24,99 zł
Początek grudnia. Jarmark bożonarodzeniowy wypełnia warszawską starówkę dźwiękami kolęd i zapachem grzanego wina.
W tym samym czasie, w odległej Laponii po rocznej przerwie Mikołaj i elfy wznawiają pracę fabryki prezentów. Gwar i atmosfera świątecznego pobudzenia niosą się po całym świecie... Nie każdemu udziela się jednak grudniowa radość. Właścicielki kawiarni o nazwie Magia to kobiety po przejściach, które straciły wiarę w cuda. Podobnie jak czterdziestokilkuletnia Maria, która po ucieczce przed wojną próbuje poukładać w Polsce życie na nowo. Czy Święty Mikołaj i jego kompan elf Tadek zdołają przebić się przez emocjonalny pancerz bohaterek i wpuścić w ich świat nieco magii?
Ciepła i wzruszająca opowieść w sam raz dla miłośników świątecznej serii filmów "Listy do M.".
Ania Dollow (ur. 1980) - pisarka polskiego pochodzenia. Absolwentka prawa na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, od lat przebywająca na emigracji. Wraz z mężem i dwoma synami mieszkała w Londynie, następnie w Kapsztadzie, a od kilkunastu lat żyje w Australii. W Sydney ukończyła kurs pisania scenariuszy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 144
Anna Dollow
Saga
Magia Świąt
Zdjęcie na okładce: Shutterstock, Midjourney
Copyright © 2025, 2025 Anna Dollow i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727285856
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Dla mojej mamy, Elżbiety, która zawsze wierzyła we mnie bez względu na wszystko i dla Cioci Zosi, która zawsze mi szeptała do ucha: ”Nigdy nie przestawaj pisać”
Z całego serca – dziekuję.
Godzina szesnasta. Na corocznym odbywającym się na warszawskiej starówce świątecznym jarmarku zapadał już powoli zmierzch. W powietrzu unosił się zapach grzanego wina i tradycyjnych świątecznych potraw, z oddali dobiegał śpiew kolędników. Dzieciaki z policzkami czerwonymi od mrozu rzucały się śnieżkami, w przerwach próbując złapać na język opadające płatki śniegu.
Ten bajkowy obraz wygląda idealnie, ale czy na pewno wszystko jest jak z bajki? Czy w święta każdy jest uśmiechnięty? Czy w Wigilię każdy czeka na gwiazdkę z nieba, która przegoni wszystkie troski? Niestety, nie. Dlatego tak liczymy na magię świąt! Ale czy doczekamy się jej? Aby się o tym przekonać musimy poczekać dwadzieścia cztery dni...
Biegun północny, a dokładnie Laponia, to bajkowa zasypana puszystym śniegiem kraina, w której mieszka Mikołaj – starszy pan z białą brodą, z nieco zaokrąglonym brzuszkiem, odziany w czerwony kubrak, czerwoną czapkę oraz szeroki czarny pas. Wraz z Mikołajem mieszka jego ukochana małżonka, Pani Mikołajowa, pulchna, zawsze szczęśliwa i mająca dużo cierpliwości gospodyni, która często pomaga Mikołajowi w podjęciu właściwych decyzji. Na biegunie północnym oprócz Mikołaja i Pani Mikołajowej pomieszkuje tysiące małych elfów, bez których świąteczne prezenty byłyby niemożliwe do ogarnięcia. Na uwagę zasługuje w szczególności elf Tadek, mały, ze szpiczastymi uszami, nieco arogancki, ale zawsze stojący na wysokości zadania, uparty elf, który nie spocznie, dopóki nie zakończy swojej pracy. To właśnie on przez cały rok obserwuje dzieci, te grzeczne i niegrzeczne, i zdaje sprawozdanie swojemu wiernemu przyjacielowi, Mikołajowi.
