Kolejna Szansa - Pat Adeff - ebook

Kolejna Szansa ebook

Pat Adeff

5,0

Opis

Grace myślała, że ma wszystko: męża, dwie piękne córki i wymarzoną pracę nauczycielki. Kiedy jednak jej mąż nagle żąda rozwodu, Grace zostaje sama z dwójką nastoletnich córek.  Ponieważ skupia się ona na zapewnieniu stabilności rodzinie, romans staje się odległym wspomnieniem.  Los ma jednak inne plany, gdy w jej życie wkracza Doug, oddany policjant i zadeklarowany kawaler. 

 

Przyciągnięty cichą siłą Grace i urzeczony jej bezinteresownym oddaniem dzieciom, Doug czuje nieodparty pociąg do tej wytrzymałej samotnej matki. Pomimo własnych zastrzeżeń Grace nie może zaprzeczyć rosnącej więzi między nimi. Jednak gdy ich romans zaczyna rozkwitać, pojawiają się nieoczekiwane okoliczności, które rzucają przeszkody na ich drodze. Zmagając się z bólem przeszłości i wyzwaniami teraźniejszości, Grace i Doug muszą stawić czoła swoim lękom i niepewności. Czy blizny po poprzednich doświadczeniach przekreślą ich szansę na szczęście? Czy Dougowi uda się pokonać duchy swojej przeszłości i spojrzeć w przyszłość z Grace? 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 258

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
karolach77

Nie oderwiesz się od lektury

Historia fajna i romantyczna. Ale tłumaczenie i korekta to jeden wielki dramat. Błędy ortograficzne, stylistyczne, gramatyczne Jakby to translator przełożył z angielskiego na polski. Masakra.
00

Popularność




Kolejna Szansa

Pat Adeff

Spis tereści

1.Rozdział 12.Rozdział 23.Rozdział 3

Rozdział 1

Grace nie spodziewała się, otrzymać emocjonalnego kopniaka przy kubku kawy. Zwłaszcza, nie od swojego męża, z którym była od 20 lat.

— Um, jasne. Czemu nie.

To nie było do końca to, co Grace chciała powiedzieć w tym momencie, jednak inne słowa po prostu ją zawiodły. Wiedziała, że później jakaś błyskotliwa odpowiedź do niej przyjdzie, ale wtedy będzie już za późno. Typowe.

Powoli wypuszczając powietrze, rozejrzała się dookoła restauracji w rodzinnym stylu i stwierdziła, że wszystko wydawało się trochę nierealne. Nie było to dziwne, jak topniejące zegary Dali. To nadal było prawdziwe życie... tylko bardziej wyraziste jak w filmach.

Mężczyzna i kobieta siedzący przy stole na lewo, wyglądali na ludzi po siedemdziesiątce i miło ze sobą rozmawiali o rejsie, który właśnie planowali. Wyglądało to uroczo — trzymali się za ręce.

Matka i ojciec po przeciwnej stronie alejki, siedzący we wnęce, śmiali się z czegoś, co powiedział ich mały synek. Grace obserwowała, jak ojciec wyciągnął dłoń i z czułością targa włosy dziecka.

Kelnerka przeszła obok z ramionami wypełnionymi gorącym jedzeniem i postawiła zamówienie przed nastolatkami siedzącymi dokładnie naprzeciwko Grace i za plecami jej męża. Jego. Mężczyzny, z którym była przez ostatnie 22 lata. Ojca jej dwóch nastoletnich córek. Jego. Mogła zobaczyć jego poruszające się usta i zdała sobie sprawę, że spytał ją o coś jeszcze.

— Co?

— Dobrze się czujesz? – Powtórzył.

— Raczej tak. – Właściwie to czuła się trochę zszokowana i odrętwiała.

W tym momencie podeszła do nich kelnerka i spytała się, czy chcą więcej kawy.

— Um, pewnie. – Grace nie chciała kawy, ale nie była w stanie powiedzieć nic innego.

— Zaraz przyjdę z powrotem, ze świeżo zaparzonym dzbankiem. – Odpowiedziała kelnerka, zanim zwróciła się ku kuchni, efektownie zbierając puste naczynia ze stołów na swojej drodze i strzelając gumą do żucia.

Grace spojrzała na Jonathona (Jego) ponownie i zauważyła, że obserwował ją z wyrazem sympatii na twarzy. Nagle poczuła coś więcej niż puste odrętwienie, poczuła nadchodzącą irytację. Może nawet, tak, złość. Wzięła głęboki oddech i zmierzyła wzrokiem stół przed sobą.

Jak on śmie udawać, że się o nią troszczy? Jak śmiał udawać współczucie. Skoro o tym już mowa, jak on śmie oddychać!

Skupiła się na małej fantazji, jak rzuca zawartość swojej szklanki z wodą w jego twarz i wybiega z restauracji, jak w jakieś scenie filmowej. Wzięła kolejny, głęboki wdech i zdecydowała, że to nie byłoby rozważne. Nie mniej niż minutę temu (była pewna, że to była tylko minuta) oznajmił jej, że nadszedł czas, aby się rozstali. Rozstali się? W sensie rozwód?

— Tak. Myślę, że to dobry czas, jak każdy inny.

Dobry czas w porównaniu do jakiego innego?

W zeszłym tygodniu ich 14-letnia „dzidzia” wróciła z dwutygodniowej wycieczki za granicą, ze swoją drużyną karate, która wprawiła Grace w panikę na ten czas. Jutro ojciec Grace miła zaplanowany angiogram. I — o tak — dwa dni temu miała kolejne urodziny. Oczywiście... to był idealny czas.

Do tej pory, kilka razy podczas ich małżeństwa, Jonathon mówił o rozstaniu, Grace jednak zaciągała go na terapię małżeńską. Przez jakiś czas było lepiej między nimi i prawie byli szczęśliwi. Tym razem nie miała siły dłużej walczyć.

— Jasne. Czemu nie.

Nie była zła... nie tak naprawdę. Była bardziej zdezorientowana niż cokolwiek innego.

Czy nie zaczęli ostatnio szukać nowego domu z agentem nieruchomości? Dlaczego Jonathon zgodziła się na kupno nowego domu, skoro chciałrozwodu? Przecież się nie kłócili. W rzeczywistości wydawało się, że sytuacja między nimi się trochę uspokoiła. Więc dlaczego rozwód?

— Kochanie, dobrze się czujesz?

Kochanie? Nazwał ją „Kochanie”?!? Z każdą minutą stawało się to coraz bardziej nierealne.

Tak, tak mi się wydaje.

— Płaczesz.

— Naprawdę?

— Tak.

Gdy wycierała swoją twarz serwetką, podeszła do nich kelnerka ze świeżą kawą. Gdy zerknęła na Grace, mała zmarszczka ściągnęła jej cienkie brwi i wtedy spojrzała na Jonathon.

Jonathon wzruszył ramionami na kelnerkę i posłał jej mały uśmiech mówiący „kobiety-co-możesz-zrobić?”. Zmarszczka kobiety się pogłębiła, podczas gdy jej usta pilnie pracowały nad żuciem gumy. Jej zachowanie, właściwie, sprawiło, że Grace poczuła się lepiej, jakby ktoś był po jej stronie. Strony. Och, na litość boską. Teraz będą musiały być strony.

