Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Wstrząsająca, odważna książka, w której ks. Dariusz Oko, profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, odsłania tajemnice działającej w Kościele homoseksualnej lawendowej mafii, która niczym ukryta choroba toczy organizm Kościoła. To zło, z którego wynikają nadużycia nie tylko seksualne, wiąże się z odrzuceniem wiary i świadomym wyborem grzechu, dewastującego Kościół od wewnątrz. Stąd tak ogromnie ważną sprawą jest kwestia zdemaskowania tej mafii, obrony przed jej jawnymi i zakulisowymi działaniami oraz znalezienia właściwego remedium na tę chorobę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 317
Redakcja i korekta: Wydawnictwo AA
Projekt okładki: Andrzej Oczkoś
Skład i łamanie: Wydawnictwo AA
Copyright © by ks. Dariusz Oko
Copyright © by Wydawnictwo AA, Kraków 2020
ISBN 978-83-8340-267-3
Wydawnictwo AA s.c.
30-332 Kraków, ul. Swoboda 4
tel.: 12 292 04 42
e-mail: [email protected]
www.religijna.pl
Plik przygotował woblink.com
Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!
Łk 17, 1n
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.
Mt 23, 27n
Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?
Mt 23, 33
Więc się ich nie bójcie!Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć.
Mt 10, 26
W dniu 26 czerwca 2020 r. gościem porannego programu Roberta Mazurka w Radiu RFM był biskup Mirosław Milewski. Został poproszony o komentarz do kolejnego homoseksualnego skandalu kościelnego, kiedy to okazało się, że ordynariusz Diecezji Kaliskiej, biskup Edward Janiak doprowadził do ustąpienia ze stanowiska dwóch kolejnych rektorów własnego Seminarium Duchownego, czyli ks. prof. dr. hab. Jana Grzeszczaka oraz ks. doktora Piotra Górskiego (którego też cynicznie prześladował), szczególnie po to, aby doprowadzić do święceń kapłańskich kleryka o wyraźnych skłonnościach homoseksualnych.1 Ksiądz Biskup postępował tak pomimo tego, iż dobrze wiedział, że kleryk ów molestował swoich uczniów (między innymi umawiał się z nimi na nocne schadzki), a jego komputer był wypełniony homoseksualną pornografią, w tym także pedofilską.
Wobec takich faktów ksiądz biskup Milewski stwierdził:
„– I powiem panu tak, i mówię to z pełną świadomością i z bólem serca, że to, co tam się działo, to jest przykład tak klasyczny działania ‘lawendowej mafii’ w Kościele, czyli krycia…
– (R. Mazurek:) ‘Lawendowej’, czyli mafii homoseksualnej?
– Homoseksualnej. Homoseksualiści kryją homoseksualistów, tuszują afery i udają, że nic się nie dzieje. Żyją w innym świecie i nie jest to świat Kościoła.”
Biskup Milewski zwrócił się też w tej kwestii do arcybiskupa Gniezna Wojciecha Polaka:
„Księże prymasie. W sprawach związanych z oczyszczeniem Kościoła, z walką z pedofilią i homoseksualistami w szeregach kapłańskich, proszę zawsze na mnie liczyć”.2
Bardzo cenię te słowa księdza biskupa, tym bardziej, że ja od ponad dziesięciu lat tak właśnie postępuję, mając świadomość, jak bardzo prawdziwe są również następne słowa z jego wywiadu:
Jeśli dalej tak będzie, to porównując tę sytuację, powiedzmy, do pandemii, którą przeżywamy (…), moim zdaniem ta krzywa zachorowań, czyli zgłoszeń ofiar, ona rośnie i będzie rosła, a ten szczyt zachorowań, czyli ten wysyp, jest ciągle przed nami. I Kościół w Polsce, my – biskupi, musimy zrobić jak najwięcej, żeby to po prostu zmienić. I koniec, kropka, bo inaczej obudzimy się w pewną niedzielę, pójdziemy do kościoła, i będą puste ławki, jak w Irlandii.3
Rzeczywiście, w ostatnich latach w polskim i światowym Kościele katolickim wychodzą na jaw kolejne skandale spowodowane homoseksualnymi oraz homoseksualno-pedofilskimi skłonnościami i przestępstwami coraz to liczniejszej grupy duchownych. Jakby się realizowały przytoczone na wstępie słowa Jezusa. Powodują one olbrzymie zgorszenie na skalę światową oraz, w konsekwencji, osłabienie lub nawet zniszczenie tego, co najcenniejsze – wiary milionów katoliczek i katolików, ich oddania Chrystusowi, ich głębokiego związku z Bogiem. Do tych najbardziej tragicznych strat należy też niszczenie powołań tysięcy kleryków, kapłanów i zakonników, którzy sprzeciwiali się knowaniom i zakusom lawendowej mafii – jak chociażby ks. dr Górski i ks. prof. Grzeszczak czy tak znany w Polsce ks. prof. Andrzej Kobyliński.4 Innym osobom te skandale bardzo utrudniają drogę do Kościoła, a nawet ją uniemożliwiają. I to wszystko dokonuje się w czasie, gdy Kościół we współczesnym świecie jest wielorako i wyjątkowo mocno zagrożony i atakowany, a równocześnie jego przywódcy są często aż tak bardzo skompromitowani i sparaliżowani własnymi grzechami, które stały się znane publicznie (ale podobnie też tymi, które jeszcze publicznymi się nie stały). To największe, najpoważniejsze szkody i krzywdy wyrządzone Bogu i ludziom, śmiertelne zagrożenie dla czegoś najważniejszego – dla naszego zbawienia. Jest też bardzo znaczące, że trudno wskazać jakiekolwiek porównywalne skandale, których sprawcami byliby inni duchowni. Wyraźnie widać, że to przede wszystkim biskupi i kapłani o nieopanowanych skłonnościach do tej samej płci dopuszczają się takich czynów, co szczególnie ciężko obciąża też sam homoseksualizm w jego istocie oraz obnaża fałszywość jego współczesnej propagandy.
