Konsorcjum. Tom III - A.S. Sivar - ebook + audiobook
BESTSELLER

Konsorcjum. Tom III ebook i audiobook

Sivar A.S.

4,8

51 osób interesuje się tą książką

Opis

Konsorcjum… Ono nigdy nie śpi. Z każdym nowym dniem funduje ci zawrotną dawkę adrenaliny, skrajnych emocji i skłania do przekraczania kolejnych granic. Jednak co się stanie, kiedy przedawkujesz?

O tym wkrótce przekona się Nadia, młoda kobieta, która popełniła błąd - zakochała się w nieodpowiednim mężczyźnie. Wbrew swojej woli postawiona na piedestale buzującej testosteronem organizacji, musi jak najszybciej odnaleźć się w podziemnym świecie walk w klatkach. Czy jest coś, co mogłoby sprawić, że całe Konsorcjum zaakceptuje jej zwierzchnictwo? Czy jej ukochany odnajdzie w sobie na tyle sił, aby pojednać się ze swoimi odwiecznymi demonami? I co ma z tym wszystkim wspólnego nowe zrzeszenie powstałe w Polsce? Jedno jest pewne: walka o tron będzie zawzięta…

Gdzieś z głośnika w końcu wydobywa się głos pytający, czy zadzwonić do „Dominic”. W jednej sekundzie ze szlochem w gardle dosłownie krzyczę:
– Tak, dzwoń „Dominic”!
Cholerny pilot pokładowy zaczyna myśleć, a ja dokładnie w tej samej chwili czuję, jak przy samym zakręcie zostaję gwałtownie, z niewyobrażalnym piskiem opon, zepchnięta z drogi. Moje Z4 traci przyczepność. Jedno odbicie od barierki, drugie, uderzenie w głowę, trzask szyby, kolejne uderzenie… Aż w końcu wszystko cichnie. Staram się otworzyć oczy, nie wiem, co się dzieje. Nadal żyję? Jestem cała? Moje powieki są strasznie ciężkie, nie mogę ich podnieść, nie mogę się nawet poruszyć.
– Halo? Nadia? – Gdzieś do moich uszu dociera ciche syczenie, a przez nie przedziera się głos Dominica. – Nadia?
Chociaż bardzo chcę, nie jestem w stanie się odezwać. Nadal słyszę ten szum, jednak całość zaraz milknie, Dominic się rozłącza, a ja zapadam się w ciemność.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 438

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 42 min

Lektor: Agnieszka Postrzygacz

Oceny
4,8 (968 ocen)
810
124
26
5
3
Sortuj według:
Leenika

Nie oderwiesz się od lektury

Już wiem, że to będzie sztos!
10
legimi_kamila

Dobrze spędzony czas

Całkiem spoko napisana, zakończenie super :))
00
Didek1989

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja!!!
00
Zielistka_77

Nie oderwiesz się od lektury

Historia Nadii i Dominika jest porywająca typo po burzy zawsze wychodzi słońce. Polecam.
00
krupcia1989

Nie oderwiesz się od lektury

świetna seria ! :)
00

Popularność




Rozdział 1

Zimą Garmisch-Partenkirchen prezentuje się niebywale. Poszarpane, ośnieżone szczyty Alp przyprawiają mnie o zawrót głowy. Już pierwszego dnia bezpowrotnie zakochuję się w tym miasteczku. Mogłabym godzinami chodzić z rozdziawioną buzią i podziwiać z oddali Zugspitze, jednak cóż, w obecnym stanie Aśki raczej nie jest to możliwe. Krajobraz wygląda niebywale i wszystko również byłoby cudownie, gdyby nie… No właśnie – gdyby nie towarzystwo spędzające z nami te dni.

Już na początku, kiedy Eric wpadł na pomysł zorganizowania trzydziestych urodzin Dominica w górach, wiedziałam, że to nie będzie nic dobrego, jednakże widząc, jaki Dominic był podekscytowany, nie chciałam tego psuć. W końcu to jego urodziny. Dużo też rozmawialiśmy, że nauczy mnie jeździć na desce snowboardowej, z czego byłam zadowolona, jednak na rozmowie się skończyło.

Mój humor legł w gruzach zaraz po przyjeździe, kiedy tylko zauważyłam, że oprócz Erica i Denisa z ich auta wysiadają również jakieś trzy dziewczyny. Podobno dobre znajome Dominica ze Stanów, ale, do cholery, Eric mógł uprzedzić, że nie przyjadą sami. Naprawdę starałam się być nad wyraz miła i opanowana, kiedy jedna z nich, Cassandra, z piskiem na ustach przybiegła do mojego mężczyzny i zaczęła go tulić i skakać wokół niego. Dosłownie się we mnie zagotowało.

Więc tak, nawet dziś, w ostatni dzień pobytu, chodzę jak struta. Ściśle mówiąc, mam ochotę zaciągnąć ich wszystkich na szczyt i zrzucić, a potem patrzeć, jak leeeeecą… Jedynie Aśkę i Kamila postanawiam oszczędzić, bo tylko ich obecność działa na mnie kojąco. A Dominic? On poleciałby w pierwszej kolejności! Widząc, jak ta wywłoka non stop go przytula, dotyka, szepcze mu coś na ucho, mam ochotę wziąć bagaże i już teraz wrócić do domu. Żałuję, że się na to zgodziłam. Mogłam spędzić cudowny czas z mamą i Iwanem na Dominikanie, ale nie, jak zwykle uległam, gdy Dominic prosił, bym dała szansę Ericowi.

Do tej pory między mną a Dominikiem układało się cudownie. Mama go uwielbia, Iwan się nie psioczy, co znaczy, że pogodził się z moim wyborem, mój palec serdeczny przyozdabia pierścionek z olbrzymim brylantem i chyba tylko dlatego staram się udawać, że wszystko gra, i nie psuć wyjazdu swoją chorobliwą zazdrością.

Już o dziewiątej rano, gdy tylko słyszę pukanie do drzwi, podchodzę i otwieram, ale w tej samej chwili mam ochotę je zatrzasnąć. Kurwa, niedługo będzie z nami sypiała! Wkurzam się na sam widok burzy ciemnych loków i niewysokiej sylwetki.

– Dominic już wstał? – Jej nieszczery uśmiech doprowadza mnie do szału. Mam ochotę coś zrobić tej żmii.

Na przykład spuść ją ze schodów – podpowiada wredny głos w mojej głowie, który zakosztował władzy udzielonej przez Iwana i po samym przyjeździe zaczął mi podsuwać niecne pomysły. – Sprzątnij ją, przecież możesz. Albo niech ją gdzieś wywiozą i zostawią.

Przewracam oczami. Tak, ta część mnie lubi moją pozycję. Tyle że jest też na szczęście ta druga strona, opanowana, która wie, że tak nie można, i która nie lubi się tym chwalić ani wywyższać. Zazwyczaj to ona wygrywa i tylko dlatego do tej pory żadna z dziewczyn nie ma pojęcia, jaką pozycję zajmuję w hierarchii. Po co się tym chwalić? Szczerze mówiąc, nie ma czym. Chociaż, patrząc na Cassandrę i jej dość wyniosłą pozycję w jurysdykcji Erica, zaczynam myśleć, że gdyby to ona zajęła moje miejsce, wytatuowałaby to sobie na czole, aby przypadkiem żadnemu napotkanemu przechodniowi nie umknęła ta wiedza.

Wzdycham i zbieram się w sobie, by zabrzmieć choć odrobinę przyjaźnie.

– Kąpie się. Jak skończy, przekażę mu, że byłaś.

– Super. Powiedz, że mam wszystko, co nam potrzebne, i potrzebuję jedynie jego niesamowitych umiejętności.

– Ehe. – Unoszę znacząco brew.

Co go, do cholery, podkusiło, żeby obiecywać jej, że to on nauczy ją jeździć na desce? Nie mógł tego zrobić Eric? Wkurzam się na sam ten jej debilny komentarz.

Mówię ci, schody. Jak z nich spadnie, daleko nie zajedzie. – Przewracam oczami, kiedy znów słyszę ten głos. Zaczynam myśleć, że z tej zazdrości powoli tracę rozum.

– Coś jeszcze? – pytam krótko, dając znać, że nie mam ochoty na poranne pogawędki.

– Nie, ale jak coś, jestem u siebie w pokoju. Niech się pośpieszy, bo nie mogę się już doczekać.

Wbijam w nią kipiące złością spojrzenie. A co mnie to obchodzi, że już nie może się doczekać? Po drugie, skąd w jej głowie wzięły się te naiwne myśli, że zaczeka na niego w SWOIM hotelowym pokoju? Niech nie liczy, że pokieruję tam Dominica. Po moim trupie.

Zatrzaskuję za nią drzwi i z walecznie bijącym sercem łapię głębokie oddechy, by tylko się uspokoić. Chełpię się też złudną nadzieją, że jakimś cudem Dominic o niej zapomni i pojadą na stok jedynie w trójkę, z Kamilem i Erikiem.