Kiedy kelnerka przeszła dalej, Jonathon wyciągnął złożoną kartkę papieru z kieszeni i przystąpił do czytania.

— Już się zorientowałem jakiej wysokości powinny być alimenty. Pomogę również z pieniędzmi na studia dla dziewczynek. Oczywiście, chcę mieć ostatnie słowo co do uczelni, do jakiej się udadzą. – kontynuował normalnym tonem.

Studia? Alimenty? Nie powinna najpierw być rozmowa o tym, co poszło nie tak? Nie powinno najpierw być jakiegoś emocjonalnego katharsis?

Grace ponownie wodziła wzrokiem po restauracji. Wtedy to do niej dotarło. Oczywiście! Spojrzała z powrotem na Jonathon i zdała sobie sprawę, że obawiał się, że ona się zdenerwuje i zaczną się kłócić. Stąd restauracja zamiast prywatnej rozmowy. Najwyraźniej myślał, że nie zrobi sceny przy obcych ludziach. Westchnęła. Miał rację. Mimo wszystko znał ją dość dobrze.

— Czemu nie.

— Czyli, zgadzasz się?

Nie do końca.

— Pewnie.

Wyciągnęła dłoń po kartkę papieru, która była zadrukowana równymi literami, z równomiernie rozmieszczonymi kolumnami i cyframi. Dobry Boże, nawet przedstawił to w formie konspektu! I teraz oczekiwał odpowiedzi.

Grace wiedziała, że powinna załatwić sobie adwokata. Wiedziała, że powinna odmówić podejmowania jakiejkolwiek decyzji w tym momencie. Wiedziała, że powinna wydusić z niego każdy grosz, jaki mogła dostać. Wiedziała również, że tego nie zrobi. Po prostu nie była tak wychowana. Pomyślała nawet, że może, w jakiś sposób, to była jej wina.

Była pewna, że gdyby była chudsza, młodsza, bardziej wysportowana, bardziej... właściwie bardziej WSZYSTKO, to teraz, to by się nie działo. Czy inne małżeństwa nie miały burzliwych momentów? Czy nie powinniśmy wspierać się na dobre i na złe? Nie powinniśmy szanować się w zdrowiu i chorobie?

Najwyraźniej nie każdy tak myślał. Wtedy Grace wpadła na myśl, od której zabolało ją serce.

— Masz kogoś innego? – Spytała niepewnie.

— Nie. – Sprawiał wrażenie, jakby mówił prawdę. – A ty masz kogoś?

Co? O czym on mówił? Przecież to nie ona pytała o rozwód. On tego chciał. Nierealne.

Jonathon wrócił do liczb na papierze i podczas gdy on kontynuował wymieniać przedmioty, które chciał zatrzymać, i które ona mogła zabrać, jej umysł musiał przełączyć się na autopilota. Najwyraźniej zgodziła się na wiele rzeczy, ponieważ skończyli w niecałe 10 minut.

Jonathon zapłacił rachunek, zostawiając jak zwykle bardzo mały napiwek, a Grace po raz pierwszy nie przemyciła na stół kilku dolarów więcej. Po raz pierwszy nawet o tym nie pomyślała.

Ruszyli w stronę drzwi wejściowych w chwili, gdy weszło dwóch miejscowych policjantów. Kiedy Grace przechodziła obok funkcjonariuszy, jeden z nich odwrócił się, by popatrzeć, jak przechodzi obok. Zauważył jej załzawioną twarz i zastanawiał się, co jej się stało.

Doug Saunders wstąpił do policji, aby pomagać ludziom, a ta kobieta z pewnością wyglądała, jakby przydała jej się pomoc. To był okropny dzień dla Douga i poczuł potrzebę zrobienia czegoś – czegokolwiek – dobrze.

W tym samym momencie szczupły i łysiejący mężczyzna o wzroście około 180 cm podszedł do kobiety i wyprowadził ją z restauracji.

— Znasz ją? – Zapytał drugi policjant, oglądając się przez ramię.

— Nie, Bill. Wygląda jakoś znajomo, to wszystko.

— Doug, stary, to jest typ kobiety, z którą powinieneś się umawiać. Nie te rozjaśnione blond laseczki Barbie, z którymi się zadajesz. – Szturchnął ramię Douga.

— Moje życie uczuciowe jest tematem rozmów poza zasięgiem. – Doug położył czapkę na blacie.

— Od kiedy? – Zapytał Bill, wskakując na krzesło barowe.

— Od teraz.

Uśmiechając się, Doug i jego przyjaciel Bill podnieśli menu i popijali kawę z kubków, które kelner automatycznie postawił przed nimi. Obraz zalanej łzami twarzy kobiety ponownie pojawił się w tylnej części umysłu Douga.

***

Kiedy Grace i Jonathon wyszli z restauracji i znaleźli się na ostrym słońcu, Grace była pewna, że zostało jej tylko kilka minut, zanim się rozpadnie. Nie zamierzała pozwolić Jonathonowi zobaczyć, jak bardzo ją to bolało. Z jakiegoś powodu, jej duma była teraz ważna.

— Mam kilka rzeczy do dokończenia w mojej klasie w szkole. Mógłbyś mnie podrzucić? Zamówię podwózkę do domu. – Była prawie pewna, że jej głos niczego nie zdradził.

— Okej. Jesteś pewna, że wszystko w porządku? – Właściwie brzmiał, jakby mu zależało. Tak, jasne.

Droga do szkoły odbyła się w ciszy. Jonathon wciąż ukradkiem zerkał na Grace, ale nic nie mógł wyczytać z jej wyrazu twarzy. Wysadził ją przed szkołą, a Grace poszła do swojej klasy, nie oglądając się za siebie. Dzięki Bogu nikogo innego nie było w pobliżu. Nie była pewna, czy ma w sobie tyle siły, by teraz prowadzić normalną rozmowę.

Dotarła do klasy bez przeszkód i zamknęła za sobą drzwi. Grace powoli podeszła do swojego biurka. Jej nogi były sztywne i kruche jak stare drewno. Mierząc każdy krok, gdy szła, ułatwiając sobie drogę do krzesła, bała się, że jeśli poruszy się choć trochę szybciej, to pęknie. Miała wrażenie, że powolne poruszanie się było spoiwem, które trzymało ją teraz razem, a jeśli tego właśnie potrzebowała do przeżycia, to będzie poruszać się tak wolno, jak będzie to konieczne.

Usiadła przy biurku, opierając głowę na dłoniach, podczas gdy jej myśli analizowały ostatnie dwadzieścia lat, dotykając różnych czasów, trochę jak przeglądanie albumu ze zdjęciami.

Gdzie wszystko się popsuło? Grace pamiętała pierwsze spotkanie z Jonathon. Zakochała się w nim, kiedy bezpośrednio zapytał ją, czy jest już z kimś związana. Wydawał się taki pewny siebie. Gdy powiedziała „Nie. Nie jestem.”, zapytał ją, czy w ogóle jest nim zainteresowana. Myślała, że jego bezpośredniość oznacza szczerość. Tak było, ale wskazywało to również na niezwykły brak romantyzmu. Jednak jego zainteresowanie tak szybko zwaliło ją z nóg, że nie zauważyła tych małych rzeczy, które w rzeczywistości były wskaźnikami większych problemów.

