad za nimi.

Gdy już stałam na ziemi, to samo zrobiłam z nim, rozpinając, szarpiąc i ciągnąc, aż została tylko naga skóra.

Boże, nie myliłam się. Jego ciało było tak doskonałe, jak myślałam. Mięśnie falujące na piersi i ramionach, napinające się bicepsy i tricepsy. Seksowna cienka linia włosów wiodąca aż do środka jego mięśni brzucha, z których każdy był tak mocno wyrzeźbiony, że mogłam włożyć między nie palce.

Włosy schodziły niżej, aż do penisa.

Zrobiłam wielkie oczy na widok długiego, grubego członka rozszerzającego się przy koronie i zwężającego na czubku.

Poprzednio bywałam z chłopcami, a Jenner był mężczyzną.

I widziałam to w każdym skrawku jego ciała.

Zrobił kilka kroków do tyłu i dopiero wtedy dotarło do mnie, że stoimy kompletnie nago w salonie jego apartamentu, a on pożera mnie oczami.

– A niech to. – Potrząsnął głową, wyginając usta w prowokacyjnym uśmieszku. – Jestem największym pieprzonym szczęściarzem na tej planecie. – Jego spojrzenie pochłaniało mnie od stóp do głów. – Jesteś oszałamiająca.

Zaczął przesuwać dłonie po moich plecach i przechylił mnie, oddalając od siebie tak, by móc pocałować mnie w szyję. Następnie jego usta zeszły na szczyty moich piersi i na brzuch.

– Twój smak… – Pokazał, że chętnie używa języka, przeciągając nim po moim pępku. – Jest absolutnie zabójczy.

Choć to było kuszące, nie zapytałam, dlaczego tak sądzi.

Bo wiedziałam.

Dlatego, że to samo czułam w stosunku do niego.

Gdy jego usta zbliżyły się do moich, położyłam na nich palec i powiedziałam:

– Twoja kolej. Gdzie chcesz, by znalazły się moje? – Przesunęłam palcem po jego wargach. – Tutaj? – Ten sam palec powędrował w dół klatki piersiowej. – Tutaj? – Nie przerywałam wędrówki w dół, aż dotarłam do jego członka. – A może tutaj? – Zaczerpnęłam powietrza i objęłam jego czubek, podczas gdy moja cipka pulsowała, gdy wyobrażałam sobie, jakie to będzie uczucie, gdy znajdzie się we mnie.

Będzie mnie penetrował.

Pieprzył tak mocno, że będę potrafiła tylko krzyczeć.

– Mmm, Jo.

Ten odgłos, mój Boże, tak namiętny.

– Chcę twoich warg w każdym z tych trzech miejsc. – Jego dłonie złapały mnie mocniej za twarz. – I nie chcę, żebyś się śpieszyła.

Rozdział 3.

Jenner

Gdy przychodziło do seksu, istniała tylko jedna rola stworzona dla mnie.

Dominująca.

Musiałem kontrolować i dominować, panować nad napięciem, by móc się zatracić w jego uwalnianiu.

Tylko w takich okolicznościach potrafiłem uciec myślami od pracy, tylko wtedy byłem wolny, moje obowiązki przestawały mieć znaczenie i skupiałem się na czymś innym.

W tej chwili całkowicie skupiłem się na Jo.

I na jej namiętnych ustach.

Chciała wiedzieć, gdzie mają znaleźć się jej wargi, i początkowo powiedziałem jej, że wszędzie. Ale te wskazówki wymagały aktualizacji, bo mój kutas pulsował znacznie mocniej niż moje usta.

– Uklęknij.

Na jej policzki wypłynął rumieniec sięgający aż po oczy.

– Chcesz, żebym wzięła do ust twojego kutasa? To nic zaskakującego.

– Chcę poczuć, jak dobrze to robisz.

Gdy znalazła się na kolanach, ujęła go w dłoń i przesunęła nią w górę i w dół.

– Jesteś wielki, Jenner. Pod każdym względem.

Zaśmiałem się.