Pakuję torebkę, a mój humor z każdą chwilą staje się coraz paskudniejszy. Jeszcze kilka godzin. Tylko tyle. Dasz radę, Cruz – wmawiam sobie, choć czasami, widząc, jak ta żmija się do niego podwala, a on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, mam ochotę uciec do pokoju, zamknąć się w nim i zacząć wyć z rozpaczy. Jestem nie do zniesienia, wiem to, ale naprawdę staram się, jak mogę, żeby tylko przy Dominicu udawać, że wszystko jest okej, i nie zepsuć mu urodzin.

– Kto to? – Gdy tylko Dominic wychodzi z łazienki, nieco się rozpogadzam i mimowolnie wzdycham z rozkoszy. Wygląda nad wyraz apetycznie w szarej bluzie od Hilfigera i czarnych dżinsach. Do tego te włosy, idealnie zaczesane do góry. Mam ochotę ponownie zedrzeć z niego ubrania i znów zaciągnąć go do łóżka.

– Cassandra – odpowiadam.

Podchodzę do niego, składam długi, leniwy pocałunek na jego ustach, a dłońmi wędruję po rozbudowanych ramionach i klatce. Uśmiecham się, gdy wydaje pomruki zadowolenia.

– Kotku, znowu? – Zagłębia się spojrzeniem w moje oczy, na co tylko przygryzam wargę.

Tak, chcę go znowu. Nie wiem, co się dzieje, ale od kilku dni mogłabym to robić non stop, bez przerwy.

Dominic opada na moje ramię i udaje, że szlocha.

Podnoszę na niego pytające spojrzenie.

– Skarbie, ja już nie dam rady, od rana zrobiliśmy to cztery razy. Błagam, daj mi chwilę wytchnienia.

Mrużę powieki, gdy widzę, że nic z tego.

– Dobra, jak chcesz. – Wychodzę z jego objęcia i biorę się za zakładanie kolczyków. Następnie wrzucam do torebki telefon i portfel.

– Na pewno nie chcesz jechać z nami? Obiecałem, że nauczę Cassandrę jeździć na desce, więc przy okazji mógłbym też ciebie. – Zachodzi mnie od tyłu i silnym szarpnięciem sprawia, że znów ląduję w jego ramionach.

Przewiercam go niedowierzającym, a zarazem obruszonym spojrzeniem.

Przy okazji?! No, kurwa, chyba sobie żartuje. W jednej chwili moje podniecenie wyparowuje, a zajmuje je jedynie przeogromna fala gniewu. Piorunuję go wzrokiem i natychmiast wyswobadzam się z jego objęć. Dominic nie rozumie mojej zmiany zachowania, ale nic nie mówi, tylko bacznie mnie obserwuje. Wyjmuję z szafy kamelowy płaszcz i rzucam na łóżko.

– Nie chcę. – Wzruszam ramionami i nie wiem, dlaczego w moich oczach zbierają się łzy. Przy okazji. Po prostu super… – Zresztą ktoś musi zabrać Aśkę do lekarza, kiedy wy będziecie świetnie się bawić na stoku. Chce zrobić tutaj kolejne USG. – Nawet na niego nie patrzę, tylko zbieram niezbędne rzeczy.

– Wyciągniecie z niej w końcu tego arbuza? – nabija się, na co znowu się wkurzam.

Jak może mówić o malutkiej Michelle: arbuz? Tak, Aśka, jak na szósty miesiąc ciąży, ma dość spory brzuch, ale to nie powód, żeby sobie żartować.

– Aleś ty zabawny, normalnie boki zrywać. – Unoszę znacząco brew, by zobaczył, że wcale mnie to nie bawi. – Podłapałeś te żałosne teksty od Erica czy sam na nie wpadłeś? – ripostuję. Tak, nadal nie znoszę Erica i nic na to nie poradzę.

– A ty do lekarza z Aśką zamierzasz iść tak ubrana? – zmienia temat, lustrując mnie uważnie od stóp do głów.

Marszczę czoło. Co mu się znowu nie podoba?

– Tak – przytakuję poważnie.

– Aha, i do wyjścia na USG potrzebna ci czerwona bluzka, przez którą widać praktycznie cały stanik, rurki i botki na takiej szpilce? – Mierzy mnie twardym wzrokiem, ale tylko obojętnie wzruszam ramionami.

– Dokładnie, ale do twojej wiadomości: nie widać mi stanika, bo żeby było go widać, najpierw musiałabym go w ogóle mieć – odcinam się chamsko. Obniżam dekolt bluzki jeszcze bardziej i pokazuję piersi, by zobaczył, że mówię prawdę.

– Ty sobie chyba ze mnie żartujesz. Natychmiast idziesz się przebrać! – Podchodzi, łapie mnie w talii i dyktatorsko wskazuje palcem na łazienkę.

Uśmiecham się zuchwale pod nosem. Nawet niech na to nie liczy, akurat co do ubioru będę z nim toczyć wojny nawet do śmierci. Nie zrobi ze mnie posłusznego kopciucha. Nie ma mowy.

– Cassandra na ciebie czeka, powinieneś się pośpieszyć – rzucam, ale w moim głosie słychać wyraźną pogardę. Kurczę, nie tak to miało zabrzmieć, ale trudno. Staram się wykręcić z jego objęcia, jednak to nic nie daje, wzmacnia uścisk.

– Nadia…

– Poważnie, mówiła, że ma już wszystko, tylko potrzebuje twoich niesamowitych umiejętności. – Wkurzam się jeszcze bardziej, gdy to powtarzam. – Życzę ci dobrej zabawy.

– Ej, spójrz na mnie. – Unosi dwoma palcami mój podbródek, bym zwróciła się ku niemu. – Czy ty jesteś zazdrosna?

Wwiercam w niego wrogie spojrzenie. Czy jestem zazdrosna? Oczywiście!

– Niby o co? O nią? Proszę cię… – Chociażby nie wiem, co się działo, nie powiem głośno, że czuję się zagrożona.

– Skoro nie, to co się z tobą dzieje przez ostatnie dni? Jak nie wkurzasz się o byle co, to dogryzasz Ericowi, robisz mi ciągle na złość, strzelasz focha. Zachowujesz się jak zrzędliwa, pretensjonalna arogantka. Jesteś nie do zniesienia.

– Słucham?! – oburzam się w jednej chwili.

Ja nie do zniesienia?! Super… Niech spada. Wychodzę z jego objęć.

– No tak. – Przyciąga mnie do siebie i za ramiona dociska do ściany, bym nie mogła odejść. – Mówiłem, że masz się przebrać.

– A ja cię nie słucham – odpowiadam lekceważąco, na co przybliża twarz do mojej.

– Jesteś pewna? – Unosi brew, ale nim zdążę cokolwiek powiedzieć, przypiera mnie mocniej do ściany. Zamyka w potrzasku swoich ramion i opiera czoło o moje. – Na pewno mnie nie słuchasz? – dopytuje ostrzegawczo, ale ja w tej chwili nie myślę już o niczym innym, tylko o tym, że znów go pragnę, i to bardzo.

Podnoszę na niego wzrok. Dosłownie rozsadza mnie dzika żądza. Gdy Dominic ląduje ustami na moich wargach, w jednej chwili wplatam dłonie w jego włosy i mocniej dociskam go do siebie. Odpowiada mocniejszym pocałunkiem, a kiedy jego dłoń odkrywa moją pierś i zaczyna ją ugniatać, z moich ust wydobywa się jęk rozkoszy. Wędruje pocałunkami od moich warg, przez szyję, do piersi i zaczyna ssać nabrzmiałą brodawkę. Dosłownie płonę. Rozpina mi spodnie, kieruje dłoń między moje nogi, po czym wchodzi we mnie jednym palcem.

– Uwielbiam, kiedy jesteś dla mnie tak rozkosznie mokra i gotowa – szepcze w moje usta. Zamykam je zachłannym pocałunkiem, a on wkłada we mnie kolejny palec. Boże… Dosłownie drżę od jego dotyku. – Kto dzierży władzę w naszym związku? – pyta, na co przenoszę do jego ciemnych oczu rozpalone spojrzenie. Odchylam głowę do tyłu, gdy kolejnym ruchem opuszków posyła mnie jeszcze głębiej w otchłanie piekielnej rozkoszy. – Pytam, kto ma władzę w naszym związku – warczy.

– Ty – dyszę, gdy nie przestaje nacierać.

– Dokładnie. Czy tak ci dobrze, Nadia? – Przygryza moje ucho, następnie wargami schodzi niżej, do wrażliwej skóry szyi, nadal zataczając kółka zarówno w moim wnętrzu, jak i na koniuszku łechtaczki.

– Bardzo. – Kładę nogę na wysokości jego uda, by miał jeszcze lepszy dostęp, i zamykam oczy, rozkoszując się tym stanem.

– Kto w naszym związku wydaje polecenia? – kontynuuje swoją grę i znów mocniej zagłębia we mnie palce.

Jęczę.

– Ty! – Trzymam się jego bluzy. Jestem obezwładniona tym doznaniem. Jeszcze kilka jego ruchów, a przeniosę się do świata ekstazy.

– Dokładnie. – Wraz z tym suchym oświadczeniem wyciąga z moich spodni rękę.

Pośpiesznie otwieram oczy i przenoszę na niego spojrzenie spowite mieszaniną niedowierzania i niezaspokojonej wściekłości.

– Chcesz, żebym kontynuował, to się przebierz.