– Ho, ho, ho! Dzisiaj rozpoczął się mój ulubiony miesiąc. Wiesz, elfie Tadku, Warszawa, jak i cały świat, jest już prawie gotowa na uroczyste zapalenie choinkowych lampek. – Mikołaj spoglądał przez ogromny teleskop na warszawskie ulice, coraz to poprawiając swój wielki czarny pas. Obok niego stał wierny elf Tadek i zmrużywszy jedno oko, przez swój elfi teleskop wypatrywał zgiełku na starówce.
– Ja też uwielbiam... a nawet kocham ten okres przedświąteczny – odpowiedział cienkim głosem elf, po czym oderwał oko od teleskopu i odwrócił się w stronę Mikołaja. – Jeszcze tylko parę minut i zabieramy się do pracy. Przecież czekaliśmy na to cały rok! Czuję, że w tym roku czeka nas dużo zleceń. Statystyka potwierdziła się i mamy kilka milionów więcej dzieci niż w poprzednim roku. Hura! – Elf Tadek zacierał ręce i podskakiwał z radości Mikołaj uśmiechnął się, podrapał po głowie i powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi.
– Kilka milionów? – odpowiedział zdumiony liczbą dzieci. – Ho, ho, ho! Zapowiada się pracowity miesiąc, a więc najlepiej zaraz zabierajmy się do roboty.
– Elfie Tadku, już pora na nas! – Mikołaj narzucił na ramiona swój ogromny czerwony płaszcz, poprawił czarny pas i był gotowy do wyjścia.
Elf energicznym ruchem zeskoczył z wysokiego krzesła i małymi, ale szybkimi krokami pobiegł w stronę drzwi.
– Biegnę już, Mikołaju, ale ja po prostu nie mogę oderwać oczu od szczęśliwych ludzi, którzy, tak jak my... no może prawie tak jak my, nie mogą się doczekać Świąt Bożego Narodzenia!
– Taaaak, taaaak, drogi elfie – uśmiechnął się Mikołaj. – Ja też nie mogę doczekać się świąt!
A więc już pora, mój przyjacielu, aby tradycji stało się zadość. Musimy się spieszyć, by zdążyć na świąteczne odliczanie, przecież wszyscy na nas czekają! – Mikołaj zerknął na zegarek i nasunął na uszy czerwoną czapkę.
Elf Tadek zapinał pospiesznie guziki zimowego płaszcza, niefrasobliwie omijając jeden z nich. Mikołaj uśmiechnął się dyskretnie, pochylił nad elfem i poprawił niedopatrzenie.
– Przyjacielu, musisz się ciepło ubrać. Na zewnątrz jest mróz i pada gęsty śnieg, nie chcesz chyba się przeziębić.
– To by była katastrofa – odpowiedział z przekonaniem elf, zakładając czapkę oraz wielki zielony szalik. – Jestem w pełnej gotowości, beze mnie elfy nie poradzą sobie z wszystkimi prezentami i listami od dzieci.
– Bardzo się cieszę. – Mrugnął okiem Mikołaj na znak porozumienia. – Jesteś gotów?
– Oczywiście! – odpowiedział podekscytowany elf Tadek.
Przez otwarte drzwi wpadł mroźny powiew wiatru, który prawie przewrócił małego elfa. Na zewnątrz padały wielkie płatki śniegu, które sprawiały, że nawet krótki spacer stawał się dla Mikołaja i elfa wielkim wyzwaniem. Mikołaj rozejrzał się dookoła, aż jego wzrok zatrzymał się przy zaparkowanych pod wysoką choinką saniach. Nie namyślając się długo, zajął miejsce z przodu i skinął ręką na elfa.
– Wsiadaj, przyjacielu, nie mamy czasu do stracenia. Zostały nam tylko trzy minuty, aby dojechać do fabryki zabawek!
Elf Tadek wskoczył na tylne siedzenie sań i mocno chwycił za pas świętego Mikołaja.
– Trzymaj się mocno! Za chwilę będziemy na miejscu.
– Proszę cię, Mikołaju, bądź ostrożny! – powiedział lekko przestraszony elf.
– Ho, ho, ho! A więc w drogę, przyjacielu!