Od chwili, kiedy zdjęła ze mnie ubranie, jej spojrzenie mówiło, że docenia, jak ciężko pracowałem na siłowni. Ja również byłem fanem jej podejścia do dbania o ciało – jej zostało stworzone do biegania, ze smukłymi kończynami, bezbłędnym tyłkiem i sterczącymi piersiami nie większymi od mojej dłoni.

Gdy zajęła się „głębiej” moim penisem, ująłem jej włosy w garść i powiedziałem:

– Jest cały twój, Jo. – Owinąłem długie loki wokół dłoni. – I nie musisz się z nim obchodzić przesadnie ostrożnie. – W momencie gdy wzięła między wargi sam czubek i przejechała językiem po żołędzi, wypuściłem gwałtownie powietrze z płuc. – Taaak.

Oblizała górną krawędź, po czym zeszła niżej, naciskając mocniej, a jej usta zaczęły pracować jak maszyna ssąca.

– O, kurwa!

Brała go coraz głębiej, coraz intensywniej pobudzając żołądź, lizała, jakby to był cieknący lodowy rożek.

Próbowałem nią kierować ręką wczepioną w jej włosy.

Nie było łatwo.

Dziewczyna chciała robić wszystko po swojemu.

A skoro ja chciałem jej ust, to musiałem się z tym pogodzić.

– Ja pierdolę – jęknąłem, oddając się całkowicie w jej ręce, i równocześnie zastanawiałem się, co we mnie wstąpiło. Ta myśl jednak uleciała, gdy dziewczyna przeszła do moich jąder, zagarniając je po kolei językiem do ust. – Co za uczucie!

Gdy te usteczka wróciły do mojego kutasa, a dłoń ścisnęła jego nasadę i uniosła się na spotkanie ustom, odrzuciłem głowę do tyłu.

To nie był lodzik z obowiązku. Ssała mnie, jakby chciała zasłużyć na nagrodę.

– Ooo, właśnie tak – mruknąłem głośno.

Pokazałem jej, że chciałbym, żeby wzięła mojego kutasa głębiej.

Nie zareagowała.

W momencie jednak, w którym zrezygnowałem, nasunęła na niego usta i dała mi doznania, jakich pragnąłem.

Pieprzony ruch po ruchu.

Testując moje granice.

Zaciskając usta, pilnując, by język pozostał mokry, tak jakby chciała doprowadzić mnie na szczyt.

I to właśnie by osiągnęła, gdybym jej nie powstrzymał.

Jej usta wydały dźwięk „plop”, gdy go wyciągnąłem.

Natychmiast złapałem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie. Miałem prezerwatywy w walizce w sypialni, więc zaniosłem ją tam i położyłem na łóżku, gdzie czekała, aż rozerwę opakowanie zębami i wyjmę gumkę. Rozwinąłem ją na całą długość i wróciłem do dziewczyny, po czym ją uniosłem i oparłem o najbliższą ścianę tak, by objęła mnie nogami w biodrach.

Sięgnąłem między jej nogi, by się upewnić, że jest tak mokra, jak powinna, zanim nastąpi ciąg dalszy.

I jasna cholera, nie zawiodłem się.

– Jak delikatna jesteś? – Nim zdążyła odpowiedzieć, wpiłem się w jej usta, pragnąłem poczuć ich smak przed tym, jak przejdę dalej. – Mogę spróbować być ostrożny… – Spojrzałem na jej piersi, na twarde brodawki aż proszące o ugryzienie. – Ale, ja pierdolę, Jo, nie wiem, czy się powstrzymam.

– Nie powstrzymuj się.

Moje usta wygięły się w uśmiechu.

– Jesteś pewna?

– Nie… ale, tak!

Jęknęła, gdy wszedł w nią czubek mojego kutasa, i natychmiast poczułem, jak ciasna jest jej cipka. Jej wilgoć spłynęła po gumce. Im głębiej wchodziłem, tym bardziej było wąsko.

– Jezu! – Jej cipka wzięła mnie w niewolę, znalazłem się w miejscu, w którym nie wiedziałem, czy mogę posunąć się dalej. – Twoja cipka to dzieło sztuki.

Nie odpowiedziała słowami. Za odpowiedź posłużył jej dźwięk, którego wibrowanie poczułem w całej klatce piersiowej.

– O Boże – zamruczała.