Dosłownie mam ochotę go zabić. Z impetem i istną furią odpycham go. Zapinam rozporek, poprawiam bluzkę, po czym biorę torebkę i płaszcz. Odwracam się do niego, ale on jedynie bezwzględnie lustruje moją twarz.

– Pierdol się, Alexandrow! – rzucam wściekle i wychodzę, trzaskając drzwiami.

Podminowana, idę w stronę hotelowego pokoju Aśki. Wkładam płaszcz i przerzucam pasek torebki przez ramię. Co za dupek! Jestem wściekła, jednak staram się zapanować nad gniewem, gdy zauważam zbliżającą się Aśkę. Lekko się do niej uśmiecham. Gdy podchodzi, obejmuje mnie i całuje w policzek.

– Spóźniłaś się, Cruz – gani mnie, wypuszczając z ramion.

– Sorry – przepraszam, ale jakoś bez emocji. – Masz kluczyki?

– Taaak – przeciąga, na co przewracam oczami. Przypatruje mi się badawczo, ale wkłada w moją dłoń kluczyki od wypożyczonego audi. – Co się znowu stało? – Mruży oczy, bym zauważyła, że nie wymigam się od odpowiedzi.

– Cóż, nawet nie wiem, od czego zacząć – mówię, gdy tylko opuszczamy nasze piętro.

– Pewnie Cassandra.

– Już przed dziewiątą była u nas i pytała o niego. – Szlag mnie normalnie trafia, gdy muszę o niej opowiadać. – Przekaż mu, że mam wszystko, i potrzebuję jedynie jego niesamowitych umiejętności – naśladuję tę krowę, co wyraźnie rozbawia Aśkę.

– Serio?

– Ale to i tak nic.

Odpowiadamy uśmiechem boyowi hotelowemu, otwierającemu przed nami drzwi, i wychodzimy na dziedziniec.

– Wiesz, co Dominic miał czelność powiedzieć?! – kontynuuję, a Aśka patrzy na mnie pytająco. – Czy nie chcę iść z nimi na stok, bo jak będzie uczył jeździć na desce Cassandrę, to przy okazji mnie też może – oburzam się. – Czaisz?! Przy okazji!

– Co?! – Aśka również się obrusza, ale nie mogę na to pozwolić.

– Hej, ty się nie możesz denerwować. – Natychmiast biorę dwa głębokie oddechy, aby się uspokoić oraz by moja przyjaciółka zauważyła, że wszystko okej. Otwieram przed nią drzwi od strony pasażera i czekam, aż się usadowi. – Nie możemy stresować Michelle. – Uśmiecham się do niej znacząco, po czym zamykam, obchodzę auto i siadam za kierownicą. – Kamil nie chciał jechać zobaczyć małej? – zmieniam temat, widząc, jak Aśka gładzi swój brzuch.

– Chciał, ale on już widział, a ja chcę, żebyś ty też miała okazję.

– Czekaj, nie pozwoliłaś mu, bo ja jadę? – Śmieję się, kiedy przytakująco kiwa głową. – Przecież mogliśmy pojechać w trójkę.

– Nie! – odpowiada niebywale poważnie.

– No dobra… – Unoszę dłonie w obronnym geście, gdy widzę, że uważnie mierzy mnie wzrokiem. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że ten demon coś zaplanował i powoli wciąga mnie w swój nikczemny plan.

– A tak poważnie, powinnaś zrobić porządek z Cassandrą. Przegina, jakby na każdym kroku próbowała cię sprowokować.

Nie musi mówić, już dawno to zauważyłam, ale co mogę zrobić? Zresztą nie chcę dać jej satysfakcji, dlatego staram się nie zwracać uwagi na zaczepki.

– Powinnaś pokazać, kto tutaj rządzi – dopowiada Aśka. – Zresztą widziałaś, jak krowa bawi się swoim dennym nieśmiertelnikiem?

– Żałosne, co? – nabijam się, bo dziewczyna naprawdę przegina. Na każdym kroku, jakby próbowała pokazać, że może wiele.

– A widziałaś, jak Kamil ją naśladował? – Aśka się śmieje, a ja jej wtóruję, bo pod tym względem Kamil jest nie do podrobienia. W międzyczasie odpalam i włączamy się do ruchu. – Swoją drogą, dlaczego nie mogę utrzeć nosa tej pindzie i pokazać swojej pozycji? Może wtedy zamknęłaby swoją niewyparzoną, rozszczekaną jadaczkę.

– Aśka, to była decyzja Kamila. Jak dla mnie możesz jej to powiedzieć nawet teraz, ale jeżeli on nie chce, żebyś się z tym obnosiła, to może powinnaś uszanować jego decyzję. – Patrzę na nią sugestywnie, mając nadzieję, że odpuści.

Kamil od samego przyjazdu dziewczyn nie chciał, aby Aśka wspominała o czterdziestej drugiej jurysdykcji. Jest w ciąży, dlatego też rozumiem jego decyzję, a Cassandra pod względem zaznaczania swojej pozycji jest wstrętna. Wiem, że moja przyjaciółka jak zawsze chciałaby mnie chronić i najchętniej powiedziałaby, co myśli na temat Cassandry, oraz podważyła jej rangę swoją, tyle że przy tym kosztowałoby ją to wiele niepotrzebnych nerwów, a do tego dopuścić nie możemy. I dlatego w tej sprawie stoję murem za Kamilem. Nie ukrywam, już wiele razy samej przeszło mi przez myśl, by zetrzeć tej suce z ust pewny siebie uśmieszek, gdy tylko specjalnie rozpoczynała temat Konsorcjum i jurysdykcji, ale zawsze jakimś cudem i ostatkami silnej woli przezwyciężałam swoją pokusę. Nie lubię o tym wspominać z prostych powodów – kiedy tylko ktoś dowiaduje się, że należę do Szczytu Konsorcjum i dzierżę władzę nadaną przez Iwana, przestaje traktować mnie jak zwykłą dziewczynę. Nawet w klubie teraz każdy zważa, co mówi w mojej obecności. Już nie jestem tam Nadią Cruz, panią menedżer, z którą można porozmawiać o największych głupotach i pośmiać się z najmniejszych błahostek, tylko przybraną córeczką Iwana i jego następczynią, której nikt nie chce podpaść, bojąc się reakcji jej ojczyma. Tragedia. Do tego Dominic nie lubi, kiedy ktoś wspomina na głos o mojej pozycji, jakby go to bolało, że jesteśmy sobie równi i że moje polecenia wydawane jego ludziom są równie ważne jak jego.

– Wiem – marudzi Aśka. – Widzisz, Michelle, ciotka jak zwykle trzyma stronę twojego ojca, a mogłybyśmy pokazać temu pudlowi, kto tak naprawdę tu rządzi.

Śmieję się, widząc, jak gada do brzucha.

– Czego ty ją uczysz? – Przewracam oczami i udaję oburzenie jej słowami.

– Podstawowych zasad Konsorcjum. Musi wiedzieć, z kim trzymać, żeby być na szczycie.

Wybucham śmiechem.

– Spoko, przynajmniej wiem, dlaczego jeszcze się ze mną przyjaźnisz – dogryzam, a ta wariatka macha na mnie ręką.

– Lubię twoją pozycję – wyznaje i uśmiecha się diabelsko.

Tak, to akurat wiem i powoli zaczynam myśleć, że bardziej lubi mój wysoki status niż mnie samą. Kręcę głową, już nawet nic na ten temat nie mówiąc. Parkuję pod kliniką i odpinam pas.

– Zapinaj kurtkę, Dimitrienko – nakazuję.

Aśka patrzy na mnie oburzona.

– Przepraszam, Narczewska – wypowiadam jej nowe nazwisko, ale zaraz się krzywię. – Wiesz, to już nie brzmi tak fajnie jak kiedyś – dodaję.

– Tu się zgadzam. – Zapina kurtkę, po czym otwiera drzwi i wysiada.

Dołączam do niej i razem wchodzimy do kliniki.

– Zawsze mogę mówić Dżoana – nabijam się, na co Aśka obrzuca mnie wrogim spojrzeniem, bo tak nazywa ją Cassandra.

– Naduś… – odgryza się z wrednym półuśmiechem.

Przewracam oczami, bo używa zdrobnienia, które w ustach Cassandry brzmi jak kpina.

– Dobra, dość, bo zaraz zwymiotuję – ucinam stanowczo, gdy podchodzimy do recepcji.

– Dzień dobry. Joanna Narczewska, byłam umówiona na dziesiątą. USG 4D.

– Dzień dobry. – Kobieta uśmiecha się miło, po czym wklepuje dane Aśki na komputerze. – Tak, zgadza się, gabinet numer siedem. Pani doktor zaraz panią przyjmie.

– Dziękuję – odpowiada śpiewnie Aśka i ruszamy do celu.

Przysiadamy na krzesełkach przed wejściem. Pomagam Aśce zdjąć kurtkę, po czym robię to samo ze swoją.

– Dominic nic nie mówił?

Zerkam na nią niepewnie, ale kiedy wskazuje na mój dekolt, marszczę brwi. Tak, ją zawsze bawią nasze kłótnie o mój ubiór i tym bardziej lubi podjudzać Dominica. To chyba jej nowe hobby – wkurzanie go gadaniem o moim wyglądzie i o tym, że ktoś się na mnie patrzy, mimo iż wcale nie jest to prawdą.

