Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jane jest wybitną specjalistką HR, która wierzy że każdą sytuację można uporządkować zasadami i procedurami. Gdy otrzymuje zadanie zdyscyplinowania Liama - genialnego lecz niepokornego programisty - niespodziewa się, że to właśnie on zachwieje jej perfekcyjnie poukładanym światem. Zawodowe starcia przeradzają się w elektryzujący flirt, a wspólna praca nad kluczowym projektem tworzy między nimi tajemną więż zapisaną między linijkami kodu. Im silniejsze stają się ich uczucia, tym większe ryzyko dla kariery i reputacji Jane. "KODEKS I SERCE"to emocjonalny romans slow burn o zakazanej relacji, wyborach między ambicją a pragnieniem oraz odwadze, by złamać zasady w imię prawdziwego uczucia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 77
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
SPIS TREŚCI - KODEKS I SERCE
Rozdział 1 — Kandydat, którego nie da się ujarzmić
Jane, ambitna specjalistka HR, poznaje Liama — genialnego, ale całkowicie nieokiełznanego programistę. Jego kreatywność zachwyca, ale łamanie zasad doprowadza dział HR do szału. Pierwsze starcie elektryzuje ich oboje.
Rozdział 2 — Regulamin kontra chaos
Jane rozpoczyna oficjalną misję „zdyscyplinowania” Liama. On z kolei testuje jej profesjonalizm, celowo balansując na granicy zasad. Między nimi pojawia się niepokojąca, magnetyczna chemia.
Rozdział 3 — Gra w granice
Zasady stają się polem bitwy, w którym każde ich spotkanie jest pojedynkiem słów, spojrzeń i emocji. Granice między służbowym a prywatnym zaczynają niebezpiecznie się zacierać.
Rozdział 4 — Spotkanie po godzinach
Kiedy przypadek (albo przeznaczenie) łączy ich w kawiarni po pracy, rozmowa z zawodowej zmienia się w intymniejszą. Oboje czują, że to już nie jest „tylko praca”.
Rozdział 5 — Kod emocji
Wspólna praca nad projektem ujawnia, jak bardzo różnią się ich światy — i jak zaskakująco dobrze do siebie pasują. Liam zaczyna wyrażać więcej, niż powinien… w prostych gestach i spojrzeniach.
Rozdział 6 — Sekretne wiadomości
Między Jane a Liamem pojawiają się ukryte sygnały, podteksty i wiadomości, których nikt poza nimi nie potrafi odczytać. Jane zaczyna balansować między pracą a czymś, co coraz bardziej przypomina zakazane uczucie.
Rozdział 7 — Niewidzialne zasady
Ich układ staje się coraz bardziej ryzykowny. W firmie krążą plotki, a Jane musi wybierać, która granica jest dla niej ważniejsza: ta ustalona regulaminem czy ta, którą wyznacza jej serce.
Rozdział 8 — System awarii
Gdy w projekcie wybucha kryzys techniczny, Liam i Jane muszą współpracować jak nigdy wcześniej. Stres zbliża ich, ale również zagraża obu ich karierom.
Rozdział 9 — Między karierą a pragnieniem
Wszystko staje się jasne: ich relacja nie jest już tylko niewinnym flirtem. Jane staje przed decyzją, która może zmienić jej zawodową przyszłość — i jej życie osobiste.
Rozdział 10 — Linia kodu, linia serca
W projekcie pojawia się ukryta linijka kodu, którą rozumieją tylko oni. Staje się symbolem ich więzi. Jednak tajemnica ta może również stać się dowodem przeciwko nim.
Rozdział 11 — Nowy projekt
Po audycie firma przygotowuje się do wdrożenia systemu. Jane i Liam pracują ramię w ramię, wiedząc, że ich relacja jest na krawędzi ujawnienia. Tworzą własny, prywatny „projekt” — przyszłość, której oboje chcą, ale się boją.
Rozdział 12 — Kodeks i serce
W finale Jane i Liam muszą wybrać: żyć zgodnie z zasadami korporacji czy własnego serca. Ich decyzja zmienia wszystko — projekt, karierę i ich związek. Miłość wygrywa, ale nie bez walki.
Rozdział 1 – Kandydat, którego nie da się ujarzmić
Dział HR korporacji Novatech pachniał jak zawsze – mieszaniną świeżo parzonej kawy i dezynfekującego żelu, który przypominał, że nawet bakterie muszą tu znać regulamin. Jane Carter lubiła ten zapach. Kojarzył jej się z porządkiem, kontrolą i światem, który nie wymykał się spod rąk. Wszystko miało swoje miejsce: biurka w równych liniach, dokumenty w cyfrowych folderach, emocje za drzwiami domu.
Niestety, świat nie zawsze współpracował z jej zasadami.