W tej sytuacji ludzie prawdziwie troszczący się o Kościół – na czele z papieżami: św. Janem Pawłem II, Benedyktem XVI oraz Franciszkiem – starają się przeciwdziałać homoseksualnej degradacji duchownych, która już tyle razy i ciągle na nowo okazuje się być źródłem wielorakiego zła. Zachęcają też do tego innych, choćby to miało dla nich wiązać się z wielkim ryzykiem i stratami. Czynią to tym bardziej, że mają świadomość, iż sami są nieraz oszukiwani i manipulowani przez członków różnych homoseksualnych klanów działających także, albo raczej zwłaszcza w Watykanie. Szczególnie wyraźnie powiedział o tym papież Benedykt w jednej ze swoich książek:
Homoseksualizm jest nie do pogodzenia z powołaniem kapłańskim. Wtedy bowiem także celibat traci sens jako wyrzeczenie. Byłoby wielkim niebezpieczeństwem, gdyby celibat stawał się powodem wchodzenia w stan kapłański ludzi, którzy i tak nie chcą się ożenić, gdyż w końcu ich stosunek do mężczyzny i kobiety jest zniekształcony, zakłócony, a w każdym razie nie odnajdują się w tym kierunku stworzenia, o którym wcześniej mówiliśmy.Kongregacja do spraw Wychowania Katolickiego przed kilkoma laty wydała postanowienie, że homoseksualni kandydaci nie mogą zostać księżmi, bo ich orientacja płciowa dystansuje ich od prawdziwego ojcostwa, czyli także od istoty bycia kapłanem. Dobór kandydatów na księży musi być dlatego bardzo staranny. Musi panować tu najwyższa uwaga, aby nie doszło do pomyłki i w końcu bezżenność kapłanów nie była utożsamiana z tendencjami do homoseksualizmu.5
Za przykładem papieży i biskupów ja również staram się przeciwdziałać temu śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Bo rzeczywiście, jaki może być los Kościoła, kiedy na szczytach jego hierarchii odkrywa się coraz więcej gejów, będących w istocie niewolnikami swoich homoseksualnych żądz? Cóż z tego, że nieraz są to bardzo sprawni i wyrachowani hierarchowie, skoro są tylko sługami własnego ciała? Ludźmi, o których święty Apostoł Paweł z Tarsu pisze: „ich losem – zagłada, bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić” (Flp 3, 19). Wiemy to o księdzu kardynale Theodorze McCarricku, księdzu arcybiskupie Juliuszu Paetzu czy księdzu arcybiskupie Józefie Wesołowskim, ale takich duchownych jest legion. O jakiej duchowości, o jakiej wierze i jakiej moralności można jeszcze mówić w ich przypadku – nie wspominając już nawet o zwykłej przyzwoitości? Jakimi „pasterzami” mogą być tacy „duchowni”? Raczej tylko „fałszywymi prorokami, drapieżnymi wilkami w owczej skórze”, których, według samego Chrystusa, najbardziej trzeba się wystrzegać (Mt 7, 15). Wilkami głoszącymi pobożne kazania, udzielającymi „wskazań duchowych”, zarządzającymi kapłanami i innymi katolikami, a zaraz potem spadającymi na samo dno homoseksualnej rozpusty i homoseksualnej przemocy. Jakby dokładnie według słów Jezusa o takich „pasterzach”: „złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). Wszyscy tego rodzaju duchowni powinni być jak najszybciej suspendowani i wydaleni ze stanu kapłańskiego, choćby w myśl kanonu 1395 Kodeksu Prawa Kanonicznego, a nie – o zgrozo! – wspinać się po kolejnych szczeblach kościelnej „kariery”.
A co to wszystko mówi o Kościele, o mechanizmach w nim rządzących, o strukturach zła, które go przenikają, skoro tacy ludzie tak łatwo i tak często, coraz częściej, dochodzą na same szczyty jego hierarchii? I to pomimo całej – jak się okazuje, pustej – gadaniny o rzetelnych procedurach, o starannym dobieraniu kandydatów? Co to mówi o tych, którzy takich właśnie kandydatów świadomie preferują i promują, zwłaszcza o Nuncjuszach Apostolskich oraz innych osobach odpowiedzialnych za takie nominacje w kraju i w Watykanie? Jak bardzo gardzą oni prawami i godnością milionów katoliczek i katolików, skoro na kluczowe stanowiska w Kościele świadomie forsują takich ludzi, jak biskup Edward Janiak czy arcybiskupi Juliusz Paetz i Józef Wesołowski, a potem ich na tych pozycjach za wszelką cenę utrzymują, pomimo całej wiedzy o ich niegodziwości? Jak bardzo lekceważą oni przede wszystkim Najwyższego Pana tego Kościoła i wprost Jemu się sprzeciwiają? Jakby Kościół był tylko łupem i własnością kliki homoseksualnych cwaniaczków, zniewolonych własnymi żądzami przyjemności, władzy i posiadania, którzy ich zaspokojenie stawiają ponad wszystko. Także ponad zbawienie własne i innych osób!