Jej paznokcie wbiły się w moje barki, tak jakby łapała za wodze ogiera próbującego wysadzić ją z siodła.

Bo właśnie taka akcja zaczęła się w momencie, w którym wszedłem do końca.

Znieruchomiałem na parę sekund, dając jej czas, by nawykła do mojego rozmiaru, ale gdy uniosła biodra i lekko się na mnie osunęła, przyszedł czas zacząć zabawę.

Nasze ciała zderzały się z mlaszczącym odgłosem, moje jądra uderzały o jej pośladki, a moja kość łonowa naciskała na łechtaczkę.

Paznokcie mocniej wbiły się w barki.

– Jenner!

Wbiła mi paznokcie prosto w środek mięśnia, obracając głowę i przyciskając ją do ściany, więc dobrałem się do jej szyi, wciągnąłem kawałek skóry do ust i przygryzłem boleśnie.

– O Jezu! – jęknęła. – Zaraz dojdę!

Czułem to.

Po tym, jak zaciskała się wokół mnie.

Po tym, jak napierała biodrami, żebym wszedł jeszcze głębiej, a z każdym pchnięciem czułem budzące się w niej drżenie.

Ale to mi nie wystarczyło.

Chciałem więcej.

Potrzebowałem więcej.

Poczekałem, aż minie fala jej orgazmu, po czym przeniosłem ją na łóżko i położyłem na materacu. Stanąłem przed nią na podłodze, dokładnie między jej rozłożonymi nogami.

– Dalej, mała! – mruknąłem głośno.

Posłuchała i pracując biodrami, wychodziła naprzeciw moim pchnięciom.

Nie oczekiwałem jej aktywnego uczestnictwa po tym, jak właśnie doszła. Ale to jej nie zniechęcało, nie miała zamiaru pozostawać pasywna.

Ta dziewczyna była uzależniona od rozkoszy.

Gdy poczułem, że to już za wiele i za chwilę w moich jądrach dojdzie do eksplozji, obróciłem ją na brzuch i znalazłem się za nią.

– Jesteś taka cholernie ciasna! – jęknąłem chrapliwie, wchodząc do środka. Klęknąłem na brzegu łóżka i chwyciłem ją za biodra, łapiąc bezlitosny rytm. – I tak cholernie mokra!

Wchodziłem w nią bez trudu, tak była podniecona, i czułem przy tym, jak zaciska się z każdym pchnięciem. W tej pozycji miałem idealny widok na jej ciało, na smukłość wygiętych pleców, na to, jak z boku wyglądają jej piersi i jak krągły jest jej cudowny tyłek.

Tyłek, w który pragnąłem wejść najbardziej na świecie.

Złapałem ją za pierś i poczuwszy w palcach twardą brodawkę, ścisnąłem ją.

Chyba się jej spodobało, bo naparła na mnie mocniej. I ja powtórzyłem pieszczotę mocniej, ciągnąc za brodawkę i pocierając czubek palcami.

– O Boże! – krzyknęła. – O tak!

Przeszedłem do drugiej piersi i zrobiłem to samo, a następnie powędrowałem dłonią niżej, do jej łechtaczki – miejsca, w którym moje pieszczoty musiały wywołać jeszcze silniejszą reakcję.

Gdy tylko ją tam dotknąłem, naparła na mnie gwałtownie, a jej krzyki, muzyka dla moich uszu, wypełniły pokój.

– Jenner! – Jęczała, z trudem łapiąc powietrze. – Nie przerywaj!

Używając opuszek dwóch palców, przeciągałem po jej łechtaczce tam i z powrotem.

Wystarczyło kilka razy i już wiedziałem, że znowu dochodzi.

Dygocząc na całym ciele.

– Aaach! – Chwila ciszy. – Aaaaaaach! – krzyknęła jeszcze głośniej.

Zrobiła się jeszcze ciaśniejsza, co czułem z każdym pchnięciem, po czym przyszła fala wilgoci, spływająca na mnie, podczas gdy cały czas ją pieprzyłem.

Bez wahania.

Bez litości.

Nie przerywając ani nie dając jej czasu na to, by przeczekała chwile, w których staje się nadwrażliwa, bo chciałem, żeby jak najszybciej była gotowa do kolejnej powtórki.