Jonathon nie był złym człowiekiem. Był po prostu BARDZO praktyczny. Nie nadużywał słów takich jak „Kocham Cię”. Gdyby Grace była ze sobą szczera, zdałaby sobie sprawę, że jest typem kobiety, która właśnie ich potrzebuje. Potrzebowała również czułości. I to nie tylko wtedy, gdy Jonathon chciał się kochać. Trzeba było jej mówić, że jest piękna, a przynajmniej ładna.

Przypomniała sobie, jak urodziła drugą córkę i spojrzała na niego z radością. Spodziewała się, że powie jej coś w stylu „dziękuję za piękne dziecko” albo „promiennie wyglądasz”. Zamiast tego powiedział jej, że musi uczesać włosy. A ponieważ Grace była ze sobą w pełni szczera, zdała sobie sprawę, że on ani razu nie próbował jej przekonać, że jest kimś innym niż tym, kim jest. Zdała sobie również sprawę, że żywiła jakąś sekretną fantazję, że dla niej zmieni swoje postępowanie. Kiedy tego nie zrobił, odczytała to jako znak, że jej nie kocha, co nie było szczególnie prawdziwe. Przypuszczała, że kocha ją na swój własny sposób. Dobrze dbał o nią i dziewczynki. Zajmował się wszystkimi rachunkami i ich wspólnymi finansami. Kupił im nawet nowy dom. Jonathon dobrze pasowałby do wczesnych lat pięćdziesiątych. Szkoda, że nie była główną bohaterką serialu komediowego z końca tamtych lat.

Grace właściwie nie chciała faceta, który jest pełen emocji i „w kontakcie ze swoją wewnętrzną kobiecością”. Lubiła, gdy faceci byli facetami. Po prostu nie chciała czuć, że błaga o uwagę i uczucie.

Nie była pewna, jak długo tak siedziała przy biurku, kiedy drzwi do klasy się otworzyły i do środka weszła Tess, jej pomocnica nauczycielska.

— Jak poszło szukanie domu? Znaleźliście idealne miejsce? Nie spodziewałam się, że cię tu dzisiaj jeszcze zobaczę.

Tess nie spojrzała w kierunku Grace, kiedy mówiła jak najęta. Zamiast tego odkładała przybory szkolne, które trzymała, na najbliższe biurko. Były tam pudełka kolorowych ołówków, ryzy papieru w linie, kilka bloków papieru do rysowania i nowy dziurkacz z trzema dziurkami, który miał zastąpić ten niezmiennie niszczony przez jednego z uczniów każdego semestru, gdy próbował przebić zbyt wiele kartek papieru za jednym razem.

— Jak Jonathonowi podobał się dom? Czy ten podobał mu się bardziej niż poprzedni?

W tym momencie Tess odwróciła się z uśmiechem na twarzy, by spojrzeć na Grace. W ciągu sekundy uśmiech zniknął i został zastąpiony lekkim niepokojem.

— Wszystko w porządku? – Tess podbiegła do Grace.

Ile razy przez ostatnią godzinę słyszała dokładnie to pytanie? Prawie parsknęła śmiechem.

Grace zdała sobie sprawę, że Tess była naprawdę zaniepokojona, ale nie miała jeszcze dość odwagi, by wyjaśnić, przez co przeszła. Nie była jeszcze pewna, jak się z tym wszystkim czuje!

— Wszystko w porządku, Tess. Po prostu… zaczynam mieć migrenę. – Grace potarła prawą skroń, jakby to miało sprawić wrażenie, że naprawdę boli ją głowa, a nie serce.

— W takim razie, dlaczego nie pójdziesz do domu? Przejmę wszystko na jeden dzień. Właściwie, jutro i poniedziałek też weź wolne. Wszystko, co musimy zrobić, to przygotować klasę na wakacyjny tłum uczniów. Mogę to zrobić sama. Omówiłyśmy już plany i wiem, czego oczekujesz.

Grace nie miała żadnych skrupułów, by pozostawić wystrój klasy Tess. Prawda była taka, że Tess była pełna świeżych pomysłów, gdy rozpoczęła pracę na swoim stanowisku. Była jak ryba w wodzie jako nauczycielka i Grace uważała się za szczęściarę, za to, że została wybrana jako jej mentorka.

— Myślę, że masz rację, Tess. Dzięki, pójdę. – Grace chwyciła swoją torebkę, upewniła się, że ma telefon i wyszła.

Wydostała się z budynku, zanim zdała sobie sprawę, że nie ma samochodu. Och, na litość boską! Co jeszcze? Stała na szkolnym chodniku, czując gorąco na ramionach, podczas gdy rozważała kolejny krok.

Powstrzymując łzy, mentalnie przeleciała przez swoje opcje. Nie chciała zadzwonić do Jonathona. Po prostu nie mogła stawić mu czoła — jeszcze nie teraz. Dziewczynki były zajęte, nie chciała zadzwonić do Cate, aby ją odebrała. Były w domu, pakowały plecaki na noc, które miały zabrać ze sobą do dziadków. Tata! Grace westchnęła i prawie poddała się przytłaczającej fali uczuć. Myślenie o ojcu oznaczało jej ostateczną zgubę. Jutro miał być angiografia taty i zgodziła się zabrać jego i mamę do szpitala.

Grace wahała się nad emocjonalną przepaścią, która z łatwością mogła stać się lawiną użalania się nad sobą. Nie — nie teraz. Gdzieś z głębi wnętrza, Grace zebrała swoje rezerwy sił i zdecydowała, że musi poczekać jeszcze trochę, aż się rozpadnie.

Rozwód nie był jutro. Nie musiała się jeszcze wyprowadzać. Tata i reszta jej rodziny byli teraz na pierwszym miejscu. Okay, była nauczycielką teatralną z latami doświadczenie w aktorstwie i ćwiczeń improwizacyjnych. Dawaj Scarlett O’Hara. Zajmę się tym jutro.

Grace wzięła głęboki oddech, wróciła do klasy i zapytała Tess, czy nie miałaby nic przeciwko odwiezieniu jej do domu z powodu „bólu głowy”. Grace czuła się źle z powodu kłamstwa, ale była zdeterminowana zrobić wszystko, co musiała, aby przetrwać kilka następnych dni. Nie tylko ze względu na jej rodziców, ale także dla swoich córek.

Dziewczynki. Jak miała powiedzieć dziewczynom? Chwila. Zaczekaj. To nie musiało się wydarzyć teraz. Nikt nie musi wiedzieć o tym teraz. Było wystarczająco dużo stresu z zabiegiem taty. To może poczekać. I czekać, podczas gdy Grace zajmie się rodziną.

Tess wysadziła ją przed domem i Grace podziękowała jej po raz milionowy.

— Zadzwoń do mnie! – Tess pomachała, gdy odjeżdżała.