Mikołaj właściwie wiedział, jak kierować saniami, ale jednak bez reniferów nie było to już takie proste.
– Ruszajmy, byle bezpiecznie – dodał z obawą elf i chwycił mocniej pas.
– Niczego się nie obawiaj. Przecież jestem zawodowym kierowcą sań! Prawda? Ho, ho, ho!
Elf nie czuł się jednak zbyt pewnie, usadowił się bliżej Mikołaja.
– Nie jestem do końca tego taki pewien – pomyślał elf i przypomniał sobie, jak osiem lat temu Mikołaj w pośpiechu przewrócił sanie. Dzięki Bogu, że Rudolf i reszta reniferów wiedzieli, co mają robić.
Sanie mknęły między drzewami, ale szybka jazda coraz bardziej niepokoiła elfa.
– Zwolnij, Mikołaju! Zaraz się rozbijemy! – Głośniej krzyczał elf.
– Nic się nie bój, przyjacielu, wszystko jest pod kontrolą! Ho, ho, ho!
Pełen obaw elf zaczął rozglądać się za hamulcem.
– Już widzę fabrykę zabawek – powiedział zadowolony Mikołaj.
– Zwolnij, Mikołaju! – Elf był coraz bardzie wystraszony i nerwowo rozglądał się za guzikiem hamulca.
– Próbuję Tadku, ale chyba potrzebuję twojej pomocy.
Przerażony pasażer usiłował odnaleźć przycisk hamulca. W ostatniej chwili odnalazł go i nacisnął, zatrzymując sanie tuż przed fabryką zabawek.
– To było bardzo nieodpowiedzialne, Mikołaju! – Próbował złapać równowagę elf Tadek.
– Ale ile mieliśmy przy tym zabawy! Ho, ho, ho! Bardzo cię proszę – Mikołaj pochylił się nad elfem, rozejrzał dookoła i ściszył głos – by nasza zwariowana przejażdżka saniami pozostała między... no wiesz... między mną a tobą. Pani Mikołajowa nie byłaby zachwycona, gdyby się dowiedziała, że o mały włos... wiesz, o czym mówię?
– Oczywiście, Mikołaju, ale ja nie nazwałbym tego zabawą. Niemal zawału serca nie dostałem – wyszeptał pod nosem elf, otrzepując z siebie puszysty śnieg. Chwilę później Mikołaj i elf otworzyli ogromne czerwone drzwi do fabryki zabawek. Tysiące małych elfów przywitały gości oklaskami. Mikołaj dostrzegł w tłumie Panią Mikołajową i od razu udał się w jej stronę, w ślad za nim podążył elf Tadek, a po chwili dołączyła do nich gromada rozśpiewanych elfów:
Już na płatkach śniegu przyfrunęły święta,
Wszystkie nasze dzieci marzą o prezentach.
Sanie mkną i dzwonią dzwoneczkami,
Święty Mikołaju! Usiądź razem z nami!
A Mikołaj pędzi, a Mikołaj gna,
Od domu do domu ciężką pracę ma.
Jego długą brodę pokrył srebrny lód,
Gdyby tak biedaczek już odpocząć mógł.
Święty Mikołaju! My ci pomożemy!
Wszystkie wnet prezenty dzieciom rozniesiemy!
Potem pod choinką siądziesz razem z nami,
Znajdziesz swój podarek między prezentami.
A Mikołaj pędzi, a Mikołaj gna,
Od domu do domu ciężką pracę ma.
Jego długą brodę pokrył srebrny lód,
Gdyby tak biedaczek już odpocząć mógł.
– Nareszcie jesteście. Wszyscy martwiliśmy się o was. Co roku każesz na siebie czekać, a w tym prawie się spóźniłeś! Za chwilę rozpoczynamy świąteczne odliczanie.
Pani Mikołajowa pocałowała w policzek Mikołaja.
– Czyli jak zawsze jestem na czas! Ho, ho, ho! – Mikołaj uśmiechnął się i pozdrawiał elfy, machając do nich ręką.