Tego ranka w skrzynce miała wiadomość od dyrektorki HR, Marii Lewis:
„Jane, mamy problem z jednym z programistów. Zespół zgłasza powtarzające
się incydenty — brak dyscypliny, nieprzestrzeganie procedur, a ostatnio nawet…
no, przeczytaj sama. Potrzebujemy, żebyś się tym zajęła. On reaguje tylko na
silne osobowości.”
Jane uniosła brew.
„Silna osobowość” w korporacyjnym języku oznaczało „kłopot”. Kliknęła załącznik.
Raport był długi. Za długi.
Spóźnienia – 14.
Nieprzestrzeganie dress code’u.
Samowolne wprowadzanie zmian w kodzie produkcyjnym bez zgody przełożonego.
I wreszcie – komentarze o treści nieprofesjonalnej wobec członków zespołu.
Na końcu notka:
Imię i nazwisko: Liam Morgan. Starszy programista. Projekt: Vantage AI.
Jane westchnęła. Nazwisko już słyszała. W korytarzach HR krążyły o nim plotki – że jest genialny, arogancki i kompletnie nie do ujarzmienia.
Niektórzy mówili, że gdyby nie jego talent, dawno by wyleciał. Inni, że jego kod jest wart więcej niż cały zespół razem wzięty.
Przesunęła palcem po ekranie laptopa i uśmiechnęła się chłodno. — Skoro reaguje tylko na silne osobowości — szepnęła do siebie — to właśnie ją dostał.
Pokój konferencyjny „Orion” był surowy, przeszklony, jakby stworzony do rozmów o wynikach i konsekwencjach. Jane lubiła takie wnętrza — zero emocji, maksimum kontroli. Ustawiła przed sobą notatnik, długopis i tablet z raportem. W drzwiach pojawił się cień.
— Carter? — rozbrzmiał głęboki, lekko chrapliwy głos.
Spojrzała w górę i… zamarła na ułamek sekundy.
Mężczyzna stojący w progu nie wyglądał jak ktoś, kogo trzeba dyscyplinować. Raczej jak ktoś, kto sam ustala zasady.
Włosy w nieładzie, lekko przydługie, koszula rozpięta przy szyi, rękawy podwinięte. Na jego nadgarstku — tatuaż, cienka linia biegnąca jak fragment kodu binarnego. Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Nie przepraszającym, raczej wyzywającym.
— Liam Morgan. — wyciągnął rękę.
— Jane Carter. HR. — uścisnęła dłoń pewnie, z chłodnym profesjonalizmem.
— Słyszałem. — jego głos zabrzmiał jak skrzypienie dobrze naoliwionego silnika. — Ta od zasad.
— A ja słyszałam, że ty jesteś tym, którego zasady nie dotyczą. — odparła spokojnie, wskazując krzesło naprzeciw siebie.
Liam usiadł, nonszalancko, jakby był na rozmowie o podwyżkę, a nie o dyscyplinarne postępowanie.
— Wiesz, zasady to takie linijki kodu — powiedział. — Czasem trzeba je złamać, żeby program działał szybciej.
Jane uniosła brew.
— Zasady są po to, żeby zapobiegać błędom.
— A ja po to, żeby je naprawiać. — Uśmiechnął się szerzej. — Więc w pewnym sensie działamy w jednym zespole.
Zanotowała coś w tablecie, nie odpowiadając.
— Zespół zgłasza, że nie pojawiasz się na porannych odprawach.
— Bo są bezużyteczne. Wszyscy i tak wiedzą, co mają robić.
— To nie ty decydujesz.
— A kto? — jego głos był miękki, prawie rozbawiony. — Ty?
Jane zamilkła na chwilę. Wpatrywał się w nią intensywnie, z tą pewnością siebie, która była bardziej niebezpieczna niż arogancja.
Poczuła, jak jej kark lekko się napina. Nie lubiła tego uczucia — że ktoś testuje jej granice.
— Owszem — odparła w końcu. — Ja.
— Ciekawe. — oparł się wygodnie. — To znaczy, że mam przestrzegać zasad, bo ty tak mówisz?
— Bo tak działa firma.
— A może firma działa, bo tacy jak ja łamią zasady, kiedy trzeba?
Przez sekundę w jego spojrzeniu było coś więcej niż prowokacja. Coś jak iskra – inteligencja, błysk kreatywnego chaosu. Jane to zauważyła. I właśnie to ją zirytowało najbardziej.
— Morgan — powiedziała chłodno. — Nie jestem tu, żeby się z tobą przekomarzać. Zostałam poproszona, żeby znaleźć sposób, byś mógł funkcjonować w ramach struktury.
— Czyli chcesz mnie naprawić.
— Wolę słowo dostosować.
— A ja wolę nie dotykać. — Uśmiechnął się z tym samym chłodnym urokiem, który musiał działać na każdą kobietę, z wyjątkiem niej.
Przynajmniej tak sobie powtarzała.
Kiedy wyszedł, w pokoju zapadła cisza. Jane zamknęła oczy, biorąc głęboki oddech. Ten mężczyzna był… irytująco fascynujący. Jak równanie, którego nie da się rozwiązać, choć bardzo chce się spróbować.