Ale nie tak, ale w trochę inny sposób.

Gdy już byłem pewien, że skończyła szczytować, obróciłem ją i posadziłem sobie na kolanach. Nakierowałem wejście do jej cipki na swojego członka i mruknąłem:

– Jedziesz.

Przez chwilę uspokajała oddech, po czym odnalazła właściwe tempo. Unosiła się niemal do samej góry i opadała gwałtownie, kręcąc biodrami. Utrzymując ten rytm, trzymała mnie za ramiona, a jej usta znajdowały się w pobliżu moich ust. Ta bliskość pozwalała mi czuć każdy jej oddech, a każdy kończył się jękiem.

– Właśnie tak, Jo. Pieprz mnie!

Ponieważ miałem teraz wolne ręce, błądziłem nimi, dotykałem każdego skrawka jej ciała, docierałem w miejsca, które dotąd były poza moim zasięgiem. Zacząłem od jej pupy: ściskałem umięśnione pośladki, łapałem za krągłości jej bioder i zachęcałem ją, by mnie brała. By mnie pieprzyła. By dawała mi swoją cipkę.

Jej cycki podskakiwały mi przed twarzą; złapałem w usta brodawkę, by ją possać, lizać koniuszek końcem języka.

– O Boże! – krzyknęła. Wplotła mi palce we włosy, przyciągając bliżej. – Ten twój pieprzony kutas!

Ugryzłem ją i przez chwilę przytrzymałem brodawkę między zębami, po czym poleciłem:

– Weź go!

Jeśli chciała kontroli, musiała jej zażądać. Musiała ujeżdżać mnie z całą siłą, jaka jeszcze jej została. Bo w tym momencie mój pieprzony kutas należał do niej, a nie było to coś, z czego łatwo rezygnowałem.

– Bierz go! – powiedziałem. – Pokaż mi, jak bardzo go chcesz!

Pokazała.

Ujeżdżała go, wyginając się przy każdym zjeździe tak, żeby złapać mnie w żelazny uścisk.

– Jeeeezu! – Puściłem jej sutek. – Jeśli dalej tak będziesz robić, to się nim już długo nie nacieszysz.

– Może właśnie tego chcę? – wydyszała mi w policzek. – Może chcę poczuć, jak dochodzisz, bo nie ma nic seksowniejszego niż facet, który traci kontrolę.

Cholera, to było seksowne.

Kobieta, która chciała mnie zadowolić tak samo, jak ja chciałem zadowolić ją.

– W takim razie pieprz mnie! – poleciłem jej. – Rżnij mnie tak, jak nikt dotąd tego nie robił.

To było, jakbym coś w niej włączył.

Jej tempo się nie zmieniło ani siła, z jaką na mnie opadała.

To było coś głębszego.

Bardziej intymnego.

Uścisk, który pochodził z wewnątrz.

Sięgnęła do tyłu, żeby pieścić moje jądra, nie przerywając ujeżdżania członka, który pozostawał głęboko w jej cipce, przy czym obracała się tak, bym poczuł tarcie z każdej strony. Gdy zabawiała się moimi jądrami, poczułem, jak zaczynają się napinać.

Napięcie w nich narastało.

– Ja pierdolę! – Moje palce pieściły jej łechtaczkę, druga ręka ściskała pierś. – Pieprz mnie!

I tak robiła – coraz mocniej.

Jej cipka zrobiła się jeszcze bardziej mokra.

Praktycznie trzymała nią mojego kutasa, próbując wydobyć z niego to, co najlepsze.

Chciała, żebym eksplodował.

I to właśnie miała dostać.

Złapałem ją za talię i przytrzymałem.

Brałem ją.

Pozwalałem, by każdym ruchem swojego ciała wyciskała ze mnie orgazm.

– Jo! – jęknąłem. Byłem na krawędzi, gdy intensywność sięgała zenitu, i czułem, że za moment się zatracę. – Sprawiasz, że dochodzę!

– Ja też! O Boże!

Ruch po ruchu wysysała ze mnie wszystko, aż prezerwatywa napełniła się nasieniem.

Gdy tak ujeżdżała mnie z dziką pasją, ani na chwilę nie oderwałem spojrzenia od jej oczu.