– Nawet nie pytaj. – Irytuję się na samą myśl.

– Awantura?

– Nie, znalazł nowy sposób. – Unoszę wymownie brew, na co Aśka wpatruje się we mnie wyczekująco. – Przed samym wyjściem mnie rozpalił, a później nagle skończył i powiedział, że doprowadzi mnie do orgazmu, jak się przebiorę.

– Żartujesz? – Wybucha śmiechem.

– No właśnie nie żartuję. Idiota – stwierdzam gniewnie.

– Biedna… – Aśka, rozbawiona, gładzi mnie po ramieniu.

– Pani Narczewska? – Drzwi do gabinetu się otwierają i staje w nich dojrzała kobieta w krótkich brązowych włosach. Uśmiecha się miło.

– Tak, to ja – mówi Aśka. – A to moja przyjaciółka Nadia Cruz. Tak jak ustaliłyśmy wcześniej przez telefon, wejdzie ze mną.

– Oczywiście. Zapraszam.

Wchodzimy do środka. Już od progu mój zmysł węchu atakuje dziwny, drażniący zapach płynu do dezynfekcji. W jednej sekundzie zbiera mi się na wymioty, ale w ostatniej chwili biorę głęboki wdech i odpieram atak na moje ślinianki. Przysiadam na wskazanym przez panią doktor krzesełku, a Aśka od razu idzie się przebrać. Oddycham płynnie, starając skupić się na tym, by w razie wypadku nie zwymiotować przed siebie, tylko być w stanie dobiec do łazienki. Nawet nie wiem, co kobieta mówi do Aśki, docierają do mnie jedynie jakieś skrawki. „Wszystko z malutką w porządku… Rozwija się prawidłowo… Zażywa pani kwas foliowy?”.

– Nada, chodź. – Dopiero teraz, usłyszawszy swoje imię, podnoszę wzrok na Aśkę i widzę, że mnie przywołuje. Natychmiast się podnoszę i idę do niej. Kobieta uśmiecha się do mnie, a w momencie, kiedy przystaję przy Aśce i zauważam na ekranie malutką Michelle, moje oczy ponownie dzisiejszego dnia zaczynają się szklić. Jest cudna. A to, jak porusza się w brzuszku Aśki, sprawia, że nawet nie wiem, kiedy się wzruszam, a po moich policzkach cieknie strumień łez. – Nie płacz, głupia. – Aśka śmieje się i chwyta za moją rękę.

– Jest śliczna. – Mocniej ściskam dłoń Aśki. – Patrz, uśmiecha się. – Zachwycam się, gdy na ekranie drgają usta dziecka.

– Widzi pani, co ja z nią mam? – Moja przyjaciółka kręci głową, a kobieta nadal nie przestaje się uśmiechać. – Tragedia. Jak nie płacze, to się wścieka, a zaraz znowu płacze. Jej narzeczony ma przerąbane – nabija się, przez co szybko posyłam jej gromiące spojrzenie.

– Okres mi się zbliża, co się dziwisz? – Wzruszam ramionami.

Kobieta kończy badanie. Aśka wstaje i zaczyna się ubierać.

– Teraz pani kolej, tak? – Kobieta patrzy na mnie wyczekująco.

Zdumiona unoszę brwi.

– Nie, to chyba jakaś pomyłka – mówię szybko.

– Dokładnie, teraz ona – odzywa się Aśka.

– Hę? – Zerkam na nią niepewnie.

– Zapraszam za parawan, proszę rozebrać się od pasa w dół.

– Ale w jakim celu?

– Oj, Nada, jak już jesteśmy, to może pani doktor przepisze ci jakieś inne tabletki. Sama narzekałaś, że po tych, co masz teraz, okres ci się przesuwał, a jak już dostałaś, to był bardzo ubogi.

– Piorunuję ją wzrokiem, bo po jakiego diabła jej to opowiada? Mam swojego lekarza, który też jest dobry, bo przecież sama do niego chodzi na wizyty.

– Kiedy miała pani ostatni okres? – pyta pani doktor, nie zwracając większej uwagi na naszą wymianę zdań z Aśką.

– Trzydzieści dziewięć dni temu. – Zerkam na lekarkę. Widzę jej nieprzeniknioną i stanowczą minę, więc lekko spłoszona idę za ten parawan i się rozbieram. Dobra, może Aśka ma rację i faktycznie przepisze mi coś lepszego.

– Ile trwał?

– Krótko, jakieś trzy dni.

– Był obfity?

– Nie – odpowiadam zdawkowo.

Kobieta wskazuje na leżankę, więc siadam na niej. To, że Aśka się patrzy, naprawdę mnie krępuje, więc nawet nie kieruję spojrzenia w jej stronę.

– I nie zdziwiło to pani?

– Rozmawiałam ze swoim lekarzem, najprawdopodobniej przyczyną było wzięcie tabletki… – Zerkam na Aśkę, a ta unosi zadziornie brew.

– Jakiej tabletki? – ponagla pani doktor.

Cholera, czuję się dziwnie, opowiadając przy Aśce, że musiałam brać tabletkę dzień po. Chociaż akcja w ferrari, podczas niezapowiedzianego przyjazdu Dominica na moją sesję do nowego katalogu, jest czymś, co lubię powspominać.

– No „dzień po”. – Mówiąc to, aż się czerwienię.

– Proszę się rozluźnić. – Kobieta zakłada rękawiczkę, po czym zagląda między moje nogi. – Ma pani liczne otarcia.

Dosłownie płonę ze wstydu. Żałuję, że się na to zgodziłam.

– Czy coś się…

– Nie! – Oszalała?! Nic mi nie jest. Piorunuję Aśkę wzrokiem za wpakowanie mnie w to bagno. Ta szatanica śmieje mi się prosto w twarz. Gdyby nie mała Michelle, po wyjściu dostałaby reprymendę.

– Po prostu razem z narzeczonym lubią się ostro zabawiać – komunikuje bez ogródek moja przyjaciółka.

– Aśka! – Mam ochotę zapaść się pod ziemię.

– Rozumiem. – Twarz lekarki niczego nie zdradza. Zachowuje się profesjonalnie, ale to nie zmienia faktu, że jestem zażenowana. Bada mnie jeszcze, uciskając mój brzuch. – Wszystko w porządku, ale chciałabym jeszcze przeprowadzić USG transwaginalne. – Wwierca we mnie uważne spojrzenie. Nie mam pojęcia, co jej to da, ale kiedy tak na mnie patrzy, nie mam odwagi odmówić, więc jedynie niepewnie kiwam głową. – Niech się pani nie boi, tak lepiej zdiagnozuję stan macicy, jajowodów i będę mogła dokładniej określić, czy zachodzą jakieś niekorzystne zmiany fizjologiczne.

Aż przełykam ślinę. Niekorzystne zmiany?

Lekarka uśmiecha się do mnie lekko i rozpoczyna badanie. Obracam głowę w bok, ale na monitorze i tak niewiele widzę, jedynie czarno-biały obraz. Nie wiem, co ona jest w stanie dostrzec, dlatego czekam, aż coś powie.

– Jajowody w porządku, nie widzę żadnych nieprawidłowości. Jeszcze raz: kiedy dokładnie miała pani miesiączkę? – Nawet na mnie nie patrzy, tylko dalej wpatruje się w obraz na monitorze.

– Trzydzieści dziewięć dni temu – odpowiadam pewnie.

– Kiedy zażywała pani tabletkę dzień po?

– Nie wiem, jakoś ponad półtora miesiąca temu.

– Zaraz, zaraz. Czy to…? – Aśka dosłownie podbiega do monitora i wpatruje się w panią doktor. Na jej twarzy maluje się połączenie euforii i szoku.

Okej, to jest dziwne… Przenoszę ponownie wzrok na monitor i dostrzegam mały pęcherzyk. Nie jestem pewna, co widzę. Przyglądam się, przekręcam głowę z jednej strony na drugą, jakby to miało w czymś pomóc, jednak już po chwili, w przypływie nagłego olśnienia, dosłownie zamieram… Nie, to nie jest to, co myślę. To nie może być to! Niemożliwe.

– Wygląda na siódmy tydzień.

Wpatruję się ogłupiała to w lekarkę, to w monitor, to w Aśkę. Siódmy tydzień? Moje serce w jednej chwili zaczyna galopować.

– Siódmy tydzień…? – pytam niepewnie.

– Powinnam pani pogratulować – mówi lekarka, a ja wytrzeszczam gały. – Jest pani w ciąży.

Przełykam ciężko ślinę. To chyba jakieś kpiny. Zerkam na Aśkę, ale ona dosłownie płacze. Nie, nie, nie…

– W ciąży? – dopytuję, ale jakoś nadal to do mnie nie dociera, nadal nie wierzę.

– Tak, siódmy tydzień, wygląda na to, że tabletka dzień po mogła już nie zadziałać. – Pani doktor uśmiecha się znacząco.

– Ale przecież miałam okres. Musiała się pani pomylić.