Grace wzięła kolejny głęboki wdech. Cóż, przynajmniej była dzisiaj dotleniona. Trochę oszołomiona z przytłoczenia, Grace wymamrotała pod nosem: – I, akcja. – Wydobył się z niej mały chichot, który Grace zdusiła w sobie. Tak łatwo byłoby się załamać tutaj, na frontowym ganku i wpaść w kompletną histerię. Zamiast tego ponownie zebrała się w sobie, przykleiła uśmiech na twarz i otworzyła frontowe drzwi.

— Dziewczynki! Jestem w domu! – Zawołała i od razu usłyszała dźwięk biegnących stóp na górze.

Cate pochyliła się nad poręczą na piętrze i zawołała: – Hej, mamo! Kiedy chcesz jechać?

— Och, mamy kilka godzin, kochanie. Jeszcze się nie spakowałam. Jeśli poczekamy do 17:00, zdążymy ominąć tłok na autostradzie 91. – Grace była zadowolona z tego, jak normalnie brzmiała. A nagrodę dla najlepszej aktorki otrzymuje…

— Hej, mamo! - Głos Kristy przerwał mentalne wędrówki Grace, gdy jej głowa pojawiła się obok głowy Cate. – Jest miejsce w samochodzie na moją deskorolkę i rolki?

— Oczywiście, skarbie! Jeśli chcesz, możemy nawet zabrać twój rower w bagażniku. – Kristy była dobra we wszystkim, co dotyczyło sportu.

— Nie. Nie będziemy tam tak długo, ale dzięki. – Cate i Kristy zniknęły z powrotem w swoich pokojach, żeby dokończyć pakowanie.

Grace przeszła do kuchni, nieskazitelnie białej kuchni, i otworzyła drzwi lodówki. Chłodne powietrze przyjemnie muskało jej twarz. Wyjęła butelkę przefiltrowanej wody, znalazła szklankę i włożyła do niej kostki lodu, po czym nalała sobie wody.

Zabierając ze sobą szklankę, Grace przeszła do nieskazitelnie białego salonu i usiadła na białej skórzanej kanapie. Grace wolałaby więcej kolorów w domu, ale Jonathon chciał, żeby wszystko było białe. Nazywał to „minimalizmem”. Ona nazywała to „nudą” i „trudnym w utrzymaniu czystości”. Jednak to on miał ostatnie słowo w kwestii wystroju domu, głównie dlatego, że nie chciała z nim walczyć. Zawsze czuła się, jakby straciła kilka punktów IQ po kłótni z Jonathonem. Myślała, że coś ma sens, ale zawsze przekonał ją, że jest inaczej i pod koniec kłótni kręciło jej się w głowie.

Grace westchnęła, sącząc wodę. No cóż. Może po znalezieniu własnego lokum mogłaby je trochę bardziej udekorować. Zdecydowanie dodałaby więcej kolorów i tekstury. I zdjęcia na ścianach! Jonathon zezwolił na umieszczanie zdjęć tylko na jednej ścianie w korytarzu na piętrze. Jednak Grace zaparła się i uzyskała niechętną zgodę Jonathona, że pokoje dziewcząt są ich i będą mogły one robić z nimi, co chcą. Jego jedynymi zastrzeżeniami były „żadnej farby innej niż biała” i „żadnych gwoździ”.

Więc, Grace zabrała dziewczyny na zakupy i znalazły naręcze plakatów, które pokrywały każdy metr kwadratowy powierzchni ścian, przymocowane kilometrami taśmy. Dziewczyny miały też jaskrawo kolorowe narzuty, poduszki i dywaniki, które podkreślały jasnobeżowy berberyjski dywan pokrywający większość podłóg w domu. Resztę podłóg wyłożono jasnym drewnem i białymi płytkami. Schludnie, ale mało inspirująco.

Kiedy się ona zmieniłam? Grace próbowała przypomnieć sobie, czy zmiana w niej była subtelna, czy też nastąpiła z dnia na dzień.

Będąc nauczycielką teatralną, Grace nie była stateczna. Na litość boską, wykonywała taniec brzucha na Jarmarku Renesansu! Uwielbiała kolory w swoich ubraniach i otoczeniu. Kiedyś posiadała tony biżuterii. Jej pierścionek z rubinowym kamieniem i naszyjnik z pereł leżały pomieszane w jej szkatułce, tuż obok ogromnego asortymentu sztucznej biżuterii. Nie obchodziło ją czy biżuteria była prawdziwa, czy nie. Kupowała ją, jeśli była jasna i artystyczna. Teraz jej biżuteria składała się z pary perłowych i złotych kolczyków, obrączki i ¼ karatowego naszyjnika diamentowego babci. Znacznie bardziej zgodne z aprobatą Jonathona.

Jej buty też stały się bardziej konserwatywne. Jednak Grace trzymała jedną parę butów do tańca towarzyskiego, wysadzanych kryształkami, z tyłu swojej szafy i czasami wyciągała je i zakładała tylko po to, żeby sprawdzić, czy nadal pasują. Swoje baletki oddała Cate, a całą resztę kolekcji do secondhandu, kiedy wprowadzili się do tego domu. Jonathon nie chciał, żeby pudła z butami zaśmiecały szafę. Nieważne, że mieli oddzielne szafy i nie musiał zaglądać do Grace. Zagracony dom to zagracony umysł.

Kolejne wielkie westchnienie. Tak, zdecydowanie dotleniona. Grace dopiła wodę i zaniosła szklankę do kuchni, gdzie umieściła ją na górnym stojaku wbudowanej zmywarki. Wzięła papierowy ręcznik i wytarła blat – nie zwracając uwagi, czy jest to potrzebne, czy nie – i poszła na górę spakować się na pobyt w domu swoich rodziców. Miała nadzieję, że ona i dziewczynki wyjadą, zanim Jonathon wróci do domu.

Rozdział 2

Czwartkowy poranek zaświtał dla Douga jak zwykle za wcześnie. Po naciśnięciu przycisku alarmu przewrócił się na plecy i wbił wzrok w sufit.

Poprzedniego wieczoru, miał drugą randkę z Janet, piękną prokurator okręgową, którą spotkał w sądzie kilka tygodni temu, kiedy zeznawał w procesie jednego z mężczyzn, których aresztował w zeszłym roku.

Doug był zadowolony, że rzuciła mendę w bagno oskarżeń i wygrała sprawę. Ten konkretny przestępca został wsadzony na bardzo długi czas. Facet był stosunkowo drobnym handlarzem ludzi, którzy uciekali z domów. Dzięki Bogu liczba poszkodowanych sięgała dziesiątek, a nie setek ludzi. Doug brał udział w zasadzce, w której schwytano tę kanalię. Chociaż żniwo na duszach ofiar było oszałamiające, na szczęście nie było jeszcze żadnych ofiar śmiertelnych.

To był największy strach Douga jako gliniarza. Że nie zdąży uratować komuś życia na czas. Że złoczyńca może wygrać. To nie był strach o samego siebie. Pogodził się ze świadomością, że jego życie wisiało na włosku w każdej sytuacji. Jednak nigdy nie czułby się komfortowo z myślą, że może zawieść w pełnieniu swojej służby, a niewinny cywil mógłby zginąć. Jak większość policjantów, bał się takiej możliwości.