Obserwowałem ją.

Śledziłem każdą sekundę, podczas której panowała nad moim członkiem.

W momencie, w którym ogarnęła mnie nieskończona błogość, ona też opadła z sił, wstrząsana falami orgazmu, a nasze jęki mieszały się ze sobą.

– O Boże, tak!

Gdy nareszcie znieruchomiała, gdy nie pozostało już we mnie nic, co mógłbym jej dać, pozwoliła mi zostać wewnątrz i położyła dłonie na mojej piersi.

Oddychała ciężko.

– Ciekawe, czy dziewczyny mnie szukają. – Roześmiała się. – Powiedziałam im, że idę tylko sprawdzić wyniki.

Jej mętne spojrzenie sprawiło, że się uśmiechnąłem.

– Myślisz, że jak nie będzie cię jeszcze przez dwadzieścia minut, to coś zmieni?

Przechyliła głowę na bok.

– Dwadzieścia minut?

Przewróciłem ją na plecy, a moje usta znalazły się przy jej szyi. – Może trzydzieści – mruknąłem, wiedząc, że zaraz zmienię gumkę i zaczniemy wszystko od nowa.

Rozdział 4.

Joanna

– Gdzieś ty się podziewała? – zapytała Monica, gdy opadłam na leżak obok niej.

Kiedy wyszłam od Jennera, zaraz pobiegłam do swojego pokoju, a ponieważ Monica napisała mi, że dziewczyny poszły na basen, szybko przebrałam się w bikini i zeszłam na dół.

Nasunęłam okulary przeciwsłoneczne na oczy i odwróciłam się do najlepszej przyjaciółki. – Byłam… zajęta.

– Zdejmij okulary.

– Dlaczego?

Uniosła się na łokciach.

– Zdejmuj. Już.

Zsunęłam metalowe oprawki na koniec nosa, by poczuć palące spojrzenie lustrującej mnie Moniki. Przymrużyła oczy, opuszczając wzrok aż na szyję i wracając ponownie na czoło.

Lekko pacnęła mnie w ramię.

– Właśnie się bzykałaś, prawda?

Nie potrafiłam powstrzymać szerokiego uśmiechu.

– Nie!

– Kłamczucha.

Roześmiałam się w głos. Nie miałam szans niczego ukryć. Znała mnie lepiej niż ktokolwiek na świecie.

Tak właśnie się dzieje, gdy spotykasz najlepszą przyjaciółkę na pierwszym roku studiów, zamieszkujesz z nią w akademiku i od tej pory praktycznie się nie rozstajecie. Nie potrafiłabym bez niej żyć i dlatego wystarczyło kilka sekund, a już wiedziała, że podzielę się z nią każdym pikantnym szczegółem.

A przynajmniej większością szczegółów.

Niektóre chciałam zachować tylko dla siebie.

– Dobra, dobra… bzykałam się. – Powachlowałam się dłonią. – Laska, to było ostre… Jak indyjskie albo tajskie jedzenie, to było tak ostre, że oBoże, normalnie nie przeżyję.

Zsunęła swoje okulary, tak jakby musiała mi się lepiej przyjrzeć.

– Poszłaś sprawdzić wyniki meczu i przy okazji szybciutko znalazłaś sobie faceta? Jak to się w ogóle stało? Co to za jeden? Normalnie nie mam słów!

Wzruszyłam ramionami.

– Przysiadłam przed tablicą wyników i zanim się zorientowałam, co się dzieje, szliśmy do jego pokoju.

– Jo! – Złapała mnie za ramię w miejscu, które przed chwilą pacnęła. – On mógł cię zamordować. Albo sprzedać do burdelu. Albo torturować, jak Dexter.

– Oj, przestań, kocham cię.

– A ja nie żartuję.

Usiadłam na leżaku, podciągnęłam nogi i objęłam się wpół.

– Wiem, że nie żartujesz, ale możesz mi zaufać, oceniłam sytuację i czułam się całkowicie bezpieczna.

– Przysięgnij, że więcej nic takiego nie zrobisz! – Wzięła ze stoliczka szklankę z różowym drinkiem i wychyliła połowę jej zawartości. – Wiesz, chyba że będę tam z tobą i oficjalnie zatwierdzę faceta jako gościa, który nie zamorduje mojej najlepszej przyjaciółki.