– W macicy rozwija się ciąża. – Lekarka patrzy na mnie z uśmiechem, przez co wpadam w jeszcze większy szok. – Płód rozwija się prawidłowo. Proszę posłuchać.

Zapada cisza, a do moich uszu dociera tylko ledwie słyszalne bicie serduszka.

Bam-bam, bam-bam.

Zerkam na Aśkę, a ta przez łzy uśmiecha się do mnie. To nie jest żaden żart?

Bam-bam, bam-bam.

W oczach zbierają mi się łzy i zaraz z nich wypływają. Nie wiem, dlaczego moja dłoń wędruje do brzucha i lekko na nim spoczywa, jakby chciała poczuć jeszcze to bicie, by móc w nie uwierzyć. Będę mamą…

– Ale jak? – Spoglądam niepewnie na lekarkę, a ta uśmiecha się miło.

– Zdarza się, że we wczesnej ciąży występują krwawienia w terminie teoretycznie przypadającej miesiączki. Wynika to z faktu, że jajo płodowe nie wypełnia jeszcze całkowicie jamy macicy i złuszcza się fragment wolnej śluzówki. Najwyraźniej tak było w pani przypadku, dlatego ostatnia miesiączka była krótsza i mniej obfita.

Nic nie mówię, wciąż jestem w szoku.

– Przepiszę pani niezbędne witaminy. – Lekarka kończy badanie, a ja powoli wstaję. Oddalam się za parawan, ubieram i próbuję uzmysłowić sobie to, co właśnie zaszło. Gdy wychodzę zza zasłony, zerkam na Aśkę, a ta w jednym momencie podlatuje i zaczyna mnie tulić.

– To stąd była ta burza hormonów! – Obejmuje mnie za szyję, a ja nie mogę się nie uśmiechnąć.

– Oczywiście żadnego stresu – dodaje pani doktor poważnym tonem. Gdybym mogła, przewróciłabym oczami. Przy Cassandrze i Dominicu brak stresu? Jasne. – Żadnych używek, wypoczywać, ciepło się ubierać. – Patrzy na mnie wymownie, na co lekko się rumienię. – I błagam, niech pani zamieni te szpile na wygodne płaskie obuwie, jak koleżanka. – Gdy tylko o tym wspomina, moja mina dosłownie rzednie. Kocham szpilki. – Proszę, to dla pani. – Podaje receptę i zdjęcie, na co wlepiam spojrzenie w niewielki pęcherzyk. Moje dziecko…

Podnoszę niepewny wzrok na Aśkę, a ta uśmiecha się od ucha do ucha.

– Do widzenia – odzywa się Aśka i wyprowadza moją oszołomioną osobę, która do tej pory stara się ogarnąć wszystko, co właśnie zaszło.

Powoli idę za Aśką przez hol. Ledwie zauważam na nim ludzi, bo tak wgapiam się w zdjęcie USG. Dopiero gdy podchodzimy do auta, jestem w stanie dostrzec, jak moja przyjaciółka lustruje mnie wzrokiem.

– Nada?

Na pytanie Aśki przenoszę wzrok i dopiero teraz orientuję się, że stoi bezpośrednio przede mną. Lekko się uśmiecha, ale ja nadal jestem wytrącona z równowagi.

– Ja… Ja będę mamą – mówię i nawet nie wiem, czy do niej, czy sama do siebie. – Aśka, ja będę mamą – powtarzam i brzmię już pewniej, a z moich oczu znów ciekną łzy.

– Tak, wariatko! – Aśka cieszy się i mocno mnie przytula. Płaczę, ale odwzajemniam jej uścisk. – Tak się cieszę! – powtarza.

Odrywam się od niej. Ale czy ja się cieszę? W mojej głowie już rozpoczyna się galop wszelkich myśli. Zaciskam powieki, a do moich uszu powraca ten cudowny dźwięk słyszany w gabinecie. Bam-bam, bam-bam… Tak, cieszę się, i to niezmiernie. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo.

– Ja też – odpowiadam pośpiesznie.

– Nada, twoja mama oszaleje ze szczęścia – świergoli Aśka, a ja się uśmiecham, bo wiem, że tak będzie. Mama już od dawna o tym marudziła. – A Dominic… On będzie wniebowzięty.

Mój uśmiech szybko gaśnie. Nie będzie.

– Mam nadzieję. – Patrzę na nią smutno. Wątpię w jego euforię. Przecież to był jego pomysł z tą tabletką, a poza tym podczas rozmowy o ciąży Aśki, w momencie kiedy mama zaczęła truć o wnuki, stwierdziliśmy, że mamy jeszcze sporo czasu. Sporo czasu…

– Jedziemy! Musisz mu to przekazać. – Aśka zachwyca się moją ciążą, ale ja nie podzielam jej entuzjazmu. Drżę na myśl o rozmowie z Dominikiem. – I musisz sprzątnąć Cassandrę. Nie możesz się denerwować, słyszałaś lekarkę.

– Aśka, ale błagam, nikomu ani słowa, a już szczególnie Dominicowi. Sama chcę mu to powiedzieć. – Patrzę na nią znacząco.

– Wiem. – Uśmiecha się szatańsko. – Nie pisnę ani słowa, to twoja broszka.

– Zadzwonię do mamy – wyparowuję, gdy tylko ta myśl wpada mi do głowy. Chcę jej to przekazać jako pierwszej, ona z pewnością się ucieszy. Dzwonię, ale niestety nie odbiera. Wzdycham. – Dobra, później spróbuję. – Uśmiecham się do Aśki i wsiadamy do auta.

Rozdział 2

Gdy tylko docieramy do hotelu, szybko udaję się do pokoju. Zauważam, że kurtka i spodnie narciarskie Dominica wiszą w łazience na wieszaku, więc domyślam się, że musieli już wrócić. Pośpiesznie poprawiam makijaż, który rozmazałam, roniąc łzy. Uśmiecham się szczerze, gdy dotykam brzucha. Moje maleństwo.

Wychodzę z łazienki i upewniam się, że teczka ze zdjęciem USG jest bezpieczna. Nie chcę, by Dominic przypadkiem ją znalazł. Sama mu powiem o ciąży. Gdy tylko słyszę pukanie do drzwi, wkładam płaszcz, biorę telefon do ręki i wychodzę.

Razem z Aśką idziemy do hotelowej restauracji, umieszczonej pod ogrzewanym namiotem. Dzisiaj również robi furorę, tak samo jak przez ostanie dni, i ponownie jest sporo gości. Jednak co się dziwić, skoro widać z niego cały ośnieżony stok.

Podchodzimy do stolika zajętego przez Kamila i Erica. Dziwię się, bo nie zauważam Dominica i reszty dziewczyn.

– Co pijecie? – Kamil na dzień dobry posyła nam czarujący uśmiech.

– Sok? – Aśka szczerzy się w moją stronę, na co przewracam oczami.

– Chcę gorącą czekoladę – mówię pewnie, a w jej oczach zapalają się chochliki.

– To ja też! – Ściska za ramię Kamila. – Taką dużą. Dla mnie i Michelle.

– Dobrze.

– Gdzie Dominic? – pytam, gdy tylko Kamil zostawia nas z Erikiem.

– Z Cassandrą, poszli zagrać na maszynach.

– Super. – Od razu się irytuję. Pewnie, niech sobie idzie.

– Easy. – Aśka mnie uspokaja i pokazuje, bym robiła głębokie oddechy, ale wcale nie mam zamiaru jej naśladować.

– Proszę. – Kamil stawia przed nami dwa parujące kubki, a ja z uśmiechem przyjmuję jeden. – Jak moja córeczka? – zwraca się do Aśki, a kiedy zaczyna gładzić ją po okrągłym brzuchu, aż mnie ściska za gardło.

Nawet nie próbuj płakać, ganię się w myślach.

– Macie fotkę? – Aż nie dowierzam, kiedy słyszę to z ust Erica.

– Jasne. – Aśka z uśmiechem mu ją podaje.

Eric odbiera z jej rąk zdjęcie USG, po czym ze zmarszczonym czołem obraca je we wszystkie strony, jakby nie mógł załapać, gdzie jest przód, a gdzie tył. Kręcę głową z niedowierzaniem, gdy mruży brwi, by coś tam dojrzeć.

– Daj to. – Podchodzę, odbieram mu fotkę i siadam obok. Zerka na mnie z takim zdziwieniem, że mam ochotę wybuchnąć śmiechem. – Tak powinieneś oglądać – mówię i pokazuję mu zdjęcie w prawidłowej pozycji. – Śliczna, nie? – Patrzę na niego i się szczerze uśmiecham.

– Coś ty zrobiła z prawdziwą Nadią? – pyta.

Jego komentarz naprawdę mnie rozbawia. A może to burza hormonów. Dziwne, ale nawet aż tak mi już nie przeszkadza.

– Ej! – Uderzam go w bark, na co dosłownie rozdziawia buzię.

W sumie było trochę dziwnie po raz pierwszy go tak dotknąć, ale co mi tam.

– Czekaj, we dwie robicie sobie ze mnie żarty, tak? – dopytuje poważnie, na co przewracam oczami.

– Nie – odpowiadam.

– Ja wiem! – odzywa się Kamil. – Chcesz wkurzyć Dominica.