– Wszystko już przygotowane i czeka od samego rana. Elfy są bardzo podekscytowane.
To jest najważniejszy miesiąc w ich życiu. Myślę, że nie powinniśmy pozwolić im dłużej czekać.
Pani Mikołajowa i elfy oczekują cały rok na ten wyjątkowy grudniowy dzień. Ona, jak i Mikołaj oraz elfy, wiedzą, że dzieci na całym świecie czekają.
– Oczywiście, zgadzam się z tobą w stu procentach, moja kochana.
Mikołaj wszedł na wysokie podium.
– Ho, ho, ho! – zawołał głośno i wyraźnie.
– Ho, ho, ho! Mikołaju! – powtórzyło za nim tysiące elfów.
– Czy jesteście gotowi na odliczanie? – Mikołaj ze wzruszeniem obserwował wszystkich z podium.
Elfy z wielkim entuzjazmem zaczęły głośno bić brawo.
– Tak, Mikołaju! Jesteśmy gotowi! – krzyczeli z całych sił.
– A więc już pora. – Mikołaj spojrzał na małżonkę.
Pani Mikołajowa nie ukrywała wzruszenia i otarła mokre policzki. Wszyscy zaczęli radosne odliczanie:
– Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jedeeeeeeen – Mikołaj nacisnął wielki czarny guzik i wszystkie maszyny w fabryce powoli z mozołem budziły się po rocznej przerwie. Elfy przytuliły się do siebie i od razu zabrały się do pracy. Elf Tadek, dumny ze swoich obowiązków, doglądał, czy wszystkie maszyny pracują bez zarzutu. Mikołaj usiadł w wielkim czerwonym fotelu i przyglądał się temu zgiełkowi, zajadając świąteczne ciasteczka z mlekiem.
– Przecież wiesz, że musisz uważać na swoją dietę – wyszeptała po cichu pani Mikołajowa, która już od dłuższego czasu zauważyła, że brzuch Mikołaja się nieco zaokrąglił.
– Ależ ja schudłem ho, ho, ho! – Mikołaj poklepał się po brzuchu – Czy tego nie widać? – Znów poprawił nieco opadający pas.
A przecież doskonale wiedział, że nie powinien jeść aż tak wielkich ilości maślanych świątecznych ciasteczek, Mikołaj wiedział, że ma słabą wolę i tak po prostu poddał się nieodpartemu urokowi maślanych ciasteczek. Ale powiedział sobie, że po świętach przejdzie na dietę, co oznacza żadnych ciasteczek aż do następnego grudnia. Czy Mikołaj dotrzyma danego sobie słowa? Na to będziemy musieli poczekać aż trzysta sześćdziesiąt pięć dni.
– Niestety, nie widać, ale za to słychać – Pani Mikołajowa mrugnęła okiem i niezadowolona machnęła ręką – że pasek trzeszczy ci, kochanie, w szwach. Wiesz, że musisz na siebie uważać. Jak nie będziesz o siebie dbał, to któregoś roku utkniesz w kominie.
– Nie jest aż tak źle. Ho, ho, ho! – Mikołaj poklepał się po brzuchu i usiadł wygodnie w swoim fotelu. – Elfie Tadku, gdzie są moje worki z listami od dzieci z całego świata?
Elf Tadek szybko pobiegł po ogromny wór i okrutnie się z nim mocował, próbując ciągnąć go po ziemi. Pani Mikołajowa, widząc ten heroiczny wysyłek, ruszyła mu na pomoc. Mikołaj poprawił okulary i wyjął z worka pierwszy list, który odczytał na głos:
Drogi Mikołaju,
nazywam się Wojtek. Mam dziesięć lat i wydaje mi się, że jestem bardzo grzecznym chłopcem.
Mikołaj zerknął wymownie w stronę elfa, poprawił okulary i czekał na informacje dotyczące chłopca.