Wyszczerzyłam się.

– Przysięgam.

Odstawiła kubek.

– A teraz skoro to mamy już z głowy, wszystko mi opowiedz! – Rzuciła okiem w stronę basenu, gdzie Lex i Courtney zanurzone do pasa rozmawiały z dwoma facetami. – Chyba że chcesz na nie zaczekać? Wiesz, że będziesz musiała opowiadać od nowa, jak tu wrócą?

– W porządku. – Podniosłam jej chłodnego drinka i przytrzymałam przy swoim policzku, wciąż rozpalonym po tym, co robiłam z Jennerem. – Wierz lub nie, ale to się zaczęło od niewinnego flirtu. Myślałam, że rozmawiamy o krawatach. Nie wiem nawet, skąd się to wzięło. I nagle rozpłynęłam się przed nim jak kostka lodu. To po prostu magiczny facet.

– Chciał cię związać? Okej, to jest ostre! – Monica zamówiła u przechodzącej kelnerki jeszcze dwa takie drinki, jakim chłodziłam sobie policzek. – I co, w końcu związał?

Westchnęłam.

– Nie, ale mentalnie byłam na jego smyczy pod każdym względem. Znał moje ciało, jakby studiował je latami. I sprawił, że poczułam rzeczy… – Potrząsnęłam głową. – Rzeczy, których nigdy dotąd nie czułam tam na dole ani nigdzie indziej.

– Dosłownie jestem wstrząśnięta. – Otworzyła szeroko oczy. – Nie jesteś z tych, które wskakują komuś do łóżka na pierwszej randce… czy nawet na trzeciej, nie mówiąc już o mężczyźnie, którego znasz od dwunastu sekund.

– No dobra, to było bardziej jak piętnaście minut.

– Nie o tym będziemy teraz rozmawiać. – Przewróciła oczami. – Naprawdę potrzebuję chwili, żeby pogodzić się z tym, że moja przyjaciółka uprawiała nieziemski seks, podczas gdy ja kłóciłam się z Lex i Court, który strój kąpielowy powinnam założyć, bo jak na ironię wszystkie wzięłyśmy ten sam kolor, co jest całkowicie sprzeczne z basenową etykietą.

Dotknęłam jej lepkiego od oliwki ramienia.

– Wiesz, jak to jest, gdy patrzysz mężczyźnie w oczy i w następnej sekundzie przeszywa cię iskra zrozumienia, dzięki której wiesz, że od teraz on włada każdą częścią twojego jestestwa? I nieważne, jak bardzo byś się opierała, to on cię posiądzie?

– Nie. – Pokręciła głową dla podkreślenia efektu. – W życiu mnie nic takiego nie spotkało. Owszem, spotykałam obłędnych facetów, seksownych facetów, niestety też facetów, z którymi szłam do łóżka po pijaku. Ale faceta, który posiadłby każdą część mnie? W tym momencie odpadam.

Roześmiałam się.

– Zapamiętaj, jak wygląda taki moment. Gdy go doświadczysz, przypomni ci się ta rozmowa i wyda się o wiele bardziej sensowna. Sama mi wtedy przyznasz rację.

Wzięła dwa drinki z tacy kelnerki i podała mi jednego, zabrała mi też szklankę po poprzednim, który właśnie wychyliłam. – To co teraz? Zobaczysz go jeszcze? Gdzie on w ogóle mieszka?

To były ciężkie pytania i odpowiedź nie przyszła mi lekko.

– W Los Angeles.

– Tego się obawiałam.

– Dałam mu swój numer. Kto wie? Może się odezwie. A może właśnie uprawiałam najlepszy seks w swoim życiu i…– Przerwałam, gdy zawibrował mój telefon leżący na stoliku pomiędzy leżakami. Zapomniałam nawet, że go tam odłożyłam.

Rzuciłam okiem na ekran.

Nieznany: Tu Jenner… wciąż czuję Twój smak.

Podniosłam spojrzenie, a Monica powiedziała:

– To on, nie mylę się?

Skinęłam głową.