Tutaj jak najbardziej trzeba się kierować słowami świętego papieża Grzegorza Wielkiego:
Pasterz niech będzie roztropny w milczeniu, a pożyteczny w mówieniu; nie powinien rozgłaszać tego, o czym należałoby milczeć, ani zamilczać tego, co się powinno powiedzieć. Albowiem podobnie, jak nierozważne słowo wprowadza w błąd, tak nieroztropne milczenie pozostawia w błędzie tych, którzy mogliby poznać prawdę. A tymczasem nierozważni pasterze w obawie przed utratą ludzkich względów często powstrzymują się od otwartego głoszenia tego, co słuszne. Nie strzegą owczarni – powiada Prawda – z gorliwością dobrych pasterzy, ale postępują jak najemnicy, uciekając w obliczu nadchodzącego wilka i zasłaniając się milczeniem (…) Czymże jest dla pasterza lęk przed mówieniem prawdy, jeśli nie ucieczką w milczenie? (…)Przewodnik dusz musi pilnie uważać, aby nie powodowała nim żądza podobania się ludziom, aby gorliwie oddając się pielęgnowaniu życia wewnętrznego i zarządzając sprawami zewnętrznymi, nie szukał raczej miłości poddanych niż prawdy.6
Św. Grzegorz sam pierwszy realizował te słowa, był w tym podobny do naszego Najwyższego Dobrego Pasterza, który nie uciekł, nie milczał, ale mówił i dlatego musiał „oddać życie za owce swoje” (J 10, 11-21).
Nieraz o tym myślę, kiedy wchodzę do budynku Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie przy ulicy Bernardyńskiej. To duża budowla, pięknie położona między Wawelem i Wisłą, w której do roku 2013 mieściło się Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Sosnowieckiej. Zostało jednak zlikwidowane w Krakowie i przeniesione w inne miejsce po homoseksualnym skandalu wywołanym przez jego rektora. To tylko przyśpieszyło katastrofalny spadek powołań w tej diecezji, której alumni byli kiedyś także moimi studentami i opisywali mi sytuację w niej panującą. Teraz już prawie nie ma kogo tam uczyć. Jednak całe to wydarzenie zaledwie lekko zachwiało kościelną „karierą” księdza rektora, który w przyszłości może jeszcze zostać biskupem. Ma przecież zapewnioną sympatię wielu kościelnych dostojników, którzy mają podobne skłonności (a nieraz, niestety, również czyny na swoim koncie), tylko na razie skuteczniej je maskują i ukrywają. Przecież ksiądz prałat Battista Ricca, o którym będzie mowa w tej książce, jako ważny watykański dyplomata dopuszczał się seryjnie jeszcze gorszych rzeczy, a mimo tego jest teraz jedną z najważniejszych, najbardziej wpływowych osób w Stolicy Apostolskiej. Dla lawendowej mafii, albo, jak mówi papież Benedykt XVI, dla „klik homoseksualnych”, najważniejsze jest wygodne życie i komfort ich członków, bo jak zauważa biskup Milewski, „oni żyją w innym świecie, i nie jest to świat Kościoła”. Dla nich Kościół może ginąć, może dramatycznie spadać liczba wiernych i powołań, mogą być zamykane kolejne kościoły i seminaria, klasztory i całe prowincje zakonne, byle „naszym” było dobrze, byle mieli czym się pożywić do końca swej ziemskiej egzystencji – nawet gdyby to miało doprowadzić do śmierci ich żywiciela, na którym w tak nieograniczony sposób pasożytują. Przyjdzie im to o tyle łatwo, że zawodzi ich nawet instynkt samozachowawczy. W drodze do pełni władzy nie są zdolni do jakiegokolwiek samoograniczenia, a ponieważ często mają już wielką władzę w Kościele, nikt im się nie może poważnie przeciwstawić. A jeżeli się przeciwstawi, to zostaje zniszczony – tak biskup Edward Janiak zniszczył ks. rektora Piotra Górskiego, a zapewne zniszczył też powołanie wielu normalnych kleryków, który musieli patrzeć na to wszystko, a także na faworyzowanie ich homoseksualnych kolegów (nawet kleryka ściganego już przez policję).7
Na wzór papieży oraz wielu biskupów, księży i świeckich od lat staram się przeciwdziałać tej groźnej chorobie duchowieństwa i Kościoła, która toczy go jak jakiś homoseksualny rak. Widzę to jako powołanie i zadanie, ponieważ tym tematem, obok zagadnienia teorii gender, teoretycznie zajmuję się już od wielu lat i swoją wiedzą powinienem służyć innym, aby w ten sposób pomagać bronić społeczeństwo i Kościół. Chodzi między innymi o obronę takich ludzi, jak choćby wspomniani tu prawowierni klerycy i przełożeni seminariów – a duchownych, których spotkał podobny do nich los, jest wielu. Muszę mówić o trudnych i nieprzyjemnych rzeczach. Ale jeśli własna matka jest chora, to lepiej to wiedzieć niż nie wiedzieć, bo tylko wtedy można podjąć proces jej leczenia. Czynię to po głębokim namyśle i modlitwie, po wyczerpaniu wszelkich innych środków i sposobów, kiedy nie można już inaczej bronić