Doug w końcu wypchnął się z łóżka i przeciągnął swoją szczupłą sylwetkę. Po kilku skłonach w przód i w tył, aby rozluźnić plecy, poszedł do łazienki. Ustawił temperaturę prysznica na gorącą i wszedł pod strumień. Jego myśli powróciły do wczorajszej randki.

Lubił Janet. Była inteligentna i przepiękna. Jednak nie było między nimi żadnej iskry.

Przez lata Dougowi nie udało się znaleźć nikogo, kto sprawiłby, że poczuje się na tyle silny, aby się zaangażować. Raz lub dwa czuł pożądanie, ale nie miłość. Janet była ostatnia z długiej listy. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek czuł coś więcej niż pociąg fizyczny do jakiejś kobiety. Miał taką nadzieję. Z własnej woli jego myśli powędrowały w temat „co było z nim nie tak, że nie mógł się zaangażować”. To była królicza nora, która zdecydowanie nigdy nie dawała mu pomocnych odpowiedzi.

Po ubraniu się Doug wyszedł do pracy w nieciekawym nastroju.

Jego dzień się nie polepszył, gdy dojechał na komisariat. Z reguły dogadywał się z większością innych policjantów. Jednak w nowym sierżancie było coś, co doprowadzało go do szału. Z zewnątrz facet wydawał się w porządku. Trochę zbyt pedantyczny jak na gust Douga, ale lepsze to niż niechlujstwo. Może to był sposób, w jaki mówił — lekko nadęty. Albo, że wyglądał jak spod igły. A może był to fakt, że był nieznośnym kretynem. Tak. To było to. Teraz kiedy Doug był w stanie poprawnie zlokalizować ten fakt, poczuł się lepiej. Aż do momentu, gdy sierżant się do niego odezwał.

— Saunders!

Doug zatrzymał się w korytarzu i cofnął dwa kroki do otwartych drzwi gabinetu.

— Sierżancie?

— Wejdź. Wejdź. – Kolejny punkt przeciwko niemu, facet się powtarzał.

— Tak. – Doug stał przed nieskazitelnie czystym biurkiem i czekał, aż sierżant coś powie.

— Doug, czy mamy problem z komunikacją? – Jego dłonie były złożone razem na środku biurka.

— Słucham? – Doug starał się ukryć swoją niecierpliwość. Kto wie, co tym razem sprawiło, że sierżant robi z igły widły.

— Komunikacja. Między nami. Brak. – Sierżant wydawał się również niezdolny do mówienia zwykłymi zdaniami.

— Jak to? – Doug starał się zachować neutralny wyraz twarzy.

— For-mu-la-rze? – Jedna uniesiona brew towarzyszyła ostatniej sylabie. Wspomniana brew wyglądała na podejrzanie wyskubaną, a może wywoskowaną.

— Formularze? – Doug nie był w stanie nic zrozumieć.

— Formularze. A dokładnie formularze zamówień. – Nie daj Boże, żebyśmy nie byli precyzyjni.

— Szefie. Nie wiem, o czym mowa. Proszę mi przypomnieć. – Doug miał nadzieję, że grymas wokół jego ust może uchodzić za mały uśmiech. Nie miał szczęścia.

— Nie wymądrzaj się, Saunders. Dobrze wiem, w co sobie pogrywasz. – Najwyraźniej sierżant wiedział coś, czego Doug nie wiedział.

— Nie próbuję się wymądrzać. Szczerze nie wiem, o czym pan mówi. – Doug starał się o odrobinę szczerości w głosie i zachowaniu. Wydawało się, że zadziałało, bo sierżant zaczął mu tłumaczyć, że najwyraźniej Doug nie wypełnił jednego z niezliczonych i wymaganych formularzy wydziału.

Podczas gdy sierżant dalej tłumaczył mu, z wyjątkowo makabrycznymi szczegółami, problem związany z formularzem, Doug błądził myślami. Miał dziś spotkanie z Jorge Moralesem, młodym mężczyzną, który pracował pod przykrywką w jednym z lokalnych gangów.

W zeszłym roku, kiedy Jorge próbował opuścić gang, został pobity i skopany pod same drzwi śmierci. Po bolesnym i pełnym strachu powrocie do zdrowia Jorge postanowił wyrównać rachunki. Chociaż potencjalnie niebezpieczny, jego plan był dobry.

„Pozostał” w gangu i pracował nad zdobyciem informacji na temat sprzedaży narkotyków, aby wsadzić szefów gangu za kratki. Ponieważ w grę wchodziło kilka zgonów, istniała duża szansa, że uda mu się ich zamknąć na całe życie.

Doug wrócił do teraźniejszości i zdał sobie sprawę, że najwyraźniej wsłuchiwał się w ciszę, i to od dłuższego czasu, sądząc z wyrazu twarzy sierżanta.

— Czy wszystko jasne, Saunders?

— Jak słońce, szefie. Czy coś jeszcze?

— Nie. Jest, jak jest. – Doug skrzywił się w duchu. NIKOMU nie podobało się to oklepane zdanie. I nikt nie używał go częściej niż sierżant.

— Możesz odejść. – Z tymi słowami, Doug skierował się do drzwi i korytarzem do szatni.

Co za kompletny kretyn. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? Oczywiście, że tak.

Doug miał się spotkać z Jorge na parkingu w centrum miasta. Po odczekaniu 45 minut Doug miał okropne przeczucie, że stało się coś złego. Wrócił na posterunek policji i poprosił jednego z dwujęzycznych funkcjonariuszy, aby zadzwonił pod numer Jorge i sprawdził, co z nim jest.

Po wyrazie twarzy Crystal, Doug wiedział, że stało się coś BARDZO złego.

— Doug, przepraszam. To była jego ciocia. Jorge jest w szpitalu. Został postrzelony zeszłej nocy. Trzymają go na OIOM-ie.

Doug zarekwirował czarno-biały radiowóz, znowu zapominając o formularzach zamówień, i popędził do szpitala Chapman.

Kiedy drzwi windy otworzyły się na piętrze OIOM-u, Doug spojrzał w oczy Armando, głównego przywódcy gangu, do którego należał Jorge. Z rozpoznaniem w oczach, ale bez żadnego słowa, minęli się w przejściu. Doug wyszedł z windy na korytarz, podczas gdy przywódca gangu wszedł do windy. Nadal trzymali kontakt wzrokowy, gdy drzwi windy się zamykały. Tuż przed całkowitym zamknięciem się drzwi Doug zobaczył, jak środkowy palec Armando unosi się w górę. Kręcąc głową, Doug pomyślał, że znowu ktoś mu mówi, że jest numerem jeden. Szkoda, że ciągle zapominają używać właściwego palca. No cóż.

Doug odwrócił się, skierował się do dyżurki pielęgniarek i zapytał, gdzie znajduje się Jorge. Emily, jedna z byłych dziewczyn Douga, uśmiechnęła się i wskazała obszar na końcu korytarza. Cicho podszedł do tego łóżka i zajrzał za róg zasłony, aby upewnić się, że nie ma tam innych gości. Kiedy zobaczył, że jest pusto, podszedł do Jorge.