Sięgnęła po telefon i napisała krótką wiadomość do Marii:
„Rozmowa przeprowadzona. Kandydat trudny, ale możliwy do… optymalizacji.
Wymaga niestandardowego podejścia.”
Po chwili dopisała jeszcze jedno zdanie, które sama przed sobą próbowała zbagatelizować:
„Zdecydowanie nieprzewidywalny.”
Tego samego wieczoru, gdy w biurze gasły światła, Jane wychodziła z dokumentami w ręku, gdy z korytarza dobiegł ją dźwięk klawiatury.
Spojrzała przez szybę do sali developerskiej.
Liam siedział sam, światło monitora odbijało się w jego oczach. Na ekranie tańczyły linijki kodu, zbyt szybkie, by je odczytać.
Zatrzymała się.
Zamiast wyjść, przez chwilę tylko patrzyła.
Było w tym coś hipnotyzującego – jego skupienie, ruchy dłoni, sposób, w jaki poruszał się w ciszy.
Wtedy uniósł wzrok. Ich spojrzenia spotkały się przez szkło.
Nie uśmiechnął się.
Tylko skinął lekko głową, jakby mówił: widzisz, tak wygląda wolność.
Jane poczuła, że jej serce bije trochę zbyt szybko jak na zwykły dzień pracy.
Następnego ranka Jane pojawiła się w biurze wcześniej niż zwykle. Nie mogła przestać myśleć o wczorajszej rozmowie – o jego spojrzeniu, tonie głosu, tym jak potrafił jednym zdaniem wytrącić ją z równowagi.
To było irytujące. Nie dlatego, że był arogancki.
Dlatego, że był… interesujący.
A interesujący mężczyźni w miejscu pracy to zagrożenie dla efektywności – tak brzmiała jedna z jej wewnętrznych zasad.
Postanowiła więc działać po swojemu – metodycznie.
Ułożyła plan naprawczy dla Liama Morgana:
1. Codzienne odprawy z raportem obecności.
2. Lista zadań zatwierdzanych przez przełożonego.
3. Cotygodniowa sesja coachingowa z nią – z naciskiem na współpracę i komunikację.
Wszystko, co mogłoby przypomnieć mu, że korporacja to nie jego prywatne królestwo.
W południe zaprosiła go na spotkanie.
Przyszedł spóźniony siedem minut.
— Zegar się spóźnia — powiedział, z tym samym spokojem, z jakim inni przepraszają. Jane odłożyła długopis.
— Oczywiście. Wszyscy zegary w firmie, tylko nie ty.
— Nie wszyscy. — Usiadł, zerkając na dokumenty przed nią. — Widzę, że zrobiłaś plan, jak mnie oswoić.
— To nie plan oswajania. To plan współpracy.
— Czyli tresury. — Uśmiechnął się lekko, z tym błyskiem w oczach, który był niebezpiecznie blisko flirtu.
Jane spojrzała na niego chłodno, ale w środku poczuła coś, czego nie chciała nazwać. Nie irytację.
Nie strach.
Coś… drgającego pod powierzchnią.
— Liam, jeśli chcesz utrzymać swoje stanowisko, musisz przestać działać wbrew strukturze.
— A jeśli to właśnie dlatego moja praca ma sens? — zapytał cicho, nachylając się. — Bo nie jestem częścią tej struktury?
— Bo łamiesz zasady?
— Bo tworzę nowe. — Jego głos był niski, głęboki, prawie intymny. — Nie każda reguła pasuje do wszystkich. Niektórzy ludzie po prostu… nie mieszczą się w prostych schematach.
Jane przez chwilę milczała.
Czuła, że ich rozmowa przestała dotyczyć pracy.
Że każde jego słowo miało drugie znaczenie.
Że każde spojrzenie było jak test.
Popołudniu spotkała się z Marią Lewis, dyrektorką HR. — I jak? — zapytała Maria, mieszając kawę. — Słyszałam, że z nim ciężko. — Ma swój… sposób widzenia rzeczywistości.
— To znaczy?
Jane zawahała się. — Inteligentny. Nieprzewidywalny. Zbyt pewny siebie. — Brzmi jak problem.
— Albo jak potencjał. — Uśmiechnęła się lekko, zaskakując samą siebie.
Maria spojrzała na nią z ukosa. — Jane, tylko pamiętaj: takich ludzi nie reformuje się emocjami. On potrzebuje jasnych granic.
Jane skinęła głową. Wiedziała to.
Problem w tym, że on potrafił przesuwać granice jednym spojrzeniem.
Kiedy wróciła do swojego biura, na biurku leżał mały, czarny pendrive. Żadnej karteczki. Tylko napis flamastrem: „Na dowód współpracy.”
Otworzyła plik.
Na ekranie pojawił się interfejs programu z linią tekstu:
// dla Carter – wersja 0.1