Kościoła przed jego własnymi członkami. Wzorem i inspiracją w tym dziele jest dla mnie między innymi osoba jednego z największych świętych – Piotra Damianiego, biskupa i doktora Kościoła. On już przed wiekami skutecznie pomagał w leczeniu Kościoła z tej samej choroby i miał w tym sojusznika w osobie samego papieża Leona IX, także świętego.8 Temu dziełu ma też służyć ta książka, a tytuł pierwszego artykułu: O konieczności ograniczenia klik homoseksualnych w Kościele nawiązuje wprost do tak inspirujących słów papieża Benedykta XVI, przedstawiając to, co w aktualnej sytuacji wydaje się szczególnie ważne. Artykuł ten jest wiodącym tekstem w książce i zostaje opublikowany po raz pierwszy równolegle z jego wersją angielską, niemiecką, włoską i hiszpańską. Chociaż moja wiedza na tematy w nim poruszone jest o wiele szersza, tutaj staram się ograniczać jedynie do publicznie dobrze znanych spraw, aby nie powiększać zgorszenia. Zresztą zdarzeń podobnych jest już tak dużo, że dla ukazania istoty problemu wystarczy zebranie zaledwie części z nich i połączenie w logiczną całość. Jeśli jednak wybieram jakiś fakt spośród wielu innych i omawiam go, to dzieje się tak zwykle dlatego, że dotarły do mnie kolejne jego potwierdzenia, poza tymi pochodzącymi z dziennikarskich źródeł. Wiem, że niemało ryzykuję, ale dla dobra sióstr i braci, dla obrony samego istnienia Kościoła trzeba być gotowym na wszystko, także na rzeczy najtrudniejsze. Sami czytelnicy najlepiej ocenią, czy w obecnej sytuacji Kościoła mógłbym milczeć, posiadając wiedzę, której zaledwie małą cząstkę tutaj ujawniam.
Ponieważ opublikowałem już kilka tekstów z zakresu tej tematyki, uznałem za przydatne zebranie ich razem i umieszczenie w jednej książce. Może to znacząco poszerzyć ich rozpowszechnienie oraz siłę oddziaływania. Dlatego ukazują się tutaj powtórnie artykuły Z papieżem przeciw homoherezji z roku 2012oraz Częściowe zwycięstwo prawdy z roku 2013,które przed siedmiu laty spotkały się z dużym zainteresowaniem oraz uznaniem w kręgach kościelnych szeregu katolickich krajów – i tak stały się swoistą „klasyką gatunku”. Pierwszy z wymienionych wyżej artykułów znalazł nawet uznanie papieża Benedykta XVI. Uwydatniają one również poznawczą i naukową wartość tej książki. Do podstawowych kryteriów naukowej metodologii należy przyznawanie pierwszeństwa tej teorii, która nie tylko najlepiej tłumaczy znane już fakty, ale też najbardziej trafnie przewiduje najwięcej nowych faktów, które powinny pojawić się w przyszłości. Wydaje się, że z czymś takim mamy do czynienia w tym przypadku. Te dwa artykuły przewidywały pojawienie się dokładnie takich kazusów, jakie rzeczywiście miały miejsce wkrótce po ich opublikowaniu. Były to między innymi homoseksualne afery księdza arcybiskupa Józefa Wesołowskiego (2013), ks. prałata Krzysztofa Charamsy (2015), księdza kardynała Theodora McCarricka (2018) oraz księdza biskupa Edwarda Janiaka (2020). Wydaje się, że te teksty najlepiej tłumaczą mechanizm zjawisk, z którymi mamy tutaj do czynienia. Konkurencyjne hipotezy tłumaczące te wydarzenia wydają się być o wiele mniej uzasadnione oraz o wiele mniej wyjaśniać i przewidywać. Zwykle zdają się być rezultatem czy to braku wystarczającej wiedzy, czy też wprost kolejną manipulacją homolobby pragnącego ukryć swoją winę i odpowiedzialność.
Po tych artykułach następuje tekst Media jako kluczowe miejsce obrony personalizmu, który w tym roku w skróconej formie ukazał się już w wersji angielskiej. Staram się w nim zsyntetyzować oraz przekazać najważniejsze wnioski z mojej długoletniej działalności medialnej, zwłaszcza w oparciu o doświadczenia z homoherezją i homoseksualną zdradą w Kościele. Do jej czołowych przedstawicieli należy środowisko „Tygodnika Powszechnego”oraz instytucje jemu podobne, a także ks. prałat dr Krzysztof Charamsa, który cieszy się wśród nich szczególną atencją. W roku 2015 dokonał on swojego słynnego homoseksualnego coming-outu i zarazem przeprowadził potężny atak na Kościół. W jego ramach najcięższe oskarżenia skierował pod moim adresem, widząc we mnie jakąś zasadniczą przeszkodę na drodze totalnej rewolucji homoseksualnej w Kościele (a jego opinia jest dla mnie w istocie zaszczytem i pochwałą). Jako wierny i gorliwy wyznawca genderowej ideologii miał nadzieję, że razem z jednym ze swoich aktualnych partnerów seksualnych przyczyni się w ten sposób do wybuchu i zwycięstwa tej rewolucji, do zmiany nauczania Kościoła w tym obszarze (o czym wielu innych, zwłaszcza w Niemczech, nadal jeszcze marzy).