– Czy to prawda? Czy Wojtek jest grzecznym chłopcem? – zapytał zaciekawiony. – Musimy to sprawdzić!
Elf Tadek w mgnieniu oka włączył ekran, na którym po chwili razem oglądali Wojtka i po cichu czytali komentarze odnośnie do zachowania chłopca:
Dwunastego października: Wojtek nie odrobił lekcji z matematyki. – Elf pokręcił głową z niezadowolenia.
Dwudziestego drugiego października: Wojtek pobił się z kolegą, który nazwał go „kurduplem”. – Tadek podrapał się po głowie i spojrzał na Mikołaja, wiedząc, że nie wygląda to dobrze.
Dwudziestego szóstego października: Wojtek odmówił pomocy w sprzątaniu domu. – Tadek ponownie pokręcił głową z niezadowolenia. Mikołaj po cichu wydukał niezadowolone: ho, ho, ho!
Piątego listopada: Wojtek poprawił ocenę z matematyki. – Elf Tadek spojrzał z uśmiechem na Mikołaja i pokiwał głową z zadowolenia.
Siedemnastego listopada: Wojtek obiecał mamie, że już nigdy nie będzie się bił w szkole. Elf z zadowoleniem mrugnął okiem w stronę Mikołaja, a Mikołaj do Tadka.
– Mam czytać dalej, Mikołaju? – zapytał elf.
– Nie, już wystarczy. Dziękuję. Myślę że już wszystko wiem.
– Wojtek – mówił dalej elf – w tym roku potrafił być bardzo niegrzeczny, ale przez ostatnie tygodnie naprawdę widać u niego dużą zmianę i także obiecał swojej mamie, że też poprawi się w nauce, szczególnie w matematyce i oczywiście w zachowaniu.
Mikołaj spojrzał porozumiewawczo na Panią Mikołajową i czytał dalej list od Wojtka:
Bardzo chciałbym w tym roku dostać elektryczną hulajnogę, taką jak ma Adam z mojej klasy i Grzesiek z mojego osiedla. Choć Grzesiek wcale na hulajnogę nie zasługuje, drogi Mikołaju, on jest czasami bardzo niegrzeczny. To chuligan! Ja zasługuję na hulajnogę, bo jestem od niego grzeczniejszy. To moje największe marzenie, drogi święty Mikołaju. Ja wiem, że nie byłem tak do końca grzeczny przez cały rok, ale od paru dni staram się poprawić. Proszę cię, uwierz mi Mikołaju. Pani z matematyki też mnie ostatnio pochwaliła. Powiedziała: „Dobra robota, Wojtku”. Święty Mikołaju, ja się naprawdę staram.
Mikołaj zadumał się i ukradkiem szybko skosztował ukryte przed Panią Mikołajową ciastko.
– Podaj mi, proszę, adres Wojtka. Chcę zobaczyć, co porabia dzisiaj nasz Wojtuś i przekonać się, czy aby na pewno zasłużył na tę hulajnogę.
– Już się robi! – Elf Tadek włączył ponownie wielki ekran i szybko wyszukał adres chłopca. Chwilę później teleskop Mikołaja skierowany został na mieszkanie Wojtka. Mikołaj przetarł swoje okulary i ujrzał chłopca zajadającego się w kuchni znanymi już dobrze ciasteczkami. Mikołaj uśmiechnął się i też sięgnął po następne. Po zjedzeniu świątecznych ciasteczek Wojtek włożył do zmywarki talerz i przytulił się do swojej mamy. Widząc to, Mikołaj był już pewny, że to dobry chłopiec, który zachowuje się tak jak większość w jego wieku. W głębi duszy Mikołaj wiedział więc, że Wojtek zasługuje na to, aby jego świąteczne marzenie w tym roku się spełniło.
– Elfie Tadku – Mikołaj spojrzał z uśmiechem w stronę elfa. – Wygląda na to, że Wojtuś to grzeczny chłopiec i zasłużył w tym roku na prezent, proszę zapakować mu elektryczną hulajnogę.