Jorge wyglądał, jakby spał. Jego usta były lekko otwarte, a głowa odwrócona od Douga. Przyglądając się bliżej, Doug poczuł, jak jeżą mu się włosy na karku. Monitor był wyłączony. Jorge nie oddychał. Z jego boku wystawała rękojeść czterocentymetrowego noża, otoczona powiększającą się kałużą czerwieni.

Doug krzyknął po pielęgniarkę i w ciągu kilku sekund zasłona została odsunięta, podobnie jak Doug, i trzy osoby zaczęły pracować nad Jorge. Uciśnięcia klatki piersiowej – intubacja – trzy jednostki krwi. Atropina, lidokaina, epinefryna, wodorowęglan wapnia i więcej epinefryny zostały wstrzyknięte do kroplówki.

— 200 dżuli! – … 250… 300… 350... Lekarz dzielnie próbował wyczuć tętno, ale bezskutecznie.

Doug skrzywił się i przełknął ślinę. Wszędzie była krew. Zacisnął szczękę, starając się zatrzymać śniadanie. Po tym, co wydawało się wiecznością krwawego chaosu, lekarz prowadzący westchnął, zdjął nitrylowe rękawiczki i rzucił je na podłogę; ogłaszając godzinę śmierci o 9:44 rano.

Tak, dzień zdecydowanie się pogorszył.

Rozdział 3

Minął dopiero tydzień, a już czuję się jak typowy dzieciak z rozwiedzionej rodziny! - Cate wykrzyknęła, wślizgując się na przednie siedzenie 8-letniego minivana Grace.

Grace ukryła grymas poczucia winy. Ich starsza córka, Cate, bardzo starała się jak najlepiej wykorzystać sytuację. Z pewnością nie była z tego zadowolona, ale wydawała się zdeterminowana, by nie utrudniać innym życia.

Jonathon wjechał na brukowany teren przed bramą wjazdową ich doskonale zaplanowanej wspólnoty w Irvine. Wracał do domu z Cate, gdy Grace wyjeżdżała. Ona i dziewczynki jechały teraz na zakupy spożywcze.

Po zostawieniu Cate, Jonathon przejechał obok nich, wjeżdżając na zamknięte osiedle, nawet nie patrząc na Grace, a tym bardziej nie machając ręką ani rzucając uprzejmy komentarz.

No cóż, pomyślała Grace. Prawdopodobnie tak było lepiej. Nie była pewna, czy sama potrafiłaby być uprzejma, czy nie. Jej emocje były na takiej przejażdżce, że czasami była zaskoczona tym, co wychodziło z jej ust w ostatnim czasie. Nie wspominając już o myślach kłębiących się w jej głowie!

Wyjeżdżając z ogrodzonego terenu, Grace przypomniała sobie czas sprzed siedmiu lat, kiedy się tu przeprowadzili. Jonathon kupił drugi dom dostępny w nowej wspólnocie, zanim jeszcze został zbudowany. Wpadali regularnie z dziewczynkami, żeby zobaczyć, jak ich dom się buduje. Zrobili nawet kapsułę czasu z liścikiem od każdego z nich, zdjęciem rodzinnym, a także kilkoma bibelotami od dziewcząt i umieścili ją w jednej ze ścian domu, zanim została ukończona. To z pewnością był ich idealny dom. To była idealna dzielnica hrabstwa Orange. Wydawało się, że to całe życie temu. Teraz miała wrażenie, że przypomina jej to trochę za bardzo Stepford.

— Mamo.

— Słucham?

— Spytałam, czy nie musimy odebrać Kristy? Jest w dojo.

— O rany, tak! Dzięki, skarbie. Prawie zapomniałam. – Grace szybko skręciła w lewo w następną ulicę.

— Mamo? Wszystko w porządku?

Dobry Boże, ile razy słyszała to zdanie w ciągu ostatnich dziesięciu dni. Chciała powiedzieć: „Nie, nie bardzo. W rzeczywistości jestem kłębkiem nerwów. Rozklejam się w szwach i po prostu chcę w coś uderzyć! Właściwie nie coś — kogoś — którego imię zaczyna się na J”. Zamiast tego posłała córce uśmiech i powiedziała:

— Tak. Tylko trochę zmęczona. Dobrze, że mam cię w pobliżu, żeby mi o wszystkim przypominać.

Grace mogła wywnioskować z wyrazu oczu Cate, że jej nie wierzy, ale przynajmniej nie zadawała więcej pytań.

Gdy Grace i Cate ruszyły w stronę dojo po Kristy, Grace zdała sobie sprawę, że nie zwolniła ani na chwilę, odkąd Jonathon poprosił o rozwód. Była tam, kiedy jej tata wyszedł z operacji, a dwa dni później to ona odwoziła go ze szpitala i umieściła w domu swoich rodziców. Dzięki Bogu operacja poszła dobrze. Nie zmieniało to jednak faktu, że przestraszył całą rodzinę. Nigdy na nic nie narzekał. Kiedy poszedł na angiografię, lekarz potraktował rodzinę tak, jakby to była rutynowa wizyta i prawdopodobnie wszystko było w normie. Dopiero gdy lekarz wyszedł z gabinetu, w którym właśnie kończył badanie, wyglądając na lekko wstrząśniętego, ale próbujące to ukryć, Grace i jej rodzina wiedzieli, że coś jest bardzo nie tak. Jej ojca od razu skierowano na operację serca i karetką przewieziono do szpitala Św. Bernardyna, gdzie najlepsi kardiochirurdzy byli dostępni do wykonania potrójnego bajpasu. Następnym razem, gdy jej tata powie, że czuje się trochę zmęczony, rodzina z pewnością zwróci na to większą uwagę.

Na szczęście jej tata również szybko dochodził do siebie i w rekordowym czasie już chodził, nawet dając się we znaki pielęgniarkom swoimi wszystkimi żartami. „Widzisz, był taki niedźwiedź polarny, który wszedł do baru…”. Nawet po tym, przez co przeszedł, chciał rozśmieszać innych.

Kiedy wszyscy zdali sobie sprawę, że jej tata potrzebuje operacji serca, Grace wzięła urlop na żądanie ze szkoły i wraz z dziewczynkami została w Redlands, podczas gdy jej tata stawał na własne nogi. Teraz kiedy czuł się lepiej, dom jej rodziców wydawał się kurczyć, a Grace zaczęła odczuwać, że przeszkadzają. Więc ona i dziewczyny spakowały się i wróciły do domu, zanim nadużyły gościnności. Dom. Już nie. Teraz wydawał się tylko budynkiem. Budynkiem ze zbyt wieloma wspomnieniami. Czas by iść naprzód. Właśnie! Mogliby sprzedać dom, a ona i dziewczynki mogłyby się od razu przeprowadzić. I tak szukali nowego domu z Johnatonem, więc po prostu zadzwoni do pośrednika i każe wystawić ich dom na sprzedać wcześniej, niż planowali. Grace znów poczuła się jakby miała trochę więcej kontroli nad swoim życiem.

Kiedy zatrzymały się przed dojo, Kristy wybiegła przez frontowe drzwi, machając komuś przez ramię. Otworzyła tylne drzwi samochodu, wrzuciła torbę i energicznie wdrapała się za nią na siedzenie.