Nie udało mu się to także dlatego, że, jak się wydaje, nie bardzo zrozumiał, iż jego koledzy z lawendowej mafii na ogół wcale nie chcą takiej zmiany. Obecna sytuacja powszechnego homoseksualnego podziemia odpowiada im o wiele bardziej, jest dla nich znacznie wygodniejsza, bo w swoim wiecznym zakłamaniu, pod maską faryzejskiej pobożności mogą się łatwiej ukrywać oraz pasożytować na Kościele. Natomiast gdyby każdy z nich, tak jak ks. prałat Charamsa, zaczął pokazywać się publicznie w czułych objęciach swoich aktualnych partnerów seksualnych (których w dodatku zmieniają oni podobnie rekordowo często, jak inni geje, ci bez sutann i habitów), zdecydowana większość wiernych odrzuciłaby takich „pasterzy”, nie chciałaby dalej finansować ich zakłamanej egzystencji, takiej już całkiem jawnej Sodomy. Gdyby natomiast ks. prałat sam żył jak poprzednio, w dyskrecji, ze swoimi kolejnymi partnerami, zapewne już dawno mógłby zostać biskupem. Biskupstwo było na wyciągnięcie ręki, był przecież pracownikiem watykańskiej kongregacji i członkiem tego „towarzystwa”, spełniał ten tak często podstawowy warunek, miał najlepszy punkt wyjścia do kolejnych nominacji.
Żeby jeszcze lepiej wyjaśnić, iż ksiądz Charamsa się myli, kiedy na miejscu Ewangelii stawia kolejną ateistyczną ideologię oraz dlaczego homoseksualna rewolucja w Kościele jest sprzeczna nie tylko z istotą chrześcijaństwa, ale także z rzetelną nauką i istotą człowieczeństwa, na zakończenie dołączam recenzję znakomitej książki holenderskiego doktora psychologii Gerarda van den Aardwega Nauka mówi NIE. Oszustwo homo-“małżeństwa”. Doktor Aardweg jest jednym z najlepszych światowych specjalistów w tej dziedzinie, dlatego jest szczególnie dobrą wiadomością, że książka ta wkrótce ukaże się w polskim tłumaczeniu.
Najlepszym zakończeniem tej książki będzie list księdza biskupa Roberto Morlino z Madison nad Wielkimi Jeziorami w Stanach Zjednoczonych, który szczególnie dobrze zna sytuację w tym kraju. Został napisany do wszystkich wiernych diecezji, jako reakcja po kolejnym skandalu homoseksualnym w Kościele, tym razem z kardynałem Theodorem McCarrickiem w roli głównej. Jest w nim szczególnie trafnie przedstawiona istota problemu, podstawowe środki zaradcze oraz podstawy dla naszej wiary i nadziei. Dla chrześcijańskiej wiary i nadziei – także w obliczu aż tak wielkiego zła i zakłamania, aż tak wielkiego upadku i zdrady znacznej części duchowieństwa.
***
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej książki, a przede wszystkim licznym biskupom, kapłanom, siostrom zakonnym i osobom świeckim, małżeństwom i rodzinom, naukowcom i ludziom przeróżnych zawodów, w tym zwłaszcza dziennikarzom, pracownikom wymiaru sprawiedliwości oraz służb specjalnych. Nieustannie dostarczają mi oni istotnych informacji, poszerzają wiedzę, korygują moje błędy oraz wspierają modlitwą i ludzką życzliwością. Mobilizują mnie do ciągłego rozwoju oraz do poprawiania każdego dzieła, także tej książki. Bez nich i bez Boga nie tylko nie mógłbym nic uczynić, ale też w ogóle zaistnieć. Nie sposób tych wszystkich osób wymienić, jest ich tak wiele. Szczególnie chciałbym jednak podziękować dwóm kapłanom, moim przyjaciołom, którzy zdecydowali się już wcześniej zapoznać z tą książką i napisać do niej swoje słowo wstępne. Są to ks. profesor Robert Skrzypczak oraz ks. doktor Marek Dziewiecki, którzy szczególnie dobrze poznali i rozumieją Kościół. Należą oni do ścisłej czołówki najbardziej znanych, cenionych i zasłużonych polskich kapłanów, do autentycznej intelektualnej oraz moralnej elity społeczeństwa i Kościoła. Podobnie dziękuję za napisany na potrzeby tej książki tekst panu redaktorowi Pawłowi Lisickiemu, który pośród dziennikarzy zajmuje podobne miejsce, jak wymienieni wyżej księża pośród duchowieństwa. Ich wkład do tej książki tym bardziej pokazuje jak poważne są zagrożenia, przed którymi ma ona bronić, z jak wielkim problemem mamy tu do czynienia. Dzięki temu można żywić większą nadzieję, że zostanie ona dostrzeżona i przyczyni się do tak bardzo oczekiwanych zmian na lepsze w naszej wspólnocie wierzących. Może to być użyteczna kropla w oceanie dobrych czynów innych ludzi, a przede wszystkim czynów Najwyższego, który jest ostatecznym źródłem i gwarancją naszej nadziei, który jest nieskończenie większy i piękniejszy od wszelkiego zła i jego „sukcesów”. Podobnie jak Pacyfik jest większy i piękniejszy od wszelkich odpadków i śmieci na jego brzegu.
A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.
