5,99 zł
Gdziekolwiek spojrzysz, magia już tam jest. Wystarczy ją odnaleźć.
„Kelpiej” to jedna z dwunastu niesamowitych historii zaklętych w zbiorze opowiadań „Magiczny kompas”.
Książka wydana nakładem wydawnictwa Nie powiem, Hm... zajmuje się dystrybucją.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 29
– Proszę za mną. – Starszy pan o wyglądzie Marlona Brando skierował nieliczną grupę w stronę brzegu, gdzie na olbrzymim, kamiennym podeście królowała najpiękniejsza rzeźba, jaką Ailidh Mcleod widziała w życiu. – Otóż, proszę państwa, jest to jedna z najbardziej zagadkowych ekspozycji, jakie zobaczycie w czasie tej wycieczki. A może w ogóle, jakie zobaczycie w życiu. Jej powstanie datuje się na sam początek dwudziestego wieku, chociaż okoliczności tego powstania owiane są tajemnicą.
Ailidh zadrżała, czy to za sprawą chłodnego powiewu znad jeziora, spotęgowanego przez mżawkę, czy też przewodnika, który zawiesił znacząco głos i spoglądał teraz na grupę z uciechą w wyrazistych oczach. W końcu udało mu się zdobyć choć trochę ich zainteresowania, co wcale nie było prostym zadaniem. No, może nie było trudne przyciągnięcie uwagi pani Irving, która nie spuszczała z opowiadającego mężczyzny zachwyconego spojrzenia i strzelała mu zdjęcie za zdjęciem, oraz pana Irvinga, który z kolei to łypał na niego groźnie, to znów wracał zachmurzonym spojrzeniem do żony.
– Otóż, jak mówią miejscowi, pewnego dnia cała ta instalacja, wykonana ze stopu cyny, ołowiu i srebra, po prostu pojawiła się znikąd. Najprawdopodobniej artysta pracował nad nią w tajemnicy i przetransportował ją na miejsce pod osłoną nocy.
– I nikt nie wie, kto jest autorem?
Piskliwa dziewczyna w krzykliwie różowych getrach i zbyt obcisłej koszulce odkrywającej jej wyrzeźbiony i przypieczony na solarium brzuch, podeszła do konia i podrapała go za uszami, jakby był żywym stworzeniem, a nie metalowym posągiem. Przejechała długimi paznokciami wzdłuż grzbietu, po czym klepnęła z całej siły w zad. W końcu uwiesiła się na najcieńszym elemencie, czyli na wodzach trzymanych przez posągową dziewczynę. Zrezygnowała dopiero, kiedy metal zazgrzytał na znak protestu. Ailidh z niesmakiem zagryzła usta, przełykając cierpki komentarz. Była pewna, że rzeźba musiała ucierpieć.
– Niestety, kochaniutka, ma pani rację. Nikt nie zna autora dzieła. Spójrzcie jednak na detale i na cały kunszt wykonania obu elementów. Prawie czujemy ruch końskich mięśni, a jeśli odetchniecie głęboko, może nawet poczujecie zapach mokrej sierści ogiera.
Odruchowo, wszyscy razem z przewodnikiem głęboko wciągnęli wilgotne powietrze. Ailidh skrzywiła się, bo jedyne, co faktycznie poczuła, to przesłodzony truskawkowy zapach elektronicznej fajki Thomasa. Chłopak miał poczochrane, ognistopomarańczowe włosy i oczy w niewiarygodnym kolorze pogodnego nieba.
– Spójrzcie też na rzeźbę przedstawiającą dziewczynę, która prowadzi konia. Jej dłoń zaciska się na wodzach, jakby za nic nie chciała puścić. Czy ktoś z was ma jakąś teorię, co ta instalacja może przedstawiać?
– Kelpie. I dziewczynę, która ujarzmiła Kelpie. – Różowe Getry z dumą odczytała napis na tabliczce wmurowanej przed dziewczęcą postacią. Nachyliła się przesadnie, demonstrując coraz bardziej czerwonemu Thomasowi pokaźny biust.
– Czy ktoś wie, czym, a może kim, w legendach są Kelpie?
– Nie przesadzajmy, wszyscy znają legendy o Kelpie, co nie? – Różowe Getry się roześmiała. Dźwięk był równie nieprzyjemny, jak odgłos grabi ciągniętych po szkle. Państwo Irving, którzy teraz z kolei trzymali się na uboczu i swoją nowiutką lustrzanką fotografowali wszystko, co się dało, popatrzyli na nią z nieukrywaną dłużej urazą i potępieniem, jednak ona zdawała się nie zauważać nieprzychylnych spojrzeń. – Wciągają na grzbiet ludzi, wabią ich i topią. To demony. Albo jakoś tak.