— Cześć, mamo! – Kristy nigdy nie robiła niczego na mniej niż pełnym gazie. To zawsze wywoływało uśmiech Grace. I z jakiegoś dziwnego powodu zawsze irytowało Jonathona. No cóż.

— Cześć, kochanie! Dobrze się bawiłaś?

— Tak. W drodze do dojo, po szkole, Blake i ja poszliśmy nad strumień, a on złapał kilka żab.

— Nie przyniosłaś żadnej do samochodu, prawda? – Cate spytała pół żartem, pół serio.

— Nie. Wypuściliśmy je po tym, jak jedna z nich nasikał na rękę Blake'a.

— Och, obrzydliwe! – Cate śmiała się głośno.

— Czy Blake też potrzebuje podwózki do domu? – Grace wiedziała, że tego dnia nie mieli jechać razem, ale pomyślała, że powinna sprawdzić na wszelki wypadek.

— Nie. Jego mama już go odebrała.

— Przed powrotem do domu musimy wstąpić do sklepu spożywczego.

— O, super! – Powiedziała Kristy, grzebiąc w swojej torbie do karate. – Chcę kupić więcej napojów z elektrolitami. Zaczęliśmy już trenować do mojego egzaminu na czarny pas, który mam w przyszłym tygodniu.

— Już? Kristy, to świetnie! – Grace była pod wrażeniem tego, jak wiele Kristy osiągnęła w swoim karate. Cate świetnie tańczyła, a Kristy najwyraźniej znalazła idealne ujście dla całej swojej energii.

***

Będąc w sklepie spożywczym, Grace wydało się dziwne, że jedynymi osobami robiącymi zakupy poza nią i dziewczynkami były pary. Młode pary. Starsze pary. Pary w średnim wieku. Wszyscy byli częścią pary, oprócz niej.

A może Grace widziała to, co chciało zobaczyć jej złamane serce. Męczyło ją samo myślenie o tym, co poszło nie tak w jej małżeństwie. Była tak pochłonięta własnymi myślami, że przegapiła spojrzenie, którym wymieniły się Cate i Kristy. Potem nie miała już czasu na myślenie, kiedy dziewczynki zaczęły jej opowiadać o wszystkim, co robiły tego dnia, bardzo szczegółowo i z dużą ilością animacji. Wywołało to uśmiech na jej twarzy.

Później tego popołudnia, kiedy Grace układała zakupy w kuchni, Jonathon wszedł przez drzwi od garażu, wytarł stopy na małej macie przy tylnych drzwiach i zaczął iść na górę do swojego domowego biura.

— Jonathon. Masz minutę? – Grace była w duchu zadowolona z tego, jak spokojnie brzmiała.

— Uch, jasne. – Ostatnio zachowywał ostrożność w pobliżu Grace.

Po powrocie z domu rodziców zamieniła kanapę w salonie w swoje łóżko. Przypuszczała, że powinna była zmusić jego do spania na kanapie, ale po prostu nie chciała znosić narzekań po tym, gdy jego dysk na pewno wypadnie, jeśli nie będzie mógł spać na ich drogim „ortopedycznym” łóżku.

Musieli przejść przez sześć różnych łóżek w poszukiwaniu idealnie przespanej nocy przez Jonathona. Przypomniała sobie, jak nalegał na korzystanie z łóżka wodnego, kiedy była w ciąży z Cate. Próbowała mu wytłumaczyć, że nie czuje się dobrze w łóżku; że nie mogła się w nim łatwo ruszać, ponieważ nie mogła uzyskać żadnego podparcia, aby przesunąć się z jednej strony na drugą. Jednak plecy Jonathon miały pierwszeństwo przed jej stanem ciążowym i Grace jakimś cudem przeszła przez wszystkie trzy trymestry bez większych trudności. To był pierwszy raz, kiedy przeniosła się na kanapę w salonie na dłużej.

Teraz Grace patrzyła, jak wraca do kuchni i niepewnie siada na jednym ze stołków barowych przy kuchennym blacie. Wyglądało na to, że nie wiedział, co zrobić z rękami i po kilku nieudanych próbach w końcu zdecydował się położyć je na blacie w luźnym uścisku.

Czy to było zaledwie rok temu, kiedy poszli kupić te stołki barowe? Wtedy wszystko wydawało się w porządku. Co się stało?

Grace próbowała stłumić westchnienie. Prędzej piekło zamarznie, zanim pokaże mu, że sobie nie radzi z tą sytuacją.

— Pomyślałam, że powinniśmy od razu wystawić dom na sprzedaż. Naprawdę nie chcę tu zostać z Cate i Kristy. Przeprowadzimy się bliżej szkoły, zanim zacznie się nowy rok szkolny. – Grace była zadowolona, że jej głos brzmiał miło. Czuła się nieco bardziej opanowana.

— Um. Miałem ci powiedzieć wcześniej. – Oczy Jonathona skupiały się na wszystkim, tylko nie na Grace.

— CO miałeś mi powiedzieć? – Okej. Jak na razie dobrze. Nadal brzmiała normalnie.

— Już, hmm, dzwoniłem do pośredniczki. Przyjdzie dziś wieczorem, żebyśmy podpisali dokumenty sprzedaży domu.

Grace po prostu tam stała, z pudełkiem płatków śniadaniowych w jednej ręce i paczką chipsów w drugiej, i wpatrywała się w niego. Mniej więcej w czasie, gdy myślała, że zebrała wszystko do kupy, on dobijał ją czymś nowym. Skontaktował się już z agentką nieruchomości bez konsultacji z nią. Typowy Jonathon.

— Uch, okej. – Grace przełknęła ślinę. – Kiedy ma przyjść? – Zapomnij o próbie brzmienia normalnie. Po prostu przebrnij przez tę rozmowę.

— Którą mamy teraz godzinę? – Jonathon rozejrzał się po kuchni, jakby do jasnej ciasnej nie wiedział, gdzie jest zegar.

Grace prawie zaczęła podawać mu godzinę, tak jak miała w zwyczaju podskakiwać, kiedy o coś prosił przez całe ich małżeństwo. Tym razem jednak będzie musiał to zrobić sam.

W mniej niż mrugnięcie okiem jakieś drzwi w jej duszy się zatrzasnęły. Nie miało już dla niej znaczenia, co myśli o niej Jonathon. Naprawdę dobrze było po prostu tam stać i chociaż raz sprawić, by zrobił coś sam.

Jonathon czekał, wciąż tkwiąc w przyzwyczajeniach z przeszłości. Kiedy spojrzał na Grace, czekając, aż powie mu, która jest teraz godzina, był oszołomiony, widząc, jak nuci i odkłada zakupy! Nie był zdenerwowany, tylko zaskoczony. Zwykle Grace była dość niezawodna w tym, co robiła.

— Myślę, że może być w każdej chwili. – Jego głos brzmiał cicho.

— Teraz? – O 18:00? Frustracja Grace zaczęła być widoczna w jej wyrazie twarzy i głosie.