(Rz 5, 4)
Kraków 29.06.2020,
w Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
ks. Marek Dziewiecki
Gdyby kilkanaście lat temu ktoś mi powiedział, że napiszę słowo wstępne do książki, która dokumentuje istnienie w Kościele katolickim – w tym także w Kościele w Polsce – mafii, lobby, klik stworzonych przez homoseksualnych księży, to potraktowałbym taką wypowiedź jak kiepski żart czy też niskich lotów ironię na temat problemu, którego nie ma. Pierwszy raz o grzechu sodomskim usłyszałem jako nastolatek, gdy byłem w pierwszej czy drugiej klasie liceum. Nie miałem wtedy pojęcia, o jaki to tajemniczy grzech chodziło. Spytałem więc o to moich rodziców. Obydwoje byli wyraźnie zakłopotani i odpowiedzieli ogólnikowo, że to bardzo poważne zło moralne i bardzo ciężki grzech. Widząc ich zakłopotanie, nie drążyłem tematu. Nie było to dla mnie trudne, bo w żadnej fazie życia poznawanie przejawów zła nie wzbudzało mojego zaciekawienia. O wiele bardziej interesowało mnie to, jak czynić dobro i jak być szczęśliwym.
Nieco o grzechach z Sodomy i Gomory dowiedziałem się dopiero na wykładach z Biblii w ramach studiów w seminarium duchownym, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa. Po święceniach kapłańskich przez dwa lata pracowałem jako wikariusz i ani razu nie zetknąłem się wtedy z problematyką homoseksualizmu – ani wśród duchownych, ani wśród świeckich. Po dwóch latach pracy w parafii zostałem przez księdza biskupa skierowany do Rzymu, na studia z psychologii. W czasie tychże studiów, w rozmowach z polskim duchownymi, a także duchownymi z innych krajów i kontynentów, usłyszałem o tym, że wśród katolickich duchownych diecezjalnych i zakonnych zdarzają się księża homoseksualiści.
W tym właśnie okresie po raz pierwszy zetknąłem się z informacjami o tym, że istnieją homoseksualni księża, którzy są gejami, czyli aktywnymi seksualnie, zdemoralizowanymi, skrajnie wyuzdanymi ludźmi, którzy mają dziesiątki czy więcej kochanków i „partnerów”. Wobec takich informacji pozostawałem jeszcze wtedy mocno sceptyczny. Istnienie tego rodzaju przewrotnych i aż tak skrajnie uwikłanych w zło księży wydawało mi się niezwykle mało prawdopodobne. Uważałem, że jeśli nawet tacy istnieją, to zakładałem, iż są to bardzo nieliczne, pojedyncze wręcz przypadki w skali świata i że oni sami opuszczają kapłaństwo, gdy tylko widzą, że nie potrafią czy nie mają zamiaru się nawracać. Kiedy pod koniec studiów w Rzymie niektórzy z księży z różnych krajów świata zaczęli dzielić się ze mną swoim bólem, że nawet w Watykanie – i to także wśród kardynałów, biskupów i innych purpuratów – są aktywni homoseksualiści, traktowałem takie sugestie jako przejaw czyjejś chorej wyobraźni, czy też jako kolejny przykład spiskowej teorii dziejów Kościoła katolickiego.
Po powrocie ze studiów w Rzymie zamieszkałem w seminarium duchownym w Radomiu, w mojej rodzimej diecezji. Jako wykładowca zacząłem być coraz częściej zapraszany do innych seminariów duchownych w Polsce, żeby prowadzić tam rekolekcje dla alumnów. To był początek lat dziewięćdziesiątych. Przeżyłem duży szok, gdy w jednym z tych seminariów o rozmowę osobistą poprosił pierwszy w historii mojej posługi kapłańskiej kleryk, który podzielił się ze mną swoim straszliwym bólem, związanym z homoseksualizmem. Wyznał, że w seminarium duchownym dał się uwieść przez kleryka-homoseksualistę i że teraz sam się sobą brzydzi, że ma potężne rozterki duchowe, że jest bliski rozpaczy. W latach dziewięćdziesiątych rozmowy z alumnami znajdującymi się w tego typu sytuacjach były dla mnie pojedynczymi, rzadkimi przypadkami. Po roku dwutysięcznym takich przypadków było już więcej. W ramach rekolekcji o osobiste rozmowy prosili nawet tacy klerycy, którzy dzielili się swoimi wątpliwościami, czy powinni pozostać w seminarium duchownym, skoro są czynnymi homoseksualistami. Nie było jeszcze wtedy tak jednoznacznych i rygorystycznych przepisów Kościoła w tym względzie, jak obecnie, ale już wtedy było dla mnie jasne, że mogłem doradzać wyłącznie jedno: natychmiastowe opuszczenie seminarium. W każdym seminarium, gdzie ktoś zgłaszał się do mnie z problemem homoseksualnym, sygnalizowałem przełożonym seminaryjnym, że są tam takie właśnie problemy i prosiłem o odpowiedzialne, stanowcze działanie, żeby któryś z kleryków nie przyjął kapłaństwa w sposób niegodny czy nieważny.