Ailidh, przyciągana ciekawością, wpatrzyła się w postać dziewczyny, jedynie odrobinę wyższej i trochę solidniej zbudowanej od niej samej. To były rysy bardzo, ale to bardzo młodziutkiej osoby, nastolatki w długiej sukni i narzuconym na suknię czymś w rodzaju fartucha. Jej długie włosy wisiały w strąkach, częściowo nakryte chustą. Artysta musiał mieć niewiarygodny talent, skoro odwzorował każde pasmo włosów, zagniecenie sukni, a nawet wytłaczany, kraciasty wzór chusty. Całość sprawiała wrażenie przemoczonej, dosłownie ociekającej wodą, i Ailidh spodziewała się podświadomie zobaczyć zbierające się krople u metalowych stóp, obutych w trzewiki na niewielkim obcasiku.
Największe jednak wrażenie robiła twarz posągu. Zarówno oczy, jak i usta były kurczowo zaciśnięte, jakby dziewczyna nie chciała, by dostała się do nich woda.
Włosy na przedramionach Ailidh podniosły się, kiedy wpatrywała się intensywnie w rysy naznaczone cierpieniem. Znała tę twarz bardzo dobrze. W końcu do złudzenia przypominała jej własną.
– A więc owszem, Morag, ma pani całkowitą rację. Według legend Kelpie pod postacią konia często wabią ludzi na swój grzbiet, po czym wciągają ich, niczym bezwolne kukiełki, w głębiny. Jak im się to udaje? Cóż, raz wsiądziesz na grzbiet i już jest po tobie, nie uda ci się zsiąść. I Kelpie cię pożre. Tu jednak mamy do czynienia z innym aspektem owych legend. Czy wiecie, w jaki sposób człowiek mógł uratować życie w starciu z tym wodnym demonem? – Przewodnik przetarł wielką, materiałową chusteczką w szkocką kratę ociekające wodą czoło; mżawka niepostrzeżenie zmieniła się w całkiem solidny deszcz. Nikt nie wyrywał się z odpowiedzią. Mężczyzna westchnął ciężko niczym rozczarowany niewiedzą uczniów nauczyciel. – Otóż, drodzy państwo, Kelpie można zmusić do posłuszeństwa na kilka sposobów. Można zdjąć mu jego uzdę, by mieć nad nim władzę. Można założyć mu własną, o, najlepiej z żelaza poświęconego przez świętego męża. Albo wypowiedzieć jego prawdziwe imię. Otóż, jak wiecie, w folklorze Szkocji imiona mają wielką moc. Czemu? Czemu, drodzy państwo?
– Otóż, drogi panie – Różowe Getry bezczelnie wydęła opuchnięte wargi, kpiąc w żywe oczy ze sposobu wyrażania się starszego człowieka – imiona dają władzę temu, kto może ich użyć przeciwko nam. Mogą odebrać moc i zniewolić najgroźniejszą bestię.
– No, może nie dokładnie przeciwko nam, chociaż co ja tam wiem…? – Starszy pan rozłożył ręce w geście oznaczającym niewiedzę, czym wywołał ciche śmiechy słuchaczy. – Według naszych przodków, jeżeli ktoś wypowiedział prawdziwe imię Kelpie, mógł zablokować jego moc na bardzo, bardzo długi czas. A nawet go zabić, jeśli był w ludzkiej postaci. Poświęcone żelazo albo srebro też mogło takiego demona unieszkodliwić. Jak widzicie, oni byli przygotowani na nadejście różnych kataklizmów, nie to, co my.
– Mój największy kataklizm chyba się zbliża, bo mam siedem procent baterii. – Thomas wymownie pomachał swoim lekko sfatygowanym iPhone’em. – Może sobie posłuchamy reszty już rano, co? Jutro ma nie padać.
Odpowiedziały mu zgodne pomruki nielicznej gromadki. Ailidh zawahała się i wyciągnęła dłoń w kierunku posągu przedstawiającego, według jej wiedzy, jej rodzoną prababkę. Metal był lodowaty w dotyku.
– W takim razie na dziś koniec. Proszę za mną, szanowni państwo. Nasz pensjonat to ten dosłownie na końcu ścieżki. – Mężczyzna skierował się w stronę ładnego, zadbanego domu zbudowanego, jak wszystko w okolicy, z szarego kamienia. Budynek stał wśród skał i kwitnących krzewów.
Ailidh rzuciła ostatni raz okiem na niezwykłe dzieło. Ze smutkiem odnotowała, że metal przy końskim pysku popękał odrobinę, powstała tam siateczka ciemnych, długich rys podkreślonych przez wsączającą się w nie deszczówkę i sięgających aż do rozdętych chrap zwierzęcia.
Miała rację – bezmyślna Morag uszkodziła zabytek.
Magiczny kompas
© Praca zbiorowa
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody twórców.
Pod redakcją: D. B. Foryś
Redakcja: Natalia Hermansa, Anna Kucharska, D. B. Foryś
Korekta: Aleksandra Baranowska
Projekt okładki: E.Raj
Skład: D. B. Foryś
Elementy graficzne w treści: pexels.com, unsplash.com, freepik.com
ISBN e-book: 9788368695595
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2026
Wydawnictwo Nie powiem
E-mail: [email protected]
Telefon: 518833244
Adres: ul. Sobieskiego 225/9, 42-580 Wojkowice
www.niepowiem.com.pl