–- Oj, daj spokój, Grace. Nie denerwuj się! Zawsze to robisz! Przychodzi tylko podpisać jakieś papiery. To nic wielkiego. Zawsze wszystko wyolbrzymiasz. – Jonathon wrócił do trybu ofensywnego. Zwykle w tym momencie rozmowy Grace mówiła, że tak naprawdę nie jest zdenerwowana. Przeprosiłaby za swój wybuch, a potem spróbowałaby skierować rozmowę z powrotem na bezpieczniejsze wody. Tym razem jednak było jej to obojętne. Zignorowała go, kończąc odkładać zakupy i zabrała się za kolację. Dobra, dobra, może trzasnęła kilkoma szafkami, robiąc to.

Grillowany kurczak, świeże warzywa na parze, ziemniaki zamiast ryżu – Jonathon miał alergię na ryż, chyba że robiła go jego matka – i sałatka. Grace uśmiechnęła się do siebie, rwąc sałatę – wyobrażając sobie, że każdy kawałek to kawałek Jonathona. A co tam — Grace dodała garnek ryżu. Przypuszczała, że jakiś telewizyjny guru powiedziałby, że jest „pasywno-agresywna”, ale jej już nie zależało.

Prawda była taka, że ona i dziewczynki lubiły ryż. Po prostu nigdy nie robiła go na kolację, ponieważ Jonathon robił wielkie zamieszanie z powodu swojej alergii. Nie puchł, nie dostawał pokrzywki, ani nic tak drastycznego. Po prostu miał problemy z trawieniem. Nikt nie wpychał mu tego do gardła na siłę. Nie musiał przecież go jeść.

Grace postawiła dodatkowy talerz na stole. Gdyby agentka nieruchomości pojawiła się w porze na posiłek, prawdopodobnie byłaby głodna. Nie było sensu przerywać kolacji tylko ze względu na interesy.

W pewnym momencie, gdy Grace gotowała, Jonathon musiał oddalić się do swojego komputera. Dobrze było nie czuć, że musi się przed nim tłumaczyć. Była w tym jakaś wolność. Tak naprawdę Grace czuła się tak radośnie, że poszła do garażu, poszperała i znalazła stare radio, które trzymała od czasów studiów. Przyniosła je do kuchni i włączyła stację z muzyką swingową z lat czterdziestych. Obiad był łatwy do ugotowania, nucąc razem z Bennym Goodmanem.

Agentka od nieruchomości pojawiła się z dokumentami w ręku o 19:00.

— Proszę, niech pani się dołączy. Wystarczy dla wszystkich. – Grace była naprawdę zadowolona, że ktoś jeszcze zasiada do stołu. I ku jej zadowoleniu, kobieta się zgodziła. Uśmiechnęła się i powiedziała, że nic nie jadła od obiadu i umiera z głodu.

Podczas posiłku Grace i dziewczynki odbyły wspaniałą rozmowę z pośredniczką. Grace widziała, że Jonathon był coraz bardziej niezadowolony, ponieważ marnowali czas na coś, co nazywał „pogawędką”. I po raz pierwszy nie próbowała go uspokoić.

W końcu agentka skończyła jeść kolację i rozmowę, którą prowadzili, i wręczyła Jonathonowi dokumenty do podpisania.

— Dlaczego sprzedajecie? – Spytała kobieta, szukając w teczce długopisu. W końcu podniosła wzrok, gdy jej pytanie spotkało się z ciszą. Spojrzała na Grace.

Grace była oszołomiona, gdy dowiedziała się, że Jonathon o niczym nie powiedział kobiecie.

— Rozwodzimy się. – Głos Jonathona wydawał się niemal szczerze smutny. Grace nie mogła uwierzyć, że próbował zabrzmieć tak, jakby to była wspólnie podjęta decyzja!

— Kilka tygodni temu Jonathon poprosił o rozwód. – Grace starała się mówić neutralnie, ale zdała sobie sprawę, że trochę jej się nie udało, gdy brwi jej córek uniosły się na ich czołach. Z jakiegoś powodu zdała sobie sprawę, że było dla niej ważne, żeby było wiadomo, że to Jonathon chciał rozwodu, a nie ona.

Pośredniczka przerwała, patrząc między Grace i Jonathona, próbując rozszyfrować ton rozmowy. Grace zlitowała się nad nią i pospieszyła się z podpisaniem dokumentów.

Reszta kolacji była dziwnym posiedzeniem. Cate i Kristy stały się niezwykle ciche. Więcej opowieści o wyczynach tamtego dnia nie zaszczyciły ich już przy stole. Grace i pośredniczka z wahaniem rozmawiały o nowym burmistrzu i ostatniej eskapadzie jego córki z lokalnymi władzami.

Kiedy frontowe drzwi w końcu zamknęły się za bardzo miłą kobietą, Grace poszła do kuchni i zaczęła zmywać naczynia po tym, jak wysłała dziewczynki, by odrobiły pracę domową.

Jonathon wszedł do kuchni i oparł się o jeden z blatów, kiedy ładowała naczynia do zmywarki. Musiała go ominąć, żeby dosięgnąć brudne garnki i patelnie z kuchenki. Po prostu stał tam oparty, nie pomagając jak zwykle, ze skrzyżowanymi rękami na piersi.

— Chcesz porozmawiać?

— Nie, nie bardzo. – Grace obmywała kieliszki przed włożeniem ich do górnego kosza zmywarki.

— No, więc o co w tym wszystkim chodziło? – Jonathon brzmiał na zdenerwowanego.

— O co w tym wszystkim chodziło z czym? – Grace wepchnęła górną szufladę i wysunęła dolną na talerze.

— Przestaniesz i spojrzysz na mnie? – Teraz brzmiał na wściekłego.

— Właściwie, nie, nie przestanę. Widzisz, zwykle po takiej rozmowie ty idziesz do łóżka, a ja nie śpię do późna, zmywam naczynia, szykuję obiad na jutro i robię ostatnie pranie. Dziś wieczorem się wyśpię. Jeśli chcesz porozmawiać, zrobimy to jutro po pracy. – Powiedziawszy to, Grace wróciła do wkładania talerzy i garnków do dolnego kosza zmywarki.

Nie była pewna, kiedy dokładnie Jonathon wyszedł z kuchni.

Kiedy jej głowa wreszcie dotknęła poduszki, Grace poczuła się prawie dobrze. Po raz pierwszy od dawna przespała całą noc i obudziła się wypoczęta. Szczerze mówiąc, czuła się tak naładowana energią, że w ten weekend pomalowała łazienkę dla gości na parterze na delikatną szałwiową zieleń i dodała kilka ładnych koronkowych ręczników w kolorze écru, które znalazła na wyprzedaży. Potem poszła do nowego, małego butiku w centrum miasta i kupiła kilka kostek mydła o różanym zapachu i mały pojemnik z potpourri.

Ich pośredniczka nieruchomości była zachwycona łazienką i poprosił Grace, żeby odnowiła też łazienkę na piętrze. Czuła, że wartość domu wzrośnie wraz z ulepszonym wystrojem. Jedynym powodem, dla którego Jonathon tym razem nie wyraził dezaprobaty, był fakt, że spodobała mu się wizja większych pieniędzy za dom.

I tak życie toczyło się przez następne kilka tygodni.