Nadal regularnie prowadzę rekolekcje w seminariach duchownych w Polsce. W ostatnich latach wyjątkami są takie seminaria, w których bym się nie zetknął z problemem homoseksualizmu. Nie tylko dostrzegam coraz więcej takich przypadków, lecz także zauważam, że w niektórych seminariach istnieją już kliki homoseksualnych duchownych, obejmujące niektórych wykładowców, innych księży, a także kleryków. Zdarza się, że w takich seminariach wręcz zastraszani i prześladowani są ci alumni, którzy nie dają się uwieść i wciągnąć w rozwiązłość, czy też demaskują istnienie homoseksualnych mafii w danym seminarium. Są takie seminaria, w których, według wszelkich przesłanek, kliki czy mafie homoseksualne sięgają przełożonych seminaryjnych i biskupów. W niektórych z tych seminariów uczciwi rektorzy podali się do dymisji. Nie mieli jednak odwagi, by publicznie ogłosić, że motywem ich rezygnacji było to, iż nie dali rady skutecznie bronić szlachetnych alumnów i księży przed destrukcyjnym działaniem „lawendowej” mafii w ich diecezji.
Obecnie jest już dla mnie oczywiste to, co oczywiste jest dla wszystkich, którzy mają oczy po to, żeby widzieć i uszy po to, żeby słyszeć. Tą dotkliwie bolesną oczywistością jest fakt, że Kościół katolicki został dotknięty straszliwym złem, jakim są księża homoseksualiści, zorganizowani w bezwzględnie działającą mafię, która ma swoje potężne macki w wielu diecezjach i instytucjach, łącznie z Watykanem. Być może „lawendowa” mafia homoseksualnych duchownych funkcjonuje już od bardzo dawna, ale z pewnością zaczęła stawać się potężną siłą od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Zebrana dotąd obszerna dokumentacja potwierdza, że wiele diecezji Kościoła katolickiego na wszystkich kontynentach zostało wręcz wziętych w zarządzanie przez mafie homoseksualnych, wyuzdanych duchownych, w których gronie byli nie tylko szeregowi księża, lecz także kardynałowie, biskupi, dostojnicy kurialni, rektorzy wyższych seminariów duchownych.
Od kilku dziesięcioleci w poszczególnych Kościołach lokalnych mafie homoseksualnych duchownych zaczynają być wreszcie dostrzegane, demaskowane, opisywane. Niektóre media, a także uczciwi, odważni badacze gromadzą niepodważalną dokumentację w tym zakresie. Po nazwisku wskazują homoseksualnych kardynałów, biskupów, watykańskich purpuratów, wyższych przełożonych zakonnych, dostojników kurialnych i seminaryjnych, proboszczów i wikariuszy, którzy prowadzą skrajnie wyuzdany, perwersyjny, często wręcz demoniczny styl życia. Mimo to mafia homoseksualnych gejów w sutannach nadal czuje się na tyle mocna i bezkarna, że jej przedstawiciele wciąż bywają aroganccy i butni. Nadal czują się nietykalni i chronieni przez kogoś, kto w hierarchii stanowisk czy wpływów stoi znacznie wyżej od nich. Wiedzą, że nadal mają potężne wsparcie nie tylko w swoim własnym środowisku, lecz także wśród niektórych polityków i samorządowców, w liberalnych mediach, w świeckich środowiskach homoseksualnych, w instytucjach związanych z ideologią LGBT+, z międzynarodowymi organizacjami pozarządowymi, które wspierają wszelkiego rodzaju formy moralnego wyuzdania jako sposób na walkę z Kościołem katolickim.
Przez ostatnich kilkadziesiąt lat dokonał się diaboliczny marsz gejowskiej mafii przez instytucje Kościoła. To marsz podobny do genderowego marszu neomarksistów przez instytucje państwowe i społeczne: przez uniwersytety, samorządy, media, teatry, kina i wszystko to, co wiąże się ze współczesną (anty)kulturą. Zdominowanie przez „lawendową” mafię księży homoseksualistów wielu instytucji i diecezji to czarna i wyjątkowo haniebna karta współczesnego Kościoła. Homoseksualne mafie i kliki, funkcjonujące w Kościele, to coś znacznie gorszego i groźniejszego niż istnienie pojedynczych kapłanów-gejów, którzy żyją rozwiąźle i którzy w tę swoją gejowską rozwiązłość brutalnie wciągają kolejne ofiary – kleryków, księży i świeckich. To perwersyjna struktura zła, zorganizowana w sposób przemyślany i niemal perfekcyjny w swej przewrotności. To struktura zła, dysponująca ogromną władzą, wielkimi pieniędzmi, potężnymi wpływami w środowiskach duchownych i świeckich. To układ, który sam się odtwarza i multiplikuje poprzez wciąganie kolejnych osób w swoje macki. To układ, który dąży do ciągłego poszerzania swojej władzy i terenów swojego panowania. To ludzie bezwzględnie solidarni w złu, którzy gotowi są na każde kłamstwo, na każdą podłość, na każdą formę szantażu, byle tylko zastraszyć, pognębić, uciszyć każdego, kto ośmieli się ich demaskować czy im się sprzeciwiać.