– Pfff… – obruszam się. – Miałam dać mu szansę, więc to robię. – Wzruszam ramionami, zabieram zdjęcie i siadam z powrotem obok Aśki. – Tak poza tym ładny sweter, do twarzy ci w nim – mówię zgodnie z prawdą, bo naprawdę pasuje mu niebieski sweter w serek. Wygląda całkiem przystojnie.

– Podoba ci się?

Widzę ten jego diabelski błysk w oku i wiem, że coś dla mnie szykuje.

– Mhm. – Uśmiecham się niepozornie.

Kamil dosłownie wlepia we mnie niedowierzające spojrzenie.

– Serio, nie podmieniałaś jej tam? – zwraca się do Aśki, a ta wybucha śmiechem. – A może jej coś zrobiłaś?

– Może… – Aśka zaczyna się bezczelnie uśmiechać, ale piorunuję ją wzrokiem, bo obiecała, że nikomu nie powie. Wtedy przejeżdża palcem po ustach, jakby zamykała je na zamek i kłódkę, a klucz wyrzucała. – Ale pycha! – Upija łyk czekolady, natychmiast zmieniając temat i posyłając mi oczko. – Smakuje ci, prawda? – gada do brzucha, a ja nie mogę ukryć rozbawienia.

Do naszego grona dołączają Denis wraz z Debbie i Sonią. Witam się z nimi. Szczerze je lubię. Są miłe i – w przeciwieństwie do Cassandry – jest z nimi o czym porozmawiać. Debbie to wysoka szatynka o dość mocnej budowie ciała, ale za to z niesamowitymi zielonymi oczami, a Sonia to drobniutka, niewysoka blondynka w wieku moim i Aśki.

Denis zasiada obok Erica po prawej, po jego lewej Debbie. Sonia naprzeciwko Kamila, ale nieustannie zerka na Erica. Szkoda mi jej, bo widać, że jest zadurzona w Ericu, który nawet tego nie widzi. A może po prostu udaje? Już sama nie wiem. Uważam, że dziewczyna jest naprawdę fajna, dlatego żałuję, że musiała się tak fatalnie zauroczyć. Eric raczej nie nadaje się jeszcze do poważnego związku, co akcentuje swoim zachowaniem na każdym kroku.

– Jak tam na stoku? – zagaduję do dziewczyn.

– Szału nie było, żadnych dobrych dup.

Aż zasłaniam oczy na komentarz Erica. On się chyba nigdy nie zmieni.

– To pojechałeś tam na dupy czy na deskę? – rzucam w jego stronę.

– Na deskę, ale liczyłem, że będzie na co popatrzeć.

– Boże… – Kręcę głową zgorszona.

Zerkam na Aśkę i Kamila, ale oni są właśnie w swoim małym świecie wraz z Michelle. Opieram łokieć na blacie i przyglądam się im. To takie słodkie. Kamil będzie wspaniałym ojcem, już teraz to widać. Kocha nad życie Aśkę i córeczkę. Wzdycham, zauroczona tym obrazem. Aśka przenosi na mnie spojrzenie i uśmiecha się słodko. Odwzajemniam się tym samym.

– Ale nie płacz – gani mnie.

Tylko przewracam oczami, bo przecież nawet nie chciałam.

– Nada, właśnie, weź pokaż bluzkę – wtrynia się Kamil. Unoszę znacząco brew. – No, pokaż – ponagla.

Wzdycham znużona, bo pewnie Dominic już mu coś nagadał, ale mam to w nosie. Rozpinam płaszcz i dumnie pokazuję swoją czerwoną bluzkę.

– Już? – pytam i zasłaniam się płaszczem.

– Teraz rozumiem, o co mu chodziło – nabija się.

– Coś mówił? – dopytuję kąśliwie.

– Jakieś „pierdol się, Aleksandrow”.

– A to gnój – wcinam się wkurzona, a Kamil wybucha śmiechem.

Jeżeli opowiadał o swoich nowych metodach wpłynięcia na mój ubiór, to może zapomnieć o seksie przez najbliższe dni. Ba, nie dostanie nawet możliwości zrobienia sobie dobrze samemu. Już ja tego dopilnuję.

Gdy tylko mój telefon zaczyna rozbrzmiewać na blacie, podnoszę go. Mama. Uśmiecham się szeroko.

– Muszę to odebrać – tłumaczę i odbieram. – Cześć, mamo.

– Cześć, skarbie. Dzwoniłaś, coś się stało?

Na słowa mamy szczerzę się jeszcze bardziej. No tak, stało się, będziesz babcią! Jednak, zważając na zgromadzone obok mnie towarzystwo, postanawiam jej tego w tym momencie nie mówić, zresztą jeszcze w drodze do hotelu doszłyśmy z Aśką do wniosku, że lepiej będzie, kiedy powiem jej to osobiście, a najlepiej z Dominikiem.

– Byłam z Aśką na USG. Mamo, Michelle jest przesłodka – zachwycam się. – Mówię ci, nawet się uśmiechała.

– A zdjęcie dla mnie macie?

– Oczywiście, zaraz ci wyślę.

– Cudownie. – Słyszę, że mama się cieszy. – Skarbie, Iwan chce z tobą rozmawiać, daję ci go na chwilę.

– Cześć, księżniczko – mówi Iwan, a ja się uśmiecham, słysząc jego ciepły głos. – Jak tam? Wszystko w porządku?

– Pewnie – odpowiadam pośpiesznie. – Pogoda świetna, a krajobraz po prostu odbiera mowę.

– Bardzo się cieszę. W takim razie co robisz?

– Niedawno wróciłam z Aśką z USG – odpowiadam zgodnie z prawdą, ale nagle nachodzi mnie myśl, czy Iwan nie padnie trupem, gdy tylko dowie się, że będę mieć dziecko z Dominikiem. Jednak na razie postanawiam się w to nie zagłębiać. – A teraz siedzę z Aśką, Kamilem, Erikiem, Debbie i Sonią w restauracji.

– Sonia? Debbie? – W jednej chwili jego głos przeniknął mrok.

– Są pod jurysdykcją Erica – tłumaczę. – Jest jeszcze Cassandra, ale gdzieś ją wcięło.

– Skarbie, chcę znać ich rangę.

Raptownie moje brwi wędrują w górę, a uśmiech znika z ust. O co mu chodzi?

– Rangę? – pytam nieco głośniej.

– Daj mi to. – Kamil wyciąga rękę, więc podaję mu telefon.

– Witaj. Tak, jurysdykcja Erica. Dokładnie… Przecież wiem… Trzydzieści sześć i dwadzieścia dziewięć, o ile się nie mylę. – Zerka na Sonię, a ta kiwa głową. Czyli chodziło o pozycję w hierarchii? Przewracam oczami. Na co to Iwanowi? – Którą ma Cassandra? – Kamil zwraca się do Erica, na co ten pokazuje dziesięć palców.

Na widok tego moje brwi znów wędrują w górę. Dziesiątą i ta krowa tak się podnieca?

– Dno – komentuje Aśka, na co zaczynam się śmiać. Kiedy widzę, że Kamil podaje mój telefon Ericowi, zerkam niepewnie.

– Chciał z nim gadać – wyjaśnia Kamil, dostrzegłszy chyba moją pytającą minę.

– Witaj – mówi Eric, a ja o mało nie wybucham śmiechem, słysząc, jak Eric poważnie rozmawia z Iwanem. On naprawdę się go boi. – Tak. Zrozumiałem. No przecież mówię, że zrozumiałem – tłumaczy, a ja nie mogę ukryć rozbawienia. – Dobrze. Już ci ją daję. – Oddaje mi telefon, a ja, widząc jego zgaszoną minę, zaczynam się śmiać.

– Możesz mi powiedzieć, czego nagadałeś Ericowi, że tak pobladł? – śmieję się do słuchawki.

– Nadia, gdzie jest Dominic? – Iwan w ogóle nie podziela mojego rozbawienia. Jest zły.

– Gdzieś tam gra z Cassandrą na maszynach. Coś się stało? – pytam już nieco bardziej zirytowana.

– Pozwalasz, żeby kręcił się z jakąś wywłoką?

– Przecież mu nie zabronię. Zresztą to tylko koleżanka.

– Jesteś pewna? Nadia, jedno słowo, a Eric ją zabierze.

– Iwan, daj spokój – mówię gniewnie.

– Nadia, ta mała suka lubi wykorzystywać swoją władzę. Wystarczy jedno słowo, a…

– Więc ją znasz? – Wytrzeszczam oczy, ale zaraz dochodzę do wniosku, że chyba nie powinnam być zdziwiona. Przecież Iwan siedzi w tym od początku.

– Oczywiście. Znam ją, i to bardzo dobrze, Konsorcjum nieraz miewało przez nią zatargi. Nie mam pojęcia dlaczego, ale Dominic ma do niej słabość. Kilka lat temu nagiął dla niej prawa, gdy miała konflikt z Jawierem. Głosowaliśmy ze Starszyzną za jej ekstradycją, ale oczywiście Dominic na to nie pozwolił i znalazł wyjście, którego wraz z Radą się nie spodziewaliśmy.

– Słucham? Jaki zatarg? – Moje serce zaczyna walić jeszcze szybciej, gdy tylko Iwan mówi, że Dominic może mieć do niej słabość.