Zadowolony elf odznaczył na swojej liście imię chłopca i wysłał wiadomość do pracowni. – Już się robi!
Tymczasem Mikołaj dalej spoglądał przez swój teleskop. Raz w prawo, raz w lewo przesuwał urządzenie, aż w pewnym momencie zauważył chłopca o imieniu Artur siedzącego w swoim pokoju przy biurku. Artur bacznie wpatrywał się w telefon. Mikołaj zrobił zbliżenie na chłopca i jego ekran, aby powoli wraz z nim zacząć czytać wiadomość na głos:
Witaj. Dziękuję Ci za ostatnią paczkę. Bardzo nam pomagasz, bez ciebie byłoby nam ciężko. Wiesz, ja bardzo chciałabym się z Tobą spotkać, tak jak umawialiśmy się już od paru miesięcy. Niestety nie stać mnie, abym przyjechała teraz do Warszawy. Nie zostawię tu chorej babci samej z moim małym bratem. Codziennie się modlę, żeby ta wojna się skończyła. Moja mama jest teraz gdzieś w Warszawie, podejmuje każdą możliwą pracę, aby przesłać nam najbardziej potrzebne rzeczy. Mama obiecała nam, że przyjedzie do nas na święta, czyli już niedługo. Mój mały brat dalej wierzy w świętego Mikołaja, ja już nie wierzę w żadnego Mikołaja. – Mikołaj podrapał się po głowie i otworzył szeroko oczy z niedowierzaniem i czytał dalej. – Sasza strasznie chciałby dostać na święta elektryczną hulajnogę. Codziennie staram się wytłumaczyć mu, że w tym roku nie będziemy obchodzić świąt, bo nie mamy nawet gdzie. Ta wojna wszystko nam zabrała. Artur przestał czytać i popatrzył w niebo, na którym zauważył małe świecące światło skierowane w jego stronę. Podszedł do okna i zaczął spoglądać w stronę światła, które po chwili zgasło. Usiadł i czytał dalej:
Mam nadzieję, że to wszystko się skończy. Wiesz, fajnie, że się poznaliśmy, choć tylko telefonicznie, ale i tak się cieszę. Do usłyszenia. Nadia
Mikołaj wyostrzył obraz w teleskopie. Chłopiec ponownie zauważył światełko, tym razem widział je o wiele wyraźniej. Przez parę sekund Mikołaj wpatrywał się w Artura, a Artur w światełko. W końcu Mikołaj wyłączył teleskop i zadumany usiadł w swoim fotelu.
– Czy wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojony elf Tadek.
– Tak... nie do końca. – Mikołaj zamyślił się. – Przed chwilą przeczytałem wiadomość do chłopca, którą przysłała mu dziewczyna o imieniu Nadia. Nadia ma małego brata, który tak jak Wojtek marzy, aby w tym roku dostać hulajnogę...
– W tym roku wyprodukowaliśmy miliony elektrycznych hulajnóg, nie widzę w tym żadnego problemu! Zaraz zacznę pakować prezent dla... Jeszcze raz proszę podać imię i adres chłopca.
Elf ponownie włączył ogromny ekran i niecierpliwie czekał na odpowiedź Mikołaja. – I w tym jest problem, elfie Tadku, nie mam do nich adresu. Rodzina Nadii jest w Ukrainie, a mama Nadii jest gdzieś w Warszawie. Wiesz, elfie – powiedział zasmucony Mikołaj. – Nadia nie wierzy w Świętego Mikołaja!
– Cooooo?! – Elf stanął na równe nogi.
– Jak to nie wierzy? – mówił prawie krzycząc elf Tadek, który po chwili wziął parę głębszych wdechów na uspokojenie i podszedł do Mikołaja.
– Nie ma co dramatyzować. – Mikołaj starał się jak tylko mógł uspokoić swojego przyjaciela. – Naszym zadaniem w tym roku jest to, aby Nadia ponownie zaczęła wierzyć w magię świąt i oczywiście ponownie uwierzyła we mnie.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