– Zaraz zemdleję! – Wyciągnęłam telefon w jej stronę i pokazałam wiadomość.

– Cholera… też chyba zaraz zemdleję!

– Jak, do licha, odpowiedzieć na coś takiego?

Wyszczerzyła się.

– Doskonale wiesz, jak rozmawiać z mężczyznami. – Skinęła w stronę telefonu. – Z ciebie też jest niezła czarodziejka. Odprawiaj czary!

– No dobra, życz mi szczęścia.

Ja: Wciąż czuję Cię wśrodku.

Jenner: Chciałbym posmakować Cię ponownie.

Ja: O, tak? Ajak bardzo?

Monica odchrząknęła.

– Jezu, normalnie promieniejesz. – Rzuciłam na nią okiem znad ekranu i dodała: – Dosłownie, faktycznie promieniejesz. Jakbyś zamiast samoopalacza użyła rozświetlacza.

Dotknęłam policzka wierzchem dłoni.

– Nawet nie mam dziś makijażu.

– Masz go w sobie, a to równie dobre co korektor. – Napiła się ze swojej szklanki. – Co pisze?

– Że chce mnie znowu posmakować.

– I?

Okulary miałam cały czas opuszczone na koniec nosa, więc przesunęłam je wyżej.

– A ja zapytałam go, jak bardzo.

– Ooo, dobre!

Jenner: Tak bardzo, że nie mogę czekać do jutra.

Jenner: Mój pokój, dziś o19.

Monica zarezerwowała nam stolik na kolację o dwudziestej trzydzieści, co dawało dość czasu na szybki numerek. O ile z Jennerem da się skończyć na szybkim numerku.

Ja: Masz mnie do 20.

Jenner: Biorę każdą sekundę, jaką dostanę.

– I jak? – zapytała Monica w chwili, w której odłożyłam telefon.

Wzięłam swojego drinka i oparłam go o pierś, bo ponownie potrzebowałam schłodzić krew.

– Idę do jego pokoju przed kolacją. Nie obawiaj się, nie spóźnię się na jedzenie.

– Idziesz się ru… Jak dla mnie możesz się spóźniać tak bardzo, jak chcesz. W razie czego weźmiemy ci coś na wynos, wiem, jaka czasem się robisz głodna.

Spojrzałam na dziewczyny w basenie, jak flirtują z zupełnie obcymi facetami patrzącymi na nie jak misie na miodek. – Co ja wyrabiam? – Spojrzałam Monice w oczy. – Powiedz mi, serio, co ja, do cholery, robię?

– Dobrze się bawisz. – Odchyliła się do tyłu na swoim leżaku i włożyła ręce pod głowę. – I zaliczasz dobrego fiuta. – Roześmiała się. – Czego od dłuższego czasu było ci trzeba.

– Dzięki… zdzirko.

– Słuchaj, mówię, jak jest, i obie to wiemy. – Przerwała na moment, by popatrzeć na dwóch przystojniaków przechodzących obok. Żaden jednak nie mógł nawet stanąć przy Jennerze. – Na jak długo tu przyjechał?

Nie pamiętałam, w którym momencie podzielił się ze mną tą informacją, ale pamiętałam, że to zrobił, więc odparłam:

– Zostaje do końca tygodnia.

Czyli tak samo jak my.

– No to mamy jedno odhaczone! – Stuknęłyśmy się szklankami. – Co jeszcze wiesz na jego temat.

Wzięłam głęboki oddech.

– Jest prawnikiem, mieszka w LA, przyjechał tu z przyjaciółmi i ze swoim bratem albo nawet dwójką braci.

Zrobiła minę, która sprawiła, że wyglądała jak emotikonka buźki z serduszkami zamiast oczu.

– Prawnik? Zaraz zemdleję ponownie!

– I jest chyba tak z dziesięć lat starszy ode mnie.

Usiadła na leżaku i nachyliła się do mnie zakładając nogę na nogę.

– Starszy jest lepszy. Starsi są doświadczeni, ustatkowani, niezależni i mają sukcesy, czego nie można powiedzieć o głupkach, z którymi studiujemy.

– To zdecydowanie prawda.

Nachyliła się jeszcze bardziej i ścisnęła mnie za kolano.