– Cassandra nie pochodzi ze Stanów. Parę lat temu należała do monachijskiej jurysdykcji Jawiera. Sprzedała go, podtykając pod nos służbom jego nieczyste dochody ze sprzedaży broni, przez co siedział w więzieniu, a gdy wyszedł, ona miała już status nadany przez Dominica, więc Jawier nie mógł jej się odpłacić.

– Dlaczego?

– Prawa jurysdykcji, zasady to zasady. Trzymamy się ich, co wtedy wykorzystał Dominic. Zastępca Jawiera, pod jego nieobecność, oczywiście za namową młodego Alexandrowa, sprzedał Cassandrę pod jurysdykcję Erica. Miała zamieszkać w Stanach i podporządkować się tamtejszym normom. Wiadomo, podlegała już osądowi wydawanemu przez Erica, więc dostała jedynie śmieszne pouczenie, z którym nie mogłem polemizować, gdyż trafiła do autorytarnej frakcji należącej wcześniej do Dominica.

– Rozumiem.

– Wszystko dobrze, skarbie? – zmienia temat i jest już bardziej zaniepokojony.

– No tak, a dlaczego coś miałoby być nie w porządku?

– Skarbie, wiesz, że gdyby coś się działo, masz natychmiast do mnie dzwonić.

– Iwan, daj spokój – mówię pewnym głosem. – Nie masz się czym martwić – zapewniam, choć sama nie wiem, czy rzeczywiście nie ma. Gdybym tylko wiedziała wcześniej… – Muszę kończyć, pozdrów mamę – rzucam, aby jak najszybciej zakończyć rozmowę i by nie usłyszał mojego rozżalenia.

– Kocham cię, skarbie.

– Ja ciebie też. Ucałuj mamę – mówię, po czym się rozłączam. Przyszpilam wzrokiem Erica. – Co mówił Iwan?

– Cóż, mam przepierdolone – puentuje krótko.

– Bo? – Nie daję za wygraną. Przenoszę wzrok na dziewczyny, a one wgapiają się we mnie, jakby właśnie ujrzały ducha.

– To naprawdę ty – odzywa się Debbie. Przewracam oczami. Świetnie, już wiedzą, i kolejne osoby patrzą na mnie w ten sam sposób. – Ty jesteś Trzecim Członkiem Szczytu.

– Tak – ucinam gniewnie. – Iwan ci groził? – wracam do Erica.

– A jak myślisz? – Wpatruje się we mnie sugestywnie.

Rozumiem, że tak. Widząc, że w naszą stronę zbliżają się Dominic i Cassandra, postanawiam zakończyć temat.

– Ani słowa o mojej pozycji – rzucam do dziewczyn, na co pośpiesznie kiwają głowami.

– O, cześć!

Kiedy słyszę jadowity głos Cassandry, moje flaki aż się przewracają. Gdybyś zrzuciła ją ze schodów, nie musiałabyś tego słuchać – odpowiada wredny głos w mojej głowie.

– I co, ile było? – Cassandra zwraca się do Dominica.

– Chyba dziewięć – odpowiada Dominic, a gdy mnie zauważa, chce podejść, ale Cassandra łapie go i ciągnie w swoją stronę.

– Tam nie ma miejsca, siadaj koło mnie, Nadia się nie obrazi, prawda? – Posyła mi swój sztuczny uśmieszek.

Nie, no skąd. W ogóle nie jestem zła, jedynie mnie nosi i tak ociupinkę mam ochotę wyszarpać kogoś za te kręcone kłaki. Zerkam na Aśkę, a ta, dokładnie jak ja, mierzy Cassandrę zabójczym spojrzeniem.

– Gdybym była sama, byłoby więcej, mówię ci – dalej gada do Dominica o czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia. – A zresztą, ciebie można liczyć jako dziesiątego, widziałam, patrzyłeś.

Widząc, jak go obejmuje, unoszę znacząco brew. Nie no, kurwa, dość tego. Wstaję, podchodzę do Dominica i siadam na jego kolanach. Natychmiast mnie obejmuje.

– Nie przebrałaś się? – pyta gniewnie.

– Nie. – Uśmiecham się zuchwale. – Spójrz, jaki słodki arbuz. – Przymilam się i pokazuję mu zdjęcie małej Michelle.

– Arbuz? – To zaczyna działać, bo on też się uśmiecha. – Bardzo słodki. – Mocniej mnie obejmuje, a ja wtulam się w niego. – Już koniec fochów? – dodaje w moje ucho, ujmując w dłoń kosmyk włosów, który nieco zasłania mi jego przystojną twarz.

Kiwam głową, a on palcami łapie mój policzek i łapczywie całuje przy wszystkich.

– Łamiesz moje serce, Nadia.

Słysząc komentarz Erica, zaczynam się śmiać.

– No mówię ci, dziewięciu facetów w kolejce obejrzało się za moim tyłkiem. Prawda, Dominic?

Zerkam na Aśkę i wzdycham. Więc o to jej chodziło…

– Tak, patrzyli – potwierdza Dominic, a we mnie znów coś aż się gotuje.

Wdech i wydech – powtarzam sobie w myślach.

– Ty też, nie bój się tego przyznać przy Nadii.

– Powinnaś się cieszyć, że te dwadzieścia tysięcy nie poszło na marne – odpowiadam, udając, że nie przejmuję się jej prowokacjami. Dla podkreślenia tego wzruszam obojętnie ramionami, jakby to było nic takiego i w ogóle mnie nie ruszało, że ona znów zaczyna mnie podjudzać.

– Dwadzieścia… – zaczyna niepewnie Cassandra, jakby nie wiedziała, do czego piję, ale pośpiesznie jej przerywam.

– No tak. Chyba tyle zapłaciłaś za implanty silikonowe w pośladkach, nie? – mówię całkowicie poważnie, bo gadałyśmy na ten temat z Aśką.

Cassandra czerwienieje ze złości.

– Swoją drogą, nie boisz się teraz latać samolotem? – Aśka dorzuca swoje trzy grosze, przez co już ledwo daję radę utrzymywać dotychczasową powagę.

– Niby dlaczego?

– No, że wybuchną od wysokiego ciśnienia? Ciekawe, co w pierwszej kolejności. Ja obstawiam cycki, a ty, Nadia? – Aśka zwraca się do mnie, a ja muszę zagryźć wargę, by nie wybuchnąć śmiechem.

Widząc, jak ta krowa znów wyciąga zza kurtki nieśmiertelnik i zaczyna się nim bawić, o mało nie spadam z kolan Dominica. Poważnie chce to w taki sposób rozegrać? Niech nie będzie żałosna.

– Akurat silikony nie wybuchają od wysokiego ciśnienia – włącza się Dominic.

Widzę, że moja przyjaciółka już otwiera usta, aby polemizować, jednak Dominic jest szybszy.

– I koniec tematu. Ani słowa więcej. – Mierzy gniewnie najpierw Aśkę, następnie mnie, co jest jak niemy rozkaz zaprzestania śmieszków z biednej Cassandry.

Wkurzona, unoszę brew, bo wielki znawca silikonów znów jej broni. Schodzę z jego kolan i wracam do Aśki.

– Zjadałabym coś – Aśka zmienia temat. – O, wiem, chcę tiramisu.

Uśmiecham się na te jej zachcianki.

– Lepiej sobie odpuść.

Na komentarz Cassandry przenoszę na nią pogardliwe spojrzenie.

– A niby dlaczego ma odpuścić? – dopytuję posępnie.

– Już i tak ma duży brzuch, po ciąży będzie jej ciężko to wszystko zgubić.

Przez jej kpiące słowa aż płonę nienawiścią.

– Powinnaś bardziej martwić się o siebie – docina Kamil.

– Ja? – Cassandra wybucha śmiechem. – Raczej niczego mi nie brakuje, prawda, Dominic?

Przelotnie zerkam na Erica, ale ten dosłownie zaniemówił. Jedynie spogląda na mnie przepraszająco. Oddycham głęboko. Mam nieodpartą ochotę uderzenia głową Cassandry o blat. „Prawda, Dominic? Prawda, Dominic?”. Już rzygam, kiedy to słyszę.

– Idę po zamówienie. – Uśmiecham się lekko do Aśki, dając znać, że w mojej głowie zrodził się drobny plan. – Chcecie coś?

– Weźmiesz dla mnie piwo? – Kamil zwraca się w moją stronę.

– Pewnie. Eric? – pytam, na co on reaguje lubieżnym uśmiechem.

– Czy mogę to nagrać? – Szczerzy się zadziornie.

– Ale co?

– Pierwszy raz zwróciłaś się do mnie po imieniu, na dodatek w taki miły sposób – oznajmia, a ja przewracam oczami.

– Dziewczyny? – Zerkam na nie.

– Ja też poproszę piwo.

– I ja – odzywa się Debbie.

– A dla mnie… – zaczyna Cassandra, ale już nie słucham.

Nachylam się do Aśki.

– Licz! – szepcę w jej ucho, na co ona obdarowuje mnie diabolicznym uśmiechem. – Czyli tak: cztery piwa, dwa soki i tiramisu – mówię w ich stronę, a w międzyczasie rozpinam płaszcz i poprawiam włosy.