W tych Kościołach lokalnych, w których mafie homoseksualnych duchownych opanowały miejscowe struktury albo wywierają znaczny wpływ na ich funkcjonowanie, nadal popełnia się wiele ciężkiego zła moralnego, a fala zgorszenia przedłuża się. W takich Kościołach lokalnych nie ma odgórnych inicjatyw duszpasterskich. Kościoły te nie reagują na najbardziej nawet pilne potrzeby lokalnej społeczności ludzi wierzących. Nie mierzą się z aktualnymi wyzwaniami, przed jakimi stoją chrześcijanie w naszych czasach. Milczą w obliczu krzywdy i niesprawiedliwości. Nie wspierają szlachetnie pracujących księży. W najlepszym przypadku tolerują ich szlachetność i ich duszpasterskie poświęcenie. Często jednak lobby homoseksualne – poprzez swoich członków czy też opanowane przez siebie struktury – oczernia, dyskryminuje, wyszydza, poniża szlachetnych kapłanów i czyni wszystko, żeby pozostali oni na samym dole lokalnych struktur kościelnych.
Obecnie zaczyna dokonywać się wyraźny przełom w Kościele katolickim w odniesieniu do „lawendowej” mafii. Dzieje się tak po części na skutek od lat publicznie demonstrowanego poczucia całkowitej bezkarności i aroganckiej buty księży-gejów. To jednak nie wystarczy, by pokonać tę potwornie bolesną słabość Kościoła. Skuteczne mierzenie się z mafią homoseksualnych duchownych stanie się możliwe dopiero wtedy, gdy milcząca dotąd większość szlachetnych osób duchownych i świeckich w Kościele przestanie być bierna i zdobędzie się na odwagę stanowczego działania. Dysponujemy już bardzo bogatą dokumentacją, opisującą imperium gejowskiego zła w Kościele katolickim. Znamy nazwiska konkretnych biskupów i kapłanów, którzy są sztandarowymi postaciami i medialnymi twarzami mafii homoseksualnych duchownych. Wiemy już dużo o nierzadko wręcz zwyrodniałych czynach tych ludzi. Znamy wiele obciążających ich faktów, wydarzeń, okoliczności. Coraz obszerniejszą dokumentację w tym względzie gromadzą instytucje kościelne i świeckie.
To wszystko daje nadzieję na oczyszczenie Kościoła z homoseksualnej rany. Pojawia się sporo znaków nadziei. O wielorakich, bolesnych konsekwencjach panoszenia się „lawendowej” mafii mówi się już wprost i głośno. Na tyle głośno, że od dwudziestu lat kolejni papieże podejmują ten temat wielokrotnie i publicznie. Mówią z bólem o istnieniu w Kościele katolickim homoseksualnych klik i lobby. Podejmują stanowcze działania, żeby to imperium zła wyplenić ze struktur Kościoła. Zostały już dokonane odpowiednie zmiany w prawie kościelnym. Nie wolno wyświęcać na kapłanów osób homoseksualnych. Nie wolno przenosić na inne parafie duchownych, którzy dokonują nadużyć seksualnych. W przypadku pedofilii, która dotyczy głownie księży homoseksualnych, obowiązkiem przełożonych jest natychmiastowe informowanie Watykanu i wdrożenie procedury karnej. Nie tylko za tuszowanie skandali seksualnych, lecz także za bierność i zaniedbanie działań przeciwko przestępcom seksualnym, biskup czy przełożony zakonny może zostać zdjęty z urzędu i ponieść jeszcze inne dotkliwe konsekwencje. Przełożenie na praktykę nowego prawa nie dokonuje się jednak automatycznie. Nadal jesteśmy świadkami tego, że niektórzy hierarchowie interweniują w sprawie księży homoseksualnych – nawet wówczas, gdy dopuszczają się oni zbrodni pedofilii – dopiero wtedy, gdy informacje na ten temat po raz kolejny ukazują się w mediach albo gdy wyświetlany jest kolejny film o ukrywaniu seksualnych przestępców w sutannach.
Boże prawo są w stanie wprowadzić w życie jedynie Boży ludzie. Dla ludzi wyuzdanych nie liczy się nawet Dekalog. Księża z homoseksualnych klik nie oczyszczą się sami. Ich „lawendowe” mafie same się nie rozwiążą. Kościół nie zostanie też oczyszczony z zewnątrz: przez liberałów, ateistów, czy przez reprezentujące ich media. Te środowiska nie są wiarygodne, gdyż nie kierują się troską o obecne czy przyszłe ofiary seksualnych przestępców. Atak na księży-pedofilów jest dla nich tylko jednym z narzędzi ataku na Kościół, a nie rzeczywistym celem. Środowiska ateistyczne i liberalne znajdują się w patowej dla nich samych sytuacji. Z jednej bowiem strony chętnie – i dobrze, że tak czynią!!! – pokazują zwyrodniałych seksualnie duchownych. Z drugiej jednak strony usiłują ukryć fakt, że najbardziej zwyrodniali seksualnie są księża homoseksualiści. O tym fakcie ateiści, liberałowie i sprzymierzone z nimi media nie mają prawa mówić, gdyż w przeciwnym przypadku zostaną zaatakowani przez potężne lobby LGBT+, a także przez ideologów związanych z tymże lobby. Homoseksualne i neomarksistowskie lobby chroni nie tylko świeckich przestępców seksualnych, na przykład reżyserów, polityków czy dziennikarzy, którzy dopuszczają się pedofilii. Lobby to chroni także pedofilów wśród duchownych, jeśli są to pedofile homoseksualni. W liberalnych mediach obowiązuje bowiem absolutny zakaz mówienia o tym, że większości barbarzyńskich czynów pedofilskich dopuszczają się księża-geje.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Wprowadzenie
ks. Marek Dziewiecki, Konieczność oczyszczenia Kościoła
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Epigraf
Meritum publikacji