Aśka szczerzy się od ucha do ucha. Posyłam jej ostatni uśmiech, przerzucam włosy na bok, po czym krokiem modelki zmierzam w stronę baru złożyć zamówienie. Powolny krok za krokiem w idealnej linii prostej. Niby przypadkiem zerkam na stolik z gromadką chłopaków i odrzucam do tyłu włosy. Bingo, całe towarzystwo patrzy na mnie. Już sześciu. Idę dalej i zatrzymuję się nieśpiesznie przy barze. Składam zamówienie u czarnowłosej kelnerki, która z uśmiechem je ode mnie przyjmuje, jakby dokładnie wiedziała, co robię. Odwzajemniam się tym samym, po czym słyszę, że do namiotu weszła grupka jakichś młodych chłopaków, więc odwracam się tyłem do baru. Zerkam na nich, a oni dosłownie wpadają jeden na drugiego.

– Jezu… zakochałem się! – wypala jeden z młodzieńców tak głośno, że muszę się odwrócić przodem do lady, by ukryć śmiech.

Płacę barmance, a ta znów obdarowuje mnie swoim uśmiechem.

– Zaraz przyniosę zamówienie do stolika – odzywa się rozbawiona.

Czuję, że chłopcy wpatrują się we mnie.

– Dziękuję. – Odrywam się od blatu, a kiedy zauważam płonące spojrzenie mojego młodego adoratora, odwzajemniam mu się uśmiechem.

– Boże… Chłopaki, to najlepszy wyjazd ever!

Odchodzę i już z daleka widzę, jak Aśka pokłada się ze śmiechu na Kamilu. Kamil kręci głową z niedowierzaniem, na co wzruszam ramionami. Siadam przy Aśce, a widząc wkurzone spojrzenie Dominica, mam jeszcze większą satysfakcję.

– Zaraz dostaniemy zamówienie – komunikuję.

– Pełne oczko, Nada – wypala Aśka.

Ta wariatka jest wyraźnie zachwycona rozwojem sytuacji.

– Przebiła je – wcina się Kamil i obdarowuje mnie zadziornym uśmiechem. – Nie policzyłaś tych, co weszli do namiotu, gdy tylko ruszyła. – Łącznie dwadzieścia cztery.

Wybucham śmiechem. Nieźle.

– Widzisz, nie potrzebowałaś dwudziestu patoli na silikon, i tak przebiłaś ją dwukrotnie – stwierdza Aśka, wskazując niedbale na Cassandrę. Aż muszę zagryźć wargę, by nie zacząć się śmiać na głos.

– Idziesz z nami zaraz po obiedzie na stok? – Cassandra, o dziwo, mówi do mnie naprawdę miło, jakby to, co przed chwilą z Aśką odstawiłyśmy, nie dotarło do jej świadomości.

Zerkam na nią niepewnie. Znowu stok? Przecież mieliśmy się pakować i do wieczora opuścić apartamenty.

– Wybieramy się z Dominikiem – dodaje.

– Nie, dzięki, mam już inne plany – odpowiadam pośpiesznie, a ogień nienawiści na nowo się we mnie rozbudza. – Aśka, chcesz iść ze mną przy okazji na masaż? – Patrzę na przyjaciółkę, by załapała, o co chodzi.

Nie muszę długo czekać, bo zaraz zaczyna się szczerzyć.

– A, przy okazji… Z największą chęcią.

– Bo wiesz, przy okazji jest najlepiej… – ciągnę wrednie.

– Co wy z tym „przy okazji”? – dopytuje rozbawiony Kamil.

– Kamil, nie chcesz mnie PRZY OKAZJI nauczyć jeździć na desce? – Mówiąc to, patrzę wrogo na Dominica.

W jednym momencie dociera do niego, o czym mówię, bo jego usta zaczynają wesoło drgać. Dupek.

– Kotku…

Unoszę znacząco brew. Teraz „kotku”?

Kelnerka przynosi nasze napoje i znów, zerkając na mnie, zaczyna się uśmiechać.

– Miałam coś pani przekazać, ale widząc to… – Wskazuje na mój pierścionek. – Chyba nie ma sensu tego dawać.

– A co pani ma? – Aśka zrywa się do pozycji stojącej.

Zerkam na kobietę. Wyraźnie się peszy, kiedy moja demoniczna przyjaciółka prawie przewraca stolik, aby tylko dostrzec, co kelnerka trzyma w dłoni.

– Niech pani da – ponagla ją.

Kobieta niepewnie podaje jej karteczkę, a później, zabrawszy puste szklanki, szybko opuszcza nasze zgromadzenie. Aśka siada i ukradkiem stara się przeczytać. Nawet nie patrzę, naprawdę mnie to nie interesuje. Przenoszę spojrzenie wprost na Dominica. Widzę, że jest wściekły. Mierzy mnie surowym wzrokiem, ale tylko wzruszam ramionami.

– Mam nową konkurencję? – rzuca Eric i widzę, że teraz on czyta karteczkę.

Unoszę znacząco brew, na co zaczyna się szatańsko szczerzyć.

– Nie wiem, czy to może dalej pójść w obieg. Strasznie zbereźne rzeczy piszą o tobie, Nadia. „Twoje długie blond włosy chciałbym pociągać…” – Zaczyna się śmiać, a Dominic w jednej chwili wyrywa mu kartkę i dosłownie zgniata w ręce, czytając.

– Przecież to tylko numer telefonu i imię. Wielkie rzeczy – odzywa się Cassandra.

– Jakoś taka błahostka, a tobie nikt nie podał swojego – dogryza Aśka.

– Dobra, koniec tematu. Proszę was – Kamil zwraca się do Aśki. Patrzę na niego, a on dosłownie jakby mnie błagał, żebym przestała.

– Jak tam snowboard? – zmieniam temat i rzucam to pytanie w stronę Cassandry.

Uśmiecha się nagle.

– Super, mam fotki. Chcesz zobaczyć?

– Pewnie – odpowiadam, udając zainteresowanie.

Podaje mi swój telefon. Przybliżam się do Aśki, byśmy razem mogły zobaczyć.

– Tylko nie oglądajcie za wiele. Później są już moje prywatne zdjęcia.

– Czyli ile możemy zobaczyć? – dopytuje Aśka.

– Chyba siedem zdjęć jest ze stoku.

– Okej – ucinam i wpatrujemy się w pierwsze zdjęcie. Kamil z deską. Uśmiecham się do niego i jemu również pokazuję fotkę na ekranie.

Aśka przerzuca na kolejne i nie mogę ukryć rozbawienia, widząc, jak Eric obejmuje Sonię, a ta dosłownie rozpływa się w jego ramionach. Przerzucam na kolejne i mój uśmiech gaśnie. Dominic i Cassandra, która całuje go w policzek. Fala wzburzenia zalewa mnie od środka. Robię głęboki wdech i przewijam na kolejne zdjęcie, mimo że czuję palące spojrzenie Aśki. Tyle że kolejne zdęcie powala mnie na łopatki. Moje serce dosłownie galopuje, gdy dostrzegam wśród pościeli Cassandrę w samej bieliźnie, a obok Dominica bez koszulki. Wygląda inaczej, więc domyślam się, że to jakieś stare zdjęcie, co nie zmienia faktu, że aż w środku płonę. Nawet nie wiedziałam, że pod stołem zaczęłam zaciskać pięść na bransoletce od Iwana. Dopiero Aśka, kładąc dłoń na moją, uświadamia mi to. Zerkam na nią, moje oczy aż się świecą od napływających łez. Zerkam na Kamila, a on z nienawiścią w oczach zabiera telefon, usuwa zdjęcia, po czym blokuje smartfona i oddaje go Cassandrze.

– Żałosne zagranie… – stwierdza.

– Wiesz, Nadia… – zaczyna Cassandra.

Gdy w końcu moje oczy już są suche, wracam wzrokiem do tej krowy i widzę, że znów bawi się swoim nieśmiertelnikiem. Równie dobrze ja mogłabym zza rękawa wyciągnąć bransoletkę od Iwana i zacząć nią się bawić.

– Powinnaś poprosić Dominica o jakiś status w Konsorcjum. Bo chyba wiesz już, na czym to polega, nie? – rozkręca się.

Mało nie wybucham śmiechem. Zerkam na wszystkich ostrzegawczo, by nikt nie ważył się odezwać. Zniszczę ją, przysięgam.

– Będąc z Dominikiem, muszę. Prawda, kotku? – zwracam się do niego, ale on jedynie mierzy mnie surowo spojrzeniem.

– Oj, Dominic, powinieneś dać Nadii jakąś pozycję, skoro ją w to wszystko wprowadziłeś. W końcu pracuje dla ciebie też w rezydencji, więc na jakiś status tam zasłużyła. Może nie taki, jak nadałeś mnie, ale coś drobnego nie zaszkodzi – zwraca się do Dominica idiotycznie uwodzicielskim tonem, a do mnie właśnie dociera, kto nadał jej status, z którym teraz tak się obnosi. Świetnie. – Wiesz, Nadia, na początku pewnie dostaniesz niską pozycję. Będziesz jak nasze popychadło, ale spokojnie. Z czasem, wraz z zaangażowaniem, kto wie, może kiedyś uda ci się zajść wyżej.